przez redakcja | wtorek 5 września 2023 | aktualności
Osoby z niepełnosprawnościami za pośrednictwem PFRON mogą korzystać z wypożyczalni sprzętu. Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych będzie wysyłała niepełnosprawnym sprzęt i go serwisowała.
Jak informuje Portal Samorządowy, kupiono 14 tys. jednostek różnych urządzeń za ok. 100 mln zł. Nabór i weryfikację wniosków osób z niepełnosprawnościami będzie prowadził PFRON. Zainteresowani będą mogli najpierw przetestować sprzęt, a lista dostępnych urządzeń będzie aktualizowana co pół roku. Docelowo plan wypożyczalni ma umożliwić indywidualny dobór i wyposażenie osoby niepełnosprawnej w wysokie technologie.
W wypożyczalni są m.in. wózki i skutery dla osób niepełnosprawnych ruchowo, notatniki brajlowskie, powiększalniki telewizyjne czy wysoko zaawansowane technologicznie aparaty słuchowe, a także technologia AAC dla osób, które nie mogą się komunikować w standardowy sposób. Każdy z tych sprzętów jest drogi, kosztuje od kilkudziesięciu, do kilkunastu tysięcy złotych
przez redakcja | poniedziałek 4 września 2023 | aktualności
238 dni – tyle średnio w Polsce wynosi czas oczekiwania na wizytę u dziecięcego psychiatry.
Jak pisze Portal Samorządowy, w Polsce jest 555 psychiatrów dla osób do 18. roku życia. Przekłada się to na gigantyczne kolejki do tych specjalistów. Średnio na taką wizytę trzeba czekać w Polsce 238 dni. Najgorzej jest w województwie śląskim, gdzie ta średnia wynosi ponad 512 dni.
Fundacja GrowSpace zebrała dane z informacji Narodowego Funduszu Zdrowia za pośrednictwem strony światprzychodni.pl. Dotyczą one szacowanej długości oczekiwania w kolejce na konsultację psychiatry dziecięcego na NFZ. Przeanalizowane zostały informacje ze wszystkich przychodni, poradni, szpitali oraz ośrodków pomocy w Polsce, które oferują takie konsultacje. Dane pokazują ogromną skalę zapaści psychiatrii dziecięcej z perspektywy rodziców i dzieci.
Średni czas oczekiwania na konsultację psychiatry dziecięcego wynosi 238 dni, jednak aż w pięciu miejscach kolejki przekraczają 1000 dni oczekiwania.
W niektórych placówkach można skrócić kolejkę, jeśli wizyta odbędzie się prywatnie. Wówczas są wolne terminy na przykład na maj 2024 roku. Nie każda rodzina dziecka w kryzysie może sobie jednak pozwolić na taki krok. Pamiętajmy też, że często diagnoza i leczenie nie kończą się na jednej wizycie – mówi Wojciech Szumiło z Fundacji GrowSPACE.
przez Radosław Stupak | niedziela 3 września 2023 | opinie
Proletariat (prekariat) toczy wewnętrzne bratobójcze walki o tożsamościowe etykietki, podczas gdy nierówności ekonomiczne, zyski wielkich koncernów, majątki multimiliarderów i ich wpływ na rzeczywistość polityczno-ekonomiczna rosną, a na świecie coraz więcej ludzi cierpi z powodu głodu i niedożywienia i nie ma gdzie mieszkać.
Tęczowe barwy na produktach wyzyskujących ludzi i eksploatujących planetę korporacji w żaden sposób nie ograniczą władzy międzynarodowej finansowej oligarchii, nie poprawią warunków życia ludzi ani nawet nie wpłyną specjalnie na los przedstawicieli tych czy innych mniejszości – szczególnie, jeśli owi przedstawiciele nie należą do tzw. klasy średniej. Ze snu polityki tożsamości warto się przebudzić – ale nie po to by bronić status quo. Woke to symulakrum rewolucji, sprzedawane jako radykalny sprzeciw wobec opresji i postęp, w istocie jednak konserwujący strukturalne nierówności. Z tej perspektywy, zarówno „lewicowy/postępowy” dyskurs woke, jak i jego „prawicowa/konserwatywna” i „konserwatywno-liberalna” krytyka pełnią tę samą rolę. Musimy wyjść poza ten klincz, jeśli faktycznie chcemy realizować prospołeczną politykę w interesie ogółu. Także, lub nawet przede wszystkim, jeśli niepokoi nas rosnąca popularność skrajnej prawicy – w Polsce i na świecie.
Z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia w psychiatrii. Woke, opierające się przede wszystkim na identity politics i różnych „tożsamościach” oraz kultura terapeutyczna (powinno się chyba raczej mówić o „kulturze psychiatrycznej”) wyrastająca z reifikowanych diagnoz psychiatrycznych i odpowiadających tym diagnozom tożsamości – są sobie bliskie. Woke podlany jest też współczesny „renesans psychodeliczny”. Ten ruch, momentami przypominający skomercjalizowany skansen po Woodstocku rzekomo nawiązujący do hipisowskiej kontrkultury i lewicowych protestów z końca lat 60., jest równocześnie głęboko osadzony w indywidualistycznej polityce tożsamości oraz kulcie „innowacyjności” i wydajności ekonomicznej wprost z Doliny Krzemowej, świata technologicznych start-upów i Big Techu. Snując opowieści o wolnościowej rewolucji, której narzędziem miał być internet, budowano kapitalizm nadzoru i systemy inwigilacji dla wielkich korporacji i rządowych agencji. W przypadku psychodelików, zamiast „rewolucji świadomości” otrzymamy zapewne wyłącznie nową klasę równie „bezpiecznych, skutecznych i nieuzależniających” leków psychiatrycznych, co te wcześniejsze. Dobrym przykładem jest Spravato, w którym stary tani generyczny lek – ketamina, po zapakowaniu w spray, co umożliwiło uzyskanie nowego patentu, stał się bardzo drogim (a od niedawna refundowanym także w Polsce) lekiem o wątpliwej skuteczności i profilu bezpieczeństwa. Zamiast zmiany świadomości mamy więc nowy produkt i narrację o neuroplastyczności i glutaminianie, czyli biologizację indywidualizującą problemy społeczne.
Postępowe i szczytne idee, przejęte przez główny nurt, stają się swoim przeciwieństwem. Katowicka „miejska farma”, w formie wielkiego napisu w centrum miasta umieszczonego przed wysypanym żwirkiem skwerkiem nad podziemnym parkingiem ze smutnymi roślinkami w skrzyniach, jest dobrym symbolem tego, co mainstream może zrobić z „oddolnymi” słusznymi inicjatywami, w rodzaju tych permakulturowych. Przykładem z psychiatrii, obrazującym nieoczywiste skutki bliskiej kulturze woke fiksacji na używaniu poprawnych słów, zamiast na rozwiązywaniu problemów, na które wskazują te niepoprawne, są forsowane od jakiegoś czasu (najprawdopodobniej przez część Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego) zmiany w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego. Poprawne politycznie zastąpienie określenia „choroba psychiczna” (które odnosiło się wcześniej do „zaburzeń psychotycznych”) rzekomo mniej stygmatyzującym „zaburzenie psychiczne” (które obejmuje znacznie więcej problemów), przy równoczesnym zastosowaniu przepisów dotyczących przymusowego leczenia, które wcześniej dotyczyły wyłącznie „chorób”, również do „zaburzeń”, sprawić może że znacznie łatwiej, niemal każdego, będzie można leczyć przymusowo właściwie wyłącznie na podstawie subiektywnej opinii psychiatry. Mariaż władzy medycznej i psychiatrycznej z sądowniczą czy też z aparatem represji, jest wyjątkowo groźny, o czym przekonuje zarówno historia III Rzeszy (w ramach Akcji T4, która była pierwowzorem lub też początkiem Holocaustu, wymordowano najpierw pacjentów szpitali psychiatrycznych, nazywając to „eutanazją” – opracowane wtedy technologie masowego mordu przeszczepiono potem do obozów koncentracyjnych, po „podludziach” „chorych psychicznie”, przyszła kolej na Żydów, Słowian i Romów), jak i radzieckie tortury dysydentów pod pretekstem leczenia tzw. bezobjawowej schizofrenii.
