Tam też będą zwalniać

Tam też będą zwalniać

Wielki koncern farmaceutyczny zapowiada grupowe zwolnienia w swoim oddziale w Poznaniu.

Jak informuje portal epoznan.pl, w stolicy Wielkopolski szykują się duże zwolnienia w tamtejszym oddziale koncernu GSK. To jeden z globalnych potentatów farmaceutycznych, należący głównie do kapitału brytyjskiego.

W swoim poznańskim oddziale planuje on zwolnienia grupowe. Pracę ma stracić 150-200 osób. Całe zatrudnienie w firmie wynosi 2500 osób. Pracę mają stracić przede wszystkim osoby zatrudnione w pracy biurowej i przy obsłudze technicznej internetowego aspektu działań tego zakładu koncernu. Dzieje się tak, pomimo że informuje, iż jej polski oddział należy do najszybciej rozwijających się.

O wolność. Polskie socjalistyczne formacje zbrojne 1917–1920

Można zaryzykować stwierdzenie, że cały etos dawnej Polskiej Partii Socjalistycznej, wyrosły tyleż z marksizmu, co z polskiej tradycji romantycznej, zawiera się w jednym słowie: WOLNOŚĆ.

Wolność ta miała różne wymiary: społeczny, dążący do wyzwolenia pracy spod kapitalistycznej eksploatacji; narodowy, a więc walkę z uciskiem zaborcy; indywidualny, czyli zapewnienie jednostce swobód obywatelskich i praw demokratycznych; wreszcie duchowy, wyrażający się w antyklerykalizmie socjalistów. Polskę pepeesowcy postrzegali jako ofiarę potrójnego zniewolenia – przez kapitał, kościół i obcy despotyzm. Drogę wyzwolenia widzieli w walce zbrojnej.

Nic dziwnego, że spośród polskich sił politycznych Polska Partia Socjalistyczna miała najbujniejsze tradycje stosowania przemocy. Antycarska działalność bojowo-spiskowa (czy, jak kto woli, „terrorystyczna”) PPS jest jednak szeroko znana i była wielokrotnie opisywana, dlatego pozwolę sobie wspomnieć ją tylko skrótowo w kilku zdaniach. Już w 1904 roku partia zaczęła tworzyć Samoobronę Robotniczą, później przekształconą w Organizację Spiskowo-Bojową (Techniczno-Bojową). Józef Piłsudski uczynił z Organizacji Bojowej PPS jedną z największych grup terrorystycznych ówczesnej Europy, liczącą – jak wykazał Jerzy Pająk – nie mniej niż 7631 bojowców. Po upadku rewolucji 1905 roku socjaliści zaangażowali się w działalność Związku Strzeleckiego, którego koła robotnicze skupiały 1500 członków. W czasie I wojny światowej członkowie PPS utworzyli Oddział Lotny Wojsk Polskich, masowo też wstępowali w szeregi Polskiej Organizacji Wojskowej. Utworzona z inicjatywy „towarzysza Ziuka”, jak nazywano Piłsudskiego, POW początkowo była uważana za zalążek przyszłej armii ludowej.

Stopniowo jednak w kierownictwie PPS zaczął narastać dystans wobec piłsudczyków, wyraźnie realizujących własną politykę, coraz bardziej odległą od marksizmu. W lutym 1917 roku Centralny Komitet Robotniczy PPS zdecydował o odbudowie samodzielnej organizacji zbrojnej. Tadeusz Szturm de Sztrem na bazie dawnego Centralnego Oddziału Lotnego zorganizował bojówkę pod komendą Józefa Korczaka. Po XIII zjeździe partii (7–10 czerwca 1917 roku) prace organizacyjne przyspieszyły. W grudniu ukonstytuował się Centralny Wydział Bojowy PPS, w skład którego weszli Tomasz Arciszewski, Stanisław Jarecki, Józef Kobiałko, Bronisław Ziemęcki, Korczak i Szturm de Sztrem. Centralnemu Wydziałowi podlegały: dział organizacyjny tworzący struktury w terenie (13 wydziałów okręgowych) i prowadzący wywiad, dział techniczny odpowiedzialny za logistykę (m.in. laboratorium materiałów wybuchowych, składy broni, szkoła bojowa, biuro paszportowe) oraz Sztab Bojowy, planujący i przeprowadzający akcje zbrojne. Podstawową jednostkę Pogotowia Bojowego PPS stanowiła „szóstka”. Jesienią 1918 roku liczbę bojowców oceniano na 1500.

Bojówka PPS prowadziła żywą i zróżnicowaną działalność. Już w 1917 r. chroniła demonstrację pierwszomajową w Łodzi, a w październiku tego roku – obchody stulecia śmierci Tadeusza Kościuszki. Przeprowadzała akcje sabotażowe, niszcząc m.in. transformator na ul. Chłodnej w Warszawie w lutym 1918 roku. Odbijała uwięzionych towarzyszy, np. jesienią 1918 roku uwolniła skazanego na śmierć bojowca Nowakowskiego ze Szpitala Dzieciątka Jezus. Istotną rolę odgrywały ekspropriacje, z których największa (300 tys. koron!) miała miejsce w październiku 1918 roku w Garbowie. Schwytany podczas tej akcji Stanisław Dzięgielewski był przez żandarmów torturowany tak, że ochromiał; nie przeszkodziło mu to jednak później brać udziału w powstaniach śląskich. Pogotowie miało też na koncie zamachy terrorystyczne – zabójstwa szpicli i funkcjonariuszy władz okupacyjnych: naczelnika niemieckiej policji politycznej w Warszawie Ericha Schultzego (1 października 1918 roku), komisarza niemieckiej tajnej policji Żychlińskiego w Warszawie (dwa dni później), komisarza austro-węgierskiej tajnej policji Terleckiego w Lublinie.

W obliczu zbliżającego się wyzwolenia Rada Partyjna PPS w październiku 1918 roku podjęła decyzję o utworzeniu masowej Milicji Ludowej. Od połowy października Wydział Bojowy przeprowadzał reorganizację Pogotowia Bojowego, tworząc w dzielnicach i fabrykach rezerwy milicyjne. „Komitety dzielnicowe […] upatrzyły już sobie lokale, które zajmą w chwili przewrotu, przepędzając z nich […] instytucje niemieckie” – wspominał Zygmunt Zaremba. Pogotowie zajęło m.in. 10 listopada 1918 r. redakcję i drukarnię dziennika „Godzina Polski” przy ul. Wareckiej 7 na potrzeby PPS-owskiego „Robotnika”. W miarę rozkładu okupacji oddziały Milicji ujawniały się, rozbrajając okupanta i przejmując władzę w wielu miejscowościach. 1 listopada ML powstała w Radomiu (komendant Stanisław Kępisz, potem Józef Grzecznarowski), 6 – w Lublinie (komendant Stefan Kirtiklis), 7 – w Dąbrowie Górniczej (komendant Maksymilian Szyprowski, potem Bronisław Galbasz) i Częstochowie (Antoni Wołowski), 12 – w Pabianicach, 13 – w Łodzi (komendant Aleksander Napiórkowski, potem Władysław Konopczyński) i Warszawie, 14 – w Płocku.

