Cywilizowany Zachód, czyli reformy emerytalne nie po polsku

Cywilizowany Zachód, czyli reformy emerytalne nie po polsku

Reforma emerytalna mająca na celu podwyższenie wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę stała się faktem. Rząd podczas forsowania nowych rozwiązań powoływał się na trendy z innych krajów, w tym europejskich. Zobaczmy zatem, jak naprawdę wyglądały reformy systemów emerytalnych i czy Polska faktycznie uczyniła coś podobnego.

Zmiany przyjęte przez koalicję PO-PSL przy poparciu większości posłów Ruchu Palikota zakładają stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn od 1 stycznia 2013 r. o 1 miesiąc co cztery miesiące. Poziom 67 lat zostanie osiągnięty dla mężczyzn w 2020 r., dla kobiet w 2040 r. Nowe regulacje obejmą kobiety urodzone po 31 grudnia 1952 r. oraz mężczyzn urodzonych po 31 grudnia 1947 r.

Tykająca bomba demograficzna

Nie ulega wątpliwości, że społeczeństwo europejskie się starzeje. Ludzie żyją dłużej, a dzieci rodzi się coraz mniej. W efekcie wzrasta średni wiek Europejczyków, co potwierdzają wszystkie statystyki krajowe i międzynarodowe. Według danych Eurostatu, w 2010 r. w krajach UE, Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii osoby w wieku 65 lat i więcej stanowiły 16% populacji, a według prognoz liczba ta będzie rosnąć i w 2060 r. osiągnie 29,3% – niemal co trzeci Europejczyk będzie miał powyżej 65 lat. W Polsce obecnie osoby 65+ stanowią 13,5% ludności, a do 2060 r. liczba ta wzrośnie aż do 34,5% i będzie to najwyższy wskaźnik w Europie1. Stale rośnie współczynnik obciążenia demograficznego, czyli stosunek liczby mieszkańców w wieku nieprodukcyjnym do liczby osób w wieku produkcyjnym. Obecnie kształtuje się on na poziomie 23,6%, a do 2060 r. wzrośnie aż do 52,4%. W naszym kraju ten wzrost będzie jeszcze większy – z 19 do 64,6%2.

W zaistniałej sytuacji demograficznej i gospodarczej zarówno systemy oparte na repartycji, a więc takie, w których pokolenie pracujące finansuje emerytów, jak i kapitałowe, w których nasze składki są odkładane na nasze przyszłe emerytury – wymagają reform. Należy jednak mieć świadomość, że nie wystarczy podniesienie wieku emerytalnego. Takie działanie będzie miało sens wyłącznie wówczas, gdy zapewnione zostaną miejsca pracy dla osób starszych, nikt nie będzie ich dyskryminował na rynku pracy i osoby te będą w takim stanie zdrowia, który umożliwi aktywność zawodową. Potrzebne są zatem reformy wieloaspektowe, obejmujące nie tylko zabezpieczenie społeczne, ale i politykę rynku pracy, politykę zdrowotną, a nawet edukacyjną.

Kto przeprowadził reformę?

Reformy systemów emerytalnych zmierzające do zmiany wieku uprawniającego do świadczeń przeprowadzono w ostatnich latach już w 15 państwach Unii Europejskiej. Najdłużej będą pracować Irlandczycy – do 68. roku życia. Do 67 lat podwyższony będzie wiek uprawniający do uzyskania świadczenia emerytalnego w Holandii, Danii, Hiszpanii, Czechach i Niemczech. Z kolei w Estonii, na Litwie, Łotwie, Węgrzech, w Chorwacji i Grecji wiek emerytalny ma docelowo wynieść 65 lat, a w Wielkiej Brytanii – 66 lat. Fran­cuzi, aby przejść na emeryturę, będą musieli osiągnąć wiek 62 lat lub 67, aby uzyskać pełne świadczenie, jeśli nie mają wymaganych okresów składkowych. W dwóch państwach wiek zostanie podniesiony przy zachowaniu zróżnicowania między kobietami i mężczyznami: w Bułgarii z obecnych 60 lat dla kobiet i 63 dla mężczyzn wiek emerytalny będzie podnoszony co roku o 4 miesiące i w efekcie wyniesie on 63 lata dla kobiet i 65 dla mężczyzn w 2021 r. Natomiast w Rumunii planuje się podniesienie wieku emerytalnego do 63 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn do roku 20303. Obecnie toczą się też dyskusje na temat reform m.in. w Austrii i Portugalii oraz na Malcie i Słowacji.

Reformy rynku pracy

Jak wspomniano, system emerytalny jest jednym z elementów w układzie naczyń połączonych. Opóźnienie wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę wymaga zwiększenia aktywności zawodowej osób starszych (powyżej 50. roku życia), która wciąż w wielu państwach europejskich, w tym w Polsce, jest bardzo niska. Teoretycznie jednym z celów Strategii Lizbońskiej było zwiększenie uczestnictwa ludzi starszych w rynku pracy, aby w 2010 r. wskaźnik zatrudnienia osób w wieku 15–64 lata osiągnął 70%, a dla osób z przedziału 55–64 lata wyniósł 50%. Celów Strategii nie udało się jednak osiągnąć.

Z kolei unijna strategia wzrostu na najbliższe dziesięciolecie „Europa 2020 – Strategia na rzecz inteligentnego i zrównoważonego rozwoju sprzyjającego włączeniu społecznemu” stawia nie mniej ambitne cele. Do 2020 r. planowane jest utrzymanie stopy zatrudnienia osób w wieku 20–65 na poziomie 75%. Realizacji tego celu służyć ma zwłaszcza wprowadzanie na rynek pracy grup o niskiej zatrudnialności, a więc kobiet, młodzieży, osób niewykwalifikowanych, legalnych imigrantów i – z punktu widzenia reform emerytalnych najważniejszych – osób starszych4.

Tymczasem według danych Europejskiego Urzędu Statystycznego Eurostat stopa zatrudnienia osób w wieku 55–64 w Unii Europejskiej wynosi 46,3%. W Polsce jest to 34%, czyli pracuje tylko co trzecia osoba w tym wieku. Niższa jest jedynie na Malcie (30,2%). Z kolei państwo, w którym stopa zatrudnienia osób w wieku przedemerytalnym jest najwyższa, to Szwecja – 70,5%. Wysoki jest także współczynnik zatrudnienia osób starszych w Niemczech (57,7%), Danii (57,6%) i Holandii (53,7%), przy czym w tym ostatnim kraju dominuje zatrudnienie w niepełnym wymiarze czasu pracy5.

W celu zwiększenia poziomu aktywności zawodowej osób powyżej 50. roku życia należy przeprowadzać wiele równoległych działań. Są to m.in. kampanie świadomościowe, mające przyczynić się do walki z dyskryminacją ze względu na wiek oraz do wzmocnienia woli samych osób starszych do pozostania zatrudnionym. Innym bardzo ważnym elementem jest dbałość o odpowiednią profilaktykę i służbę zdrowia, aby osoby starsze jak najdłużej pozostawały w kondycji umożliwiającej pracę. Olbrzymie znaczenie odgrywa również dialog ze społeczeństwem, które powinno mieć podstawową wiedzę o funkcjonowaniu systemu i rozeznanie we własnej, indywidualnej sytuacji emerytalnej. Przede wszystkim jednak takim działaniom muszą towarzyszyć zmiany w polityce rynku pracy, ponieważ największą barierą zatrudnienia osób starszych jest bezrobocie.

Dobre, bo duńskie

Przyglądając się państwom, w których stopa zatrudnienia osób powyżej 55. roku życia jest wysoka, można dostrzec, że zawdzięczają to w dużej mierze reformom rynku pracy, przeprowadzonym w odpowiednim momencie i dostosowanym do możliwości danego państwa oraz jego pracowników i pracodawców.

Jednym z takich państw jest Dania. Udało się tam osiągnąć wszystkie wskaźniki, które wyznaczono w Strategii Lizbońskiej. W 2010 r. stopa zatrudnienia osób w wieku 15–64 wynosiła 73,4%, a ponad 70-procentowe zatrudnienie udało się osiągnąć także kobietom – 71,1% to najwyższy wskaźnik zatrudnienia kobiet w Unii Europejskiej. Stopa zatrudnienia osób w wieku 55–64 lata wynosi w Danii 57,6% (i znów 50-procentowy wskaźnik udało się przekroczyć także kobietom, z których 52,4% w tym wieku pracuje)6.

Duński rynek pracy wyróżnia fakt, że nie ma w tym państwie jednolitego kodeksu pracy, a wszelkie kwestie związane z zatrudnieniem regulowane są na podstawie umów zbiorowych pracy. Większość zagadnień w stosunkach pracodawca – pracownik, takich jak wymiar czasu pracy, minimalny czas urlopu, maksymalny wiek emerytalny, okres wypowiedzenia czy prawa do urlopów macierzyńskich, przyjętych zostało w umowie głównej między Duńską Federacją Związków Zawodowych a Duńską Konfederacją Pracodawców. Umowa ta podlega negocjacjom co cztery lata, natomiast w odniesieniu do warunków płacowych, tj. poziomu wzrostu wynagrodzeń – co dwa lata. Pozwala to na dostosowywanie na bieżąco rynku pracy do zmieniających się warunków społeczno-gospodarczych. Dialog społeczny odgrywa ogromną rolę, a należy podkreślić, że pozycja związków zawodowych jest w tym państwie bardzo silna, ponieważ należy do nich ponad 80% osób aktywnych zawodowo7.

W Danii już w 1999 r. dostrzeżono wyzwanie, jakim jest starzejące się społeczeństwo. Wprowadzono wówczas „dobrowolną wcześniejszą emeryturę”, która jednak była tym niższa, im wcześniej dana osoba decydowała się na nią przejść, a staż pracy uprawniający do tego świadczenia zwiększono z 20 do 25 lat. Jednocześnie w tym samym czasie wprowadzono wolny od podatku bonus w wysokości 122 tys. duńskich koron, przeznaczony dla osób, które pozostawały na rynku pracy po ukończeniu 62 lat. Do tej kwoty wynagrodzenia pracownik był zwolniony z podatku. W Danii wprowadzono również zachęty do pozostawania na rynku pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego. W ciągu roku dodatkowej pracy emerytura może wzrosnąć nawet o 7%, jednak pod warunkiem przepracowania 1500 godzin, czyli więcej niż średnia godzin rocznie duńskiego pracownika8.

Wprowadzono także dodatkowe programy zachęcające do pozostania aktywnym zawodowo. Promuje się pracę na pół etatu lub z elastycznym czasem pracy dla starszych pracowników, np. urzędnicy państwowi powyżej 62. roku życia mogą korzystać z dodatkowych dni wolnych. Z kolei „Porozumienie w sprawie dobrobytu, opieki społecznej i inwestycji w przyszłości” zawiera interesujące rozwiązania. Są wśród nich dotacje dla pracodawców, którzy zatrudniają osoby powyżej 55. roku życia – wypłaca się je przez 6 miesięcy od momentu zatrudnienia. Inna regulacja to „praca dla seniora” w sektorze publicznym, oferowana bezrobotnym powyżej 55. roku życia bez prawa do zasiłku. Początkowo rozwiązanie to było przewidziane dla 1500 osób (liczba bezrobotnych 55+ w okresie wprowadzania tego prawa wynosiła 20 tys.), następnie zakres ten rozszerzono. Pozwoliło to na znalezienie pracy osobom w szczególnie trudnej sytuacji, a więc długotrwale bezrobotnym w starszym wieku. W ramach porozumienia stworzono także specjalny fundusz, z którego dofinansowuje się projekty zmierzające do poprawy zdrowia i ułatwienia powrotu do pracy osób niepełnosprawnych. Zniesiono także górną granicę wieku uprawniającą do pracy w służbie cywilnej (przed 2008 r. osoba, która skończyła 70 lat, musiała odejść na emeryturę). Zgodnie z prawem wiek przestał też być powodem do zwolnienia.

W takich okolicznościach – przy licznych zachętach dla pracodawców i pracowników do pozostawania w zatrudnieniu po osiągnięciu określonego wieku i osiągnięciu wysokich wskaźników zatrudnienia – wprowadzono reformę emerytalną. W pierwszej połowie 2011 r. zawarto porozumienie rządowe dotyczące wydłużenia wieku emerytalnego z 65 do 67 lat w okresie między 2019 a 2022 r. Ponadto nastąpi również podniesienie wieku uprawniającego do wcześniejszych emerytur: z 60 do 64 lat między 2014 a 2023 r.

Niemiecka jakość

Również Niemcy charakteryzują się wysoką stopą zatrudnienia osób w wieku 55–64 lata – 57,7%, w tym 65% dla mężczyzn i 50,5% dla kobiet9. Niemcy zasługują na szczególne zainteresowanie także ze względu na fakt, że nastąpił tam duży wzrost zatrudnienia osób starszych w ciągu ledwie kilku lat – jeszcze w 2005 r. stopa zatrudnienia osób w wieku 55–64 wynosiła tylko 44,9%, w tym 52,7% dla mężczyzn i 37,3% dla kobiet10.

Niemcy, tak jak Dania, są krajem, w którym dużą rolę odgrywa dialog społeczny. Kwestie związane z zatrudnieniem regulują Kodeks cywilny (Bürgerliches Gesetzbuch), ustawy z zakresu prawa pracy oraz układy zbiorowe pracy wyznaczające szczegółowo wysokość płac, godziny pracy, liczbę dni wolnych, terminy wypowiedzeń itp. Układy zbiorowe mogą być indywidualnie negocjowane z pracodawcą.

Niemiecki parlament już w 2007 r. przyjął ustawę o podwyższeniu wieku emerytalnego, decydując się na stopniowe podnoszenie granicy wieku uprawniającej do świadczeń zarówno kobietom, jak i mężczyznom – z 65 do 67 lat. Reforma rozłożona jest na wiele lat, rozpoczęła się w 2012 r., ale dopiero w 2029 r. będzie trzeba mieć 67 lat, by przestać pracować, czyli pierwszym rocznikiem w pełni objętym nowym systemem będzie 1964. Wyjątkiem są osoby, które przez 45 lat opłacały składki (wliczając w to opiekę nad dzieckiem do 10. roku życia) – nadal będą mogły opuścić rynek pracy w wieku 65 lat.

U naszych zachodnich sąsiadów obok podnoszenia wieku emerytalnego prowadzono równolegle, podobnie jak w Danii, liczne działania aktywizujące starszych pracowników.

Aby zachęcić pracodawców do zatrudniania osób starszych, w 2003 r. wprowadzono hojne subsydia dla zatrudniających pracowników powyżej 50. roku życia. Dotacje te sięgają nawet 50% wynagrodzenia przez 3 lata. Z drugiej strony, by zwiększyć partycypację osób starszych na rynku pracy i ich atrakcyjność w oczach pracodawców, duży nacisk kładziono na kształcenie ustawiczne – osoby z małych i średnich przedsiębiorstw (do 100 pracowników), które podejmują szkolenia poza firmą, mogą otrzymać zwrot kosztów szkolenia od Federalnej Agencji Zatrudnienia. Innym programem realizowanym przez rząd jest „Erfahrung ist Zukunft” (Doświadczenie to przyszłość). Jego celem jest wypracowanie nowego wizerunku osób starszych. Jednym z elementów tego programu są również szkolenia, które pozwalają osobom starszym dłużej pozostawać na rynku pracy.

Poza tym w Niemczech od 2000 r. prowadzona była społeczna kampania „50plus – they can do it”. Miała ona na celu sprzyjanie reintegracji starszych, wykwalifikowanych bezrobotnych. Federalna agencja zatrudnienia dostrzegła bowiem niewykorzystany potencjał osób w wieku 50–55 lat i chciała uzupełnić braki na niemieckim rynku pracy, zwłaszcza w branżach inżynieryjnych i IT. Dla osób bezrobotnych zorganizowano szkolenia, a każdy bezrobotny, do którego kierowany był program, miał też własnego doradcę zawodowego. Program odniósł połowiczny sukces: udało się zatrudnić wielu inżynierów, ale branża IT okazała się niedostępna dla poszukujących pracy specjalistów w wieku 50–55 lat11.

Ponieważ znaczną przeszkodą, uniemożliwiającą osobom starszym pozostawanie na rynku pracy, są stereotypy, w Niemczech prowadzono działania antydyskryminacyjne. Przykładem takich działań jest portal altersdiskriminierung.de, na którym znajdują się informacje prawne i opisy aktualnych wydarzeń związanych z walką z dyskryminacją osób starszych. Na portalu znajdują się także orzeczenia sądów w sprawach o dyskryminację ze względu na wiek (kary sięgają nawet 10 tys. euro).

Na rynku pracy szczególnie zagrożone są kobiety, które dotyka podwójna dyskryminacja: ze względu na wiek oraz z uwagi na płeć. Dlatego w latach 2005–2008 Niemcy wraz z Danią, Finlandią, Litwą i Słowacją brały udział w projekcie „Plus for women 45+”, realizowanym w ramach programu „European Gender Equality and Diversity Network”. Jego celem było zwalczanie stereotypowych poglądów na temat kobiet po 45. roku życia i ogólna poprawa wizerunku tej grupy. Oprócz reklam telewizyjnych, radiowych i informacji w prasie odbywały się liczne konferencje na ten temat12.

Emerytura po szwedzku

Na szczególną uwagę zasługują szwedzki system emerytalny oraz tamtejsze reformy zabezpieczenia społecznego. System ów, dość często porównywany do modelu polskiego po 1999 r., przy bliższej analizie okazuje się jednak zupełnie inny.

