przez redakcja | sobota 18 maja 2024 | aktualności
18 maja o godzinie 16.00 jako studenci i studentki zrzeszeni w OZZ Inicjatywa Pracownicza rozpoczęliśmy pokojowy strajk okupacyjny w budynku DS Kamionka. Głównym żądaniem okupacji jest przywrócenie funkcjonowania domu studenckiego.
Akcja ta wynika z wyczerpania innych środków negocjacyjnych. Rektor nie uznał nas za reprezentantów interesu społeczności studenckiej i odesłał do samorządu, który zignorował nasze postulaty dotyczące DS Kamionka. Nie mieliśmy innego sposobu na kontynuowanie działań niż podjęcie akcji bezpośredniej.
O godzinie 18.30 w DS Kamionka pojawiła się delegacja reprezentująca władze uniwersyteckie, składająca się z zastępcy kanclerza do spraw nieruchomości Marka Ulińskiego i rzecznika Uniwersytetu Jagiellońskiego Adama Koprowskiego. Władze próbowały nakłonić nas do spotkania z rektorem za zamkniętymi drzwiami, poza terenem Kamionki. Nasze stanowisko pozostaje niezmienne — nie opuszczamy budynku, negocjujemy grupowo i transparentnie.
O godz. 23.30 pod DS Kamionka pojawił się pierwszy radiowóz. Jeden z policjantów wszedł do budynku i przedstawił nam zarzut naruszenia miru domowego. Postawiono nam ultimatum: albo zaczniemy negocjować w pojedynkę z funkcjonariuszami, albo „przyjadą tutaj takie siły, że państwa wyciągniemy z tego budynku i zostaniecie państwo pociągnięci do odpowiedzialności karnej”. Policjant potwierdził, że zostaniemy usunięci z budynku siłą. Funkcjonariusz chciał nas zmusić do rozmów nierejestrowanych w żaden sposób i bez świadków, poprzez jednoosobową reprezentację. Twierdził, że działa za zgodą i upoważnieniem rektora, natomiast odmówił przedstawienia go na piśmie, twierdząc, że „może je zaraz załatwić”.
W ciągu następnych minut pod budynkiem pojawiło się około 5 radiowozów. Policjanci powstrzymali się jednak od podejmowania jakichkolwiek działań względem nas i poprzestali na rozmowach z pracownikami administracji przed budynkiem, czekając na przyjazd komendanta. Tutaj podkreślić należy, że ze strony administracji budynku otrzymujemy pełne poparcie. Po nagłośnieniu przez nas sytuacji pod budynkiem zjawili się posłanka Daria Gosek-Popiołek, radna miasta Krakowa Aleksandra Owca, pracownice i pracownicy Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz inni świadkowie i media, a policja odstąpiła od podejmowania dalszych czynności. Z informacji uzyskanych w toku interwencji poselskiej wynikało, że policja nie posiadała zgody rektora na wejście na teren uczelni.
Dziś delegacja składająca się z przedstawicielek strajkujących, komisji zakładowej IP na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz dwójki radców prawnych udała się na negocjacje z władzami uczelni do Collegium Novum. Żądamy wyjaśnienia wczorajszych działań, które uznajemy za skandaliczną próbę rozbicia pokojowego strajku przy użyciu siły. Zgodziliśmy się na podjęcie negocjacji w tej formie po uzyskaniu gwarancji ze strony władz UJ, że żadna z osób prowadzących oraz wspierających strajk, nie poniesie konsekwencji prawnych ani dyscyplinarnych.
Ponadto, stale podtrzymujemy pierwotne żądania strajku okupacyjnego:
Natychmiastowe wycofanie się z prób sprzedaży DS „Kamionka” przez władze Uniwersytetu Jagiellońskiego. Odwołanie uchwały Senatu UJ z 2018 r., zezwalającej na sprzedaż dwóch budynków.
Remont dwóch budynków DS „Kamionka” i wznowienie działalności akademika od roku akademickiego 2024/2025.
Natychmiastowe wycofanie się z planów sprzedaży „Bursy Jagiellońskiej” przez rektora elekta, prof. Piotra Jedynaka.
Przedstawienie projektu budowy nowych domów studenckich na terenie Kampusu na Ruczaju oraz zabezpieczenie na ten cel środków finansowych.
Podpisano,
studentki i studenci zrzeszeni w OZZ Inicjatywa Pracownicza
przez redakcja | piątek 17 maja 2024 | aktualności
17 maja, w Noc Muzeów, odbędzie się protest pracowników stołecznych placówek muzealnych.
Noc Muzeów to wieczór, kiedy wszystkie oczy skierowane są na instytucje kultury. Jako pracownicy i pracowniczki Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Muzeum Warszawy i Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, trzech największych instytucji muzealnych finansowanych przez warszawski ratusz, tego dnia chcemy upomnieć się o nasze prawo do godnych płac. Ten postulat dotyczy zwłaszcza załogi Muzeum Warszawy, która dopiero w tym roku otrzymała pierwsze od 20 lat podwyżki.
Organizatorem akcji protestacyjno-informacyjnej „Wystawne gmachy – głodowe pensje” są Komisje Zakładowe Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza przy Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Muzeum Warszawy i Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Towarzyszy ona trwającym od 8 marca br. sporom zbiorowym w tych instytucjach. Do tej pory Biuro Kultury, które jest organizatorem lub współorganizatorem stołecznych muzeów, pomimo naszego zaproszenia do rokowań, nie spotkało się z nami i nie zadeklarowało chęci rozmów.
Zapraszamy publiczność muzeów do udziału w proteście. Wzywamy do protestu pracowników i pracowniczki warszawskich instytucji kultury, którzy, tak jak my, chcą zwrócić uwagę na niesprawiedliwe traktowanie i nieadekwatne wynagrodzenia w ich zakładach pracy.
W sporach zbiorowych w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, Muzeum Warszawy i Muzeum Sztuki Nowoczesnej wspierają załogę następujące organizacje związkowe: Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza, NSZZ „Solidarność” i OPZZ Konfederacja Pracy.
Plan akcji protestacyjno-informacyjnej:
● 19:30-20:00 – pikieta na Placu Bohaterów Getta przed wejściem głównym do Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, ul. Mordechaja Anielewicza
● 20:00-20:30 – przemarsz spod Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN na Rynek Starego Miasta ulicami: Świętojerska, Plan Krasińskich, Długa, Nowomiejska
● 20:30-21:00 – pikieta pod siedzibą Muzeum Warszawy na Rynku Starego Miasta
● 21:00-21:30 – przemarsz spod Muzeum Warszawy do gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej nad Wisłą ulicami: Świętojańska, Krakowskie Przedmieście, Oboźna, Leszczyńska
● 21:30-22:00 – pikieta pod gmachem Muzeum Sztuki Nowoczesnej nad Wisłą, ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 22. Zakończenie akcji.
Codziennie tysiące osób w warszawskich muzeach przygotowuje dla Was wystawy, dba o cenne zbiory, troszczy się o widoczność w mediach, koordynuje liczne działania edukacyjne, opiekuje się osobami odwiedzającymi, utrzymuje w czystości wszystkie oddziały i pilnuje porządku w dokumentach. To ogrom pracy, która wymaga specjalistycznej wiedzy, doświadczenia, umiejętności, zapału i samozaparcia. Muzea to przede wszystkim ludzie. Zasługujemy na godne wynagrodzenie.
przez redakcja | piątek 17 maja 2024 | aktualności
16 maja w placówkach Poczty Polskiej na terenie całego kraju odbył się dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Okienka były zamknięte, stanęły konwoje.
O sprawie informują zarówno związkowcy z Poczty Polskiej, jak i ogólnopolskie media. Ci pierwsi piszą: „Strajk został zorganizowany w odpowiedzi na plany Zarządu Poczty Polskiej S.A., który zamierza zredukować zatrudnienie o około 5 tysięcy etatów rocznie, co według Ogólnopolskiego Porozumienia Związkowców Zawodowych skutkowałoby zwolnieniem między 7 tysięcy a 10 tysięcy pracowników. Dodatkowo, pocztowcy protestują przeciwko planom likwidacji placówek pocztowych, zmniejszeniu liczby czynnych okienek, skróceniu czasu pracy placówek oraz rezygnacji z pracy na dwie zmiany. […] Walczymy o nasze wynagrodzenia i miejsca pracy. 80 proc. pocztowców, tj. około 50 tys. pracowników, ma wynagrodzenie zasadnicze na umowę o pracę na pełny etat na poziomie 4 023 zł brutto, a więc poniżej minimalnego wynagrodzenia w Polsce”.
Prowadzone od 2023 r. negocjacje płacowe w ramach sporu zbiorowego nie przyniosły rezultatu. Pocztowcy rozważają zaostrzenie form strajku. Prezes Poczty Polskiej, Sebastian Mikosz, powiedział: „Sam strajk niczego nie da”.
(zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Magdalena Okraska)
przez redakcja | czwartek 16 maja 2024 | aktualności
Syndyk kolejny raz próbuje sprzedać legendarną firmę produkującą ciągniki.
Jak pisze portal wnp.pl, otwarcie ofert w kolejnym konkursie na zakup przedsiębiorstwa Ursus S.A. w upadłości z siedzibą w Warszawie wyznaczono na 20 czerwca br. Cena wywoławcza to 99 mln zł, czyli prawie 25 mln zł mniej niż przy poprzedniej licytacji.
Pierwszy konkurs ofert na zakup przedsiębiorstwa Ursus S.A. przeprowadzono 14 marca. Licytacji nie rozstrzygnięto, ponieważ żaden podmiot nie złożył oferty.
Ursus swoje początki wywodzi od przedsiębiorstwa, które powstało w 1893 r. w Warszawie i początkowo produkowało m.in. armaturę dla przemysłu cukrowniczego, spożywczego i gorzelniczego. W 1923 r., po kolejnych przekształceniach firmy, powstały Zakłady Mechaniczne „Ursus” S.A., które rozpoczęły seryjną produkcję pierwszych polskich ciągników rolniczych. W 1946 r. władze państwowe zadecydowały o wznowieniu produkcji ciągników.
