Rolnicy wyszli na ulice

Rolnicy wyszli na ulice

9 lutego rozpoczął się kolejny protest rolników na terenie całego kraju.

Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych „Solidarność” podjął uchwałę o ogłoszeniu strajku generalnego rolników na terenie całego kraju. Rozpocznie się blokadą wszystkich przejść granicznych Polski z Ukrainą wraz z blokadami dróg i autostrad w poszczególnych województwach. „Solidarność” RI poinformowała o czasowych blokadach dróg na terenie całego kraju od 9 lutego do 10 marca 2024 roku.

Protesty rolników, które od tygodni przetaczają się przez Europę, w piątek rozlały się także na całą Polskę. Masowe protesty od początku roku odbyły się m.in. w Niemczech, Francji, Rumunii, Grecji, na Litwie, a ostatnio olbrzymie protesty miały także miejsce w Brukseli.

Działania zaplanowano w ponad 260 miejscach w Polsce. Blokowane są niektóre drogi krajowe i wojewódzkie. Rolnicy sprzeciwiają się napływowi towarów z Ukrainy i zwracają uwagę na spadek opłacalności produkcji. Chcą też odstąpienia od wymogów tzw. Zielonego Ładu. Uważają, że prowadzą one do ograniczenia produkcji rolnej w Europie poprzez nakładanie dodatkowych wymagań środowiskowych.

„Nasza cierpliwość się wyczerpała. Stanowisko Brukseli z ostatniego dnia stycznia 2024 roku jest dla całej naszej społeczności rolniczej nie do przyjęcia. Dodatkowo, bierność władz Polski i deklaracje współpracy z Komisją Europejską oraz zapowiedzi respektowania wszystkich decyzji Komisji Europejskiej w sprawie importu płodów rolnych i artykułów spożywczych z Ukrainy nie pozostawia nam innego wyboru jak ogłosić generalny” – napisała NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.

 

 

Mniej pracy za te same pieniądze

Mniej pracy za te same pieniądze

Czterodniowy tydzień pracy już jest. W 45 niemieckich firmach.

Jak informuje Business Insider, czterodniowy tydzień pracy w Niemczech staje się coraz bardziej realny. Do eksperymentu u naszych zachodnich sąsiadów przystąpiło 45 przedsiębiorstw i organizacji. Mimo mniejszej liczby godzin poświęconych obowiązkom służbowym pracownicy zatrudnieni w tych firmach mają otrzymywać to samo wynagrodzenie.

W Niemczech coraz chętniej podchodzi się do testowego wdrażania czterodniowego tygodnia pracy. Właśnie rozpoczęła się kolejna tura eksperymentu. Przez pół roku pracownicy zatrudnieni w 45 firmach będą nie tylko pracować krócej, ale otrzymają identyczne wynagrodzenie, jak przy pięciodniowym tygodniu pracy.

Model pracy 100-80-100 (stuprocentowe wynagrodzenie, osiemdziesiąt proc. czasu pracy przy stuprocentowej wydajności) jest wspierany w Niemczech od strony naukowej przez Uniwersytet w Muenster. W projekt zaangażowali się także drobni przedsiębiorcy oraz firmy z sektora przemysłowego, wbrew obiegowym opiniom, że cztery dni pracy są możliwe tylko w sektorze IT.

Eliza Moraczewska: Wiersze

Eliza Moraczewska: Wiersze

***

biały wiersz

pamięci Karoliny G.

w domu powieszonego
jupiter białawych świateł
bo wszystko jest już zamknięte
i stanął czas

ktoś komuś ciągle dowodzi
że życie nie jest wartością
jeśli dla samego życia
i choć się spóźniam z obiadem
muszę przysiąść na chwilę
by głowa zdążyła za ciosem

w domu powieszonego
okolicznościowy poeta
pisze wiersz okolicznościowy
– o białym pokoju
– w białym pokoju
– na białej ścianie

w pokoju obok kobieta
kolczyki jej dzwonią jak zęby
te kolczyki… [na stronie:
noszę rzeczy po nieżyjących
potykam się w telefonie
o kontakty do nieżyjących]

w sąsiednim siedzą w fotelach
linieją pod nimi obicia
mówią że sąsiad był dobry
płci żeńskiej mówią ze śląska
i jak była ściepa na grzanie
to sąsiad płci żeńskiej wraz z mężem
dorzucił bo dobry był sąsiad

tyle że potem niepamięć
że wrzucisz w piec miętę to miętą
a wrzucisz sośninę – żywicą
i zapach też tworzy rzeczy

nikt potem wolał nie pamiętać
a teraz wszyscy klną pamięć
w ich oczach linieją obicia
w pokoju obok się pisze
bo zapisywanie pamięci
jedyne pomaga na śmierć

