przez Remigiusz Okraska | poniedziałek 19 grudnia 2016 | Jesień 2016
Kolejne rządy lubią mówić o sukcesach. Głosiciele wizji zielonej wyspy przegrywają z głosicielami wizji Polski w ruinie, a następnie zaczynają głosić wizję Polski w ruinie przeciwko wizji zielonej wyspy obozu rządzącego. I tak mniej więcej w kółko. Sęk w tym, że rządy się zmieniają, a problemy pozostają.
Polska klasa polityczna lubi nas przekonywać o dwóch rzeczach. Że jest doświadczona i wiele już dokonała – oraz że ma czyste ręce, niesplamione sumienie i nic złego na koncie. A przecież, gdy się przyjrzeć temu wszystkiemu nieco uważniej, są to od lat wciąż ci sami ludzie w rozmaitych konfiguracjach, mający spory wkład w kondycję współczesnej Polski. Dokonali tego myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Nie jest oczywiście tak, że wszyscy są tak samo winni i wszyscy zrobili tyle samo dobrego. Jednak o sukcesach lubią mówić, a błędy chcieliby przemilczeć. Nas partyjne przepychanki interesują bardzo umiarkowanie, a po 16 latach edycji pisma możemy powiedzieć, że to wszystko już przerabialiśmy – i opcje polityczne, i partie, i idee, i slogany, i wizje, i obietnice, i nadzieje, i rozczarowania. Znamy to na pamięć. I znamy jałowość partyjnych przepychanek i pyskówek, w których cieniu pozostają wciąż nierozwiązane problemy.
W niniejszym numerze „Nowego Obywatela” sporo piszemy właśnie o problemach systemowych. Wywiad z Adrianą Porowską ukazuje nam straszną rzeczywistość osób bezdomnych oraz sposobów pomagania im, sposobów nierzadko rozbijających się o brak sensownej polityki państwa. Piotr Wójcik porusza temat pokrewny i opisuje niedobory – bardzo poważne – polskiej polityki mieszkaniowej oraz ich skutki. Rafał Bakalarczyk omawia problemy seniorów w naszym kraju, a także rosnącą skalę tego zjawiska. Z rozmowy z dr. Michałem Wolańskim dowiemy się natomiast sporo o tym, jak wygląda rozkład transportu zbiorowego na polskiej prowincji. Z kolei wywiad z Martą Dzido i Piotrem Śliwowskim obnaża słabości polskiego kultywowania pamięci o bohaterach niedawnej przeszłości oraz mielizny polityki kulturalnej. Wszystkie te materiały prowadzą do smutnych wniosków na temat stanu państwa. Staramy się jednak nie tylko „narzekać”. Z artykułu Karola Trammera dowiecie się, jak wygląda odrodzenie tramwajów w polskich miastach, a Olga Drenda opisuje oddolne przywracanie pamięci o kulturze ludowej.
W tym numerze sporo miejsca poświęciliśmy także zagranicy i problemom globalnym. Rozmowa z Flávio Eiró szczegółowo omawia program, dzięki któremu w Brazylii miliony ludzi udało się wyrwać z nędzy i marginalizacji. Przed wyborami w USA pokazujemy, że elektorat prawicowego demagoga składa się w pewnej mierze z ludzi, którzy są, a raczej mogliby być naturalnym elektoratem rozsądnej lewicy. Inny z tekstów omawia rzecz w Stanach Zjednoczonych niesłychaną – identyfikację wykształconego młodego pokolenia z klasą robotniczą oraz przyczyny tego stanu rzeczy. Z kolei Krzysztof Wołodźko recenzuje książkę, która pokazuje, że coraz bardziej zarysowuje się nam wybór między prospołeczną i ekologiczną gospodarką a barbarzyństwem i krachem dzikiego kapitalizmu.
