przez Remigiusz Okraska | niedziela 8 października 2023 | edytorial, Kwartalnik, nr 42/(93)
To nasza wojna, choć nie na naszym terytorium. Toczy się m.in. dzięki naszemu wsparciu. I w naszym, nie tylko ukraińskim interesie wykrwawiają się i cierpią tysiące napadniętych tuż za wschodnią granicą.
Polacy to rozumieją. Choć po pierwszej napaści Rosji na Ukrainę w 2014 roku próbowano w naszym kraju uruchomić rozmaite agentury wpływu mające skłócać Polaków z Ukraińcami, nie na wiele się to zdało. Pełnoskalowa napaść w lutym 2022 roku pokazała to dobitnie. Ogromna skala zaangażowania w pomoc uchodźcom wojennym, przytłaczająca sondażowa skala niechęci wobec Rosji i Putina oraz sympatii wobec napadniętego narodu, unaoczniły, iż kompas moralny mamy jako zbiorowość ustawiony właściwie.
Oczywiście są wyjątki. Są polityczne hieny żerujące na cudzym nieszczęściu. Są spiskowi maniacy. Są tzw. rusofile, którym imponuje kremlowski syf z malarią. Są ludzie pogubieni i swoje faktyczne czy urojone krzywdy odreagowujący na innych. Ale to margines, nawet jeśli czasami krzykliwy w internecie.
Wszystko to w kraju przyfrontowym. W obliczu mas uchodźców, którzy zamieszkali w Polsce na skalę wcześniej nieznaną. Przy istnieniu rozmaitych dziejowych zaszłości i zadrażnień. W sytuacji, gdy sami dopiero niedawno przestaliśmy być skrajnie biedni i sponiewierani. Mimo to polska reakcja na krzywdy sąsiedniego narodu i kraju jest naprawdę dobra.
Można było mieć różne wątpliwości wobec umownie pojmowanego Zachodu. Amerykanie nierzadko zachowywali się jak słoń w składzie porcelany. Wzniosłymi hasłami maskowali swoje interesy i nierzadko brutalne sposoby ich realizacji. „Humanitarne bombardowania” to frazes wprost obrzydliwy. Ale w żadnej mierze nie usprawiedliwia to imperializmu rosyjskiego i jego zbrodni. A w naszej części świata to one są bardziej dotkliwe i namacalne. Od lat i stuleci.
O prawie Ukrainy do samostanowienia i antyrosyjskiej czy prozachodniej orientacji piszemy od dawna. Jeszcze w czasach, gdy poprzednikiem „Nowego Obywatela” był „Obywatel”. Pisaliśmy o tym m.in. w 2005, 2007, 2008. W roku 2014 na Festiwalu Obywatela mieliśmy o tym całą debatę. W 2015 na naszej stronie internetowej krytykowaliśmy postrzeganie Europy Środkowo-Wschodniej jako rosyjskiej strefy wpływów i przyklaskiwanie temu idiotyzmowi przez niemałą część zachodniej lewicy. To wszystko nie było wtedy wcale takie oczywiste. Panowało wiele złudzeń wobec Rosji, były „resety” w polityce wobec Putina, rytualnie szydzono z „rusofobii”.
Nie ma „stref wpływów”. Są, a przynajmniej być powinny wolne kraje i wolne narody. Samostanowiące o własnym losie, orientacji, przynależności i sojuszach. Ukraińcy walczą dziś nie tylko o swój byt, lecz także o polskie bezpieczeństwo. Dawno już w naszej części świata nie realizowało się tak dobitnie hasło „za wolność naszą i waszą” – pierwotnie użyte na demonstracji ku czci antycarskich spiskowców-dekabrystów w Warszawie w styczniu 1831 roku.
W bieżącym numerze piszemy o wojnie, geopolityce, obronności. O wojskowych i gospodarczych alternatywach wobec moskiewskich knowań w naszej części świata. O regionalnej niezależności wobec tych krajów Zachodu, które lekceważą rosyjskie zagrożenie lub nie przeszkadza im ono w interesach z Kremlem. O polskiej polityce wschodniej. O pomocy humanitarnej dla walczących i dla uciekających przed koszmarem. O rozkwicie nowej kultury ukraińskiej. O intelektualnych tradycjach „rozbrajania” Rosji. O tym, jak wobec napaści określił się papież, a jak zrobiło to mocarstwo chińskie. O tym, jak to jest być ukraińskim lewicowcem w czasie wojny. Oraz, nie uciekając od tematów niewygodnych, o tym, że w Ukrainie pod pretekstem obrony kraju ogranicza się prawa pracownicze.
Jeden numer to za mało, aby przyjrzeć się wszystkim aspektom wojny za wschodnią granicą. Ale sądzę, że ukazaliśmy szeroką panoramę zjawiska. Z tym przekonaniem zapraszam do lektury.
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie – zajrzyj proszę tutaj.
Zobacz zajawkę numeru!
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Frauke Roether z Pixabay.
przez Remigiusz Okraska | niedziela 28 maja 2023 | edytorial, Kwartalnik, nr 41/(92)
Spędzamy w pracy co najmniej osiem godzin dziennie. Przez kilkadziesiąt lat. Niewiele jest spraw mających tak duży i długi wpływ na nasze życie. Ale czy towarzyszy temu równie wiele namysłu?
Trzeba powiedzieć, że jest lepiej niż było. Przez pierwsze dwie dekady III RP albo nie było o tym mowy wcale, albo była mowa głupia: nieczuła, bezrefleksyjna, indywidualistyczna. I w przedziwny sposób łącząca ślepy kult pracy z zupełnym lekceważeniem tych, którzy ją wykonują. Należało zasuwać i nie narzekać. W harówce upatrywać jedynego źródła poprawy swojego losu. „Dorabiać się” za pomocą dłuższej i cięższej pracy, czyli kosztem m.in. zdrowia, życia rodzinnego czy towarzyskiego.
Jednocześnie lekceważeniem lub wręcz potępieniem zbywano każdą wątpliwość i każde pytanie dotyczące warunków, sensu, efektów i korzyści z pracy. Populistą, oszołomem i demagogiem był każdy, kto wskazywał na łamanie praw pracowniczych. Ten, kto pytał o sens harówki za naprawdę marne grosze; a trudno się czegokolwiek dorobić, gdy dostajesz 4 złote za godzinę. Kto zauważał ogromne jednostkowe i społeczne skutki pracy długiej, ciężkiej, źle zorganizowanej. Kto miał czelność przypomnieć, że na wielbionym u nas Zachodzie znacznie silniejsze i większe są związki zawodowe, a prawo pracy jest o wiele bardziej surowo egzekwowane. Komentowano to obelgami, drwinami, „zdroworozsądkowymi” wywodami, że bez pracy nie ma kołaczy i że ktoś gdzieś podobno narobił się, ale zarobił, więc każdy może tak samo.
