przez Janina Petelczyc | poniedziałek 19 grudnia 2016 | Jesień 2016, Wywiad - kwartalnik
– W ciągu ostatnich 15 lat rząd Brazylii wdrożył ponad 140 programów społecznych, które zmieniły życie milionów Brazylijczyków. Jeden z najbardziej znanych to program Bolsa Família (Programa Bolsa Família, PBF), który w Banku Światowym zyskał nawet miano „cichej brazylijskiej rewolucji”. Czy może nam Pan streścić założenia i efekty tego programu?
– Flávio Eiró: PBF to największy pod względem liczby korzystających z pomocy program warunkowych transferów pieniężnych (Conditional Cash Transfer, CCT) na świecie. Obecnie jego beneficjentami jest ponad 14 milionów rodzin, czyli około 50 mln osób – jedna czwarta ludności Brazylii. Jest on skierowany do osób żyjących poniżej poziomu ubóstwa i skrajnego ubóstwa, wyznaczonego przez miesięczny dochód nieprzekraczający 154 reali na gospodarstwo domowe i 77 reali na osobę. Warunki, które należy spełnić, by stać się beneficjentem programu, to szczepienie dzieci i posyłanie ich do szkoły oraz regularne badania medyczne kobiet w ciąży. Świadczenia mające na celu wydobycie rodzin z ubóstwa zawierają się w przedziale od 35 do 336 reali miesięcznie, zależnie od składu gospodarstwa domowego. Od 2012 r. ten maksymalny limit może być przekraczany w ramach pomocy rodzinom żyjącym w warunkach skrajnego ubóstwa. „Świadczenia na rzecz Przezwyciężenia Skrajnego Ubóstwa” to część szerszego planu „Brazylia bez Ubóstwa” (BrasilSemMiséria), którego elementem składowym jest PBF. W listopadzie 2015 r. 13,7 mln gospodarstw domowych skorzystało w ramach PBF ze świadczeń na łączną kwotę 2,2 mld reali, przy czym, jak podaje Portal Brasil, średnia wartość świadczenia wyniosła 163,06 reala.
Warunkowe transfery pieniężne należy omawiać w kontekście instytucji zajmujących się zabezpieczeniem społecznym. Zabezpieczenie społeczne jest często rozumiane jako działania publiczne podejmowane w odpowiedzi na „bezbronność, zagrożenie i ubóstwo, jakie są uważane za społecznie niedopuszczalne w określonym państwie i społeczeństwie”. Może być ono zapewnione za pomocą trzech różnych metod: ubezpieczenia społecznego, pomocy społecznej i regulacji rynku pracy. W krajach rozwijających się pomoc społeczną rozumie się jako trwałe instytucje mające na celu ograniczanie ubóstwa i zapobieganie mu poprzez regularne transfery (w naturze i pieniądzu) finansowane z podatków. Istotne jest odróżnienie CCT od programów nadzwyczajnych, finansowanych z pomocy międzynarodowej. Nową cechą programów typu CCT jest ich zakorzenienie w trwałych instytucjach krajowych, co stanowi nieznany w krajach rozwijających się do lat 90. XX wieku poziom ochrony przed ubóstwem.
PBF jest postrzegany jako udany program i stanowi modelowe rozwiązanie dla całej Ameryki Łacińskiej i innych krajów świata. Jest słusznie uważany za przełom w rozwoju brazylijskiej pomocy społecznej, ponieważ zapewnił rodzinom dotkniętym ubóstwem zagwarantowany prawem dochód. Wielu badaczy zwraca uwagę na różnorodne aspekty PBF, nie tylko jego wpływ na redukcję ubóstwa i zmniejszenie nierówności dochodowych, ale i równouprawnienie płci.
– W swoich badaniach oddaje Pan głos beneficjentom programu i pracownikom socjalnym. PBF jest oczywiście zawsze przedstawiany jako program typu CCT, jednak cechuje go do pewnego stopnia niezależność świadczeniobiorców od pracowników społecznych (transfery dokonywane są za pośrednictwem państwowego banku, co zapobiega tradycyjnym powiązaniom klientelistycznym z lokalnymi politykami). Jednak Pańskie ustalenia wskazują na istnienie pewnych relacji klientelistycznych. Jak to możliwe, że w kontekście tego programu możemy mówić o elementach klientelizmu?
– O klientelizmie należy mówić w tym kontekście z ostrożnością. Przede wszystkim jako uczony cenię precyzyjne definicje, nie powinniśmy więc mylić narzędzia analitycznego ze strategią polityczną – taką jak ujmowanie działań oponentów jako niemoralnych czy bezprawnych w celu ich zdyskredytowania. Taką strategię nierzadko stosowano wobec PBF. Od początku jest on ofiarą oskarżeń o klientelizm – a należy wspomnieć również, że podobne zarzuty sama Partia Pracujących wysuwała wobec poprzednich programów z czasów prezydenta Cardoso.
Z perspektywy mikrosocjologicznej nie możemy mówić o „programie klientelistycznym” czy „administracji klientelistycznej”, chyba że mamy na myśli zinstytucjonalizowane praktyki kupowania głosów. Klientelizm to nierówna osobista relacja między dwoma jednostkami, oparta na wzajemnej wymianie i mająca na celu maksymalizację ich interesów. Ponadto ważne jest ulokowanie rozważań w kontekście polityki brazylijskiej i tutejszych programów społecznych. Do dziś pomoc społeczna jest uważana za formę dobroczynności – widziałem wiele gmin, w których żona burmistrza odpowiadała z urzędu za pomoc społeczną. Oznacza to nie tylko ujmowanie pomocy społecznej jako „przysług” zamiast „praw”, lecz także pomieszanie sfery publicznej i osobistej: burmistrz wykonuje szlachetne zobowiązanie do udzielania pomocy najbardziej pokrzywdzonym osobom znajdującym się pod jego „kuratelą”. Zjawisko to określamy jako paternalizm.
PBF jest zarządzany na szczeblu lokalnym w gminach przez urzędników pomocy społecznej, wobec czego nie widzę argumentów za utrzymaniem tezy, że jest to program klientelistyczny. Są natomiast burmistrzowie – z partii rządzących i opozycyjnych na szczeblu federalnym – którzy użyli programu w praktykach klientelistycznych, korzystając z nieograniczonej władzy mianowania personelu opieki społecznej, w tym koordynatorów PBF.
Po tych wyjaśnieniach zastanówmy się nad odpowiedzią na pytanie „w jaki sposób?”. Pierwotnie postawiłem hipotezę, że praktyki klientelistyczne wynikały z manipulowania informacjami o uprawnieniach i zasadach programu. Uruchomiono wyrafinowany, teatralny system pośrednictwa, aby przekonać beneficjentów, że comiesięczne świadczenie jest przysługą, którą zawdzięczają pośrednikowi. Taką hipotezę można łatwo obalić, a jej utrzymanie wymagałoby powszechnego niezrozumienia programu i całkowitego braku dostępu do informacji – pozwoliłoby to podtrzymywać takie „kłamstwo”. Ponadto kryteria, jakie muszą spełniać beneficjenci BFP, są dobrze zdefiniowane w regulaminie programu, a urzędy lokalne nie mogą odmówić uczestnictwa w programie osobom spełniającym określone wymogi.
Po obaleniu przedstawionej hipotezy skoncentrowaliśmy obserwacje na działaniach pracowników socjalnych i przekonałem się, że arbitralny, uznaniowy aspekt ich pracy ma bezpośredni wpływ na dobór beneficjentów i zarządzanie programem. Pracownicy społeczni zakładają z zasady, że beneficjenci kłamią lub ukrywają informacje, zatem niespójność w informacjach o dochodach czy podejrzane zachowanie wystarczają, aby wnioskować o odebranie zasiłku. Takie wyobrażenia o beneficjentach są wzmacniane przez przypadki uważane za typowe. Najbardziej podstawowe przekonanie, podzielane przez absolutnie wszystkich pracowników społecznych, z którymi rozmawiałem: „wielu beneficjentów w PBF odmawia podjęcia pracy, aby zachować zasiłek”. Nawet po zadaniu wyraźnego pytania, czy działoby się tak również, gdyby dostępna była legalna praca z gwarantowaną płacą minimalną (zasiłek z PBF to zwykle jej jedna czwarta), ankietowani odpowiadają twierdząco – bo „znają takie przypadki”. Hipoteza ta, nazywana często w Brazylii „efektem lenistwa” (efeito-preguiça), była wielokrotnie obalana jako fałszywa. Tak czy inaczej, pracownicy socjalni są przekonani, że muszą być surowi, aby zapobiec wyłudzaniu zasiłków przez podopiecznych. Mając do dyspozycji szereg sposobów sprawdzenia informacji, pracownicy socjalni czują absolutną kontrolę nad beneficjentami programu i bez skrupułów „wymierzają sprawiedliwość”.
A wśród beneficjentów pojawia się powszechna obawa o utratę zasiłku. Pracownicy socjalni często muszą objaśniać beneficjentom podstawowe zasady programu – i objaśniają je tylko do pewnego stopnia, gdyż nie chcą być zmanipulowani w przyszłości. Moje ustalenia wskazują, że reguły obliczania przydziału świadczeń, a nawet podstawowe kryteria, których spełnienie jest niezbędne do korzystania z programu, są słabo znane. Mity otaczające pracowników socjalnych i ich wizyty w domach świadczeniobiorców nabierają jeszcze większej mocy, gdy beneficjenci dowiadują się o arbitralnych decyzjach dotyczących odebrania zasiłku. A siła tych mitów utrwala strukturę klientelistyczną (kara i odwet).
Władza urzędu lokalnego PBF wynika z marginesu uznaniowości występującego w działaniu pracowników socjalnych i jest wykorzystywana przez niektórych do kontrolowania procesu selekcji i weryfikacji rodzin, do których skierowany jest program. Motywują ich do tego przede wszystkim powiązania polityczne, które umożliwiły im zdobycie stanowiska, czasem jest to także stanowisko pracownika społecznego. Dezinformacja i arbitralne działania podejmowane przez pracowników socjalnych wystarczają, aby otoczyć program aurą niepewności – w takiej sytuacji cenny staje się przychylny polityk czy inny gwarant świadczenia, a to usprawiedliwia klientelistyczne stosunki służące maksymalizacji interesów, nawet gdy środków nie brakuje.
– Czy każdą rodzinę korzystającą z zasiłku w Bolsa Familía weryfikują pracownicy socjalni? Czy wszyscy beneficjenci powinni czuć się niepewnie?
– Nie wszystkie rodziny są weryfikowane przez pracowników socjalnych. Sprawdzanie beneficjentów to obowiązek urzędów gminnych, obejmujący aktualizację informacji z powszechnego rejestru gospodarstw domowych co najmniej raz na 2 lata, weryfikację spełniania warunków, wykrywanie nieprawidłowości, takich jak brak aktualizacji akt gospodarstwa domowego w ciągu 2 lat, nieprzestrzeganie warunków, brak informacji czy niepoprawne numery identyfikacyjne w aktach rodziny.
Jednak wśród świadczeniobiorców plotki rozchodzą się szybko. Chociaż PBF nie wymaga od beneficjentów udziału w spotkaniach grupowych, podczas których wymieniają się między sobą i z pracownikiem socjalnym doświadczeniami związanymi z partycypacją w programie (tak jak jest w przypadku pozostałych programów typu CCT w Ameryce Łacińskiej, np. urugwajskiego IngresoCiudadano), z mojego doświadczenia wynika, że beneficjenci znają informacje o świadczeniach pobieranych przez innych, w tym kwoty i napotykane problemy. Gdy beneficjenci stają w obliczu problemu, którego nie rozumieją, zwykle szukają pomocy u sąsiadów i rodziny. Informacje o typowych przypadkach są rozpowszechniane i stają się mitami, zniekształcanymi, a czasem wzmacnianymi przez pracowników socjalnych – którzy także niekoniecznie w pełni rozumieją zasady działania programu albo wolą ignorować informacje od beneficjentów. W takiej sytuacji wizyta pracownika socjalnego czy rozmowa z nim w biurze PBF jest trudnym momentem. Takie zdarzenia są w oczywisty sposób stresujące dla beneficjentów, którzy odpowiadając na pytania, dostosowują swoje odpowiedzi do znanych im mitów i dostępnych im informacji.
Każdy z poznanych przeze mnie beneficjentów potrafił wskazać przypadek sąsiada, który utracił zasiłek bez widocznego powodu. Musiał zatem przyjąć jakieś założenia i sformułować jakieś wyjaśnienia na własny użytek. Świadczeniobiorcy szybko zdają sobie sprawę, że są zdarzenia, których nie rozumieją. Zwykle ulegają wygodnictwu, rzadko próbują rozwiązać problem związany ze świadczeniem, a jeżeli już próbują – przyjmują dowolne wyjaśnienie, gdyż nie mogą skorzystać z innego źródła wiedzy. Dookoła siebie widzą osoby, które utraciły zasiłek bez widocznego powodu; widzą „nie takie biedne” rodziny otrzymujące więcej niż rodziny żyjące w skrajnej nędzy, które czasem nawet wcale nie korzystają z programu. I choć teoretycznie nie powinni, zaczynają czuć się niepewnie, nie wiedzą, co może się stać z ich własnym zasiłkiem i czują się trochę szczęściarzami, że jeszcze go mają.
– W tym kontekście pojawia się pytanie o kwestię obywatelstwa. Czy jest jakieś powiązanie między ubóstwem a obywatelstwem?
– Pojęcie „obywatelstwo” rozumiem w szerokim sensie jako relację między społeczeństwem a państwem. Relacja ta, szczególnie z punktu widzenia jednostki, jest zależna od pozycji społecznej osoby i jej warunków materialnych. W niektórych społeczeństwach ta zależność jest niewielka, a instytucje publiczne mają obowiązek równo traktować jednostki. W innych społeczeństwach, a uważam Brazylię za jedno z nich, instytucje są skonstruowane tak, aby różnicować jednostki z różnych klas, a obiektywne, bezosobowe zasady są wypierane przez nieformalne normy społeczne. W Brazylii zjawisko to występuje w wielu formach, takich jak jeitinhobrasileiro (co oznacza obchodzenie zasad albo znalezienie łatwego sposobu na skorzystanie z nich) czy słynne „Czy pan/i wie, z kim ma do czynienia?”, używane przez członków klasy wyższej, gdy są zmuszeni do przestrzegania zasad obowiązujących wszystkich. Antropolog James Holston nazwał to „zróżnicowanym obywatelstwem”: inkluzywnym jeżeli chodzi o członkostwo (nawet najbiedniejsi w Brazylii są na papierze pełnoprawnymi obywatelami) i bardzo nierównym w dystrybucji praw.
Socjolog Jessé de Souza ukuł nawet bardziej nośny termin, aby opisać to zjawisko: „podobywatelstwo”, efekt braku poczucia zbiorowej godności, podstawy nowoczesnego pojęcia obywatelstwa i braku uznania społecznego: równość staje się abstrakcyjnym pojęciem, ponieważ każdy Brazylijczyk wie, że w rzeczywistości nie wszyscy obywatele są tyle samo warci. Ci, którzy są „mniej obywatelami”, często nie spełniają społecznych wymogów produktywnego wkładu, który zapewnia uznanie społeczne. Wymogi te mają z kolei źródło w nieprzejrzystych instytucjach i neutralnych wartościach merytokratycznej konkurencji: w bezosobowych i niewidocznych sieciach, które dyskwalifikują „niepewne” jednostki i grupy społeczne jako „podproducentów” i „podobywateli”.
Postawmy kropkę nad „i”: tak, jest wyraźna relacja między ubóstwem a obywatelstwem. Skrajne nierówności społeczne są bezpośrednio powiązane z nierówną dystrybucją praw – a tym samym z tworzeniem kategorii „podobywateli” i, w szerszym sensie, z wykluczeniem społecznym. Skoro uważamy wszystkich Brazylijczyków za pełnoprawnych obywateli, czy możemy nie zauważać takich warunków materialnych, które uniemożliwiają pewnym obywatelom korzystanie z ich obywatelstwa? Czy mamy uważać, że ktoś, kto walczy o przeżycie, może korzystać z pełni praw obywatelskich? Konstytucja tak inkluzywna i egalitarna jak nasza z 1988 r. może przełożyć się na rzeczywistość wyłącznie wtedy, gdy raz na zawsze uporamy się z nierównościami społecznymi (a do tego PBF nie wystarczy, jak dowodzą ostatnie lata rosnących nierówności społecznych).
– Wydaje się, że tylko podstawowy dochód obywatelski może zapewnić pełne „obywatelstwo społeczne”. W innym przypadku zawsze jest pewien rodzaj zależności i nierównej relacji między beneficjentem a państwem, administracją czy pracownikiem socjalnym. Czy w Brazylii toczy się debata publiczna na ten temat?
– Tak, dyskusja trwa nawet wśród wysokich urzędników Ministerstwa Rozwoju Społecznego, odpowiedzialnego za PBF. O ile pamiętam, pierwszym zdarzeniem, które w efekcie doprowadziło do wprowadzenia programu Bolsa Família w Brazylii, było powołanie funduszu Alaska Permanent Fund (APF) w 1982 r., finansowanego bezpośrednio z dochodów z wydobycia ropy naftowej i gwarantującego pewien rodzaj minimalnego dochodu wypłacanego przez administrację stanową każdemu obywatelowi mieszkającemu na Alasce. Senator Eduardo Suplicy (z Partii Pracujących z São Paulo) skorzystał z doświadczeń Alaski, przygotowując ustawę o projekcie gwarantowanego dochodu podstawowego (Projeto de Garantia de RendaMínima) w kwietniu 1991 r. W tym samym roku projekt został przyjęty (głosami wszystkich partii) i przesłany do Izby Deputowanych, w której czekał na głosowanie 13 lat.
Tymczasem inicjatywy lokalne oparte na założeniach projektu Suplicy zostały zrealizowane w Dystrykcie Federalnym i w mieście Campinas w 1995 r., jednak z uwzględnieniem elementu „warunkowego”, znanego już wówczas w innych krajach. W następnych latach inne miasta wdrożyły własne wersje programów typu CCT, a w wielu rozpoczęto dyskusje nad tą koncepcją w lokalnych organach przedstawicielskich.
Koncepcja gwarantowanego dochodu minimalnego dotarła na poziom federalny, przy czym utrzymano element uzależnienia wypłat od spełniania pewnych warunków. Korzyści z takich uwarunkowań programu są dość wątpliwe. Zakładają one wymuszanie pewnego typu zachowań, choć nie jest jasne, czy są one rzeczywiście niezbędne. Tymczasem w społeczności akademickiej powszechnie przyjmuje się, że wypłaty uzależniono od spełnienia pewnych warunków głównie z przyczyn politycznych: dzięki temu łatwiej przekonać przeciętnego podatnika do przekazywania pieniędzy ludziom żyjącym w ubóstwie. Moim zdaniem – zdaniem socjologa badającego ubóstwo jako zjawisko społeczne – problemem programów tego typu jest różnicowanie obywateli. Inaczej niż w Europie, w Brazylii z pomocy korzysta znaczna część ludności – pomoc społeczna w Brazylii obejmuje jedną czwartą populacji.
Podam przykład, aby zobrazować swój wywód – wielokrotnie słyszałem, że beneficjenci programu Bolsa Família powinni być pozbawieni prawa głosu. A słyszałem taką opinię od pracowników socjalnych, ludzi o dochodach nieco powyżej poziomu ubóstwa (czyli niekorzystających z PBF), lecz także od polityków. Taki pogląd może się wydawać skrajny, jednak wyraża odczucia stanowiące rdzeń zjawiska, które możemy określić jako „konflikt klasowy” w Brazylii: ludzie żyjący w ubóstwie nie są uważani za pełnoprawnych obywateli.
