Ćwiczenie z demokracji? Lokalne konflikty na tle gazu łupkowego

Rozpoczęcie pod koniec ubiegłej dekady poszukiwań gazu łupkowego w Polsce przyczyniło się nie tylko do rozbudzenia nadziei na „łupkowe eldorado”, ale także stało się przedmiotem wielu kontrowersji. W okolicach planowanych odwiertów protestowali mieszkańcy, nierzadko zaskakiwani podejmowanymi badaniami sejsmicznymi i przygotowaniami do wierceń. Na poziomie ogólnopolskim i międzynarodowym organizacje ekologiczne zainicjowały kampanię dotyczącą szkodliwości szczelinowania hydraulicznego. Dość szybko (i dla wielu obserwatorów nieoczekiwanie) to, co miało być nadzieją polskiej energetyki, dołączyło do grona kontrowersji wywołujących opór społeczny i konflikty.

W tym miejscu pojawia się pytanie o dynamikę opisanego procesu: czy obawy o ewentualną szkodliwość nowych rozwiązań technologicznych muszą przeradzać się w zaciekłe spory, z podziałem na „zwolenników” i „przeciwników”, szybko okopujących się po dwóch stronach barykady i zwalczających wszelkimi metodami, gotowymi raczej zginąć, niż przyznać rację drugiej stronie? Socjologiczna literatura na temat konfliktów opiera się m.in. na założeniu, że zjawiska te mogą pełnić pozytywną funkcję i prowadzić do zwiększania się dobra wspólnego w społeczeństwie. Celnie ujmuje to metafora konfliktu jako zderzenia, podczas którego wytwarzana jest pewna energia. Może ona mieć destrukcyjny lub konstruktywny charakter, zależnie od tego, jak zostanie wykorzystana i ukierunkowana. Może służyć krystalizacji i artykulacji interesów przez pewne grupy społeczne, których członkowie uświadamiają (lub po prostu przypominają) sobie, jaką wartość ma dla nich np. krajobraz, szczególnie w regionach atrakcyjnych turystycznie. Może pomagać w integrowaniu wspólnoty wokół pewnych wartości, pozwalać na „policzenie się” i odczucie, że nie jest się osamotnionym w swojej postawie. Konflikty i ich pozytywna energia mogą służyć także aktywizacji i upodmiotowieniu obywateli. Ileż lokalnych stowarzyszeń ma swoje źródła w spontanicznych akcjach sprzeciwu wobec kontrowersyjnych inwestycji na ich terenie? Podobnie konflikty są poligonem doświadczalnym społeczeństwa obywatelskiego, na którym uczy się działania publicznego, kształtuje aktywne postawy w sferze publicznej. Dlatego przebieg sporu o gaz łupkowy można traktować jako swoiste ćwiczenie, w którym jak na dłoni widać słabości i braki naszej kultury demokratycznej.

Początek publicznego zainteresowania gazem łupkowym w Polsce datuje się na ok. 2010 r., gdy zostały już wydane licencje poszukiwawcze oraz rozpoczęły się badania sejsmiczne i pierwsze odwierty próbne. Proces wydawania licencji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż gazu łupkowego zaczął się w Polsce w 2007 r., a do 2010 r. ich liczba prawie się podwoiła – z 51 do 94. Licencje zostały przyznane ponad 20 firmom państwowym, częściowo państwowym (jak PGNiG, Orlen Upstream, LOTOS) i międzynarodowym (jak Chevron czy Lane Energy). Organem odpowiedzialnym za wydawanie licencji – na razie tylko poszukiwawczych – jest Ministerstwo Środowiska.

Przewiduje się, że Polska ma największe zasoby tego surowca w Europie. Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej podała w raporcie z kwietnia 2011 r., że złoża gazu łupkowego w Polsce szacuje się na 5,3 bln m3. Te optymistyczne przewidywania zweryfikował Polski Instytut Geologiczny, który oszacował, że mogą one stanowić od 346 do 768 mld m3. Z kolei niezależne instytucje badawcze, takie jak Rystad Energy, Wood Mackenzie czy Advance Research Institute, oszacowały złoża na około 1 do 3 bln m3. Obecnie, póki nie znamy wyników działań poszukiwawczych z próbnych odwiertów, trudno jednoznacznie określić ilości gazu, jakie będą mogły być wykorzystywane komercyjnie.

Złoża w Polsce położone są w północnej i południowo-wschodniej częściach kraju, stąd też najwięcej wydanych licencji poszukiwawczych znajduje się na Pomorzu (42 wydane licencje poszukiwawcze, w tym również na obszarach morskich, oraz 27 wykonanych odwiertów próbnych) oraz na Lubelszczyźnie (23 wydane licencje w samym w woj. lubelskim, w tym 23 wykonane odwierty próbne). Do sierpnia 2012 r. Ministerstwo Środowiska wydało 111 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce. Najwięcej koncesji otrzymały: spółka Skarbu Państwa PGNiG (15), Petrolinvest (14), Marathon Oil Company (11), 3Leg Resources (9), Orlen Upstream Sp. z o.o. (7) i BNK Petroleum (6). Według stanu na 1 lutego 2014 r. w Polsce obowiązują 93 koncesje na poszukiwanie lub rozpoznawanie złóż węglowodorów, w tym gazu z łupków. Koncesje te zostały udzielone na rzecz 34 polskich i zagranicznych podmiotów (koncesjonariuszy). Do 1 lutego 2014 r. koncesjonariusze wykonali 56 otworów rozpoznawczych. Zmniejszenie liczby obowiązujących koncesji wynika z wycofania się części koncesjonariuszy z działań poszukiwawczych (na co w dużym stopniu wpływa ciągły brak jednoznacznych uregulowań w polskim prawie) oraz wygasania okresu obowiązywania poszczególnych koncesji.

Polskie społeczeństwo jest raczej pozytywnie nastawione do poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego. Poparcie dla wydobycia wyraża 59% osób będących sąsiadami koncesji wydobywczych oraz 78% osób na terenie kraju. Na obszarach koncesji wydanych na północy Polski 76% mieszkańców Pomorza popiera wydobycie gazu z łupków – takie dane wynikają z badań przeprowadzonych przez PBS na zlecenie PGNiG w styczniu 2013 r. Z kolei z badań TNS Polska, które objęły region Lubelszczyzny, wynika, że poparcie dla wydobycia deklaruje 88% mieszkańców tego regionu wydobywczego.

Pomimo tak wysokiego ogólnego poparcia społecznego dla wydobycia gazu łupkowego pojawiają się na tym tle lokalne akcje sprzeciwu, często wspomagane przez organizacje obywatelskie. Pierwsze protesty społeczności lokalnych i dyskusje dotyczące gazu łupkowego datują się na 2011 r., gdy koncesjonariusze rozpoczęli badania sejsmiczne na terenie niektórych koncesji. W reakcji na nie uaktywniły się miejscowe organizacje społeczne i ekologiczne, głównie na Pomorzu i Lubelszczyźnie. Niektóre z nich zostały powołane specjalnie w celu zainicjowania publicznej debaty o gazie łupkowym. Swoje działania zaczęły od organizowania spotkań mieszkańców, na które zapraszały przedstawicieli ogólnopolskich organizacji ekologicznych, wspierających protesty przeciw działaniom firm poszukujących, a także przedstawicieli międzynarodowych organizacji lobbingowych, działających przeciw gazowi łupkowemu. Nie zabrakło również partii politycznych, takich jak Zieloni 2004 czy Ruch Palikota, organizujących seminaria i spotkania szkoleniowe dla działaczy.

Organizacje i skupieni w nich liderzy społeczni są inicjatorami różnych działań, w których jasno komunikują swoje stanowisko w obronie wspólnotowych interesów społeczności lokalnych. Przykładem takich działań może być inicjatywa pomorskiego Portalu Dziennikarstwa Obywatelskiego Głos Gryfa, który na swojej stronie internetowej zamieścił mapę sprzeciwu wobec wydobycia gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego. Redakcja portalu zaprasza inne miejscowości do zgłaszania sprzeciwu wobec wydobycia oraz do „powiększania zasobów” mapy, tworząc tym samym swoistą koalicję przeciwników gazu łupkowego w Polsce. Warto także zwrócić uwagę na częstą praktykę wysyłania przez organizacje społeczne listów otwartych kierowanych do instytucji decyzyjnych. Wystarczy przywołać chociażby stanowisko Gdańskiego Stowarzyszenia Agroturyzmu, które wystąpiło w obronie regionów turystycznych Pomorza, Kaszub i Kociewia, a także obszarów Natura 2000: Nie zgadzamy się na eksploatowanie naszego Regionu w ten sposób, przyłączamy się do każdego protestu, który może przyczynić się do zaprzestania prac przy gazie łupkowym. W styczniu tego roku organizacje ekologiczne wystosowały list otwarty do instytucji UE ws. wydobycia gazu z łupków, argumentując swój sprzeciw zagrożeniami, które może powodować wydobycie tego surowca, a także ws. braku reakcji po stronie decydentów: Instytucje Unii Europejskiej opublikowały już raporty z badań pokazujących te zagrożenia. Są one świadome istnienia licznych poddanych ocenie środowiska naukowego badań, wskazujących na wielorakie niepokojące skutki szczelinowania hydraulicznego. Decydenci polityczni zdają się jednak celowo pomijać wszystkie z tych istotnych faktów. Co więcej, nawet opinie bezpośrednio dotkniętych społeczności są brutalnie ignorowane. Obecne przepisy prawne UE nie gwarantują ustawowego obowiązku oceny oddziaływania na środowisko w przypadku poszukiwania i wydobycia paliw niekonwencjonalnych na obszarze całej Europy, co oznacza całkowite pogwałcenie zasad europejskiej polityki środowiskowej, celów planowania regionalnego i fundamentalnych europejskich wartości.