Co ciekawe, w głośnej niedawno sprawie Joanny z Krakowa, wbrew nawet słowom samej poszkodowanej, która wprost wyrażała pretensje wobec lekarki (twierdząc, że ta ją oszukała, informując, że wzywa ratowników medycznych, choć dzwoniła na policję), liberalne media próbowały przekierować oburzenie na rząd i policję. Warto jednak zauważyć, że, cokolwiek by o takich standardach nie myśleć, psychiatra podejrzewająca pacjentkę o zamiary samobójcze ma prawo wezwać służby, które taką osobę mogą pod przymusem umieścić w szpitalu. Potraktowanie Joanny nie odbiega specjalnie od tego, jak często osoby określone jako „chore psychicznie”, tym bardziej „suicydalne”, traktowane są przez lekarzy i policję. Dokładna rewizja i rekwirowanie wszelkich rzeczy osobistych, które mogłyby potencjalnie posłużyć do odebrania sobie życia (włączając w to np. sznurówki butów czy ładowarkę telefonu – ze względu na kabelek, którym można się np. udusić), nie są w takiej sytuacji niczym wyjątkowym. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę z tego że, nawet w świetle obowiązujących przepisów, od przymusowego pobytu w szpitalu psychiatrycznym dzieli ich właściwie jeden telefon na policję wykonany przez psychiatrę subiektywnie oceniającego, że zagrażają swojemu życiu.
Sama „lewicowość” w dużej mierze stała się etykietką-produktem mającym głównie sygnalizować status społeczny, nadążanie za modnymi tematami i „najnowszymi trendami” (w dużej mierze koncentrującymi się wokół posiadania którejś z woke tożsamości lub przynajmniej „sojusznictwa”) – poza frazesami rzadko stoją już jednak za nimi realne działania w interesie pracowników. „Lewicowość” często nie łączy się już nawet z żadnymi propracowniczymi poglądami – wszelkie badania pokazują bowiem, że elektorat lewicy jest gospodarczo nawet bardziej „na prawo” od zwolenników Platformy i w poparciu dla neoliberalnych reform uderzających w najsłabszych niewiele różni się od Konfederacji.
Podobnie, woke jest raczej wynaturzonym neoliberalizmem (o ile neoliberalizm może być w ogóle inny niż wynaturzony…) niż ruchem autentycznie lewicowym. W istocie bliższy jest na wielu poziomach postawom neokonserwatywnym, tyle że z lekko przestawionym wektorem. W efekcie ci sami ludzie, którzy kpią z „obrazy uczuć religijnych”, są gotowi palić na stosie za obrazę „uczuć tożsamościowych”. Częściowo dotyczy to również etykiet psychiatrycznych. Choć w Polsce jest to jeszcze relatywnie mało widoczne zjawisko, to zapewne z czasem będzie i u nas przybierać na sile. Na ironię zakrawa przy tym wszystkim fakt, ze DSM, czyli tzw. biblia psychiatrii zawierająca definicje zaburzeń psychicznych, a więc podstawa i źródło opartych na nich tożsamości, tworzona jest przede wszystkim przez… garstkę uprzywilejowanych starszych białych bogatych cisheteroseksualnych mężczyzn opłacanych przez koncerny farmaceutyczne. Kreowane i/lub promowane przez koncerny etykiety oraz utożsamiający się z nimi ludzie, stają się zarazem targetem dla przekazów agencji marketingowych i idących za nimi produktów i postaw. Wykorzystywane przez III Rzeszę do zwiększania produktywności i nadania prędkości Blitzkriegowi stymulanty są teraz lekiem na ADHD. Jak w tekście opublikowanym w lewicowym „Counterpunch” sugeruje terapeuta Bruce E. Levine – efekty działania stymulantów mogą ułatwiać wpasowanie się w system, w którym pełnić mamy wyłącznie rolę bezwolnych trybików destrukcyjnej maszyny.
O tych zjawiskach nie należy oczywiście myśleć jako o jakimś skoordynowanym i ściśle zaplanowanym „spisku elit”. Wydaje się to być raczej konsekwencją szeregu złożonych procesów ekonomicznych i społecznych, w których, jak pokazywał choćby Mark Fisher, a dużo wcześniej np. Guy Debord, kapitalizm przejmuje skierowaną przeciwko sobie krytykę, wulgaryzuje ją, komercjalizuje i zaprzęga do celów sprzecznych z oryginalnymi, umacniając tym samym swoją hegemonię. Wydaje się że podobny los spotkał kontrkulturę czy też ruch hipisowski lat 60. i 70. oraz ówczesne europejskie protesty. Być może indywidualistyczny rdzeń tych zrywów i ich w jakimś sensie konsumpcjonistyczny u zarania charakter (nawet jeśli chodzi np. o konsumpcję „wrażeń” czy „doznań”) odpowiada za ich łatwe zawłaszczenie i podporządkowanie przez dominujący dyskurs. Podobnie może być dzisiaj tak z psychodelikami w psychiatrii, jak i z ruchem neuroróżnorodności, którego szczytne ideały, połączone jednak z zafiksowaniem na przedrostku neuro, a więc biologicznym esencjalizmie, sprawiają, że bardzo łatwo zawłaszczany jest przez biomedyczną neoliberalną indywidualistyczną psychiatrię. Czy powiemy „neuroróżnorodny” czy też „neuroatypowy” nie ma większego znaczenia, jeśli nadal de facto odsyła to w praktyce do tego samego, co „zaburzony”.
W przeciwieństwie jednak do sytuacji sprzed pół wieku, możliwe, że mamy do czynienia dzisiaj z sytuacją, w której aparaty ideologiczne państwa, o których pisał Althusser, stają się coraz mniej państwowe. Państwo stopniowo przestaje być potrzebne do sprawowania ideologicznej kontroli służącej reprodukcji siły roboczej i stosunków klasowych. Tym samym kapitał, uniezależniając się od przynajmniej częściowo podlegającym demokratycznej kontroli instytucji państwowych, umacnia pozycję i cementuje swoją władzę. Dziś to bardziej (ponowoczesne) media społecznościowe niż (nowoczesna) szkoła formują umysły, a Tik Tok, Instagram czy Twitter stają się „najważniejszą ze sztuk”. Nawet, jeśli naszym celem miałoby być w ostateczności wyzwolenie się także z opresji państwa, to, jak wskazywał Althusser, to właśnie jego aparaty ideologiczne, zaprzęgnięte w interesie klasy pracującej, mogą być środkiem do tego celu – innej siły choćby potencjalnie zdolnej przeciwstawić się Mamonie, nie widać na horyzoncie.
W (po)nowoczesnym sporze o inwestyturę pomiędzy wielkimi korporacjami (współcześnie dominującą rolę wydaje się odgrywać Big Tech) a państwem, w interesie społecznym jest wzmocnienie roli państwa. Tylko państwo, a nawet ponadnarodowe organizacje (o ile podlegałyby realnej demokratycznej kontroli), mogą bowiem stanowić przeciwwagę dla molocha korpo. Choć państwa i międzynarodowe instytucje są w dużej mierze uzależnione od korporacyjnych lobbystów, skorumpowane oraz podległe zainteresowanej wyłącznie swoim partykularnym interesem „klasie eksperckiej/menadżerskiej” (i/lub „akademickiej”), to mamy wciąż legalne i nieprzemocowe ścieżki wpływu na te ciała i podejmowane przez nie decyzje. Na decyzje wielkich korporacji, wielkiego kapitału – wpływ mają tylko jego posiadacze. Niezależnie od sympatii politycznych, sytuacja, w której Big Tech cenzuruje urzędującego prezydenta ponoć najpotężniejszego demokratycznego państwa na świecie, tak jak to miało miejsce w wypadku Donalda Trumpa, powinna być dla nas alarmem, nie zaś powodem do małostkowej radości. Podobnie jak sytuacja, w której ambasador obcego państwa blokuje rozwiązania mające na celu uregulowanie działalności Big Tech w Polsce. W kulturze woke, pozornie traktującej o systemowych niesprawiedliwościach, a faktycznie skoncentrowanej na cechach jednostek i indywidualnych sympatiach i antypatiach wobec nich, strukturalny aspekt takich zdarzeń przechodzi niemal niezauważony.