Gwarantowany dochód minimalny mógłby złagodzić tego rodzaju napięcia. Wyeliminowalibyśmy na przykład problemy związane z postrzeganiem programów socjalnych jako przysług świadczonych przez polityków. Nie byłoby tak łatwo używać zasiłków do różnicowania osób żyjących w ubóstwie. Byłoby także łatwiej zapewnić pojmowanie podstawowego dochodu jako prawa: jednostka ma do niego prawo, ponieważ jest obywatelem, co więcej – potrzebuje go, aby być pełnoprawnym obywatelem. Koszty zarządzania byłyby mniejsze, a gdyby program był dobrze zaprojektowany, całkowite nakłady nie musiałyby nadmiernie obciążać budżetu rządu. Zbadanie tego zagadnienia staje się coraz pilniejsze na całym świecie, a w moim przekonaniu wkrótce stanie się konieczne w krajach, które nie są zbyt bogate. Jak dowiódł PBF, bezpośrednia dystrybucja dochodu przynosi szereg korzyści w skali mikro i makro.
– W swych badaniach skupia się Pan na regionie północno-wschodnim Brazylii. Dlaczego?
– W moim przekonaniu w oczach Brazylijczyka ubóstwo uosabiają dwa obrazy: fawele w Rio de Janeiro i północno-wschodni interior, czyli sertão. Obecnie w centrum uwagi z wielu powodów są fawele, jednak ubóstwo w Brazylii nie ogranicza się do nich. Region północno-wschodni pozostaje najbiedniejszym obszarem kraju, lecz, co ważniejsze, efekty ostatniej fazy rozwoju kraju są tam najsilniejsze. Region skupia także największą liczbę beneficjentów programu Bolsa Família – w niektórych gminach stanowią oni ponad 90% ludności. Ponadto północny wschód to tradycyjny obszar zainteresowania dla każdego badacza klientelizmu w Brazylii. Wszystkie klasyczne studia przedmiotu poświęcały uwagę temu regionowi, a do dziś jest on punktem odniesienia w badaniach klientelizmu na świecie.
Dla mnie połączenie tych dwóch zagadnień jest wyzwaniem, lecz jest także intelektualnie inspirujące. Gdy przedstawiam swoje badania, nieustannie spotykam się z silnymi przekonaniami po obu stronach sceny politycznej: jedni mówią mi, abym uważał z prezentacją wyników, gdyż prawica może je sobie przywłaszczyć i wykorzystać do atakowania programu. Z drugiej strony badanie PBF jest przez niektórych postrzegane jako postawa wyraźnie prorządowa, promocja pożądanych efektów programu. Przyznaję, że trzeba uważać na takich krytyków, ale muszę się starać, aby nie wpływali na moją pracę. W zawodzie socjologa nawet własne ideały nie mogą zakłócać pracy – choć nigdy nie ukrywałem pozytywnej opinii o programie, a moim osobistym życzeniem jest, aby te badania przyczyniły się do udoskonalenia PBF i rozwinęły studia nad polityką społeczną w Brazylii.
Muszę też przyznać, że nie wiedziałem dokładnie, z czym będę musiał się zmierzyć, kiedy zaczynałem pracę nad doktoratem – zdarza się to w większości jakościowo-indukcyjnych projektów badawczych. Moje pierwsze badania terenowe w regionie zachęciły mnie do dokładnego zapoznania się z PBF, ale dopiero podczas drugiego pobytu zdałem sobie sprawę ze znaczenia praktyk klientelistycznych w programie i postanowiłem skupić się na tym zagadnieniu. W moim przekonaniu tego typu praktyki są powszechne na północnym wschodzie – choć odwiedziłem tylko kilka gmin – przy czym moja praca polega na wykazaniu, w jaki sposób wynikają one ze struktury, która jest właściwa nie tylko temu regionowi. Teoretycznie mogą one wystąpić w każdym innym miejscu i właśnie to w moim przekonaniu czyni moją pracę szczególnie istotną.
– Obecnie Brazylia stoi w obliczu chaosu politycznego. W momencie naszej rozmowy (marzec 2016) toczy się procedura postawienia w stan oskarżenia prezydent Dilmy Rousseff, a ponadto ikona zmian i najbardziej popularny prezydent w historii, Luiz Inacío Lula da Silva, jest przesłuchiwany przez policję w ramach dochodzenia w sprawie oszustwa na wielką skalę w państwowym koncernie petrochemicznym Petrobras. Czy Pana zdaniem Brazylia może wiele stracić z osiągnięć ostatnich 13 lat?
– Niestety, moja odpowiedź musi być wewnętrznie sprzeczna, gdyż mówiąc szczerze, nie potrafię przewidzieć przyszłości PBF w długiej perspektywie. Z jednej strony powiedziałbym, że nie powinniśmy się obawiać o zdobycze, w których Partia Pracujących (PT) odegrała ważną rolę. Na tym polega piękno demokracji: gdy rząd robi krok w dobrym kierunku, kolejny rząd nie może się po prostu wycofać, nawet jeśli się na taki krok nie zgadza. Jeżeli społeczeństwo uważa osiągnięcia za istotne, nowy rząd zostanie ukarany, gdy narazi je na szwank. Mówiąc konkretnie: żadna partia opozycyjna w Brazylii nie jest oficjalnie przeciw PBF. Takie stanowisko oznaczałaby polityczne samobójstwo.
Choć żaden z poważnych polityków pretendujących do najwyższych urzędów w państwie nie deklaruje sprzeciwu wobec PBF, od czasu do czasu politycy prawicowi występują publicznie przeciw programowi. Ewentualny prawicowy rząd, który zastąpiłby administrację PT, mógłby faktycznie zagrozić osiągnięciom społecznym, szczególnie w sytuacjach kryzysów gospodarczych, które zwykle usprawiedliwiają cięcia wydatków socjalnych. Jednocześnie opozycja nieustannie żali się, że podczas wyborów rozpowszechniane są fałszywe pogłoski, jakoby ewentualny rząd partii innej niż PT miał zakończyć program Bolsa Família. Aby im zaprzeczyć, najważniejszy prawicowy kandydat na prezydenta w wyborach 2014, senator AécioNeves, próbował przeprowadzić w kongresie ustawę przekształcającą PBF w prawo zagwarantowane konstytucyjnie, choć było jasne, że ustawa zostanie odrzucona przez deputowanych z partii rządzącej. Jego celem było postawienie Partii Pracujących w bardzo delikatnej sytuacji, zmuszając ją do podzielenia się częścią zasług z PBF z opozycją, która tak naprawdę sprzeciwiała się temu programowi od jego początków. Zasadnie czy nie, od wyborów w 2006 r. (ponowny wybór prezydenta Luli) opozycja próbuje umniejszać rolę programu w sporach z kandydatami PT. Pewna personalizacja programu (który jest powszechnie postrzegany przez beneficjentów jako dzieło i zobowiązanie prezydenta Luli) niewątpliwie podważa budowanie postaw obywatelskich, lecz to nigdy nie wydawało się przedmiotem szczególnej troski PT.
W związku z tym pragnę przejść do drugiej części mojej odpowiedzi: powinniśmy się obawiać utraty tego, co zostało osiągnięte, a PT ponosi ogromną odpowiedzialność za ten stan rzeczy. PBF został utworzony dekretem prezydenta, a jego podstawy prawnej nie można mylić z ustanowieniem prawa nabytego: „przyznawanie świadczeń w ramach PBF ma charakter tymczasowy i nie tworzy prawa nabytego. Uprawnienia rodzin do otrzymywania tych świadczeń powinny podlegać obowiązkowej kontroli co dwa lata” (art. 21 rozporządzenia 6.392, tłumaczenie własne). PBF to program rządu federalnego, a nie polityka społeczna umocowana w konstytucji (w Brazylii mówimy, że jest to program rządowy, a nie program państwowy). Jego beneficjenci nie mają prawa do świadczeń, gdyż takie prawo oznaczałoby dla osób kwalifikujących się do programu nieograniczony dostęp do zasiłku. Zasięg programu nie jest aktualnym problemem, więc niewiele się o nim mówi. Nie oznacza to jednak, że rząd może w dowolnej chwili zawiesić program lub zmienić jego reguły w dowolnym momencie zwykłą większością głosów w kongresie.
Po 13 latach sprawowania rządów na szczeblu federalnym PT powinna wykorzystać momenty, w których uzyskuje największe poparcie, aby uchwalić przepisy silniej chroniące PBF. Na rzecz takich zmian pracowało wielu członków partii; najbardziej znany z nich to były senator Eduardo Suplicy, uczestnik prac nad projektem podstawowego dochodu obywatelskiego (który był inspiracją dla programów pilotażowych wprowadzających CCT w Brazylii). Obecnie, w obliczu niepewnej przyszłości i przy najniższym odnotowanym poziomie poparcia, tego rodzaju przedsięwzięcia są nierealne i prawdopodobnie takie pozostaną przez bardzo długi czas. Kiedy impeachment prezydent Dilmy Rousseff staje się realną groźbą, nawet PMDB, partia wiceprezydenta (który prawdopodobnie obejmie urząd w razie odsunięcia obecnej prezydent od władzy), już sygnalizuje zamiar ograniczenia PBF i skoncentrowania programu na pomocy najbiedniejszym.
– Jak dzisiaj, w kontekście naszej rozmowy, interpretuje Pan hasło „Brasil, País do Futuro” („Brazylia, kraj przyszłości”)?
– Gdy słyszę (i czytam) hasło „kraj przyszłości”, pierwszą moją myślą jest konstatacja, że nie mamy żadnego projektu przyszłości. Od przyjęcia konstytucji w 1988 r. nigdy nie zadaliśmy sobie poważnie pytania, jakiego typu krajem chcemy być. Zajmujemy się pojedynczymi problemami, gdy przyciągają one powszechną uwagę (zwykle z powodu wstrząsających wydarzeń). Kilka sił politycznych rozdziera kraj, próbując uzyskać lub zachować władzę i zawsze krótkowzrocznie patrząc na przyszłość. Od bardzo dawna nasz kraj nie jednoczył się wokół jednego problemu, czy lepiej – jednego rozwiązania.
Choć brzmi to surrealistycznie, niektórzy wykorzystują bieżące kryzysy polityczne w Brazylii do propagowania dyktatury wojskowej, którą nazywają „interwencją” mającą na celu odbudowę kraju i oczyszczenia go z korupcji. W obszarze moich badań toczy się w kraju narastająca dyskusja o odpowiedzialności ludzi żyjących w ubóstwie za ich własną sytuację i pojawia się twierdzenie, że udzielana im pomoc jedynie zachęca ich do lenistwa. W Brazylii, kraju o takich nierównościach strukturalnych, powinniśmy oczekiwać lepszego zrozumienia mechanizmów ubóstwa. Dyskurs merytokratyczny po prostu nie pasuje do naszej rzeczywistości, a nieliczne przypadki kariery od najniższej do najwyższej warstwy społecznej jedynie potwierdzają wyjątkowość takiej drogi. W pewien sposób importujemy (czy raczej reanimujemy) konserwatywne dyskursy, które już nie pasują do naszej demokracji ani do naszego stulecia.
Trudno jest zatem obecnie odpowiedzieć na postawione pytanie. Jedyną rzeczą, której nam nie brak, jest potencjał. Mogę wskazać kilka dziedzin, w których Brazylia może w moim przekonaniu odegrać ważną rolę w świecie. Pierwsza to różnorodność kulturowa, szczególnie współistnienie różnych religii. Nadeszła krytyczna chwila, w której dokonujemy wyboru, w jaki sposób uporamy się z nietolerancją, przesądami i rasizmem, i warto w tym kontekście przywołać religie afro-brazylijskie. Druga dziedzina to ruch feministyczny. Tu podobnie – dyskusja o przemocy wobec kobiet i ich dyskryminacji osiągnęła wreszcie zasięg ogólnokrajowy, a ruchy feministyczne rozwijają się w Brazylii dynamicznie. Nasz kraj był niegdyś wzorem w dziedzinie ochrony środowiska i zrównoważonego rozwoju. Niedawna katastrofa tamy w pobliżu miasta Mariana i późniejsze zdarzenia (głównie opieszałość rządu i próby chronienia przedsiębiorstw odpowiedzialnych za katastrofę, które wspierały kandydatów na stanowiska polityczne ze wszystkich głównych partii) dowodzą, że sprawy miały się gorzej, niż się nam zdawało. Podsumowując, wśród krajów rozwijających się Brazylia była pionierem we wdrażaniu szeregu projektów mających na celu zapewnienie dochodu podstawowego i programów typu CCT, jednak nie jestem pewny, czy zostaną one doprowadzone do końca w najbliższej przyszłości. Powtórzę: w moim przekonaniu PT mogła wykorzystać okresy silnego poparcia, aby poczynić trwałe kroki w tym kierunku, lecz aktualna sytuacja jest niesprzyjająca.
Wciąż możemy odzyskać miano „kraju przyszłości”, którym niegdyś nas określano, a omówione przykłady wskazują, na czym powinniśmy skupić uwagę, aby to osiągnąć.
– Dziękuję za rozmowę.
„Brazylia, kraj przyszłości?” to książka pod redakcją Janiny Petelczyc i Marka Cichego, wydana przez Fundację Terra Brasilis i Książkę i Prasę przed Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janeiro, latem 2016 r. Stanowi ona zbiór tekstów poświęconych Brazylii – jej polityce, historii, problemom społecznym, ekologicznym oraz kulturze. Jej celem jest próba przybliżenia Brazylii polskiemu Czytelnikowi. Część tekstów powstała w formie wywiadów, w tym: z Ladislauem Dowborem (brazylijskim ekonomistą, doradcą prezydenta Luli da Silvy) czy Nilmą Lino Gomes (minister ds. kobiet, równości rasowej i praw człowieka rządu DilmyRousseff). Ponadto w książce znajdują się teksty Adama Traczyka, Agaty Błoch, Aleksandry Pluty, Janiny Petelczyc, Julii Michaels, Zuzanny Jaegermann, Magdaleny Walczuk, Marii Wróblewskiej i Gabriela Borowskiego. Rozmowa z Flávio Eiró pochodzi z tej książki.
przez Janina Petelczyc | wtorek 24 listopada 2015 | Jesień 2015
W polskiej debacie publicznej dominuje niechęć do niemal wszystkiego, co społeczne lub państwowe. Wielu zakłada, że jest to złe, ponieważ wspólne, a to znaczy, że niczyje. Często też uważa się, że państwowe agendy źle gospodarują pieniędzmi, w przeciwieństwie do prężnych i nowoczesnych firm prywatnych. Jedną z instytucji publicznych, które spotykają się z największą falą nienawiści, jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych. W opiniach o ZUS-ie zazwyczaj dominują stereotypy i nieprawdziwe informacje. Warto zmierzyć się z postulatami likwidacji ZUS-u, odróżnieniem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych od Funduszu Ubezpieczeń Społecznych czy z możliwościami uciekania ze składkami do innych państw.
Niechęć do ZUS
Zakład Ubezpieczeń Społecznych od dawna nie cieszy się dobrą sławą. CBOS regularnie przeprowadza badania na temat oceny przez Polaków różnych instytucji publicznych. Z raportów wynika, że ZUS ma nieustająco złą opinię. W marcu 2015 r. aż 59% Polaków źle oceniało tę instytucję. Gorzej w badaniach wypada tylko NFZ, którego działalność negatywnie oceniło aż 75% respondentów1.
Panująca atmosfera polityczna i popularność neoliberalnych polityków nie przyczyniają się do zmiany wizerunku państwa i jego instytucji. Niektórzy z kandydatów na urząd Prezydenta RP w 2015 r. postulowali nawet likwidację ZUS-u. Do negatywnych ocen przyczyniają się także procedury wyboru prezesa tej instytucji, a szczególnie wypowiedzi niektórych kandydatów. Kto z nas nie widział stron internetowych w rodzaju „Owoc żywota Twojego je ZUS”? Swego czasu dużą popularnością cieszyła się grafika porównująca ZUS do Amber Gold.
Bez wątpienia ZUS zmaga się z olbrzymimi problemami finansowymi, wynikającymi przede wszystkim z procesów demograficznych i zmian na rynku pracy. Jednak polscy seniorzy wciąż mogą pozostawać znacznie bardziej pewni tego, że dostaną świadczenia emerytalne niż wielu pracowników, którzy nie wiedzą, jak długo będą jeszcze zarabiać w swoim miejscu pracy i czy nie spotka ich bezrobocie. Za wypłatą świadczeń z ZUS stoją bowiem gwarancje państwowe. Ustawa o Systemie Ubezpieczeń Społecznych z 13 października 1998 r. mówi, że wypłacalność świadczeń z ubezpieczeń społecznych gwarantowana jest przez państwo.
Niechęć do ZUS-u jest często wynikiem mylenia tej instytucji z FUS-em, czyli Funduszem Ubezpieczeń Społecznych. Warto więc już na wstępie napisać, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych zajmuje się gromadzeniem składek, rozliczaniem i wypłatą świadczeń. Składki te trafiają jednak do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, czyli FUS, który jest swoistym budżetem. I to FUS, a nie ZUS może otrzymać dotacje od państwa. Jednak dotacje te mogą być przeznaczone wyłącznie na uzupełnienie środków na wypłaty świadczeń gwarantowanych przez państwo. O różnicy między tymi dwiema instytucjami, tak często mylonymi, jeszcze niżej napiszemy.
Krótka historia ubezpieczenia społecznego w Polsce
Sama idea ubezpieczenia społecznego ma długą tradycję, choć jako instytucja państwowa, obejmująca zakresem większość obywateli, powstała dopiero w XX wieku. Wcześniej, w razie zaistnienia sytuacji niepewnej, o negatywnych konsekwencjach dla jednostki (czyli tzw. ryzyka socjalnego) najczęściej rekompensatę i zabezpieczenie gwarantowała rodzina, związki wyznaniowe lub sieci ubezpieczeń wzajemnych. Oznaczało to jednak, że bardzo wiele osób żyło i umierało w nędzy, ponieważ nie miało prawa do żadnego ubezpieczenia i zdanych było na łaskę innych. Pierwsze ubezpieczenia na masową skalę utworzono w Niemczech w latach 80. XIX wieku. Celem kanclerza Otto von Bismarcka było stłumienie nastrojów rewolucyjnych wśród robotników, dlatego przejął postulaty socjalistyczne i objął pracowników systemem ubezpieczenia inwalidzkiego, chorobowego i wypadkowego. Wówczas tylko niewielki odsetek robotników dożywał wieku emerytalnego.
Pierwsze powszechne, państwowe systemy zabezpieczenia społecznego zaczęły powstawać na początku XX wieku. W Polsce Zakład Ubezpieczeń Społecznych jako instytucja państwowa i powszechna został powołany w 1934 r. na mocy rozporządzenia prezydenta Ignacego Mościckiego, które połączyło kilka odrębnych, istniejących wcześniej instytucji ubezpieczeniowych. Przyczyniło się to do zmniejszenia kosztów administracyjnych ubezpieczenia. Warto podkreślić, że w okresie dwudziestolecia międzywojennego system emerytalny był silnie zróżnicowany wewnętrznie. Oprócz oddzielnych systemów dla pracowników umysłowych i robotników istniały także systemy dla górników, funkcjonariuszy państwowych, zawodowych żołnierzy, pracowników PKP i poczty, pracowników Lasów Państwowych, samorządów terytorialnych, PKO i Banku Polskiego2.
