Kommune Niederkaufungen – jak się żyje w 60-osobowej wspólnocie

Nie chcę już więcej współzawodniczyć, iść przez życie bez więzi z innymi, samemu. Nie chcę już, by moja siła, moje zdrowie i moja energia życiowa były wykorzystywane przez dominujący system. Nie chcę wychowywać się w rodzinie nuklearnej, która służy tylko regeneracji sił potrzebnych do pracy. Nie chcę konsumować i zapominać o wszystkich swoich niespełnionych marzeniach. Chcę to wszystko zmienić teraz i tutaj. Nie chcę czekać na nowe, lepsze społeczeństwo, ale już dziś przyczynić się do jego rozwoju, chcę dziś zacząć żyć – tak brzmi fragment manifestu Kommune Niederkaufungen, napisanego w 1983 roku.

Ponad 30 lat temu zebrała się grupa ludzi, którzy chcieli żyć inaczej. Co wyszło z tego eksperymentu? Jakie wyzwania stawia mu życie i jak wygląda codzienność w komunie, której celem jest sprzeciw wobec realiów kapitalizmu?

Początki

Zaczęło się na początku 1983 roku od 12 osób, które przeprowadziły się z landu Hessen do Hamburga, by poświęcić się założeniu wspólnoty. Szybko zrobiło się z nich 20 osób, z biegiem czasu dołączyło następnych 20 – znajomi znajomych. Grupa napisała manifest, w którym zostały określone główne cele utworzenia wspólnoty. Podstawowa zasada to: Od każdego według jego możliwości, każdemu według jego potrzeb. Pięć kluczowych celów, które nie uległy zmianie aż do dziś, to:

  1. wspólne gospodarowanie zasobami: indywidualne dochody i dobytek idą do wspólnej kasy i każdy może z niej korzystać według własnych potrzeb;
  2. zasada konsensusu, czyli decyzje dotyczące wspólnoty podejmowane są tylko pod warunkiem jednomyślności. Później jednak wprowadzono pewne odstępstwa od tej reguły – w przypadku braku konsensusu po dwumiesięcznych dyskusjach, decyzja może być podjęta pomimo weta trzech członków, dopiero weto czterech osób może zablokować decyzję;
  3. zniesienie struktury rodziny nuklearnej i uznanie prac domowych za obszar działalności o tej samej wartości co praca zarobkowa;
  4. przezwyciężenie nierówności między płciami;
  5. lewicowa orientacja polityczna, np. mieszkańcy angażują się w działania przeciw energii nuklearnej i w kwestię uchodźców.

Prace nabrały tempa. W latach 1984–1986 projekt przyciągnął około 1000 osób, angażujących się na różne sposoby. Rozpoczęto kampanię informacyjną, by znaleźć przyszłych mieszkańców wspólnoty. Stworzono zespoły do poszczególnych zadań, np. weryfikowania ogłoszeń o zakupie nieruchomości. Szukano 100 osób gotowych zainwestować w projekt lub wydawać comiesięczną gazetkę z aktualnościami. Aby usprawnić przygotowania, powstały też wspólnotowe mieszkania. W sumie razem zamieszkiwało około 28 dorosłych i 10 dzieci – testowali wspólne gospodarowanie pieniędzmi i zasadę konsensusu. Ponadto spotykali się w ramach kręgów kobiet i mężczyzn oraz grup terapeutycznych. Pozwoliło to na poznanie się i zbudowanie zaufania zanim powstanie komuna.

W grudniu 1986 roku, po trzech latach starań, zakupiono duży budynek nieopodal Kassel w Hesji. 17 dorosłych z trójką dzieci zamieszkało w budynku za dużym na ich potrzeby w nadziei, że inni się dołączą. Komuna jednak nigdy nie rozrosła się do planowanych stu osób. Od tamtej pory wspólnota zakupiła inne budynki i tereny w okolicy. W pobliżu Kassel powstały też inne wspólnoty.

Warunki życia

Z zewnątrz posiadłość komuny nie różni się zbytnio od „burżujskiego” sąsiedztwa na przedmieściach Kassel, gdzie się znajduje. Wygląda jak kilka budynków mieszkalnych w dobrym stanie. Jest czysto, wszystko wydaje się mieć swoje miejsce, ogród jest zadbany. Różnicę zdradzają tablica ogłoszeń z informacjami politycznymi znajdująca się przed budynkiem, napis-fragment manifestu, który świetnie komponuje się z resztą, trochę wyższy odsetek mężczyzn z długimi brodami i włosami oraz dwie osoby z dredami.

Dziś Kommune Niederkaufungen to 59 dorosłych (31 kobiet i 28 mężczyzn) oraz 20 dzieci i nastolatków. Wiek mieszkańców: od noworodka do 69 lat. Od 2010 roku liczba członków jest mniej więcej stała. Do celów mieszkalnych służy około 2000 metrów kwadratowych. Członkowie są podzieleni na 16 grup mieszkaniowych. Choć zdarza się, że pary i rodziny mieszkają same, przeważnie grupy składają się z osób niemających silniejszych więzi. Na przykład jedno mieszkanie dzieliły dwie kobiety ze swoimi synami i dwóch mężczyzn, choć nikt z dorosłych nie był w związku z inną osobą z lokalu. Nastolatkowie w komunie postanowili wprowadzić się do osobnego mieszkania bez rodziców. Dla jednej z moich rozmówczyń współdzielenie mieszkania jest trudne, ponieważ potrzebuje spokoju i porządku. Waha się, czy poprosić o oddzielne lokum, gdyż mieszkanie razem jest jedną z głównych zasad komuny, a ponadto wspólnota nie ma na to środków.

Mieszkańcy mają do dyspozycji wspólną bibliotekę, garderobę z ubraniami, pomieszczenie, gdzie składowane są rowery, salę komputerową z dostępem do Internetu i drukarką, pralnię z trzema pralkami na całą wspólnotę, warsztat do majsterkowania, pomieszczenie muzyczne, domowe kino i duży pokój wielofunkcyjny. Posiadają również dwa domki letniskowe w pobliżu: można się do nich udać na wakacje.

Wspólnota dysponuje ośmioma samochodami do prywatnego użytku, trzeba je więc rezerwować z wyprzedzeniem. To samochody elektryczne, które służą do przemieszczania się na krótkie dystanse. Jakość jedzenia jest dla mieszkańców bardzo ważna, dlatego albo produkują własne, albo kupują pożywienie najlepszej jakości.

Uśrednione koszty życia wynoszą 900 euro miesięcznie na osobę, włączając w to czynsz w wysokości 114 euro, który wpłacają na osobne konto, by odkładać na inwestycje lub remonty. W koszty wliczone są też składki na emerytury.