Siłę mediów społecznościowych w kreowaniu rzeczywistości, choć jest to przykład o znacznie mniejszym ciężarze gatunkowym, dobrze było widać przy okazji niedawnej „afery Janoszek”. Jej bohaterka m.in. dzięki mediom społecznościowym spreparowała swoją rzekomą karierę. „Duże” media, także w kwestiach całkiem poważnych, coraz częściej ograniczają się do referowania treści postów czy tweetów poszczególnych osób; to media społecznościowe także jako źródło przekładających się na wpływy z reklam „klików” zaczynają kręcić mediami „tradycyjnymi”.
Równocześnie, większość komentujących sprawę skupiała się na tym, kto jest fajny (Janoszek czy Stanowski?), na tym, kto kogo nie lubi lub kto się ładnie, a kto brzydko zachował. Niewiele widać było namysłu nad tym, co nam ta sprawa mówi o stanie mediów, dezinformacji, propagandzie i stojących za nimi strukturami i mechanizmami. Największe i najważniejsza media w Polsce przez lata podawały niesprawdzoną informację, którą można byłoby zweryfikować w kilka minut przy pomocy Google’a. Moglibyśmy spojrzeć na tę aferę przez pryzmat warunków pracy w mediach, moglibyśmy spróbować głębiej zastanowić się nad „post-prawdą”, symulakrami, relacją między rzeczywistością wirtualną i medialną a jej wpływem na realne zjawiska i związkiem tego wszystkiego z materialnym osadzeniem różnego rodzaju instytucji. Jest to przecież jaskrawy przykład na to, że medialny spektakl może nie mieć wiele wspólnego z faktami, może być fabrykacją całkowicie oderwaną od rzeczywistości, ale jednak ową całkiem materialną i prawdziwą rzeczywistość kształtuje. Moglibyśmy też zapytać, jaką właściwie rolę pełnią „wolne media” (czyt. korporacyjne), skoro nie można im zaufać w tak prostej sprawie i jaki sens ma ich obrona przez tzw. lewicę. Może właśnie, żeby uniknąć tego rodzaju pytań, wielu lewicowych komentatorów wolała w trybie woke pogardliwie wypowiadać się o Stanowskim, o „przygłupach, którzy to obejrzą” czy nawet w ogóle o ludziach, dla których Janoszek nie była postacią anonimową.
Komentarze te więc same nie wychodziły poza schemat konsumpcji tego typu informacji narzucony przez media, przypominały one raczej komentarz do reality show lub głosowanie w Tańcu z Gwiazdami. Pokazuje to problem z wyjściem poza narzucone ramy ideologiczne po to, aby przyjrzeć się samym mechanizmom ideologii. Podobnie, uwięzieni w symulacji woke ludzie nie widzą, że narzuca im ona interpretację rzeczywistości, która może być nawet sprzeczna z ich rzeczywistymi interesami, ani nawet że znajdują się pod jej wpływem. Zamiast głębszego namysłu nad tym, co sprawa Janoszek może nam powiedzieć o świecie, otrzymaliśmy więc przede wszystkim typowy dla woke „oburz” skierowany w stronę tej czy innej jednostki, z którego właściwie nic nie wynika. Nawet wykraczające nieco poza tę prostą perspektywę komentarze często ostatecznie skupiały się na „cnotach” (a raczej ich braku) u Stanowskiego, w klasycznym manewrze woke przekierowując uwagę na jednostkę rzekomo łamiącą normy moralne. Co zresztą można też odczytać jako próbę obrony autorytetu mediów przez medialnych „ekspertów” – nie gryzie się w końcu ręki, która karmi. Sam Stanowski, nota bene, „zdiagnozował” „zaburzenie” u Janoszek, co ma podobny indywidualizujący i zasłaniający strukturalne zjawiska efekt i może też wskazywać na to, jak przenikają się kultura woke i terapeutyczna oraz jak podobnymi rządzą się mechanizmami. Janoszek zaś potraktować można jako skrajny (i skuteczny) przykład autoprezentacji w mediach społecznościowych, której wszyscy podlegamy, np. kreując wizerunek na potrzeby pracodawcy czy też próbując udowodnić sobie i znajomym, że jesteśmy szczęśliwi i odnosimy sukcesy realizując wizję konsumpcjonistycznego szczęścia i pragnienia sztucznie wykreowane przez media.
Te same media, które nie potrafiły zweryfikować informacji o Janoszek, od lat opowiadały nam też o „nierównowadze chemicznej” jako „przyczynie depresji”, odwracając uwagę od jej społecznych i ekonomicznych przyczyn. Często zresztą powtarzali to występujący w nich „eksperci”. Nie powinno więc może dziwić, że jak pokazuje jeden z ostatnich sondaży, dziennikarze są grupą zawodową cieszącą się najniższym zaufaniem w Polsce. Psychiatrzy są niewiele wyżej, na szóstym miejscu od końca (pomiędzy pracownikami NGOsów i sędziami), w przeciwieństwie do innych lekarzy, którzy nadal cieszą się dużym zaufaniem społecznym.
Mimo że deklaratywne cele woke, polityki tożsamości, politycznej poprawności czy cancel culture (to właściwie różne aspekty i nazwy tych samych procesów) same w sobie są słuszne i szczytne, a ich celem ma być zniesienie różnego rodzaju opresji i samych tych celów nie należy porzucać, to w praktyce zjawiska te przyjmują autorytarne opresyjne formy, ze swoim własnym zestawem arbitralnych wzorców, tożsamości, słów, norm, nakazów, zakazów i kar za ich przekroczenie. Można odnieść wrażenie, że woke i dyskurs skrajnej prawicy stają się swoimi lustrzanymi odbiciami. W ustawionych naprzeciwko siebie lustrach wzmacniają się nawzajem w nieskończonym ciągu powtórzonych odbić. Jeśli faktycznie chcemy emancypacji, to woke staje się wrogiem emancypacji.
Wyjście poza klincz ideologii woke i konserwatyzmu wymaga powrotu do podstaw myślenia krytycznego, uwzględnienia roli uwarunkowań ekonomicznych (zarówno na strukturalnym, jak i indywidualnym poziomie) i potężnych instytucji finansowych oraz ich wpływu na kulturę. Pominięcie lub wyłącznie hasłowe potraktowanie tych kwestii prowadzi do mylnych diagnoz i chybionych działań, które zamiast pomagać – szkodzą. Taka analiza jest jednak trudniejsza i bardziej wymagająca niż bezrefleksyjne kopiowanie zagranicznych propagandystów – z obu stron tej de facto pozornej barykady – i trudniejsze niż zamykanie oczu i zaklinanie rzeczywistości upartym powtarzaniem, ze „cancel culture nie istnieje”, ewentualnie że „zawsze się trochę cancelowało” i właściwie to nie ma problemu. Szczególnie, że można by się było wtedy narazić na scancelowanie…
Być może, w przeciwieństwie do toksycznego zamku wampirów woke, jedyną ideą, która byłaby w stanie skutecznie, bez unieważniania i wykluczania, połączyć całą różnorodność doświadczeń i sposobów bycia, w prospołecznym celu, jest idea wspólnej tożsamości narodowej i państwa jako narzędzia emancypacji. O ile tylko kapitalistyczna oligarchia nie zaprzęgnie jej do imperialistycznych wojen, w których za pełne kasy tłustych szuj giną prości ludzie.
Radosław Stupak
Grafika w nagłówku tekstu: Mohamed Hassan z Pixabay.
przez redakcja | niedziela 3 września 2023 | aktualności
Obecna liczba łóżek w publicznych i prywatnych akademikach pokrywa zapotrzebowanie zaledwie 10 proc. wszystkich osób studiujących w Polsce.
Jak informuje portal pulshr.pl, na podstawie danych GUS-u można szacować, że w Polsce funkcjonuje 359 uczelni wyższych, na których w roku akademickim 2022/2023 studiowało łącznie ponad 1,2 mln osób. Ponad 105 tys. studentów to obcokrajowcy, głównie z Ukrainy (prawie 50 tys. osób) i Białorusi (ponad 12 tys.). Jak wynika z analizy międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, obecna liczba łóżek w publicznych i prywatnych akademikach pokrywa zapotrzebowanie zaledwie 10 proc. wszystkich osób studiujących w Polsce.
