przez redakcja | niedziela 28 sierpnia 2022 | aktualności
Producent Cisowianki stawia na ekologię oraz redukcję śladu węglowego – polska firma uruchamia transport intermodalny, wykorzystując do masowego transportu swoich produktów kolej.
Jak pisze portal dlahandlu.pl, dwa inauguracyjne transporty kolejowe, które zrealizowano w maju, pozwoliły na dostarczenie aż 88 kontenerów, eliminując z dróg taką samą liczbę ciężarówek z naczepą. Pierwsze dwa pociągi z Nałęczowa z wodą mineralną Cisowianka dotarły do Poznania oraz Sosnowca, skąd odbywa się dystrybucja odpowiednio na terenie Wielkopolski oraz na Śląsku, Zagłębiu i w Małopolsce. Jeden pociąg pozwala na przewiezienie aż 44 kontenerów z produktami Nałęczów Zdrój. Oznacza to, że każdy transport kolejowy jest w stanie zastąpić 44 ciężarówki z naczepami, które nie muszą poruszać się po polskich drogach.
Chodzi o tzw. transport intermodalny, polegający na łączeniu przewozów kolejowych z innymi formami transportu, z wykorzystaniem tej samej jednostki ładunkowej (kontener, naczepa).
przez redakcja | piątek 26 sierpnia 2022 | aktualności
Ponad 100 tys. brytyjskich pocztowców strajkuje. Trwa największy tego lata protest.
Jak informuje biznes.interia.pl, około 115 tys. pracowników brytyjskiej poczty, Royal Mail, bierze udział w piątek w strajku, domagając się podwyżek płac. Pod względem liczby uczestników to największy z całej serii strajków, które odbywają się tego lata w Wielkiej Brytanii.
Protest pocztowców jest zapowiadany na cztery konkretne dni – kolejne daty strajku to 31 sierpnia oraz 8 i 9 września. Kierownictwo Royal Mail oświadczyło, że postara się zminimalizować zakłócenia, ale ostrzegło, że w dni strajku nie będą dostarczane listy, a część paczek będzie opóźniona, przy czym dotyczy to także paczek wysłanych w dni bezpośrednio poprzedzające i następujące po tych, w których odbywa się protest.
Reprezentujący pracowników poczty związek zawodowy CWU odrzucił ofertę podwyżek płac, która maksymalnie może sięgać 5,5 proc., i domaga się, by podwyżki były adekwatne do obecnego wzrostu kosztów życia. W lipcu roczna stopa inflacji w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy od 40 lat przekroczyła 10 proc., a według prognozy Banku Anglii pod koniec tego roku wzrośnie do ponad 13 proc. CWU podkreśla, że pocztowy zasługują na godne podwyżki, zwłaszcza w sytuacji, gdy przychody Royal Mail rosną, a firma wypłaciła akcjonariuszom 400 mln funtów dywidendy.
przez redakcja | czwartek 25 sierpnia 2022 | aktualności
Pracownicy uważają, że firmy powinny pomóc im zadbać o zdrowie psychiczne. Pomocna byłaby większa pula dni urlopowych. 44 proc. mówi o zapewnieniu elastyczności w pracy.
Jak informuje portal pulshr.pl, Z raportu ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy” wynika, że 36 proc. polskich pracowników oczekuje od swoich pracodawców większego wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego, m.in. większej puli dni wolnych.
Z raportu wynika, że 47 proc. polskich pracowników odczuwa w miejscu pracy pewność siebie, niemal połowa (45 proc.) bezpieczeństwo, a 39 proc. motywację. Z drugiej jednak strony 3 na 10 (27 proc.) respondentów jest znudzonych i brakuje im motywacji, 19 proc. czuje się niepewnie, a 18 proc. brakuje poczucia bezpieczeństwa.
Z badania ManpowerGroup wynika także, że 36 proc. pracowników w Polsce oczekuje od firm większego wsparcia w zakresie zdrowia psychicznego. Podobne proporcje dostrzec można także wśród Polaków, którzy są skłonni porzucić obecną pracę i zmienić ją na mniej płatną. Najczęściej motywacją jest pogarszanie się zdrowia fizycznego (45 proc.), nieco rzadziej wskazywano gorsze zdrowie psychiczne (42 proc.), a wyraźnie rzadziej wskazywane było wypalenie zawodowe (27 proc.).
Ponad połowa (51 proc.) pracowników uważa, że pomocna byłaby większa pula dni urlopowych, a 44 proc. mówi o zapewnieniu elastyczności w pracy, jak na przykład wybór czasu i miejsca pracy. 39 proc. zatrudnionych chciałoby się rozwijać i zdobywać nowe umiejętności, a 36 proc. oczekiwałoby od organizacji dodatkowych dni wolnych w celu zadbania o zdrowie psychiczne.
przez redakcja | środa 24 sierpnia 2022 | aktualności
Stowarzyszenie Polska Sieć Ekonomii i osiem organizacji założycielskich powołały Społeczną Radę Fiskalną.
Posiedzenie inauguracyjne odbyło się w murach Akademii Leona Koźmińskiego. W skład komitetu założycielskiego weszły następujące organizacje: Forum Związków Zawodowych, Krajowa Rada Spółdzielcza, Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, Stowarzyszenie Energia Miast, Związek Lustracyjny Spółdzielni Pracy, Związek Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć.
Społeczna Rada Fiskalna jest propozycją Polskiej Sieci Ekonomii na wzmacnianie dialogu społecznego i zwiększenie wpływu reprezentatywnych organizacji na kształtowanie mądrej polityki fiskalnej w Polsce. Podobne rady fiskalne (fiscal council) funkcjonują w kilkunastu krajach świata, w większości w Europie. Zadaniem Społecznej Rady Fiskalnej jest ocena wydatków rządowych, założeń i planu budżetu, wieloletnich planów finansowych oraz polityki podatkowej. W wielu krajach rady fiskalne są niezbędne dla przegłosowania budżetu i dysponują kluczowym zdaniem wobec braku konstytucyjnych limitów zadłużenia – czytamy w uchwale Zarządu PLSE powołującej Radę.
Członkostwo i prace Rady pozostają otwarte dla innych organizacji. Do rady zapraszamy związki zawodowe, organizacje spółdzielców, związki pracodawców, organizacje branżowe – każda realna reprezentacja istotnych grup społecznych jest mile widziana. Zależy nam na szerokim dialogu społecznym – dodaje Jan J. Zygmuntowski, współprzewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii.
Posiedzenia Rady będą odbywać się rotacyjnie w siedzibach poszczególnych organizacji. Kolejne posiedzenie Rady zaplanowane jest na drugą połowę września, gdy zaprezentowany zostanie pierwszy projekt ustawy budżetowej na 2023 rok.
przez redakcja | wtorek 23 sierpnia 2022 | aktualności
Na wrześniowej liście leków refundowanych znajdzie się najdroższy lek na SMA – Zolgensma.
Jak informuje serwis interia.pl, w refundacji na liście wrześniowej znajdzie się najdroższy, jeżeli chodzi o jednorazowe przyjęcie, lek przeciwko SMA. Mówię tutaj o leku Zolgensma, który będzie przeznaczony dla dzieci w wieku do 6 miesięcy. On będzie podawany oczywiście w wyniku stosowania programu przesiewowego – powiedział minister Niedzielski.
Lek będzie refundowany z środków Funduszu Medycznego, który jest nowym narzędziem w polskim systemie ochrony zdrowia. Został powołany dopiero w 2020 roku.
SMA (ang. spinal muscular atrophy), czyli rdzeniowy zanik mięśni, to ciężka choroba rzadka, w której z powodu wady genetycznej stopniowo obumierają neurony w rdzeniu kręgowym, odpowiadające za skurcze i rozkurcze mięśni. Brak impulsów nerwowych sprawia, że mięśnie szkieletowe nie są pobudzane, słabną i stopniowo zanikają, co może prowadzić do częściowego albo całkowitego paraliżu. Chorobę tę najczęściej wykrywa się w niemowlęctwie.
przez redakcja | poniedziałek 22 sierpnia 2022 | aktualności
Przeciętny prezes zarządu dużej firmy w Holandii zarabia 40 razy więcej od swoich pracowników, wynika z ankiety dziennika „De Volkskrant”. Jednocześnie wynagrodzenia prezesów wzrosły w ubiegłym roku o jedną trzecią, a pracowników o 2,2 procent.
Jak informuje portal pulshr.pl, z przeprowadzonych wśród 112 największych firm w Niderlandach badań holenderskiego dziennika „De Volkskrant” wynika, że w 2021 r. przeciętne wynagrodzenie szefów zarządów w tym kraju wyniosło 2,8 mln euro i było wyższe o jedną trzecią w stosunku do poprzedniego roku. W tym samym okresie wynagrodzenia pracowników wzrosły jedynie o 2,2 procent.
Jak wynika z badania gazety, zdecydowanie najlepiej opłacanym prezesem zarządu był Lucian Grainge – brytyjski szef Universal Music Group (UMG), który zarobił w 2021 r. 274,3 mln euro.
Photo credit: https://www.woodenearth.com/
przez redakcja | niedziela 21 sierpnia 2022 | klasyka, opinie
Większość ludzi zgadza się obecnie, iż rozrost biurokracji i administracyjnego formalizmu we współczesnym państwie to rzecz bardzo niepokojąca, zwiększenie zaś wpływu władzy centralnej na życie społeczne i multiplikacja praw stanowią bardzo poważne zagrożenie. Wszyscy wiemy, że instytucje sądu i prawa w istocie skutkują pojawieniem się najprzeróżniejszych rodzajów zła: przekupstwa, szantażu, krzywoprzysięstwa, szpiegostwa, kłamstwa, fałszywych oskarżeń – całej masy niepotrzebnych cierpień, których ludzie przysparzają sobie nawzajem. Że sankcjonują i systematyzują używanie przemocy, niekiedy skrajnie brutalnej. I że w jawny i bezpośredni sposób podtrzymują istnienie niesprawiedliwych urządzeń społecznych, na przykład monopolu ziemskiego. Że ich funkcjonowanie pełne jest absurdów i sprzeczności, zarówno w teorii, jak i praktyce. Że (jak na to zwracał uwagę wielokrotnie Herbert Spencer) paraliżują one życiowo tych, którzy się im poddają i wierzą w nie. I że, wreszcie, w większości przypadków działają tak archaicznie, że niemożliwe chyba byłoby przeprowadzenie takiej ich reformy, by zestroić je chociaż trochę z wymaganiami zdrowego rozsądku – nawet gdybyśmy istotnie chcieli taką reformę przeprowadzić.
A jednak, gdy tylko zaczynamy o nich rozmawiać, zazwyczaj bronimy ich dzielnie, twierdząc, że ich istnienie przynosi nam także pewne korzyści, co najmniej równoważące ich wpływ negatywny, że są – mówiąc krótko – złem koniecznym, bez którego nie możemy funkcjonować i usunięcie którego przyniosłoby tylko erupcję chaosu, przemocy i konfliktów społecznych.
Warto, być może, przyjrzeć się tutaj tej argumentacji nieco bliżej. Co ciekawe bowiem, dzieje najprzeróżniejszych ludów i narodów wskazują bowiem na coś przeciwnego. Nie tylko wszystkie plemiona przeszłości żyły w zgodzie i przyjaźni społecznej bez choćby śladu pisanych przepisów, ale nawet wiejskie społeczności dnia dzisiejszego, takie jak istniejące w różnych zakątkach Irlandii, Szwecji, Szwajcarii czy Chin, funkcjonują według dokładnie tej samej zasady. Prawo państwowe, jego ustanowienie i egzekwowanie, odgrywają w ich życiu rolę zaledwie marginalną. Oczywiście, we wszystkich tego rodzaju zbiorowościach wielkie znaczenie posiada obyczaj, ów niezbędny kręgosłup życia wspólnego. Ale obyczaj różni się znacznie od prawa, stanowi – jak moglibyśmy powiedzieć – prawo w formie zarodkowej, słabe, rudymentarne. I istotnie, jakkolwiek surowe, sztywne czy wręcz głupie byłyby przeróżne obyczaje plemion prymitywnych, to i tak niepomiernie łatwiej je zmienić, jeżeli nie skostniały jeszcze w formę pisaną, z towarzyszącym jej w sposób konieczny przepychem historii i ceremoniału – a także armią niebezpiecznych ludzi, zawodowo pilnujących jego przestrzegania [1].
Czy ludzkie społeczeństwa mogą istnieć bez rozbudowanej struktury obyczaju? Wątpię. Nie ma jednak żadnej wątpliwości co do tego, że mogą nie tylko istnieć, ale funkcjonować świetnie i w dobrym zdrowiu, bez prawa pisanego. I kiedy obyczaj przyjmuje – wśród ludów rozumnych i bardziej zaawansowanych, które wyszły ze stanu barbarzyństwa – formę łagodną i, wciąż wywierając pewną presję na sumienie jednostek, staje się dość elastyczny, aby zmieniać się w zależności od wymagań życia – wtedy właśnie widać wyraźnie, iż stanowi on szlachetniejszą siłę społeczną, niż prawo, przewyższając je tak, jak żywy organizm przewyższa martwą maszynę. Zresztą, przecież i znaczna część naszych relacji społecznych funkcjonuje na zasadzie zwyczajowej, niektóre z tych obyczajów zaś, jak widzimy choćby na przykładzie mody czy „prestiżu społecznego”, mają wielką moc. Żadne prawo, na przykład, nie reguluje kwestii zakładów sportowych, a jednak oszustwa w tej materii zdarzają się bardzo rzadko.
Oczywiście, ludziom tak przyzwyczajonym, jak my, by do każdej byle bzdury „wzywać policję”, trudno wyobrazić sobie życie bez tej instytucji. Ponieważ zaś od jej istnienia faktycznie zależy spora część naszego życia, jej likwidacja wywołałaby pewien chaos, to znaczy – może inaczej – ponieważ bez niej nie dałoby się utrzymywać ani obecnego systemu wyzysku, ani owych nieprawdopodobnych różnic majątkowych, jakie zachodzą między klasami, nasze społeczeństwo, oparte przecież właśnie na tych dwóch sztucznych fundamentach, z konieczności musiałoby się rozpaść [2]. Tym niemniej, twierdzić, że coś jest konieczne społecznie w ogóle tylko dlatego, że nie może bez tego istnieć społeczeństwo nienormalne, nienaturalne, jest czymś podobnie absurdalnym. To tak, jak gdyby powiedzieć, że ponieważ każda chińska arystokratka musi przejść proces krępowania stóp, wszystkie kobiety świata powinny mieć okaleczone stopy. I istotnie, tego nam właśnie potrzeba – zrozumieć, że nasz stan społeczny jest czymś tak samo strasznym i nieludzkim, jak okaleczona stopa. Jeśli zaś zdołamy to uczynić, zrozumiemy także, jak zbędne są wszystkie owe instytucje – takie właśnie, jak sądy i policja – za swój jedyny cel mające podtrzymywanie jego istnienia.
Z tej też przyczyny wszelkie wątpliwości, jakie pojawiają się w ludzkich umysłach w związku z propozycją stworzenia społeczeństwa ludzi wolnych – społeczeństwa bez rządu, a więc samo-rządnego – dotyczą nie tyle tego, czy powinniśmy to zrobić (tutaj raczej wszyscy się zgadzamy), ale tego, czy można to zrobić. Chodzi o kwestie praktyczne. Ale w tym wypadku większość trudności, jakie zachodzą, wynika nie z czego innego, jak z istnienia naszej obecnej patologii. Ludzie widzą więc, na przykład, że główną siłą napędową współczesnego życia jest bratobójcza walka o przetrwanie i wnoszą stąd, że bez rządu społeczeństwo pogrąży się w chaosie mordów i grabieży z jednej – oraz biernego próżniactwa z drugiej strony [3].
