przez redakcja | wtorek 15 sierpnia 2023 | klasyka, opinie
Do wszystkich organizacji Polskiej Partii Socjalistycznej!
Towarzysze i Towarzyszki!
W ciągu ostatnich paru tygodni zaszły wypadki pierwszorzędnego znaczenia; zmuszają one nas do przedstawienia Wam z całą dokładnością sytuacji, w jakiej kraj się znalazł, do nakreślenia roli, jaką odegrać winna w danych warunkach Polska Partia Socjalistyczna.
Jak wiecie, próba powołania Rządu centrowo-lewicowego, przedsięwzięta bezpośrednio po upadku gabinetu p. Skulskiego, nie powiodła się. Pozornie stanęły jej na przeszkodzie względy osobiste i formalne, w rzeczywistości chodziło o to, że ani Polskie Stronnictwo Ludowe, ani Narodowa Partia Robotnicza nie były zdecydowane na prowadzenie energicznej polityki demokratycznej i pokojowej. Wówczas powstał rząd p. Grabskiego, powitany z zapałem przez żywioły prawicowe.
W tym samym jednak czasie położenie na froncie stało się groźnym. Na południu wojska polskie cofają się przed przeważającymi siłami Rosji i walczą już na pograniczu wschodniej Małopolski. Na północy armie rosyjskie przeszły do generalnego ataku. Niebezpieczeństwo zawisło nad Polską, nad jej bytem niepodległym i przyszłością.
Według naszego najgłębszego przekonania ocalić kraj może tylko zawarcie sprawiedliwego pokoju i objęcie władzy państwowej przez rząd zdolny do szybkiego wprowadzenia w życie radykalnych reform społecznych, posiadający pełne zaufanie mas pracujących i żołnierzy, słowem rząd ludowy, rząd robotniczo-włościański.
Toteż niezwłocznie po otrzymaniu wiadomości o stanie rzeczy na froncie zwróciliśmy się ponownie do klubów lewicy i centrum sejmowego z propozycją utworzenia takiego właśnie gabinetu ministrów. I znowuż wysiłki nasze rozbiły się o gwałtowny opór prawicy z narodową demokracją na czele, o intrygi pokątne, o chwiejność i niezdecydowanie różnych grup. Okazało się, że rząd robotników i włościan nie miałby w Sejmie większości, nie mógłby się w warunkach normalnych utrzymać.
Ale sytuacja przestała być normalną.
Wojna na wschodzie toczy się nie z bolszewikami, nie z władzą sowiecką, ale z Rosją, z całą potęgą dawnego państwa carów. Oddziały komunistyczne idą przeciwko Polsce w imię programu sowietów, oddziały oficerów i żołnierzy byłych armii Denikina czy Kołczaka – w imię wielkiej Rosji, w imię nienawiści do samego faktu niepodległości naszej Ojczyzny. Dotychczasowa zaś polityka polskich klas posiadających odbiera żołnierzowi polskiemu wiarę w słuszność jego sprawy, osłabiła jego siłę moralną, uśpiła społeczeństwo.
Ideom Rosji Trockiego i Rosji Brusiłowa trzeba przeciwstawić własną ideę polskiego ludu pracującego, ideę socjalizmu i demokracji.
Trzeba, by żołnierz w polu, robotnik w fabryce, chłop na wsi, trzeba, by wszyscy ludzie pracy posiedli pewność, że na czele Rzeczypospolitej stoją ludzie, którzy naprawdę chcą pokoju, a jednocześnie gotowi są bronić ojczystych granic, ludzie, którzy usuną precz reakcję, uczynią z Polski państwo istotnie ludowe i demokratyczne.
I dlatego sądzimy, że stworzenie rządu robotniczo-włościańskiego jest w dalszym ciągu bezwzględną koniecznością. Niepodobna w tej chwili przewidzieć, jakimi drogami cel ten osiągniemy: każda godzina przynosi ze sobą zmianę sytuacji. Bądź jak bądź nie pójdziemy nigdy w kierunku burzenia podstaw niepodległej państwowości. Ale rząd robotniczo-włościański – to dzisiaj cel wszystkich naszych wysiłków. Musimy go zdobyć, bo tego wymaga wola ludu i potrzeba Polski.
Równolegle prowadzić będziemy dalej akcję pokojową. Lud polski winien zażądać od ludu rosyjskiego przerwania wojny na warunkach sprawiedliwości i samookreślenia narodów. Naprawimy straszliwe błędy rządów burżuazji; musimy poprawić Polsce opinię wśród ludów Europy, stwierdzić głośno i uroczyście, że pragniemy zakończenia krwawej zawieruchy.
Ale, towarzysze, dopóki wojna trwa, dopóki nie wiemy, jak na sprawę pokoju zapatrują się kierownicy rosyjskiej polityki i rosyjskiej armii – dopóty zbrodnią byłoby uczynić cośkolwiek, co by mogło osłabić front, pozostawić Ojczyznę bez obrony. Pamiętajcie, że idzie o niepodległość, pamiętajcie, że u bram Rzeczypospolitej stoi bynajmniej nie rewolucja społeczna, lecz armia Rosji imperialistycznej, Rosji, która szuka nowych terenów dla ekonomicznego wyzysku, Rosji, która nie uszanuje woli polskiego ludu.
W toku rokowań o powołanie Rządu robotniczo-włościańskiego została utworzona z inicjatywy Naczelnika Państwa Rada Obrony Państwa. Związek PPS [tak w oryginale; chodziło o Związek Polskich Posłów Socjalistycznych, oficjalną nazwę sejmowej reprezentacji PPS] wydelegował do Rady swych przedstawicieli w przekonaniu, że instytucja ta może być wykorzystana przez rząd ludowy dla jego działalności twórczej i organizacyjnej, dla jego akcji na rzecz pokoju i obrony Rzeczypospolitej. Dalsze pozostawanie nasze w Radzie zależy od rozwoju wypadków, w szczególności od widoków na osiągnięcie naszych głównych celów.
Towarzyszki i Towarzysze!
Znacie nas. Wiecie, że nie oszukiwaliśmy Was nigdy, nie straszyliśmy kłamliwymi wieściami. Dzisiaj uważamy za swój obowiązek powiedzieć wyraźnie Wam, jako kierownikom i wyrazicielom ruchu robotniczego, że niepodległości Polski zagraża niebezpieczeństwo. Polska Partia Socjalistyczna spełni zadanie, jakie jej przypadło w udziale. Uczyni to, jeśli zachowa bezwzględną karność organizacyjną, zimną krew i odwagę. Zwracamy się do Was ze wskazówkami następującymi:
1) Powinniście prowadzić propagandę jak najenergiczniejszą na rzecz rządu robotniczo-włościańskiego, powinniście wykazywać i tłumaczyć, że tylko taki Rząd może spełnić wolę ludu, ocalić kraj i doprowadzić Rzeczpospolitą Polską do sprawiedliwego pokoju;
2) powinniście wykazywać i tłumaczyć, że tylko pokój sprawiedliwy i demokratyczny stanowi słuszne zakończenie toczącej się wojny; jednocześnie wszakże musicie z całym naciskiem tłumaczyć, że front musi być utrzymany, że granice Polski muszą być bronione, że odmawianie rekruta i ofiar dla wojska byłoby zdradą kraju, wydaniem na śmierć dziesiątków tysięcy żołnierzy;
3) powinniście przeciwdziałać ze wszystkich sił propagandzie rozkładowej czy to komunistów, czy też narodowej demokracji.
Nie wątpimy, że wszyscy spełnicie swój obowiązek. Nie wątpimy, że dzięki Waszej pracy cały kraj powita z ufnością i spokojem powstanie rządu robotników i włościan.
Wszyscy do szeregu! Wszyscy na stanowiska!
Niech żyje Socjalizm!
Niech żyje Polska niepodległa!
Niech żyje rząd robotniczo-włościański!
Centralny Komitet Wykonawczy Polskiej Partii Socjalistycznej
Warszawa, 7 lipca 1920 r.
Powyższa odezwa została zamieszczona w prasie PPS-owskiej oraz kolportowana w postaci ulotki. poprawiono pisownię według dzisiejszych reguł.
przez redakcja | wtorek 15 sierpnia 2023 | aktualności
Franczyzobiorcy sieci mają zamawiać tyle bułek i kanapek, ile każe im sieć, a nie tyle, ile kupują klienci.
Jak informuje dlahandlu.pl, bułek czy kanapek ma być w sklepie tyle, ile każe sieć, a nie ile się sprzedaje. Prowadzący sklep musi zamówić 120 bułek i basta. Nieważne, że sprzedaje się 40. Trzeba zrobić target dostaw. Franczyzobiorca nie ma nic do powiedzenia.
Pisze o tym Stowarzyszenie Ajentów i Franczyzobiorców, które skupia się na wskazywaniu patologii w tym konkretnym systemie franczyzowym – m.in. bada, dlaczego jest wiele Żabek na jednej ulicy i sklepy muszą ze sobą konkurować. Klienci oczekują możliwości zakupienia świeżego pieczywa w Żabkach, dlatego dla sklepów określona jest minimalna ilość świeżych bułek na regale, świadcząca o dostępności produktu – odpowiada biuro prasowe Żabki.
przez redakcja | niedziela 13 sierpnia 2023 | aktualności
Obecnie w Wojsku Polskim służy ponad 175 tys. żołnierzy. W 2015 roku było to zaledwie 95 tys.
Jak pisze portal pulshr.pl, Wojsko Polskie jest silne, liczne i dobrze wyposażone. To bezprecedensowa modernizacja, czyli pozyskanie najnowocześniejszego na świecie sprzętu wojskowego, intensywne szkolenie, stabilne mechanizmy finansowania, reaktywacja wcześniej likwidowanych jednostek wojskowych i formowanie nowych, ale też zwiększanie liczebności wojska i reforma procesu rekrutacji do służby – wyjaśnia szef MON Mariusz Błaszczak.
Jak wskazał, MON dąży do wzmacniania każdego rodzaju sił zbrojnych z „zachowaniem priorytetów w obszarach kluczowych”, jak np. obrona powietrzna Polski.Pytany o konkretne działania, które podejmuje MON wskazał, że resort pozyskuje kolejne zestawy rakietowe średniego zasięgu w programie „Wisła”. Jak wyjaśnił, chodzi o amerykańskie systemy Patriot. Kolejnym elementem są zestawy krótkiego zasięgu Narew. Już teraz wojsko działa na systemach mała Narew, Pilica i przenośnych przeciwlotniczych zestawach rakietowych takich jak Grom, Piorun czy Poprad – powiedział.
Dodał, że system uzupełniają stacje radiolokacyjne „Bystra”. MON kładzie duży nacisk na dozbrajanie jednostek pancernych w czołgi. Głównymi kierunkami ich pozyskiwania są Stany Zjednoczone i Republika Korei. Kupimy łącznie 1 tys. czołgów K2. Mamy już umowę wykonawczą na dostawę 180 maszyn, które trafią do Polski do 2025 roku. Pierwsze z nich już znajdują się na wyposażeniu naszego wojska. Dalsze kroki to pozyskanie 820 czołgów K2PL, czyli spolonizowanej wersji tego czołgu – wyjaśnił Błaszczak.
przez redakcja | piątek 11 sierpnia 2023 | aktualności
Rada nadzorcza Orlenu wydała decyzje inwestycyjne dotyczące uruchomienia fazy budowy projektu morskiej farmy wiatrowej zlokalizowanej w Polskiej Wyłącznej Strefie Ekonomicznej Bałtyku.
