Braterstwo, solidarność, współdziałanie

Pierwsze od 18 lat wydanie tekstów słynnego polskiego myśliciela, Edwarda Abramowskiego, a zarazem pierwszy w historii zbiór wszystkich tekstów tego autora poświęconych kooperatyzmowi, współpracy, stowarzyszeniom, oddolnym inicjatywom społecznym. Niektórych z nich nie wznawiano od 1938 r.

Takimi będą drogi wasze (sic itur ad virtutem)

Takimi będą drogi wasze (sic itur ad virtutem)

Ludwik Krzywicki – Takimi będą drogi wasze

Napisany w 1905 r., w okresie rewolucji niepodległościowo-socjalnej, apel do młodzieży, którym Ludwik Krzywicki – prekursor polskiej socjologii i działacz społeczny – pragnął pozyskać ją „dla motywów godnych świadomego swej godności człowieka”. Publikacja w opracowaniu i z posłowiem autorstwa Remigiusza Okraski, redaktora naczelnego „Nowego Obywatela” oraz portalu Lewicowo.pl.

Pobierz broszurę w formacie pdf.

Broszurę w wersji papierowej można zdobyć kupując kwartalnik „Nowy Obywatel” nr 11 (62).

Listy do młodego przyjaciela

Listy do młodego przyjaciela

Stanisław Thugutt - Listy do młodego przyjaciela

Wznowienie ważnego tekstu lidera lewicy ludowej Stanisława Thugutta „Listy do młodego przyjaciela”, w opracowaniu i z posłowiem autorstwa Remigiusza Okraski, redaktora naczelnego „Nowego Obywatela” oraz portalu Lewicowo.pl.

Jak czytamy w posłowiu, „Listy do młodego przyjaciela”, wydane po raz pierwszy w roku 1929, zyskały znaczną popularność wśród wiejskiej młodzieży pozostającej w kręgu oddziaływania ruchu ludowego. Ich rangę dobrze oddaje potoczna nazwa nadana tej książeczce, o której w latach 30. mówiono „katechizm młodych ludowców”. Autorem był znany działacz lewicy ludowej (najpierw przywódca PSL „Wyzwolenie”, później jeden z liderów lewego skrzydła Stronnictwa Ludowego), minister spraw wewnętrznych w rządach Daszyńskiego i Moraczewskiego, wybitny popularyzator i działacz ruchu spółdzielczego. „Listy do młodego przyjaciela” to zbiór wezwań etyczno-społecznych, skierowanych do młodzieży wiejskiej. (więcej…)

Prostym kursem

Zygmunt Zaremba był postacią wyłamującą się z wszelkich schematów – enfant terrible naszego środowiska, jak sam o sobie pisał. Jego niekończące się boje na przemian z komunistyczną lewicą i z burżuazyjną czy oportunistyczną prawicą mogły sprawiać wrażenie chaotycznych. W rzeczywistości był to pryncypialny indywidualista, który konsekwentnie zachowywał niezmienne stanowisko w zmieniającej się sytuacji. Zaremba był lewicowym socjalistą, wiernym rewolucyjnej tradycji marksizmu i zasadom ludowładztwa.

***

Urodził się 28 kwietnia 1895 r. w Piotrkowie. Pochodził – co dość typowe dla tej generacji działaczy ruchu robotniczego, od Waryńskiego do Piłsudskiego – z rodziny ziemiańskiej o patriotycznych tradycjach. Pierwszy kontakt z piotrkowskimi socjalistami nawiązał jeszcze w szkole. Jako dziesięciolatek wziął udział w strajku szkolnym w 1905 r., rok później wstąpił do Związku Młodzieży Postępowo-Niepodległościowej, pozostającego pod wpływami Polskiej Partii Socjalistycznej. Młodociany radykał nie ukrywał swego wolnomyślicielskiego stanowiska, co poskutkowało oceną niedostateczną z religii i w rezultacie usunięciem go ze szkoły. Jak jednak wspominał sam Zaremba: Bardziej odpowiadało mi przyjęcie od Chrystusa szlachetnych i pięknych elementów jego nauki, co w życiu współczesnym reprezentował dla mnie socjalizm. Nie doszedłem więc do zasadniczego negowania religii, ale związane z nią obrządki stały się dla mnie obce.

W 1912 r. został członkiem Zarządu Warszawskiego ZMPN, a niebawem wstąpił do PPS – Frakcji Rewolucyjnej. W szeregach tej partii nie zagrzał jednak miejsca – szybko wszedł w konflikt z Piłsudskim, co skierowało go w stronę PPS – Opozycji. Była to grupa niepodległościowych socjalistów pod wodzą Feliksa Perla, krytykująca Frakcję za odchodzenie od socjalistycznych pryncypiów. Za tę działalność został aresztowany w 1914 r., ale wkrótce zwolniono go z braku dowodów – oskarżający prowokator zginął w zamachu. Pierwsza wojna światowa rzuciła Zarembę w głąb Rosji, do Charkowa, gdzie w 1915 r. sformalizował swój trzyletni już związek z Natalią Lipszycową. Pozostał aktywnym działaczem PPS – Opozycji, a po rewolucji lutowej współtworzył charkowskie Zjednoczenie Socjalistów Polskich. Miała to być jednolita organizacja skupiająca wszystkie polskie grupy socjalistyczne, uznająca rewolucję proletariacką za gwarancję niepodległości Polski.

Można powiedzieć, że już wtedy ukształtował się zasadniczy zrąb poglądów Zaremby. Uważał za najważniejsze zadanie socjalistów polskich – niepodległy byt narodowy, gdyż bez niepodległości nie jest możliwe wyzwolenie społeczne. Jak pisał: Gdy naród jest w niewoli politycznej na karku klasy robotniczej, oprócz własnego pasożyta burżuazji, […] rząd zaborczy siedzi. […] [dlatego] pierwszym zadaniem robotnika polskiego, pierwszym krokiem do socjalizmu musi być niepodległość. Podkreślał przy tym, że celem musi być pełna niepodległość Polski, a nie federalizm w ramach Austro-Węgier czy Rosji. Zarazem daleki był od zamykania sprawy socjalizmu w ramach narodowych – głosił konieczność triumfu socjalizmu w całej Europie. Z tym wiązał się – rzadki w szeregach PPS – postulat współpracy z rosyjskim ruchem rewolucyjnym. Zaremba poparł rewolucję październikową, widząc w niej początek nowej epoki. Choć krytykował rozwiązanie parlamentu przez bolszewików, to uważał, że obalenie […] władzy Rad Delegatów Robotniczych, Żołnierskich i Chłopskich – będzie obaleniem klasy robotniczej; dlatego opozycję mieńszewików określił jako zbrodnię wobec ruchu robotniczego.

Stanowisko takie sprawiło, że został pełnomocnikiem bolszewickiego Komisariatu do Spraw Polskich w Charkowie. Rewolucyjna polaryzacja doprowadziła jednak do rozpadu ZSP. Wobec fiaska tego „jednolitofrontowego” projektu Zaremba wstąpił do PPS i jesienią 1917 r. został wybrany w skład Centralnego Komitetu Wykonawczego w Rosji.

***

W 1918 r. wrócił do Polski i zamieszkał w Warszawie. Z marszu rzucił się w wir działalności politycznej, rychło wysuwając się na czoło partii. Uczestniczył w przejęciu przez PPS drukarni „gadzinowej” (tj. wydawanej przez niemieckie władze okupacyjne) „Gazety Polskiej”, na bazie której powstała partyjna poligrafia. W listopadzie 1918 r. wybrano go do CKW partii. W 1922 r. jako kandydat PPS został najmłodszym posłem w Sejmie, gdzie pozostawał do 1935 r. Należał do czołowych publicystów socjalistycznych, działał w ruchu spółdzielczym i związkowym. Przy tym wszystkim znajdował czas na czynny udział w dzielnicowej organizacji PPS w swym miejscu zamieszkania. Niepospolicie zdolny, inteligencja żywa, energiczny, dzielne pióro, mówca efektowny – tak oceniali go towarzysze.

W ruchu socjalistycznym reprezentował lewe skrzydło. Początkowo charakteryzowały go skłonności probolszewickie – pozostawał zwolennikiem współpracy z komunistami i obrony Sowietów, jako gwaranta postępu, polemizując w tej kwestii z A. Szczypiorskim. Nie odszedł jednak z PPS wraz z grupami Czeszejko-Sochackiego i Żarskiego, które przyłączyły się do partii komunistycznej. Charakterystyczne było jego stanowisko w czasie wojny 1920 r. Z jednej strony krytykował ekspansję na wschodzie, uważając, że Piłsudski realizuje interesy ziemiaństwa, i sprzeciwiał się udziałowi PPS w koalicyjnym „rządzie obrony narodowej”. Z drugiej współorganizował oddziały robotnicze do walki z najazdem bolszewickim i chciał niepodległej Ukrainy, bo bezpośrednie graniczenie z Rosją to wielkie niebezpieczeństwo dla naszej niepodległości. Sprzeczność? Niekoniecznie – Zaremba domagał się w tym czasie zwołania ogólnopolskiego zjazdu rad, który ustanowiłby niepodległą Polskę socjalistyczną.