Początkowo głównym ośrodkiem Milicji był Lublin. Do jej organizatorów należeli tam Marian Buczek, Adam Landy, Tadeusz Puszczyński i Władysław Uziembło, jednak w połowie listopada Komenda Główna (komendant Józef Korczak) i Sztab Główny (szef Stanisław Jarecki) ML zostały utworzone w Warszawie – najpierw przy ul. Oboźnej, potem w Pałacu Staszica. Komenda Główna przystąpiła do tworzenia jednolitej ogólnokrajowej struktury Milicji opartej na komendach okręgowych i obwodowych, dokonując zarazem podziału sił na część stałą (umundurowaną i skoszarowaną) oraz rezerwę. Ponieważ w Radomiu ML skonfiskowała znaczny zapas czarnego sukna, mundury miały kolor czarny. Podstawową jednostką była sekcja (7–12 milicjantów), trzy sekcje tworzyły pluton, trzy plutony – kompanię, trzy kompanie – batalion. W Warszawie powołano Komendę Okręgu Warszawskiego, której podlegał tzw. I legion (w sile 4 kompanii) i 9 komend dzielnicowych, w sumie 900 osób. ML w Radomiu miała liczyć 1500 milicjantów, w Dąbrowie Górniczej – 830, w Płocku – 500, w Lublinie – 324, w Siedlcach – ponad 150. Zakładano, że na początku grudnia 1918 roku Milicja będzie dysponować łącznie 6 tysiącami skoszarowanych i 10 tysiącami rezerwy.

Nowa formacja miała mieć podwójny charakter: zarazem partyjny i publiczny, co wynikało z faktu aspirowania przez socjalistów do roli czołowej siły w Polsce niepodległej. Mieczysław Niedziałkowski przyznawał po latach, że Milicja początkowo „miała zabarwienie partyjne, jako spadkobierczyni dawnej Milicji Ludowej PPS”. Charakterystyczne, że Milicja chroniła manifestacje PPS. „Tymczasowy regulamin wewnętrzny” formacji stanowił, że Milicja „formowana jest […] z czynnych członków PPS i jej najbliższych sympatyków, a podlega politycznemu i technicznemu kierownictwu Polskiej Partii Socjalistycznej”. Organ żydowskiej partii robotniczej Bund stwierdzał: „Milicja Ludowa – jest Czerwoną Gwardią, w jej lokalu wisi czerwony sztandar, przyjmuje się jedynie ludzi rekomendowanych przez partie socjalistyczne”. Zarazem ML miała być organem ludowego samorządu, a nawet „organizacją zbrojną ludu mającą zastąpić wojsko stałe”. Natomiast w ocenie komunistów PPS organizowała Milicję mając na celu „utrzymanie mas pracujących w karbach posłuszeństwa wobec władz państwa burżuazyjnego”.

W rzeczywistości Milicja Ludowa powstawała żywiołowo, tworzona przez różne elementy. Pod szyldem ML były formowane oddziały z inicjatywy Polskiej Organizacji Wojskowej, Rad Delegatów Robotniczych, Tymczasowego Rządu Ludowego; w Żyrardowie Milicja powstała na podstawie porozumienia między PPS a Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy. Różnoraki skład skutkował chaotycznymi konfliktami ML nie tylko z prawicą (np. Strażą Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie), lecz także z komunistyczną Czerwoną Gwardią (w Dąbrowie Górniczej), wojskiem (w Ząbkowicach, Garwolinie, Dęblinie i Zagłębiu Dąbrowskim), a nawet z bliską ideowo POW (Żyrardów, Lubartów, Płockie).

W tych warunkach pojawiły się projekty uregulowania statusu Milicji. Płynęły one z dwóch stron. PPS chciała dla swej formacji monopolu na egzekwowanie prawa, np. dzielnica powązkowska partii domagała się 23 listopada 1918 roku rozwiązania żandarmerii i bojówek endeckich oraz przekazania ich zadań Milicji. Także problemy aprowizacyjne i logistyczne wymuszały szukanie oparcia w państwie, dlatego Sztab Główny ML – wbrew oporowi lewicy (Adam Landy, Wacław Fabierkiewicz, Zygmunt Zaremba) – wystąpił z propozycją podporządkowania się Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Zarazem, jak wspominał Niedziałkowski, „rząd upaństwowił Milicję Ludową w momencie silnego napięcia walk partyjnych, […] [gdy] uznał, że musi mieć pewną, oddaną sobie siłę egzekucyjną”. Dlatego Norbert Barlicki 30 listopada wystąpił z postulatem upaństwowienia ML „dla ochrony i zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa ludności miast i wsi, walki z wszelkimi przejawami bezrządu społecznego”. 5 grudnia wydano dekret, w myśl którego „Milicja Ludowa obejmuje pieczę nad utrzymaniem porządku i bezpieczeństwa w kraju, współdziała w razie potrzeby z zależnymi od ciał samorządowych milicjami miejskimi i powiatowymi, do których należy przede wszystkim spełnianie zadań policji miejscowej”.

Socjaliści sądzili, że upaństwowienie ML, połączone z rozbrojeniem bojówek prawicowych, zapewni lewicy udział we władzy, jednak w rozgrywkę włączył się jeszcze jeden czynnik. Mianowany 13 grudnia 1918 roku komendantem Milicji kpt. Ignacy Boerner „miał od Naczelnego Wodza instrukcję tajną sformułowania pod etykietką Milicji Ludowej zespołu zbrojnego z partyjnych bojówek wszelkich odcieni. Organizacja ta miała również wchłonąć w swe szeregi różnorodne elementy ochotnicze o ciemnej mniej lub więcej przeszłości, posiadające broń po okupantach. […] Ppłk Boerner otrzymał od Naczelnego Wodza rozkaz rozbrojenia swych podkomendnych w przeciągu pół roku, przy czym elementy odpowiednie miały być wcielone do wojska regularnego, reszta zaś ulokowana w więzieniach lub pozbawiona broni”.

Pacyfikacja Milicji Ludowej nie postępowała jednak bez oporów. Radykalizm milicjantów pchał ich do konfliktów z bojówkami prawicy (warszawską Strażą Narodową, żyrardowską Strażą Obywatelską), ale też z regularnym Wojskiem Polskim: pod koniec grudnia ML rozbroiła szwadron ułanów w Błoniu, doszło też do starcia z żołnierzami w Kozłowie. Dążąc do zapewnienia sobie monopolu, Milicja rozbrajała też formacje komunistyczne, np. w Zagłębiu Dąbrowskim czy w Warszawie. Kulminacja konfliktu nastąpiła podczas nieudanej próby prawicowego puczu na początku stycznia 1919 roku. W Radomiu zaalarmowana tym faktem Milicja Ludowa pod wodzą Józefa Grzecznarowkiego zaatakowała w nocy z 6 na 7 stycznia koszary 26. pułku piechoty; do krwawych walk doszło też w Żyrardowie.