W latach 1998-2003 Zakłady Przemysłu Ciągnikowego „Ursus” przeszły restrukturyzację, w wyniku której powstały nowe podmioty gospodarcze. W 2003 r. powstało przedsiębiorstwo Ursus, od 2007 r. notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych. W 2011 r. producenta ciągników kupiła spółka Pol-Mot Warfama. W kolejnych latach Ursus informował o świetnych wynikach sprzedaży ciągników m.in. w Czechach, Belgii, Holandii i Pakistanie, o wielomilionowych kontraktach na dostawę sprzętu rolniczego do krajów afrykańskich i o planach produkcji elektrycznego samochodu dostawczego.
W 2019 r. do fabryki wkroczył komornik i czasowo zajął surowce, materiały i półprodukty. W 2021 r. warszawski sąd ogłosił upadłość „Ursusa”.
(fot. w nagłówku tekstu: Wikipedia.pl)
przez Karol Trammer | środa 15 maja 2024 | opinie
Fenomen reaktywowanego połączenia Ostrołęka – Białystok. Mało pociągów, dużo pasażerów.
Choć reaktywacja połączeń kolejowych na linii Łapy – Śniadowo – Ostrołęka była w planach, to jeszcze niedawno wydawało się, że ziszczą się one na koniec obecnej dekady.
Czas powrotu
O powrocie połączeń dopiero w 2028 r. mówiono, gdy samorząd województwa podlaskiego w lipcu 2023 r. zawierał ze spółką PKP Polskie Linie Kolejowe umowę o objęciu programem Kolej Plus odcinka Łapy – Śniadowo i odnogi Śniadowo – Łomża w celu uruchomienia pociągów z Białegostoku do Łomży, która straciła połączenia w 1993 r.
Koncepcję doprowadzenia połączeń do Łomży zawiera również „Regionalny plan transportowy województwa mazowieckiego w perspektywie do 2030 roku”. Ten przyjęty w 2022 r. dokument wymienił trasę Ostrołęka – Śniadowo – Łomża wśród linii, na których planuje się uruchomić pociągi pasażerskie, pod warunkiem zapewnienia przez PKP PLK odpowiedniego stanu infrastruktury.
Na 17-kilometrowej odnodze z Łomży do Śniadowa maksymalna prędkość to 40 km/h. O ile mająca 60 tys. mieszkańców Łomża – trzecie największe miasto w województwie podlaskim – wciąż więc czeka na poprawę stanu linii i reaktywację połączeń, o tyle z dniem 18 marca 2024 r. podlaski zakład Polregio uruchomił połączenie Białegostoku z Ostrołęką. Tak oto niespodziewanie po prawie ćwierćwieczu wróciły na linię Łapy – Ostrołęka pociągi pasażerskie.
Ruch pasażerski na linii Ostrołęka – Łapy zlikwidowano 3 kwietnia 2000 r. Stało się to podczas największego cięcia połączeń, kiedy jednego dnia wycofano pociągi pasażerskie z 1028 km linii na terenie 12 województw.
Kilka dni przed likwidacją połączeń Dyrekcja Przewozów Pasażerskich PKP w piśmie do samorządów ze styku województw mazowieckiego i podlaskiego oznajmiła, że z linii Ostrołęka – Łapy korzysta „tylko” 580 pasażerów na dobę. Linią jeździły wtedy już zaledwie trzy pary pociągów, a więc średnia frekwencja w jednym pociągu wynosiła 97 osób.
Drugie życie
Dla linii Łapy – Ostrołęka drugie życie zaczęło się w latach 2017-2018. Wówczas zostały wykonane prace przywracające jej przejezdność na całej długości. Celem było zapewnienie alternatywnej trasy dla ruchu towarowego na czas modernizacji magistrali Warszawa – Białystok. Dzięki temu na 88-kilometrowej linii Łapy – Ostrołęka pociągi mogą rozpędzać się do 80 km/h na terenie województwa podlaskiego i do 120 km/h w granicach województwa mazowieckiego. Rewitalizacja objęła nie tylko remont toru, ale też odbudowę stacji Czarnowo-Undy, którą już na początku lat 90. zdegradowano do roli przystanku. Bez jej odbudowy pociągi nie byłyby w stanie minąć się na liczącym aż 63 km odcinku między stacjami Łapy i Śniadowo. Do 2000 r. mijanie się pociągów było możliwe na stacjach Sokoły, Czerwony Bór, Śniadowo i Kurpie.
Linia Łapy – Ostrołęka przydała się jako objazd nie tylko składom towarowym. W 2019 r. kilka razy skierowano nią pociągi PKP Intercity, które omijały zakłócenia na linii Białystok – Warszawa, wywołane takimi zdarzeniami jak kolizja pociągu z koparką czy śmiertelne potrącenia ludzi na torze. Wypadki te skutkowały kilkugodzinnym zablokowaniem jedynego czynnego toru na modernizowanej linii. Skierowanie części pociągów okrężną drogą przez Ostrołękę pozwalało szybciej rozładować zatory.
Choć na terenie województwa podlaskiego modernizacja linii Warszawa – Białystok wciąż trwa, to ruch objazdowy pociągów towarowych na linii Ostrołęka – Łapy już zamarł. Obecnie korzystają z niej głównie składy cargo jadące docelowo do Łomży, Śniadowa oraz ładowni Sokoły.
Sokoły walczą
Ładownię Sokoły reaktywowano w 2020 r. Na decyzję PKP PLK o przywróceniu możliwości przyjmowania tu składów towarowych wpłynęła potrzeba zapewnienia punktu odbioru i nadawania ładunków, zastępującego na czas modernizacji linii Warszawa – Białystok zlokalizowane na niej stacje Szepietowo i Łapy, których dostępność dla przewoźników cargo została z powodu przebudowy ograniczona.
Spółka PKP PLK odtworzyła tor pozwalający na przyjmowanie składów o długości do 650 metrów, a gmina Sokoły i miejscowa firma Trans-Rol przygotowały przylegający do toru plac ładunkowy. Szef firmy Trans-Rol Andrzej Remisiewicz już po pierwszym miesiącu funkcjonowania ładowni informował, że pociągi dowiozły na nią 6 tys. ton nawozów i 4,5 tys. ton węgla, zdejmując transport tych towarów z dróg.
Starania o przywrócenie ładowni były tylko częścią wieloletniej walki władz gminy Sokoły o renesans kolei. Wójt gminy Sokoły Józef Zajkowski wyliczył, że w tej sprawie odbył 160 spotkań oraz sporządził 360 pism i dokumentów.
Zajkowski został wójtem Sokół w 1991 r. Widział zmniejszanie liczby połączeń, żegnał ostatni pociąg, potem starał się nie dopuścić do degradacji infrastruktury kolejowej i dbał o usuwanie krzewów z nieużywanych torów. Starał się o to, by porzuconą przez PKP PLK linię mogły przejąć samorządy. – „Skoro PKP sobie nie radzi i nie ma pieniędzy, chętnie wybawię tę spółkę z kłopotów” – mówił Zajkowski „Gazecie Współczesnej” w 2009 r., gdy kolej, w celu sprzedaży szyn na złom, demontowała tor ładunkowy, który następnie po dekadzie został odbudowany kosztem 900 tys. zł.
Wójt Sokół niestrudzenie przypominał kolejnym ministrom, posłom i marszałkom województwa o potrzebie reaktywacji linii. Wreszcie w marcu 2024 r. witał przywrócone połączenia.
Złośliwość demokracji jest jednak taka, że odbywające się w kwietniu 2024 r. wybory, które zmotywowały samorząd województwa podlaskiego do decyzji o reaktywacji połączeń na linii Łapy – Ostrołęka, oznaczały dla walczącego o to Józefa Zajkowskiego koniec misji na stanowisku wójta. Zdobył 41% głosów i przegrał z jedynym kontrkandydatem, Radosławem Choińskim.
Kolejowe wybory
Samorząd województwa podlaskiego pod koniec 2023 r. – w obliczu zbliżających się wyborów – postanowił wykorzystać to, że linia z Łap do Ostrołęki jest przejezdna i można uruchomić na niej połączenia. Nie bez znaczenia było, że odpowiedzialny za kolej wicemarszałek Marek Olbryś startował z okręgu obejmującego oddalone od czynnych linii powiaty łomżyński i zambrowski. Powrót pociągów na idącą przez te powiaty linię Olbryś przedstawił jako preludium ujętej w programie Kolej Plus reaktywacji połączeń z Białegostoku przez Łapy i Śniadowo do Łomży.
– „Do transportu kolejowego trzeba się przyzwyczajać. Ponieważ od ćwierć wieku nie można było z niego korzystać, musimy to przyzwyczajenie budować na nowo” – mówił Marek Olbryś, odnosząc się do głosów, że zaplanowana oferta przewozowa jest bardzo skromna. Pojawiły się bowiem zaledwie dwie pary pociągów: z Białegostoku odjeżdżają o 8:06 i 16:40, a z Ostrołęki o 10:10 i 19:38.
Brakujące postoje
Od decyzji o reaktywacji do uruchomienia pociągów minęły tylko trzy miesiące. Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe w ekspresowym tempie dokonała renowacji nieużywanych od 2000 r. peronów (prace w latach 2017-2018 prowadzono pod kątem ruchu towarowego i nie objęły one peronów).
– „Decyzję o częściowym odtworzeniu infrastruktury pasażerskiej PKP Polskie Linie Kolejowe podjęły 6 lutego 2024 r. po wniosku marszałka województwa podlaskiego” – informuje Tomasz Łotowski z PKP PLK, wskazując, że prace objęły wymianę nawierzchni peronów i dojść do nich, a także ustawienie nowych ławek, wiat, tablic, latarni i stojaków na rowery. Zapewniono krawędzie peronowe o długości 85 metrów. Zostały wykorzystane materiały staroużyteczne, które odzyskano z modernizacji innych stacji: na przystankach Sokoły i Kulesze Kościelne ułożono płyty peronowe z Białegostoku, a w Śniadowie z Chotyłowa. – „W Śniadowie prace trwały 29 dni, w Sokołach i Kuleszach Kościelnych 17 dni” – zaznacza Łotowski.
