Dania obniża temperaturę

Dania obniża temperaturę

Rząd Danii ogłosił program ograniczenia zużycia energii. W ramach oszczędności od 1 października w budynkach użyteczności publicznej temperatura ma zostać obniżona do 19 stopni Celsjusza poza szkołami, szpitalami i domami opieki.

Jak informuje portal pulshr.pl, do tej pory w urzędach panowała temperatura w granicach 21-23 stopni. Chcemy też skrócić sezon grzewczy, jak również zrezygnować ze zbędnego oświetlenia na zewnątrz. Iluminacje budynków są piękne, ale bez praktycznego znaczenia, nie powinny być włączane – zapowiedział minister klimatu i energii Dan Jorgensen.

Rząd zlecił również kampanię zachęcającą Duńczyków do oszczędzania energii, na przykład poprzez uszczelnianie okien oraz korzystanie z prądu poza godzinami szczytu. Dyrektor Duńskiej Agencji Energii, Kristoffer Bottzauw przyznał, że w przypadku wystąpienia mroźnych dni konieczne możliwe będzie czasowe wstrzymanie dostaw gazu dla firm. Priorytetem mają być domy prywatne oraz szpitale.

Wojna równa się inflacja

Wojna równa się inflacja

Po pół roku od rosyjskiej agresji na Ukrainę wojna spowszedniała polskiemu społeczeństwu. Już nas tak nie gorączkuje, na co dzień żyjemy swoim życiem i od czasu do czasu sprawdzimy newsy, jak ma się sytuacja na froncie. Tyczy się to szczególnie debaty politycznej, w której bieżące starcia wyjęte są często z całego międzynarodowego kontekstu, a tak trapiące Polaków problemy jak drożyzna i coraz wyższe rachunki stanowią niezrozumiały dla wielu festiwal wzajemnych oskarżeń.

Ukraińcy płacą daninę krwi, my na szczęście nie musimy ponosić najwyższej ofiary. Płacimy jednak cenę wojny w postaci nomen omen cen w sklepach. Warto więc zrobić przegląd tego, w jaki sposób półroczne działania wojenne na Ukrainie wpływają na ceny produktów. Niektóre z nich mogą być nieoczywiste.

1. Osłabienie złotego

Waluty krajów położonych w pobliżu sfery konfliktu zbrojnego straciły na wartości i mają gorszy kurs. Stało się tak, ponieważ spadło bezpieczeństwo inwestycji z powodu zagrożenia wojną. Rynek od razu zareagował na rosyjską agresję tuż obok, bo staliśmy się obszarem podwyższonego ryzyka. Inwestorzy przerzucają się też w takiej sytuacji na waluty pewniejszych krajów, jak na przykład dolar amerykański. To wszystko powoduje, że kurs złotego wobec dolara orbituje obecnie w granicach 4,75 zł za dolara, przy około 4 zł tuż przed wojną. Podobny proces nastąpił w stosunku do euro, które notabene samo również straciło w stosunku do dolara. W tej chwili cena za euro dochodzi do 4,75 zł (na początku marca w pewnym momencie cena za jedno euro oscylowała wręcz wokół 5 zł), przy niespełna 4 zł w dniach poprzedzających atak na Ukrainę. To znaczące różnice.

Im gorszy kurs wobec dolara i euro, tym wszystko, co sprowadzamy, jest droższe, więc cena końcowa i ogólna inflacja są wyższe. Im kraj jest mniej samowystarczalny i więcej importuje produktów i półproduktów, tym większy będzie mieć wzrost cen w takiej sytuacji.

Na wartości straciły także wszystkie inne waluty krajów w pasie przyfrontowym. W zbliżonym stopniu osłabły czeska korona i bułgarska lewa, odrobinę mniej, ale wciąż odczuwalnie został osłabiony rumuński lej. Na łeb i szyję poleciał węgierski forint, tracąc dokładnie dwadzieścia pięć procent wartości w stosunku do dolara (w lutym za tysiąc forintów można było kupić 3,2 dolara, pod koniec sierpnia już tylko 2,4 dolara). Waluta krajów nadbałtyckich, będących w strefie euro, siłą rzeczy tak nie osłabła, nie uchroniło ich to jednak przed pojawieniem się wzrostu cen innymi kanałami i najwyższą inflacją w Unii Europejskiej.

Pewien wpływ na kursy walut będą oczywiście miały działania banków centralnych, na czele z podnoszeniem stóp procentowych. Jednak wpływ ten w aktualnej sytuacji na świecie jest mocno ograniczony, a cały rejon dotyka zbliżona inflacja mimo różnie prowadzonej polityki pieniężnej. Żaden bank centralny nie jest w stanie w pełni zniwelować skutków wojny, stąd nie należy się w najbliższym czasie spodziewać, że za dolara czy euro będziemy płacić tyle, co na początku roku.

2. Szoki podażowe

Rosja jest nie tylko czołowym eksporterem ropy, gazu czy metali rzadkich, co jest dość powszechną wiedzą, ale także żywności i przede wszystkim nawozów. Ukraina też plasuje się wysoko, szczególnie jeśli chodzi o zboża. Rosja jest największym eksporterem pszenicy na świecie, a Ukraina piątym, razem odpowiadają za istotną część światowej podaży pszenicy i nagle obydwa te państwa wypadają z rynku. Rosja przez sankcje, a Ukraina przez fakt, że na jej terenie toczą się działania wojenne, a porty takie jak Odessa, gdzie odbywa się eksport zbóż, są zablokowane. Pojawia się więc szok podażowy: jeśli czegoś jest mniej lub są trudności z dostępem do produktu, to ceny idą w górę. W skrajnych przypadkach mogą wystąpić niedobory produktów na rynku (choć scenariusz totalnego braku żywności bardziej dotyczy Afryki Północnej niż naszego regionu). Globalizacja i silnie urynkowienie wielu sektorów gospodarki powodują, że nawet jeszcze bez fizycznych problemów z dostawami czy ilością produktu na rynku ceny wielu podstawowych rzeczy na giełdach światowych – od ropy po zboża – poszybowały do góry zaledwie kilka godzin po ataku na Ukrainę. Tak zglobalizowana gospodarka rynkowa reaguje na kryzysy.

Już w marcu 2022 r. światowy indeks cen żywności wzrósł do 159,3 pkt., osiągając najwyższy poziom w historii. Najbardziej odczuwaliśmy to we wzroście cen zbóż i olejów, który podwyższa też ceny pasz, a w konsekwencji ceny mięsa. Nie będzie przesadą stwierdzić, że w wyniku szoków podażowych wywołanych wojną na Ukrainie drożeją praktycznie wszystkie produkty żywnościowe.

Czynnikiem, który jednak wydaje się kluczowy w kwestii cen żywności zarówno teraz, jak i na przyszłość, są nawozy. Znacząca rola Rosji, a także Białorusi w dostarczaniu nawozów, szczególnie na rynek europejski, już teraz odbija się problemem z dostępnością i znacznym skokiem ceny. W dodatku szaleją ceny gazu, który jest niezbędny przy procesie produkcji nawozów. Razem tworzy to combo determinujące wysokie ceny żywności. Według wyliczeń Polskiego Funduszu Rozwoju w 2021 roku nasz import nawozów z Rosji to 27 procent rynku nawozów w Polsce, a z Białorusi 14 procent. Łączny import od wschodnich sąsiadów to niewiele mniej niż połowa wszystkich nawozów używanych w naszym kraju. Z chwilą wybuchu wojny i nałożenia następnie sankcji doszło więc do nawozowego armagedonu. Sytuacja na rynku jest bardzo trudna. W chwili, gdy piszę te słowa, polskie zakłady produkujące nawozy, które i tak nie są w stanie zaspokoić wewnętrznego zapotrzebowania, robią przerwy przygniecione cenami gazu.

3. Surowce energetyczne

Surowce są zazwyczaj kluczowym elementem, który napędza inflację. Czemu surowce mają tak duży wpływ na ceny w sklepach?

Ponieważ rozlewają drożyznę na kolejne sektory gospodarki. Wzrost kosztów w jednej branży generuje wzrost kosztów w drugiej. Tworzą się całe łańcuchy zależności, np. droższy gaz = droższe nawozy = droższa żywność w sklepie. Firma dostająca wyższy rachunek za prąd czy gaz będzie także zmuszona podnieść końcową cenę towaru lub usługi.

Warto zaznaczyć, że problem z rosyjskimi surowcami nie zaczął się 24 lutego. Rosjanie już od połowy 2021 roku zmniejszali przesył gazu do krajów UE, tworząc sztuczną sytuację rynkową i podbijając wzrost cen. Obecnie również mamy obniżone przesyłanie surowców do Europy, a nawet przerwy w ich dostarczaniu, co jest celowym działaniem mającym podbić ceny na rynku i nakręcać drożyznę w krajach uznawanych za nieprzyjazne.

Nasz kraj, w przeciwieństwie do na przykład Węgier, próbuje iść drogą pełnego embarga i rezygnacji z rosyjskich surowców, co sprawia, że musimy to odczuć w portfelu. Zmiany dostawców zazwyczaj nie da się zrobić szybko i bezboleśnie, szczególnie w takiej sytuacji politycznej i przy tak dużych wzrostach cen. Polska przez odmowę zapłaty w rublach została już 27 kwietnia odcięta od rosyjskiego gazu dostarczanego Gazociągiem Jamalskim. W tej chwili musimy kupować gaz z innych źródeł za cenę, którą dyktuje rozhuśtany rynek. Co prawda ceny gazu są częściowo mrożone przez państwo, by chronić społeczeństwo przed nagłym wzrostem i te podwyżki, choć dotkliwe, są i tak mniejsze niż aktualna cena na wolnym rynku. Jednak im dłużej będzie trwał taki proceder, tym trudniej będzie abstrahować od realiów rynkowych. Osłona nie dotyczy też wszystkich, a wyłącznie klientów indywidualnych albo jednostek specjalnego znaczenia, np. szpitali czy hospicjów.

Pojawia się tu również kwestia ropy i cen na stacjach benzynowych, żywotnie dotykająca wiele osób i firm. Niestety jesteśmy całkowicie zależni od cen na rynkach światowych i niekorzystnego po osłabieniu złotego kursu walutowego. Trwa oczywiście dyskusja, na ile rodzime spółki paliwowe mogłyby zrezygnować z marży (i nie być przy tym oskarżone o dumping cenowy), ale byłyby to niewielkie różnice.

Ważnym sektorem, dla którego istotne są ceny surowców, jest cały obszar energetyki i związana z nim dekarbonizacja i transformacja energetyczna, którą w dużej mierze mamy jeszcze przed sobą. Mamy w tej dziedzinie wiele lat zaniedbań, co obciąża wszystkie ekipy rządzące w Polsce po 1989 roku, włącznie z obecną. Posiadamy niewielki procent odnawialnych źródeł energii w naszym miksie energetycznym, a tak ważne dla suwerenności energetycznej elektrownie atomowe są od dekad wyłącznie na papierze. Można zauważyć, że kraje z rozbudowaną energetyką jądrową, a co za tym idzie większym bezpieczeństwem energetycznym i mniejszą zależnością od kopalin, mniej odczuwają wzrost cen, nie będąc tak podatne na wywołane przez Rosję szaleństwo cenowe na rynku surowców.

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki w ostatnich dniach zarekomendował rządowi mrożenie taryf energii i ciepła dla wybranych grup klientów w 2023 roku. Mimo tego i tak czekają nas podwyżki – pytanie tylko, czy kilkusetprocentowe czy „zaledwie” kilkudziesięcioprocentowe, wszystko zależy od przyjętej strategii. Eksperci mBanku szacują, że przy obecnych cenach zamrożenie w 2023 roku ceny prądu i gazu dla gospodarstw domowych kosztowałoby koncerny energetyczne nawet 90 mld zł. Wydaje się, że państwo nie będzie w stanie tego sfinansować.

Miejmy też świadomość, że zamrożenie ceny nie obejmuje w dużej mierze biznesu, który od początku odczuwa skoki cen wszystkich surowców energetycznych na giełdach światowych, co przekłada się na ceny towarów i usług nad Wisłą.

4. Kilka milionów uchodźców

Ilość produktów jest ograniczona, a nagle przewija się kilka milionów nowych konsumentów (oni też przywożą swoje pieniądze i wymieniając je, wprowadzają do naszego obiegu). Zwiększona liczba osób musi skutkować zwiększonym zapotrzebowaniem na produkty. Mimo że obecna inflacja ma głównie charakter podażowy, to chcąc być uczciwym w przedstawieniu wieloaspektowego wpływu wojny na ceny, trzeba odnotować, że nagła migracja tak dużej liczby osób też dokłada popytową cegiełkę proinflacyjną, a przynajmniej utrudnia opanowanie sytuacji. Nie jest to najważniejszy faktor, ale warto pamiętać, że Polska jako słusznie przyjmująca najwięcej uchodźców z Ukrainy, odczuwa bardziej skutki wojny niż większość krajów w Europie.

5. Marże i panika

Spirala cenowo-marżowa to pojęcie, na które zwracają uwagę ekonomiści związani z Polską Siecią Ekonomii, na czele z Janem Zygmuntowskim czy Michałem Możdżeniem. Polega ona na tym, że firmy wykorzystują wojnę i inflację do windowania cen. Czemu? Bo mogą. Społeczeństwo i tak jest spanikowane drożyzną, że przyjmie każdą cenę.

