przez Tomasz Mering | środa 30 kwietnia 2014 | Wiosna 2014
Jeden z najpoważniejszych kryzysów gospodarczych naszych czasów wciąż daleki jest od zakończenia. Zapaść gospodarcza z 2009 r. doprowadziła do zmniejszenia się wielu gospodarek po obu stronach Atlantyku, a w kolejnych latach przyniosła recesję (trwającą na południu Europy już piąty rok) oraz stagnacyjny wzrost gospodarczy. Wywołało to szereg negatywnych konsekwencji dla rynków pracy. Wyniki przeprowadzonych badań sugerują, że w okresie spowolnienia gospodarczego spółdzielnie w porównaniu z podmiotami sektora prywatnego w większym stopniu nastawione są na utrzymanie istniejących miejsc pracy.
W okresie pomiędzy drugim kwartałem 2008 r. a analogicznym okresem 2010 r. w krajach Unii Europejskiej ubyło 5 milionów miejsc pracy, co jest największym spadkiem zatrudnienia w kilku ostatnich dekadach. W kolejnym roku, gdy gospodarki europejskie, dzięki wartym miliardy euro programom antykryzysowym, odzyskały 1 milion zatrudnionych, a stopa bezrobocia ustabilizowała się na poziomie około 10% (co było wynikiem dobrym, biorąc pod uwagę wcześniejsze załamanie), wydawało się, że sytuacja uległa trwałej poprawie. Niestety w połowie 2011 r. zatrudnienie ponownie zaczęło spadać, co doprowadziło do rekordowego wzrostu bezrobocia. W połowie 2013 r. bez pracy pozostawało w państwach Unii Europejskiej ponad 26 mln osób.
Największy spadek liczby osób pracujących został odnotowany w państwach nadbałtyckich – rekordzistą była tu Łotwa, gdzie liczba osób pracujących zmniejszyła się o blisko ¼. Dotkliwie problem ten odczuto także w państwach Europy południowej (najgłębszy spadek w Grecji i Hiszpanii – o ok. 18%) oraz w Irlandii (14%). Poważny ubytek miejsc pracy miał miejsce w części krajów z naszego regionu, przede wszystkim w Bułgarii (13%) oraz na Węgrzech (12%). Co ciekawe, można wymienić też państwa, które w okresie kryzysu zwiększyły zatrudnienie – mowa m.in. o największej europejskiej gospodarce, Niemczech, gdzie nastąpił wzrost o ok. 4%.
Powszechnie zwracano uwagę, że część europejskich gospodarek była znacznie bardziej odporna w pierwszej fazie kryzysu na spadki zatrudnienia niż np. Stany Zjednoczone, co tłumaczono mniejszą ekspozycją na szoki zewnętrzne sektora budowlanego i finansowego oraz lepszą sytuacją na rynku nieruchomości (m.in. w Niemczech i we Francji). Różnic w sytuacji zatrudnieniowej nie da się jednak w pełni wytłumaczyć, odwołując do danych dotyczących wzrostu gospodarczego. Są państwa, które w pierwszej fazie kryzysu, pomimo relatywnie znacznego spadku produktu krajowego brutto, odnotowały tylko niewielki spadek zatrudnienia (np. Niemcy). Z drugiej strony istnieją kraje, w których spadek zatrudnienia był znacznie głębszy od towarzyszącego mu spadku wielkości PKB (m.in. Stany Zjednoczone).
Interesującym polem do analiz jest również charakterystyka pracodawców, którzy w okresie kryzysu mogą w zróżnicowany sposób odpowiadać na malejący popyt. Teoretycznie istnieją tu trzy kanały dostosowań: zmniejszenie wymiaru czasu pracy, zmniejszenie wysokości wypłacanych wynagrodzeń oraz trzeci, który z punktu widzenia gospodarki jest najmniej korzystny – redukcja liczby osób zatrudnionych. Wyniki przeprowadzonych badań sugerują, że w okresie spowolnienia gospodarczego spółdzielnie są w porównaniu z podmiotami sektora prywatnego w większym stopniu nastawione na utrzymanie istniejących miejsc pracy. Wydaje się, że w czasach globalnego kryzysu i spowolnienia gospodarczego, gdy obniżyło się zaufanie społeczne do rynków finansowych i całego sektora przedsiębiorstw prywatnych, powstała możliwość rozpoczęcia na nowo dyskusji o roli spółdzielni w gospodarce rynkowej.
Spółdzielnie stanowią alternatywną formę organizacji działalności gospodarczej w stosunku do przedsiębiorstw prywatnych. Unikalne zasady, które legły u podstaw rozwoju ruchu spółdzielczego (w tym przede wszystkim demokratyczna kontrola), są jaskrawym przeciwieństwem systemu zarządzania wielkimi korporacjami, wielokrotnie oskarżanego o spowodowanie kryzysu.
Według ostatniego raportu Cooperatives Europe w 2009 r. istniało w państwach Unii Europejskiej 137 tys. spółdzielni, które zrzeszały 108 mln członków i zatrudniały 4,7 mln osób (istnieją także szacunki mówiące o zatrudnianiu przez sektor spółdzielczy 5,4 mln osób, w tym 1,4 mln przez spółdzielnie pracy). Najwięcej osób zatrudniał sektor spółdzielczy we Włoszech – 1,1 mln, Francji – 900 tys., Niemczech – 830 tys. oraz w Polsce – 400 tys. Najwięcej było spółdzielni pracy (wytwórczych i usługowych), które stanowiły 41 proc. liczby wszystkich spółdzielni. Najliczniejszą rzeszę członków miały jednak banki spółdzielcze. W Europie istnieje obecnie ponad 4200 lokalnych banków spółdzielczych, które dysponują 60 tys. oddziałów i mają 20-procentowy udział w rynku bankowości indywidualnej. Banki te obsługują niemal 160 mln klientów i mają 45 mln członków. W poszczególnych krajach udział sektora spółdzielczego w bankowości detalicznej jest jeszcze wyższy i wynosi np. 30 proc. na Cyprze czy aż 60 proc. we Francji.
