przez redakcja | wtorek 25 kwietnia 2023 | aktualności
Nowy właściciel zakładu wypowiedział wynegocjowany 28 lat temu układ zbiorowy, a związkowcy twierdzą, że łamie prawo.
Jak informuje wałbrzyski oddział portalu wyborcza.pl, sytuacja w Karolinie, zakładzie produkcji porcelany stołowej, jest napięta od wielu miesięcy. Pod koniec 2022 roku, już gdy właścicielem była firma Gerlach, wygaszono piece i zatrzymano produkcję, a pracownicy byli na tzw. postojowym. Systematycznie zmniejszano liczbę zatrudnianych osób. Obecnie jest tam niewiele ponad 200 pracowników.
Umowa społeczna wynegocjowana w nowym inwestorem dawała dwa lata na to, by nowy inwestor dostosował się do przepisów. To uspokoiło pracowników i dało gwarancję dalszego funkcjonowania. Dziś wiemy, że to były tylko nasze pobożne życzenia. Właściciel nie chce się do tego, co obowiązuje, dostosować, choć przy sprzedaży mówiono nam, że układ będzie przestrzegany – mówią związkowcy.
Ludzie znikają z pracy z dnia na dzień. Są wzywani do biurowca i wręcza się im wypowiedzenia. Nie pozwala się im później wrócić do pracy, ale mają opuścić zakład po zabraniu rzeczy. W firmie pracują ludzie z 40-, 30-, 20-letnim stażem, głównie kobiety, mieszkanki Jaworzyny Śląskiej i okolicznych miejscowości.
Nowy właściciel zmusza do pracy na nocnych zmianach np. przez dziesięć kolejnych dni, pozbawia pracowników ciepłej wody, a w halach panuje zbyt niska temperatura. W ciągu kilku miesięcy z firmy zniknęła połowa załogi, co powinno być zgłoszone jako zwolnienia grupowe. Ale pracodawca omija prawo – twierdzi jeden ze związkowców „Solidarności”.
Czarę goryczy przelało wypowiedzenie układu zbiorowego, który obowiązywał od 28 lat. – Najpierw pracodawca poinformował nas pismem, że zawiesza go na 3 lata – opowiada szef związku. – Podjęliśmy rokowania. Nasze spotkanie trwało 10 minut. Zostaliśmy na nim poinformowani, że mamy pytania sformułować na piśmie. To było o godzinie 9. O godzinie 10 zostaliśmy powiadomieni, że od 1 kwietnia układ zostaje wypowiedziany.
Związki organizują pikietę. Żądają przywrócenia układu zbiorowego i rozpoczęcie negocjacji.
przez redakcja | poniedziałek 24 kwietnia 2023 | aktualności
Z 51. „Monitora Rynku Pracy”, badania przeprowadzonego przez Randstad we współpracy z Instytutem Badań Pollster wynika, że z powodu rosnących cen produktów i usług, a jednocześnie słabiej odczuwanego ryzyka utraty zatrudnienia, rotacja znów przybrała na sile.
W ciągu sześciu miesięcy poprzedzających badanie pracodawcę zmieniło 22 proc. zatrudnionych (wzrost o 2 pkt proc. w porównaniu z poprzednim badaniem). Choć wynagrodzenie jest wciąż zdecydowanie najsilniejszą motywacją do zmiany firmy, jednocześnie ponad połowa zatrudnionych podkreśla, że wysoko ceni sobie w pracy równe traktowanie. Nierówności w firmach są najczęściej dostrzegane na tle płci i wieku.
Jak informuje portal pulshr.pl, dominującym powodem zmiany miejsca zatrudnienia jest potrzeba lepszych zarobków. W ostatnim kwartale zeszłego roku przyznawało to 43 proc. zatrudnionych, a obecnie już 47 proc. Najczęściej pracodawcę zmieniają osoby w wieku 18-29 lat: stanowią 35 proc. całej grupy.
Do najniższego poziomu w historii badania zmalał natomiast odsetek osób, które zmieniły stanowisko w obrębie tej samej firmy (z 19 proc. do 16 proc.).
Największa rotacja – zarówno w rozumieniu zmiany pracodawcy (37 proc.), jak i awansu w obecnej firmie (27 proc.) – występowała w branży hotelarskiej i gastronomicznej. Na drugim miejscu pod względem rotacji do innych przedsiębiorstw znaleźli się pracownicy sektora finansowego i ubezpieczeniowego (25 proc.), a na trzecim zatrudnieni w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej (24 proc.).
Tuż za wyższą płacą, jako drugi w kolejności powód zmiany pracodawcy, wymieniana jest chęć rozwoju zawodowego: wskazuje ją identyczny odsetek respondentów, jak w zeszłej edycji badania – 43 proc.
przez redakcja | niedziela 23 kwietnia 2023 | aktualności
47 proc. Polaków uważa, że wiek emerytalny powinien zostać obniżony, zaś za jego podniesieniem opowiada się 20 proc. respondentów – wynika z sondażu opublikowanego przez portal Interia.
Jak informuje wnp.pl, w badaniu agencji badawczej Smartscope na zlecenie Interii respondentów zapytano o to, czy wiek emerytalny powinien zostać obniżony, zrównany dla kobiet i mężczyzn, oraz czy powinien on zostać podniesiony. Obecnie wiek emerytalny wynosi dla kobiet 60 lat, zaś dla mężczyzn 65.
Z badania wynika, że 47 proc. respondentów jest zdania, iż wiek emerytalny powinien zostać obniżony; tak na to pytanie odpowiedziało 52 proc. kobiet i 43 proc. mężczyzn. Za zrównaniem wieku emerytalnego opowiedziało się natomiast 44 proc. respondentów, w tym 53 proc. mężczyzn, oraz 36 proc. kobiet. Z badania wynika również, że 20 proc. badanych (w tym 14 proc. kobiet i 26 proc. mężczyzn) uważa, iż obecny wiek emerytalny powinien zostać podniesiony.
Poparcie dla obniżenia wieku emerytalnego ma związek m.in. z wiekiem. Za przejściem na wcześniejszą emeryturę jest najwięcej osób młodych i średnim wieku, w grupach wiekowych 25-34 lata, oraz 35-44 lata.
przez Christian Kobluk | niedziela 23 kwietnia 2023 | opinie
Droga Siostro,
nie chcę mówić o sprawie, o rewizjach, przesłuchaniach, aktach ani procesach. Nie chcę mówić o więzieniu ani o pracach korektorskich. Podobnie jak Ty wolałbym podyskutować o literaturze i filozofii. Chciałbym z Tobą porozmawiać o Baldwinie, Morrison, Fanonie i Mbembe. Chciałbym poznać Twoje zdanie na temat Dostojewskiego, Gogola, Tołstoja i Szewczenki. Chciałbym spierać się o Kanta, Hegla, Butler i Žižka. Jestem ciekaw, co sądzisz o Jelinek, Tokarczuk, Żadanie i Gospodinowie. Moglibyśmy wspólnie czytać Gorman i Herman, zastanawiając się, co mają nam do przekazania.
Ale – podobnie jak Tobie przed rokiem – słowa chowają mi się gdzieś między żołądkiem a sercem. Nie wiem, co mógłbym Tobie powiedzieć dzisiaj. Moja wyobraźnia i mój język kapitulują wobec ogromu zła, jaki obserwujemy w świecie. Nie wiem, czy potrafiłbym spokojnie mówić o literaturze.
Spróbuję jednak znaleźć słowa i frazy, jakie mógłbym Tobie przekazać. Chyba powinienem zacząć od życzeń urodzinowych – wszak niedługo kończysz dwadzieścia pięć lat.
Czego jednak można życzyć prześladowanej za prawdę? Jakie kartki urodzinowe śle się do skazańców?
Z niejakim przerażeniem myślę, że należymy do tego samego pokolenia. Myśl, że moja niemalże rówieśniczka została skazana za walkę o prawdę spędza mi sen z powiek. Ale być może to właśnie dlatego – gdy czytam Twoje słowa – czuję się, jakbym to ja z mojej strony Uralu stał nad przepaścią i krzyczał, a odpowiedź jest echem. Odnajduję się w Twoich słowach, przechodzi mnie dreszcz, gdy je czytam raz po raz. Choć ta część Eurazji, w której przyszło mi się urodzić, uważa się za ostoję demokracji i praw człowieka, zmaga się z problemami, które w Twoim kraju przybrały rozmiary gargantuiczne i niweczą światowy pokój. Też coraz częściej czuję się uczniem szkoły frustracji i zmęczenia.
Przypomina mi się utwór „Sługi za szlugi”. Od ponad roku mam ochotę wrzeszczeć ponad Uralem:
Czy kto jeszcze pisze wiersze w ojczyźnie Puszkina,
gdy za forsę skalnym torsem szarża się wypina?
I nie mówcie, żeście wcześniej na kolanach byli,
bo by trzeba spytać jeszcze – coście tam robili?
Rosjanie, Rosjanie, Rosjanie moi,
odważny naród – lecz władzy się boi!
Ty jednak, i Twoi przyjaciele i przyjaciółki, pokazują mi, że jednak są odważni w Twoim narodzie. Że nie wszyscy są gotowi spalić świat na żądanie dyktatora. Że wciąż tli się jakakolwiek nadzieja.
Zauważyłaś, że Iosif Brodski, podobnie jak Ty, był sądzony w wieku 23 lat. A mi natychmiast przypomniał się wykład noblowski Wisławy Szymborskiej: „Uznano go za »pasożyta«, ponieważ nie miał urzędowego zaświadczenia, że wolno mu być poetą…”. Ciebie zaś uznano za zagrożenie, bo miałaś odwagę mówić prawdę. Czyżby do tego potrzebne było urzędowe zaświadczenie? Pozwolenie władz państwowych?