Model ekonomiczny i organizacja pracy

Wspólnota jest stabilna finansowo od 30 lat. Działa w niej obecnie kilka przedsiębiorstw i kolektywów zarabiających pieniądze: przedszkole dla dzieci wspólnotowych i tych z okolicy, ośrodek dla osób starszych potrzebujących opieki dziennej, pokazy pojazdów elektrycznych w parku, warsztaty porozumienia bez przemocy i na inne tematy, uprawa warzyw dla abonentów i praca edukacyjna wokół tej kwestii, produkcja nasion, poradnictwo dotyczące dawnych odmian owoców, jak również ich uprawa i przetwarzanie. W ramach wspólnoty istnieje 20-hektarowe gospodarstwo rolne, w którym produkowane są mięso, kiełbasy, ser i inne produkty mleczne. Istnieje tu także ośrodek konferencyjny z 35 miejscami noclegowymi, kuchnia gotująca dla innych przedsiębiorstw we wspólnocie i oferująca usługi cateringowe na zewnątrz, przedsiębiorstwo meblarskie i remontowe. Jednym z ciekawszych przedsiębiorstw jest producent niszczarek do przedmiotów z różnych tworzyw – Fila Maker. Marek ze Słowacji, który założył to przedsiębiorstwo, utożsamia się z ruchem makers [makerzy – kultura będąca rozwinięciem subkulturowego ruchu Do it Yourself, „Zrób to sam”, w kierunku technologicznym – przyp. red.] i jego produkty są dostępne na wolnej licencji. Oprócz sprzedawania niszczarek zarabia również około dwóch tysięcy euro rocznie na przemielonych odpadach i kilka tysięcy euro miesięcznie na filmach pokazujących niszczenie przedmiotów na YouTubie.

Taka różnorodność przedsiębiorstw zapewnia wspólnocie stabilizację oraz pozwala na rozwijanie nowych inicjatyw i dotowanie tych mających mniejsze powodzenie. Zachęca to do podjęcia ryzyka. Ośrodek konferencyjny na początku miał powstać z pobudek ideologicznych, a nie po to, aby dawać duże dochody. Okazało się jednak, że to obszar przynoszący zysk. Jednym z priorytetów wspólnoty jest stworzenie systemu produktów i usług ważnych w życiu codziennym, takich jak rolnictwo i opieka, pomimo że nie są one korzystne finansowo.

Każda grupa ustala samodzielnie, jak chce pracować i określa wspólnie czas pracy. Jedna osoba nie pracuje z powodów zdrowotnych. Niektórzy pracują tylko 20 godzin tygodniowo. Trzy osoby są w wieku emerytalnym, ale nadal pracują, lecz podejmują mniej odpowiedzialne i lżejsze zadania. Kilka osób jest zatrudnionych poza komuną, w takich obszarach jak szkolnictwo, opieka socjalna, ergoterapia. Za pracę uważa się także działalność, która nie przynosi żadnych korzyści materialnych, np. zaangażowanie polityczne, opiekę nad dziećmi, pomoc przy rozwiązywaniu sporów w komunie. W przypadku chęci poświęcenia większej ilości czasu tego typu zajęciom, trzeba omówić to ze współpracownikami z danego kolektywu.

Oprócz pracy w kolektywach lub poza wspólnotą obowiązuje tygodniowy plan sprzątania i gotowania. Każdy jest zobowiązany do sprzątania sali, w której trzy razy dziennie podawane są posiłki. W grupach mieszkaniowych ustala się zasady i plany według oczekiwań mieszkańców.

Wolność, różność, wyrozumiałość

W dokumencie założycielskim Kommune pisze: Asceza nie jest naszym celem i jako grupa nie decydujemy, co jest prawdziwą, a co sztuczną potrzebą.

Są osoby, które dużo pracują i mało wydają, i takie, które robią dokładnie odwrotnie. Uli Barth, 66-letni współzałożyciel, który zajmuje się finansami, zauważył ciekawe zjawisko: co roku stan konta wspólnoty wychodzi na zero. Choć w lipcu 2016 roku dług wynosił 30 tysięcy euro, to przeważnie komunie udaje się go spłacić do końca roku. Niektórzy zaczynają oszczędzać, inni przyzwyczaili się do letniej dziury budżetowej. Oprócz comiesięcznego sprawozdania na temat stanu konta i obwieszczania na tablicy ogłoszeń wydatków wynoszących więcej niż 150 euro oraz wpisywania mniejszych sum do specjalnego zeszytu nie ma żadnego sposobu kontroli finansów. Przykład ten potwierdza zaobserwowaną przez Colina Warda, brytyjskiego teoretyka anarchistycznego, ludzką predyspozycję do spontanicznej samoregulacji w społecznościach bez hierarchii.

Osobom, które mało wydają, czasem trudno jest patrzeć na to, jak inni szastają pieniędzmi. Głównym sposobem radzenia sobie z tym problemem jest postawienie się na miejscu drugiej osoby i zrozumienie jej potrzeby. Często wystarcza poznanie powodu, dla którego ktoś chce wydać większą sumę. David wpisał kiedyś na listę większych wydatków kurs medytacji kosztujący 500 euro. Dwie kobiety zagadnęły go, by dowiedzieć się, czy jest to dla niego ważne. Ostatecznie sam zrezygnował z drugiej części, ponieważ kurs nie spodobał mu się. Choć nie ma kryteriów dotyczących wydatków konsumpcyjnych, mieszkańcy wiedzą, co wypada, a co nie. Takim tabu jest na przykład wyjazd na wakacje samolotem. Kiedyś wydało się dopiero po fakcie, że ktoś wybrał się na Majorkę.

Jedni uważają, że powinno się więcej pracować, a inni wolą mniej konsumować. Akceptowana jest praca w różnym wymiarze, w różnym tempie, z różnym stopniem odpowiedzialności. Istnieją rozmaite definicje pracy czy czasu wolnego. W kolektywach pracowniczych bierze się pod uwagę możliwości każdej jednostki. Pewna osoba pracująca w ośrodku dla starszych miała w czasie pobytu w komunie okresy intensywniejszej transformacji osobistej i potrzebowała więcej czasu na terapię. Wtedy pracowała mniej, około 20 godzin. Teraz jest w stanie pracować 35 godzin tygodniowo. Inna kobieta pracowała kiedyś w tym samym kolektywie 40 godzin tygodniowo, a teraz może tylko 20 ze względu na wiek. Były jednak przypadki przepracowania się w rolnictwie. W jednym z kolektywów, w którym pracowały trzy osoby, członkowie mieli różne wyobrażenia na temat tego, ile powinno się produkować. Na przykład dla jednej osoby miarą było to, ile można wyprodukować na danym obszarze, dla innej ważniejsze było, ile to będzie wymagało pracy.