Jednym z najżywiej dyskutowanych w mediach konfliktów między mieszkańcami a koncesjonariuszem jest koncesja firmy Chevron w Żurawlowie na Lubelszczyźnie. Lokalna społeczność od 3 czerwca 2013 r. protestuje przeciwko poszukiwaniom gazu łupkowego, angażując wielu mieszkańców, organizując blokady. Protest rozpoczął się, gdy mieszkańcy, głównie miejscowi rolnicy, zablokowali drogę wjazdową do działki wydzierżawionej pod koncesję, od tego czasu tworząc obóz protestujących. W listopadzie Chevron wytoczył pozew przeciw 13 mieszkańcom ze wsi Żurawlów, Rogów i Szczelatyn, którzy blokowali prace koncernu na działce wydzierżawionej przez niego w Żurawlowie. Firma wystąpiła na drogę sądową przeciwko osobom dopuszczającym się naruszenia prawa do dostępu do nieruchomości, którą dzierżawi w Żurawlowie, i wykonania tam zaplanowanych prac. Proces sądowy trwa nadal. W grudniu 2013 r. Ministerstwo Środowiska przedłużyło koncesję poszukiwawczą dla firmy do 2015 r., uwzględniając część postulatów protestujących mieszkańców.

Równie aktywnie protestującą grupą jest Stowarzyszenie Niesiołowice-Węsiory Kamienne Kręgi, działające na terenie gmin Stężyca i Sulęczyno na Kaszubach, które współpracuje z amerykańską Fundacją Food & Water Europe, a także francuską No Fracking France. Działacze stowarzyszenia regularnie wysyłają pisma protestacyjne do Ministerstwa Środowiska oraz petycje do władz samorządowych województwa pomorskiego, organizują spotkania z mieszkańcami i aktywnie włączają się w debatę publiczną na temat łupków. Prezeska Stowarzyszenia Mój Dom – Nasza Przestrzeń, Ilona Olsztyńska, tak mówi o roli, jaką pełnią organizacje ekologiczne na Pomorzu w debacie publicznej wokół gazu łupkowego: Choć staliśmy się niewygodni, nie załamujemy rąk, cały czas pracujemy, aby mieszkańcy Pomorza otworzyli oczy.

Zanim spróbujemy wyjaśnić źródła konfliktów, należy wyjaśnić, przeciw czemu pojawiają się protesty społeczności lokalnych. Główne kwestie podnoszone przez przeciwników poszukiwania i wydobycia gazu z łupków w Polsce dotyczą środowiskowych i zdrowotnych skutków szczelinowania hydraulicznego. Twierdzą oni, że stosowana technologia może doprowadzić do skażenia wód gruntowych i powierzchniowych, zagrażając zdrowiu ludzi i zwierząt. Podnoszone są także argumenty dotyczące utraty walorów turystycznych regionów w planowanych miejscach wydobycia. Pojawia się obawa o ryzyko skażenia powietrza siarkowodorem i dwutlenkiem siarki. Wątpliwości rodzi kurczenie się zasobów wód gruntowych poprzez pobieranie wody z lokalnych ujęć oraz same warunki prowadzenia prac wydobywczych, takie jak hałas i przejazd ciężkiego sprzętu, które obniżą jakość życia mieszkańców. Obawy społeczności lokalnych wzbudzają także kwestie proceduralne, regulujące poszukiwanie gazu łupkowego – na jakich zasadach i według jakich przepisów odbywają się poszukiwania, kto odpowiada za bezpieczeństwo inwestycji, jakie są kompetencje instytucji kontroli i nadzoru, jakie są możliwości oddziaływania społeczności lokalnych i samorządów gminnych (udział w konsultacjach). Pojawiają się też obawy przed wywłaszczeniami i wykupem gruntów, pytania o zakres odpowiedzialności inwestora i system rekompensat.

W pilotażowym projekcie programu „Razem o Łupkach”, który powstał z inicjatywy Marszałka Województwa Pomorskiego Mieczysława Struka, realizowanym w Mikołajkach Pomorskich przez Pracownię Zrównoważonego Rozwoju oraz badaczy z Instytutu Socjologii UMK i UW, przeprowadzono diagnozę społeczną, której wyniki dokładnie potwierdzają obawy mieszkańców wymienione wyżej. Największy niepokój wśród lokalnej społeczności Mikołajek Pomorskich budzą kwestie wpływu na środowisko. Sami mieszkańcy podkreślają: Kto nam da gwarancję, że wszystko będzie ekologiczne, że natura nie ucierpi? Przeraża to, że będzie szło 3,5 km w dół, że później będą poziome odwierty, co się z nami tu będzie działo, czy będziemy mieli wodę, czy nam ta woda nie zginie, to jest pytanie zasadnicze […]. Czy za te 10, 15 lat nasze dzieci nie będą chorowały, bo wiadomo, że to jest chemia.

Zastrzeżenia mieszkańców wsi skupiły się także na braku kontroli prowadzonych inwestycji i zabezpieczenia powstających w jej wyniku szkód oraz na problemach z dostępem do informacji: Mam pewne obawy, jeżeli chodzi o ochronę środowiska, żeby chęć zrobienia pieniędzy przez firmę nie spowodowała szkód […]. Boję się tylko tego, że ktoś będzie tak zachłanny, że nie będzie chciał przeznaczyć części pieniędzy, żeby zabezpieczyć prawidłowo tego wydobycia. Muszą też być mechanizmy, które pozwolą na kontrolowanie tych procesów, żeby można było na bieżąco reagować. Tylko boję się, że gdzieś u góry zabraknie środków czy pomysłów, żeby to zrobić, a my nie będziemy mieli instrumentów, żeby to kontrolować. Może tak być, że mieszkańcy w miejscach, gdzie będzie odwiert, zostaną pozostawieni sami sobie […]. Już teraz trochę tak jest, bo nikt ich o nic nie pytał.

Przejdźmy teraz do źródeł pojawiających się protestów i konfliktów na tle gazu łupkowego. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, że źródła protestów tkwią zazwyczaj w błędach popełnionych już na samym początku procesu inwestycyjnego, w fazie jego przygotowań. W większości przypadków bezpośrednim powodem narastających sprzeciwów lokalnej społeczności jest niewłaściwy sposób przygotowania przez koncesjonariuszy badań sejsmicznych (poprzedzających wiercenia poszukiwawcze). Mowa o niedostatecznym poinformowaniu mieszkańców o charakterze i celu badań, braku współpracy z władzami samorządowymi, ograniczeniu się do kontaktów z właścicielami działek czy niewystarczającym dostępie do informacji. Tę obserwację potwierdzają wyniki badań przeprowadzonych przez Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego, które wskazują, że tylko połowa samorządów i partnerów samorządu Województwa Pomorskiego jest zadowolona z komunikacji z koncesjonariuszami, z przepływu i dostępu do informacji.

Takie nastawienie pociąga za sobą pogłębiającą się sytuację napięcia, wzajemnej nieufności i niechęci między koncesjonariuszami a lokalną społecznością. Grzechem głównym jest zazwyczaj zbyt późne rozpoczynanie działań informacyjno-konsultacyjnych i organizowanie pierwszych spotkań z mieszkańcami już po rozpoczęciu aktywności na danym terenie, gdy poziom społecznego wzburzenia bywa dość wysoki. Sytuacja z Mikołajek Pomorskich, gdzie mieszkańcy dowiedzieli się o działaniach firmy wydobywczej Eni Polska w momencie, w którym rozpoczęła ona prace przygotowawcze do inwestycji, nie jest wyjątkiem. Okoliczności, które wspominają mieszkańcy (Nikt nic nie mówił, nie pytał. Teraz dopiero widać, jak tę płytę położyli), dotyczą przede wszystkim osób, które nie są bezpośrednio zaangażowane, o planowanej inwestycji wie zazwyczaj tylko wójt i Rada Gminy oraz dzierżawca gruntu. Działania podejmowane w takich warunkach, kiedy mamy do czynienia z brakiem informacji, a rozmowy to jedynie domysły i plotki, często mają charakter reaktywny, pojawiają się jako próba uspokojenia sytuacji i wyciszenia uśpionego jeszcze konfliktu. Dodatkowo są one często chaotyczne i nie wynikają z całościowej strategii współpracy ze społecznością lokalną. W efekcie podejmowane ad hoc kroki częstokroć prowadzą do zaognienia sytuacji zamiast jej złagodzenia, gdyż nie są w stanie spełnić oczekiwań i potrzeb mieszkańców.