W swojej mowie końcowej odniosłaś się do hasła „za wolność naszą i waszą”. Jest to dla mnie o tyle ważne, że odnajduję w tym pewien smutny znak czasów. To jedno z polskich mott narodowych doby rozbiorów – nieśli je na sztandarach powstańcy listopadowi, chcąc podkreślić swoje braterstwo z rosyjskimi dekabrystami. Dzisiaj, prawie dwieście lat później, hasło to jest wciąż aktualne – dalej musimy walczyć przeciwko totalitaryzmowi obecnemu w Rosji, przeciwko imperialistycznej mentalności, przeciwko carowi, który dziś nosi tytuł prezydenta.
Mówiłaś: „sapere aude! – odważ się być mądrym!”. Słyszę w tym echo słów Immanuela Kanta, mojego ulubionego filozofa, gdy pisał w XVIII wieku o wychodzeniu z wieku niedojrzałości. Z własnej winy nie jesteśmy w stanie – nie chcemy! – posługiwać się własnym rozumem. Wolimy cudze kierownictwo. To wezwanie jest niezwykle aktualne. Bez tej odwagi nie będziemy w stanie budować cywilizacji opartej na równości, wolności i braterstwie.
Powiedziałaś, za Audre Lorde, że cisza nas nie ochroni. A ja, za Albertem Camusem, zapytam: „Co może być odpowiedzią na uporczywość zbrodni, jeśli nie uporczywość świadectwa?”. Cóż, żyjemy dzisiaj w czasach, gdy milczenie jest nie tylko współudziałem w zbrodni, ale jest wręcz samobójcze. Jednak nasze społeczeństwa wciąż potulnie zdążają ku przepaści, w kierunku której nieustannie spychają nas różni tyrani i szaleńcy, chcący narzucić swoją wizję każdemu człowiekowi. Czy słowo jest naszą jedyną przeciwko temu bronią? Zapewne nie. Ale słowo, być może przede wszystkim to, które chce się ukryć w trzewiach, ma moc transformacji świata. Toni Morrison wskazuje, że pisarze, dziennikarki, eseiści, blogerki, poeci i dramaturżki mają zdolność wyrwania społeczeństwa spod panowania apatii, co jest zagrożeniem dla wszelkiego rodzaju tyranii. Żaden despota nie jest chyba na tyle głupi, by tego typu zagrożenie ignorować.
To chyba Tadeusz Borowski pisał:
Tobie Ojczyzną – Tryumfalny Łuk,
defiladowa muzyczka zwycięska,
a mnie Ojczyzną – parszywy grób
w lasku pod Smoleńskiem!
Tobie Ojczyzną – spokojny kąt
i kark, który posłusznie się gnie,
a mnie Ojczyzną – spalony dom
i rejestracja w NKWD.
Ale przecież – Twoja Ojczyzna nie ma nic wspólnego z łukiem tryumfalnym ani defiladami, ani też spokojnym kątem. Twoja Ojczyzna, podobnie jak moja przed dekadami, to spalony dom, niewola i kark, co się (nie)posłusznie gnie. Twoja Ojczyzna – wolna, demokratyczna, sprawiedliwa Rosja, Rosja, która naprawia wyrządzone przez siebie zło – nie istnieje.
Choć to Ty masz urodziny, przynosisz mi prezenty – siłę, odwagę i nadzieję. Siłę – bo dzięki Tobie wiem, że jest, o co walczyć. Odwagę – bo ostrzegasz, że strach zabija duszę. Nadzieję – bo mogę z nowym podziwem wracać do Twoich słów, które świecą w rosyjskich ciemnościach.
Już chyba wiem, droga Siostro, czego mogę Ci życzyć. Życzę Ci przede wszystkim siły, odwagi i nadziei. Życzę, byś była jak dziecko – byś nie bała się pytać o dobro i zło, byś nie bała się powiedzieć, że król jest nagi, byś nie bała się krzyczeć. Życzę Ci świata stworzonego z miłości i czułości, z solidarności i radości.
I życzę – zarówno Tobie, jak i sobie – by nadszedł dzień, w którym będziemy mogły porzucić politykę, usiąść i podyskutować o literaturze, filozofii i sztuce.
Twój brat Christian
Christian Kobluk
Grafika w nagłówku tekstu: Tumisu from Pixabay.
przez redakcja | piątek 21 kwietnia 2023 | aktualności
Samorządy tracą setki tysięcy złotych rocznie na usuwanie zanieczyszczeń z kanalizacji.
Według informacji Portalu Samorządowego, gmina Skała w 2022 r. wydała 36 tyś. zł na usuwanie awarii kanalizacji. Nie znaczy to jednak, że działająca w mieście instalacja jest tak wadliwa. Do uszkodzeń dochodzi najczęściej z powodu nieodpowiedzialnego zachowania osób korzystających z systemu kanalizacji.
W noże pomp niemal non stop wkręcają się nawilżane chusteczki. Z kolei to, czego nie przetną noże, może skutecznie zapchać pompy. Są też gorsze rzeczy – 2 lata temu wyłowiony został but, a ponad rok temu cegła. Notorycznie znajdowane są sznurki czy kawałki szmat. Na jednym ze zdjęć, którymi podzielił się w mediach społecznościowych burmistrz miasta, widać resztki mopa, a na kolejnym resztki siatki z tworzywa sztucznego.
Średni koszt naprawy pompy wynosi od 7 do 10 tys. zł. Choć w ubiegłym roku miasto wydało w sumie 136 tys. zł, okazuje się, że roczne koszty naprawy mogą sięgać nawet 150 tys. zł.
Wiele polskich miast prowadzi kampanie informacyjne dotyczące awarii kanalizacji. Czasem aż trudno uwierzyć w to, co zostaje znalezione w rurach kanalizacyjnych. W 2021 r. zainaugurowano nawet kampanię „Toaleta to nie śmietnik”. O tym, co nie powinno trafiać do rur kanalizacyjnych, przypomniały 19 listopada m.in. Katowickie Wodociągi. Nie jest to data przypadkowa. Właśnie wówczas obchodzony jest Światowy Dzień Toalet.
Pamiętajmy, że wszystko zaczyna się w naszych domach. Lądujące w muszli resztki jedzenia i leki są pożywieniem dla szczurów i bakterii. Światowy Dzień Toalet to okazja do przypomnienia, jaki wpływ na środowisko ma każdy z nas – mówił wówczas Stanisław Krusz, prezes Katowickich Wodociągów.
Przedsiębiorstwo przypomniało, że na liście rzeczy, które do toalety absolutnie trafić nie powinny, są przede wszystkim: resztki jedzenia, nici dentystyczne i włosy, leki, koci żwirek, ubrania, środki higieny czy niedopałki papierosów.
Szacuje się, że rocznie do liczącej 800 km kanalizacji na terenie Katowic trafia nawet 450 ton śmieci. Pracownicy Katowickich Wodociągów rocznie odbierają około 700 zgłoszeń o awariach.
W kwietniu o tym, czego nie powinno się wrzucać do toalet, przypomniały Wodociągi Płockie. Jak wyliczono, co miesiąc pracownicy przedsiębiorstwa wyjmują ponad 59 ton odpadków z kanalizacji. Rocznie daje to ponad 709 ton. Tylko w 2021 r. śmieci, które trafiły do tamtejszego systemu sanitarnego, spowodowały 148 zatorów i niemal 300 awarii pomp. Wodociągi Płockie wymieniły także, że do najbardziej nietypowych rzeczy znalezionych w kanalizacji zaliczono: lalki dla dzieci, kamienie, widelce, łyżeczki, noże, monety, a także prezerwatywy czy różnego rodzaju folie.
przez redakcja | czwartek 20 kwietnia 2023 | aktualności
54 proc. Polaków deklaruje, że ich gospodarstwa domowe posiadają oszczędności; to spadek o 4 pkt proc. wobec poprzedniego roku. Długi lub kredyty ma 40 proc. gospodarstw domowych.
CBOS przypomniało, że od szesnastu lat pyta Polaków o stan ich oszczędności oraz poziom zadłużenia. Do wybuchu pandemii COVID-19 odsetek osób posiadających oszczędności rósł przy każdym kolejnym pomiarze, osiągając w marcu 2020 r. poziom prawie trzykrotnie wyższy niż w 2007 roku (61 proc. wobec 23 proc.), kiedy po raz pierwszy CBOS zadało Polakom te pytania. Wraz z nastaniem pandemii koronawirusa trend wzrostowy się załamał, ale udział badanych deklarujących posiadanie oszczędności ani razu nie spadł w tym czasie poniżej 50 proc. i pozostaje wyższy niż choćby w 2017 r.
Z sondażu wynika, że deklaracje posiadania oszczędności są częstsze wśród badanych lepiej sytuowanych (83 proc. w grupie osób o dochodach per capita wynoszących 4000 zł lub więcej wobec 30 proc. wśród uzyskujących dochody poniżej 1499 zł na osobę), dobrze oceniających swoją sytuację materialną (70 proc. wobec 8 proc. wśród oceniających ją jako złą) i raczej młodszych (64 proc. w grupie wiekowej 25-34 lata wobec 43 proc. wśród najstarszych badanych). Jak wskazano, im jest wyższy poziom wykształcenia respondentów, tym częściej deklarują oni posiadanie oszczędności.
W ocenie CBOS, podobnie jak przy wszystkich poprzednich pomiarach, większość badanych posiadających oszczędności (75 proc.) stwierdziła, że mogłaby utrzymywać się ze zgromadzonych środków finansowych bez obniżania dotychczasowego poziomu życia przez co najmniej dwa miesiące. 13 proc. mogłoby żyć z nich przez około miesiąc, a krócej niż miesiąc – 1 proc. (to najniższy wynik w ciągu ostatnich szesnastu lat).
Sondaż pokazał, że 40 proc. Polaków zadeklarowało, że ich gospodarstwa domowe mają do spłacenia jakieś raty, pożyczki, długi lub kredyty, przy czym 3 proc. stwierdziło, że ma trudności z ich uregulowaniem.
Badani, których gospodarstwa domowe zgromadziły oszczędności, ale nie mają żadnych długów, stanowią jedną trzecią wszystkich respondentów (34 proc). Co piąty ankietowany (20 proc.) deklaruje, że ma zarówno oszczędności, jak i długi, a co czwarty (25 proc.) nie ma ani oszczędności, ani długów. W najtrudniejszym położeniu znajduje się 21 proc. badanych – nie ma oszczędności, ale jest zadłużona.
przez redakcja | środa 19 kwietnia 2023 | aktualności
Biedronka źle oznaczała pochodzenie owoców i warzyw. Zapłaci za to 60 mln złotych.