Problem w tym, że przygotowano perony tylko w tych trzech miejscach, podczas gdy na liczącym 88 km odcinku między Łapami a Ostrołęką jest w sumie 13 pośrednich stacji i przystanków. Większość pociągi pomijają. Między przystankiem Kulesze Kościelne a stacją Śniadowo pociągi pokonują bez postoju aż 37 km, przejeżdżając przez cały powiat zambrowski, który w tej sytuacji nadal jest powiatem pozbawionym połączeń kolejowych.
Po ruszeniu ze Śniadowa, ostatniej stacji w granicach województwa podlaskiego, pociągi nie stają już nigdzie na terenie województwa mazowieckiego aż do stacji końcowej w Ostrołęce. Na tym odcinku, biegnącym przez powiat ostrołęcki, pomijane są przystanki Żyźniewo i Kurpie. Przystanek Kurpie ma przejść renowację, by w czerwcu 2024 r. pociągi zaczęły się na nim zatrzymywać.
Wybudowaną w 1893 r. linię kolejową Łapy – Ostrołęka poprowadzono tak, że omija większe miejscowości. Nie tylko miasta, jak Łomża czy Zambrów, ale też wsie gminne. Przystanek Sokoły znajduje się w sąsiedniej miejscowości Kruszewo-Brodowo, przystanek Kulesze Kościelne w sąsiednich Kuleszach-Litewce, a obecnie pomijany przez pociągi przystanek Kołaki oddalony jest o 3 km od wsi gminnej Kołaki Kościelne. Nawet stacja w Ostrołęce leży 4,5 km od centrum miasta. Z drugiej strony są spore wsie Modzele-Wypychy, Kleczkowo czy Susk Nowy, przez które linia przechodzi, ale w których nigdy nie powstały przystanki
Na całej linii między Łapami a Ostrołęką bezpośrednio w miejscowości gminnej jest zlokalizowana tylko stacja Śniadowo – znajduje się ona 600 metrów od rynku tego liczącego 1,1 tys. mieszkańców miasteczka.
Dopasowanie lokalizacji przystanków do miejscowości i dróg umożliwiających dojazd z okolicy powinno być podstawową kwestią braną pod uwagę na etapie planowania przewidzianej w ramach programu Kolej Plus modernizacji linii.
(Za) małe szynobusy
Choć przez aż pięć gmin – Kołaki Kościelne, Zambrów, Łomża, Troszyn i Rzekuń – pociągi przejeżdżają bez postojów, a połączeń jest bardzo niewiele, to podlaski samorząd jest zadowolony z pierwszych wyników przewozowych.
– „Z tego połączenia w ciągu dwóch tygodni na tych dwóch parach pociągów, które są teraz uruchomione, skorzystało już ponad 2,1 tys. osób” – poinformował na początku kwietnia 2024 r. Zbigniew Piotrowski, dyrektor departamentu infrastruktury i transportu samorządu województwa podlaskiego. – „Te ponad 2,1 tys. osób to jest tylko na odcinku drogi kolejowej od Łap do Ostrołęki, czyli nie liczymy odcinka od Białegostoku do Łap”.
Wynika z tego, że jeden pociąg wiózł średnio 38 pasażerów. Na trasę Białystok – Ostrołęka spółka Polregio zazwyczaj wysyła jednoczłonowe szynobusy SA105 (44 miejsca siedzące) lub SA106 (60 miejsc siedzących). I były już dni, że okazywały się one za małe. W piątek 22 marca 2024 r. – piątego dnia po uruchomieniu połączeń – w popołudniowym pociągu z Białegostoku do Ostrołęki po minięciu Łap było ponad sto osób. Z kolei w przedświąteczny piątek 29 marca 2024 r. na pokładzie mającego 60 miejsc siedzących szynobusu było za stacją Łapy 80 osób: pięć wysiadło w Sokołach, trzy w Kuleszach Kościelnych, pięć w Śniadowie, a 67 osób dojechało aż do Ostrołęki.
Kolej wygrywa
Największą popularnością cieszą się przejazdy w pełnej relacji Białystok – Ostrołęka. Nowe połączenie okazało się odpowiedzią na problemy w poruszaniu się między tymi miastami.
Białystok to istotny kierunek dojazdów mieszkańców Ostrołęki i okolic, głównie studentów – mimo to w ostatnich latach mocno pogorszyła się oferta przewoźników autobusowych. Jeszcze w 2017 r. zapewniali sześć kursów z Ostrołęki do Białegostoku. Dziś są zaledwie dwa: o 7:30 tylko w dni robocze jedzie autobus PKS Nova, a o 11:40 przelotowy kurs firmy Olsztyński Bus z Olsztyna. Bilet z Ostrołęki do Białegostoku w PKS Nova kosztuje 39 zł, a w Olsztyńskim Busie aż 58 zł. Ulg studenckich brak.
Trudności ze zdobyciem w autobusach wolnych miejsc, mimo drogich biletów, brak odpowiadających na potrzeby studentów kursów w niedzielne wieczory – wskutek tych problemów powstała na portalu Facebook grupa „Białystok Ostrołęka”, na której osoby przemieszczające się między tymi miastami samochodem oferują wolne miejsca za 25-30 zł. Grupa działa od 2012 r. i skupia 3,6 tys. użytkowników.
Przejazd pociągiem jest znacznie tańszy zarówno od podróży autobusem, jak i jazdy autem. Połączenie Białystok – Ostrołęka jest objęte Taryfą Podlaską, czyli wprowadzoną z inicjatywy podlaskiego samorządu ofertą biletową, która zapewnia ceny niższe od tych wynikających z ogólnokrajowej taryfy spółki Polregio. Bilet normalny na 111-kilometrową trasę Ostrołęka – Białystok kosztuje 17,50 zł (15,75 zł przy zakupie przez internet), a bilet studencki 8,57 zł (7,72 zł przez internet). Nawiasem mówiąc, bilet normalny Kolei Mazowieckich na 108-kilometrową trasę z Ostrołęki do Warszawy Wileńskiej kosztuje 31,80 zł.
Z Ostrołęki do Białegostoku pociągiem jedzie się 1 godz. 49 min. – jest to czas porównywalny z jazdą samochodem. Podróż autobusem zajmuje od 2 godz. 10 min. do 2 godz. 20 min. Nawet po dodaniu postojów czas jazdy pociągiem pozostanie atrakcyjny.
Należący do samorządu województwa podlaskiego PKS Nova na początku maja 2024 r. uruchomił autobusy łączące Łomżę ze stacją kolejową Śniadowo. Czas przejazdu to 24 min. Autobusy skomunikowane są z pociągami, zapewniając możliwość kontynuowania podróży zarówno do Ostrołęki, jak i w kierunku Białegostoku. Niestety brak jest kursów z i do Łomży skomunikowanych z wieczornym pociągiem Ostrołęka – Białystok.
Dalekobieżne plany
Reaktywacja połączeń kolejowych z Białegostoku oznacza, że do Ostrołęki – która jeszcze rok temu była w ruchu pasażerskim tylko końcowym punktem linii z Tłuszcza – zjeżdżają się pociągi już z trzech kierunków. W czerwcu 2023 r. Koleje Mazowieckie dokonały bowiem reaktywacji połączeń na trasie z Ostrołęki do Chorzel.
Reaktywowanymi już liniami Łapy – Ostrołęka i Ostrołęka – Szczytno mają zostać skierowane pociągi dalekobieżne. Plan transportowy Ministerstwa Infrastruktury zakłada kursowanie połączeń PKP Intercity na trasie Białystok – Ostrołęka – Olsztyn począwszy od 2028 r. Może to jednak nastąpić wcześniej. W związku z planowaną modernizacją linii Białystok – Ełk może zostać wytyczony przez Ostrołękę objazd dla pociągów łączących Białystok z Olsztynem i Trójmiastem.
„Podczas planowanych przerw w ruchu na linii kolejowej pomiędzy Białymstokiem a Ełkiem rozważa się obecnie tymczasowe prowadzenie przewozów pasażerskich PKP Intercity przez Ostrołękę, Chorzele i Szczytno” – informował w maju 2023 r. Jakub Kapturzak, wicedyrektor departamentu kolejnictwa Ministerstwa Infrastruktury, odpowiadając na zapytanie stowarzyszenia Kolejowe Podlasie. – „Warunkiem uruchomienia przewozów jest poprawa parametrów linii kolejowych tworzących ciąg Białystok – Ostrołęka – Szczytno – Olsztyn, tak by zapewnić stabilną prędkość około 100 km/h oraz czas przejazdu w tej relacji na poziomie około trzech i pół godziny”.
Taki czas jazdy jest możliwy do osiągnięcia, a przy tym byłby krótszy niż na obecnej trasie przez Ełk, którą pociągi PKP Intercity jadą z Białegostoku do Olsztyna cztery godziny. Pytamy więc w Ministerstwie Infrastruktury, czy plany wytyczenia objazdu przez Ostrołękę są aktualne.
– „W sytuacji planowanego zamknięcia wspomnianej linii starania będą ukierunkowane na zachowanie jak najlepszej komunikacji Białegostoku z Olsztynem i Trójmiastem” – mówi rzecznik prasowy resortu Anna Szumańska. – „Początek robót budowlanych wymagających wprowadzenia niezbędnych zamknięć torowych jest zaplanowany na 2026 r.”.
Być może linia Łapy – Ostrołęka kolejny raz skorzysta na utrudnieniach wywołanych modernizacją prowadzoną na innej linii kolejowej.
Na razie jednak będzie miała miejsce odwrotna sytuacja. Z powodu modernizacji magistrali Białystok – Warszawa nie będzie dało się w Łapach wjechać na linię do Ostrołęki. Przez trzy tygodnie pasażerowie nowego połączenia Białystok – Ostrołęka będą na całej trasie przewożeni autobusami zastępczymi. – „Od 18 maja do 8 czerwca 2024 r. planowane jest zamknięcie torowe w Łapach na potrzeby prac realizowanych w ramach modernizacji linii Warszawa – Białystok” – mówi Tomasz Łotowski z PKP PLK.
Oczekiwana współpraca
Według zarysu rozkładu jazdy na 2025 r. liczba połączeń na trasie Białystok – Ostrołęka ma pozostać tak samo skromna jak obecnie. – „Na razie nie planujemy rozbudowy oferty na wskazanej relacji” – przyznaje rzecznik prasowy marszałka województwa podlaskiego Izabela Smaczna-Jórczykowska, dodając: – „Planujemy zawarcie porozumienia z samorządem województwa mazowieckiego”.