Po reformach przeprowadzanych w połowie lat 90. XX wieku szwedzki system emerytalny opiera się na konstrukcji trójfilarowej. Pierwszy filar, publiczny (ålderspension), jest zdywersyfikowany i składa się z trzech podsystemów: emerytury bazowej, kapitałowej i gwarantowanej.

Emerytura bazowa (Inkomstpension) opiera się na metodzie repartycyjnej, czyli osoby obecnie pracujące opłacają składkę (16%), z której finansowane są emerytury dzisiejszych świadczeniobiorców. Tak samo jak w Polsce, system ten jest oparty na zasadzie zdefiniowanej składki (NDC – national defined contribution). Oznacza to, że każdy członek systemu ma indywidualne konto, na którym liczony jest jego wkład, będący podstawą do określenia wysokości świadczenia w momencie przejścia na emeryturę. Do zalet systemu NDC można zaliczyć utrzymanie równowagi między wydatkami na emerytury a wpływami ze składek, ułatwienie reakcji na zmiany demograficzne i trendy rynku pracy oraz zachętę do jak najpóźniejszego przechodzenia na emeryturę. Krytycy tego podejścia wskazują, że może ono zwiększyć rozwarstwienie ekonomiczne pomiędzy emerytami. Szwedzki rząd stara się jednak spłaszczać dochody emerytalne poprzez stosowanie specjalnych skal w opodatkowaniu.

Drugi podsystem pierwszego filaru to emerytury kapitałowe (Premiepension) – odpowiednik polskiego OFE. W Szwecji jest to jednak tylko element pierwszego filaru. Składka w wysokości 2,5% transferowana jest do maksymalnie pięciu funduszy emerytalnych, które ubezpieczony może wybrać z prawie 800 istniejących. Fundusze są bardzo różne, jedne inwestują agresywnie, inne bezpiecznie; są także specjalne fundusze dla starszych ubezpieczonych, nienarażające osób w wieku przedemerytalnym na wysokie straty, które mogą być efektem inwestycji w akcje kapitałowe. W każdej chwili można zmienić fundusz, nie ponosząc żadnych kosztów.

Trzeci podsystem I filaru zabezpieczenia emerytalnego to tzw. emerytura gwarantowana (Garantipension). Jest finansowana z budżetu państwa oraz funduszu rezerwowego. Aby otrzymać emeryturę gwarantowaną, należy mieć skończone 65 lat, od co najmniej 40 lat mieszkać w Szwecji i albo nie mieć prawa do emerytury składkowej, albo otrzymywać ją na poziomie poniżej minimum. Maksymalna wysokość emerytury gwarantowanej w 2012 dla osoby samotnej wynosi 116 298 SEK, a dla osoby pozostającej w związku 103 749 SEK rocznie. Jeżeli osoba uprawniona do emerytury gwarantowanej nie mieszkała w Szwecji od 40 lat, wówczas jej emerytura będzie proporcjonalnie zmniejszona.

Należy jeszcze dodać, że koszt zmiany systemu, a więc przejścia z całkowicie repartycyjnego na repartycyjno-kapitałowy, pokrywany jest z pieniędzy zgromadzonych w Funduszu Rezerwowym ATP, który został utworzony w 1960 r. Do funduszu tego wpływają nadwyżki ze składek opłacanych przez ubezpieczonych w starym systemie. Pozwala to finansować dziurę w starym systemie, która powstała przy przejściu do systemu kapitałowego, gdy część składek nie finansuje już obecnych emerytur, lecz jest inwestowana na zasadzie kapitałowej13.

Drugi filar zabezpieczenia emerytalnego w Szwecji stanowią zakładowe systemy emerytalne, odpowiednik naszych Pracowniczych Programów Emerytalnych. W Szwecji w II filarze ubezpieczonych jest 90% osób zatrudnionych, podczas gdy w Polsce (gdzie, przypomnijmy, PPE stanowią tylko element III filaru) ledwie 2,13% zatrudnionych14. Zakładowe systemy emerytalne są bardzo ważną częścią zabezpieczenia dochodu na starość i stanowią około 15% przyszłej emerytury. W przypadku tworzenia takich systemów bardzo ważna jest odpowiedzialność pracodawcy za pracowników i zapewnienie im wyższego dochodu na starość.

Trzeci filar zabezpieczenia emerytalnego w Szwecji stanowią indywidualne ubezpieczenia emerytalne. Są to oszczędności gromadzone w bankach, zakładach ubezpieczeń na życie i w funduszach inwestycyjnych.

W Szwecji wiek uprawniający do przejścia na emeryturę jest elastyczny. Przed reformą wynosił 65 lat zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet. Obecnie można przestać pracować już między 61. a 67. rokiem życia, przy czym wcześniejsze przejście na emeryturę sprawia, że świadczenie jest proporcjonalnie niższe. Szacuje się, że za każdy rok pracy świadczenie wzrasta o około 9%, natomiast osoby ubiegające się o emeryturę gwarantowaną muszą mieć ukończone 65 lat. Czynnikiem zachęcającym do pozostawania na rynku pracy są wysyłane do każdego pracownika co roku „pomarańczowe koperty” z informacją o przyszłej emeryturze i szacunkową wysokością świadczenia, gdy dana osoba przejdzie na emeryturę w wieku 61, 65 lub 67 lat.

Przeprowadzając reformy, szwedzki rząd działał wieloaspektowo, realizując programy mające zwiększyć stopę zatrudnienia osób starszych – dzięki temu, jak wspomniano, zatrudnionych jest ponad 70% osób w wieku 55–64 lata, co jest najwyższym wskaźnikiem w Europie.

W 2000 r. Narodowy Instytut Pracy (Arbetslivsinstitutet – ALI) prowadził projekt badawczy „Długie życie zawodowe dla wszystkich grup wiekowych”. Rozpoczęto wówczas wdrażanie programów antydyskryminacyjnych, które miały przekonać pracodawców, że zatrudnianie starszych pracowników przynosi wiele korzyści. Kładzie się nacisk przede wszystkim na efektywność wynikającą z większego doświadczenia tych osób. Ponieważ jednak wciąż wielu starszych pracowników rezygnuje z pracy ze względu na niekorzystne warunki i presję ze strony młodszych, a jednocześnie pracodawcy chętniej zatrudniają osoby w niższym wieku – 1 stycznia 2009 r. wprowadzono nową ustawę antydyskryminacyjną. Zabrania ona jakichkolwiek ograniczeń wiekowych w dostępie do edukacji, życia zawodowego i organizacyjnego oraz innych form aktywności społecznej15.

Podnoszeniu kwalifikacji i wartości starszego pracownika w oczach pracodawcy służy publiczny system edukacji dla dorosłych, prowadzony przez samorządy i szkoły dla dorosłych. Zaawansowane kształcenie zawodowe, szkolenia oraz dodatkowe programy edukacyjne są w przeważającej mierze opłacane ze środków publicznych, a korzystać z nich mogą wszyscy niezależnie od wieku.

Zatrudnianie osób starszych wymaga czasami stworzenia specjalnych, korzystniejszych warunków. Dlatego państwo wprowadziło zachęty finansowe dla firm, które inwestują w poprawę warunków pracy. Istnieją też specjalne dotacje i ulgi podatkowe dla firm zatrudniających starszych pracowników16. Z kolei ci, którzy nabyli prawa do emerytury i nadal pracują, korzystają z ulg podatkowych. Ich pracodawca nie musi także odprowadzać do Skarbu Państwa podatku obciążającego płace (16,2%), a po osiągnięciu przez nich wieku 72 lat – także składki emerytalnej (10,21%). Zlikwidowano dodatkowe opłaty fiskalne obciążające pracujących emerytów. W Szwecji nie ma barier utrudniających ponowne zatrudnienie osób otrzymujących emerytury. Warto podkreślić, że mimo możliwości łączenia dochodów z emeryturą część osób decyduje się wyłącznie na pensję z pracy. Rezygnacja ze świadczenia oznacza bowiem, że kapitał emerytalny nie jest uszczuplany, lecz nadal rośnie i w przyszłości świadczenie będzie jeszcze wyższe.

W lutym 2012 r. w Szwecji ponownie rozgorzała debata na temat wieku emerytalnego, gdy premier Fredrik Reinfeldt zapowiedział, że biorąc pod uwagę uwarunkowania ekonomiczne i demograficzne oraz fakt, że co drugi Szwed urodzony w 2012 r. dożyje 100 lat, wiek emerytalny powinno się podnieść do 75 lat. Najprawdopodobniej w najbliższych latach wiek emerytalny nie zostanie podniesiony, a premier zaznaczył, że nie byłaby to obowiązkowa granica, lecz umożliwienie dalszej pracy osobom, które chcą ją kontynuować po 67. roku życia. Obecnie istnieje taka możliwość, gdy pracownik umówi się z pracodawcą, jednak okres wypowiedzenia wynosi wówczas tylko miesiąc.

Korzystne rozwiązania dla pracodawców i starszych pracowników, aktywizująca polityka rynku pracy, szeroko propagowana profilaktyka zdrowotna oraz zachęta do stałego dokształcania się sprawiają, że starsi pracownicy w Szwecji czują się potrzebni i mimo możliwości przejścia na emeryturę już w wieku 61 lat, najczęściej decydują się na kontynuowanie pracy.

Czy to konieczne?

Wydłużanie się ludzkiego życia, w tym również funkcjonowania w dobrym zdrowiu, sprawia, że systemy emerytalne narażone są na coraz większe problemy finansowe. W obecnej sytuacji konieczne wydaje się powiązanie wieku emerytalnego z dłuższym średnim trwaniem życia. Pomoże to zarówno w utrzymaniu równowagi między czasem aktywności zawodowej a latami spędzonymi na emeryturze, jak i zmniejszy problemy fiskalne i budżetowe systemów emerytalnych.

Przeprowadzanie tak trudnych zmian, narażonych na szczególny brak akceptacji, wymaga dialogu społecznego. Tylko system emerytalny wdrażany w oparciu o powszechne uznanie przesłanek leżących u podstaw takiej decyzji może stać się narzędziem, które obok zapewniania podstawowego dochodu osobom nieaktywnym zawodowo, poprzez budowę kapitału społecznego wspiera wzrost gospodarczy i rozwój społeczny.

Przeprowadzając reformy emerytalne, trzeba zadbać o działania na różnych płaszczyznach życia społecznego i gospodarczego. Dobre przykłady państw, które dokonują takich zmian, pokazują, że dostosowywanie rynku pracy do osób starszych, promowanie jak najdłuższej aktywności zawodowej, propagowanie profilaktyki zdrowotnej i walka z dyskryminacją ze względu na wiek sprawiają, że seniorzy będą nie tylko musieli, ale także chcieli dłużej pracować. Należy mieć przy tym jednak na uwadze różne sytuacje indywidualne, zachowując furtkę w postaci możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę lub – jak w Szwecji – pozostawiając wybór samym zainteresowanym poprzez wprowadzenie elastycznego wieku uprawniającego do świadczeń.

Zmiany demograficzne, którymi straszą media, mogą być nie tylko zagrożeniem i wyzwaniem, ale także szansą. Należy dbać o odpowiednie wykorzystanie potencjału i dążyć do zwiększania uczestnictwa w społeczeństwie wszystkich jego członków. Sprawa wymaga szczególnego zainteresowania właśnie teraz, nim katastrofa demograficzna stanie się faktem.

Janina Petelczyc

Przypisy:

  1. Dane z Europejskiego Urzędu Statystycznego Eurostat pt. Population projections, http://epp.eurostat.ec.europa.eu/statistics_explained/index.php/Population_projections, dostęp: 26.06.2012 r.
  2. Ibidem.
  3. Obowiązujący wiek emerytalny w 26 państwach członkowskich UE i Chorwacji oraz ew. zapowiedzi zmian w tym zakresie, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Departament Komitetu ds. Europejskich, 13.02.2012 r., http://www.myslowice.znp.edu.pl/ZNP/News/Zestawienie_wiek_emerytalny.pdf, dostęp: 13.05.2012 r.
  4. Europa 2020. Strategia na rzecz inteligentnego i zrównoważonego rozwoju sprzyjającego włączeniu społecznemu, Bruksela 2010, s. 12.
  5. Eurostat, Employment rates for selected population groups, 2000–2010, http://epp.eurostat.ec.europa.eu/statistics_explained/images/7/7e/Employment_rates_for_selected_population_groups%2C_2000–2010_%28%25%29.png, dostęp: 19.07.2012 r.
  6. European Union Labour Force Survey Annual results 2010, http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_OFFPUB/KS-SF-11–030/EN/KS-SF-11–030-EN.PDF, 19.07.2012 r.
  7. G. Uścińska, J. Petelczyc, P. Roicka, Diagnoza osób w wieku 45+ na rynku pracy i w wybranych krajach UE na podstawie danych zastanych, ekspertyza wykonana w ramach projektu E. Kryńska, „Elastyczne formy zatrudnienia i organizacji pracy i ich wpływ na aktywność zawodową zasobów pracy w wieku 45+”, IPiSS, Warszawa, 2011, s. 51.
  8. Ageing and Employment Policies, Denmark, OECD 2005,
    http://www.oecd.org/dataoecd/38/48/35706830.pdf, dostęp: 19.07.2012 r.
  9. Eurostat, op. cit.
  10. The employment of seniors in the European Union, http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_OFFPUB/KS-NK-06–015/EN/KS-NK-06–015-EN.PDF, dostęp: 19.07.2012 r.
  11. G. Uścińska, J. Petelczyc, P. Roicka, Diagnoza…, op. cit., s. 66.
  12. Ibidem, s. 66.
  13. J. Petelczyc, System emerytalny w Szwecji, Analizy Norden Centrum, 2012 , nr 2 (7), s. 8
  14. Pracownicze programy emerytalne w 2011 r., Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, Warszawa, maj 2012 r.
  15. E. Advokatbyrå, Age Discrimination Internationally. Sweden, http://www.agediscrimination.info/international/Pages/Sweden.aspx, dostęp: 28.03.2012 r.
  16. G. Uścińska (red.), J. Petelczyc, P. Roicka, Diagnoza osób w wieku 45+ na rynku pracy i w wybranych krajach UE na podstawie danych zastanych, aspekt prawny, IPiSS: Warszawa 2011, s. 72.
Cud Botswany

Cud Botswany

Afryka ma różne oblicza. Błędne jest przekonanie, że to kontynent dręczony wyłącznie wojnami, suszą, głodem, cierpieniem i chorobami. Współczesna Afryka składa się z 54 różnych państw i większość z nich nie potrzebuje pomocy humanitarnej. Są też przykłady krajów z tej części świata, które dzięki rozsądnej, długofalowej i odpowiedzialnej polityce radzą sobie bardzo dobrze.

Niejedna Afryka

Mijają już 52 lata od czasu, gdy w 1960 r. Afrykę zalała fala ruchów wyzwoleńczych, przynoszących dekolonizację na Czarnym Lądzie. Początek 2011 r. to wybuch arabskiej Wiosny Ludów, który przyciągnął uwagę polityków i mediów na całym świecie, uświadamiając potencjał drzemiący w tym kontynencie.

Tematy związane z Afryką trafiają do polskich mediów głównie za sprawą wydarzeń dramatycznych – wojen, głodu lub epidemii chorób. Nawet neutralne, wydawałoby się, programy podróżnicze mogą szkodzić wizerunkowi jej mieszkańców. W raporcie z monitoringu polskich mediów pt. „Afryka i jej mieszkańcy w polskich mediach”, przygotowanym przez Fundację „Afryka Inaczej”, wskazuje się przykładowe wypowiedzi Wojciecha Cejrowskiego, jak chociażby ta: Afrykanie sami dla siebie są największym zagrożeniem. Uważam, że doskonałym sposobem naprawy tego zła byłoby przywrócenie dyktatury białego człowieka na czas jakiś […]. Biały człowiek ucywilizował Afrykę, czarny zniszczył to dobro1. To, w jaki sposób pokazywana jest w mediach Afryka, utrwala negatywne stereotypy na temat kontynentu i jego mieszkańców. Z raportu wynika, że Polacy najczęściej kojarzą Afrykę ze złymi warunkami życia oraz niebezpieczną sytuacją polityczną, a przy tym niski stan wiedzy o współczesnej, zróżnicowanej Afryce powoduje utożsamianie lokalnych problemów z całym kontynentem.

Warto zatem przypomnieć słowa, chyba największego polskiego znawcy Afryki, Ryszarda Kapuścińskiego. Stwierdzał on: Ten kontynent jest zbyt duży, aby go opisać. To istny ocean, osobna planeta, różnorodny, przebogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody, mówimy – Afryka. W rzeczywistości, poza nazwą geograficzną, Afryka nie istnieje 2. Warto więc zobaczyć inne oblicze Afryki i dostrzec, że nie jest to kontynent samych wojen, suszy, głodu i AIDS. Trzeba pamiętać, że współczesna Afryka składa się z 54 niepodległych państw, natomiast pomoc humanitarna potrzebna jest zaledwie kilku z nich.

Nie oznacza to, że problemy nie istnieją. Kraje afrykańskie łączy kilka wspólnych wyzwań. Po pierwsze – kwestie ludnościowe. W najbliższym pięćdziesięcioleciu Afryka zmagać się będzie z olbrzymim przyrostem ludności. Szacuje się, że do 2050 r. populacja wzrośnie o ponad 100% i będzie wynosiła 1937 mln osób, czyli ponad 21% ludności całego świata3. W związku z tym pojawia się kolejny problem – będzie rosło zapotrzebowanie na żywność, wodę, infrastrukturę, odpowiednią opiekę medyczną i edukację. Na razie rozwój gospodarczy wciąż pozostaje w tyle za przyrostem ludności, co może budzić poważne obawy na przyszłość. Podniesienie poziomu opieki zdrowotnej i rozwój systemu edukacyjnego mogą wyzwolić ogromny potencjał, który kryje się w krajach Afryki. Wyzwanie związane ze wzrostem liczby ludności może zatem okazać się szansą, a nie zagrożeniem.