Nie ma szczegółowych danych dotyczących udziału sektora spółdzielczego we wszystkich gospodarkach państw członkowskich Unii Europejskiej. Istnieją jednak szacunki, które wskazują, że przynajmniej w niektórych krajach udział ten jest znaczący. Przykładowo 3 tys. spółdzielni w Portugalii odpowiada za wytwarzanie 5 proc. produktu narodowego brutto. Spółdzielnie i towarzystwa wzajemne wytwarzają 4,25 proc. szkockiego PKB, mając roczny obrót w wysokości 4 mld funtów i majątek oceniany na 25 mld funtów. Roczny obrót spółdzielni we Francji jest szacowany na 181 mld euro. W Szwajcarii dwie największe spółdzielnie konsumenckie (Migros i Coop) wytwarzają prawie 8 proc. PKB. W sumie, według danych Komisji Europejskiej, w 2013 r. spółdzielnie odpowiadały przeciętnie za wytworzenie około 5% PKB państw członkowskich.
Co istotne, dostępne dane statystyczne wskazują, że sektor spółdzielczy radził sobie relatywnie dobrze w okresie światowego kryzysu i spowolnienia gospodarczego. Na przykład we Francji odnotowano w ostatnich latach znaczny wzrost liczby członków spółdzielni mieszkaniowych, a 100 największych francuskich spółdzielni zwiększyło zatrudnienie z 674 tys. do 750 tys. osób (tj. o 11,2%) przy jednoczesnym wzroście płac o 4%. Z kolei w latach 2008–2012 w mocno dotkniętej kryzysem Hiszpanii zatrudnienie w branży spółdzielczej zmniejszyło się o 9,6 proc., podczas gdy w całej gospodarce ubytek etatów był ponad dwukrotnie większy. W tym samym czasie w Hiszpanii sektor spółdzielczy zwiększył liczbę członków o jedną piątą. Według Cecop, będącego największym zrzeszeniem spółdzielni w Europie, podobnie korzystnie – zwłaszcza jeśli chodzi o dynamikę zatrudnienia – przedstawiała się sytuacja spółdzielni w innych państwach UE, co sugeruje, że kooperatywy mogą w okresie kryzysu radzić sobie lepiej niż przedsiębiorstwa prywatne. W dodatku w ostatnim okresie powstały setki spółdzielni na bazie majątku upadających przedsiębiorstw, co pozwalało ograniczyć negatywne efekty kryzysu gospodarczego na wielu lokalnych rynkach pracy.
Powstanie i historyczny rozwój spółdzielni są związane nie z okresami prosperity gospodarczej, ale właśnie z momentami kryzysowymi. Słynny reformator społeczny Friedrich W. Raiffeisen rozpoczął działalność charytatywną w Niemczech na przełomie lat 1846–1847, a więc w okresie kryzysu rolnego i głodu, które przyczyniły się do rewolucyjnych rozruchów, do jakich doszło w 1848 r. w wielu krajach Europy. Na początku Raiffeisen założył komunalną piekarnię w Weyerbusch; jego pierwsza organizacja dobroczynna, Unia Chleba, zajmowała się dostarczaniem chleba i ziarna biednym farmerom. Pomysłodawca inicjatywy zauważył, że kłopoty rolników były spowodowane przestarzałymi sposobami gospodarowania i brakiem kapitału na ich modernizację, dlatego w 1862 r. założył pierwszą spółdzielnię kredytową w Anhausen, a kolejną dwa lata później w Heddersdorf. Pomysł szybko zyskał popularność i dał początek ruchowi bankowości spółdzielczej. Podobnych przykładów można podać znacznie więcej: rozwój spółdzielni konsumenckich w Anglii w latach 40. XIX wieku pozwolił na przetrwanie trudnego okresu gospodarczego pracownikom zatrudnionym w przemyśle tekstylnym; powstanie rolniczych spółdzielni producenckich w USA i Szwecji w okresie wielkiego kryzysu w latach 30. ubiegłego wieku chroniło farmerów od głodu i niedostatku. Są również przykłady bardziej współczesne, np. kłopoty związane z chorobą wściekłych krów (BSE) skłoniły hodowców bydła do zakładania spółdzielni producenckich w Kanadzie.
Nowa fala rozwoju spółdzielni rozpoczęła się w połowie lat 70. ubiegłego wieku, a więc w okresie kryzysu gospodarczego spowodowanego podniesieniem cen ropy naftowej i upadkiem systemu walutowego z Bretton Woods. Kryzys przyniósł masową restrukturyzację przemysłu i wzrost bezrobocia strukturalnego. Wiele przedsiębiorstw zostało w tym czasie przejętych przez pracowników i przybrało postać spółdzielni, co pozwoliło na ich przetrwanie i przynajmniej częściowe utrzymanie zatrudnienia.