Jak informuje serwis next.gazeta.pl, w 2021 roku UOKiK zwrócił uwagę, że w sklepach Biedronka na wywieszce przy stoisku z owocami i warzywami, choć widniał napis „Polska”, to w rzeczywistości nie wszystkie produkty nim oznaczone pochodziły z naszego kraju. Przykładem był czosnek sprzedawany 15 października 2019 r. w Biedronce w Łodzi, który przyjechał z Hiszpanii, ziemniaki oferowane 19 lutego 2020 r. w Radymnie – z Francji, czy gruszki dostępne 24 lutego 2021 r. w Biedronce w Katowicach – z Holandii itd. Nieprawidłowości tego typu występowały aż w 27,8 proc. sklepów Biedronka skontrolowanych przez Inspekcję Handlową.
W sklepach Biedronka konsumenci chcący kupić polskie ziemniaki, pomidory czy jabłka, byli często wprowadzani w błąd – tłumaczy Tomasz Chróstny, szef UOKiK. – Konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na kraj pochodzenia produktów. Wiele osób kieruje się w swoich wyborach patriotyzmem gospodarczym, bo chcą wspierać polskich producentów – dodawał.
Z tego powodu opisane wyżej zjawisko uznano za nieuczciwą praktykę rynkową. Biedronka się z tym jednak nie zgodziła i odwołała do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W poniedziałek 17 kwietnia UOKiK przekazał, że Sąd utrzymał karę ponad 60 mln zł. SOKiK podkreślił, że wprowadzenie konsumentów w błąd może dotyczyć cech produktu, w tym oznaczenia kraju pochodzenia.
przez redakcja | wtorek 18 kwietnia 2023 | aktualności
26 kwietnia do Kodeksu pracy wchodzą liczne zmiany, m.in. dwudniowy urlop z powodu „siły wyższej”, pięć dni bezpłatnego urlopu opiekuńczego w roku czy możliwość wnioskowania o umowę na czas nieokreślony.
2 dni lub 16 godzin wolnego w roku z powodu sił wyższej: pracownik będzie miał prawo zgłosić wolne z powodu działania siły wyższej w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem, jeżeli jest niezbędna natychmiastowa obecność pracownika. Przy niepełnym etacie wymiar wolnego jest proporcjonalnie zmniejszany. W okresie tego zwolnienia pracownik zachowuje prawo do wynagrodzenia w wysokości 50%. Przepisy nic nie mówią o tym, aby pracownik musiał udokumentować powód zgłoszenia wolnego. O tym czy zwolnienie będzie udzielane na 2 dni lub w wymiarze godzinowym, decyduje pracownik w pierwszym złożonym wniosku. Wniosek można złożyć w dniu w którym pracownik chce skorzystać z wolnego. Niewykorzystane wolne z powodu siły wyższej nie przechodzi na rok następny.
Wprowadzono 5 dni urlopu opiekuńczego w roku. Główna różnicą miedzy zasiłkiem opiekuńczym a urlopem opiekuńczym jest taka, że zasiłek opiekuńczy wypłaca ZUS, a urlop opiekuńczy jest bezpłatny. Pracownik składa wniosek o urlop opiekuńczy do pracodawcy (do ZUS nic się nie składa). Z urlopu opiekuńczego będzie można skorzystać w przypadku konieczności sprawowania opieki lub wsparcia z poważnych względów medycznych, nad następującymi osobami:
• pozostającymi we wspólnym gospodarstwie domowym. Osoby te nie muszą być w żaden sposób spokrewnione z pracownikiem (czyli inaczej niż przy zasiłku, bo zasiłek można brać tylko na osoby spokrewnione). Nie ma znaczenia też wiek domownika. Nie ma też znaczenia, czy są inni członkowie rodziny lub domownicy którzy mogliby zapewnić opiekę.
• synem, córką, matką, ojcem, małżonkiem: osoby te nie muszą prowadzić wspólnego gospodarstwa domowego z pracownikiem, aby ten mógł wziąć na nie urlop opiekuńczy (przy zasiłku jest wymóg prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego). Tutaj również nie ma znaczenia wiek osoby, na którą pracownik chce urlop opiekuńczy oraz czy są inni członkowie rodziny mogący zapewnić opiekę.
Umowa na okres próbny: tak jak do tej pory, umowę na okres próbny można zawrzeć maksymalnie na 3 miesiące. Zmianą jest to, że długość okresu próbnego jest uzależniona od tego, na jaki okres pracodawca zamierza zatrudnić pracownika po zakończeniu okresu próbnego. Jeżeli pracodawca zamierza zatrudnić pracownika na czas określony krótszy niż 6 miesięcy, to okres próbny może być zawarty maksymalnie na 1 miesiąc. Jeśli pracodawca zamierza zatrudnić pracownika na okres od 6 do 12 miesięcy, to okres próbny może wynosić maksymalnie 2 miesiące. Jeśli pracodawca zamierza zatrudnić pracownika na okres powyżej 12 miesięcy, to okres próbny może wynosić 3 miesiące. W umowie na okres próbny będzie trzeba podawać, na jaki okres pracownik zostanie zatrudniony po okresie próbnym.
Prawo pracownika do zmiany umowy na czas nieokreślony lub na pełny etat: pracownik zatrudniony u danego pracodawcy od co najmniej 6 miesięcy, może raz w roku kalendarzowym wystąpić do pracodawcy z wnioskiem złożonym w postaci papierowej lub elektronicznej o zmianę rodzaju umowy na umowę o pracę na czas nieokreślony lub o bardziej przewidywalne i bezpieczne warunki pracy, w tym polegające na zmianie rodzaju pracy lub zatrudnieniu w pełnym wymiarze czasu pracy. Pracodawca powinien, w miarę możliwości, uwzględnić wniosek pracownika. Pracodawca udziela pracownikowi w postaci papierowej lub elektronicznej odpowiedzi na wniosek, biorąc pod uwagę potrzeby pracodawcy i pracownika, nie później niż w terminie 1 miesiąca od dnia otrzymania wniosku; w razie nieuwzględnienia wniosku pracodawca informuje pracownika o przyczynie odmowy.
Obowiązek podawania przyczyn rozwiązania umowy o pracę za wypowiedzeniem: do tej pory pracodawca musiał podawać przyczynę rozwiązania umowy o pracy za wypowiedzeniem tylko przy umowie na czas nieokreślony. Po zmianie przepisów, pracodawca będzie musiał również podać powód rozwiązania umowy o pracę za wypowiedzeniem w przypadku umów na czas określony. Przy rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia, nadal trzeba podawać powód przy każdej umowie tj. na czas nieokreślony, na czas określony i na okres próbny.
Szkolenia a czas pracy: w przypadku szkoleń odbywanych przez pracownika na podstawie polecenia przełożonego, szkolenia takie odbywają się na koszt pracodawcy oraz, w miarę możliwości, w godzinach pracy pracownika. Czas szkolenia odbywanego poza normalnymi godzinami pracy pracownika wlicza się do czasu pracy. Czyli jeśli pracodawca chce wysłać pracownika na szkolenie np. kurs języka angielskiego, kurs umiejętności interpersonalnych lub jakiekolwiek inne szkolenie, to czas tych kursów zalicza się do czasu pracy i zapisuje w ewidencji czasu pracy.
Wprowadzono kolejne przerwy w pracy zaliczane do czasu pracy. Jeśli pracownik przepracuje więcej niż 9 godzin, to przysługuje mu kolejne 15 minut przerwy. Jeśli przepracuje więcej niż 16 godzin, to przysługuje mu jeszcze kolejne 15 minut przerwy
Dziecko do 8. roku życia: pracownika wychowującego dziecko do ukończenia przez nie 8 roku życia nie wolno bez jego zgody zatrudniać w godzinach nadliczbowych, w porze nocnej, w równoważnym systemie czasu pracy który przewiduje pracę powyżej 8 godzin, oraz delegować poza stałe miejsce pracy. Przepisy te obowiązują cały czas, tylko do tej pory dziecko musiało być nie starsze niż 4 lata.
Pracownik wychowujący dziecko do ukończenia przez nie 8. roku życia, może złożyć wniosek w postaci papierowej lub elektronicznej o zastosowanie do niego elastycznej organizacji pracy. Wniosek składa się w terminie nie krótszym niż 21 dni przed planowanym rozpoczęciem korzystania z elastycznej organizacji pracy. Przez elastyczną organizacje pracy, rozumie się:
a) Pracę zdalną
b) Pracę w skróconym tygodniu pracy. Praca jest świadczona przez mniej niż średnio 5 dni w tygodni. Dobowy wymiar czasu pracy w tym systemie może być wydłużony do 12 godzin
c) Pracę która jest świadczona tylko w piątki, soboty, niedziele oraz święta. Dobowy wymiar czasu pracy w tym systemie może być wydłużony do 12 godzin.
d) Praca która jest świadczona na podstawie indywidualnego rozkładu czasu pracy (grafiku pracy) który ustanowi pracownik
e) Ruchomy czas pracy: pracownik ma widełki w których musi wstawić się w pracy, lub grafik pracy może przewidywać różne godziny rozpoczęcia pracy.
f) Obniżenie wymiaru czasu pracy
Wydłużono okres urlopu rodzicielskiego z 32 tygodni do 41 w przypadku jednego dziecka i z 34 tygodni do 43 w przypadku dwójki i większej ilości dzieci.