Liczba międzynarodowych studentów wybierających nasz kraj zwiększa się od wielu lat. Polska jest ważnym ośrodkiem akademickim w Europie Środkowo-Wschodniej, a populacja studentów w naszym kraju jedną z najliczniejszych w Europie. Tylko w roku akademickim 2021/2022 liczba studiujących w Polsce cudzoziemców wzrosła o blisko 18 proc.
Problem w tym, że nie wszyscy mają gdzie mieszkać. Wyzwaniem są także wysokie ceny najmu. Zgodnie z danymi z portalu ogłoszeniowego Otodom w największych miastach akademickich – Warszawie i Krakowie – wzrost cen ofertowych studentom mieszkań na wynajem wyniósł w lipcu blisko 12 proc. rok do roku.
Uczelniane akademiki oferowały w minionym roku akademickim zaledwie nieco ponad 115 tys. łóżek. Z kolei na rynku prywatnych akademików do dyspozycji studentów jest trochę ponad 11,5 tys. miejsc, a kolejne 6 tys. znajduje się w przygotowaniu. Jedynie 9 proc. studentów znajdzie zakwaterowanie w akademikach należących do uczelni.
W Warszawie, trzeciej największej europejskiej metropolii pod względem populacji studentów, prywatne akademiki oferują aktualnie nieco ponad tysiąc miejsc. W minionym roku studiowało tu 230 tys. osób, zatem w stosunku do zapotrzebowania jest to nawet mniej niż 1 proc. Nie dziwi więc, że trudno w nich o miejsce.
przez redakcja | piątek 1 września 2023 | aktualności
Były dziennikarz TVN i TVN24 Robert Jałocha wygrał ze stacją przed sądem pracy. Firma zatrudniając go przez cztery lata na umowie o dzieło obchodziła prawo pracy.
Jak informuje salon24.pl, spór Roberta Jałochy i TVN dotyczył lat 2010-2020. W tym okresie dziennikarz pracował dla TVN24 i Faktów na umowie o dzieło. Blisko trzy lata temu odszedł z firmy i poprosił o świadectwo pracy. Dokument nie dotarł, więc zgłosił to do Państwowej Inspekcji Pracy. PIP wykryła nieprawidłowości w zatrudnieniu Jałochy i w efekcie złożyła do sądu pracy wniosek o ustalenie stosunku pracy stron.
Sprawa trafiła do sądu w 2021 roku. TVN wystąpił o utajnienie procesu, na co sąd wyraził zgodę. Wyrok zapadł pod koniec listopada. – Sąd uznał, że TVN obchodził prawo pracy oraz potwierdził, że pomimo podpisywania ze mną umów cywilnoprawnych łączył mnie w tym okresie z TVN stosunek pracy – mówił wówczas Jałocha.
Sąd drugiej instancji oddalił apelację spółki. Dziennikarz będzie mógł się więc ubiegać o wypłatę zaległych składek.
Naruszanie praw pracowniczych publicznie zarzucił TVN były operator stacji Kamil Różalski. Po licznych kontrolach ZUS i GIP sprawa trafiła w końcu do prokuratury. Różalski zgłosił sprawę w pierwszej kolejności do Prokuratury Krajowej, jednak po pewnym czasie sprawa została przekazana do zbadania Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Wywiad z Kamilem Różalskim ukazał się w numerze 89 Nowego Obywatela: https://obywatel3.macmas.pl/2022/05/29/godnosc-wrzucona-do-niszczarki/
przez redakcja | czwartek 31 sierpnia 2023 | aktualności
Orlen rozpoczyna rozbudowę największego podziemnego magazynu gazu w Polsce.
Jak informuje portal wnp.pl, w wyniku inwestycji zdolności magazynowe PMG Wierzchowice wzrosną z 1,3 do 2,1 mld m sześc. gazu. Rozbudowa ma się skończyć na przełomie 2025 i 2026 roku.
Obiekt w Wierzchowicach na Dolnym Śląsku jest największy w kraju. Dzięki rozbudowie obiektu Polska będzie mogła przechowywać zapasy gazu odpowiadające za 20-25 proc. rocznego zapotrzebowania na surowiec. Po co? Żebyśmy byli zabezpieczeni w gaz pomimo turbulencji i przerwania dostaw.
Za budową magazynu w Wierzchowicach przemawiało to, że infrastruktura potrzebna do budowy magazynu już istniała – odwierty, sieć przesyłowa itp. Gaz do złoża trzeba było zatłaczać, a rurociągi były już gotowe. Teraz obiekt na północ od Wrocławia będzie znacznie większy. Po ukończeniu jego rozbudowy pojemność magazynu wzrośnie z obecnych 1,3 mld sześc. (magazyn był już rozbudowany) do około 2,1 mld sześc.
– Inwestujemy, aby zagwarantować nieprzerwane dostawy gazu dla polskich rodzin i przedsiębiorców. Dzięki rozbudowie magazynu w Wierzchowicach łączna pojemność krajowych magazynów gazu wzrośnie aż o 25 proc. i przekroczy 4 mld metrów sześciennych. To tyle, ile zużywają wszystkie gospodarstwa domowe w Polsce przez ok. 10 miesięcy – mówi Daniel Obajtek prezes Orlenu, spółki, która przejęła PGNiG.
przez redakcja | środa 30 sierpnia 2023 | aktualności
Szwajcarska Rada Federalna zamierza zaostrzyć przepisy przeciwdziałające praniu brudnych pieniędzy i ustanowić federalny rejestr rzeczywistych beneficjentów spółek zarejestrowanych w tym kraju.
Jak informuje portal wnp.pl, Szwajcaria zamierza przeciwdziałać praniu brudnych pieniędzy w obrocie gospodarczym. Wprowadzony ma zostać federalny rejestr prawdziwych beneficjentów spółek akcyjnych.
Nowe przepisy mają dotyczyć ponad 550 tysięcy podmiotów prawnych w tym małych i średnich przedsiębiorstw oraz stowarzyszeń i fundacji. Za brak aktualizacji danych grozić mają sankcje finansowe. Kolejnym projektem, który wydaje się dużo bardziej kontrowersyjny, jest wprowadzenie tak zwanego obowiązku staranności wobec prawników, doradców podatkowych oraz notariuszy. Przy zakładaniu spółek, przeprowadzaniu transakcji na rynku nieruchomości lub odpłatnym zbywaniu udziałów konieczne ma być ustalenie faktycznego podmiotu, który wykłada pieniądze.
Przedstawiciele wolnych zawodów prawniczych i finansowych w razie postępowania wyjaśniającego, będą musieli udokumentować swoją aktywność w tym zakresie ustalenia źródeł pochodzenia pieniędzy.
Planowane jest także zaostrzenie przepisów dotyczących handlu złotem. Podmioty zajmujące się obrotem metalami szlachetnymi będą miały obniżony poziom przyjmowania płatności w gotówce z obecnie obowiązującego: 100 tysięcy franków do 15 tysięcy franków.
przez redakcja | wtorek 29 sierpnia 2023 | aktualności
W ramach programu Rozświetalmy Polskę 1 miliard złotych zostanie przeznaczony na wymianę latarń ulicznych na wersje energooszczędne.
Wedug informacji Portalu Samorządowego, 28 sierpnia Bank Gospodarstwa Krajowego uruchomił nabór wniosków w specjalnej edycji Rządowego Programu Inwestycji Strategicznych – Rozświetlamy Polskę. Na modernizację infrastruktury oświetleniowej w całym kraju jest do dyspozycji w sumie miliard złotych.
O bezzwrotne dofinansowanie realizowanych inwestycji będą mogły ubiegać się gminy oraz związki międzygminne. Program dotyczy dotyczy modernizacji infrastruktury oświetlenia dróg na terenie całego kraju – wymian istniejących opraw na wysoce energooszczędne oświetlenia LED, zsynchronizowane z systemami zarządzania.
– Zmiana opraw pomoże samorządom wygenerować oszczędności, które będzie można przeznaczyć na realizację innych projektów. Dzięki poprawie jakości oświetlenia na drogach zwiększy się także bezpieczeństwo i komfort mieszkańców. Nie bez znaczenia są także kwestie związane z ochroną środowiska – powiedział kilka dni temu Grzegorz Piechowiak, wiceminister rozwoju i technologii.