Ciosem dla planów PPS była porażka w wyborach do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1919 roku, w których partia uzyskała zaledwie 9,1 procent głosów. Rozczarowanie doprowadziło do zawiązania się w szeregach ML pepeesowskiej konspiracji, która w marcu przekazała partii 400 rewolwerów. Milicjanci wspierali strajk w Warszawie 8 lutego 1919 roku, w marcu demonstrowali w Zagłębiu Dąbrowskim, Żyrardowie i Lublinie, z czerwonymi kokardami na mundurach, brali udział w manifestacjach pierwszomajowych. W szeregach Milicji pojawiły się wpływy Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Marian Buczek wywiózł broń z magazynów milicyjnych w Lublinie, a następnie wysadził je w kwietniu 1919 roku, by zatrzeć ślady.

Nastrojów rewolucyjnych jednak nie było, fala rewolucji już opadała. Socjalista Marian Jasiński (który w grudniu 1917 r. był dowódcą ochrony Smolnego – ówczesnej głównej kwatery bolszewików) w rozmowie z bolszewickim liderem Karolem Radkiem tłumaczył: „Dopóki z Niemiec grozi kontrrewolucja niemiecka, rewolucja w Polsce jest niepodobieństwem. Równałaby się zagładzie Polski. Trzeba bronić niepodległości kraju”. Już w marcu 1919 roku została rozbrojona Milicja Ludowa w Zagłębiu Dąbrowskim. Wyzwaniem, przed jakim stanęła ML, była obrona kraju. Część z 23 tysięcy milicjantów zgłosiła się na ochotnika na front czeski lub białoruski. Inni jednak sprzeciwiali się militaryzacji – w maju bezwzględnie stłumiono bunt batalionu Milicji pod Pińskiem. 1 lipca formacja została ostatecznie zlikwidowana.

Osobną kartę stanowią zbrojne działania socjalistów w obronie granic odradzającej się Rzeczypospolitej. Pierwszym chronologicznie przykładem stał się udział socjalistów w obronie Śląska Cieszyńskiego przed agresją czechosłowacką w styczniu 1919 roku. Polska Milicja Księstwa Cieszyńskiego, choć miała charakter ponadpartyjny, powstała z inicjatywy działacza Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Tadeusza Regera, a rekrutowała się głównie z górników zagłębia karwińskiego i hutników okręgu trzynieckiego. W walkach z najazdem brali udział m.in. członkowie lewicowego Stowarzyszenia Młodzieży Robotniczej „Siła”. Jedną z form oporu przeciw Czechosłowakom był strajk kopalń Karwiny. Pozwalało to armii czechosłowackiej głosić, że wkracza, by ratować Śląsk przed anarchią i bolszewizmem.

Podczas wojny polsko-bolszewickiej PPS, choć krytyczna wobec wyprawy kijowskiej Piłsudskiego, w obliczu ofensywy Armii Czerwonej przystąpiła do organizowania oporu. Już w lipcu 1920 roku powołała Wydział Wojskowy z Tomaszem Arciszewskim i Jędrzejem Moraczewskim na czele, a na początku sierpnia Robotnicze Komitety Obrony Niepodległości (Robotniczo-Włościańskie Komitety Walki z Najazdem) w Warszawie, Lublinie i Płocku. Organizacje te prowadziły werbunek ochotników do walki z bolszewikami. W samej Warszawie zgłosiło się 1624 robotników, z których uformowano Robotniczy Pułk Obrony Warszawy, przekształcony następnie w 202. pułk piechoty. Podobna jednostka powstała w Lublinie. W innych częściach kraju Biuro Werbunkowe PPS przyjęło 1643 ochotników, którzy zostali skierowani do 201. pułku piechoty pod komendą Adama Koca. Jak napisał „Kurier Warszawski”: „PPS zaprowadza w pułkach przez siebie zwerbowanych i organizowanych regulamin socjalistyczny, zalecając żołnierzom przemawiać do przełożonych słowami »Towarzyszu komendancie«”. Oprócz jednostek regularnych, socjaliści formowali też oddziały partyzanckie. Z inicjatywy Mariana Zyndram-Kościałkowskiego działacze Polskiego Stronnictwa Ludowego „Wyzwolenie” i PPS utworzyli tajny Związek Obrony Ojczyzny, organizujący antybolszewickie grupy dywersyjne na tyłach wroga: w Łomżyńskiem, Płockiem, Białostockiem, Siedleckiem. Pepeesowcy powołali też I Oddział Partyzancki ZOO w okręgu łódzkim. Dowódcą jednego z takich oddziałów był Antoni Wołowski – bojowiec Pogotowia, funkcjonariusz Milicji, powstaniec śląski – rozstrzelany przez czerwonoarmistów pod Wyszkowem w sierpniu 1920 roku.

Najdobitniej jednak zaznaczyli socjaliści swój udział w walkach o Górny Śląsk. Był to obszar szczególny, na którym ukształtowało się zjawisko tzw. etnoklas, czyli pokrywania się podziałów narodowościowych ze społecznymi. W postfeudalnej strukturze społecznej Górnego Śląska ziemiaństwo i mieszczaństwo było niemieckie, co sprawiało, że awans społeczny automatycznie wiązał się z germanizacją. Tę klarowną regułę zaburzył dynamicznie rozwijający się proletariat – wywodzący się ze wsi górnicy i hutnicy nie tylko nie wyrzekali się swego języka, ale bardziej niż chłopi byli skłonni identyfikować się z polskością. Działacz plebiscytowy Teodor Tyc pisał: „Na żadnym obwodzie przemysłowym świata nie ciąży tak wyraźne piętno dwoistości sił, które do jednej pracy są tu sprzężone – dwoistości świata panów i niewolników. Nie ma tu świadomej pracy jednego narodu. Akcjonariuszem, dyrektorem, inżynierem, dozorcą – słowem frakowcem, śmietanką, jaśnie panem jest Niemiec. Polak może być robotnikiem, szleperem, proletariuszem, pariasem, chacharem”. Nic dziwnego, że Górny Śląsk odgrywał pierwszoplanową rolę w programie polityki zagranicznej PPS – o ile socjaliści dystansowali się od ekspansji na wschodzie, postrzeganej jako obrona majątków polskich obszarników, to w pełni solidaryzowali się z postulatem przyłączenia do Polski proletariackiego Śląska.

W trakcie I powstania śląskiego powstał z inicjatywy Kazimierza Pużaka Komitet Opieki nad Powstańcami. Tomasz Arciszewski przybył do przygranicznego Sosnowca już 18 sierpnia 1919 roku, by pokierować pomocą partii dla powstańców. Niebawem dotarli tam Tadeusz Hołówko i Tadeusz Szturm de Sztrem, których zadaniem było zorganizowanie oddziałów dywersyjnych. W tym celu grupa socjalistów (bracia Julian, Izydor i Edmund Grobelni, Edmund Rogoziński, Henryk Rutkowski, Walenty Bień, Leon Ślązak, Franciszek Hamankiewicz, Józef Grabowski) uruchomiła produkcję materiałów wybuchowych, początkowo w Warszawie przy ul. Śliskiej, od czerwca 1920 roku w Sosnowcu przy ul. Mariackiej. Wytwórnia została podporządkowana Tadeuszowi Puszczyńskiemu ps. „Wawelberg”.