Jak informuje portal wnp.pl, całkowity budżet projektu szacowany jest na około 4,73 mld euro i zawiera wydatki inwestycyjne z ubezpieczeniem w kwocie ok. 4,05 mld euro, a także koszty finansowania i rezerwę dodatkową. Budowa morskiej farmy wiatrowej ma się rozpocząć w 2023 roku, a oddanie inwestycji do użytkowania planowane jest na 2026 rok.
Jak podano w komunikacie Orlenu, udziałowcy zakładają, że finansowanie projektu realizowane będzie w formule Project Finance, czyli modelu, w którym spłata zobowiązań z tytułu finansowania udzielonego Baltic Power przez banki i inne polskie i zagraniczne instytucje finansowe w formie kredytów i akredytyw, oparta będzie na przyszłych nadwyżkach finansowych generowanych przez projekt.
Koncern zakłada uzyskanie ok. 9 GW mocy zainstalowanych w OZE do 2030 roku. Część z nich mają stanowić projekty morskiej energetyki wiatrowej.
przez redakcja | czwartek 10 sierpnia 2023 | aktualności
W latach 2016-2023 kosztem 3 mld zł PKP wyremontowało, zmodernizowało lub wybudowało prawie 200 dworców kolejowych. Pomocy nie otrzymują jednak dworce przejęte przez samorządy.
Jak informuje Portal Samorządowy, teraz PKP chce wydać 4 mld zł na 300 kolejnych budynków dworcowych. Samorządy, które przed 2016 rokiem przejęły od PKP dworce w swoich miejscowościach, ponieważ w tamtych latach spółka nic z nimi nie robiła, są teraz w kropce.
Samorządów, które przejęły od PKP nieszczejące dworce, jest aż 200. Niektóre z nich przeliczyły się z siłami, bo okazało się, że nie są w stanie same wyremontować i utrzymać przejętych dworców. Teraz omija je trwający od 2016 r. program inwestycji dworcowych PKP, w ramach którego już wyremontowano, zmodernizowano lub wybudowano prawie 200 dworców kolejowych (na co przeznaczono 3 mld zł), a w kolejnych latach ten program obejmie 300 kolejnych budynków dworcowych.
Samorząd Aleksandrowa Kujawskiego przejął piękny, zabytkowy dworzec kolejowy w 2008 r., a teraz chce oddać go PKP, bo miasta nie stać na dokończenie remontu tego obiektu. Potrzeba bowiem na ten cel co najmniej 100 mln zł. Okazało się niestety że samorząd stać na odrestaurowanie tylko niewielkiej części dworca. Jest to bowiem ogromny gmach o długości 197 m (to najdłuższy budynek dworcowy w Europie) i szerokości 24 m, z powierzchnią użytkową wynoszącą 7 tys. m2. Z tych 7 tys. metrów kwadratowych samorządowi udało się wyremontować jedynie 1,2 tys. mkw. w środkowej części budynku. W odrestaurowanych pomieszczeniach umieszczono bibliotekę, siedzibę straży miejskiej i Uniwersytet Trzeciego Wieku. Jednak reszta budynku dalej popadała w ruinę.
We wrześniu 2022 r. rada miasta przyjęła uchwałę intencyjną „w sprawie podjęcia czynności zmierzających do nieodpłatnego zwrotu” aleksandrowskiego budynku dworcowego Polskim Kolejom Państwowym. W październiku zeszłego roku władze Aleksandrowa wystąpiły do PKP z wnioskiem o przejęcie przez nie dworca w całości lub części. Biorąc pod uwagę niski budżet, jakim dysponuje Gmina Miejska Aleksandrów Kujawski, nie jesteśmy w stanie dłużej ponosić kosztów rewitalizacji obiektu, który wymaga ciągłych prac chroniących budynek przed szybką postępującą dewastacją, a w konsekwencji całkowitą destrukcją – napisał samorząd we wniosku do PKP.
Władze Aleksandrowa liczą, że decyzja PKP będzie pozytywna. Ze swojej strony deklarują m.in., że po remoncie dworca są gotowe go w części zagospodarować, umieścić w nim swoje jednostki, obiekty użyteczności publicznej. Ale najpierw muszą się znaleźć środki na remont. 100 mln zł to dwukrotność całych rocznych środków budżetowych miasta.
Potrzebujemy silnego, wiarygodnego partnera, a takim partnerem są PKP – dodaje burmistrz.
Polskie Koleje Państwowe nie podjęły jeszcze decyzji w tej sprawie, ale z dotychczasowych wypowiedzi ich przedstawicieli wynika, że nie palą się do sprawy. Ireneusz Maślany, członek zarządu PKP S.A., powiedział, że według jego wstępnych szacunków remont całego aleksandrowskiego dworca kosztowałby 150 mln zł, a za takie pieniądze można wyremontować wiele mniejszych dworców.
przez redakcja | środa 9 sierpnia 2023 | aktualności
Włochy nałożą jednorazowy podatek od zysków nadzwyczajnych w sektorze bankowym. Stawka wyniesie 40%.
Jak informuje Obserwator Gospodarczy, wpływy do budżetu państwa z tego tytułu szacowane są na około 3 miliardy euro. To już drugi windfall tax we Włoszech. Wcześniej opodatkowano zyski spółek energetycznych.
Rząd Włoch, na czele którego stoi Giorgia Meloni, ustanowił jednorazowy podatek od zysków nadzwyczajnych (windfall tax) czerpanych przez banki w wyniku podwyżek stóp procentowych. Stawka podatku wyniesie aż 40%. Włochy to trzeci kraj UE po Hiszpanii i Węgrzech, który decyduje się na windfall tax w sektorze bankowym.
Hiszpania opodatkowała zyski banków stawką 4,8%, natomiast Węgry najpierw stawką 8% w 2022 r., która została podwyższona do 13% w 2023 r. (jednocześnie obniżono podstawę opodatkowania ze 100% do 50% zysków brutto). Stopa opodatkowania nadzwyczajnych banków w Hiszpanii i na Węgrzech jest niższa od tej wprowadzonej we Włoszech. Należy jednak zaznaczyć, że włoski windfall tax ma charakter jednorazowy, podczas gdy węgierski i hiszpański – tymczasowy.
przez redakcja | wtorek 8 sierpnia 2023 | aktualności
OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie zaczyna walkę o wzrost wynagrodzenia zasadniczego o 1200 zł i wzrost zatrudnienia na stanowiskach szeregowych o 30%. Pracownicy żądają, by zmiany te zostały wprowadzone od stycznia 2024 r.
Jak informuje ten związek zawodowy, pracownicy i związkowcy domagają się godnego wynagrodzenia, zwiększenia liczby rąk do pracy w sklepach (na stanowiskach niemenedżerskich) i zwiększenia odpisu na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych do ustawowego poziomu.
Nieuwzględnienie żadań w terminie do końca sierpnia 2023 r. związek potratuje jako rozpoczęcie sporu zbiorowego.
Postulaty zwiększenia płac nie spotkały się ze zrozumieniem władz spółki. Dowiedzieliśmy się, że płace w spółce regulowane są na podstawie analiz, które wykonuje firma zewnętrzna, pracowników jest wystarczająco, a Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych mogłoby w ogóle nie być – powiedział Wojciech Jendrusiak, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji OPZZ Konfederacja Pracy, w wypowiedzi dla portalu dlahandlu.pl.
przez redakcja | poniedziałek 7 sierpnia 2023 | aktualności
Związkowcy ze Stokrotki, którzy protestowali wiosną w obronie zwolnionej koleżanki, doświadczyli nieprzedłużenia umów, szukania haków i innych szykan.
Jak informuje lubelska „Solidarność”, związkowcy ze „Stokrotki” domagali się przestrzegania prawa i przywrócenia do pracy zwolnionej z podejrzeniem naruszenia prawa pani Eweliny.
Ale to nie był koniec listy zarzutów wobec pracodawcy, jakie przedstawili związkowcy. Wypisali ich długi wykaz i umieścili na kartkach w kolorze żółtym, zielonym i czerwonym. Można tam było przeczytać między innymi: „Stop dyskryminacji”, „1 pensja – 3 etaty”, „Wolny dostęp do informacji”, „Pracownik też człowiek” i wiele innych.
Dziś, jak mówi nam przewodnicząca organizacji NSZZ „Solidarność” w tej sieci handlowej, sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Do wspominanych wyżej zarzutów dochodzą te związane z szykanowaniem członków Związku, którzy wzięli udział w pikiecie. – W świat poszły zdjęcia i teraz pracodawca wyszukuje te osoby i na przykład nie przedłuża im umowy o pracę – mówi przewodnicząca.
Organizacja jest od miesięcy w sporze zbiorowym z pracodawcą. Teraz, po podpisaniu protokołu rozbieżności, związkowcy czekają na mediacje z prezesem firmy.
przez redakcja | niedziela 6 sierpnia 2023 | aktualności
Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych wystosowało apel do Minister Rodziny i Polityki Społecznej o urealnienie zasiłku pogrzebowego.
OPZZ postuluje, aby świadczenie to przysługiwało w wysokości 200% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Od 1 marca 2011 roku kwota zasiłku wynosi jedynie 4000 zł. Przez ostatnie dwanaście lat, mimo wzrostu cen usług pogrzebowych, świadczenie to pozostaje na niezmiennym poziomie. Tymczasem Polskie Stowarzyszenie Pogrzebowe wskazuje, że w 2022 roku uśredniony koszt pogrzebu wyniósł 7350 zł (bez stypy, autokaru, oprawy muzycznej, nekrologów itd.). Zasiłek w rażąco niskiej wysokości stanowi duży problem szczególnie dla ludzi ubogich, samotnych i starszych.
OPZZ postuluje, aby świadczenie to przysługiwało w wysokości 200% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia obowiązującego w dniu śmierci osoby, której koszty pogrzebu zostały poniesione. Taka zasada obowiązywała przed dniem 1 marca 2011 roku.
przez Szymon Majewski | niedziela 6 sierpnia 2023 | opinie
Z pracą platformową – jednym z bardziej popularnych pojęć-wytrychów, których używa się przy próbach opisu przemian zachodzących w nowoczesnej gospodarce oraz na rynku pracy – jest trochę jak ze znanym memem z kreskówki „Scooby-Doo”. Pojmany przez Freda Jonesa złoczyńca ukrywa swoją tożsamość pod maską, którą zdobią atrakcyjne i pociągające hasła o elastyczności, swobodnym dorabianiu do pensji czy zarobkowaniu na własnych warunkach. Po ściągnięciu zasłony okazuje się jednak, że w ogromnej liczbie przypadków mamy tak naprawdę do czynienia z niepewnością, erozją bezpieczeństwa socjalnego oraz wszechwładzą niezwykle wpływowych korporacji.