Najbardziej spektakularny rozwój spółdzielni pracy miał miejsce w Finlandii. Na początku lat 90., kiedy kraj ten – na skutek załamania się handlu ze Związkiem Radzieckim (stopa bezrobocia sięgała w owym czasie 20 proc.) – znalazł się w głębokim kryzysie, fińskie ministerstwo pracy zrealizowało program, w ramach którego powstało ponad 1200 spółdzielni. Były to podmioty zakładane przez osoby bezrobotne, funkcjonowały w pewnym sensie na zasadzie agencji pracy tymczasowej, poszukując ofert zatrudnienia dla swoich członków na lokalnych rynkach pracy. Eksperyment ten pokazał, że spółdzielnie mogą być ważnym instrumentem aktywnej polityki rynku pracy w okresie spowolnienia gospodarczego.
Przykłady historyczne, a także sytuacja obecna wskazują, że funkcjonowanie sektora spółdzielczego może przyczynić się do złagodzenia negatywnych konsekwencji kryzysów gospodarczych. Istnieją dane, które sugerują, że odsetek nowo założonych spółdzielni, którym udało się przetrwać na rynku, może być wyższy niż analogiczny wskaźnik dla firm prywatnych. Przykładowo, badanie zrealizowane w 2008 r. w kanadyjskiej prowincji Alberta wykazało, że w okresie 5 lat po założeniu funkcjonowało aż 92,1% spółdzielni i zaledwie 35% przedsiębiorstw prywatnych. Spółdzielnie mogą korzystać z kapitału zgromadzonego przez członków i tym samym rozwijać działalność, nawet gdy banki podnoszą ceny kredytów. Spółdzielnie pracy (wytwórcze i usługowe) przyczyniają się do stabilizacji zatrudnienia, a konsumenckie – ograniczają wzrost cen żywności i innych artykułów pierwszej potrzeby.
Powstaje pytanie o czynniki, które wpływają na odmienne funkcjonowanie spółdzielni i przedsiębiorstw prywatnych w okresie spowolnienia gospodarczego. Niezależnie od sytuacji rynku pracy spółdzielnie w większym stopniu niż firmy prywatne są skoncentrowane na utrzymaniu istniejących etatów. Podstawowym sposobem dostosowania się spółdzielni do negatywnych szoków zewnętrznych jest zmniejszenie płac (co jest stosunkowo łatwe do osiągnięcia, gdyż wewnętrzne zróżnicowanie zarobków jest znacznie mniejsze niż w przedsiębiorstwach prywatnych), a nie zmniejszenie zatrudnienia, które jest charakterystyczne dla przedsiębiorstw prywatnych. Z punktu widzenia krajowych rynków pracy jest to niezaprzeczalna zaleta sektora spółdzielczego.
Sposób adaptacji spółdzielni do sytuacji kryzysowych wynika z unikalnych zasad, na których został zbudowany ruch spółdzielczy. Demokratyczna kontrola członkowska (zasada „jeden członek – jeden głos”), będąca przeciwieństwem reguły „jedna akcja – jeden głos”, charakterystycznej dla spółek akcyjnych, pozwala na podejmowanie decyzji uwzględniających interes społeczny i ekonomiczny członków spółdzielni oraz ich rodzin. Z kolei ekonomiczne uczestnictwo członków (druga ważna zasada ruchu spółdzielczego) przyczynia się do tworzenia kapitału, którego część staje się własnością spółdzielni. Szczególnie cenną cechą spółdzielni jest ich autonomia i niezależność, co stoi w zdecydowanej sprzeczności z praktyką międzynarodowych korporacji, zarządzanych ze swoich siedzib bez uwzględnienia kontekstu lokalnego i regionalnego.
Kolejną charakterystyczną cechą kooperatyw w okresie kryzysu jest, zdaniem niektórych autorów, większa w porównaniu z sektorem przedsiębiorstw produktywność osób w nich zatrudnionych. Jest to związane z zaangażowaniem członków w zarządzanie spółdzielnią. W momentach kryzysowych pojawia się presja grupowa, która skutkuje m.in. mniejszą absencją w pracy oraz większymi staraniami w związku z wykonywanymi zadaniami, co jest szczególnie widoczne w stosunkowo niewielkich spółdzielniach.
Warto zauważyć, że okres kryzysu spowodował również renesans bankowości spółdzielczej w wielu państwach Europy Zachodniej. W niepewnych czasach banki spółdzielcze, które zarządzają środkami finansowymi swoich członków, są postrzegane jako instytucje wstrzymujące się od ryzykowanych operacji, a w efekcie bardziej wiarygodne od banków komercyjnych. Należy w tym miejscu podkreślić fakt, że – z małymi wyjątkami – kooperatywy oszczędnościowo-kredytowe nie wymagały gwarancji i wsparcia ze strony państwa, tak jak to miało miejsce w przypadku wielu dużych banków komercyjnych. Dodatkowo część klientów, niezadowolonych ze spadających kursów akcji, przeniosła pieniądze z giełd papierów wartościowych do banków spółdzielczych. Wszystko to wpłynęło na zwiększenie liczby osób oszczędzających w tym sektorze. Przykładowo w samym tylko 2008 r. liczba klientów szwajcarskiego Raiffeisena zwiększyła się o 150 tys. osób – wzrost o 7,3 proc.; łączna liczba oszczędzających w tym banku wyniosła 1,5 mln. W tym samym roku holenderski Rabobank odnotował wzrost udziału w rynku pożyczek do 42 proc., a wartość oszczędności ulokowanych w banku wzrosła o 20 proc. Szczególnie spektakularne wydarzenie miało miejsce w listopadzie 2011 r. w Stanach Zjednoczonych, kiedy to w ramach kampanii społecznej „Bank Transfer Day” ponad 650 tys. osób przeniosło swoje oszczędności z banków komercyjnych do unii kredytowych (credit unions).