Dochodzi do sytuacji, w której obiektywne warunki i ponoszone koszty nie uzasadniają aż takiego wzrostu cen, a ceny wciąż rosną, bo rynek przyzwyczaił się do drożyzny. W ostatnich miesiącach ceny niektórych półproduktów spadły, a mimo to wiele firm nie wróciło już do dawnych cen, cały czas pchając je w górę. Tyczy się to głównie tych sektorów gospodarki, które są zdominowane przez kilku dużych graczy, oligopole mogące narzucić cenę rynkowi. W konsekwencji także małe firmy mają wtedy tendencję do podciągania z cen do góry. Niedawno głośna była sprawa działania mafii węglowej, podmiotów, które wykorzystując sytuację na rynku i fakt, że ludzie czymś muszą palić w zimie, żeby nie zamarznąć, dyktują horrendalne ceny węgla z gigantycznymi marżami.

Również obniżki czy wręcz zawieszenie na pewien czas VAT-u w ramach tarczy antyinflacyjnej na różne produkty było wykorzystywane przez sklepy do podwyższania cen tuż przed wejściem przepisu w życiu, by potem, nawet po usunięciu podatku z ceny produktu, wciąż notować dodatkowy zysk. Znamienny jest tu przykład sieci Biedronka, której iluzoryczne promocje związane z inflacją stały się przedmiotem postępowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Taka sytuacja jest możliwa najczęściej wtedy, gdy jest duża przestrzeń do podwyżek w społeczeństwie. To znaczy im więcej jest paniki, inflacyjnej histerii w mediach, pokazywania paragonów grozy, straszenia drożyzną i przekonania ludzi o inflacyjnej hekatombie. Tym łatwiej przepychać wtedy firmom wysokie ceny i utrzymywać je, nawet gdy obiektywnie nie ma ku temu przesłanek. Zachowania konsumentów, którzy wpadają w panikę i wykupują na zapas jakiś towar (sytuacja z benzyną na początku wojny czy niedawne zawirowania z cukrem), stwarzają idealne warunki do tego typu praktyk.

Spirala cenowo-marżowa to bardzo niepokojące zjawisko i niestety prawie niezauważalne w mainstreamie naszej debaty ekonomicznej, zdominowanej przez paradygmat wiary w racjonalność rynków, podnoszone na forum publicznym jedynie przez kilku działaczy i polityków, głównie z lewej strony.

Podsumowanie

Jak widać, wpływ wojny obejmuje wiele aspektów i odbywa się na różnych poziomach. Wyraźnie można zauważyć, że cała Europa Środkowo-Wschodnia ma mniej więcej taką samą inflację albo nawet wyższą niż nasz kraj. Ostatnie odczyty inflacyjne: Estonia 23,2%, Litwa 21,6%, Łotwa 21,5%, Polska 16,1%, Czechy 17,5%, Słowacja 13,6%, Rumunia 15%, Bułgaria 17,3%, Węgry 13,7% (w praktyce 16,7% po usunięciu cen administrowanych na podstawowe produkty), Mołdawia 33,5%. Uściślijmy też, że dane z Polski są świeże, zaś z większości krajów nie ma nowszych danych niż inflacja lipcowa, stąd z dużą dozą prawdopodobieństwa kolejne odczyty w tych państwach będą wyższe o kolejne punkty procentowe.

To nie jest przypadek, że dosłownie wszystkie kraje naszego regionu co do jednego, mając takie położenie geopolityczne i zbliżony model gospodarczy, zmagają się z wysoką inflacją, bo jesteśmy bardziej narażeni na skutki wojny niż np. Szwajcaria czy Dania.

Na koniec warto pamiętać, że mamy tu pewien efekt nakładania się dwóch dużych procesów: znaczący wzrost cen w wyniku wojny na Ukrainie nałożył się na wcześniejszy wzrost cen wywołany pandemią. Nastąpił rozjazd między pocovidowym odbiciem się gospodarek a problemami podażowymi wynikającymi z przytkania i wydłużenia się łańcuchów dostaw. Co można było zaobserwować w różnym nasileniu zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Zatem wojenny wzrost cen padł na już rozbudzone oczekiwania inflacyjne i rozregulowany pandemią globalny rynek.

Prognoza opublikowana przez departament analiz ekonomicznych NBP, która pokrywa się w znacznym stopniu z przewidywaniami analityków największych banków, wskazuje, że wzrost cen osiągnie jednocyfrowy poziom pod koniec przyszłego roku i spadnie w okolice celu inflacyjnego, czyli 3,5 procent, w ostatnim kwartale 2024 roku. Będzie to wymagało zaistnienia światowych procesów dezinflacyjnych i bacznego przyglądania się przez instytucje państwowe sytuacji na rynku, szczególnie energetyki. To wszystko przy założeniu, że nie wydarzy się nic znaczącego i nieprzewidzianego, a wojna na Ukrainie nie będzie miała jakiegoś zaskakującego i jeszcze bardziej dramatycznego przebiegu, w szczególności eskalacji na inne obszary.

Wówczas prognozy mogą okazać się pisane patykiem na wodzie. Będzie towarzyszyła nam niepewność.

Maciej Anczyk

Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Gerd Altmann from Pixabay.

Musi być obiad

Musi być obiad

W każdej szkole podstawowej muszą być zapewnione obiady – a dokładnie jeden gorący posiłek – tak jak możliwość jego zjedzenia podczas pobytu w szkole. Taki obowiązek nałożyła na dyrektorów szkół nowelizacja ustawy Prawo oświatowe.

Jak informuje Portal Samorządowy, ustawodawca nie sprecyzował, że mają być to posiłki przygotowywane w szkolnej kuchni, więc catering zewnętrzny także jest dopuszczalny. Z tym zadaniem szkoły sobie doskonale radzą.

Dwudaniowy obiad dla ucznia kosztuje 5 zł. Przy czym uczeń, który jest głodny, a formalnie nie korzysta z obiadów, zupę zawsze może zjeść za darmo – mówi Jacek Rudnik, wicedyrektor szkoły w Puławach.

Jak to możliwe? Bo praca stołówki jest w pewnym sensie dotowana. – Samorząd zatrudnia pracowników stołówki, kupuje wyposażenie itd., więc rodzice płacą tylko za tzw. wsad do kotła – wyjaśnia Jacek Rudnik.

Zarówno rozwiązania stosowane przez szkoły, jak i ceny obiadów są różne. W każdym jednak przypadku rodzice, których na posiłek dla dziecka w szkole nie stać, mogą skorzystać ze wsparcia. Zapewniają je przede wszystkim ośrodki pomocy społecznej.

Na przykład w MOPS w Katowicach z dopłaty do obiadów w szkole mogą skorzystać dzieci rodziców, których dochód nie przekracza 150 proc. kryterium dochodowego, które określono na 792 zł dla osoby w rodzinie.

 

Związki biorą się za korporacje dostarczające jedzenie

Związki biorą się za korporacje dostarczające jedzenie

Związki zawodowe zaczynają aktywizować pracowników platformowych i biorą się za wielkie korporacje. Czy algorytmy zderzą się wreszcie ze zorganizowanym sprzeciwem? Czy zbliża się koniec dobrej passy dla Ubera i Bolta w Polsce?

Konfederacji Pracy Młodych – działająca w ramach OPZZ Konfederacja Pracy, jednego z większych i aktywniejszych związków zawodowych w Polsce – zrzeszająca młode pracownice i pracowników, przez dwa dni będzie prowadzić akcję zamawiania jedzenia, by dzięki temu mieć możliwość rozmawiać z dostawcami o warunkach pracy w jednej z najmniej uregulowanych branż w Polsce.

12 i 13 września pod budynkiem Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ) w Warszawie pojawi się punkt, w którym dostawcy jedzenia będą mogli odpocząć i zjeść dowożone przez nich samych posiłki. Akcja organizowana przez Konfederację Pracy Młodych ma na celu dotarcie do tych pracowników, którzy jak twierdzą związkowcy,
stanowią grupę szczególnie zagrożoną brakiem ochrony ze strony polskiego prawa pracy.

To jedna z pierwszych tak poważnie zaplanowanych i skoordynowanych prób dotarcia związków zawodowych do pracowników tej stosunkowo nowej branży w Polsce. Zdaniem związkowczyń i związkowców korporacje platformowe przez lata wykorzystywały brak regulacji obowiązujących w tym segmencie rynku zatrudnienia, fałszywie przedstawiając swoich pracowników jako samodzielnych zleceniobiorców i przedsiębiorców. To zaś odbierało pracownikom należne im prawa i ochronę wynikające z polskiego prawa pracy. Wśród trapiących pracowników problemów wymieniają m.in. brak ubezpieczenia, brak zabezpieczenia społecznego, problemy dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy.

Branża platformowa rzadko kiedy oferuje bowiem zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę. Kurierzy zatrudnieni w firmach takich jak Bolt czy Pyszne.pl funkcjonują najczęściej w ramach umowy zlecenia bądź umów B2B, powszechnie znanych jako umowy śmieciowe. Jako że rynek pracy platformowej nie doczekał się w Polsce stosownych regulacji w kwestii warunków zatrudnienia, o wynagrodzeniu przysługującym kurierom decyduje często algorytm, którego dokładne funkcjonowanie nie jest żadnemu pracownikowi znane. Konfederacja Pracy stawia sprawę jasno – dość wykorzystywania popularnych aplikacji przeciwko prawom pracowniczym!

 

Walka o godną płacę

Walka o godną płacę

Światowy Dzień Godnej Pracy obchodzimy z inicjatywy Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych dopiero 7 października, jednak już dziś wiadomo, że tematem przewodnim dnia będzie nawoływanie do dążenia do sprawiedliwości płacowej, także poprzez strajk.

Jak informuje pulshr.pl, Od 2008 roku Międzynarodowa Konfederacja Związków Zawodowych (ITUC) organizuje Światowy Dzień Godnej Pracy (World Day of Decent Work). Przypada on 7 października, jednak już teraz ITUC zdradziła, jaki cel będzie przyświecał tegorocznym obchodom. Światowy Dzień Godnej Pracy w 2022 roku odbędzie się pod hasłem sprawiedliwości płacowej. By ją osiągnąć, ITUC zachęca do rozpoczęcia strajków.

Organizacja alarmuje, że kryzys gospodarczy wywołany pandemią COVID-19 i atakiem Rosji na Ukrainę spowodował gwałtowne wzrosty inflacji, napędzone dodatkowo działaniami nastawionych wyłącznie na zysk korporacji, które kontrolują energię, transport, żywność i inne ważne towary. To wszystko bardzo mocno pogorszyło sytuację pracowników na rynku pracy, szczególnie tych najsłabiej wynagradzanych.

Organizacja podkreśla też, że już ponad połowa gospodarstw domowych ma trudności z przetrwaniem, a 10 proc. nie jest w stanie pokryć kosztów niezbędnych rzeczy. Jednocześnie przybywa ludzi majętnych.

Od początku pandemii pojawiło się 573 nowych miliarderów. Obecnie kontrolują oni 13,9 proc. światowego PKB, a jednocześnie każdego dnia ponad 700 000 ludzi popada w ubóstwo – podaje organizacja zrzeszająca związki zawodowe z całego świata.

Coraz więcej medyków z Ukrainy

Coraz więcej medyków z Ukrainy

Bezpłatny kurs języka polskiego dla medyków z Ukrainy ukończyło dotąd 1100 osób, około stu nadal bierze udział w zajęciach organizowanych przez Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego.

Jak wskazuje portal pulshr.pl, w kursach biorą udział nie tylko ukraińscy lekarze, ale także pragnące podszkolić język pielęgniarki oraz ratownicy medyczni. Kursy rozpoczęły się w marcu 2022, krótko po ataku Rosji na Ukrainę 24 lutego. Wiele osób, także medyków, przybyło do Polski w poszukiwaniu schronienia. Zajęcia językowe to wspólna inicjatywa Ministerstwa Zdrowia i Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Już ponad tysiąc medyków, głównie lekarzy, dentystów, ale także pielęgniarek i ratowników medycznych z Ukrainy ukończyło kurs z języka polskiego organizowany przez CMKP – podał dyrektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego prof. Ryszard Geller, cytowany w materiałach CMKP.

Wskazał, że do tej pory kursy były prowadzone w 129 grupach. Przedstawiciele zawodów medycznych uczą się języka polskiego i specjalistycznego, medycznego. Poziom kursantów jest zróżnicowany. Jedni zaczynają od podstaw, innym zależy na tym, by podszkolić język w komunikacji z pacjentami i personelem medycznym, ale są także osoby, które chcą pracować nad umiejętnością pisania, niezbędną do prowadzenia dokumentacji medycznej.

Kursy są organizowane na poziomach od A1 (dla początkujących) do C1 (język specjalistyczny, medyczny). Nauka odbywa się online. W sumie zajęcia prowadziło ponad 20 lektorów. Kursy finansuje Ministerstwo Zdrowia. Uczestnicy otrzymują bezpłatne materiały edukacyjne. Kurs kończy się testem.