Zaangażowanie samorządu województwa mazowieckiego mogłoby wpłynąć na poprawę oferty na łączącej dwa regiony linii. Jak na razie wyłącznym organizatorem przewozów na trasie Białystok – Ostrołęka jest podlaski samorząd i tylko na jego barkach spoczywa dofinansowanie połączeń funkcjonujących od marca 2024 r.
Pierwsze spotkanie w sprawie współpracy odbyło się pod koniec lutego 2024 r. w Ostrołęce. Oprócz przedstawicieli obydwu samorządów wojewódzkich uczestniczyli w nim także reprezentanci powiatów i gmin leżących wzdłuż linii Ostrołęka – Łapy.
– „Strony spotkania ustaliły potrzebę przygotowania ankiety dla mieszkańców regionu, która miałaby określić potrzeby i preferencje dotyczące potencjalnego korzystania z transportu kolejowego” – relacjonuje Marta Milewska, rzeczniczka samorządu województwa mazowieckiego. – „Wyrażamy wolę podjęcia rozmów z samorządem województwa podlaskiego w zakresie współpracy przy organizacji publicznego transportu zbiorowego na linii kolejowej Ostrołęka – Łapy” – mówi Milewska, wskazując, że mogłaby ona opierać się na partycypowaniu w kosztach uruchamiania połączeń lub kompensacji pracy eksploatacyjnej, czyli rozliczaniu się w kilometrach pokonywanych przez pociągi na terenie sąsiedniego regionu.
Mazowiecki samorząd chce nie tylko wpływu na rozkład jazdy pociągów, ale także zapewnienia do nich dostępu mieszkańcom mazowieckiej gminy Troszyn, przez którą pociągi przejeżdżają bez postojów: – „Chodzi o udostępnienie podróżnym przystanku Kurpie, co planowane jest od czerwca 2024 r., a także ewentualną relokację przystanku osobowego Żyźniewo”.
Żyźniewo to przystanek leżący na uboczu i bez dojazdu drogą publiczną. Wskazane byłoby przesunięcie peronu do skrzyżowania toru z drogą gminną Żyźniewo – Zawady lub nawet 2,5 km dalej, aż do wsi Kleczkowo.
– „Oczekujemy na stanowisko samorządu województwa podlaskiego” – mówi Milewska. Jednym z rozwiązań, które powinno być brane pod uwagę, to uruchomienie pociągów regionalnych w relacji Białystok – Ostrołęka – Chorzele – Olsztyn. Dzięki temu cała północno-wschodnia część województwa mazowieckiego uzyskałaby bezpośrednie połączenia zarówno z województwem podlaskim, jak i warmińsko-mazurskim. Olsztyn i Białystok to dla mieszkańców Kurpi istotne kierunki dojazdów.
Karol Trammer
Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 3/130 maj-czerwiec 2024)
https://www.zbs.net.pl Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Karol Trammer.
przez redakcja | wtorek 14 maja 2024 | aktualności
W Chełmży zakończy działalność firma Bioetanol AEG, która istnieje od 1947 roku.
Jak informuje portal salon24.pl, firma długo dobrze dawała sobie radę na rynku, ale nie wytrzymała znacznego wzrostu cen surowców, który w krótki czasie wyniósł 400 procent. Bioetanol AEG przez dziesięciolecia zajmowała się produkcją alkoholu etylowego: surowego, rektyfikowanego oraz odwodnionego. W ofercie dostępne były również produkty na bazie alkoholu etylowego, m.in. środki chemiczne.
Pracę stracą tam wszyscy: zarząd i pracownicy. Wypowiedzenia otrzymają pod koniec maja, a ostatni zatrudnieni zakończą pracę w sierpniu. Powiatowy Urząd Pracy podaje w Toruniu podaje, że część osób otrzyma świadczenia przedemerytalne lub emerytalne, a niektórzy być może znajdą pracę w Toruńskim Parku Technologicznym, nie jest to jednak przesądzone. Pracę straci 55 osób, co w niewielkiej miejscowości oznacza spory problem.
przez redakcja | wtorek 14 maja 2024 | aktualności
Wiele wskazuje na to, że już wkrótce Polacy więcej zapłacą za wodę i ścieki.
Jak informuje portal salon24.pl, wszystko przez najnowszy pomysł Ministerstwa Infrastruktury, które proponuje, żeby to rady gmin zatwierdzały nowe taryfy opłat za wodę i ścieki. Oznacza to „urealnienie” cen. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie będzie interweniować wtedy, gdy podwyżka wyniesie co najmniej 15 proc. Nie oznacza to jednak, że wyższych podwyżek nie będzie. Wspomniany urząd będzie miał prawo zawetowania takiego wzrostu cen, ale nie oznacza to automatycznego weta.
Dyrektor Biura Związku Gmin Wiejskich Rzeczypospolitej Polskiej przekonuje, że ceny wody powinny być tak samo urealnione jak ceny wody i prądu: „Czy ktoś dyskutuje o konieczności wzrostu cen energii? Gazu? Nie. Ceny wody i ścieków też muszą zostać urealnione” – podkreślił Świętalski.
Samorządowcy nie są zachwyceni propozycją resortu bo uważają, że… podwyżki powinny być zdecydowanie wyższe i że od kilku lat za pomocą „formalnych wybiegów” blokowały je Wody Polskie.
przez redakcja | niedziela 12 maja 2024 | aktualności
Zamiast podniesienia świadczenia dla osób z niepełnosprawnościami do wysokości pensji minimalnej, ma być nowy dodatek. Ale nie dla wszystkich.
Jak informuje Portal Samorządowy, podkomisja do spraw osób z niepełnosprawnościami i włączenia społecznego rozpatrzyła obywatelski projekt nowelizacji ustawy o rencie socjalnej. Projekt podpisany przez ponad 200 tys. osób przewiduje zwiększenie renty z 1217,98 zł netto (1780,96 zł brutto) do kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę (4242 zł brutto).
Przedstawiciele rządu nie przyjęli takiego rozwiązania. Ich poprawki zakładają, że osobie uprawnionej do renty socjalnej, będącej całkowicie niezdolną do pracy oraz do samodzielnej egzystencji, przysługuje dodatek do renty socjalnej w wysokości stanowiącej różnicę między kwotą minimalnego wynagrodzenia za pracę ustalonej na 31 grudnia 2024 r. a kwotą najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Zatem dodatek otrzymają tylko niepełnosprawni całkowicie niezdolni do pracy i do samodzielnej egzystencji, a nie „tylko” częściowo niezdolni. Nie jest to zatem powszechna podwyżka rent socjalnych. Szacuje się, że zmiana obejmie tylko około 30% osób domagających się wsparcia.
Suma tego dodatku ma być równa różnicy między najniższą rentą socjalną a kwotą minimalnego wynagrodzenia. Chodzi też to, by dodatek był wyłączony z mechanizmu obliczania świadczenia wspierającego, który jest zależny od renty socjalnej. Podwyżka renty socjalnej oznacza bowiem automatyczny wzrost nowego świadczenia wspierającego z budżetu państwa, którego wypłaty ruszyły w 2024 roku. Wysokość świadczenia wynosi od 40% do 220% renty socjalnej – w zależności od potrzeby. Obecnie renta socjalna to 1780,96 zł, co oznacza, że świadczenie wspierające dziś może wynieść maksymalnie 3 920 zł, a minimalnie 712 zł. Jeśli podwyżka renty socjalnej do wysokości minimalnego wynagrodzenia doszłaby do skutku, minimalna kwota świadczenia wspierającego wzrosłaby. Takich podwyżek rząd chce uniknąć.
Środowiska osób z niepełnosprawnościami są oburzone, gdyż poprawki całkowicie zmieniają pierwotny kształt projektu. – „Dostajemy poprawki, które całkowicie burzą ideę pierwotną, z projektu obywatelskiego, wprowadzają jakieś kadłubkowe rozwiązanie w postaci nowego świadczenia, nie jest to w ogóle konsultowane, strona społeczna nie jest dopuszczana do głosu, dopóki nie zostało przegłosowane wszystko” – powiedziała Agnieszka Dudzińska z fundacji Ordo Amoris.
przez Michał Rydlewski | niedziela 12 maja 2024 | opinie
Zapewne sporej części z nas zajmuje sporo czasu wybór filmu czy serialu, który chcemy obejrzeć. Trzeba przecież sprawdzić notowania filmu: rankingi i polecenia, gwiazdki, oceny, komentarze. Podjęcie ryzyka obejrzenia czegoś nie wynikającego z tego rachującego, w pełni racjonalnego oglądu, wydaje się dzisiaj nie do pomyślenia. Zły wybór równa się stracie czasu, czyli najgorszemu, co może wydarzyć się w życiu regulowanym ideologią kapitalistyczną. Czasu nie można marnować: jest zbyt cenny, a my jesteśmy zbyt ważni.
Nasze społeczne praktyki dotyczące wybierania i konsumowania danych tekstów kultury, np. filmów, seriali czy książek, uwzględniające rolę kwantyfikacji, mówiąc prościej, liczenia, zostały trafnie rozpoznane i dobrze opisane przez socjologów.
Michał Wróblewski w artykule „Netflix, Rotten Tomatoes i wszystkożercy kulturowi” („Kultura Współczesna”, nr 1/2019) poddaje ciekawej analizie wpływ postępującej kwantyfikacji na uczestniczenie w kulturze, polegający na sprowadzaniu jakości różnych tworów kultury do łatwo mierzalnych wartości. W takiej perspektywie toruński socjolog mówi o kulturze algorytmicznej, albowiem to właśnie one umożliwiają mierzenie i liczenie ogromnych baz danych, które jako użytkownicy serwisów dajemy im zupełnie za darmo, klikając w dane produkty/towary.
Kultura algorytmiczna, w węższym ujęciu, to taka kultura, w której różnego rodzaju treści kulturowe tworzone są na bazie algorytmów, przyczyniając się do ich produkcji, bądź służą one wyznaczaniu jakości danej treści. Przykładowo algorytmy serwisów streamingowych wykorzystują dane, których im dostarczamy i na tej podstawie podpowiadają, co jest godne obejrzenia, jednocześnie zamykając nas w bańkach. Przy czym chodzi o to, co jest godne obejrzenia dla nas, albowiem trafi w nasz gust, który serwis zna być może nawet lepiej niż my sami.