Po latach konsumenckiej fascynacji możliwościami oferowanymi przez modne „appki”, bierności ustawodawców i odosobnionych prób ostrzegania przed narastającymi problemami, coś wreszcie zaczyna zmieniać się na lepsze. Elity rządzące w Europie przebudzają się z apatii, inicjując pierwsze kompleksowe akty prawne dotyczące gig economy, a presję wywiera na nie zorganizowany świat pracy. Jednym z jego przedstawicieli jest organizacja związkowa OPZZ Konfederacji Pracy, zrzeszająca kurierów z Pyszne.pl. W związku z przygotowywaną dyrektywą UE opublikowała ona niedawno manifest wzywający do pilnego uregulowania pracy platformowej.
Ziarnko do ziarnka – jak rozrastają się platformy
Dostępny praktycznie na zawołanie samochód z kierowcą odbierającym nas z nocnej imprezy, jedzenie z ulubionej knajpki dostarczone do drzwi przez poruszającego się na rowerze kuriera, fachowiec od drobnych napraw, którego wizytę zamawia się jednym kliknięciem – praca platformowa, kojarzona również z takimi terminami jak gig economy („ekonomia fuch”), zdążyła się już wpisać w krajobraz i styl życia rozwiniętych społeczeństw, w tym polskiego. Rozwiązanie wydaje się niezwykle proste: platformy internetowe kojarzą ze sobą usługodawców i klientów, a do szybkiego wyboru odpowiedniej oferty wystarczy kilka ruchów na smartfonie. Według oficjalnych danych przytaczanych przez organy Unii Europejskiej, w 2022 roku w państwach Wspólnoty za pośrednictwem platform zarobkowało już ponad 28 mln osób, których liczba w ciągu dwóch najbliższych lat ma wzrosnąć do 43 mln.
Ilościowa skala zjawiska nie jest jednak łatwa do precyzyjnego oszacowania, a zajmujący się tym tematem badacze i badaczki mierzą się z poznawczymi i metodologicznymi problemami. – „Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie o skalę pracy platformowej” – mówi Zuzanna Kowalik, ekspertka Instytutu Badań Strukturalnych i współautorka badania „Job quality gaps between migrant and native workers: evidence from Poland” (Różnice w jakości pracy pomiędzy pracownikami platformowymi pochodzącymi z Polski i migrantami). – „Nie wiemy przede wszystkim, dla ilu z osób przywoływanych w oficjalnych źródłach jest to jedyne bądź główne źródło utrzymania, a ile traktuje to jako dodatkowe lub dorywcze zajęcie. Dokładniejszej wiedzy mogłoby dostarczyć dodanie pytania o pracę platformową do badania aktywności ekonomicznej ludności (BAEL), które obejmuje dużą próbę populacji. Dopóki się go nie przeprowadzi, musimy polegać na cząstkowych i niepełnych danych. Wiemy na przykład, że w zeszłym roku liczba osób wykonujących usługi taksówkarskie oraz zajmujących się dostawami jedzenia, a więc zasilających dwie największe gałęzie pracy platformowej, w dziewięciu największych miastach w Polsce wynosiła od 0,5 do 2% ogółu zatrudnionych”.
Badania prowadzone m.in. przez dr. Macieja Beręsewicza z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu pokazują, że w czerwcu 2021 r. z aplikacji dla kierowców Ubera korzystało niespełna 47 tys. osób, z kolei z podobnej aplikacji Bolta – niecałe 39 tys., z czego część wyników prawdopodobnie się ze sobą pokrywała. Same te liczby mogą nie robić większego wrażenia. Liczą się jednak trendy oraz konsekwencje dla całego rynku pracy. Ekonomiczne znaczenie platform takich jak Uber, Deliveroo, Bolt czy Glovo rośnie. Między 2016 a 2020 rokiem dochody sektora w całej UE wzrosły z ok. 3 mld do ok. 14 mld euro.
Platformy zarabiają przede wszystkim na prowizjach płaconych przez klientów i pracujących, ale nie boją się „długiego marszu” i są cierpliwe. Stanisław Kierwiak, lider związku kurierów w zarządzającej marką Pyszne.pl spółce Takeaway, zwraca uwagę na powolne i konsekwentne budowanie przez platformy coraz silniejszej pozycji rynkowej, która w przyszłości ma umożliwić pełne dyktowanie warunków zarówno pracownikom, jak i konsumentom oraz kontrahentom takim jak restauracje. – „Platformy są uważane za bardzo przyszłościowy biznes i łatwo pozyskują od inwestorów venture capital na rozwój swojej działalności” – mówi Kierwiak. – „To strategia obliczona na dłuższy okres. Z punktu widzenia wielu pracowników, poszczególne marki mogą dzisiaj oferować całkiem przyzwoite zarobki, wiemy jednak, że dla platform to tylko etap przejściowy umacniania się na rynku. Nie mamy absolutnie żadnej gwarancji, że gdy poczują się pewniej, płace nie pójdą w dół. Zgodnie z tym samym mechanizmem mogą wzrosnąć obecnie niskie ceny dla klientów albo prowizje pobierane od współpracujących z platformami niewielkich firm”.
Wolność i swoboda czy innowacyjny wampiryzm?
Z prospołecznej perspektywy jeden z głównych problemów z platformami polega na tym, że nie chcą one wziąć odpowiedzialności za swoją rolę pracodawcy. Wraz ze wszystkimi obowiązkami, jakie XX-wieczne umowy społeczne nałożyły na kapitał.
Wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań opartych na danych i algorytmach miało stworzyć wrażenie, że dzięki innowacyjności cyfrowych wizjonerów otrzymaliśmy neutralną – a może nawet demokratyczną – infrastrukturę, która pozwoli łatwo kojarzyć ze sobą przedsiębiorcze jednostki i z niespotykaną dotąd wygodą dostarczać tanie usługi. Jak zauważa Zuzanna Kowalik, w opowieści platform nawet praca ma się stać doświadczeniem ekscytującym i uwalniającym od etatowego kieratu. Kampanie rekrutacyjne Ubera zachwalają takie atuty prowadzenia taksówki, jak różnorodność i poznawanie wielu nowych ludzi. Nic, tylko usiąść za kierownicą. Albo dla innej formy wsiąść na rower i ruszać ku wzbogacającym przygodom. Co jednak wtedy, gdy będziemy potrzebować L4, zechcemy pójść na urlop albo po prostu wiedzieć, ile pieniędzy zarobimy w danym miesiącu?
Rozmaite triki prawne i technologiczne umożliwiają platformom gładkie omijanie przepisów prawa pracy, gwarantujących zatrudnionym socjalne zdobycze ubiegłego stulecia. Stanisław Kierwiak opowiada o popularnym mechanizmie służącym do takich celów: „Większość platform funkcjonuje w modelu, w którym nie ma żadnej więzi prawnej między marką a osobą wykonującą pracę. Służą do tego pośrednicy tzw. flotowi, czyli firmy zatrudniające chętnych do pracy np. w Uberze, Wolcie czy Glovo na umowach zlecenie. W zamian za prowizję oferują obsługę księgową, wypłacają pieniądze, czasem mogą jeszcze wynajmować sprzęt i na tym właściwie ich rola się kończy. Z formalnego punktu widzenia to zupełnie niezależne podmioty, które nie mają nic wspólnego z platformami – te mogą się od nich w każdej chwili odciąć i powiedzieć, że to przecież nie ich sprawa, gdy np. pośrednik ogłosi upadłość i nie wypłaci ludziom wynagrodzeń. Takie przypadki już się zdarzały i jest to najzupełniej legalne. Platforma nie ma żadnych zobowiązań wobec tych, którzy dla niej pracują”.
Umowy podpisywane z pośrednikami, ale i klasyczne samozatrudnienie, niosą jeszcze inne groźne konsekwencje. Pracownicy platformowi są często pozbawieni prawa do minimalnego wynagrodzenia. Zuzanna Kowalik zwraca uwagę na podobieństwo przyjętych formuł prawnych do tzw. zero hour contracts, czyli umów, w których pracodawca nie jest zobowiązany do zapewnienia pracownikowi minimalnej ilości pracy, a więc i minimalnej pensji. Kurier czy kierowca otrzymuje pieniądze wyłącznie za wykonane zlecenie, licząc na to, że w danym momencie pojawi się zapotrzebowanie na jego usługi. Jak mówi Kierwiak, w skrajnych przypadkach skutkuje to sytuacjami, w których pracujący spędza w terenie cały dzień, zarabiając za to około 20 zł.
Stawki są niejasne i oparte na zupełnie nieprzejrzystych decyzjach algorytmów. Umowa zawarta z pośrednikiem nie chroni w żaden sposób również przed czysto arbitralnymi decyzjami platformy. Może ona w dowolnej chwili odciąć zatrudnionych od podstawowego narzędzia pracy, a więc mobilnej aplikacji służącej do wyłapywania zleceń. Pewnym medialnym echem odbiły się wydarzenia z wiosny 2021 r., gdy Glovo postanowiło ukarać w ten sposób kurierów strajkujących z powodu obniżki płac. Stanisław Kierwiak informuje, że poza tego rodzaju „cyfrowym lokautem” nagłe blokady stosuje się jednak także w bardziej prozaicznych przypadkach. – „To nie dotyczy tylko strajków czy działalności związków zawodowych. Platformy odcinają od aplikacji każdego, kto z dowolnych przyczyn się im nie spodoba, nie przedstawiając przy tym żadnego uzasadnienia” – mówi mój rozmówca. – „Taka osoba nie może wtedy zarabiać i nie ma nawet pojęcia, dlaczego. Po prostu usuwa się jej konto i nikt nie musi się z tego choćby szczątkowo wytłumaczyć”.
Stare dobre śmieciówki
Przykłady można mnożyć. Po zdjęciu marketingowej fasady rzeczywistość pracy platformowej dzisiaj to w ogromnej mierze niestabilne warunki zatrudnienia, niepewne i szybko zmieniające się zarobki, długie godziny pracy, brak urlopu i chorobowego, niższe składki emerytalne, utrudnienia dla aktywności związkowej i skrajnie niekorzystne położenie wobec rzeczywistego pracodawcy, którego samowoli nie krępują żadne ograniczenia. Niestety w Polsce to wszystko może brzmieć aż zbyt znajomo. Opisywany stan rzeczy to bowiem w istocie nic innego niż kolejna odsłona uśmieciowienia i prekaryzacji, z którymi w różnych fazach borykamy się od co najmniej dwudziestu lat. Z taką diagnozą zgadza się Michał Lewandowski, przewodniczący międzybranżowego związku zawodowego OPZZ Konfederacja Pracy: „W naszym odczuciu jako związkowców to wszystko nie jest nic specjalnie nowego – myśląc o pracy platformowej, warto zdać sobie sprawę, że tak naprawdę mamy do czynienia z dobrze znanymi umowami śmieciowymi w nieco ładniejszych ozdobach”.
Samo pojawienie się platform wraz z przyjętym przez nie modelem biznesowym można traktować jako przejaw długofalowych tendencji rozwojowych współczesnego kapitalizmu. Takie spojrzenie proponuje m.in. kanadyjski ekonomista Nick Srnicek, którego zdaniem kapitał wciąż poszukuje nowych, jeszcze skuteczniejszych technologii oraz form organizacji. W XXI wieku zapewniają je przede wszystkim dane – w przypadku np. Ubera wykorzystywane do analizy ruchu i aktywności klientów oraz pracowników. Zbiega się to z jeszcze starszymi, bo zachodzącymi już od kilku dekad przekształceniami gospodarki, która odchodzi od dawnej fordowskiej organizacji produkcji i w coraz większym stopniu opiera się na tzw. nowych formach pracy oraz atypowych formach zatrudnienia. Jak w oparciu o klasyfikację Eurofound w wydanej jeszcze w 2019 r. publikacji „Nowe formy pracy w Polsce” pisze ekspert Instytutu Spraw Publicznych, Dominik Owczarek, należy do nich m.in. praca platformowa.