Sposób funkcjonowania banków spółdzielczych w okresie kryzysu jest również korzystny z punktu widzenia całej gospodarki, o czym przesądzają trzy podstawowe przyczyny. Po pierwsze – banki spółdzielcze nie zamrażają podczas kryzysu swojej akcji kredytowej, tak jak ma to miejsce w przypadku banków komercyjnych. Po drugie – koszty zaciąganych kredytów wzrastają wolniej niż w przypadku tradycyjnych instytucji bankowych. Częściowo wynika to z faktu, że banki spółdzielcze nie poniosły znaczących strat finansowych i nie muszą ich rekompensować wzrostem cen kredytów. Zestawienia statystyczne wskazują, że np. w Stanach Zjednoczonych koszty kredytów w 2009 r. były generalnie niższe w bankach spółdzielczych, oraz że mniejsze było w nich zróżnicowanie wysokości odsetek pomiędzy depozytami i kredytami w porównaniu do sektora bankowości komercyjnego. Po trzecie – cały sektor bankowości spółdzielczej cechuje się większą stabilnością ze względu na odmienny typ kapitalizacji i politykę inwestycyjną.
Zgodnie ze swoją etymologią słowo „kryzys” (greckie krinein) oznacza punkt przesilenia, rozstrzygnięcia, i nie ma wydźwięku pejoratywnego. W tym kontekście warto zauważyć, że kryzys stanowi pewną szansę dla rozwoju sektora spółdzielczego. Podobnie jak miało to miejsce w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, również i w obecnych czasach zagrożone niewypłacalnością przedsiębiorstwa mogą być przejmowane przez spółdzielnie zakładane przez pracowników. W raporcie przygotowanym na potrzeby Parlamentu Europejskiego w lutym 2013 r. wskazano, że istnieje pilna konieczność stworzenia ram legislacyjnych i finansowych, które będą wspierać ten proces. Przekształcenia upadających przedsiębiorstw prywatnych w spółdzielnie trafiają jednak nie tylko na bariery prawne i finansowe, ale również na problemy wiążące się z brakiem wiedzy (przede wszystkim wśród prawników i menedżerów przedsiębiorstw prywatnych) na temat ruchu spółdzielczego i jego zasad. Nie można w tym miejscu oprzeć się wrażeniu, że spółdzielczość powinna zostać na trwałe włączona do programów nauczania (obok przedsiębiorczości) – tylko wtedy bowiem spółdzielnie będą powszechnie postrzegane jako jedna z form prowadzenia działalności gospodarczej.
We wspomnianym raporcie podkreślono, że spółdzielnie powinny mieć ułatwiony dostęp do unijnych funduszy przeznaczonych na wspieranie sektora małych i średnich przedsiębiorstw, w tym także do środków zaplanowanych w perspektywie finansowej UE na lata 2014–2020. Podkreślono, że nowe programy operacyjne powinny w większym stopniu uwzględniać perspektywę spółdzielczą, w tym m.in. zawierać mechanizmy finansowe, które będą wspierać proces przekształcania upadających przedsiębiorstw w spółdzielnie (również spółdzielnie socjalne) lub przejmowania ich majątku przez wspólnoty lokalne.
Należy także wspomnieć o pozytywnym wpływie strategii „Europa 2020”. Uchwalony w czerwcu 2010 r. dokument stanowi podstawę dla wszystkich działań prorozwojowych formułowanych na szczeblu unijnym. Jednym z przewodnich zagadnień „Europy 2020” jest rozwój nowoczesnej polityki przemysłowej (An industrial policy for the globalization era). W tym kontekście warto zauważyć, że spółdzielnie okazały się szczególnie skuteczne w czasach kryzysu, biorąc pod uwagę ich wkład w rozwój gospodarczy, stabilność finansową oraz utrzymanie zatrudnienia i tworzenie nowych miejsc pracy. Innym „okrętem flagowym” europejskiej strategii jest wspieranie innowacji (Innovation Union).Tutaj warto podkreślić, że spółdzielnie są niezbędne dla innowacji, zarówno w zakresie tworzenia nowych produktów, jak i powstawania nowych modeli rozwojowych – jednym z nich może być przejmowanie przedsiębiorstw przez spółdzielnie pracy. Dzieje się tak, ponieważ spółdzielnie kładą nacisk na działalność długoterminową, co pozwala na przewidywanie przyszłych zmian społecznych i gospodarczych. Z kolei partycypacyjny model zarządzania spółdzielniami – specyficzny typ relacji łączący ich członków – sam w sobie przyczynia się do innowacji społecznych.
Przedstawione tendencje wskazują na rosnącą popularność idei spółdzielczych w okresie kryzysu. Nie można jednak zapomnieć, że nie wszystkie nowo założone są z góry skazane na sukces. Załamanie rynku w okresie recesji, produkt, który nie odpowiada oczekiwaniom klientów, albo błędy w zarządzaniu są częstymi przyczynami niepowodzeń zarówno w przypadku konwencjonalnych firm, jak i spółdzielni. Dodatkowo spółdzielnie narażone są na ryzyko wycofania się części członków założycieli, co zwłaszcza dla małych kooperatyw będzie poważną stratą kapitału ludzkiego. Pomimo tych problemów zakładanie spółdzielni w okresie spowolnienia gospodarczego jest alternatywą wartą rozważenia – pod warunkiem, że poza entuzjazmem i chęcią pracowania razem, osoby decydujące się na założenie spółdzielni dokonały rozpoznania rynku i mają pomysł na business.