Toruński socjolog zwraca uwagę, i to jest dla moich refleksji najistotniejsze, iż algorytmy są wykorzystywane także do produkowania treści kulturowych.
Przykładem opisywanym przez Wróblewskiego jest serial „House of Cards”. Netflix, bazując na brytyjskim formacie, postanowił wyprodukować serial na podstawie zgromadzonych danych o swoich użytkownikach i ich preferencjach. Dały one wiedzę, jakie są gusta odbiorców, a zatem podpowiedziały, jak zrobić serial, żeby podobał się publiczności, a Netflixowi przyniósł ekonomiczny zysk. A zatem, jak pokazały algorytmy, spora liczba użytkowników lubi filmy Davida Finchera, aktorstwo Kevina Spaceya i thrillery polityczne, stąd wynikało duże prawdopodobieństwo, że widzowie polubią thriller polityczny reżyserowany przez Finchera ze Spaceyem w roli głównej. I udało się: produkcja Netflixa odniosła sukces.
Przykład ten skłonił mnie do kilku refleksji, przy czym kluczowa jest następująca: czy w pewnym sensie nie zostałem oszukany? Czy ktoś się mną, sprytnie, ale i perfidnie, nie zabawił, schlebiając mojemu gustowi (choć nie miałem wiedzy, że go zna)?
Przyjmijmy na potrzebę moich rozważań, że obejrzałem ten serial bez wiedzy na temat sposobu jego wyprodukowania, co prawdopodobnie dotyczy większości widzów. Jest tak dlatego, że po pierwsze, Netflix nie jest skory do dzielenia się informacjami na temat swoich produkcji, w tym kulisów produkcji i decyzji o ich tworzeniu. Po drugie był to czas początku popularności Netlixa i brakowało wiedzy, którą mamy dzisiaj.
Czy „House of Cards” mi się podobał? Oczywiście, że tak! Kłopot w tym, że nie mogło być inaczej, bo przecież jak mogłoby mi się nie podobać coś, co zostało zrobione dla takich jak ja.
Kluczowe pytania brzmią następująco: co zmienia wiedza o kulisach algorytmicznej produkcji? I czy w ogóle coś zmienia? Mam na myśli nawet nie tyle stosunek do samego serialu, ile zmiany w moim sposobie podejścia do rzeczywistości kulturalnej, w tym konsumowaniu filmów i seriali, ale i sztuki, która także coraz bardziej poddaje się temu algorytmicznemu dyktatowi. Czy nie mamy tutaj przypadkiem do czynienia z praktyką odbierania wolności pod płaszczykiem jakże szlachetnego niemarnowania czasu oraz odczuwania przyjemności, która urasta do naczelnej wartości w hierarchii dyktowanej przez kapitalizm? Nawiasem mówiąc, zapewne Zygmunt Freud, mówiący o zasadzie przyjemności, miałby tutaj wiele do powiedzenia. Czy kapitalizm nie zhakował nam podświadomości?
Można nawet zapytać o tę kwestię w szerszej antropologicznej perspektywie: czy nie zmienia to w jakiś sposób sposobu partycypacji w kulturze? Czy kultura algorytmów nie tworzy wzorów kultury w ogóle?
Żeby dobrze zobrazować, co mam na myśli, wyobraźmy sobie sytuację, w której jesteśmy mężczyznami i spotykamy dziewczynę spełniającą wszystkie nasze oczekiwania i podzielającą nasze sympatie: od kulinarnych, przez filmowe, po polityczne. „Co najbardziej lubisz na obiad? – Leczo. – Ja też! Jaki jest Twój ulubiony film? – „Ćma”. – Mój też! Jak bardzo nie cierpisz Tuska? – Nie ma takiej skali”. I tak cały czas! Trudno uwierzyć w swoje szczęście. Oto znaleźliśmy kogoś podobnego do nas. Potem jednak dowiadujemy się, iż dziewczyna wypytała wszystkich naszych bliskich przyjaciół o nasze preferencje i gusta. Ewentualnie mogła przeszukać wyszukiwarkę naszego komputera, żeby dobrze określić nasz profil osobowościowy i się w niego „wstrzelić”. Czy nie poczulibyśmy się oszukani? Nabrani? Nasze spotkanie nagle stałoby się zupełnie nieautentyczne, albowiem nie mogło mieć innego przebiegu.
Co ciekawe, kiedy rozmawiałem z kilkoma grupami studentów na temat swojego dylematu, nikt z nich nie widział w tym problemu. Nie przeszkadzało im to, że film czy serial jest zrobiony „pod nich” (im „dedykowany”, jak się dzisiaj mówi). Wręcz przeciwnie, uznawali to za pożądane, świadczące o trosce o widza. „Co w tym złego”? – pytali, tym samym zdradzając, iż fundamentalne jest ich zadowolenie. Jeśli czuję, że serial jest dobry, podobał mi się, to jest dobry, a sposób jego produkcji nie ma tutaj nic do rzeczy. To raczej postęp niż regres.
Czy aby na pewno?
Rozumiem, i w pewnym zakresie nawet akceptuję takie podeście, szczególnie gdy dotyczy rozrywki mniej ambitnej, czyli nie z górnej półki, np. klasyki kina. Netflix proponuje kino klasy N: coś pomiędzy lekko-refleksyjno rozrywką, lecz nie tak intelektualnie płytką, jak seriale telewizyjne (przynajmniej w opinii moich studentów). Faktycznie staliśmy się wszystkożerni: niekiedy konsumujemy dzieła sztuki wysokiej, by innym razem „odmóżdżyć” się przy paradokumencie, a niekiedy rzucić w objęcia kina klasy N, kiedy nie chce się jednego ani drugiego. Algorytmy, zgodnie z opisem Michała Wróblewskiego, są funkcjonalne wobec wszystkożerności. I tutaj pełna zgoda.
Jednak moim zdaniem jest w tym podejściu coś niepokojącego, albowiem autentyczność, ten fetysz kultury ponowoczesnej, wydaje się przygrywać z przyjemnością. Kultura ponowoczesna to kultura na wielu polach paradoksalna: z jednej strony oryginalność, wyjątkowość, wolność wyboru, prawdziwe emocje, autentyczność właśnie. Z drugiej zaś wytwarzanie treści/towarów takimi nie będącymi. Sformułowanie „Oryginalna produkcja Netflixa” tyle samo odsłania, co zasłania – skrywa swoją nieoryginalność jednocześnie ją ujawniając. Kapitalistyczna ideologia staje się przezroczysta.
I tutaj widzę różnicę pomiędzy studentami a mną, albowiem ja chcę czuć przyjemność, jeśli wiem, że to ja decyduję, a nie ktoś inny za mnie. Chcę emocji opartych na prawdzie i autentyczności, a nie na schlebianiu mojemu gustowi, gdyż nie prowadzi to do niczego więcej poza przyjemnością. Być może nie ma w tym nic złego, o ile nie patrzymy w ten sposób na dzieła sztuki oraz treści mające kształtować nasze postrzeganie świata w jego bardziej intelektualnym wymiarze.
Funkcją sztuki jest testowanie rzeczywistości, produkcja nowych metafor, tworzenie nowych sposobów widzenia pozwalających dostrzec coś, czego nie widziało się wcześniej. Nie jest to zatem praktyka bezpieczna, bo możemy stać się kimś innym. Przy okazji kina klasy N nic się nie wydarzy: będzie to samo kosztem innego. Ponadto artysta to ktoś, kto mówi od siebie swoim własnym głosem, bez rachowania, ilu osobom się to spodoba. Nierzadko pisarz czy poeta, może być nim reżyser, a nawet filozof, wyprzedza o dekady swoje czasy i zostaje doceniony po upływie czasu. Tutaj nic takiego nie będzie miało miejsca.
Jeśli przyjmiemy definicję kiczu jako rozrywki dla mas, schlebiającej jej prostemu, by nie powiedzieć, prostackiemu gustowi, to czy Netflix, nie jest, lub nie stał się, właśnie, o paradoksie, estetycznym, dobrze zrobionym i wcale nie tandetnym, ale jednak, kiczem dla mas? Nie chodzi mi o to, żeby batożyć pod pręgierzem przyjemność widza, ale o zwrócenie uwagi na konsekwencje, jakie może nam przynieść netflixowy sposób produkowania oraz uczestniczenia w kulturze. Oznaczałby on koniec sztuki, wolności i skazanie na wieczne „to samo”, a ostatecznie znudzenie nawet własną przyjemnością. Aż chciałoby się zanucić: Welcome to the Netflix, such lovely place, such a lovely place…
Pisząc o Netflixie nie chodzi mi jedynie o tę platformę. To zaledwie jeden w wielu przykładów, który można by poddać analizie. Nie idzie nawet o kwestię strukturalnego kiczu jako schlebiania gustowi odbiorcy czy „sztuki szczęścia” (Abraham Moles). Chodzi o coś, czego on jest przykładem, a mianowicie opisywanego przez różnych badaczy kapitalizm platform (Nick Srnicek) oraz kapitalizm inwigilacji (Shoshana Zuboff). Nick Srnicek w swojej książce „Kapitalizm platform” twierdzi, że wciąż rozwijający się i mutujący kapitalizm korzysta ze szczególnego rodzaju surowca – danych. Są one takim samym surowcem jak ropa. Różnica polega na tym, że tego surowca dostarczamy sami, wchodząc na poszczególne platformy i z nich korzystając. Kapitalizm pozyskuje je od nas dobrowolnie i wykorzystuje, aby lepiej dostosować się do naszych potrzeb. Przynajmniej tak nas zapewnia. Trzeba jednak być naiwnym, aby sądzić, że kapitalizm nie będzie robił tego, co świetnie potrafi, czyli zamieniać wszystkiego w towar, i to coraz lepszy, bardziej do nas dostosowany. Przed którego zniewalającą mocą przyjemności będzie coraz trudniej się obronić.
dr Michał Rydlewski
PS. Dziękuję Pawłowi Bohuszewiczowi za cenne uwagi, które wykorzystałem w tekście.
przez redakcja | sobota 11 maja 2024 | aktualności
ABB w Aleksandrowie Łódzkim zamyka fabrykę silników.