Oficjalne stanowisko grupy mówi o równym traktowaniu wszystkich, niezależnie od ich możliwości. Każda praca ma taką samą wartość, nawet jeśli pewne obszary działalności są nisko wyceniane przez rynek. Jednak codzienne rozmowy w komunie pokazują, że trudno pozbyć się wartości i nawyków ukształtowanych przez kulturę kapitalistyczną. Zdarza się na przykład, że osoby, które dużo pracują, napomykają przy tych mniej pracujących, że ci ostatni znowu mają wolne. Ale są to pojedyncze przypadki członków, którzy obawiają się, że komuna za mało zarabia. Podkreślane jest również, ile dane przedsiębiorstwo zarabia dla komuny.

Podejmowanie decyzji, czyli wyższa szkoła cierpliwości

Jeśli wspólnota nie może dojść do konsensusu, organizowanych jest sześć specjalnych zebrań w ciągu dwóch miesięcy. Jeśli rozmowy nic nie zmienią, decyzja może być podjęta mimo weta trzech osób, dopiero sprzeciw co najmniej czterech osób ją blokuje. W ten sposób nie daje się zbyt dużej władzy jednostce, ale bierze się pod uwagę mniejszość. Unika się jednak takiej metody podejmowania decyzji i raczej szuka kompromisu. Jeśli wokół konkretnej kwestii zbierze się grupa tematyczna, to zaczyna się wymiana poglądów i argumentów na piśmie. Spisywane są też protokoły z dyskusji. Wiele osób narzeka, że jest za dużo do czytania i że trzeba się zagłębiać w zbyt wiele tematów. Decyzje są poddawane ogólnemu głosowaniu na plenum, co ma służyć poznaniu nastawienia grupy. Jedną z możliwości jest pozostawienie wyboru innym. Trudno sobie bowiem wyrobić zdanie na wszystkie tematy.

Podjęcie ważnej decyzji w ośrodku opieki zajęło cały rok – przykład ten ilustruje, jak wolno zachodzą zmiany. W ostatniej fazie tego procesu zorganizowano trzydniowe obrady, podczas których cała komuna sformułowała razem kilka propozycji, by następnie wspólnie je przegłosować i dopracować szczegóły tych najbardziej popularnych.

Widać różnicę pokoleniową. Młodzi chcą mieć wi-fi i używać komórek, ale starsze pokolenie nie zgadza się na to. W końcu pojawił się kompromis: można mieć połączenie z Internetem we własnym komputerze, ale nie można używać wi-fi ani komórki w pomieszczeniach wspólnych. Młodzi narzekają, że trzeba dużo cierpliwości i samozaparcia, by wprowadzić coś nowego. Zainstalowanie telewizji satelitarnej w jednym z mieszkań skończyło się odejściem jej najgorętszego przeciwnika. Mieszkaniec z szesnastoletnim stażem widzi zmianę, jaka zaszła wraz z przybyciem nowych członków. Pojawiło się bardziej indywidualistyczne podejście, jest mniej chęci dyskutowania zasad wspólnego życia. Rośnie popularność przekonania, że każdy powinien zajmować się własnymi sprawami.

Jest wiele kwestii, które powodują napięcia i trzeba je szczegółowo omówić. Na przykład mieszkańcy mają różne opinie dotyczące tego, ile komuna powinna łożyć na dzieci, które są częściowo pod opieką jednego z rodziców mieszkającego poza komuną.

Życie w grupie wymaga wielu ustępstw i przemyślenia własnych racji. Wydaje się, że to dużo więcej poświęceń niż w „normalnym życiu.” Jednak popatrzmy, jak wiele na co dzień akceptujemy bez świadomości, że to nasza decyzja. Zakładamy, że nie ma alternatywy. Członkowie komuny wybrali podejmowanie decyzji na więcej tematów, niż ma to miejsce w przypadku organizacji hierarchicznej. Jeden ze współzałożycieli zauważył, że reguły ciągle się zmieniają. Trzeba je na nowo ustalać i dyskutować, a i tak decyzje niekoniecznie przekładają się na działania, bo wszystko zależy od nastawienia. Ilu członków, tyle interpretacji zasad i celów komuny.

Model rodziny i życie prywatne

Choć mieszkańcy są blisko siebie na co dzień, nie przekłada się to automatycznie na głębokie przyjaźnie. Przeważnie uważają za przyjaciół tylko kilka osób w komunie i osoby spoza niej. Jedna mieszkanka porównała życie w komunie do klasy szkolnej. Innej przypomina to raczej rodzinę, rodzeństwo.

Relacje między członkami są szczere i pełne szacunku. 29-letni David, od siedmiu lat w komunie, zauważa, że wśród jego znajomych z zewnątrz nie ma zwyczaju dawania każdemu możliwości wypowiedzenia się do końca i nie szuka się kompromisu, który zadowalałby obie strony. Tutaj obowiązuje niepisana zasada, że każdy powinien być wysłuchany. Gdy rozstawał się z byłą partnerką, z którą razem pracowali, inna osoba zaoferowała mediację.

48-letnia pedagog lepiej czuje się w komunie, ponieważ stosunki między płciami są bardziej wyrównane. Na uwagi seksistowskie nie ma tu miejsca. Po doświadczeniach w bardziej tradycyjnych związkach uważa, że komuna ułatwia jej życie z mężem. Nie oczekuje się spełnienia wszystkich potrzeb od jednej osoby, ponieważ łatwo znaleźć kogoś innego do wspólnych przedsięwzięć. Konflikty na temat prac domowych i wydawania pieniędzy są sprawą całej wspólnoty, zamiast kumulować się w związku. Pary niekoniecznie mieszkają razem – w ten sposób unika się udręki życia codziennego, która często niszczy miłość. Pewna 40-latka uwolniła się dzięki komunie od presji posiadania tradycyjnej rodziny – ma 20 nieswoich dzieci.

Dla niektórych zespolenie pracy i życia prywatnego to zaleta tego projektu. W kolektywach pracy jest mniej „fasady” niż w innych miejscach zatrudnienia. W ośrodku opieki nad osobami starszymi współpracownicy spotykają się co rano i mówią, w jakim nastroju i formie są danego dnia. Ponieważ zna się sytuację osobistą współpracowników, łatwiej jest o wyrozumiałość.