Niewątpliwie barierą odcinającą go od komunizmu była kwestia niepodległości. Broniąc państwa narodowego, pisał: I nie chodzi tu bynajmniej, przez kogo to państwo jest rządzone […] – chodzi tu o samą treść państwa, […] o jego terytorium i naród. Państwo, które ma się stać terenem zwycięskiej rewolucji socjalnej […] musi być państwem jednolitym.

Ale krystalizując swe poglądy w sprawach ustrojowych, Zaremba dostrzegał też inne różnice – twierdził, za programem partii, że ustrój socjalistyczny nie może być urzeczywistniony wbrew większości społeczeństwa, musi tedy opierać się na zasadach demokratycznych, dodając, że akceptowalna jest tylko dyktatura większości społeczeństwa. Uważając, że w Polsce brak jest warunków dla rewolucji proletariackiej, sformułował postulat rządu robotniczo-chłopskiego: Istnienie […] silnego włościaństwa stwarza konieczność podziału władzy między proletariatem a włościaństwem. Formą tego „ludowładztwa” miały być Rady Delegatów Robotniczych i Chłopskich, uzupełnione o przedstawicieli inteligencji. Rady obdarzone inicjatywą ustawodawczą, uprawnieniami kontrolnymi i prawem weta miały stanowić uzupełnienie Sejmu. Takie stanowisko odróżniało Zarembę zarówno od komunistów z ich hasłem „Cała władza w ręce Rad!”, jak i od reformistycznej większości PPS, ograniczającej się do parlamentaryzmu.

U zarania niepodległości ukształtował też Zaremba zasadnicze założenia swej wizji ustroju społeczno-gospodarczego. Głosząc konieczność dopełnienia demokracji politycznej przez demokrację w zarządzie życiem przemysłowym, rzucił hasło: upaństwowić i uspołecznić zarazem zakłady pracy. W praktyce polegać miało to na zarządzaniu przemysłem przez komitety fabryczne – w ten sposób Zaremba nie tylko chciał ugruntować socjalizm, ale też zmienić psychikę robotnika-najemnika na psychikę robotnika-twórcy.

Poglądy te sytuowały Zarembę w kręgu oddziaływania tzw. austromarksizmu – kierunku w ruchu robotniczym pośredniego między komunizmem i socjaldemokracją, ukonstytuowanego w latach 1921–1923 w Międzynarodową Wspólnotę Pracy Partii Socjalistycznych (tzw. międzynarodówka wiedeńska albo Międzynarodówka II i 1/2). Z tych pozycji Zaremba występował (np. na XIX kongresie PPS w 1924 r.) przeciw udziałowi w rządach koalicyjnych i jednostronnemu parlamentaryzmowi, opowiadając się za współpracą z piłsudczykami (frakcja piłsudczykowska stanowiła wówczas w PPS radykalne, lewe skrzydło partii). Wywołało to konflikt Zaremby z jego dotychczasowym mentorem Perlem, który oświadczył, że opozycjoniści są malkontentami, którzy ułatwiają działalność komunistom. Konflikt zakończył się porażką Zaremby, popartego przez zaledwie 43 delegatów. Mimo to na XX kongresie partii w 1926 r. Zaremba został wybrany do Rady Naczelnej i CKW.

***

Uznanie dla radykalizmu piłsudczyków łączył Zaremba z nieprzejednaną wrogością wobec endecji, którą postrzegał jako ucieleśnienie zarówno społecznej reakcji, jak i narodowej ugody. Nic dziwnego, że w maju 1926 r. Zaremba poparł wraz z całą lewicą, komunistów nie wyłączając, przewrót Piłsudskiego (ba, jeszcze w 1962 r. bronił go, przypominając o zagrożeniu przez faszyzm endecko-witosowy). Szybciej jednak niż inni socjaliści przeszedł do krytyki nieodpowiedzialnych przed nikim klik militarno-biurokratycznych. Już w lipcu stwierdzał zdecydowany wpływ na rząd [Kazimierza Bartla] sfer kapitalistycznych i obszarniczych, a w grudniu 1926 r. na forum Rady Naczelnej PPS domagał się zaostrzenia kursu opozycyjnego. Rządy sanacji ocenił jako skrajną interwencję na rzecz utrzymania starego porządku, mówił o faszyzacji Polski.

Antysanacyjny kurs wymuszał przegrupowanie w ruchu socjalistycznym. Zaremba z jednej strony zaangażował się w walkę przeciw socjalistom-piłsudczykom, którzy w 1928 r. wyodrębnili się w PPS – dawną Frakcję Rewolucyjną, a z drugiej w rozmowy z „austromarksistowską” Niezależną Socjalistyczną Partią Pracy Bolesława Drobnera, która w tymże 1928 r. przyłączyła się do PPS. W tym okresie pozycja Zaremby w PPS umocniła się: nie tylko znów został wybrany do CKW na XXI kongresie, ale przejął też kierowanie polityką wydawniczą partii, zyskując sobie przydomek czerwonego Hearsta (od nazwiska amerykańskiego magnata prasowego). Akces drobnerowców zmienił układ sił w PPS. Zaremba, do tej pory plasujący się na pozycji lewoskrzydłowej, teraz znalazł się w centrum, moderując sprzeczne tendencje partyjnej prawicy (Zygmunt Żuławski, Adam Ciołkosz) i nowej lewicy (Drobner, Stanisław Dubois). Wbrew partyjnej prawicy uważał przejęcie władzy przez proletariat za cel bezpośredni PPS, ale zarazem – inaczej niż lewica – nie uważał tego za cel jedyny, podnosił rolę postulatów częściowych. Odrzucał zarówno komunistyczną formułę dyktatury proletariatu, jak i reformizm, który dla form demokratycznych gotowy byłby poświęcić treść społeczną nadchodzącego przewrotu.

Takie stanowisko znajdowało swe odzwierciedlenie w koncepcji sojuszów – tu również Zaremba reprezentował poglądy odmienne zarówno od prawego, jak i lewego skrzydła. Nie chciał ograniczania się do metod parlamentarnych, warunkującego sojusz z partiami centrowymi. Na XXII kongresie w 1931 r. wystąpił przeciw kompromisowi z najrozmaitszymi żywiołami na platformie politycznej demokracji, krytykując z radykalnych pozycji Centrolew. Chciał sojuszu z chłopami – ale nie z partiami chłopskimi. Bliżsi byli mu lewicowi piłsudczycy z Klubów Demokratycznych.

Sceptyczny pozostawał też wobec zbliżenia z komunistami (choć osobiście przyjaźnił się np. z Jerzym Borejszą). O ile początkowo skłonny był popierać tzw. pakt o nieagresji PPS i KPP, to po procesach moskiewskich 1936–1937, masakrujących starą gwardię bolszewicką, zmienił zdanie i uznał PPS za jedyną siłę polskiej klasy robotniczej. Konsekwentnie jednak domagał się legalizacji KPP – pisał: Demokracja polska musi czerpać swą siłę […] nie z zakazów i ograniczeń wolności, lecz z poczucia swej głębokiej słuszności […] skazywać, znosić, delegalizować wolno tylko na podstawie dokonanych czynów, a nie wyznawanych przekonań. W tym okresie Zaremba zrewidował swój stosunek do ZSRR – uznał, że próba budownictwa socjalistycznego w zacofanym kraju w warunkach izolacji doprowadziła do degeneracji systemu. W 1934 r. biurokratyczna nowa klasa rządząca pod wodzą Stalina przejęła ostatecznie władzę, ustanawiając państwo dyktatury nowej biurokracji. Odmawiał ustrojowi radzieckiemu miana socjalizmu, określając go jako amalgamat upaństwowionej gospodarki i despotyzmu barbarzyńskiego nowej rządzącej kasty. Tym niemniej państwowy kapitalizm ZSRR traktował jako ustrój przejściowy do socjalizmu.

Systemowi sowieckiemu przeciwstawiał własną wizję socjalizmu, doprecyzowując wcześniejsze założenia. Uważając biurokratyczną skostniałość za główne zagrożenie dla socjalizmu, podtrzymywał nacisk na robotnicze współzarządzanie w przemyśle; pisał, że wewnętrzne życie przedsiębiorstwa państwowego musi się opierać o zasady słusznej płacy i demokratycznego zarządu z udziałem przedstawicieli związków zawodowych i organizacji konsumenckich. W polemice z komunistami podkreślał, że – w odróżnieniu od ZSRR – w procesie budowania socjalizmu w Polsce należy dążyć do szybkiego podniesienia stopy życiowej mas pracujących. To prowadziło do pewnych przewartościowań. W handlu podstawą nowego aparatu wymiany miała być spółdzielczość, ale dostrzeżemy tu nowy wątek – Zaremba zaznaczał: nie będziemy […] niszczyli nawet […] wyzyskującego ludność aparatu prywatnego pośrednictwa […], póki nie zbudujemy spółdzielczej organizacji o dostatecznej sile i sprawności. Kolejnym novum było uznanie trwałej roli drobnej własności w rzemiośle. To samo dotyczyło rolnictwa: tu nie przewidywano nacjonalizacji ziemi, lecz reformę rolną i rozwój dobrowolnej spółdzielczości wiejskiej, współistniejącej z gospodarstwami rodzinnymi.