Dzisiaj już mówi się o prawach pracowniczych. Krytykuje „kulturę zapierdolu”. Podkreśla znaczenie równowagi w życiu – tego, że jest czas pracy, ale i czas odpoczynku. Rehabilituje związki zawodowe i ich społeczne znaczenie. Wskazuje, że produktywność i rozwój wcale nie muszą być osiągane długą i bezsensowną aktywnością. Wyśmiewa stachanowskie wezwania ze strony przedstawicieli biznesu czy domorosłych mentorów ze środowisk akademickich i medialnych. Którym zresztą realna praca myli się zazwyczaj z własną aktywnością w zaganianiu innych do pracy lub z pouczaniem całego świata w mediach społecznościowych.
Część tych zjawisk ma oczywiście podtekst polityczny. Po wygranej PiS nagle obrodziło wrażliwcami społecznymi tam, gdzie kiedyś dominował przekaz balcerowiczowski. Ale nie zmienia to faktu, że obecna moda jest lepsza od dawnej apoteozy wyzysku i harówki. I że modnisiom trudno będzie po zmianie władzy wrócić do balcerowiczyzmu – staną się wizerunkowymi zakładnikami tego, co głoszą obecnie.
My jesteśmy po stronie pracowników od początku edycji tego pisma, wiele lat zanim stało się to modne. I wracamy dzisiaj całościowo do tematyki pracy, bo wciąż wiele jest do zrobienia i polepszenia, niezależnie od tego, kto rządzi. Wiedzą o tym związkowcy, inspektorzy pracy, naukowcy, prospołeczni dziennikarze, a także – i przede wszystkim – sami pracownicy. Wszyscy oni spotykają się w obecnym numerze „Nowego Obywatela”. Alarmują, krytykują, wskazują problemy. Dzielą się refleksjami – o tym, co jest jednym z najważniejszych aspektów naszego życia. O co najmniej ośmiu godzinach dziennie i kilkudziesięciu latach naszej aktywności.
Bez dobrej pracy i zarazem bez dbałości o dobro pracowników nie będzie dobrej Polski. Z tym przekonaniem zapraszam do lektury.
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie – spójrzcie proszę na sąsiednią stronę.
przez Konrad Ciesiołkiewicz | niedziela 5 lutego 2023 | Kwartalnik, nr 40/(91)
Kształtowanie się tzw. podmiotowości dziecka, a więc traktowania go jako człowieka i obywatela posiadającego swoje prawa oraz wolności, jest ideą relatywnie nową z historycznego punktu widzenia.
Wiąże się ona z rozwojem cywilizacyjnym, w tym z radykalnie wyższym wskaźnikiem przeżywalności niemowląt i małych dzieci oraz zmianami technologicznymi wpływającymi na kształtowanie się systemów edukacyjnych dopasowanych do rynku pracy. Nie do przecenienia w kształtowaniu się praw jako aksjologii – systemu wartości – oraz jako instytucji mających zagwarantować optymalne warunki życia i rozwoju, są wysiłki wielu pedagogów, lekarzy, społeczników i polityków. Począwszy od przełomu XVIII i XIX wieku wskazywali oni na potrzebę otoczenia dzieci systemem szczególnej ochrony. Podmiotowość, czyli posiadanie mocy sprawczej, ma w przypadku dzieci szczególny charakter. Słynne zdanie Janusza Korczaka: „Nie ma dzieci, są ludzie”, stanowiące najbardziej jaskrawy apel o nadanie dzieciom praw należnych wszystkim ludziom, dookreślane było katalogiem szczególnych potrzeb wynikających z etapów rozwoju dziecka. Korzystanie bowiem ze swoich praw wymaga odpowiedniej świadomości i możliwości dopasowanych do wieku. Z natury rzeczy dzieci stanowią jedną z najbardziej wrażliwych i bezbronnych grup społecznych. Dlatego otoczone powinny zostać szczególną troską. Wbrew wielu deklaracjom, że wszyscy kochamy i troszczymy się o dzieci, doświadczenie codzienności, a nawet polityczny dyskurs, wskazują, że jest zupełnie inaczej.
Niniejszy numer „Nowego Obywatela” jest niemal w całości poświęcony konkretnym problemom dzieciństwa. Skoncentruję się więc na kilku kluczowych aspektach stanowiących ramę do rozważań nad naszym – społeczeństwa – stosunkiem do dzieci i młodzieży. Będzie nią historyczny zarys kształtowania się praw dziecka aż do dzisiejszego dnia oraz próba uchwycenia na tym tle podejścia zauważanego w Polsce.
Idea praw dziecka i jej zastosowanie
Nie ma jednej granicznej daty przyjęcia do świadomości okresu dzieciństwa jako fundamentalnie ważnego dla całego społeczeństwa. Uznaje się jednak, że idea ta związana była z okresem Oświecenia i rewolucji francuskiej. Punktem odniesienia stawały się zazwyczaj historie okrutnego traktowania dzieci, które w XVIII i XIX wieku przebijały się do szerszej świadomości. Tak działo się z procesem 60-letniego Gaetano Franceschiniego, aresztowanego w Wenecji pod zarzutem seksualnego wykorzystania dziewczynki. Najgłośniejszą wydaje się jednak historia Mary Ellen Wilson z amerykańskiego miasta Baltimore w drugiej połowie XIX wieku. Dziewczynka ta po stracie matki i ojca była głodzona i bita przez przybranych rodziców. Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki osobistemu zaangażowaniu lidera Towarzystwa Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt. W konsekwencji podjętych działań, w USA powstało pierwsze Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu Wobec Dzieci. W ten sposób historia Mary Ellen stała się symbolicznym punktem zwrotnym dla wszystkich zajmujących się przeciwdziałaniem krzywdzeniu dzieci.
Dalszy etap rozwoju idei praw dziecka przypada na czas refleksji nad biedą i cierpieniem dzieci wskutek I wojny światowej. W 1924 r. Zgromadzenie Ogólne Ligi Narodów uchwaliło Genewską Deklarację Praw Dziecka – pierwszy dokument wprost odnoszący się do gwarancji prawnych dla dzieci. Jest on bardzo krótki i ogólnikowy, zawiera głównie sugestie odnoszące się do powinności państw. Sformułowanie „powinno” odnaleźć można w nim aż sześć razy. Z tego powodu Deklaracja nie spotkała się z uznaniem Janusza Korczaka – jednego z najwybitniejszych ówczesnych pedagogów. Leda Koursoumba, była przewodnicząca Europejskiej Sieci Rzeczników Praw Dziecka, przyznaje, że „Korczak krytycznie odnosił się do »charytatywnego« charakteru Deklaracji i nacisku, jaki kładła na ochronę i dobrobyt, oskarżając jej autorów o pomylenie obowiązków z prawami”. Według Korczaka idea Deklaracji nie miała związku z prawami dzieci, lecz była „apelem do dobrej woli, prośbą o życzliwość”.