Choć sąd ten może wydać się bardzo twardy, tym, co napędza nasze życie społeczne w jego warstwie zewnętrznej, jest strach. Od nędznego niewolnika swego pracodawcy, który wstaje przed świtem, przeciska się przez nasze zatłoczone ulice do swego miejsca pracy, aby od pierwszego gwizdka przez dziewięć, dziesięć, dwanaście godzin wykonywać tę samą, monotonną czynność za śmieszne pieniądze; który wraca późnym wieczorem, by ucałować swoje śpiące dzieci, zjeść kolację i, w śmiertelnym zmęczeniu, zwalić się na łóżko, znów wstać i następnego dnia powtórzyć w każdym punkcie ten wycieńczający rytuał; i który godzi się na takie właśnie, nieludzkie i podłe życie, wyzute kompletnie z godności i sensu tylko dlatego, że boi się umrzeć z głodu; po wielkiego potentata, który wiedząc, że majątek zrobiony na przekrętach i spekulacji to dom zbudowany na piasku, który w każdej chwili może się zawalić; który im więcej ma pieniędzy, tym bardziej boi się je stracić; i który bez ustanku musi walczyć o pozycję, nawet uciekając się do najbardziej niegodziwych zagrywek; słowem, od najbiedniejszych do najbogatszych, całe nasze społeczeństwo drży o swój byt, nad wszystkimi straszliwy demon strachu rozpostarł swoje czarne skrzydła. Nieustanna gorączka to znak naszego życia. Nie ma w nim miejsca na naturalne zadowolenie i pogodę ducha. Jak ulice naszych miast długie i szerokie, nie znajdzie się na nich nikt, kto śpiewałby jakąś piosenkę (może z wyjątkiem gliniarzy). Nawet chłopcy pracujący w polu nie nucą już swoich słynnych przyśpiewek – no, nie wspominając nawet o tym, że gdyby robotnik w nowoczesnej fabryce śpiewał podczas pracy, zostałby natychmiastowo i brutalnie „wylany”. Przypominamy rozbitków, ostatkiem sił wspinających się na przybrzeżne skały. Pod nami szaleje ciemna i wściekła kipiel. Każdy stara się za wszelką cenę dokonać ledwie jednej rzeczy – nie spaść. Jeśli zaś w przypływie paniki wykona jakiś nieostrożny ruch i zepchnie w dół jednego ze swoich towarzyszy? No cóż, w takich warunkach podobnie przykre wypadki są rzeczą nieuniknioną.
Ale taki stan rzeczy nie jest normalny. I choć historia rodzaju ludzkiego niezbicie dowodzi, że walka o byt stanowi konieczny element życia, to nie znajdujemy w niej żadnych zgoła przykładów – może z wyjątkiem przypadków naprawdę skrajnych – podobnie wszechobecnego i miażdżącego niepokoju. Obserwacja plemion prymitywnych, z naszej perspektywy skrajnie „biednych”, odsłania przed nami obraz egzystencji zbiorowej zasadniczo odmienny od warunków naszego, jak moglibyśmy powiedzieć, imperium strachu. Proszę teraz moich Czytelników, aby na moment spróbowali wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby zdjęto z naszych barków to nieludzkie brzemię – i jakie byłyby tego skutki praktyczne.
Wyobraźmy sobie zatem, że jakiś dobry mag – jakiś, powiedzmy, transcendentalny minister finansów – machnął różdżką i wyczarował świat, w którym mielibyśmy nie tylko dobrą emeryturę na stare lata, ale także godne zabezpieczenie materialne na całe życie, no – może, aby nie przesadzić: gwarantowany dostęp do artykułów pierwszej potrzeby, tak iż w przyszłości nikt nie odczuwałby już owego stale towarzyszącego nam niepokoju o byt materialny swój i swojej rodziny. Jakie skutki miałoby to dla naszego życia?
Być może, jak wielu utrzymuje, że się stanie, dziewięć dziesiątych z nas powiedziałoby sobie: „Prędzej mi głowa odpadnie, niż kiedykolwiek jeszcze w życiu choćby kiwnę palcem”. Jak ten kataryniarz ze znanej anegdoty, który, doszedłszy do pewnego majątku, rozwalił swoje stare narzędzie pracy siekierą, wrzeszcząc: „No, to teraz sobie graj! Teraz sobie graj!”, czulibyśmy zapewne do naszej pracy tak ogromny wstręt, że rzucilibyśmy ją na zawsze. Jak powiadam, byłoby to bardzo prawdopodobne – i, co więcej, bardzo racjonalne! „Praca” bowiem oznacza współcześnie zazwyczaj zajęcie tak poniżające i bezsensowne, że najlepszym i najbardziej męskim, co można z nią robić, to jej nie wykonywać!
Załóżmy jednak, iż – mając zapewnione przynajmniej minimum egzystencji i wolność od zagrożenia śmierci głodowej – istotnie wszyscy udalibyśmy się na długi wypoczynek, z pietyzmem dbając przede wszystkim o to, aby nic nie robić. Że poleżelibyśmy sobie do góry brzuchem przez dwa, trzy, czy nawet sześć miesięcy. Czy to nie oczywiste, że po takim czasie dla większości z nas ta bezczynność stałaby się po prostu nie do zniesienia, w związku z czym wzięlibyśmy się do jakiejś roboty, tej lub innej, w każdym razie choćby po to, aby stworzyć coś ponad minimum – jakiś przedmiot użyteczny lub piękny, dla nas albo i naszych sąsiadów, albo i nawet dla społeczeństwa jako takiego? Że mówiąc najprościej, po pewnym czasie rozpocząłby się spontaniczny i szeroko zakrojony proces produkcji najprzeróżniejszych rodzajów dóbr, z towarzyszącym mu w naturalny sposób procesem wymiany, i ani byśmy się obejrzeli, a nieomal na naszych oczach powstałoby nowe, samowystarczalne społeczeństwo, działające nie ze strachu i niepokoju, ale raczej wspólnego dążenia do szczęścia i pełni?
Fakt, iż jeśli ulżyć im codziennych trosk, ludzie sami z siebie zaczynają zajmować się czymś pożytecznym, widać najwyraźniej na przykładzie klas posiadających. Nie da się wszak zaprzeczyć, że ich przedstawiciele, mając zapewnione nie tylko minimum egzystencji, ale dużo, dużo więcej, cechują się wielką energią i chęcią działania. Kilka dekad, ba, kilka lat, wystarczyło, aby sfalsyfikować pryncypia wykwintnej teorii socjologicznej o pikniku jako naczelnym celu ludzkiej egzystencji i teraz obserwujemy przecież prawdziwy wysyp najprzeróżniejszych stowarzyszeń, lig, organizacji charytatywnych, inicjatyw w stylu „sztuka dla ubogich”, krucjat antyalkoholowych i tego typu rzeczy, stanowiących po prostu naturalny wyraz twórczych energii człowieka, szukających dla siebie ujścia na niwie społecznej. Oczywiście to wielka szkoda, że, w związku z niezwykle niedoskonałym wykształceniem bogatych, inicjatywy te są zazwyczaj po prostu niewydarzone. Tym niemniej, niewątpliwie w przyszłości uda się to naprawić. Chodzi mi tutaj jednak wyłącznie o to, abyśmy dostrzegli, że skoro bogaci, choć tak źle przygotowani do tego przez tradycje i mentalność swojej klasy, spontanicznie podejmują podobne działania, nie ma niczego absurdalnego w założeniu, że zwykli ludzie, znacznie mocniej przecież stojący na ziemi, zrobią to samo.
Jeśli zaś ktoś jeszcze ma wątpliwości, niech przypomni sobie tylko wszystkie owe tysiące mieszkańców naszych ogromnych miast, którzy daliby sobie odciąć dwoje uszu w zamian za możliwość pracy na roli – przecież nie z nadziei na zbicie majątku, ale dlatego, że kochają to życie. Albo którzy hobbystycznie zajmują się uprawą działek czy ogródków. Albo których prawdziwe życie zaczyna się po zakończeniu pracy zawodowej, którzy zajmują się po godzinach ciesielką, rzeźbieniem w drewnie, kowalstwem artystycznym czy czym tam jeszcze, słowem: to niepoliczone mnóstwo urodzonych ogrodników, stolarzy, ślusarzy – i potem, po prostu, spróbuje wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby ci wszyscy ludzie mogli nagle, w pełnej wolności, poświęcić się swojemu ulubionemu zajęciu.
Wydaje mi się to zatem przynajmniej możliwe, iż społeczeństwo wolne od przymusowej tresury i brutalnej kontroli, spontanicznie zaczęłoby wytwarzać dobra najcenniejsze dla siebie. Nie wynika stąd bynajmniej, rzecz jasna, iż taki stan rzeczy natychmiast wydałby z siebie idealną harmonię i powszechny pokój. Przyniósłby jednak zapewne przynajmniej kilka zmian na lepsze, które to również pragnąłbym tutaj pokrótce omówić.
Po pierwsze zatem, każdy człowiek kierowałby się przy wyborze zawodu głównie świadomością własnych upodobań i talentu, przynajmniej w stopniu znacznie większym, niż to ma miejsce obecnie. W związku z tym łatwiej byłoby mu znaleźć zajęcia, w których byłby dobry. Wzrost produktywności i efektywności, jaki ta zmiana wywołałaby, byłby wprost gigantyczny, a do tego uwolnienie naturalnej różnorodności smaku i inwencji jednostek skutkowałoby proporcjonalnym zwiększeniem różnorodności i indywidualności wytwarzanych dóbr.
Po drugie, praca w tym nowym systemie byłaby użyteczna. Na pewno nikt nie kopałby dołków w ziemi tylko po to, aby je za moment zakopać – no a przecież nie ma najmniejszych wątpliwości, że większa część pracy wykonywanej w naszym obecnym systemie ma mniej więcej tyle samo sensu. Indywidualny stolarz, składając komódkę dla siebie czy sąsiada, dba przede wszystkim o to, aby całość się trzymała, a szuflady otwierały i zamykały. A jednak w dziewięciu na dziesięć komód wytwarzanych w komercjalizmie, szuflady z ledwością da się otworzyć, a potem jeszcze trudniej zamknąć. Nie chodzi bowiem o to, aby dany mebel spełniał swoją funkcję, ale aby się sprzedał. Sprzedał i przyniósł zysk. No a skoro tak, to lepiej, aby – zachowując pozory jakości – był zwykłym badziewiem, bo wtedy klient szybciej będzie musiał kupić nowy i znów napychać kieszenie pośrednika czy fabrykanta. Stopień marnotrawstwa, jakie dokonuje się w warunkach naszego obecnego systemu, jest wprost gigantyczny. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, dopóki pieniądze trafiają do tych, do których powinny.
W wolnym społeczeństwie praca byłaby wykonywana ze względu na swoją użyteczność. Ciekawe, że jeśli się nad tym zastanowić, nie ma żadnego zgoła innego powodu, aby w ogóle pracować. Rzecz jasna, w tym wypadku przez „użyteczność” rozumiem też, na przykład, piękno – bo nie ma, zresztą, żadnej przyczyny, dla której zaspokajanie jednej ludzkiej potrzeby, choćby potrzeby piękna właśnie, traktować specjalnie i wynosić ponad inne, na przykład taką potrzebę jedzenia. Chodzi mi o to, że każdą pracę, w istocie, wykonujemy tylko dlatego, że jej owoce służą zaspokojeniu jakiegoś ludzkiego braku. Z tajemniczych powodów wszakże, w społeczeństwie handlowym wcale to tak nie wygląda. Praca służy tylko wytwarzaniu czegoś, co się sprzeda i przyniesie zysk. Nie ma znaczenia, czy dany produkt jest wykonany dobrze, czy źle, o ile wypełnia to jedno naczelne zadanie. Łatwo na tej podstawie zorientować się przy tym, że nawet gdyby – w wyniku naszej reformy – skala produkcji spadła, nawet znacząco, i ludzie nie pracowali już tak długo, jak obecnie (co jest stanem nader pożądanym), to i tak w związku z zawrotnym wzrostem jakości i praktyczności wytwarzanych dóbr, jej wartość per saldo byłaby i tak dużo wyższa.
Po trzecie, z kolei, zmiana, którą tutaj postulujemy, poskutkowałaby tym, że praca sama z siebie – jak o tym często i mądrze pisał William Morris – stałaby się rodzajem przyjemności, prawdopodobnie największą przyjemnością życia. To zaś, zmieniłoby zupełnie jej naturę. Dzisiaj na pewno nie możemy powiedzieć, że praca stanowi przyjemność. Ilu znajdzie się dzisiaj ludzi, którzy czerpią realną satysfakcję ze swojego zawodu? Czy nie dałoby się ich policzyć w każdym hrabstwie dosłownie na palcach jednej ręki? A jednak, czym może być nasze życie, jeśli jego większość spędzamy robiąc coś, do czego czujemy wyłącznie odrazę? Nie – na miano prawdziwej ekonomii może zasługiwać tylko taka idea, która pozwoliłaby nam zmienić stan społeczny w taki sposób, aby praca zawodowa znów stała się źródłem radości. Tylko pragnąc tej zmiany, stoimy naprawdę po stronie człowieka, po stronie życia. Jeśli zaś pracujemy radośnie – pracujemy pięknie. Bolesny rozdział piękna i użyteczności znika, a wszystkie owoce ludzkiego wysiłku stają się także dziełami sztuki. Sztuka zaczyna być współrozciągła z życiem.
Nietrudno chyba zatem dostrzec, że podczas gdy społeczeństwo obecnie opiera się na fundamencie utrzymywanego przemocą systemu własności prywatnej, w którym z konieczności najwyższą pozycję zdobywają ludzie twardzi i bezwzględni, by potem żerować na innych, skutkiem zaś tego jest brutalna i nieustanna walka o byt, w której rolę najważniejszego czynnika psychologicznego odgrywa strach – my proponujemy wizję społeczeństwa, w którym własność prywatna – o ile w ogóle by istniała – stanowiłaby skutek spontanicznej zgody, wynikającej nie z lęku czy żądzy pieniądza, ale raczej poczucia realnej wspólnoty celu i życia, w którym ludzie pracowaliby dlatego, że lubiliby swoją pracę, że czuliby, iż umieją ją wykonywać i że jej owoce przyniosą pożytek im oraz ich bliźnim.
Jakże utopijnie to wszystko brzmi! Jakież to absurdalnie proste, wręcz naiwne – pracować dlatego, że się to lubi i chce się zrobić coś pożytecznego. Jak piękna jest ta koncepcja – i jak absolutnie „niepraktyczna”, niemożliwa do zrealizowania!
Niemożliwa? Doprawdy? Od Salomona po Isaaca Wattsa [4], mędrcy wszystkich epok radzą nam: uczcie się od mrówki – uczcie się od pszczoły! I – och! – jakże utopijne, jak niepraktyczne jest życie tych niemądrych stworzeń! Czy można wyobrazić sobie głupszą postawę, niż choćby ta pszczoły właśnie, naiwnej istoty, która nie tylko nie zawaha się oddać życia za rój, ale jeszcze zanosi owoce swojej pracy do wspólnych magazynów, zamiast schować je za wielkim murem i bramą zamkniętą na cztery kłódki, aby w odpowiednim momencie zbić majątek na handlu miodem? Głupie zwierzę, przyjdzie jeszcze dzień, że pożałujesz swego braku przedsiębiorczości, gdy – sama umierając z głodu – ujrzysz jak inni przejadają to, co w pocie czoła stworzyłaś!