Różnił się również od sowieckiego model ustroju politycznego. Zaremba wypracował odmienną od komunistycznej formułę dyktatury proletariatu. Pisał, że komunistycznemu hasłu dyktatury proletariatu przeciwstawił […] program PPS hasło rządów socjalistycznych, […] zdolnych do odparcia ataków reakcji, ale podległych kontroli mas i od tych mas zależnych. Podkreślał konieczność kontroli mas ludowych nad rządem robotniczo-chłopskim, jako że – jak wyznał – obawiam się zarówno biurokracji sanacyjnej, jak i swojej własnej. Służyć miały temu szerokie gwarancje praw obywatelskich, rozwój samorządności, przekazanie funkcji policyjnych samorządom, utworzenie armii typu milicyjnego. Zapowiadał: Skończy się biurokratyczne pasożytnictwo w instytucjach państwowych.

Ostrość konfliktów narodowościowych w latach 30. wymusiła na Zarembie podjęcie problemu mniejszości narodowych, a zwłaszcza żydowskiej. Działacz PPS ostro wystąpił przeciw antysemityzmowi, nie demonizował go jednak jako wcielenia metafizycznego zła, lecz poddawał marksistowskiej analizie. Pisał, że antysemityzm eksploatuje budzące się i nieświadome odruchy uczuciowe wywołane przez stosunki społeczne. Personifikuje źródło krzywdy w najbardziej powierzchownej, lecz bliskiej wyobraźni formie: Żyda konkurenta dla drobnomieszczanina, Żyda fabrykanta lub bankiera dla robotnika. Charakterystyczna była jego polemika z Janem Maurycym Borskim – ten publicysta PPS (notabene żydowskiego pochodzenia) w broszurze „Sprawa żydowska a socjalizm” przyjął punkt widzenia syjonistów: Żydzi stanowią osobny naród, który nie czuje związku z Polską, więc najlepszym rozwiązaniem będzie emigracja do Palestyny. Zaremba stanął na stanowisku wypracowanym przez sojuszniczy Bund, domagając się autonomii narodowo-kulturalnej dla Żydów w Polsce. Uzasadniał: Miarę dla Żydów i Arabów mam jednakową. Występuję przeciwko zmuszaniu Żydów do emigracji z Polski i nie mogę pogodzić się z tym, że Arabów wolno wypędzać z ich siedzib.

U schyłku lat 30. na intensyfikacji uległo zagrożenie ze strony hitlerowskich Niemiec – zagrożenie podwójne, bo zarówno dla bytu narodowego Polski, jak i dla socjalistycznego programu politycznego. W tych warunkach Zaremba złagodził swe opozycyjne stanowisko, licząc na ustępstwa ze strony sanacji; w 1939 r. opowiedział się za utworzeniem rządu obrony narodowej. Podkreślał jednak: dajemy […] przede wszystkim wyraz […] nieugiętej walki z każdą próbą targnięcia się na naszą niepodległość. Ale wraz z tym twierdzimy […], że nasze postulaty wewnętrznej przebudowy państwa to jedyna droga do jego rozwoju i zdobycia jak największej potęgi. Braterskie współżycie wszystkich narodowości […] zniesienie wyzysku kapitalistycznego.

***

Gdy Rzesza zaatakowała Polskę, Zaremba znów stanął w pierwszym szeregu aktywistów. Już 1 września 1939 r. współtworzył Robotniczy Komitet Pomocy Społecznej (potem Komitet Obywatelski Obrony Warszawy), a 5 września – przezwyciężając opór defetystycznie nastawionych wojskowych – przeforsował utworzenie Ochotniczej Robotniczej Brygady Obrony Warszawy. Po kapitulacji to od niego wyszła propozycja reorganizacji ruchu socjalistycznego: działalność PPS została zawieszona, a na jej miejsce w październiku powstał Ruch Mas Pracujących Miast i Wsi „Wolność – Równość – Niepodległość”. WRN budowany był na fundamencie partyjnego centrum, bez udziału radykalnych lewicowców i zwolenników Żuławskiego.

W socjalistycznym podziemiu Zaremba działał pod pseudonimem „Marcin”, posługując się również nazwiskami Czajkowski i Smreczyński. Zajmował się konspiracyjnymi wydawnictwami, reprezentował też WRN w namiastce podziemnego parlamentu – Głównej Radzie Politycznej. Najważniejszą rolę odegrał wszakże jako ideolog ruchu, pisząc wspólnie z ludowcem Stanisławem Miłkowskim i demokratą T. Wojeńskim „Program Polski Ludowej”, a w 1944 r. publikując rozprawę „Demokracja społeczna. Próba wizji okresu przejściowego”.

Zaremba wychodzi tu od analizy współczesnych stosunków społecznych. Stwierdza, że kapitalizm znajduje się w fazie schyłkowej, przekształcając się w menedżerski superkapitalizmkartel karteli kapitalistycznych. Towarzyszyć miał temu kryzys demokracji burżuazyjnej, którego przejawem stał się faszyzm jako antydemokratyczna odpowiedź klas posiadających na zagrożenie ze strony mas ludowych. Faszyzm wszakże, pełniąc początkowo funkcję gwardii pretoriańskiej kapitalizmu, później uniezależnił się, co doprowadziło do kulminacji sprzeczności.

Zdaniem Zaremby kapitalizm wyczerpał już wszystkie możliwości, dlatego jedyną alternatywą dla świata pozostaje socjalizm. Podtrzymywał swój projekt gospodarki uspołecznionej, w której nacjonalizacji lub komunalizacji podlegałyby wszystkie zakłady zatrudniające ponad 50 pracowników; wciąż akcentował rolę samorządu pracowniczego (zwieńczonego Państwową Radą Planu Gospodarczego), pisząc, że bez ich [pracowników – J.T.] udziału w kierownictwie przedsiębiorstwa – nie do pomyślenia jest stworzenie społeczeństwa wolnych ludzi pracy. Zarazem – zapewne to ustępstwo na rzecz ludowców – wyraźniej zaznaczał, że podstawą ustroju rolnego będzie samodzielny warsztat rolniczy obrabiany rękami osiadłej na nim rodziny.

Pewnej modyfikacji (choć głównie w zakresie frazeologii) uległa wizja ustroju politycznego. Demokracja społeczna definiowana była już nie jako rząd robotniczo-chłopski, ale jako rządy większości, którym mniejszość musi się podporządkować, korzystając jednocześnie z praw kontroli i krytyki. Podkreślał, że wolność jednostki zapewniona będzie przez stałą kontrolę społeczną nad aparatem państwa, ta zaś – przez rozwój samorządności i system wielopartyjny.

Wyraźnemu zaostrzeniu uległ w tym okresie antykomunizm Zaremby. Oto komunizm bez maski! – pisał o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Wykazał on nie przeciwieństwo, lecz pobratymstwo z faszyzmem – pokrewieństwo totalistycznego podkładu ideowego. W ZSRR uległa zaprzeczeniu kwestia najważniejsza, a mianowicie sam człowiek. Jego życie, jego zdrowie, jego wolność. W 1941 r. wraz z Pużakiem i Arciszewskim skierował list do socjalistów w Londynie, krytykujący układ Sikorski-Majski i postulujący stanowcze […] zwalczanie […] prądów sowietofilskich. Trzy lata później opowiedział się za wybuchem powstania w Warszawie (co wywołało sprzeciw Pużaka), a w czasie walk redagował „Robotnika”. Dla Zaremby antyfaszystowskie powstanie zbrojne było przejawem wierności imponderabiliom – zasadom Niepodległości i demokratycznego Socjalizmu. W odezwie z 3 października 1944 r. zapowiadał, że powstańcy, którzy dziś walczą o Polskę całą i niepodległą, jutro urzeczywistnią wielki program przebudowy społecznej i wolności obywatelskiej. W tym duchu napisał „Powstanie sierpniowe” – ujętą z lewicowego punktu widzenia relację z powstania warszawskiego, porównującą je do Komuny Paryskiej.

Po kapitulacji powstania Rada Jedności Narodowej (dawna Główna Rada Polityczna) wydelegowała Zarembę do Londynu, nie zdołał jednak tam wyjechać. Zamiast tego pod komunistycznym reżimem rozpoczął odbudowę konspiracyjnych struktur PPS-WRN, wydając w Krakowie biuletyn „AS”. Początkowo bierze pod uwagę, by zachowując krytyczne stanowisko, szukać sposobów włączenia się w nowy układ stosunków, dlatego utrzymuje kontakty z Józefem Cyrankiewiczem z prokomunistycznej „lubelskiej” PPS. 1 lipca 1945 r. na forum RJN oświadczył, nawiązując do powołania Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, że okres państwa podziemnego kończy się z chwilą utworzenia w kraju rządu, który zyskuje uznanie sprzymierzonych. Gdy jednak konspiracyjna PPS-WRN zdecydowała o samorozwiązaniu i wstępowaniu w szeregi PPS „lubelskiej” – Zaremba wraz z Pużakiem pozostał w opozycji.

***

Jesienią 1946 r. wyjechał do Francji, rozpoczynając ostatni, emigracyjny etap swego życia. Od 1947 r. wydaje socjalistyczny periodyk „Światło” i publikuje w nim, opracowuje program zjazdu PPS w Pont-a-Lesse. Na zjeździe polskich socjalistów w Ardenach w maju 1948 r. został wybrany przewodniczącym Rady Partyjnej, podczas gdy Ciołkosz stanął na czele Centralnego Komitetu Zagranicznego. Jako reprezentant PPS wiosną 1947 r. współtworzył Międzynarodowe Biuro Socjalistyczne, w 1949 r. przekształcone w Unię Socjalistyczną Krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a od 1951 r. afiliowane przy Międzynarodówce Socjalistycznej. Od 1950 r. uczestniczył w pracach Committee of International Socialist Conference, w 1951 r. wziął udział w kongresie Międzynarodówki Socjalistycznej we Frankfurcie.