A oprócz tego, poza wszelkimi blokami tematycznymi, choć nie bez znaczenia dla odpowiedzi na pytanie, kto jest winny obecnemu stanowi Polski, mamy dla Was wywiad z dr. hab. Tomaszem Zaryckim. Stawia on kontrowersyjną tezę, że Polską rządzą inteligenci…
To oczywiście nie wszystkie materiały, które przygotowaliśmy. Zapraszam do lektury!
przez Remigiusz Okraska | niedziela 2 października 2016 | Lato 2016
Stare ludowe porzekadło mówi, że zanim gruby schudnie – chudy umrze. Pochodzi ono oczywiście z tych dawnych czasów, w których otyłość była synonimem zamożności pozwalającej uzyskać „słuszną” tuszę, gdy inni przymierali głodem.
Przypominam sobie te słowa za każdym razem, gdy docierają do mnie narzekania rozmaitych pracodawców, przedsiębiorców, biznesmenów, ludzi z kadry kierowniczej czy przedstawicieli klasy średniej na to, jak to oni mają ciężko, źle, harują, poświęcają się, cierpią, odmawiają sobie tego czy tamtego, a już szczególnie o tym, że państwo i ojczyzna są dla nich takie nieprzyjazne. Śmiech mnie pusty ogarnia, gdy słucham tego wszystkiego, bo w Polsce to nie oni, silni, mają najgorzej. Najgorzej mają słabi. To oczywiście żadne odkrycie, raczej zupełnie banalna teza, że słabi mają najgorzej. Tyle że gdzie indziej państwo tych słabych czy słabszych wspiera na różne sposoby, żeby im nieco ulżyć w zmaganiach z losem, wolnym rynkiem, kiepskim startem w dorosłość czy z trudną, niekoniecznie udaną przeszłością. U nas jest zazwyczaj odwrotnie – słabsi są poza kręgiem zainteresowania państwa lub wręcz dostają od niego po głowie.
O tym właśnie piszemy sporo w bieżącym numerze „Nowego Obywatela”. Zaczynamy od wstrząsającego – przynajmniej dla mnie, choć tyle już przecież widziałem, słyszałem, czytałem – wywiadu z Katarzyną Dudą. Zbadała ona to, w jakich warunkach pracują ci najsłabsi ze słabych – ochroniarze, sprzątaczki itp. – których za nasze wspólne pieniądze zatrudniają instytucje publiczne. Po lekturze chce się wyć z wściekłości.
Podobne wnioski płyną z innej naszej rozmowy, w której Maria Libura analizuje problemy polskiego systemu opieki zdrowotnej. Z kolei Rafał Bakalarczyk w swoim tekście ukazuje nam, co nie działa w systemie wsparcia socjalnego i jakie grupy lądują w efekcie na marginesie – i co z tym wszystkim należy zrobić, jeśli mamy im pomóc. Piotr Wójcik zastanawia się natomiast, jak powinno wyglądać państwo, które pomaga słabym i pozwala im wyzwolić potencjał tłamszony obecnie koniecznością ciągłej walki o przetrwanie.
Patrzymy też w przeszłość i w dal. Jeden z artykułów opisuje początki chrześcijaństwa jako ruchu tych, których pewna niemodna dziś pieśń nazywała „wyklętym ludem ziemi”. Inny z tekstów zabiera nas w czasy i realia mało znane, bo dzisiejsze nauczanie historii ma za nic słabych – do epoki śląskich buntów przeciwko feudalnemu wyzyskowi. A skoro już jesteśmy przy historii, polecam także nasz wywiad z prof. Jerzym Eislerem. Opowiada on o tym, jak niegdyś „wyklęte” wątki i postaci stały się modne i popularne, i dziś to one spychają w cień wszystko, co bardziej zniuansowane, mniej modne czy słabiej promowane. Z kolei Olga Drenda – autorka jednej z głośniejszych książek ostatnich tygodni, „Duchologii” – przypomina o zjawisku zupełnie dziś marginalnym, niepopularnym, a nierzadko wyśmiewanym, czyli o kulturze robotniczej.