Wartość dofinansowania, o które można wnioskować w tej edycji, wynosi maksymalnie do 80 proc. wartości inwestycji, a wymagany udział własny wnioskodawcy to 20 proc. wartości inwestycji. Wniosek o dofinansowanie nie może obejmować budowy nowych instalacji oświetleniowych, zastępujących istniejące.
przez redakcja | poniedziałek 28 sierpnia 2023 | aktualności
Osoby, które pracują w systemie zmianowym, zwłaszcza na nocnej zmianie, są narażone na wyższe ryzyko zaburzeń poznawczych i gorszej pamięci.
Jak informuje serwis finanse.wp.pl, najnowsza analiza przeprowadzona przez dr Durdana Khan z York University w Kanadzie opierała się na danych dotyczących 47 811 dorosłych osób (45-85lat), które wzięły udział w badaniu podłużnym dotyczącym starzenia się. Badanie podłużne to rodzaj badania, w którym ta sama grupa uczestników jest badana wielokrotnie w ciągu dłuższego okresu czasu.
W ramach analizy uwzględniono informacje dotyczące zatrudnienia i harmonogramu pracy uczestników, a także wyniki ich testów funkcji poznawczych. W badaniu porównano osoby, które pracowały na zmiany (również nocnee), z pracownikami, którzy pracowali w dzień. Jak się okazało, większy odsetek zaburzeń poznawczych stwierdzono wśród uczestników, którzy zgłosili, że musieli pracować na nocnej zmianie.
Praca w nocy związana była z upośledzeniem pamięci, a rotacyjna praca zmianowa wiązała się z upośledzeniem funkcji wykonawczych. Również poprzednie badania wykazały, że praca zmianowa (poza tradycyjnymi godzinami pracy od 9:00 do 17:00), ma znaczący wpływ na zdrowie.
Autorzy doszli do wniosku, że zaburzenie rytmu dobowego spowodowane pracą zmianową może mieć negatywny wpływ na funkcje poznawcze u osób dorosłych w średnim i starszym wieku.
przez redakcja | niedziela 27 sierpnia 2023 | aktualności
Prezydent podpisał ustawę o osłonach socjalnych dla pracowników sektora elektroenergetycznego i branży górnictwa węgla brunatnego.
Jak informuje portal wnp.pl, prezydent Andrzej Duda 21 sierpnia 2023 r. podpisał ustawę o osłonach socjalnych dla pracowników sektora elektroenergetycznego i branży górnictwa węgla brunatnego. Odchodzący z pracy górnicy węgla brunatnego i pracownicy sektora elektroenergetycznego będą mogli przejść na urlopy górnicze lub energetyczne.
Ustawa ma wcielić w życie postanowienia zawartej w grudniu ub. roku umowy społecznej, poprzedzającej przygotowywane obecnie przekazanie węglowych aktywów wytwórczych oraz kopalń węgla brunatnego do NABE – Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego.
Zgodnie z ustawą odchodzący z pracy górnicy węgla brunatnego i pracownicy sektora elektroenergetycznego, którym do nabycia praw emerytalnych zostało nie więcej niż cztery lata, będą mogli przejść na urlopy górnicze lub energetyczne, podczas których będą otrzymywać 80 proc. dotychczasowego wynagrodzenia naliczanego jak za urlop wypoczynkowy.
Dla osób z co najmniej pięcioletnim stażem pracy, które nie będą mogły skorzystać z urlopów przedemerytalnych, przewidziano jednorazowe odprawy pieniężne w wysokości 12-miesięcznego wynagrodzenia.
przez Christian Kobluk | sobota 26 sierpnia 2023 | opinie
Gdy dotarła do mnie wiadomość o katastrofie samolotu z Prigożynem na pokładzie, uświadomiłem sobie, że w zasadzie zapomniałem o jego czerwcowym pseudo-buncie. A przecież wtedy na bieżąco omawiałem ze znajomymi kolejne posunięcia zarówno Grupy Wagnera, jak i sił putinowskich. Narracja mówiąca, że jest to „wydarzenie historyczne”, zaraziła również i mnie – dopóki nie został ogłoszony rozejm. Tak czy owak, wielki „marsz sprawiedliwości” rozszedł się po kościach, a śmierć Prigożyna – podobnie jak innych przywódców Grupy Wagnera – to, jak stwierdziła Paulina Siegień, „sensacyjny news, który nic nie zmienia”. Czy na pewno?
Nie zagłębiając się w szalone teorie spiskowe ani płonne nadzieję, że będzie to jakiś punkt zwrotny w rosyjskiej polityce, trzeba przyznać jedno: nie ma to żadnego wpływu na wojnę w Ukrainie. Tu sprawa jest jasna. Jednak konsekwencji buntu i śmierci Prigożyna nie powinniśmy ograniczać do naszego światka.
Grupa Wagnera była w dużej mierze ramieniem – politycznym, medialnym, gospodarczym i zbrojnym – którym Rosjanie obejmowali Afrykę. To właśnie wagnerowcy byli protagonistami w malijskiej propagandowej kreskówce – walczyli w niej z francuskimi zombie próbującymi przejąć Mali. Ostatnio sugerowano zaangażowanie Grupy Wagnera we wsparcie puczystów w Nigrze. Ale macki Prigożyna sięgały dalej niż kraje silnie związane z Rosją lub autorytarne – również w Republice Południowej Afryki, którą bądź co bądź uważamy za państwo demokratyczne, prowadzone były działania propagandowe na rzecz Rosji. Ich efekty mogliśmy obserwować, gdy prezydent RPA Cyril Ramaphosa poinformował, że nie wykona nakazu aresztowania Putina wydanego przez Międzynarodowy Trybunał Karny. Podobnie Republika Środkowoafrykańska, osłabiona po wieloletniej wojnie domowej, stała się zależna od Grupy Wagnera. W trwającym od kwietnia konflikcie w Sudanie wagnerowcy wspierają Siły Szybkiego Wsparcia, paramilitarną organizację, która wyewoluowała ze zbrojnych milicji muzułmańskich. Przykłady można mnożyć i mnożyć.
Śmierć Prigożyna, odpowiadającego za znaczenie Grupy Wagnera, Dimitrija „Wagnera” Utkina, twórcy i koordynatora grupy, oraz pozostałych liderów wiąże się z końcem wagnerowców, a przynajmniej w dotychczasowym kształcie. Oznacza to, że na rynku militarno-propagandowym powstała luka, którą w jakiś sposób trzeba będzie zapełnić – chyba że ktoś chce naiwnie wierzyć, że Rosja zrezygnuje z budowanych przez dekady wpływów w Afryce.
Bo choć „demontaż prigożynowskich biznesów trwał od momentu nieudanego puczu, konsekwentnie i metodycznie”, jak pisze Siegeń – jasnym powinno być, że koniec wagnerowców nie będzie prowadzić do końca rosyjskiego zaangażowania w politykę państw Czarnego Lądu. Już od końca czerwca Malijczycy zastanawiali się, jak będą wyglądały ich relacje z rosyjskimi partnerami, skoro owi partnerzy – Putin i Prigożyn – są skonfliktowani do tego stopnia, że wybuchł pucz. Z ich wypowiedzi jednak wynikało jedno – to Rosja jako kraj jest partnerem, a nie szemrany oligarcha.
Ponadto, Grupa Wagnera to najemnicy – wystarczy więc, że Putin znajdzie innego oligarchę bądź rzezimieszka (a znając rosyjskie realia, zapewne obu w jednym), który oficjalnie obejmie ster, a de facto będzie kontrolowany z tylnego siedzenia. I tak, możliwe, że gorliwi wyznawcy Utkina będą protestować, może nawet się zbuntują, ale bądźmy poważni – większość nie jest tam dla idei. Gdy tylko poczują zapach afrykańskiego złota, polecą, gdzie będzie trzeba „z armat walić, mordować, grabić, truć i palić”, by przytoczyć Tuwima.
Powstaje pytanie, kto teraz przejmie rolę Prigożyna w Afryce, kto zyska zaufanie zarówno Kremla, jak i wojskowych dyktatur Czarnego Lądu. I czy ten trwający od dwóch miesięcy kryzys będzie miał wpływ – i jaki – na sudański i nigeryjski konflikt.
Więc tak, śmierć Prigożyna dla sytuacji w Ukrainie i Rosji nie ma większego znaczenia. Ale nie znaczy to, że nie odciśnie się ona piętnem na światowej polityce.