Kilka osób ma trudności z odpoczynkiem, ponieważ nie udaje im się oddzielić pracy od reszty życia. Trzydziestoparoletnia kobieta, która mieszka w komunie od siedmiu lat, potrzebuje coraz więcej przerw. Czterdziestokilkuletnia matka z pięcioletnim stażem w komunie, która pracuje z osobami z chorobami starczymi, kładzie się wcześnie spać i nie ma siły na utrzymywanie kontaktów poza komuną, ponieważ w ciągu dnia jest cały czas wśród ludzi. Nie jest pewna, czy atak serca, który przeżyła dwa lata temu, nie był związany z intensywnością, jaką narzuca życie w grupie. Stwierdziła, że zamieszkanie w komunie to zdecydowanie nie jest rozwiązanie dla kogoś, kto szuka sposobu na spokojną starość. W grupie nie jest łatwiej. Pojawiają się inne wyzwania, co wymaga sporo energii. Zadomowienie się zabiera trochę czasu – dla jednej osoby były to aż trzy lata. Ci, którzy odeszli, narzekali, że czuli się przytłoczeni obecnością tak dużej liczby osób. Trudno wspierać innych, gdy ci przechodzą przez ciężkie chwile albo, wiedząc o tym, zachowywać się tak, jakby nic się nie stało.

Wstąpienie i wystąpienie z komuny

Dyskusje nad przyjęciem do wspólnoty nowych członków trwają tylko dwa tygodnie. Konieczna jest jednomyślność. Możliwe jest też wykluczenie kogoś ze wspólnoty, ale dotychczas nie miało to miejsca. To raczej osoby, które nie mogą się odnaleźć, same odchodzą. Warunkiem rozpoczęcia procesu przystąpienia do grupy jest jednomyślna decyzja o umożliwieniu okresu próbnego, który ma pomóc podjąć ostateczną decyzję. Przed okresem próbnym i po nim każdy wyraża swoje zdanie pisemnie. W tym czasie każda wspólnota mieszkaniowa zaprasza kandydata na jeden wieczór, który jest okazją do głębszego poznania się. Dana osoba powinna się włączyć w prace jednego z obszarów działalności wspólnoty. Kandydat ma równe prawa oprócz prawa weta, ale nie wnosi jeszcze swego dobytku do wspólnych zasobów.

Najważniejszym czynnikiem przy decyzji o przyjęciu jest znalezienie pracy w komunie i umiejętność zintegrowania się z innymi. Mieszkańcy wolą też osoby młode. Jedno weto, nawet z błahego powodu, wystarczy, by nie przyjąć nowej osoby. Jednak pomimo zasady jednomyślności, zdarzały się przypadki, że nie udało się zablokować wstąpienia niektórych osób.

Przystąpienie do komuny to decyzja na całe życie. Oszczędności i dobytek osoby nowo przybyłej zostają ulokowane na wspólnym koncie, z którego pieniądze służą inwestycjom i wypłacaniu „odchodnego”. Nawet jeśli ktoś oddał komunie duże oszczędności i zasoby, przy wystąpieniu otrzyma tylko kilka tysięcy euro na rozpoczęcie nowego etapu w życiu. Uwe tłumaczy, że w ten sposób komuna staje się alternatywą dla niesprawiedliwości systemu kapitalistycznego. Ktoś, kto ma większe oszczędności albo je odziedziczył lub nabył w inny sposób, skorzystał na nierównościach społecznych. Jedna osoba z 28-letnim stażem zrezygnowała z życia w komunie po wiadomości o odziedziczeniu domu rodzinnego, gdyż stałby się on własnością komuny.

Opowiedziano mi o osobach, które wyprowadziły się, ponieważ nie mogły sprostać narzuconym samym sobie wymaganiom aktywnego uczestnictwa we wspólnocie. W dwóch przypadkach członkowie opuścili wspólnotę z powodu choroby lub depresji. Czasem trudno znaleźć sobie miejsce w kolektywach pracy. Innymi powodami było nawiązanie związku z kimś spoza komuny lub trudne rozstania par wewnątrz grupy.

Od 26 lat komuna zajmuje się kwestią planowania emerytur. Co roku są odkładane pieniądze na zabezpieczenie emerytalne. W przypadku wystąpienia z komuny, oddaje się danej osobie zaoszczędzony kapitał, by mogła wpłacić go na swój fundusz emerytalny.

Wspólnota zaczątkiem zmiany siebie i świata

W 2001 roku Kommune napisała, że wspólne życie i działanie są formą sprzeciwienia się „duchowi czasu” i przyzwyczajeniom typowym dla zatomizowanego społeczeństwa. Ta refleksja wydaje się jeszcze bardziej aktualna w obecnych czasach, gdy widzi się niepowodzenia zachodniej lewicy. Niedawno Zygmunt Bauman tłumaczył w wywiadzie dla „El Pais”, jaka jest różnica między wspólnotą a siecią kontaktów i zrywami typu Occupy czy Oburzeni. Uważa on, że atomizacja społeczna, choć nie przeszkadza krótkotrwałej mobilizacji, jaka miała miejsce w ostatnich latach w rożnych częściach świata, w dłuższej perspektywie prowadzi do stagnacji. Prawdziwa zmiana w społeczeństwie wymaga stworzenia wspólnoty i odwagi przynależenia do grup(y). Doświadczenie osób żyjących w komunach i wspólnotach potwierdza, że życie razem wymaga chęci podjęcia ryzyka. To tak jak założenie rodziny, ale z 60 osobami, z których około pięciu zmienia się co roku.

Przynależność do wspólnoty stymuluje do ciągłej pracy nad sobą. Otoczenie wciąż konfrontuje z własnymi nawykami i utartymi ścieżkami. Czasem wychodzą na jaw rzeczy, których nie chce się widzieć. Kobieta po czterdziestce powiedziała, że dzięki komunie stała się bardziej elastyczna, dostaje wiele inspiracji, by wyjść z rutyny, do której ma skłonności. Życie razem i potrzeba omawiania wielu rzeczy z innymi sprawiają, że łatwo jest zatracić siebie. Nie dać się odwieść od swoich racji to także wyzwanie.

Wiele osób nie ma ochoty na konfrontacje i mówienie wprost o problemie. Prowadzi to do narzekania na innych i obmawiania pod ich nieobecność. Jona zauważył, że często narzekanie na kogoś wynika z faktu, że się nie zna tej osoby oraz nie rozumie jej potrzeb i zachowań. Konflikty i niezadowolenie prowadzą do podziałów i zabierają dużo energii. Niektórzy unikają jedzenia przy jednym stole. W małej grupie doszłoby do rozstania, tu można żyć obok siebie. Dochodziło już do rozdzielenia kolektywów pracy lub do odseparowania członków kolektywów z powodu konfliktów.