A ciało ludzkie, owo cudowne zwieńczenie i lustro całego wszechświata – co z nim? Czyż ono również nie dostarcza przykładu najczystszej utopii? Żywa całość, złożona z miriadów komórek, członków, narządów – wszak zdrowe ciało to najdoskonalsza społeczność, jaką tylko można sobie wyobrazić. Co mówi dłoń, gdy musi coś chwycić? Czy zaczyna od targowania się, jaką zapłatę otrzyma za swój wysiłek i odmawia kiwnąć palcem, dopóki nie dowie się, co z tego będzie mieć? Oczywiście, że nie – przecież wiemy, iż każdy członek robi to, co do niego należy i (takie prawo utopii) tym samym podtrzymuje obieg krwi, dzięki któremu zostaje zaopatrzony w składniki odżywcze, jakich mu akurat potrzeba. W naturalny sposób pojawia się pytanie: czy zdrowe ludzkie społeczeństwo nie mogłoby funkcjonować na podobnych zasadach? Czy sam fakt robienia czegoś dla ogółu, nawet rzeczy najbardziej niepozornej, to nie dość, aby człowiek miał zabezpieczone przynajmniej materialne minimum swego istnienia? Czy zdrowa wspólnota pozwoliłaby któremukolwiek ze swych członków umrzeć z głodu? Przecież to tak, jak gdyby ktoś pozwolił uschnąć i odpaść jednemu ze swych palców. I, wreszcie, czy nie jest możliwy taki stan społeczny, w którym ludzie przestaliby czuć niepokój o wynagrodzenie za pracę, ale raczej pracowali w pierwszym rzędzie dla przyjemności robienia czegoś pożytecznego, mając pewność, że nie pozostanie to bez godnej rekompensaty?
Bo istotnie, instynkt wykonywania zajęć potrzebnych, czyli takich, które trzeba zrobić, działa w człowieku z wielką siłą. Nawet dzieci, owe „dzikusy wieku”, odczuwają wielką dumę z bycia pożytecznym, no i przecież można chyba wyobrazić sobie, że moglibyśmy kiedyś, zamiast – jak teraz – wtłaczać im do głowy, że „trzeba sobie radzić”, robić pieniądze, „być szybszym” i, miażdżąc głowy swoich bliźnich piąć się na „szczyt”, na którym nie będzie już konieczności pracować – że zamiast tego, powiadam, moglibyśmy uczyć je, jak stać się szanującym siebie obywatelem dojrzałej wspólnoty, która – zapewniając swoim członkom materialne bezpieczeństwo – w naturalny sposób oczekiwałaby czegoś w zamian. Nawet małe dzieci rozumieją te sprawy. Czy naprawdę dorośli ludzie nie potrafiliby?
Ale absurdem jest w ogóle debatować nad kwestią możliwości, skoro samo życie dostarcza tak wielu konkretnych przykładów jej urzeczywistnienia. Herman Melville, w swoim pierwszym, pięknym dziele „Typee”, podaje opis życia rdzennych mieszkańców Markizów na Oceanie Spokojnym, wśród których spędził znaczną część roku 1846. Pisze: „Przez cały czas trwania mego pobytu ani jedna osoba nie została osądzona za przestępstwo wobec ogółu. Nie zauważyłem też żadnych śladów istnienia formalnych sądów czy skodyfikowanego prawa, ani żadnej formy »policji«, która łapałaby włóczęgów i naruszających spokój publiczny. Krótko mówiąc: plemię to nie ma żadnych oficjalnych instytucji na ochronę zgody i dobrobytu społecznego, owej korony wszystkich oświeconych cywilizacji”. A jednak, mimo dostrzeżenia tej „niedoskonałości”, dzieło to stanowi właściwie jedną wielką laudację ku czci Polinezyjczyków, ocierającą się momentami o romantyczny ferwor. Dodajmy, że świadectwo Melville’a jest wiarygodne i potwierdziło je wielu podróżników. Panował łagodny komunizm. Jeśli rybacy mieli dobry połów, nie zatrzymywali jego owoców dla siebie, ale dystrybuowali równo między wszystkich, sobie zostawiając taką samą część. Gdy jakaś rodzina potrzebowała nowej chaty, wszyscy pomagali przy budowie. Znajdujemy taki opis: „Przez cały dzień około setka ludzi znosiła na miejsca potrzebne materiały: niektórzy po jednej czy dwóch trzcinach do budowy ścian, inni – liście palmowe nabite na łodygi hibiskusa (z tego robi się tutaj dachy). Każdy trochę pomógł. W ten sposób, właściwie bez wysiłku, pracę zakończono przed zachodem słońca”.
Te same komunistyczne obyczaje istnieją, rzecz jasna, w niemal wszystkich plemionach kuli ziemskiej, na kulturach których nie odcisnęła jeszcze piętna cywilizacja komercjalistyczna. Ślady ich można odnaleźć jeszcze wcale blisko nas, na przykład na szkockiej wyspie St. Kilda, gdzie obyczaj dzielenia się owocami połowu, bardzo podobny do tego opisanego przez Melville’a, utrzymuje się do dnia dzisiejszego [5] – i, zresztą, trwają one, rozproszone, na obrzeżach naszej cywilizacji, wśród pracowitych „pszczół” naszych bujnych lasów i prastarych wsi. I, istotnie, możemy zasadnie zadać tutaj pytanie nie o to, czy taka forma życia społecznego jest możliwa, ale raczej, czy nie stanowi ona jedynej możliwej formy życia społecznego w ogóle? Bo to przecież oczywisty, czysty i ponury absurd, określać owe współczesne hordy ludzkie, w których wszyscy bezustannie walczą ze sobą o fizyczne przetrwanie, zaganiani do tej walki ciężką pałką praw i kar, mianem społeczeństwa. Równie dobrze można by uważać za „społeczeństwo” owych wygłodzonych nieszczęśników z „czarnej dziury” w Kalkucie [6]. Każdy, jeżeli spróbuje – chociażby na moment – przeniknąć myślą swoją najgłębszą naturę, pojmie w lot, że jedyną wspólnotą, w której mógłby się naprawdę spełnić, byłoby ta, która – z jednej strony – dawałaby mu pełną wolność, z drugiej wszakże: łączyła go mocnymi więzami zaufania ze wszystkimi współobywatelami. A także, iż w pełni wolni stajemy się wyłącznie troszcząc się o innych jak o siebie samego. To nie są skomplikowane zasady. I skoro zdołały je urzeczywistnić tak liczne plemiona, które nie wyszły jeszcze ze stanu prymitywizmu, z pewnością nie sprawiłoby to trudności ludziom cywilizowanym. Powie ktoś jednak (zupełnie, zresztą, zgodnie z prawdą): „Ależ, społeczeństwa europejskie są o wiele bardziej złożone, niż plemiona!”. Na to odpowiadam tylko tyle, że jeśli człowiek współczesny, ze swoją nauką i radami pedagogicznymi, ze swoim mózgiem, przez wieki ćwiczonym do naukowego myślenia, nie nauczył się rozwiązywać problemów bardziej skomplikowanych, niż „dzikusi” – to cóż; lepiej będzie, jeśli wrócimy do stanu „dzikości”.
Czas jednak powiedzieć kilka rzeczy bardziej praktycznych.
Jeśli zatem chodzi o samą możliwość stworzenia wolnego i prawdziwie wspólnotowego społeczeństwa, to nie mam – powtarzam – co do niej żadnych wątpliwości. Pozostaje jednak znacznie bardziej paląca kwestia tego, jak tę zmianę przeprowadzić – jaka droga mogłaby zaprowadzić nas do krainy wolnych ludzi?
Zaczęliśmy od wyobrażenia sobie ludu oswobodzonego spod tyranii strachu i niepokoju, ale w długiej perspektywie ewolucyjnego wzrostu, takie nagłe zmiany się nie zdarzają. Z tej przyczyny nie należy spodziewać się, że przejście do nowej formy społecznej nastąpi szybko. Grupy, które nauczyły się funkcjonować w warunkach „wolnej przedsiębiorczości” i bezustannej konkurencji tak świetnie, jak narody Europy, muszą się tego wpierw oduczyć. Poczucie wspólnego życia, z którego obecnie nie zostało niemal nic, musi mieć czas i przestrzeń do regeneracji. Mamy również pełną świadomość tego, że – w związku z tym właśnie – pewna pośrednia faza rozwoju gospodarczego będzie niezbędna.
Spoglądając na te zgliszcza społeczne, jakie komercjalizm zostawia w dziedzictwo przyszłym pokoleniom – te bezradne, wiecznie pijane, niewydarzone, niezdolne masy, przemierzające Londyn i hrabstwa wiejskie od przytułku do przytułku, albo równie niezdolnych i jeszcze bardziej bezużytecznych leniwców z klas wyższych, rozumiemy, iż tylko dyscyplina, skądinąd dość ścisła (taka, na przykład, jaką zaprowadzono nas czas wojny) może opanować nieco ten potworny chaos. Naród już został zmuszony do uczestnictwa w całej masie pożytecznych przedsięwzięć, takich jak odtworzenie rolnictwa, nacjonalizacja ziemi, zalesianie, budowa i naprawa szlaków wodnych, i tak dalej, których owocem jest daleko posunięte uspołecznienie gruntów i środków produkcji. Jednocześnie centralizacja przemysłu w coraz większe i większe trusty pozwala znacznie łatwiej kontrolować jego funkcjonowanie i zmuszać do pracy na rzecz dobra publicznego.
Z drugiej strony, rozwój związków zawodowych i spółdzielni, jak również intensyfikacja wymiany dóbr między tymi instytucjami, przynoszą podobne rezultaty. Instytucje owe tworzą zarodki nowego społeczeństwa, w którym bogactwo wytwarza się nie dla zysku jednostek, lecz dla dobra wielu. Ten swego rodzaju kolektywizm ochotniczy rozwija się równolegle do kolektywizmu państwowego.
Wraz z postępami tych nowych form gospodarki kolektywistycznej spekulacja stanie się stopniowo coraz bardziej i bardziej nieopłacalna. I choć, oczywiście, wielki biznes zrobi wszystko, aby storpedować program robót publicznych dla bezrobotnych (ponieważ poprawiając ich sytuację materialną, redukuje on odsetek taniej siły roboczej, na której opiera się system komercjalistyczny), to konieczności istnienia takiego programu nie da się już dłużej negować. Wraz zaś z jego realizacją, będzie on wywierał także coraz większy i większy wpływ na sytuację zatrudnionych – i ona również zacznie się poprawiać. Oprócz tego można mieć zasadną nadzieję, że równolegle do tych dwóch czynników pojawi się jeszcze coś trzeciego, czego zwiastuny widzimy zresztą omalże na każdym kroku – nowe poczucie odpowiedzialności społecznej, nowe rozumienie naszej religii i, co za tym idzie, nowa opinia publiczna, których to pojawienie się dałoby nowy impuls i nową żywotność procesom zmiany, której pragniemy. Jeśli zaś nasze przewidywania są prawdziwe, to być może już niedługo powszechny dostęp do pracy, wzrost pensji, w połączeniu ze stopniową humanizacją warunków i przebiegu procesu produkcyjnego, wydadzą z siebie coś w rodzaju powszechnej zamożności, a przynajmniej zlikwidują nędzę. Upokarzający strach, który ciąży na sercach dziewięciu dziesiątych populacji, niepokój żebraka o fizyczne przetrwanie, zniknie, przynajmniej w znaczącej części – a wraz z nim także szalony koszmar bezustannej rywalizacji i walki o byt. Nawet stosunek do własności uległby pewnemu uzdrowieniu. Dzisiaj, instytucja własności przypomina stalową barierę, o którą ludzie co chwila rozbijają sobie głowy, ale która chroni nas przynajmniej przed upadkiem w przepaść. Jutro wszakże, gdy przepaść ubóstwa zostanie niemal zupełnie zasypana, granica między człowiekiem a człowiekiem nie będzie musiała być grubsza, niż bandaż elastyczny [7]. Obudzimy się, po prostu, pewnego dnia i ze zdumieniem stwierdzimy, że nie potrzeba nam niczego innego, jak tylko być człowiekiem.
Jednocześnie (to znaczy wraz z procesem spadku mocy pieniądza jako narzędzia zysku i spekulacji), ów koszmar, który nas dzisiaj prześladuje, ten straszny demon, jakim jest „biznes”, ze swoją syzyfową pracą, obsesyjnym poszukiwaniem nowych rynków zbytu, brutalną eliminacją konkurencji, ze swymi akwizytorami, reklamą, armią księgowych, bankami i giełdami, kontami i sprawdzaniem wyciągów z kont – on również osłabnie i straci na znaczeniu, by pewnego dnia umrzeć zupełnie i pogrążyć się w otchłani niepamięci. Uwolnione od stresu i marnotrawstwa obecnego systemu, społeczeństwo ozdrowieje jak człowiek po ciężkiej chorobie, i odnajdzie w sobie pokłady energii twórczej, których istnienia nawet nie podejrzewało.
Tymczasem w wielkich organizacjach gospodarczych, tworzonych oddolnie lub odgórnie, ludzie będą z powrotem uczyć się radości wspólnego życia – radości wspólnego działania dla realizacji wspólnych celów, radości czucia wspólnego interesu. Gdy zaś się jej już nauczą, reszta dokona się sama.
Być może w toku tych zmian, wiodących nas do ostatecznego celu, jakim jest społeczeństwo wolne, samorządne, pewne instytucje oparte na własności osobistej, jak na przykład system płacowy, choć dalekie od ideału, będą musiały zostać utrzymane – i to przez długi czas. Zresztą można zasadnie twierdzić, że jakaś forma wymiany na zasadzie „płaca za pracę”, oczywiście bardziej ludzka, niż obecnie (taka, choćby, jak tak, którą przedstawił w swoim dziele „Communal and Commercial Economy” Carruthers [8]), oparta na fundamencie prawdziwie demokratycznym, da jednostce więcej wolności, niż spontaniczny anarchizm, bo w warunkach pierwszego, jeśli A chce pracować dwie godziny, a B osiem, to mogą to robić w spokoju sumienia, otrzymają bowiem wynagrodzenia proporcjonalne do swego wysiłku, natomiast w anarchizmie, A (niezależnie, jak wielkim byłby leniem) prawdopodobnie czułby, że oszukuje swoje społeczeństwo, pracując tak mało – i ono również mogłoby czuć się oszukane, i to niezręczne napięcie utrzymywałoby się tak długo, jak długo nie zacząłby pracować więcej, tak jak reszta [9].
Niewątpliwie, sprawdziłby się na tym etapie także jakiś system „gildii narodowych” [10], które, z jednej strony, zapewniłyby robotnikom możliwość samostanowienia, a z drugiej – sprawiedliwy (ale właśnie: sprawiedliwy) udział w dochodzie narodowym. I znów, chociaż system pieniężny będzie trwał niewątpliwie jeszcze bardzo długo (w formie pensji, wynagrodzeń, rekompensat, cen, i tak dalej), to z pewnością wraz z daleko idącą zmianą mentalności społecznej, musi on z czasem stracić swą stalową twardość i przyjąć formę bardziej elastyczną, z jednej strony chronioną mocą obyczaju, z drugiej jednak – dopuszczającą mnóstwo wyjątków, koniecznych ze względu na warunki życia. Własność prywatna straci w ten sposób obecny nieludzki charakter i stanie się kwestią pożytku, swoistej praktyczności, transfery pieniężne zaś zaczną przypominać zwykłą formalność, jak to już zresztą ma miejsce między przyjaciółmi.
W fazie końcowej zostanie natomiast już tylko obyczaj. Zanik prawa własności spowoduje także równoległy zanik opartego na przemocy prawa, którego własność jest głównym generatorem. Tym niemniej, ludzie zaangażowani w funkcjonowanie różnych skomplikowanych struktur gospodarczych nie przestaną robić tego, co do nich należy, tylko już nie z przymusu, ale głównie ze względu na osąd własnego rozumu.