Świadczenia dla poszczególnych grup społecznych, np. pracowników umysłowych i robotników, różniły się. Składka pracownika umysłowego wynosiła 16,6% wynagrodzenia, z czego 9,3% płacił pracodawca, a 7,3% pracownik. Składka robotnika była niższa, obejmując 14,3% dochodu, z czego 8% płacił pracodawca, a 6,3% pracownik3. Robotnicy otrzymywali świadczenia przeciętnie pięć razy niższe od świadczenia pracownika umysłowego, często niepokrywające nawet najbardziej podstawowych potrzeb. Nie mieli prawa do wszystkich rodzajów rent, a wdowy i wdowcy musieli spełnić o wiele więcej warunków, żeby uzyskać renty rodzinne. Renty sieroce przyznawane były dzieciom niezależnie od płci do 18. roku życia, jeśli zmarły ubezpieczony był pracownikiem umysłowym, natomiast jeśli był robotnikiem, renta na syna przyznawana była do 17., a na córkę do 18. roku życia4. Nie rozwiązano kwestii braku powiązań między poszczególnymi regionami Polski i mogło się zdarzyć, że robotnik migrujący wewnątrz kraju tracił dotychczas wypracowane uprawnienia emerytalne5.
Stosunek władz do kwestii ubezpieczeń był zawsze odbiciem aktualnej sytuacji politycznej. Pracownicy umysłowi cieszyli się korzystniejszymi rozwiązaniami prawnymi, ponieważ była to grupa ściśle związana z istniejącym systemem rządów. Z kolei rozwiązania dla pracowników fizycznych wprowadzano najczęściej pod presją napięć społecznych. Niekorzystne dla systemu było pozostawienie poza nim rolników, którzy w kraju opartym na gospodarce chłopskiej stanowili znaczną grupę. Z publicznego systemu wyłączona była również administracja państwowa, która cechowała się stałymi posadami o wysokim wynagrodzeniu i mogła stanowić mocny trzon ubezpieczenia społecznego płacąc stałe, wysokie składki.
Do znacznych zmian w systemie zabezpieczenia społecznego doszło po II wojnie światowej. Polska wyszła z wojny nie tylko z populacją zmniejszoną o 6 milionów, ale także z rzeszą sierot i inwalidów. Do tego bardzo duży wpływ na strukturę ludności miały ogromne migracje na zachód oraz ze wsi do miast. Działalność ubezpieczeniową należało rozpocząć natychmiast, więc wznowiono ją na podstawie przepisów międzywojennych. Rozszerzono zakres podmiotowy i przedmiotowy, włączono do systemu pracowników o wyższych zarobkach, a w 1953 r. robotników rolnych. Rozpoczęto ujednolicanie uprawnień poszczególnych grup ubezpieczonych. Między 1950 a 1954 r. zniesiono odrębne systemy dla pracowników samorządów terytorialnych, banków państwowych i instytucji publicznoprawnych6. Pierwszy powojenny okres był więc dla systemu ubezpieczeń czasem odbudowy organizacyjnej i przyznawania dość niskich, lecz powszechnych rent gwarantujących minimum utrzymania. Zniesiono również odrębny system świadczeń dla pracowników umysłowych i robotników, uregulowano świadczenia na jednakowych zasadach dla wszystkich pracowników, a korzystniejsze świadczenia zapewniono tylko górnikom, pracownikom kolei i służbom mundurowym.
Źródła problemów
Lata 70. i 80. były dla polskiego systemu zabezpieczenia społecznego okresem częstych podwyżek świadczeń, które jednak nie nadążały za podwyżkami płac oraz za przyznawaniem świadczeń emerytalnych kolejnym grupom zawodowym. W tym czasie zakończono także proces rozszerzania ubezpieczenia emerytalnego, objęto nim bowiem twórców (1973 r.), rolników indywidualnych (1980) i duchownych (1989). System emerytalny objął prawie całą ludność czynną zawodowo. Jednocześnie na początku lat 90. próbowano zwalczać rosnące po transformacji bezrobocie poprzez przyznawanie rent i wcześniejszych emerytur.
W bardzo dużym stopniu Fundusz Ubezpieczeń Społecznych obciążyła reforma z 1999 r., wprowadzająca Otwarte Fundusze Emerytalne. System emerytalny w ramach pierwszego, bazowego filara (a więc tego, za którego obsługę odpowiada ZUS), ma charakter repartycyjny. Oznacza to, że ze składek płaconych obecnie są finansowane dzisiejsze świadczenia, a na emerytury obecnych pracowników łożyć będą kolejne pokolenia. Wraz z wprowadzeniem nowego systemu zostały znacznie okrojone składki do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych kilkunastu milionów osób – nie wynosiły już 19,52%, lecz tylko 12,22%. Pozostałe 7,3% trafiało do OFE. Oznacza to, że przychody Funduszu Ubezpieczeń Społecznych stały się mniejsze o 37,4%. Jednak w tym samym czasie nie ubyło o ponad 1/3 emerytów, którzy już pobierali świadczenia. W efekcie w FUS powstał ubytek, który trzeba było refundować z budżetu państwa. W 1999 r. było to 2,3 mld zł, ale w 2010 r. ZUS przekazał do OFE już 22,3 mld zł7.
Mimo częściowego cofnięcia reformy OFE w 2013 r. olbrzymie problemy Funduszu Emerytur Społecznych nadal istnieją, a sytuacja nie poprawia się z dwóch powodów. Z jednej strony Polska zmaga się z problemami demograficznymi, których skutki odczujemy za kilkanaście do kilkudziesięciu lat. Z drugiej strony bardzo niekorzystna jest sytuacja na rynku pracy. Umowy „śmieciowe” oznaczają znacznie mniejsze wpływy ze składek, co obciąża Fundusz Ubezpieczeń Społecznych dziś i będzie wiązało się z o wiele niższymi świadczeniami w przyszłości. W XXI w. weszliśmy więc z wielkimi wyzwaniami stojącymi przed systemem ubezpieczeń społecznych.
Czy rezygnacja z ZUS jest rozwiązaniem problemu?
Postulat likwidacji ZUS pojawia się bardzo często w debacie publicznej. Spójrzmy na ten problem hipotetycznie. Zakład Ubezpieczeń Społecznych odpowiada za gromadzenie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne obywateli oraz dystrybucję świadczeń, m.in. emerytur, rent, zasiłków chorobowych lub macierzyńskich. Jednak dla uproszczenia, na potrzeby tego tekstu, załóżmy, że ZUS odpowiada tylko za wypłaty emerytur. Obecni ubezpieczeni często skarżą się, że płacą wysokie składki, a nic z nich nie będą mieli. Woleliby oszczędzać je we własnym zakresie. Czy jeśli zlikwidujemy instytucję ubezpieczeniową, to ta sytuacja się zmieni?
Pierwszym problemem byłoby ogromne obciążenie budżetu państwa i samych pracowników. Ktoś bowiem musiałby finansować świadczenia dla obecnych emerytów. W marcu 2014 r. emerytury pobierało prawie 5 milionów Polaków8. Po całkowitym zlikwidowaniu składek ich emerytury musiałoby finansować państwo. Przy optymistycznych założeniach byłoby to około 200 miliardów zł rocznie. Oznaczałoby to, że te pieniądze nie byłyby przekazywane na inne ważne społecznie cele, takie jak edukacja, ochrona zdrowia, infrastruktura itd. Drugim rozwiązaniem problemu mogłoby być przeniesienie odpowiedzialności za dzisiejszych emerytów z państwa na pracujących członków ich rodzin (na utrzymaniu państwa pozostaliby tylko ci, którzy nie mają nikogo bliskiego w wieku produkcyjnym). Wówczas okazałoby się jednak, że składka do tej pory przekazywana na ZUS bardzo często byłaby niewystarczająca. Ponadto finansować należałoby emerytury nie tylko dzisiejszych emerytów, ale wszystkich osób, które są w wieku przedemerytalnym (co najmniej 10 lat przed uzyskaniem wymaganego wieku), ponieważ w krótszym czasie nie byliby w stanie odłożyć wystarczającej kwoty.
Załóżmy jednak, że tego problemu nie ma. Czy rzeczywiście każdy byłby w stanie odłożyć sobie na przyszłą emeryturę więcej, niż odkłada w tej chwili? Badania tego nie potwierdzają. Większa część pieniędzy byłaby wydawana na bieżącą konsumpcję. Z badań CBOS przeprowadzonych w 2014 r. wynika, że aż 60% polskich gospodarstw domowych nie ma żadnych oszczędności9. Istnieje także silna zależność między posiadaniem oszczędności a oceną warunków materialnych gospodarstwa domowego. Wśród osób najzamożniejszych oszczędności ma 74% ankietowanych, a wśród osób oceniających swoje warunki jako skromne – tylko 10%. A to właśnie ci, których warunki finansowe są najskromniejsze, powinni odkładać najwięcej na przyszłą emeryturę. Mamy tu bowiem do czynienia z tzw. efektem św. Mateusza. Pochodzący z Biblii cytat – który mówi, że Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma – to zasada wykorzystywana w socjologii, opisująca ubożenie osób biednych i bogacenie się bogatych. Efekt ten w przypadku zapewniania sobie dochodu na starość polega na tym, że głównymi beneficjentami, którzy byliby w stanie zaoszczędzić, są zawsze osoby o średnich i wysokich zarobkach. Tymczasem najbiedniejsi, zarabiający najmniej, nie są w stanie odłożyć pieniędzy i nie mieliby żadnego uposażenia na starość.
Nawet jednak jeśli założymy, że większość Polaków nie wyda swojej składki (nieskierowanej już do ZUS) na konsumpcję od razu, lecz przeznaczy ją na prywatne oszczędności, nie ma pewności, że będą oni w stanie uzyskać takie świadczenie, jakie gwarantowałoby im państwo. Jedną z głównych przyczyn tego stanu jest fakt, że najprawdopodobniej pieniądze byłyby inwestowane na rynkach finansowych. Tymczasem zdecydowana większość badanych deklaruje, że w ogóle się nie orientuje (44%) lub ma słabą orientację (34%) na temat możliwości korzystnego oszczędzania lub inwestowania. Zaledwie 3% określa swoją wiedzę na ten temat jako dobrą10. Zwolennik likwidacji ZUS powie: w takiej sytuacji przeprowadźmy kursy z funkcjonowania rynków finansowych. Ale tu znów pojawiłyby się dwa problemy. Po pierwsze, reforma musiałaby być opóźniona o pokolenie – bo kursy przecież odbywałyby się na etapie edukacji szkolnej. A po drugie, czy rzeczywiście wiedza o rynkach finansowych gwarantuje wysokie stopy zwrotu z oszczędności? W przypadku OFE prof. Leokadia Oręziak określała uzależnienie emerytury od rynków finansowych mianem „ruletki”. W czasie kryzysów ekonomicznych indeksy giełdowe potrafią być niższe nawet o kilkadziesiąt procent od okresów wzrostu gospodarczego.
Nawet jeśli pominiemy i ten problem, a założymy, że przeciętny Polak odłożyłby sobie wysokie świadczenie, ponieważ nie płaciłby składek do ZUS, to i tak mógłby na starość zmagać się z biedą. Powodem tej sytuacji byłby bowiem brak waloryzacji świadczeń, która teraz dokonywana jest raz w roku. W ciągu kilkudziesięciu lat życia siła nabywcza zaoszczędzonych pieniędzy mogłaby znacznie zmaleć.
Gdy ujmiemy problem z aksjologicznego punktu widzenia, należy podkreślić, że likwidacja ZUS oznaczałaby przede wszystkim odejście od podstawowej zasady solidarności, na której oparta jest umowa społeczna funkcjonująca we współczesnych państwach. Chodzi tu zarówno o solidarność międzypokoleniową, jak i o solidarność z osobami najsłabszymi na rynku pracy, czyli późniejszymi najuboższymi emerytami.
Wiele osób czytających poprzednie akapity zdało sobie zapewne sprawę, że to rodzaj hiperboli, bo likwidacja ZUS jest właściwie niemożliwa z powodów instytucjonalnych, prawnych i politycznych. Ale przecież Zakład Ubezpieczeń Społecznych niegospodarnie wydaje nasze pieniądze. Trudno myśleć w inny sposób o finansach ZUS, jeśli w jednej z najbardziej poczytnych polskich gazet ukazują się artykuły takie jak ten zatytułowany „ZUS wydał 1 278 249 000 złotych na nagrody! NIEWIARYGODNE”11. Lecz gdy odkryjemy, że te ponadmiliardowe nagrody wypłacane były z funduszu płac (czyli nie z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych) i trafiały w ciągu 6 lat do wszystkich pracowników instytucji – która, przypomnijmy, zatrudnia prawie 50 000 osób, to dowiemy się, że chodziło o niecałe 400 zł na osobę.
Naród emigrantów
Ostatnio przykładem poruszającym opinię publiczną było wysłanie pracowników ZUS na szkolenia do Palermo. Nie tylko gazety, ale też politycy twierdzili, że gdy emeryci ledwo wiążą koniec z końcem, pracownicy ZUS za nasze pieniądze jadą na Sycylię. Krytycy takich działań nie dostrzegają jednak tego, że Polska jest narodem emigrantów i ponad 2 miliony naszych obywateli wyjechały już do pracy, najczęściej do innych państw Unii Europejskiej. Natomiast ZUS, zgodnie z Ustawą o Ubezpieczeniach Społecznych z 13 października 1998 r. ma ściśle określone zadania, w tym wynikający z artykułu 68 punkt 8 tej ustawy, który nakłada obowiązek popularyzacji wiedzy o ubezpieczeniach społecznych. Art. 71 tej ustawy mówi z kolei o wykonywaniu zadań wynikających z innych ustaw. Jednym z obowiązujących go aktów prawnych jest dyrektywa 883/2004 w sprawie koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego oraz rozporządzenie wykonawcze 987/2009. Oprócz podstawowych zagadnień związanych z koordynacją świadczeń regulują one kwestie związane ze współpracą międzynarodową i implikują konieczność współpracy międzyinstytucjonalnej. Właśnie z tego powodu organizowane są tzw. Dni Poradnictwa w różnych krajach UE, w tym we Włoszech.
Czy Dni Poradnictwa są niepotrzebne? Skąd pracownik, który został oddelegowany do pracy w Hiszpanii na krócej niż 3 miesiące i uległ wypadkowi przy pracy, ma wiedzieć, do jakiej zwrócić się instytucji? Jakiemu systemowi emerytalnemu podlegają polscy pracownicy, którzy w Niemczech pracują jako opiekunowie niepełnosprawnych? Czy okres pracy w Niemczech będzie im się liczył do stażu pracy i kto będzie finansował ich przyszłe świadczenie? A co ma zrobić obywatel posiadający paszporty dwóch krajów, np. Polski i Niemiec, który pracował przy budowie dróg w Hiszpanii, realizowanej przez szwedzką firmę, jeśli uległ wypadkowi? Koordynacja systemów zabezpieczenia społecznego w Unii Europejskiej jest niezwykle skomplikowana i nie da się jej zawsze wyjaśnić przez Internet. Dlatego Dni Poradnictwa cieszą się dość dużą popularnością.
Natomiast tym, którzy uważają, że ZUS takie szkolenia czy konferencje organizuje za nasze składki, warto zwrócić uwagę na fakt, że ZUS, zgodnie z art. 51 ustawy o Systemie Ubezpieczeń Społecznych, jest dysponentem Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego m.in. wypłacane są świadczenia emerytalne i rentowe. ZUS i FUS nie są tożsame. Wyjazdy pracowników ZUS są finansowane z zupełnie innych źródeł. Są to tzw. bieżące koszty działalności Zakładu, które zresztą stanowią część planu finansowego budżetu państwa.
Lepiej w innym państwie?
Bardzo popularne jest twierdzenie, że w krajach zachodnich za o wiele niższe składki można otrzymać w przyszłości znacznie wyższą emeryturę. Jest faktem, że obecnie średnia emerytura w krajach zachodnioeuropejskich jest wyższa niż średnia emerytura w Polsce. Wynika to jednak najczęściej ze znacznie wyższych składek opłacanych przez członków tamtych systemów oraz wyższych kosztów życia.
Najpopularniejsze jest porównywanie do Wielkiej Brytanii. Jakiś czas temu prominentny polski polityk zasugerował, że składka osoby samozatrudnionej w Wielkiej Brytanii wynosi 50 zł, a świadczenia są znacznie wyższe od polskich12. Sytuacja jednak nie do końca tak wygląda, a żeby zrozumieć, jak jest naprawdę, warto przyjrzeć się systemowi emerytalnemu osób samozatrudnionych w Wielkiej Brytanii.
Po pierwsze – jeśli ktoś chce być objęty brytyjskim systemem zabezpieczenia społecznego, musi wykonywać działalność na terenie Wielkiej Brytanii. Jest to uregulowane przepisami koordynacyjnymi, o których wspomniano wyżej (Dyrektywa 883/2004). Zgodnie z zasadą lex loci laboris (miejsca wykonywania pracy), zawartą w art. 11 ust. 3 dyrektywy o ubezpieczeniu, właściwe jest ustawodawstwo państwa, w którym praca najemna lub praca na własny rachunek jest wykonywana. Jeśli ktoś wykonuje pracę w dwóch państwach członkowskich, to podlega ustawodawstwu tego państwa, w którym mieszka i pracuje. Oznacza to, że nie można uciec od polskiego systemu zabezpieczenia społecznego inaczej, niż zakładając działalność gospodarczą wyłącznie w innym państwie (w tym przypadku w Wielkiej Brytanii) lub po prostu zamieszkując tam, jeśli działalność prowadzi się i w Polsce, i w Wielkiej Brytanii. Składki na tzw. emeryturę państwową rzeczywiście nie są wysokie i osoba samozatrudniona płaci od kwietnia 2015 r. 2,8 funta tygodniowo. Należy jednak dodać, że na koniec roku, po przekroczeniu określonej kwoty dochodu, osoba samozatrudniona musi opłacić dodatkową składkę w wysokości 9% od tego dochodu. Obecnie jest to od 8060 do 42385 funtów w skali roku. Powyżej tej kwoty opłaca się składkę w wysokości 2%. A zatem w przypadku wyższego dochodu składka nie wynosi już 11,2 funtów miesięcznie.
Ponadto składka ta gwarantuje wyłącznie tzw. bazową emeryturę państwową, która wynosi obecnie maksymalnie 115,95 funtów tygodniowo. Dla porównania: minimalna pensja w Wielkiej Brytanii (liczona godzinowo) wynosi 6,5 funta za godzinę, co średnio daje osobie pracującej na cały etat ponad 1000 funtów miesięcznie13. Obecnie, po osiągnięciu wieku emerytalnego, prawo do emerytury w pełnej wysokości ma osoba, która bez przerwy pracowała i opłacała składki przez 30 lat14. Warunkiem zaliczenia okresu samozatrudnienia do okresu składkowego jest wykazanie dochodu w odpowiedniej wysokości. Reforma emerytalna wprowadzana w 2015 r. wydłuży okres składkowy wymagany do uzyskania pełnego świadczenia do 35 lat15. W przypadku krótszego okresu składkowego (nie może on być jednak niższy niż 10 lat) świadczenie jest proporcjonalnie obniżane.
Większość Brytyjczyków ma dodatkowe ubezpieczenie (najczęściej są to pracownicze programy emerytalne), ponieważ bazowa emerytura państwowa jest świadczeniem niewysokim jak na warunki brytyjskie. Jeśli jednak emeryt postanowi na stare lata wrócić do Polski, to świadczenie transferowane z Anglii może mu zapewnić w miarę godną starość. Powstaje jednak pytanie, czy za kilkadziesiąt lat różnice w wartości nabywczej naszych pieniędzy będą wciąż tak duże i czy uda się pracować przez 35 lat bez przerwy, aby uzyskać maksymalny wymiar świadczenia.