Wydłużenie okresu urlopu rodzicielskiego w przypadkach szczególnych: w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenie albo nieuleczalną chorobę zagrażającą życiu, które powstały w prenatalnym okresie rozwoju dziecka lub w czasie porodu, przysługuje 65 tygodni urlopu rodzicielskiego w przypadku 1 dziecka oraz 67 tygodniu w przypadku dwójki i większej ilości dzieci
Obowiązek dzielenia się urlopem rodzicielskim: do tej pory to rodzicie decydowali, czy dzielić się urlopem rodzicielskim, czy nie. Po zmianach każdy z rodziców będzie musiał wykorzystać 9 tygodni urlopu rodzicielskiego.
przez redakcja | poniedziałek 17 kwietnia 2023 | aktualności
Pandemia COVID-19 znacząco przyczyniła się do pogorszenia stanu zdrowia ludności i obniżyła prognozowaną długość życia Polaków.
Jak pisze Portal Samorządowy, średnia długość życia mężczyzn w 2021 r. wynosiła prawie 72 lata i była krótsza o 2 lata i 3 miesiące niż w 2019 r. W przypadku kobiet średnia długość życia wyniosła prawie 80 lat i była krótsza o dwa lata i jeden miesiąc niż w 2019 r.
Pandemia spowodowała również obciążenia dla systemu opieki medycznej. Ograniczeniekorzystania ze świadczeń medycznych i wprowadzenie teleporad skutkowało odkładaniem na później realizowanie części świadczeń zdrowotnych. Badacze zjawiska wskazują na wywołanie tzw. długu zdrowotnego. Dzisiaj jest on jeszcze trudny do oszacowania, a z jego skutkami będziemy się mierzyć w najbliższych miesiącach i latach.
Elżbieta Bojanowska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawiła wyniki badań przeprowadzonych przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych w ramach projektu „Łagodzenie skutków pandemii wśród grup wysokiego ryzyka – osoby 60 plus”. Stwierdziła, że wyniki tych badań potwierdzają, że pandemia znacząco przyczyniła się do pogorszenia stanu zdrowia ludności i obniżyła prognozowaną długość życia Polaków.
Prezes ZUS prof. Gertruda Uścińska podkreśliła, że pandemia COVID-19 wpłynęła również na sytuację materialną osób starszych. Jednocześnie zastrzegła, że badania nie potwierdziły obaw, że pandemia ograniczy możliwość podejmowania pracy zarobkowej seniorów, którzy nie będą potrafili odnaleźć się w realiach pracy zdalnej.
Jeżeli chodzi o dochody z pracy, to nie nastąpiła w Polsce redukcja zatrudnienia osób starszych z powodu pandemii i jej konsekwencji – poinformowała.
przez Bartosz Oszczepalski | niedziela 16 kwietnia 2023 | opinie
Klasę ludową przedstawia się zazwyczaj w popkulturze jako leniwą, roszczeniową i niezdolną do wartościowej aktywności społecznej. Bardzo często jest ukazywana karykaturalnie, aby wzbudzać litość i śmiech. Ta narracja była przez wiele lat na tyle jednostronna, że nawet sitcom „Świat według Kiepskich” wyróżniał się pozytywnie na tym tle. Może serialowy Ferdek Kiepski nie był wcale „nierobem”, lecz głosem umęczonego ludu, który w końcu został usłyszany?
Choć istnieją istotne różnice i szkoły w definiowaniu klasy ludowej, to ich cechą wspólną wydają się niższe dochody oraz mniejszy kapitał kulturowy i ekonomiczny osób należących do niej w porównaniu do klas stojących wyżej w społecznej hierarchii. W Polsce, gdzie według Głównego Urzędu Statystycznego mediana zarobków wynosi zaledwie 3403 zł netto, antyludowa narracja w popkulturze jest paradoksem. Tym bardziej, że ta już u swej definicji skierowana powinna być do mas i „ludu”. To w dużej mierze zasługa mediów liberalnych i panującego od początku lat 90. w życiu społeczno-politycznym ideologicznego credo, że godni szacunku są głównie przedstawiciele zawodów inteligenckich. Najlepiej tacy, którzy dzięki posiadanemu stanowi majątkowemu nie uskarżają się na swój los i nie męczą innych protestami dotyczącymi ich sytuacji bytowej (chyba, że akurat rządzi ktoś, kogo nie lubi polska inteligencja).
Klasa ludowa w krzywym zwierciadle
Po 1989 roku powstawały więc filmy, gdzie ukazywano „patologię i pijaństwo” byłych pracowników PGR jako pewien rodzaj egzotyki społecznej. Jednak nikt nie zadawał pytań, dlaczego ci ludzie upadli i czy przypadkiem balcerowiczowska terapia szokowa ich do tego nie doprowadziła. Była ona wówczas ideologicznym dogmatem, dziejową koniecznością, której nie można było podważać. Nawet do chwili obecnej nie brakuje programów, w których proste chłopaki ze wsi są ukazywane w krzywym zwierciadle jako ci bez perspektyw i szans na znalezienie partnerki. Widz może się z nich śmiać, bo dziwnie mówią i brak im ogłady, a nawet trochę im współczuć. Ale uważać ich za równych sobie? Nigdy w życiu. Czasem taka narracja pojawia się nawet w prasie lewicowej, gdzie dla liberalnych feministek pozostanie na wsi czy w małym mieście jest synonimem bycia życiowym „przegrywem” w kontrze do postawy wykształconych i osiągających sukcesy kobiet, które wyprowadziły się do jednej z kilku polskich metropolii. To miałoby tłumaczyć fakt, że coraz więcej mężczyzn pozostaje w stanie kawalerskim.
Ale nie tylko mężczyźni z klasy ludowej są pokazywani w krzywym zwierciadle. W jednym z popularnych programów biedne kobiety, najczęściej ze wsi, zamieniały się rolami z zamożnymi mieszkającymi w dużych miastach. Ich pochodzenie i praca na wsi były w domyśle pokazane jako coś gorszego i niegodnego cywilizowanego człowieka. Program opierał się na sugestii, że kobieta ze wsi, aby zyskać prawo do szacunku, musi stać się taka, jak ta zamożna i przeprowadzić się do miasta. Szkopuł w tym, że większość zamożnych kobiet było strasznie zmanierowanych, mało inteligentnych i wyrażających przekonanie, że o wartości człowieka decydują jedynie pieniądze i ubiór. Nie wiemy też wiele o tym, jak doszło do ich awansu życiowego – na skutek faktycznie ciężkiej pracy czy splotu szczęśliwych okoliczności. Dano im jednak mandat do deptania godności mniej zamożnych kobiet.
Natomiast w większości pokazywanych w stacjach komercyjnych seriali fabularnych skierowanych do klasy średniej w zasadzie w ogóle nie ma klasy ludowej. Ukazywany jest tam głównie los przedstawicieli zawodów elitarnych: projektantów mody, lekarzy czy prawników. Fabuła zazwyczaj skupia się na ich życiu prowadzonym w Warszawie, przeważnie w apartamencie czy w jakimś oszklonym biurowcu w okolicach Śródmieścia. Kiedyś wyłamywał się z tego serial „Miodowe lata”, którego fabuła ogniskowała się wokół przygód pracownika miejskiej kanalizacji i kierowcy warszawskiego tramwaju, jednak po produkcji pozostało już tylko wspomnienie. W Warszawie też jest przecież mnóstwo ludzi, którzy pracują za niskie stawki w słabo opłacanych zawodach, jednak w popkulturowych tworach i oni nie są dostatecznie widoczni.
Bezrobotny inny niż w opowieściach liberałów
Niedawno wyemitowano ostatni odcinek „Świata według Kiepskich”. Ostateczny koniec serialu komediowego, który przez 23 lata bawił różne pokolenia Polaków to dobry przyczynek, żeby zastanowić się nad tym, jak klasa ludowa jest przedstawiana w popkulturze i czy ta produkcja nie wyłamywała się trochę ze schematu. Czy zatem lokatorzy kamienicy przy ulicy Ćwiartki 3/4 mieli nam do przekazania coś więcej, niż tylko żarty?
Wiele na to wskazuje. „Świat według Kiepskich” powstał jako polska odpowiedź na amerykański sitcom „Świat według Bundych”, jednak dość szybko wypracował własny język i zaczęło się w nim pojawiać więcej odniesień zrozumiałych jedynie dla polskiego widza. Obie produkcje zostały stworzone z myślą o typowych rodzinach z klasy pracującej, polskiej i amerykańskiej, jednak realia życia w Polsce z lat dziewięćdziesiątych kazały nakreślić między tymi światami wyraźne różnice. To, co dla nawet biedującego Amerykanina było normą, czyli dom na przedmieściach i samochód, dla Ferdka Kiepskiego mogło być jedynie odległym marzeniem. Jego rzeczywistość była naznaczona przez mieszkanie w starej wrocławskiej kamienicy, wspólną toaletę, wieczne bezrobocie i zrzucenie odpowiedzialności za utrzymanie rodziny na żonę i jej skromną pensję pielęgniarki. Już to założenie sprawiało, że serial musiał mieć wydźwięk trochę publicystyczny, a nie tylko komediowy. A pod płaszczykiem niewyszukanych gagów przemycono wiele celnych obserwacji społecznych.
Bo wbrew pozorom serial nie do końca karmił się stereotypami leniwego bezrobotnego, nawet jeśli pozornie czasem tak było. Ferdek nie jest bowiem bezrobotnym znanym z opowieści liberalnych, a przynajmniej nie zawsze. Nie jest on bezczynny, podejmuje różne inicjatywy i zakłada biznesy na granicy opłacalności: radio, gabinet bioenergoterapeutyczny czy prywatną szkołę. Ostatecznie wszystkie one kończą się fiaskiem i jego rodzina nie może wyjść z zaklętej pułapki wykluczenia społecznego, ponieważ nie posiada on odpowiedniego kapitału kulturowego i finansowego oraz znajomości. Nie odnosi sukcesu, jednakże, choć zdarza mu się przesiedzieć całe dnie w fotelu, to patrząc przez pryzmat wszystkich sezonów trudno go posądzić o brak kreatywności. Chęci rozbijają się o realia – to obala neoliberalny mit, że wystarczy tylko chcieć, by szybko dorobić się majątku, a przegrywają jedynie bezczynni. Również jego żona Halina ciężko pracuje, by utrzymać rodzinę, lecz wykonuje niedoceniany i słabo opłacany zawód pielęgniarki, więc ciągle ma kłopoty finansowe. Niełatwa profesja rzeźnika nie pozwala na awans społeczny także sąsiadowi Arnoldowi Boczkowi.