Tak, obyczaj będzie trwał – i zmieniał się (powoli, powoli). Forma zaś, jaką przyjmą społeczeństwa przyszłości, okaże się znacznie lepsza, żywsza, bardziej ludzka niż cokolwiek, co mogłaby stworzyć zbiorowość przyduszona do ziemi ciężkim butem prawa.
Edward Carpenter
Przeł. Maciej Sobiech
Źródło tekstu do tłumaczenia: The Anarchist Library
Ilustracja w nagłówku tekstu: Mohamed Hassan from Pixabay
Edward Carpenter (1844-1929) – angielski poeta, prozaik, filozof, anarchosocjalista, a także jeden z pierwszych obrońców praw mniejszości seksualnych do równego traktowania. Najbardziej słynny ze swojego filozoficznego eseju „Civilisation: Its Cause & Cure” (1889). Za życia bardzo poczytny, wywierał ogromny wpływ nie tylko na cały ruch anarchistyczny i socjalistyczny, ale także na wielu artystów modernistycznych (m.in. D. H. Lawrence’a i E. Fostera), niedługo po śmierci popadł w niemal zupełne zapomnienie. Obecnie zainteresowanie jego myślą zaczyna przeżywać renesans.
Przypisy:
1. Patrz niżej. Spencer i Gillen, w swej niedawno wydanej książce „The National Tribes of Australia” twierdzą, że wśród Aborygenów nie ma instytucji „wodza”. Jest tylko rada starszych, zajmująca się wymierzaniem kar za „przestępstwa”, pilnująca przestrzegania prawa małżeńskiego i okazjonalnie przeprowadzająca drobne reformy. [Wszystkie przypisy pochodzą od autora, chyba, że zaznaczono inaczej – tłumacz]
2. Należy przy tym zauważyć, że – jak pokazuje przykład społeczeństw prymitywnych – istnienie drobnych nierówności, wynikających z różnicy talentu i indywidualnej pracowitości, zawsze będzie czymś nie tylko normalnym, ale i pożądanym.
3. Chociaż trzeba tu dodać, gwoli obiektywizmu, że na trudność tę zwracają przede wszystkim uwagę przedstawiciele tych klas, które same prowadzą próżniacze i bierne życie „dekoracji społecznej”.
4. Isaac Watts (1674-1748) – angielski kongregacjonalistyczny pastor, autor m.in. licznych hymnów religijnych – oraz wiersza dla dzieci „Against Idleness and Mischief”, za przykład pracowitości podającego młodemu czytelnikowi właśnie pszczołę (przypis tłumacza).
5. Patrz: rozdział IX dzieła „Poverty and the State” H. V. Millsa.
6. Niezwykle mały loch w należącym do Kompanii Wschodnioindyjskiej Fort William w Kalkucie, gdzie w 1756 roku zwycięskie wojska radży Sirad Ud-Daulaha spędziły około 64 pojmanych Anglików (szacuje się, że około 43 z nich zmarło). (Przypis tłumacza).
7. Zmiany w tej dziedzinie już się zresztą dokonują. Czterdzieści lat temu nieliczni ubierali się w stroje z popeliny, innym zostawał barchan. Dzisiaj jednak, gdy jedwab wytwarza się z celulozy drzewnej, wszyscy mogą nadążyć za modą i drogi ubiór właściwie niczego nie zmienia. Jaki pożytek z bycia bogaczem, jeśli ktoś zarabiający trzy funty tygodniowo, może robić wokół siebie tyle samo szumu, co ty?
8. John Carrtuthers (1836-1914) – brytyjski ekonomista i inżynier, socjalista, przyjaciel Williama Morrisa (przypis tłumacza).
9. Dodajmy, że trudno wyobrazić sobie, jak instytucje takie jak kolej czy fabryki, jeśli zdecydujemy się je zachować, mogłyby funkcjonować bez jakiejś formy systemu płacowego i powinności wykonania określonych funkcji, jakiej istnienie ów system implikuje.
10. Aluzja do rdzennie angielskiej myśli tzw. socjalizmu gildyjnego (przypis tłumacza).
przez redakcja | niedziela 21 sierpnia 2022 | aktualności
Pracownicy najbardziej ruchliwego brytyjskiego portu kontenerowego, Felixstowe, rozpoczęli w niedzielę rano ośmiodniowy strajk, domagając się podwyżek. Przez Felixstowe przechodzi 48 proc. kontenerów przypływających do Wielkiej Brytanii.
Jak informuje portal wnp.pl, w strajku, który zorganizował związek zawodowy Unite, bierze udział ok. 1900 spośród 2550 osób zatrudnionych w porcie w Felixstowe. To pierwszy protest od 1989 r. w znajdującym się na wschodnim wybrzeżu Anglii porcie.
Członkowie Unite zdecydowali się na strajk w związku z brakiem porozumienia z władzami portu na temat wysokości podwyżek. Odrzucili oni zaproponowaną podwyżkę w wysokości 7 proc. plus jednorazowy dodatek 500 funtów, gdyż jest to kwota poniżej inflacji, która obecnie przekracza w Wielkiej Brytanii 10 proc./
Unite ostrzega, że strajk w porcie, który obsługuje prawie połowę ładunków kontenerowych wchodzących do kraju, będzie miał znaczący wpływ na brytyjskie łańcuchy dostaw oraz sektory logistyki i przewozów.
Pracownicy portu w Felixstowe są kolejną grupą zawodową prowadzącą strajk, domagając się podwyżek wyrównujących zarobki do poziomu inflacji. W czwartek i sobotę odbyły się ogólnokrajowe strajki na kolei, zaś w piątek z tego powodu nie jeździło metro w Londynie i część autobusów.
przez redakcja | czwartek 18 sierpnia 2022 | aktualności
Jedna na cztery pracownice fizyczne nigdy nie dostała podwyżki.
Jak pisze portal pulshr.pl, wśród zawodów uważanych za stopniowo feminizujące się znalazły się m.in. kierowczyni ciężarówki i kurierka, nieco rzadziej wskazywano dostawczynię. Dopiero na czwartym miejscu znalazła się praca kucharza/kucharki, stereotypowo postrzegana jako „kobieca”. Wciąż dostrzec można różnice w podejściu do pracy kobiet. Z opinią, że kobiety wykonują pracę fizyczną równie dobrze, co mężczyźni, zgadza się 81 proc. badanych przez Pracuj.pl pań i 62 proc. mężczyzn.
Z raportu Pracuj.pl „Polki o pracy fizycznej. Życie zawodowe fachowców z kobiecej perspektywy” wynika, że pracownice fizyczne są raczej aktywne rekrutacyjnie. 4 na 10 respondentek biorących udział w badaniu Pracuj.pl przyznało, że obecnie szukają aktywnie pracy. Polki pracujące fizycznie bardzo często zwracają uwagę na zarobki. Aż 77 proc. respondentek wymieniło odpowiednie wynagrodzenie jako jeden z trzech najważniejszych elementów, których szukają w ofertach pracy.
Na drugim miejscu priorytetów pracownic fizycznych przy przeglądaniu ofert znalazły się łatwy i szybki dojazd do pracy (59 proc.), a na trzecim – stabilność zatrudnienia (36 proc.). Można przypuszczać, że kwestia wygodnego dojazdu może być istotna np. dla kobiet, które częściej od panów łączą pracę zawodową z wychowywaniem małych dzieci.
Mimo rosnącej pozycji pracowników fizycznych, kobiety często odczuwają napięcia związane ze zmianami mającymi miejsce na świecie i w gospodarce. Aż 38 proc. badanych kobiet pracujących fizycznie uważa, że ich obecny poziom zarobków nie daje im poczucia bezpieczeństwa.
Sytuacja kobiet w pracy fizycznej wpisuje się w dyskusję o wciąż istniejących nierównościach w świecie zawodowym. Jego obraz oddaje Wskaźnik Równouprawnienia Płci (Gender Equality Index), opierający się na takich obszarach, jak praca, wynagrodzenie, wiedza, ilość czasu, władza i zdrowie. W 2021 roku jego wartość dla Polski wyniosła 56,6 punktów na 100 możliwych, co stanowiło dopiero 23. wynik w Unii Europejskiej.
przez redakcja | środa 17 sierpnia 2022 | aktualności
Od kwietnia do czerwca sieć Biedronka prowadziła akcję promocyjną pod nazwą Tarcza Biedronki Antyinflacyjna. Teoretycznie miała zwracać klientom różnicę w cenie produktu, jeśli taki sam towar znajdzie on w innym sklepie taniej niż w Biedronce. W praktyce warunki promocji były nie do spełnienia. Sieci grozi kara w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu.
Jak informuje biznes.interia.pl, ogólnopolska akcja promocyjna o nazwie „Tarcza Biedronki Antyinflacyjna” trwała od 12 kwietnia do 30 czerwca. Już 26 kwietnia Prezes UOKiK wszczął w tej sprawie postępowanie wyjaśniające, którego wynikiem są postawione trzy zarzuty praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zwrócił uwagę, że regulamin promocji nie był dostępny w sklepach Biedronki. Poza tym przekazy reklamowe mogły wprowadzać klientów w błąd w zakresie warunków promocji. W niezbyt przejrzysty sposób poinformowano o ograniczeniach czasowych (konieczność zakupu tańszego produktu w innym sklepie oraz w Biedronce w ciągu siedmiu dni). Na dodatek, klienci mieli liczyć na otrzymanie zwrotu różnicy cen w formie pieniężnej. Tymczasem regulamin precyzował, że dostaną oni wyłącznie e-kod o wartości zgłaszanej różnicy w cenie, do wykorzystania tylko w sklepach sieci i tylko w terminie 7 dni od jego otrzymania.
Jeśli już klienci dotarli do regulaminu, dowiedzieli się, że nie wystarczyło – zgodnie z hasłem reklamowym – znaleźć tańszy produkt w innym sklepie. Regulamin wprost wskazywał, że produkt ten należało kupić i to nie tylko w sklepie Biedronki, ale również u konkurencji, która została w regulaminie ograniczona do najpopularniejszych sieci. By uzyskać zwrot różnicy w cenach, warunków regulaminowych było dużo więcej i były wymagające, a wręcz uciążliwe, co mogło uczynić skorzystanie z akcji promocyjnej nieopłacalnym – ocenia urząd.
przez redakcja | wtorek 16 sierpnia 2022 | aktualności
W porównaniu do ubiegłego roku Polacy rzadziej chcą odchodzić z pracy, choć niska satysfakcja z wynagrodzenia nadal jest faktem.
Jak informuje portal pulshr.pl, z badania firmy doradczej Kincentric wynika, że mamy do czynienia z sygnałami odwrócenia trendu na rynku pracy. Tylko 27 proc. Polaków jest zadowolonych ze swoich zarobków. Mimo to, jesteśmy ostrożni podejmując decyzję o zmianie pracy i odczuwamy mniejszą stabilność zatrudnienia, co także wyróżnia nas na tle Europy Zachodniej. W Polsce poziom lojalności względem pracodawców wzrósł z 52 proc. do 58 proc., a zaangażowanie wzrosło na koniec pierwszego kwartału 2022 r. o 3 punkty procentowe, do poziomu 54 proc.
O zmianie pracy najczęściej myślą pracownicy przyparci do muru – ci z nich, którzy chcą zarabiać więcej lub którzy nie widzą możliwości rozwoju czy pogodzenia swojego stylu życia z wymaganiami firmy. Zjawisko to obserwowaliśmy również w Polsce. Ostatnie miesiące jednak z perspektywy polskiego rynku pracy przynoszą inne sygnały. Chociaż płaca jest problemem dla wszystkich, to według raportu Kincentric, w Polsce poczucie satysfakcji z wynagrodzenia jest znacząco niższe w porównaniu do krajów świata, Europy i Europy Wschodniej (Polska 27 proc., Europa Wschodnia 45 proc., świat 52 proc). Mimo to Polacy nie decydują się na masowe odchodzenie od mało płacących pracodawców.
przez redakcja | poniedziałek 15 sierpnia 2022 | klasyka, opinie
Towarzysze i towarzyszki!
Najazd wojsk rosyjskich staje u wrót Polski. Armie polskie cofnęły się na zachód. Projektowany rozejm postawić może wojska rosyjskie u granic Rzeczypospolitej i gotowe one będą w każdej chwili przenieść w głąb kraju pożogę wojenną.
Nie myślcie, że przyniosą ze sobą nowe prawa dla polskiej klasy robotniczej i dla chłopów. „Biada zwyciężonym!” to jest hasło wypisane od początku świata na sztandarach wszystkich narodów.
„Biada zwyciężonym” to znaczy śmierć dla mężczyzn, gwałcenie kobiet, śmierć głodową dzieci, rabunek wszystkich środków wytwórczości, surowców, zboża, bydła, wszystko co się da wynieść, to znaczy panowanie bezprawia, panowanie brutalnej, pełnej pogardy dla słabych, siły reprezentowanej przez pijaną zwycięstwem soldateskę, to znaczy zabór, to znaczy panowanie jednego narodu nad drugim, to znaczy utrwalenie panowania jednej uprzywilejowanej klasy wewnątrz narodu zwyciężonego i zwycięskiego.
Walkę klasową z polską burżuazją musi przeprowadzić aż do rozstrzygnięcia polska klasa robotnicza wyłącznie swoimi własnymi siłami. Wygra ją, jeżeli będzie od burżuazji silniejszą, przegrywać będzie dopóki będzie od niej słabszą. Obcy najazd najbardziej czerwonej armii to nieprzemijająca fala wygłodzonych ludzi chcących się najeść, to ponowny zabór.
Niepodległość dziś zagrożona. Trzeba jej bronić. Trzeba całego wysiłku klasy robotniczej dla odparcia najazdu, dla uniknięcia zaboru. Interes klasy robotniczej i sprawa niepodległości Polski powiązane są ze sobą tak silnie, że nie dadzą się od siebie oderwać. Kto w tej rozstrzygającej chwili wytworzy siłę, odeprze najazd i zawrze sprawiedliwy pokój, ten tą samą zorganizowaną siłą ujmie w Polsce władzę.
Prawa trzeba zdobywać przez spełnianie obowiązku. Lud polski musi w chwili groźnej spełnić powinność odżegnania niebezpieczeństwa ponownego zaboru, aby raz jeszcze stwierdzić swoje prawo do gospodarzenia na swej ziemi, do ujęcia władzy w Polsce w swoje ręce.
Ale musi być silnym wiarą w swe własne siły. A wtedy nie złudzi go fakt, że w tej chwili władzę w Polsce sprawuje reakcja. Polska reakcja jest słabą, bo po jej stronie nie stoi wojsko, ta najlepiej w Polsce zorganizowana siła. Wojsko tworzone przez powszechny pobór nie może być reakcyjne. Wszak to synowie chłopów i robotników, kość z kości, krew z krwi ludu polskiego. Kto wierzy w świadomość robotnika i chłopa, w jego wyzwolenie się z pęt moralnej niewoli, ten nie żąda gwarancji, że rządy przejdą w ręce ludu, bo ten widzi siłę ludu, w ludowym wojsku. Ale wojsko się krwawi w ciężkim wysiłku odpierania najazdu, trzeba mu pomóc własną piersią, własną świadomością, własną ideologią. Niech wstaną te lwy, przed którymi drżały serca Brusiłowych, Kuków, dawniej carskich, a dziś sowieckich oficerów – i niech dokończą swą walkę.
Rozumie sytuację doskonale nasza burżuazja, widzi to jasno dzisiejszy rząd, a chcąc przedłużyć swą władzę wolą zawrzeć pokój zamiast oprzeć się na wysiłku ludowym. Tym szczerzej, że pokój z Rosją to niezmierzony rynek handlowy z całym wschodem, to wielkie źródło olbrzymich stałych zysków dla polskiego kapitalizmu.