Wkrótce wybuchła II wojna światowa, a trzy lata po jej zakończeniu, w 1948 r., Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło Powszechną Deklarację Praw Człowieka (PDPCz), w której jednoznacznie podkreślono, że macierzyństwo i dzieciństwo wymagają szczególnej ochrony ze strony państwa i jego instytucji. Uchwalenie PDPCz przyspieszyło starania na rzecz określenia szczególnych praw dziecka. W 1959 r. przyjęta została Deklaracja Praw Dziecka z dziesięcioma zasadami, pośród których znalazły się:
- Wymóg korzystania z proklamowanych praw przez każde dziecko, bez względu na różnice rasy, koloru skóry, pochodzenia, wyznania, płci i języka.
- Wskazanie, że powinnością państwa jest tworzenie specjalnej ochrony dziecka, a także warunków do zdrowego rozwoju fizycznego, umysłowego, moralnego, duchowego i społecznego.
- Wymóg kierowania się dobrem dziecka, uwzględniający jego godność i wolność przy ustanawianiu praw.
- Uznanie, że do harmonijnego rozwoju osobowości dziecko potrzebuje miłości i zrozumienia, z czego wynika obowiązek szczególnej opieki nad dziećmi pozbawionymi swoich rodzin.
- Zasada pierwszeństwa do korzystania z wszelkich form pomocy i ochrony.
- Obowiązki i prawa edukacyjne, zakaz dyskryminacji oraz ochrona przed zaniedbaniem, okrucieństwem i wyzyskiem.
W tym samym czasie problemem pracy dzieci i obowiązkiem ich ochrony zaczęła zajmować się także Międzynarodowa Organizacja Pracy. Akcentując niektóre z ważnych dla praw dziecka postaci, nie sposób pominąć Henry’ego Kempe, amerykańskiego pediatry, który w 1962 r. zaprezentował tzw. syndrom dziecka maltretowanego. Pokazał światu liczne przykłady zdjęć RTG ukazujących złamania żeber, kości i piszczeli, zniszczonych stawów kolanowych oraz obrażeń kości czaszki, kręgosłupa – uszkodzeń typowych dla dzieci krzywdzonych. Było to następnym etapem szerokiego otwierania oczu na powszechne zjawisko przemocy wobec dzieci, skrzętnie ukrywanej pod płaszczem rzekomej potrzeby ochrony prywatności rodzin.
Kolejna iskra na drodze do uznania obywatelstwa dzieci wychodzi ze strony Polski, która w 1978 r. przedstawiła propozycję Konwencji o Prawach Dziecka. Po wielu latach prac i konsultacji międzynarodowych, w 1989 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło tę Konwencję. Dokument ma fundamentalne znaczenie i bezpośrednie przełożenie na społeczny status dzieci we wszystkich krajach, które go ratyfikowały. Stąd nazywany jest pierwszą konstytucją dzieci. Do monitoringu stanu praw dziecka na świecie powstał specjalny organ ONZ – Komitet Praw Dziecka. Dokonuje on analiz regularnych sprawozdań przesyłanych mu przez państwa oraz organizacje międzynarodowe, inicjuje publiczną debatę i doprecyzowuje rozumienie zapisów Konwencji w specyficznych zakresach poprzez ustalanie i publikowanie tzw. Komentarzy Ogólnych. Dobrym przykładem próby przekładania zapisów Konwencji na wyzwania współczesności jest Komentarz Ogólny nr 25 z 2021 r., dotyczący praw dziecka w środowisku cyfrowym. Odnosi się on m.in. do takich zjawisk, jak wykluczenie społeczno-cyfrowe, potrzeba ochrony dziecka przed nieuczciwymi praktykami marketingowymi, przekazywaniem danych osobowych, treściami ekstremistycznymi, fałszywymi narracjami i dezinformacją. Obecnie Komitet konsultuje treść nowego Komentarza z zakresu ochrony środowiska i polityki klimatycznej. To dzięki Konwencji w wielu krajach do ustaw zasadniczych wpisywano prawa dzieci. Powstały też nowe organizacje pozarządowe specjalizujące się w ochronie praw dziecka, systemy opieki i pomocy dla dzieci krzywdzonych oraz nowe organy, w tym Rzecznik Praw Dziecka (RPD).
Konwencja zawiera trzy kluczowe zasady, które powinny znaleźć swoje odzwierciedlenie w prawodawstwie państw:
- Wymóg kierowania się dobrem dziecka i stawiania go ponad dobrem innych grup społecznych (poza sytuacjami nadzwyczajnymi). Choć Konwencja nie definiuje, czym jest dobro dziecka, to Marek Michalak, były polski RPD, w swoim projekcie Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego w 2018 r. wyjaśniał, że chodzi o „stan, w którym dziecko osiąga prawidłowy, całościowy i harmonijny rozwój psychiczny, fizyczny i społeczny, z poszanowaniem jego godności i wynikających z niej naturalnych praw”.
- Zakaz dyskryminacji dziecka, odnoszący się do wszystkich społeczno-ekonomicznych aspektów funkcjonowania państwa i kładący nacisk na potrzebę walki z rozwarstwieniem społecznym. Adam Łopatka, uczestniczący w pracach nad Konwencją z ramienia Polski, podkreślał, że „polityka państwa w dziedzinie oświaty, usług socjalnych, zdrowia, powinna sprzyjać redukcji nierówności, zapobiegać powiększaniu się takiej strefy”.
- Zakaz wyzysku, który jest w pełni komplementarny z zapisami przyjętymi w Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy.
Konwencja o Prawach Dziecka zawiera także cały katalog praw nadających dzieciom podmiotowość. Wymieniając za Adamem Łopatką, są nimi:
- Prawo do życia i przeżycia, prawo do ochrony przed torturami, okrutnym, nieludzkim lub poniżającym traktowaniem i karaniem, prawo do ochrony przed wszelkimi formami przemocy, prawo do zachowania tożsamości, prawo do szczególnej ochrony i opieki dla dzieci pozbawionych środowiska rodzinnego.
- Prawo do wyrażania własnych poglądów we wszystkich sprawach, które ich dotyczą, prawo do wolności wypowiadania się, prawo do wolności myśli, sumienia i religii, prawo do prywatności, zrzeszania się, uczestniczenia w zgromadzeniach o charakterze pokojowym.
- Prawo dziecka do korzystania z najwyższego możliwego poziomu ochrony zdrowia, leczenia i rehabilitacji, prawo do życia w warunkach odpowiadających jego rozwojowi fizycznemu, psychicznemu, duchowemu, moralnemu i społecznemu, prawo do korzystania z systemu zabezpieczeń społecznych, prawo do nauki, wypoczynku i czasu wolnego.
- Prawo do humanitarnego traktowania dziecka podejrzanego lub skazanego, prawo do rehabilitacji i reintegracji społecznej dzieci skrzywdzonych, prawo dzieci niepełnosprawnych do szczególnej troski, prawa dzieci należących do mniejszości, tych dotkniętych konfliktem zbrojnym i ubiegających się o status uchodźcy, a także prawo dziecka do poznania swoich praw człowieka.
Jak wygląda podmiotowość dziecka w Polsce?