Fala dekolonizacji, która pozwoliła wybić się na niepodległość wielu krajom, była przełomowym momentem w historii większości mieszkańców kontynentu. Prawie cała Afryka, podzielona jeszcze w XIX w., znajdowała się pod europejskim panowaniem. W latach 60. XX w. dekolonizacja, która początkowo niosła radość i nadzieje, przyniosła również napięcia i konflikty, które czasami przeradzały się w wojny domowe, np. w Angoli, Erytrei, Etiopii, Nigerii czy Sudanie. Gospodarki narodowe podupadały, międzynarodowe korporacje wykorzystywały słabe państwa, a część krajów znalazła się w rękach dyktatorów. Proces ten zapewne nie jest zakończony, jednak istnieją kraje, które z trudną transformacją poradziły sobie dobrze, a należy do nich m.in. Botswana.

Jest taki kraj

Botswana leży w Afryce Południowej i graniczy z Namibią, Zimbabwe, RPA i Zambią. Nie ma dostępu do morza, więc pod wieloma względami jest gospodarczo uzależniona od sąsiadów. Niepodległość, tj. wyzwolenie spod brytyjskiego protektoratu, uzyskała w 1966 r. Podczas gdy inne kraje rozwijające się odziedziczyły infrastrukturę czy sieć usług społecznych, Botswana musiała o rozwój zadbać zupełnie samodzielnie i od podstaw. Każdy aspekt rozwoju tego kraju został zaplanowany i zrealizowany przez jego mieszkańców.

W momencie uzyskania niepodległości Botswana należała do najbiedniejszych i najmniej rozwiniętych państw na świecie. Kraj był całkowicie uzależniony od materialnej pomocy z Wielkiej Brytanii, której wsparcie stanowiło połowę państwowego budżetu4, a PKB na osobę nie przekraczał 240 dolarów. 96% społeczeństwa mieszkało na wsi, analfabetami było ponad 50% populacji. Tylko 22 mieszkańców kraju miało ukończone uniwersytety, głównie w RPA, a 100 – szkołę średnią. Kraj cierpiał głód, występowały braki wody pitnej, istniała jedynie minimalna infrastruktura zdrowotna. Linie kolejowe tego dużego państwa (o powierzchni ponad 600 tys. km2) miały długość zaledwie 219 km, a drogi asfaltowe… 6 km. Istniały dwie szkoły średnie i żadnej wyższej. Głównym źródłem dochodów ludności było pasterstwo. Po zaniedbaniach sięgających jeszcze czasów brytyjskiej dominacji, Botswana miała ponure perspektywy rozwoju.

Pierwszym prezydentem został Seretse Khama, syn wodza największego szczepu. Wysłano go do szkoły do Johannesburga, a potem na studia prawnicze do Wielkiej Brytanii. W 1948 r. ożenił się z Brytyjką poznaną w Londynie – Ruth Williams. Małżeństwo to spotkało się ze sprzeciwem zarówno ze strony brytyjskiej, jak i botswańskiej. Seretse Khama wrócił z białą żoną do Afryki i, mimo protestów, objął obowiązki wodza szczepu. To jednak wywołało głosy krytyczne ze strony rządów RPA i Rodezji (dziś Zimbabwe). Obawiając się negatywnej reakcji RPA, Wielka Brytania zmusiła sir Khamę do wyjazdu. Dopiero w 1956 r. prezydent mógł powrócić do kraju.

Podczas gdy większość reżimów w Afryce po uzyskaniu niepodległości pozbywało się białych, Seretse Khama dążył do harmonii rasowej. W rezultacie Botswana w dużym stopniu korzystała z ludzkiego i finansowego kapitału społeczności białych, która stanowi około 7% całej populacji. Można więc rzec, że małżeństwo pierwszego prezydenta Botswany przyczyniło się do wzrostu tolerancji i zgodnego życia w rasowej różnorodności.

Khama energicznie rozpoczął wdrażanie programu, który miał oprzeć gospodarkę na eksporcie wołowiny, miedzi i diamentów. Przełomowym stał się rok 1967, gdy odkryto złoże diamentów w Orapa. To miasto w centrum kraju posiada dziś największą na świecie kopalnię diamentów. Rocznie produkowanych jest tam średnio 16,3 mln karatów, czyli 3260 kg diamentu5. W sumie na terenie kraju, przy pomocy południowoafrykańskiej kompanii De Beers, zbudowano cztery kopalnie, z których dochody stanowią niemal 35% PKB i 75% wpływów dewizowych6. Botswana stała się więc największym na świecie producentem oraz eksporterem diamentów i może uchodzić za wzór efektywnego wykorzystania złóż naturalnych.

Diamentowa gorączka

W latach 1966–1980 gospodarka Botswany była najszybciej rozwijającą się na świecie, wzrost osiągał średnio 14,5% PKB rocznie7. PKB per capita w ciągu dwudziestu lat wzrósł pięciokrotnie. Wskaźnik rozwoju społecznego (HDI, Human Development Index), który uwzględnia także takie czynniki jak długość życia, dostęp do edukacji, opieki zdrowotnej czy poziom scholaryzacji, również znacznie wzrósł. HDI wyraża się w wartościach od 0 do 1 – im wyższa jego wartość, tym lepszy rozwój społeczny. W 1980 r. wynosił w Botswanie 0,446, a w 2011 r. już 0,6338.

Botswana skorzystała więc na odkryciu diamentów, które cieszą się względnie stałym popytem na rynku międzynarodowym. Jednak klucz do sukcesu nie tkwi w samych złożach – wiele krajów rozwijających się również posiada cenne złoża mineralne czy inne towary, jednak nie były w stanie zarządzać dochodami z nich tak rozważnie. Większość korzyści płynących ze sprzedaży produktów tych państw została zniwelowana przez słabe polityki krajowe, korupcję czy tak zwaną holenderską chorobę – regres innych działów gospodarki w wyniku pojawienia się możliwości zwiększenia produkcji na eksport.

Kluczem do sukcesu w przypadku Botswany okazało się odpowiednie wykorzystanie zysków ze sprzedaży diamentów. Seretse Khama podjął liczne, znaczące inwestycje m.in. w infrastrukturę, służbę zdrowia i edukację, przyczyniając się do dalszego rozwoju kraju. Do sukcesu przyczyniło się też wiele innych czynników, m.in. zaangażowanie w rozwój demokracji, dobre rządy, walka z korupcją (która jest zmorą innych państw Afryki), sprzyjające środowisko handlowe w postaci unii celnej państw południowoafrykańskich, prowadzenie takiej polityki monetarnej i polityki kursu walutowego, która elastycznie reagowała na wstrząsy zewnętrzne, oraz dbałość o rozwój kapitału społecznego. Khama wprowadził niskie i stabilne podatki dla przedsiębiorstw górniczych, twierdząc, że niskie stawki podatku dochodowego powstrzymują oszustwa podatkowe i korupcję9.

Za pieniądze uzyskane głównie dzięki handlowi diamentami rozbudowywano infrastrukturę drogową (z 6 km w 1966 r. do dziś powstało już prawie 10 tys. km dróg asfaltowych), wodociągi i szpitale. Diamenty mają być drogą do sukcesu i dobrobytu, a nie tylko dobrej kondycji finansowej państwa. Jak to bowiem ujął były prezydent, Festus Gontebanye Mogae: Wykorzystujemy nasze diamenty do edukowania naszych ludzi, dostarczania im opieki medycznej, czystej wody pitnej, dróg i mieszkań. Botswańskie diamenty nie powodują konfliktów zbrojnych, które zabijają kobiety i dzieci 10.

Skala sukcesu Botswany jest imponująca, tym bardziej, że kraj otaczają państwa pogrążone w kryzysach politycznych i gospodarczych.

Od zera do lidera

Sukces Botswany, który nastąpił w relatywnie krótkim czasie, warto rozłożyć na czynniki pierwsze.

Jednym z najważniejszych była stabilność polityczna. W Botswanie udało się uniknąć zamachów stanu i wojny domowej. Od początku panowała wolność słowa i wolność debaty. Nigdy też nie było w tym państwie więźniów politycznych, a rządy prawa, gdzie szanuje się każdego obywatela, sprzyjają rozwojowi.

Istotnym elementem polityki pierwszego prezydenta i jego następców, która miała utrzymać stabilność polityczną i ekonomiczną, była walka z korupcją. Najnowszy raport Transparency International, dotyczący poziomu korupcji, wykazał, że Botswana znajduje się na 33. pozycji (na 178) w rankingu, w którym na pierwszym miejscu znajduje się kraj najmniej skorumpowany, czyli Dania. Warto podkreślić, że Botswana pod tym względem przoduje nie tylko wśród państw Afryki, ale także wyprzedza wiele krajów europejskich, m.in. Polskę (41. pozycja), Węgry (40.), Czechy (53.) czy Włochy (67.)11.

Stabilności politycznej Botswany sprzyjał także fakt, że po odzyskaniu niepodległości nie usuwano ze stanowisk dawnych, doświadczonych urzędników kolonialnych, jak to się działo w innych państwach w ramach odwetu za lata ucisku. Utrzymanie się u władzy i w administracji wielu urzędników miało ogromne znaczenie dla kraju, który wcześniej nie mógł wykształcić własnych elit. Sprzyjało to także wzmacnianiu rasowej tolerancji, zarówno wobec białych, jak i czarnych mieszkańców Botswany. Tolerancja dotyczyła także imigrantów z sąsiednich krajów, których nikt nie traktował jak obywateli drugiej kategorii.

Ważnym elementem polityki była dbałość o liberalizację handlu i wolny rynek. Jednak pożytki wynikające z wolnego rynku wykorzystywano w celu poprawy życia wszystkich obywateli, a nie wyłącznie do pomnażania kapitału. Żeby umiejętnie wykorzystać potencjał, który drzemał w złożach diamentów, należało stworzyć warunki odpowiednie do wymiany handlowej oraz przedsiębiorczości. Botswana jako jeden z nielicznych afrykańskich krajów przez większość lat od uzyskania niepodległości może się pochwalić zbilansowanym budżetem. Według rankingu CIA World Factbook, należy do najmniej zadłużonych państw świata (na 107. pozycji spośród 132 zadłużonych).

W ramach liberalizacji handlu zagranicznego Botswana przystąpiła do unii celnej (SADC – Southern African Development Community). Kryzys gospodarczy również dotknął ten kraj – w 2010 r. rezerwy walutowe Botswany zmniejszyły się o 0,2 mld USD i wzrósł dług publiczny. W celu przeciwdziałania efektom kryzysu zwrócono się do Afrykańskiego Banku Rozwoju oraz Banku Światowego o pożyczkę w wysokości 12 mld pula (ok. 1,5 mld USD), a środki te przeznaczono na wsparcie rządowego programu inwestycyjnego, który miał na celu rozwój rolnictwa, transportu, produkcji diamentów, ochrony zdrowia, szkolnictwa i innowacyjności12. Władze kraju rozumieją bowiem, że dla zapewnienia dobrobytu nie wystarczy sam wzrost gospodarczy – należy również zwiększać zakres usług socjalnych i poziom warunków bytowych.

Rząd stawia także na rozwój edukacji. Zapewnia się bezpłatne kształcenie dzieciom do 13. roku życia oraz opłaca większość kosztów studiów wyższych. Od 1966 r. liczba uczniów wzrosła pięciokrotnie, a analfabetyzm w 2000 r. po raz pierwszy spadł poniżej 10% populacji. W Botswanie prawie nie występuje „drenaż mózgów” – większość studentów uczących się za granicą wraca do kraju, mają bowiem dobre perspektywy zatrudnienia.

Rozsądne dysponowanie pieniędzmi jest olbrzymim atutem władz Botswany. W specjalnie stworzonym Ministerstwie Finansów i Planowania Rozwoju rozdziela się pomoc między inne ministerstwa, wybiera projekty i tworzy 6-letnie plany rozwoju, które modyfikowane są w zależności od zmieniającej się sytuacji w kraju i na świecie. Mimo iż decydujący głos mają władze centralne, stosuje się konsultacje na poziomie lokalnym.

Bardzo roztropnym postępowaniem była dywersyfikacja pomocy z zewnątrz. Botswana zawsze wolała negocjować wsparcie indywidualnie, zamiast tworzyć specjalne bloki negocjacyjne. Dzięki temu w latach 80. żaden kraj nie dawał Botswanie więcej niż 20% całości wsparcia zagranicznego. Pozwoliło to w pewnej mierze uniezależnić się od innych, bogatych państw. A warto podkreślić, że choć niepodległość polityczna krajów Afryki liczy już 50 lat, to wciąż jeszcze trwa ich wielkie uzależnienie ekonomiczne.

Problemy i wyzwania

W 1992 r. Botswana awansowała do kategorii państw średniozamożnych. Jednak mimo stabilności politycznej i korzystnej sytuacji gospodarczej zmaga się z wieloma problemami. Do największych z nich należy HIV/AIDS.

Botswana boryka się z jednym z najwyższych na świecie odsetków osób zarażonych wirusem HIV. Szacuje się, że w tym niemal dwumilionowym państwie (1,842 mln osób) zarażonych wirusem HIV jest około 300 tys. Stanowi to 24,8% osób w wieku rozrodczym (15–49 lat). Z tego powodu przeciętna długość życia spadła w latach 2000–2005 poniżej 40 lat, czyli wynosiła o 28 lat mniej niż gdyby nie było AIDS. Ilość osób zarażonych wirusem HIV wynosiła wówczas około 40% populacji. Państwo, organizacje pozarządowe i międzynarodowe podjęły wiele działań, dzięki którym przeciętne trwanie życia wydłuża się i w 2011 r. wyniosło już 53 lata13.

Strata osób dorosłych z powodu AIDS powodowała poważne problemy, także ekonomiczne. Wiele rodzin popadało w ubóstwo z powodu utraty dochodu (chory żywiciel rodziny), wydatków na opiekę medyczną czy pogrzebów. Powodowało to również poważny problem sieroctwa – około 93 tys. dzieci straciło oboje rodziców z powodu epidemii. Dzieci te, oprócz olbrzymich strat emocjonalnych, z reguły skazane były na życie w ubóstwie, traciły też często możliwość edukacji, ponieważ zmuszone były zająć się rodzeństwem i/lub przedwcześnie pójść do pracy.

W 2003 r. rząd Botswany wypowiedział wojnę epidemii. Od tego roku z pieniędzy państwowych finansowane są programy walki z HIV/AIDS w 66%, a pozostałą część finansują zagraniczni darczyńcy, z których największym jest Bill Gates. W walkę z AIDS zaangażowany był i nadal jest poprzedni prezydent, Festus Mogae, który razem z innymi prezydentami i wpływowymi osobami z regionu utworzył stowarzyszenie Champions for an HIV-Free Generation, które zabiega u głów państw o wcielanie w życie rekomendacji WHO, UNAIDS, UNICEF i Global Fund 14.

Programy składają się z kilku części: prewencja, testy i kuracja. W ramach prewencji prowadzone są kampanie społeczne; mówi się nawet, że mieszkańcy Botswany są wręcz bombardowani informacjami na temat możliwości zakażenia wirusem. Najbardziej znany jest program ABC, promujący A, czyli Abstinency, wstrzemięźliwość seksualną, B – Be faithful, wierność jednemu partnerowi i C, Condomizing – stosowanie prezerwatyw.

Szczególnie dużą wagę przykłada się do edukacji młodych, którzy mają obowiązkowe lekcje poświęcone problematyce HIV/AIDS w szkołach średnich. Organizuje się dla nich także specjalne grupy dyskusyjne, rozprowadza materiały na festiwalach itp. Szkoli się także nauczycieli. Program wprowadzony przez Ministerstwo Edukacji wraz z UNDP, którego celem było przygotowanie kadr i uświadamianie uczniów, otrzymał nagrodę najlepszej praktyki edukacyjnej w 2009 r. (Commonwealth Education Best Practice Awards). Efekty wzmożonej edukacji seksualnej widać już teraz. W latach 2004–2008 spadła z 7% do 3,5% ilość osób rozpoczynających współżycie przed 15. rokiem życia. Znacznie częściej młodzież pamięta o używaniu prezerwatyw – w 2009 r. ministerstwo zdrowia rozdało ich niemal 20 mln sztuk. Co ważne – temat HIV przestał być tabu w tym kraju, co znacznie pomaga walczyć z epidemią.

Drugi element programów to darmowe testy. Od 2000 r. w całym kraju tworzy się centra badań dla osób aktywnych seksualnie pomiędzy 18. a 49. rokiem życia. Do 2009 r. skorzystało z nich już 650 tys. osób15.

I wreszcie, trzeci element programu – leczenie. Osoby zarażone wirusem mają bezpłatny dostęp do nowoczesnych leków przeciwretrowirusowych. Ich przyjmowanie, oprócz bezpośredniego efektu w postaci poprawienia rokowań leczonych pacjentów, ma również wpływ na przenoszenie wirusa. W wyniku terapii ilość cząsteczek wirusa we krwi może zmaleć nawet 2000 razy. Ten fakt sprawia, że osoby przyjmujące leki mają około 25-krotnie mniejszą możliwość zakażenia innych. Dba się także o to, by ciężarne z wirusem HIV nie zarażały swoich przyszłych dzieci. Poziom zarażeń wśród dzieci takich matek wynosi obecnie około 3%, czyli kształtuje się na podobnym poziomie, co zarażenia wirusem wśród dzieci matek z HIV z Europy Zachodniej i USA.