Skoro tak dobrze, to dlaczego tak źle?
Mimo próby sprostowania nie do końca sprawiedliwych opinii dotyczących funkcjonowania Zakładu Ubezpieczeń Społecznych należy zauważyć, że jego sytuacja nie jest dobra. Ze składek ubezpieczonych nie da się sfinansować obecnych świadczeń i państwo co roku zmuszone jest dopłacać z budżetu do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Przyczyn takiej sytuacji jest kilka. Po pierwsze – przemiany demograficzne. System oparty na zasadzie repartycji (zwanej też pay-as-you-go) będzie się sam finansował tylko w sytuacji, gdy każde kolejne pokolenie będzie liczniejsze od poprzedniego. Przypomnijmy, że aby tak było, współczynnik dzietności (a więc średnia liczba dzieci przypadających na kobietę w wieku 15–49 lat) powinien wynosić 2,14. Tymczasem w Polsce w 2013 r. wynosił on jedynie 1,2916. Nie jest to zresztą wyłącznie problem Polski, bo dla całej Unii Europejskiej współczynnik ten wynosi 1,55, a żaden kraj nie osiągnął tzw. prostej zastępowalności pokoleń. Najbliżej do tego poziomu mają Irlandia (1,96), Francja (1,99) i Szwecja (1,89). Sytuację demograficzną obecnie utrudnia także emigracja osób w wieku produkcyjnym. Oznacza ona dla naszego kraju, że ponad 2 miliony osób pracują i opłacają składki w zagranicznych systemach zabezpieczenia emerytalnego oraz że najprawdopodobniej, jeśli zdecydują się na dziecko, to już za granicą (co potwierdza m.in. dość wysoki współczynnik dzietności wśród polskich kobiet na Wyspach Brytyjskich, który wynosi aż 2,13)17.
Drugim czynnikiem znacznie uszczuplającym dochody Funduszu Ubezpieczeń Społecznych jest polski rynek pracy. Zarobki w Polsce są statystycznie dość niskie. Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce około 12% osób zatrudnionych na umowy o pracę (brak jest danych dotyczących wymiaru zatrudnienia) zarabia pensję minimalną lub niższą (w przypadku niepełnego etatu). Innym problemem jest fakt, że rośnie odsetek osób wykonujących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych. Obecnie jest to 1,4 mln osób, czyli 13% wszystkich pracujących. Bezrobocie, częste przerwy w pracy (wynikające z sytuacji na rynku pracy lub potrzeby opieki np. nad członkiem rodziny) czy szara strefa dodatkowo uszczuplają wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Ponadto zmniejszają przyszłe świadczenia, ponieważ od czasów reformy z 1999 r. system emerytalny funkcjonuje na zasadzie zdefiniowanej składki. Oznacza to, że wysokość emerytury uzależniona jest od kwoty składek wpłaconych przez ubezpieczonego. To stawia w trudniejszej sytuacji tych, którzy zarabiają mniej i mają częste przerwy w pracy. Jednak i w tym wypadku nie można mieć pretensji do ZUS. Zakład nie prowadzi bowiem własnej polityki finansowej i nie może samodzielnie ustalać wysokości składek lub świadczeń, sposobu ich pobierania, progów dochodowych itp. Politykę w tym zakresie kształtuje ustawodawca, a więc koncepcje zmian należy przedstawiać członkom parlamentu, a nie obwiniać tę instytucję.
Potrzeba ubezpieczeń społecznych
Ubezpieczenie społeczne, które zawiera element przymusu (obowiązek przynależności do systemu i opłacania składek) służy nam wszystkim. Nie ma osoby, która byłaby wiecznie zdrowa czy wiecznie młoda i zdolna do pracy. Gdybyśmy mieli przenieść odpowiedzialność za różne ryzyka na prywatne osoby, to przeważająca większość mogłaby nie być w stanie zapewnić sobie bytu w przypadku trudnej życiowej sytuacji. Ubezpieczenia społeczne są wciąż dość młodą dziedziną, w powszechnej skali krajowej istnieją od około stu lat. Rezygnacja z ubezpieczenia społecznego byłaby cywilizacyjnym krokiem wstecz. Warto zauważyć, że na świecie wciąż wiele osób nie ma żadnego zabezpieczenia i musi się indywidualnie zmagać z wieloma problemami. W 2014 r., dwa lata po przyjęciu zalecenia Międzynarodowej Organizacji Pracy nr 202 dotyczącego podstaw ochrony socjalnej, wydano raport na temat ochrony socjalnej na świecie pt. „World Social Protection Report 2014/15. Building economic recovery, inclusive development and social justice”.18 W raporcie podkreśla się, że choć prawo do ochrony socjalnej jest uznawane za fundamentalne prawo człowieka, to wciąż nie jest ono realizowane w pełni. Obecnie tylko 27% populacji świata ma dostęp do kompleksowego systemu zabezpieczenia społecznego, podczas gdy w przypadku pozostałych 73% zabezpieczone są tylko niektóre ryzyka socjalne lub nie ma żadnej ochrony19. Zdaniem autorów raportu brak dostępu do pełnej ochrony socjalnej powoduje największą przeszkodę w budowaniu wzrostu gospodarczego i społecznego.
Brak ochrony socjalnej lub jej niewystarczający poziom łączą się z wysokim i trwałym ubóstwem oraz niepewnością gospodarczą, rosnącymi nierównościami, brakiem inwestycji w kapitał ludzki, a w konsekwencji ze słabym popytem w okresie spowolnionego wzrostu. O tym wszystkim należy pamiętać w dyskusjach na temat Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Modyfikacje i reformy są potrzebne większości instytucji, które muszą dostosowywać się do zmieniających się warunków. Warto jednak, aby dyskusja na ten temat była merytoryczna, zwłaszcza że jest to jedna z niewielu instytucji, która ma wpływ na nas wszystkich.
Przypisy:
- CBOS, Komunikat nr 42/2015, Oceny Instytucji Publicznych, http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2015/K_042_15.PDF, dostęp: 3 czerwca 2015.
- M. Piątkowski, Ubezpieczenia emerytalne [w:] Cz. Jackowiak (red.), Rozwój ubezpieczeń społecznych w Polsce, Wrocław 1991, s. 145.
- W. Muszalski, Ubezpieczenia społeczne. Podręcznik akademicki, Warszawa 2004, s. 57.
- M. Piątkowski, op. cit., s. 149.
- Z. Landau, Podstawowe kierunki rozwoju ubezpieczeń społecznych [w:] Cz. Jackowiak (red.), op. cit., s. 39.
- H. Pławucka, Świadczenia emerytalne i rentowe [w:] Cz. Jackowiak (red.), op. cit., ss. 367–373.
- Więcej o problemach, które zrodziły się wraz z wprowadzeniem OFE, pisze L. Oręziak, OFE. Katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce, Warszawa 2014.
- Dokładnie 4 944,2 tys., dane za: Struktura wysokości emerytur i rent wypłaconych przez ZUS po waloryzacji w marcu 2014 r., ZUS, Departament Ubezpieczeń Społecznych, Warszawa 2014.
- Polacy o swoich długach i oszczędnościach, CBOS, kwiecień 2014.
- Polak na rynku finansowym, CBOS, listopad 2012.
- http://www.se.pl/wiadomosci/polska/zus-wydal-1–278–249–000-zl-na-nagrody_361136.html, dostęp: 23 czerwca 2015.
- Czy składka do ZUS może wynosić 50 zł? http://gowin.salon24.pl/556038,czy-skladka-do-zus-moze-wynosic-50-zl, dostęp: 23 czerwca 2015.
- National Minimum Wage rates, https://www.gov.uk/national-minimum-wage-rates, data pobrania: 7 lipca 2015.
- The basic State Pension, https://www.gov.uk/state-pension/eligibility, dostęp: 25 czerwca 2015.
- What the new state pension means for you, http://www.ageuk.org.uk/money-matters/pensions/what-the-new-state-pension-reforms-mean-for-you/new-state-pensions-changes-explained/, dostęp: 25 czerwca 2015.
- Eurostat, Total fertility rate, http://ec.europa.eu/eurostat/tgm/table.do?tab=table&init=1&language=en&pcode=tsdde220&plugin=1, dostęp: 25 czerwca 2015.
- Is the Fertility of Polish Women Higher in the UK than in Poland?, http://www.openpop.org/?p=761, dostęp: 25 czerwca 2015. Należy jednak zwrócić uwagę, że wysoki współczynnik dzietności wynika z wielu powodów – nie tylko z wyższych świadczeń, ale często także z przesuwania decyzji o dziecku w okresie przedemigracyjnym.
- World Social Protection Report 2014/15. Building economic recovery, inclusive development and social justice, ILO, Geneva 2014.
- Ibidem.
przez Janina Petelczyc | czwartek 31 października 2013 | Jesień 2013
Z punktu widzenia polityki społecznej i ekonomicznej można uznać Norwegię za kraj sukcesu. Czy prawdą jest, że swój dobrobyt zawdzięcza ona złożom ropy i bogactwu, dzięki któremu może budować państwo socjalne? A może jest odwrotnie: to polityka prospołeczna sprawiła, że dochody z ropy służą poprawie doli ogółu społeczeństwa, nie zaś zyskom wąskich elit?
Norwegia należy do najbogatszych państw świata. Według raportu magazynu „Forbes” z pierwszego kwartału 2012 r., opartego na danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Norwegia jest czwartym najbogatszym państwem świata, w którym dochód na osobę w analizowanym okresie wynosił 51 959 dolarów. Jest też krajem, w którym dochód rozkłada się bardzo równomiernie pomiędzy wszystkich obywateli. Wskaźnik Nierówności Społecznej (zwany też indeksem Giniego) określa rozkład dochodów w społeczeństwie. Im większa jest jego wartość, w tym większym stopniu społeczeństwo dotknięte jest nierównościami. Gdyby był równy 0, oznaczałoby to, że wszyscy osiągają dokładnie te same dochody. Wskaźnik ten należy w Norwegii do najniższych na świecie i w 2011 r. wynosił 0,251.
Wśród państw świata Norwegia zawsze pozytywnie wyróżnia się w poszczególnych rankingach i statystykach dotyczących spraw społecznych. Od dłuższego czasu zajmuje pierwszą pozycję w rankingu HDI – Wskaźnika Rozwoju Społecznego. Odnosi się on nie tylko do PKB, ale także bierze pod uwagę średnią oczekiwaną długość życia oraz poziom edukacji. Jego wartość waha się między 0 a 1, przy czym im bliżej 1, tym lepsza jakość życia mieszkańców kraju. Według najnowszego raportu w 2012 r. HDI w Norwegii wynosiło 0,955. Polska, która znajduje się wśród pierwszych 42. państw uważanych za wysoko rozwinięte, osiągnęła wskaźnik HDI na poziomie 0,821, co plasuje ją na 39. pozycji2. Norwegia dobrze poradziła sobie z kryzysem: spadek PKB do -1,6% odnotowano w 2009 r., ale już w 2012 r. nastąpił wzrost 3,1%, a na r. 2013 szacuje się wzrost ok. 1,7%3.
Obywatele Norwegii zadecydowali już dwukrotnie (referenda w 1972 i w 1994 r.) o nieprzystępowaniu do Unii Europejskiej. Jednak standardy polityki społecznej w Norwegii są często znacznie wyższe niż minima wyznaczane przez Unię. Ponadto Norwegia, która nie jest płatnikiem UE, udziela bezzwrotnej pomocy zagranicznej nowym członkom Wspólnoty w ramach Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego (czyli tzw. funduszów norweskich i EOG). Polska w drugiej edycji programu, w latach 2009–2014, otrzyma w sumie 578,1 mln euro4. Norwegia jest też państwem udzielającym bardzo wysokiej pomocy rozwojowej państwom znajdującym się poza UE. I choć kraje rozwinięte wydały w 2012 r. o 4% mniej pieniędzy na pomoc rozwojową niż rok wcześniej, to Norwegia należy do państw, w których wydatki te w tym czasie wzrosły. Wśród państw, które korzystają z norweskiej dwustronnej pomocy rozwojowej w największym stopniu, należy wymienić m.in. Brazylię, Tanzanię, Afganistan i Sudan5.
Czy tylko ropa?
Wielu komentatorów twierdzi, że sukces Norwegii był możliwy dzięki posiadaniu przez nią złóż ropy naftowej i gazu ziemnego, które zapewniły państwu dostatek. Nie ulega wątpliwości, że swoje bogactwo kraj w dużej mierze zawdzięcza właśnie temu. Należy jednak zwrócić uwagę na dwa ważne fakty. Po pierwsze budowę państwa dobrobytu rozpoczęto w Norwegii jeszcze w latach 40., gdy nikomu nie śniło się, że kraj szybko wzbogaci się na surowcach odkrytych 30 lat później.
Po drugie zyski z eksploatacji surowców są przeznaczane na bardzo konkretne cele. Ogromne złoża ropy naftowej i gazu ziemnego odkryto na terenie Morza Północnego na przełomie lat 60. i 70. Kraj stał się ich najpotężniejszym eksporterem po Arabii Saudyjskiej i Rosji. W latach 80. rząd zadecydował, że dochody te nie będą trafiały bezpośrednio na rynek, lecz zostaną złożone w specjalnym funduszu inwestycyjnym, tzw. funduszu naftowym. Ma on być zabezpieczeniem finansowym dla przyszłych pokoleń, szczególnie wtedy, gdy złoża ropy się wyczerpią. Fundusz utworzono w czerwcu 1990 r. Za kontrolę i zarządzanie funduszem odpowiedzialne były dwie niezależne od siebie instytucje: Ministerstwo Finansów i Narodowy Bank Norwegii. Jednak z biegiem lat, gdy pieniądze zgromadzone w funduszu stawały się coraz większe, często zdarzało się, że partie polityczne chciały po nie sięgać, aby finansować bieżące cele. Nie zgadzając się na większe wydatki, rząd w 2006 r. zmienił Fundusz Naftowy (Petroleumsfond) na Fundusz Emerytalny (Pensjonsfond)6. Celem funduszu jest ułatwienie rządowi oszczędzania pieniędzy na rosnące wydatki systemów emerytalnych oraz wsparcie długoterminowych inwestycji dochodów naftowych. Strategia inwestycyjna funduszu opracowana została przez norweskie Ministerstwo Finansów: 60% inwestuje się w akcje, 35–40% w obligacje oraz 5% w nieruchomości7.
Norwegia jest państwem, które reprezentuje tzw. model socjaldemokratyczny polityki społecznej. Najogólniej rzecz ujmując, niewidzialna ręka rynku zastępowana jest w nim przez widzialną rękę państwa. Zakłada się, że każdy ma prawo do życia na godnym poziomie, niezależnie od zdarzeń losowych oraz możliwości, które oferuje wolny rynek. W Norwegii mamy zatem powszechne i bezpłatne systemy edukacji, ochrony zdrowia (choć wymagany bywa wkład własny pacjenta) i innych usług publicznych. Przykładowo bardzo korzystna jest sytuacja młodych rodziców. Dobrze rozwinięta jest sieć przedszkoli i żłobków, a dzieci w wieku 1 do 5 lat mają ustawowo zagwarantowane prawo do miejsca w przedszkolu. Przedszkola są w znacznej części dotowane przez państwo. Jeśli rodzice decydują się na nieposyłanie dziecka do przedszkola, mają prawo do dodatkowego zasiłku opiekuńczego – 5000 koron między 13. a 18. miesiącem życia oraz około 3000 koron pomiędzy 19. a 23. miesiącem życia dziecka. Przedszkola i żłobki to jednak nie wszystko. Dostępne są korzystne rozwiązania w dziedzinie urlopu rodzicielskiego. W Norwegii już dawno wypracowano partnerski model. Nie istnieje tzw. urlop „macierzyński”, a wyłącznie „rodzicielski” (foreldrepermisjon). Rodzice mają prawo wyboru jednego z dwóch rodzajów urlopu rodzicielskiego:
47-tygodniowego – wówczas płatny jest w 100%. Jeżeli urodzi się więcej niż jedno dziecko, jest wydłużany o 5 tygodni;
57-tygodniowego, płatnego w 80%. Jeżeli urodzi się więcej niż jedno dziecko, można wydłużyć go o 7 tygodni.
Tylko 9 tygodni z tego urlopu należy wyłącznie do matki (trzy tygodnie przed i sześć tygodni od razu po porodzie). Pozostałe 26 tygodni (lub 36 w przypadku wybrania dłuższego) urlopu można podzielić wedle uznania pomiędzy obydwoje rodziców. Ostatnie 12 tygodni zarezerwowane jest tylko dla ojca. Urlopy można łączyć z pracą w niepełnym wymiarze czasu. Między innymi dzięki tym rozwiązaniom współczynnik dzietności w Norwegii należy do najwyższych w Unii Europejskiej. Średnio na kobietę w wieku 15–49 lat przypada w tym kraju 1,88 dzieci, podczas gdy np. w Polsce – 1,3, a w UE 1,578. Tym, co pozwala na utrzymanie takiego modelu, jest dialog społeczny.
Droga do dialogu
Historia dialogu społecznego w Norwegii sięga jeszcze XIX wieku i rozpoczęła się od konsultacji dotyczących kwestii pracowniczej. Związki zawodowe zaczęły powstawać w Norwegii pod koniec XIX wieku: najstarszy związek – rzemieślników – w 1870, związek robotników niewykwalifikowanych – w 1898. Pierwsza konfederacja związkowa LO (Landsorganisasjonen i Norge) została utworzona 1 kwietnia 1899 r. Nie był to jednak czas bezpieczny dla zrzeszających się pracowników. W wielu krajach Europy, takich jak Francja, Niemcy czy Wielka Brytania, istnienie związków zawodowych było zakazane. W Norwegii nigdy takiego prawa nie było, jednak wstąpienie do związków zawodowych często stanowiło powód zwalniania z pracy. Rok po powstaniu LO, w 1900 r., powstała pierwsza konfederacja pracodawców – NHO. Powstanie tej organizacji było w pewnej mierze legitymizacją istnienia związków zawodowych.
Już na początku XX wieku dialog społeczny przyczyniał się do kształtowania stosunków pracy. Układy zbiorowe zawsze wyprzedzały standardy wprowadzane przez prawo państwowe. W sektorze publicznym układy obejmują wszystkich pracowników, a w prywatnym – tych w uzwiązkowionych zakładach pracy. Obecnie objęcie układami zbiorowymi w Norwegii wynosi 100% w sektorze publicznym i 58% w prywatnym. Ogólny wskaźnik objęcia układami wynosi 70%9.