Jak informuje portal tulodz.pl, koncern ABB 9 maja ogłosił, że do końca tego roku zakończy się produkcja silników niskich napięć, które obecnie wytwarzane są w fabryce w Aleksandrowie Łódzkim. To oznacza, że pracę straci ponad 400 osób – wszyscy pracujący.
Do podobnej sytuacji doszło niedawno w Kłodzku, gdzie zamknięto fabrykę ABB zajmującą się produkcją aparatów elektrycznych niskich napięć. Tam, jak w przypadku Aleksandrowa Łódzkiego, fabryka ma zakończyć działalność do końca 2024 roku.
przez redakcja | piątek 10 maja 2024 | aktualności
Likwidacja niektórych przedmiotów szkolnych poskutkuje zwolnieniami nauczycieli szkół ponadpodstawowych.
Jak informuje Portal Samorządowy, rozporządzenie minister edukacji w sprawie ramowych planów nauczania dla szkół publicznych może wejść w życie jeszcze w maju. Według założeń minister Barbary Nowackiej do 2 maja trwały konsultacje dotyczące projektu rozporządzenia w sprawie ramowych planów nauczania. Wygląda jednak na to, że będą one miały ciąg dalszy ze względu na brak zgody związków zawodowych na zaproponowany w nim sposób likwidacji przedmiotu historia i teraźniejszość.
Projekt, obok wprowadzenia obowiązkowej nauki udzielania pierwszej pomocy, zakłada bowiem odstąpienie od realizacji w liceum ogólnokształcącym, technikum i branżowej szkole I stopnia (oraz LO dla dorosłych prowadzącym zajęcia w formie stacjonarnej i w formie zaocznej) przedmiotu historia i teraźniejszość od roku szkolnego 2024/2025 i wprowadzenie w jego miejsce nowego przedmiotu poświęconego edukacji obywatelskiej, który będzie realizowany od roku szkolnego 2025/2026, nie wcześniej niż od klasy II.
Zdaniem związkowców powyższe oraz zmniejszona liczebność rocznika młodzieży, który rozpocznie naukę w szkołach ponadpodstawowych w roku szkolnym 2024/2025, będzie skutkowało nie tylko zmniejszeniem wymiaru godzin nadliczbowych realizowanych przez nauczycieli przedmiotu HiT, ale i koniecznością zwolnienia części z tych osób z pracy.
W dokumencie Ocena Skutków Regulacji, Ministerstwo Edukacji wskazuje, że ta zmiana dotyczyć będzie około 4615 nauczycieli LO, 3155 nauczycieli techników i 1786 nauczycieli uczący w szkołach branżowych 1 stopnia. W sumie ponad 9556 nauczycieli, a licząc z nauczycielami, którzy uczą w szkołach dla dorosłych, prawie 10000 osób.
Wskazuje przy tym, że zmiana w zakresie przedmiotu HiT będzie skutkowała:
– wygaszaniem umów nauczycieli zatrudnionych na czas określony bez możliwości kontynuacji zatrudnienia;
– rozwiązaniem stosunku pracy z nauczycielami zatrudnionymi na podstawie umów na czas nieokreślony i konieczności wypłaty odprawy (3-miesięcznej albo 6-miesięcznej – dla nauczyciela mianowanego) lub przebywania nauczycieli przez 6 miesięcy w stanie nieczynnym;
– ograniczenia zatrudnienia nauczycieli do wymiaru nie niższego niż pół obowiązkowego wymiaru zatrudnienia;
– uzupełnianie zatrudnienia w innej szkole do wymiaru nie wyższego niż pół obowiązkowego wymiaru zatrudnienia.
Związek Nauczycielstwa Polskiego podniósł alarm – wystosował do MEN pismo, w którym wskazał, że likwidacja HiT, który obecnie w klasach pierwszych jest realizowany w wymiarze 2 godzin, spowoduje, że w roku szkolnym 2024/2025 uczniowie tych klas nie będą mieli ani przedmiotu historia i teraźniejszość, ani przedmiotu edukacja obywatelska, co będzie miało znaczący wpływ na wymiar zatrudnienia nauczycieli. Wskazał też m.in., że rozporządzenie ma być podpisane w czerwcu i wejść w życie z dniem 1 września 2024 r. Tymczasem ruch służbowy w oświacie kończy się w dniu 31 maja i do tego terminu nauczyciel winien być poinformowany o zmniejszeniu wymiaru czasu pracy, czy też tym bardziej o wypowiedzeniu umowy.
przez redakcja | czwartek 9 maja 2024 | aktualności
Od lipca rachunki za prąd wzrosną o 30 proc., a za gaz jeszcze więcej. Takie są nowe taryfy oraz zakończenie mrożenia cen surowców energetycznych, które wdrożył poprzedni rząd.
Jak informuje portal money.pl, Ministerstwo Klimatu i Środowiska zaprezentowało ocenę skutków ustawy o bonie energetycznym. Wynika z niej, że w drugiej połowie tego roku ceny prądu wzrosną, w porównaniu z pierwszą połową, o prawie 30 proc. Tymczasem jeszcze miesiąc temu minister klimatu zapewniała, że nie będzie dużych podwyżek.
Z analizy banku BNP Paribas, zaprezentowanej w marcu tego roku, wynikało, że w drugiej połowie 2024 r. rachunki za prąd wzrosną o około 15-25 proc. „Z kolei pełne uwolnienie cen od lipca do poziomu zgodnego z zatwierdzoną przez URE w grudniu ubiegłego roku taryfą (739 zł), oznaczałoby wzrost rachunków o około 65 proc. (z uwzględnieniem kosztów dystrybucji i podatków)” – wskazywali w analizie ekonomiści. Na naszym rachunku znajduje się osiem różnych opłat dystrybucyjnych i to one wzrosną: opłata sieciowa, stawka opłaty przejściowej, opłata abonamentowa, składnik zmienny stawki sieciowej, stawka jakościowa, stawka OZE, stawka kogeneracyjna, stawka mocowa.
Z kolei o wzroście cen gazu pisze portal Business Insider. Od 1 lipca zaczną obowiązywać nowe ceny za gaz. Jak informuje PGNiG, są to zaktualizowane taryfy za sprzedaż i dostarczanie gazu. Co stoi za podwyżką cen? Przyczyną są kończące się tarcze ochronne, które miały zastosowanie tylko do połowy roku. Odbiorcy domowi i inni klienci, którzy korzystają z ochrony taryfowej, będą płacić stare ceny tylko do 30 czerwca 2024 r.
Od 1 lipca 2024 r. wejdą w życie nowe, wyższe stawki za gaz oraz opłaty, które będą dotyczyć klientów korzystających również z ochrony taryfowej. Wzrost cen dla tej grupy klientów jest znaczący. Dla odbiorców objętych ochroną taryfową średni wzrost cen paliwa gazowego od 1 lipca 2024 r. wyniesie ok. 45-47 proc. Stawki z 24,62 gr/kWh wzrosną do 35,79-36,27 gr/kWh brutto. Do tego dodane zostaną wyższe opłaty dystrybucyjne. Gaz może zdrożeć nawet o 60 proc. Szczególnie dotkliwe będzie to dla użytkowników zużywających sporo surowca, np. do ogrzewania domów, ale odczuwalne wydatki obejmą także tych, którzy „tylko” gotują na gazie czy podgrzewają nim wodę.
przez redakcja | środa 8 maja 2024 | aktualności
Rząd planuje szokujące zmiany. Ponownie będzie możliwość egzekucji i ściągania długów z minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Jak informuje portal prawo.pl, rząd planuje zmiany dotyczące ograniczeń egzekucji długu z minimalnego wynagrodzenia za pracę. Zakres egzekucji z wynagrodzenia za pracę należności innych niż alimentacyjne został uregulowany w ustawie Kodeks pracy. Zgodnie z art. 87 (1) par. 1 pkt 1 kodeksu pracy wolna od potrąceń przy egzekwowaniu należności innych niż alimentacyjne pozostaje kwota wynagrodzenia za pracę w wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę, przysługującego pracownikom zatrudnionym w pełnym wymiarze czasu pracy, po odliczeniu składek na ubezpieczenia społeczne, zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych oraz wpłat dokonywanych do pracowniczego planu kapitałowego, jeżeli pracownik nie zrezygnował z ich dokonywania.
Według szacunków Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej w 2024 r. liczba osób otrzymujących wynagrodzenie minimalne urośnie do 3,6 mln osób, czyli pensję minimalną będzie zarabiać co czwarta pracująca osoba. Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że „obecny stan to patologia”, gdyż ustawa chroni osoby zarabiające „aż” 4242 zł brutto miesięcznie, które wobec tego „uważają się za bezkarne”.
Samorządowcy proponują, aby umożliwić prowadzenie egzekucji sądowej oraz administracyjnej należności innych niż alimentacyjne z minimalnego wynagrodzenia za pracę na analogicznych zasadach, jak obowiązujące w odniesieniu do świadczeń emerytalno- rentowych, tj. w wysokości 25 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę.
przez redakcja | wtorek 7 maja 2024 | aktualności
Tym razem rolnicy protestowali podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
Jak informuje portal farmer.pl, 7 maja w Katowicach rozpoczął się trzydniowy Europejski Kongres Gospodarczy. Rolnicy wykorzystują obecność czołowych europejskich i polskich polityków, w tym premiera Tuska i przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen do zamanifestowania swojego niezadowolenia. Jak sami mówią – nie mają wyjścia.
Uczestnicy Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników chcą wykorzystać sytuację i zamanifestować niezadowolenie wobec dotychczasowej krajowej i unijnej polityki rolnej. Mówią, że ich postulaty wciąż nie zostały spełnione, a szef rządu uchyla się od obiecanego spotkania. Protestujący domagają się m.in. odrzucenia w całości Zielonego Ładu i uszczelnienia granic przed napływem produktów rolno-spożywczych spoza Unii Europejskiej.