Aktywnie uczestniczy w życiu polskiego wychodźstwa. W 1947 r. poparł przejście PPS do opozycji wobec rządu Bora-Komorowskiego – z inicjatywy socjalistów powstał blok lewicy – Porozumienie Polskich Stronnictw Demokratycznych – z udziałem ludowców, Polskiego Stronnictwa Demokratycznego, Stronnictwa Pracy i postpiłsudczykowskiej grupy Niepodległość i Demokracja. Kilka lat później zmienił zdanie i zaangażował się w tworzenie Tymczasowej Rady Jedności Narodowej, opartej na kompromisie ze Stronnictwem Narodowym, choć nietrudno zauważyć, że wspólnym mianownikiem tego porozumienia był opór wobec mafii sanacyjnej.

Komunistyczne rządy wyostrzyły sprzeciw Zaremby wobec sowieckiego modelu socjalizmu. Uważał, że przeprowadzane w kraju reformy idą zbyt daleko; krytykował hipertrofię sektora państwowego i biurokracji, sposób przeprowadzania nacjonalizacji (likwidacja małych firm) i reformy rolnej, forsowną industrializację i kolektywizację rolnictwa, wreszcie – last but not least – uzależnienie od ZSRR. Postulował oparcie produkcji rolnej na […] samodzielnych gospodarstwach chłopskich zrzeszonych na zasadach dobrowolnej i demokratycznej spółdzielczości kredytowej. […] Zachowując w ręku państwa główne dźwignie życia gospodarczego i oddając środki produkcji pod bezpośredni zarząd i kontrolę producentów i konsumentów, gospodarka socjalistyczna winna zostawić swobodę drobnym producentom i rzemieślnikom […], aby mogli […] wypełnić luki w gospodarce państwowej. Z tego powodu domagał się prowadzenia nieustępliwej walki z imperializmem sowieckim i jego agenturami w imię odzyskania niepodległości, krytykując zachodnią socjaldemokrację za przemilczanie zbrodni sowieckich.

Poglądy Zaremby i tak odbiegały jednak od głównego nurtu polskiej emigracji. Twardo oznajmiał, że nie ma powrotu do czasów przedwrześniowych, występował przeciw walce zbrojnej. Już w 1946 r. gotów był zaakceptować granicę wschodnią, bronił też w imię elementarnych interesów narodowych granicy na Odrze i Nysie. Jesienią 1948 r. – po usunięciu Gomułki – dostrzegł wielonurtowość PPR.

W tym nurcie poszukiwania – jak to ujął Melchior Wańkowicz – trzeciego miejsca mieściła się idea Stanów Zjednoczonych Europy, jako socjaldemokratycznej siły przełamującej dwubiegunowy podział świata na bloki komunistyczny i kapitalistyczny. Warto jednak zwrócić uwagę, że federalizm Zaremby miał charakter nie tyle kosmopolityczny, co internacjonalistyczny – podmiotem pozostawały narody, a nie abstrakcyjna społeczność międzynarodowa. Pisał on: Socjalizm Międzynarodowy winien wysunąć ideę całkowitej wolności narodów i ras, pełnego […] ich samookreślenia oraz pełnej ich równości.

***

W miarę upływu lat narastał krytycyzm Zaremby wobec zdominowanego przez nostalgiczną prawicę środowiska emigracyjnego. Jak pisał, emigranci na pozór wybrali wolność, [a] w rzeczywistości wybierali dla siebie możliwość życia w dogodniejszych warunkach. Jego ideowy pryncypializm, wierność swej proletariackiej ideologii nakazywały PPS zajmowanie pozycji odrębnej i samodzielnej oraz stworzenie własnych organów […] o wyraźnie socjalistycznym charakterze. Dlatego coraz krytyczniej oceniał szopkę legalistyczną, domagał się wyraźnego rozgraniczenia elementów wstecznych od lewicowych i zerwania z konformistyczną frazeologią pseudopatriotyczną. Istotną rolę odgrywała postawa Zaremby – jak go określiła Wanda Czapska-Jordan: optymisty z natury – której istotą było nie obrażanie się na historię, lecz tkwienie w prądzie przyszłościowym. Zawsze starał się patrzeć w przyszłość i w niej odnajdywać symptomy zmian na lepsze. Podkreślał: Od roku 1945 nie liczę na wojnę [jako metodę obalenia komunizmu – J.T.], lecz na siły żywotne narodu i naszej klasy robotniczej.

Wydarzenia 1956 r. w kraju – najpierw Poznański Czerwiec, potem Październik – były dla Zaremby dowodem na słuszność tego stanowiska. Pisał, że klasa robotnicza nie tylko żyje, ale potrafi również wznieść się na wyżyny rewolucyjnej manifestacji, natomiast tzw. antykomunistyczne siły, reprezentujące pełną negację zaszłych przemian […] były nieobecne w tym powszechnym poruszeniu serc i umysłów. Uważał, że klasa robotnicza na razie poparła Gomułkę, ale nie przestanie napierać w kierunku gruntownych przeobrażeń całego systemu. Dokonujące się na przełomie 1956 i 1957 r. przemiany uznał za realne (nie kosmetyczne) i pozytywne, ale niewystarczające, dlatego należy popierać […] utrwalenie się tych wyników przewrotu październikowego, które dały większe usamodzielnienie się Polski wobec ZSRR […]. Należy nie ustawać w walce o dalszy rozwój października, a w pierwszym rzędzie o odbudowanie niezależnego ruchu robotniczego. IV zjazd emigracyjnej PPS w 1957 r. dokonał pozytywnej oceny Października, a Zaremba usiłował uzyskać zgodę na rozpowszechnianie „Światła” w kraju.

Październik ‘56 okazał się niewykorzystaną szansą – po latach Zaremba oceniał, że batalia październikowa została przegrana, gdyż Gomułka uległ logice totalitarnej natury partii. Wydarzenia te wyznaczyły jednak nową strategię PPS pod kierunkiem Zaremby. W styczniu 1959 r. Rada Centralna partii w Lens zażądała wyjścia socjalistów z TRJN, w następnym roku doszło do zerwania współpracy z prezydentem Zaleskim. Zwrot ten doprowadził do secesji grupy socjalistów (Adam Pragier, małżeństwo Ciołkoszów) stojących na platformie jedności narodowej na emigracji. Dla Zaremby jedność narodowa była zawsze, jak pisał, oszustwem ideologicznym.

***

Nowa strategia stała się dla Zaremby okazją do pogłębienia i rozwinięcia analizy komunizmu. Uważał ewolucję ruchu i systemu komunistycznego za obiektywną i historycznie zdeterminowaną. Pisał, że nie ma możliwości zawrócenia z tej drogi [demokratyzacji – J.T.], że świat komunistyczny podlega głębokiemu i nieodwracalnemu […] procesowi przemian w kierunku dobrobytu i wolności. Zauważył, że przełom ideologiczny, jaki miał miejsce po śmierci Stalina, był skutkiem przemiany pokoleniowej, która do kierownictwa wprowadziła pragmatyków stawiających na pokojowe współistnienie z Zachodem. Punktem wyjścia była jego teoria nowej klasy rządzącej w państwach komunistycznych (oligarchiczna klasa […] biurokratów partyjnych i państwowych […] czerpiąca liczne przywileje z faktu posiadania nieograniczonej władzy i dysponująca wszystkimi środkami produkcji), którą, jak podkreślał, sformułował wcześniej niż powstała podobnie zwana teoria Milovana Dżilasa. Nowa klasa stopniowo odchodziła od frazeologii klasowo-proletariackiej na rzecz narodowej (co Zaremba krytykował z pozycji lewicowych), a rządzące partie komunistyczne stawały się partiami ogólnonarodowymi. W rezultacie monopartia przeistaczała się z zakonu w mikrospołeczeństwo – odzwierciedlenie realnego społeczeństwa – a sprzeczności klasowe przenoszone były do jej wnętrza.

Szczególnie wyraźnie widać było to, jego zdaniem, w państwach satelickich, gdzie występowało rozdwojenie partii na oddanych Rosji przywódców […] oraz na zwykłe pionki partyjne, żyjące troskami i nadziejami społeczeństwa. Co więcej, Zaremba dostrzegał w tych partiach działaczy, którzy chcą bronić własnej klasy robotniczej i najlepiej pojętych interesów własnego narodu. W ten sposób formowała się opozycja wewnętrzna w partiach komunistycznych, nacechowana dążeniem do uzyskania niezależności wobec Związku Radzieckiego.

Zaremba utożsamiał tę opozycję z tzw. rewizjonistami – nurtem ideowym młodej inteligencji komunistycznej, krytykującym marksistowsko-leninowski dogmatyzm. W jego oczach nie była to garstka intelektualistów, ale żywiołowy oddolny ruch, wyraz klasowych interesów […] proletariatu. Traktował rewizjonistów jako część opozycji demokratycznej działającą wewnątrz partii komunistycznej, a nawet jako opozycję socjalistyczną w obozie komunistycznym – zalą?ek żek nowego odrodzenia socjalizmu w naszych krajach. Krytykował co prawda rewizjonizm za niekonsekwencję (przede wszystkim za uznawanie systemu monopartyjnego), ale w oczach pryncypialnych antykomunistów takie stanowisko Zaremby i tak było nieledwie zdradą.