Christian Kobluk
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. IGORN z Pixabay
przez redakcja | piątek 25 sierpnia 2023 | aktualności
Mniejsza liczba urodzeń oznacza mniejsze zapotrzebowanie na oddziały położnicze i sam zawód położnej. Minister zdrowia zapowiada zamykanie niektórych oddziałów i kształcenie mniejszej liczby studentek położnictwa.
Jak informuje oulshr.pl, zgodnie z obowiązującym prawem położne nie będą mogły wykonywać innych obowiązków medycznych, ponieważ nie mają do tego odpowiednich kwalifikacji. Średnia wieku położnej w Polsce to 51 lat. Uczelnie cały czas prowadzą duże nabory na ten kierunek, a finalnie i tak tylko ok. 60 proc. absolwentek trafia do publicznej ochrony zdrowia.
Minister zdrowia wskazał jednak, że spadająca dzietność to nie jedyny powód do korekty liczby oddziałów położniczych – stwierdził także, że kobiety, mając możliwość wyboru, gdzie chcą rodzić, często decydują się na popularne ośrodki. To sprawia, że gdy w jednym szpitalu pacjentek jest mnóstwo, inne świecą pustkami.
Czy w związku z tym istnieje możliwość przekwalifikowania dla położnych, które według raportu Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych (NRPIP) z 2022 r. w ponad jednej trzeciej mieszczą się w przedziale wiekowym 51-60 lat?
Jak mówi wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Ronek, nie ma takiej możliwości bez podjęcia przez położne kolejnego kierunku studiów czy innej formy kształcenia, zgodnie z ustawą o zawodzie pielęgniarki i położnej.
Obecna sytuacja demograficzna i zapowiedzi ministra zdrowia nie brzmią jak zachęta do studiowania położnictwa. To jednak nie przeszkadza uczelniom pozyskiwać studentów.
– Faktycznie przyszłość w tym zawodzie jest bardzo niepewna z uwagi na kurczące się zapotrzebowanie na rynku pracy. Tym bardziej dziwi nas, że uczelnie nadal prowadzą rekrutacje na ten kierunek w tak dużym zakresie. Jest to marnotrawienie publicznych środków przeznaczanych na kształcenie, które daje tak niepewną przyszłość – ocenia wiceprzewodnicząca OZZPIP.
przez redakcja | czwartek 24 sierpnia 2023 | aktualności
W ramach kontroli inspektorzy sprawdzili, jak jedzą chorzy w polskich szpitalach i jak przygotowywane są ich posiłki.
Według informacji portalu Salon24, Państwowa Inspekcja Sanitarna przedstawiła raport „Stan sanitarny kraju w 2022 roku”. podstawowa stawka dzienna na wyżywienie jednego pacjenta wynosi ok. 20 zł. Są szpitale, które przeznaczają na to nawet 35 zł, ale są również takie, które mogą wydać tylko 9 – 11 zł.
Sanepid skontrolował 740 tzw. szpitalnych bloków żywieniowych, czyli miejsc, które wydają lub przygotowują posiłki dla pacjentów na 1028 zarejestrowanych. Kontrole miały różny charakter, a część szpitalnych posiłków zbadano także w laboratorium.
Inspektorzy przyjrzeli się składowi posiłków pod kątem wymagań diety podstawowej. I tak w szpitalach, w których działa kuchnia przygotowująca posiłki, stwierdzono nieprawidłowości w co czwartym jadłospisie (102 na 414 jadłospisów), w ponad jednej trzeciej tzw. zestawów dekadowych, czyli w jadłospisach przygotowywanych z góry na 10 dni, oraz w aż 80 proc. próbek posiłków zbadanych laboratoryjnie. W szpitalach, gdzie posiłki dostarczane są w formie cateringu, tez nie było najlepiej, bo na zbadane 262 próbki nieprawidłowości stwierdzono w 60 jadłospisach, w 24 zestawieniach dekadowych i 12 próbkach zbadanych laboratoryjnie.
Najwięcej zastrzeżeń Sanepid miał do nieprawidłowo skomponowanych jadłospisów, nieprecyzyjnych informacji na temat alergenów oraz gramatury posiłków. Kontrolerzy mieli wątpliwości co do zbyt małej różnorodności potraw i napojów, ich powtarzalności. Śniadania i kolacje były mało urozmaicone, a na domiar złego w większości przypadków pacjenci dostawali posiłki bez dodatku warzyw lub owoców.
Szpitalom wytknięto również niską wartość energetyczną posiłków w stosunku do zapotrzebowania dziennego dla pacjentów, braku w posiłkach głównych pełnowartościowego białka. Wątpliwości dotyczyły również zbyt małej ilości warzyw, owoców, kasz, produktów zbożowych pełnoziarnistych i z pełnego przemiału mąki. Według kontrolerów z Sanepidu, chorym podaje się za mało mleka i przetworów mlecznych oraz ryb.
Szpitalne jedzenie zawierało za dużo potraw smażonych. Za dużo było również dań słodkich i takich dodatków: dżemu, kremu czekoladowego i miodu. Uwadze kontrolerów nie umknął duży udział w diecie produktów wysoko przetworzonych, szczególnie konserw, pasztetów, mortadeli, mielonki, stosowanie koncentratów zup w proszku.
Z powodu stwierdzonych nieprawidłowości szpitale otrzymały 22 mandaty karne na kwotę 5150 zł, w tym 13 mandatów na kwotę 3750 zł w szpitalach prowadzących żywienie w systemie cateringowym. To jednak nie wszystko, bo ogółem wydano 202 decyzje administracyjne, z czego dwie nakazujące natychmiastowe przerwanie działalności całego lub części zakładu.
przez redakcja | środa 23 sierpnia 2023 | aktualności
Pracownicy Poczty Polskiej domagają się pilnej podwyżki pensji, nawet o tysiąc złotych miesięcznie.
Jak informuje portal pulshr.pl, 26 związków zawodowych w państwowej firmie wystąpiło do zarządu z żądaniem podwyżki wynagrodzenia zasadniczego od 1 września. Zagroziły nawet wszczęciem sporu zbiorowego „ze wszystkimi jego konsekwencjami”. A to może w praktyce oznaczać strajk.
Niespodziewanie do żądań dołączyła Solidarność. Największy z pocztowych związków domaga się pilnego spotkania z ministrem aktywów państwowych Jackiem Sasinem oraz podwyżek rzędu 1 tys. zł miesięcznie. A to w skali roku dla Poczty Polskiej stanowiłoby wydatek na poziomie ok. 840 mln zł.
przez redakcja | wtorek 22 sierpnia 2023 | aktualności
Organizacja Międzyzakładowa Pracowników Bankowości i Usług OPZZ Konfederacja Pracy pisze w liście otwartym do prezesa Alior Banku, że zysk banku powstaje kosztem pracowników.
Według listu otwartego Alior Bank od 2019 r. blokuje premie roczne swoich pracowników, opowiadając o stracie, z jaką kończy kolejne lata obrotowe, oraz o ich rzekomym wpływie na niewłaściwy wynik finansowy firmy. Pracownicy pytają, dlaczego sukces banku, gdy nastąpi, konsumowany jest niesprawiedliwie i nierówno. Dopiero w 2022 r. pojawił się pomysł niejakiej waloryzacji płac – o 6,1 proc., gdy inflacja wynosiła ponad 14 proc. W 2023 r. Alior Bank odnotował w pierwszym pólroczu rekordowe zyski.
Co z tego wynika dla pracowników?
Rekordowy zysk półroczny, rekordowy wynik kwartalny, rekordowe przychody. Kluczowe wskaźniki opisujące kondycję Banku na poziomach najlepszych w naszej 15-letniej historii. Niestety, wszystkie te super pozytywne zjawiska pokryte są ponurym cieniem.
(…) Z przykrością, żalem i rozczarowaniem należy stwierdzić, że istotna część tych wyników niestety została osiągnięta kosztem pracowników Alior Banku, kosztem spadku wartości ich płac realnych, kosztem ich zubożenia – czytamy w liście otwartym pracowników.
Konfederacja Pracy postuluje pilne rozmowy w sprawie powszechnej waloryzacji płac w banku.
przez redakcja | poniedziałek 21 sierpnia 2023 | aktualności
Skarb Państwa złożył ofertę odkupu spółki Lubelski Węgiel „Bogdanka” po 45 zł za akcję, czyli za ponad 988 mln zł.