Inni autorzy ukazują innych słabych. Jak wyrzut sumienia zamożnego i rozwiniętego świata brzmi artykuł Marcina Rzepy o ogromnej cenie płaconej przez rdzenną ludność odległych krain za taki rozwój, który dla ofiar tego procesu jest wyłącznie regresem. W numerze mamy również rozważania o tym, że wielu dzisiejszych pariasów już wkrótce może zacząć mieć jeszcze więcej problemów, bo… nadchodzą roboty. Jeśli tego nie przemyślimy dobrze i nie zadbamy o słabszych, czeka nas koszmar.
To oczywiście nie wszystkie materiały, które przygotowaliśmy dla Was. Zapraszam do lektury!
przez Remigiusz Okraska | piątek 30 września 2016 | Wiosna-2016
Zmienił się rząd, zmienił parlament, zmieniają obsady instytucji publicznych. Czy zmieni się Polska? Jak się zmieni? Czy przeciętni Polak i Polka będą za rok czy kilka lat mogli z przekonaniem powiedzieć, że żyje im się lepiej? Czy tak powiedzą również ci z nich, którzy nie popierają rządzącej opcji politycznej? To najważniejszy sprawdzian.
Bo w Polsce niezmiennym trendem, bez względu na przemijające rządy i ulotne obietnice, było lekceważenie ludzi. Tych szarych, zwykłych, bez wielkich pieniędzy, znajomości, takich czy innych „dojść” itp. Choć ogromną większość społeczeństwa stanowią pracownicy najemni, przez lata i dekady słyszeliśmy głównie narrację pracodawców i przedsiębiorców. Jeśli mówili ci ostatni, to zazwyczaj prezesi wielkich firm i środowisk lobbystycznych, nie właściciel(ka) straganu czy punktu naprawy AGD. Choć mamy milionowe masy konsumentów, trudno szukać ich głosu w mediach, pełno jest tam natomiast reklam i opinii tych, którzy coś im sprzedają. Zwykły człowiek ma płacić podatki – procentowo znacznie wyższe niż płacone przez zamożnych – i siedzieć cicho. Gdy chce pracy – jest „roszczeniowy”. Gdy nie ma pracy i chce zasiłku – jest „leniem” albo „cwaniakiem”. Gdy nie idzie na wybory – jest nieodpowiedzialny. Gdy głosuje nie na tych, którzy akurat rządzą, jest – do wyboru, do koloru – „ciemniakiem”, „populistą”, „lemingiem”. I tak dalej.
To nie jest kraj dla zwykłych ludzi. Dlatego 2 miliony Polaków wyjechały za granicę, a przyrost naturalny mamy jeden z najniższych w Europie. Dlatego prawie 70% Polaków nie działa w żadnej organizacji społecznej. Dlatego frekwencje wyborcze są mizerne. Bo skoro mamy siedzieć cicho, to siedzimy. Bo czujemy, że niewiele od nas zależy, że nikt nas nie słucha, nikogo nie obchodzimy. Tymczasem nie będzie Polski bez Polaków. Czy to miałaby być Polska „moherowa” czy „lemingowa”, a może jeszcze jakaś inna, musi to być Polska, która oprze się na barkach swoich obywateli, przekonanych, że ich wysiłki mają sens i są doceniane, a oni sami mają nie tylko płacić podatki i siedzieć cicho. W przeciwnym razie będzie to Polska wyjeżdżająca, wymierająca czy obojętniejąca coraz bardziej.
O tym m.in. piszemy w bieżącym numerze. Rozmowa z dr Sylwią Urbańską poświęcona jest losom Polek-emigrantek – kobiet, które uciekły przed biedą, brakiem perspektyw, przemocą i obojętnością czy bezradnością instytucji. W ich losach skupia się wszystko to, co było w naszym kraju najgorsze – taka forma państwa, z której nic dobrego nie wynika dla zwykłych ludzi. Podobne wnioski wyłaniają się z rozmowy z dr. Adamem Mrozowickim o losach – co za niemodny termin – klasy robotniczej po roku 1989: zdradzonej, lekceważonej, pozbawionej głosu, zapomnianej. Z kolei analiza Marcina Malinowskiego przedstawia plan takiego rozwoju Polski, który uwzględniłby interesy szerokich rzesz obywateli w perspektywie długofalowej i związanej z wieloma aspektami rzeczywistości, w tym takimi, na które elity rzadko zwracają uwagę. O taką tematykę zahacza także kilka innych tekstów – o transporcie publicznym, nierównościach społecznych, potrzebie odzyskania państwa.