przez Tomasz Mering | piątek 26 lipca 2013 | Lato 2013
Rozwój regionalizmów i ruchów niepodległościowych jest jednym z fenomenów ostatnich dekad. Dążenia mające na celu uzyskanie większej autonomii, a nawet niepodległości są widoczne po obu stronach Atlantyku. W Europie należą do nich m.in. nacjonalizm kataloński w Hiszpanii, flamandzki w Belgii czy szkocki ruch narodowy. Ten ostatni jest szczególnie interesujący ze względu na zaplanowane na 2014 r. referendum niepodległościowe i otwarcie głoszoną przez Szkocką Partię Narodową (Scottish National Party, SNP) chęć opuszczenia Wielkiej Brytanii. Poza Europą można wskazać na działalność Partii Quebecu (Parti Québécois, PQ), dążącej do oderwania tej prowincji od Kanady. Tym, co łączy dwa wspomniane ugrupowania polityczne, jest częste odwoływanie się do haseł socjalnych. Mariaż idei narodowych z polityką społeczną jest – jak pokazują przykłady Quebecu i Szkocji – możliwy do zrealizowania.
Dość powszechnie koncepcję welfare state wiąże się z powstaniem współczesnych państw narodowych. System ubezpieczeń społecznych wprowadzony przez kanclerza Otto von Bismarcka w drugiej połowie XIX w. miał być czynnikiem jednoczącym obywateli powstałego państwa niemieckiego. Podobną „narodowotwórczą” rolę pełniły reformy Lorda Beveridge’a w Wielkiej Brytanii w latach 40. ubiegłego stulecia. Co więcej, wielu autorów wskazuje, że dla powstania państw dobrobytu ważna była nie tylko „spójność kulturowa i społeczna”, ale również ustrój terytorialny, charakteryzujący się pewną centralizacją władzy politycznej. Wprawdzie trudno tu mówić o twardym podziale na państwa unitarne i federalne (przykładem państwa federalnego z rozwiniętą polityką społeczną są np. Niemcy), jednak pozostaje faktem, że łatwiej było wprowadzać rozbudowane programy społeczne w krajach scentralizowanych.
Szkocka Partia Narodowa i secesjoniści z Quebecu mogą być postrzegani jako zagrożenie dla uniwersalnego (tj. obejmującego wszystkich obywateli) państwa dobrobytu. Po pierwsze podkreślają różnice narodowe, np. odwołują się do narodowości szkockiej w opozycji do „uniwersalnej” narodowości brytyjskiej, której symbolem jest powszechna opieka zdrowotna – National Health Service. Po drugie chcą własnych instytucji, również w zakresie polityki społecznej. Ale partie te nie są przeciwne polityce społecznej, a wręcz odwrotnie – chcą bardziej rozbudowanych programów społecznych niż te, które istnieją obecnie.
Niepodległość i socjaldemokracja
Quebec liczy blisko siedem milionów mieszkańców i pod względem potencjału ludnościowego i gospodarczego stanowi drugą po Ontario prowincję Kanady. W przeciwieństwie do pozostałej części kraju około 80 proc. mieszkańców stanowią tu Kanadyjczycy pochodzenia francuskiego (wyjątkiem jest również New Brunswick, który ma charakter dwujęzyczny, tj. angielsko-francuski). Mieszkańcy Quebecu zachowali nie tylko własny język, ale również obyczaje, religię (katolicyzm) oraz, w pewnym stopniu, system prawny, bazujący na francuskim kodeksie cywilnym. Odmienność kulturowa i przede wszystkim językowa stała się podstawą do formułowania haseł secesjonistycznych, zakładających uzyskanie niepodległości lub przynajmniej większej suwerenności w ramach federalnego ustroju kraju.
Do tej pory odbyły się dwa referenda niepodległościowe. Pierwsze, zorganizowane w 1980 r. z inicjatywy ówczesnego premiera Quebecu, René Lévesque’a, nie przyniosło zakładanego rezultatu; zaledwie 40 proc. mieszkańców prowincji opowiedziało się za oderwaniem od reszty kraju. Drugie miało miejsce 30 października 1995 r. i również zakończyło się porażką secesjonistów. Tym razem wynik był jednak bardzo wyrównany – „za” głosowało 49,42 proc. uprawnionych. Ostatnie referendum wywołało liczne kontrowersje; wielu wyborców wskazywało, że pytanie zostało sformułowane niejasno, co skłoniło ich do głosowania na „nie”. W kolejnych latach idea niepodległości cieszyła się mniejszą popularnością: w badaniu przeprowadzonym w 2009 r. 32 proc. respondentów uznało, że Quebec jest w wystarczającym stopniu suwerenny i powinien pozostać częścią Kanady, 28 proc. opowiedziało się za oderwaniem od reszty kraju, a 30 proc. mieszkańców prowincji chciało większej suwerenności, ale w ramach jednego państwa.
W wyniku przeprowadzonych w 2012 r. wyborów mniejszościowy rząd w prowincji utworzyła secesjonistyczna Partia Quebecu, co wskazuje, że nastroje niepodległościowe cały czas są popularne w tamtejszej społeczności.
W Kanadzie występuje konstytucyjny podział kompetencji pomiędzy rządem federalnym a dziesięcioma prowincjami (istnieją jeszcze trzy terytoria, jednak ich zależność od rządu federalnego jest większa). Teoretycznie kompetencje prowincji są bardzo duże – regionalne parlamenty mają wyłączne prawo do uchwalania ustaw w zakresie zabezpieczenia społecznego, edukacji czy opieki zdrowotnej. W praktyce od lat 40. XX w. rząd federalny podjął szereg działań mających na celu ograniczenie niezależności prowincji w kreowaniu polityki zatrudnienia oraz zdrowotnej. Działania rządu federalnego wywołały niezadowolenie opinii publicznej i w latach 60. i 70. stały się jedną z przyczyn rosnącej popularności ugrupowań nawołujących do oderwania się Quebecu od Kanady. Powiązanie haseł narodowych z postulatami socjalnymi wynikało również z sytuacji społeczno-ekonomicznej – w powojennych dekadach Quebec był jedną ze słabiej rozwiniętych prowincji, w której anglojęzyczna mniejszość kontrolowała znaczną część gospodarki.