Od końca 2002 roku we wspólnocie działają grupy terapeutyczne i uczące się porozumienia bez przemocy. Wiele osób, z którymi rozmawiałam, powoływało się na główne zasady tego porozumienia. Na przykład jedna z osób, która przeszła intensywną psychoterapię w ciągu siedmioletniego pobytu w komunie, zmieniła swoje zachowanie w sytuacjach konfliktowych. Nie obwinia już innych o wszystko, lecz zastanawia się, w jaki sposób przyczyniła się do ich niezadowolenia. Małe scysje w życiu codziennym są okazją, by zgłębić własną psychikę. W sytuacji konfliktu lub weta, inni próbują pomóc danej osobie zrozumieć, jakie wewnętrzne problemy mogła w sobie odkryć. Intensywność życia w grupie daje wiele okazji do skonfrontowania się z mechanizmami własnego zachowania.

Uli podchodzi sceptycznie do terapii grupowych. Mogą być nawet przeszkodą w budowaniu wspólnoty, ponieważ prowadzą do indywidualizacji, zbytniego skupiania się na sobie. Mieszkaniec z 16-letnim stażem w komunie zaobserwował, że pomimo wszystkich metod i specjalistów od relacji między ludźmi jest tutaj wiele konfliktów, które czasem ciągną się od lat.

Według dwóch osób, dyplomowanego pedagoga i byłej pielęgniarki, praca w komunie jest lepszym rozwiązaniem niż zatrudnienie w systemie państwowym, w którym cały czas obcina się etaty i obniża jakość usług. Pomimo wielu niedogodności i trudności w życiu codziennym, doktor nauk rolniczych, która rozwinęła przedsiębiorstwo produkujące warzywa ekologiczne, widzi sens swojego wyboru. Udało jej się osiągnąć coś, co byłoby trudne do stworzenia na wolnym rynku. Woli wprowadzać wymierne zmiany, a nie tylko o nich pisać. Cała Kommune to historia ludzi, którzy o czymś marzyli, czegoś pragnęli – i zabrali się do pracy. I tworzą swoją wizję społeczeństwa już od 30 lat.

Gunter zauważa, że wybranie ścieżki kapitalistycznej dzieje się automatycznie. Zastanawia się, co zrobić, by alternatywne formy organizacji społecznej były taką samą oczywistością. Dla mnie tego typu wspólnoty są okazją, by przejrzeć się w lustrze. Poprzez kontrast można zobaczyć własne przyzwyczajenia, które przyczyniają się do utrwalania nierówności społecznych i degradacji środowiska. Eksperyment ten pokazuje, jaki standard życia można osiągnąć dzięki współpracy i solidarności. Choć dla wielu życie w komunie jest niewyobrażalne, można zainspirować się tym przykładem w życiu codziennym. Oto kilka pomysłów: wspólne używanie pralki lub samochodu, ale za to dobrej jakości; dzielenie opieki nad dziećmi pomiędzy rodziców a osoby bezdzietne; wspólne organizowanie pracy reprodukcyjnej (czynności domowych) i włączenie do łatwych zadań osób bezrobotnych; więcej cierpliwości i pracy nad sobą w konfliktach; mniej Internetu i komórek, za to życie blisko siebie. Nie trzeba od razu zakładać komuny, by postanowić, że chce się innej jakości życia, a potem wykorzystać siłę grupy i samoorganizacji, aby to osiągnąć. Im się udało.

dr Katarzyna Gajewska

Od buntu do demokracji bezpośredniej. Refleksje po protestach studenckich w Quebecu

Protesty i strajk studentów w Quebecu uznano za jeden z ruchów protestu, w jakie obfitował rok 2012. Co pozostało z mobilizacji społecznej, nazwanej „wiosną klonową”, a przede wszystkim z jej najciekawszego i ponadczasowego elementu, jakim była demokracja bezpośrednia?

Iskra

Protesty miały miejsce między 13 lutym a 7 września ubiegłego roku. Ich momentem kulminacyjnym był trzymiesięczny strajk studencki. Bezpośrednią przyczyną buntu stał się plan podwyżek opłat za studia w Quebecu. Do tej pory były one najniższe w całej Kanadzie. Przez prawie 40 ostatnich lat opłaty za studia były zamrożone. Rząd Jeana Charesta, premiera prowincji Quebec, zapowiedział podwyżkę, która początkowo miała wynosić 325 dolarów rocznie przez pięć lat, a później została zmniejszona do 245 dolarów rocznie przez siedem lat (co w sumie oznacza większą kwotę niż w przypadku pierwszej propozycji).

Według ankiety firmy badawczej Léger Marketing, zrealizowanej dla federacji studentów uniwersytetów prowincji Quebec (FEUQ), w 2009 r. 80% studentów studiów licencjackich pracowało, zarabiając średnio 10220 dolarów rocznie. Opłaty związane ze studiami i materiały potrzebne do nauki kosztują 3560 dolarów rocznie. Choć nie jest to szczególnie duża kwota, koszty utrzymania są stosunkowo wysokie. Z badania wynika, że 39% respondentów otrzymywało kredyt studencki w wysokości 3140 dolarów, 26% studentów pobierało stypendium o średniej wysokości 3950 dolarów, 69% studentów poniżej 24. roku życia dostawało pieniądze od rodziców (średnio w wysokości opłat za studia), 48,5% studentów niemieszkających z rodzicami korzystało z kredytu studenckiego, a 33% spośród tych studentów otrzymywało stypendium. FEUQ szacuje, że 65% studentów w Quebecu jest zadłużonych po skończeniu (trwającego 3 lata) licencjatu. Wysokość długu wynosi średnio 15 tys. dolarów.

Na ulice

Zapowiedzi podwyżek wywołały masową mobilizację. Po pierwszych wzmiankach o rządowych planach na ulice wyszło 200 tys. osób w regionie zamieszkałym przez niespełna 8 milionów ludzi. Zwycięstwo wyborcze Partii Quebeckiej (Parti Quebecois) we wrześniu 2012 r. przypisywane jest złożeniu przez nią obietnicy zamrożenia opłat za studia. Jednak po trzech miesiącach od wygrania wyborów nowy rząd Quebecu zapowiedział duże cięcia (124 mln dolarów) w budżecie przeznaczonym dla uniwersytetów.