Lokalna społeczność potrafi szybko zareagować na brak otwartego i uczciwego podejścia oraz poszanowania jej interesów. Przywołajmy chociażby przykład Stowarzyszenia Zdrowa Ziemia Powiatu Lęborskiego, które w imieniu mieszkańców Strzeszewa wymusiło spotkanie z przedstawicielami inwestora i zażądało 100 tys. zł depozytu, aby mieć gwarancję, kiedy pojawi się nadużycie ze strony koncesjonariusza. Cieniem na relacjach z lokalnymi interesariuszami kładzie się także niewłaściwe podejście do charakteru komunikacji społecznej – dominuje w nim nastawienie propagandowo-edukacyjne zamiast dialogowego. Próbuje się „wytłumaczyć” mieszkańcom, że nie powinni protestować, „przekonać” ich do gazu łupkowego, „wyedukować” w zakresie technicznych aspektów poszukiwania i wydobycia węglowodorów. Takie podejście w konsekwencji prowadzi do zaostrzenia sporu i silnej antagonizacji stron konfliktu. Podkreślali to również mieszkańcy wspominanych już Mikołajek Pomorskich: To wszystko ładnie wygląda na obrazkach, gwarancje tego szefa […], ale jak to będzie, naprawdę nikt nie wie.

Powyższe okoliczności wybuchu lokalnych konfliktów wokół gazu łupkowego zwracają uwagę na istotny fakt. Bezpośrednią przyczyną protestów nie jest zazwyczaj sama eksploatacja gazu łupkowego, lecz błędna komunikacja społeczna towarzysząca inwestycji, a także brak transparentności działań koncesjonariuszy i przekazywania rzetelnych informacji w przystępny dla odbiorców (laików przecież) sposób. Należy również wziąć pod uwagę, że sprzeciw mieszkańców nie ogranicza się bynajmniej do wymiaru komunikacyjnego i żądań dotyczących lepszego dostępu do informacji, lecz rozciąga się na całą inwestycję i jej charakter. Analizując obserwowane protesty w tej sprawie, można dojść do wniosku, że w większości przypadków to nie sam gaz łupkowy jako źródło energii jest problemem dla społeczności lokalnych, lecz faktyczny sposób jego poszukiwania i wydobycia. Bardziej kontrowersyjny wydaje się zatem sposób przeprowadzenia inwestycji niż jej charakter. Można więc powiedzieć, że mieszkańców w mniejszym stopniu niepokoją kwestie stricte środowiskowe i techniczne, lecz przede wszystkim chcą mieć gwarancję, iż poszukiwanie i wydobycie gazu łupkowego będzie bezpieczne oraz realizowane pod kontrolą odpowiednich instytucji. Stąd też nastawienie koncesjonariuszy i niektórych lokalnych włodarzy, starających się przekonać społeczności lokalne do gazu łupkowego, nie odpowiada na rzeczywiste potrzeby mieszkańców.

Obecnie w naszym kraju wyraźnie widoczne są konsekwencje braku dobrych praktyk, nawyków i struktur lokalnego dialogu. W wyniku dość nagle zaistniałej kontrowersji związanej z gazem łupkowym, angażującej przedstawicieli różnych środowisk z różnych poziomów życia społecznego, odczuwalny jest brak struktury komunikacji społecznej, który umożliwiłby przepływ informacji, konsultowanie i negocjowanie decyzji politycznych oraz inwestycyjnych między różnymi interesariuszami. W efekcie powstaje próżnia komunikacyjna, o której zagospodarowanie rywalizują przeciwnicy i zwolennicy gazu łupkowego, co nie sprzyja wspólnemu podejmowaniu decyzji uwzględniających interesy różnych grup i środowisk społecznych.

Komunikacja społeczna w przypadku gazu łupkowego często sprowadzona jest do poczynań marketingowych i PR-owych (skrywanych pod maską „działań informacyjno-edukacyjnych”), przedsięwziętych przez samych koncesjonariuszy lub wynajęte firmy konsultingowe. Takie podejście firm, nawet jeżeli mają one dobre intencje, bywa źle postrzegane przez mieszkańców, którzy często, jak w Mikołajkach Pomorskich, mówią: Firma zainwestowała, zrobiła plac zabaw, strażakom zakupiła trochę sprzętu, wyremontowała nam drogę […]. Chcą nas przekonać żebyśmy byli za tą inwestycją. Takie strategie komunikacyjne wypaczają znaczenie pojęć „dialog” i „komunikacja”, ograniczając ich cel do pozyskiwania akceptacji społecznej wśród mieszkańców. Nie umożliwiają zaś włączania interesariuszy we współdecydowanie o charakterze i sposobie realizacji inwestycji, która przez najbliższe kilkadziesiąt lat ma wpływać w znaczącym stopniu na rozwój gospodarczy i życie mieszkańców regionu.

Sytuację pogarsza częste pomijanie lokalnych władz w podejmowanych działaniach i nieinformowanie ich o szczegółach. Dodatkowo wójtowie znajdują się w sytuacji „między młotem a kowadłem”: często nie potrafią określić swojego stanowiska i włączyć się w proces komunikacji między koncesjonariuszami a społecznością lokalną. Z jednej strony są zachęcani obietnicami korzyści dla gmin z inwestycji, a z drugiej odczuwają presję ze strony sceptycznie nastawionych mieszkańców. W rezultacie lokalne władze samorządowe często wycofują się na neutralne pozycje i czekają, co się wydarzy. To sprawia, że mamy do czynienia z brakiem koordynacji działań między władzami samorządowymi różnych szczebli a koncesjonariuszami oraz z tendencją do zrzucania obowiązku informowania społeczeństwa w całości na tych ostatnich.

Pomimo braku nawyków i struktur lokalnego dialogu w obszarze gazu łupkowego w Polsce (choć można by w ogóle mówić o poziomie publicznego dialogu w Polsce) zaczynają pojawiać się inicjatywy, które mają szansę przerodzić się w dobre praktyki komunikacyjne. Jednym z przykładów takich działań może być wspomniany program „Razem o Łupkach”, który jest niezależnym programem informacyjnym na temat dialogu społecznego związanego z poszukiwaniem i możliwą eksploatacją gazu z łupków. Jak możemy przeczytać na stronie internetowej programu: Przyjęte zostało tutaj podejście partycypacyjne, umożliwiające aktywne włączanie interesariuszy w procesy podejmowania decyzji i negocjowanie warunków inwestycji […] Kluczowym narzędziem wykorzystywanym w proponowanym procesie edukacyjnym są Lokalne Komitety Dialogu, gdyż właśnie szeroko pojęty dialog ma być głównym sposobem wzajemnego uczenia się i nabywania potrzebnych kompetencji i wiedzy. W ramach programu pracuje obecnie 7 Lokalnych Komitetów Dialogu w województwie pomorskim, kujawsko-pomorskim oraz warmińsko-mazurskim. Zainteresowani mieszkańcy wraz z przedstawicielami koncesjonariusza oraz lokalnych władz samorządowych zdobywają niezbędne informacje z zakresu procesu poszukiwania i wydobycia gazu z łupków (poruszane są zagadnienia prawne, środowiskowe, geologiczne i techniczne wydobycia), aby na tej podstawie skonstruować lokalną umowę społeczną realizacji inwestycji.

O ile o sukcesie całego programu nie możemy jeszcze przesądzać, o tyle z pewnością warto jeszcze raz przywołać przypadek Mikołajek Pomorskich, w których realizowany był pilotażowy projekt według założeń całości programu „Razem o Łupkach”. Gmina Mikołajki Pomorskie położona jest we wschodniej części województwa pomorskiego, w powiecie sztumskim. W 2010 r. firma Eni Polska została operatorem koncesji poszukiwawczej na terenie gminy. Z własnej inicjatywy zorganizowała dwa spotkania z mieszkańcami. informujące o planowanej inwestycji. W marcu 2013 r. firma, mieszkańcy oraz lokalne władze samorządowe zostali zaproszeni do procesu dialogowego wokół inwestycji poszukiwania gazu łupkowego w gminie. W pracach Lokalnego Komitetu Dialogu uczestniczyło 12 osób, w tym wójt gminy, wyznaczona przez wójta pełnomocnik ds. dialogu, przewodniczący Rady Gminy oraz przedstawiciel koncesjonariusza. Na spotkania zapraszani byli również wskazani przez mieszkańców eksperci z dziedzin prawa, geologii czy środowiska. Interesariusze procesu dialogowego rozmawiali ze sobą łącznie przez 24 godziny. Poza charakterem informacyjnym uczestnicy wypracowali wspólnie model komunikacji w sprawie inwestycji oraz wynegocjowali korzyści dla gminy, mieszkańców i koncesjonariusza. Prace LKD w Mikołajkach Pomorskich zakończyły się podpisaniem umowy społecznej między mieszkańcami, władzami lokalnymi gminy oraz firmą Eni Polska, dotyczącej warunków poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego w gminie.

Innym pozytywnym przykładem prowadzenia dialogu w zakresie inwestycji w gaz łupkowy było utworzenie w 2012 r. z inicjatywy PGNiG Gminnej Rady Konsultacyjnej w gminie Krokowa, w której koncern jest operatorem koncesji. W Radzie działa 9 osób, w tym reprezentanci mieszkańców, Rady Gminy, organizacji pozarządowych, mediów oraz wójt. Rada dba o zabezpieczenie interesów i potrzeb mieszkańców, pośredniczy w rozmowach z PGNiG w istotnych kwestiach związanych z inwestycją w gaz łupkowy w gminie oraz stanowi kanał przepływu informacji pomiędzy mieszkańcami a inwestorem. PGNiG prowadzi także punkt konsultacyjny, w którym mieszkańcy mogą indywidualnie zadawać pytania i zgłaszać uwagi odnośnie do inwestycji.