Oczywiście przygotowaliśmy także wiele innych materiałów. W dziale historycznym pokazujemy, jak przeciwko niesprawiedliwościom walczono dawniej w Polsce i na świecie. Przedstawiamy pozytywne przemiany w Boliwii, ale także tamtejsze lekceważenie najsłabszych ze słabych. Pokazujemy, jak z kolan wstają chińscy robotnicy i jak intelektualiści z dawnych kolonii zrywają z perspektywą silnych i możnych w opisie przeszłości ich ojczyzn. Piszemy o problemach z GMO i o kryzysie światowego systemu ekonomicznego. I o jeszcze kilku sprawach. A na koniec Andrzej Muszyński zabiera nas w świat islamu i pokazuje jego wymiar, który nijak ma się do tego, czym w ostatnich miesiącach bombardują nas media.
Zapraszam do lektury!.
przez Remigiusz Okraska | wtorek 24 listopada 2015 | Jesień 2015
Okładka tego numeru wprost nawiązuje do tekstu, którego autor stawia tezę, że jesteśmy (neo)kolonią. Czyli terytorium, grupą ludzi i zbiorem różnych aktywów eksploatowanych przez podmioty zewnętrzne wbrew naszemu interesowi. Teza nie jest nowa, na naszych łamach gościła już wielokrotnie, ale tym razem zdecydowaliśmy się na próbę całościowego, choć syntetycznego opisu zjawiska. Gdy założymy, że jest ona prawdziwa, musimy patrzeć na Polskę i jej problemy zupełnie inaczej, niż gdyby chodziło o państwo niedoskonałe, lecz suwerenne, samodzielne i wewnątrzsterowne. Tak właśnie próbujemy spojrzeć na nasz kraj w niniejszej edycji „Nowego Obywatela”.
Teza o (neo)kolonialnym charakterze Polski nie musi być traktowana dosłownie – że oto jesteśmy krajem, w którym jacyś inni rozgrywają swoje interesy naszym kosztem. Może też zazębiać się z przekonaniem, że zamiast instytucji służących obywatelom mamy tu pustkę, atrapę czy strukturę skierowaną tam, gdzie akurat popchnie ją ktoś odpowiednio silny. Taki obraz wyłania się z dwóch wywiadów zamieszczonych w tym numerze. Rafał Matyja opowiada o słabości polskiego państwa, bezwładnym dryfie jego struktur oraz o klasie politycznej pozbawionej „instynktów” propaństwowych i myślenia w kategoriach długofalowego interesu Polski. Z kolei Dawid Sześciło mówi o stopniowej dewastacji tego, co nazywane bywa dobrem wspólnym, a co jest niszczone przez wolny rynek, biznes i grupy interesu.
W tę tematykę wpisują się trzy inne teksty. Jeden poświęcony jest obronie ZUS-u, który mimo swoich niedoskonałości stanowi swego rodzaju instytucjonalny szkielet państwa i wspólnoty w perspektywie dekad i pokoleń, a nie kolejnych newsów, skandali czy politycznych pyskówek i kampanii wyborczych. Jego funkcje i mechanizmy łączą kilka generacji Polaków, zabezpieczają im byt w okresie starości oraz realnie, nie na poziomie gołosłownych deklaracji, realizują ideał wspólnotowości.