Tabela 1. Kształtowanie się czasu pracy w układach zbiorowych pracy i prawie pracy w Norwegii
| Układy zbiorowe pracy |
Prawo |
| 1915 – LO opowiada się za ośmioma godzinami pracy dziennie i 48 h pracy tygodniowo |
1915: maks. 10 h pracy dziennie i 54 godziny pracy tygodniowo |
| 1919 – 8 h w ciągu dnia/ 48h tygodniowo |
1920 – 48 h tygodniowo |
| 1959 – 45h tygodniowo |
1959 – 46,5 h tygodniowo
1960 – 45 h tygodniowo |
1970 – 40 h tygodniowo
1986 – 37,5 h tygodniowo |
1968 – 42,5 h tygodniowo
1972 – 40 h tygodniowo |
Źródło: www.unio.no
Doświadczenia związane z II wojną światową wytworzyły silne poczucie solidarności, a związki zawodowe wspólnie z organizacjami pracodawców i Partią Pracy zaangażowały się w odbudowę kraju. Wszyscy nastawieni byli na produktywność i zyski, ale także na wzajemne korzyści. Pracownicy przyczyniając się do wzrostu gospodarczego, także mieli z tego wzrostu korzystać, otrzymując podwyżki oraz coraz lepsze prawa i warunki pracy. Wraz z rozwojem demokracji przemysłowej w latach 60. i 70. zaczęły powstawać rady pracowników, ich reprezentacje w zarządach i zespołach ds. bezpieczeństwa. Obecnie reprezentanci ds. BHP wybierani są na dwuletnie kadencje. Mają obowiązek chronić interesy pracowników w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy. Ich zadaniem jest ocena ryzyka, informowanie o nim pracodawców oraz pomoc w jego usuwaniu. Mogą zatrzymać niebezpieczną pracę lub zamknąć budynek, w którym się odbywa, nie ubiegając się o opinię eksperta. Pracodawca może natomiast zwrócić się do Inspekcji Pracy. Reprezentanci ds. Bezpieczeństwa mogą interweniować również w przypadku, gdy nie wypłaca się pensji lub są one nieadekwatne do przepracowanych godzin. W każdym przedsiębiorstwie, w którym pracuje ponad 50 osób, lub w takich, gdzie zatrudnionych jest od 20 do 50 ludzi, ale domaga się tego związek zawodowy – powstają tzw. komitety środowiska pracy. Zasiadają w nich w równej liczbie przedstawiciele pracowników i pracodawców, a ich przewodnictwo jest naprzemienne. Ich obowiązkiem jest badanie warunków pracy i sporządzanie raportów. Komitet taki zajmuje się także m.in. zapobieganiem konfliktom oraz przeprowadzaniem corocznych sondaży satysfakcji pracowników i pracodawców10.
Podstawową cechą dialogu społecznego, która gwarantuje zadowalające rezultaty, jest udział wszystkich zainteresowanych stron w konsultacjach. Norwegia to państwo, w którym negocjacje zbiorowe mają ogromne znaczenie w kształtowaniu zarówno stosunków pracy, jak i innych dziedzin ludzkiego życia, np. polityki miejskiej, inwestowania, spraw akademickich itp. Ważne jest podkreślenie, że w Norwegii prowadzi się dialog społeczny nie tylko w związku z kwestiami pracowniczymi, ale także w innych sferach, takich jak np. działania szkół, uniwersytetów, budowa lokalnych dróg czy inne inwestycje. Z jednej strony przyczynia się to do większego zadowolenia, zarówno z warunków pracy, jak i życia, z drugiej jednak czasami opóźnia ważne decyzje, ponieważ do konsensusu dochodzi się nawet latami. I tak dzięki dialogowi społecznemu udało się w okręgu Buskerud połączyć dwie uczelnie w jedną, natomiast od kilkunastu lat nie można zbudować drogi w okręgu Aust-Agder. W pierwszym przypadku powołano komisję, w skład której wchodziły nie tylko władze uczelni, ale także reprezentanci studentów i doktorantów oraz członkowie związków zawodowych i inni pracownicy uczelni. Podczas obrad udało się wypracować konsensus, dzięki któremu nie zwolniono nikogo, a udało się osiągnąć zamierzony cel. W drugim przypadku jednak ilość stanowisk w przypadku tworzenia drogi – i próba dojścia do zgody wszystkich stron – uniemożliwia podjęcie konkretnej decyzji, byłaby ona bowiem zawsze wbrew opiniom którejś ze stron.
Dialog w pracy
Należy podkreślić, że oprócz układów zbiorowych istnieje krajowe prawo pracy, które wyznacza minimalne standardy (układy mogą te standardy wyłącznie podwyższać). Pierwsze ogólne prawo pracy powstało już w 1892 r. Była to ustawa o nadzorze nad pracą w fabrykach. W 1915 r. uchwalono ustawę o ochronie zatrudnienia w zakładach przemysłowych. Obecnie obowiązującym aktem prawnym jest ustawa o środowisku pracy z 1977 r.11 Zawiera ona regulacje dotyczące ochrony pracownika, zawarcia i rozwiązania umowy o pracę, nieobecności, czasu pracy, ochrony przed dyskryminacją oraz przepisów BHP.
Dziś, dzięki ponad stuletniej tradycji dialogu społecznego w Norwegii, mamy tu do czynienia z uniwersalną polityką społeczną (na rzecz wszystkich) i dużym sektorem publicznym. Kraj charakteryzuje się także wysoką stopą zatrudnienia – zarówno kobiet, jak i mężczyzn. W 2011 r., według danych Eurostatu, pracowało 77,1% mężczyzn i aż 73,4% kobiet w wieku produkcyjnym. Dla porównania średnia 27 państw Unii Europejskiej wynosiła wówczas 70,1% dla mężczyzn i tylko 58,5% dla kobiet, a w Polsce 66,3% i 53,1%12. Norwegia charakteryzuje się także bardzo niską stopą bezrobocia – w 2012 roku wynosiło ono 3,2% (średnia UE – 27 wynosiła aż 10,5%, a bezrobocie w Polsce 10,1%)13, a także wysoką mobilnością społeczną. Niewielkie są także różnice w płacach.
Norwegia to także kraj silnych partnerów społecznych, w którym system negocjacji płacowych jest centralnie skoordynowany oraz można mówić o bliskiej współpracy między rządem a organizacjami pracodawców i związkami zawodowymi14. Do związków należy ponad półtora miliona osób (przy czym dane te zawierają także niepracujących studentów i emerytów) przy 2,3 mln pracowników ogółem. Oznacza to, że poziom uzwiązkowienia wynosi ponad 50%15. W chwili obecnej w Norwegii funkcjonują cztery konfederacje związkowe. Największą jest LO, obejmująca wszystkie sektory gospodarki. Związki zrzeszone w LO to ponad 850 tys. osób. Drugą organizacją pracowników jest Unio, z ok. 300 tys. zrzeszonych. Warto podkreślić, że wśród związków zawodowych w Unio zrzeszeni są, obok profesji takich jak pracownicy edukacji (Utdanningsforbundet), pielęgniarki (Norsk Sykepleierforbund) czy policjanci (Politiets Fellesforbund), także m.in. duchowni (Presteforeningen), diakoni (Det Norske Diakonforbund) i naukowcy (Forskerforbundet). Trzecią centralą związkową w Norwegii jest YS, posiadająca prawie 220 tys. członków, zrzeszająca pracowników zarówno publicznego, jak i prywatnego sektora. Najmniejszą konfederacją jest Akademikerne, w której zrzeszają się pracownicy z wyższym wykształceniem. Obecnie jest to ok. 150 tys. osób. Należy też wspomnieć, że w Norwegii ok. 8% związkowców (czyli ok. 120 tys.) nie należy do żadnej konfederacji16.
Przynależność do organizacji pracodawców jest jeszcze wyższa i w 2008 r. wynosiła 71%. Należy zauważyć, że poziom uzwiązkowienia jest w miarę stały, a poziom przynależności do organizacji pracodawców w ostatnich latach wzrasta, zwłaszcza w przypadku największych z nich. Czołową federacją pracodawców jest NHO, która negocjuje układy zbiorowe na poziomie centralnym oraz branżowym17. Oprócz tego funkcjonują federacje pracowników: Norweskiego Handlu i Usług oraz Norweskie Stowarzyszenie Władz Lokalnych i Regionalnych (KS).
Negocjacje zbiorowe odbywają sie w ramach przejrzystej, hierarchicznej struktury. Można wymienić trzy poziomy: krajowy, branżowy i zakładowy (patrz tabela 2).
Tabela 2. Poziomy negocjacji zbiorowych w Norwegii, opracowanie własne na podstawie: P. Ostrowski, Życie i praca po norwesku, część pierwsza: związki zawodowe, „Związkowiec” nr 3/2013
| Poziom negocjacji |
Zakres |
| Krajowy |
Na tym poziomie ustalane są układy podstawowe (hovedavtalene), które zawierają konfederacje pracodawców i organizacje pracowników. Reguluje się nimi kwestie takie jak: procedury wyborów przedstawicieli pracowniczych (na ten temat nie ma zapisów w prawie krajowym), równość płci, BHP, zasady kontroli i oceny wdrażania układu. Na tym poziomie nie negocjuje się poziomu wynagrodzeń. |
| Branżowy |
Na tym poziomie ustala się m.in. skalę wzrostu wynagrodzeń (biorąc pod uwagę międzynarodową konkurencyjność). W Norwegii nie istnieje płaca minimalna określana odgórnie, lecz określają ją dla poszczególnych branż układy zbiorowe. Należy zwrócić uwagę na fakt, że negocjacje zaczynają się zawsze od prywatnego sektora produkcji, sektora budowlanego i części sektora usług prywatnych – poziom wzrostu ich wynagrodzeń jest punktem wyjścia dla innych części sektora prywatnego, takich jak finanse, handel czy przedsiębiorstwa sprywatyzowane lub publiczne. Tłumaczy się to interesami przemysłu produkcyjnego, który nastawiony jest proeksportowo.
Na tym poziomie negocjuje się: wynagrodzenia i systemy płacowe, urlopy, godziny pracy, koszty podróży służbowych, kwestie związane z BHP, urlopy okolicznościowe, wcześniejsze emerytury, rozwiązania antydyskryminacyjne i in. |
| Zakładowy |
Negocjacje na tym poziomie uwzględniają specyfikę poszczególnych miejsc pracy. Co ważne, nie mogą zawierać warunków mniej korzystnych niż te zapisane w układach branżowych, chyba że umowa branżowa zawiera odpowiedni zapis.
Na tym poziomie negocjuje się: wyższe wskaźniki wynagrodzeń (lub brak ich wzrostu), przeznaczenie funduszu socjalnego, zwiększanie zatrudnienia, reorganizację firmy. |
Układy renegocjowane są co dwa lata, lecz kwestie dotyczące płac – co roku. Jeśli nie uzyska się porozumienia, oznacza to, że rozwiązania z poprzedniego układu pozostają w mocy. Akcje protestacyjne, w tym strajki, mogą odbywać się wyłącznie w czasie negocjacji, aby wywrzeć presję. Po zawarciu nowej umowy strajki są zakazane – taką zasadę ustalono w 1935 r.
Choć większość spraw rozstrzygana jest bez udziału sądów, to jeśli spory zbiorowe zaistnieją, rozpatrywane są w pierwszej i ostatniej instancji przez sądy pracy. W skład takich sądów wchodzą nie tylko sędziowie zawodowi (dwóch), ale także po dwóch sędziów wyznaczonych przez związki zawodowe i organizacje pracodawców oraz jeden sędzia zawodowy, np. emerytowany sędzia sądu najwyższego. Gwarantuje to większą niezależność i bezstronność sądów. Dłuższe sprawy rozwiązywane są do 6 miesięcy. W razie strajku sprawy rozpatrywane są w trybie natychmiastowym.
Jak rozmawiać po norwesku?
Dialog społeczny w Norwegii opiera się na bardzo konkretnych wartościach i zasadach. Jest to przede wszystkim kraj, w którym przyjmuje się, że społeczeństwo powinno bazować na sprawiedliwej i egalitarnej dystrybucji dochodów i innych aktywów. Równość jest jedną z najważniejszych wartości, na której budowane są zbiorowe porozumienia.
Chęć współdecydowania jest nieodłączną cechą większości Norwegów. Tłumaczy się to tym, że jest to kraj młody, który całkowicie niezależnie istnieje dopiero od 1905 r. Do dziś w mentalności mieszkańców tkwią hasła typu „Samodecydowanie – tak!”. Ponadto, mimo silnych procesów urbanizacji i industrializacji, Norwegowie pozostali związani z peryferiami i władzą lokalną, na co wpływ ma także geografia kraju. Dużą wagę przykłada się do niezależności – decyzja o nieprzystępowaniu do Unii Europejskiej jest tego przykładem. Stawia się na równe, powszechne prawa, dostęp do władz i realny wpływ na decyzje. W Norwegii bycie np. menedżerem to nie przywilej, lecz trudne zadanie. Zarządzanie opiera się bowiem na wielu konsultacjach i niewielkiej kontroli.
Podchodząc do negocjacji z Norwegami, należy pamiętać, że cenią oni tzw. wartości miękkie, jak konsensus, kooperacja, empatia. Rywalizacja i walka o zwycięstwo nie jest premiowana ani doceniana. Widać to nawet w norweskich miastach – wielu ludzi jest zamożnych, ale nie ma bogactwa na pokaz, większość domów wygląda bardzo podobnie. Ponadto ceni się solidarność i zdolność współpracy. Podstawą tych wartości jest oczywiście duże wzajemne zaufanie.
Czy norweski jest za trudny?
W czerwcu 2013 r. gościł w Polsce Joseph Stiglitz, amerykański ekonomista, laureat Nagrody im. Nobla w dziedzinie ekonomii. Jego zdaniem najlepszym sposobem na zapewnienie dalszego rozwoju Polski byłoby przyjęcie modelu skandynawskiego, co – jak powiedział – pomogłoby nie tylko ograniczyć nierówności społeczne, które w Polsce są relatywnie wysokie w porównaniu z innymi krajami europejskimi, ale pomogłoby również na szybszy rozwój. Zwiększenie zaangażowania kobiet na ryku pracy oraz zapewnienie biednym ludziom odpowiedniej edukacji, wzmocniłoby siłę roboczą. Jeśli istniałaby odpowiednia opieka społeczna, ludzie byliby gotowi do podejmowania większego ryzyka i chętniej decydowaliby się na przedsięwzięcia biznesowe, co zwiększałoby przedsiębiorczość18. Dlaczego więc nie wziąć przykładu z Norwegii?
Przypisy:
- The rise of income inequality amongst rich countries, http://www.inequalitywatch.eu/spip.php?article58&lang=en, data pobrania: 30 czerwca 2013 r.
- K. Malik (red.), Human Development Report 2013, New York 2013, s. 16
- Euromonitor International, Norway, http://www.euromonitor.com/norway/country-factfile, data pobrania: 30 czerwca 2013 r.
- Fundusze Norweskie i EOG 2009–2014, https://www.eog.gov.pl/o_programie/informacje_ogolne/strony/default.aspx, data pobrania: 1 lipca 2013 r.
- 5Współpraca na rzecz rozwoju, http://www.ssb.no/a/english/minifakta/pl/main_15.html.utf8, data pobrania: 1 lipca 2013 r.
- Norwegia, http://www.norweski.net/norwegia.html, data pobrania: 1 lipca 2013 r.
- The Management of the Government Pension Fund in 2012, Norwegian Ministry of Finance, Meld. St. 27 (2012–2013) Report to the Storting (white paper), p. 16.
- G. Uścińska, J. Petelczyc. P. Roicka, Analiza ustawodawstwa pracy i zabezpieczenia społecznego z zakresu łączenia obowiązków zawodowych z rodzinnymi w wybranych państwach europejskich, Rekomendacje dla Polski, Ekspertyza opracowana na potrzeby Zespołu ekspertów ds. wypracowania rekomendacji w zakresie polityki rodzinnej przy Kancelarii Prezydenta RP, Warszawa, marzec 2013 r.
- P. Ostrowski, Życie i praca po norwesku, część druga: negocjacje zbiorowe, „Związkowiec” nr 4/2013, s. 7.
- P. Ostrowski, Życie i praca po norwesku, część trzecia: Przedstawicielstwo na poziomie zakładu pracy, „Związkowiec” nr 5/2013, s. 12.
- P. Ostrowski, op. cit., s. 6.
- Eurostat, Employment statistics, http://epp.eurostat.ec.europa.eu/statistics_explained/index.php/Employment_statistics, data pobrania: 4 lipca 2013 r.
- Eurostat, Unemployment statistics, http://epp.eurostat.ec.europa.eu/statistics_explained/index.php/Unemployment_statistics, data pobrania: 4 lipca 2013 r.
- J. Kubisa, op. cit., s. 16.
- P. Ostrowski, op. cit., s. 5.
- Ibid., s 6.
- J. Kubisa, op. cit., s. 27.
- Joseph Stiglitz: dla rozwoju Polski dobry model skandynawski, PAP, http://www.pb.pl/3196771,2399,polska-powinna-nasladowac-skandynawie, data pobrania: 4 lipca 2013 r.
przez Janina Petelczyc | poniedziałek 15 kwietnia 2013 | Wiosna 2013
W 2008 r. Islandia znalazła się na pierwszych stronach gazet z całego świata. Państwo liczące zaledwie 320 tys. obywateli, odizolowane od reszty kontynentu, dotknął największy kryzys gospodarczy w historii. Tysiące ludzi nagle straciło pracę i całe majątki. Podjęte wówczas działania sprawiły, że w ciągu zaledwie kilku lat Islandia nie tylko wyszła z kryzysu, ale radzi sobie obecnie znacznie lepiej niż inne państwa. Jednak o tym nie przeczytamy już na pierwszych stronach gazet z całego świata. Być może dlatego, że w Islandii w walce z krachem odrzucono metody neoliberalne, które wcześniej doprowadziły państwo na skraj przepaści.
Jak to się zaczęło
Swoją silną pozycję gospodarczą Islandia zbudowała po II wojnie światowej. Była jednym z beneficjentów planu Marshalla, którego realizacja znacznie pomogła w rozwoju kraju. Ponadto, ze względu na strategiczne położenie, w czasie „zimnej wojny” założono amerykańską bazę wojskową w Keflavíku, 50 km na zachód od Reykjavíku. Spotkało się to z protestami i niezadowoleniem społecznym, podobnie jak sam fakt przystąpienia Islandii do NATO. W marcu 1949 r. doszło do zamieszek pod parlamentem, a przeciwko uczestnikom wydarzeń policja użyła pałek i gazu łzawiącego1 – wspominam o tym, ponieważ następnym razem gaz łzawiący zostanie użyty przez policję na wyspie dopiero w 2008 r., w czasie największej fali kryzysu gospodarczego. Protesty przeciw amerykańskiej bazie powtarzały się także w latach 60. i 70.2 Nie ulega jednak wątpliwości, że to właśnie Amerykanie wybudowali pierwsze drogi łączące miasta, a za amerykańskie pieniądze powstawały cementownie, fabryki nawozów sztucznych, finansowano też osuszanie terenów bagiennych3. Ostatecznie żołnierze amerykańscy opuścili Islandię w 2006 r.
Z ekonomicznego punktu widzenia, tak jak w wielu innych państwach, dla Islandii najlepsze były lata 60. i 70. XX wieku. Rozwój gospodarki pozwolił na jej dywersyfikację – wcześniej oparta była głównie na połowach dorsza, później także na eksploatacji boksytu (aluminium). Pozwoliło to na stworzenie ustroju typowego dla państw skandynawskich: rozbudowano sieć zabezpieczenia społecznego, każdy obywatel zyskał prawo do bezpłatnej pomocy medycznej czy edukacji. Rozwój oświaty oznaczał nie tylko sieć darmowych szkół, ale także wprowadzenie możliwości finansowania edukacji na uczelniach zagranicznych.