Protest o 10:00 rozpoczął Stanisław Barna z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników. Zaznaczył, że część rolników jest także w środku i tam rolnicy również podczas konferencji będą chcieli zabrać głos. Po krótkich wystąpieniach ruszył pochód wokół Spodka. Na czele pochodu wieziono trumnę. Jak mówią protestujący, to symbol polskiego rolnictwa. Następnie wysypali obornik przed budynkiem, w którym odbywa się Europejski Kongres Gospodarczy, odpalili racę i odśpiewali „Rotę”.
przez redakcja | poniedziałek 6 maja 2024 | aktualności
Oświatowa „Solidarność” domaga się podniesienia stawek minimalnego wynagrodzenia zasadniczego pracowników samorządowych zatrudnionych w szkołach prowadzonych przez organy administracji rządowej.
Jak informuje „Tygodnik Solidarność”, chodzi o pracowników, którzy nie są nauczycielami. Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” stoi na stanowisku, że minimalne wynagrodzenie zasadnicze w każdej kategorii zaszeregowania powinno stanowić kwotę nie mniejszą niż minimalne wynagrodzenie za pracę ustalone dla pracowników zatrudnianych poza sektorem oświatowym, czyli obecnie 4242 zł brutto.
Mimo uwag i propozycji Solidarności Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej opublikowało rozporządzenie ze stawkami, które w ocenie związkowców mogą „prowadzić do patologii”, bowiem wynagrodzenie pracowników w niektórych grupach zaszeregowania określono na poziomie nieprzekraczającym 3000 zł brutto.
Jak piszą związkowcy, pracownicy niebędący nauczycielami, zatrudniani w szkołach i placówkach, a objęci opiniowanym rozporządzeniem, otrzymują wynagrodzenie niższe niż w szkołach samorządowych. Różnice między minimalnym a maksymalnym wynagrodzeniem zasadniczym są zbyt duże i prowadzą do nierównego traktowania pracowników w zakresie wynagrodzenia. Dotyczy to w równym stopniu różnych placówek, jak i pracowników w tej samej szkole. Pracownik zatrudniony na tym samym stanowisku, wykonujący tę samą pracę, może otrzymać różne wynagrodzenie zasadnicze.
„Za niedopuszczalne uważamy potraktowanie tej grupy pracowników jako gorszych niż np. w szkołach samorządowych, zwłaszcza że rząd obiecał 20-procentową podwyżkę dla pracowników państwowej sfery budżetowej i godne ich traktowanie. Należy skończyć z patologiami w wynagrodzeniach budżetówki i ustalić płace tych pracowników na godziwym poziomie” – podsumowało Prezydium KSOiW NSZZ „Solidarności”.
przez redakcja | poniedziałek 6 maja 2024 | aktualności
Rośnie wartość pożyczek udzielanych Polakom nie przez banki, ale przez firmy pożyczkowe.
Jak informuje Business Insider, w marcu Polacy zadłużyli się na 1 mld 722 mln zł. To o ok. 200 mln zł więcej niż w lutym. Liczba pożyczek pozabankowych wystrzeliła w pierwszym kwartale tego roku. W lutym najwięcej było pożyczek celowych, udzielanych na niewielkie kwoty, znacznie mniej gotówkowych, o większej wartości.
Z najnowszego raportu BIK wynika, że te proporcje w marcu się zmieniły. Największy wzrost sprzedaży pożyczek gotówkowych wystąpił wśród zobowiązań wysokokwotowych, powyżej 5 tys. zł. Jak informuje BIK, średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w marcu 2024 r. wyniosła 2 524 zł i była o 12 proc. wyższa do średniej kwoty udzielonej w marcu 2023 r.
W I kwartale 2024 r. pożyczki pozabankowe wyniosły łącznie 4,85 mld zł, co oznacza wzrost o 111 proc. w porównaniu z I kwartałem 2023 r.
przez redakcja | czwartek 25 kwietnia 2024 | aktualności
Grupa Eurocash ogłosiła plany redukcji zatrudnienia.
Jak informuje Business Insider, największa polska grupa hurtowa Eurocash, właściciel m.in. sieci ABC, Delikatesów Centrum, Groszek, Lewiatan i kilku pomniejszych, podjęła decyzję o redukcji zatrudnienia.
Chce zmniejszenia liczby etatów o ok. 6-7 proc. w ramach wszystkich spółek grupy. Proces obejmuje redukcję ok. 1000 etatów. Odbędzie się on, mimo iż Eurocash zanotował w roku 2023 zyski w wysokości 145 milionów złotych, co oznacza rok do roku wzrost o 62%.
przez redakcja | środa 24 kwietnia 2024 | aktualności
Posłowie Trzeciej Drogi wracają do tematu przywrócenia handlu w niedziele. Związkowcy są przeciw.
Do pomysłu Trzeciej Drogi i aktywności Ryszarda Petru w temacie przywrócenia handlu w niedziele odnosi się Konfederacja Pracy i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Jak piszą związki we wspólnym stanowisku: „Negatywne stanowisko wobec zmian wyrażają pracownicy zatrudnieni w branży handlu wzmocnieni głosami reprezentantów pozostałych branż funkcjonujących w OPZZ; podobne stanowisko zajmują mali i średni przedsiębiorcy prowadzący swoje biznesy w tym sektorze; istotnego zainteresowania tematyką nie wykazują duże sieci handlowe; wreszcie klienci/konsumenci, którzy przez pewien początkowy okres faktycznie z pewnym rozgoryczeniem patrzyli na zamknięte w niedzielę sklepy, ale zauważyli, że nie jest to coś problematycznego. Zagadką pozostaje więc po co i w czyim interesie ta tematyka jest podejmowana? Posłom wnioskującym warto w tym miejscu zasygnalizować zajęcie się tematyką zdecydowanie ambitniejszą, powrót do społecznej rzeczywistości 2024 r. i jej faktycznych problemów – a tymi nie są zamknięte w niedzielę co poniektóre sklepy”.
Jak piszą związkowcy, wolne niedziele w handlu to zjawisko, które pracownicy tego sektora doceniali szczególnie. Nic nie zastąpi wspólnego czasu spędzonego z rodziną. Miażdżąca większość pracowników nie chce żadnych zmian w tej ustawie, a nawet obawia się ich nastąpienia. Proponowane zmiany stoją w sprzeczności z programem dwóch z trzech partii tworzących rządzącą koalicję – a mimo to ich wprowadzenie jest co i rusz podnoszone.
Podniesienie stawki za pracę w niedziele nie wynagrodzi pracownikom sektora straty wolnych niedziel. Istnieje wiele „trików” pracodawców na unikanie płacenie zwiększonej stawki lub nieprzestrzeganie wolnego. Okres rozliczeniowy często jest wydłużony do całego roku, zatem czasem pracy można dysponować w sposób niesłychanie elastyczny. Istnieje także tzw. równoważny czas pracy, czyli możliwość niewypłacania dodatku za pracę w weekend, a za to „odbieranie” wolnego dnia, na co rzecz jasna nigdy nie ma odpowiedniego momentu.
Ograniczenie handlu w niedziele to w praktyce jedyny przywilej pracowników sektora. Negatywną opinię w kwestii jakichkolwiek zmian przedstawiła także Polska Izba Handlu. Jej zdaniem obecne przepisy są korzystne dla większości małych i średnich przedsiębiorców.
przez Michał Rydlewski | środa 24 kwietnia 2024 | opinie
Przyglądając się budowie anatomicznej sporej części polskich inteligentów można dojść do wniosku, mówiąc pół żartem, pół serio, że składa się on z Rozumu oraz kija utrzymującego go w pozycji pionowej (nie mylić z kręgosłupem). Pozbawiony jest zmysłowo-mięsnego ciała, którym tak ochoczo zajmuje się naukowo. Jako przedmiot badania ciało jest obiektem intelektualnego pożądania, lecz nie jest już nim, gdy może sprawiać jego posiadaczowi, czy wywoływać – o zgrozo – u kogoś innego, pożądanie i przyjemność. Jeśli jest ono pozbawione aspektu kontemplacyjnego, wymiaru nie refleksyjnego, lecz opierającego się po prostu na czystej cielesności „konsumowanej” zmysłami, choćby wzroku, dając tym samym radość z udziału w zmysłowym świecie, to musi przez inteligenta zostać zdeprecjonowane, poniżone, wyśmiane i określone, a jakże, kiczem.
W świecie wielu polskich inteligentów nieomal każde, niepoprzedzone wyznaniem w trybie intelektualno-poznawczym oraz moralnym zabezpieczeniem mówiącego, wypowiedzenie się o ciele i zmysłowości, jest, czy może być, uznane (różnica pomiędzy jednym a drugim dzisiaj zanika) za seksizm, uprzedmiotowienie, dyktaturę patriarchatu w społeczeństwie zdominowanym przez samców alfa oraz w ostateczności „kulturę gwałtu” – słowem, wszystkie zbrodnie, nierzadko wyimaginowane.
Z tego między innymi względu polski inteligent nienawidzi wszystkiego, co nierefleksyjnie cielesne i zmysłowe, gdyż sprowadzające kobietę do (jakoby) seksualnego obiektu dla męskiego drapieżnika. Jednym z obszarów, w którym się to szczególnie przejawia, jest stosunek do disco polo. Ten gatunek muzyczny jest nie tylko przez inteligentów znienawidzony i pogardzany (wiadomo: to kicz i tandeta przeznaczona dla wiejskiego ciemnogrodu), ale i krytykowany za seksizm.
Moim zdaniem to dosyć jednostronne ujęcie. Oczywiście, można zarzucić disco polo, że epatuje roznegliżowaną, kobiecą cielesnością, że w wielu teledyskach kobiety tańczą wyzywająco, ukazując swoje erotyczne atuty, że są widokiem dla męskiego spojrzenia (pojęcie J. Bergera). Zgoda.
Jednak, po pierwsze, nie jest to seksualizacja tak wulgarna jak w innych gatunkach muzycznych, np. hip-hopie. Po drugie, disco polo nierefleksyjnie cieszy się ową cielesnością, pokazując coś, o czym inteligent zdaje się zapominać, jakby zupełnie zapomniał o ciele i zmysłowym wymiarze zauroczenia czy miłości – że może mieć to właśnie nieuprzedmiotawiający wymiar.