Podobnego zdania jest Zuzanna Kowalik: „Platformy wpisują się w dawno już rozpoznany trend postępującego uelastycznienia rynku pracy oraz neoliberalizmu. Wcześniej widzieliśmy np. umowy zero hour contracts, a teraz to zjawisko jest technologicznie oraz ideologicznie zasilane właśnie przez platformy” – mówi mi ekspertka. I dodaje, że trwająca przez lata w Polsce plaga kiepskiego i niestabilnego zatrudnienia w pewnym sensie znieczuliła nas na sytuację pracowników platformowych: „Być może jako społeczeństwo pozostajemy wobec tego raczej obojętni, ponieważ po prostu przyzwyczailiśmy się do pracy na śmieciowych warunkach. Na Zachodzie szok był większy, bo u nas już wcześniej przygotowano pod to grunt”.
Stanisław Kierwiak jednego z większych niebezpieczeństw dla pracownic i pracowników upatruje w możliwym rozlewaniu się modelu pracy platformowej na pozostałe branże. Te dzisiaj jeszcze objęte tradycyjnymi zabezpieczeniami. Jak zauważa związkowiec, może się tak stać, ponieważ przyjęta przez platformy formuła jest niezwykle atrakcyjna dla biznesu. W końcu jaki prawdziwy kapitalista nie marzy o doskonale elastycznej i dyspozycyjnej sile roboczej, na którą można przerzucić większość ryzyka i nie martwić się takimi uciążliwościami, jak stabilność zatrudnienia czy zabezpieczenia społeczne? – „Problem z platformami jest taki, że to model bardzo uniwersalny” – mówi Kierwiak. – „Przy braku regulacji będzie się więc rozprzestrzeniał, bo wiele firm i sektorów zechce skorzystać z tak kuszącej okazji. Jeżeli można niemal dowolnie ciąć koszty, przerzucając ryzyko na pracownika, to po prostu będzie się to robić”.
To zresztą już się dzieje. Manifest organizacji związkowej kurierów z Pyszne.pl wspomina o aplikacji Tikrow. To stosunkowo świeży wynalazek, który został szybko ochrzczony „Uberem dla pracowników”. Pomysł stojący za polskim start-upem sprowadza się do jak największej optymalizacji pozyskiwania pracowników przez firmy. Za pomocą nowego narzędzia zyskują one błyskawiczny dostęp do osób przyjmowanych na krótkie, często zaledwie jednodniowe zlecenia. Większość ofert dotyczy pracy fizycznej, związanej m.in. z układaniem towaru w magazynach czy sprzątaniem. Będący oficjalnie agencją pracy tymczasowej Tikrow, w swoim materiale promocyjnym zapewnia o szeregu korzyści dla wszystkich stron zawieranych transakcji. Pracodawca nie traci już czasu na długie i kosztowne procesy rekrutacyjne, a pracownik łapie fuchę poprawiającą stan portfela. New day. New job – czytamy na stronie marki, która roztacza sielankową wizję szybkich i dobrowolnych kontraktów zawieranych dla wspólnego dobra między równymi partnerami.
W dorabianiu nie ma niczego złego, a formalności bywają dokuczliwe. Ale czy w przypadku strukturalnego pogorszenia się sytuacji pracowników to wspaniałe urządzenie nie zamieni się w cyfrowy odpowiednik placu przed XIX-wieczną fabryką, na którym zdesperowani robotnicy każdego ranka rywalizują o to, który z nich dostanie zatrudnienie na chociaż jeden dzień?
Coś zaczęło się ruszać – manifest i dyrektywa
Poparty przez prezydium OPZZ manifest pracowników platformowych z Pyszne.pl, którzy mają już za sobą pierwsze akcje strajkowe i podjęcie dialogu z pracodawcą, ukazał się w nieprzypadkowym momencie. Po raz pierwszy bowiem istnieją obecnie realne polityczne szanse na uregulowanie gig economy oraz zatrzymanie groźnych trendów potencjalnie zdolnych do podminowania całości stosunków pracy oraz związanego z nimi ładu instytucjonalnego.
W grudniu 2021 r. Komisja Europejska przedstawiła projekt dyrektywy, która ma stworzyć ramy prawne dla pracy platformowej oraz objąć ochroną zarabiających w ten sposób ludzi. Prace nad dyrektywą toczą się w tzw. trialogu – 12 czerwca swoją opinię wydała gromadząca ministrów państw członkowskich Rada UE, wkrótce natomiast odbędą się konsultacje z europarlamentem. Najważniejsze postanowienia dokumentu mówią o warunkach, których spełnienie oznacza domniemanie istnienia stosunku pracy. Są wśród nich ograniczona swoboda wyboru godzin, nadzór platformy czy górny limit wynagrodzenia. Mowa także o zapewnieniu wglądu w decyzje algorytmów wraz z prawem do ich zakwestionowania.
Dlaczego UE w ogóle zainteresowała się tym obszarem i podejmuje działania, które mogą uderzyć w ekonomiczne interesy platform? Stanisław Kierwiak uważa, że w dużej mierze chodzi tu o kwestię suwerenności i samosterowności silnego międzynarodowego gracza, który nie może pozwolić sobie na to, żeby wielki kapitał całkowicie wszedł mu na głowę. – „Unia to nie jest instytucja szczególnie znana z jakiegoś bardzo propracowniczego nastawienia” – mówi lider Konfederacji Pracy w Pyszne.pl. – „Tam po prostu zdano sobie sprawę, że nie można pozwolić na to, aby jakaś grupa korporacji zaczęła dyktować państwom warunki dotyczące standardów pracy i zatrudnienia. Europejski system stosunków społecznych jest jednak bardziej solidarystyczny niż amerykański i nadeszła chwila, w której należy go zbiorowo bronić”.
Moi rozmówcy są zgodni: do kluczowej próby sił, w której rozstrzygnie się przyszłość pracy platformowej, dojdzie przy implementacji unijnych przepisów do systemów prawnych poszczególnych państw członkowskich. Dokładny kształt przyjętych rozwiązań ma zależeć od specyfiki istniejących tradycji i ustawodawstwa, poszczególne warianty mogą się więc od siebie różnić. Zuzanna Kowalik zauważa, że do pewnego rozwodnienia pierwotnego projektu doszło już na etapie przygotowań w instytucjach unijnych, które początkowo proponowały mniej warunków niezbędnych do stwierdzenia stosunku pracy. Lobbing platform zatem działa i można się spodziewać jego intensyfikacji.
Stanisław Kierwiak podkreśla, że właśnie teraz szczególnie ważny i potrzebny jest głos strony pracowniczej, która zawalczy o przyjęcie korzystnych dla siebie zapisów. W przestrzeni publicznej zdominowanej przez optymistyczną opowieść platform, postulaty związkowe wybrzmiewają jako zupełna nowość. – „Jako reprezentanci związku zawodowego wzięliśmy udział w zebraniu sejmowego zespołu ds. przyszłości pracy – mówi Kierwiak – na którym były również przedstawicielki Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej. Po usłyszeniu naszej agendy te panie powiedziały, że bardzo ciekawie było usłyszeć stanowisko drugiej strony, bo cały czas słychać tylko to, co mówią platformy”.
„Mamy prawo obawiać się, że firmy takie jak Uber, Glovo, Wolt stanowić będą awangardę uśmieciowienia rynku pracy […] Model platformowy oznacza brak prawa do uzwiązkowienia, płatnego urlopu, stałej stawki godzinowej, stałej liczby godzin pracy czy przewidywalności wynagrodzenia, a także niższą emeryturę w przyszłości, brak prawa do urlopu macierzyńskiego i chorobowego” – tymi słowami związkowcy z Konfederacji Pracy otwierają swój manifest, który zawiera diagnozę obecnej sytuacji oraz kluczowe propozycje jej rozwiązania. Modus operandi platform szkodzi przede wszystkim pracownikom oraz ich prawom socjalnym i związkowym. Zagraża jednak również tracącemu wpływy podatkowo-składkowe państwu i pozostałym rynkowym podmiotom, które muszą się mierzyć z nieuczciwą konkurencją. Wykorzystywanie pośredników flotowych pozwala na kreatywną księgowość. Platformy poza tym przerzucają na instytucje publiczne rozmaite koszty uboczne, takie jak leczenie wypadków przy pracy czy zdrowotnych skutków chronicznego przepracowania.
Opowiadając o problemie nieuczciwej konkurencji, Kierwiak stwierdza, że oferowanie przez platformy niskich cen dzięki obchodzeniu zobowiązań wobec pracowników to psucie rynku. Dlatego na uregulowaniu tej sfery powinno zależeć również „konwencjonalnym” przedsiębiorcom. – „Z dużym zdziwieniem obserwuję, że takie organizacje pracodawców jak Konfederacja Lewiatan cały czas trzymają stronę platform” – opowiada związkowiec. – „Nietrudno przecież zauważyć, że model ich działania jest nie fair nie tylko wobec zatrudnionych, ale i pozostałych firm, które chciałyby prowadzić działalność w zgodzie z przepisami prawa i oferować normalny model zatrudnienia. Nie da się konkurować z kimś, kto całe koszty i ryzyko swojej działalności może przerzucić na pracowników”.
Minimum, którego domagają się związkowcy i które powinno znaleźć swoje odbicie w zapisach polskiego prawa po wdrożeniu unijnej dyrektywy, składa się z pięciu postulatów. Pierwszy z nich to zapewnienie stabilności zarobków, których wysokość – nawet przy gwarantowanej stawce godzinowej – waha się dzisiaj w zależności od liczby dostępnych kurierów czy kierowców albo od warunków atmosferycznych.
Nigdy do końca nie wiedząc jakich pieniędzy mogą się spodziewać, kurierzy i kierowcy chętniej korzystają z oferowanych przez platformy premii za większą liczbę zleceń, wzmagając przez to czysto fizyczną eksploatację. Stąd właśnie wynika kolejny punkt manifestu, czyli zakończenie promocji pracy ponad siły, stosowaną obecnie poprzez platformy w ramach systemu zachęt.
Następny postulat mówi o kolejnej fundamentalnej sprawie, bez której na dłuższą metę trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek skuteczną walkę o prawa zatrudnionych. Jest to zagwarantowanie praw związkowych. Michał Lewandowski z OPZZ Konfederacja Pracy – organizacji, która stawia sobie za cel docieranie do pracowników z różnych, często słabo uzwiązkowionych branż – stawia sprawę jasno. Nikt nie żyje w próżni, a czasy się zmieniają, więc również związki zawodowe muszą za tym nadążać, nie przeoczając takich nieobecnych wcześniej na rynku pracy tworów jak platformy. – „Musimy starać się uczestniczyć w tych formułach, które nas otaczają” – mówi Lewandowski i dodaje, że udało się już powołać organizację w Pyszne.pl, co zapewnia związkowcom nowe możliwości działania, takie jak rozmowy ze stroną pracodawców czy kontakty z politykami i urzędnikami. Organizowanie kurierów czy kierowców nie jest jednak łatwe i napotyka na problemy wynikające m.in. z czysto przestrzennych czy logistycznych uwarunkowań. – „W wielu firmach pracownicy w ogóle nie mają ze sobą kontaktu; to praca wykonywana raczej indywidualnie. Trudniej wtedy myśleć o założeniu związku”.