W jaki sposób mierzyć stan podmiotowości dziecka w Polsce? Oczywiście jest to pole do gorącej debaty publicznej. Wydaje się, że poza własną intuicją warto oprzeć się na opiniach renomowanych organizacji specjalizujących się w rzecznictwie praw dziecka oraz na wynikach prowadzonych przez nie badań. Wskaźnikami podmiotowości mogą być także poziom rozwoju instytucji oraz implementacja i ulepszanie zapisów zwiększających ochronę i sprawczość dzieci.
Z badań UNICEF dowiadujemy się, że 25 proc. dzieci w Polsce doznaje w szkole przemocy słownej, najczęściej ze strony rówieśników. Tylko połowa nauczycieli przyznaje, że szkoła jest w stanie zauważać łamanie praw dziecka. Ponad 30 proc. z nich jest przekonana, że prawa dziecka łamane są przez rodziców. Podczas jednej ze wspólnych inicjatyw Fundacji Orange i Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, Monika Sajkowska, prezeska FDDS, z którą wywiad przeczytać można w tym numerze „Nowego Obywatela”, tak odniosła się do kwestii podmiotowości dziecka: „Czy procesy, których jesteśmy świadkami w ostatnich dekadach sprawiają, że jako społeczeństwo, profesjonaliści i rodzice podmiotowo traktujemy dzieci? Nie. […] Niewystarczająco chronimy dzieci i nie przestrzegamy ich praw. Dowodem na to są liczne społeczne diagnozy dotyczące postaw społecznych, statusu dzieci w rodzinie i innych instytucjach”.
Spójrzmy zatem na kilka wniosków z takich właśnie diagnoz: 41 proc. dzieci doświadcza przemocy ze strony bliskich dorosłych, 57 proc. ze strony rówieśników, 7 proc. nie ma wokół siebie żadnej zaufanej osoby, 20 proc. posiada obciążające doświadczenia seksualne, 7 proc. zostało seksualnie wykorzystanych (szeroka kategoria znaczeniowa, obejmująca także obnażanie się, relacje z użyciem technologii itp.), 6 proc. dzieci doświadczyło fizycznego zaniedbania, aż 15 proc. mieszka z rodzicami nadużywającymi alkoholu, 16 proc. się okalecza, a 7 proc. próbowało popełnić samobójstwo (dane FDDS). W ostatnich dwóch latach liczba połączeń z telefonem zaufania 116 111, w tym ratujących życie, zwiększyła się nawet siedmiokrotnie. Związane jest to, z jednej strony, z poszerzeniem działalności telefonu, ale z drugiej – stanowi wskaźnik kondycji psychospołecznej dzieci i młodzieży w Polsce.
Spada liczba akceptujących kary fizyczne wobec dzieci. Jeszcze w 2017 r. prawie połowa Polaków nie popierała prawnego zakazu stosowania kar fizycznych. Wtedy też jedynie 34 proc. wspierało zakaz udzielania tzw. klapsów (zakazanych od 2010 r.). Obecnie 70 proc. badanych to zwolennicy prawnego zakazu karania, a 50 proc. popiera też zakaz klapsów (dane FDDS). CBOS w 2019 r. informował też o tym, że przemoc domowa jest zjawiskiem społecznie nieakceptowalnym. To dobrze, że tego rodzaju sposób myślenia poszerza się. Istnieją jednak w tym zakresie spore rozbieżności ze stanem faktycznym. Aż 22 proc. badanych osobiście zna kobiety, które doświadczają przemocy domowej. 60 proc. z nas zetknęło się z sytuacją krzywdzenia dziecka, 39 proc. było świadkami jego fizycznego dyscyplinowania, a 51 proc. karcenia słownego. Z rozmów z pracownikami zajmującymi się przemocą wynika, że większość z nas wciąż nie reaguje na przemoc. Choć w deklaracjach badanych wygląda to nieco lepiej, to wciąż daleko do optymizmu: 38 proc. świadków karcenia słownego i fizycznego pozostało biernymi, 70 proc. rodziców przyznaje, że karci dzieci, 39 proc. czyni to słowem, 36 proc. karci cieleśnie – tzw. klapsem, a 6 proc. przyznaje, że często dyscyplinuje fizycznie (dane FDDS).
W przypadku statystyk odnoszących się do krzywdzenia dzieci należy uwzględnić dwie kwestie nadające tej sytuacji większego tragizmu. Po pierwsze, zjawisko wszelkich form przemocy wobec dzieci (fizycznej, psychicznej, seksualnej, zaniedbania) jest niedoszacowane, a rzeczywistość uznać należy za bardziej przygnębiającą niż to, co przeczytać można w raportach służb oraz badaniach opartych na autodeklaracjach. Po drugie, dzieci odczuwają przemoc w sposób znacznie bardziej intensywny niż osoby dorosłe.
Zdaję sobie sprawę, że skala przemocy i nasz stosunek do niej nie są jedynymi miernikami podmiotowości dziecka i szanowania jego praw. Są jednak ich najbardziej wyrazistymi przejawami. O konsekwencjach bicia i innych form krzywdzenia dzieci uczyła Alice Miller, słynna psychoanalityczka i badaczka wpływu traumatycznych doświadczeń z dzieciństwa na późniejsze lata życia. Wskazuje ona na ich konsekwencje, którymi są różne sposoby wyładowywania tłumionej złości przez dzieci doświadczające przemocy. Objawiają się one w następujący sposób:
- W dzieciństwie i w wieku młodzieńczym: wyśmiewanie słabszych, bicie koleżanek i kolegów, upokarzanie innych, denerwowanie nauczycieli. Badaczka stwierdziła również, że dzieci bite, później w trakcie grania w gry komputerowe i oglądania telewizji częściej utożsamiają się z negatywnymi postaciami.
- W wieku dorosłym: częstsze stosowanie kar cielesnych i głoszenie skuteczności tej metody wychowawczej, ignorowanie związków między doświadczaną osobiście przemocą i stosowaniem jej we własnym domu, podejmowanie zawodów związanych z używaniem przemocy, naiwna ufność wobec liderów wskazujących na kozły ofiarne jako przyczyny problemów społecznych oraz posłuszeństwo wobec silnych autorytetów.
Osobnym zagrożeniem dla podmiotowości dzieci jest także kwestia biedy, która dotyka dzieci w większym stopniu niż dorosłych. W ostatnich 20 latach skala ubóstwa wśród dzieci wyraźnie spadła, jednak nadal pozostaje na wysokim poziomie – 5,9 proc. dzieci żyje w skrajnym ubóstwie, a 12,6 proc. wychowuje się w rodzinach uprawnionych do otrzymywania świadczeń z pomocy społecznej (dane GUS, 2022). Jak wynika z badań FDDS, bieda niesie nie tylko poważne zagrożenie dla zdrowia dzieci (np. niedożywienie), ale także dla ich prawidłowej socjalizacji. Dzieci w rodzinach doświadczających biedy są często zmuszone do przejmowania znacznej części obowiązków domowych, wychowywania młodszego rodzeństwa czy pracy, w tym z nielegalnych źródeł zarobkowania, co dzieje się kosztem ich funkcjonowania w społeczeństwie i pogłębia wykluczenie.