Momentem przełomowym w historii Quebecu było wygranie w 1976 r., po raz pierwszy, wyborów przez Partię Quebecu – ugrupowanie, które określało się jako socjaldemokratyczne. We wspomnianym referendum w 1980 r. PQ otwarcie nawiązała do haseł socjalnych, na trwałe wiążąc je z kwestią suwerenności. W kampanii poprzedzającej referendum suwerenność została przedstawiona jako projekt emancypacji frankofońskiej większości prowincji i jednocześnie jako szansa na utworzenie bardziej postępowego i egalitarnego społeczeństwa. Program polityczny partii opierał się na przekonaniu, że mieszkańcy Quebecu są inni od reszty Kanadyjczyków pod względem przekonań społecznych (egalitaryzm i kolektywizm versus poglądy liberalne, charakterystyczne dla reszty kraju) oraz przejawiają większą troskę o najbiedniejszych członków społeczności. Jako dowód tego stanu rzeczy przedstawiciele partii wskazywali, że w latach 80. prowincja oparła się neoliberalnemu zwrotowi w polityce społeczno-gospodarczej. Zdaniem kanadyjskich ekonomistów Daniela Bélanda i André Lecours nie jest to do końca prawdą, ponieważ w latach 90. rząd prowincji podjął szereg strukturalnych reform mających na celu ograniczenie deficytu w finansach publicznych. Pozostaje jednak faktem, że w tym samym czasie wprowadzono powszechny program refundacji leków oraz zbudowano system usług opiekuńczych nad dzieckiem.
Ta ostatnia reforma jest najważniejszym wyznacznikiem polityki społecznej w Quebecu; tzw. 5-dollars-a-day daycare program gwarantuje wszystkim rodzicom dostęp do usług opiekuńczych (przedszkoli, punktów opiekuńczych, opieki domowej) dla dzieci do piątego roku życia za opłatą w wysokości do 5 dolarów kanadyjskich. W późniejszym okresie kwota ta została podniesiona do 7 dolarów, co zresztą spotkało się z niezadowoleniem społecznym i demonstracjami na ulicach stolicy prowincji. Dla europejskich czytelników tego typu rozwiązanie nie jest niczym szczególnym, jednak na kontynencie amerykańskim było to novum, gdyż nigdzie indziej dostęp do usług opiekuńczych nie jest tak tani.
W Quebecu wydłużono również długość urlopu macierzyńskiego do 18 tygodni oraz wychowawczego do 52 tygodni – tymczasem zgodnie z prawem federalnym długość tych urlopów wynosi odpowiednio 17 i 37 tygodni. Podstawowym celem reform było ułatwienie godzenia życia rodzinnego i zawodowego oraz zwiększenie uczestnictwa kobiet w rynku pracy, a tym samym podniesienie niskiego wskaźnika dzietności w Quebecu. Dla PQ istotny był nie tylko wymiar społeczny polityki prorodzinnej, ale również przesłanki polityczne, gdyż zwiększenie dzietności może być kluczem do wygrania kolejnego referendum niepodległościowego. Badania dowodzą, że w referendum w 1995 r. na „nie” głosowała nie tylko anglojęzyczna mniejszość, ale również imigranci.
Wśród innych działań podejmowanych przez władze prowincji warto wymienić wdrożenie na początku poprzedniej dekady programu na rzecz zwalczania ubóstwa, gwarantującego znaczne wsparcie dochodowe dla najbiedniejszych członków społeczności. Obecnie uniwersytety w Quebecu oferują najniższe na całym kontynencie stawki czesnego dla studentów, mieszkańcy prowincji mają dostęp do tanich (subsydiowanych ze środków publicznych) leków i taniej energii elektrycznej. Wszystko to wskazuje, że postulaty socjalne zostały na trwałe powiązane z dyskursem dotyczącym suwerenności narodowej. Bycie mieszkańcem Quebecu oznacza dziś nie tylko posługiwanie się językiem francuskim, ale również przywiązanie do idei egalitaryzmu, solidarności i sprawiedliwości społecznej.
Opisana sytuacja jest przedmiotem licznych debat i kontrowersji. Władze prowincji wskazują, że z jednej strony odpowiadają za realizację bardzo kosztownych polityk, a z drugiej Quebec nie ma wystarczającej autonomii fiskalnej, gdyż większość dochodów podatkowych jest transferowana do rządu federalnego. W praktyce dochody prowincji opierają się głównie na dotacjach pochodzących z budżetu centralnego, co nie odpowiada aspiracjom polityków z Quebecu.
W końcu lat 90. próbowano unormować tę kwestię za pomocą projektu unii socjalnej (Social Union Framework Agreement), jednak ostatecznie władze Quebecu nie zdecydowały się na jej podpisanie. Według ówczesnego, wywodzącego się z PQ premiera prowincji, Luciena Boucharda, projekt porozumienia nie uwzględniał w wystarczającym stopniu specyfiki narodowościowej i kulturowej prowincji. Zaistniała sytuacja jest również krytykowana w pozostałych częściach kraju. Wielu Kanadyjczyków negatywnie ocenia finansowanie „rozrzutnych” programów społecznych w Quebecu ze środków federalnych.