My z innych powodów dążymy do pokoju. Wojna to mord, powietrze, ogień i głód. Pokój to praca twórcza, dobrobyt ludu, panowanie praw ludzkości. Dość wojny! Dość tego krwawego szału, który opanował świat przed sześciu laty i zaledwie ustał na zachodzie, ale w którym wiruje dotąd cały wschód i Polska.
Więc pokój! Ale pokój sprawiedliwy, bez zaborów, bez gwałtu kryjącego w sobie zarodki przyszłych wojen. Ani Litwa, ani Białoruś, ani Ukraina nie są rosyjskimi ziemiami. Narody tych ziem mają prawo stanowienia o swoim losie bez przymusu ani ze strony rosyjskiej, ani ze strony polskiej. A pokój zawarty pod protektoratem Anglii podsyca żądze imperialistyczne Rosji.
Rząd sowiecki chce pozyskać rosyjską burżuazję blichtrem odbudowania zaborczej Rosji w granicach szerszych niż była za caratu Mikołaja II.
Pisma partii rządzącej w Rosji zioną jadem nienawiści przeciw Polsce. Przechwalają się, że pokój podyktują na gruzach Warszawy. Że zostawią załogi dla ochrony utworzonego przez siebie, powolnego Rosji rządu komunistów, a zarazem dla dopilnowania wywiezienia żywności, bydła, surowców, maszyn, roli i taboru kolejowego. Od waszej stanowczości i woli, od waszej ofiarności zależy, czy rozejm i rokowania skończą się pokojem sprawiedliwym czy dalszą wojną. Chcecie mieć pokój sprawiedliwy zabezpieczający niepodległość, musicie wrogowi okazać siłę narodu, jego hartowną wolę do obrony przed najazdem i zaborem.
Towarzysze żołnierze! Musicie wytrwać w szeregach. Cały naród pogardą otoczy szerzących panikę generałów i oficerów, odepchnie od siebie dezerterów. Bez litości. Wytrwać. Kraj się rusza. Lud ławą ruszy wam z pomocą!
Pamiętajcie, że rozejm to jeszcze nie pokój.
Rozejm może być zerwany przez jedną z obu stron. Gdy wojska stoją naprzeciw siebie, karabiny same mogą zacząć strzelać. Pokój narzucony, może być przez jedną ze stron odrzucony. Narady pokojowe potrwają kilka miesięcy, w tym czasie front musi być utrzymany. Im większe siły nagromadzimy, tym prędzej uzyskamy pokój sprawiedliwy.
Towarzysze i towarzyszki! Centralny Komitet Wykonawczy PPS wzywa was do pracy, do ofiarności, do walki. Chcąc celowo zorganizować wysiłek zbrojny klasy robotniczej, utworzył Wydział Wojskowy, który wzywa was dzisiaj do wielkiej ofiarności. Kto to rozumie, kto czuje jak my, kto zdolny jest do znoszenia trudów wojennych, kto gotów życie położyć w obronie niepodległości i świętych praw klasy robotniczej, ten stawi się do szeregu, zgłosi się do naszych biur werbunkowych, które ułatwią mu dostanie się do szeregów wojska liniowego. Wydział wojskowy dopilnuje, aby rodziny walczących otrzymały ustawowy zasiłek, aby żołnierz po wojnie nie został ukrócony w swych prawach.
A nad tym, żeby wysiłek klasy robotniczej nie poszedł na marne, czuwa wypróbowana siła PPS.
Niech żyje niepodległość!
Do broni!
Aby odeprzeć najazd!
Aby zawrzeć pokój sprawiedliwy!
Aby władzę w Polsce ujął lud roboczy!
Niech żyje socjalistyczna Polska ludowa!
Wydział Wojskowy Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS
Powyższa odezwa ukazała się około 20 lipca 1920 roku. Opublikowano ją na plakatach, ulotkach i w prasie socjalistycznej. Jej treść przedrukowujemy za pismem „Robotnik Śląski” – organem Polskiej Partii Socjalistycznej na Śląsku Cieszyńskim, nr 156/1920, Frysztat, 22 lipca 1920 r.
przez redakcja | niedziela 14 sierpnia 2022 | aktualności
Należący do samorządów regionalni pasażerscy przewoźnicy kolejowi notują w ostatnich miesiącach bardzo duży wzrost liczby pasażerów. Niektórzy mają już ich więcej niż przed pandemią.
Jak informuje Portal Samorządowy, Koleje Dolnośląskie, należące do samorządu tego regionu, w pierwszym półroczu 2019 r. przewiozły 6,7 mln pasażerów. W pierwszych sześciu miesiącach 2020 r. – tylko 4,3 mln, a w tym samym okresie zeszłego roku – 4,4 miliona. Jednak w 2022 r. nastąpiło u tego przewoźnika bardzo mocne odbicie – w I półroczu tego roku przewiózł on 7,4 mln pasażerów, czyli o 70 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2021 r.
Rekordowymi wynikami mogą poszczycić się także Koleje Wielkopolskie. W pierwszym półroczu 2022 r. przewiozły one 6,6 mln pasażerów i był to najlepszy półroczny wynik w historii tego przewoźnika. Dla porównania, w tym samym okresie zeszłego roku liczba osób, które skorzystały z połączeń Kolei Wielkopolskich, wyniosła jedynie 3,64 mln. To oznacza, że wynik za pierwsze półrocze 2022 r. jest o 80 proc. lepszy niż w analogicznym okresie 2021 r. Należąca do samorządu wojewódzkiego Łódzka Kolej Aglomeracyjna (ŁKA) w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku miała 4,1 mln pasażerów. To dużo lepszy rezultat nie tylko niż w dwóch poprzednich latach (obciążonych pandemią i jej skutkami), ale także wyższy od statystyk roku 2019, gdy z usług ŁKA skorzystało 2,9 mln podróżnych.
Skąd bierze się boom na koleje regionalne i lokalne? To po pierwsze oczywiście efekt ustąpienia pandemii i zakończenia związanych z nią obostrzeń sanitarnych, które boleśnie uderzały także w transport publiczny. Po drugie, taki transport cieszy się obecnie większą popularnością również ze względu na wysokie ceny paliw, które zniechęcają do dojeżdżania do pracy własnym autem. W ostatnim czasie przewoźnicy samorządowi wzbogacają także swoją ofertę, tworząc nowe trasy i połączenia.
przez redakcja | piątek 12 sierpnia 2022 | aktualności
Wydawanie mediów przez samorządy może powodować zagrożenie dla wolności prasy, twierdzi Rzecznik Praw Obywatelskich.
Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Marcin Wiącek interweniuje w sprawie wydawania tytułów prasowych przez organy samorządu terytorialnego. Wskazuje na problem „zaburzenia konkurencji na lokalnych rynkach mediów i informacji” oraz inne kwestie, z którymi muszą się mierzyć mniejsi wydawcy.
Jak informuje Polska Times, RPO miał w 2017 roku otrzymać obietnicę włączenia tej kwestii do dyskusji na temat zmiany w ustawie Prawo Prasowe, jednak rok później poinformowano ówczesnego rzecznika, prof. Adama Bodnara, że „problem ten nie znajduje się wśród priorytetów legislacyjnych Ministerstwa Kultury”.
Wydawanie prasy przez organy samorządu terytorialnego może powodować ryzyko zaburzenia funkcji mediów w społeczeństwie demokratycznym, jaką jest sprawowanie społecznej kontroli nad działaniem władz na szczeblu centralnym i lokalnym. Wiąże się to ze strukturalnym problemem zaburzenia konkurencji na lokalnych rynkach mediów i informacji, który polega na znaczącym utrudnieniu sprawnego funkcjonowania mediów niepublicznych, a w związku z tym ograniczeniu w korzystaniu z wolności prasy i innych środków społecznego przekazu określonej w artykule 14. Konstytucji RP – czytamy w stanowisku, które RPO wysłał ministrwoi Glińskiemu.
Obawy te wiążą się z tym, że samorządy mogą wydawać swoje tytuły prasowe z pomocą środków publicznych oraz przy wsparciu zatrudnionych urzędników, którzy redagują ich treści w ramach obowiązków służbowych. Rzecznik wielokrotnie postulował między innymi wprowadzenie wyraźnej normy ustawowej zakazującej prowadzenia działalności wydawniczej o cechach konstytutywnych dla prasy finansowanej bezpośrednio lub pośrednio przez samorząd terytorialny.
przez redakcja | czwartek 11 sierpnia 2022 | aktualności
Prezydium Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” negatywnie ocenia przedłożony projekt ustawy zważywszy, że nie usuwa on dotychczasowych wad regulacji prawnej ani nie wprowadza nowych oczekiwanych rozwiązań w zakresie wszczynania i prowadzenia sporu zbiorowego, co może negatywnie wpływać w przyszłości na umożliwienie skutecznego dochodzenia zbiorowych interesów pracowniczych.
Prezydium KK NSZZ „Solidarność” uznaje, że przedstawiony projekt ustawy o sporach zbiorowych pracy w swoim obecnym kształcie nie spełnia oczekiwań, gdyż poza wprowadzeniem możliwości prowadzenia sporu zbiorowego w sytuacji nieprzestrzegania przez pracodawcę obowiązującego układu zbiorowego pracy, nie odnosi się do potrzeby wprowadzenia w polskim prawie innych zmian systemowych postulowanych od dawna przez związki zawodowe. W tej sytuacji jedynym właściwym rozwiązaniem jest dalsze procedowanie go w ramach Rady Dialogu Społecznego, celem poszukiwania stosownych rozwiązań.
Jednocześnie zwracamy uwagę, że tryb procedowania nad tak istotnym dla stosunków pracy projektem jest nieakceptowany i narusza wszelkie standardy prowadzenia dialogu społecznego. Odnosi się to do sytuacji, w której przez wiele miesięcy nie udostępniano partnerom społecznym, mimo ich nieustannego monitowania, nawet założeń do przygotowywanej propozycji rządowej, a obecnie zwrócono się o zaopiniowanie projektu
w trakcie okresu urlopowego, kiedy wielu ekspertów naszych organizacji jest z oczywistych względów trudno dostępnych.
Odnosząc się do uwag szczegółowych w pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na uregulowanie dotyczące pracodawcy jako strony sporu zbiorowego. W art. 2 ust. 1 pkt 4) projektu przyjmuje się, że przez pojęcie „pracodawcy” – należy przez to rozumieć pracodawcę w rozumieniu art. 3 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (Dz. U. z 2020 r. poz. 1320, z 2021 r. poz. 1162 oraz z 2022 r. poz. 655), zwanej dalej „Kodeksem pracy”, a także osobę fizyczną, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niebędącą osobą prawną, której ustawa przyznaje zdolność prawną i do której stosuje się odpowiednio przepisy o osobach prawnych, jeżeli zatrudniają one inną niż pracownik osobę wykonującą pracę zarobkową, niezależnie od podstawy tego zatrudnienia”. Przepis wprowadza definicję pracodawcy na potrzeby ustawy o sporach zbiorowych, a stroną sporu zbiorowego będzie pracodawca w rozumieniu kodeksu pracy. W praktyce, zwłaszcza w sferze publicznej, zdarzają się sytuacje, w których pracownicy administracji publicznej dochodząc realizacji swoich roszczeń są odsyłani do pracodawcy w rozumieniu kodeksu pracy, którym zgodnie z kodeksem pracy jest urząd w którym dany pracownik jest zatrudniany. Nie jest to jednak podmiot właściwy do podejmowania decyzji dotyczących zatrudnienia i wynagrodzeń.
Problem ten ustawodawca dostrzegł wprowadzając tymczasową regulację w zakresie strony pracodawcy układów zbiorowych pracy zawieranych w sferze budżetowej. Aktualnie ze strony pracodawców układ ponadzakładowy zawiera: – właściwy minister lub centralny organ administracji rządowej – w imieniu pracodawców zatrudniających pracowników państwowych jednostek sfery budżetowej;– odpowiednio wójt (burmistrz, prezydent miasta), starosta, marszałek województwa oraz przewodniczący zarządu związku międzygminnego lub powiatowego – w imieniu pracodawców zatrudniających pracowników samorządowych jednostek sfery budżetowej (art. 1 pkt 1 ustawy z 28.03.2008 r. zmieniającej ustawę – Kodeks pracy i niektóre inne ustawy 378). Oczekiwać należałoby wprowadzenia rozwiązań analogicznych w odniesieniu do pojęcia pracodawcy jako strony sporu zbiorowego. W praktyce widoczna jest konieczność rozszerzenia zakresu podmiotowego w sposób umożliwiający wszczęcie sporu wobec władzy publicznej, a także względem podmiotu dominującego (spółka matka). W tym ostatnim przypadku można odwołać się do art. 4 ustawy z 5 kwietnia 2002 r. o europejskich radach zakładowych, w którym wskazuje się, że za przedsiębiorcę sprawującego kontrolę nad innym przedsiębiorcą uważa się przedsiębiorcę, który może bezpośrednio lub pośrednio wywierać dominujący wpływ na funkcjonowanie innego przedsiębiorcy, w szczególności z tytułu własności, posiadanych udziałów lub akcji, albo na mocy przepisów prawa lub umów ustanawiających powiązania organizacyjne między przedsiębiorcami.
Warto również w tym zakresie powołać się na rozwiązania proponowane przez Komisję Kodyfikacyjną, która zaproponowała, że spór może być wszczęty wobec:
– ministra lub innego organu reprezentującego państwowe jednostki budżetowe,
– odpowiednio wójta (burmistrza, prezydenta miasta), starosty, marszałka województwa oraz przewodniczącego zarządu związku samorządowego reprezentującym samorządowe jednostki budżetowe oraz samorządowe zakłady budżetowe (zob. art. 198 § 4 Projektu Zbiorowego Kodeksu Pracy).
Proponowane przez Komisję Kodyfikacyjną rozwiązanie jest zgodne ze standardami MOP, a więc powinno zostać przeanalizowane podczas prac w Radzie Dialogu Społecznego, a strona rządowa winna przedstawić argumentację przemawiającą za zachowaniem dotychczasowej bardzo dysfunkcyjnej konstrukcji stron sporu zbiorowego.
Kolejnym istotnym zagadnieniem w projektowanej regulacji prawnej jest brak instytucji strajku solidarnościowego, który może zostać przeprowadzony w imieniu pracowników, którym nie przysługuje prawo do strajku. Należy zatem postulować zachowanie tej instytucji. Obok zachowania strajku solidarnościowego w imieniu pracowników bez prawa do strajku oczekujemy powstania instytucji strajku solidarnościowego pracowników w ramach jednej grupy kapitałowej. Jednocześnie w ustawie brak odrębnej szczególnej procedury dotyczącej sporów zbiorowych prowadzonych w administracji publicznej i w innych przypadkach pracowników pozbawionych prawa do strajku.
W projekcie niezmieniony pozostał przepis wyłączający prawo do strajku w administracji publicznej. Projektowany art. 23 ust. 4 przewiduje, że prawo do strajku nie przysługuje pracownikom zatrudnionym w organach władzy państwowej, administracji rządowej i samorządowej, sądach oraz prokuraturze. Na marginesie należy zauważyć, że przepis powinien przewidywać, że chodzi o zatrudnionych w urzędach obsługujących organy władzy państwowej, a nie „w organach władzy państwowej”.
Komitet Ekspertów do spraw stosowania konwencji i zaleceń MOP w swoich uwagach do konwencji 87 odniósł się do art. 19 ust. 3 ustawy o rozwiazywaniu sporów zbiorowych. Omawiany przepis stanowi powielenie obecnego przepisu. Komitet Ekspertów wskazał,
iż oczekuje, że Rząd RP ustanowi procedurę, która pozwoli ustalić, którzy pracownicy wskazanych organów wykonują władzę w imieniu Państwa i z tego powodu można w odniesieniu do nich ograniczyć prawo do strajku. W literaturze prawa pracy wskazuje się,
że polskie prawo pozostaje w sprzeczności ze standardami międzynarodowymi w tym zakresie (zob. P. Grzebyk, Od rządów siły do rządów prawa. Polski model prawa do strajku na tle standardów unijnego i międzynarodowego prawa pracy, Warszawa 2019, s. 180-181). Należy również przypomnieć, że w sprawie obecnego art. 19 ust. 3 ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych został też skierowany wniosek do Trybunału Konstytucyjnego (K 23/14).