Przeszkodą w zakładaniu i rozwijaniu działalności związków jest oczywiście śmieciowe zatrudnienie, które utrudnia m.in. ochronę działaczy – można się ich pozbyć, po prostu nie przedłużając umowy zlecenia. Mówiąc o teoretycznej możliwości powołania organizacji u jednego z formalnie zatrudniających pośredników, Stanisław Kierwiak powraca do problemu pełnej kontroli platform nad aplikacjami umożliwiającymi pracę. W ramach antyzwiązkowych retorsji pracownicy mogą zostać od nich zwyczajnie odcięci. Jak mówi związkowiec, stało się tak m.in. podczas niedawnego protestu kurierów Glovo w Wałbrzychu. – „Jakiś czas temu rozmawialiśmy z niezadowolonymi kurierami z Wolta. Byli dobrze zorganizowani i spokojnie mogliby założyć organizację związkową u pośredników flotowych. Ostatecznie jednak się na to nie zdecydowali, ponieważ nie było absolutnie najmniejszej gwarancji, że pierwszą reakcją platformy na wiadomość o powstaniu związku nie będzie usunięcie im kont. Były to osoby, dla których praca platformowa stanowiła główne albo jedyne źródło zarobkowania. Z tą wolnoamerykanką trzeba po prostu skończyć”.
Niepewność zarobków, przepracowanie – eksploatowanym pracownikom należy się work-life balance i zwyczajne wolne. Dlatego też czwarty punkt manifestu mówi o zagwarantowaniu prawa do płatnego urlopu.
Piąty i ostatni z kluczowych postulatów odnosi się do kwestii uwzględnionej w projekcie unijnej dyrektywy, która wykracza zresztą poza problematykę pracy platformowej, dotykając również innych sektorów. Mowa o wprowadzeniu rozwiązań gwarantujących przejrzystość algorytmów stosowanych przez platformy. Wydaje się, że w realiach coraz silniej „udanowionej”, mediowanej przez narzędzia cyfrowe gospodarki, jest to jeden z fundamentalnych kierunków walk całego świata pracy. Jego sprawczość i samostanowienie zależą m.in. od znajomości obowiązujących zasad i możliwości otwartej polemiki z decyzjami ocenianymi jako niesprawiedliwe.
W poszukiwaniu optymalnej formuły
Co dalej? Prace nad dyrektywą trwają i minie pewnie jeszcze sporo czasu, zanim krajowi ustawodawcy przełożą je na konkretny język obowiązującego prawa. Wiadomo, że określenie satysfakcjonujących zapisów będzie trudne – także z powodu skomplikowanej czy chwilami niejednoznacznej natury samych platform. Nie ulega wątpliwości, że należy położyć kres zupełnie bezwstydnemu wyzyskowi i składkowo-podatkowemu cwaniactwu, uprawianemu przez korporacje pod płaszczykiem nowoczesności i innowacyjności.
Moi rozmówcy dodają jednak, że oferowana elastyczność w pewnych wypadkach rzeczywiście bywa atrakcyjna i nie należy z niej w pełni rezygnować. Niełatwym, ale możliwym do realizacji wyzwaniem będzie zatem ochrona możliwości swobodnego dorabiania czy preferencyjnego wyboru godzin pracy przy równoczesnym zagwarantowaniu minimum bezpieczeństwa socjalnego i praw pracowniczych. – „Platformy żerują na tym, że jako społeczeństwo faktycznie chcemy nieco większej elastyczności” – mówi Stanisław Kierwiak. – „Widać to m.in. w popularności pracy zdalnej po pandemii. Wiemy, że rynek będzie się zmieniał w tym kierunku, bo coraz mniej podoba nam się przywiązanie do jednego miejsca i zadań. Chodzi jednak o to, żeby to nie wielkie korporacje dyktowały nam, jak ta elastyczność ma wyglądać”. Z kolei Zuzanna Kowalik dodaje: „Pewną zaletą platform jest to, że mogą stanowić bufor pomiędzy »normalnymi« pracami w okresach bezrobocia. W zasadzie bez większych barier wejścia możemy wtedy znaleźć jakieś zlecenia, które stanowią pewną poduszkę bezpieczeństwa”.
Dorabianie czy freelancing mają swoje miejsce, dlatego regulatorzy będą musieli pamiętać o zróżnicowanej sytuacji różnych grup zarobkujących na platformach. Chodzi tu zarówno o tych z kurierów i kierowców, którzy np. łączą pracę z nauką, jak i o ludzi wykonujących różnego rodzaju fizyczne bądź zdalne zadania dla kilku zleceniodawców. Przejrzystość algorytmów oraz zarobków dotyczy chyba jednak wszystkich bez względu na konkretną specyfikę wykonywanej pracy. – „Jako związkowcy wiemy, że nie wszyscy pracownicy potrzebują dokładnie tego samego” – mówi Michał Lewandowski. – „Przyjęte przepisy powinny mieć to na uwadze. Mimo to, elementarne zabezpieczenia socjalne i wpływ na warunki pracy należą się każdemu”.
Przed nami ważne i nieoczywiste rozstrzygnięcia. Walka o jak najbardziej korzystny dla pracowników i pracownic kształt nowych przepisów będzie trwała zarówno na poziomie europejskim, jak i polskim. Warto więc trzymać rękę na pulsie i śledzić kolejne wydarzenia. Głośne afery ostatnich lat, takie jak Uber Files, pokazują, że platformy potrafią agresywnie i z naruszeniem prawa bronić swoich interesów. Dlatego w ramach przeciwwagi tym bardziej potrzebujemy silnego prospołecznego i propracowniczego głosu. Lepiej, żeby słowa takie jak „elastyczność”, „wolność” czy „różnorodność” zachowały swoje pozytywne znaczenie, zamiast służyć jako wytworne opakowanie dla praktyk związanych z wyzyskiem, stresem i wyczerpaniem.
Szymon Majewski
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Mike Ramírez Mx z Pixabay
przez redakcja | piątek 4 sierpnia 2023 | aktualności
Związkowcy domagają się porządnych przepisów regulujących funkcjonowanie franczyzy.
Jak informuje portal Wiadomości Handlowe, Alfred Bujara, przewodniczący Krajowej Sekcji Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”, wystosował komunikat, w którym popiera działania zmierzające do uregulowania funkcjonowania franczyzy w Polsce i chwali propozycje Ministerstwa Sprawiedliwości, uznaje je jednak za dalece niewystarczające. Działacz przedstawia własne propozycje dotyczące obszaru pracy i zatrudnienia.
Jak ocenia Bujara, regulacja funkcjonowania franczyzy w Polsce jest absolutnie niezbędna. Przyznaje, że w tym segmencie gospodarki występuje szereg rażących patologii, w wyniku których tracą zarówno franczyzobiorcy i pracownicy, jak i budżet państwa.
Przedstawiony przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks cywilny oraz ustawy Prawo własności przemysłowej skupiają się jedynie na wzmocnieniu pozycji franczyzobiorców wobec franczyzodawców. To rozwiązanie za słuszne i bardzo potrzebne, jednak zaznacza, że w ocenie kierowanej przez siebie sekcji związku, jest ono dalece niewystarczające.
Aby rzeczywiście usunąć patologie występujące na rynku franczyzy w Polsce projekt nowelizacji powinien wprowadzać zmiany nie tylko w Kodeksie cywilnym oraz ustawie Prawo własności przemysłowej, ale również w Kodeksie pracy oraz Ustawie o ograniczeniu handlu w niedziele, święta oraz niektóre inne dni – mówi Bujara.
Na początku tego roku Ministerstwo Sprawiedliwości zapewniało, że przepisy regulujące franczyzę zostaną z całą pewnością uchwalone jeszcze w tej kadencji Sejmu. Zgodnie z ówczesnym zarządzeniem ministra sprawiedliwości, zespół ds. franczyzy działający w resorcie ma wypracować propozycje legislacyjne w „nieprzekraczalnym terminie” 30 czerwca 2023 r.
Tymczasem po wielu miesiącach czekania projekt ustawy, która ma odmienić rynek franczyzy w Polsce, poznaliśmy dopiero 1 sierpnia 2023 r. Rząd planuje przyjęcie projektu ustawy w trzecim kwartale 2023 r. Potem projekt trafi do Sejmu.
przez redakcja | czwartek 3 sierpnia 2023 | aktualności
Jeszcze w tym roku Polacy będą mogli skorzystać z darmowych projektów domów. Dostępne będą trzy warianty metrażu.
Jak informuje portal biznes.interia.pl, planujący budowę domu zawsze kupowali projekt od odpowiednich firm. Teraz nie będzie to konieczne. Już od pewnego czasu w obiegu są bezpłatne projekty domów o powierzchni do 70 metrów kwadratowych oraz domów rekreacyjnych. Za chwilę dołączą do nich trzy nowe, darmowe projekty budynków. Podano, że na stronie GUNB są 72 bezpłatne projekty domów do 70 m kw. i 11 projektów domów rekreacyjnych. Można je za darmo ściągną z bazy.
Główny Urząd Nadzoru Budowlanego zakończył przyjmowanie zgłoszeń w konkursie na projekty domów. Bezpłatne projekty zostaną udostępnione jeszcze w tym roku – zapewnił minister rozwoju Waldemar Buda.
Do wyboru będą trzy metraże – 120, 150 i 180 metrów kwadratowych.
Możliwie jak najbardziej ułatwiamy samorządom włączanie się w budownictwo społeczne. Nie tylko zachęcamy i przeznaczamy rekordowe środki, ale zapewniamy też bezpłatne projekty w celu szybszego rozpoczęcia inwestycji i zwiększenia liczby mieszkań w gminie – wskazał Waldemar Buda.
przez redakcja | środa 2 sierpnia 2023 | aktualności
Covid już dawno za nami, ale niedobitki ustawy covidowej trwały aż do 31 lipca 2023 roku. Za to od 1 sierpnia firmy nie będą już mogły kazać pracownikom przychodzić do pracy w niedziele i powierzać im tzw. „innych czynności związanych z handlem”.
Jak informuje pulshr.pl, w czasie obowiązywania stanu epidemii albo zagrożenia epidemicznego zakaz handlu w niedziele został złagodzony. Zgodnie z ustawą covidową właściciele sklepów mogli powierzyć w niedzielę wykonywanie prac związanych z handlem, polegających na rozładowaniu, przyjmowaniu i ekspozycji towarów pierwszej potrzeby. Kasę mógł obsługiwać tylko właściciel albo jego rodzina, natomiast pracownicy mogli ustawiać towar na półkach.
Stan zagrożenia epidemicznego został jednak odwołany 1 lipca 2023 r. Oznacza to, że 31 lipca (po 30 dniach od odwołania) ustawa covidowa przestała obowiązywać i powróciły bardziej restrykcyjne przepisy.