Jak poinformowała Enea w komunikacie giełdowym, oferta Skarbu Państwa dotyczy nabycia pakietu 21 mln 962 tys. 189 akcji LWB, należących do Enei, po 45 zł za jedną akcję.
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdził, iż nie istnieje obowiązek zgłoszenia i uzyskania jego zgody na przeprowadzenie transakcji.
Według Enei minister poinformował także, że Komisja Nadzoru Finansowego potwierdziła, iż taka transakcja jest zgodna z ustawą o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych.
W czerwcu 2022 r. Skarb Państwa i Enea zawarły list intencyjny ws. zakupu akcji Bogdanki, obowiązujący do końca 2023 r. W ówczesnej ocenie Enei zbycie akcji Bogdanki było zgodne ze strategią spółki do 2030 r. oraz wpisywało się w plany rządu dotyczące reorganizacji energetyki konwencjonalnej w Polsce.
przez Magdalena Okraska | niedziela 20 sierpnia 2023 | opinie
Mówi się, że film „Barbie” krytykuje i dekonstruuje drugą falę feminizmu. Mówi się, że to zawoalowana krytyka kapitalizmu, dynamiki między płciami i wzorców kobiecości. Być może to prawda – tylko że to wszystko już było.
Firma Mattel po prostu uwłaszczyła się na micie lalki Barbie i krytyce tego mitu, serwując nam niezbyt ciepłe i nie za ostre danie, podczas gdy my jesteśmy już o wiele dalej z naszą świadomością szkodliwości pewnych rozwiązań społecznych. Czy na pewno 2023 rok jest świetnym momentem na bicie się w piersi za kreowania szkodliwego wzorca od 1959 r.? Niesmak pozostawia także fakt, że film sprawia wrażenie wspaniałego interesu: w weekend otwarcia zarobił 162 miliony dolarów, a sama firma Mattel zanotowała nieoczekiwane zyski na swoich akcjach, w kwocie… 27 miliardów dolarów. Oczywiście film uratował także spadającą sprzedaż lalki.
Sama Barbie to nie jedna, lecz wiele lalek, powstałych pod koniec lat 50. jako alternatywa dla lalki „bobasa”, którą do tej pory bawiły się dziewczynki. Nowa lalka miała być „dorosła”: mieć piersi (lecz już nie genitalia), bardzo długie nogi, nierealnie szczupłą talię i prawdziwą pracę. Początkowo służyła głównie do przebierania, fryzowania i obstawiania różowymi gadżetami. Szybko odkryto, że „dorosła” lalka może kanalizować marzenia i pragnienia bawiących się nią dziewczynek. Które dziecko nie zadaje sobie (i nie wysłuchuje do znudzenia od dorosłych) pytania: „A kim byś chciała zostać, gdy będziesz duża?”. Mattel w odpowiedzi proponuje cały wachlarz możliwości, od Barbie-w-ciąży, przez Barbie nauczycielkę po Barbie prezydentkę czy astronautkę. Pobocznych wątków w świecie Barbie nie sposób zliczyć – producenci lalek eksplorowali nie tylko świat różnych profesji (dostępnych i niedostępnych kobietom), lecz także hobby i zainteresowań (Barbie jeździła konno czy na wrotkach, była DJ-ką) oraz otworzyli szerzej drzwi do świata etnicznego profilowania wyglądu lalek. Seria Ethnic Dolls obejmuje lalki o różnych kolorach skóry, natywnych fryzurach (afro, warkoczyki i inne), strojach i rysach twarzy. Nie zabrakło oczywiście krytyki takiego podejścia do sprawy ze strony portretowanych przez Mattel środowisk etnicznych i narodowych. Firma była słusznie krytykowana za produkowanie zabawki dla białych dziewczynek, którym trzeba pokazywać, jak wyglądają przedstawicielki innych nacji i społeczności niebiałe, robiąc z tego pewien rodzaj kolekcjonerstwa („zbierz wszystkie!”) i wyolbrzymiając ich fizyczne cechy. Jednocześnie w swoim czasie wielu odbiorców wskazywało pojawienie się czarnej Barbie jako przełom społeczny, pozwalający dzieciom bawić się lalkami, które je przypominają.
„Barbie. The Movie” z 2023 roku jednak właściwie nie dotyka tematyki koloru skóry i pochodzenia etnicznego – chciałabym móc powiedzieć, że to dlatego, że mamy to już społecznie przepracowane. Tak jednak nie jest. Świat Barbie nawet w 2023 r. jest światem białych, uroczych profesjonalistek, które realizują wizję sukcesu charakterystyczne właśnie dla białego feminizmu drugiej fali. Fakt, iż twórcy filmu zdają się to dostrzegać, a nawet nieśmiało podkreślać, nie zmienia ogólnego wydźwięku. Może i Mattel uwzględnia rasę zabawki (jako jeden ze „smaków”, trik napędzający sprzedaż), ale nie uwzględnia jej klasy społecznej. Choć lalki (poza światem zza Żelaznej Kurtyny, gdzie były niedostępne i dlatego tak mocno przez nas pożądane) nie były w szczycie swej popularności drogie ani dla wybranych, wpływ ich wyglądu i przesłania na pokolenia dziewczynek wydaje się dojmujący.
I jest to wpływ głównie negatywny, co film stara się uczciwie podjąć, ale jego twórcy zapędzają siebie (i widza) w kozi róg dziwacznych przygód, nie zawsze świeżych żartów i płytkich odpowiedzi na trudne pytania. Oto w Barbielandzie wszystkie lalki żyją szczęśliwie w matriarchalnym świecie. Barbie prezydentka i Barbie pielęgniarka wspierają się nawzajem wedle najlepszych idei feministycznego siostrzeństwa. Wierzą w siłę i zawodowy profesjonalizm kobiet. Kenowie (nie zapominajmy o nich) są tam tylko po to, by je doceniać i podziwiać. Teoretycznie rzeczywiście świat Barbie jest światem kobiet, w którym Ken ma być tylko dodatkiem. Ekscytujemy się tym, kim jest czy może zostać Barbie, Kenowi wciskając pod pachę deskę do surfowania i niech stoi. W ogóle nam go nie żal, za bardzo przypomina to bowiem odwrotną sytuację w realnym życiu. Dlatego ta część odbiorców filmu, którzy wskazują na jego mizoandrię wobec Kenów – i w ogóle mężczyzn – nie spotyka się z wielkim zrozumieniem. „Ken istnieje tylko wtedy, gdy Barbie na niego spojrzy”, mówi narratorka filmu. Skąd my to znamy. Czy ktoś współczuje kobietom, wiecznie osadzanym w rolach cheerleaderek męskich przedsięwzięć, etatowych pocieszycielek i „podziwiaczek”?
Recepcja filmu przez feministki pokazuje szeroki rozdźwięk rozmaitych podejść. Niektóre skupiają się na rzekomej mizoandrii – a film tylko pokazuje świat, gdzie mężczyzna wreszcie nie rządzi; szkoda, że jak zwykle musi to robić w nieco krzywym zwierciadle, jak „Seksmisja”. Inne na krytyce samej Barbie, która jednak, ich zdaniem, nie wychodzi poza swoją stereotypowość lub narzucone z góry inne role (etniczne Barbie w roli wiecznego Innego, Barbie profesjonalistki niewidzące świata poza swoim zawodem itp.). Są też odczytania mówiące, że twórcom filmu udała się popfeministyczna dekonstrukcja mitu piękna, młodości i sukcesu. Jeszcze inne krytykują go za zbyt częste przywoływanie kapitalistycznego hasła: „Możesz być, kim zechcesz”. Tutaj akurat dna są dwa, bo to tak naprawdę żart z liberalnego feminizmu, który podaje je nam od lat szuflami.