Puszczyński, członek PPS od 1913 roku, POW od 1915 roku i Milicji Ludowej od stycznia 1919 roku, w kwietniu 1920 roku został kierownikiem Wydziału Plebiscytowego B, kierującego z ramienia Oddziału II Sztabu Generalnego działaniami Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. W Wydziale znaleźli się też inni socjaliści: były członek ML Henryk Krukowski (kierownik Referatu I), Marian Kenig (kierownik Referatu I), Wacław Bruner (kierownik Referatu I). W Szefostwie Sztabu POW GŚ powołano Referat Broni (na czele którego stanął kolejny milicjant Wacław Wardaszko) i Referat Zadań Specjalnych (kierownik Stanisław Machnicki, wcześniej w Pogotowiu Bojowym). W październiku 1920 roku „Wawelberg” zrezygnował ze stanowiska, by od grudnia wspólnie z Machnickim organizować sabotażowo-dywersyjny Referat Destrukcji. Puszczyński, tworząc referat, opierał się głównie na socjalistach. Szkolenie kadr prowadzili dawni członkowie Pogotowia Bojowego: Szturm de Sztrem, Józef Kobiałko, Franciszek Konieckiewicz, Władysław Lizuraj, Antoni Purtal, Stanisław Pelc, Ludwik Romanowski. W maju 1921 roku powstała Grupa Destrukcyjna „Wawelberga” złożona z trzech podgrup: „Północ” (Lucjan Miładowski), „Południe” (Stanisław Baczyński) i „Wschód” (Dobiesław Damięcki).

Wśród bojowców Referatu szczególnie wyróżniała się grupa działaczy Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej: Wacław Bruner, Wacław Wardaszko, D. Damięcki, Stanisław Dubois, Przemysław Głębicki, Tadeusz Janiszewski, Michał Kaczorowski, Kazimierz Kuszell, Stanisław Leśniewski, Bohdan de Nisau, Tadeusz Paszkowski, Stanisław Pelc, Stanisław Saks, Marian H. Serejski, Józef Szymański, Lucyna Woliniewska. W swej odezwie z 10 listopada 1920 roku oznajmiali: „Idziemy do walki o Górny Śląsk z hasłami […] [walki] o wyzwolenie i zjednoczenie narodowe, o spotęgowanie siły proletariatu polskiego, o zwycięstwo demokracji i postępu, o Polskę pracy”.

Byli to ludzie nietuzinkowi. Weźmy na przykład Henryka Krukowskiego – na kanwie jego życiorysu można by nakręcić serial sensacyjny. Członek Polskiej Partii Socjalistycznej, a zarazem harcerz (w latach 1912–1915 drużynowy „czerwonej drużyny” patronackiej PPS) działał w Związku Strzeleckim. W 1915 roku zaciągnął się do 1. pułku ułanów Władysława Beliny-Prażmowskiego w Legionach. W lipcu 1917 roku, po kryzysie przysięgowym, gdy legioniści odmówili złożenia przysięgi na wierność Niemcom, wstąpił do POW. W listopadzie 1918 roku odnalazł się w Milicji Ludowej, z której w kwietniu 1920 roku Puszczyński ściągnął go na Śląsk. W III powstaniu był dowódcą jednostki bojowej w podgrupie destrukcyjnej „Północ”. Po wojnie w latach 1922–1925 studiował leśnictwo na SGGW, potem przez dwa lata przebywał w Amazonii, a po powrocie do kraju był nadleśniczym w Puszczy Białowieskiej. We wrześniu 1939 roku został zmobilizowany, ale nie zdążył dotrzeć do pułku. Wstąpił do konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej. Gdy w 1942 roku musiał uciekać przed aresztowaniem, jego losy przypominały epopeję Franka Dolasa z komedii „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”: najpierw trafił do Austrii, potem spędził rok w jugosłowiańskiej partyzantce komunistycznej Tito. Przerzucony do włoskiego Bari, w 1943 roku wstąpił do 3. Dywizji Strzelców Karpackich i walczył pod Monte Cassino jako dowódca rozpoznania. W 1947 roku wrócił do Polski, gdzie schronił się w lesie – ale nie jako „żołnierz wyklęty”, lecz leśnik – i pracował tam do 1960 roku.

Ciekawą postacią był też Bohdan de Nissau. Od 1914 roku należał do PPS Frakcja Rewolucyjna, w 1919 roku wstąpił do ZNMS. W kwietniu 1920 roku znalazł się na Śląsku, gdzie współredagował socjalistyczną „Gazetę Robotniczą”. Jego radykalizm sprawił, że przez władze partii został – podobnie jak Saks – oskarżony o komunizm; wystąpił wówczas z PPS, ale nie opuścił obszaru plebiscytowego. W listopadzie 1920 roku znalazł się w Referacie Destrukcji, w III powstaniu walczył w szeregach podgrupy destrukcyjnej „Północ”. Po powstaniu został wybrany do kierownictwa ZNMS, w 1922 roku wstąpił też do KPRP. Z ramienia kompartii organizował Niezależną Partię Chłopską w Lubelskiem, a od 1927 roku rozłamową PPS-Lewicę. Niebawem musiał uciekać do ZSRR, ale tam też dał znać o sobie jego niepokorny duch – de Nissau został oskarżony o trockizm i skazany na łagier. Zmarł w 1943 roku.

Najsilniejszy kontyngent socjalistów – obok ZNMS-owców z Warszawy byli to też miejscowi proletariusze, jak górnik Wilhelm Chrobok – znalazł się w podgrupie destrukcyjnej „Północ”. Do brawurowych akcji tego komanda należało m.in. wysadzenie mostu na trasie Gogolin – Strzelce Opolskie pod Kalinowem, torów linii kolejowej Opole – Strzelce Opolskie pod Szymiszowem, mostów w Kamieniu Śląskim i Poznowicach. W działaniach podgrupy można też odnaleźć rys walki klasowej. Obiektem ataku dynamitardów z „Północy” stały się pałacyk dyrektora wapienników w Szymiszowie i pałac grafa Strachwitza w Izbicku.

Oczywiście socjaliści byli obecni nie tylko w elitarnych jednostkach specjalnych Powstania. Większość służyła we frontowych oddziałach Wojsk Powstańczych lub na zapleczu frontu. Roman Motyka wspominał dziesięć lat później ten okres: „Niejednemu naszemu członkowi zbiry orgeszowskie [niemieccy bojówkarze – przyp. J.T.] ukróciły życie. […] Odnieśliśmy zwycięstwo, choć niejeden drogi nam członek stracił życie, choć wysadzono w powietrze domki naszych towarzyszy”. Dopatrywać można się też podskórnego wpływu socjalistów – raczej ideowego niż politycznego – na bunt Grupy Wojsk Powstańczych „Wschód” (nie mylić z podgrupą destrukcyjną o tej samej nazwie) pod dowództwem Karola Grzesika i Michała Grażyńskiego 3 czerwca 1921 roku. Zbuntowani przeciw dyktatorowi powstania Wojciechowi Korfantemu oficerowie łączyli radykalizm narodowy (sprzeciw wobec wygaszania powstania) ze społecznym (pomysły uspołecznienia przemysłu). Wątek ten zasługuje jednak na odrębny artykuł.