Warto przywołać rozwiązanie proponowane przez Komisję Kodyfikacyjną w zakresie metod rozwiązywania sporów zbiorowych w przypadku pracowników pozbawionych prawa do strajku. Komisja Kodyfikacyjna proponowała, aby strona związkowa prowadząca spór zbiorowy w interesie pracowników, którym nie przysługuje prawo do strajku mogła wnioskować o rozwiązanie sporu przez poddanie go rozstrzygnięciu Kolegium Arbitrażu Społecznego. Wniosek taki oznacza obligatoryjne wszczęcie postępowania (art. 239 § 4 projektu Komisji Kodyfikacyjnej). W obecnym projekcie nie przewiduje się alternatywnych metod rozwiązywania sporów zbiorowych w przypadku pracowników pozbawionych prawa do strajku, w szczególności brzmienie projektowanego art. 20 jest niejasne w kontekście odpowiedzi na pytanie czy organizacja prowadząca spór w imieniu pracowników pozbawionych prawa do strajku może skierować sprawę do arbitrażu. Jeżeli udzielimy negatywnej odpowiedzi na to pytanie należy stwierdzić, że projektowany przepis jest w oczywisty sposób sprzeczny ze standardami przyjętymi przez MOP (zob. Gwarancje kompensacyjne w przypadku zakazu strajków w administracji publicznej lub w usługach niezbędnych pkt. od 595 do 603 Przegląd podjętych decyzji i wprowadzonych zasad przez Komitet Wolności związkowych Rady Administracyjnej MBP, wersja 2006).
W projektowanej ustawie brakuje propozycji kontroli legalności sporu zbiorowego, a zaproponowana kontrola sądowa referendum strajkowego jest nie do zaakceptowania. W ocenie NSZZ „Solidarność” konieczne jest ustanowienie przyspieszonego tryb sądowego badania legalności sporu zbiorowego, który mógłby być wszczynany zarówno z inicjatywy pracodawcy, jak i związku zawodowego. Wprowadzenie kontroli legalności jedynie referendum strajkowego nie jest wystarczającym rozwiązaniem. Przypomnieć należy, że Komisja Kodyfikacyjna proponowała kontrolę sądową legalności sporu (zob. art. 204 § 1 pracodawca oraz strona związkowa w terminie do 7 dni od wystąpienia przez stronę związkową z żądaniami, może wystąpić do Sądu Okręgowego – Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie z wnioskiem o zbadanie zgodności zgłoszonych żądań). I wprowadzenia tego rozwiązania strona związkowa oczekuje.
W praktyce już na etapie początkowym sporu zbiorowego dochodzi do powstania istotnego konfliktu między pracodawcą, a reprezentującym pracowników związkiem zawodowym (organizacją związkową), co do samego istnienia sporu zbiorowego. Dzieje się to w związku z brakiem możliwości wystąpienia przez związek zawodowy z powództwem o ustalenie istnienia sporu, jako że Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 7 czerwca 2017 (sygn. akt: I PK 212/16) orzekł, że nie jest dopuszczalne występowanie przez związek zawodowy z powództwem o ustalenie istnienia sporu zbiorowego, gdyż związek zawodowy nie ma prawnego interesu w ustaleniu tej kwestii, a droga sądowa w takich sprawach jest wyłączona. Dlatego też wskazanym i potrzebnym byłoby ustanowienie przyspieszonego trybu sądowego badania istnienia (legalności) sporu zbiorowego, w sposób podobny do proponowanej sądowej kontroli legalności referendum strajkowego o którym mówi art. 26-27 projektu ustawy.
Niestety obecnie zaproponowane rozwiązanie przyczyni się do „blokowania” przez pracodawcę sporu zbiorowego. Pracodawcy będą występować do sądu o zbadanie legalności referendum strajkowego tylko po to, aby nie doszło do strajku. Do czasu uprawomocnienia się postanowienia sądu, strajk nie może się rozpocząć. Postępowanie sądowe może okazać się długotrwałe i doprowadzi do zniweczenia celu sporu zbiorowego.
Jednocześnie w sytuacji – obecnie mającego miejsce powszechnie – dążenia pracodawców do przewlekania sporu zbiorowego (m.in. poprzez zwlekanie z podejmowaniem rokowań i mediacji, odmową sporządzania protokołów rozbieżności itp.) ograniczenie długości trwania sporu zbiorowego, przewidziane w art. 18 ust. 1 projektu ustawy prowadzić będzie do podejmowania przez pracodawcę wszelkich działań (a jeszcze częściej zaniechań), aby upłynął termin oznaczający wygaśnięcie (zakończenie) sporu zbiorowego z mocy prawa. Dlatego też dobrą i wskazaną zmianą jest przewidziana w art. 9 ust. 1 zdanie drugie projektu ustawy możliwość sporządzania protokołu rozbieżności przez jedną ze stron sporu. Obecnie bowiem właśnie odmowa podpisania przez pracodawcę protokołu rozbieżności jest jedną z podstawowych form blokowania procedury sporu zbiorowego, uniemożliwiającą rozpoczęcie etapu mediacji oraz – co dla pracodawców ważniejsze – blokującej możliwość przeprowadzenia strajku ostrzegawczego (jest on bowiem możliwy dopiero na etapie mediacji).
W projekcie można odnaleźć wiele przepisów niekorzystnych z punktu widzenia ochrony praw pracowniczych i realizacji praw związkowych. Np. projektowany art. 25 ust. 1, który przewiduje, że głosowanie w sprawie ogłoszenia strajku przeprowadza się w terminie 30 dni od dnia sporządzenia protokołu rozbieżności, jest kolejnym przepis ograniczający możliwość wcześniejszego przeprowadzenia referendum. Warto również zauważyć, że projektowany art. 19 wydaje się rozwiązaniem niekorzystnym z punktu widzenia realizacji interesów pracowniczych. Obecnie referendum można było organizować dużo wcześniej, właściwie od początku sporu. Natomiast projektowany art. 19 będzie przewidywał, że dopiero brak porozumienia kończącego spór, o którym mowa w art. 17 ust. 1, uprawnia organizację związkową do przeprowadzenia głosowania w sprawie ogłoszenia strajku.
Projekt nie rozwiązuje również kwestii braku definicji porozumienia zbiorowego, innego niż układ zbiorowy pracy o którym mowa w art. 4 ust. 2 i 3 projektu ustawy. Tymczasem od lat wątpliwości budzi pojęcie „sporu dotyczącego innego porozumienia”, z uwagi właśnie na brak jego legalnej definicji oraz fakt, że część przedstawicieli nauki prawa pracy pojęcie „innego porozumienia” rozszerza na regulamin wynagradzania, który co do zasady – mając na uwadze przepisy art. 772 § 4 Kodeksu pracy (Dz.U. z 2020, poz. 1320 ze zm.) – ustala pracodawca, w uzgodnieniu z działająca u niego zakładową organizacją związkową. Dlatego też obecnie coraz większa część pracodawców uznaje, że dla legalnego prowadzenia sporu zbiorowego konieczne jest uprzednie wypowiedzenie regulaminu wynagradzania przez wszczynającą spór zbiorowy organizację związkową. To zaś oznacza, że podnoszenie jakichkolwiek żądań płacowych w sporze zbiorowym, będzie groziło utratą dotychczasowych regulacji płacowych, które są objęte postanowieniami obowiązującego regulaminu wynagradzania, bowiem jego wypowiedzenie będzie dla pracodawcy otwierało możliwość forsowania rozwiązań mniej korzystnych,
niż gwarantowane w istniejącym regulaminie. Dlatego też wydaje się konieczne wyjaśnienie przez ustawodawcę kwestii porozumienia zbiorowego, innego niż układ zbiorowy pracy, z jednoznacznym wskazaniem (określeniem), że takim porozumieniem nie są regulamin wynagradzania oraz regulamin pracy.
Art. 18 określa maksymalny czas trwania sporu zbiorowego. Określenie maksymalnego czasu trwania sporu zbiorowego może zapobiegać przewlekłości, a nawet trwania w nieskończoność sporów zbiorowych. Jednakże regulacja zawarta w tym artykule jest niejasna. Spór zbiorowy może trwać, co do zasady, nie dłużej niż 9 miesięcy. Spór zbiorowy, zgodnie z ustawą składa się z następujących etapów: rokowania, mediacje, arbitraż lub strajk. Tymczasem zgodnie z art. 18 ust. 2 spór wygasa jeżeli w terminie 9 lub 12 miesięcy (w przypadku przedłużenia sporu) nie zakończą się rokowania i mediacje, a także nie zostaną podjęte kroki zmierzające do organizacji strajku. Co w takim razie z samym strajkiem czy też arbitrażem. Czy też muszą się odbyć w okresie określonym w ust. 1? Czy strajk przeprowadzony po upływie okresu, o którym mowa w ust. 1 będzie legalny? Precyzyjne uregulowanie tych kwestii jest niezwykle ważne, ponieważ brak tych regulacji może wywołać poważne konsekwencje, chociażby odpowiedzialność za nielegalnie przeprowadzony strajk.
Ponadto dla usunięcia wątpliwości istotne jest jednoznaczne wskazanie czy strajku ostrzegawczego – o którym mowa w art. 16 projektu ustawy – dotyczą lub nie dotyczą postanowienia art. 24-27 projektu ustawy mówiące o wymogach dotyczących przeprowadzenia strajku. Konieczność przeprowadzenia, często w krótkim odstępie czasu, oddzielnego głosowania w sprawie ogłoszenia strajku (tzw. referendum strajkowego) najpierw dla strajku ostrzegawczego, a następnie normalnej (pełnej) akcji strajkowej jest dla pracowników zazwyczaj niezrozumiała i prowadząca do niepotrzebnych emocji społecznych.
Według projektowanego art. 21 ust. 2 strajk jest środkiem ostatecznym i nie może być ogłoszony bez konieczności uprzedniego przeprowadzenia rokowań. W przypadku, gdy rokowania kończą się zawarciem i podpisaniem przez strony sporu porozumienia, które swym zakresem nie obejmuje wszystkich zgłoszonych żądań, strajk nie może zostać ogłoszony bez wyczerpania możliwości rozwiązania sporu w ramach postępowania mediacyjnego. Zauważyć można, że z tego przepisu nie wynika jasno, kiedy można rozpocząć strajk. Zwłaszcza, czy jeżeli po rokowaniach zostanie podpisany protokół rozbieżności to czy oznacza to, że można od razu zacząć strajk.
Art. 21 ust. 1 zawiera definicję strajku, zgodnie z którą strajk polega na zbiorowym powstrzymywaniu się osób wykonujących pracę zarobkową od wykonywania pracy w celu rozwiązania sporu. Zgodnie z ust. 2 strajk jest środkiem ostatecznym i nie może być ogłoszony bez konieczności uprzedniego przeprowadzenia rokowań. W przypadku, gdy rokowania kończą się zawarciem i podpisaniem przez strony porozumienia, które swym zakresem nie obejmuje wszystkich żądań, strajk nie może zostać ogłoszony bez wyczerpania możliwości rozwiązania sporu w ramach postępowania mediacyjnego. Ust. 3 zawiera powtórzenie regulacji z obecnie obowiązującej ustawy, zgodnie z którą strajk może być ogłoszony bez przeprowadzenia rokowań i mediacji, jeżeli bezprawne działanie pracodawcy uniemożliwiło przeprowadzenie rokowań lub postępowania mediacyjnego, a także w przypadku, gdy pracodawca rozwiązał stosunek prawny, stanowiący podstawę wykonywania pracy, z prowadzącym spór zbiorowy działaczem. Przy podejmowaniu decyzji o ogłoszeniu strajku organizacja związkowa powinna wziąć pod uwagę współmierność żądań do strat związanych ze strajkiem.
Istotną zmianą zawartą w tym artykule jest możliwość przeprowadzenia strajku już po zakończeniu rokowań w przypadku gdy strony nie dojdą do porozumienia i zostanie sporządzony protokół rozbieżności. Jednakże w tym zakresie przepis budzi wątpliwości. Zgodnie z art. 7 ust. 3 projektu ustawy strony mogą postanowić, że rokowania będą prowadzone z udziałem mediatora. Natomiast brak jest regulacji, czy w takim przypadku strony są zobowiązane do podjęcia mediacji, o których mowa w art. 10. Rokowania mogą być również prowadzone bez udziału mediatora. Z treści art. 10 ust. 1 wynika, że w przypadku braku porozumienia kończącego rokowania w zakresie wszystkich żądań, strony sporu podejmują mediacje. Dlatego też nie jest jasne kiedy można ogłosić strajk – po zakończeniu rokowań z udziałem mediatora czy też po zakończeniu rokowań bez udziału mediatora. Bardzo ważna kwestia, która nie została uregulowana w sposób nie budzący wątpliwości, co w konsekwencji może narazić organizatorów strajku na odpowiedzialność karną i cywilną za zorganizowanie nielegalnego strajku. Podsumowując ten wątek art. 21 ust. 2 wydaje się sprzeczny z art. 10 ust. 1 i art. 19 – zgodnie z art. 21 ust. 2 strajk można przeprowadzić po przeprowadzeniu rokowań. Natomiast art. 10 ust. 1 i art. 19 zobowiązują do przeprowadzenia mediacji przed przystąpieniem do strajku.
Należy również wyrazić wątpliwości nad projektowanym art. 31 ust 1, dotyczącym organizowania akcji protestacyjnych innych niż strajk, który stanowi, że w obronie praw, wolności lub interesów, o których mowa w art. 2 ust. 1 pkt 5, mogą być stosowane,
po wyczerpaniu trybu postępowania określonego w rozdziale 2, inne niż strajk formy akcji protestacyjnej, niezagrażające życiu lub zdrowiu ludzkiemu, bez przerywania pracy, z zastrzeżeniem przestrzegania obowiązującego porządku prawnego. Z prawa tego mogą korzystać także osoby wykonujące pracę zarobkową niemające prawa do strajku. Regulacja zawarta w projektowanym art. 31 ustawy o sporach zbiorowych pracy może budzić wątpliwości. Trudno udzielić odpowiedzi na pytanie czy zorganizowanie „pikiety” podczas której rozdawane będą ulotki, wymaga dopełnienia wymogów z art. 31 projektu ustawy, a więc wyczerpania trybu postępowania określonego w rozdziale 2 projektu ustawy.
Przechodząc do kolejnego zagadnienia należy odnotować, że w projekcie pozbawia się uprawnień wolontariuszy, stażystów i inne osoby, które świadczą pracę bez wynagrodzenia. Zgodnie z art. 2 ust. 41 ustawy o związkach zawodowych wolontariuszom, stażystom i innym osobom, które świadczą osobiście pracę bez wynagrodzenia, przysługuje prawo wstępowania do związków zawodowych w przypadkach i na warunkach określanych statutami związków. Osoby te mają zawodowe i socjalne prawa związane z wykonywaniem pracy. Tymczasem definicja sporu zbiorowego zawarta w projekcie dotyczy osób wykonujących pracę zarobkową (projektowany art. 2 ust. 1 pkt 5), a w projektowanym art. 2 ust. 2 brakuje odesłania do art. 2 ust. 41 ustawy i związkach zawodowych.