Pielęgniarki znowu czekają na pieniądze

Pielęgniarki znowu czekają na pieniądze

1 lipca weszła w życie nowelizacja ustawy o najniższych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, a wraz z tym pensje pielęgniarek miały pójść w górę. Więcej pieniędzy na konta miało wpłynąć już w sierpniu. Niestety nie wszystkie placówki podniosły pensje i wypłaciły ustawowe podwyżki.

Jak informuje pulshr.pl, Warszawski Instytut Onkologii, Świętokrzyskie Centrum Onkologii czy Powiatowy Szpital Specjalistyczny w Stalowej Woli – to placówki, w których w ostatnich kilkunastu tygodniach pielęgniarki powiedziały dość. Część z nich bez zapowiedzi poszła na zwolnienia lekarskie lub też odeszła od łóżek pacjentów.

Zarzewiem każdego z tych sporów są wynagrodzenia. Te, zgodnie z założeniami obowiązującej od 1 lipca nowelizacji ustawy o najniższych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, miały pójść w górę. Po zmianach pensje pielęgniarek powinny wyglądać następująco:

  • mgr pielęgniarstwa ze specjalizacją: z 5 478 zł do 7 304,66 zł brutto – wzrost o 1 827 zł,
  • mgr pielęgniarstwa bez specjalizacji: z 4 186 zł do 5 775,78 zł brutto – wzrost o 1 590 zł,
  • pielęgniarka ze średnim wykształceniem: z 3 772 zł do 5 322,78 zł brutto – wzrost o 1 550 zł.

Jest to najniższe wynagrodzenie, co znaczy, że pielęgniarki nie mogą zarabiać mniej niż ustalono.

Tak się jednak w wielu placówkach medycznych nie stało. Po zmianie wynagrodzenia pielęgniarek uzależnione są m.in. od ich wykształcenia i kwalifikacji, jednak wiele placówek nie chce uznać tych kwalifikacji, a tym samym nie podnosi pensji, mimo że zgodnie z nowymi przepisami powinno to zrobić.

W tej sprawie oświadczenie wydała Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych. Podkreśliła w nim, że pracodawca nie jest uprawniony do samodzielnej, arbitralnej odmowy uznania kwalifikacji w celu uniknięcia zaszeregowania pracowników do grupy zawodowej o wyższym współczynniku pracy. Apeluje też o zgłaszanie każdego takiego przypadku do Państwowej Inspekcji Pracy.

Nieprawidłowości jest dużo. Dociekamy przyczyny, dlaczego tak się stało, że mimo iż bardzo duże środki zostały przewidziane na nowelizację ustawy, nie spowodowały jej realizacji tak, jak stanowi prawo. Dlaczego specjalizacje posiadane przez pielęgniarki i położne, które przez pracodawców były uznane przed 1 lipca, już po 1 lipca zostały przez nich zdeprecjonowane? W efekcie pielęgniarki zostały nieprawidłowo zaszeregowane – komentuje Zofia Małas, prezeska Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Zbrodnia to niesłychana – chyba że w Wilanowie, to wtedy nie

Zbrodnia to niesłychana – chyba że w Wilanowie, to wtedy nie

Media w zasadzie każdego dnia grzmią o zbrodniach. Taka ich uroda. Gdy pracowałam w jednej z dużych redakcji, nauczono mnie, wedle jakiego klucza dobiera się newsy. Wzór jest prosty. A zwie się zasadą „trupo- kilometrów”. Im więcej zwłok im bliżej Polski, a gdy w Polsce to im bliżej grupy odbiorców – tym lepiej. Dla newsa rzecz jasna. Dzieci w tym równaniu liczą się podwójnie, lepiej się klikają. I to widać. Informacje o morderstwach czy znęcaniu się nad dziećmi pojawiają się często. I nie zrozumcie mnie źle: uważam, że o przemocy trzeba mówić. Jest to naszym obowiązkiem, by ją dostrzegać i reagować. Szkopuł jednak w tym, jak i co się o niej mówi. I jak skorelowana jest z tym mówieniem cena za metr kwadratowy mieszkania w okolicy, gdzie doszło do tragedii. A jest.

Gdy ostatnio gruchnęła wieść, że kobieta zabiła miesięczną córeczkę, a dwóch starszych synków próbowała uśmiercić, przeczytałam tekst na ten temat w „Gazecie Wyborczej”. Oraz komentarze pod tym tekstem. Tragedia niby podobna do innych tego typu, wielokrotnie opisywanych w mediach. Niby podobna, lecz niepodobna. Bo wydarzyła się w Miasteczku Wilanów. Turbomodelowym osiedlu grodzonym w Warszawie, gdzie mieszkają wzorcowi konsumenci. Przedstawiciele klasy średniej po tuningu, ciułający na swe kredyty we franku, słuchających dla szpanu jazzu i podający na wieczornych posiadówkach deskę serów. No wiecie, jak graliście w Simsy, to mniej więcej tak.

Lektura tekstu przypomniała mi inne teksty o podobnych zdarzeniach z ostatniego czasu. Tylko że tamte rozgrywały się zazwyczaj we wsiach na Podlasiu czy w miasteczkach podkarpackich. I to było widać już w samych tekstach. W sprawie z Wilanowa jest łagodniej. Czuć, że dziennikarka stara się jakoś zrozumieć, jak do tego doszło. Może depresja poporodowa, może licho wie co. I bardzo dobrze. Tak powinno być. Ale czemu tej samej subtelnej troskliwości w opisie brak, gdy chodzi o Grudziądz czy Chałupki nad Sanem? Zajrzyjcie do dowolnego artykułu o zbrodni na prowincji. Jak w kodeksie Hammurabiego. No mercy. Nawet na poziomie języka użytego do opisu wydarzeń widać, że jest to podane ma miękko.

Same teksty to jednak nic, gdy popatrzymy na ich recepcję, czyli na komcie. W przypadku matki z Wilanowa mamy całe epistoły o tym, jak to depresja i inne choroby doprowadzają ludzi do ostatnich granic. O tym, że nikt tej biedaczce nie pomógł. Padają z wielu stron pytania: czemu była z tym sama? Gdy to samo dzieje się w innym, powiedzmy że mniej prestiżowym anturażu… No cóż. Może już Wam świta. MADKA POTWÓR! Jeb… PiSiory tam mieszkają. Wiadomo, bezmózgi z zadupia! Pińcet plusy i patola. Podkarpacie i wszystko jasne. Tam takie świry pisowskie mieszkają.

Zastanawiam się więc i pytam: czemu kobiecie z Wilanowa potrafimy współczuć, mimo tego co zrobiła, a osobom z klas nieuprzywilejowanych nie potrafimy i nie chcemy potrafić?

Co więcej, osobom biednym odmawia się w takich sytuacjach po prostu człowieczeństwa. Prawa do tego, żeby być podmiotem, a nie przedmiotem, który się etykietuje jak rzecz w markecie. A odmawiają i etykietują najczęściej ci, którzy najgłośniej i najbardziej zapalczywie bronią Konstytucji, Wartości Europejskich i ogólnie wiecie… Demokracji. Demokracja fajna rzecz. Ale jak rządzą fajni. A niefajni japa w kubeł, a jak nie pasuje to fora ze dwora.

Ronja

Autorka ze względów zawodowych pragnie zachować anonimowość.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Foundry Co from Pixabay.

Przeciwko wycince i zabudowie Sarniego Stoku w Bielsku-Białej

Przeciwko wycince i zabudowie Sarniego Stoku w Bielsku-Białej

Mieszkańcy i organizacje społeczne domagają się zatrzymania budowy kompleksu mieszkalno-hotelowego, który grozi dewastacją zespołu przyrodniczo-krajobrazowego „Sarni Stok” w Bielsku-Białej.

Jak informuje na swojej stronie intrnetowej Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot, złożyła ona, przy wsparciu prawnym Fundacji Frank Bold, złożyło wniosek do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Bielsku-Białej o stwierdzenie nieważności błędnie wydanej przez prezydenta miasta decyzji środowiskowej.

Przedsięwzięcie spółki Art-City Eko Park z Krakowa to 12 ośmiopiętrowych apartamentowców, 10 cztero-pięciopiętrowych hoteli oraz ponad 1,8 tys. miejsc parkingowych. Mimo znacznych rozmiarów inwestycji oraz bezpośredniego sąsiedztwa Zespołu Przyrodniczo-Krajobrazowego „Sarni Stok”, prezydent Bielska-Białej wyraził zgodę na inwestycję bez udziału społeczeństwa i przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko.

Teren objęty planowaną budową apartamentów i hoteli ze względu na bezdyskusyjne walory przyrodnicze służy mieszkańcom miasta jako miejsce odpoczynku i rekreacji: obserwacji przyrodniczych czy też spacerów na łonie natury. To też nieformalna otulina Zespołu Przyrodniczego-Krajobrazowego „Sarni Stok”, która pełni rolę bariery ograniczającej negatywny, antropogeniczny wpływ na lasy Sarniego Stoku – mówi Jacek Zachara z miejscowego Stowarzyszenia Olszówka.

Bardzo dużej wartości przyrodniczej lasów na Sarnim Stoku dowodzi niezależna ekspertyza przyrodnicza z lipca 2022 r., opracowana pod kierunkiem naukowczyni z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Obszar, na którym zaprojektowana jest zabudowa, ma coś najbardziej cennego, tj. występuje tam naturalna sukcesja lasu, a procesów naturalnych tam zachodzących nie da się kupić czy zaprojektować i wykonać na potrzeby człowieka – stwierdza Urszula Wardyńska, współautorka ekspertyzy.

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Katowicach uznała w grudniu 2021 r., że planowana inwestycja wymaga przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko. Prezydent Bielska-Białej, Jarosław Klimaszewski, opinię RDOŚ zignorował i w maju zadecydował o wydaniu decyzji środowiskowej wyłącznie na podstawie informacji dostarczonych przez inwestora, bez ich rzeczywistej weryfikacji.

Prezydent miał prawny obowiązek należycie uzasadnić, dlaczego nie uwzględnił argumentów wyspecjalizowanego organu ochrony środowiska, a tego nie uczynił. Ponadto, tuż przed wydaniem decyzji, inwestor wprowadził w karcie informacyjnej przedsięwzięcia na tyle istotne zmiany dotyczące lokalizacji garaży, że całe postępowanie wyjaśniające należałoby zacząć od nowa – powiedział prawnik Adrian Chochoł z Fundacji Frank Bold. – Mamy tu do czynienia z terenem o dużej wartości przyrodniczej oraz o dużym znaczeniu dla społeczności lokalnej. Trudno zrozumieć, dlaczego prezydent miasta nie kieruje się fundamentalnymi dla prawa ochrony środowiska zasadami prewencji oraz przezorności i wydaje wadliwą decyzję, zamiast przeprowadzić ocenę oddziaływania na środowisko, która pomogłaby zminimalizować negatywny wpływ inwestycji na przyrodę i ludzi.

Przyrodnicy ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, przy wsparciu prawnym Fundacji Frank Bold, złożyli pod koniec sierpnia br. wniosek do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Bielsku-Białej o stwierdzenie nieważności decyzji prezydenta Bielska-Białej o środowiskowych uwarunkowaniach dla zabudowy usługowo-mieszkaniowej na Sarnim Stoku, ponieważ zdaniem organizacji wydana ona została z rażącym naruszeniem przepisów postępowania oraz prawa materialnego.

Po raz kolejny mamy do czynienia z ignorowaniem dobra przyrody i społeczeństwa dla partykularnych interesów dewelopera. To niesłychane, żeby wydawać decyzję środowiskową na podstawie mglistych zapewnień inwestora o tym, że „wycinkę ograniczy do minimum”, bez dokładnego sprawdzenia, o które drzewa chodzi i ile ich będzie. W dobie kryzysu klimatycznego, problemów z zanieczyszczeniem powietrza czy zasobami wodnymi, wycinanie lasów, naszych sprzymierzeńców w walce ze skutkami globalnego ocieplenia, jest działaniem karygodnym – skomentował Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Uzyskanie decyzji środowiskowej umożliwiło Art-City Eko Park staranie się o pozwolenie na budowę. Wniosek o jego wydanie spółka złożyła na początku sierpnia. Również w tym wypadku organem podejmującym decyzję jest prezydent Bielska-Białej.

Koniec swobody suplementowej?

Koniec swobody suplementowej?

Rząd zapowiada, że nałoży kaganiec na suplementy diety. Mają być oddzielone w aptekach od leków, będą potężne zmiany w zasadach ich reklamowania.

Jak informuje portal wyborcza.biz, Ministerstwo Zdrowia na celownik wzięło suplementy, czyli środki spożywcze, dietetyczne i witaminy, które widzimy przy okienkach aptek. Zmienić się mają ich reklamy. Po pierwsze, pojawić się tam ma komunikat: „Suplement diety jest środkiem spożywczym, którego celem jest uzupełnienie normalnej diety. Suplement diety nie ma właściwości leczniczych”. Do tego ma dojść informacja, że jeśli ktoś się w miarę zdrowo i normalnie odżywia, to wszystkie witaminy, składniki odżywcze i mineralne ma zapewnione w pokarmie, a suplementacja powinna być stosowana wyłącznie jako uzupełnienie niedoborów diety, czyli w rzadkich przypadkach.