Ciekawy w zamyśle pomysł – konfrontacja Barbielandu z realnym światem prawdziwych kobiet i mężczyzn – zgrzyta fabularnie, zwłaszcza że obudowany jest serią niepotrzebnych przygód i „atrakcji”, np. podczas podróży z jednego świata do drugiego ktoś wypada z łódki czy spada z roweru, sporo jest także żenujących musicalowych momentów, gdy wszyscy zaczynają nagle tańczyć i śpiewać. To te popkulturowe, a nawet kampowe odniesienia estetyczne, które mają mrugać do starszego widza, a raczej widzki, bo mężczyźni film „o lalce” odwiedzają raczej w roli ojców, wujków i trzymaczy popcornu (mam jednak nadzieję, że, jak Kenowie z Barbielandu, ostatecznie wyniosą z niego jakąś lekcję). Politycznych mrugnięć także nie brakuje. Zastanawiam się jednak, ile wyniesie z projekcji dziewczynka, która przyszła faktycznie na film o ulubionej lalce i przed którą jeszcze całe spektrum wiedzy o tym, że nigdy nie będzie miała tak długich nóg i nigdy nie zostanie astronautką, a Ken, chociaż głupszy, i tak jeszcze przez parę pokoleń porozdaje karty.
Obalanie mitu Mattel przez samo Mattel to oczywiście piętrowy żart, z tych kapitalistycznych żartów, gdy firma mruga do nas „no wiemy, wiemy, że kiedyś byliśmy nie fair, zmieniliśmy się”, wszyscy się śmiejemy, a potem cyk, klient zostaje bez kasy, a w postępowaniu firmy nic się nie zmienia. Czy Barbie będzie gruba i niska? Czy będzie niepełnosprawna? Czy dostanie waginę? A skąd, pozwolimy jej najwyżej urodzić plastikowe dziecko. Barbie w ciąży (tak naprawdę kumpelka Barbie o imieniu Midge) została zresztą wycofana ze sklepów już w 2002 roku i powróciła tylko na chwilę w 2013. Najwyraźniej prezydentki, astronautki, DJ-ki, modelki i nawet gospodynie domowe nigdy nie rodzą dzieci.
Dlaczego nie kupuję pop-dekonstrukcji własnego mitu przez Mattel i przede wszystkim mitu nierealnej do osiągnięcia urody? Dlaczego nie uważam, że „ten róż pasuje do wszystkiego” („this pink goes with everything”, tak brzmi fragment tekstu piosenki śpiewanej przez lalki w czołówce filmu)? Bo obalanie mitu, który się jednocześnie żwawo wzmacnia, nie jest wypowiedzeniem mu nie tylko wojny, lecz nawet potyczki. Bo lalka, która nigdy nie zdejmuje butów na obcasie, nie może wyznaczać wzorców urody, kariery ani szczęścia rodzinnego. A czy będzie wyznaczała? Oczywiście – choćby Mattel dolało jej w biodrach trochę plastiku i ogłosiło serię „plus size Barbie”. Już to zresztą zrobiło, tyle że Curvy Barbie z serii Fashionista to śmiech na sali. Nosi co najwyżej rozmiar 42 i nadal ma zgrabne nogi.
Kiedy feministki przestaną zajmować się długością nóg, zapytacie. Dokładnie wtedy, gdy przestanie się nią zajmować kultura, popkultura i kapitalizm. Dokładnie wtedy, gdy każda rozmowa o kobietach przestanie kręcić się w kółko i powracać do tematu urody, wdzięku i młodości.
Magdalena Okraska
„Barbie. The Movie”, reż. Greta Gerwig, 2023.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Erika Wittlieb z Pixabay
przez redakcja | niedziela 20 sierpnia 2023 | aktualności
Szkoły w Wodzisławiu Śląskim przetestują innowacyjny program, który zakłada między innymi odejście od tradycyjnych 45-minutowych lekcji i czterodniowy tydzień nauki.
Jak pisze Portal Samorządowy, rewolucyjne zmiany mają wejść w życie w szkołach podstawowych w Wodzisławiu Śląskim. Nowa strategia edukacji ma być realizowana do 2026 roku w trzynastu wodzisławskich podstawówkach. Projekt ma być długoterminowy, kontynuowany w kolejnych latach, ale też modyfikowany w zależności od wyzwań, potrzeb oraz zmian w prawie.
Sposób kształcenia, który ma obowiązywać w Wodzisławiu Śląskim, zakłada między innymi odejście od 45-minutowych lekcji i czterodniowy tydzień nauki. Nacisk ma być kładziony przede wszystkim na nauki ścisłe, ale przewiduje się ograniczenie testów i kartkówek, które mają zostać zastąpione indywidualną pracą z uczniem, omawianie zdobytej wiedzy i wskazania elementów do poprawy.
W liczącej 117 stron strategii zapisano rekomendacje oraz koncepcje dotyczące planowanych zmian: zmniejszenie liczby uczniów, reorganizacja przestrzeni klasy, wymiana sprzętu, zastąpienie tradycyjnej skali ocen ocenami opisowymi czy właśnie odejście od 45-minutowych lekcji.
przez redakcja | piątek 18 sierpnia 2023 | aktualności
Samorząd Katowic kupił prywatny szpital. Przeniesie się do niego szpital MSWiA.
Jak pisze Portal Samorządowy, katowicki prywatny szpital GeoMedical już w 2019 r. przestał przyjmować pacjentów. Teraz kupił go – na rzecz Skarbu Państwa – samorząd Katowic. Do zakupionego budynku ma być przeniesiony katowicki szpital MSWiA.
17 sierpnia samorząd Katowic zakupił szpital GeoMedical na rzecz Skarbu Państwa, w ramach zadań zleconych samorządom przez rząd (zakupiono go więc ze środków rządowych). Tego samego dnia użyczył zakupiony budynek katowickiemu szpitalowi MSWiA – z przeznaczeniem na cele szpitalne. Zależało nam na tym, by ten budynek ponownie mógł obsługiwać pacjentów. Jednocześnie szpital MSWiA zyskuje nowoczesną siedzibę, w której profesjonalna kadra będzie miała możliwość świadczenia usług medycznych na jeszcze wyższym poziomie – mówi prezydent Katowic Marcin Krupa.
W katowickim szpitalu MSWiA pacjenci leczeni są na oddziałach:
• Anestezjologii i Intensywnej Terapii
• Chorób Wewnętrznych, Onkologii i Gastroenterologii Wraz z Pododdziałem Kardiologii I Pododdziałem Angiologii
• Blok Operacyjny
• Chirurgii Ogólnej z Częścią Urazową
• Pododdział Chirurgii Małoinwazyjnej i Onkologicznej
• Nefrologii i Endokrynologii
• Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej
• Leczenia Zaburzeń Nerwicowych
• Izba Przyjęć / Szpitalny Oddział Ratunkowy
• Wieloprofilowy Zachowawczy
• Dzienny Oddział Leczenia Zaburzeń Nerwicowych.
przez redakcja | czwartek 17 sierpnia 2023 | aktualności
Listonosze apelują o przywrócenie im prawa do wcześniejszej emerytury. Usunięcie listonoszy z grupy zawodowej szczególnie uprawnionych było nieuzasadnione.
Jak informuje portal pulshr.pl, przedstawiciele Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Listonoszy Poczty Polskiej chcą, by listonoszom został przywrócony utracony lata temu przywilej wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. Do 1998 roku ta grupa zawodowa miała możliwość rozpoczęcia emerytury w wieku 60 (mężczyźni) i 55 lat (kobiety).
W związku z tym wnioskują o zmianę zapisów ustawy o emeryturach pomostowych w taki sposób, by w ustawie do listy zawodów objętych szczególnymi warunkami, których przedstawiciele mogą przejść wcześniej na emeryturę, dopisać właśnie listonoszy.
– Listonosz podczas zmiany roboczej większość czasu spędza w otwartej przestrzeni, wystawiony na działanie warunków atmosferycznych. W czasie letnim temperatury często przekraczają 32, a nawet 35 stopni Celsjusza, W okresie jesiennym i wiosennym występują opady deszczu, deszczu ze śniegiem, marznącego deszczu, mocny wiatr potęguje odczucie chłodu, natomiast w okresie zimowym opady śniegu, mocny wiatr, temperatury poniżej zera – opisują warunki swojej pracy.
Praca w rejonie (dostarczanie listów) stanowi 80 proc. ich dniówki. – Praca listonosza wymaga szczególnych predyspozycji psychofizycznych, gdyż jest to połączenie pracy umysłowej z pracą fizyczną, w zmiennych warunkach pogodowych oraz stałej koncentracji, która jest przyczyną ciągłego stresu – czytamy w petycji listonoszy do Sejmu.