Protesty i strajk utrudniły życie codzienne i pracę uczelni wyższych. Mobilizacja trwała sześć miesięcy i zaangażowanych w nią było wedle organizacji zrzeszających młodzież akademicką ok. 300 tys. studentów w Quebecu. Wprowadzono rozporządzenia zapobiegające blokowaniu ulic. Artykuł 78, uchwalony przez rząd prowincji 18 maja 2012 r., został uznany przez prawników współpracujących ze studentami za niekonstytucyjny z powodu ograniczenia wolności słowa i swobody zgromadzeń. Prawo wymaga powiadomienia policji o trasie organizowanej demonstracji z ośmiogodzinnym wyprzedzeniem, jeśli ma brać w niej udział więcej niż 50 osób. Organizacje studenckie mogłyby się liczyć z karą w wysokości 125 tys. dolarów w przypadku niedopełnienia tego obowiązku.

Aresztowania uczestników protestów były na porządku dziennym. Podczas ponad 700 demonstracji między lutym a wrześniem 2012 r. dokonano 1868 aresztowań. W zimie brutalność policji uległa nasileniu. Podczas trzech marcowych demonstracji w 2013 r. dokonano ponad 650 aresztowań. Przeciętna grzywna wynosiła 634 dolary. Oskarżenia wobec pojedynczych policjantów w większości przypadków są rozstrzygane na ich korzyść. Aktywiści organizują monitoring policjantów poprzez publikowanie ich zdjęć i numerów służbowych na blogu, Facebooku i Dropboxie, aby ułatwić pozew zbiorowy. Tymczasem sami zostali postawieni w stan oskarżenia za organizację demonstracji przy braku zgody władz. Sprawa, a właściwie wiele spraw, jest nadal w toku. Strategia aktywistów to zakwestionowanie całego prawa, a nie bronienie poszczególnych przypadków.

Gadanina

Wiele osób poniosło osobiste konsekwencje działalności. Jednak organizacje studenckie i część profesorów nadal chcą zniesienia opłat za studia. W dniach 25–26 lutego 2013 r. odbył się kongres na temat szkolnictwa wyższego, zorganizowany przez nowy rząd premier Pauline Marois. Piętnaście zespołów obradowało na temat przyszłości edukacji. Zrzeszenie studentów ASSE (L’Association pour une solidarité syndicale étudiante), liczące 70 tys. członków z Quebecu i będące głównym motorem wiosennego strajku, postanowiło zbojkotować to spotkanie, gdyż zniesienie opłat za studia nie było planowane jako przedmiot obrad. Wspomniana wcześniej FEUQ, licząca 125 tys. członków, wzięła udział w spotkaniu, ale zapowiedziana przez rząd Marois podwyżka opłat za studia o 70 dolarów rocznie zawiodła stowarzyszenie.

Z kolei grupa Profesorowie Przeciw Podwyżkom (Profs contre la hausse) sprzeciwia się zaproponowanej przez nowy rząd formie obrad na temat edukacji, argumentując, że dyskusja jest ograniczona do aspektu ekonomicznego edukacji, skoncentrowanego na korzyściach finansowych dla prowincji, umiejscowionego w dogmacie neoliberalnym. „Profs” bronią natomiast humanistycznej i demokratycznej misji edukacji. Anna Kruzynski, adiunkt w School of Community and Public Affairs na Uniwersytecie Concordia i aktywistka-anarchistka, wyjaśnia decyzję ASSE o bojkocie w kontekście stosunków między społeczeństwem obywatelskim a państwem neoliberalnym. Państwo zaprasza przeciwników reform do rozmów, by przeforsować swoje cele. Ta taktyka stawia opozycję w trudnej sytuacji: W momencie, gdy opozycja zasiada przy stole z rządzącymi, aktywiści czują się ograniczeni w możliwościach krytyki podjętych decyzji, co prowadzi do oddalenia się od strategii konfrontacyjnych i akcji bezpośrednich, które umożliwiłyby ponowne zakwestionowanie tych decyzji i przyjętych struktur organizacyjnych prowadzonych debat. Na ulicy stowarzyszenia też mogą brać udział w debacie i przedstawiać swoją wizję edukacji1.

Organizacja oporu

Renaud Poirier St-Pierre, były rzecznik prasowy CLASSE (szerszej koalicji skupionej wokół ASSE), tak opisuje strategię i przebieg strajku. Przygotowania trwały dwa lata. Początkowo studenci okazywali brak zainteresowania akcjami, co uświadomiło organizatorom potrzebę odbudowania ruchu studenckiego. Uważano również, że aby zachęcić do strajku, należy pokazać, że inne środki były nieskuteczne. Zbiórka podpisów pod petycją, stanowiąca pierwszy etap akcji, miała też na celu rozpowszechnienie informacji na temat planów rządu. Następnie organizacja różnych akcji i happeningów pozwoliła na ocenienie, ile osób byłoby zainteresowanych bardziej radykalnymi formami protestu. Przed głosowaniem nad podjęciem strajku organizatorzy przeanalizowali, które kampusy najprawdopodobniej udzieliłyby poparcia tej inicjatywie. Właśnie tam zorganizowano głosowania w pierwszej kolejności, aby uzyskane pozytywne wyniki zachęciły inne kampusy2.

Wybuch wiosennych protestów bazował na liczącej ponad dziesięć lat tradycji protestów antykapitalistycznych w Quebecu. W kwietniu 2001 r. miały tam miejsce demonstracje przeciw szczytowi państw północnoamerykańskich, dotyczącym powołania strefy wolnego handlu w obu Amerykach (Free Trade Area of the Americas, FTAA). Przy okazji protestów zawiązała się koalicja grup antykapitalistycznych (Convergence des lutes anticapitalistes, CLAC), która do dzisiaj organizuje co miesiąc zgromadzenia swoich członków.

Organizacje studenckie biorące udział w protestach przeciwko podwyżkom odzwierciedlają cechy nowych ruchów społecznych. Oznacza to nie tylko sprzeciw wobec kapitalistycznych reguł i wartości, ale także praktykowanie zasad demokracji bezpośredniej. Stoi za tym wizja systemu zdecentralizowanego, w którym decyzje podejmowane są przez obywateli w formie komitetów i zgromadzeń. Takie rozwiązanie stanowi odpowiedź na ograniczenia systemu opartego na delegowaniu. Samorządność i samoorganizacja są głównymi zasadami ruchu.

Organizacja CLASSE, będąca koalicją grup studenckich w czasie strajków, bazowała na luźnej współpracy, horyzontalnych strukturach i braku przywódców3. Uczestnictwo w CLASSE było dla dziesiątek tysięcy studentów okazją, by poznać, jak funkcjonuje demokracja bezpośrednia.

„To nie tylko strajk studentów, to przebudzenie społeczeństwa”

Protesty studentów pociągnęły za sobą dalszą mobilizację. W Montrealu powstały społeczne autonomiczne zgromadzenia dzielnic (Assemblées populaires autonomes de quartier, APAQ). Ideą przewodnią tych działań był rozwój demokracji bezpośredniej na poziomie dzielnic.