Wiele ekspertek i ekspertów uznaje, że wciąż mamy do czynienia z tzw. adultystycznym (z ang. adult – dorosły) modelem relacji dziecko–dorosły, który jest formą dyskryminacji osób nieletnich ze względu na ich wiek. W takim sposobie myślenia dorosłość jest utożsamiana ze stanem pewnej doskonałości, do której dążyć mają dzieci. Dziecko jest widziane przez pryzmat swoich niedoskonałości. Paradoksalnie dzieje się tak również w sytuacji, gdy rodzice (w swoim przekonaniu troszcząc się o dziecko) inwestują w jego rozwój ogromne środki. Postrzeganie dziecka jako obszaru inwestycji i ciągłego myślenia o jego przyszłości nierzadko spotyka się z bardzo poważanym zagrożeniem dla jego dobrostanu psychofizycznego. Obrazowo piszą o tym Małgorzata Jacyno i Alina Szulżycka: „Dziecko może w przyszłości być wszystkim i Każdym, dlatego teraz jest Nikim. Tożsamość skonstruowana wokół »braku« przywraca życie, bo daje tożsamość, ale sama pomyślana jako »brak« uśmierca [w przestrzeni społecznej – przyp. K. C.]”.
Podejście to jest sprzeczne zarówno z duchem, jak i z literą praw Konwencji. Ale także ze zdrowym rozsądkiem, który pozwala nam z nieco większą pokorą podchodzić do tej zakładanej przez lata „mądrości” wynikającej z samego tylko faktu bycia starszym. Przykładów patrzenia na dziecko z wyższością i traktowania go instrumentalnie jest aż nadto w przestrzeni publicznej. Wymienię tylko kilka.
Najbardziej rażącym jest samo, do pewnego stopnia, warunkowe ratyfikowanie przez Polskę Konwencji o Prawach Dziecka w 1991 r. W polskiej wersji dokumentu zawarto wtedy taką oto deklarację: „Rzeczpospolita Polska uważa, że wykonania przez dziecko jego praw określonych w konwencji, w szczególności praw określonych w artykułach od 12 do 16, dokonuje się z poszanowaniem władzy rodzicielskiej, zgodnie z polskimi zwyczajami i tradycjami dotyczącymi miejsca dziecka w rodzinie i poza rodziną”. Od 1991 r. zapis ten nie został zlikwidowany, choć podważa on sens całej Konwencji. Artykuły od 12. do 16. dotyczą podmiotowości dziecka, w tym prawa do swobody wypowiedzi i wyrażania własnych poglądów, prawa do swobody myśli, sumienia i wyznania, zrzeszania się, honoru i reputacji dziecka oraz ochrony prawnej przeciwko ingerencjom w tym zakresie. Ze studiów nad dzieciństwem oraz analiz ONZ wiadomo, że zwiększanie sfery poszanowania dla praw dzieci związane jest z odchodzeniem, często jednoznacznym, od zwyczajów i tradycji. Te bowiem stanowią blokadę dla emancypacyjnych starań dzieci i organizacji rzeczniczych.
Podobnie niezrozumiałe wydaje się stanowisko obecnego rządu oraz Rzecznika Praw Dziecka – Mikołaja Pawlaka wobec tzw. III Protokołu Fakultatywnego, przygotowanego z inicjatywy poprzedniego RPD, Marka Michalaka. Protokół ten daje uprawnienia dzieciom i ich pełnomocnikom do występowania ze skargami do Komitetu Praw Dziecka ONZ. Obecnie polskie dzieci pozbawione są takich możliwości. Nadawanie grupom społecznym uprawnień i zwiększanie ich sprawczości jest warunkiem koniecznym uznania ich za równoprawnych obywateli. Argumenty, jakie towarzyszą jednoznacznej odmowie ratyfikowania III Protokołu, sprowadzają się do trzech punktów:
- Polska posiada wystarczające mechanizmy zabezpieczające prawa dzieci.
- Przyjęcie protokołu zwiększałoby możliwość ingerencji organu międzynarodowego (ONZ) w polskie regulacje.
- Protokół mógłby stanowić zagrożenie dla tradycyjnych wartości.
Tę „wystarczającą” ochronę praw dzieci widać wyraźnie przy wprowadzaniu nowej ustawy o wsparciu i resocjalizacji nieletnich. W zasadzie całe środowisko pedagogów, w tym prof. Marek Konopczyński, z którym rozmowę przeczytać można w niniejszym numerze „Nowego Obywatela”, przekonywali, że projekt ten cofa nas o dziesięciolecia, jeśli chodzi o wsparcie dla dzieci wymagających szczególnego podejścia i pochodzących z trudnych środowisk rodzinnych.
Jedno z praw mających zwiększać podmiotowość dziecka to prawo do bycia wysłuchanym. Jest paradoksem, że rozbudowujemy panele badawcze i metody wsłuchiwania się w głosy wyborców, a grupa stanowiąca niemal 20 proc. społeczeństwa, czyli nieletni, nie jest w zakresie polityk publicznych o nie nawet pytana. Nie istnieje też obowiązek ani praktyka oceny wpływu stanowienia prawa na prawa i dobrostan dziecka. Gdyby tak było, to być może raporty UNICEF pokazujące ocenę stanu przyjaznych warunków do życia, przeżycia i rozwoju, brane byłyby pod uwagę przy podejmowaniu kluczowych decyzji i regulacji. Warto wspomnieć, że na 39. badanych krajów Polska zajmuje 30. pozycję w zestawieniu pod nazwą „świat dziecka” (bezpośrednie doświadczenia dzieci: pożywienie, jakość powietrza, wody, ekspozycji na hałas, etc.), 31. w kategorii „świat wokół dziecka” (tereny zielone, szkoła, mieszkania, ruch uliczny, zagrożenia środowiskowe), w zakresie zanieczyszczenia powietrza czwarte miejsca od końca, a w kwestii ekspozycji na pestycydy – przedostatnie.