Wraz ze wzrostem poziomu edukacji wzrosły też aspiracje Islandczyków. Większość z nich, już z wykształceniem wyższym, nie chciała wiązać kariery zawodowej z tradycyjnymi dziedzinami, jak połowy ryb czy eksploatacja surowców. W tym czasie, tj. w latach 80., do wyspy dotarły nurty liberalne, popularne wówczas już w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. W 1984 r. na wykłady do Islandii przybył Milton Friedman, którego słuchało wielu przyszłych polityków, w tym Daví? Oddsson, który później, w latach 1991–2004, pełnił funkcję premiera kraju, a w latach 2005–2009 był szefem Banku Centralnego Islandii4.Coraz bardziej indywidualistyczne podejście Islandczyków zaczęło się przekładać na wybory polityczne. To z kolei odcisnęło piętno na systemie gospodarczym kraju. Gdy w latach 90. premierem został wspomniany Oddsson, wprowadzono liberalne rozwiązania: uwolniono handel (w 1995 r. Islandia przystąpiła do Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu EFTA), sprywatyzowano przemysł i obniżono podatki. Stopa podatku od dochodów kapitałowych została ustalona na poziomie 10%. Władze Islandii chciały bowiem wcielić w życie jedną z liberalnych teorii – trickle-down, w Polsce nazywaną teorią skapywania. Liczono na to, że im szybciej będzie rósł majątek najbogatszych, tym więcej będą oni mogli inwestować, przyczyniając się do wzrostu zatrudnienia – a tym samym powiększając dobrobyt całego społeczeństwa. Osiągnięto jednak efekt odwrotny, doprowadzając do powstania większego rozwarstwienia społecznego w tym stosunkowo egalitarnym dotychczas państwie. Pomiędzy 1994 a 2000 r. współczynnik Giniego (czyli Wskaźnik Nierówności Społecznej) wzrósł o 22% – podczas gdy w 1994 r. wynosił 0,270, w 2000 r. było to już 0,3295.
Droga do upadku
Lata 90. to także czas prywatyzacji i deregulacji systemu bankowego. To właśnie rozwój systemu bankowego oraz ekspansywna polityka energetyczna państwa w największej mierze przyczyniły się do kryzysu, który miał nadejść pod koniec pierwszego dziesięciolecia XXI wieku.
Jednym z tych procesów był pięcioletni plan podwojenia ilości wytwarzanej energii w celu zaspokojenia potrzeb huty aluminium, której właścicielem była amerykańska firma Alcoa. Budowa wielkiej elektrowni wodnej oznaczała postawienie olbrzymiej tamy, wysokiej na 190 metrów. Koszt tej inwestycji wynosił 3 mld dolarów, co w kraju zamieszkanym przez niewiele ponad 300 tys. osób jest kwotą olbrzymią. Islandzka korona znacznie się wzmocniła, więc aby uniknąć inflacji, podnoszono stopy procentowe. To posunięcie doprowadziło do przyciągnięcia kapitału z całego świata, wzrostu zainteresowania koroną wśród handlarzy walutą oraz zwiększenia liczby udzielanych kredytów6.W 2003 r. rząd sprywatyzował trzy główne banki Islandii – Kaupthing Bank, Glitnir Bank oraz Landsbanki, doprowadzając do zgromadzenia ogromnych pieniędzy, a więc i władzy, w rękach niewielu firm i osób prywatnych. W tej korzystnej dla siebie sytuacji gospodarczej banki rozpoczęły działalność na globalnym rynku finansowym. Suma ich aktywów wzrosła ze 100% islandzkiego PKB w roku 2004 do 923% na koniec roku 20077. Była to najszybsza ekspansja systemu bankowego w historii ludzkości. Zaczęto chętnie udzielać kredytów, zwłaszcza że Daví? Oddsson, już jako szef Banku Centralnego, obniżył kryteria przyznawania kredytów hipotecznych, zezwalając na ich udzielanie do wysokości 90% wartości nieruchomości. Z kolei seria wzrostów stóp procentowych, która miała obniżać inflację, sprawiła, że kredyty hipoteczne były najchętniej zawierane w obcych walutach. Długi stawały się znacznie większe niż przychód z eksportu, ceny mieszkań wzrosły dwukrotnie.Islandzkie banki zaczęły także zakładać zagraniczne filie, głównie w Holandii i Wielkiej Brytanii. Landsbanki założył fundusz inwestycyjny Icesave, który przyjmował przez Internet oszczędności obywateli brytyjskich i holenderskich, oferując im znacznie wyższe oprocentowanie lokat inwestycyjnych niż ich lokalne odpowiedniki. Takie posunięcia przyciągały liczne zastępy klientów. Banki z kolei pożyczały na niski procent islandzkim i zagranicznym firmom i kupowały ryzykowne aktywa za bardzo wysoką cenę. Ekspansja banków łączyła się także ze wzrostem na giełdzie. W ciągu 5 lat od 2003 r. islandzka giełda wzrosła dziewięciokrotnie8.Istotny wpływ na te działania miała grupa młodych ludzi, wykształconych na zagranicznych (najczęściej amerykańskich) uczelniach ekonomicznych, robiących w nowych realiach zawrotne kariery. Byli biegli w zarządzaniu instrumentami finansowymi i prawdopodobnie cechowało ich przekonanie, że wzrost nie zna granic. W bardzo krótkim czasie zarobili ogromne pieniądze, a zachęceni ich sukcesem finansowym pracownicy innych branż rzucali swój zawód, aby zatrudnić się w bankach. Nagle nauczyciele, geolodzy, elektrotechnicy, historycy itd. zaczynali tworzyć analizy rynku, zarządzać aktywami, handlować walutami i instrumentami sekurytyzacji9.Islandia stała się w ciągu kilku lat mocarstwem finansowym, jednak opartym, jak się wkrótce okazało, na bańce spekulacyjnej. Gwałtowny i ciągły wzrost cen aktywów wykreował oczekiwania dalszego ich wzrostu, przyciągając tym samym nowych inwestorów, zainteresowanych zyskami kapitałowymi. Jednak jak zauważa wybitny ekonomista brazylijski Ladislau Dowbor, istota spekulacji finansowej polega na akumulacji bogactwa bez potrzeby wytwarzania odpowiedniego bogactwa10. Bańka musiała więc w końcu pęknąć.
Kryzys i protesty
Nadciągający kryzys dostrzegło z wyprzedzeniem wiele osób. Danske Bank w 2006 r. wydał raport wskazujący niemożliwość istnienia nieograniczonego wzrostu i przestrzegający przed upadkiem systemu islandzkiego. Z kolei w maju 2008 r. w Reykjavíku wykład wygłosił Robert Z. Aliber, profesor ekonomii i finansów z Uniwersytetu Chicagowskiego, który wieścił upadek gospodarczy kraju w ciągu kilku miesięcy. Islandia wolała jednak opierać się na innych relacjach, sprzecznych z tamtymi – takich jak raport Mishkina z amerykańskiej Rezerwy Federalnej, który udowadniał, że wzrost gospodarczy Islandii opiera się na wyjątkowo trwałych fundamentach.
Krytycznym momentem okazał się upadek amerykańskiego banku Lehman Brothers w 2008 r. Przyczyniło się to do zaprzestania udzielania pożyczek między bankami na świecie. Było to szczególnie niekorzystne dla banków islandzkich, ponieważ ich depozyty w bardzo małym stopniu pokrywały udzielone kredyty. Pozbawione zewnętrznego wsparcia – utraciły płynność. Nie mogły też sfinansować własnych wierzytelności, co zachwiało strukturą całego systemu finansowego w Islandii.
Od września 2007 do września 2008 r. kurs korony spadł w stosunku do euro o ponad 70%. Indeks giełdy papierów wartościowych, który szczytował na poziomie 9 tysięcy punktów, po załamaniu spadł do zaledwie czternastu11. 29 września 2008 r. rząd zmuszony został przejąć kontrolę nad upadającym bankiem Glitnir, a potem Kaupthingiem oraz Landsbanki, ponieważ ich zagraniczne zadłużenie wynosiło ponad 85 mld dolarów, podczas gdy PKB Islandii sięgał w tym czasie około 12 mld dolarów. PKB spadł o 65%, a co trzeci obywatel kraju rozważał wyjazd na stałe za granicę. Kryzys bankowy wywołał kryzys gospodarczy i uderzył w ludzi. Natychmiast wzrosły raty kredytów, kolejne firmy bankrutowały i zwiększyło się bezrobocie. Ludzie tracili oszczędności życia.Problemem była także wypłata depozytów klientom zagranicznym w Wielkiej Brytanii i Holandii (5,5 mld funtów). Doszło do tego, że rząd brytyjski zamroził lokalne aktywa Landsbanki oraz depozyty banku Kaupthing na podstawie prawa antyterrorystycznego, pozwalającego blokować i przejmować majątek wrogich organizacji. Problem finansowy przeobraził się więc nawet w konflikt międzynarodowy. W grudniu 2009 r. rząd podpisał porozumienie, na mocy którego każdy Islandczyk zostałby obciążony kwotą długu w wysokości kilkunastu tysięcy euro na rzecz holenderskich i brytyjskich klientów banków. Jednak wskutek protestów i petycji, którą podpisało 50 tys. obywateli (czyli 1/6 mieszkańców kraju), prezydent nie ratyfikował tego dokumentu. Społeczeństwo pokazało, że nie wyraża zgody na prywatyzację zysków i nacjonalizację strat12.
Mieszkańcy Islandii, którzy do tej pory nieczęsto uczestniczyli w protestach, zdecydowali się wyjść na ulice. Największa fala buntu przetoczyła się w styczniu 2009 r. – była to tzw. rondlowa rewolucja. 20 stycznia, gdy wznowiono obrady po zimowej przerwie, koło południa na placu Austurvöllur przed parlamentem zaczęli gromadzić się ludzie. Hałasowali przy pomocy garnków, bębnów, gwizdków, wiader i wszystkich innych sprzętów, jakimi dysponowali. Tego dnia właśnie, po raz pierwszy od 1949 r., policja użyła gazu łzawiącego. Protesty trwały jednak dalej i w efekcie do dymisji zmuszono premiera Geira Haarde oraz jego rząd. Tymczasową władzę objęła Jóhanna Sigur?ardóttir, liderka socjaldemokratycznego Sojuszu. W kwietniu 2009 r. odbyły się przedterminowe wybory parlamentarne, które wygrał Sojusz oraz Lewicowy Ruch Zielonych. Pani Sigur?ardóttir pozostała premierem.
Wyjście
Obecnie Islandia – w przeciwieństwie do większości państw Unii Europejskiej – wychodzi z kryzysu z podniesioną głową. Jak do tego doprowadzono?Po pierwsze nie ratowano banków – tym bardziej, że nie było za co – lecz pozwolono im zbankrutować. Klientom zapewniono zwrot ich bankowych depozytów, a mającym problemy finansowe zadłużonym gospodarstwom domowym i przedsiębiorcom przyznano ulgi w spłacie zaciągniętych zobowiązań, co uchroniło ich od bankructwa. Około 1 ludności darowano długi o łącznej wysokości równej 13% PKB. Przygotowywano kolejne porozumienia z Wielką Brytanią i Holandią, które miały na celu spłatę długu islandzkich banków. O zdanie w sprawie zwrotu 4 mld euro zapytano mieszkańców. W marcu 2010 r. ponad 90% głosujących opowiedziało się przeciwko spłacie długów wobec niemal 300 tys. obywateli Holandii i Wielkiej Brytanii. Sytuacja powtórzyła się w kwietniu 2011 r., gdy obywatele Islandii ponownie (58% głosów) odrzucili projekt spłaty 4 mld euro w ciągu 30 lat.Po drugie Islandia uzyskała znaczną pomoc (10 mld USD) od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który okazał się wobec tego kraju dość łagodny. Zdecydowano się na ścieżkę cięcia deficytu, rozłożoną na sześć lat, a w ciągu pierwszego roku nie było żadnego fiskalnego zaciskania pasa. Z kolei w latach 2010–2011 oszczędności miały sięgnąć ok. 10% PKB, z czego połowa miała być efektem podwyżki podatków, a druga – cięcia wydatków13. Okazało się, iż wzrost PKB był taki, że Islandia mogła sobie pozwolić nawet na pewien pakiet stymulacyjny dla gospodarki. MFW mógł zaoferować tak korzystne warunki Islandii m.in. dlatego, że przewagą tego kraju był niewysoki dług publiczny przed kryzysem. W 2007 r. wynosił on 28,5% PKB (dla porównania: dług Grecji to 105,4% PKB). Przed kryzysem wypracowano także nadwyżki budżetowe. Podkreśla się również, że w 2008 r. splajtowały banki, a nie państwo, które nie stworzyło ogromnych pakietów pomocowych dla sektora finansowego, lecz po prostu podzieliło banki i pozwoliło sądom załatwić sprawę ich niewypłacalności. Atutem kraju był też brak przynależności do strefy euro, więc można było doprowadzić do dewaluacji korony. Osłabienie islandzkiej korony przyczyniło się do wzrostu eksportu w cenach stałych o 30% w latach 2008–201014.Należy jednak pamiętać, że dewaluacja waluty, choć miała zbawienny wpływ na gospodarkę – na początku była bardzo niekorzystna dla ludzi pracy. Ożywienie gospodarcze nastąpiło kosztem spadku ich dochodów i wzrostu kosztów utrzymania. Sytuacja była trudna zwłaszcza dla tych, którzy zaciągnęli kredyty w innych walutach (ok. 20 tys. osób) i nie byli w stanie ich spłacić. W zaistniałej sytuacji państwo podjęło działania łagodzące: wprowadzono ustawę, która pozwoliła dłużnikom hipotecznym zmniejszyć – w konsultacji z bankami – swój dług do 110% wartości nieruchomości obciążonej hipoteką. Powołano do życia nową instytucję: Biuro Rzecznika Praw Dłużników, którego zadaniem było wspieranie obywateli w negocjacjach podejmowanych z bankami. Z kolei Sąd Najwyższy za nielegalne uznał niektóre rodzaje pożyczek hipotecznych udzielanych w obcej walucie15.
Dzięki podwyżkom stóp procentowych banku centralnego do 18% oraz restrykcjom na przepływ kapitału udało się ustabilizować kurs narodowej waluty i powstrzymać drożyznę wynikłą z dewaluacji pieniądza. Obecnie wysokość stóp procentowych kształtuje się na poziomie 4,25%, lecz restrykcje na przepływ kapitału będą obowiązywać najprawdopodobniej do końca 2014 r. (co utrudnia sytuację przedsiębiorców i Islandczyków podróżujących za granicę).
W efekcie prowadzonych działań PKB, który spadł o 6,6% w 2009 r. oraz o 4% w 2010 r., w 2012 r. wzrósł o 2,1%. Z kolei bezrobocie, które w momencie wybuchu kryzysu skoczyło z 2% do 9%, obecnie wynosi ok. 5% (to jeden z najniższych wskaźników w całej Europie). Statystyki wyraźnie pokazują więc, że kraj przechodzi ożywienie gospodarcze. Udało się także przed terminem spłacić pożyczkę Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dzięki konsekwentnej polityce gospodarczej lewicowego rządu Islandia, której wróżono ekonomiczną zagładę, nie tylko przetrwała kryzys, ale poradziła sobie z nim lepiej niż większość państw świata.
Ręka sprawiedliwości
Czy pracę polityka można porównywać do zawodów, w których fachowiec ponosi odpowiedzialność karną za popełnione błędy? W Islandii postanowiono rozliczyć osoby odpowiedzialne za wybuch i rozwój kryzysu finansowego. We wrześniu 2011 r. parlament zdecydował postawić polityków odpowiedzialnych za dramatyczną sytuację kraju przed Trybunałem Stanu, który co prawda istnieje od 1905 r., ale nigdy wcześniej w żadnej sprawie nie orzekał.
Na początku planowano sądzić byłego konserwatywnego premiera i jego trzech ministrów, ostatecznie zdecydowano się postawić przed Trybunałem wyłącznie Geira Haardego, premiera w latach 2006–2009, a wcześniej Ministra Finansów. Zarzucano mu, że nie zwoływał specjalnych posiedzeń rządu w związku z kryzysem, przez co utajniał przed ministrami ważne informacje. Oskarżono go także o brak reakcji na raporty ostrzegające przed kryzysem, niepodejmowanie prób hamowania nadmiernego rozrostu banków i bierne przyglądanie się upadkowi Icesave.
W kwietniu 2012 r. Trybunał wydał wyrok, ogłaszając Haardego winnym niezwoływania posiedzeń rządu. Nie skazano go jednak na więzienie. Jest to pierwszy we współczesnym świecie przypadek sądzenia polityka za błędne decyzje. Choć naciski społeczne na to, by osądzić winnych, były bardzo silne, mówi się o tym, że decyzja miała charakter czysto polityczny, a z Haardego uczyniono kozła ofiarnego, winnego wszystkim problemom Islandii. Tak czy inaczej, jest to przestroga dla kolejnych rządzących.
W Islandii do odpowiedzialności pociąga się jednak nie tylko polityków, ale – przede wszystkim – bankierów. Aby ułatwić to zadanie, rząd dokonał zmian legislacyjnych w zakresie tajemnicy bankowej. Większość podejrzanych i oskarżanych stanowią osoby, które kiedyś zajmowały kierownicze stanowiska w sektorze finansowym oraz członkowie zarządów banków z czasów przed kryzysem. Dochodzenia są prowadzone także w zagranicznych filiach islandzkich banków.Zapadło już kilka wyroków. Karę czterech i pół roku więzienia odsiadują byli szefowie banku Byr. Z kolei Baldur Gu?laugsson, były dyrektor gabinetu ministra finansów w momencie wybuchu kryzysu, został skazany na dwa lata więzienia za insider trading, czyli dokonywanie transakcji papierami wartościowymi przez osoby mające dostęp do informacji niejawnych i wykorzystujące te informacje do osiągnięcia prywatnego zysku. Były prezes banku Kaupthing, Sigur?ur Einarsson, został z kolei zobowiązany przez sąd do zwrócenia bankowi 500 mln koron islandzkich (3,2 mln euro), a jego wszystkie aktywa zamrożono16.
Jak to się udało?
Wydaje się więc, że drogą do ratowania kraju przed zaistnieniem (lub skutkami) kryzysu jest obranie rozwiązań alternatywnych wobec tych, które zwykło się realizować w modelu liberalnym. Zamiast ratować bankierów, rząd objął kontrolą i częściowo znacjonalizował te instytucje.
Jeszcze raz podkreślił to prezydent Islandii Ólafur Ragnar Grímsson podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w 2013 r. Zapytany, dlaczego Islandia wygrała, gdy inni ponieśli klęskę, odrzekł, że po prostu nie śledzili dominujących, wręcz ortodoksyjnych rozwiązań, stosowanych w zachodnim świecie w ciągu ostatnich 30 lat. Podstawą sukcesu było wprowadzenie kontroli waluty, zapewnienie wsparcia najbiedniejszym, odmawianie ratowania banków i odrzucanie programów oszczędnościowych, których ciężar ponieśliby najubożsi i zwykli pracownicy17. Obywatele nie mogą ponosić odpowiedzialności za nieodpowiedzialne lub nawet nieuczciwe działania podejmowane przez finansistów, a banki nie mogą być jedynym sędzią w sprawie reguł współczesnej gospodarki.Sukces Islandii to nie tylko zwycięstwo nad kryzysem gospodarczym, który wybuchł w 2008 r. Polega on również na pokazaniu światu, że paradygmaty, w które wierzą i które przyjmują ekonomiści na całym świecie, czasami można i trzeba obalić. Inne od promowanych rozwiązania gospodarcze mogą przyczynić się do znacznie lepszych rezultatów. Tymczasem nadal wielu ekonomistów uważanych jest za naukowców, którzy odkrywają prawdy ogólne i jedyne słuszne prawa kierujące gospodarką. Jak jednak zauważa cytowany już prof. Ladislau Dowbor, ekonomiści nie są naukowcami badającymi prawa przyrody, lecz osobami, które studiują mechanizmy oparte na praktykach społecznych. Gospodarka oczywiście funkcjonuje zgodnie z określonymi regułami, lecz reguły te są ustalane na warunkach korzystnych dla najsilniejszych18.Silniejszy ma również wpływ na dyskurs publiczny. Obecnie nauka o ekonomii jest niemal całkowicie podporządkowana finansom analizowanym w izolacji od ich skutków i użyteczności ekonomicznej, a centralną rolę w badaniach odgrywa spekulacja finansowa. Nawet lista laureatów Nagrody Banku Szwedzkiego im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii to, z nielicznymi wyjątkami, lista osób specjalizujących się w zachowaniach rynku ekonomicznego. Należy o tym wspomnieć, ponieważ nagroda ta cieszy się olbrzymim prestiżem i wyznacza kierunki w nauce – tymczasem nie ma czegoś takiego jak Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii. Alfred Nobel nic o tym nie wspominał w swoim testamencie. Została ona wprowadzona przez Królewski Bank Szwedzki, któremu udało się także zorganizować wręczenie tej nagrody wraz z nagrodami noblowskimi. W efekcie dwie trzecie laureatów to ekonomiści związani ze szkołą chicagowską, których modele matematyczne służą do spekulacji na rynkach akcji. Kryteria przyznawania tej nagrody ustala się w środowisku samej finansjery (banki), która też nagrodę sponsoruje. To samo dotyczy agencji oceny ryzyka, które opłacają ci, którzy emitują papiery wartościowe. Nie ma więc żadnych regulacji, gdy jest się sędzią we własnej sprawie19.