 

 

o paleniu w piecu

poeta chce być wolny
więc staje się wieśniakiem
zaczyna różnicować
wpierw dzień a potem lata

rano gdy pali w piecu
w myślach powtarza wiersze
jego pies biega wolno
poeta jest zawsze w domu

poetę w jego wolności
umacnia codzienny przymus
karmienia kur pojenia świń
rannego palenia w piecu

mieszka po drugiej stronie
akwizycji świętej promocji
mówią że mu zazdroszczą
myślą że jest stracony

poeta jest już wolny
odróżnia drzewo od drewna
i wreszcie w doświadczeniu
wracają mu słowa do ciała

jak drzewo przerasta słojem
tak węgiel przerasta ogniem
myślą że jest stracony
poeta rozpala w piecu

w myślach pisze wiersze
które powtarza co rano
a analfabeci sąsiedzi
po sąsiedzku czytają

 

 

modliszka

łuna orze cienkusz księżyca
i nie mogę dojść do ładu z oddechem
a myślałam że już będzie dobrze
gdy zdybałam na progu modliszkę

która widzi w trzy de
lecz nie widzi w ciemnościach
i zastyga polując
a ucieka piechotą

od momentu gdy mówię na nowo
nie złapałam w płuca powietrza
zawahana w progu pokoju
który jest już pokojem z modliszką

a ta nie zna modlitwy
ale ręce wykręca
i nie kąsa by zabić
ale kąsa by uciec

nie mam szans żeby siebie dogonić
jeśli będę się tylko rozglądać
łuna orze cienkusz księżyca
przez co noc się wydaje wiecznością

 

 

constans

dlaczego masz smutne oczy
to źle postawione pytanie
gdy w głowie dudnił od dziecka
marszowy krok
lecz wszystkie tamy świata
zostały już przelane
nieużywane zęby
zjadła rdza

zanim jeszcze zdążyłam
wypowiedzieć swą prawdę
usta na powrót się zrosły
w ich miejscu tylko płeć
przestrzelona przez równik
wychylona na prawo
by zachować stabilność
zginam kark

żyję bo przecież oddycham
przez szczeliny się sączę
wciąż jeszcze staję przed lustrem
i kontur znam
nic nie było mi dane
przygarnęłam więc odpad
z martwych fragmentów tkanek
uszyłam twarz

z tamtego miejsca aż dotąd
to droga prosta jak wybieg
nic jednak nie ostrzegło
że potem mdli
a w rękach zostaje zaledwie
kilka z tych szklanych uczuć
nietrwałych jak kształt wody
topliwych jak lód

 

 

mały człowiek

najgłupszy jest mały człowiek
jak on myśli że myśli
że ma cały czas
że nie ma czasu
że może i jest ale
dla innych
dla mnie

wielki jak drzewo mały człowiek
do którego się modlę
żeby o nim pamiętać
żeby żył oddychał
żeby ciągle niósł siekierę
na wyręb
wielkich drzew

uwiera mnie mały człowiek
którego niosę w rękach
który jest tymi rękami
uwiera mnie nie uwiera
żyć bez niego nie mogę
a ręce puste
i kapie z nich krew

 

 

zaciskanie zębów

taka jestem teraz wygimnastykowana
tyle mam w ciele dźwięków
mowonaśladowczych

napinam teraz łydki
teraz marszczę brwi
i znowu umiem wyginać wargi
w górę w dół
prawie odruchowo

dotąd kontur spowijała mgła
teraz świeci słońce
widać wszystko

nauczę się jeszcze zaciskać zęby
skoro słowo na powrót
stało się ciałem

Eliza Moraczewska

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Karen Nadine z Pixabay

Śmierć fabryki porcelany

Śmierć fabryki porcelany

Ostatnia fabryka porcelany na Dolnym Śląsku, „Karolina” z Jaworzyny Śląskiej, kończy produkcję.

Jak informuje portal walbrzychinfo.pl, pracownicy tej zasłużonej dla regionu instytucji zostali przeniesieni na tzw. postojowe. Część pracowników już opuściła zakład.