Waleczne serce prospołeczne
Współczesna Szkocja jest na kontynencie europejskim przykładem siły, jaka tkwi w hasłach narodowej mobilizacji i terytorialnej integracji. Podobnie jak miało to miejsce w Quebecu, Szkoci przez stulecia zachowali swoją narodową i kulturową odmienność, chociaż – w przeciwieństwie do frankofońskich mieszkańców Kanady – własny język nigdy nie odegrał tu ważniejszej roli. Elementami odróżniającymi Szkocję od reszty kraju była natomiast religia (szkocki kościół narodowy Kirk jest w pełni niezależny od kościoła anglikańskiego), system prawny, szkolnictwo oraz ustrój władz lokalnych.
Podobnie jak w Quebecu, czynnikiem integrującym naród szkocki były kwestie społeczne, gdyż nierówności dochodowe należą tu do największych w całym Zjednoczonym Królestwie. W przeszłości część środkowa Szkocji stanowiła jeden z najważniejszych w Wielkiej Brytanii regionów przemysłowych. Gospodarka regionu była zdominowana przez przemysł ciężki: stoczniowy, wydobycie węgla kamiennego oraz stalowy. Głównym ośrodkiem przemysłowym było Glasgow oraz tereny położone wokół miasta. Przeprowadzona w latach 70. i 80. restrukturyzacja tradycyjnych gałęzi przemysłowych przyczyniła się do stagnacji regionu – zamykanie kopalń i hut spowodowało wzrost bezrobocia, szczególnie w dawnych okręgach wydobywczych i produkcyjnych.
Głównym orędownikiem uzyskania większej autonomii (a nawet niepodległości) była założona w 1934 r. Szkocka Partia Narodowa, która – podobnie jak Partia Quebecu – chętnie odwoływała się do haseł sprawiedliwości społecznej. Ugrupowanie to zaczęło zdobywać popularność w trudnych latach 70. i 80. na fali niezadowolenia wywołanego reformami autorstwa Margaret Thatcher.
W Szkocji w 1979 r. odbyło się nieudane referendum niepodległościowe – głosowanie było nieważne ze względu na zbyt małą frekwencję. Jednak na tym podobieństwa z Quebekiem się kończą. Zjednoczone Królestwo, w przeciwieństwie do federacyjnej Kanady, jest państwem scentralizowanym, co oznacza, że Szkocja musiała przejść znacznie dłuższą drogę do własnych instytucji i polityki społecznej. Po drugie ostatnie referendum z 1997 r. zostało zorganizowane przez rząd Partii Pracy (od czasów premiera Tony’ego Blaira nazywanej „nową”), a nie miejscowy ruch narodowy. Co więcej – w przeciwieństwie do głosowania przeprowadzonego dwa lata wcześniej w Quebecu – było to referendum zwycięskie, gdyż za utworzeniem regionalnego parlamentu i rządu opowiedziało się 75 proc. wyborców przy frekwencji wynoszącej 60 proc. Dla Blaira przyznanie Szkocji ograniczonej autonomii było środkiem mającym na celu zneutralizowanie wpływów Szkockiej Partii Narodowej. Dodatkowo politycy Partii Pracy czuli się silni, gdyż od lat 80. Labour Party notorycznie wygrywała tu wybory – od czasów Margaret Thatcher Szkocja jest stracona dla konserwatystów. Jak miała pokazać przyszłość, nadzieje Blaira nie zostały spełnione. W 2007 r. władzę zdobyła Szkocka Partia Narodowa i utworzyła rząd mniejszościowy; partia ta powtórnie wygrała wybory w 2011 r.
W wyniku przeprowadzonej reformy Szkocja uzyskała kompetencje m.in. w zakresie służby zdrowia, polityki edukacyjnej i usług społecznych (tzw. devolved powers), jednak polityka społeczno-gospodarcza w dalszym ciągu prowadzona jest z Londynu. Bank Anglii kreuje politykę pieniężną, a rząd centralny odpowiada za politykę fiskalną – szkocki parlament ma jedynie możliwość zwiększenia lub zmniejszenia stawki podatku od osób fizycznych o maksymalnie 3 proc. W sumie oznacza to, że – podobnie jak Quebec – Szkocja ma niewielki zakres autonomii fiskalnej oraz budżet oparty na subwencjach rządu centralnego.
Pomimo tych ograniczeń devolution (angielskie określenie dla reformy decentralizacyjnej kraju) wywołało nadzieję na lepszą, bardziej sprawiedliwą społecznie Szkocję. Oczekiwano, że nowy rząd będzie realizował aktywną politykę społeczno-gospodarczą, odpowiadającą potrzebom restrukturyzacyjnym poprzemysłowych części kraju. Szkoci są bardziej przywiązani do socjaldemokratycznych wartości od pozostałych mieszkańców wysp. Według badań opinii społecznej 50 proc. Szkotów zgadza się z redystrybucją dochodów (w Anglii – 38 proc.), a 85 proc. obywateli uważa, że opieka nad osobami starszymi jest zadaniem rządu (w Anglii odsetek ten jest nieco niższy). Wszystko to wskazuje, że polityka społeczna stała się dla pierwszych rządów Szkocji niezwykle ważna. Realizując bardziej odważne programy społeczne, politycy – najpierw z Partii Pracy, a później szkoccy narodowcy – mogli pokazać, że utworzenie krajowego parlamentu i rządu przełożyło się pozytywnie na życie zwykłych ludzi.