Diamenty nie są wieczne

Dzięki wydobyciu diamentów i odpowiedniemu zagospodarowaniu pieniędzy Botswana stała się jednym z lepiej rozwiniętych państw Afryki Południowej. Władze zapewniają żywność dla najuboższych, darmową opiekę zdrowotną wszystkim obywatelom, bezpłatną naukę 12 tys. studentów na jedynym w kraju Uniwersytecie Botswany i 7 tys. za granicą. Z państwowych pieniędzy finansowana jest także prewencja i leczenie osób zakażonych wirusem HIV.

We wrześniu 2011 r. rząd Botswany zawarł umowę z diamentowym gigantem De Beers. Pozwoli to Botswanie w ciągu kilkunastu lat stać się największym międzynarodowym ośrodkiem w przemyśle diamentowym. Dzięki podpisanej umowie, firma De Beers przeniesie z Londynu do stolicy Botswany, Gaborone, wiele swoich oddziałów. Botswana będzie też mogła samodzielnie sprzedawać 15% (a nie, jak dotąd, 10%) wydobywanych diamentów oraz samemu je przetwarzać. Roczna wartość wydobytych diamentów szacowana jest obecnie na 3 mld USD 16.

Władze jednak są świadome, że diamenty nie są wieczne i nie mogą być jedynym źródłem dochodu państwa, a gospodarkę należy zdywersyfikować. Z tego powodu w strategii „Vision 2016”, gdzie zawarto główne cele rozwojowe kraju, kładzie się nacisk na zrównoważony rozwój, wzrost gospodarczy przy zróżnicowaniu działań, niezależność ekonomiczną, budowanie kapitału społecznego oraz sprawiedliwość społeczną17.

Wśród nowych gałęzi gospodarki coraz większą rolę odgrywa turystyka, która w 2010 r. odpowiadała już za 12% PKB. Lepszy niż oczekiwano wzrost tego sektora wskazuje, że kraj zyskał więcej niż się spodziewano na pozytywnym rozgłosie po ostatnich mistrzostwach świata w piłce nożnej w RPA. Rząd chce, aby Botswana stała się regionalnym centrum transportu i w tym celu zamierza rozszerzyć ofertę usług lotniczych Air Botswana na Londyn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt i Angolę. Turystyka jest też wskazywana jako jedno z najważniejszych wyzwań dla kraju w strategii „Vision 2016”. Podkreśla się potencjał, jaki niesie ze sobą dzika natura, zwłaszcza w delcie Okawango – ta wyjątkowa rzeka nie uchodzi do morza, lecz kończy swój bieg na pustyni Kalahari, w bagnistym zbiorniku. Akcentuje się także atrakcyjność historycznego i kulturowego dziedzictwa Botswany.

Sektor finansowy kraju ma szansę stać się jedną z sił napędowych rozwoju i dywersyfikacji gospodarki. Gaborone może stać się międzynarodowym centrum usług finansowych w Afryce Południowej. Właściwie proces ten już się rozpoczął, gdy w lipcu 2011 r. największe grupy finansowe przeniosły się z RPA do stolicy Botswany. Gaborone jest także siedzibą Wspólnoty Rozwoju Afryki Południowej (Southern African Development Community, SADC), czyli organizacji, która ma na celu ujednolicenie polityki gospodarczej 14 państw afrykańskich.

Afryka nie jest kontynentem straconych szans

Często nie dostrzegamy wielkiego zróżnicowania pomiędzy państwami na Czarnym Kontynencie. Tymczasem każde z nich ma za sobą inną drogę oraz inne możliwości rozwojowe przed sobą. Afryka w powszechnej świadomości funkcjonuje trochę jako „jednolity kraj”; jako miejsce, gdzie panuje wyłącznie głód i upał nie do wytrzymania; gdzie powszechny jest widok zagłodzonych małych dzieci. Czasami przedstawia się lepszą wizję – wtedy pojawia się biały, np. biała pielęgniarka, która robi dziecku zastrzyk, biali lekarze, biali misjonarze, szkoły zbudowane przez białych itp. A tak wcale nie jest.

W Afryce jest oczywiście wiele obszarów biedy, głodu, chorób i wojen. Ale wielu jest też ludzi zamożnych, dających sobie świetnie radę, zdrowych, radosnych, żyjących w spokojnych regionach. Tworzą wspaniałą literaturę, filozofię, dobrze radzą sobie na polu nauki i w wielu innych dziedzinach.

Janina Petelczyc

Przypisy:

  1. P. Średziński, Afryka i jej mieszkańcy w polskich mediach. Raport z monitoringu polskich mediów, Warszawa 2011, s. 5.
  2. R. Kapuściński, Heban, Warszawa 1999, s. 5.
  3. J. Milewski, Afryka: wyzwania przyszłości w początku XXI wieku [w:] Afryka na progu XXI wieku. Polityka, kwestie społeczne i gospodarcze, red. D. Kopiński, A. Żukowski, Warszawa 2009, s. 292.
  4. J. Lisek, Botswana – Afrykański raj, http://www.psz.pl/tekst-4312/Joanna-Lisek-Botswana-afrykanski-raj, 24.10.2011 r.
  5. Debswana Diamond Mines, http://www.mining-technology.com/projects/debswana/, 23.10.2011 r.
  6. J. Lisek, dz. cyt.
  7. G. Mhone, P. Bond, Botswana and Zimbabwe, Johannesburg 2001, s. 5.
  8. Human Development Report 2011. Sustainability and equity. A better future for all, UNDP, http://hdr.undp.org/en/media/HDR_2011_EN_Complete.pdf, 27.12.2011 r.
  9. M. Tupy, Botswana and Zimbabwe: A Tale of Two Countries, http://www.cato.org/pub_display.php?pub_id=9399, 23.10.2011 r.
  10. K. Cebulski, Botswana – Afrykański sukces, http://www.millionaire.pl/botswana-afrykanski-sukces.html, 24.10.2011 r.
  11. Corruption perceptions index 2010 results, Transparency International, http://www.transparency.org/policy_research/surveys_indices/cpi/2010/results, 24.10.2011 r.
  12. Informator ekonomiczny o krajach świata. Botswana, MSZ, http://www.msz.gov.pl/files/Informator%20ekonomiczny%20-%20pdf/Botswana/Botswana%2003.pdf, 24.10.2011 r.
  13. HIV&AIDS in Botswana, http://www.avert.org/aids-botswana.htm, 07.01.2012 r.
  14. K. Czernichowski, Relacja z Botswany – AIDS, Polskie Centrum Studiów Afrykanistycznych, http://www.pcsa.org.pl/products/relacja-z-botswany-aids/, 07.01.2012 r.
  15. HIV&AIDS in Botswana, dz. cyt.
  16. Botswana and de Beers announce milestone agreement marking new era for Botswana Diamonds, http://www.debeersgroup.com/ImageVaultFiles/id_1366/cf_5/Botswana_De_Beers_Sales_Agreement_Press_Release_-_.PDF, 26.02.2012 r.
  17. Vison 2016: Towards prosperity for All, http://www.vision2016.co.bw/tempimg/media/mediac_103.pdf, 26.02.2012 r.
Równi i równiejsi

Równi i równiejsi

Edukacja to narzędzie, które jak żadne inne może sprzyjać tworzeniu egalitarnego społeczeństwa. Jednak w Polsce system edukacyjny, zamiast niwelować nierówności społeczne, nierzadko je pogłębia.

Art. 70. Konstytucji RP zapewnia każdemu prawo (i obowiązek) do bezpłatnej nauki do 18. roku życia. Z kolei Ustawa o systemie oświaty wyróżnia trzy obowiązkowe okresy uczenia się: przedszkole lub przygotowanie przedszkolne w wieku 6 lat, szkoła – do ukończenia gimnazjum, a także okres nauki – do ukończenia 18. roku życia. To standard zalecany ze względu na proces wyrównywania szans i w teorii spełniany przez Polskę. Jednak, jak zauważa prof. Marta Zahorska, przeszkodą jest swoisty dualizm polskich warunków.

Z jednej strony otwarty system szkolny nie tworzy barier selekcyjnych w dostępie do kolejnych etapów kształcenia. Z drugiej natomiast struktura społeczna i rosnące zróżnicowanie materialne znacznie ograniczają dzieciom i młodzieży szanse na edukację na odpowiednim poziomie1. Tworzą się przez to dwie drogi, „lepsza” i „gorsza”. Pomimo braku formalnych barier, możliwości ludzi młodych przy wyborze kolejnych etapów kształcenia, a później podjęcia dobrej pracy są znacznie większe w przypadku osób od początku podążających „lepszą ścieżką” edukacyjną.

Na starcie

Przedszkola to nie tylko forma opieki nad dzieckiem, ale także stymulacji jego rozwoju oraz przygotowania do szkoły. Placówka ta jest miejscem, które wpływa na umiejętność obcowania z rówieśnikami, a dzieciom z rodzin o niskim kapitale kulturowym dostarcza bodźców do rozwoju intelektualnego. Dzięki temu w przyszłości lepiej radzą sobie w szkole od tych, które do przedszkola nie uczęszczały, co potwierdzają liczne badania. Jednym z najważniejszych czynników oddziałujących na sukcesy szkolne uczniów w niższych klasach szkół podstawowych jest co najmniej trzy-, a najlepiej czteroletni pobyt w przedszkolu.

Tymczasem dzieci, które najbardziej tego potrzebują – zaniedbane, pochodzące z rodzin uboższych lub gorzej wykształconych – trafiają do przedszkola zazwyczaj dopiero jako sześciolatki.2W zakresie powszechności kształcenia czterolatków w placówkach przedszkolnych Polska wciąż plasuje się na odległych pozycjach europejskich rankingów. Mimo że odsetek czterolatków w systemie oświaty w Polsce wzrasta, to wciąż jest niemal o połowę niższy niż przeciętny wskaźnik dla 27 krajów należących do UE. W 2009 r. 90,5% czterolatków w 27 państwach Unii Europejskiej uczęszczało do przedszkoli, podczas gdy w Polsce było to tylko 53,2%.3

Tabela 1.: Odsetek 4-latków objętych opieką przedszkolną w wybranych krajach UE. Opracowanie własne na podstawie Eurostatu.

Tabela 1.: Odsetek 4-latków objętych opieką przedszkolną w wybranych krajach UE. Opracowanie własne na podstawie Eurostatu.

W ciągu ostatnich lat zachodzą pozytywne zmiany, ponieważ rozwój wczesnego szkolnictwa stał się ważnym celem dla władz. Do 2012 r. sześciolatki będą już uczniami klas pierwszych, a do oddziałów przygotowawczych trafią dzieci w wieku 5 lat. Powstało też wiele ułatwień dla osób tworzących przedszkola. Należy jednak zwrócić uwagę na tempo wprowadzanych zmian, np. w krajach skandynawskich takie reformy rozkładane są na ok. 10 lat. Powstaje więc pytanie, czy szkoły i przedszkola będą gotowe na przyjęcie młodszych dzieci. Poza aspektem ilościowym, nie mniej ważna jest jakość opieki i nauki w przedszkolach i szkołach. Liczą się zatem nie tylko pomieszczenia i programy, lecz także odpowiednio przygotowana kadra pedagogiczna.4 Upowszechnienie przedszkoli jest ważnym wstępnym warunkiem wyrównywania szans, muszą za nim jednak iść kolejne zmiany jakościowe, które stworzą szanse dzieciom zaniedbanym i żyjącym w biedzie.

Szkolny obowiązek?

Wobec niewielkiej liczby dzieci objętych opieką przedszkolną to szkoły podstawowe, gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne powinny przyczyniać się do wyrównywania szans. Pierwszą kwestią jest pytanie – czy polscy uczniowie rzeczywiście chodzą do szkół?

Dane dotyczące szkół podstawowych i średnich wydają się optymistyczne. Ze względu na ustawowy obowiązek, oficjalnie bardzo niewielki jest odsetek uczniów, którzy nie kończą rozpoczętej edukacji. Tak zwany odpad szkolny wynosił według danych GUS w 2008 r. zaledwie 0,2% wszystkich uczniów. Z raportów NIK wynika jednak, że dyrektorzy szkół, którzy mają pilnować przestrzegania obowiązku kształcenia, bardzo często zniekształcają wyniki. Różnice między danymi przedstawianymi przez szkoły a tymi, które zebrali kontrolerzy NIK w 2003 r., bywały aż dziesięciokrotne!5

Drugim znaczącym problemem jest opuszczanie lekcji przez uczniów. Problem wagarów jest jednym z największych w polskich szkołach. „Ukrytym odpadem szkolnym” określa się ukrywanie absencji uczniów, przepychanie ich siłą do następnej klasy i ostatecznie wydawanie świadectw ukończenia szkoły. W efekcie szkoły mogą kończyć ludzie, którzy nie nabyli podstawowych umiejętności, także społecznych. Im już nie grozi wykluczenie – oni są wykluczeni. Jednak absencja jest tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Nierówne społeczeństwo

Społeczne nierówności edukacyjne to zależności, które występują pomiędzy pochodzeniem społecznym, statusem społeczno-ekonomicznym rodziców a osiągnięciami ucznia w szkole.6 Ten typ nierówności występuje w każdym kraju, lecz od rodzaju prowadzonej polityki społecznej i edukacyjnej zależy, jak wielkie one są oraz jak znaczny mają wpływ na kariery szkolne poszczególnych dzieci.

Ostatnia reforma edukacyjna w Polsce wprowadziła system zewnętrznych egzaminów. Dzięki niemu nierówności edukacyjne widać jak na dłoni. Po pierwsze, istnieje ogromna rozpiętość między wsią a miastem. Również w samych miastach następuje coraz większe zróżnicowanie pomiędzy gimnazjami i wzmacnia się podział na „lepsze” i „gorsze” szkoły. Już na poziomie szkoły podstawowej pojawia się bardzo duża grupa uczniów (wedle szacunków: 10-20%), którzy mają problemy z podstawowymi umiejętnościami, jak czytanie czy liczenie. Osoby te trafiają do gimnazjów, które utrwalają podziały przyniesione ze szkół podstawowych.

Pod względem innych cech społecznych osoby te są podobne niezależnie od zamieszkiwania na wsi czy w miastach. Najczęściej to dzieci rodziców z niskim wykształceniem, o niskich dochodach, bez pracy, korzystających z pomocy społecznej. Jakkolwiek uczniowie tacy znajdują się w całej Polsce, to istnieją „zagłębia biedy”, które pokrywają się z „zagłębiami złych stopni”.7

Należy podkreślić, że bieda jest podstawowym czynnikiem wpływającym na obniżenie zdolności edukacyjnych dzieci. Efektem wychowywania w rodzinach o niskich dochodach są opóźnienia w rozwoju fizycznym, wynikające z niedożywienia lub nieodpowiednich posiłków, zaburzenia pamięci wywołane przez stres, brak odpowiedniej opieki lekarskiej (doskwierający zwłaszcza teraz, gdy w zasadzie zlikwidowano medycynę szkolną), a także poczucie niższej wartości i w efekcie spadek motywacji do nauki. Jest to olbrzymi polski problem, ponieważ wedle statystyk liczba osób, które nie osiągają minimum socjalnego zwiększyła się trzykrotnie między 1989 a 2008 r. – tego poziomu dochodów nie osiąga w Polsce 16 milionów obywateli, co oznacza, że 43% Polaków nie jest w stanie samodzielnie zaspokoić elementarnych potrzeb.8

W takiej sytuacji nic dziwnego, że 45% gospodarstw domowych deklaruje, iż nie stać ich na inwestowanie w wykształcenie i rozwój dzieci. Skutki biedy są szczególnie dotkliwe właśnie dla młodszych obywateli. Według raportu Komisji Europejskiej, co czwarte dziecko w naszym kraju żyje w niedostatku lub na skraju ubóstwa9. Poziom zagrożenia ubóstwem dzieci mamy najwyższy w Unii Europejskiej. Wynikają z tego oczywiste konsekwencje: nawet jeśli rodzinom żyjącym w ubóstwie wystarcza na bieżące utrzymanie, to nie mają już środków na zaspokojenie potrzeb związanych z rozwojem. Dotyczy to zakupu książek, dostępu do placówek kulturalnych, możliwości rozwijania zainteresowań, wyjazdów na wakacje, a często nawet zakupu podręczników i pomocy szkolnych.

Największą szansę na dotarcie do wyższych szczebli edukacji mają dzieci rodziców zamożnych i dobrze wykształconych. Dzieci pochodzące z rodzin ubogich rzadziej odnoszą sukcesy w szkole i częściej wybierają szkoły niższego szczebla. Nawet jeśli kończą formalnie ten sam etap nauczania, to te z domów o niższych dochodach zazwyczaj nie uczęszczają do szkól renomowanych, co także może mieć negatywny wpływ na ich sytuację na rynku pracy.10 W rodzinach o niskich dochodach drastycznie słabną szanse edukacyjne i perspektywy życiowe potomstwa. Z tego powodu nierzadko dochodzi do „dziedziczenia biedy” i minimalizacji szans na awans społeczny, niezależnie od posiadanych zdolności.

Nożyce edukacyjne

Na szczególną uwagę zasługuje sytuacja na wsi. Dzieci ze środowisk wiejskich gorzej radzą sobie na egzaminach zewnętrznych, a także podczas procesu edukacyjnego. Mniejsze są też ich szanse na dostęp do edukacji, co przedstawia poniższa tabela:

Tabela 2.: Odsetek osób uczęszczających do placówek edukacyjnych, wedle grup wiekowych, w 2009 r. Opracowanie własne na podstawie „Diagnoza społeczna 2009 r.”.