Różne były późniejsze losy bojowców Pogotowia i Milicji. Jedni związali się z dryfującą na prawo piłsudczyzną, jak oskarżany o powiązania z defensywą (kontrwywiadem) Marian Malinowski czy Stanisław Jarecki, który u schyłku Drugiej Rzeczypospolitej został wojewodą stanisławowskim. Inni poszli w przeciwnym kierunku. Czesław Trojanowski – uczestnik zamachu na Schultzego, potem odznaczony Śląską Wstęgą Waleczności i Zasługi – w 1926 roku został oskarżony o działalność komunistyczną i wysadzenie arsenału w forcie na Żoliborzu. Tą samą drogą podążył Marian Buczek, w PRL czczony jako symbol komunistycznego patriotyzmu. Zdecydowana większość członków bojówki pozostała jednak wierna sztandarowi Socjalizmu i Niepodległości – Szturm de Sztrema odnajdziemy jako organizatora socjalistycznej konspiracji Wolność Równość Niepodległość w czasie II wojny światowej, Arciszewskiego jako „nieprzejednanego” premiera rządu emigracyjnego.

Druga Rzeczpospolita, którą z bronią w ręku współtworzyli socjaliści, nie stała się wymarzoną przez nich Polską Ludową, Polską „szklanych domów”. Niemniej jednak PPS odcisnęła wyraziste piętno na jej kształcie. Już manifest Tymczasowego Rządu Ludowego w Lublinie pchnął odradzającą się Polskę na postępowe tory, zapewniając republikańską formę rządów, pełne równouprawnienie wszystkich obywateli bez różnicy pochodzenia, wiary czy narodowości, wolność sumienia, słowa, zgromadzeń, zrzeszania się i strajków, powszechne prawo wyborcze – także kobiet (tymczasem np. we Francji kobiety mogły głosować dopiero w 1946 roku). Dekret z 23 listopada 1918 roku zapewniał polskim robotnikom najkrótszy w Europie 46-godzinny tydzień pracy, 3 stycznia 1919 roku wprowadzono ochronę pracowników, ustanawiając państwową inspekcję pracy i sądy pracy, 16 stycznia 1919 roku została wydana ustawa o ochronie lokatorów. W 1922 roku zapewniono pracownikom (wcześniej niż w wielu krajach zachodnioeuropejskich!) płatne urlopy wypoczynkowe. Dwa lata później uchwalono ustawę o pracy chronionej, wprowadzającą m.in. 6-godzinny dzień pracy młodocianych, urlopy macierzyńskie dla kobiet, zakaz wykonywania przez kobiety i młodzież prac uciążliwych i szkodliwych dla zdrowia. Dodajmy do tego rozbudowany (a współfinansowany z budżetu państwa) system ubezpieczeń społecznych zapewniający pracownikom pomoc leczniczą (Kasy Chorych), zasiłki chorobowe i połogowe, świadczenia emerytalne, renty powypadkowe. Dodajmy budownictwo komunalne. Dodajmy obowiązkową i bezpłatną szkołę powszechną (ustawa z 7 lutego 1919 roku). Te socjalne zdobycze klasy pracującej zostały okupione również krwią bojowców Pogotowia i ludowych milicjantów.

dr hab. Jarosław Tomasiewicz

Życie i dzieło Edwarda Abramowskiego

Życie i dzieło Edwarda Abramowskiego

Maria Dąbrowska - Życie i dzieło Edwarda Abramowskiego

Wznowiona pierwszy raz od roku 1925 broszura Marii Dąbrowskiej o Edwardzie Abramowskim. Jest to hołd złożony przez słynną pisarkę jednemu z najbardziej inspirujących polskich myślicieli i zarazem jednemu z intelektualnych patronów Dąbrowskiej, którego poglądom była wierna przez całe życie. To tekst unikatowy, niemal nieznany i nieczytany od lat. W nowej edycji całość została opatrzona posłowiem wydawcy. Opisuje ono związki Dąbrowskiej i Abramowskiego, historię fascynacji autorki „Nocy i dni” poglądami Abramowskiego oraz podejmowane przez nią wielokrotne wysiłki na rzecz propagowania jego dorobku – od początków drugiej dekady XX wieku aż po koniec lat 50.

Broszurę w wersji papierowej można zdobyć kupując kwartalnik „Nowy Obywatel” nr 15 (66).

Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Leon Harmel – wiara katolicka i sprawiedliwość społeczna

Szukając początków katolickiej myśli społecznej w nowożytnej Francji, należy cofnąć się na próg XIX wieku. Wówczas to kontrrewolucjoniści i tradycjonaliści walcząc z ideami rewolucyjnymi zaczynają wskazywać na społeczny wymiar chrześcijaństwa. Joseph de Maistre zarysuje dla Europy alternatywę chrześcijaństwo albo niewolnictwo1, uznając, iż tertium non datur. François Rene de Chateubriand i François- Emanuel Fodere zaapelują o przywrócenie chrześcijaństwu jego społecznego charakteru, jako najlepszego remedium na bolączki ówczesnego życia. Louis de Bonald wezwie zaś do wskrzeszenia organizacji korporacyjnej, chcąc niejako ponownie osadzić coraz bardziej wykorzenianego człowieka w jakimś kontekście społecznym.

Od samego początku mamy do czynienia z poważnymi tarciami oraz sporami, różnorakimi rozwiązaniami i grupami pojawiającymi się w łonie myśli katolickiej. Zainteresowania społeczne nie stanowią domeny li tylko tradycjonalistów, wkrótce wyodrębnia się chociażby nurt liberalizmu katolickiego, którego inicjatorem będzie uciekinier z obozu rojalistycznego, ks. Felicite de Lammenais, a wśród przedstawicieli na czoło wybiją się Charles de Montalembert, Jean-Baptiste Lacordaire czy Charles de Coux oraz nurt socjalizmu chrześcijańskiego. Owi „partyzanci ruchu katolickospołecznego”, jak nazwał ich Duroselle, sprzeciwiając się różnego rodzaju tendencjom „dobroczynnym” i „opiekuńczym”, nadają mu bardziej radykalny i ludowy charakter2. Mamy tutaj do czynienia zarówno z katolickim saint-simonistami (Philippe Buchez, François Huet), jak i fourierystami (Abel Transon, Louis Rousseau), usiłującymi na płaszczyźnie teoretycznej łączyć chrześcijaństwo z socjalizmem utopijnym, ale i podejmującymi śmiałe, acz nieudane próby wcielania w życie swoich pomysłów – przykładem tego była chociażby tzw. gmina chrześcijańska w Val de l’Arguenon, zauroczonego falansteryzmem Hippolyte’a de la Morvonnais. Wreszcie trzeba wspomnieć o tzw. Szkole Reformy Społecznej, której założyciel Frédéric Le Play wprowadza do katolickiej nauki społecznej we Francji metodę naukową, opartą na badaniach ankietowych, czy też o powstałej w wyniku rozłamu wśród uczniów Le Playa i stojącej na stanowisku liberalnym zarówno w kwestiach politycznych jak i gospodarczych Szkole Nauk Społecznych ks. Henriego de Tourviille’a.