Co więcej, sąsiad Paździoch, choć jest drobnym przedsiębiorcą, wydaje się być w niewiele lepszej sytuacji finansowej niż Kiepscy. Na rynku zdominowanym przez sieci odzieżowe bazarowi handlarze mogą co najwyżej zarobić na skromne utrzymanie, mimo lisiego sprytu Paździocha. Jest to sprzeczne z neoliberalnym mitem szybkiego wzbogacenia, jeśli tylko weźmie się sprawy we własne ręce i założy firmę. Po transformacji ekonomicznej, która przyczyniła się do znacznego wysypu „bazarowych przedsiębiorców”, takich Paździochów było w Polsce bardzo wielu, lecz popkultura mainstreamowa uparcie pokazuje głównie tych, którzy jeżdżą drogimi samochodami lub przynajmniej mają ładny dom na przedmieściach.
Pięścią w twarz inteligenta
Uważny widz dostrzegł zapewne, że w serialu nigdy nie bano się podejmować tematów społecznych. Również takich, które dotyczą nierówności społecznych, wykluczenia ekonomicznego i rozbieżności między klasą ludową a inteligencją. Jednym z moich ulubionych odcinków był ten, w którym inteligenci płacą przysłowiowym chamom, czyli Ferdkowi i Waldkowi, za bicie ich, a potem organizują demonstrację pod ich mieszkaniem, domagając się szacunku i zapowiadając powstanie partii, która będzie głosiła taki postulat. To pokazuje w prześmiewczym tonie, że inteligencja ma potrzebę bycia dyskryminowaną przez chama, choć pozostaje to głównie w sferze jej złudzeń, a nie realiów.
W innym odcinku pojawiła się przestroga przed prywatyzacją przestrzeni publicznej i reprywatyzacją, zjawiskami aż zbyt dobrze nam znanymi w III RP. Listonosz Edzio wysłał do Ferdka, Paździocha i Boczka fałszywe listy informujące o tym, że do każdego z nich należy jakiś skrawek kamienicy – korytarz, ubikacja i klatka schodowa. Sprywatyzowanie wspólnej własności doprowadziło do zniszczenia wspólnoty sąsiedzkiej, ponieważ każdy z właścicieli zaczął pobierać opłaty za używanie swojej własności i tym samym ograniczał jej dostępność innym.
W krzywym zwierciadle była też przedstawiana przesadna afirmacja kultury szlacheckiej, kultywowana przez dużą część Polaków, którzy mają przeważnie chłopskie korzenie, lecz wstydzą się ich. Także wspólnota europejska została ukazana jako miejsce, gdzie są „równi i równiejsi”, dzieleni według klucza klasowego i narodowościowego. W odcinku „Jeleń Ferdynand” wszyscy sąsiedzi mogli wejść do Unii, choć zanim to się stało byli surowo oceniani przez Niemca, który z pewnymi zastrzeżeniami, ale mimo wszystko kolejno przepuszczał ich przez specjalną bramkę. Unia jednak nie chciała bezrobotnego Ferdka, dlatego rodzina musiała przebrać go za niemieckiego barana, co dopiero skłoniło Niemca do udzielenia zgody na akces biednego wrocławianina do „szlachetnej” wspólnoty.
Kiepscy czasem zdzierali farbę ułudy z idealizowanego w mediach neoliberalnego kapitalizmu, kwestionowali i obalali wiele jego mitów. W jednym z odcinków listonosz Edzio ułożył nawet piosenkę o tym, że Balcerowicz musi odejść. Może dlatego w opublikowanym na portalu film.org.pl tekście o serialu, „Jeszcze nie czas kończyć Świat Według Kiepskich”, Odys Korczyński zauważył, że jakaś tam część klasy średniej oraz polskiej inteligencji miała wyjątkową alergię na tę produkcję i często domagała się jej zdjęcia z anteny.
Należy zaznaczyć, że część podejmowanych przez Ferdka inicjatyw nie ma charakteru typowo zarobkowego, jak na przykład założenie zespołu punkowego czy bandu jazzowego. To kreatywność po prostu wynikająca z potrzeby robienia czegoś inspirującego. W pewnym momencie Ferdek godzi się z tym, że żadna z tych aktywności nie przyniesie finansowego sukcesu, ale po prostu stara się robić to, co lubi i to, co wydaje mu się słuszne. Widać to w odcinku, gdzie wyrabia sobie uprawnienia pracownika Sanepidu tylko po to, żeby zamknąć szemrany gastronomiczny biznes Paździocha i zaraz potem zrezygnować z pracy.
Korczyński zauważa, że głowa rodziny Kiepskich osiąga stan swoistej harmonii kwestionując wyścig szczurów, a nawet mimo skromnego stanu posiadania żyje całkiem przyjemnie, za co może go nie lubić klasa średnia uwięziona w spirali kredytów, konsumpcjonizmu i obłędnej harówki od rana do wieczora.
Oczywiście trochę prowokuję i celowo używam hiperboli, nadając „Światu według Kiepskich” społeczny i klasowy akcent. W istocie poszczególne sezony były pod tym względem nierówne, bo tworzyli je różni scenarzyści i reżyserzy. Nie zmienia to faktu, że póki co sitcom komediowy wydaje się jedną z najbardziej życzliwych opowieści o klasie ludowej w popkulturze. Zresztą nawet we współczesnej kulturze pod tym względem panuje posucha, bo jakoś nie możemy się doczekać w rodzimym kinie polskiego Kena Loacha, który tworzyłby filmy o zacięciu społecznym i wyjątkowej wrażliwości.
Dominują raczej obrazy, w których prowincja czy żyjąca na marginesie społeczeństwa klasa ludowa skrywają jakąś mroczną tajemnicę, mającą związek z ich zacofaniem czy antysemityzmem wyssanym z mlekiem matki. Niech więc każdy oceni sam, czy te dostrzegalne walory „Kiepskich” wynikają głównie z braku konkurencji na tym polu, czy jednak z czegoś większego.
Bartosz Oszczepalski
przez redakcja | sobota 15 kwietnia 2023 | aktualności
W piątek wieczorem w całej Francji trwały manifestacje. Są reakcją na zatwierdzenie przez Radę Konstytucyjną większości założeń rządowej reformy podwyższającej wiek emerytalny.
Jak informuje pulshr.pl, w Paryżu od momentu ogłoszenia ok. godz. 18 decyzji Rady Konstytucyjnej dochodziło do spontanicznych manifestacji w różnych punktach miasta; niektóre z nich przeradzają się w starcia z policją. Najwięcej ludzi, ok. 4 tys., zebrało się przed paryskim ratuszem, odpowiadając na wezwanie sprzeciwiających się reformie emerytalnej związków zawodowych. W Nantes doszło do wielu podpaleń, głównie śmietników. Policjanci byli atakowani m.in. butelkami, użyli armatek wodnych.
W Lyonie do rozpraszania manifestantów policja także użyła gazu łzawiącego. W Rennes demonstranci podpalili drzwi do komisariatu policji.
Projekt ustawy wydłuża ustawowy wiek emerytalny z 62 lat do 64 lat. Od 1 września 2023 r. wiek ten będzie stopniowo podwyższany, począwszy od ubezpieczonych urodzonych 1 września 1961 r.
przez redakcja | czwartek 13 kwietnia 2023 | aktualności
W Polsce w 2022 r. wydarzyło się najmniej wypadków przy pracy od dziesięciu lat.
Jak informuje portal opzz.org.pl, to najnowsze dane, wstępne ogłoszone przez Główny Urząd Statystyczny odnośnie wypadkowości w pracy w 2022 roku. Choć brzmi to optymistycznie, warto pamiętać, że w roku ubiegłym wypadkom śmiertelnym w pracy uległo 180 osób. Oznacza to, że co drugi dzień jedna osoba straciła życie w pracy.
OPZZ pisze, że to wciąż nieakceptowalna i smutna statystyka.
Na przestrzeni ostatnich 10 lat wypadkowość w pracy kształtowała się różnie: pod względem liczby wypadków śmiertelnych najgorzej było w roku 2015 – aż 303 osoby zginęły w pracy. Rekordowym rokiem pod względem liczby poszkodowanych ogółem w wypadkach przy pracy był rok 2017 – aż 88,3 tys. osób ucierpiało na skutek złych warunków w pracy. Obecnie tych wypadków jest niemal o 20 tys. mniej – w 2022 roku zgłoszono 66 606 osób poszkodowanych (3,2 proc. mniej niż w 2021 r.). Zmniejszyła się również liczba poszkodowanych pracowników przypadająca na 1000 pracujących (wskaźnik wypadkowości) z 5,10 do 4,66.
Choć systematyczna poprawa warunków pracy jest widoczna, wciąż polskie warunki pracy są niezadowalające. Nadal w warunkach zagrożenia pracuje ponad pół miliona zatrudnionych (547,2 tys.), w tym niemal 62 proc. w narażeniu na różne czynniki związane ze środowiskiem pracy. Niekorzystne warunki pracy są także powodem wzrastającej aż o ponad 27 proc. liczby zapadania na choroby zawodowe – w 2022 roku stwierdzono ponad 2,5 tys. takich przypadków. Najbardziej martwi fakt, że wciąż dominującą przyczyną wypadków przy pracy (61, 1 proc.) są nieprawidłowe zachowania pracowników i, co jest zaskakujące, ten trend utrzymuje się niezmiennie od wielu lat.
Już wkrótce OPZZ rozpocznie związkowy Tydzień Bezpieczeństwa Pracy (24 – 28 kwietnia), promujący hasło Międzynarodowej Organizacji Pracy tegorocznych obchodów Światowego Dnia Bezpieczeństwa i Ochrony Zdrowia w Pracy (corocznie 28 kwietnia): „Bezpieczne i zdrowe środowisko pracy jest podstawową zasadą i prawem w pracy”.
przez redakcja | środa 12 kwietnia 2023 | aktualności
Kilkaset pielęgniarek i położnych przeszło w środę ulicami Krakowa. Protestujące chcą, aby wszyscy pracodawcy w kraju płacili im zgodnie z kwalifikacjami, które mają. Uważają, że otrzymują zaniżone wynagrodzenia.