Przy okazji reformy administracyjnej zwrócono również uwagę na różnice występujące na długo przed devolution. W Szkocji od lat istnieje system bezpłatnej opieki długookresowej dla osób powyżej 65. roku życia, a studenci nie płacą czesnego (istnieje natomiast jednorazowa opłata za wydanie dyplomu). Inaczej jest w Anglii, gdzie zarówno opieka długookresowa, jak i nauka na uczelni wyższej mają charakter odpłatny. W Szkocji zrezygnowano z wprowadzenia w służbie zdrowia mechanizmów rynkowych, które występują w Anglii, m.in. rankingu szpitali, który do pewnego stopnia wpływa na podział środków finansowych pomiędzy jednostkami służby zdrowia. Różnice te rzucają nowe światło na tezę o uniwersalnym, tj. gwarantującym wszystkim obywatelom ten sam zakres świadczeń społecznych, państwie dobrobytu w Wielkiej Brytanii.
Klimat pierwszych lat niezależności dobrze oddają słowa Donalda Dewara, pierwszego premiera kraju, który napisał w 1998 r., że Szkocja będzie krajem „równych szans i sprawiedliwości społecznej”. Rok później rząd Szkocji przyjął swoją pierwszą strategię rozwojową („Social Justice… A Scotland Where Everybody Matters”), której celem była walka z ubóstwem. W dokumencie tym połączono kwestię uzyskania podmiotowości politycznej kraju z inkluzją społeczną i redystrybucją. Innymi słowy Szkocka Partia Pracy starała się wykazać, że utworzenie regionalnego rządu i parlamentu stanowi nowe otwarcie w historii społecznej regionu. Już sam język, którym posłużyli się autorzy strategii, wskazuje na jej egalitarystyczny, lewicowy charakter. Niespotykane jest jednak umiejscowienie strategii, która jest najważniejszym programem, przysłowiowym „okrętem flagowym”, realizowanym nieprzerwanie przez dwie kolejne ekipy rządzące.
Nic dziwnego, że po przejęciu władzy Szkocka Partia Narodowa również uchwaliła program walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym: „Achieving Our Potential: A Framework to Tackle Poverty and Income Inequality in Scotland” z 2008 r. Był to dokument unikalny jak na Wyspy Brytyjskie, gdyż nie tylko odwoływał się do zasady solidarności społecznej, ale stawiał za wzór ustrój społeczny państw nordyckich. Autorzy opracowania sugerowali, że Szkocja powinna pójść drogą modelu socjaldemokratycznego, odrzucając tym samym dziedzictwo brytyjskie jako zbyt liberalne i niesprawiedliwe społecznie. Bardzo wyraźnie podkreślono rolę polityk redystrybucyjnych, ustalając jako cel zwiększenie dochodów grup najuboższych do 2017 r. W świetle tego dokumentu SNP jawi się jako ugrupowanie centrolewicowe, a „szkockość” jest przedstawiana jako idea ściśle związana z programem socjaldemokratycznym.
Inną sprawą jest rzeczywista możliwość realizacji tych haseł, skoro kompetencje w zakresie szeroko pojmowanej polityki społecznej (zabezpieczenie społeczne, polityka rynku pracy) zostały zarezerwowane dla Londynu. W tej trudnej sytuacji rząd zdecydował się na współpracę z samorządami lokalnymi w zakresie lokalnej polityki społecznej i rewitalizacji terenów poprzemysłowych. Wyznaczono szereg wspólnych celów, w tym m.in. zmniejszenie liczby pracujących odbiorców świadczeń społecznych na 1000 osób, zmniejszenie odsetka nastolatek zachodzących w ciążę oraz redukcję odsetka dzieci wychowujących się w gospodarstwach domowych utrzymujących się ze świadczeń społecznych. Niewątpliwie wypełnienie tych celów wskazywałoby na zwiększenie się dobrobytu społecznego, jednak trudno je uznać za znaczący krok w stronę ustroju socjaldemokratycznego. Wydaje się raczej (co zresztą podkreślali politycy SNP), że póki co Szkocja nie została wyposażona w kompetencje, które pozwalają na tworzenie polityk skierowanych wprost na przeciwdziałanie ubóstwu.
Patrząc w przyszłość
Podsumowując, chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze ruchy narodowe w Szkocji i Quebecu dążą do bardziej sprawiedliwych ustrojów społecznych. Oznacza to, że w przypadku uzyskania niepodległości poziom zabezpieczenia społecznego w tych krajach byłby zapewne wyższy niż w Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Problem w tym, że wymaga to znacznych nakładów finansowych, a gospodarcze podstawy niepodległości obu regionów są dyskusyjne. Szkocja (podobnie jak Quebec) korzysta na finansowych transferach z centrum. Przykładowo w połowie ubiegłej dekady wydatki publiczne na głowę jednego mieszkańca były o tysiąc funtów większe w Szkocji niż w Anglii. Trudno powiedzieć, czy w przypadku uzyskania niepodległości dałoby się te dochody zrekompensować wpływami z innych źródeł, np. z zysków z wydobycia gazu ziemnego i ropy naftowej. Światowy kryzys gospodarczy dotknął Szkocję bardzo mocno i pokazał, że bez pomocy z Londynu trudno byłoby wspierać wzrost gospodarczy w okresach dekoniunktury.
Druga istotna kwestia to związek ruchów narodowych z wartościami lewicowymi. Bez wątpienia zarówno Partia Quebecu, jak i Szkocka Partia Narodowa są ugrupowaniami centrolewicowymi, jednak powstaje pytanie, czy myśl narodowa (z natury wykluczająca i dzieląca świat na „swoich” i „obcych”) może być na trwale powiązana z lewicą. Przykłady Szkocji i Quebecu pokazują, że takie połączenie jest możliwe.