Opisane wyżej inicjatywy dialogowe są nadal rzadkością w przestrzeni polskiej debaty publicznej. Niedostatek mechanizmów komunikacyjno-dialogowych jest sytuacją, w której wspomniany pozytywny potencjał konfliktów wokół gazu łupkowego zostaje zaprzepaszczony i zamiast przyczyniać się do tworzenia dobra wspólnego, oddziałuje destrukcyjnie na poziom lokalnego kapitału zaufania, więzi społeczne, relacje między społecznością a jej przedstawicielami. Do głównych przyczyn takiej sytuacji można zaliczyć:

  1. Postrzeganie konfliktów jako powodowanych irracjonalnymi, z założenia błędnymi i nieuzasadnionymi lękami osób nieposiadających odpowiedniej wiedzy. Za takim podejściem kryje się dość rozpowszechnione przekonanie o tym, że „protesty biorą się z niewiedzy” czy „ludzie boją się wszystkiego, co nowe i nieznane”. Na spotkaniach konsultacyjnych często można usłyszeć, że sto lat temu ludzie bali się samochodów, a teraz nie wyobrażamy sobie życia bez nich. W tle takiego sposobu myślenia kryje się wyobrażenie o nieubłaganym postępie, który toczy się według własnej dynamiki, i który zawsze spotyka się z niezrozumieniem oraz protestami, ale w sumie wychodzi nam na dobre. Założeniu o irracjonalności konfliktów towarzyszy także przekonanie o ich egoistycznym charakterze, odwołujące się do syndromu NIMBY (ang. „not in my backyard”, czyli „nie na moim podwórku”). Protestującym przypisuje się kierowanie się wyłącznie własnymi interesami i wytyka rzekome sprzeczności oparte na schemacie „gaz chcą mieć wszyscy, ale przeciw wydobyciu protestują”.
  2. Przy prowadzeniu działań informacyjno-edukacyjnych wyraźne jest także ograniczenie treści do wymiaru środowiskowego i technologicznego. Choć faktycznie jedną z głównych obaw społecznych jest wpływ szczelinowania hydraulicznego na środowisko, to należy pamiętać, że takie ujęcie tematu – od strony jedynie ekologicznej – odsuwa na bok wiele aspektów społeczno-ekonomicznych, które są kluczowe z perspektywy lokalnych strategii rozwoju.
  3. Przerzucenie zadania prowadzenia komunikacji społecznej na koncesjonariuszy. Często sami włodarze i reprezentanci lokalnych samorządów oczekują, że to firma poszukująca gazu z łupków weźmie na siebie zadanie informowania i prowadzenia dialogu ze społecznością lokalną. Oparte jest to właśnie na powyższych założeniach, zgodnie z którymi cała kontrowersja sprowadza się do braku wiedzy i niezrozumienia skomplikowanych techniczno-środowiskowych aspektów przedsięwzięcia. Zatem to inwestor, któremu zależy na realizacji inwestycji, powinien zadbać o pozyskanie akceptacji społecznej.

Postulaty, by to „firma wzięła na siebie dialog ze społeczeństwem”, są często słyszalne w wypowiedziach wójtów i burmistrzów. Takie nastawienie lokalnych władz wydaje się zrozumiałe w kontekście wspomnianego wcześniej ich zagubienia w nowej sytuacji, jednak w połączeniu z powyższymi tendencjami prowadzi do niekorzystnych konsekwencji dla praktyki dialogu w Polsce.

W rezultacie mamy do czynienia z sytuacją, którą można określić mianem depolityzacji kontrowersji wokół gazu łupkowego. Kwestia, która dotyczy strategicznych problemów rozwoju Polski – na różnych poziomach, od międzynarodowego, przez krajowy, aż po regionalny i lokalny – zostaje sprowadzona do biorących się z niewiedzy i niezrozumienia sporów o wpływ na środowisko. Dialog publiczny wokół gazu łupkowego zamiast koncentrować się wokół pytań o wpływ tej technologii na przyszłość Polski, jej regionów i lokalnych społeczności – zostaje zastąpiony przez PR i nierzadko zwykłą propagandę. Władze samorządowe powinny być gospodarzami terenu, współdecydować wraz z mieszkańcami o kierunkach rozwoju i wypracowywać wspólne wizje przyszłości. Tymczasem często zamiast domagać się rzetelnego dialogu, oddają pole koncernom, zadowalając się obietnicami przyszłych wpływów do budżetów gmin, a doraźnie ciesząc się z tego, że „firma zbudowała nam plac zabaw”.

W ten sposób pozytywny potencjał konfliktów jest marnowany, a ćwiczenie z lokalnej demokracji kończy się częstokroć pogłębieniem frustracji, nieufności i brakiem wiary w możliwość wpływania na bieg spraw publicznych.

Pozostaje pytanie, co można zrobić, by wykorzystać tę pozytywną energię wytworzoną podczas konfliktów wokół gazu łupkowego. Jak sprawić, by spory i kontrowersje przyczyniły się do podjęcia optymalnej decyzji odnośnie do przyszłego wydobycia tego surowca? Czy będzie nią zatrzymanie rozwoju tej technologii, czy raczej ustalenie takich warunków i regulacji określających zasady wydobycia, by zabezpieczyć interesy różnych grup społecznych? Wydaje się, że potrzebne są zinstytucjonalizowane narzędzia zarządzania konfliktami, instrumenty dialogu publicznego, oparte na sprawdzonych dobrych praktykach, wzorcach działania, modelach instytucji i praktyk społecznych, pozwalających na wyzwolenie i wykorzystanie pozytywnej energii konfliktów. Należy też podkreślić, że procesy dialogowe, tak jak wszelkie inicjatywy partycypacyjne, których celem jest określenie jakiegoś stanowiska czy decyzji, wymagają nie tylko struktur funkcjonowania, ale też możliwości choć częściowej realizacji wypracowanych postulatów i zagwarantowania udzielenia informacji zwrotnej. Właśnie ten czynnik w dużej mierze wpływa na chęć angażowania się społeczności lokalnych w życie publiczne w innej formie niż postawy powodujące wzniecanie konfliktów i protestów społecznych.

W obszarze zarządzania konfliktami na tle technologicznym wypracowano w ostatnich kilkudziesięciu latach podejście określane mianem „oceny technologii” (Technology Assessment). W największym skrócie polega ono na tym, że instytucje (państwowe lub pozarządowe) zajmują się doradztwem politycznym w zakresie oceny nowych, wzbudzających kontrowersje innowacji technologicznych. Założenie kryjące się za tym jest dość proste: nowe rozwiązania technologiczne nie są po prostu dobre lub całkowicie złe, jak wydaje się to wynikać z silnie zantagonizowanych sporów publicznych. Zamiast tego wiele technologii ma w sobie pewien ładunek ryzyka, obszar niepewności, potencjalnych negatywnych skutków. Zanim podejmiemy decyzję o wdrożeniu danej technologii, dopuszczeniu innowacji na rynek, wsparciu państwowym i uczynieniu elementem strategii kraju, przeprowadzamy wszechstronną i kompleksową analizę. Ale, co ważne, prowadzona jest ona z udziałem partnerów społecznych, przedstawicieli zainteresowanych grup i środowisk, a czasami całej opinii publicznej. W tym celu nurt oceny technologii opiera się na podejściu partycypacyjnym i pozwala na aktywny dialog interesariuszy, inwestorów, państwa, z udziałem odpowiednich ekspertów.

Pierwsze instytucje oceny technologii powstały w latach 70. w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, by do lat 90. zakorzenić się dość mocno w praktyce parlamentarnej Unii Europejskiej. W Polsce członkiem stowarzyszonym Europejskiej Sieci Oceny Technologii (EPTA) jest Biuro Analiz Sejmowych. Niestety wciąż brakuje instytucji analitycznej z prawdziwego zdarzenia, której zadaniem byłoby monitorowanie rozwoju naukowo-technologicznego i prowadzenie partycypacyjnej oceny powstających innowacji technologicznych, co umożliwiłoby zinstytucjonalizowanie pozytywnej energii konfliktów.

Źródła informacji zawartych w tekście:

M. Jackman, S. Sterczyńska, Gaz z Łupków w Oczach Mieszkańców, Samorządów, Koncesjonariuszy i Instytucji Województwa Pomorskiego, „Przegląd Geologiczny” nr 61(1), 2013, ss. 381–385.

G. Krowicki, 7 zagrożeń związanych z wydobyciem gazu łupkowego, http://zielonewiadomosci.pl/tematy/energetyka/zagrozenia-zwiazane-z-wydobyciem-gazu-lupkowego-w-polsce/, dostęp 1.07.2013 r.