Jak informuje portal pulshr.pl, zapisy ustawy o podwyżkach dla pracowników ochrony zdrowia obowiązują od lipca zeszłego roku. Wzrost wynagrodzeń zależy od kwalifikacji wymaganych na danym stanowisku. Wcześniej zależał od kwalifikacji, niezależnie od stanowiska. Dyrektorzy części placówek w kraju uznali, że tytuł magistra nie jest wymagany na danych stanowiskach i nie wypłacili pielęgniarkom podwyżek w oczekiwanej przez nie wysokości.
Dyrekcje szpitali uważają, że realizują zapisy ustawy. – Wysokość środków, jakie placówka otrzymuje z NFZ, pozwala na podwyżki dla osób mających wymagane, a nie posiadane kwalifikacje na danym stanowisku. W związku z tym podwyżki dla pań pielęgniarek były niższe niż panie tego oczekiwały – powiedział w styczniu PAP zastępca dyrektora ds. finansowych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie Bolesław Gronuś.
W demonstracji uczestniczyło około 700 osób.
przez redakcja | wtorek 11 kwietnia 2023 | aktualności
Czeski Urząd Telekomunikacyjny rozstrzygnął uwagi regionów i władz dotyczące planowanej redukcji liczby oddziałów Poczty Czeskiej. Ministerstwo Finansów chętnie zamknęłoby ich jeszcze więcej niż planowano.
Jak informuje portal seznamzpravy.cz, gminy i opozycja krytykują rząd Petra Fiali (ODS) za propozycję likwidacji 300 oddziałów Poczty Czeskiej w całym kraju i argumentują, że ograniczy to dostępność usług pocztowych. Ministerstwo Finansów za to wolałoby zobaczyć jeszcze więcej zamkniętych placówek pocztowych. Uważa ono proponowaną redukcję za „mało ambitną”.
Domagamy się odpowiedniego zwiększenia redukcji, a tym samym poszerzenia zakresu oszczędności budżetowych z nią związanych – oświadczyło Ministerstwo Finansów. Czeski Urząd Telekomunikacyjny, który jest orędownikiem regulacji rządowej, nie uwzględnił tej uwagi ze względu na aspekt dostępności. Bardziej ambitna propozycja nie zapewniłaby obecnie dostępności podstawowych usług w wystarczającym stopniu – wyjaśnił.
Poczta Czeska to przedsiębiorstwo państwowe zatrudniające ok. 25 tys. osób. W tym roku mają zostać zamknięte setki oddziałów i zwolnione tysiące osób. Częściowo w miejsce zlikwidowanych placówek mogą powstawać tzw. obiekty Posta Partner. Operatorem Posty Partner może być gmina, osoba prawna lub osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą zgodnie z ustawą o obrocie. Zalecana minimalna powierzchnia dla jednej placówki pocztowej wynosi 15 m². Musi być otwarta w każdy dzień roboczy.
przez redakcja | poniedziałek 10 kwietnia 2023 | aktualności
Pracownice i pracownicy Kaufland Polska, zrzeszeni w organizacji międzyzakładowej OPZZ Konfederacja Pracy, wytrwale walczą o swoje prawa. W tym przywrócenie do pracy nielegalnie zwolnionych koleżanek i kolegów, którzy odważyli się mówić o niesprawiedliwościach w miejscu pracy.
Jak informuje związek zawodowy, jedną z nich była absolutnie skandaliczna praktyka dyskryminacji płacowej kobiet korzystających z uprawnień rodzicielskich. Zostały one pozbawione części pensji. Praktykę ujawniła i nagłośniła Jolanta Żołnierczyk, za co została nielegalnie zwolniona z pracy.
Niedawno miało odbyć się spotkanie związkowców z władzami spółki, jednak Kaufland zdecydował się je odwołać, ignorując pismo związku w tej sprawie. Strona zatrudniająca zażądała przed przystąpieniem do rozmów podpisania cenzorskich umów cywilnoprawnych, które nakładały kary w wysokości 25 tysięcy złotych za ujawnienie spraw, które Kaufland uzna za poufne.
Taki ruch jest wyraźnie wymierzony w związek zawodowy. Kaufland korzysta z pomocy kancelarii prawnej znanej ze stosowania praktyk union-bustingu, która pomaga również sieci Amazon czy mBankowi w walce ze związkami zawodowymi i utrudnianiu działalności.
Związek zdecydował się wejść w spór zbiorowy, podnosząc m.in. postulaty:
👉 Wzrostu wynagrodzenia o 1000 złotych dla każdej zatrudnionej osoby, co w dobie rosnących kosztów życia, a przy tym zwiększania się marży i dochodów spółek, w tym sieci handlowych, jest w pełni uzasadnione – dość odchudzania portfeli pracowników!
👉 Zwiększenia zatrudnienia, aby pracownicy i pracownice nie byli przemęczeni wykonywanymi obowiązkami.
👉 Dość dyskryminacji płacowej – nie wolno potrącać premii frekwencyjnej z powodu wzięcia urlopu na żądanie, który jest prawem osoby pracującej! Rekompensaty dla pokrzywdzonych z powodu korzystania ze swoich uprawnień rodzicielskich.
👉 Przywrócenie nielegalnie zwolnionych osób do pracy!
przez redakcja | środa 5 kwietnia 2023 | klasyka, opinie
Napisał do nas przyjaciel:
„Pewnego dnia wyszedłem na spacer i nim się obejrzałem, nogi poniosły mnie na piaszczyste brzegi rzeki Jamuna. Urzekła mnie z tą samą mocą, co święta rzeka Ganges i tak też, usiadłszy blisko wody, obmyłem w niej ręce i twarz, a myśl moja pomknęła z prądem hen, w nieznane, w akcie modlitwy i medytacji. Wieczór był nadzwyczajnie spokojny i wielka rzeka, płynąc nieśpiesznie w sobie znaną stronę, odbijała każdy detal zewnętrznego świata. Zdało mi się, że mówi do mnie: »Spójrz w moją toń głęboką i przejrzystą, zobacz, jak odbija sobą ten piękny świat – błękit nieba, biel chmur, drzewa, ptaki – tak jasne i realne w promieniach słońca. A jednak, wszystko to jest przecież niczym innym, jak przemijającym cieniem. Otóż zrozum, że ów świat zewnętrzny, którego trzymasz się tak kurczowo, nie jest bardziej realny, niźli gra odbić, którą ci pokazuję. Jeżeli to pojmiesz, osiągniesz mądrość prawdziwą«.
To było wspaniałe. Naprawdę zdało mi się, że rzeka mówi – ale w języku bogów, przerastającym każde słowo. Uczuwszy z nagła na skórze dotyk chłodnego powietrza, ostrzegający mnie, że oto słońce zachodzi, wstałem – i zobaczyłem w oddali most kolejowy, po którym jechała kopcąca na czarno lokomotywa, wymowny symbol materializmu i braku równowagi, jakie »rewolucja techniczna« przyniosła człowiekowi”.
Nie jeden jest Ganges w Indiach i nie jedna Jamuna – chociaż prawdą jest, iż noszą inne imiona. Niezależnie jednak od tego, nawadniają nasze wielkie pola uprawne od wschodu aż do zachodu, od północy aż do południa. Słowa, jakie usłyszał nasz przyjaciel od Jamuny i Gangesu, nie są jedynym przesłaniem, jakie rzeki Indii głoszą swemu narodowi. Przypominają nam one nieustannie o wszystkich owych poświęceniach, jakie powinniśmy czynić ze względu na dobro ziemi, na której przyszło nam żyć. O oczyszczeniu, bo wszyscy musimy się oczyszczać od czasu do czasu. Prawie dwadzieścia lat temu pisałem, że mantra Gajatri, uniwersalna modlitwa hinduizmu, jest darem Gangesu dla narodu indyjskiego. To szmer wód tej rzeki musiał zainspirować ryszi dawnych epok. We współczesnej gorączce rzeki służą nam już wyłącznie jako ścieki i kanały dla statków transportowych, które jeszcze bardziej je trują. Nie mamy czasu, aby, jak nasz przyjaciel, usiąść spokojnie u ich piaszczystych brzegów i w ciszy starać się posłyszeć słowa, jakie do nas szepczą.
Mahatma Gandhi
Przeł. Maciej Sobiech
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Young India” w numerze z 23 lutego 1926 r.
przez redakcja | wtorek 4 kwietnia 2023 | aktualności
Rada Ministrów przyjęła we wtorek autopoprawkę do projektu ustawy o pomocy państwa w oszczędzaniu na cele mieszkaniowe. Ma ona m.in. przeciwdziałać handlowaniu cesjami umów rezerwacyjnych i deweloperskich. Proceder ten zmniejsza dostęp do nowych mieszkań i zawyża ich ceny.
Jak informuje Portal Samorządowy, nowe przepisy ograniczą możliwość dokonywania cesji umowy rezerwacyjnej i deweloperskiej jedynie do członków rodziny. W przypadku umów deweloperskich oraz umów zobowiązujących do przeniesienia własności lokalu mieszkalnego cesja będzie dodatkowo możliwa na rzecz osoby spoza rodziny, jednak nie więcej niż jednej umowy na trzy lata.
Projekt zakłada m.in. wprowadzenie „bezpiecznego kredytu” z dopłatą państwa do rat oraz konta mieszkaniowego z dodatkową premią mieszkaniową z budżetu państwa. Umożliwia też waloryzację dopłat do czynszów w ramach programu Mieszkanie na start. Przyjęta autopoprawka do projektu ma m.in. przeciwdziałać handlowaniu cesjami umów rezerwacyjnych i deweloperskich. Jak zaznaczył resort rozwoju, proceder ten zmniejsza dostęp do nowych mieszkań i zwiększa ich ceny.