Tabela 2.: Odsetek osób uczęszczających do placówek edukacyjnych, wedle grup wiekowych, w 2009 r. Opracowanie własne na podstawie „Diagnoza społeczna 2009 r.”.

Szczególnie duże różnice widać na etapie „nieobowiązkowym”, a więc w wieku przedszkolnym i szkoły wyższej. Odsetek osób mieszkających na wsi i korzystających z edukacji na tych poziomach jest dwukrotnie niższy. Nierówności w dostępie do edukacji na wsi uwarunkowane są wieloma czynnikami.

Braki infrastruktury.Część barier związana jest z funkcjonowaniem systemu oświatowego. Należy do nich m.in. poziom kwalifikacji nauczycieli pracujących na tych terenach, liczba placówek oświatowo-wychowawczych i fizyczna dostępność szkół, zwłaszcza ponadpodstawowych. Panuje tendencja do likwidacji szkół w małych miejscowościach. Problem niewystarczającej infrastruktury edukacyjnej pojawia się jednak już na poziomie przedszkoli. Mimo że od 2004 r. nastąpiła zwiększona liczba urodzin, nie doszło do znacznego zwiększenia miejsc w żłobkach i przedszkolach na wsi. Natomiast w miastach znacznie rozwinął się rynek tych usług, szczególnie prywatnych. Stawia to wieś w gorszej sytuacji, zwłaszcza że usługi opiekuńcze na tym etapie, dostępne dla rodziców w odpowiednio niskiej cenie, są skutecznym sposobem zmniejszania nierówności edukacyjnych.11

Nierówności między miastem a wsią pogłębia także ograniczona dostępność do szkół na poziomie ponadpodstawowym oraz wyższym. Najtrudniejsza jest sytuacja młodzieży wiejskiej, która chce się kształcić w zawodach nierolniczych. Na terenach wiejskich najwięcej jest bowiem szkół zawodowych i techników rolniczych, bardzo mało natomiast liceów ogólnokształcących. W roku szkolnym 2009/2010 w Polsce były 2362 licea ogólnokształcące, z czego aż 2161 w miastach i tylko 201 na wsiach.12 Zatem problemy dostępu do tego rodzaju placówek pogłębiają znaczne odległości od miejsca zamieszkania, którym często towarzyszy niedostosowana infrastruktura komunikacyjna. Należy też dodać, że wydatki na dojazdy stanowią dodatkowe obciążenie budżetu rodzin wiejskich. Z tego powodu młodzież wiejska o wiele rzadziej uczęszcza do szkół uważanych za dobre, które otwierają możliwości dalszej nauki i wstępu na elitarne kierunki studiów.

Niewielki odsetek osób zainteresowanych szkołami wyższymi jest efektem biedy, mniejszych szans na dostęp do dobrych szkół na wcześniejszych etapach kształcenia, a także braku perspektyw zatrudnienia po studiach.13

Koszty kształcenia.Kolejną poważną barierą jest obciążenie gospodarstw wiejskich wydatkami na kształcenie. Nawet nauka w bezpłatnych szkołach publicznych pociąga za sobą znaczne koszty. Są to wydatki na podręczniki, korepetycje, obowiązkowe imprezy szkolne etc. W przypadku rodzin wiejskich często dochodzi do tego poważny wydatek na opłacenie dojazdów do szkoły lub zakwaterowanie poza domem. Od tego roku książki objęte 5-procentowym podatkiem VAT będą jeszcze poważniejszym wydatkiem dla rodzin z dziećmi w wieku szkolnym.

Im gorsza jest sytuacja dochodowa, tym większa presja w kierunku ograniczeń finansowych, udaremniających możliwości dalszej nauki. Najczęściej rodzice rezygnują z zajęć dodatkowych lub nie opłacają korepetycji dziecku, które tego potrzebuje14 – co dodatkowo zwiększa jego dystans wobec dzieci, które mają możliwość dodatkowego kształcenia. Część rodziców rezygnuje z zakupu dziecku obiadów (6,6% gospodarstw domowych na wsi w 2007 r. zdecydowało się na ten krok)15, a wiadomo, że dzieci niedożywione o wiele gorzej radzą sobie z nauką. Zdarza się nawet, że ze względów finansowych rodzice rezygnują z posyłania dziecka do szkoły – ostatnie dostępne dane na ten temat, z 2003 r., wskazują, że zdecydowało się na to 1,7% wiejskich gospodarstw domowych.16

Dzieci na wsi częściej mają też gorsze warunki do nauki. W 2007 r. 7,6% z nich nie miało w domu miejsca do nauki. Warunki te pogarszają się wraz ze wzrostem liczby osób w rodzinie. W rodzinach, w których jest co najmniej troje dzieci, brak własnego miejsca do nauki deklaruje dwukrotnie więcej dzieci niż w rodzinach z dwojgiem dzieci i aż czterokrotnie więcej niż w małżeństwach z jednym dzieckiem. Brak miejsca do nauki najczęściej spotykany jest w rodzinach rolników, emerytów, rencistów i bezrobotnych.17

Aspiracje edukacyjne.Kolejną barierą na drodze do równości szans dzieci w mieście i na wsi są niższe aspiracje edukacyjne rodziców tych drugich. Poziom aspiracji edukacyjnych wśród rodziców reprezentujących gospodarstwa domowe rolników, rencistów i utrzymujących się ze źródeł niezarobkowych, jest niższy niż wśród innych grup zawodowych. W 2009 r. gospodarstwami domowymi, które jako pożądany poziom wykształcenia swoich dzieci uznały ukończenie technikum lub liceum zawodowego, najczęściej były gospodarstwa utrzymujących się ze źródeł niezarobkowych i rolników (40 i 34%).18

Różnice w aspiracjach edukacyjnych odzwierciedla także poziom wykształcenia rodziców. Osoby o wykształceniu średnim lub podstawowym częściej deklarują możliwość zakończenia edukacji dziecka na poziomie szkoły średniej zawodowej lub technikum niż rodzice z wyższym wykształceniem. Jakkolwiek w ostatnich latach zwiększył się odsetek osób legitymujących się wyższym wykształceniem na wsi, to jednak różnice między miastem a wsią są nadal w tej sferze ogromne.

Przyczyna tak zwanych nożyc oświatowych między wsią a miastem ma swoje źródło nie tylko w obiektywnych przesłankach, takich jak brak odpowiedniej infrastruktury czy trudności finansowe, ale i w sferze mentalnej oraz w niższych aspiracjach edukacyjnych wobec swoich dzieci.

Nie-syzyfowe prace?

29 lipca 2008 r. Rada Ministrów przyjęła „Rządowy program rozwoju edukacji na obszarach wiejskich na lata 2008-2013”. Pieniądze zarówno z budżetu państwa, jak i z unijnego Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki są przeznaczone m.in. na różne formy wychowania przedszkolnego dzieci do lat 5 na wsi. Celem jest sprawienie, aby do 2013 r. 50% dzieci na wsi zostało objętych opieką instytucjonalną. Oprócz tego przewiduje się opracowanie i wdrożenie programów wsparcia małych szkół publicznych i niepublicznych (mikroszkół), prowadzonych przez samorządy i osoby prywatne, upowszechnianie różnych form pomocy psychologiczno-pedagogicznej, w tym poradnictwa zawodowego dla uczniów z obszarów wiejskich, rozwój bazy dydaktycznej szkół i placówek położonych na obszarach wiejskich itp.19

W roku 2010 ukazało się sprawozdanie z realizacji tego programu. Pierwsze efekty można uznać za zadowalające: wzrósł udział dzieci objętych wychowaniem przedszkolnym – z 42,7% w 2008 r. do 48,2% w 2009 r. Poprawiły się wyniki osiągane przez uczniów na koniec szkoły podstawowej i gimnazjum. Zwiększył się odsetek gospodarstw domowych posiadających komputer (z 52,8% w 2007 r. do 68,6% w 2009 r.), więcej rodzin z obszarów wiejskich ma też dostęp do Internetu. Wzrosła również liczba osób z wykształceniem średnim oraz wyższym mieszkających na wsi: w 2009 r. wykształcenie średnie miało 27,3%, natomiast wykształcenie wyższe 8,7% mieszkańców wsi.20

Również liczne organizacje pozarządowe zwracają uwagę na problem nierówności edukacyjnych między miastem a wsią i wdrażają programy o lokalnej lub ogólnokrajowej skali, choć efekty są wciąż niewystarczające, aby można było mówić o wyraźnej poprawie sytuacji.

Jak wyrównać?

Doskonałym przykładem państwa, które dobrze radzi sobie z niwelowaniem nierówności edukacyjnych, jest Finlandia. W kraju tym panuje przeświadczenie, że edukacja na wysokim poziomie nie tylko stymuluje rozwój gospodarki, ale także jest narzędziem zwalczania nierówności społecznych i zwiększania mobilności obywateli.

W Finlandii edukacja jest bezpłatna na każdym poziomie, a do ukończenia przez uczniów 16. roku życia każdy ma prawo do bezpłatnych podręczników, zeszytów, przyborów szkolnych, transportu do szkoły i jednego gorącego posiłku dziennie. Również dodatkowe zajęcia są nieodpłatne. W każdej szkole znajdują się dostępne dla uczniów po lekcjach pracownie internetowe, multimedialne i kserokopiarki. Aby nie tworzyć różnic między poszczególnymi regionami, terytorium całego kraju pokryte jest siecią szkół wyższych. Znajdują się one również w niewielkich miejscowościach, takich jak 40-tysięczne Kajaani czy 60-tysięczne Seinäjoki. Wszyscy uczniowie mają prawo do uzyskania stypendium, dodatku mieszkaniowego lub kredytu gwarantowanego przez państwo. W efekcie badania wskazują, że fińscy uczniowie – którzy osiągają w międzynarodowych testach jedne z najwyższych wyników – nie różnią się znacznie między sobą w zależności od szkoły, jaką ukończyli. Świadczy to o zbliżonej jakości kształcenia w szkołach niezależnie od regionu oraz o niewielkim wpływie różnic wynikających z pochodzenia społeczno-ekonomicznego uczniów.21

Polsce bardzo daleko do Finlandii. Jednak zmiany, jakie przechodzi w ostatnich latach polskie szkolnictwo, wprowadzane programy czy wydłużanie okresu obowiązkowej edukacji przez rozszerzenie go na sześciolatków, stanowią pierwsze kroki ku wyrównywaniu społecznych nierówności edukacyjnych. Konieczne są jednak dalsze działania. Jednym z głównych przedsięwzięć powinno być stworzenie odpowiedniego systemu stypendialnego dla dzieci z rodzin najgorzej sytuowanych, także na wsi. Obecnych problemów w zaspokajaniu potrzeb edukacyjnych nie jest w stanie zniwelować marginalna pomoc ze strony szkoły, jaką uzyskuje niewielka część rodzin uczniów.

Konieczne są też zmiany w infrastrukturze edukacyjnej i kulturalnej, która jest na wsi niewystarczająca, niedofinansowana i niedowartościowana. Wskaźnik skolaryzacji to nie wszystko – liczą się także warunki realizacji obowiązku szkolnego. Niezbędne jest podniesienie poziomu szkół wiejskich, łatwiejszy dostęp do szkół średnich ogólnokształcących i w rezultacie także na studia wyższe. W tym celu należy dążyć do podwyższania atrakcyjności terenów wiejskich, tak by chętniej kierowali się tam wykwalifikowani nauczyciele. Im lepsze wykształcenie będą osiągały dzieci na wsi, tym mniejsze będzie prawdopodobieństwo ich przyszłego bezrobocia, a kolejne pokolenia mieszkańców prowincji otrzymają większą szansę uzyskania odpowiedniego wykształcenia.

Wciąż największe nierówności w polskim systemie edukacyjnym wynikają z różnic społecznych, cywilizacyjnych oraz z miejsca zamieszkania. Szkolnictwo nie poradziło sobie jeszcze z niwelowaniem tego zjawiska. I choć zwiększa się w ostatnich latach ilość mieszkańców wsi, które objęte są opieką przedszkolną czy uzyskują wykształcenie wyższe, to nadal dystans pomiędzy prowincją a miastem w dostępie do edukacji wymaga śmiałych i głębokich rozwiązań systemowych.

Janina Petelczyc

Przypisy:

1. M. Zahorska, Równi, równiejsi i najmniej równi, czyli o społecznych barierach w dostępie do edukacji, „Polityka Społeczna” XXXVI nr 9, 2009 r., s. 52.
2. Ibidem, s. 53.
3. Eurostat: Four-year-olds in education, Participation rate (%). http://epp.eurostat.ec.europa.eu/tgm/table.do?tab=table&init=1&language=en&pcode=tps00053&plugin=1.
4. M. Zahorska, Równi, równiejsi… op. cit., s. 53
5. Ibidem.
6. M. Zahorska, Społeczne nierówności edukacyjne, konferencja 23 kwietnia 2009 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich
7. Ibidem.
8. E. Leś, S. Bernini, Przemiany rodziny w Polsce i we Włoszech i ich implikacje dla polityki rodzinnej, Warszawa 2010 r., s. 258.
9. European Commission, Child poverty and Well-Being in the EU, Current status and way forward, The Social Protection Comittee, Luxemburg 2008.
10. E. Leś, S. Bernini, Przemiany… op. cit., s. 274.
11. I. Grabowska, I, Kotowska, Edukacja, [w:] (red.) J. Czapiński, T. Panek, Diagnoza społeczna 2009 r., s. 89.
12. GUS, Oświata i wychowanie w roku szkolnym 2009/2010, s. 242.
13. K. Gutkowska, A. Murawska, Dzieci wiejskie – środowiskowe uwarunkowania dostępu do edukacji, „Polityka społeczna”, nr 9/2009 r., s. 22.
14. T. Panek, Kształcenie dzieci, Diagnoza Społeczna 2009, s. 101.
15. K. Gutkowska, A. Murawska, Dzieci wiejskie… op. cit., s. 25.
16. Ibidem.
17. Ibidem, s. 28.
18. T. Panek, Kształcenie… op. cit., s. 101.
19. Rządowy program rozwoju edukacji na obszarach wiejskich na lata 2007-2013.
20. Sprawozdanie z realizacji w 2009 r. Programu rozwoju edukacji na obszarach wiejskich na lata 2008-2013 r., Ministerstwo Edukacji Narodowej, Warszawa 2010, ss. 127-131.
21. W. Woźniak, System edukacyjny jako instrument wyrównywania szans. Przypadek Finlandii, „Polityka Społeczna” nr specjalny – „Wyrównywanie szans”, Warszawa 2008 r., s. 33.

Nie trzeba bać się KRUS

Nie trzeba bać się KRUS

Kwestia ubezpieczeń społecznych rolników wzbudza kontrowersje, ponieważ dotowanie ich powoduje poważne obciążenie finansów państwa. „Zacznijcie od reformy KRUS!” – słyszymy w niemal każdej dyskusji o oszczędnościach budżetowych.

Co mamy?

Całościowy system ubezpieczenia społecznego rolników powstał w Polsce dopiero w 1977 r. Wcześniej, na początku lat 70. około 60% ludności zatrudnionej w rolnictwie objęte było ubezpieczeniami z różnych tytułów. Pracownicy PGR posiadali ubezpieczenie pracownicze, od 1962 r. prawo do emerytury mieli członkowie rolniczych spółdzielni pracowniczych, a 2 mln właścicieli drobnych gospodarstw rolnych było ubezpieczonych z tytułu zatrudnienia w charakterze robotników poza rolnictwem. Pozostali prowadzący własne gospodarstwa w ogóle nie mieli prawa do ochrony ubezpieczeniowej. Zmiany prawne w latach 60. i na początku 70. umożliwiały rolnikom otrzymanie dożywotniej renty, ale wyłącznie pod warunkiem zrzeczenia się gospodarstwa na rzecz państwa.

W 1977 r. przyjęto ustawę o zaopatrzeniu emerytalnym rolników oraz innych świadczeniach dla rolników i ich rodzin. Z kolei w 1982 r. weszła w życie ustawa o ubezpieczeniu społecznym rolników. Obie odchodziły od idei uspołecznienia rolnictwa. Świadczenia mogli uzyskiwać zarówno ci, którzy zrzekali się gospodarstw na rzecz państwa, jak i przekazujący je następcom z kręgu rodziny. Warunkiem było opłacanie składek i osiągnięcie wieku emerytalnego lub zakwalifikowanie do I lub II grupy inwalidzkiej. Początkowo renty i emerytury przyznawano wyłącznie na gospodarstwo, niezależnie od liczby osób w nim, co zostało zmienione ustawą z 1982 r. Mankamentem tych uregulowań był obowiązek sprzedaży produktów rolnych jednostkom gospodarki uspołecznionej.

W okresie transformacji reformę systemu zabezpieczenia socjalnego rolników rozpoczęła ustawa z 20 grudnia 1990 r. Na jej mocy utworzono Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Uniezależniono wówczas prawo do emerytury od przekazania gospodarstwa rolnego. Jedynym warunkiem uzyskania świadczenia było osiągnięcie 60 lat w przypadku kobiet i 65 u mężczyzn. System miał przede wszystkim charakter osłonowy, wieś bowiem mocno odczuła ciężar społecznych kosztów transformacji. Wielu chłoporobotników, którzy utracili pracę w przemyśle i powracali do gospodarstw, otrzymało możliwość uzyskania świadczenia.