Można byłoby oczywiście mnożyć te nazwiska, kierunki i inicjatywy związane z XIX-wiecznym katolicyzmem społecznym we Francji, jednakże postacią pod wieloma względami wyjątkową, zasługującą z pewnością na poświęcenie jej osobnego miejsca, jest Leon Harmel – człowiek, któremu udało się harmonijnie połączyć aktywność na płaszczyźnie teoretycznej i praktycznej.

Harmel urodził się w 1829 r. w Neuville-les-Wasigny, ojciec jego był właścicielem przędzalni w Val-des-Bois w gminie Warmereville w Ardenach3. W wieku 25 lat przejmuje po swoim ojcu zakład i stawia sobie za cel stworzenie z niego wzorowego chrześcijańskiego przedsiębiorstwa, gdzie wcielany w życie byłby program katolicko-społeczny. Dewiza, którą przyjmuje Harmel, organizując i reformując swoją fabrykę, brzmi: „la bien de l’ouvier par l’ouvrier, avec lui, autant que possible jamais sans lui, à plus forte raison jamais malgré lui”4 (realizować dobro robotnika przez niego samego i razem z nim, nigdy bez niego, a tym bardziej wbrew niemu). Metoda jego pracy jako przedsiębiorcy (patrona) polega na tym, że odwołuje się do inicjatywy samych robotników, a stwarzając im dogodne warunki działania społecznego, stara się tę inicjatywę pobudzać.

Zgodnie z tendencjami dominującymi w tamtym okresie wśród katolików społecznych, Harmel nawołuje też do budowania podstaw ustroju korporacyjnego, widząc w nim jedyne lekarstwo na postępującą za sprawą liberalizmu atomizację społeczeństwa, atrofi ę więzi międzyludzkich i alienację człowieka z tradycyjnych wspólnot. W swojej książce „Manuel d’une corporation chretienne” (Podręcznik chrześcijańskiej korporacji) – do której nb. wstęp napisał papież Leon XIII, zalecając wszystkim przedsiębiorcom przędzalnie Harmela jako wzór do naśladowania – przedstawia dwa sposoby tworzenia korporacji. Pierwszy dotyczy powoływania korporacji na terenie jednego zakładu pracy. Tutaj założycielem i opiekunem korporacji winien być przedsiębiorca. W zamierzeniu miała być ona terenem pokojowej i twórczej współpracy ludzi spełniających w danym przedsiębiorstwie różne funkcje: od pracowników fi zycznych przez umysłowych po właściciela. Kierownictwo tych zrzeszeń, zgodnie z dewizą Harmela, należałoby do samych robotników, gdyż jak podkreślał: nie mogą być oni uszczęśliwiani odgórnie, na siłę, lecz sami winni działać w kierunku realizacji swych potrzeb. Drugi rodzaj korporacji, to natomiast zrzeszenia obejmujące szereg zakładów pracy o podobnym profi lu, które miałyby decydować o wspólnych sprawach danego zawodu/branży. Harmel argumentując potrzebę tworzenia tego rodzaju instytucji stwierdzał też, iż robotnicy o wiele bardziej zainteresowani są losem przedsiębiorstwa i jego powodzeniem, jeżeli w jakimś stopniu za nie odpowiadają; poza tym wypełniają one również doniosłe funkcje wychowawcze: aktywizując robotników, pozwalając na rozwinięcie ukrytych talentów, kształtując ich odpowiedzialność oraz umiejętność współdziałania5.

W oparciu właśnie o takie zasady Harmel organizował swoją fabrykę. Powstała ona już w 1797 r. i od samego początku właściciele starali się o dobro swoich robotników, zgadzając się z twórcą Szkoły Reformy Społecznej, Frederikiem Le Playem, że rodzina jest podstawą społeczeństwa i wzorem wszelkiej społeczności, postanowili stopniowo przetwarzać zwykłą fabrykę w coś, co moglibyśmy nazwać rodziną zawodową. Skoro więc robotnicy i pracodawca stanowią jedną wielką rodzinę, Leon Harmel uznał, że jako jej głowa ma względem niej obowiązki. Inicjuje zatem powołanie całego szeregu organizacji zawodowych, ekonomicznych, religijnych, towarzyskich, które służyć mają robotnikom zatrudnionym w Val-des-Bois Obejmować miały one całe życie jednostki, w zasadzie od narodzin do śmierci. Od 1815 r. funkcjonowała już w przędzalniach Conseil d’usine (Rada zakładowa), złożona z samych robotników, wybieranych początkowo przez pracodawców, później zaś co 3 lata przez ogół pracowników. Jej zadaniem była współpraca z przedsiębiorcą w zarządzaniu zakładem. Członkowie rady byli równocześnie przedstawicielami swych kolegów wobec właściciela, przedkładając mu ich postulaty i prośby. Do Rady obligatoryjnie musieli być wybierani przedstawiciele każdej sali i specjalności. Na jej zebraniach omawiano kwestie płac, dyscypliny, bezpieczeństwa i higieny pracy, szkolenia zawodowego, organizacji czasu pracy, przyznawała ona wreszcie zapomogi rodzinom żyjącym poniżej ustalonego minimum socjalnego. Jak pisał ks. Szymański: „Harmelowie wzięli sobie za zasadę nie przeprowadzać niczego wbrew woli Rady i przyjmować jej uchwały; ale też z drugiej strony Rada umie uszanować głos pracodawców, gdy mówią, że projektu uwzględnić nie mogą”6.

Dużą wagę przywiązywano też do odpowiedniego wychowania religijnego. Nad tą sferą życia pracowników Valdes- Bois czuwał kapelan, mający do dyspozycji miejscową kaplicę i stowarzyszenia religijne. Pracodawcy podobnie jak w życiu ekonomicznym robotników tak i w religijnym brali czynny udział, wspólnie uczestnicząc w nabożeństwach, różnego rodzaju uroczystościach czy stowarzyszeniach o tej proweniencji. Położenie tak dużego akcentu na wzmiankowane kwestie nie pociągało jednak za sobą jakiejś obligatoryjności praktyk religijnych czy też dostępności pracy wyłącznie dla katolików – zabroniona była natomiast propaganda antyreligijna i antymoralna. „To też – jak pisał ks. Szymański – są wśród robotników niewierzący, ale w małej liczbie, niemoralnych zaś i zepsutych niema, ci się sami wynoszą, albowiem środowisko Val-des-Bois nie ma dla nich żadnego uroku”7.

Wychodząc z założenia, iż praca nie jest towarem jak inne, a płaca nie stanowi jednej z kategorii cen, promował Harmel ideę płacy rodzinnej, tj. takiej, która wystarczyć ma robotnikowi na utrzymanie jego oraz rodziny. Aby to urzeczywistnić, pracodawcy ze swoich pieniędzy utrzymywali specjalną Kasę rodzinną, z której fundusze szły właśnie na zapomogi dla liczniejszych rodzin. Wysokość zapomogi wyznaczała Conseil d’usine tak, aby osiągnięto pewne ustalone wcześniej minimum przypadające na jednego członka rodziny.