W materiałach reklamowych nie będą mogły się pojawiać wizerunki lekarzy, pielęgniarek, autorytetów i ekspertów w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu. Koncerny nie będą mogły pokazywać w nich stetoskopu, aparatu do mierzenia ciśnienia, łóżka, sprzętu do ćwiczeń fizjoterapeutycznych czy wagi ani wywoływać bezpośrednich skojarzeń z leczeniem.

Wynika to z tego, że niektóre praktyki stosowane przez przedsiębiorców mogą wprowadzać konsumentów w błąd, co do właściwości suplementów diety i w związku z tym niezbędne jest wprowadzenie zakazu takich praktyk – tłumaczy Ministerstwo Zdrowia w informacji o przygotowywanej zmianie ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia.

Zgodnie z wykazem prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów projekt ustawy ma być przyjęty przez rząd w czwartym kwartale tego roku. Czy uda się go przeforsować? Można mieć tu wątpliwości.

NIK już sześć lat temu przekonywała, że rynek suplementów diety wymaga szczególnego nadzoru. Między innymi domagała się zakazu reklamy suplementów diety z wykorzystaniem wizerunku osób ze środowiska medycznego i farmaceutycznego. Bez efektu.

Związki zawodowe w górę

Związki zawodowe w górę

Według nowego sondażu Gallupa związki zawodowe osiągnęły w USA najwyższy poziom aprobaty społecznej od 1965 roku.

Jak informuje ABC News, 71% ankietowanych stwierdziło, że aprobuje takie organizacje, w porównaniu z 68% w zeszłym roku. Przed pandemią 64% ankietowanych stwierdziło, że popiera związki zawodowe. Według danych Gallupa poparcie dla związków osiągnęło szczyt w latach 50., kiedy trzech na czterech Amerykanów zadeklarowało, że aprobują związki.

Wzrost poparcia dla związków zawodowych następuje wraz ze wzrostem aktywności zawodowej w całym kraju. Zwycięstwa związków w dużych firmach takich jak Starbucks i Amazon, zwróciły w ostatnich miesiącach większą uwagę opinii publicznej na kampanie pracownicze. Od czasu pierwszej akcji związkowej w punkcie Starbucks w Buffalo w stanie Nowy Jork w grudniu, personel 232 kolejnych kawiarni tej sieci głosował za uzwiązkowieniem, podała w poniedziałek NLRB.

Tymczasem w kwietniu kierowana przez pracowników organizacja założyła pierwszy w historii związek w USA w liczącym 6000 pracowników magazynie Amazona na Staten Island w stanie Nowy Jork.

Zielona transformacja – rozwiązanie hiszpańskiego paradoksu edukacyjnego?

Zielona transformacja – rozwiązanie hiszpańskiego paradoksu edukacyjnego?

Młodzi ludzie na południu Europy po ukończeniu szkoły mierzą się z niepewnymi perspektywami na przyszłość. Bezrobocie wśród młodych w regionie utrzymuje się na niepokojąco wysokim poziomie jeszcze od czasu kryzysu finansowego. Zaoferowanie im narzędzi rozwoju jest w tym kontekście niemałym wyzwaniem – szczególnie biorąc pod uwagę, że wielu szkołom brakuje odpowiednich zasobów oraz poczucia podążania w sensownym kierunku. Czy hiszpańskie inwestycje w kształcenie zawodowe mogą nauczyć nas czegoś o tym, jak łączyć ze sobą kwestie edukacji, sprawiedliwości społecznej oraz zielonej transformacji?

Przywracanie dinozaura do życia nie jest prostą sprawą – wymaga niemałych umiejętności i sporego wysiłku. Specjalista do spraw edukacji, José Antonio Marina, w swojej wydanej w roku 2015 książce „Despertad al diplodocus” (Wskrzeszanie diplodoka) przekonuje, że taką skamieliną jest dziś hiszpański system edukacyjny. To potężne stworzenie o wielkiej sile, które jednak pozostaje w uśpieniu. Podczas gdy świat się zmienia, krajowa oświata trzyma się fundamentalnych zasad państwa dobrobytu, opracowanych wiele lat temu. Bez większego sukcesu próbuje kształcić młodych ludzi, którzy mają kreować przyszłość Hiszpanii.

Od czasu kryzysu finansowego powiązania krajowego systemu edukacyjnego ze światem stały się jeszcze bardziej wątłe. W roku 2022 stopa bezrobocia w Hiszpanii wśród osób młodych wynosiła 29,4% i była drugą (po Grecji) najwyższą w Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu co czwarta osoba, która ukończyła uniwersytet w ciągu ostatnich 3 lat pozostawała – pomimo swoich kwalifikacji – bezrobotna. W roku 2007 poziom zatrudnienia osób kończących edukację sięgał 87,7% – nieco powyżej europejskiej średniej, wynoszącej wówczas 86,9%. Dziś jest on o 10 punktów procentowych niższy niż średnia w UE, a Hiszpania osiąga pod tym względem jedne z najgorszych wyników na kontynencie.

Wykształcenie wyższe nie jest więc gwarantem znalezienia godnej pracy. Kluczowa obietnica systemu edukacyjnego została złamana, a młodzi ludzie odkrywają, że przygotowują się do karier, które nie są już dla nich dostępne. Doszło do rozdziału między edukacją a gospodarką. Podczas gdy ta druga podlega nieustającym zmianom, a nowe sektory generują zapotrzebowanie na nowe umiejętności, system edukacyjny trzyma się odziedziczonego po epoce rewolucji przemysłowej merytokratycznego założenia, że dyplom uniwersytetu (pomimo wszelkich dowodów na to, że tak nie jest) stanowi gwarancję solidnej przyszłości finansowej.

Czas na skręt?

Ten dinozaur może się jednak jeszcze obudzić. Spustoszenie, jakie uczyniła w Hiszpanii pandemia, postawiło rynek pracy w skrajnie trudnej sytuacji. Bezrobocie wśród osób młodych w jej szczycie sięgnęło poziomu 42%, a kraj raz jeszcze znalazł się na szczycie tabeli z najwyższym bezrobociem w tej grupie wśród krajów OECD.

W tym samym czasie mieliśmy również do czynienia ze wzrostem ilości osób poszerzających swą wiedzę w ramach szkolnictwa zawodowego (formación profesional). Dane za rok szkolny 2020-2021 wskazały wzrost o 5,2 procent w porównaniu z poprzednim, a tysiącom zainteresowanych osób nie udało się zapisać na szkolenia. Po dekadach lekceważącego traktowania jako „opcja zapasowa” dla osób, którym nie udało się dostać na uniwersytet (Hiszpania jest krajem OECD o najniższym odsetku osób korzystających z kształcenia zawodowego – wynosi on 12%) ten format edukacyjny zaczyna być uznawany za ważniejszy niż kiedykolwiek. Istnieje szereg przesłanek na rzecz tego, by kontynuować poszerzanie jego dostępności. Według rządowych statystyk bezrobocie wśród osób młodych, mogących pochwalić się takim właśnie wykształceniem, nie sięga nawet 7%.

Skoro zatem kształcenie zawodowe może zaoferować większą stabilność zatrudnienia w przyszłości, to dlaczego uniwersytety wciąż uważane są za lepszą opcję? Mierząc się z tym głęboko zakorzenionym przekonaniem socjalistyczny rząd Pedro Sáncheza – który, po raz pierwszy, składa się również z osób reprezentujących lewicową partię Podemos – zdecydował się na przeznaczenie części środków z unijnego Funduszu Odbudowy (2 miliardy euro) na modernizację kształcenia zawodowego w celu walki z bezrobociem wśród osób młodych.

Myśląc już o okresie postpandemicznym Hiszpania przyjęła ambitny – w ujęciu globalnym i europejskim – cel dekarbonizacji gospodarki przed rokiem 2050 w celu ograniczenia najgorszych skutków zmiany klimatu. Poradzenie sobie z taką transformacją wymaga całościowej przemiany systemów społecznych i ekonomicznych – szczególnie jeśli chcemy uniknąć negatywnych skutków społecznych tej zmiany. Sprawiedliwa, niwelująca nierówności (a nie przyczyniająca się do ich wzrostu) transformacja zakłada przemyślenie fundamentalnych zasad, na których opierają się wszystkie instytucje społeczne i ekonomiczne.

Sprawiedliwa transformacja dzięki edukacji

Hiszpania opublikowała swoją strategię zielonej transformacji w roku 2019. Jej elementem jest zestaw działań, które mają zostać zrealizowane na szczeblu krajowym oraz za pośrednictwem różnych wspólnot autonomicznych, reprezentujących różne regiony i narodowości zamieszkujące ten kraj. Celem jest wykorzystanie zielonej transformacji do stworzenia nowych sektorów zatrudnienia. Sprawiedliwa transformacja, wraz z przyjętym wcześniej prawem klimatycznym (Ley de Cambio Climático y Transición Energética) oraz narodowym planem energetycznym i klimatycznym, kładzie szczególny nacisk na tworzenie zielonych miejsc pracy poprzez promowanie energetyki odnawialnej (OZE) oraz opracowywanie porozumień dotyczących jej rozwoju i wsparcia publicznego dla szczególnie wrażliwych sektorów oraz firm. Poruszana jest tu również kwestia edukacji – zmiany w programach nauczania na każdym jej szczeblu mają przybliżyć osobom uczącym się przyszłość zielonej gospodarki, w tym poprzez kształcenie zawodowe.

Transformacja energetyczna, na której opiera się zielona strategia rządu, wymagać będzie sporej ilości pracowników, posiadających rzadko dziś spotykane umiejętności. – „W najbliższych latach mówimy o podwojeniu liczebności tej grupy. Obecne badania wskazują na to, że przeszło połowa nowych miejsc pracy wymagać będzie osób o takich właśnie kompetencjach” – tłumaczy Clara Sanz, odpowiadająca w rządzie za szkolnictwo zawodowe.

Europejskie Centrum Rozwoju Kształcenia Zawodowego (Cedefop), szacuje, że Europejski Zielony Ład przyczyni się do utworzenia ponad 2,5 miliona nowych stanowisk w zielonych sektorach gospodarki do roku 2030. Hiszpańskie Obserwatorium Kształcenia Zawodowego i Szkoleń prognozuje z kolei, że w kraju tym trzeba będzie obsadzić nawet 10 milionów wakatów do roku 2030, powstałych głównie z powodu przechodzenia osób pracujących na emeryturę.

Zdaniem Marty Suárez-Vareli, ekonomistki w Banku Hiszpanii, dla zielonej transformacji kluczowy będzie odpowiedni popyt na umiejętności potrzebne przy termomodernizacji budynków oraz instalowaniu odnawialnych źródeł energii. Hiszpański rząd mocno stawia na OZE, głównie dzięki dużemu potencjałowi wykorzystania dostępnych tu zasobów, takich jak słońce, wiatr, biomasa czy lit. Kraj ten jest zdaniem amerykańskiej firmy z branży nieruchomości, CBE Group, trzecim najbardziej atrakcyjnym na świecie państwem dla inwestycji w zieloną energię.

Ekspansji ulegać będą powiązane z nią branże, takie jak budownictwo, instalowanie systemów technicznych, zielone finanse, ale również wschodzące technologie w rodzaju zielonego wodoru, samochodów elektrycznych czy związanych z poprawą efektywności energetycznej. – „Inwestycje w szkolenia są kluczowe dla efektywności funduszy europejskich. Dualny system kształcenia zawodowego, łączący edukację z odbywaniem stażu w firmie, odgrywa tu kluczową rolę” – zauważa Suárez-Varela. – „Dostosowanie potrzeb w zakresie szkoleń do oczekiwanych przez firmy umiejętności pozwoliłoby na lepsze ukształtowanie rynku pracy. Dziś, mimo wysokiego poziomu bezrobocia, wiele wakatów pozostaje nieobsadzonych z powodu braku odpowiednio wykwalifikowanych pracownic i pracowników”.

Powyższe wnioski potwierdza Cedefop: „W Hiszpanii mamy do czynienia z pewnym poziomem przekwalifikowania. Młodzi ludzie otrzymują dyplom ukończenia studiów, ale znajdują zatrudnienie w zawodach wymagających umiejętności na poziomie szkolnictwa średniego” – tłumaczy Ernesto Villalba, ekspert z departamentu organizacji odpowiadającego za kształcenie zawodowe i politykę szkoleniową. – „Łączą się tu dwie fundamentalne kwestie: edukacja musi być powiązana z otaczającym ją światem, a fakt, iż mierzymy się z tak wymagającym, gwałtownie zmieniającym się rynkiem pracy, udowadnia potrzebę ciągłego uczenia się”.

Poza nowym ustawodawstwem w zakresie kształcenia zawodowego, dającego silniejszą podbudowę kształceniu dualnemu, nowy plan rządu stawia za cel modernizację systemu szkoleń i stworzenie 28 nowych stopni naukowych powiązanych ze wschodzącymi sektorami gospodarki – w tym tymi zielonymi i cyfrowymi, takimi jak dane, cyberbezpieczeństwo, sztuczna inteligencja czy robotyka. Dedykowane fundusze pozwolą na utworzenie 200 tysięcy nowych miejsc pracy oraz wsparcie uznania profesjonalnych umiejętności dla tych, którzy zdobyli je w swoim miejscu pracy. Celem ma być zwiększenie odsetka obywateli i obywatelek mogących pochwalić się kształceniem na poziomie ponadpodstawowym (szkoły średniej lub zawodowej) w ciągu najbliższych 10 lat z dzisiejszych 24% do 49%. Najpierw jednak musimy obudzić tego dinozaura.