Szef Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność” Alfreda Bujary podkreśla, że zniesienie covidowych przepisów w handlu może skłonić pracodawców do zwiększenia zatrudnienia w sklepach. Jak dodaje, niedobory kadrowe to problem, z którym branża zmaga się od lat.
– TIR z towarem nie przyjedzie już w niedziele, tylko w innym, handlowym dniu tygodnia. Ktoś będzie ten towar musiał rozładować, a obsady sklepów są już zredukowane do absolutnego minimum. Jeśli jednak sieci będą chciały pozyskać nowych pracowników, będą musiały poprawić warunki zatrudnienia. Nikt nie przyjdzie pracować tak ciężko za tak niskie wynagrodzenia, jakie obecnie oferowane są w handlu – mówi Alfred Bujara.
przez redakcja | wtorek 1 sierpnia 2023 | aktualności
Międzynarodowa Organizacja Pracy podała informacje dotyczące zasiłków dla bezrobotnych. Okazuje się, że na całym świecie na zasiłek liczyć może 2 na 10 bezrobotnych. Oznacza to, że w skali świata wsparcie dla tych, którzy pracy nie posiadają lub ją stracili, dostaje tylko 18,6 proc. bezrobotnych.
Jak pisze pulshr.pl, zasiłki dla bezrobotnych są jednym z najistotniejszych czynników w walce z ubóstwem. W Polsce zasiłek dla bezrobotnych przyznaje urząd pracy po sprawdzeniu ostatnich 18 miesięcy bezpośrednio poprzedzających dzień rejestracji. Jeżeli rejestrująca się osoba udokumentuje pracę w sprawdzanym czasie, łącznie przez okres co najmniej 365 dni z co najmniej minimalnym wynagrodzeniem, od którego odprowadzane były składki na ubezpieczenia społeczne i Fundusz Pracy, zasiłek powinien zostać przyznany. Na jak długo? Na rok lub pół roku. Wszystko zależy od stopy bezrobocia w powiecie, wieku czy sytuacji rodzinnej.
Osoby, które przepracowały mniej niż pięć lat, otrzymują 1 193,60 zł brutto (1 086,18 złotych netto) w pierwszych trzech miesiącach i 937,30 zł brutto (852,94 zł netto) w późniejszym okresie. Jest to 80 proc. zasiłku podstawowego.
Pełna kwota zasiłku przysługuje osobom, które pracowały od pięciu do 20 lat. 100 proc. zasiłku podstawowego wynosi 1 491,90 zł brutto (1 357,63 zł netto) w trzech pierwszych miesiącach. W kolejnych miesiącach świadczenie zostaje obniżone do kwoty 1 171,60 zł brutto (1 066,16 zł netto).
Osobom z najdłuższym, ponad 20-letnim stażem pracy, przysługuje zasiłek w wysokości 120 proc. podstawowej kwoty zasiłku. Od czerwca 2023 roku jest to, w pierwszych trzech miesiącach, 1 790,30 zł brutto (1 629,17 zł netto). Następnie kwota zasiłku obniża się do 1 406,00 zł brutto (1 279,46 zł netto).
Maksymalna kwota, jaką mogą otrzymać bezrobotni w Polsce, nie zrobi wrażenia w innych miejscach na świecie. W porównaniu do światowych danych polskie świadczenia wypadają blado. OECD w raporcie dotyczącym skali pomocy bezrobotnym porównała wysokość zasiłków przyznawanych w krajach członkowskich. Dane dotyczą 2020 roku (nie ma nowszych statystyk).
Zebrane dane zestawiono z wysokością zarobków przed utratą pracy. Zasiłek już w dwa miesiące po utracie pracy przez osoby o niskich zarobkach jest w Polsce niemal najniższy wśród wszystkich państw rozwiniętych.
Wysokość zasiłku dla bezrobotnych dwa miesiące po utracie pracy w Polsce to jedynie 25 proc. poprzednich zarobków. Oznacza to, że po utracie pracy dochody spadają o 75 proc. Dla porównania – w kraju z najlepszym wynikiem spadek dochodów wynosi jedynie 17 proc.
Gorzej niż w Polsce jest tylko w Australii (15 proc.). Nieco lepiej jest w Wielkiej Brytanii (26 proc.) Poniżej ogólnej średniej znajdują się także: Kanada (55 proc.), Stany Zjednoczone (47 proc.) czy Niemcy (44 proc.)
przez redakcja | wtorek 1 sierpnia 2023 | klasyka, opinie
Do Narodu Polskiego
Idea wolności kształtowała w ciągu wieków duszę Narodu Polskiego. Wolności tej nie kupowaliśmy za pieniądze. Walczyliśmy o nią, nie oglądając się na sprzymierzeńców, bezkompromisowo i w każdych warunkach. Bojownicy polscy rozsypali swe kości po całym świecie. Taka jest nasza historyczna tradycja.
Wierni tej tradycji podjęliśmy we wrześniu 1939 r. samotną walkę z przeciwnikiem, który rozporządzał ilościową i techniczną przewagą. Staliśmy się pierwszym szańcem, przez który przewaliła się machina wojenna Niemiec i rozpaliła drugą wojnę światową. Zostaliśmy pokonani, ale nie daliśmy się ujarzmić. Walczymy dalej jawnie na Zachodzie, broniąc wolności innych, i tajnie w Kraju, budując przyszłość Nowej Polsce.
W dniu 1 sierpnia 1944 r. podjęliśmy w Warszawie jawną walkę z Niemcami. Uczyniliśmy to w momencie, gdy wojska rosyjskie znalazły się na przedpolach Warszawy, gdy nasi Alianci Zachodni rozpoczynali zdecydowany marsz na Berlin, gdy Armia Krajowa z powodu zaangażowania w niej wielkich mas stawała się niemożliwą do ukrycia, gdy pragnienie wolności, nagromadzone w ciągu długich lat okupacji, stało się nie do powstrzymania, gdy wreszcie na tyłach frontu niemieckiego groziły nam masowe łapanki i wywożenie młodzieży polskiej oraz zniszczenie miasta.
Podjęliśmy jawną walkę w Warszawie nie w tej intencji, abyśmy sami mieli Niemców pobić. Byliśmy na to za słabi liczbą i uzbrojeniem. Liczyliśmy na pomoc Rosji i Aliantów Zachodnich.
Mieliśmy prawo na tę pomoc liczyć w czasie, gdy walki oddziałów Armii Krajowej na Wołyniu, Wileńszczyźnie, we Lwowie, Lublinie przyczyniały się walnie do ułatwienia sukcesów armii rosyjskiej, gdy polskie dywizje walczyły i krwawiły w imię wspólnej sprawy na polach Italii i Francji, na ziemi, morzach i w powietrzu.
Zawiedliśmy się. Skutecznej pomocy nie otrzymaliśmy. Zrzuty, które przyszły od Aliantów Zachodnich, zdobycie Pragi przez wojska ZSSR, rosyjska osłona lotnicza, rosyjskie zrzuty żywności, broni i amunicji – wszystko to nie było w porę i na miarę naszych potrzeb, i nie było skuteczne. Wskutek olbrzymiej przewagi ilościowej i technicznej Niemcy zdobywali jedną po drugiej opanowane przez nas dzielnice, a sytuacja nasza stawała się powoli beznadziejna.
Tak wygląda prawda. Potraktowano nas gorzej niż sprzymierzeńców Hitlera: Italię, Rumunię, Finlandię.
Walczyliśmy więc samotnie przez dziewięć tygodni. Walczyliśmy na gruzach Warszawy, na gruzach tego wszystkiego, co kochamy, co jest pamiątką naszej wielowiekowej przeszłości. Krew nasza wsiąkała obficie w świętą ziemię Polską.
A kiedy żołnierze nasi wystrzelili ostatnie zdobyte na nieprzyjacielu pociski, kiedy matki dzieci naszych nie miały ich czym nakarmić ani napoić, kiedy długie kolumny ludzi nie znajdowały już wody w wypróżnionych studniach, kiedy trupy umarłych z głodu zaczęliśmy wyciągać z piwnic – nie mieliśmy żadnych możliwości prowadzenia dalszej walki i przerywamy walkę.
Sierpniowe powstanie warszawskie z powodu braku skutecznej pomocy upada w tej samej chwili, gdy Armia nasza pomaga wyzwolić się Francji, Belgii i Holandii. Powstrzymujemy się dziś od sądzenia tej tragicznej sprawy.
Niech Bóg sprawiedliwy oceni straszliwą krzywdę, jaka Naród Polski spotyka i niech wymierzy słuszną karę jej sprawcom.
Z wojskowego punktu widzenia ponieśliśmy porażkę, przegraliśmy bowiem bitwę o Warszawę. Nie upadajmy jednak na duchu. Wprawdzie głównym celem powstania warszawskiego było opanowanie Stolicy, co nam się udało tylko częściowo, jednak powstanie miało jeszcze inny, nie mniej ważny, cel moralno-polityczny. I ten został przez nas osiągnięty.
Powstanie bez pomocy z zewnątrz, bez ciężkiej broni, amunicji, światła, wody, żywności, w walce z przeciwnikiem nowocześnie uzbrojonym i stosującym brutalnie wszelkie środki walki, przetrwało dziewięć tygodni. Nie była to więc niepoważna ruchawka wojskowa, lecz zbrojna manifestacja polityczno-wojskowa całego społeczeństwa, zdecydowanego walczyć do ostatniego tchu.
Powstanie warszawskie postawiło ponownie w końcowej fazie wojny przed światem problem Polski, nie jako problem przetargów dyplomatycznych gabinetów, ale jako zagadnienie wielkiego narodu, walczącego krwawo i bezkompromisowo o wolność, całość i sprawiedliwość społeczną w życiu ludzi i narodów, o szlachetne zasady Karty Atlantyckiej.
Bezcenna krew, którą przelaliśmy, straty jakie ponieśliśmy, nie pójdą na marne. Stanowią one olbrzymi kapitał polityczno-moralny, który przełamuje obojętność świata i na naszą korzyść przechyli szalę, gdy będą się decydowały wyniki polityczne tej wojny.
Sierpniowe powstanie warszawskie niech stanie się cementem, spajającym naród nasz w jednolitą bryłę, zespolenie się żołnierzy, robotników, chłopów i inteligencji, braterstwo lasu i barykady w walce przeciwko wspólnemu wrogowi, wspaniała dojrzałość i determinacja ludzi prostych – niech przypieczętuje wewnętrzną zwartość i moc Narodu naszego, istotną konsolidację naszego życia politycznego, niech nas zjednoczy na przyszłość tak, abyśmy mogli sprostać trudnym zadaniom, jakie przed nami postawi twarda rzeczywistość. Gdy taki jeszcze będzie rezultat sierpniowych walk w Warszawie, będziemy mogli spokojnie myśleć o przyszłości Polski.
Warszawa, Warszawa – legendarna Stolica Polski, jakże wiele razy w historii bohatersko zdała straszliwy egzamin na swych dymiących gruzach.