Lena Kolarska-Bobińska (2013). Opinie mieszkańców Lubelszczyzny o zmianach klimatu i gazie łupkowym, zob. http://www.lenalubelska.pl/polska-i-lubelszczyzna,12,355,lubelszczyzna-o-gazie-lupkowym.html

J. Olkuski, Złoża gazu niekonwencjonalnego w Polsce – prognozy i postępy w poszukiwaniach, w: K. Szpak & P. Musiałek (red.), Polska Energetyka 2012, Kraków 2013.

Społeczny stosunek do gazu łupkowego, CBOS 2013, zob. http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2013/K_076_13.PDF

J. Suchomska, P. Stankiewicz, Wsparcie samorządu gminnego w dialogu obywatelskim w kontekście planowanego wydobycia gazu z łupków. Raport z badania społecznego, 2013 (dostępny: http://www.razemolupkach.pl/sites/default/files/Raport%20z%20badania%20-%20pilota%C5%BC%20Razem%20o%20%C5%81upkach%20PZR.pdf)

http://www.glosgryfa.pl/mapa-sprzeciwu

http://gazlupkowy.pl/gdanskie-stowarzyszenie-agroturyzmu-gaz-lupkowy-mozedoprowadzic-do-upadku-turystyki/

http://gazlupkowy.info.pl/tag/zurawlow/

http://www.kurierlubelski.pl/artykul/1037153,chevron-pozwal-protestujacych-w-zurawlowie-zaczal-sie-proces,id,t.html

http://www.razemolupkach.pl/node/365

Zestawienie koncesji dotyczących gazu z łupków (stan na dzień 01.01.2014 r.): http://lupki.mos.gov.pl/pliki/201401/01–2014-koncesje-kampania.pdf

http://www.razemolupkach.pl

http://pzr.org.pl/umowa-spoleczna-podpisana/

http://lupki.mos.gov.pl/gaz-z-lupkow/stan-prac-w-polsce

http://www.krokowa.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=615:w-gminie-krokowa-powstaa-pierwsza-w-polsce-gminna-rada-konsultacyjna&catid=3:informacje

Ani fakt, ani fikcja. Dlaczego sondaże mówią nie to, co komentatorzy?

Ani fakt, ani fikcja. Dlaczego sondaże mówią nie to, co komentatorzy?

Jedną z kluczowych kompetencji medialnych jest umiejętność odróżniania fikcji od faktów. Ta tylko pozornie banalna umiejętność wymaga jednak szerokiej wiedzy z wielu dziedzin. Odbiorca mediów powinien mieć w zanadrzu m.in. podstawową wiedzę z zakresu statystyki. Jak zareagować na doniesienie, że partię X od partii Y dzieli w sondażu jeden procent poparcia? Jakie pytania zadać? Jak zinterpretować uzyskane odpowiedzi?

W tym artykule podpowiemy, w jaki sposób analizować informacje o wynikach badań społecznych. Skoncentrujemy się na zagadnieniach związanych z sondażami poparcia dla partii politycznych, choć to tylko drobny ułamek pracy, którą wykonują socjologowie. Opowiemy o wybranych błędach, jakie można popełnić, projektując i realizując badanie, analizując zebrane dane i przedstawiając wyniki. Nasze omówienie jest dalece niewyczerpujące – zwraca jednak uwagę na kilka dobrych nawyków pozwalających krytycznie myśleć o wynikach badań społecznych.

Nieznośna nieuchwytność bytu (społecznego)

Badania społeczne najprawdopodobniej nigdy nie pozwolą na idealne odwzorowanie rzeczywistości. Respondenci zawsze będą o krok przed badaczami: bardziej zmienni, zróżnicowani i mniej chętni do mówienia prawdy, niż chcieliby tego socjologowie. Te i nie tylko te okoliczności powodują, że bardzo trudno powiedzieć, jakie jest zdanie „opinii publicznej”, co faktycznie myślą obywatele i jak popularne są poszczególne poglądy. Omówimy kilka przykładów, które zobrazują, jak bardzo „społeczeństwo” jest „nieuchwytne”.

W sondażu internetowym przeprowadzonym po wyborach parlamentarnych w 2011 r. na portalu Onet.pl1 zaobserwowano znaczącą przewagę Platformy Obywatelskiej. W badaniu wzięło udział wiele osób – prawie 500 tys. (dokładnie 499 523). Jednocześnie oficjalne wyniki Państwowej Komisji Wyborczej2 po tych samych wyborach w porównaniu z wynikami sondażu wyglądały następująco:

Wykres 1. Deklarowane poparcie dla partii w wyborach parlamentarnych w 2011 r. – sondaż internetowy na portalu onet.pl oraz oficjalne wyniki Państwowej Komisji Wyborczej – wybory parlamentarne w 2011 r.

Źródło: Onet.wybory. Na którą partię oddałeś/aś głos w wyborach parlamentarnych? 2011, Obwieszczenie PKWKW… 2011.

Jak widać, w ankiecie internetowej PO uzyskała 44%. To wynik prawie trzykrotnie wyższy niż PiS-u i Ruchu Palikota. Faktyczny wynik PO w wyborach parlamentarnych wyniósł 39,2% – był wysoki, ale różnice między partiami wyglądały zupełnie inaczej. Dlaczego sondaż internetowy pokazał wyniki niezgodne z oficjalnymi? Jak wyjaśnić rozbieżności?

Zacznijmy od wielkości próby, czyli tych prawie 500 tys. osób. Warto wyjaśnić, że niemal zawsze w badaniach (poza spisem powszechnym) dobiera się próbę, czyli określoną część większej całości. Badanie całości jest trudne, kosztowne i czasochłonne, a dotychczasowe dokonania statystyki pozwalają nam wyciągać wnioski o populacji na podstawie wybranych jednostek. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że liczebności próby nie można nic zarzucić. Łatwo stwierdzić, że im więcej, tym lepiej, czyli im większa próba, tym lepiej sondaż/badania odzwierciedla/ją cechy populacji (czyli wszystkich Polaków). Nic bardziej mylnego.

Po pierwsze – nie tylko wielkość próby się liczy. Ważne jest jeszcze, jak ją dobrano. Jeżeli chcemy uzyskać wyniki reprezentatywne (czyli takie, które pokazują, jak głosowali wszyscy Polacy), powinniśmy dobrać próbę losowo – tak aby każdy Polak/Polka miał/miała jednakową szansę znalezienia się w próbie. Taki dobór wymaga zwykle posiadania listy osób do losowania (operatu losowania). W badaniach w praktyce często taką listą są numery PESEL lub numery telefonów. Dobór spośród nich odbywa się przy użyciu programów komputerowych. W sondażach internetowych głosują ci, którzy korzystają z danej strony, zauważą sondaż i zdecydują się w nim zagłosować. Nie można tego nazwać doborem losowym. W żaden sposób nie kontrolujemy tego, kto bierze udział w badaniu.

Po drugie – wielkość próby jednak się liczy, ale po przekroczeniu pewnego progu jej zwiększanie „nie opłaca się”. Standardowa próba reprezentatywna dla wszystkich Polaków to ok. 1000 osób (z błędem rzędu 3%, ale o tym dalej). Zwróćmy więc uwagę, że te 500 tys. to stanowczo zbyt dużo. Liczba osób, którą musimy przebadać, zależy od wielkości populacji (u nas ok. 38 mln Polaków), a także od przyjętych założeń statystycznych, m.in. tzw. poziomu ufności, czyli dokładności, z jaką chcemy zrealizować badanie.

Po trzecie – próbę bardzo łatwo skrzywić, i to nieświadomie. Internet jest narzędziem pozwalającym w łatwy, szybki i bardzo tani sposób zadać użytkownikom pytania. Ale kluczem jest to, że te pytania zadajemy właśnie internautom. Tymczasem zgodnie z wynikami najnowszej „Diagnozy Społecznej 2013” 75,7% Polaków posiada w domu dostęp do Internetu, z czego 60,8% z niego korzysta3. Pomijanie tak dużej grupy osób, rzędu 30–40%, zakłamuje nasze wyniki. Także dlatego, że dostęp do Internetu rzadziej mają osoby mieszkające na wsi (ze względu na miejsce zamieszkania) czy starsze (ze względu na niższe kompetencje komputerowe), które to osoby jednocześnie mogą reprezentować elektorat określonych partii. Tym samym nasze badanie przeszacowuje wyniki jednych i nie doszacowuje wyników innych partii politycznych, ponieważ nie uwzględnia zjawiska wykluczenia cyfrowego. Podobne problemy mogą wystąpić, gdy korzystamy z badań telefonicznych (brak telefonu) czy ankiet pocztowych (utrudniony dostęp do placówek pocztowych).

Klasycznym przykładem błędnych danych wynikających ze złego doboru próby jest sondaż magazynu informacyjnego „Literary Digest” z 1936 r. Dobór próby oparto na książkach telefonicznych i listach rejestracyjnych samochodów. Do respondentów wysyłano pocztą papierowy kwestionariusz. Wyniki sondażu wskazywały na przegraną Roosevelta (43%), podczas gdy w rzeczywistych wyborach uzyskał największą w historii przewagę głosów nad kontrkandydatem (61% poparcia). Tak znaczący błąd wynikał właśnie z doboru próby – w sondażu wzięło udział zbyt wiele osób zamożnych, czyli posiadających samochód lub telefon4.

W badaniach poparcia politycznego (i nie tylko), oprócz doboru próby, liczą się również sposób konstrukcji narzędzia badawczego (lista pytań) i sytuacja badawcza (tu szczególnie tzw. efekt ankieterski).