Praca w fabryce dostosowywana była do sił i możliwości poszczególnych osób, obowiązywał też zakaz pracy nocnej. W momencie osiągnięcia wieku emerytalnego robotnik mógł zostać w fabryce przy lżejszych zajęciach lub dostawał pensję z kasy pracodawców. W sytuacjach kryzysowych, gdy konieczna była redukcja zatrudnienia, zwalniani robotnicy otrzymywali specjalny zasiłek, ale jednocześnie w miarę możliwości byli zatrudniani do różnych okresowych i dorywczych prac. Inne warte wspomnienia rozwiązania i instytucje wprowadzone przez Harmela to bezpłatna opieka lekarska dla robotników, punkt apteczny na terenie zakładu pracy, ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne, kasy zapomogowe i oszczędnościowe, przytułki dla samotnych, szkoły dla dziewcząt i chłopców, pralnia, łaźnie, osiedla robotnicze itp. W drugiej połowie XIX w. mamy niewątpliwie do czynienia z poprawą położenia robotników w porównaniu z okresem wcześniejszym – dokonało się to wbrew przewidywaniom Marksa i Engelsa oraz zaklęciom twardogłowych marksistów opowiadających o postępującej pauperyzacji klasy robotniczej. Wtedy to w wielu krajach wprowadzone zostało ustawodawstwo pracy dotyczące kobiet i dzieci. Jednakże ich sytuacja ciągle jest wyjątkowo trudna: nieregulowany dzień pracy, brak ubezpieczeń oraz niejednokrotnie pisemnych umów o pracę, opłakane warunki bezpieczeństwa i higieny oraz bezpardonowe rozprawianie się z wszelkimi protestami (jak miało to miejsce chociażby w przypadku wystąpień w zakładach należących do Johna D. Rockefellera czy też Andrew Carneige’a). Na tym tle zakład Harmela jawi się jako wyjątek.

W związku z tymi wszystkimi działaniami Harmel nazywany był przez robotników „Bon Père” (dobry ojciec), a na różnego rodzaju wystawach jego fabryka otrzymywała nagrody, np. odznaczenie wielkie na wszechświatowej wystawie w 1900 r. czy wyróżnienie paryskiej Societe d’ Economie sociale. Ks. Antoine Pottier, społecznik i profesor seminarium duchownego w Liége, pisał: „Uważam cale dzieło organizacji ekonomiczno-zawodowej z Val-des-Bois za najbardziej kompletne i udane przedsięwzięcie społeczne, jakie wyszło z rąk prywatnych w XIX wieku. Leon Harmel zawarł w swym przedsiębiorstwie wszystkie niejako organizacje, ogarniając nimi pełny cykl interesów robotniczych, instytucje zawodowe, takie jak związki zawodowe, rada zakładowa, kasy związkowe; instytucje ekonomiczne, takie jak: ubezpieczenia rodziny, spółdzielcze piekarnie, kasy pożyczkowe, dotacje na wychowanie młodzieży, pomoc dla ludzi starszych, domy robotnicze, apteki spółdzielcze oraz instytucje szkoleniowe i wychowawcze, takie jak: przedszkola, szkoły gospodarstwa domowego, koła uczniowskie, koła gimnastyczne, chóry, koła teatralne itp.”8. Harmelowie nawet w takich ciężkich czasach, jak rewolucja lutowa w 1848 r. czy wojna francuskopruska 1870-1871 nie zaprzestali produkcji i nie zwolnili pracowników, kontynuując działalność po to tylko, aby zapewnić robotnikom zajęcie i środki utrzymania. Natomiast po pożarze fabryki w 1874 r., Leon Harmel przenosi ją w inne miejsce i rozszerza produkcję, traktując to wydarzenie jako pewnego rodzaju wyzwanie czy zachętę do wzmożenia wysiłków.

Działalność społeczna Harmela nie ograniczała się jedynie do jego własnej fabryki. W sierpniu 1873 r. na Kongresie Katolickich Kół Robotniczych w Nantes poznaje on o. Leona Dehona, którego dewiza „chcieć pozbyć się przemysłu to śmieszna utopia. Musimy chrystianizować fabryki”, jest tożsama z przekonaniami właściciela przędzalni w Val-des-Bois. Wkrótce za sprawą ich współpracy właśnie w Val-des-Bois zaczęły odbywać się regularnie zebrania dla seminarzystów i księży. Dni Seminarzystów polegały na tym, że klerycy, na zaproszenie Leona Harmela, mogli w czasie wakacji odbywać praktyki w jego fabryce, ćwiczyć się niejako w pracy społecznej – tego rodzaju spotkania trwały tam do 1901 roku9. W latach 1885-1891 organizuje pielgrzymki robotnirys ków do Rzymu pod hasłem France au travail, grupujące pracodawców i tysiące pracowników. Właśnie przemawiając do jednej z nich, Leon XIII ogłosił zamiar wydania encykliki poświęconej sprawom stricte społecznym, która później stała się znana pod tytułem zaczerpniętym od jej pierwszych słów: Rerum novarum.

W 1890 r. Harmel zakłada w Reims Sekretariat Ludowy (Secretariat du peuple), którego zadaniem była dobroczynność – novum organizacji stanowiło jednak to, iż usiłowano włączyć w jej działalność także robotników. Zadaniem działaczy owego sekretariatu miało być z jednej strony prowadzenie „wywiadu socjalnego”, co właśnie stanowiło domenę robotników najlepiej przecież znających swe środowisko, z drugiej zaś udzielanie niezbędnej pomocy potrzebującym. Współpracuje również z Albertem de Munem i Rene de La Tour du Pinem w kierowanym przez nich l’Oeuvre des Cercles Catholiques d’Ouvriers (Stowarzyszenie Kół Katolickich Robotników) i organizuje z nimi kongresy przemysłowców i robotników dla wspólnego studiowania problemów społecznych. Stowarzyszenie powstało jeszcze w latach pięćdziesiątych XIX w., jego założycielem był ks. Maurice Maignen, lecz początek dynamicznego rozwoju przypada jednak na rok 1871, kiedy w dzieło to zaangażowali się wymienieni wyżej działacze. Motto Stowarzyszenia stanowiło hasło: „L’Amour du peuple, comme principe; la croix, comme symbole; l’association, comme moyen; la reforme chrétienne de l’ordre social, comme but”10 (Miłość do ludu jako zasada, krzyż jako symbol, stowarzyszenie jako środek, chrześcijańska reforma ustroju społecznego jako cel). Dążyło ono do wychowania i kształcenia elity robotników chrześcijańskich, tak aby sami mogli zadbać o swoje prawa i interesy. W 1900 r. liczyć będzie ono już 69 tys. członków.