Te i wiele innych przesłanek wskazują, że dominacja dyskursu liberalnego w ekonomii jest trudna do przezwyciężenia. Jednak nie niemożliwa – w Islandii pokazano, że mimo tych trudności można nie ugiąć się pod wpływem dominujących nurtów i wyprowadzić kraj z kryzysu zupełnie innymi metodami.
Przypisy:
- J. Żebrowski, Islandia – bezbronny sojusznik, „Stosunki Międzynarodowe”, kwiecień 2008 r.
- Obecność Islandii w NATO jest interesująca także ze względu na fakt, że Republika Islandii nie utrzymuje stałej armii. W pewnym zakresie funkcję tę pełnią Straż Wybrzeża, siły policyjne, system Obrony Powietrznej, Islandzka Jednostka Odpowiedzi Kryzysowej (uzbrojony ochotniczy oddział przeznaczony do misji pokojowych) oraz jednostka antyterrorystyczna.
- M. Sutowski, Ostateczny krach systemu korporacji [w:] Islandia, przewodnik nieturystyczny, Warszawa, 2010 r., s. 133.
- Ibid., s.135.
- S. Ólafsson, Welfare trends of the 1990s in Iceland, „Scandinavian Journal of Public Health”; special issue 2002.
- A. Snar Magnason, Kraina Marzeń [w:] Islandia, przewodnik nieturystyczny…, op. cit., s. 152.
- M. Cempel, B. Janura, A. Matuszewski, Kryzys finansowy w Islandii – wyzwanie dla banków i rządu, Poznań 2011.
- M. Sutowski, Ostateczny krach…, op. cit., s. 139.
- A. Snar Magnason, Kraina Marzeń…, op. cit., s. 149.
- L. Dowbor, Demokracja ekonomiczna, Warszawa 2009, s. 41.
- A. Snar Magnason, Kraina Marzeń…, op. cit., s. 147.
- M. Sutowski, Ostateczny krach systemu…, op. cit., s. 143.
- H. Kozieł, Islandia: od bankowej zagłady do odbudowy gospodarki, http://www.parkiet.com/artykul/1103164.html?print=tak&p=0
- http://www.oecd.org/iceland/economicsurveyoficeland2011.htm
- H. Kozieł, Islandia: od bankowej…, op. cit.
- Ch. Chabas, Comment l’Islande traque ses „néo-vikings” de la finance, responsables de la crise, „Le Monde”, http://www.lemonde.fr/europe/article/2012/07/11/l-islande-traque-ses-neo-vikings-de-la-finance-responsables-de-la-crise_1728783_3214.html?xtmc=islande&xtcr=2
- Ólafur Ragnar Grímsson Iceland president „Let banks go bankrupt”, http://www.youtube.com/watch?v=51-Jfh6ADH0
- L. Dowbor, Demokracja…, op. cit., s. 190.
- Ibid., s. 40.
przez Janina Petelczyc | środa 16 stycznia 2013 | Zima 2012
Nie ma chyba gazety czy czasopisma społeczno-politycznego, w których nie pojawiłaby się w ostatnich latach choć krótka wzmianka o kryzysie demograficznym i o zagrożeniach, jakie może spowodować zmniejszanie się liczby ludności w Polsce i Europie. To jedno z największych wyzwań naszych czasów. Żyjemy coraz dłużej, a jednocześnie rodzi się coraz mniej dzieci. W efekcie jest coraz więcej osób starszych, którymi nie będzie miał się kto opiekować i na których emerytury nie będzie komu pracować. Jak inne kraje próbują zapobiec czarnemu scenariuszowi?
Starzenie się społeczeństwa
Europejski Instytut Statystyczny (Eurostat) wskazuje, że choć liczba mieszkańców Unii Europejskiej będzie rosła do 2040 r. (głównie dzięki migracjom), to jednak później zacznie spadać. Z 501 milionów ludzi 1 stycznia 2010 r. wzrośnie do 526 mln w 2040, ale w 2060 r. będzie nas już tylko 517 mln1. Warto zwrócić uwagę, że gdy Europa boryka się z procesami depopulacji, reszta świata walczy z czymś wręcz odwrotnym. A zatem gdy większa część świata będzie zmagać się z przeludnieniem i jego skutkami – problemem braku zasobów, głodem i biedą – Europa stanie przed zupełnie innymi wyzwaniami.
Starzenie się społeczeństwa to także zagrożenie dla repartycyjnych systemów emerytalnych, a więc takich, w których pokolenie osób pracujących finansuje obecne emerytury. W 2060 r. na każdą osobę w wieku powyżej 65 lat będą przypadały już nie cztery, jak obecnie, lecz tylko dwie osoby w wieku produkcyjnym (15–64 lata). Do 2060 r. nastąpi także wzrost liczby osób powyżej 80. roku życia w społeczeństwie: z 5 do 12% populacji.
Proces nieodwracalny?
Starzenie się społeczeństwa europejskiego wydaje się procesem nieuchronnym. W demografii istnieje nawet pojęcie „drugie przejście demograficzne”, wprowadzone przez holenderskiego profesora Dirka van de Kaa w roku 1986. Pierwsze przejście demograficzne w połowie XX w. charakteryzowało się wzrostem liczby ludności, spowodowanym znacznym postępem medycyny oraz o wiele większym niż wcześniej skupieniem się na dziecku i jego dobrobycie. Z kolei drugie przejście demograficzne, z którym mamy do czynienia obecnie, nastąpiło z powodu przewartościowania rodziny z modelu mieszczańskiego na zindywidualizowany.
Cały czas korzystamy ze zdobyczy medycyny, żyjemy dłużej i w lepszym zdrowiu, lecz obecnie mniej osób i później decyduje się na zawarcie związku małżeńskiego. Istnieje wiele różnych rodzajów związków partnerskich, ludzie później decydują się na potomstwo (jeśli w ogóle), a także zmniejsza się liczba dzieci w rodzinie. Spadkowi umieralności i wydłużaniu się ludzkiego życia towarzyszy bowiem dążenie do maksymalnego korzystania z wykształcenia, dochodów, podnoszenie poziomu życia i zadowolenia z niego. Nie są to wartości idące w parze z posiadaniem dzieci.
Ze zmianami światopoglądowymi i kulturowymi trudno walczyć, warto jednak tak kształtować politykę rodzinną i społeczną, aby młodzi ludzie dostrzegli wartość w posiadaniu dzieci i nie bali się drastycznego spadku poziomu życia w momencie, gdy pojawi się potomstwo.
Jednocześnie należy zwrócić uwagę na fakt, że zmiany demograficzne w Europie zachodzą nierównomiernie. Z jednej strony mamy do czynienia ze spadkiem liczby ludności w całej wspólnocie, z drugiej są państwa, w których współczynnik dzietności, a więc liczba dzieci przypadająca na kobietę w wieku 15–49 lat, jest bliski lub gwarantuje prostą zastępowalność pokoleń. Aby pokolenie następne było co najmniej tak liczne jak pokolenie rodziców, współczynnik dzietności powinien wynosić 2,1. W Irlandii jest to obecnie 2,07, we Francji 2,03, a w Szwecji i Wielkiej Brytanii 1,98. Polska natomiast znajduje się wśród krajów osiągających pod tym względem najniższe wyniki: 1,4. Niższy współczynnik dzietności osiągnęły tylko Hiszpania i Austria (po 1,39), Niemcy (1,36) oraz Węgry i Portugalia (po 1,32).
Dwa polskie problemy
Dlaczego w Polsce mamy do czynienia z tak niskim współczynnikiem dzietności i co robią kraje, które osiągają w tym względzie znacznie lepsze wyniki?
W kontekście przemian społeczno-demograficznych Polska zmaga się z dwoma poważnymi problemami. Jednym jest wspomniany wcześniej niski wskaźnik urodzin, drugim natomiast znaczące ubóstwo dzieci.
Chęć posiadania dzieci jest niemal powszechnie deklarowaną potrzebą wśród młodych Polaków. Z badań wynika jednak, że główną przyczyną odkładania lub rezygnacji z posiadania dzieci są obawy przed nieudanym związkiem, a także strach związany z trudnościami w realizacji kariery zawodowej, brakiem odpowiednich warunków mieszkaniowych oraz pogorszeniem się poziomu życia2. W tym kontekście poziom ubóstwa dzieci w Polsce dodatkowo może osłabiać zachowania prokreacyjne Polaków. Zagrożenie ubóstwem wśród dzieci i młodzieży w naszym kraju jest znacznie silniejsze niż zagrożenie tym zjawiskiem wśród osób dorosłych. Ze statystyk GUS wynika, że w 2011 r. około 10,5% dzieci do lat 18 wchodziło w skład gospodarstw domowych, w których poziom wydatków był niższy od ustawowej granicy ubóstwa. Dzieci i młodzież do lat 18 stanowiły ok. 31% populacji zagrożonej skrajnym ubóstwem. Dla porównania, osoby powyżej 65. roku życia stanowiły 7,5% populacji zagrożonej ubóstwem3. Bardzo niepokojące dane w tym względzie potwierdza także raport UNICEF na temat ubóstwa dzieci w państwach rozwiniętych4. Zawiera on wielowymiarowe porównanie sytuacji dzieci w różnych krajach. Wszystkie diagnozy odnoszą się do twardych wskaźników, takich jak zaspokojenie różnych potrzeb materialnych czy dostęp do określonych dóbr. Polska pod względem deprywacji dzieci znalazła się na szóstym miejscu od końca. A zatem ubóstwo w szczególny sposób dotyka rodzin z dziećmi.
Jak wiele zależy od polityki demograficznej i rodzinnej pokazuje fakt, że obywatelki naszego kraju rodzą zdecydowanie częściej na emigracji, zwłaszcza w kraju, do którego w ostatnich latach wyjechało najwięcej rodaków – w Wielkiej Brytanii. Wskaźnik dzietności w Polsce wynosi – jak wspomniano – 1,4, natomiast ten sam wskaźnik wśród Polek w Zjednoczonym Królestwie to aż 2,55. Od roku 2010 Polki rodzą tam najwięcej dzieci wśród wszystkich imigrantek6. Gdyby Polki w naszym kraju rodziły tak chętnie jak te przebywające na Wyspach Brytyjskich, wówczas w Polsce przychodziłoby na świat co roku ok. 700 000 dzieci (obecnie jest to ok. 400 000), a problem starzenia się społeczeństwa w ogóle by nas nie dotyczył. Te różnice dowodzą, że Polki chciałyby mieć więcej dzieci, lecz zniechęcają je do tego rodzime realia. W Wielkiej Brytanii państwo prowadzi politykę sprzyjającą rodzinom, istnieje duża sieć żłobków i przedszkoli, rodzice mają korzystne zasady opodatkowania i otrzymują pomoc finansową.
Francuski fenomen
- Francja przykuwa uwagę demografów już od dawna, jako państwo o niezmiennie od lat wysokiej liczbie urodzeń. Według danych Państwowego Instytutu Statystyki i Badań Ekonomicznych (Institut National de la Statistique et des Études Économiques, INSEE) na początku stycznia 2011 r. liczba mieszkańców Francji po raz pierwszy przekroczyła 65 milionów. Rok później, 1 stycznia 2012 r. we Francji mieszkało 65,35 mln osób. W 2011 r. urodziło się 827 000 dzieci, rok wcześniej zarejestrowano 832 800 urodzin. Jest to największa liczba urodzin notowana od czasów baby-boomu z lat siedemdziesiątych. Należy też podkreślić, że wbrew opiniom wielu to nie imigranci przyczyniają się do takiego wyniku. Większość dzieci – 80,2% – rodzi się w związkach dwojga Francuzów. 13,3% dzieci urodzonych na terenie Francji przyszło na świat w związkach, w których jedno z rodziców pochodzi z zagranicy, a 6,5% ma oboje rodziców imigrantów7.
Francja jest też państwem, w którym, w przeciwieństwie do szacunków dotyczących całej Unii Europejskiej, zarówno dzięki wysokim wskaźnikom dzietności, jak i dodatniemu saldu migracji, po 2040 r. nie nastąpi spadek ludności. Według Eurostatu liczba obywateli tego kraju w 2040 r. będzie wynosić już 71,345 mln osób, a w 2060 aż 73,724 mln, czyli w stosunku do 2010 r. nastąpi wzrost o 13,9%. Obecne tendencje wskazują także na to, że do 2060 r. Francja oraz Wielka Brytania wyprzedzą Niemcy, które obecnie są na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby ludności8.
Obecna sytuacja demograficzna we Francji jest efektem prowadzonej w tym kraju polityki rodzinnej. Znajduje się ona w centrum polityki społecznej i jest kierowana głównie do rodzin z klasy średniej. Dzięki niej nie tylko rodzi się więcej dzieci, ale też zwiększa się pozytywna korelacja między dzietnością a zamożnością w miejsce dawnej pozytywnej korelacji między dzietnością a ubóstwem.
Polityka rodzinna we Francji jest ukierunkowana w większym stopniu na zapewnienie integracji społecznej, a nie tylko na pomoc najuboższym. Dominują świadczenia o charakterze uniwersalnym, niezależnym od dochodów, które mają na celu zmniejszanie różnic między dziećmi z rodzin o podobnym składzie, lecz zróżnicowanych dochodach. Należy jednak podkreślić, że im więcej dzieci w rodzinie, tym większa pomoc państwa. Wydaje się, że są to działania słuszne, ponieważ w największym stopniu na ubóstwo narażone są rodziny wielodzietne, z osobą niepełnosprawną lub z samotnym rodzicem.
Warto mieć dużo
Najpowszechniejsze rozwiązanie we francuskiej polityce rodzinnej to świadczenia rodzinne (les allocations familiales). Przyznawane są wszystkim rodzinom, które posiadają co najmniej dwoje dzieci nie starszych niż 20 lat, mieszkających na terenie Francji. Świadczenie przyznawane jest niezależnie od dochodów, natomiast jego wysokość zależy od liczby dzieci w rodzinie. W przypadku dwójki potomstwa jest to 127,05 euro, trójki – 289,82 €, czwórki – 452,59 €, a na każde dziecko od pięciorga dodatkowe 162,78 € miesięcznie. Dodatkowo kwota zasiłku wzrasta wraz z wiekiem dziecka. Na każde między 11. a 16. rokiem życia przysługuje dodatkowe 35,74 € miesięcznie. Od miesiąca, gdy dziecko ukończy 16 lat, zasiłek powiększany jest o 63,53 euro. Obecnie świadczenia te pobiera około 5 mln rodzin9.
Ponieważ najbardziej wspiera się wielodzietność, prawo do dodatkowych świadczeń przysługuje rodzinom, które mają co najmniej troje dzieci. Jeśli nie osiągają (wysokiego) kryterium dochodowego, mają prawo do dodatkowych 165,35 € miesięcznie. Obecnie taki dodatek pobiera 865 tys. rodzin.
We Francji dba się także o pomoc rodzinom w trudnym dla nich okresie zwiększonych wydatków. Dlatego tak bardzo znaczący w Polsce problem kosztów posłania dziecka do szkoły we Francji jest zdecydowanie mniejszy. Stworzono specjalny, jednorazowy zasiłek w związku z rozpoczęciem roku szkolnego (l’allocation de rentrée scolaire). Wypłacany jest rodzinom, które mają dzieci w wieku od 6 do 18 lat rozpoczynające rok szkolny. Otrzymują go rodziny, których dochód nie przekracza 23 200 € rocznie w przypadku jednego dziecka, 28 554 € przy dwójce i 33 908 € przy trójce. Przy czwartym i kolejnych dzieciach próg dochodowy uprawniający do otrzymania świadczenia wzrasta o 5354 €. Warto zwrócić uwagę na wysokość tego kryterium dochodowego. Pensja minimalna we Francji wynosi aktualnie 1425,67 € brutto, czyli 17 108,04 € rocznie. Dzięki temu we wrześniu 2011 r. z zasiłku skorzystało ponad 3 mln rodzin z dziećmi w wieku szkolnym. Wysokość świadczenia zależna jest od wieku dziecka. Jest to 356,20 € na każde dziecko w wieku 6–10 lat, 375,85 € na dzieci w wieku 11–14 lat i 388,87 € na dzieci w wieku 15–18 lat.
Polityka rodzinna we Francji nie ogranicza się do uniwersalnych świadczeń. Osoby najuboższe mogą uzyskać pomoc w postaci zasiłku aktywnej solidarności (revenu de solidarité active, RSA), którego rolą jest zapewnienie dochodu minimalnego. Oprócz tego istnieje także zasiłek wsparcia rodzinnego (l’allocation de soutien familial), którego celem jest wyrównywanie szans dzieci wychowywanych przez samotną matkę lub ojca, oraz takich, które straciły oboje rodziców. Jego wysokość waha sie między 84,34 € a 119,11 € miesięcznie.
Aby pokazać hojność rozwiązań francuskich, posłużmy się przykładem. Rodzina, która ma troje dzieci w wieku 6, 9 i 15 lat i jednego żywiciela zarabiającego prawie dwukrotność pensji minimalnej, może otrzymać we wrześniu, gdy rozpoczyna się rok szkolny, nawet 1794,26 €, natomiast w pozostałych miesiącach otrzymuje 653,69 €.
Warto mieć małe
Mówiąc kolokwialnie, rodzenie dzieci we Francji po prostu się opłaca. Rodziny, które decydują się na powiększenie, nie muszą obawiać się nagłego pogorszenia swojej pozycji materialnej, a czasami pozwala ono wręcz na poprawę poziomu życia. Istnieje kilka rodzajów świadczeń, z których skorzystać mogą rodzice małych dzieci.
Rodzice nowo urodzonych (lub adoptowanych) dzieci mają prawo do specjalnego zasiłku, przypominającego nasze becikowe. Aby otrzymać to świadczenie, matka musi zgłosić ciążę w ciągu pierwszych 14 tygodni jej trwania oraz poddać się badaniu prenatalnemu. Świadczenie jest jednak zależne od kryterium dochodowego. Kryterium to waha się w zależności od liczby dzieci w rodzinie i liczby żywicieli rodziny. Jego najniższy poziom to 34 103 € rocznie dla rodziny z jednym dzieckiem i jednym żywicielem rodziny, a w przypadku rodziny, w której dwie osoby pracują i jest troje dzieci, wynosi ono już 60 074 €. Wysokość świadczenia wynosi obecnie 912,12 € przy jednym dziecku, a kwota ta jest pomnażana przez liczbę dzieci w przypadku porodów wielorakich. Wysokość zasiłku dla osób decydujących się na adopcję wynosi 1824,25 €.