Zacznijmy od konstrukcji narzędzia. Za dość powszechne można uznać przekonanie, że stworzenie pytań to nic trudnego. Problem pojawia się wtedy, gdy sami zaczynamy zastanawiać się, jak zapytać respondentów o to, co nas interesuje, jak zrobić to rzetelnie, niesugerująco i trafnie. Jednym z wielu dylematów jest wybór między pytaniami zamkniętymi i otwartymi, czyli między takimi, które mają listę sugerowanych odpowiedzi, i takimi, w przypadku których respondent posiłkuje się wyłącznie własną pamięcią. Bardzo wyraźnie widać efekt takich zabiegów, gdy co jakiś czas w mediach pojawiają się „szokujące” informacje o wysokim poparciu dla kandydatów, których nikt wcześniej nie brał pod uwagę. Zwykle to poparcie wynika z faktu, że w sugerowanych odpowiedziach, i to na jednej z pierwszych pozycji, podano nazwisko tegoż kandydata. Z kolei w przypadku pytań otwartych zdarza się, że badani deklarują chęć głosowania na nieistniejące partie.

W kontekście pytań sugerujących warto przywołać przykład niedawnego (lipiec 2013) sondażu Homo Homini, w którym stowarzyszenie „Republikanie” uzyskało aż 19% poparcia5. Taki wynik czynił ze stowarzyszenia trzecią siłę polityczną w Polsce. Okazało się, że był to efekt usytuowania pytań o poparcie polityczne w kwestionariuszu. Agencje badawcze regularnie przeprowadzają tzw. badania omnibusowe, zawierające wiele pytań z różnych dziedzin. Klienci mogą zamówić umieszczenie swoich pytań w takim omnibusie. Tak też zrobiło stowarzyszenie „Republikanie”.

Pytanie o preferencje wyborcze poprzedzone było pytaniami na temat wysokości podatków, funkcjonowania ZUS-u, kwestii demograficznych, negatywnych opinii o PO i PiS, a także pytaniem o rozpoznawanie stowarzyszenia, które brzmiało następująco: Czy słyszał(a) Pan(i) o powstaniu nowego stowarzyszenia „Republikanie”, założonego przez posła Przemysława Wiplera, którego programem jest m.in. obniżenie podatków, ograniczenie obciążeń biurokratycznych, zmniejszenie liczby urzędników oraz wsparcie dla rodzin?6

Nietrudno zauważyć ścisły związek między wcześniejszymi pytaniami a skrótowo pisanym programem stowarzyszenia. To typowy przykład wyników zaburzonych pytaniami sugerującymi, który wyjaśnia aż 19-procentowe poparcie dla stowarzyszenia „Republikanie”.

Wśród istotnych czynników wpływających na wyniki sondaży znajduje się też efekt ankieterski, czyli to, jak na odpowiedzi badanych wpływa sama rozmowa z ankieterem – osobą o określonych poglądach, wyglądzie, wieku, płci, statusie ekonomicznym itp. Respondenci mają tendencję do dopasowywania odpowiedzi do wyobrażonych oczekiwań ankietera. Z kolei ankieterzy mogą swoje sympatie i antypatie polityczne wyrażać zupełnie nieświadomie. Ta wiedza jest ważna, gdy bierzemy pod uwagę szczególnie partie reprezentujące skrajne stanowisko albo takie, które są źle kojarzone. Respondenci mogą nie przyznawać się do poparcia partii niepopularnych w mediach głównego nurtu – najpoczytniejszych czy najczęściej oglądanych.

Takie są fakty. Mniej więcej. I na 95%

Warto również zastanowić się, co to tak naprawdę znaczy, że poparcie dla danej partii wynosi ileś procent, a różnica poparcia między partiami to jeden czy dwa punkty procentowe. To zagadnienie omówimy na przykładzie artykułu z portalu www.rmf24.pl. Tekst z kwietnia br. nosi tytuł „PiS goni w sondażu PO, dzieli je zaledwie 1 procent”. Autor artykułu powołuje się na wyniki sondażu TNS Polska, zleconego przez TVP Info. Poparcie dla PO wynosiło 34%, a dla PiS 33%. Badanie przeprowadzono w dniach 10–11 kwietnia na 1000-osobowej reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków7.

Taki wynik można skomentować następująco: poparcie dla PO jest wyższe niż dla PiS. Powyższy prosty wniosek jest jednak nieprecyzyjny. Dlaczego? Ze względu na tzw. błąd statystyczny z próby.

Idea błędu statystycznego jest bardzo prosta. Skoro dobieramy z populacji (wszystkich Polaków) próbę (zwykle 1000 osób), to z pewnością popełnimy jakiś błąd. Niewielki, ale zawsze. Ten błąd to właśnie błąd statystyczny z próby. Błąd statystyczny z próby określa, z jak wysokim prawdopodobieństwem (poziom ufności badania) odsetek z próby nie będzie się różnił od odsetka w populacji o więcej niż przyjęty błąd statystyczny8. Przy próbie 1000 osób standardowy błąd to 3%. Zwykle przyjmuje się też poziom ufności na poziomie 0,95. Jeżeli chcemy określić wahania poparcia dla danej partii, od podawanego w mediach wyniku powinniśmy odjąć i dodać 3%9. To oznacza, że rzeczywiste poparcie dla PO waha się między 31% a 37%.

Spróbujmy przełożyć definicję na powyższy przykład. Z prawdopodobieństwem 95% poparcie dla PO w wysokości 34% różni się od rzeczywistego poparcia o nie więcej niż 3%. Czyli przedział od 31% do 37% „pokrywa” rzeczywiste poparcie (którego nie znamy, jeśli nie przebadamy dokładnie wszystkich Polaków) z prawdopodobieństwem 95%. Dla PiS przedział wygląda następująco: 30–36%.

W praktyce nie trzeba pamiętać dość skomplikowanej definicji – wystarczy dodawać i odejmować 3%. Przy czym warto mieć na uwadze, że to może być więcej niż 3% – takie dane powinny się pojawiać przy wynikach sondaży obok m.in. wielkości próby, metody czy okresu przeprowadzania badania.

Skoro poparcie wszystkich partii nie jest punktem, ale pewnym przedziałem, to również mówienie o różnicach między partiami oraz o trendach zmian w poparciu partii powinno być dużo bardziej ostrożne. W naszym przykładzie różnica między PO (34%) a PiS (33%) nie wynosi po prostu 1 punkt procentowy, ale może wynosić aż 7 punktów procentowych (37% dla PO, 30% dla PiS). W rzeczywistości poparcie dla tych partii może być identyczne – może wynosić 31%, 32%, 33%, 34%, 35% lub 36%. Może być też tak, że to PiS wygrywa z PO. Jak widać, przedział ufności czyni interpretację danych dużo bardziej wieloznaczną niż ta powszechna w mediach.

Dla partii o poparciu oscylującym w granicach progu wyborczego (5%) idea błędu statystycznego z próby jest szczególnie istotna. Ma on szczególne znaczenie, gdyw wynikach sondaży dwie partie mają poparcie 5% (przedział 2–8%) i 7% (przedział 4–10%). Można sobie wyobrazić sytuację, że obie partie nie pojawią się w sejmie (jedna może mieć poparcie 2%, a druga 4%), i taką, w której obie będą w sejmie reprezentowane (jedna może mieć poparcie 8%, a druga 10%), i to z niezłym wynikiem wyborczym.

Dlatego też ważne jest uwzględnianie w przedstawianych w mediach wynikach badań nie tylko partii, które przekroczyły 5% poparcia (przedział od 2% do 8%) – co jest częstą praktyką. Dolnym progiem przy błędzie 3% powinno być poparcie rzędu 2%, bo przedział poparcia sięga tych pięciu granicznych procent.

Zagubione w interpretacji

Poniższy wykres przedstawia zmiany poparcia dla partii politycznych (PO, PiS, RP, SLD i PSL) w okresie od października 2011 do marca 2012 r. Badanie na zlecenie „Gazety Wyborczej” przeprowadził TNS OBOP.

Wykres 2. Zmiana poparcia dla partii politycznych w okresie X 2011 – III 2012

Źródło: Kolejny sondaż potwierdza trend: Prawo i Sprawiedliwość powoli dogania Platformę, 2012. Portal wpolityce.pl za gazeta.pl

Autorzy omówienia na portalu wpolityce.pl na podstawie danych wyciągnęli następujący wniosek: Kolejny sondaż potwierdza trend: Prawo i Sprawiedliwość powoli dogania Platformę10. I rzeczywiście, patrząc na wykres, można odnieść takie wrażenie. Różnica poparcia między partiami wyraźnie się zmniejsza. Warto jednak dokładniej przyjrzeć się poziomym liniom na wykresie odwołującym się do pionowej skali. Poparcie dla PiS w wymienionym okresie wahało się między 19 a 27%, ale na początku i końcu porównywanego okresu było prawie takie samo (24% i 25%). Poparcie PO zwykle było stabilne lub spadało – tak że różnica między początkiem okresu (42%) a końcem (29%) wyniosła 13 punktów procentowych. Tym samym jeżeli możemy mówić o jakiejś zmianie, to nie o „doganianiu” w wykonaniu PiS, a raczej o „zwalnianiu” czy traceniu poparcia przez PO.