Sprawiedliwa, niwelująca nierówności transformacja zakłada przemyślenie fundamentalnych zasad, na których opierają się wszystkie instytucje społeczne i ekonomiczne.

Bieg z przeszkodami

Choć na papierze plany te zasługują na pochwałę, eksperci nie są pewni tego, w jaki sposób będą one kompatybilne z istniejącym systemem edukacyjnym – głównie z powodu oddzielenia pracy i edukacji, będącego skutkiem głęboko zakorzenionej tradycji. W porównaniu do innych krajów Europy Zachodniej, Hiszpania przeszła przez proces uprzemysłowienia relatywnie późno. W efekcie do roku 1975 nie było tu formalnych ram kształcenia zawodowego – później zaś zostały one wpisane w obręb dobrze znanej, humanistycznej tradycji uniwersyteckiej.

Rezultatem tego stanu rzeczy było społeczne niedowartościowanie zawodów technicznych, wynikłe ze stawiania przez prawo edukacyjne przede wszystkim na zdobywanie dyplomów uniwersyteckich. Obecne propozycje rządowe z zakresu kształcenia zawodowego odwołują się nawet do skończenia z „modelem diabolo” – określeniem stosowanym niekiedy do opisu hiszpańskiego modelu edukacji. Niczym zręcznościowa zabawka, której krańce są znacznie szersze niż środek, w Hiszpanii mamy do czynienia z dużym gronem osób z wykształceniem wyższym oraz równie sporą grupą o bardzo niewielkich kwalifikacjach, np. kończących jedynie pierwszy etap edukacji ponadpodstawowej. W wąskim środku tkwi niewielki odsetek osób, które czynnie zdobywają kompetencje zawodowe.

Hiszpania, w przeciwieństwie do Finlandii czy Japonii, nie może pochwalić się żadnym publicznym paktem na rzecz edukacji, który chroniłby ją przed politycznymi zawirowaniami w kolejnych kadencjach. Nie ma tu również gwarancji odpowiednich środków, przeznaczonych na jej rzecz. Tego typu pakt mógłby zapobiec pokusie ciągłych, destabilizujących zmian w systemie. Według danych niezależnego start-upu medialnego Newtral, Hiszpania przyjmuje nowe prawo dotyczące szkolnictwa średnio co pięć lat, co przekłada się na osiem jego reform od czasu powrotu do demokracji w roku 1975. Ekspert do spraw edukacji, José Antonio Marina, zajmował się tym sektorem przez wiele dekad. – „Przyjmowaliśmy zbyt wiele zmian prawnych, a równocześnie nie byliśmy w stanie zainteresować społeczeństwa tematem edukacji. W najnowszym CIS – rządowym badaniu opinii publicznej, sprawdzających wagę, jaką przykłada do poszczególnych spraw – jedynie 7% ankietowanych stwierdziło, że martwi się stanem systemu edukacyjnego” – tłumaczy.

Brak konsensusu napędza jeszcze trudniejszy do rozwikłania problem – niedofinansowania szkół publicznych. Wydatki na edukację w Hiszpanii nie sięgają nawet 5% PKB. Dla porównania wydatki te w Danii wynoszą 6,3%, w Belgii 6,2%, w Estonii 6% PKB. Brak publicznego porozumienia, które gwarantowałoby odpowiedni poziom wydatków sprawia, że strumień środków nie jest stabilny, co generuje sporą niepewność w systemie. Kolejnym aspektem tej sytuacji jest fakt, iż niskim wydatkom publicznym towarzyszą wysokie prywatne (szczególnie na poziomie edukacji szkolnej), co prowadzi do większych nierówności w dostępie do kształcenia.

Kontrola nad edukacją znajduje się w rękach społeczności autonomicznych. Różnymi rejonami kraju rządzą różne partie, odpowiadające w nich za politykę budżetową. Jako że mogą również zmieniać elementy programów nauczania, nie ma barier chroniących przed sporami ideologicznymi w obrębie tak szerokiego tematu, jakim jest edukacja. Gdy w roku 2020 przyjęte zostało prawo oświatowe, które stawiało sobie za cel m.in. odejście od konieczności powtarzania klasy przez uczennice i uczniów, siedem wspólnot autonomicznych sprzeciwiło się temu i zaprezentowało własne rozwiązania.

Tego typu wahnięcia komplikują rozwijanie programów nauczania, co z kolei generuje kolejne problemy dla nauczycielek i nauczycieli. – „To kwestia stabilności: zarówno ekonomicznej, jak i edukacyjnej. Działania partii politycznych nie powinny wpływać na to, co nauczane jest w szkołach” – uważa Alejandra Cortés, profesorka Uniwersytetu w Saragossie oraz badaczka UNESCO w zakresie komunikacji i wartości edukacyjnych. Komitet Praw Dziecka ONZ jasno apeluje o polityczny konsensus, umożliwiający zabezpieczenie odpowiednich poziomów finansowania oraz powiązanie programów nauczania z zapotrzebowaniem rynkowym. Podkreśla również pilność rozwiązania innego, istotnego problemu hiszpańskiego systemu edukacyjnego – szybkiego wypadania z niego.

Choć wskaźnik przedwczesnego opuszczania murów szkoły osiągnął w roku 2021 najniższy poziom od czasów wprowadzenia jego pomiarów (13,3%), to Hiszpania wciąż nie osiągnęła europejskiego celu jego zmniejszania do 10%. – „Do wypadania przez uczennice i uczniów z systemu przyczynia się program nauczania, który odwraca się plecami od potrzeb społecznych” – przyznaje sekretarz stanu ds. edukacji, Alejandro Tiana. – „Zauważamy również brak miejsc w placówkach kształcenia zawodowego. Większość z osób, które wypadły z systemu, ma niewielkie kwalifikacje i nie ma możliwości znalezienia miejsca, w którym może kontynuować kształcenie” – dodaje.

Alejandra Cortés krytykuje obsesję dyktand i uczenia się na pamięć – elementów od zawsze cechujących hiszpańską szkołę. Zgadza się również z poprzednimi uwagami. – „Dobry rozwój oznacza, że już od wczesnego poziomu opieki i edukacji szkolnej muszą one uwzględniać kwestie techniczne. Musimy uczyć możliwych do odtwarzania umiejętności, które nie ograniczają się wyłącznie do teorii. Mówię tu o zdolnościach technicznych, ale i o rozwiązywaniu konfliktów czy umiejętnościach komunikacji” – tłumaczy. Zmiany społeczne zostawiać mają miejsce dla nadziei w tym zakresie. – „Kształcenie zawodowe zaczyna cieszyć się coraz lepszą opinią. Rodziny, uczennice i uczniowie patrzą na nie życzliwszym okiem. Powinniśmy skorzystać z tego faktu” – apeluje. Nie chodzi tu o dyskredytowanie uniwersytetów, ale od znalezienie drogi środka między różnymi podejściami. – „Wiele osób studiujących, z którymi mam do czynienia, najpierw decyduje się na kształcenie zawodowe, a następnie o zapisanie się na uniwersytet, zdobywając praktyczne umiejętności na pierwszym etapie i wiedzę akademicką na kolejnym. To bardzo ubogacająca ścieżka” – uważa.

Edukacja dla przyszłości

Ryzyko związane ze zmianą klimatu, ale również polityczne zobowiązania w zakresie dekarbonizacji gospodarki, pozwoliły rzucić światło na dotychczas niezauważany aspekt hiszpańskiego systemu edukacyjnego – powiązania między jego kształtem a sprawiedliwą transformacją. Wskaźniki przedwczesnego opuszczania systemu edukacyjnego oraz bezrobocia wśród osób młodych jasno wskazują na to, że potrzebne jest inne podejście. Proponowane zmiany, zamiast jedynie „uczyć, by produkować”, powinny sygnalizować potrzebę uczynienia z sali szkolnej miejsca, które zmienia się wraz z otaczającym światem.

– „Pęknięcia w różnych systemach edukacyjnych mają miejsce wtedy, gdy istotne zmiany społeczne nie znajdują odzwierciedlenia w wiedzy, umiejętnościach i podejściach, które zdaniem społeczeństwa powinny zostać przekazane młodym ludziom. Naszym zadaniem jest uczyć wartości, umiejętności, motywacji oraz postaw, które pomogą byciu aktywną obywatelką i obywatelem, częścią społeczeństwa, w którym będzie się żyło” – mówi Tiana.

Czy wzmocnienie systemu kształcenia zawodowego w celu wsparcia zielonej transformacji odegra również rolę w szerszym przemyśleniu naszych systemów edukacyjnych, a tym samym również modelu państwa dobrobytu? Każde źródło tego, co definiuje nasze społeczeństwa – podobnie jak korzenie w drzewie – odgrywa fundamentalną rolę w jego rozwoju. Ewolucja jednego z nich oznaczać musi zmiany całej reszty. Skończenie z założeniem „uniwersytet = zatrudnienie” i otwarcie się na inne ścieżki może pomóc w upowszechnianiu się innych wzorców pracy, pozwalających odpowiedzieć na kolejne wyzwania. Wśród wzorców tych znajdziemy m.in. skrócenie czasu pracy, czterodniowy tydzień pracy, dłuższe urlopy ojcowskie czy zwrócenie większej uwagi na sektory pozostające na uboczu uwagi systemów edukacyjnych, takich jak opieka czy turystyka. Oba z nich stanowią istotny wkład w dobrobyt gospodarczy Hiszpanii.

Aby tak się stało, politycy muszą podjąć niezbędne kroki na rzecz stworzenia warunków do tych zmian. Rezygnacja z głęboko zakorzenionych przekonań wymaga współpracy ponad podziałami. To rzecz jasna skomplikowana sprawa, ale ewolucja stanowi klucz dla dobrostanu społeczeństw. Wszystko zaczyna się od edukacji. Jeśli diplodok w końcu otworzy swoje oczy i wykona pierwszy krok, jego ślad będzie nie do przeoczenia. Kolejne pokolenie będą uczyć się o tej zmianie przez stulecia.

Cristina Suárez Vega

Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek

Artykuł pierwotnie ukazał się na łamach magazynu Green European Journal. Dziękujemy redakcji za zgodę na przedruk.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Maddy Bris from Pixabay.

Energetyki nie są dla dzieci

Energetyki nie są dla dzieci

Karetki łódzkiego pogotowia jeździły tego lata ratować dzieci i młodzież po przedawkowaniu kofeiny nie tylko w ich domach, ale też na koloniach i obozach.

Jak informuje portal piotrkowtrybunalski.naszemiasto.pl, młodzież w ciepłe dni traktuje tego typu napoje jako zamiennik wody. Często nie zdaje sobie sprawy, że pół litra pobudzającego drinka zawiera dozwoloną dobową dawkę kofeiny. A dzieci i młodzież wlewają w siebie każdego dnia litry takiej używki.

Na takie zachowanie jest niestety przyzwolenie społeczne – mówi lekarz pediatra. – Zauważmy, że na szczęście dziesięciolatkowi nikt nie sprzedałby w barze podwójnego espresso. Jeśli jednak będzie chciał kupić puszkę energetyka, to dostanie ją bez problemu. Tymczasem w obu napojach jest porównywalna dawka kofeiny.

Napoje sprzedawane są w coraz większych opakowaniach. U młodych ludzi może to rodzić złudne przeświadczenie, że nie szkodzą zdrowiu.

Coraz częściej lekarze alarmują, że energy drinki są jedną z przyczyn występowania nadciśnienia tętniczego wśród dzieci – mówi Adam Stępka, ratownik medyczny i rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego. – Dzieje się tak, bowiem zawarta w drinkach kofeina obkurcza naczynia krwionośne i serce musi pracować więcej, aby tłoczyć krew. Przyzwyczaja się do wzmożonego wysiłku, a to z kolei prowadzi do przerostu mięśnia sercowego. Konsekwencje są bardzo poważne – zwiększa się ryzyko zaburzeń rytmu serca, jego niedokrwienia lub nawet niewydolności serca. W skrajnych przypadkach może dojść nawet do zatrzymania rytmu serca.

Pierwsze tego typu dolegliwości pojawiają się już u osób po 20. roku życia. W grupie od 20 do 35 lat takich chorych jest coraz więcej. Szacuje się, że w grupie do 18. roku nadciśnienie ma ok. 4 proc. populacji. Porównywalna liczba dzieci ma również stan przednadciśnieniowy

Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie

Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie

WHO informuje, że już co dziesiąte dziecko na świecie jest otyłe, ale polskie dzieci tyją w zastraszającym tempie.

Jak informuje PAP, przyczyną otyłości jest brak ruchu, niewłaściwe odżywianie, brak aktywności fizycznej, niedobór snu i stres. Prawdopodobieństwo, że otyły przedszkolak będzie otyłym dorosłym, jest ponad cztery razy większe niż u jego rówieśników o właściwej masie ciała.