We wspomnianej ustawie wyodrębniono dwie grupy ubezpieczeń. Pierwszą stanowiły ubezpieczenia wypadkowe, chorobowe i macierzyńskie, drugą – emerytalno-rentowe. Rolnik płaci więc dwie miesięczne składki. Ubezpieczeniem objęty jest zarówno on, jak i domownicy. Za domownika uważa się bliską osobę, która ukończyła 16 lat i mieszka z rolnikiem lub w jego najbliższym sąsiedztwie, nie będącą z nim związaną stosunkiem pracy. Należy podkreślić, że osoba taka musi pracować w danym gospodarstwie – sam fakt zamieszkania nie wystarczy, żeby być ubezpieczonym w KRUS.

Wysokość składki na ubezpieczenie emerytalno-rentowe wynosi 10% emerytury podstawowej (w II kwartale 2011 r. – 73 zł). Osoby, które równolegle prowadzą pozarolniczą działalność gospodarczą, płacą podwójną wysokość składki emerytalnej. Ponadto dodatkową składkę opłacają rolnicy z gospodarstw od 50 ha wzwyż. Składka na ubezpieczenie macierzyńskie, chorobowe i wypadkowe wynosi dla wszystkich rolników tyle samo i jest to obecnie 42 zł na miesiąc. Ubezpieczenie zdrowotne jest natomiast finansowane z budżetu. Sumaryczne obciążenia poszczególnych kategorii ubezpieczonych przedstawia tab. 1.

Tab. 1. Wysokość składki na ubezpieczenie rolników w zł
Tab. 1. Wysokość składki na ubezpieczenie rolników w zł
Źródło: opracowanie własne na podstawie KRUS.

Obecnie świadczenia kształtują się na następującym poziomie: podstawowa emerytura wynosi 728,18 zł, zasiłek chorobowy za 1 dzień – 10 zł, zasiłek macierzyński – 2912,72 zł miesięcznie1. Rolnicy otrzymują minimalne emerytury bez względu na wysokość składek. Warto wspomnieć, że od 2005 r. liczba ubezpieczonych jest wyższa niż świadczeniobiorców2.

Dostępne są w Polsce również renty strukturalne. Mają na celu poprawę struktury agrarnej i przyspieszenie procesu wymiany pokoleniowej wśród prowadzących gospodarstwa rolne. Poprawiają też konkurencyjność gospodarstw, ponieważ przejmują je osoby dobrze przygotowane do zawodu rolnika. Zakłada się, że w latach 2007-2013 z tego rozwiązania skorzysta ponad 50 tys. rolników. W zamian za rentę strukturalną należy przekazać gospodarstwo następcy lub włączyć swoje grunty na rzecz powiększenia innego gospodarstwa. Podstawowa wysokość renty strukturalnej wynosiła w 2010 r. 1013 zł, a dodatek na małżonka – 646 zł. Przekazanie powyżej 10 ha użytków rolnych osobie w wieku poniżej 40 lat podwyższa świadczenie o 102 zł. Rentę wypłaca się co miesiąc, nie dłużej niż do osiągnięcia przez beneficjenta 65. roku życia3.

Obecny system nie odpowiada zasadom ubezpieczenia społecznego, ponieważ jest w przeważającej mierze finansowany przez państwo, a nie samych rolników. Do tego Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dn. 26 października 2010 r. uznał, że niezgodny z ustawą zasadniczą jest przepis, który zobowiązuje budżet państwa do opłacania w całości składki zdrowotnej rolników bez względu na wysokość ich dochodów. Ze składek pokrywa się ledwie 8% wydatków na rolnicze emerytury i renty. Ich dofinansowanie będzie w 2011 r. kosztować państwo 15,1 mld zł, natomiast ubezpieczenia zdrowotne rolników – 1,86 mld. Zanim zastanowimy się, jak reformować ten system, przyjrzyjmy się zabezpieczeniu tej grupy społecznej w innych krajach4.

Starość nad Sekwaną

Historia ubezpieczeń rolniczych we Francji jest znacznie dłuższa niż w Polsce. W 1889 r. istniało już 557 lokalnych towarzystw ubezpieczeniowych. Ustawa z 1900 r. uprawomocniła tworzenie rolniczych kas wzajemnych ubezpieczeń społecznych, uprościła formalności administracyjne, uwolniła od obciążeń fiskalnych i wprowadziła liczne zachęty, co spowodowało gwałtowny rozwój towarzystw. W okresie międzywojennym rolnictwo objęto także ochroną socjalną, gdyż uregulowano kwestię ochrony przed ryzykiem wypadku przy pracy, śmierci oraz trwałej niezdolności do pracy. W 1936 r. wprowadzono rolnicze zasiłki rodzinne.

W 1940 r. rozpoczęto unifikację instytucji ubezpieczeniowych rolników. Polityka społeczna wobec tej grupy została poddana kompetencji ministra rolnictwa, a wypłacanie jej świadczeń socjalnych powierzone wyłącznie kasom wzajemnych ubezpieczeń. W 1945 r. system kas, uwzględniający specyfikę zawodu, oparł się próbom włączenia go do powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych.

W okresie powojennym rozszerzano zakres rolniczych ubezpieczeń. W 1952 r. utworzono ubezpieczenie emerytalne, którym zarządzanie powierzono MSA (Mutualité Sociale Agricole, Kasa Wzajemnych Ubezpieczeń Społecznych Rolników). W 1961 r. utworzono dla rolników ubezpieczenie chorobowe, macierzyńskie i inwalidzkie. Stali się oni pierwszą grupą wśród wykonujących wolne zawody, korzystającą z ochrony przed tymi rodzajami ryzyka.

MSA to podstawowa agencja odpowiedzialna za obowiązkowe ubezpieczenia społeczne rolników i osób zatrudnionych w rolnictwie. Poza Kasą Centralną posiada 82 kasy na poziomie departamentów. System jest zarządzany w sposób zdecentralizowany i demokratyczny. Każdy, kto podlega pod rolniczy system ubezpieczeniowy, uczestniczy w wyborach. Dzięki temu kasy są reprezentatywne dla ogółu populacji rolniczej.

We francuskim systemie emerytalnym, zarówno powszechnym, jak i rolniczym, istnieją dwie granice wieku uprawniającego do świadczeń. Osiągnięcie pierwszej uprawnia do emerytury w pełnym wymiarze wyłącznie wówczas, gdy świadczeniobiorca wykaże się odpowiednim stażem składkowym. Natomiast druga daje prawo do pełnej emerytury niezależnie od liczby lat opłacania składek. Wiek uprawniający do przejścia na emeryturę, który do końca 2010 r. wynosił 60 lat, będzie wskutek reformy emerytalnej stopniowo podnoszony do 62 lat od 1 stycznia 2018 r. Obecnie, aby otrzymać świadczenie w pełnym wymiarze, należy – oprócz skończonych 60 lat – mieć 163 kwartały opłacanych składek. Liczba ta będzie rosła wraz z podwyższaniem wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę. Z kolei wiek osiągnięcia prawa do emerytury w pełnym wymiarze niezależnie od liczby kwartałów opłacanych składek wynosi obecnie 65 lat i 4 miesiące – również on będzie wzrastał, do 67 lat w 2018 r.

We Francji rolniczym systemem zabezpieczenia społecznego objęci są współmałżonkowie i członkowie rodziny właściciela lub użytkownika gospodarstwa rolnego. Zakłada się, że uczestniczą oni w pracach rolnych bez wynagrodzenia. Jeśli natomiast praca osoby żyjącej w obrębie danego gospodarstwa rolnego jest wynagradzana, może ona również być objęta systemem rolniczym, jednak musi wykazać udział w pracach na rzecz tego gospodarstwa. Wśród ubezpieczonych można zatem wyróżnić dwie podstawowe kategorie: osoby prowadzące samodzielnie lub wspólnie działalność rolniczą (użytkownicy rolni) i osoby pracujące w rolnictwie na podstawie umowy zawartej z rolnikiem (pracownicy rolni).

MSA obejmuje następujące ryzyka socjalne5: choroba i macierzyństwo, dożycie wieku emerytalnego, trwała lub okresowa niezdolność do pracy oraz śmierć żywiciela rodziny. Świadczenia na rzecz rolników należy podzielić na dwie grupy. Są to z jednej strony emerytury, renty i renty zdrowotne, a z drugiej – zasiłki dla repatriantów i odprawa dożywotnia, przysługująca wyłącznie rolnikom przyczyniającym się do odmłodzenia struktury wieku na wsi i powiększenia gospodarstw.

Wysokość składek uzależniona jest od dochodów katastralnych lub wyliczana na podstawie dochodu teoretycznego, ustalanego w oparciu o wskaźniki dla poszczególnych upraw i hodowli. Natomiast dla przedsiębiorstw rolnych podstawę naliczania składek stanowi zryczałtowane wynagrodzenie kierownictwa przedsiębiorstwa i jego pracowników. Fundusz ubezpieczeń społecznych tworzony jest z obowiązkowych składek pracowników i pracodawców na ubezpieczenie chorobowe i emerytalne. Natomiast wyłącznie ze składek pracodawców finansowane są ubezpieczenia wypadkowe, od chorób zawodowych i świadczenia rodzinne. Wysokość i rozkład składek prezentuje tab. 2.

Tab. 2. Wysokość i rozkład stawek ubezpieczenia społecznego rolników we Francji.
Tab. 2. Wysokość i rozkład stawek ubezpieczenia społecznego rolników we Francji.
Źródło: opracowanie własne na podstawie MSA.

W 2010 r. emerytowany francuski rolnik otrzymywał minimum 3122,08 € emerytury rocznie, czyli 260,17 € na miesiąc. Jest to pierwsza, bazowa część emerytury. Oprócz tego istnieje druga, opierająca się na systemie punktów emerytalnych, która w zależności od wysokości płaconych składek pozwala osiągnąć maksymalnie dodatkowe 3739 € rocznie6. Istnieją duże dysproporcje pomiędzy liczbą osób opłacających składki a emerytami. Obecnie tych pierwszych jest 1 259 800, a świadczeniobiorców – 4 288 8407.

Właśnie ze względu na nierównowagę demograficzną oraz niskie dochody do funkcjonowania systemu nie wystarczają przychody ze składek. 65% jego kosztów musi pokryć dotacja państwowa – w 2009 r. dofinansowanie rolniczych ubezpieczeń z budżetu wyniosło we Francji 32,7 mld euro8.

Za miedzą

Również w Niemczech tradycja ubezpieczeń rolniczych sięga XIX w. Jako jedno z pierwszych państw dostrzegły one zagrożenia zawodowe występujące w gospodarstwach rolnych. Pierwsze akty prawne dotyczące ochrony od następstw wypadku i choroby, obejmujące całą rodzinę rolnika, zostały wydane już w 1886 r. Powstawały wówczas stowarzyszenia rolnicze i leśne, zapewniające ubezpieczenia od wypadków przy pracy.

Ustawę o ubezpieczeniu emerytalnym wprowadzono w 1957 r. Niemcy stały się drugim po Francji krajem, w którym rolnicy uzyskali prawo do emerytury. Warunkiem otrzymania świadczenia było ukończenie 65 lat, opłacanie składek co najmniej do 60. roku życia przez minimum 180 miesięcy oraz przekazanie gospodarstwa następcy. W 1969 r. wprowadzono rentę za oddanie ziemi dla tych rolników, którzy nie mieli następców. Co ciekawe, była ona wyższa niż renta starcza, jak nazywano to świadczenie przed wprowadzeniem określenia „emerytura”. Do ubezpieczenia wypadkowego i na starość, dodano w 1972 r. ubezpieczenie chorobowe. W 1995 r. do Kodeksu Socjalnego dopisano Ustawę o ubezpieczeniu pielęgnacyjnym, czyli świadczenia w postaci usług pielęgnacyjnych i opieki stacjonarnej.

Zabezpieczenie społeczne rolników w Niemczech składa się zatem z czterech części: ubezpieczenia od wypadków przy pracy, emerytalnego, na wypadek choroby oraz pielęgnacyjnego. Są one na poziomie regionalnym zorganizowane w samorządowe korporacje, które na szczeblu krajowym tworzą Główny Związek Rolniczy Ubezpieczenia Społecznego (Spitzenverband der landwirtschaftlichen Sozialversicherung, LSV-SpV). Członkowie danej kasy wybierają przedstawicieli w tajnym głosowaniu. Reprezentanci decydują np. o powierzchni gospodarstwa rolnego, poniżej której użytkownik jest zwolniony z płacenia składki emerytalnej.

Obok ustawowych uregulowań ubezpieczenia rentowego istnieje w rolnictwie dodatkowe zaopatrzenie – Zusatzversorgung für Arbeitnehmer in der Land- und Forstwirtschaft (ZLA/ZLF). Oparte jest na umowach zbiorowych, a obowiązuje w starych landach federalnych (dawne RFN) i w Turyngii. Zastrzeżone jest ono dla pracowników leśnictwa i rolnictwa.

Obecnie obowiązek opłacania składek ciąży na każdym rolniku indywidualnym. Jeśli gospodarstwo jest prowadzone przez małżeństwo, wówczas składki opłaca tylko jeden z partnerów. Składka dla każdego ubezpieczonego jest w Niemczech jednakowa, lecz rolnicy otrzymują dopłaty do składek w zależności od sytuacji dochodowej – nawet do 80% kwoty składki. Po 15 latach płacenia składek każdy kolejny rok zwiększa przyszłe świadczenie emerytalne o 1%. Warunkiem uzyskania prawa do emerytury jest skończenie 65 lat (wiek ten będzie systematycznie podnoszony do 67 lat) i co najmniej 180-miesięczny (15-letni) okres składkowy. Niekorzystna struktura demograficzna wsi sprawia, że obecnie na 256 tys. opłacających składki emerytalne przypadają aż 622 tys. świadczeniobiorców9. Niemiecki system zabezpieczenia społecznego rolników wymaga dużego dofinansowania ze strony państwa.

Tab. 3. Wydatki na ubezpieczenia społeczne rolników w Niemczech finansowane ze składek i budżetu państwa.
Tab. 3. Wydatki na ubezpieczenia społeczne rolników w Niemczech finansowane ze składek i budżetu państwa.
Źródło: opracowanie własne na podstawie „Soziale Sicherheit in der Landwirtschaft”, październik 2010.

Średnia składka na ubezpieczenie emerytalne rolników wynosiła w 2010 r. 212 € dla landów zachodnich i 179 € dla wschodnich (b. NRD).

Na północy

Finlandia uznawana jest za najbardziej rolniczy kraj Unii Europejskiej, ponieważ według danych OECD populacja rolnicza stanowi tam aż 45% mieszkańców. Przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że fiński system był w stanie zapewnić edukację i zabezpieczenie zdrowotne na najwyższym poziomie nawet w przypadku najodleglejszych obszarów wiejskich10. Jednak z rolnictwa lub leśnictwa utrzymuje się obecnie mniejszość ludności prowincji. Obszary wiejskie stały się raczej miejscem konsumpcji, rekreacji i wypoczynku niż produkcji, a często stanowią tylko „sypialnię” dla pracujących w mieście.

Jeszcze w roku 1960 istniał w Finlandii powszechny system emerytalny, opierający się na rentach państwowych, przyznawanych wszystkim na jednakowych zasadach. W 1962 r. wprowadzono system rent pracowniczych, opartych na składkach, a w 1970 r. wyodrębniono system rentowy farmerów. Na przełomie lat 60. i 70. Finlandia borykała się z nadprodukcją w rolnictwie i problemem ze zbytem nadwyżek na rynkach zagranicznych. Jednocześnie gospodarstwa rolne były niewielkie, a w populacji rolniczej dominowali ludzie starsi. Restrukturyzacji i „odmłodzenia” wsi próbowano dokonać za pomocą dwóch ustaw: W sprawie zamykania farm i Renta związana z wymianą pokoleń.

Pierwsza umożliwiała otrzymanie dodatkowej renty za oddanie ziemi bliskiemu sąsiadowi lub jej zalesienie. Druga natomiast przyznawała świadczenia rolnikom decydującym się na sprzedaż ziemi bliskim krewnym przed osiągnięciem wieku emerytalnego, tj. przed 65. rokiem życia. Do tej pory głównym przedmiotem działań jest zwiększanie średniej powierzchni gospodarstw kosztem drobnych oraz obniżanie średniego wieku ludności rolniczej.

Celem fińskiej polityki społecznej jest zapewnienie wszystkim obywatelom minimum socjalnego oraz dodatku zależnego od osiąganych dochodów. Dlatego system emerytalno-rentowy rolników opiera się na dwóch filarach. Pierwszy, bazowy system podlega Krajowej Instytucji Ubezpieczenia Społecznego (Kansaneläkelaitos, Kela) i gwarantuje minimalną emeryturę wszystkim obywatelom. W ramach Kela otrzymać też można świadczenia chorobowe, rodzinne, dla bezrobotnych i inne. W przypadku rolników system ubezpieczeń w ramach II filaru istnieje od 1970 r. i jest obsługiwany przez Instytucję Ubezpieczenia Społecznego Rolników (Maatalousyrittäjien eläkelaitos, Mela). Obejmuje farmerów, rybaków i właścicieli reniferów, a także członków ich rodzin. Obowiązek przynależności do systemu i opłacania składek ustalono dla osób, które ukończyły 18 lat. Od 2009 r. Mela zapewnia również zabezpieczenie społeczne artystom i pracownikom naukowym, którzy otrzymali dotację lub stypendium.

Prawo do emerytury rolniczej nie wyklucza otrzymywania renty pracowniczej, ponieważ wielu rolników w okresie aktywności zawodowej wykonywało też działalność pozarolniczą. Ważną cechą fińskiego systemu jest wdrażanie rozwiązań w drodze trójstronnych negocjacji pomiędzy pracodawcami, związkami zawodowymi i rządem. Pozwala to na uzyskanie szerokiej aprobaty dla wprowadzanych zmian.