Należy zatem dostosować definicje sporu zbiorowego zawartą w art. 2 pkt 5 projektu do zawartej w ustawie o związkach zawodowych możliwości zrzeszania osób wykonujących pracę bezpłatną tak, aby spór zbiorowy mógł dotyczyć także ich warunków pracy. W projektowanym art. 2 ust. 2 powinno znaleźć się także odesłanie do art. 2 ust. 41 ustawy o związkach zawodowych.
Projekt ustawy o sporach zbiorowych nie zmienia dotychczasowej regulacji prawnej w zakresie przekazywania informacji przez pracodawcę organizacji związkowej na potrzeby prowadzenia sporu zbiorowego. W naszej ocenie należałoby wprowadzić skuteczniejsze rozwiązania w tym zakresie zwłaszcza, że z uwagi na istniejącą lukę w prawie Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie ma aktualnie prawnych instrumentów by zobowiązać pracodawcę do przekazania danych koniecznych do prowadzenia sporu zbiorowego. Stanowczo należy podkreślić, że oczekiwaniem NSZZ „Solidarność” jest stworzenie przez ustawodawcę wyraźnej i niebudzącej wątpliwości podstawy prawnej dla udostepnienia niezbędnych danych kontaktowych pracowników do prowadzenia szerokiego spektrum działalności związkowej, a nie jedynie na potrzeby sporu zbiorowego.
Natomiast odnosząc się do poszczególnych rozwiązań projektu związanych z tematyką przekazywania niezbędnych informacji organizacji związkowych należy wskazać na ich niedostateczność i wadliwość. W art. 5 ust. 1 pkt 2 przewiduje się, że organizacja związkowa w formie pisemnej, elektronicznej lub dokumentowej: (..) wnosi o przekazanie przez pracodawcę informacji o pozostałych działających u niego organizacjach związkowych. Przepis art. 5 stanowił będzie o obowiązku zawnioskowania przez organizację związkową o przekazanie przez pracodawcę informacji o pozostałych działających u niego organizacjach związkowych, jednak wprost nie nakazuje on pracodawcy przekazania tych informacji. Nie przewiduje się obowiązku pracodawcy przekazywania organizacji związkowej niezbędnych informacji w tym danych pracowników (i danych osobowych), niezbędnych do przeprowadzenia referendum. Konieczne jest również wyraźne zakreślenie terminu na przekazanie tych informacji (najlepiej przy użyciu formuły „niezwłocznie, nie później niż w terminie 3 dni od dnia wniesienia wniosku przez organizację związkową”).
Kolejnym przykładem niekompletnej regulacji, w zakresie przekazywania informacji organizacjom związkowym, jest art. 18 ust. 2 projektu, który przewiduje, że spór wygasa, jeżeli w terminie, o którym mowa w ust. 1: 1) strony sporu nie zawrą porozumienia kończącego spór lub nie sporządzą protokołu rozbieżności, o których mowa w art. 17 ust. 1, a następnie nie zostanie przeprowadzone głosowanie w sprawie ogłoszenia strajku i nie zostanie ogłoszony strajk; 2) organizacja związkowa odstąpi od prowadzenia sporu. Zauważyć należy, że brak dostępu do danych pracowników może uniemożliwić przeprowadzenie referendum strajkowego. Do referendum może nie dojść w wyniku nielegalnych działań pracodawcy. Projekt w art. 18 ust. 1 przewiduje, że spór może trwać nie dłużej niż 9 miesięcy od dnia nieuwzględnienia przez pracodawcę żądań, o których mowa w art. 5 ust. 1 pkt 1. Strony sporu mogą wspólnie postanowić o przedłużeniu tego okresu, określając czas jego trwania na okres nie dłuższy niż kolejne 3 miesiące. Do projektowanego art. 18 powinien zostać dodany kolejny ustęp, z którego wynikać będzie, że termin, o którym mowa w ust. 1 biegnie nie wcześniej, niż od dnia przekazania przez pracodawcę lub wszystkich pracodawców pełnej listy osób uprawnionych do udziału w głosowaniu, o którym mowa w art. 25 ustawy, zawierających co najmniej: imię, nazwisko, miejsce świadczenia pracy, nr telefonu lub adresu poczty elektronicznej uprawnionego.
Na podstawie art. 24 ust. 3 projektu, ogłoszenie strajku powinno nastąpić co najmniej na 7 dni przed jego rozpoczęciem. W projektowanym art. 24 ust. 4 przewiduje się, że organizacja związkowa informuje pracodawcę w formie pisemnej, elektronicznej lub dokumentowej o przyjętych zasadach przeprowadzenia głosowania w sprawie ogłoszenia strajku, w terminie o którym mowa w ust. 3, ustalając próg 50% osób wykonujących pracę zarobkową, o którym mowa w ust. 1 i 2, na podstawie informacji o liczbie osób wykonujących pracę zarobkową w zakładzie pracy przekazanej jej przez pracodawcę na jej pisemny wniosek. Z przepisu tego nie wynika w jakim terminie pracodawca powinien przekazać organizacji związkowej informacje o liczbie osób wykonujących pracę zarobkową w zakładzie pracy. Przepis zatem wymaga doprecyzowania.
Dla umożliwienia przeprowadzenia referendum strajkowego konieczne jest wprowadzenie wyraźnej podstawy prawnej, która zawierać będzie zobowiązanie pracodawcy/ów do przekazania danych umożliwiających stronie związkowej przeprowadzenie referendum warunkującego dopuszczalność akcji strajkowej, a także określenie w przepisach konkretnych terminów dla przekazania tych informacji stronie związkowej. W praktyce pracodawcy odmawiają przekazywania tych danych powołując się na RODO, a Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie ma aktualnie prawnych instrumentów, by zobowiązać pracodawcę do przekazania danych koniecznych do prowadzenia sporu zbiorowego.
Kolejnym projektowanym przepisem wymagającym doprecyzowania jest art. 24 ust. 7, który stanowi, że pracodawca jest obowiązany umożliwić przeprowadzenie głosowania w sprawie ogłoszenia strajku, o którym mowa w ust. 1 i 2. Z powyższego przepisu powinno wyraźnie wynikać zobowiązanie pracodawcy do przekazania informacji niezbędnych do przeprowadzenia głosowania w sprawie ogłoszenia strajku. W przepisie powinny zostać określone zasady przeprowadzania referendum strajkowego (np. na terenie zakładu pracy i w godzinach pracy).
Odnosząc się do zmian zaproponowanych w przepisach dotyczącychmediatorów według projektowanego art. 15 ust. 2 wynagrodzenie mediatora z listy wynosi, za każdy dzień prowadzenia postępowania mediacyjnego, 8 % przeciętnego wynagrodzenia w roku poprzednim ogłoszonego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego na podstawie przepisów o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, od pierwszego dnia miesiąca następnego po ogłoszeniu. Ust. 5 dodaje, że wynagrodzenie oraz koszty, o których mowa w ust. 1, ponoszą strony sporu w równych częściach, chyba że strony w umowie uzgodnią inny ich podział.
Koszty wynagrodzenia mediatora obciążą strony sporu, w tym organizacje związkowe. W takim przypadku zasadne byłoby rozważenie czy budżet państwa nie powinien pokrywać części kosztów związanych z procesem mediacji. Proponujemy pozostawienie art. 11 ust 5 obecnej regulacji prawnej stanowiącego, iż w razie udokumentowanego braku środków na pokrycie kosztów, o których mowa w ust. 2 i 4 , na wniosek strony sporu zbiorowego, Minister właściwy do spraw pracy pokrywa koszty mediacji. Dodatkowo ze względu na inflację należy rozważyć podwyższenie wynagrodzenia mediatora do 10% przeciętnego wynagrodzenia w roku poprzednim ogłoszonego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego na podstawie przepisów o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, od pierwszego dnia miesiąca następnego po ogłoszeniu.
Można się zastanawiać również nad stawianymi przed kandydatem na mediatora wymogami.Należy wyrazić obawę, iż przyjęte w art. 26 wymogi mogą być uznane za niewystarczające. W projektowanym art. 11 ust. 2 pkt 5 oraz ust. 4 pkt 1 pojawił się wymóg posiadania wiedzy lub umiejętności w zakresie prowadzenia mediacji. Należałoby wymagać od kandydata na mediatora posiadania zarówno wiedzy, jak i umiejętności. Za niewystarczające kryteria również uznajemy inne kryteria wskazane w art. 11 ust. 4 (opinię ośrodków, osób fizycznych). Aby zapewnić odpowiedni poziom merytoryczny wśród mediatorów konieczne jest zawarcie przepisu obligującego do podnoszenia kwalifikacji mediatora oraz określenie standardów szkolenia mediatora. Nie jest jasne również sformułowanie ośrodki mediacyjne. Natomiast pominięto we wskazanym kryterium opinię partnerów społecznych.
Ponadto, wymóg dotyczący wieku może zostać uznany za budzący wątpliwości. W większości przypadków osoba, która ukończyła 26 lat nie będzie dysponować odpowiednią wiedzą oraz umiejętnościami w zakresie mediacji. Jest to osoba, która nie nabyła jeszcze odpowiedniego doświadczenia, a niedawno ukończyła studia. Zatem można wyrazić wątpliwość co do zaproponowanego wieku mediatora. Wiek 26 lat w sporach zbiorowych jest zbyt niskim wymogiem, i wydaje się, że kandydat na mediatora powinien mieć ukończone co najmniej 30 lat.
W art. 17 ust. 2 przewiduje się, że protokół rozbieżności może być podpisany przez mediatora prowadzącego postępowanie mediacyjne. Należy jednak zauważyć, że postępowanie mediacyjne powinno kończyć się dokumentem podpisanym przez mediatora, a zatem przepis powinien przewidywać obowiązek podpisania dokumentu przez mediatora. Podpis mediatora powinien być wymagany ze względu na rangę dokumentu i poświadczenie stanu faktycznego zdarzeń.
Doprecyzowania wymaga także sytuacja kontynuowania sporu po etapie rokowań. Przepis art. 7 ust. 3 projektu, który dopuszcza prowadzenie rokowań z udziałem mediatora wprost jednak wyłącza stosowanie art. 10 ust. 3 projektu, czyli wybór mediatora z listy. Można mieć wątpliwości czy udział mediatora w czasie rokowań wyklucza przejście do etapu mediacji i powołania mediatora przez Ministra.
Można mieć również wątpliwości czy termin 5 dni określony w art. 10 ust. 3 nie powinien biec od dnia podpisania protokołu rozbieżności (art. 10 ust. 3 przewiduje, że jeżeli strony sporu nie porozumieją się w sprawie wyboru mediatora w ciągu 5 dni od dnia nieuwzględnienia przez pracodawcę żądań, dalsze postępowanie w celu rozwiązania sporu, zwane dalej „postępowaniem mediacyjnym”, jest prowadzone z udziałem mediatora wskazanego, na wniosek co najmniej jednej ze stron sporu, przez ministra właściwego do spraw pracy z listy mediatorów, o której mowa w art. 11 ust. 1).
Ponadto, w projektowanym art. 13 ust. 1, w którym przewiduje się wykreślenie z listy mediatorów przez Ministra właściwego do spraw pracy powinno rozszerzyć katalog o punkt o skreśleniu mediatora z listy w przypadku braku prowadzenia mediacji przez wskazany okres np. 5 lat i lub kilkukrotnego odmówienia ich prowadzenia. Nie powinna być mediatorem osoba, która od kilku lat nie prowadziła mediacji.
Prezydium KK negatywnie ocenia zmianę w art. 88 w ust. 1 w pkt 1 w ustawie z dnia 24 lipca 2015 r. o Radzie Dialogu Społecznego i innych instytucjach dialogu społecznego (Dz. U z 2018 r. poz. 2232, z 2020 r. poz. 568 i 2157 oraz z 2021 r. poz. 2445). Projektodawca nie uwzględnił realnych potrzeb funkcjonowania Rady i Biura Rady Dialogu Społecznego. Limit wydatków o którym mowa w art. 88 przedmiotowej ustawy powinien wynieść co najmniej w 2023 r. 2 600 tys. zł, w 2024 r. 2 900 tys. zł, a w 2025 r. 3 300 tys. zł. Jednocześnie zwracamy uwagę, że podczas prac nad projektem budżetu państwa na 2023 r. należy również zwiększyć finansowanie w części 31 Praca na funkcjonowanie Rady i Biura Rady Dialogu Społecznego w 2023 r. co najmniej do 6 347 tys. zł.
Na koniec należy zauważyć, że w projekcie można odnaleźć „oczywiste drobne błędy legislacyjne”. Jako przykład można wskazać niekonsekwencję ustawodawcy w przyjętych odesłaniach czy też niejasność językową niektórych zwrotów. Na podstawie art. 17 ust. 1 postępowanie mediacyjne kończy się zawarciem przez strony sporu porozumienia, a w razie nieosiągnięcia porozumienia – sporządzeniem protokołu rozbieżności ze wskazaniem stanowisk stron. W art. 17 ust. 3 postanowiono, że do porozumienia, o którym mowa w ust. 1, stosuje się odpowiednio art. 9 ust. 2. W projektowanym przepisie pominięto odesłanie do art. 9 ust. 3 i 4. W art. 9 ust. 3 i 4 postanowiono, iż zawarcie porozumienia kończy spór, a porozumienie nie może naruszać interesów osób trzecich ani określać spraw uregulowanych w przepisach prawa w sposób bezwzględnie obowiązujący. Podobny mankament w projekcie ustawy można odnaleźć w art. 33, który stanowi podstawę dla zawarcia porozumienia postrajkowego kończącego spór zbiorowy.
W projekcie można odnaleźć przepisy budzące wątpliwości interpretacyjne. Według art. 25 ust. 3 warunkiem przeprowadzenia głosowania w sprawie ogłoszenia strajku jest uczestniczenie w nim co najmniej jednej organizacji związkowej reprezentatywnej w rozumieniu art. 252 lub art. 253 ustawy z dnia 23 maja 1991 r. o związkach zawodowych, która sporządziła protokół rozbieżności. Nie do końca jasne jest sformułowanie „warunkiem jest uczestniczenie „w nim” organizacji reprezentatywnej”.
przez redakcja | czwartek 11 sierpnia 2022 | aktualności
Już 55,66 proc. z nas przyznaje, że w pracy zostaje dłużej niż przewiduje jej kodeksowy czas. Rok temu było to 45,47 proc. badanych. Eksperci przestrzegają, że to nie prowadzi to do niczego dobrego.
Jak informuje pulshr.pl, Polacy coraz częściej zostają w firmach po godzinach, by wykonywać swoje obowiązki zawodowe. Wynika to z najnowszego raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”.
W ciągu roku liczba pracowników wyrabiających nadgodziny wzrosła o 10 pkt. proc. Obecnie zjawisko to dotyczy 55 proc. badanych przez ADP polskich pracowników.
Praca poza wyznaczonymi godzinami prowadzi do chronicznego zmęczenia, wyższego poziomu stresu czy niechęci do wykonywania swoich obowiązków.
Badanie „People at Work 2022: A Global Workforce View” zostało przeprowadzone wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie. Wynika z niego, że obecnie 55,66 proc. polskich pracowników zostaje w pracy dłużej niż powinno. Rok temu było to 45,47 proc. badanych przez ADP. To oznacza wzrost o 10 pkt. proc.
Największa grupa badanych – 25,37 proc. polskich pracowników – twierdzi, iż pracuje za darmo od 6 do 10 godzin tygodniowo. W poprzedniej edycji badania było to 19 proc. 11,36 proc. osób wyrabia do 5 nadgodzin tygodniowo. Od 11 do 15 godzin więcej pracuje 9,73 proc. badanych. Jeszcze więcej, bo od 16 do 20 nadgodzin wypracowuje 4,53 proc. badanych, a 2,89 proc. mówi o jeszcze większych nadgodzinach, rzędu 21-25 godzin. Więcej niż 26 godzin tygodniowo ponad normę norma pracuje 1,78 proc. badanych. Problem nadgodzin nie dotyczy 44,34 proc. badanych – tyle osób przyznało, że ze swoimi zawodowymi obowiązkami mieszczą się w kodeksowym czasie pracy.