Na uwagę zasługuje też zjawisko masowego instrumentalizowania dzieci i nadużyć związanych z łamaniem ich prawa do prywatności, udostępnianiem ich danych osobowych, materiałów wideo i zdjęć, które obecne są w przestrzeni publicznej. O ile personalistyczna zasada nakazująca nam traktowanie człowieka zawsze jako celu, nigdy jako środka, jest niezwykle trudna do stosowania, to w przypadku dzieci jest chyba jeszcze trudniej. Dzieje się to często bez świadomości łamania praw i narażania dzieci na zagrożenia oraz komplikacje w ich późniejszych życiu. Przykładem jest oczywiście zaspokajanie potrzeb tożsamościowych i autopromocyjnych rodziców dzielących się szczegółami z życia dzieci w internecie i mediach społecznościowych. Chyba gorsze jest traktowanie dzieci jako rekwizytu, który pomóc ma przede wszystkim w kreowaniu lepszego wizerunku polityków i innych osób publicznych. Podobne działania podejmowane są w różnych miejscach i z różnych okazji, przybierając postać dobrze brzmiących uchwał rad, samorządów itp. Dobrym filtrem do analizowania takich przedsięwzięć jest ośmiostopniowa „Drabina uczestnictwa” autorstwa Rogera Harta. Pierwsze trzy stopnie traktowane są jako całkowite uprzedmiotowienie dzieci i młodzieży. Dzieje się tak, gdy dorośli wykorzystują dzieci do realizacji własnych przedsięwzięć, a najmłodsi wyłącznie pomagają dorosłym w ich planach lub uczestniczą w nich jedynie na pokaz. Dopiero wejście na następne poziomy świadczyć może o upodmiotawianiu dzieci. Są to po kolei: przydzielanie nieletnim zadań przy jednoczesnym informowaniu o powodach ich zaangażowania i celach z tym związanych, konsultowanie z dziećmi decyzji podejmowanych przez dorosłych, inicjowanie decyzji podejmowanych wspólnie przez dorosłych i dzieci, oddawanie inicjatywy i kierownictwa młodym ludziom oraz na ostatnim szczeblu – podejmowanie inicjatyw oraz decyzji przez dzieci i młodzież w partnerstwie z dorosłymi.
Pisząc o tym podejściu, trudno nie odnieść się do wciąż silnie zakorzenionego w polskiej szkole i działaniach ministerstwa myślenia o uczeniu z preferencyjnym traktowaniem metod podawczych, w których nauczyciel jest źródłem największej wiedzy. Wielu wychowawców próbuje zmieniać ten obraz na rzecz metod dialogicznych i aktywizujących, w których nauczyciel jest bardziej facylitatorem wspólnego uczenia się. Przy przeładowanej podstawie programowej i w warunkach chronicznego braku kadr, niskich zarobków oraz obniżającego się statusu społecznego nauczyciela, jest to jednak szalenie trudne do zrobienia.
Powyższa analiza pokazująca stosunek instytucji państwa do dzieci nie pozostawia złudzeń, że daleko nam do faktycznego uznania ich obywatelstwa i traktowania tej grupy społecznej, stanowiącej obecnie 18 proc. społeczeństwa, jako nie tylko równoprawnej, ale także wymagającej podejścia nacechowanego znacznie większą uwagą oraz udostępnienia jej instrumentów kształtujących poczucie sprawczości. Niemożliwe wydaje się jednak nadal przyjęcie założenia, do jakiego przekonywał Janusz Korczak, według którego dziecko jest dla dorosłych niezwykłym źródłem wiedzy, umiejętności oraz inspiracji. We współczesnej pedagogice podejście takie nazywa się uznaniem dziecka za kompetentne. Pojęcie to wyjaśnia Jesper Juul, duński psychoterapeuta, uznawany za bliskiego myśli Korczaka: „Dzieci dają nam informację zwrotną, która umożliwia odzyskanie utraconych umiejętności i pomaga pozbyć się nieskutecznych, nieczułych i destrukcyjnych wzorców zachowania […] Twierdząc, że dzieci są kompetentne, chcę powiedzieć, że mogą nauczyć nas tego, co powinniśmy wiedzieć”.
Bibliografia:
- Jacyno M., Szulżycka A., Dzieciństwo. Doświadczenie bez świata, Warszawa 1999.
- Juul J., Twoje kompetentne dziecko, Kraków 2021.
- Kousoumba L., Janusz Korczak i Konwencja o Prawach Dziecka w: (red. B. Smolińska-Theiss), Rok Janusza Korczaka 2012. Nie ma dzieci – są ludzie, Warszawa 2012
- Łopatka A., Dziecko. Jego prawa człowieka, Warszawa–Poznań 2000.
- Makaruk K., Drabarek K., Postawy wobec kar fizycznych i ich stosowanie. Raport z badań, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Warszawa 2022.
- Miller A., Przeciwko biciu dzieci w: (red. J. Bińczycka), Humaniści o prawach dziecka, Kraków 2000.
- Raport UNICEF, Miejsca i przestrzenie. Wpływ środowiska na dobrostan dzieci, Florencja 2022.
- Sajkowska M., Szredzińska R. (red.), Dzieci się liczą 2022. Raport o zagrożeniach bezpieczeństwa i rozwoju dzieci w Polsce. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Warszawa 2022.
- Włodarczyk J., Makaruk K., Michalski P., Sajkowska M., Ogólnopolska diagnoza skali i uwarunkowań krzywdzenia dzieci. Raport z badań, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Warszawa 2018.
Konrad Ciesiołkiewicz – przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG i prezes Fundacji Orange, zajmującej się edukacją informacyjną, medialną i cyfrową dzieci i młodzieży oraz wspieraniem nauczycielek, nauczycieli oraz liderek i liderów społeczności lokalnych. Od lat związany jest także z Fundacją Dorastaj z Nami udzielającej pomocy psychologicznej, edukacyjnej, prawnej i socjalnej dla dzieci z rodzin, w których rodzic zginął lub utracił zdrowie pełniąc służbę publiczną. Z wykształcenia jest psychologiem, politologiem, doktorem nauk społecznych.
przez Remigiusz Okraska | niedziela 5 lutego 2023 | Kwartalnik
Can we seriously talk about the young generation? We’ll try this issue.
What does it mean seriously? For example, without the age-old and ritual complaints about „today’s youth.” They are as old as the world and have been played so many times that it would be good to try something else. There is no need to idealize youth and convince them that they are free of defects. But when scoring problems and weaknesses, it is worth thinking about where they come from. For example, from a world that was largely created by adults, and the young were thrown into it into deep water.
Or without the equally ritualistic indignation that it’s all because of „stress-free upbringing.” Although no one practiced it, it grew to the rank of a myth to explain all the problems of young people and the dissatisfaction of adults with their attitudes. The more so that the order of the day was and still is, to a large extent, quite stressful upbringing. Often full of physical or verbal violence. There is also a lot of everyday and occasional stress of young people in today’s society. It has a very different background – from social and living conditions or related to work performed or soon to come, and ending with the cultural, health or educational sphere. This stress is not an invention or a trifle. This is evidenced by the not very good mental condition of young Poles and Polish women.
This does not mean that we have to accept the next media panics or scuffles as part of political wars uncritically. We can take a professional look at social problems, for example by comparing the mental health of young people with what is happening to their peers in other Western countries. Or what is the risk of addiction among Polish teenagers compared to their peers from other post-communist countries.
We also don’t have to idealize the youth and join the fashionable trend of cursing the „grandparents” in order to please the young. Young people are not stupid, they will sense the falsity of such manipulations. It is enough that we do not write them off at the start and try to treat them as partners. Because why not? Since we, as adults, are sure of our beliefs and positions, we do not have to be afraid that the young generation is threatening us. It may tell us something interesting.