Emerytura i inne świadczenia na rzecz farmerów są takie same, jak w systemie pracowniczym. Wiek emerytalny jest elastyczny i kształtuje się pomiędzy 62 a 68 lat. Wysokość emerytury zależy od czasu, przez jaki przynależało się do systemu. Każdy rok zatrudnienia powoduje wzrost świadczenia o 1,5% średniej zarobków przez całe życie danej osoby, tj. pełen 40-letni okres składkowy daje emeryturę w wysokości 60% średniej zarobków. Dochód w ramach emerytury rolników w 2011 r. nie może być niższy niż 3448,34 € rocznie (287,36 €/miesiąc)11, przy czym średnia emerytura rolnika w 2006 r. kształtowała się na poziomie 748 €/miesiąc12.

Wysokość składki zależy od wieku i dochodu ubezpieczonego. W 2011 r. dla osób przed 53. rokiem życia wynosiła 10,6% dla osiągających poniżej 24 160,65 € rocznie. Powyżej tego progu poziom składki stopniowo wzrasta, by osiągnąć 21,6% dla zarabiających od 37 966,79 €/rok. Wyższe składki są pobierane od osób starszych niż 53 lata. Ich składka wynosi od 11,22 do 22,9%. Średni poziom składek w 2011 r. jest szacowany na 11,3%13. Dochody rolników, od których naliczana jest składka, są określane na podstawie posiadanej powierzchni upraw rolnych i obszarów leśnych. Natomiast dochody rybaków i hodowców reniferów – na podstawie ich czasu pracy i zarobków, a w przypadku hodowców reniferów również liczby zwierząt.

Ubezpieczonych rolników jest w Finlandii 84 tys., natomiast osób otrzymujących świadczenia z systemu – 162 tys.14Składki nie wystarczają do samofinansowania systemu, pokrywają bowiem 27% wydatków, a pozostałe 73% jest dotowane przez państwo15.

Tab. 4. Porównanie systemów zabezpieczenia społecznego rolników w wybranych krajach europejskich.
Tab. 4. Porównanie systemów zabezpieczenia społecznego rolników w wybranych krajach europejskich.
Źródło: opracowanie własne.

Co z tego wynika?

Przyglądając się rozwiązaniom z innych państw, można wyciągnąć kilka wniosków dotyczących Polski. We wszystkich analizowanych krajach stworzono odrębne systemy zabezpieczenia emerytalnego rolników. Jest to decyzja słuszna – istnienie jakiejś formy oddzielnego systemu dla tej grupy uzasadniają specyficzne uwarunkowania zawodowe. Dochody rolników są niepewne i zależą od wielu czynników, nie tylko rynkowych, ale także np. od pogody. W przypadku likwidacji KRUS wielu rolników trzeba by skierować do systemu opieki społecznej, ponieważ nie będą w stanie sami zaspokoić podstawowych potrzeb. Wynika to z faktu, że zaledwie 7% z 2 mln polskich gospodarstw rolnych ma powierzchnię przekraczającą 20 ha. Przeważają małe, niewydajne gospodarstwa, nastawione na samozatrudnienie.

Wiele osób postrzega ubezpieczenia dla rolników jako niesprawiedliwe wobec uczestników systemu powszechnego. Obecny system jest jednak niekorzystny zarówno dla finansów publicznych, jak dla rolników, których przywileje są wątpliwe. Emerytura rolnicza wynosi zaledwie 706,29 zł. Od 2008 r. zmienił się sposób naliczania składek, które uzależniono od wielkości gospodarstwa, lecz mimo to rolnicy otrzymują minimalne emerytury bez względu na ich wysokość.

System powinien zostać uszczelniony. Nie powinny móc z niego korzystać osoby, które nabyły ziemię jedynie w celu ucieczki przed ZUS i OFE. Składki do ZUS powinny obowiązywać również osoby, dla których praca w rolnictwie jest dodatkowym źródłem przychodu. Dobrym rozwiązaniem mogłoby być zróżnicowanie wysokości składek wedle uzyskiwanych dochodów, przy jednoczesnym powiązaniu z nimi wysokości przyszłych emerytur. Obecnie właściciel 300-hektarowego gospodarstwa z maszynami za kilka milionów płaci składkę równą 1 składki pracownika Biedronki. Można wydzielić osobną kasę dla wspomnianych 7% największych gospodarstw. Inną ewentualnością jest stworzenie indywidualnych kont emerytalnych. Rolnicy chętniej będą płacić więcej, jeśli w efekcie wzrośnie ich przyszłe świadczenie.

Można także wprowadzić stopniowanie składek rolników zarabiających również poza rolnictwem. Jeśli rolnik nadal byłby ubezpieczony w KRUS, ale osiągał dochody zbliżone do dochodów osób prowadzących działalność gospodarczą, płaciłby składki takie, jak ubezpieczeni w ZUS, tyle że na rzecz ubezpieczalni rolniczej.

Nie można zmienić systemu ubezpieczeń rolniczych w oderwaniu od realiów polskiej wsi. Reforma nie może ograniczać się wyłącznie do instytucji KRUS. Konieczne jest m.in. ułatwienie młodzieży z rodzin rolniczych dostępu do dobrej edukacji. Dzisiaj, z powodu niskiego poziomu szkół średnich w małych miejscowościach, ich absolwenci mają mniejsze szanse na bezpłatne studia na uczelniach publicznych. Młodzież wiejska trafia najczęściej do płatnych szkół wyższych o niskiej jakości nauczania, które nie zwiększają istotnie jej szans na pracę poza rolnictwem. Ponadto, dla zwiększenia dostępu do przyzwoitej edukacji na poziomie średnim niezbędna jest lepsza komunikacja zbiorowa. Należy zatem równolegle przeprowadzać reformę infrastruktury transportowej, na czym skorzystają nie tylko uczniowie – dziś wielu rolników nie szuka pracy w mieście, ponieważ po prostu nie może tam dojechać. Zmiana struktury wsi wymaga też odpowiedzialnej polityki rynku pracy. W przeciwnym wypadku rzesze rolników szukające zatrudnienia w mieście nie znajdą go lub będą pracować na czarno.

Potrzebna jest zatem publiczna dyskusja o kierunkach i zasadach reform w systemie ubezpieczeń społecznych rolników, tak aby dokonując zmian pamiętać zarówno o finansach państwa, jak i o bezpieczeństwie socjalnym wszystkich obywateli. Należy przeprowadzić pogłębione badania nad dochodami rolników, łącznie z wyliczeniem wartości ich pracy. To przyczyniłoby się m.in. do wykrycia ogromnego rynku pracy na czarno. Układając plany reformy systemu, nie można stracić z oczu najważniejszego celu – ekonomicznej i socjalnej ochrony społeczności rolniczej.

Janina Petelczyc

Przypisy:

1 Zestawienie podstawowych wysokości świadczeń z ubezpieczenia społecznego rolników, http://www.krus.gov.pl/zadania-krus/swiadczenia/kwoty-swiadczen/, 20.03.2011 r.

2 KRUS w liczbach, http://www.krus.gov.pl/krus/krus-w-liczbach/, 21.03.2011 r.

3 Renty strukturalne – warunki, http://doplaty-unijne.eu/dotacje-dla-rolnikow/renty-strukturalne-warunki.html, 03.05.2011 r.

4 Poza omawianymi w artykule, wśród krajów unijnych osobne systemy ubezpieczeniowe dla rolników posiadają także Austria i Grecja; wszystkie sześć krajów wchodzi w skład ENASP – Europejskiej Sieci Rolniczych Systemów Zabezpieczenia Społecznego.

5 Ryzykiem socjalnym jest niebezpieczeństwo wystąpienia w przyszłości zdarzenia niepewnego, przynoszącego straty i niezależnego od człowieka (J. Jończyk).

6 Calculer la retraite d’un agriculteur, http://www.linternaute.com/argent/epargne/calculer-sa-retraite/agriculteur.shtml, 28.03.2011 r.

7 http://www.msa.fr/, 28.03.2011 r.

8 Ministere de l’Agriculture, de l’Alimentation, de la Peche, de la Ruralité et de l’Aménagement du territoire, http://agriculture.gouv.fr/, 28.03.2011 r.

9 Auf einen Blick, „Soziale Sicherheit in der Landwirtschaft”, październik 2010, http://www.lsv.de/spv/02_lsv/statistiken/aufeinenblick_2010.pdf, s. 5, 02.04.2011 r.

10 Międzynarodowe badania PISA wskazują, że poziom wykształcenia fińskich uczniów ze wsi jest niemal tak wysoki jak tych z miast, a przeważnie wyższy od uczniów ze wsi i miast innych państw OECD.

11 The farmer’s insurance, http://www.etk.fi/Page.aspx?Section=41877, 3.04.2011 r.

12 Finland’s response to questionnaire on social protection of older persons, http://www.ohchr.org/Documents/Issues/EPoverty/older/Finland.pdf, 03.04.2011 r.

13 The farmer’s…

14 Insured wellbeing from Mela, http://www.mela.fi/Esitteet/Insured_wellbeing_from_Mela.pdf, 03.04.2011 r.

15 Pension expenditure by pensions act and mode of financing, http://www.mela.fi, 03.04.2011 r.

Cywilizowany Zachód, czyli reformy emerytalne nie po polsku

Kraj przyszłości?

Istnieje w języku portugalskim powiedzenie: O Brasil é o país do futuro – e sempre será, czyli „Brazylia jest krajem przyszłości – i zawsze będzie”. Czy jest ono prawdziwe?

Minionej jesieni, czyli brazylijskiej wiosny, cały świat przyglądał się wyborom prezydenckim w tym kraju. Wygrała je Dilma Rousseff, namaszczona na stanowisko przez niezwykle popularnego poprzednika, Luiza Inácio Lula da Silvę. Lula, jak zwykło się go nazywać, rozpoczął ważne reformy, dzięki którym Brazylia ma szansę stać się mocarstwem. I to takim, gdzie rozwojowi gospodarczemu towarzyszy rozwój społeczny oraz walka z ubóstwem i wykluczeniem.

Lula

Od czasu upadku wojskowego reżimu rządzącego Brazylią w latach 1964-1985, demokratyczne już państwo wciąż nawiedzały kryzysy polityczne i ekonomiczne. Rosnące dysproporcje majątkowe i nierozwiązane problemy społeczne sprawiły, że w 2003 r. Brazylijczycy po raz pierwszy w historii wybrali prezydenta o lewicowej proweniencji. Wybór wzbudził wiele kontrowersji, gdyż obawiano się, że przywódcą zostanie populistyczny dyktator.

Lula urodził się jako siódme z ośmiorga dzieci, w wieku 12 lat opuścił szkołę, by wspierać finansowo rodzinę. Pracę rozpoczął jako czyścibut, zaś w wieku 14 lat otrzymał pierwsze formalne zatrudnienie – został ślusarzem w fabryce, gdzie w wieku 19 lat uległ wypadkowi. Doświadczenie trudnych warunków pracy i brak możliwości uzyskania odpowiedniej opieki medycznej po wypadku, sprawiły, że zaangażował się w działalność lewicowych związków zawodowych, co w czasach reżimu łączyło się z dużym ryzykiem. Lula dał się poznać jako wytrawny negocjator i w 1975 r. został jednym z liderów związkowych. Organizował liczne strajki i protesty, był więziony. W 1980 r. zaangażował się w politykę i współtworzył lewe skrzydło Partii Pracujących. Od 1986 r. zasiadał w parlamencie, był jednym z uczestników działań, które doprowadziły do ustąpienia władz wojskowych.

Za czwartym podejściem udało mu się wygrać wybory prezydenckie i w styczniu 2003 r. objął urząd. Wbrew obawom, nie poszedł śladami latynoskich populistycznych liderów. Prowadził politykę wielopłaszczyznową, łącząc wiele inicjatyw rozwojowych. Oparł się na demokratycznych formach podejmowania decyzji i wprowadzaniu programów polityki społecznej, przy jednoczesnej trosce o wzrost gospodarczy.

Byk chwycony za rogi

Brazylia stawia rządzącym bardzo wysokie wymagania. Jest największym państwem Ameryki Łacińskiej i piątym co do liczby ludności na świecie (w 2010 r. – 201 milionów), z bardzo dużym przyrostem naturalnym. To bardzo młode społeczeństwo, które zmaga się z zupełnie innymi bolączkami niż starzejąca się Europa. Mediana wieku wynosi tam 28,9 lat – dla porównania, w Polsce 38,2, w Holandii 40,8, a w Niemczech 44,3 lata. Podstawowymi wyzwaniami dla takich społeczeństw jest stworzenie odpowiedniej sieci edukacyjnej, organizacja opieki medycznej i profilaktyki dla młodych ludzi, walka z rozwarstwieniem społecznym i powstawaniem dzielnic nędzy.

Do największych problemów Brazylii należy rozwarstwienie dochodowe. Do kieszeni 10% najbogatszych obywateli trafia 42,7% przychodu kraju, podczas gdy do 10% najbiedniejszych – ledwie 1,2%. Jednym z rezultatów takiego podziału dóbr jest rozwój faveli, czyli dzielnic nędzy i przestępczości, powstałych wraz z szybką urbanizacją. Ludzie przenosili się ze wsi do miast, nie znajdując mieszkań, wskutek czego całe rodziny osiadały w slumsach, usytuowanych często na zboczach gór, nieodpowiednich dla rozwoju konwencjonalnego budownictwa. Można było się o tym przekonać w czasie powodzi, które zmywały całe osiedla.

Szacuje się, że w prowizorycznych domach ze skrzyń, kartonu, blachy, pozbawionych kanalizacji, prądu i gazu – mieszka 26% całego społeczeństwa. Takie warunki sprzyjają rozwojowi chorób, sieroctwu i bezdomności dzieci. W favelach kwitnie handel narkotykami oraz nielegalny handel bronią, z którymi walkę utrudnia brutalność i skorumpowanie służb policyjnych.

Gdy Lula obejmował władzę, sytuacja kraju była katastrofalna. Dług zagraniczny wynosił 207 mld dolarów, a wewnętrzny 260 mld i nawet 30 mld pożyczki od Międzynarodowego Funduszu Walutowego nie mogło uratować budżetu. W gospodarce panował zastój.

Prezydent Brazylii co prawda odszedł od radykalnych lewicowych narracji, których obawiali się zachodni komentatorzy, ale programy socjalne pozostały dla niego najważniejsze. Ich realizacja nie tylko pomogła wielu Brazylijczykom stanąć na nogi, ale i przyczyniła się do ogromnej popularności Luli. Wyznaczył on swojej polityce trzy uzupełniające się priorytety. Pierwszy to stymulacja wzrostu gospodarczego, drugi – programy społeczne, trzeci – demokratyczne, oparte na negocjacjach formy rządzenia. Ten model odniósł sukces.

W 2010 r. PKB Brazylii wzrósł o 7% oraz przybyło 2,5 mln miejsc pracy. Bezrobocie jest najniższe w historii kraju i wynosi 5,7%, a w niektórych branżach narzeka się nawet na niedobór rąk do pracy. Według planów rządowych, do 2026 r. Brazylia ma stać się piątą gospodarką świata. Politykę gospodarczą kraju realizują wspólnie firmy prywatne i przedsiębiorcy państwowi.

Głównym planem inwestycyjnym rządu jest Program Przyspieszania Wzrostu (Programa de Aceleraçao do Crescimento, PAC). Celem jest łączenie inwestycji publicznych z sektorem prywatnym. Mowa o przedsięwzięciach o łącznej wartości 300 mld dolarów w budownictwie, gospodarce komunalnej, energetyce, transporcie i logistyce. PAC to bardzo dobry wybór projektów. Dzięki niemu nie tylko podtrzymywana jest wysoka koniunktura, ale i niwelowane regionalne dysproporcje rozwojowe.

Wielkie inwestycje skierowano ku zacofanej gospodarczo i społecznie północno-wschodniej części kraju. Rozwój infrastruktury wodnej i kolejowej pozwala na wykorzystanie olbrzymiego potencjału kraju. W celu wyrównywania różnic wprowadzany jest także program Terytoria Obywatelstwa (Territórios da Cidadania), który wspiera najuboższe gminy. Został zainaugurowany w 2008 r., a jego celami są wzrost gospodarczy i zrównoważony rozwój terytorialny.

Kluczowe znaczenie przypisano w nim zwiększeniu partycypacji społecznej oraz integracji rozwojowych działań rządu, regionów i samych gmin. Dlatego w realizację strategii zaangażowane są zarówno 22 ministerstwa, jak i rządy stanowe oraz władze lokalne. W pierwszym roku funkcjonowania programu na 180 różnych akcji wydano 5,1 mld dolarów, z czego 3,5 mld na projekty służące zwiększaniu partycypacji społecznej i ochronie praw obywateli, a po 800 mln na rozwój infrastruktury oraz wsparcie działalności produkcyjnej. Program z roku na rok jest rozszerzany, na 2010 r. zaplanowano już wydatki rzędu 27,5 mld dolarów.