Przypadki zawierania umów obejmujących rezerwację kilku lub nawet kilkunastu lokali przez jednego nabywcę, który następnie – za słoną opłatą – przenosi je na właściwych nabywców, to zmora polskiego rynku mieszkaniowego. Tak zwani flipperzy dosłownie za nic pobierają wygórowane prowizje. Czas skończyć z tego rodzaju praktykami – zaznaczył minister Buda.
W przyjętej we wtorek przez rząd autopoprawce do projektu ustawy ws. bezpiecznego kredytu zawarto też zapisy, które mają usprawnić mechanizm finansowania programów wspierających budowę mieszkań komunalnych i społecznych. W 2023 r. limit wydatków z budżetu państwa na ten cel zostanie podniesiony o 50 proc., z 1 mld zł do 1,5 mld zł.
przez redakcja | poniedziałek 3 kwietnia 2023 | aktualności
Zgłoszenie o zwolnieniach grupowych wpłyneło do Powiatowego Urzędu Pracy w Pile 31 marca. Najliczniejszą grupę zwalnianych pracowników stanowić będą pracownicy produkcji.
Jak informuje pulshr.pl, Signify to firma działająca na rynku oświetlenia. Zatrudnia około 39 000 pracowników w ponad 70 krajach. Pracę w Pile straci prawie 400 osób.
Spada zapotrzebowanie na wiele stanowisk na liniach produkcyjnych tradycyjnego oświetlenia ze względu na wprowadzanie nowoczesnych metod oświetlania pomieszczeń.
Rozpoczęliśmy konsultacje ze związkami zawodowymi. Wszystkim pracownikom objętym zmianą zaproponujemy rozwiązanie stosunku pracy w trybie porozumienia stron oraz pakiety odprawowe, a także profesjonalne wsparcie w poszukiwaniu nowej pracy realizowane na zlecenie Signify przez specjalistyczną firmę zewnętrzną – twierdzi Małgorzata Dobosz, dyrektor komunikacji i marketingu w Signify Europa Wschodnia.
Ciekawe, czy naprawdę będzie tak kolorowo.
przez Roman Rostek | niedziela 2 kwietnia 2023 | opinie
Od wielu tygodni w mediach można znaleźć dyskusje o tym, w jaki sposób sztuczna inteligencja (AI – Artificial Intelligence) zmieni realia naszej pracy. Aplikacje typu ChatGPT czy Midjourney z jednej strony budzą zachwyt swoimi możliwościami. Z drugiej – wywołują obawy, czy nie zastąpią pracy wykonywanej obecnie przez ludzi. Niemal co tydzień pojawia się jakieś nowe fantastyczne zastosowanie AI, które napawa lękiem przedstawicieli kolejnej grupie zawodowej. Na podstawie dostępnych danych i odrobiny futuryzmu można spróbować określić, w jaki sposób te rozwiązania zmienią pracę.
Udostępnienie aplikacji opartych na przetwarzaniu języka naturalnego pokazało szerokiej publiczności możliwości sztucznej inteligencji. Podawanie komend nie przy pomocy kodu, ale zwyczajnych zapytań i poleceń, wydaje się być przełomem dla sposobu pracy wielu osób, które potrzebują szybkiej obróbki cyfrowych danych różnego rodzaju. Jest to tylko wycinek stosowania AI w pracy, natomiast na pewno marketingowo bardzo pociągający i budujący wyobrażenie działania sztucznej inteligencji na sposób podobny do człowieka. A skoro tak, to może ludzką pracę zastępować. Stąd w ostatnim czasie pojawiło się mnóstwo historii o tym, co AI już potrafi.
Nowe wspaniałe możliwości
Serwisy internetowe chwalą się coraz szerszym wykorzystywaniem sztucznej inteligencji do tworzenia różnego rodzaju publikacji. Zanik tradycyjnego dziennikarstwa nie jest niczym nowym, ale teraz można liczyć na przyspieszenie tych procesów. Podobnie z grafikami czy architektami – cyfrowo wygenerowane prace mogą zastąpić ich żmudne działania, wymagające wielu lat doświadczeń. Zapytania przez ChatGPT zastąpią wyszukiwanie w internecie, odbierając przychody twórcom blogów. Amazon jest zasypany e-bookami wygenerowanymi przez aplikacje. Sztuczna inteligencja może też zarządzać firmą. Chińska korporacja pochwaliła się, że na swojego szefa mianowała wirtualnego humanoidalnego robota, a po kilku miesiącach kurs akcji firmy rośnie. Tego typu informacji jest coraz więcej. Budują poczucie, że jesteśmy na początku rewolucji, której już nikt nie zatrzyma.
Producenci tych aplikacji mogą tylko zacierać ręce, widząc taką falę newsów. Dokładają do tego prezentacje coraz to nowszych zastosowań sztucznej inteligencji w pracy. Oczywiście marketing oparty jest na hasłach, które już nie raz towarzyszyły cyfrowym przemianom. Nowa technologia ma uwolnić człowieka od mordęgi monotonnej pracy i pozwolić na wyzwolenie kreatywności – to komunikat dla użytkownika-pracownika. Produktywność wzrośnie – to komunikat dla właściciela i zarządzającego. Powstaną nowe stanowiska, niezbędne dla obsługi aplikacji – to komunikat dla zaniepokojonego obywatela.
W rzeczywistości sztuczna inteligencja zmienia rynek pracy już od wielu lat. Analizy tych przemian pozwalają na wyciągnięcie istotnych wniosków z przeszłości, a dodając nieco futurystycznej wyobraźni, można te przemiany środowiska pracy opisać, nawet jeśli ten dzisiejszy opis wkrótce zdezaktualizuje się.
Technologie oparte na sztucznej inteligencji w kontekście środowiska pracy oddziałują w trzech kierunkach:
• prowadzą do automatyzacji pracy człowieka, a co za tym idzie – do likwidacji stanowisk,
• zmieniają charakter wykonywanej pracy, wymuszając nabywanie nowych kompetencji,
• tworzą nowe stanowiska i zupełnie nowe zawody.
AI likwiduje pracę
Od wielu lat raporty różnych instytucji ogłaszają, ile stanowisk może zostać zautomatyzowanych poprzez zastosowanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Jeszcze do niedawna w tym kontekście pisano o pracy powtarzalnej, mechanicznej, prostej. Raport firmy McKinsey z 2017 podawał, że do 2030 roku połowa zadań realizowanych przez ludzi może być zautomatyzowana. W efekcie setki milionów pracowników będzie musiało zmienić pracę. Dwa lata później OECD podała w swoim raporcie, że 14% stanowisk podlega wysokiemu ryzyku automatyzacji, a dalsze 32% może ulec poważnej transformacji z tych powodów [1]. Podsumowanie trendów w raporcie OECD z 2021 roku to kolejny etap: o ile wcześniej automatyzacja była łączona z likwidacją prostych prac, to coraz więcej danych wskazywało, że stanowiska wymagające wysokich kwalifikacji również są zagrożone. Wśród takich zawodów wymieniono m. in. inżynierów, optometrystów, epidemiologów, aktuariuszy, księgowych, statystyków, programistów, analityków kredytowych, techników laboratoryjnych, kontrolerów jakości [2].
Rozwój sztucznej inteligencji powoduje, że do tej listy należy dziś dodać zawody uważane za kreatywne. Nawet jeśli nie zostaną zautomatyzowane, to struktura pracy mocno się zmieni. Z kolei upowszechnienie się narzędzi w rodzaju Microsoft 365 Copilot z całą pewnością ograniczy możliwości pracy stanowiskom asystenckim, stażystom, różnego rodzaju junior brand managerom. W zawodach kreatywnych eksperci będą nadal niezbędni. Natomiast ci, którzy tworzyli dokumenty, prezentacje, tabelki czy podstawowe treści do mediów elektronicznych, będą musieli szukać innych zadań.
Nie mają obecnie sensu próby oszacowania, ile osób będzie musiało z tego powodu zmienić stanowisko lub nauczyć się nowych umiejętności. Można zdroworozsądkowo stwierdzić, że wykonywanie pracy przy komputerze generalnie zwiększa ryzyko automatyzacji, co jest oczywistą obserwacją. Poza większym ryzykiem utraty pracy, wiąże się ono również z ryzykiem zmniejszenia wynagrodzenia. Natomiast odwrotny wpływ ma zaawansowanie w kierunku AI. Takie kompetencje do tej pory nie tylko zwiększają pewność zatrudnienia, ale również wysokość zarobków [3].
AI zmienia pracę
W wielu raportach, odnoszących się do ryzyk wynikających z AI dla przyszłości pracy, pada zazwyczaj uniwersalna rada: pracownicy będą potrzebowali nabywać nowe kompetencje, aby poradzić sobie ze zmianami. To rada zarówno banalna, jak i nie do końca uwzględniająca dynamikę zmian na rynku pracy. Przy szybkich zmianach technologicznych trudno przewidzieć, jakie kompetencje mogą być przydatne w przyszłości. Paradoksalnie to komunikatywność czy sprawność manualna bywają najtrudniejsze do automatyzacji.
Z drugiej strony marketing towarzyszący wprowadzaniu nowych aplikacji podkreśla, że są one łatwe w użyciu i nie tyle zastępują człowieka, co asystują w pracy. Dzięki rozwiązaniom opartym na przetwarzaniu języka naturalnego szybkość i efektywność indywidualna będą wzrastać. Nieprzypadkowo Microsoft promuje swoje rozwiązania jako najpotężniejsze narzędzie zwiększające produktywność.
W idealnym świecie takie zwiększenie indywidualnej produktywności spowodowałoby skrócenie tygodnia pracy czy wprowadzenie podatku od sztucznej inteligencji, z którego można byłoby np. sfinansować bezwarunkowy dochód gwarantowany. W świecie kapitalizmu zapewne zostanie to wykorzystane do podniesienia targetów i zwalniania części pracowników. Ci, którzy będą w pracy korzystać z takich rozwiązań, niekoniecznie będą szczęśliwsi. Doświadczenia z badań w Japonii [4] wskazują, że tacy pracownicy faktycznie odczuwają więcej satysfakcji z pracy, ale towarzyszy temu większy stres, ponieważ zostają im do wykonania tylko bardziej skomplikowane zadania. Paradoksalnie, sztuczna inteligencja może więc spowodować zwiększenie poczucia obciążenia pracą.