Tym bardziej, że Zaremba szedł jeszcze dalej, proklamując gotowość otwarcia na ruch komunistyczny jako taki. Pisał o konieczności rozbicia tumanu myślowego „antykomunizmu”, malującego diabła niezmiennie grożącego Ludzkości swymi widłami. Twierdził, że wśród komunistów przybywa coraz więcej ludzi rozumiejących, że socjalizm bez wolności człowieka jest potworną karykaturą. Z drugiej strony nie ukrywał swego krytycyzmu wobec ewolucji zachodniej socjaldemokracji, której zarzucał zatuszowanie klasowego oblicza, żałosne wrażenie demonstracji ideologicznej pustki, „upaństwowienie” socjalizmu w ramach istniejących stosunków. Nietrudno dosłyszeć tu echa modnej wtedy teorii konwergencji, zakładającej nie tylko koegzystencję, ale też wzajemne zbliżenie przeciwstawnych systemów. Na konferencji wschodnioeuropejskich socjalistów w Amsterdamie w październiku 1963 r. Zaremba wygłosił referat „O aktywną politykę socjalizmu wobec ruchu komunistycznego”, który – jak wspominał – wywołał święte oburzenie i dał okazje do wygłaszania płomiennych mów antykomunistycznych (powtarzanych od dziesięciu lat bez zmiany). Głosił w nim tezę o utrwaleniu rewizjonizmu jako stałego zjawiska wewnętrznego w ruchu komunistycznym, co miało umożliwić likwidację rozłamu w ruchu robotniczym. Zaremba oznajmiał jednak zarazem, że niemożliwa jest solidarność między więźniem i dozorcą. Odbudowa jedności ruchu robotniczego miała się odbywać na zasadach równości różnych kierunków (komunistycznego, socjaldemokratycznego, syndykalistycznego i chrześcijańsko-społecznego), niezależności od rządów i demokratycznej organizacji wewnętrznej partii robotniczych.

Jako warunki minimum kompromisu z komunistami Zaremba wysuwał żądania swobody stowarzyszeń (w tym stowarzyszenia wychowawczo-politycznego o charakterze socjalistycznym), wewnętrznej demokracji w ruchu związkowym i spółdzielczym, wreszcie wolnych wyborów do terenowych rad narodowych. W drugim etapie reform miała zostać odbudowana partia socjalistyczna, przeprowadzone wolne wybory parlamentarne i ustanowiona gospodarka trójsektorowa. Był to program wprowadzenia socjalistycznych zasad wolności na podłożu gospodarki upaństwowionej i scentralizowanej. Jak pisał, w warunkach dyktatury komunistycznej najważniejsza jest odbudowa demokracji. Twierdził zarazem, że demokracja to nie tyle określona struktura państwowa, co postawa obywateli, sygnalizując w ten sposób możliwość wykorzystania formalnie demokratycznych instytucji ustrojowych PRL na drodze żywiołowości i drobinkowego oddziaływania. Chcemy na tej drodze skupić wszystkie żywotne siły naszego społeczeństwa, bez względu na dawne i obecne podziały – dodawał, precyzując, że będzie to zgrupowanie sił demokratycznych […] od komunistycznych rewizjonistów do chrześcijańsko-społecznych. W praktyce próbował to realizować, nawiązując poprzez Barbarę Toruńczyk kontakty z grupą Kuronia, Modzelewskiego i Michnika. Strategię tę określił mianem neopozytywizmu socjalistycznego, przez analogię do neopozytywizmu katolickiego reprezentowanego przez grupę „Znak”.

Pewnej modyfikacji uległ też program Zaremby w zakresie polityki zagranicznej. Oczywiście wierny pozostał imponderabiliom – nieodmiennie twierdził, że sprawa Niepodległości jest ściśle związana ze sprawą Socjalizmu, gdyż proletariat nie ścierpi na dłuższą metę ani dyktatury, ani niewoli narodowej. Stwierdzając, że Polska to zamaskowana kolonia ZSRR, żądał pełnej swobody państwa polskiego w jego polityce zagranicznej i wewnętrznej. Jednak w swej publicystyce Zaremba nie wraca już do koncepcji paneuropejskich, zadowalając się neutralizacją Europy Środkowej od Renu po Bug: zjednoczonych Niemiec, Polski, Czechosłowacji i Węgier (bliski był tu przywódcy SPD Kurtowi Schumacherowi).

***

Idee Zaremby z lat 60. nie spotkały się ze zrozumieniem na emigracji. Po krytyce jego amsterdamskiego referatu zgłosił rezygnację ze stanowiska przewodniczącego Wydziału Zagranicznego CKZ. W 1964 r. założył nowy periodyk „Droga”, który miał skupiać wszystkich demokratów polskich stojących nogami na ziemi i myślących kategoriami jutra, a nie lat minionych (biorąc Październik ‘56 za punkt odniesienia), jednak wobec oporu towarzyszy inicjatywa ta nie odniosła sukcesu. Koncentrował się coraz bardziej na pracy teoretycznej, wydawał kolejne książki: „Narodziny klasy rządzącej w ZSRR” (1963), „Cel i droga” (1963), „Przemiany w ruchu komunistycznym” (1965), „Słowo o Wacławie Machajskim” (1967). Sterany życiem chciał wrócić do kraju, nie zdążył jednak tego uczynić. Zmarł 5 października 1967 r. w Sceaux.

Prorok narodowej rewolucji

Prorok narodowej rewolucji

dr Jarosław Tomasiewicz

CC-BY eisenbahner, flickr.com/photos/eisenbahner/4568743112/

Komunistyczna Partia Polski przedstawiana jest dziś z reguły jako agentura obcego mocarstwa, wyzuta z wszelkiego patriotyzmu, wprost ziejąca nienawiścią do Polski i polskości. Nie przecząc, że takie tendencje występowały w ruchu komunistycznym, zwrócić trzeba uwagę, że to obraz nazbyt uproszczony. I tu występowały jaśniejsze półcienie, bez znajomości których nie zrozumiemy, dlaczego na orbicie kompartii znalazł się niejeden żołnierz Legionów (by przywołać choćby postać Władysława Broniewskiego). Nawet antykomunistyczny publicysta, agent sanacyjnej „defensywy” Józef Mitzenmacher (Jan Alfred Reguła) w swej „Historii KPP” zwracał uwagę, że wielki procent jego [polskiego komunizmu – J.T.] wyznawców nie zatracało poczucia polskiej państwowości i że istniała możliwość spolszczenia partii komunistycznej. Najdalej w tym kierunku miał iść Julian Brun, znany też pod swym partyjnym pseudonimem Bronowicz.

***

Życiorys Bruna to klasyczna biografia „zawodowego rewolucjonisty”, karnego żołnierza międzynarodowej Rewolucji. Urodził się 21 kwietnia 1886 roku w Warszawie. Jak wielu komunistów miał burżuazyjne pochodzenie – jego ojciec Teodor był właścicielem fabryki tytoniowej, choć od 1905 r. pracował w tej fabryce jako majster. W rodzinie żywe były też sentymenty patriotyczne, gdyż dziadek Bruna, Julian Kaufman, należał do organizatorów powstania styczniowego w Krośniewicach, a po jego upadku był wraz z żoną więziony przez Rosjan. Być może ta właśnie buntownicza tradycja skłaniała Juliana ku antycarskiej opozycji – już jako szesnastolatek wziął udział w demonstracji pierwszomajowej, za co został w 1902 roku usunięty z progimnazjum. Potem uczył się w szkole handlowej w Zgierzu, ale również jej nie skończył.

W 1903 roku wstąpił do Związku Młodzieży Socjalistycznej, łączącego młodych sympatyków zarówno PPS, jak i SDKPiL, i współpracował przy redagowaniu pisma ZMS „Ruch”. Z powodu tej działalności został w lutym 1904 r. aresztowany, jednak już w maju zwolniono go z uwagi na brak dowodów. Kolejne aresztowanie nastąpiło podczas zbrojnej demonstracji socjalistów na Placu Grzybowskim w Warszawie 13 listopada 1904 r. Bruna więziono wtedy na Pawiaku i w warszawskiej Cytadeli, zanim został zwolniony za kaucją.

Rewolucja 1905 roku przyśpieszyła krystalizowanie się postaw politycznych. Brun spośród różnych partii socjalistycznych – PPS, III Proletariatu, SDKPiL – wybrał tę ostatnią, kierowaną przez Różę Luksemburg. Działał jako esdecki agitator na terenie Warszawy, Lublina i Zagłębia Dąbrowskiego. Latem 1905 r. wraz ze Stanisławem Bobińskim udał się do Austro-Węgier. W czasie powrotu w październiku został zatrzymany za nielegalne przekroczenie granicy i osadzony w więzieniu w Będzinie, potem przewieziono go do stolicy, jednak po miesiącu uwolniono. W listopadzie 1905 r. opublikował w „Przeglądzie Społecznym” swój pierwszy publicystyczny artykuł „O platformie pojednawczej”. Tekst dotyczył rozłamu w PPS i propagował zbliżenie z lewicowymi socjalistami, co w sekciarskiej SDKPiL stanowiło rzadką postawę. W tym czasie Brun wszedł w skład praskiego Zarządu Dzielnicowego SDKPiL, jednak już niebawem – w czasie demonstracji w Alejach Ujazdowskich – znów został aresztowany.