Natomiast rozważania o niedawnym głośnym przetargu na śmigłowiec dla polskiej armii wskazują, jak daleka od faktycznego służenia naszemu krajowi jest obecna polityka wojskowo-gospodarcza i jak niewiele wspólnego z rzeczywistością mają przepychanki kilku rzekomo krajowych producentów uzbrojenia. Jeszcze inny artykuł, choć dotyczy głównie zagranicy, ukazuje na przykładzie pociągów pasażerskich, na czym polega nie tylko dbałość o wysoki poziom konkretnych usług, ale także jaka powinna być społeczna rola systemu kolejowego oraz postawa narodowych przewoźników wobec społeczeństwa.
Zagranica jest dla nas także punktem odniesienia w innym tekście. Omawia on bardzo ciekawy ruch społeczny z kraju, który przez dekady borykał się z problemami typowy właśnie dla uzależnienia (neo)kolonialnego. Mowa o brazylijskich chłopach pozbawionych ziemi, organizujących się w celu zasiedlania i uprawy nieużytków rolnych. To nie tylko historia odważnego buntu ludzi pozbawionych praw – to także opowieść o Dawidzie zwyciężającym Goliata, choć mało kto postawiłby choć grosz na to zwycięstwo. Jednym z powracających motywów w naszym piśmie jest ukazanie, że jeszcze biedniejsi, bardziej sponiewierani i mający mniej perspektyw niż my potrafią odnieść sukces w zmaganiach z niesprawiedliwym porządkiem. Należy wierzyć, mieć nadzieję i walczyć – bez tego na zawsze zostaniemy w kiepskiej sytuacji.
W tym duchu – stawiania sobie pozytywnych celów i pracy na ich rzecz – utrzymany jest jeszcze inny artykuł. Mówi on o konieczności zmagań o skrócenie czasu pracy. Postulat ten wydaje się utopijny w świecie, w którym raczej zmusza się nas do wysiłku wciąż dłuższego, odchodząc od dawno wywalczonego 8-godzinnego dnia pracy. Autorzy tekstu przekonują jednak, że krótsza dniówka jest konieczna, jeśli chcemy myśleć o rozwiązaniu wielu problemów społecznych, w tym bezrobocia.
To oczywiście nie wszystko, co przygotowaliśmy dla Was w tym numerze. Zapraszam do lektury.
PS. Niniejszy numer „Nowego Obywatela” ukazuje się w 15. rocznicę wydania debiutanckiej edycji naszego czasopisma (tamten ukazał się pod nazwą „Obywatel”, która towarzyszyła nam przez pierwszą dekadę). Niestety trudna sytuacja materialna pisma sprawia, że nie mamy możliwości świętowania tego 15-lecia. Pozostaje nam więc jedynie wierzyć, że przetrwamy kolejne lata oraz podziękować wszystkim Czytelnikom za wspieranie czasopisma przez cały miniony okres lub jego część.
przez Remigiusz Okraska | czwartek 13 sierpnia 2015 | Lato 2015
Prace nad niniejszym numerem kończyliśmy w momencie, gdy decydowały się losy Grecji. Kraju, którego niedawne perypetie są wręcz modelowe dla wyjaśnienia, jak działa współczesny system polityczno-finansowy. Kraju, który przodował w „przedsiębiorczości”, czyli ilości zakładanych małych firm, a także w „optymalizacji podatkowej”, czyli w niepłaceniu należności państwu. Kraju, który w ramach reakcji na kryzys został rozliczony nie z tych zjawisk i ich skutków, lecz z rzekomego „życia ponad stan”, „socjalu” i „lenistwa”, a przepisane mu kuracje w duchu liberalnym okazały się mieć skutki odwrotne niż zapowiadano. Zwiększyły bezrobocie, zdusiły popyt wewnętrzny, spotęgowały zadłużenie. I kraju, który zamiast realnej pomocy otrzymał w ramach Unii Europejskiej kilka kopniaków i zestaw szantażów, a zamiast rozliczenia rzeczywiście winnych postanowiono ukarać zwykłych obywateli i pogorszyć ich poziom życia, już i tak nadszarpnięty w efekcie kryzysu.