Wiele tekstów piosenek tego gatunku, szczególnie tych z lat 90. ubiegłego wieku, jest nastawione na cielesność i zmysłowość. Pojawia się w nich ciało, ale przede wszystkim takie jego elementy jak usta, oczy, włosy, a nie piersi czy pośladki. Bohater niejednego utworu jest oczarowany urodą dziewczyny, której nierzadko jeszcze bliżej nie poznał, a nawet jeśli poznał i tworzą parę, docenia jej urodę. Czy to zbrodnia? Seksizm? Te piosenki opowiadają najczęściej o miłości, która, uwaga, jest cielesna i zmysłowa (to motyw wzięty z literatury ludowej). Co więcej, nie znam bardziej optymistycznych piosenek niż disco polo (spora część z nich taka właśnie jest), choć są i bardziej refleksyjne (prostym językiem wyrażające to, o czym piszą uznani za wielkich), a czasami dotyczące miłości niespełnionej i nieszczęśliwej, w których mężczyzna wcale nie jest samcem alfa, lecz jawi się raczej jako delikatny i kruchy. Są optymistyczne, radosne, dają nadzieję w trudnych chwilach, pozwalają się zwyczajnie wyluzować i cieszyć życiem. Wystarczy na chwilę pozbyć się wspominanego kija, wziąć w nawias swoje inteligencie dąsy i posłuchać takich piosenek jak np. „Ciało do ciała”, „Promienie”, „Przekorny los”, „Przez twe oczy zielone”, „O Ela, Ela”, „Ona tańczy dla mnie”.
Życie nie składa się tylko z czytania mądrych książek, oglądania ambitnego kina, kontemplacji wielkich dzieł sztuki, co dobrze oddają liczne komentarze pod tymi piosenkami w serwisie YouTube. Byłby to koszmar, nie mówiąc już o tym, że byłoby to wręcz psychicznie niebezpieczne, albowiem chwile skupienia muszą współistnieć z chwilami nie myślenia, lecz przeżywania wolnego od intelektualnego wysiłku.
Moim zdaniem to właśnie ta prosta, cielesna i zmysłowa miłość tak irytuje inteligenta. Gdyż aby być uznaną za pełnoprawną miłość, musiałaby być ona poprzedzona wielogodzinnym seminarium o tekstach wielkich filozofów, pisarzy, reżyserów i malarzy. Intelektualne porozumienie jest ważne, to oczywiste, ale nie dobieramy się w pary czy zakochujemy w sobie wyłącznie dlatego, że połączyła nas taka sama interpretacja dzieł Derridy czy Heideggera.
Ale nie tylko disco polo jest obiektem inteligenckiej krytyki. Jest nią w ogóle to, co staje się popularne, np. w muzyce, a nie niesie ze sobą jakiegoś szczególnie istotnego, z punktu widzenia wyżyn akademickiego dyskursu, egzystencjalnego przesłania.
Przykładem może być ironiczne wyśmianie przez Michała Rusinka słów piosenki Blanki pt. „Solo”, która stała się hitem. Została obejrzana 23 miliony razy, miała 10 milionów odtworzeń na Spotify, reprezentowała nas na Eurowizji. Na nagraniu, dostępnym w serwisie YouTube, krakowski literaturoznawca i tłumacz, doktor habilitowany Uniwersytetu Jagiellońskiego, przekłada z angielskiego na polski słowa tejże piosenki. „Zobaczcie, jakie to głupie” – zdaje się mówić, „W tych słowach nie ma żadnego sensu”. Spuszczę zasłonę milczenia na tłumaczenie przez Rusinka słowa „Bejbe” (a właściwie: „Bejba”) jako „dziecko”, które należałoby przetłumaczyć raczej jako „Kochanie”, bo nie o samo tłumaczenie tutaj idzie. Piosenka jest po prostu o tym, że czasami lepiej jest być samemu, czyli solo, niż z kimś, z kim jest nam źle. Blanka w teledysku pokazuje, jak cieszy się z tego, że w końcu jest wolna po tym, jak zakończyła nieudany związek. Znam to uczucie i dlatego lubię tę piosenkę i teledysk – nie muszę go rozkładać na czynniki pierwsze i nie bardzo wiem, po co miałbym to robić. Muzyka wpada w ucho, jak dobre disco polo, dziewczyna jest ładna, zgrabna, a w miejscu, gdzie kręcony był teledysk, chętnie spędziłbym kilka dni wakacji, jeżdżąc takim samochodem jak ona. To jakaś zbrodnia nagrać taki teledysk? Zdaniem Rusinka piosenka powinna być chyba pogłębionym portretem psychologicznym, a tutaj mamy do czynienia z emocjami, a nie z analizą. I dobrze, bo ta piosenka wyraża radość, szczęście i optymizm. Czy to źle? Krakowski uczony chciałby chyba, analogicznie jak Zbigniew Mikołejko względem disco polo, aby te rozpraszało jego lęki egzystencjalne, było ambitne, należało do sztuki wysokiej. Ani disco polo, ani piosenka Blanki, nie mają takich ambicji, bo to tak, jakby oczekiwać od samochodu, żeby latał albo pływał, jeśli został skonstruowany do zupełnie innych celów. Polski inteligent, czego przykładem jest Michał Rusinek, chciałby żeby świat był Misiem Uszatkiem z jego wyobrażeń i owo wyobrażenie chce uczynić powszechnym, psując przy tym całą zabawę. „To, co przeżywasz, jest takie płytkie, a zatem i ty jesteś płytki” – zdaje się mówić pohukujący czy ironizujący inteligent. Czasami potrzebujemy różnych głębokości „przeżyć”.
Rozumiem i podzielam krytykę mitu piękna, wręcz dyktatury ludzi pięknych. Nie podoba mi się chore dążenie do nieosiągalnego ideału piękna, który nie jest możliwy do realizowania, jeśli nie ma się wystarczających zasobów w postaci pieniędzy (na skalpel i dietę) oraz czasu (na ćwiczenia). To wszystko wiemy, napisano na ten temat setki książek trafnie krytykujących „przemysł piękna” w służbie kapitalizmu. Nie mylmy jednak tej krytyki z niesprawiającym nikomu przykrości i niewyrządzającym zła poczuciem szczęścia (oprócz tych, czujących się urażonymi nieomal wszystkim), beztroskiej radości i przyjemności płynącej z cielesności i zmysłów. W przeciwnym razie grozi nam popadnięcie w absurd, którego przykładem może być Kantowska ocena seksu jako ruchów niegodnych filozofa.
Problem inteligenta z disco polo oraz muzyką popularną, jak wspomniana piosenka Blanki, polega na tym, że oba nie tabuizują seksualności, lecz ją afirmują. Blanka jest po prostu sexy, co niekiedy wręcz uruchamia u inteligenta (płci obojga) jakiś resentyment, a w ostateczności chęć pokazania swojej wyższości intelektualnej. Tomasz Szlendak, opisując przed laty klasowe tło sporu o białe kozaczki, które były synonimem złego gustu charakterystycznego dla „ludu”, stwierdził, że „Elita ucieka od seksualnej dosłowności, nieelita wręcz przeciwnie. U elity seksualność skrywana jest pod subtelniejszą powierzchnią, u nieelity jest ostentacyjna. […] Mężczyźni z elity także lubują się w białych kozaczkach, tak jak lubują się w jadowicie różowych stringach i ostentacyjnie erotycznych pończochach. Tyle tylko, że lubują się w tym wszystkim w zaciszu własnej, domowej sypialni” (Tomasz Szlendak, „Demokratyczna moda kontra białe kozaczki”, Dziennik, 2 czerwca 2006). Nie chodzi nawet o obłudę inteligenta, jeśli uznać, że toruński socjolog ma rację, ale o fakt, że nie da się, i nawet nie wiem, czy byłoby to możliwe oraz pożądane, sprowadzić ciało, zmysły, seksualność i erotyzm do sfery prywatnej. Kto był na włoskiej plaży, wie, o czym mówię: nie dajmy sobie odebrać miłosnej gry pomiędzy kobietą a mężczyzną także w wymiarze cielesnym.
Trawestując słynne stwierdzenie z filmu „Chłopaki nie płaczą”, można powiedzieć, że „Polski inteligent nie ma luzu”.
dr Michał Rydlewski
Zdjęcie w nagłówku tekstu: kadr z teledysku do piosenki „Solo” Blanki.
przez redakcja | wtorek 23 kwietnia 2024 | aktualności
Czy w Canpack FIP w Brzesku będzie strajk?
Jak informuje serwis tarnow.naszemiasto.pl, pracownicy Canpack FIP nie mogą porozumieć się z pracodawcą w kwestii podwyżek. Rozpoczynają przygotowania do strajku. W najbliższych dniach wśród załogi przeprowadzone będzie referendum strajkowe.
Zakończyły się trwające kilka tygodni rozmowy w sprawie podwyżek w firmie Canpack Food and Industrial Packaging w Brzesku. Załogę liczącą ponad 450 osób w mediacjach z władzami firmy reprezentowali związkowcy zrzeszeni w Ogólnopolskim Związku Zawodowym Inicjatywa Pracownicza.
Początkowo domagali się wzrostu pensji na poziomie 20 proc. Z każdą kolejną rozmową z zarządem obniżali swoje oczekiwania. Podczas ostatniej tury rozmów, która odbyła się w 18 kwietnia, zaproponowali, aby podwyżki dla pracowników wyniosły średnio 11,75 proc.
„Pracodawca zaproponował 9,5 procent, co naszym zdaniem jest zdecydowanie za mało. Według nas zyski firmy są duże i jest z czego podnieść pensje pracownikom” – podkreśla Jakub Chamioło z prezydium komisji OZZ Inicjatywa Pracownicza w Canpack FIP w Brzesku.
Brak porozumienia oznacza, że w brzeskiej firmie rozpoczną się przygotowania do strajku. W najbliższych dniach ma zostać przeprowadzone referendum strajkowe. Jeśli większość załogi opowie się „za”, w Canpack FIP dojdzie do strajku i pracownicy odejdą od stanowisk pracy. Chcą walczyć o podwyżki, ponieważ podkreślają, że ich zarobki oscylują w okolicach najniższej krajowej.
Po nieudanych negocjacjach z zarządem związkowcy domagają się teraz podwyżek na poziomie 14,4 proc.