You can also, instead of a festival of lamentations and disappointments, think about what and how to change, improve and fix those issues where young people have obvious problems. Or in those spheres where their world and the worlds of their parents or grandparents are less and less (and perhaps too weakly) congruent with each other.
This is what the current issue of „New Citizen” is about. We look at the situation of children and youth in Poland from many aspects. The condition of this group, with particular emphasis on the weakest subgroups – people in mental health crisis, young people with disabilities, novice employees, economically excluded minors or from social rehabilitation facilities. But also for children and families in general these days. Bad and at the same time changing for the better trends in the issue of violence against children. Dangers lurking for young people on the Internet and in the way of using electronic devices. Children and youth towards the advertising sector. And a few more important things.
Of course, not all important topics, problems or challenges related to this social and age group were covered in one issue. However, I believe that we are giving you a large and rare dose of knowledge about how children and youth live in Poland – and how they could live better.
I invite you to read!
Remigiusz Okraska
furniture stores
P.S. If „New Citizen” is to continue to be published and cover topics that you will not or hardly find in other media, your support is needed – please have a look here .
Photo in the header of the text: photo by Remigiusz Okraska
przez Remigiusz Okraska | niedziela 16 października 2022 | edytorial, Jesień 2022, Kwartalnik
Dzisiaj ekologia jest modna. I pilna. Mamy bowiem katastrofę klimatyczną. Już coraz trudniej udawać, że nic się nie dzieje, że to błahostka, że „nie panikujmy”. Rośnie średnia globalna temperatura, co chwilę są „upały stulecia”, towarzyszą temu susze, kataklizmy i deszcze nie nawadniające, lecz ulewne, podtapiające i dewastujące dorobek lat i pokoleń. Już nie da się chować głowy w piasek.
Obrodziło zatem ekologami. W redakcjach, które jeszcze dekadę temu kpiły z ochrony przyrody, że to zajmowanie się „żabkami i kwiatkami”. W partiach, które uważały, że beton, asfalt, wycinanie lasów i regulowanie rzek to dobry sposób na wzrost PKB. W mediach, które zarabiały miliony na reklamach samochodów i deweloperskiej zabudowy ostatnich terenów zielonych. W biznesie, który bez umiaru spalał węgiel i ropę, stymulował zużycie energii, wytwarzał tysiące ton jednorazowej tandety. Wszyscy oni są teraz „ekologicznie wrażliwi”. Trochę późno.
Niby lepiej późno, niż wcale. Ale warto spojrzeć, jaka to ekologia. Taka w interesie bogatych. I kosztem biednych. Okazuje się, że dewastacja przyrody to nie wina wielkich koncernów, że to nie miliarderzy latają bez umiaru prywatnymi samolotami, że to nie klasy wyższa i średnia konsumują ponad stan. Winni mają być biedni czy zwykli ludzie. To pod ich adresem moralizuje się, że palą węglem (może dlatego, że dotacje na solary są dla dość zamożnych), jeżdżą dieslami (mają inną możliwość w kraju zdewastowanego transportu zbiorowego?) i w ogóle „niszczą planetę”.
A przede wszystkim nie chcą na pstryknięcie palcem porzucić zarobkowania w kopalniach, hutach i resztkach innego przemysłu. Bo są „ciemniakami”? Po prostu boją się o podstawy swojego przetrwania. Boją się w kraju i w świecie, w których każda „reforma” i każda „transformacja” polegały w ostatnich dekadach na pogarszaniu sytuacji zwykłych ludzi. A w pakiecie był jeszcze bonus w postaci opluwania ich wywodami o homo sovieticus, roszczeniowcach itd.
To nie oni są przeciwko ekologii. To wielki biznes był przez dekady i wieki antyekologiczny – i zarobił na tym miliardy. To nie górnicy wydobywają węgiel na złość całemu świat – to węgiel zapewniał przez dekady komfort i konsumpcję klasom średniej i wyższej. To nie ludzie wytwarzają śmieci – to firmy dla własnego zysku produkują tandetę i opakowują produkty bez umiaru. I tak dalej.
Musimy dokonać transformacji energetycznej. Odejść od spalania paliw kopalnych i emisji gazów cieplarnianych. Ale nie kosztem setek tysięcy słabych i niewinnych ludzi, nie za cenę ich biedy i marginalizacji, nie strofując tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Czas zakończyć brudne biznesy i brudne zyski. I marnotrawny styl życia elit. A zwykłym ludziom pomóc przejść suchą stopą przez transformację energetyczną. Niech płacą współwinni – nie zaś niewinni.
O tym jest obecny numer „Nowego Obywatela”. Tematyka ekologiczna jest na naszych łamach obecna od początku edycji pisma. Zanim to było modne. To także swego rodzaju powrót do korzeni. Gdy w roku 2000 zakładaliśmy pismo „Obywatel”, poprzednika „Nowego Obywatela”, czyniła to grupka ludzi związanych z ruchem ekologicznym, ale przeciwna dominującym w nim sympatiom do liberałów proponujących ekologię antyspołeczną.
Dziś zastanawiamy się nad tym, jak dokonać transformacji energetycznej w sposób niekrzywdzący słabych i niezamożnych. To nie tylko wyzwanie natury etycznej. To także rozsądek: nie da się zrobić tak wielkiej operacji w systemie demokratycznym bez brania pod uwagę możliwości i potrzeb milionów ludzi. Ekologia oparta na wyzysku, lekceważeniu słabych i moralizowaniu bogatych – będzie nieskuteczna. I podła.
Zróbmy to lepiej i mądrze. Dla planety i dla nas samych. Jak? Wskazujemy kilka kierunków, pytamy fachowców, punktujemy słabości i zagrożenia dotychczasowych wizji. Zapraszam do lektury!
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie – zajrzyjcie proszę tutaj: https://obywatel3.macmas.pl/pomoc/
przez Remigiusz Okraska | niedziela 29 maja 2022 | Kwartalnik, Wiosna-Lato 2022
Spis treści numeru 89:
Media bez klasy – Kacper Leśniewicz
Jedyną klasą, o której mówiło się w polskich mediach otwarcie (nazywając klasą właśnie), była nowa „klasa średnia”. Mówiono i wciąż mówi się o niej dobrze albo wcale. Negatywnym punktem odniesienia dla przedstawianej w zideologizowany sposób klasy średniej jest zwulgaryzowana klasa niższa, która znalazła się na przeciwstawnym biegunie w kontekście społecznej „przydatności”. Jeśli pojawia się ona w mediach, to przeważnie jako negatywny punkt odniesienia.
Medialne oblicza biedy – z dr hab. Małgorzatą Lisowską-Magdziarz rozmawia Magdalena Okraska
Prawo do szacunku i zainteresowania otrzymują przede wszystkim osoby, które osiągnęły tak zwany sukces, czyli mają odpowiednio wysoki poziom konsumpcji, a jednocześnie konsumują umiejętnie i widowiskowo. Brak dostępu do konsumpcji oraz wiedzy, jak i do czego jej używać, oznacza marginalizację. W mediach biedni automatycznie trafiają na ten margines.