Zwolniono go po dwóch miesiącach za kaucją, pozbawiony jednak możliwości kontynuowania nauki w kraju wyjechał do Paryża. Studiował tam socjologię na Sorbonie, zdał też egzamin wstępny do Instytutu Języków Obcych. Jesienią 1907 r. przyjechał do Warszawy na swoją rozprawę sądową – został wówczas skazany na sześć miesięcy więzienia z zaliczeniem na jego poczet wcześniejszego aresztu; po odbyciu kary wrócił w marcu 1908 roku do Paryża. Ożenił się wtedy z angielską malarką May Houghton i w 1909 r. wyjechał do Londynu, by uczyć się tam fotograwerstwa. Po powrocie do Francji pracował jako grawer. W czasie pobytu w Paryżu nie zaniedbywał działalności politycznej w szeregach tamtejszej sekcji SDKPiL. Jesienią 1912 r. przyjechał do Krakowa, gdzie ożenił się ponownie, tym razem ze Stefanią Unszlicht. Już jednak wiosną następnego roku choroba żony zmusiła go do wyjazdu do Bułgarii. Pracował tu jako korespondent handlowy (w Ruszczuku) i urzędnik bankowy (w Sliven), utrzymując zarazem polityczne kontakty z tzw. tesniakami – radykalną frakcją „ścisłych socjalistów” w Bułgarskiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej. W czasie I wojny światowej został internowany przez władze jako obywatel rosyjski.

W 1919 roku wrócił do kraju, wstępując z miejsca do Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Jako komunista, został latem 1920 r., w czasie ofensywy bolszewickiej, aresztowany przez władze wojskowe na letnisku pod Warszawą i postawiony przed sądem doraźnym. Przetrzymywano go w Mińsku Mazowieckim, potem na Pawiaku, jednak po przekazaniu sprawy sądowi zwykłemu został w 1921 r. zwolniony. Po uwolnieniu wrócił do pracy partyjnej. Był członkiem Centralnego Wydziału Rolnego i Centralnej Redakcji KPRP, współredagował organy partii „Czerwony Sztandar” i przeznaczoną dla wsi „Gromadę”, współpracował też z legalnymi pismami komunistycznymi, takimi jak „Walka Robotnicza”, „Nowa Kultura” czy „Trybuna Robotnicza”. W lutym 1922 r. Komitet Centralny KPRP delegował go do Moskwy na posiedzenie I Rozszerzonej Egzekutywy Międzynarodówki Komunistycznej, gdzie został powołany w skład Komisji Związkowej MK. U schyłku tego roku uczestniczył w IV kongresie Kominternu w Piotrogrodzie i Moskwie.

Poglądy Bruna w tym okresie wciąż bliskie były luksemburgizmowi, cechowało je charakterystyczne dla dawnych esdeków sekciarstwo. Kontestując możliwość i celowość porozumienia z PPS, faktycznie negował taktykę jednolitego frontu robotniczego w Polsce. Na III konferencji KC KPRP (w Gdańsku w kwietniu 1922 r.) skrytykował też zapożyczone od bolszewików hasło „ziemia dla chłopów bez wykupu”. Luksemburgistowska ultralewica w polskiej kompartii uważała, że lepiej rozwinięta gospodarczo Polska nie musi przejmować rozwiązań z zacofanej rolniczej Rosji i może przejść wprost do socjalizacji ziemi (swą wyższość podkreślano nawet akcentowaniem „robotniczego” charakteru w nazwie partii). Na II zjeździe KPRP (wrzesień-październik 1923 w Bołszewie) Brun jako członek podkomisji rolnej i narodowościowej podtrzymywał to stanowisko – w sprawie rolnej proponował hasło „ziemia dla bezrolnych i małorolnych” zamiast „ziemia dla chłopów”.

Na tymże zjeździe Brun wybrany został do Komitetu Centralnego partii. W lipcu 1924 r. I konferencja Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (zajmującej się wsparciem dla więzionych komunistów) wybrała go do Komitetu Wykonawczego MOPR. W tym samym czasie osiągnął szczyt partyjnej kariery: na V kongresie Kominternu został wybrany przez Komisję Polską MK na członka tzw. Piątki – prowizorycznego kierownictwa KPRP. Awans ten był owocem walk frakcyjnych. Dominująca dotąd tzw. większość (Maria Koszutska-Kostrzewa, Adolf Warski-Warszawski, Henryk Horwitz-Walewski) opowiadała się za jednolitym frontem w formie rządu robotniczo-chłopskiego, co oznaczało kompromis z PPS i radykalnymi ludowcami, poparcie dla postulatu reformy rolnej i podjęcie hasła niepodległości Polski, a w dodatku wystąpiła w obronie Trockiego w jego konflikcie ze Stalinem. Spotkało się to z reakcją Stalina, pod naciskiem którego powołane zostało nowe kierownictwo, zdominowane przez dawnych luksemburgistów.

Nie dane było jednak Brunowi stanąć na czele kompartii. 8 sierpnia 1924 r. został aresztowany w Warszawie wraz z całą Centralną Redakcją i skazany na 8 lat więzienia. Karę odbywał w więzieniach na Pawiaku i na Mokotowie, wykorzystując czas do napisania „Stefana Żeromskiego tragedii pomyłek”. Jego esej w 1925 roku publikowany był w odcinkach na łamach „Skamandra”, najpopularniejszego wówczas polskiego pisma literackiego, a w następnym roku został wydany w formie broszurowej. Tezy zawarte w „Tragedii…” wywołały konsternację towarzyszy partyjnych – Brun został skrytykowany za „nacjonalbolszewizm”, odsunięty od pracy w Komunistycznej Partii Polski i oddany do dyspozycji Kominternu.

W lutym 1926 roku w drodze wymiany więźniów wyjechał do ZSRR, nie przebywał tam jednak długo. Już w następnym roku został skierowany do Paryża jako korespondent radzieckiej agencji prasowej TASS, ale jego publicystyka sprawiła, że po kilku miesiącach wydalono go z Francji. Jesienią 1927 r. został korespondentem TASS w Wiedniu, ale i ta posada okazała się nietrwała. W maju 1928 r. Brun uczestniczył w III plenum KC KPP w Berlinie i wraz z innymi uczestnikami został aresztowany przez władze niemieckie. Samowolny udział w nielegalnym posiedzeniu KPP wywołał niezadowolenie Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), która ukarała Bruna naganą.

Po powrocie do Moskwy pracował przez pewien czas jako zastępca kierownika Wydziału Zagranicznego centrali TASS, przede wszystkim jednak udzielał się politycznie. Brał udział w I zjeździe Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi (autonomicznej struktury KPP) pod Orszą latem 1928 roku i nieco później w VI kongresie Kominternu w Moskwie. Na III plenum Komitetu Centralnego KPZB w październiku 1929 r. został dokooptowany do składu KC, w tym samym roku wrócił do pracy w Centralnej Redakcji KPP z siedzibą w Berlinie. Jako przedstawiciel Centralnej Redakcji uczestniczył w V zjeździe KPP, gdzie został wybrany zastępcą członka KC. W czasie posiedzenia rozszerzonego Biura Politycznego KPP w Berlinie w sierpniu 1931 r. Brun znowu został aresztowany przez niemiecką policję; gdy zwolniono go z nakazem bezzwłocznego opuszczenia Niemiec, wrócił niebawem do Berlina, by pracować w Redakcji Zagranicznej KPP. VI zjazd KPP (październik 1932 roku) potwierdził wybór Bruna na zastępcę członka KC, od końca tego roku pełnił też funkcję przedstawiciela KPP przy kierownictwie KPZB. W końcu 1933 r. został wysłany do Kopenhagi, gdzie w Centralnej Redakcji zastępował jej kierownika Jerzego Rynga (Herynga). To „życie na walizkach” nie sprzyjało rodzinnej stabilizacji – w tym okresie Julian Brun rozszedł się ze Stefanią i poślubił Eugenię Heyman.

Zarazem jednak Brun dojrzewał ideologicznie. Już w czerwcu 1931 r. podczas V plenum KC KPZB przyczynił się do zwrotu białoruskich komunistów w stronę szerokiego sojuszu narodowo-wyzwoleńczego. Przemyślenia z „Tragedii pomyłek” okazały się przydatne, a zastosowane do sytuacji narodu uciskanego nie wzbudzały takich kontrowersji jak poprzednio. W 1933 roku dojście Hitlera do władzy obnażyło absurd stalinowskiej teorii „socjalfaszyzmu”, uznającej partie socjaldemokratyczne za głównego wroga, jako „lewe skrzydło faszyzmu”. Brun należał do pierwszych krytyków tej teorii.