Z kolei Program Umocnienia Rolnictwa Indywidualnego (Programa Nacional de Fortalecimento da Agricultura Familiar, PRONAF), którego budżet wzrósł z 1,5 do 7,8 mld dolarów w roku 2009, przyczynił się do znacznego rozwoju tego sektora gospodarki, który odpowiada za 70% zaopatrzenia kraju w żywność. Należy jednak zauważyć, że wzrost w rolnictwie powodowany jest także przez działania, które wzbudzają poważne kontrowersje. Przykładem jest rozwój upraw roślin modyfikowanych genetycznie. Soja, kukurydza i rzepak należą do najczęściej zmienianych genetycznie gatunków, a Brazylia jest jednym z potentatów w dziedzinie ich uprawy (zaraz po USA i Argentynie). Udział soi GM w ogólnej powierzchni upraw tej rośliny wzrósł tam w 2009 r. do 71%, wobec 65% rok wcześniej. W rekordowym w tej dziedzinie stanie Rio Grande do Sul aż 95% upraw soi stanowią odmiany modyfikowane genetycznie. Wzrasta także udział kukurydzy GM w brazylijskim rolnictwie. W stanie Paraná, gdzie uprawia się jedną trzecią całej kukurydzy w kraju, udział odmian genetycznie zmodyfikowanych sięga już 41%.

Dzięki inwestycjom w elektrownie wodne i najnowocześniejsze technologie, 75% energii zużywanej w Brazylii pochodzi ze źródeł odnawialnych – dla porównania: w marcu 2007 r. przywódcy państw członkowskich przyjęli zobowiązanie, że do 2020 r. 20% energii produkowanej w Unii Europejskiej będzie pochodzić z takich źródeł. Warto jednak spojrzeć na to także z innej strony – problem rosnącego popytu na energię postanowiono rozwiązać m.in. poprzez ekspansję przemysłu w głąb bezcennej Puszczy Amazońskiej, zwanej „płucami świata”. W 2008 r., po kilku latach spowolnienia, przyspieszono wycinanie puszczy. Prezydent Lula przychylał się dość często do opinii, że od ochrony środowiska ważniejszy jest rozwój najbiedniejszych regionów, ich modernizacja i wzrost zatrudnienia. Twierdził, że nie można traktować Amazonii jak świątyni.

W programach rozwoju znalazły się projekty kolejnych zapór i elektrowni na wielkich dopływach Amazonki – Santo Antônio i Jirau na rzece Madeira oraz Belo Monte na rzece Xingu, która według zamierzeń będzie trzecią co do wielkości elektrownią wodną na świecie. Inwestycje te, o wartości 18 mld dolarów, mają do 2013 r. zaspokajać 15% zapotrzebowania Brazylii na energię. Są jednak bardzo kontrowersyjne, np. sama budowa Belo Monte grozi zniszczeniem 150 km brzegu rzeki i zalaniem 450 km2 lasu. Uruchomienie zapory i towarzyszące temu przedsięwzięcia przyniosą negatywne konsekwencje dla lokalnych społeczności, rolników, rybaków oraz dla cennej przyrody.

Szansą dla Brazylii może być fakt, że w 2007 r. u wybrzeży kraju odkryto prawdopodobnie trzecie co do wielkości na świecie złoża ropy naftowej, szacowane nawet na 100 mld baryłek. Dzięki temu może ona nie tylko stać się niezależna od dostaw energii z zewnątrz, ale i zostać regionalnym liderem w dziedzinie jej produkcji. Jeśli plan ogłoszony przez Lulę zostanie wcielony w życie, na odkryciu zyska całe społeczeństwo, gdyż bogactwo ma przypaść w udziale państwu, a nie prywatnym inwestorom. Lula uznał, że Brazylia nie będzie kolejnym sprzedawcą ropy, lecz wniesie do produkcji wartość dodaną i zacznie eksportować o wiele droższą benzynę i inne produkty petrochemiczne, wytworzone przez rodzime przedsiębiorstwa. Uzyskane dzięki temu pieniądze mają utworzyć fundusz rozwojowy, z którego finansowana będzie edukacja, nauka, nowe technologie, służba zdrowia, kultura i ochrona środowiska.

Brazylia zawarła porozumienia handlowe z Unią Europejską, Chinami i Indiami, co pozwoliło na uniezależnienie ekonomiczne od USA. Dzięki temu posunięciu udało się w dużym stopniu uniknąć kryzysu finansowego, który dotknął świat w 2008 r.

Najpierw ryby, potem wędki

Prezydent Lula nie zapomniał o tym, że aby gospodarka rozwijała się długofalowo i trwale, konieczne są programy walki z biedą i wykluczeniem – by wszyscy obywatele stali się pełnoprawnymi uczestnikami każdej sfery życia. Odpowiednia polityka społeczna poprawia nie tylko sytuację osób ubogich, ale i całego społeczeństwa.

Reformy społeczne to najważniejszy element polityki Luli. Podkreślał to podczas kampanii wyborczej i udowodnił podczas 8 lat sprawowania rządów. Co prawda programy socjalne istniały już za czasów poprzednika Luli, Fernando Henrique Cardoso, a były to Bolsa Escola, Bolsa Alimentaçao i Auxílio Gás (zasiłek szkolny, żywnościowy i na zakup gazu), lecz Lula je ujednolicił i rozwinął.

Program Zero Głodu (Fome Zero) wprowadzono na samym początku prezydentury Luli. Koordynowany jest przez nowo utworzone Ministerstwo Rozwoju Społecznego i Walki z Głodem i ma zagwarantować realizację podstawowego prawa każdego obywatela do wyżywienia. Jest też pierwszym krokiem do usamodzielnienia, zgodnie ze stwierdzeniem byłego szefa resortu, Patrusa Ananiasa: Z pustym żołądkiem nikt nie nauczy się łowić ryb.

Na program składa się wiele elementów: od bezpośredniego wsparcia finansowego dla najbiedniejszych rodzin, przez zapewnianie dostępu do wody pitnej w rejonach półpustynnych, zakładanie tanich jadłodajni i edukowanie ludzi w dziedzinie zdrowego trybu życia, aż po programy dla rolników i mikrokredytowe. Istotnym składnikiem Fome Zero jest Bolsa Família, czyli „dodatek rodzinny” lub „stypendium rodzinne”.

Przysługuje on biednym rodzinom, ale wyłącznie pod warunkiem, że wyślą dzieci do szkoły i zapewnią im najważniejsze szczepienia. Pieniądze przekazywane są matkom za pośrednictwem tzw. kart obywatelskich. Rząd sugerował się tutaj badaniami, wedle których kobiety lepiej zarządzają domowym budżetem, przeznaczając środki na najważniejsze potrzeby. Oddawanie świadczenia kobietom okazało się korzystnym rozwiązaniem – już ponad 11 mln rodzin spełniających kryteria stało się beneficjentami Bolsa Família, a według badań UNDP ponad 80% świadczeń trafia do 20% najbiedniejszych rodzin.

Karta obywatelska działa jak karta debetowa. Wydaje ją Caixa Econômica Federal, czyli Państwowa Kasa Oszczędnościowa, drugi co do wielkości bank w Brazylii. Pieniądze można pobrać w blisko 14 tys. punktów w całym kraju. Ta forma pozwala na znaczne zmniejszenie korupcji, ponieważ uniezależnia otrzymanie pieniędzy od woli poszczególnych urzędników. Pełną przejrzystość gwarantuje też fakt, że nazwiska uczestników programu i przyznane im kwoty można odnaleźć na jego stronie internetowej. Nie jest to jednak rozwiązanie stygmatyzujące, ponieważ program ma charakter masowy i obejmuje ok. 46 mln ludzi.

Bolsa Família to miesięczne stypendium w wysokości 22 reali (ok. 13 dolarów) na każde dziecko w rodzinie (maksymalnie troje) uczęszczające do szkoły. Prawo do niego ma każda rodzina, w której miesięczny dochód na osobę nie przekracza 140 reali. Ponadto rodziny żyjące w ekstremalnej nędzy, a więc takie, w których dochód nie przekracza 70 reali na osobę miesięcznie, mogą otrzymać dodatkowe 68 reali. Warto dodać, że łączny koszt programu nie przekracza 0,5% PKB Brazylii.

Wielkim problemem pozostaje praca dzieci. Mimo konstytucyjnych zapisów, miliony najmłodszych obywateli pracują, by uniknąć głodu. Dominuje też przekonanie, że skoro rodzice w ich wieku wykonywali pracę zarobkową, to one również powinny. Poważną bolączką jest także niewystarczająca liczba wiejskich szkół. Działanie programu przyczyniło się do zmniejszenia problemu pracy dzieci o połowę. Jest on pewną formą umowy między państwem a obywatelami. Najbiedniejsze rodziny otrzymują pieniądze, ale w zamian dbają o edukację dzieci, które muszą uczestniczyć w co najmniej 85% zajęć szkolnych miesięcznie, gdy są młodsze i 75% w wieku 16-17 lat. Dba się także o ich zdrowie i kalendarz szczepień, ponieważ jeśli rodzice tego nie dopilnują, nie otrzymają świadczenia.

Wszystko to pozwala na ograniczanie dziedziczenia ubóstwa i poprawia zdrowotność młodego pokolenia, a więc przyczyni się w przyszłości do zmniejszenia wykluczenia społecznego i wynikających z niego biedy i przestępczości. Dodatkowo, dla beneficjentów Bolsa Família stworzono program zdobywania kwalifikacji zawodowych Następny Krok (Próximo Passo).

Można przy tym dostrzec pewien brak równowagi między polityką wobec gospodarstw wiejskich i miejskich. Choć biednych nie brakuje w obu środowiskach, rodzin otrzymujących zasiłek jest na wsi 41%, natomiast w miastach „tylko” 17%, a w Sao Paulo i Rio de Janeiro nawet poniżej 10%. Najczęstszą przyczyną odbierania prawa do świadczenia jest zbyt niska frekwencja dzieci w szkołach. Wieś brazylijska jest niedożywiona, cierpi na niedobór wody pitnej, jest obszarem ogromnego ubóstwa. Bolsa Família trafia w jej potrzeby lepiej niż w przypadku miast. Wiele problemów szybko rozwijających się aglomeracji powoduje tzw. nowe ubóstwo, do walki z którym trzeba będzie szukać bardziej wyrafinowanych środków.

Efekty reform 2003-2010

Wysoki wzrost PKB jest rezultatem rozsądnej polityki gospodarczej, połączonej z reformami społecznymi. Za rządów Luli wartość reala wzrosła niemal dwukrotnie. Brazylia stała się regionalnym mocarstwem, które zaczyna być konkurencją dla wpływów Stanów Zjednoczonych w Ameryce Południowej. Zyskuje też pozycję wobec innych krajów Południa. Wraz z trzema innymi wschodzącymi potęgami gospodarczymi, Rosją, Indiami i Chinami, stworzyła w 2006 r. grupę BRIC (od pierwszych liter nazw państw). W 2011 r. do wspomnianej grupy – odtąd zwanej BRICS – dołączyła RPA.

Na siedmioprocentowy wzrost PKB ma wpływ rozwój społeczny, co potwierdzają dane licznych organizacji międzynarodowych. Najnowszy, dwudziesty Raport Rozwoju Społecznego (Human Development Report) wskazuje Brazylię jako pozytywny przykład krajów dokonujących największych postępów. Wzrasta w niej wskaźnik skolaryzacji, czyli coraz więcej osób ma dostęp do szkół. Rośnie średnia długość życia. Należy przy tym zwrócić uwagę na fakt, że mimo ogromnego progresu Brazylia wciąż jeszcze znajduje się poniżej średniej dla państw Ameryki Łacińskiej. Współczynnik Rozwoju Społecznego (Human Development Index, HDI), wyrażający się w wartościach od 0 do 1, w 1980 r. równał się w jej przypadku 0,551, a obecnie kształtuje się na poziomie 0,699, podczas gdy średnia dla Ameryki Łacińskiej i Karaibów wynosi 0,706. Jednak postęp jest niezaprzeczalny, a kontynuacja polityki społecznej i gospodarczej prezydenta Luli pozwoli Brazylii dogonić pozostałe kraje regionu.

Tabela 1. Współczynnik Rozwoju Społecznego w wybranych państwach Ameryki Południowej i Europy

Działania Luli znacznie przyczyniły się do zmniejszenia wykluczenia społecznego. Aż 20 mln dzieci, które do tej pory pracowały, mogło pójść do szkoły dzięki temu, że rodzina przystąpiła do programu Bolsa Família. Systematyczny wzrost płacy minimalnej sprawił, że jej realna siła nabywcza wzrosła o 50%. Skorzystało na tym 26 mln pracowników i blisko 18 mln emerytów.

Powoli zmniejsza się rozwarstwienie społeczne. Od 2001 r. systematycznie spada wartość jego wskaźnika – współczynnika Giniego. Tak jak HDI, przyjmuje on wartości z przedziału od 0 do 1, z tym, że im bliżej zera, tym nierówności są mniejsze. W połowie lat 90. wynosił on dla Brazylii 0,66, obecnie zaś osiągnął najniższy poziom w historii tego kraju – 0,55 – i nadal spada. Mimo to kraj wciąż znajduje się wśród charakteryzujących się wysokim rozwarstwieniem dochodowym.

Tabela 2. Współczynnik Giniego w wybranych państwach Ameryki Południowej i Europy

Program Bolsa Família przynosi pozytywne rezultaty w takich dziedzinach, jak zdrowie, edukacja, bezpieczeństwo i żywienie. Bank Światowy, który wsparł Brazylię kredytem na jego realizację, w swoim raporcie wskazał na już zauważalne wyniki: pozytywny wpływ na gospodarkę, szczególnie w mniejszych i biedniejszych miejscowościach, spadek zatrudnienia nieletnich, zwiększenie wskaźnika skolaryzacji, lepszy rozwój dzieci.
Raport UNDP opublikowany w marcu 2010 r. wskazuje, że od 2000 r. udało się w Brazylii aż o 16% zmniejszyć liczbę ludności mieszkającej w dzielnicach nędzy. Z kolei ci, którzy pozostali w slumsach, często dostrzegają, że mają możliwość skorzystania z bogatszej palety usług i ich poziom życia także zaczyna się podnosić.

Należy pamiętać, iż rządy Luli, mimo ogromnych i niezaprzeczalnych sukcesów, nie rozwiązały wszystkich problemów społecznych. Koncentracja ziemi w rękach wąskich elit uniemożliwia przeprowadzenie reformy rolnej. Nadal rzesze ubogich wykluczone są z życia społecznego i gospodarczego. Wciąż trwa handel narkotykami, policja jest bezradna lub skorumpowana, a miliony ludzi żyją w warunkach uwłaczających godności. Prezydent Luiz Inácio Lula da Silva rozpoczął walkę, którą przyjdzie kontynuować jego następczyni.

Dilma

Już sam wybór następcy Luli był bardzo interesujący. Prezydent odchodził po dwóch kadencjach z ponad 80-procentowym poparciem, co można uznać za niestatystyczną miarę sukcesu jego programów. W wyborach liczyło się w istocie troje lewicowych kandydatów: Dilma Rousseff z prezydenckiej Partii Pracujących, wskazana przez prezydenta na następczynię, José Serra z Brazylijskiej Partii Socjaldemokratycznej (PSDB) i Marina Silva z Partii Zielonych.

Kontynuacja dotychczasowej polityki po wygranej dowolnego z tych kandydatów była pewna i właściwie nikt podczas kampanii nie podważał dokonań odchodzącego prezydenta. Byłoby to politycznym samobójstwem, jako że w kraju panuje swoista „lulomania”. Mówiło się nawet, że w Brazylii zmieni się prezydent, ale nic więcej. O wyborze przesądziło w dużej mierze poparcie samego Luli, który powiedział: Głosując na Dilmę – głosujesz na mnie. Zapewne wielu Brazylijczyków wzięło to sobie do serca, skoro ta kandydatka wygrała. Jeszcze rok wcześniej poparcie dla niej sięgało ledwie 20%, a faworytem był Serra.

Nowy prezydent to osoba nietuzinkowa. Jej przygoda z polityką rozpoczęła się w latach 60., kiedy dołączyła do młodzieżowej organizacji Socjalistycznej Partii Brazylii, a następnie do jej radykalnej frakcji Comando de Libertaçao Nacional (Oddziały Wyzwolenia Narodowego), głoszącej idee walki zbrojnej z wojskową dyktaturą. W 1970 r. schwytano ją i skazano na trzy lata więzienia (w 2006 r. została zrehabilitowana). Podczas odsiadywania wyroku była poddawana torturom. Po wyjściu na wolność ukończyła studia ekonomiczne i ponownie zaangażowała się politycznie, tym razem w legalnych ugrupowaniach opozycyjnych. Po zmianie ustroju powoli pięła się po szczeblach politycznej kariery, zajmując stanowisko sekretarza stanu ds. energii, ministra energii i wreszcie szefa gabinetu prezydenta Luli.

Jej sukcesy nie będą już zapewne tak spektakularne jak te, które odniósł jej mentor. Do zadań pani prezydent należeć będzie nie tylko wyrywanie ludzi z największej nędzy, ale i poszerzenie szeregów klasy średniej.

Co dalej?

Luiz Inácio Lula da Silva uczynił pierwsze, bardzo ważne kroki w walce z ubóstwem, wykluczeniem, rozwarstwieniem i przestępczością. Zapewne Dilma Rousseff pójdzie w jego ślady. Brazylia ma szansę nie tylko stać się regionalnym liderem, ale także konkurencją ideową dla Zachodu oraz Chin, które przedkładają rozwój gospodarczy nad społeczny. Wykluwa się bowiem w Brazylii w pełni demokratyczny model, w którym wzrost gospodarczy i stabilizacja ekonomiczna idą w parze z mądrą redystrybucją dóbr i rozwojem społecznym.

Mówi się, że tam, gdzie pójdzie Brazylia, pójdzie też cała Ameryka Południowa. I oby tak się stało, ponieważ przykład tego kraju udowadnia, że rozwój ekonomiczny i społeczny nie muszą stać ze sobą w sprzeczności, lecz nawzajem się stymulują.