Niektórzy pracownicy, w obawie o swoje zatrudnienie lub z powodu nakładanej na nich presji lub chęci sprostania oczekiwaniom swoich przełożonych, spędzają w firmie więcej czasu niż wynika to z ich kontraktu. Takie zachowania nie powinny jednak być akceptowane – twierdzi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.
przez redakcja | środa 10 sierpnia 2022 | klasyka, opinie
Hałas jest jedną z najstraszliwszych plag naszego życia. Hałas to akustyczne śmieci, szczególnie dotkliwa forma stresu. Niszczy nie tylko nasz słuch, lecz szkodzi krążeniu krwi, oddychaniu i systemowi nerwowemu. Terroryzuje nasze zmysły i naszą duszę, zakłóca trawienie, wprowadza nieład w pulsowanie krwi i bicie serca. Do hałasu nie można się przyzwyczaić, chyba że przez otępienie, skrajną utratę witalności, a w końcu poprzez głuchotę. Wielki lekarz i odkrywca zarazków gruźlicy Robert Koch już w XIX stuleciu stwierdził, że pewnego dnia hałas zwalczać się będzie tak, jak cholerę i dżumę. Tego samego zdania był filozof Theodor Lessing, który w 1908 roku opublikował pracę „Przeciw hałasom naszego życia”.
Co powiedzieliby Koch i Lessing, gdyby żyli dzisiaj? Maszyny budowlane, młoty pneumatyczne, piły mechaniczne, turbiny, samochody, motocykle, samoloty, pociągi, kosiarki do trawników – wszystko to i jeszcze wiele innych rzeczy wytwarza hałas. Wielkie miasta są obozami koncentracyjnymi, w których miliony ludzi poddawanych jest torturom przy pomocy hałasu, hałasu w pracy i w czasie wolnym. Gdzie w miastach istnieją strefy rzeczywiście wolne od hałasu? Prawie wszyscy lokatorzy nowo budowanych mieszkań skarżą się na ściany, przez które wszystko słychać. Studiowanie praw akustyki i zwalczania hałasu nie należy do obowiązkowych przedmiotów studentów architektury. Kto z tych, którzy planują i budują domy, zważa na to, żeby jedna z dwóch naprzeciw siebie położonych ścian pochłaniała dźwięk?
Hałas szkodzi nie tylko naszemu zdrowiu fizycznemu. Niszczy on również naszą równowagę duchową. Nie tylko przeszkadza nam myśleć i dziwić się, lecz także patrzeć i marzyć. Rujnuje naszą kulturę i sprawia, że obumierają najbardziej elementarne warunki każdej wyższej kultury – religii, sztuki i filozofii. Albowiem każda kultura spoczywa na przezwyciężonym hałasie, na owym „niesłyszalnym centrum”, w którym, jak mówi Rilke, milkną wszystkie dźwięki i z którego rodzi się śpiew Orfeusza.
Hałas kaleczy nasze zdrowie i naszą wewnętrzną integralność, powoduje, że wysychają nasze twórcze talenty, wyobcowuje nas z natury. Jak okrutnie może działać na człowieka hałas, wiedzieli już dawni Chińczycy, którzy niekiedy dokonywali egzekucji przestępców przy pomocy bezustannych, ogłuszających dźwięków. Każdy wie, że nawet jeden głośny huk może nas na jakiś czas ogłuszyć, że długotrwały hałas powoduje nie tylko uszkodzenia słuchu, ale wywołuje również inne schorzenia. A przecież na naszej planecie z każdym rokiem ogromnieje lawina szkodliwych i nieprzyjemnych dźwięków. We wszystkich zakątkach i na wszystkich krańcach ziemi bez przerwy coś wrzeszczy, wydziera się, warczy, zgrzyta, brzęczy, trzeszczy, huczy. Dokądkolwiek przybywają ludzie, tam krzyczy się na cały głos i czyni zgiełk. Dziki, prymitywny, nieopanowany człowiek, taki, jakim jest z natury, okazuje się zawsze bezlitosnym „zakłócaczem” spokoju.
Dlaczego określenie „spokój cmentarza” wywołuje u większości współczesnych ludzi nieprzyjemne skojarzenia? Czy rzeczywiście spokój i cisza cmentarzy są czymś tak odpychającym? Czy ta cisza nie może być przynoszącą ukojenie okazją do skupienia i namysłu? Ale to właśnie przeraża stuprocentowo demokratycznego i wyemancypowanego obywatela. Jego rolą jest być głośnikiem. Rzeczą dlań niezrozumiałą jest fakt, że prawdziwy autorytet nie polega na przekrzykiwaniu innych, lecz na ciszy, która włada bez dyskusji. Na zdolności milczenia i zyskiwania milczącego posłuchu. Wszyscy ludzie, którzy coś znaczą, w wysokim stopniu mają udział w tej ciszy. Wszystko, co wielkie, rośnie w ciszy. Nie ma duchowej iluminacji, nie ma słowa brzemiennego w sens, które nie zawdzięczałyby siebie ciszy starszej niż świat. Język, który waży, otoczony jest wielką ciszą. Język nie składa się tylko ze słów, lecz ze słów oraz milczenia. Tak, jak ukwiecona gałąź wiśni narysowana tuszem na japońskich rysunkach, pozornie izolowana drży na tle białego papieru. Ta odrobina autorytetu, odrobina mądrości; ośmielę się powiedzieć: także ta odrobina chrześcijaństwa, którą dziś jeszcze posiadamy, zasadza się na tej ciszy.
Wypełniona cisza jest czymś więcej niż tylko brakiem hałasu. Jednak nieobecność hałasu jest nieodzownym warunkiem tej ciszy. Jesteśmy dumni z postępów w prawie karnym i ze złagodzenia warunków odbywania kary. Tortury zostały zniesione. Nadużycia władzy przez policję są piętnowane w najostrzejszych słowach. Jednak tylko niewielu buntuje się przeciw biczowi hałasu, którym każdego dnia bezlitośnie smagane są miliony ludzi, przeciw brutalnej torturze, którą dla niezliczonych mieszkańców wielkich miast jest huk, łoskot i warkot. Na tysiąc inicjatyw obywatelskich przeciw elektrowniom atomowym przypada jedna walcząca o stłumienie hałasu! A przecież techniczne możliwości zwalczania hałasu jak najbardziej istnieją i wykorzystywane są w dalece niewystarczającym stopniu. Budowa dźwiękochłonnych ścian i okien, produkcja ciszej jeżdżących samochodów i ciszej latających samolotów – wszystko to jest technicznie możliwe. Ten, kto wysuwa przeciw temu argument, że pełne wykorzystanie możliwości technicznych jest zbyt kosztowne, ten przyznaje, że współczesny człowiek zawiódł, gdy chodzi o sensowne wykorzystanie techniki.
Cisza jest nie tylko problemem technicznym, lecz także – i przede wszystkim – celem etycznym. „Etyka”, „etyczny” pochodzą od greckiego słowa „ethos”. W filozoficznych leksykonach tłumaczy się je jako „moralność”, „moralna postawa”, „moralny charakter”. Te tłumaczenia nie oddają pierwotnego znaczenia tego słowa, które ma kosmiczną aurę. „Ethos” znaczy mianowicie: „pobyt”, „miejsce zamieszkiwania”. To jest obszar, na którym człowiek żyje, przebywa, zamieszkuje. Etyka byłaby więc rozważnym namysłem nad przynależnym człowiekowi miejscem pobytu i wskazówką dla takiego postępowania, które odpowiada zamieszkiwaniu człowieka dojrzałego. Do dobrego życia, do właściwego zamieszkiwania należy cisza. Hałas, pośpiech i zgiełk niwelują, kolektywizują i wywłaszczają człowieka. Cisza natomiast oznacza wolność, dojrzałość, indywidualność.
Nie tylko maszyny i aparaty plują hałasem. W każdym człowieku tkwi szalejąca, wrzaskliwa istota, która łaknie wrzawy. Wystarczy tylko bez sentymentalnego uprzedzenia spojrzeć na hordę szalejących dzieci. Lub na młodocianych chuliganów, którzy pędzą przez noc na swoich warkotliwych motocyklach. Albo na wyjących i gwiżdżących kibiców piłkarskich. Jakże wielu z tych, którzy latem uciekają z miast, aby znaleźć odpoczynek i spokój, jest całkowicie niezdolnych do tego, aby na krótko znieść samotnie prawdziwą ciszę. Poirytowani biciem dzwonów kościelnych (bo przeszkadzają im w spaniu), nie są nawet w stanie wędrować przez las bez tranzystorowego radia.
Spędzamy nasze lata jak gadanie, mówi Psalm 90. Spędzamy je w piekielnej maszynie hałasu nabierającej coraz bardziej demonicznych rozmiarów. Tęsknimy za ciszą i wpadamy w panikę, kiedy muśnie nas ona pośród wielkiej, nieskalanej natury, która nie zna hałasu, lecz podniosłą ciszę lub raz gwałtowne, raz łagodne tony. Burza, morska kipiel nie hałasują. Ich dźwięki są tylko kontrapunktem owej wszechobejmującej ciszy, pierwotniejszej niż wszystkie zjawiska we wszechświecie. Kto się ku niej zbliży, zrozumie słowa proroka Izajasza, które tak lubił Goethe: „W spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności jest siła wasza”.
Gerd-Klaus Kaltenbrunner
tłumaczył Tomasz Gabiś
Powyższy tekst Gerda-Klausa Kaltenbrunnera pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Zeitbühne”, lipiec 1977. Polski przekład zamieściliśmy w piśmie „Obywatel” nr 5 w roku 2002.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. by Mimzy from Pixabay.
przez redakcja | środa 10 sierpnia 2022 | aktualności
Po 150 latach działalności browar w Koszalinie zostanie zamknięty, i to już w najbliższym miesiącu. Około 80 pracowników lada dzień otrzyma wypowiedzenia.
Jak informuje „Głos Wielkopolski”, Koszaliński browar od 13 lat należy do polskiej spółki Van Pur, zarządzającej sześcioma browarami w Polsce. Co ciekawe, to właśnie Van Pur w 2009 roku uratował Browar Koszalin przed likwidacją, wykupując go od duńskiego Royal Unibrew. Duńczycy już wtedy chcieli go zamykać. Teraz jednak Van Pur zamyka Broka sam, twierdząc, że browar mieści się w starym budynku, nie da się zatem modernizować i rozbudowywać hal.
Szkoda tylko, że nawet nie próbowano tego sprzedać. Woleli nas zamknąć. Wielki żal – mówią anonimowo pracownicy browaru w Koszalinie. – O likwidacji poinformowano nas w piątek. Ludzie się martwią.
przez redakcja | wtorek 9 sierpnia 2022 | aktualności
Związkowcy z WZZ Pracowników Gospodarki Morskiej (OPZZ) i NSZZ Solidarność oraz Rada Pracowników wyrażają głębokie zaniepokojenie przebiegiem procesu prywatyzacji Portu Gdańsk.
Pracownicy wystosowali list otwarty skierowany do premiera Morawieckiego i prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Apelują do polityków o osobisty nadzór nad przekształceniem własnościowym zakładu. Niepokój sygnatariuszy listu budzi wybór prywatnej firmy jako inwestora strategicznego, który ma zakupić 100% akcji PGE należących do skarbu państwa. Do 15 lipca ubiegłego roku przyjmowane były zgłoszenia firm zainteresowanych zainwestowaniem w spółkę PGE. Zgłosiło się siedem podmiotów. W ostatnich tygodniach wyłączność na negocjacje dostała poznańska firma Lebal S.A.
Pracownicy portu uważają, że inwestor nie posiada odpowiedniego doświadczenia w prowadzeniu tego typu działalności. Gdański port obsługuje przeładunki węgla i koksu, drobnicy i drewna, wyrobów stalowych, złomu, konstrukcji, maszyn, pojazdów i samochodów oraz nawozów. Tymczasem Lebal zajmuje się głównie sprzedażą wyrobów hutniczych i skupem złomu stalowego oraz żeliwnego. Nic nie wskazuje na doświadczenie w branży portowej lub przeładunkowej. Wątpliwości pracowników portu budzi też struktura właścicielska holdingu, którego częścią jest Lebal S.A oraz to, czy firma posiada odpowiednie środki na sfinalizowanie zakupu, czy też włączą się inne podmioty wchodzące w skład holdingu. – Sprzedaż ostatniego terminalu portowego gdzie 100% akcji posiada skarb państwa prywatnemu podmiotowi, w obecnej sytuacji geopolitycznej budzi nasz niepokój – czytamy w liście otwartym.
przez redakcja | poniedziałek 8 sierpnia 2022 | aktualności
W Tychach jeepem zablokowano wjazd na prywatną posesję znanego działacza Solidarności. Zastraszano domowników. Interweniowała policja. Jak się okazało, w aucie siedzieli prawnicy wynajęci przez firmę Nexteer Automotive Poland. Zastraszano w ten sposób szefa Solidarności z Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność w Nexteer Automotive Poland, żeby zwolnić go z pracy.
Jak infomuje portal Pressmania, to już trzecia próba pozbycia się pracownika niewygodnego dla dyrekcji firmy Nexteer Automotive Poland. Dwie poprzednie zakończyły się porażką pracodawcy. Sąd za każdym razem przywracał związkowca do pracy.
Grzegorz Zmuda, przewodniczący MOZ NSZZ Solidarność, zalazł pracodawcy za skórę broniąc pracowników firmy i stojąc na straży prawa, gdy pracodawca karygodnie łamał standardy zachowań prawnych oraz współżycia społecznego. Nie można go zwolnić bez zgody zarządu związku i Rady Pracowników. Żeby jednak zwolnić Zmudę z pracy, firma Nexteer wynajęła przedstawicieli renomowanej warszawskiej kancelarii prawnej, którzy zasadzali się na związkowca przez dwa dni przed jego domem, strasząc rodzinę i próbując sforsować ogrodzenie na prywatną posesję.
– Jacyś ludzie w dużym ciemnym aucie siedzieli przed naszym domem blokując dojazd do posesji. Wystraszyłam się, bo byłam w domu sama z dziećmi. Dlatego wezwałam policję – mówi żona Zmudy portalowi Pressmania. Na widok policji napastnicy próbowali odjechać, ale zostali przez zatrzymani. Wówczas dopiero okazało się, że w jeepie są prawnicy wynajęci przez pracodawcę Zmudy.
Mimo że przewodniczącemu nie wręczono skutecznie wypowiedzenia z pracy, pracodawca oficjalnie na swojej stronie poinformował pracowników, że Grzegorz Zmuda został dyscyplinarnie zwolniony z pracy pod ciężkimi zarzutami. Według prawa szef zakładowej Solidarności jest nadal pracownikiem tej firmy.
Gdy dzisiaj słyszę, że po raz kolejny zarząd Nexteer chce bezczelnie łamać prawa pracownicze, chce łamać polskie prawo pracy, to szlag mnie trafia! Tylko tym językiem mogę określić moje emocje i myślę, że emocje większości pracowników tej firmy i większości polskich związkowców! To niewiarygodne, że w Polsce, państwie prawa, można zwolnić osobę, która tak mocno jest chroniona prawem. To nie zdarza się w państwach UE. Apeluję do Wymiaru Sprawiedliwości, do Ministra Pracy, do posłów i senatorów, do naszych związkowców: udowodnijcie, że żyjemy w wolnej Polsce, w Polsce prawa! Obrońcie Grzegorza Zmudę! Zróbcie w końcu porządek z takimi pracodawcami! – apeluje Sławomir Ciebiera, członek NSZZ Solidarność, były działacz związkowy.