Wisiało to w powietrzu od dawna, ale teraz maski spadły. „Wspólnota europejska” nie jest wspólnotą, lecz poletkiem realizacji interesów kilku silnych państw oraz powiązanego z nimi wielkiego kapitału. O tym, że tak się to prawdopodobnie skończy, opowiada nam Tomasz Grzegorz Grosse w wywiadzie poświęconym przyszłości Unii Europejskiej. Rozmowa przeprowadzona przed apogeum wydarzeń związanych z postawą Unii wobec Grecji mówi o tym, jaka mogłaby być Europa i jaka – zupełnie inna – niestety prawdopodobnie będzie. I że trudno na nią liczyć nie tylko w Grecji, ale także w Polsce. Koniec nadziei i złudzeń nadszedł szybko.
Bo chyba w ogóle coś się kończy. Mamy satysfakcję, że dominujący model społeczno-gospodarczy krytykowaliśmy od samego początku wydawania pisma. Wiele osób i środowisk było od nas bardziej cierpliwymi, strachliwymi, wyrozumiałymi, miało nadzieje na zmianę kursu czy lepsze efekty tego wszystkiego, a bywało też sporo intelektualnego lenistwa i interesowności spod znaku przytakiwania silnym i możnym. Dziś poza najbardziej twardogłowymi doktrynerami oraz beneficjentami istniejących rozwiązań coraz trudniej o takie postawy. Ba, można wręcz mówić o pewnej modzie na krytycyzm wobec realiów. Ale o tym nie warto pisać. Warto natomiast być co najmniej o krok przed spóźnionymi i niemrawymi diagnostami, czyli zaproponować sposoby wyjścia z matni.
O tym piszemy w bieżącym numerze sporo. Guy Standing, autor głośnej teorii nowej klasy społecznej – prekariatu, opowiada o perspektywach buntu dzisiejszych przegranych. Warto wobec niektórych jego tez – np. krytyki związków zawodowych czy zarzutów wobec osób zatrudnionych wciąż na etatach – zachować dystans, ale na pewno nie można odmówić Standingowi pewnej racji, gdy staje się swoistym sejsmometrem przemian społecznych.
Jednym z ważniejszych tekstów w numerze jest program naprawy państwa polskiego, aby realizowało ono interesy obywateli, a także odzyskało ich zaufanie. Państwo to jednak nie tylko odległa struktura, lecz również codzienność. O tym, że wygląda ona źle w „Polsce B”, mówi dr Łukasz Zaborowski, który proponuje także zmiany dotychczasowych rozwiązań. Naprawie rzeczywistości na szczeblu lokalnym poświęcił artykuł również Bartłomiej Grubich, który krytycznie analizuje tzw. budżety obywatelskie, o których mówi się zwykle w superlatywach. Z kolei trzech urbanistów przygotowało dla nas garść uwag dotyczących tego, jak planować, kształtować i tworzyć nasze miasta, aby były bardziej dla mieszkańców, a mniej dla wpływowych i zamożnych grup interesu.
Jak zwykle, także i teraz mamy dla Was porcję ekonomii. Pierwszy tekst mówi o tym, jak powinna wyglądać w Polsce „druga transformacja”, korygująca błędy tej pierwszej sprzed ćwierci wieku. Inny artykuł pokazuje błędy polskiej polityki gospodarczej w kontekście teorii odległej od „klasycznej” ekonomii liberalnej i wskazuje, że kraje takie jak nasz powinny robić coś zgoła innego niż zalecają mainstreamowi eksperci. Z kolei rozważania o przyczynach kryzysu w USA podkreślają, czego robić absolutnie nie należy – zastępować polityki społecznej i rozwojowej spiralą kredytów i liczeniem, że każdy poradzi sam sobie.
To oczywiście tylko część tego, co przygotowaliśmy w niniejszym numerze. Z pozostałych tekstów warto zwrócić szczególną uwagę – także po to, żeby przypomnieć sobie, iż świat nie składa się wyłącznie z polityki i ekonomii – na ten autorstwa jednego z lepszych reportażystów młodego pokolenia, Andrzeja Muszyńskiego, który zabiera nas na iście baśniową wędrówkę w Tatry.