Na VII kongresie Kominternu (lipiec-sierpień 1935) zapadła decyzja o przyjęciu strategii „antyfaszystowskiego frontu ludowego” – wspólnie z socjaldemokratami, liberałami i postępowymi kołami chrześcijańskimi. Brun jako członek Prowizorycznego Biura Politycznego KPP przebywał wówczas w Kopenhadze, jednak reorientację ruchu komunistycznego przyjął z entuzjazmem. Latem 1936 r. został wysłany do Brukseli, gdzie zorganizował ośrodek wydawniczy polskiej kompartii. Na lata 1936–1938 przypada jego największa aktywność publicystyczna. Redagował „Przegląd” i „Biblioteczkę Popularną”, pisał w jednolitofrontowym „Dzienniku Popularnym”, „Nowym Przeglądzie”, „Informacjach Prasowych” (Paryż) oraz w kominternowskich pismach „Bolszewik”, „Kommunisticzeskij Intiernacyonał” i „Internationale Presse Korrespondenz”.

Ciosem była dla niego decyzja Stalina o rozwiązaniu KPP w 1938 roku. Ciężko chory na serce skoncentrował się od tej pory na pracy naukowej – zajmował się głównie kwestią narodową, a także Wielką Rewolucją Francuską, w której dostrzegał źródło idei narodowej. Owocem tych badań była m.in. książka „La naissance de l’armée nationale (1789–1794)”, którą opublikował w 1939 roku pod pseudonimem Jules Leverrier; napisał też zarys historii Polski do 1903 roku.

Internowany w maju 1940 r. przez władze belgijskie został przewieziony do obozu St. Cyprien we Francji. Po ucieczce z obozu we wrześniu tego roku przebywał w Martizay, potem w Grenoble, gdzie kontynuował pracę badawczą (napisał m.in. „Rewolucyjne pochodzenie idei narodowej”). W czerwcu 1941 r. wraz z ewakuowanymi pracownikami ambasady radzieckiej w Vichy wyjechał do ZSRR. Początkowo pracował w polskiej redakcji wydawnictw międzynarodowych w Moskwie, potem w polskiej redakcji radia w Saratowie. Pozostawał aktywny publicystycznie, wydał broszurę „Ziemie polskie pod jarzmem niemieckim”. Była to ostatnia z niemal 200 pozycji publicystycznych i naukowych w jego dorobku. Zmarł w Saratowie 28 kwietnia 1942 r.

***

Brun-Bronowicz zdobył rozgłos dzięki broszurze „Stefana Żeromskiego tragedia pomyłek”. Pod pozorem szkicu krytycznoliterackiego Brun przemyca tu program polityczny wyraźnie odbiegający od marksistowsko-leninowskiej ortodoksji, bliski natomiast rosyjskiej „smienowiechowszczyźnie” – ideologii części „białych” emigrantów, postulujących kompromis z bolszewizmem na gruncie interesu narodowego.

Reinterpretując Marksa, Brun dowodził, że internacjonalizm proletariacki nie wyklucza bynajmniej poczucia narodowego: w przeciwieństwie do kosmopolitycznej burżuazji klasa robotnicza […] jest głęboko, immanentnie narodowa […], co więcej – to proletariat staje się hegemonem, awangardą i rzecznikiem narodu. Rosja miała być tego przykładem – Brun twierdził, że rewolucja rosyjska pomimo swych haseł kosmopolitycznych jest […] przede wszystkim rewolucją narodową przeciwko nowożytnemu feudalizmowi finansowemu. Nie jest to rewolucja społeczna, przewidziana przez Marksa […], lecz bunt krajów eksploatowanych przeciwko służebności ekonomicznej na rzecz krajów starego kapitalizmu. Brun-Bronowicz był tu prekursorski wobec współczesnej „teorii zależności”, rozpatrującej stosunki międzynarodowe w kategoriach konfliktu „rdzenia” i „peryferii”. Wyjaśniał: Rosja porewolucyjna nie godzi się z rolą eksploatowanej kolonii. Potędze akumulowanych w ciągu wieków kapitałów Zachodu przeciwstawia ona maksimum koncentracji własnych zasobów w rękach państwa. Proklamuje zasadę, że państwo, którego ważne ośrodki gospodarcze są w posiadaniu obcego kapitału, nie może być uważane za państwo istotnie niepodległe. Swój niebywały system ekonomiczny zwraca, jako potężną fortyfikację obronną, przeciwko temu, co określa się tam mianem kapitalistycznego imperializmu. System bolszewicki okazuje się być tylko metodą realizacji interesu narodowego – rozciągnięciem suwerenności państwa na sferę gospodarczą.

Brun piszący swoją książkę w okresie rozkwitu Nowej Polityki Ekonomicznej prezentował ustrój społeczno-gospodarczy ZSRR jako faktycznie kapitalizm państwowy – podkreślał, że poza upaństwowieniem przemysłu cały mechanizm społeczeństwa kapitalistycznego doznał zmian stosunkowo nieznacznych i funkcjonuje na ogół w ten sam sposób, co w reszcie świata, a sowieckie przedsiębiorstwa państwowe […] zorganizowane są […] na podobieństwo nowożytnych trustów i koncernów kapitalistycznych. Zaletą tego systemu miało być unarodowienie troski o los fabryk – wzmocnienie łączącej naród więzi psychicznej.

Jeszcze bardziej oryginalna była wizja radzieckiego ustroju politycznego. Brun przekonywał, skądinąd słusznie, że bolszewicka monopartia nie jest typowym stronnictwem politycznym, ale zakonem świeckim o surowej regule i żelaznej dyscyplinie, co więcej, że wyraża dążność do wysegregowania z mas ludowych najlepszych […] jednostek jako elity rządzącej. Dodawał w szokującej sprzeczności z oficjalną doktryną: Można to nazwać arystokracją, […] lecz z kwalifikacji osobistych. Ta elita nie mogła podlegać wyborczej weryfikacji, gdyż parlamentaryzm podatny jest na korupcyjne wpływy wielkiego kapitału: przy tym wielkim eksperymencie dziejowym o powołaniu do władzy nie może decydować arytmetyka wyborcza, lecz probierz ideowy i moralny. […] fanatyzm idei, wsparty na surowej, barbarzyńskiej sile. Nie oznaczało to jednak oderwania od mas, ale odmienne kanały komunikowania się z nimi, w wersji Bruna uderzająco podobne do koncepcji korporacjonizmu. Pisał: W przeciwieństwie do demokracji zachodniej, która […] walczyła ze zrzeszeniem obywateli, dążąc do rozproszkowania społeczeństwa na izolowanych, „suwerennych” wyborców, hasłem sowietyzmu jest objęcie wszystkich obywateli przez organizacje zawodowe, […] itd. Totalitaryzm okazuje się alternatywnym wariantem demokracji.

Prymat interesu narodowego, rządu zorganizowanej elity opartej na korporacjach społecznych – czyż nie przypomina to co bardziej radykalnych projektów piłsudczykowskich? „Stefana Żeromskiego tragedia pomyłek” była w istocie ofertą programową skierowaną do radykalnej inteligencji, przede wszystkim kół legionowych. Warunkiem miało być zerwanie z ideologią „przedmurza Zachodu” w imię samodzielnej realizacji interesu narodowego. Brun pisał wprost, że na czele rewolucji narodowej może stanąć nie tylko proletariat, ale też burżuazja, jednak ideowa martwota i polityczna słabość polskiej burżuazji otwierały pole działania dla inteligencji. Choć „socjalizujący romantyzm” Piłsudskiego uważał za sztuczną syntezę ideologii szlacheckiej i proletariackiej, to jednak w piłsudczykach Brun widział elitę młodzieży inteligenckiej, robotniczej i chłopskiej. Wspólną była pogarda dla „połaniecczyzny” – beztroskliwego sybarytyzmu chwili bieżącej (z tym że według Bruna cechować miało to jedynie burżuazję, nie naród jako taki) – przenoszona na obóz narodowy. Zaskakiwać musi jednak w tym kontekście pobłażliwe stanowisko Bruna wobec burżuazyjnego antysemityzmu endecji – pisał, że dążenie do wzmocnienia pozycji drobnego handlu chrześcijańskiego było ruchem w pewnym okresie nieuniknionym i zdrowym.

Zmuszony do samokrytyki Brun zdystansował się od poglądów głoszonych w „Tragedii pomyłek”, redukując je do propagandowego manewru (Sądziłem, że w ten sposób dopomogę bodaj jednostkom z tego środowiska […] przełamać głęboko tkwiące opory umysłowe). W swych publikacjach z lat 30. Brun wrócił na pozycje ortodoksyjnego marksizmu-leninizmu czy nawet stalinizmu. Najdobitniej widać to w jego atakach na konkurentów Stalina, gdy demaskuje ohydne oblicze kontrrewolucyjnej bandy trockistowskiej, operującej ręka w rękę z Gestapo.

Charakterystyczne jednak, że Brun szczególnie dobitnie krytykował trockistów za ich ultralewicowe awanturnictwo, wyrażające się w kwestii stosunku pomiędzy proletariatem a chłopstwem. Głęboko rewidując swe dawne poglądy, występował w obronie drobnej własności chłopskiej. Z aprobatą cytował hiszpańskiego komunistę V. Uribe, mówiącego: Chłopi z natury swej nie są reakcyjni. […] chłopu przysługiwać musi tak samo jak robotnikowi bezwzględna swoboda rozporządzania owocami swej pracy. Jednolitofrontowe stanowisko Bruna widać było też w jego stosunku do wierzących – mimo całego swego bojowego antyklerykalizmu, postulującego odstawienie księży, rabinów, popów od polityki, głosił, że miejsce ludzi pracy – wierzących katolików jest w obozie antyfaszystowskim. Dodajmy wreszcie, że Brun nadal dowartościowywał rolę narodu i patriotyzmu.