Chamofobia na ekranie. Mieszkańcy wsi jako ofiary swojego stylu życia – dr Michał Rydlewski
To dyskurs zbudowany przez klasę dominującą, która dzięki hegemonii kulturowej utrzymuje władzę, zarządzając po części umysłami i wyobrażeniami samych ofiar, a kiedy te domagają się zwrócenia uwagi na ich problemy, zostają upokorzone. Dotyczy to sporej części ludzi, dla których transformacja ustrojowa nie okazała się bezproblemowym dobrem, w tym mieszkańców wsi, którzy czekają na sprawiedliwy opis swoich praktyk społecznych konfrontowanych z kapitalizmem.
Kogo zabolało disco polo – z Moniką Borys rozmawia Szymon Majewski
Inteligencja pod postacią komentatorów, publicystów, akademików, badaczy, zaczęła obawiać się „nadwidzialności” klas ludowych. W publicystyce z tamtego okresu często pojawia się figura inteligenta, który mówi, że kultura masowa, Polsat, disco polo znajdują się za blisko wytworów „naszej”, ponoć lepszej kultury. Disco polo to kultura pozbawiona kompleksów, czyli czegoś, czego inteligencja wręcz oczekiwała od ludu.
Od underclass do Homo sovieticusa: Czynnik ludzki hamulcem modernizacji – dr Wojciech Woźniak
Cierpienie i deprywacja znacznej części społeczeństwa polskiego były w tej wizji spowodowane rzekomo nie czynnikami strukturalnymi, lecz specyficznym stanem ich umysłów i dusz. Tego rodzaju diagnoza, formułowana przez wybitnych uczonych w pracach naukowych i tysiące razy powielana w mediach, przenika postawy społeczne i nasyca je pewnymi frazesami, użytecznymi i łatwymi w obsłudze, nie tylko uzasadniającymi pewien stan rzeczy, ale także dającymi pewność siebie i satysfakcję z powodu przynależności do „lepszej” części społeczeństwa.
Kibicowski „proletariat” w starciu z systemem – dr hab. Radosław Kossakowski
W opiniach wyrażanych na temat kibiców pojawiały się takie określenia, jak „bandyci”, „łobuzeria”, „dzicz”, „stadionowi bandyci”, „agresywne wyrostki w dresach”, „hordy stadionowe”, „faszyści”, a nawet „terroryści”. W kontekście stygmatyzowania grupy pojawiają się określenia takie, jak „obywatele drugiej kategorii” lub „wyjęci spod prawa”.
Jak programy typu talent show uczą nas akceptacji (wy)zysku – Julia Ledwoch, dr Michał Rydlewski, Zuzanna Sroka
Trzeba się godzić na upokorzenie, bo życie to wojna wszystkich ze wszystkimi, a jedni, mający władzę, mają prawo do poniżania innych – do ich symbolicznej degradacji, która jest przecież realnie odczuwana i przeżywana.
Jak nam wkładano neoliberalizm do głów – dr Tomasz Markiewka
Największym problemem Polski jest wymazywanie z debaty publicznej całych klas. Można się spierać, ile ich jest i jak je nazywać: ludową, niższą, niższą średnią, średnią. Nie zmienia to faktu, że łapie się do nich mnóstwo ludzi – pracujących w handlu, edukacji czy pielęgniarstwie i ratownictwie medycznym – a ich perspektywa jest w debacie publicznej nieobecna.
Okupas: bez dachu nad głową w krzywym zwierciadle mediów – Jan Świątek
Wykorzystuje się półprawdy czy część historii, przekłamuje fakty lub nimi manipuluje, a potem w mediach mówi o ogromnym problemie z okupas. Oczywiście istnieją strony fact-checkingowe, które wyjaśniają drugie dno tych zazwyczaj skomplikowanych historii, ale sprawdzają je tylko ci, którzy chcą dotrzeć do prawdy lub nie wierzą w prostą bajeczkę o dzikich hordach zajmujących mieszkania.
Media, lewica i brak dialogu – z Rafałem Wosiem rozmawia Remigiusz Okraska
Ci sami, którzy najchętniej operują hasłem wolnych mediów, stosują najwięcej sposobów na uciszanie i najwięcej kar za inne myślenie. Przekroczyłem pewne linie, których nie wolno przekraczać. Inteligencja jest skora do ostrego dyscyplinowania swoich ludzi, bo trwa walka o rząd dusz i to właśnie ta walka jest przez nich uważana za dużo większe wyzwanie niż interesy ekonomiczne. Ci, których ja na swojej drodze spotykałem i którzy byli najbardziej skorzy do rozprawiania się z wolnomyślicielami, to byli właśnie przedstawiciele elit opiniotwórczych.
Godność wrzucona do niszczarki – z Kamilem Różalskim rozmawia Magdalena Okraska
Hasło „koniec grzecznej telewizji” nabrało nowego znaczenia. Łamanie prawa pracy, mobbing, wykluczenie zawodowe i inne patologie, których ja, moje koleżanki i koledzy jesteśmy ofiarami – stało się chlebem powszednim w TVN.
Dziennikarska szara rzeczywistość – z Bartoszem Józefiakiem rozmawia Szymon Majewski
To wszystko podkopuje pozycję dziennikarstwa. Dodałbym do tego jeszcze jedną chorobę mediów, którą widziałem w dwóch polskich firmach – Polska Press z kapitałem zagranicznym, ale zarządzanej przez polski management, i w „Wyborczej”. To jest polski model prowadzenia biznesu – zróbmy wszystko jak najtaniej, bo koniec końców to się nam opłaci.
Z Polski rodem: Królestwo Boże na ziemi. Idee społeczno-polityczne mariawityzmu – dr Andrzej Dwojnych, dr hab. Rafał Łętocha
Począwszy od solidaryzmu, mariawiccy teoretycy płynnie przechodzili do zgłaszania kolejnych postulatów. A zatem rozwój gospodarczy oparty na zasadach etyki chrześcijańskiej w miejsce drapieżnego kapitalizmu. Sprzeciw wobec bezmyślnego konsumpcjonizmu. Dbałość o ludzi niezaradnych i biednych. Szacunek dla przyrody. „Demokratyzacja życia kościelnego, czyli przyznanie praw ludowi do udziału w tym życiu”. Zwiększenie roli kobiety w życiu społecznym.
Umysł karmiący. O poezji Kacpra Bartczaka – Paweł Kaczmarski
Rzadko mamy tu do czynienia z emocjami bardzo intensywnymi – tak jak w zestawie prezentowanym w tym numerze „Nowego Obywatela”, gdzie dominują podskórne niepokoje i wrażenie ogólnego przytłoczenia czy zagrożenia, poczucie ciągłego kontaktu z nieznanym i obcym, wrażenie heterogeniczności i nieoczywistości codziennego świata.
Wiersze – Kacper Bartczak
grafik blaszaka
hamburger pad thai
małe astronomie
pożarte o g
olejowej grawitacji