Wkrótce powstaje również tzw. Conseil d’Etudes (Rada Naukowa), złożona z teologów, ekonomistów, prawników etc., której zadaniem miała być analiza współczesnych zjawisk społeczno-gospodarczych, przygotowywanie rozwiązań i programów gotowych do wdrożenia oraz prowadzenie fi lozofi cznych, historycznych i ekonomicznych badań nad podstawami ustroju korporacyjnego. Nawiązywano w tym oczywiście do modelu średniowiecznego, uznając, iż istniały wówczas różnorakie więzy łączące pracownika i pracodawcę: moralne, opierające się na osobistym charakterze stosunków międzyludzkich, zwyczajowe (łączące różnymi tradycjami członków tego samego zawodu) i materialne, gdyż istniała zasada niezbywalności zakładów produkcyjnych. W swoim programowym dezyderacie natomiast stwierdzali, iż cała rozwijana przez nich nauka społeczna opiera się na przekonaniu, że „…praca ludzka nie jest towarem, jak inne, lecz czynnością ludzką, dla której praw stanowić nie można jeśli się tę pracę weźmie w oderwaniu od człowieka, będącego jej twórcą i mającego znaleźć w niej środek do zapewnienia sobie należytego utrzymania. To zasada główna: wszystko inne z niej wynika. W rzeczy samej z tego założenia wynika konieczność poczynienia poważnych zmian w ogólnie przyjętych zapatrywaniach na kontrakt pracy. Ukazał się on nam bowiem, jako umowa, która nie powinna już zależeć wyłącznie od prawa podaży i popytu, lecz musi być podległa pewnym prawidłom moralnym, które uprawnia zwyczaj i prawodawstwo”11.

Stowarzyszenie Katolickich Kół Robotników oraz Conseil l’Etudes skupiały początkowo większość francuskich katolików społecznych, jednak różnice zapatrywań na sposoby rozwiązywania kwestii socjalnych dadzą wkrótce o sobie znać i doprowadzą do rozłamu. Jego preludium stanowić będzie przemówienie Alberta de Muna z 1878 r. wygłoszone w Chartres, w którym zaatakował on liberalne dogmaty: „Jak to mówią, Rewolucya ludowi nic nie dała? Ależ ona mu wolność dała! Wolność! Gdzież ona jest? Jeśli szukam jej śladów w tem, co nas najwięcej obchodzi, w tej wielkiej sprawie pracy, która obejmuje w sobie wszystkie inne, stwierdzam bardziej niż gdzie indziej, rewolucyjne kłamstwo. Słyszę, jak głoszą wolność bezwzględną pracy, jako podstawę wyswobodzenia ludu a stwierdzam w życiu, że ona prowadzi robotników do niewolnictwa /…/ a państwo pozbawia obowiązku opieki”12. Wkrótce po tym drogi katolickich liberałów i grupy reprezentowanej przez Harmela, La Tour du Pina i de Muna zaczynają się rozchodzić. Zwieńczeniem tego będzie ostateczny rozłam, do którego dojdzie w 1890 r. i wyodrębnienie się dwóch odrębnych frakcji – tzw. Szkoły z Liège, stojącej na stanowisku ograniczonego interwencjonizmu państwa w stosunki społeczno-gospodarcze i stawiającej zagadnienia społeczne na gruncie cnoty sprawiedliwości, oraz Szkoły z Angers, skupiającej katolików liberalnych (Charles Périn, bp. Charles Fréppel), odrzucających interwencjonizm i opierających rozwiązanie kwestii społecznej na gruncie cnoty miłosierdzia.

Harmel umiera w Nicei 15 listopada 1915 r., pozostawiając po sobie przedsiębiorstwo będące bez wątpienia modelem chrześcijańskiego zakładu pracy (obecnie fabryka już nie funkcjonuje, produkcji zaprzestano ostatecznie w roku 198413), różnego rodzaju inicjatywy i organizacje społeczne, w których erygowaniu miał swój udział, prace teoretyczne w rodzaju wspomnianego „Manuel d’une corporation chretienne” czy „Le cathéchisme du patron” (Katechizm pracodawcy) i „La démocratie dans l’usine” (Demokracja w fabryce).

Przede wszystkim pozostał po nim jednak pewien uniwersalny wzór przedsiębiorcy, któremu słupki cyfr i wykresy fi nansowe nie przesłaniają człowieka z jego potrzebami i godnością; dla którego pracownicy to coś więcej niż „zasoby ludzkie”, którymi można dowolnie rozporządzać w celu maksymalizacji zysku i abstrakcyjnego „dobra fi rmy”, przypominającego zresztą coraz bardziej popularne nie tak dawno „dobro proletariatu”, również przecież w żaden sposób nie powiązane z interesem osób go tworzących.

Przypisy:

  1. Zob. J. de Maistre, O roli społecznej chrześcijaństwa w Europie [w:] J. Trybusiewicz, De Maistre, Warszawa 1968.
  2. J. B. Duroselle, Początki katolicyzmu społecznego we Francji (1822-1870), Warszawa 1961, s. 68.
  3. Zob. J. L. Coff ey, Léon Harmel. Entrepreneur as Catholic Social Reformer, Notre Dame, Indiana: University of Notre Dame Press, 2003; http://sregnier.club.fr/textes-fr/harmel/leonharmel.htm; Léon Harmel apôtre social, http://sregnier.club.fr/textes-fr/harmel/leonharmel_apotresocial.htm
  4. Léon Harmel apôtre social.
  5. J. Majka, Katolicka nauka społeczna. Studium historyczno-doktrynalne, Rzym 1986, ss. 243-244.
  6. X. A. S. [ks. A. Szymański], Ustrój pracy w Val-des-Bois, „Ateneum Kapłańskie”, 1910, t. I, s. 182.
  7. Ibid.
  8. Cyt. za K. Domagalski, Pionierzy katolickiej nauki społecznej, Ząbki 2000, ss. 159-160.
  9. Ks. S. Sidełko SCJ, O. Leon Jan Dehon. Założyciel Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego (Księży Sercanów), Kraków 2003, ss. 161-178.
  10. Ks. A. Szymański, Katolicyzm socyalny we Francyi, „Ateneum Kapłańskie”, 1910, t. 3, ss. 333-334.
  11. Ibid., ss. 335-336.
  12. Ibid., s. 336.
  13. G. Alves, Le patrimoine industriel de la Marne, http://crdp.ac-reims.fr/ressources/brochures/ blphg/bul19/article11.htm
Wiekopomny dzień 6 sierpnia 1914

Wiekopomny dzień 6 sierpnia 1914

Andrzej Strug „Wiekopomny dzień 6 sierpnia 1914”

Wznowiony w stulecie wyruszenia Legionów na bitewne pola, mało znany tekst Andrzeja Struga. Jest on hołdem złożonym polskiemu czynowi zbrojnemu i żołnierzom odrodzonej armii, jak i świadectwem współudziału w tym dziele głównego wówczas nurtu polskiej lewicy.

Broszura ukazała się pierwotnie, jedyny jak dotąd raz, w roku 1926. Nie udało się ustalić, czy edycja miała miejsce przed czy po zamachu majowym. Jest to pozycja niemal nieznana, nie powołują się na nią wcale lub jedynie w niewielkich wzmiankach biografowie i inni badacze dorobku jej autora.

Broszurę można zdobyć kupując kwartalnik „Nowy Obywatel” nr 13 (64) – zamawiając u wydawcy.

Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

RAZEM! czyli społem

Wybór najważniejszych tekstów współtwórcy nowoczesnej spółdzielczości spożywców w Polsce, poświęconych jej zasadom, wizjom i celom. Zawarte w nim artykuły nie były wznawiane od roku 1936, a towarzyszy im jedna z najbardziej szczegółowych prezentacji biografii autora, jakie kiedykolwiek opublikowano, pióra Remigiusza Okraski.