Problem nadmiernej masy ciała dotyczy 10 proc. małych dzieci (1-3 lat), 30 proc. dzieci w wieku wczesnoszkolnym i 22 proc. młodzieży do 15. roku życia – poinformował NFZ. Wśród konsekwencji otyłości u dzieci i młodzieży wymieniono w komunikacie: problemy z koncentracją i pamięcią, a tym z nauką; rozwój chorób przewlekłych niezakaźnych, tj.: cukrzycę typu II, nowotwory, choroby układu kostno-stawowego, nadciśnienie tętnicze; zaburzenia emocjonalne; niską samoocenę i samokrytykę; izolację społeczną i depresję.

Strajk w łódzkim MPK

Strajk w łódzkim MPK

Związkowcy z łódzkiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego potwierdzili, że w poniedziałek 5 września o godzinie 2 w nocy rozpoczną bezterminowy strajk. Nie będzie kursować ponad 20 linii tramwajowych, ponad 80 linii autobusowych dziennych i 14 linii autobusowych nocnych.

Jak informuje wprost.pl, jeżeli do strajku przystąpią wszyscy pracownicy, w przyszłym tygodniu pojazdy MPK Łódź nie wyjadą z czterech zajezdni – dwóch autobusowych i dwóch tramwajowych. Z kolei linie nocne kursujące w nocy z niedzieli na poniedziałek zjadą wcześniej z trasy.

W związku ze strajkiem nie będzie kursować ponad 20 linii tramwajowych, ponad 80 linii autobusowych dziennych i 14 linii autobusowych nocnych.

Związkowcy postulowali podwyżkę płac w wysokości 2 zł za godzinę dla wszystkich pracowników na stanowiskach robotniczych (prowadzący, mechanicy, torowcy, sieciowcy itd.) oraz 340 zł miesięcznie dla wszystkich pracowników na stanowiskach nierobotniczych (głównie pracownicy biurowi). Odbyło się kilka tur rozmów z zarządem spółki, ale nie zakończyły się porozumieniem.

Michał Matuszak: Rymy bojowe

Michał Matuszak: Rymy bojowe

***

Chłopska nędza

 

Z bólem prostuje kręgosłup styrany od wysiłku

Znój podejmuje dla marnego posiłku i czyjegoś zysku

O godność upomnieć się trudniej, gdy z pogardy co rusz praskają po pysku

I tną batami do krwi skórę

Ten co odmawia posługi ten nierozumny dureń

Młódka nie chciała ulec, więc splugawił przed rodziną siostrę i córę

Nie mogłem nic począć, ojciec przyjął to z ogromnym bólem

Co pozostało biedocie? Ukorzyć się przed jaśnie królem

Dobra ziemskie i majątki wielkie wzniesione czyimś trudem

Upodleni nędzarze smrodem i brudem

Gdy chłodny pot spływa po rozżarzonym ciele

Gdzie wzrokiem sięgnąć rodzina i przyjaciele

Miejsce od dziecka znane, po kres życia dane

Bieda jak znamię, upokorzenie zbyt dobrze zna je

Dzień rozpoczyna się wraz z wczesnym ranem

Świt przypomina, że żywot to boskie skaranie

Należycie oddaj pokłon panu prostacki chamie

Chłopa wzgarda bo dwór ścielą gęby niegodne i cwane

Pisk rodzi szmer, szmer a po nim szepty

O rety, to nie są już sekrety

Szept do szeptu w sumie robi się już szumnie

Ponad szum wyrastają krzyki

Głosy krytyki zlewają się we wrzask przeciw katom

Wojna pałacom, a pokój chatom

Żyłę na czole rozsadza niepohamowana furia

Powiada: dosyć mam traktowania jak zwykłego durnia

Żądzy gniewu nie stępi pleban ani też liturgia

Wieści w karczmie niosą upojone podszepty

Do momentu, gdy tenże chłop korpulentny

Wykrzyczał: burżuje to niegodziwe mendy

We wsi larum i jazgot

Ktoś bez rozsądku wypowiedział posłuszeństwo panom

Siekierę z drwa wyrwał jednym szarpnięciem

Zimny trzonek mocniej zacisnął w ręce

Tępe ostrze w pniu wyżyna wcięcie

Kładzie się modrzew głuchym skrzypnięciem

Myśli krążą bez ładu zanurzone w odmęcie

Od rodzimej ziemi nie da się odwrócić na pięcie

Nawet wtedy, gdy szachuje państwo nadęte

Tfu, więcej czapkował nie będę

Ani z uniżenia ściskał mycki w dłoniach

To chłopa przesłanie, nie przebierał wysłańcowi w słowach

Oddala się dworska gnida w mrok cichnącym tętentem konia

Szlachta zniewagą uczyniła z chłopa niepokornego woja

Honor to pancerz chroniący jak zbroja

 

 

Ciągle na parterze

 

Wszystko można dziś skomercjalizować

Twarze i symbole, młodzieżowe roku słowa

Religia i bunt także mogą być towarem

Dewocjonalia, a na koszulkach noszą Che Guevarę

Być gdzieś pomiędzy zawsze się starałem

Zdrowy rozsądek pokierował mnie na lewą flankę

Tutaj jest już spoko, choć ulegam ciągłym szokom

Kryzysom finansowym i dziurom ozonowym

Zagrożeniem wojnami, społecznymi zmianami

Drogimi mieszkaniami i majątkowymi dysproporcjami

Wyzwań co niemiara do rozwikłania, więc może starczy już teoretyzowania

Spokrewniony z anarchizmem, lecz zdaję sobie sprawę, że problemy te są polityczne

Wytyczne elastyczne, układane tak by nie strącić im włosa z głowy

No co wy? Nie udawajcie zgrai niewiniątek

Pod tym kątem, jesteście niewyobrażalnie chujowi

Odchodzą starzy, a ich miejsce wypełniają nowi

Kontynuatorzy neoliberalnego pochodu zwycięzców

Choć to nie wojna na froncie, oni wciąż biorą jeńców

Grodzenie i dzielenie tego co niegdyś łączyło

Niektórym portfelom się solidnie przytyło

Opłotowań i kamer w nowych czasach przybyło

Choćby wszystko propagandą sukcesu się okryło

To co się mogło to się spierdoliło

Budzik dzwoni, wstaje dzień w świecie który nie jest rajem

Inne były obietnice, siostro, bracie się zdaje

Gorzka, czarna kawa ociepla zimne jak lód wnętrze

Znów trzeba się wspinać piętro po piętrze

Pomimo wysiłku i starań wciąż jestem na parterze

Ha, ha, ha czego oczekiwałeś jebany frajerze?

Żyjemy w świecie gdzie wolność jest taka dokąd sięga

Własność prywatna i ile aktywów się w kieszeni posiada

A ten co nie ma spłaca dobytek w ratach

Ta relacja jest jak syndrom sztokholmski

Musisz dalej w tym trwać, pomimo że grunt jest grząski

Wyprowadzam lewy sierpowy i kończę z nimi potężnym prostym

Ten system promuje panów wyniosłych, co brzuchy sadłem im obrosły

I konkurencję, w której należy wyciąć w pień rywala

Winny każdy z tych co się na szczycie nie znalazł

Nie do wywabienia skaza w życiorysie jak tłusta plama

Każdy musi sam przetrawić swój życiowy dramat

Napięcia eskalują, w końcu rozsadzą porządek jak granat

To normalne, że poczciwemu w biedzie i tak się nie powiedzie

Rodziny w komunalkach wychudzone jak po cud diecie

Z drogi śmiecie, bo panicz Lexusem jedzie

Uśmiechnięty i przystojny, bo takiemu inaczej nie przystoi

Doprawdy piękne słowa w szczerbatym uśmiechu tracą powab

Ci którym poskąpiono urody mogą mieć na świat focha

Dziś nikt nie wznosi myśli, wszyscy chcą się wyróżniać na fotach

Do wypowiedzi nie agora, a w sieci fora

Instagram, Tik-Tok albo patobójki w oktagonach

Odlatuję stąd czym prędzej jak kapitan Wrona

 

 

Tak pięknie, globalnie

 

Jestem uczestnikiem skomplikowanych globalnych więzi

Mimo prawa do wolności czuję się jak na uwięzi

Układają świat krwawi dyktatorzy i marionetkowi prezydenci

Polityczna sitwa całe życie na debacie spędzi

Jak czarownice z Salem oni są jacyś przeklęci

Zabawa czyimś kosztem, może ich to zwyczajnie kręci

Dysydenci schodzą do podziemia jak czeski Krecik

To Squid Game, świat wszechmogących jak Bruce

Shell zostawia za sobą wycieki i gruz

Jak przy ludzkim dramacie zachować luz?

W Chinach zeskrobują z ulicy robotnika mózg

Który nie podołał niewolniczej pracy dłużej już

Zginął przez telefon, który ktoś wyrzuci po roku i gra blues

Znudzony szejk wytarł gębę pobrudzoną przez humus

Z klima-loży zerkał na roboli rozpływających się jak owocowy mus

Stadion na mundial w Katarze musi być panie, wiesz konkret luksus

Będziemy emocjonować się meczami

Zawodnicy znów będą bohaterami

W sklepach gadżeciarski szał

Wszyscy jesteśmy biało-czerwonymi orłami

Nie bądź malkontent, konsumuj razem z nami

Globalny świat drynda w kieszeni

Globalne ciuchy, cuda wprost nie z tej ziemi

Globalne media, one wpływają na dyskurs

Globalną żywność leniwie przeżuwam w pysku

Trujące toksyny połykam z każdym oddechem

Zagrożenia klimatyczne prezydent w Brazylii zbywa śmiechem

Więc karczują puszczę pod kolejne uprawy soi dla wołowinki

Zanieczyszczenia i fermy to wysoki koszt taniej wędlinki

Co wyląduje na moim talerzu zależy od chińskich fosforanów

I czy w Ameryce Południowej Stany nie zaprowadzą rabanu

Dla przykładu, Fruit Company zabijał dla zysku z bananów

Chamów czas pożegnać już, co wy robicie ciągle tu?

Przeorał masową kulturę odważny ruch MeeToo

Teraz mówi się głośno, że trzeba jebać seksistów

Odtąd wyważać muszę bardziej słowa

I dobrze

Niemożność pierdolenia byle czego odbierana jest jak nowomowa

Totalitaryzm albo cenzura, co za bzdura

Wreszcie skończyły się czasy, że wstydzi się nie oprawca, a ten upokarzany

Typ co się w tym nie łapie stoi jak tryk zbaraniały

Widziały gały co brały

Chyba że akurat robisz zakupy w markecie

Z wierzchu wygląda pięknie jak w żurnal-gazecie

Glutaminian, barwniki, spulchniacze ze sobą w komplecie

W takim żyjemy świecie, monokultury i rzęsiste opryski

Nie po to by karmić, a osiągać kolosalne zyski

Kształt owoców i warzyw ocenia estetów komisja

Ogromne marnotrawstwo, a nie taka ponoć była wizja

 

 

Płonące butle

 

Gdy się wkurwiam, taaa, to temperaturą wrzenia

Nienazwany gniew nie robi na władzy wrażenia

Kompatybilny tłum idzie z postulatami

Wiedz, że wówczas nie chcą już zadzierać z nami

Siła rewolty zwiastunem zmiany

Jak pobudzony Krakatau sejsmicznymi wstrząsami

A psami mogą szczuć, to początek jatki

Nadrzędna zasada: nie trafić za kratki

Oczy dookoła miej jak Inspektor Gadżet

Pięści, w nich kamienie, to dżungla bez maczet

Prośby nie poskutkowały, grzecznie to już było

Nie ma tu baranów, robi się już bydło

W starciu wizerunków zero do jednego dla was

A małe uciechy dla wielu jak awans

Między problemami sztuką jest zachować balans

Szczęściarze z tych, których życie to nie marazm

Odpowiedzią na wzgardę są płonące butle
Pytanie, czy ryzykować przejebanym jutrem

Jesteśmy niezadowoleni i mamy już dosyć

W końcu wasze mordy dosięgną z ulicy ciosy

Niszczycie wspólnotę bo bez niej czujecie bezkarność

To czego się boicie, solidarność, to jest prawdziwa wartość

Dlatego krzyczymy to głośno w grupie

Jebać polityków, mamy was kurwy w dupie

W starciach ulicznych nowy świat wciąż będzie się wyłaniać

Choć obwieścił koniec historii Fukuyama

Gdy jesteś przydatny, po wpadce dadzą szansę do pokajania

By odzyskać zaufanie będzie trzeba się nachapać

Komentariat żeby istnieć musi dalej gadać

A pomiędzy ludźmi wspólnej sprawy nadal będzie trwała sztama

Zatrzymujemy policyjny pochód jak weselników brama

Choć na co dzień rozpierzchnięci zlejemy się w jedność jak woodstockowe pogo

Wiesz co oni wtedy nam mogą? Naskoczyć

A batalia od propagandy po fizyczny kontakt będzie się toczyć

Pycha kroczy ponoć chwilę przed upadkiem

Systemu sługusy taszczą typa z wykręconym karkiem

Rozbiegany wzrok jak tłum, lecz nie ma mowy o popłochu

Mamy swoje prawa, choć twierdzą, że my to ci z motłochu

Dlatego świszczą kule w górze, demokracja ma konflikt w naturze

Więc spokoju nie może być tutaj dłużej

Zwłaszcza, gdy nie odpowiada nam misja rządu

Jesteś z nami człeku, to jesteś mordo w porządku

 