Bohaterami są żołnierze, których jedyną bronią przeciw czołgom, samolotom i działom były pistolety i butelki z benzyną. Bohaterami są kobiety, które pod kulami opatrywały rannych i przenosiły meldunki, które w zawalonych przez bomby lub pociski piwnicach gotowały posiłki, karmiły dzieci i dorosłych i wśród ginących ludzi zachowywały pogodę i spokój. Bohaterami są dzieci, które bawiły się spokojnie na dymiących gruzach i w piwnicach. Bohaterem jest lud Warszawy. I nieśmiertelny jest naród, który stać na takie powszechne bohaterstwo. Bo ci, którzy umarli, już zwyciężyli, a ci, którzy żyją – walczyć będą dalej, zwyciężą i dadzą ponowne świadectwo prawdzie, że Polska żyje, gdy żyją Polacy.
Rada Jedności Narodowej
Krajowa Rada Ministrów
Warszawa, dnia 3 października 1944
Powyższy tekst przedrukowujemy za książką „My tu żyjemy jak w obozie warownym”. Listy PPS-WRN Warszawa-Londyn 1940-1945, Wydawnictwo Puls, Londyn 1992.
przez redakcja | poniedziałek 31 lipca 2023 | aktualności
Prezydent podpisał nowelizację przepisów z zakresu planowania i zagospodarowania przestrzennego.
Jak informuje portal gazetaprawna.pl, przyjęcie nowego planu miejscowego będzie teraz możliwe w 8-9 miesięcy. Dotychczas często trwało to latami.
To przewrót kopernikański w dziedzinie planowania. Upraszczamy przepisy tak, by gminy szybko i sprawnie uchwały plany ogólne i plany miejscowe. Koniec z bałaganem w przestrzeni polskich miast i wsi, koniec z niekontrolowanym rozlewaniem się zabudowy i patodeweloperką w miejscach do tego nieodpowiednich – powiedział minister rozwoju i technologii Waldemar Buda, cytowany w komunikacie.
Nowelizacja wprowadza nowe narzędzie planistyczne – plan ogólny, dokument w randze aktu prawa miejscowego, który będzie uchwalany obligatoryjnie dla całej gminy. Samorządy będą miały na to czas do 1 stycznia 2026 r.
Resort podkreśla, że plan ogólny będzie miał formę cyfrową, co rozwiąże obecne problemy, polegające na tym, iż w tradycyjnej, papierowej wersji studium i planów zagospodarowania narysowane w nich linie, np. oznaczające granice pomiędzy poszczególnymi strefami, nie są tak dokładne, żeby można je było zinterpretować co do metra kwadratowego na gruncie. Wersja cyfrowa będzie pozwalała na dowolne powiększenie mapy, więc będzie ona dużo dokładniejsza.
Nową formą planu miejscowego będzie zintegrowany plan inwestycyjny sporządzany na wniosek inwestora, który docelowo zastąpi uchwałę o ustaleniu lokalizacji inwestycji mieszkaniowej, wydawaną dotychczas na podstawie tzw. specustawy mieszkaniowej. Inwestor po podpisaniu z gminą umowy urbanistycznej będzie mógł zostać zobowiązany np. do budowy szkoły lub wsparcia takiej inwestycji.
W projekcie doprecyzowano przepisy dotyczące decyzji o warunkach zabudowy, m.in. przez możliwość określenia przez gminę w jakich terenach będą one wydawane czy też ograniczenie zasięgu obszaru analizowanego do 200 m.
Ustawa przewiduje też uruchomienie nieodpłatnego i dostępnego dla wszystkich zainteresowanych Rejestru Urbanistycznego prowadzonego online, który będzie wiarygodnym źródłem informacji o przestrzeni i wszystkich prowadzonych procedurach administracyjnych.
przez Fraser Stewart | niedziela 30 lipca 2023 | opinie
Zapewnienie sprawiedliwości klimatycznej oznacza wyjście poza zwyczajowe kręgi ekologiczne oraz uznanie roli i zajęcie się kwestią klas społecznych.
Dorastałem w surowych i jednocześnie wspaniałych osiedlach mieszkaniowych w Forfar, niedaleko Dundee. Moja mama, pielęgniarka, wychowywała mnie i brata samodzielnie. Nigdy nie spotkałem mojego ojca. Mój dziadek pracował całymi dniami w fabryce, moja babcia sprzątała nocami. W wieku 16 lat poproszono mnie o opuszczenie liceum. W wieku 17 lat byłem już na zasiłku dla bezrobotnych.
Poprzez różne zwroty akcji – okresy, gdy pracowałem jako muzyk, w biurze architektonicznym, jako doradca w urzędzie pracy – dobrnąłem na studia politologiczne na Uniwersytecie Strathclyde, zdobyłem tam stypendium na studia magisterskie i doktoranckie. Obecnie jestem doktorantem w dziedzinie polityki energetycznej. Koncentruję się na sprawiedliwości społecznej, równości i sprawieniu, aby technologie niskoemisyjne działały z korzyścią dla ludzi. Niewiele dzieciaków z osiedli w Forfar tu trafia.
Większość moich starych kumpli wciąż jest tam w domu, zajmując się pracą w swoich zawodach i wychowując dzieci. Niektórzy siedzą w więzieniu, po raz drugi lub trzeci. Inni przeszli przez piekło walki z narkotykami, piciem i problemami psychicznymi.
Uwielbiam Forfar, miejsce wspólnoty i bliskości. Ale jak każdy obszar koncentracji klasy robotniczej o wysokim poziomie deprywacji, charakteryzuje się on psychospołecznymi i ekonomicznymi złożonościami. Ludzie tacy jak ja, ludzie z klasy robotniczej, z miejsc takich jak Forfar, nieczęsto kończą na debatach z naukowcami i decydentami o tym, jak najlepiej projektować systemy energetyczne.
Często w ogóle nie kończymy w środowisku akademickim, a już na pewno nie w wysoko cenionych dziedzinach, takich jak badania zmiany klimatu i polityka energetyczna. Boże, czyż ja się o tym nie przekonałem.
Często czuję się nie na miejscu, kiedy porównuję swój własny akcent – naturalnie zuchwały północno-wschodni – z akcentem innych osób w mojej pracy; ogólnie reprezentujących klasę średnią, poprawny angielski. To jak butelka Buckfasta [taniego napoju winnego – przyp. tłum.] podczas degustacji win organicznych.
Przez lata łapałem się na tym, że „czyszczę” swój sposób mówienia, żeby się dopasować, a to coś, czego nienawidzę i z czym teraz walczę. Ale wzdrygam się, gdy wyobrażam sobie, co pomyśleliby przyjaciele z okolicy mojego dorastania, słysząc, jak gadam o dekarbonizacji i „sprawiedliwej transformacji” neutralnym tonem szkockiego reportera pogodowego.
Mieć jednocześnie syndrom oszusta w pracy, jak i czuć się klasowym zdrajcą – to doprowadza mnie szału.
Zabieranie miejsca
Kwestie energii i zmiany klimatu zostały zdominowane w Wielkiej Brytanii przez białą klasę średnią; mądrych ludzi, słusznie zaniepokojonych załamaniem się naszych systemów ekologicznych i pilną pracą, jaką potrzebujemy wykonać, aby ograniczyć emisje, nie mających bezpośrednio związków z realiami ubóstwa, nierówności i niesprawiedliwości, które są nieodłączne od problemów ekologicznych.
Bardziej radykalne przestrzenie dla aktywistów zajmują głównie ludzie będący kilka poziomów ponad długotrwałymi problemami społecznymi czy ekonomicznymi. Stworzyło to niepotrzebną przepaść między „zainteresowaniem uprzywilejowanych problemami klimatycznymi” przez słodziaków z klasy średniej a „prawdziwymi” obawami dotyczącymi niesprawiedliwości społecznej i ubóstwa, z którymi tak wielu ludzi zmaga się na co dzień.
A to nie są odrębne kwestie. Przyczyny i rozwiązania kryzysu klimatycznego odnoszą się do sprawiedliwości społeczno-ekonomicznej. Chociaż generują ułamek emisji powodowanych przez zamożne osoby i korporacje, najubożsi doświadczają najgorszych skutków zdrowotnych wynikających z zanieczyszczenia powietrza, płacą więcej za energię i są narażeni na ubóstwo energetyczne i wykluczenie z powodu zaniedbanego, nieodpowiadającego na potrzeby transportu publicznego. Dotyczy to w szczególności kobiet, osób niepełnosprawnych i osób niebiałych.
Ponieważ przemysł odmawia spełniania nowych celów w zakresie redukcji emisji, społeczności i pracownicy są zmuszani do ponownego przemyślenia kwestii własnej pracy zawodowej i lokalnych perspektyw. Ludzie znajdujący się na skraju tych społeczno-ekonomicznych skutków i systemowych niesprawiedliwości są znacznie mniej reprezentowani w przestrzeniach dyskusji o klimacie. To jest tragedia.
Równość i sprawiedliwość są nierozerwalnie związane ze zmianą klimatu. Mówimy o „sprawiedliwej” transformacji, o unikaniu pogłębiania się nierówności, gdy dbamy o czystość naszego postępowania, aby nikogo nie pozostawić w tyle. Ludzie ze środowisk akademickich, politycznych i aktywistycznych forsują tę perspektywę, ponieważ nasza praca na rzecz dekarbonizacji energetyki, przemysłu i transportu oferuje również prawdziwy potencjał społeczny.
Stworzenie rozbudowanego systemu transportu publicznego może ograniczyć emisje i połączyć wykluczone społeczności, tworząc miejsca pracy i wypoczynku. Termomodernizacja domów i instalowanie paneli słonecznych zmniejszy nasz ślad węglowy – i obniży rachunki za energię u najbardziej narażonych rodzin o niskich dochodach, zmniejszając w ten sposób ubóstwo.
Nowe zielone miejsca pracy nie tylko oczyszczą przemysł, zmniejszą bezrobocie i zbudują relacje między przemysłem a społecznością, aby utrzymać te społeczności przy życiu. Obniżenie emisji stwarza moment formacyjny, kluczowy do ponownego wyobrażenia sobie systemów społecznych i gospodarczych, naprawienia historycznych niesprawiedliwości i zajęcia się prawdziwymi problemami społecznymi.
Mamy teraz okazję, aby zmierzenie się z jednym z największych problemów świata pomogło zmniejszyć dotkliwość innego. Stworzenie zupełnie nowego zestawu narzędzi politycznych do walki z problemami ubóstwa i nierówności powinno ekscytować i angażować zarówno osoby zajmujące się polityką społeczną, jak i działaczy na rzecz walki z ubóstwem. Mnie to ekscytuje.
Podziały
A jednak rozłam ma się dobrze. Nie pogodziliśmy słodziaków z klasy średniej i „prawdziwych” problemów. Osoby znajdujące się na skraju ubóstwa i systemowej niesprawiedliwości są niedostatecznie reprezentowane, wykluczane z projektowania i prowadzenia kampanii na rzecz rozwiązań klimatycznych.
Zwycięzcy i przegrani transformacji energetycznej odzwierciedlają historyczne nierówności. Faworyzuje się kapitał i korporacje, pozostawiając kolejny raz na marginesie społeczności, pracowników i ludzi, którzy doświadczają niesprawiedliwości. Proces ten ma charakter systemowy – ale musimy wziąć za to odpowiedzialność.