Rodziny nie przekraczające progu dochodowego mają też prawo do zasiłku podstawowego w wysokości 182,43 € miesięcznie, który wypłacany jest przez pierwsze trzy lata życia dziecka (lub 36 miesięcy od dnia przysposobienia).
Z kolei osoby, które zdecydują się na zaprzestanie lub ograniczenie pracy zawodowej z powodu pojawienia się dziecka w rodzinie, mają prawo do tzw. świadczenia dodatkowego wyboru typu aktywności (complément de libre choix d’activité, CLCA). W jego przypadku nie ma progu dochodowego. Świadczenie wynosi 383,59 € lub 566,01 € miesięcznie, jeśli rodzina nie otrzymuje zasiłku podstawowego. Gdy natomiast zdecydują się na wynajęcie opiekunki czy posłanie dziecka do przedszkola lub żłobka (sieć opieki instytucjonalnej nad małymi dziećmi jest bardzo rozwinięta), wówczas mogą otrzymać świadczenie dodatkowe wolnego wyboru opieki nad dzieckiem (complément de libre choix du mode de garde, CMG). Wysokość zależna jest od dochodu rodziny i kształtuje się między 85,63 € a 452,75 € miesięcznie.
Pozycja na rynku pracy i ubezpieczeń
Jednym z kluczowych zadań polityki prorodzinnej jest zapewnienie równowagi między życiem zawodowym a rodzinnym. Do najważniejszych rozwiązań w tym zakresie należą korzystne urlopy rodzicielskie, bardziej elastyczne formy pracy dla rodziców i rozbudowana sieć opieki instytucjonalnej.
We Francji istnieją dwa rodzaje opieki instytucjonalnej nad małym dzieckiem. Asystenci wychowawczy mogą zajmować się dzieckiem w swoim domu. Osoby takie mogą prowadzić działalność tylko na podstawie zezwolenia wydawanego po sprawdzeniu warunków, w jakich wykonują opiekę nad dzieckiem. Prace zarejestrowanych asystentów i opiekunów są częściowo finansowane przez samorządy lokalne. Osoby korzystające z opieki domowej mogą odpisać sobie jej koszty od podatku do wysokości 12 000 € rocznie (+ 1500 € na każde kolejne dziecko). Na opiekę zbiorową składają się natomiast żłobki zespołowe, żłobki rodzinne, żłobki rodzicielskie (organizowane przez grupy rodziców sprawujących dyżury nad dziećmi), ogródki dziecięce czy przedszkola pobytowe, gdzie są bardzo elastyczne godziny opieki nad dziećmi. Opieka zbiorowa jest finansowana częściowo ze środków publicznych, częściowo z zasiłków (m.in. wspomniane wcześniej świadczenie dodatkowe wolnego wyboru opieki nad dzieckiem), a częściowo z opłat rodziców.
Za rodzica, który zdecyduje się pozostać w domu z małym dzieckiem, Fundusz Świadczeń Rodzinnych (Caisse d’allocations familiales) może opłacać składkę emerytalną. Warunkiem jest całkowite zaprzestanie wykonywania pracy lub nieosiąganie określonego dochodu (kryterium dochodowe zależy od liczby osób w rodzinie, a najniższe wynosi 23 300 € rocznie). Obecnie ubezpieczeniem tym objętych jest około 1,5 mln osób, dzięki czemu ich emerytura będzie w przyszłości wyższa średnio o 9% od tej, jaką otrzymywaliby, gdyby składki nie były płacone.
W efekcie w 2010 r. pracowało aż 79% kobiet, które mają dwoje dzieci. Również stopa zatrudnienia matek dwojga dzieci, z których jedno ma poniżej 6 lat, pozostaje wysoka i kształtuje się na poziomie 71%, w tym 41% w niepełnym wymiarze czasu pracy10.
Nie tylko ulgi
Ulgi podatkowe są kwestią problematyczną. Pokazuje to przykład Polski, gdzie istniejące rozwiązania nie służą najbiedniejszym, których przede wszystkim powinno się wspierać w wychowywaniu dzieci. Aby w pełni odpisać ulgę na czwórkę dzieci, trzeba bowiem zarobić przynajmniej 87 tys. zł rocznie, a w przypadku trójki dzieci – 62 tysiące. Tymczasem według statystyk co czwarta rodzina z czwórką dzieci żyje na granicy ubóstwa zagrażającego życiu i zdrowiu, a w co trzeciej dochód na jedną osobę nie przekracza 350 zł miesięcznie. Ulgi podatkowe nie mają żadnego wpływu na byt takich rodzin.
We Francji obok ulg wprowadzono rozwiązanie zwane „ilorazem rodzinnym” (quotient familial). Polega ono na tym, że podlegający opodatkowaniu dochód rodziny dzielony jest przez odpowiednią liczbę części fiskalnych, w zależności od liczby dzieci i sytuacji matrymonialnej rodziców. Dzięki temu np. rodzina składająca się z dwojga rodziców z trojgiem dzieci dzieli swój dochód przez 4. Od tak podzielonej kwoty oblicza się podatek według skali i następnie mnoży przez cztery. Dzięki temu zmniejsza się efekt progresji i rodzina unika wyższych progów podatkowych. Większa liczebność rodziny pozwala na płacenie znacznie niższego podatku. Oszczędności wynikające z tego rozwiązania nie mogą jednak przekraczać 2336 € przy jednym dziecku (lub 4040 € w przypadku samotnego rodzica), 4672 € przy dwojgu dzieci (lub 6376 €) i 9344 € przy trojgu dzieci (lub 11 048 €)11.
Godne mieszkanie
Jednym z elementów francuskiej polityki prorodzinnej są działania dotyczące kwestii mieszkaniowej. Podstawowym ich celem jest zapewnienie godnych warunków mieszkaniowych parom z dziećmi, osobami wymagającymi opieki oraz rodzinom znajdującym się w trudnej sytuacji. W zależności od sytuacji danej rodziny, jej dochodów, stosunku własności mieszkania, metrażu czy ilości mieszkających w nim osób istnieje szereg zasiłków i świadczeń mieszkaniowych, które mają pomóc w kupnie, przeprowadzce lub dostosowaniu mieszkania do potrzeb.
Istnieje zatem możliwość uzyskania pomocy zindywidualizowanej (w przypadku zmiany warunków umowy najmu lub kredytu) i zasiłku na mieszkanie o charakterze socjalnym. Ponadto możliwe jest uzyskanie premii na przeprowadzkę dla rodzin wielodzietnych w momencie powiększenia rodziny. Aby ją otrzymać, należy mieć co najmniej troje dzieci, przeprowadzka musi mieć miejsce między trzecim miesiącem ciąży a drugimi urodzinami najmłodszego dziecka. Wysokość premii ma być równa kosztom przeprowadzki, jednak nie większa niż 957,6 € na troje dzieci (+79,80 € w przypadku każdego kolejnego dziecka). Z kolei rodziny mieszkające w niedostosowanym do ich potrzeb miejscu mogą uzyskać również pożyczkę na poprawę standardu miejsca zamieszkania. Pożyczka ta nie może przekraczać 80% planowanych wydatków, a jej górny limit to 1067,14 €. Oprocentowanie wynosi 1% i można spłacać ją przez 3 lata.
Nie tylko Francja
We Francji już dawno dostrzeżono, że wydatki na politykę rodzinną są inwestycją. Pomoc publiczna dla rodzin w tym kraju, nie licząc podatków i organizacji przedszkoli, stanowiła w 2009 r. 2,7 % PKB (średnia w UE wynosiła 2,3%). Według OECD po doliczeniu pomocy podatkowej i organizacji usług opieki instytucjonalnej koszt polityki rodzinnej sięga 3,7% PKB tego kraju12. Dla porównania wydatki na politykę rodzinną w Wielkiej Brytanii wynoszą około 3,4%, w Szwecji i na Węgrzech 3,2%, w Danii 3,1%, w Holandii, Finlandii i Irlandii 2,8%, a w Polsce tylko 1,6% (mniej wydaje się w Hiszpanii, Portugalii, Bułgarii i Grecji)13. Ważną cechą świadczeń rodzinnych jest ich uniwersalność. Prawie dwie trzecie pomocy rodzinom jest przyznawane bez konieczności spełnienia warunku dochodu. Świadczenia uniwersalne są też rozpowszechnione w krajach nordyckich, które również charakteryzują się bardzo wysoką dzietnością. Współczynnik dzietności w Islandii wynosi aż 2,2, w Szwecji 1,98, w Norwegii 1,95, a w Finlandii i Danii 1,8714.
Typowe dla państw nordyckich są rozwiązania uniwersalne. Jednocześnie tym, co szczególnie wyróżnia Szwecję (i kraje nordyckie w ogóle) spośród innych państw europejskich, jest promowanie partnerskiego modelu rodziny i dążenie do ułatwiania łączenia ról zawodowych z rodzinnymi zarówno matkom, jak i ojcom.
Jak to robią w Szwecji?
Jednym z rozwiązań w dziedzinie polityki rodzinnej, które wpływa na kształtowanie modelu partnerskiego oraz może przyczyniać się do zwiększania dzietności, są urlopy rodzicielskie. Urlop rodzicielski w Szwecji wynosi 480 dni i jest płatny (80% wynagrodzenia, płacone przez państwo za pośrednictwem szwedzkiej kasy ubezpieczenia społecznego – Försäkringskassan). Jeżeli rodzic był bezrobotny, wówczas za pierwsze 390 dni dostaje po 20 € dziennie, a za pozostałe 90 dni – 7 €. 60 dni z urlopu rodzicielskiego należy tylko do matki, drugie 60 tylko do ojca, natomiast pozostałymi 360 dniami rodzice mogą dzielić się wedle uznania. Poza tym w ciągu pierwszego roku życia dziecka rodzice mogą wykorzystywać swój urlop jednocześnie (oboje pozostają w domu). Urlop nie musi być wykorzystany w całości od razu, można go wykorzystać aż do skończenia przez dziecko ósmego roku życia. Oprócz tego ojcowie mają prawo do 10 dni urlopu ojcowskiego, płatnego w wysokości 80% wynagrodzenia, tuż po urodzeniu dziecka15. Obecnie 85% ojców w Szwecji wykorzystuje 2 miesiące urlopu, a w dyskursie publicznym pojawiają się głosy, aby obowiązkową część urlopu wydłużyć nawet do 3 miesięcy. Badania potwierdzają także fakt, że rzadziej rozpadają się rodziny, w których ojciec skorzystał z urlopu rodzicielskiego.
Ponadto Szwecja to kraj, gdzie – tak jak we Francji – funkcjonują zasiłki rodzinne przyznawane na zasadzie uniwersalnej. Każda rodzina ma zatem prawo do otrzymywania 95 € miesięcznie na dziecko do 16. roku życia lub do ukończenia przez nie 20 lat, jeśli się uczy. Dodatkowo wspiera się rodziny, w których jest więcej dzieci. Na drugie dziecko przysługuje dodatkowe 10 €, na trzecie 35 €, na czwarte 85 €, a na piąte i kolejne – dodatkowe 100 € miesięcznie. Istnieją też szerokie formy wsparcia dla rodzin uboższych lub znajdujących się w szczególnych sytuacjach: samotnych rodziców, opiekunów osób niepełnosprawnych lub starszych itp.
Opieka instytucjonalna nad małymi dziećmi w Szwecji jest bardzo rozbudowana i zróżnicowana. Według danych Eurostatu objętych jest nią 95,1% dzieci w wieku 2–6 lat. Warto podkreślić, że wysokość opłat za tę opiekę uwarunkowana jest dochodem rodziny oraz ilością dzieci w rodzinie. Dodatkowo rodziny, w których jest więcej niż jedno dziecko, mają prawo do bezpłatnego pobytu dzieci w placówce przez 3 godziny dziennie. Z kolei opieka nad dziećmi w wieku 6–7 lat jest całkowicie bezpłatna.
Zielona Wyspa dla rodzin
Irlandia to państwo, które obecnie osiąga najwyższy współczynnik dzietności w Unii Europejskiej (2,07). W kraju tym istnieje szczególne wsparcie dla rodzin najbiedniejszych i najliczniejszych, a więc tych, które w największym stopniu narażone są na ubóstwo. Dlatego najważniejsze świadczenie związane z wychowaniem dzieci to zasiłek przysługujący na każde dziecko poniżej 16 lat (lub 19, jeśli nadal się uczy). Rodzina otrzymuje 140 € za dwoje pierwszych dzieci, na trzecie 148 €, a na czwarte i następne po 160 €. Jeżeli urodziły się bliźniaki lub więcej dzieci na raz, świadczenie to jest podwyższane o połowę.
W przypadku ciąży mnogiej rodzice mają także prawo do zasiłku jednorazowego zaraz po porodzie, a także w momencie ukończenia przez dzieci 4. i 12. roku życia. Zasiłek ten wynosi 635 €.
Rodziny, które nie osiągają określonego progu dochodu, mają prawo do otrzymywania zasiłku dodatkowego (Family Income Suplement, FIS). Próg dochodowy wynosi 506 € tygodniowo na rodzinę z jednym dzieckiem i rośnie wraz z ilością dzieci w rodzinie (602 € w przypadku dwójki dzieci, 703 € w przypadku trójki i 824 €, gdy dzieci jest czworo). Świadczenie to przysługuje rodzinom z dziećmi do 18. roku życia lub 22., jeśli kontynuują naukę.
Istnieją także specjalne zasiłki dla różnych rodzajów rodzin, uwzględniające ich specyficzną sytuację, np. dla rodziców samotnie wychowujących dzieci, rodziców dzieci niepełnosprawnych etc. Sytuację rodziny wspomagają także rozbudowany system ulg podatkowych oraz wsparcie finansowe w opiece instytucjonalnej dla rodzin nie osiągających określonego progu dochodu – wsparcie takie może wynosić do 66% kosztów posyłania dziecka do żłobka lub przedszkola.
Bardzo dużą rolę w kształtowaniu polityki rodzinnej przyznaje się pracodawcy. Prawo wprowadzone w ostatnich latach uczyniło pracodawcę współodpowiedzialnym za kształtowanie warunków życia rodzin. W Irlandii, gdzie wysokość zasiłku macierzyńskiego wynosi 80% pensji, w umowie o pracę pracodawca może zobowiązać się do opłacania pracownicy różnicy pomiędzy wysokością zasiłku macierzyńskiego a pensją, tak by wysokość świadczenia wynosiła 100% pensji. Dzięki temu nie spada poziom dochodu rodziny tuż po urodzeniu dziecka16. Od 2007 r. istnieje też możliwość korzystania z dodatkowych, bezpłatnych 16 tygodni urlopu macierzyńskiego. Pracodawca może zobowiązać się do wypłaty dodatkowego świadczenia kobiecie także przez ten okres. Często stosowaną praktyką jest przyznawanie przez pracodawców, na podstawie umów cywilnych, dodatkowych urlopów ojcom.
Lekcja dla Polski
Doświadczenia innych państw europejskich pokazują, że kształtując politykę rodzinną można osiągnąć pozytywne rezultaty w postaci wysokiego współczynnika dzietności. Dostrzeżono już, że wydatki na tę gałąź polityki społecznej są inwestycją, efekty przyczynią się bowiem w przyszłości do amortyzacji skutków kryzysu demograficznego.
Duży wpływ na podjęcie decyzji o dziecku może mieć wprowadzanie rozwiązań uniwersalnych oraz rozwój sieci opieki instytucjonalnej nad dziećmi. Przykład francuski jest dobrą egzemplifikacją tego, że opieka może przybierać bardzo różnorodne formy. Sprzyja to tworzeniu podobnych, równych warunków dzieciom, które pochodzą z rodzin o różnych dochodach. Ponadto z badań przeprowadzanych w Polsce wynika, że chętniej na dziecko zdecydują się osoby, które wiedzą, że ich sytuacja materialna nie ulegnie drastycznemu obniżeniu po jego urodzeniu lub adopcji, oraz takie, które nie będą musiały obawiać się straty pracy.
Największe wsparcie powinno się oferować rodzinom wielodzietnym i takim, w którym jest samotny rodzic lub niepełnosprawna osoba wymagająca opieki, ponieważ to te rodziny są najbardziej narażone na ubóstwo i wykluczenie społeczne. Aby stworzyć warunki sprzyjające rodzinie, należy również docenić pracę domową kobiet (lub mężczyzn). Dobrym przykładem jest rozwiązanie francuskie, polegające na opłacaniu składki emerytalnej rodzicowi, który decyduje się na korzystanie z 3-letniego urlopu wychowawczego. Dzięki temu osoba ta na starość nie będzie miała niższego świadczenia emerytalnego niż ci pracownicy, którzy nie mieli takiej przerwy w karierze zawodowej. Poza tym powinno się w większym stopniu promować partnerski model rodziny. Temu rozwiązaniu sprzyjać może m.in. wprowadzenie urlopów rodzicielskich zarówno dla ojców, jak i matek, oraz prowadzenie kampanii społecznych promujących aktywne ojcostwo.
Każdy kraj ma różne możliwości finansowe i infrastrukturalne. Aby kształtować politykę rodzinną zgodnie z możliwościami danego państwa oraz wymogami współczesnych rodzin, należy pamiętać o roli dialogu społecznego. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie rady, w której zasiadałyby wszystkie zainteresowane strony, a więc przedstawiciele rządu, samorządu, pracodawców, pracowników i organizacji społecznych, skupiających swe działania na kondycji współczesnych rodzin.
Janina Petelczyc
Przypisy:
- Eurostat, Population projections 2010–2060, http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_PUBLIC/3–08062011-BP/EN/3–08062011-BP-EN.PDF, pobrano 25.09.2012 r.
- Rządowa Rada Ludnościowa, Założenia Polityki Ludnościowej Polski, Warszawa 2012, s. 20.
- Główny Urząd Statystyczny, Ubóstwo w Polsce w 2011 r., Warszawa 2012, s. 10.
- UNICEF, Ubóstwo Dzieci. Najnowsze dane dotyczące ubóstwa dzieci w krajach rozwiniętych, Florencja 2012.
- K. Iglicka, Migracje długookresowe i osiedleńcze z Polski po 2004 roku – przykład Wielkiej Brytanii. Wyzwania dla statystyki i demografii państwa. Raporty i analizy, Warszawa 5/2011, s. 2.
- http://www.ons.gov.uk/ons/rel/vsob1/parents–country-of-birth–england-and-wales/2011/sb-parents–country-of-birth–2011.html; pobrano 15 października 2012 r.
- Natalité – Fécondité, Institut National de la Statistique et des Études Économiques, http://www.insee.fr/fr/themes/document.asp?reg_id=0&ref_id=T12F035, pobrano 29.09.2012 r.
- Eurostat, Population projections…, op. cit.
- La Confédération générale du travail. La politique familiale en France, Montreuil 2012, s. 7.
- P. Batard, Comparaison France-Allemagne des systemes de protection sociale, Documents de travail de la DG tresor, numéro 2012/02 – Aout 2012, s. 64.
- Impôt sur le revenu: plafonnement du quotient familial, http://vosdroits.service-public.fr/F2702.xhtml, pobrano 20 września 2012 r.
- P. Batard, Comparaison…, op. cit., s. 53
- OECD Family database, Public spending on family benefits in cash, services and tax measures, Paris 2011, s. 2.
- Eurostat, Fertility Indicators, op. cit.
- Parental benefits. Föräldrapenning, http://www.forsakringskassan.se, pobrano 23 września 2012 r., s. 4.
- M. Daly, S. Clavero, Contemporary family policy in Ireland and Europe, School of Sociology and Social Policy, Queen’s University, Belfast 2001, s. 80.