Nicolas van Caloen, jeden z organizatorów zgromadzenia mieszkańców montrealskiej dzielnicy Pointe-St-Charles i jeden z twórców projektu „Documentaire Semences” (serii filmów na temat alternatywnych rozwiązań społecznych w Ameryce Łacińskiej4), znał osoby zaangażowane w podobne struktury w Argentynie, utworzone w wyniku kryzysu w 2001 r. Otrzymał od nich dwie rady na temat zgromadzeń. Po pierwsze powinny one być uznane jako struktury stałe i regularne od samego początku. Po drugie powinny sformułować swój cel długofalowy i „większy”, zamiast być tylko odpowiedzią na bieżące wydarzenia. W dzielnicy Pointe-St-Charles organizatorzy zgromadzeń byli zainspirowani wolnościową wizją społeczeństwa. Warto przyjrzeć się temu zjawisku, ponieważ jest to rzadki przykład próby wcielenia w życie demokracji bezpośredniej, która nadal jest bardziej teorią niż praktyką.

W Pointe-St-Charles, ubogiej dzielnicy robotniczej, mającej długą – bo sięgającą końca lat 60. – tradycję mobilizacji społecznych, lokalni anarchiści inicjowali spotkania mieszkańców. Organizatorzy starali się uniknąć koncentracji władzy. Po pierwszych dwóch spotkaniach wprowadzono rotację zadań, takich jak pisanie sprawozdań, planowanie następnego zebrania i prowadzenie zgromadzenia. Łączono w grupy zadaniowe osoby, które miały już wprawę z poprzednich tygodni z tymi, które jeszcze nie miały takiego doświadczenia, aby wprowadzić i nauczyć jak najwięcej osób. Celem organizatorów nie było zrealizowanie konkretnej wizji, lecz stworzenie miejsca, gdzie obywatele mogą się spotkać, by przedstawić, sformułować, przedyskutować i wspólnie zadecydować o własnej wizji. Ten proces sam w sobie i zdolność wspólnego podejmowania decyzji były uważane za urzeczywistnienie celu wolnościowego.

Spotkania w tej dzielnicy trwały do momentu, gdy studenci zdecydowali o zakończeniu strajku. Zgromadzenie miało zamiar wesprzeć pobliską szkołę wyższą w razie protestu, ale po decyzji zaprzestania strajku pomoc okazała się zbyteczna. Według François Genesta z dzielnicy Plateau Mont-Royal koniec mobilizacji w wielu zgromadzeniach był również związany z wyborami, w które część członków ruchu się zaangażowała.

Comiesięczne zebrania w dzielnicy Hochelaga-Maisonneuve nadal się odbywają. W dzielnicy Rosemont-Petite-Patrie na początku na spotkania przychodziło 200 osób. Później grupa wykruszyła się do ok. 20 uczestników. Pierwsze zebrania były poświęcone dyskusjom, a po kilku miesiącach zaczęto organizować comiesięczne warsztaty na tematy polityczne, takie jak mieszkalnictwo, brutalność policji, suwerenność, nacjonalizm. Ponadto mieszkańcy pracują nad organizacją wspólnej kuchni, rodzajem kolektywu kuchennego. Zbiorowe przygotowywanie jedzenia jest dość popularną praktyką, pozwalającą na zaoszczędzenie czasu i pieniędzy. W Montrealu działa ok. 500 takich kuchni. Ten projekt różni się jednak nieco od większości tego typu inicjatyw, ponieważ uczestnicy zdobywają część produktów poprzez odzyskiwanie jedzenia, które byłoby wyrzucone przez sklepikarzy.

Jak (nie) działać

W Pointe-St-Charles ze zróżnicowanej grupy, liczącej na początku 75 osób, na końcu zostali głównie anarchiści. Spadek zaangażowania miał charakter stopniowy. Anna Kruzynski uważa, iż to doświadczenie, następne po ruchu Occupy, pokazuje, że tego typu społeczne przebudzenie służyło jako platforma dla spotkań i dyskusji wśród sąsiadów. Wiele niezwykłych rzeczy wyniknęło z tych zgromadzeń. Jednak jak w każdej zaczątkowej próbie urzeczywistnienia demokracji bezpośredniej, pojawiły się spięcia, gdy uczestnicy próbowali uzgodnić wspólne stanowisko. Dyskusje były długie i czasem nudne, przez co niektórych odstraszyły. Zawsze łatwiej jest zdefiniować to, przeciw czemu jesteśmy, niż sformułować wspólnie rozwiązania.

Nicolas van Caloen z tej samej dzielnicy miał wrażenie, że uczestnicy, skoncentrowani na załatwieniu konkretnych spraw, nie byli zmotywowani, by podjąć dyskusję na temat stworzenia wizji nowego społeczeństwa. Nie zrozumieli procesu, jakim jest demokracja bezpośrednia. Według niego obecny sposób funkcjonowania społeczeństwa kładzie nacisk na szukanie szybkich rozwiązań, natomiast głębsza refleksja na temat zmiany społecznej nie jest postrzegana jako priorytet. Z tego powodu ludzie nie są przyzwyczajeni do uczestniczenia w spotkaniu, gdzie nie ma wcześniej określonych propozycji i rozwiązań i gdzie uczestnicy decydują wspólnie, czym chcą się zajmować, jakie propozycje i rozwiązania rozpatrywać podczas spotkania. W takiej sytuacji mogą czuć się zdezorientowani. Dla niektórych zgromadzenia były zbyt ukierunkowane na proces.

Innym elementem kontekstu kulturowego, mającego wpływ na przebieg zgromadzeń, jest fetyszyzacja ekspertyzy, co może prowadzić do zjawiska autocenzury wśród osób, które nie są pewne swojej wiedzy. Ponieważ w społeczeństwie panuje dominacja intelektualna, jak zauważa van Caloen, demokracja bezpośrednia wymaga emancypacji intelektualnej uczestników i wypracowania przekonania, że każdy może mieć coś wartościowego do dodania, niezależnie od formalnej wiedzy czy doświadczenia. Należy stworzyć bezpieczną przestrzeń, gdzie wszystkie typy opinii są „na miejscu”. Niektóre osoby miały wrażenie, że pomimo zachęty, aby dzielić się swoimi poglądami, ich opinie nie mogą być swobodnie wyrażone, nie czuły się pewnie.