Poza zawodami opartymi na kreatywności, coraz więcej pracowników będzie podlegać w większym zakresie zarządzaniu algorytmicznemu. Czyli aplikacjom wykonującym niegdysiejsze funkcje kierownicze, jak przydzielanie zadań, planowanie pracy czy ocenianie. Ta innowacja również nie poprawia pracy na lepsze. Algorytmiczne ukierunkowywanie, ocenianie i dyscyplinowanie przynosi pracownikom frustrację, poczucie dyskryminacji i utraty prywatności, stres i prekaryzację [5].
AI tworzy pracę
O pozytywnym oddziaływaniu AI na przyszłość pracy będzie można mówić wtedy, gdy doprowadzi do automatyzacji niebezpiecznych, monotonnych czy poniżających zadań. A jednocześnie stworzy nowe, dobrze płatne stanowiska w liczbie przewyższającej te likwidowane. Społecznie korzystna automatyzacja musi zwiększać zapotrzebowanie na pracę.
Nowe zawody, kreowane wraz z rozwojem rynku aplikacji AI, mają często futurystyczne nazwy i nie do końca zrozumiałe dla laika zakresy obowiązków. Sztuczna inteligencja nie jest bezobsługowa. Jeśli jest niekontrolowana, ma skłonność do halucynowania (czy też bardziej wprost: do tworzenia bzdurnych informacji) czy stosowania mowy nienawiści. Nic dziwnego, skoro jest tylko odbiciem i wymieszaniem tego, co wytworzył człowiek. Dlatego do modelowania aplikacji niezbędni są trenerzy, tagujący w odpowiedni sposób kategorie informacji, czy kuratorzy, zajmujący się porządkowaniem danych. Aby aplikacja była efektywna w danym środowisku, potrzebni będą algorytmiczni brokerzy, informujący pracowników o tym, jaka jest logika działania aplikacji. Bieżące działania będą realizowane przez serwisantów i konsultantów, którzy mają łączyć systemy i naprawiać błędy. McKinsey przewiduje, że za kilka lat samych algorytmicznych tłumaczy będzie kilka milionów [6].
Obecnie elitą nowych zawodów algorytmicznych wydają się prompt engineers – inżynierzy poleceń. Ich zadanie polega na „tworzeniu i udoskonalaniu tekstu, który ludzie wpisują w sztuczną inteligencję w nadziei na uzyskanie optymalnego wyniku. W przeciwieństwie do tradycyjnych programistów, tacy inżynierowie programują prozą, wysyłając polecenia napisane zwykłym tekstem do systemów sztucznej inteligencji, które następnie wykonują rzeczywistą pracę” [7]. W ogłoszeniach o pracę dla takich stanowisk pojawiają się stawki rzędu 100-300 tys. dolarów rocznie.
O ile prompt engineers świetnie nadają się do zilustrowania nowego świata pracy w sposób godny działów marketingu i public relations producentów aplikacji AI, to rzeczywistość nowych algorytmicznych zawodów przypomina często stare kapitalistyczne wzorce. Open AI, firma stojąca za ChatGPT, chciała ograniczyć odpowiedzi określane jako „toksyczne” (przemocowe, rasistowskie, seksistowskie, wulgarne). Zlecenie wyoutsourcowano do kenijskiego oddziału kalifornijskiej firmy Sama. Tysiące pracowników tej firmy zarabia po 1,32-2 dolary za godzinę pracy polegającej na etykietowaniu ogromnych baz informacji zaciągniętych z internetu. Te informacje to najgorszego typu komunikacyjny ściek, wytworzony przez ludzi: opisy przemocy, okrucieństw, pedofilii i innych okropieństw, które pracownicy przeglądają w celu otagowania, aby sztuczna inteligencja nie brała ich pod uwagę. W efekcie ci wykorzystywani ekonomicznie według starego postkolonialnego kapitalistycznego wzorca „algorytmiczni trenerzy i kuratorzy” po tygodniu takiej pracy nadają się tylko na terapię [8].
Nie ma co wierzyć w opowieści, że zamiast nudnych zadań, które zostaną zautomatyzowane, sztuczna inteligencja wytworzy tylko kreatywne i dające poczucie samorealizacji. Zarówno likwidacja, jak i tworzenie nowej pracy będą podyktowane pogonią za lepszym wynikiem finansowym.
AI tworzy nierówności
Przykład kenijskiego oddziału firmy Sama odnosi się do jeszcze jednego problemu podnoszonego w kontekście zmian na rynku pracy. Rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji pogłębiają nierówności na świecie. Daron Acemoglu, profesor ekonomii na MIT, który analizuje te zmiany w perspektywie kilkudziesięciu ostatnich lat, na styczniowej konferencji organizowanej przez Pissaridies Review, mówił o rozczarowaniu, jakie przynosi wdrażanie AI. Kiedyś zastosowanie maszyn było bilansowane nowymi zadaniami, teraz automatyzacja ma coraz bardziej widoczny negatywny kontekst: redukuje wzrost zatrudnienia i pogarsza redystrybucję. Innowacje zdają się podążać w kierunku nadmiernej automatyzacji, której efektem jest mniej zatrudnionych, zmniejszające się zarobki i brak wzrostu rynku pracy. Dodatkowo Acemoglu zauważa, że na dawnej osi podziału ekonomicznego tworzą się nowe nierówności: automatyzacja na Północy powoduje dezindustrializację na Południu. Technologie automatyzacji są nieodpowiednie dla krajów rozwijających się, ponieważ ograniczają rozwój siły roboczej, która jest tam kluczowym zasobem.
Nierówności globalne będą również wzmacniane kosztami ekologicznymi działania AI. Jest to technologia wysoce energochłonna, wymagająca serwerów i mocy obliczeniowych (podobnie zresztą jak choćby kryptowaluty). To dodatkowy społeczny koszt tego cyfrowego postępu, który rozkłada się nierównomiernie [9].
Motorem napędowym tej zmiany nie jest chęć uczynienia pracy człowieka łatwiejszą. Na pewno sztuczna inteligencja przyczyni się do poprawy wielu działań, zarówno istotnych społecznie (np. diagnostyka medyczna), jak i nieistotnych (np. automatyczne produkowanie zbędnych prezentacji na korporacyjne spotkania). W kontekście pracy ważniejsze wydają się zmiany strukturalne, odnoszące się do automatyzacji stanowisk i tworzenia nowych. Grupy pracowników z najlepszym przygotowaniem kompetencyjnym mogą spać spokojnie, poradzą sobie z tymi zmianami, co najwyżej dojdzie im więcej stresu, ale często za lepsze pieniądze. Reszta, czyli większość, niekoniecznie może komfortowo patrzeć w algorytmiczną przyszłość.
Roman Rostek
Grafika w nagłówku tekstu: Gerd Altmann from Pixabay.
Przypisy:
1. OECD (2019), OECD Employment Outlook 2019, OECD Publishing, Paris, https://doi.org/10.1787/19991266.
2. Lane, M., Saint-Martin, A. (2021), The impact of Artificial Intelligence on the labour market: What do we know so far? OECD Social, Employment and Migration Working Papers No. 256, https://dx.doi.org/10.1787/7c895724-en
3. Fossen, F., Sorgner, A. (2019), New Digital Technologies and Heterogeneous Employment and Wage Dynamics in the United States: Evidence from Individual-Level Data, IZA – Institute of Labor Economics, Discussion Paper Series.
4. Lane, M., Saint-Martin, A. (2021), The impact of Artificial Intelligence… op. cit.
5. Kellog, K., Valentine, M., Christin, A. (2020), Algorithms At Work: The New Contested Terrain Of Control, „Academy of Management Annals” 2020, Vol. 14, No. 1, 366–410. https://doi.org/10.5465/annals.2018.0174
6. ibid.
7. Harvell D. (2023), AI whisperer. No coding required. „Washington Post” February 25, 2023, https://www.washingtonpost.com/technology/2023/02/25/prompt-engineers-techs-next-big-job/
8. Perrigo, B. (2023), OpenAI Used Kenyan Workers on Less Than $2 Per Hour to Make ChatGPT Less Toxic, „Time”, January 18, 2023 https://time.com/6247678/openai-chatgpt-kenya-workers/
9. Ernst E (2022) The AI trilemma: Saving the planet without ruining our jobs. „Frontiers in Artificial Intelligence”, 5:886561.doi: 10.3389/frai.2022.886561
przez redakcja | niedziela 2 kwietnia 2023 | aktualności
Pracodawcy będą musieli podawać informacje, które ułatwią pracownikom sprawdzenie, ile zarabiają inni. Tym, którzy nie przestrzegają przepisów, będą grozić sankcje, w tym kary finansowe.
Jak informuje money.pl, Parlament Europejski ogłasza koniec tajemnicy wynagrodzenia. Teraz pracownicy będą mieli możliwość porównać swoje wynagrodzenie z pensją kolegów zatrudnionych na tych samych stanowiskach. Kraje członkowskie będą musiały m.in. zmienić prawo tak, by pracownicy mogli żądać przejrzystych i pełnych informacji o indywidualnym i średnim poziomie wynagrodzenia w podziale na płeć.
Po zmianach pracodawca nie będzie mógł ograniczać pracownikowi dostępu do informacji o poziomie wynagrodzeń pracowników tej samej lub innych kategorii. Nie będzie też mógł umownie zobowiązać pracownika, by nie zdradzał wysokości wynagrodzenia.
Jeżeli pracownik uzna, że pracodawca nie zastosował wobec niego zasady równego wynagrodzenia, i skieruje sprawę do sądu, to – zgodnie z przepisami krajowymi – właśnie prawodawca będzie musiał udowodnić, że nie doszło do dyskryminacji. Jeżeli sprawozdania z wynagrodzeń wykażą 5-procentową lukę płacową między kobietami a mężczyznami, pracodawca będzie musiał przeprowadzić ocenę wynagrodzeń we współpracy z przedstawicielami pracowników.