Niewygodna prawda jest taka: nowe narzędzia sprawiedliwości mogą zdziałać tylko tyle, ile mogą, jeśli na placu budowy pracują ludzie bez doświadczenia niesprawiedliwości i nierówności. Nasz sektor pozostaje bardzo biały i bardzo klasośredni. To wpływa na rozwiązania, które projektujemy i akceptujemy. To przez to właśnie skupiliśmy się tak bardzo na „zielonych wyborach konsumenckich”. To dlatego mówimy o decyzjach dla gospodarstw domowych o średnich dochodach, zamiast naciskać na zmiany systemowe i wykorzystywać społeczne i ekonomiczne możliwości dla korzyści osób i społeczności z klasy robotniczej, które wiążą się z przejściem na gospodarkę zeroemisyjną.
Ponieważ w dyskusjach klimatycznych dominują głosy klasy średniej, skupiamy się na rozwiązaniach dla klasy średniej.
Jednak powtarzam: rozumiemy kwestie sprawiedliwości. Wiemy, gdzie leżą nierówności społeczno-ekonomiczne i słabości, rozumiemy, w jaki sposób karmią się one i są karmione problemem transformacji energetycznej. Wysłuchaliśmy społeczności, wysłuchaliśmy ich obaw i uwzględniliśmy je w naszych modelach, badaniach i materiałach kampanii.
To wszystko jest dobre, słuszne i odważne. Ale to zdecydowanie za mało. Zrozumienie tego nie spowodowało redystrybucji władzy i zasobów. Nie możemy dostarczać rozwiązań, które umożliwią prosperowanie wszystkim grupom społecznym, jeśli dyskusja obejmuje tylko jedną grupę.
Sprawiedliwe przejście do społeczeństwa zeroemisyjnego oznacza więcej niż zrozumienie, czym jest sprawiedliwość. Oznacza zaangażowanie większej liczby osób, które żyły w niesprawiedliwości, w projektowanie polityki, środowisko akademickie i aktywizm.
Nie możemy polepszyć sprawiedliwości klimatycznej „na odległość”, nawet przy najlepszych intencjach. Nadreprezentacja zamożniejszych społeczności w optyce klimatycznej może nas zaprowadzić tylko do połowy tej drogi.
Włączanie
Zmiana systemowa na taką skalę, jakiej potrzebujemy, aby walczyć z kryzysem klimatycznym – i to uczciwie – nie nastąpi, jeśli obejmie tylko beneficjentów obecnego systemu. Musimy włączyć do niej ludzi, którzy musieli wybierać między ogrzewaniem a jedzeniem, między ubraniem, wypoczynkiem i uzależnieniem.
Musimy zatrudniać ludzi ze społeczności wykluczonych i niedostatecznie reprezentowanych, nawet jeśli nie są „wykwalifikowani”. Aby skutecznie złagodzić zmiany klimatyczne, musimy sprawić, by ludzie z klasy robotniczej, którzy odczuwają najgorsze skutki społeczne i niesprawiedliwości, mogli kontynuować pracę przy łagodzeniu ich. Nie mam na myśli tylko słuchania o ich dotychczasowych doświadczeniach. Mam na myśli angażowanie takich ludzi w działania i tworzenie im możliwości do przewodzenia debacie i działaniu.
Z takim punktem wyjścia możemy lepiej agitować na rzecz prawdziwej redystrybucji i sprawiedliwości oraz projektować wyjścia, nie tylko w celu rozwiązania problemów klasy robotniczej, ale z ludźmi z klasy robotniczej przy stole. To nie jest nowy pomysł i z pewnością nie dotyczy wyłącznie klimatu, ale to coś, co musimy zrobić, aby rzucić wyzwanie wizerunkowi walki o klimat jako problemu jedynie klasy średniej – i wykorzystać tę szansę dla dobra społecznego i gospodarczego.
Możemy również pracować ciężej, aby rozszerzyć działalność, budując sojusze poza tradycyjnie należącymi do klasy średniej kręgami klimatycznymi, energetycznymi i ekologicznymi. Organizacje zajmujące się klimatem i środowiska badaczy potrafią być duszne. Lubimy rozmawiać z podobnymi sobie. Kiedy współpracujemy, to głównie z innymi kampaniami na rzecz klimatu i zrównoważonego rozwoju, z ministerstwami energii i środowiska itp. A ponieważ te przestrzenie są zdominowane przez klasę średnią, utrwala to cykl wykluczenia i pozbawia nas ważnych spostrzeżeń i możliwości współpracy.
Musimy współpracować z doświadczonymi działaczami na rzecz walki z ubóstwem, z grupami społecznymi, które nie walczą wcale o „zrównoważenie” czegokolwiek, z działaczami na rzecz sprawiedliwości społecznej i związkami zawodowymi oraz z całym społeczeństwem obywatelskim. Musimy oferować wizję sprawiedliwości społecznej zarówno ludziom „nieklimatycznym”, jak i „klimatycznym”.
Wielkie zmiany wymagają skoordynowanych działań ze strony szerokiego forum. Jeśli chcemy poważnie potraktować sprawiedliwą transformację, najpierw musimy poważnie podejść do kwestii sprawiedliwości.
Dobra wiadomość jest taka, że wprowadzenie tych zmian nie wymaga ogromnego wysiłku – poza całą zmianą systemową. Z łatwością możemy zatrudnić osoby bez tradycyjnych kwalifikacji do badań klimatu lub projektowania polityki. Możemy łatwo dotrzeć do działaczy na rzecz sprawiedliwości społecznej. Możemy z łatwością połączyć te różnorodne perspektywy, aby uzyskać bogatszą, bardziej ekspansywną, dostatnią i sprawiedliwą transformację.
Dlatego trzymam się mojego akcentu, nawet gdy zalewają mnie fale syndromu oszusta i zdrady klasowej.
Akcenty są ważne. Potrzebujemy więcej akcentów – takich jak mój oraz wielu innych – aby doprowadzić do przejścia do gospodarki zeroemisyjnej w sposób, który rozwiąże również problem ubóstwa i nierówności oraz stworzy nowe możliwości.
Jeśli pogodzimy te sprawy, staną się one znacznie większą sumą niż ich części.
W głębi serca nadal jestem dzieckiem z klasy robotniczej, choć pracuję w polu należącym do klasy średniej. Ale moje dwie strony nie są w konflikcie. Kiedy teraz wracam do Forfar, zauważam różne rzeczy. Za każdym razem widzę kilka paneli słonecznych więcej. Na wzgórzach dostrzegam jeszcze kilka turbin. Widzę moich przyjaciół i ich wspaniałe rodziny, i czuję to anty-nostalgiczne ukłucie, wiedząc, że niektórych członków starej społeczności już tam nie ma; straciliśmy ich.
U podstaw tego wszystkiego leży rozczłonkowanie, które nie powinno istnieć. Rozdźwięk między ekscytującymi nowymi technologiami i czystszą planetą z jednej strony, a ludźmi, którzy odnieśliby z nich największe korzyści, z drugiej.
Te kwestie nie są rozłączne. Wręcz przeciwnie. To nowe źródła energii, które tylko czekają na podłączenie do gniazdek.
Fraser Stewart
tłum. Magdalena Okraska
Tekst pierwotnie ukazał się na stronie internetowej ciwem.org. Tytuł polskiego przekładu został lekko zmodyfikowany.
Zdjęcie w nagłówku tekstu Benita Welter z Pixabay.
przez redakcja | niedziela 30 lipca 2023 | aktualności
Nadchodzą gigantyczne zmiany w prawie. Unia Europejska wymusi wprowadzenie do naszych przepisów domniemania zatrudnienia na etacie.
Jak informuje portal Business Insider, wymóg domniemania zatrudnienia na etacie wynika z projektu dyrektywy w sprawie poprawy warunków pracy za pośrednictwem platform internetowych dla pracowników takich jak kurierzy, kierowcy czy dostawcy jedzenia.
Takiego domniemania nie sposób ograniczyć jednak wyłącznie do zatrudnionych za pośrednictwem internetowych platform. Będzie ono miało zastosowanie do wszystkich zatrudnionych w polskiej gospodarce, zarówno w firmach prywatnych, jak i w sferze publicznej. Domniemanie zatrudnienia na etacie będzie więc dotyczyło zarówno 1 mln osób wykonujących w Polsce zlecenia, jak i ok. 1,5 mln prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.
przez redakcja | piątek 28 lipca 2023 | aktualności
UNESCO w najnowszym raporcie rekomenduje wprowadzenie globalnego zakazu używania smartfonów w szkołach.
Jak informuje Głos Nauczycielski, taki zakaz pomoże uczniom poprawić wyniki w nauce i zwiększy dyscyplinę na lekcjach. Rekomendacje zapisano w nowym raporcie UNESCO na temat szkolnictwa:”Global Education Monitor”. Organizacja ostrzega w nim przed nadmiernym wykorzystywaniem technologii w edukacji. Według UNESCO nadmierne korzystanie ze smartfonów wiąże się z obniżaniem wyników w nauce i ma negatywny wpływ na stabilność emocjonalną dzieci. Poważnym problemem, według organizacji, staje się też cyberprzemoc dzieci wobec dzieci, z którą szkoły nie potrafią sobie radzić.
Według raportu UNICEF, technologie cyfrowe w ogóle, w tym sztuczna inteligencja, muszą być podporządkowane „wizji edukacji skoncentrowanej na człowieku” – nie mogą zastępować bezpośredniej interakcji z nauczycielem.
UNESCO wskazuje jednocześnie, że spośród dwustu krajów, które zostały uwzględnione w raporcie, jedna szósta wprowadziła dotychczas ograniczenia dotyczące używania smartfonów w szkołach. Wśród nich jest między innymi Francja, która zakazała telefonów uczniów w 2018 roku, i Holandia, która wprowadza taki zakaz od nowego roku.
15 lipca, w światowym dniu Bez Telefonu Komórkowego, Instytut Spraw Obywatelskich wystosował specjalny apel do MEiN, w którym zaproponował wprowadzenie odgórnego zakazu używania przez dzieci telefonów komórkowych w szkołach. „To statut szkoły określa zasady ich używania w placówce” – odpowiedziało Ministerstwo Edukacji i Nauki.
przez redakcja | czwartek 27 lipca 2023 | aktualności
Średnio w ciągu 2022 roku statystyczny mieszkaniec Polski podróżował koleją przynajmniej 9,1 razy, czyli odbył niemal o trzy podróże więcej niż rok wcześniej.
Jak podaje Urząd Transportu Kolejowego, w 2022 roku z usług kolei skorzystało 342,2 mln osób – najwięcej w tym stuleciu. Pociągiem najwięcej osób podróżowało w województwie mazowieckim (96,4 mln) i pomorskim (63,6 mln). Największą dynamikę wzrostu liczby pasażerów rok do roku odnotowano w województwie podkarpackim (73 proc.), małopolskim (64 proc.) i lubelskim (55 proc.).
Jednocześnie UTK zaznaczył, że wskaźnik wykorzystania kolei w Polsce nadal jest poniżej średniej europejskiej, co pokazuje duży potencjał do rozwoju przewozów pasażerskich w naszym kraju.
UTK podał, że koleją najczęściej podróżowali mieszkańcy Szwajcarii (50,1 razy w ciągu roku), Luksemburga (33,6 razy) i Danii (31,3 razy).