Ten przykład ma za zadanie uwypuklić, jak ważne jest samodzielne interpretowanie danych i niepodążanie za podanymi w tekstach wnioskami. Warto pamiętać, że wiedza dziennikarzy w zakresie interpretacji danych statystycznych może być porównywalna z naszą.

Zastanówmy się więc nad rolą, jaką pełnią sondaże w przestrzeni publicznej. Poza podstawową funkcją – dostarczania informacji o opinii społeczeństwa na jakiś ważny temat – sondaże często są narzędziem manipulacji opinią publiczną. To, z czym stykamy się za pośrednictwem radia, prasy, telewizji czy Internetu, to najczęściej suche dane wyrwane z kontekstu albo zniekształcone informacje opatrzone tendencyjną interpretacją wyników sondaży. Posługując się jednak wynikami sondaży dotyczących np. potencjalnych zachowań wyborców, stwarza się wrażenie, że przewidywania oparte są na faktach i naukowych narzędziach, zasługując tym samym na uwagę11.

Zdarza się, że w tym samym tygodniu media przytaczają wyniki badań różnych ośrodków, podając inne dane procentowe dotyczące opinii społecznych o bardzo zbliżonych kwestiach. Odbiorca może stracić orientację, co oznaczają podawane zestawienia procentowe. Stąd też częściej opieramy się na komentarzach i interpretacjach sondaży niż na ich wynikach. Zauważmy, jak informacja pochodząca z sondażu staje się przedmiotem manipulacji i gry między różnymi interesariuszami. Takim interesariuszem, który jest manipulowany przez „producentów” i „sprzedawców” informacji, jesteśmy także my – odbiorcy treści publikowanych w mediach. Mechanizm działania sondażu jako narzędzia manipulacji wyjaśnia pojęcie spirali milczenia (ang. spiral of silence), stworzone przez Elisabeth Noelle-Neumann, niemiecką badaczkę opinii publicznej. Pojęcie odnosi się do zachowań osób, które biorąc udział w badaniach opinii publicznej, ukrywają swoje poglądy. Wynika to z przeświadczenia o ich niezgodności z opinią ogółu społeczeństwa, wywołującego u tych osób poczucie dysonansu i niedopasowania. Skąd bierze się w nas takie przeświadczenie? Właśnie z obserwacji przekazu, który dominuje w mediach czy dyskusjach w naszym najbliższym otoczeniu. W przypadku gdy w mediach zaczyna dominować poparcie dla partii X, część osób będzie ukrywać swoje poglądy w obawie przed krytyką społeczną. W konsekwencji część z tych osób będzie, wbrew swoim przekonaniom, deklarowała w sondażach poparcie dla partii, której obecnie poparcie społeczne rośnie. Im więcej osób ukrywa faktyczną opinię, tym bardziej zaczyna dominować opinia domniemanej większości, a spirala cały czas się nakręca. Zazwyczaj moment wyborów przerywa nakręcającą się spiralę, gdy głosujący mogą wyrazić swoje rzeczywiste poparcie w pełni anonimowo12.

Z tego właśnie względu „produkowanie” sondaży po prostu się opłaca: politykom w kreacji wizerunków i pozyskiwaniu poparcia; mediom, które dzięki „kliknięciom” zwiększają swoją oglądalność; ośrodkom badawczym, które na przeprowadzaniu sondaży zarabiają. Taka sytuacja prowadzi do wielu nadużyć już na poziomie samego przeprowadzania sondażu przez firmy badawcze. Zdarza się, że realizują one badanie w taki sposób, że wyniki z góry mają wprowadzać w błąd. Zamiast pytać tylko osoby zdecydowane, czyli takie, które wiedzą, że będą głosować, i wiedzą, na kogo, pytania zadaje się wszystkim dostępnym respondentom. Ci ostatni zwykle wskazują jakiekolwiek nazwisko spośród sugerowanych im osób. W takim, częstym niestety, przypadku mamy do czynienia z fikcyjnymi, a nie faktycznymi deklaracjami13.

Fatamorgana. Ile mirażu na wykresie?

Nawet najlepiej przeprowadzone badanie można źle zinterpretować lub przedstawić. Przykład złej interpretacji zaprezentowaliśmy, wspominając o partii, która rzekomo doganiała drugą partię, podczas gdy to poparcie drugiej partii spadało, a pierwszej zmieniało się w granicach błędu statystycznego, czyli de facto stało w miejscu. Teraz pokażemy pięć przykładów, kiedy konstrukcja wykresu może wpłynąć na postrzeganie wyników przez odbiorcę. W przypadku pierwszych czterech par wykres u góry uważamy za bardziej rzetelny niż ten na dole. Ostatni przykład jest trudniejszy i nie podejmujemy się oceny, który z dwóch wykresów jest lepszy. Pozostawiamy to jako ćwiczenie intelektualne dla czytelnika. Czy obraz prezentowany na wykresie wyglądałby inaczej, gdybyśmy zastosowali inne szerokości przedziałów? Czy gdybyśmy zastosowali inny typ wykresu, moglibyśmy lepiej odzwierciedlić dane na wykresie? A teraz przejdźmy do omówienia poszczególnych par wykresów.

Para 1.–2. Dość powszechną praktyką w prezentowaniu wyników sondaży wyborczych jest pomijanie osi Y (pionowej). Utrudnia to ocenę, czy wysokość poszczególnych słupków odzwierciedla wartości prezentowane nad słupkami. Wadliwe pod tym względem wykresy prezentowano w polskich mediach – zarówno w prasie, jak i w telewizji. Brak osi Y na wykresie drugim powoduje, że trudniej dostrzec nieproporcjonalnie wysoki słupek prezentujący wynik partii „B”. Choć poparcie tej partii wynosi 35%, słupek sięga do wysokości 41 punktów procentowych. Dodatkowo porównywanie wysokości słupków jest utrudnione poprzez zastosowanie odstępów między słupkami. To również powszechna praktyka w prezentowaniu wyników sondaży wyborczych.

Para 3.–4. Stosowanie wykresów trójwymiarowych, zwłaszcza kołowych, umożliwia manipulowanie widoczną powierzchnią poszczególnych wycinków. Na wykresie czwartym najmniejszy wycinek (14%) został zaprezentowany frontalnie. Dzięki temu widać całą ścianę boczną tego wycinka, powiększoną dodatkowo poprzez zwiększenie wysokości wykresu. Zniekształcenie perspektywiczne powoduje, że szczególnie różnica między wycinkiem 14% a 19% wydaje się mniejsza, niż jest w rzeczywistości.

Para 5.–6. Obydwa wykresy prezentują dokładnie te same dane liczbowe. Wnioski płynące z tych wykresów są zatem jednakowe. Ich czysto wizualna interpretacja kazałaby jednak zakładać, że wykres szósty prezentuje sytuację, w której produkt otrzymywał więcej pozytywnych opinii, a wykres piąty – mniej. Ten efekt osiągnięto, ustawiając na wykresie szóstym minimalną wartość osi Y na 40%. Zabieg ten spowodował, że ukryta została część wykresu wskazująca na podobieństwo między opiniami, a podkreślona została ta jego część, która skupia uwagę na różnicy między opiniami pozytywnymi a negatywnymi.

Para 7.–8. Poza pytaniem, czy dane zaprezentowano prawidłowo, należy postawić sobie również pytanie o to, czy zaprezentowano wszystkie dostępne dane. Interpretacja wzrostu zysków zaprezentowanego na wykresie ósmym zmienia się, jeśli spojrzymy na szerszy kontekst historyczny przedstawiony na wykresie siódmym. Okazuje się bowiem, że rok 2009 nie jest punktem startowym, lecz rokiem najniższych zysków firmy, poprzedzonym prawie dekadą spadków.

Para 9.-10. Na wykresach dziewiątym i dziesiątym przedstawiono te same dane. Różnią się one jednak liczbą przedziałów. Wizualna interpretacja wykresu dziewiątego wskazywałaby, że najczęściej na rzecz organizacji X wpłacano duże kwoty pieniędzy (powyżej 15 tys. zł). Z kolei wizualna interpretacja wykresu dziesiątego sugeruje, że częściej dokonywano wpłat mniejszych. Poza liczbą przedziałów zmianie podlegać mogą także ich zakresy. Jak zmieni się postać wykresu, jeśli zwiększymy szerokość przedziału do 10 tys. zł lub zmniejszymy do 2,5 tysiąca? Czy zastosowanie innego typu wykresu – np. wykresu skrzynkowego – dałoby lepszy wgląd w dane?

Podsumowanie

Zmiana obecnej sytuacji w obszarze manipulacji sondażami, tak jak wiele zmian społecznych, nie musi zachodzić od razu w sposób systemowy. Zdarza się, że jest wynikiem samoorganizacji obywateli. Ciekawym przykładem takiej inicjatywy są działania zespołu projektowego „Na Straży Sondaży”, który monitoruje jakość prowadzonych w naszym kraju sondaży oraz sposoby ich omawiania w mediach.