 

Projekty nowego życia

 

Audyt na rejonie, śledzi ruch monitoring

Nie ma już oprychów, którzy bili się jak Torin

Mało co zostało po nich, towar ktoś inny goni

Nikt już nikogo nie kroi, dawni jak dzieje z kronik

Żaden w brokat się nie stroi jak na stole stroik

Żyją już gdzieś indziej, jeszcze nie złożyli broni

Zjawili się nowi, którzy przyszli z hajsem po nich

Jeśli chcesz przejrzystości to to miejsce lepiej pomiń

Świat należy do tych co trupami swój ścielą pomnik

Jeden rozbija się mercem, drugi głowy rozbija o chodnik

W hajsy płodni są ci zimni jak w talerzu chłodnik

Mający za sobą grupę szanse swe zwielokrotni

Szczególnie, gdy ta grupa grupę wpływu stanowi

Działanie ponowi, rekin, który nie przyjmie odmowy

Nawet, gdy dobiega skowyt i sypią się na łeb gromy

Nowe konstrukcje ponad marność wznoszą się jak drony

Śmierdzi szwindlem ale wszystko legal jak towar oclony

Patodeweloperka zasysa tkankę miejską i zbiera plony

Zaprojektują nowe życie dookoła kiedy wyniuchają w potencjale zyski

Jeśli nie dorównasz wzrostom możesz w poduszkę kwilić bo już jest po wszystkim

Stało się ładnym to co wcześniej było brzydkim

Nieregulaminowi muszą opuścić miejsce to krokiem szybkim

Projekty nowych dzielnic

Obietnice lepszego życia

Gentryfikacja ma stare do ukrycia

I cel w podnoszeniu dla snobów prestiżu

Miejsce to samo, już bez biedoty i kiczu

Przyszło pokolenie nowe schowane za domofonem

Z zamykanym szlabanem i agencją co zapewnia ochronę

Wyjątkowi jak monarcha noszący na głowie koronę

Skoro w niej wielu upatruje celu

Zadowoli ich tylko to co jest marką deluxe

Tych obciążonych długami pochłania czeluść

Bo polityka mieszkaniowa brzmi jak oksymoron

Nigdy nie będzie cię stać, chyba że masz hajs jak Joanna Moro

Co chcą to biorą, więc mają sporo

Przestrzenny horror jest miejską zmorą

Jak Neapol z Camorrą wieczorną porą

Rachunki cię do łysa wygolą

Jak skalp, alternatyw brak, nowy miasta ład

Więc trafia cię szlag i więdniesz jak flak

Wyrosło piękne i sterylne, a dookoła toporna nijakość

Co kłuje w oczy jak starca nagość

A miało być słodko jak z kremem ciasto

Długie cienie brył padają półmrokiem na miasto

Zagęszczonego od mikro-przestrzeni niczym w chowie klatkowym

Przelazły głowy jak u kotów, no to luz, mówić nie ma o czym

 

Michał Matuszak

Grafika w nagłówku tekstu: Mohamed Hassan from Pixabay

 

Przełom w sprawie reprywatyzacji

Przełom w sprawie reprywatyzacji

Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok, którym zakwestionowane zostały de facto wszystkie decyzje zwrotowe i odszkodowawcze wydane na rzecz nabywców roszczeń.

Jak informuje portal bankier.pl, w poniedziałek rozpatrywano sprawę czterech skarg kasacyjne na wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który uchylił decyzje komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji. NSA uchyliła wszystkie cztery wyroki.

NSA wydał dzisiaj wyrok, którym zakwestionowane zostały de facto WSZYSTKIE decyzje zwrotowe i odszkodowawcze wydane na rzecz nabywców roszczeń. Sąd zakwestionował ten model reprywatyzacji. Przełomowy wyrok, tylko że wydany jakieś 20 lat za późno – napisał wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Dodał: Wielki sukces.

Zapewnił, że „wszystkie sprawy prowadzone przez KW zostaną przeanalizowane pod kątem wydanego dziś wyroku”.  Od lat walczymy o rozliczenie reprywatyzacji warszawskiej i ten wyrok nas do tego przybliża – dodał.

Ewa Andruszkiewicz, działaczka Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów im. Jolanty Brzeskiej, wyrok NSA w sprawie reprywatyzacji nazwała przełomowym i rewolucyjnym. Wyraziła nadzieję, że będzie on fundamentem do rozliczenia nieuczciwych beneficjentów tego procederu.

Od początku chodziło nam dokładnie o to, że osoby skupujące roszczenia nie mogą być beneficjentami reprywatyzacji. Nie może być tak, że ktoś za 1500 zł kupuje kamienicę, a potem sprzedaje pojedyncze mieszkania za miliony – powiedziała PAP działaczka Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów im. Jolanty Brzeskiej Ewa Andruszkiewicz, komentując poniedziałkowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Druga twarz McDonald’s

Druga twarz McDonald’s

Niezależna brazylijska organizacja Repórter Brasil wzięła pod lupę amerykańskiego giganta fast foodów McDonald’s. Wyniki śledztwa można przeczytać w najnowszym raporcie „McDonald’s. Ślad giganta”, który publikuje Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie. Raport obrazuje szereg problemów społecznych i środowiskowych dotyczących sieci dostawców zaopatrujących McDonald’s w kawę, sok pomarańczowy, wołowinę oraz soję. Wraca kwestia odpowiedzialności firm za łańcuchy dostaw oraz środowisko naturalne.

Firma McDonald’s obsługuje ponad 63 miliony konsumentów i konsumentek dziennie w 40 tysiącach restauracji w 119 krajach na całym świecie. Wszystko zaczęło się od niewielkiej jadłodajni dla zmotoryzowanych otwartej w Kalifornii w 1948 r. 70 lat później to ogromna korporacja, która zatrudnia ponad 2,2 miliona ludzi, licząc zarówno pracowników własnych, jak i zatrudnionych przez franczyzobiorców.

Ze względu na swoją wielkość i zasięg działalności McDonald’s zajmuje znaczącą pozycję w kilku globalnych łańcuchach dostaw i wywiera istotny wpływ na politykę żywnościową.

Wołowina, kawa i sok pomarańczowy to przykłady brazylijskich produktów często obecnych w menu sieci. Z sektorami rolniczymi, z których pochodzą wspomniane produkty, wiąże się z wiele problemów, takich jak łamanie praw pracowniczych – w najpoważniejszych przypadkach nawet praca niewolnicza – a także szkodliwy wpływ na środowisko, w tym wylesianie oraz niszczenie tradycyjnych społeczności.

W tych sektorach korporacja wprowadziła szereg kryteriów i konkretnych działań w celu monitorowania swojego łańcucha dostaw. Jednak pomimo tej polityki, łańcuch dostaw firmy jest narażony na rozmaite czynniki ryzyka związane z realiami brazylijskich obszarów wiejskich.

Łamanie prawa przez dostawców pośrednich

McDonald’s utrzymuje, że w 99,4% wspiera łańcuchy dostaw wołowiny wolne od wylesiania. Aby pomóc zrealizować ten cel, Arcos Dorados, firma zarządzająca franczyzami sieci McDonald’s w Ameryce Łacińskiej, monitoruje, jak twierdzi, 100% pastwisk swoich bezpośrednich dostawców. Jednak dostawcy bezpośredni – ci, którzy wysyłają hodowane przez siebie zwierzęta prosto na ubój – to tylko ostatnie ogniowo w długim łańcuchu firm i gospodarstw składających się na brazylijską hodowlę bydła. Na większości farm zwierzęta są hodowane tylko do pewnego wieku, a następnie przekazywane na końcowy opas przed ubojem do innych gospodarstw, skąd trafiają do rzeźni. Większość przypadków wylesiania i pracy niewolniczej dotyczy właśnie takich gospodarstw. Przykładem jest firma JBS – największego przedsiębiorstwa mięsnego w Brazylii, od dawna zaopatrującego restauracje McDonald’s w tym kraju. Zakłady JBS w Campo Grande były wymieniane w artykułach o farmach wykorzystujących pracę niewolniczą, a także stały się przedmiotem śledztwa w sprawie nielegalnego użycia ognia w regionie Pantanal.

Korporacje. Czas na regulacje

W UE trwają prace nad dyrektywą należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju. Opublikowany w lutym 2022 roku projekt zawiera jednak istotne mankamenty, które mogą uniemożliwić osiągnięcie pozytywnego wpływu dyrektywy, jakiego potrzebują ludzie i planeta. Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie wraz z 220 organizacjami z Europy opublikowała stanowisko w tej sprawie, aby pokazać konsekwencje jakie niosą warunki panujące w funkcjonującym dziś systemie żywnościowym.

Lżejsze wymogi dla maszynistów

Lżejsze wymogi dla maszynistów

Opublikowano projekt rozporządzenia łagodzący wymagania zdrowotne dla maszynistów. Dzięki temu ma się zwiększyć liczba kandydatów, którzy będą spełniali wymagania zdrowotne, co pozwoli na zmniejszenie deficytu w tym zawodzie.

Chodzi o projekt rozporządzenie Ministra Infrastruktury zmieniające rozporządzenie w sprawie wymagań zdrowotnych, badań lekarskich i psychologicznych oraz oceny zdolności fizycznej i psychicznej osób ubiegających się o świadectwo maszynisty albo o zachowanie jego ważności. Wprowadzone zmiany dotyczą złagodzonych wymagań dotyczących narządu wzroku i słuchu.

I tak: ostrość wzroku z korekcją lub bez: 1,0; nie mniej niż 0,5 dla oka gorzej widzącego. Natomiast dopuszczalna maksymalna korekcja soczewkami kontaktowymi lub szkłami to: nadwzroczność+5/krótkowzroczność -8.  Wskazano też, że „osoba badana powinna słyszeć szept każdym uchem oddzielnie z odległości 2 m”.

Projektowane rozporządzenie przyczyni się do zwiększenia liczby kandydatów na maszynistów, którzy będą spełniali wymagania zdrowotne, co pozwoli na zmniejszenie deficytu maszynistów na rynku pracy powstałego wskutek występowania luki pokoleniowej na tym stanowisku pracy. Z deficytem maszynistów borykają się zarówno przewoźnicy pasażerscy, jak i towarowi.

 

Zbrojeniowe Eldorado szansą dla przemysłu?

Zbrojeniowe Eldorado szansą dla przemysłu?

Ostatnie dni sierpnia przyniosły podpisanie przez wicepremiera Błaszczaka umów wykonawczych na pierwsze elementy pakietu sprzętu, który ma zostać dostarczony Wojsku Polskiemu przez przemysł Korei Południowej. Chodzi w tym przypadku o 180 czołgów K2 (dostawy w latach 2022–25) i 212 armatohaubic samobieżnych K9A1 (2022–26). Według planów ma to stanowić dopiero preludium znacznie większych dostaw. Wojsko Polskie ma pozyskać łącznie aż 1000 K2, a K9 – w liczbie 672. Koszt umowy na pierwszą transzę czołgów wynosi 3,37 miliarda dolarów, armatohaubice będą kosztować 2,4 miliarda dolarów. W obu przypadkach umowy obejmują pakiety szkoleniowe, logistyczne oraz znaczące zapasy amunicji (100 000 sztuk obu kalibrów).

Dostarczane po roku 2026 czołgi miałyby być już opracowaną z uwzględnieniem polskich wymagań wersją K2PL. Zakładany jest szeroki zakres produkcji w Polsce, obejmujący według wstępnych deklaracji przedstawicieli MON nawet silniki. Na marginesie warto dodać, że na podstawie początkowych przecieków już pierwsza transza K2 miała być wersją nie podstawową, a zbliżoną do oferowanej Norwegii. Z wyraźnie poprawionym opancerzeniem, które w standardowej Czarnej Panterze w europejskich warunkach jest oceniane jako zdecydowanie niewystarczające. Stało się jednak inaczej, najprawdopodobniej z uwagi na czas potrzebny na wdrożenie do produkcji wariantu zmodyfikowanego niemożliwy do pogodzenia z naciskiem MON na jak najszybsze rozpoczęcie dostaw wypełniających wraz z kupowanymi w Stanach Zjednoczonych 226 używanymi Abramsami w wersji M1A1SA lukę po przekazanych Ukrainie T-72M1/M1R oraz pierwszej, zapewne nie ostatniej transzy PT-91.

W pierwszym etapie objętym podpisaną umową w Polsce ma zostać stworzone zaplecze serwisowe dla K2, umożliwiające prowadzenie obsługi bieżącej. Według wiarygodnych, jak się wydaje, spekulacji to właśnie czynnik dotyczący budowy zaplecza tego rodzaju zdecydował o zarzuceniu pozyskania większej liczby używanych Abramsów (według deklaracji MON na bardzo korzystnych warunkach finansowych w odniesieniu do pojazdów jako takich) na rzecz opłacanej żywym pieniądzem oferty koreańskiej. Powszechnie przyjmowany stosunek kosztów zakupu sprzętu nowego do kosztu późniejszej obsługi wynosi bowiem około 1:2 – w przypadku używanego, częściowo wyeksploatowanego i bardziej awaryjnego siłą rzeczy jest o wiele gorszy, zatem maksymalizacja krajowych zdolności serwisowych ma istotne znaczenie gospodarcze. Amerykanie znani są z małej elastyczności w wypuszczaniu z ręki przyszłych zysków, w szczególności w przypadku przewagi pozycji negocjacyjnej związanej ze sprzedażą sprzętu za tylko ułamek nominalnej wartości.