Oczywiście, jako komunista, Brun deklarował bezwzględną wrogość wobec wszelkiego nacjonalizmu. Nacjonalizm wszakże nie był u Bruna epitetem, ale precyzyjnie zdefiniowanym zjawiskiem. Wśród jego cech wymieniał: 1) uznanie narodu za wartość najwyższą, 2) traktowanie narodu jako zjawiska ponadhistorycznego i w swej istocie niezmiennego, 3) negowanie podziałów klasowych w łonie narodu i wynikający stąd imperatyw narodowej solidarności, 4) postrzeganie dziejów przez pryzmat antagonizmu między narodami, co prowadziło do egoizmu narodowego i (lub) mesjanizmu. W walce z nacjonalizmem Brun starał się zdemistyfikować pojęcie narodu, wykazując jego historyczność i stosunkowo niedawną – bo sięgającą rewolucji francuskiej – genezę.

Tu jednak warto poczynić trzy spostrzeżenia. Po pierwsze, dostrzegając początki narodu, nie prognozował jego końca, przeciwnie – pisał, że poczucie narodowe […] jako trwały dorobek minionej epoki wrosło niejako organicznie w psychikę współczesnego człowieka. Po drugie, historyczne podejście do pojęcia narodu prowadziło Bruna do akcentowania jego rewolucyjnej genezy i postępowej roli. Głosił, że naród, miłość ojczyzny, patriotyzm – są to na równi z ideą demokracji, zwierzchnictwa ludu, przedstawicielstwa ludowego wytwory ideologiczne rewolucji burżuazyjno-demokratycznej, pociski wybuchowe myśli rewolucyjnej, zrodzone w ogniu walki klasowej. Po trzecie wreszcie, Brun daleki był od teorii redukujących naród do zjawiska prostego, opartego na jednym czynniku. W jego ujęciu wspólnota narodowa stanowiła „całość stosunków społecznych”, obejmując wspólnotę języka i terytorium, jednolitość życia ekonomicznego, wspólnotę dziedzictwa kulturowego oraz afirmację tej wspólnoty w zbiorowej świadomości. Aby prawidłowo rozwijać się, naród winien dysponować własną organizacją państwową, dlatego Brun uważał państwo narodowe za „wielką zdobycz” mas ludowych (na równi z demokracją).

Ten teoretyczny fundament stanowił podstawę do konstruowania programu politycznego. Jego aksjomatem było twierdzenie, że zasadniczy stosunek partii proletariatu do dążeń wyzwoleńczych narodów ujarzmionych polega na uznaniu bez zastrzeżeń ich prawa do stanowienia […] o swojej przynależności państwowej. Co więcej, miał to być trwały składnik programu komunistycznego, gdyż postulat prawa narodów ujarzmionych do samookreślenia […] należy do takich żądań demokratycznych, które […] nie stracą swojego rewolucyjnego znaczenia, lecz zachowują je w całej pełni także w rewolucji socjalistycznej. Na tej podstawie Brun podkreślał tożsamość sprawy narodowej i interesu proletariatu (Sprawa mas ludowych […] zawsze i wszędzie jest prawdziwą, niesfałszowaną sprawą narodową), krytykując odrzucenie haseł niepodległościowych przez polską lewicę rewolucyjną. Leitmotivem jego publicystyki był postulat wiązania sprawy niepodległości Polski z rewolucyjną walką wyzwoleńczą mas ludowych całego świata i wszystkich mas ludowych. Skwapliwie akcentując, że Polska odzyskała niepodległość dzięki rewolucji rosyjskiej, twierdził, że jest to wartość niekwestionowana – walka toczy się jedynie o to, czy Polska będzie państwem imperialistycznym, […] czy też republiką socjalistyczną. To socjalizm miał urzeczywistnić prawdziwie wielką Polskę, w której […] bujnie zakwitną talenty […] i wytrysną energie, tkwiące w ludzie polskim. To socjalizm miał obronić niepodległość Polski przed neokolonialnym uzależnieniem od Zachodu i agresją hitlerowskich Niemiec.

Tego typu hasła łatwo zakwestionować, jako demagogię na użytek patriotycznych mas – demagogię, za którą krył się brutalny postulat wcielenia Polski do ZSRR. W przypadku Bruna mogło to jednak wyglądać nieco odmiennie. Choć wychwalał Związek Radziecki, jako państwo gwarantujące swobodę rozwoju wszystkim narodowościom, to zarazem – powołując się na Stalina! – podkreślał, że przyszłe radzieckie Niemcy, radziecka Polska, radzieckie Węgry, radziecka Finlandia, narody, które istniały jako samodzielne państwa, które mają własną państwowość, swoją własną armię, swoje własne finanse, mogą ułożyć swój stosunek państwowy do Związku Radzieckiego inaczej niż tworzące ZSRR narody byłego imperium rosyjskiego, gdyż federację radzieckiego typu – mogłyby one uważać za pomniejszenie swojej samodzielności państwowej, za zamach na swoją samodzielność. W publicystyce Bruna znaleźć też można zawoalowaną krytykę eksportu rewolucji.

Pomimo to Brun nie przestawał być komunistą. Odrzucał jakiekolwiek kompromisy z PPS, krytykując niepodległościowych socjalistów za reformizm i kolaborację z klasami posiadającymi. Oznajmiał: Leninowska krytyka Róży Luksemburg […] nie zbliża nas […] ani na jotę do stanowiska zajmowanego przez PPS i piłsudczyznę. Czasem wypowiadał się jeszcze dobitniej, nie pozostawiając złudzeń, po której stronie opowiedzą się komuniści: Kiedy wojna dwóch państw […] staje się wojną klasową – rozstrzyga front klasowy.

Komunistyczny patriotyzm Bruna miał pewne cechy szczególne, wyraźnie odróżniające go od szczerze lewicowego patriotyzmu polskich socjalistów. Pierwszą była zaczerpnięta wprost od Lenina teoria o współistnieniu w każdym narodzie dwóch klasowych kultur – wyzyskiwaczy i mas ludowych. Ponieważ klasy te dzielił nieprzezwyciężalny antagonizm, nie mogła w związku z tym istnieć też wspólna kultura narodowa. Pisał więc: Ciągłości duchowe są w narodzie różne. Masy ludowe poczuwają się do ciągłości duchowej z tymi z poprzednich pokoleń, którzy łączyli sprawę Polski ze sprawą wyzwolenia uciskanych i ciemiężonych […]. Klasy posiadające pielęgnują inną ciągłość duchową: ze szlachetczyzną, wstecznictwem klerykalnym, jezuityzmem deprawującym umysły i serca, z wielkopańskim pomiataniem człowiekiem pracy. Brun – pozostający tu (jak zauważył Marian Stępień) pod wyraźnym wpływem Stanisława Brzozowskiego – „prawdziwy naród” utożsamiał z ludem pracującym, warstwy eksploatatorskie uważając za zdegenerowaną, pasożytniczą, anachroniczną narośl na tymże narodzie.

Drugim wyróżnikiem Brunowskiego patriotyzmu był pryncypialny internacjonalizm, rygorystycznie odmawiający własnemu narodowi jakichkolwiek szczególnych praw, choćby wynikających z sentymentu. Choć polemizując z luksemburgistami mawiał, że nasz stosunek do Polski musi się chyba czymś różnić od stosunku, powiedzmy, do Katalonii, to jednak nie przekładało się to na konkretny program polityczny – Polska w wizji Bruna była tylko jednym z elementów wszechświatowej rewolucji. Brun udowadniał to, popierając bezwarunkowo prawo mniejszości ukraińskiej i białoruskiej do samostanowienia (rozumianego w praktyce jako przyłączenie do radzieckich republik Ukrainy i Białorusi). Polemizując z socjalistą A. Rembowskim, Brun pisał: Czym, jak nie wybiegiem nacjonalistycznym jest biadanie nad losem mniejszości polskiej krajów, gdzie narodowo uciskaną i gnębioną jest większość ukraińska i białoruska? Szczególnie ostro i emocjonalnie potępiał antysemityzm określany przezeń jako zgnilizna i łajdactwo obu odłamów: endecji i sanacji – polskich klas posiadających. Jego zdaniem pod osłoną antysemityzmu reakcja kieruje swoje pociski przeciw dążeniom i ideałom mas ludowych. Zauważał przy tym, że nawet emigracja wszystkich Żydów […] nie przyniosłaby żadnej zmiany na lepsze dla mas ludowych.

***

Komunistyczny patriotyzm Bruna-Bronowicza istotnie odbiegał od wszystkich innych wariantów patriotyzmu – nie tylko endeckiego, konserwatywnego czy piłsudczykowskiego, ale nawet PPS-owskiego. Tym niemniej nie można mu odmówić narodowego sentymentu ani tym bardziej wysiłku intelektualnego starającego się zasymilować kwestię narodową w obrębie ideologii komunistycznej.

 

_______________

Powyższy tekst jest rozszerzoną wersją rozdziału „Odchylenie narodowe w Komunistycznej Partii Polski” z książki „Rewolucja narodowa. Nacjonalistyczne koncepcje rewolucji społecznej w Drugiej Rzeczypospolitej” (Warszawa 2012).