François Genest z dzielnicy Plateau Mont-Royal był od długiego czasu zainteresowany polityką, ale dopiero przy okazji ruchu Occupy i zajęcia przez protestujących placu Victoria 15 października 2011 r., które zostało przerwane przez policję po sześciu tygodniach, zaczął brać udział we wspólnych akcjach. Następnie zorganizowano mniejsze protesty w dzielnicach. Genest zaobserwował, że dzięki udziałowi w akcjach wiele osób zyskało poczucie pewności i wiarę we własne zdolności do podjęcia inicjatywy i organizowania się. Jego zdaniem nie należy oczekiwać ponownej masowej mobilizacji w ramach zgromadzeń dzielnicowych. Ci mieszkańcy, którzy stali się aktywni politycznie, będą raczej angażować się w inne ruchy społeczne i organizacje lub tworzyć nowe.

W dzielnicy Plateau z początkowych ok. 50 osób pod koniec listopada do dzisiaj działa już tylko kilka. François Genest tłumaczy spadek zaangażowania rozczarowaniem ludzi, którzy na początku przyszli pełni zapału, a potem okazało się, że proces podejmowania decyzji w strukturach demokracji bezpośredniej wymaga dużo czasu, cierpliwości i wysłuchania każdego. Jego zdaniem te osoby, które nie miały doświadczenia w ruchach społecznych i organizacjach, zniechęciły się, natomiast ci mający już wcześniej do czynienia z aktywnością publiczną działają nadal. Prawdopodobnie brak szybkich decyzji oraz dyskusje na temat spraw spornych nie spodobały się tym pierwszym.

Szerszy kontekst

Społeczny zryw i próby zainicjowania struktur demokracji bezpośredniej w Montrealu ilustrują ograniczenia wizji systemu zdecentralizowanego. Niekoniecznie należy uznać tę próbę za powód do krytyki całego modelu, lecz raczej jako okazję do uzmysłowienia sobie problemów koniecznych do rozwiązania w przyszłości. Doświadczenie ze zgromadzeń można rozpatrzyć w dwojaki sposób: jako ograniczenia wynikające z dynamiki relacji między uczestnikami zgromadzeń (mogące odzwierciedlać podziały społeczne) lub jako ograniczenia wynikające z bardziej ogólnych zmian charakteryzujących pokolenia ruchów społecznych. Na przykład warto rozważyć dalszy rozwój umiejętności komunikacji i tworzenia atmosfery do dyskusji. Refleksja na temat, w jaki sposób stworzyć kulturę demokracji bezpośredniej w realiach kultury zorientowanej na rezultaty, a nie na proces, jawi się jako główne zadanie ruchów wolnościowych, obywatelskich, lewicowych itp.

Można też analizować doświadczenie zgromadzeń z Montrealu w kontekście sposobu, w jaki działają współczesne ruchy społeczne. W tym świetle wniosek z doświadczeń z Quebecu mógłby brzmieć: centralizacja oraz odgórne i/lub szybkie podejmowanie decyzji nie są taką formą uczestnictwa w życiu politycznym, która odpowiada współczesnym obywatelom. Richard J.F. Day opisuje pokolenia ruchów społecznych, których taktyki ewoluują dzięki wyciągnięciu wniosków z błędów poprzednich pokoleń. Nowoczesne ruchy społeczne nie są zainteresowane hegemonicznymi rozwiązaniami5. Mimo że spotkania na poziomie dzielnic były skoncentrowane na działaniach i decyzjach zapadających wśród zebranych osób, więc nie przypominały sposobu funkcjonowania starszych ruchów, mogły one być zinterpretowane jako działania hegemoniczne. Organizatorzy i aktywiści mają przed sobą trudne zadanie dostosowania formy zgromadzeń lub stworzenia przestrzeni dla partycypacji, które biorą pod uwagę nieufność obywateli wobec organizacji.

„Idziemy powoli, ponieważ zmierzamy daleko” – zapatyści

W roku 2012 można było zaobserwować mobilizację społeczną w różnych miastach Polski. Warto więc zastanowić się nad strategią ruchów społecznych i ich próbami zaktywizowania obywateli w kontekście doświadczeń z innych krajów. Montreal to jeden z ostatnich przykładów, lecz nie jedyny. Spadek aktywności zgromadzeń w Buenos Aires, której erupcja miała miejsce w 2001 r., również może służyć jako lekcja z tego typu eksperymentu, gdzie jednym z problemów był udział partii politycznych i demobilizacja przez interwencję państwa, np. poprzez oferowanie liderom zgromadzeń posad w instytucjach państwowych. Jednak w niektórych dzielnicach rozwinęły się grupy autonomiczne, chcące uniezależnić się od państwa poprzez system barterowy, anektowanie przestrzeni miejskiej na działania społeczne czy zajmowanie pustostanów na cele mieszkalne. W miejscach tych praktykowane są horyzontalne struktury i wspólne podejmowanie decyzji. Według Mariny A. Sitrin tego typu zgrupowania są formą stworzenia i praktykowania władzy, która nie bazuje na posiadaniu wpływu na innych (power over), lecz jest wyrazem potencjału i autonomii społeczeństwa, które są zawarte w relacjach między członkami grup (power with)6.

Przypisy :

  1. Anna Kruzynski, ASSÉ de se faire avoir! Boycotter le Sommet, décision stratégique. http://www.lapointelibertaire.org/node/2143 (17 lutego 2013).
  2. Wywiad Mathiasa Marchala z Renaud Poirier St-Pierre, Dans les coulisses du mouvement étudiant, „Journal Metro”, 19 marca 2013.
  3. Anna Kruzynski, Rachel Sarrasin i Sandra Jeppesen (Collectif de recherche sur l’autonomie collective „CRAC”), It didn’t start with Occupy, and it won’t end with the student strike! The persistence of anti-authoritarian politics in Quebec, „WI: Journal of Mobile Media” (Out of the Mouth of „Casseroles”), Spring issue 2012 (http://wi.mobilities.ca/it-didnt-start-with-occupy-and-it-wont-end-with-the-student-strike-the-persistence-of-anti-authoritarian-politics-in-quebec/).
  4. Można oglądać je na stronie www.documentairesemences.blogspot.com
  5. Day Richard J. F. (2004): From hegemony to affinity: The political logic of the newest social movements, „Cultural Studies” 18(5): 716–748. Day Richard J. F. (2005): Gramsci is Dead: Anarchist Currents in the Newest Social Movements. London: Pluto Press and Toronto: Between the Lines.

W książce Mariny A. Sitrin „Everyday Revolutions: Horizontalism and Autonomy in Argentina” (wydanej w 2012 przez Zed Books) nowa logika organizacji ruchów społecznych bazująca na przykładzie Argentyny jest dogłębnie zanalizowana. Polecam również artykuł po angielsku na temat przyczyn demobilizacji zgromadzeń obywatelskich, zatytułowany „The Fall of the Argentine Assembly Movement”, opublikowany na stronie New Compass.