W wielu krajach funkcjonują również stowarzyszenia branżowe określające normy prowadzonych badań i monitorujące pracę ośrodków badawczych. W Polsce w 1997 r. została powołana Organizacja Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR), której celem jest kontrola przestrzegania norm etycznych oraz metodologicznych w badaniach opinii i rynku, a także działanie na rzecz publicznego zaufania do badań14. Na stronie internetowej OFBOR możemy zapoznać się z „Przewodnikiem ESOMAR/WOPR – sondaże opinii publicznej i publikowanie wyników badań”15, który w szczegółowy sposób omawia metodologiczne kwestie dotyczące poprawnej realizacji sondaży. Określa też wymogi dotyczące publikacji w mediach. Praktyki OFBOR, skupiającej 21 wiodących agencji badawczych w Polsce, niestety rzadko przekładają się na faktyczne działania firm badawczych i ośrodków medialnych, które nadal nie zawsze stosują się do zaleceń formułowanych przez OFBOR.

Podobne działania monitorujące możemy także podejmować na mniejszą skalę sami. Podsumujmy zatem to, na co należy zwracać uwagę podczas czytania wyników sondaży, aby nie dać się zmanipulować. Przede wszystkim musimy zwrócić uwagę na podstawowe informacje, które są podawane (powinniśmy raczej napisać „powinny być podawane”) obok publikowanych wyników:

Nazwa wykonawcy – chociaż nie zawsze wykonanie badania przez bardziej znaną firmę jest gwarancją jego rzetelności, to jednak ta informacja pozwala nam rozeznać się w pewnych standardach stosowanych przez poszczególne ośrodki badawcze i poznać źródło prezentowanych wyników.

Data realizacji badania – musimy pamiętać, że nagłe wydarzenia mogą w znaczącym stopniu wpływać na opinie badanych, np. decyzje polityków mogą powodować słabnięcie ich poparcia społecznego w określonych środowiskach.

Określenie badanej populacji i próby badawczej – wiemy już, że nie wielkość próby się liczy, a raczej stosunek jej wielkości do całej populacji badanych osób oraz sposób jej doboru. Warto mieć też na uwadze, że nie wszystkie sondaże przeprowadzane są na próbie ogólnopolskiej, w której grupę badanych osób dobieramy na podstawie liczby i cech społeczno-demograficznych wszystkich Polaków.

Metoda doboru próby – zwróćmy uwagę, czy próbę dobrano w sposób losowy, czyli tak, że każdy z tym samym prawdopodobieństwem może zostać „wybrany” do udziału w sondażu, czy w jakiś inny sposób. Tutaj powinna się również znaleźć informacja, czy próba ma charakter reprezentatywny.

Metoda zbierania danych – sposób zbierania danych w dużym stopniu określa, kto udziela odpowiedzi. Szczególnie trzeba zwracać uwagę na sondaże internetowe, w których w znacznym stopniu nie biorą udziału osoby starsze czy mieszkające na wsi lub z dochodami znacznie niższymi niż przeciętne. Dane możemy zbierać np. w trakcie bezpośredniej rozmowy z badanym face to face (badania typu PAPI), przeprowadzając wywiady telefoniczne (badanie typu CATI) czy rozsyłając badanym formularz elektronicznej ankiety do samodzielnego wypełnienia (badanie CAWI). Z dużym prawdopodobieństwem możemy powiedzieć, że za każdym razem, stosując inną metodę zbierania danych, trafimy na innych respondentów.

Odsetek oraz sposób postępowania z respondentami odmawiającymi odpowiedzi – jest to informacja o tzw. realizacji próby, czyli liczbie osób, które faktycznie odpowiedziały na pytania sondażu z naszej grupy badanych. Znaczący odsetek odmów może mocno zaburzyć wynik sondażu. Z problemem odmów brania udziału w badaniach albo niechęci odpowiadania na poszczególne pytania spotykamy się najczęściej wtedy, gdy badanie dotyczy tematów osobistych i drażliwych dla respondentów.

Treść pytania sondażu – sami możemy dzięki temu rozstrzygnąć, czy pytanie w jakiś sposób sugerowało odpowiedź badanym.

Informacja o wielkość błędu statystycznego, np. dla wyników poparcia każdego z prezentowanych kandydatów lub partii – pozwala nam samym określić przedział poparcia dla każdej z partii i oszacować jego rzeczywisty poziom.

Sposób prezentacji danych – jesteśmy wzrokowcami i to, co jest ładnie podkreślone, uwypuklone czy kolorowe, łatwiej rzuca nam się w oczy, a my łatwiej zapamiętujemy tak zaprezentowaną informację. Pamiętajmy o sposobach manipulacji na graficznie przedstawianych wynikach sondażu i wczytajmy się w nie.

Teraz, gdy jesteśmy wyposażeni w pewną wiedzę dotyczącą sondaży i zdemaskowaliśmy niektóre z mechanizmów manipulacji ich wynikami (nie rozstrzygamy, kiedy mamy do czynienia z intencjonalną manipulacją, a kiedy z nieumiejętnym zastosowaniem narzędzi lub z niezrozumieniem, jak narzędzia te działają), nie pozostaje nam nic innego, jak rozwijać swoją wrażliwość na informacje, które do nas docierają. Czasem zdarza się, że jeden wykres przedstawiający wyniki sondażu potrafi dostarczyć więcej informacji niż cała burza medialna i komentarze, które toczą się wokół jego wyników. Ale z drugiej strony jeden sondaż może być obciążony całym mnóstwem błędów na wszystkich etapach badania, poczynając od jego zaprojektowania, poprzez etap realizacji i analizy wyników, a na prezentacji w mediach kończąc. Aby być wnikliwym obserwatorem sfery publicznej, powinniśmy z przymrużeniem oka traktować wyniki pojedynczych sondaży i ich porównania z dwóch okresów, a brać pod uwagę raczej średnie z wielu sondaży, mówiące o pewnym stałym trendzie. Pozostaje nam samym dbać o przekaz, który do nas dociera, gdyż wydaje się, że w najbliższym czasie nie można liczyć na sondażową rewolucję ośrodków badawczych, mediów czy polityków.

Autorzy są członkami Zespołu Realizacji Badań Instytutu Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika „Pryzmat”

Przypisy:

  1. Zob.: Onet.wybory. Na którą partię oddałeś/aś głos w wyborach parlamentarnych?, 2011, http://wybory.onet.pl/parlamentarne-2011/index.html, dostęp: 12.07.2013.
  2. Obwieszczenie Państwowej Komisji Wyborczej z dnia 11 października 2011 r. o wynikach wyborów do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej przeprowadzonych w dniu 9 października 2011 r. (Dz. U. Z dnia 12 października 2011 r. Nr 218, poz. 1294), Wyciąg. 2011, http://pkw.gov.pl/g2/2011_10/445f624b1f6fbcca94c9761c5fac9f1a.pdf, dostęp: 12.07.2013.
  3. Diagnoza społeczna 2013. Raport (wstępny) Prezentacja Dominika Batorskiego (slajd nr 13), 2013, http://www.diagnoza.com/, dostęp: 12.07.2013.
  4. E. Babbie, Badania społeczne w praktyce, Warszawa 2004, s. 202.
  5. Homo Homini tłumaczy się z 19 proc. dla Wiplera, 2013, http://www.wprost.pl/ar/406828/, dostęp: 12.07.2013.
  6. Badanie dla Stowarzyszenia „Republikanie”, 2013, http://www.homohomini.com.pl/news/130/55/Badanie-dla-Stowarzyszenia-Republikanie/d,Aktualno%C5%9Bci/, dostęp: 12.07.2013.
  7. PiS goni w sondażu PO, dzieli je zaledwie 1 procent, 2013, http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-pis-goni-w-sondazu-po-dzieli-je-zaledwie-1-procent,nId,955041, dostęp: 12.07.2013.
  8. Błąd statystyczny i przedział ufności, 2013, http://nastrazysondazy.uw.edu.pl/metodologia/blad-statystyczny/, dostęp: 12.07.2013.
  9. Bardzo ważne: wartość błędu powinna być każdorazowo podawana przy wynikach sondaży, tak aby umożliwić czytelnikom oszacowanie przedziału poparcia. Prawie nigdy takich informacji nie ma. W przytaczanym artykule również się nie pojawiły. Błąd 3% jest wartością standardową, ale w każdym badaniu może mieć różną wielkość, np. 5%.
  10. Kolejny sondaż potwierdza trend: Prawo i Sprawiedliwość powoli dogania Platformę, 2012, http://wpolityce.pl/wydarzenia/25257-kolejny-sondaz-potwierdza-trend-prawo-i-sprawiedliwosc-powoli-dogania-platforme, dostęp: 12.07.2013.
  11. R. Dyoniziak, Sondaże a manipulowanie społeczeństwem, Kraków 1997, ss. 2–9.
  12. E. Noelle-Neumann, Spirala milczenia: opinia publiczna – nasza skóra społeczna, Poznań 2004, ss. 22–25.
  13. R. Dyonizak, op. cit.
  14. Organizacja, 2013, http://ofbor.pl/organizacja/, dostęp: 12.07.2013.
  15. Przewodnik ESOMAR/WOPR – Sondaże opinii publicznej i publikowanie wyników badań, 2011, http://www.ofbor.pl/public/File/OFBOR_ESOMAR-WAPOR%20Guide_PL11_08_01.pdf, dostęp: 12.07.2013.