Z partnerem koreańskim (w przypadku czołgów jest to firma Hyundai Rotem) wiązane są natomiast duże nadzieje. W kwestii krajowego udziału w produkcji po 2026 wersji K2PL – której konfiguracja nie jest jeszcze znana, acz wydaje się, że również i w tym wypadku może mieć miejsce rezygnacja z dość wyśrubowanych postulatów takich jak przede wszystkim pełna izolacja amunicji od załogi – w razie realizacji zapowiedzi nastąpi de facto odtworzenie zdolności wytwarzania w Polsce czołgów. Ta bowiem została utracona po realizacji kontraktu na czołgi PT-91M dla Malezji. Brak dalszych zamówień spowodował daleko posuniętą degradację zakładów Bumar Łabędy, które straciły zasadniczą część wykwalifikowanych kadr. Ciosem śmiertelnym stał się upadek zakładów PZL-Wola pod koniec pierwszej dekady obecnego stulecia – wytwarzających jako jedyne w kraju silniki czołgowe. Od tej pory wszelkie propozycje modernizacji (czy potencjalnie odtworzenia produkcji) czołgów rodziny T-72/PT-91 musiały zakładać już zastosowanie importowanej jednostki napędowej.

Na obecnym etapie, kiedy jedynym pewnikiem jest zakup gotowych maszyn w Korei, trudno wyrokować na temat szans realizacji ogłaszanych zamierzeń, obejmujących nawet współpracę z Koreańczykami przy opracowywaniu czołgu kolejnej generacji, domniemanego KPL-3. Jednak samo stworzenie bazy serwisowo-remontowej dla zamówionych K2 będzie musiało oznaczać istotne poszerzenie zaplecza serwisowego. Zakłady Bumar Łabędy są bowiem obciążone niesprawnie przebiegającą modernizacją czołgów Leopard 2A4 do standardu PL, która może zakończyć się dopiero w roku 2027 lub nawet 2028. Krajowy potentat w dziedzinie sprzętu ciężkiego, Huta Stalowa Wola, jest obciążony obecnymi i przyszłymi zamówieniami. Wiele wskazuje na to, że pod kątem czołgów koreańskich zostanie stworzony nowy ośrodek lokalizowany w okolicach Poznania, przy czym niekoniecznie musi on pokrywać się z zakładami H. Cegielski włączanymi właśnie do struktur Polskiej Grupy Zbrojnej. Wraz z również poznańskimi Wojskowymi Zakładami Motoryzacyjnymi (które prowadzą i będą prowadzić obsługę serwisowo-logistyczną Leopardów) Cegielski może ułatwić stworzenie kolejnego ośrodka. Jego potrzeby kadrowe w przypadku samego serwisu, który w normalnych warunkach będzie musiał być realizowany przez nie mniej niż 40 lat, można szacować na co najmniej kilkaset osób, odpowiednio więcej w przypadku realizacji planów dotyczących produkcji na tak dużą jak zapowiadana skalę.

O ile zakup koreańskich czołgów nie jest przedmiotem istotnych kontrowersji, o tyle kwestia armatohaubic budzi żywe emocje. Kupowane obecnie gotowe K9A1 są bowiem odpowiednikami Krabów – wytwarzanych w Polsce i zyskujących bardzo dobre opinie podczas wojny ukraińskiej. Gąsienicowy nośnik jest zasadniczo identyczny i również w Krabie pochodzi z Korei (obecnie z produkcją licencyjną w Polsce), co stanowi pokłosie trwającego kilka lat zamrożenia programu. Huta Stalowa Wola jakoś przetrwała odwlekanie zamówień, jednak dla Bumaru i PZL-Wola stało się ono w praktyce gwoździem do trumny. W rezultacie do podwozia, które miało być produkowane praktycznie w całości w kraju, chociaż stanowiąc rozwinięcie jeszcze sowieckich technologii, w momencie, kiedy faktycznie zamierzano uruchomić produkcję seryjną brakowało polskiego silnika, a wydrenowany z kadr Bumar miał ogromne problemy ze sprostaniem wymogom jakościowym. Faktem niezaprzeczalnym pozostaje, że koreański nośnik jest znacznie doskonalszy technicznie i pod względem kluczowych dla przetrwania na polu walki dynamiki oraz zdolności manewrowych zdecydowanie góruje nad pierwotnie planowanym. Jednak stanowiąca rozwinięcie brytyjskiego AS-90 wieża problemów nie sprawia i na bazie doniesień z Ukrainy spisuje się doskonale. K9A1 sumarycznie nie powinna być od Kraba w istotny sposób gorsza ani lepsza.

W tej sytuacji musi budzić wątpliwości fakt, że oprócz trwającej produkcji rozwiązania spolonizowanego (mimo istotnego udziału komponentów zagranicznych) wprowadza się gotowy sprzęt zagraniczny tej samej klasy. MON ma tu istotny argument – HSW jest obłożona bieżącą produkcją Krabów na potrzeby krajowe (planowane jest zamówienie obok obecnych dodatkowych 48 egzemplarzy) oraz ukraińskie. W linii trzeba czymś zastąpić armatohaubice skierowane na Ukrainę, a także starsze haubice samobieżne 2S1. Resort wymaga bardzo szybkich dostaw, czemu krajowy producent nie jest w stanie sprostać przy istniejących możliwościach. Można przypuszczać, że decydenci polityczni nie działają pochopnie i na ślepo, lecz kierują się nieupublicznianymi prognozami rozwoju sytuacji wojennej na wschodzie, zakładającymi mimo potężnych strat Rosji konieczność bardzo szybkiego odtworzenia w zakresie zredukowanym transferami na Ukrainę i wzmocnienia potencjału Wojska Polskiego. Pytanie, czy podobnymi prognozami nie dysponowano już od czasu pierwszej rundy rosyjskiej inwazji na Ukrainę i czy w związku z tym nie można było w ciągu siedmiu lat znacząco zainwestować w moce produkcyjne, pozostanie już bez odpowiedzi…

Nieco inaczej ma się sprawa perspektywy po 2026 dotyczącej produkcji i zakupów wersji określanej jako K9PL. Ma to być spolonizowana odmiana konstrukcji K9A2. Jej najważniejszym ulepszeniem wobec A1 będzie automat ładowania działa. Sądząc po zapowiedziach, zgodnie z którymi również K9PL będzie początkowo produkowana w Korei, trudno oczekiwać istotnego zakresu polonizacji konstrukcyjnej tego zdefiniowanego już przez Koreańczyków, rozwijanego od kilku lat projektu. Tymczasem na bazie kompetencji badawczo-rozwojowych nabytych podczas polonizacji zagranicznych rozwiązań wiodącej do Kraba w obecnej formie można by oczekiwać już właśnie istotnego udziału polskich konstruktorów. HSW dzięki opracowaniu bojowego wozu piechoty Borsuk miałaby coś do powiedzenia również w obszarze podwozi. Postawienie na konstrukcję de facto koreańską rodzi pytanie, co stanie się z potencjałem badawczo-rozwojowym.

Warto przy okazji zauważyć, że HSW już przed kilku laty proponowała wojsku opracowanie wersji Kraba ze zautomatyzowanym ładowaniem, co jednak nie budziło żadnego zainteresowania. Można spodziewać się, że własne projekty rozwojowe Huty pójdą w tej sytuacji do kosza, a inżynierom przypadnie rola kopistów wdrażających rozwiązania opracowane gdzie indziej. Co prawda Koreańczycy anonsują dalszą ewolucję systemu K9, ale czy kilka lat praktycznego zawieszenia przez HSW badań i rozwoju nie spowoduje utraty przynajmniej znaczącej części zdolności z tym zakresie i potencjału podjęcia ewentualnej współpracy? Fatalna komunikacja między MON a przemysłem i stawianie tego drugiego w obliczu faktów dokonanych oraz bardzo zaskakujących żądań doprowadziły do dymisji powszechnie wysoko ocenianego prezesa HSW Bartłomieja Zająca. W powyższej raczej niewesołej sytuacji warto docenić, że według opublikowanych doniesień dostarczane K9A1 mają być od samego początku wyposażone w polskie Zintegrowany System Zarządzania Walką Topaz i system łączności Fonet. Czy jednak radość będzie pełna, okaże się dopiero po ujawnieniu stopnia funkcjonalności Topaza w koreańskich działach. Również w tym przypadku na temat miejsca produkcji K9PL pozostają póki co spekulacje. Naturalnym wyborem wydawałaby się HSW, jednak przecieki informacyjne z MONu potrafią zaskakiwać.

Powyższe plany nie wyczerpują całości wojskowych inwestycji oraz ich kontekstu przemysłowego. Niektóre kwestie, takie jak systemy HIMARS i Narew (CAMM), omówiłem we wcześniejszych tekstach na stronie Nowego Obywatela. Ważnym uzupełnieniem wydaje się ogłoszenie zamiaru polonizacji przeciwpancernych (i nie tylko) pocisków rakietowych Brimstone. Wytwarzaniem ich elementów w zakresie swoich kompetencji zająć się mają zakłady Mesko. Z Mesko należy również wiązać ewentualną polonizację koreańskich systemów artylerii rakietowej K239, wydaje się, że MON poszukuje rozwiązania rezerwowego dla HIMARSów, których dostępność w oczekiwanych liczbach może być bardzo problematyczna. Rozwój zdolności produkcyjnych dotyczy również projektów realizowanych od wielu lat. Według informacji ogłoszonych w wywiadzie prasowym przez członka zarządu spółki Mesko produkcja przenośnych zestawów przeciwlotniczych, która jeszcze przed kilku laty wynosiła maksymalnie 300 egzemplarzy, w roku bieżącym ma sięgnąć 600, a w przyszłym niemal 1000. Firma prowadzi również projekty Piorun Plus/Piorun 2, mające odznaczać się odpowiednio poprawionymi lub jakościowo nowymi (w kwestii zasięgu) parametrami. Co interesujące, prace te prowadzi z własnych środków, nie mogąc być w żadnej mierze pewna zainteresowania resortu obrony.

Z kolei w związku z zapotrzebowaniem na bezzałogowe statki powietrzne, systemy elektroniczne oraz realizacją programu Gladius, firma WB Electronics buduje w Skarżysku-Kamiennej centrum produkcyjne, które ma zatrudnić około 200, w perspektywie może nawet 400–500 osób. W odniesieniu do zatrudnienia, tajemnicą poliszynela jest, że ogromne zapotrzebowanie Ukrainy na środki bojowe przekłada się na potrzeby kadrowe polskich firm z branży, które na wszelkie sposoby starają się rekrutować pracowników. Szczególne znaczenie społeczne ma to w przypadku HSW i produkującego amunicję Dezametu – leżących w województwie podkarpackim, mającym należące do najwyższych w kraju wskaźniki bezrobocia. Również produkcja i plany zakładów Mesko oraz WB poprawią także niewesołą sytuacją na rynku pracy w sąsiednim województwie świętokrzyskim.

To, czy zajmujące większość niniejszego tekstu plany związane z Koreą przyniosą kreślone przez przedstawicieli MON korzyści przemysłowi i społecznościom, w których działa, pokaże przyszłość. Z jednej strony zamierzenia są imponujące, z drugiej póki co jednym twardym konkretem pozostają zakupy sprzętu za granicą i pewny, choć niewiadomy zakres lokalizacji jego obsługi serwisowej w kraju. Ambitne plany odtworzenia produkcji czołgów czy kontynuacji wytwarzania artylerii samobieżnej mogą zostać pokrzyżowane przez różne czynniki: recesję, zmianę polityczną, rozbicie się planów rozwoju liczebnego armii o kwestie demograficzne, w najgorszym wypadku o niekorzystny rozwój sytuacji geostrategicznej. Dalsze zakupy mogą też zostać ograniczone, co w sytuacji niekoniecznie dobrej współpracy MON-u z przemysłem i traktowania przez wojsko krajowych zakładów nieraz jako zła koniecznego, skrzeczącego i utrudniającego wygodny zakup z półki za granicą, nie wyklucza negatywnych konsekwencji. W przypadku K2 prawdopodobny nowy ośrodek nawet przy znacząco mniejszych zakupach pozostanie centrum serwisowym. Jednak w przypadku artylerii może dojść do sytuacji, w której Krab zostanie „zarżnięty” przez samo zaniechanie jego dalszego rozwoju, a znacznie ograniczonego zakupu K9PL nie będzie się już opłacało polonizować w odniesieniu do wieży.

Wypada życzyć sobie realizacji scenariuszy korzystnych, jednak nie sposób nie uwzględniać też negatywnych.

dr Jan Przybylski

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Gerrit Burow from Berlin, Deutschland – Tag der polnischen Streikräfte, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=81634766