Nie jest to pierwszy kryzys w historii Zakładów Porcelany Stołowej „Karolina”. Obawy związane z planami zamknięcia fabryki pojawiły się już na początku ubiegłego roku, kiedy to przed budynkiem zakładu protestowało ponad 200 zatrudnionych. Zarząd poinformował pracowników o wprowadzeniu przestoju od 5 lutego, który ma trwać do odwołania i dotyczy wszystkich pracowników poza administracją, ochroną oraz personelem sklepu firmowego i magazynu wyrobów gotowych.

W listopadzie 2023 roku wpłynął do wałbrzyskiego Sądu Rejonowego wniosek o ogłoszenie upadłości firmy. Reakcje na te wydarzenia były intensywne. Ireneusz Besser, przewodniczący Sekcji Krajowej Ceramików i Szklarzy NSZZ „Solidarność”, nawiązując do wcześniejszego upadku podobnego zakładu „Krzysztof”, stwierdził, że skala problemu w Jaworzynie jest dziesięciokrotnie większa niż w Wałbrzychu, ze względu na znacznie mniejszą populację tej miejscowości.

Bułgarscy rolnicy protestują

Bułgarscy rolnicy protestują

W Bułgarii rolnicy domagają się rekompensaty za straty z powodu importu produktów żywnościowych z Ukrainy.

Jak informuje serwis pulshr.pl, bułgarscy rolnicy, w większości producenci zboża, ale także hodowcy, żądają zwiększenia rządowej pomocy finansowej o 250 mln euro. Nie zgadzają się z propozycją rządu, który oferuje im pomoc w wysokości 75 mln euro i domaga się równocześnie przedstawienia przez rolników szacunków, ile wynoszą ich straty spowodowane przez import z Ukrainy. Według rolników takie obliczenia nie odzwierciedlą skali strat, które ponieśli w ciągu ostatnich trzech lat.

We wtorek zablokowano drogi z Sofii do Warny i Ruse oraz wstrzymano ruch przy moście Dunaw na Dunaju, między Ruse i rumuńskim Giurgiu.

We wtorek w proteście uczestniczyło ponad 1,2 tys. traktorów i kombajnów, w środę prawdopodobnie będzie ich więcej. Należy się wówczas spodziewać, że protestujący dotrą do Sofii.

Pensja minimalna wyższa niż w Hiszpanii

Pensja minimalna wyższa niż w Hiszpanii

Niedawny wzrost pensji minimalnej sprawił, iż uwzględniając siłę nabywczą polska płaca minimalna jest wyższa niż w Hiszpanii oraz niemal dogoniła irlandzką.

Eurostat porównuje wysokość pensji minimalnych w Europie na podstawie standardu siły nabywczej, czyli Purchasing Power Standard. Jak pisze serwis 300gospodarka.pl, porównania w liczbach nominalnych nie mają oczywiście sensu. Eurostat stworzył zatem sztuczną walutę na potrzeby swojego badania. W takim ujęciu obowiązująca od stycznia 2024 r. polska płaca minimalna jest siódmą co do wielkości w Unii Europejskiej. Wyprzedzają nas m.in. Niemcy, Belgia, Holandia i Luksemburg. Wyprzedziliśmy natomiast Hiszpanię, prawie dogoniliśmy Irlandię.

Polska jest jednym z liderów Unii Europejskiej pod względem tegorocznych podwyżek płacy minimalnej, co wynika także z rankingu przygotowanego przez Eurofound. Tempo wzrostu najniższej krajowej w ciągu roku wyniosło w naszym kraju ponad 20 proc. Szybciej rosła ona tylko w Chorwacji.

Od 1 stycznia 2024 r. wynagrodzenie minimalne w Polsce wzrosło do 4242 zł brutto. Oznacza to, że w porównaniu do początku ubiegłego roku jest ono wyższe o 752 zł, czyli o 21,5 proc. Jak wynika z raportu przygotowanego przez europejską organizację Eurofound, nikt wśród krajów UE nie mógł liczyć na większą podwyżkę zarobków od pracowników z Polski.

Nie będzie handlu w niedziele – przynajmniej na razie

Nie będzie handlu w niedziele – przynajmniej na razie

Jeden z „konkretów” z kampanii Donalda Tuska raczej nie doczeka się realizacji w 2024.  Na szczęście.

Business Insider donosi, że z informacji Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, iż nie są prowadzone żadne prace w kwestii zniesienia zakazu handlu w niedziele. Resort odpowiedzialny za prace w tym zakresie wprost przyznaje, że o niedzielnych zakupach na razie możemy zapomnieć. Oczywiście z wyjątkiem kilku niedziel w roku, tak jak ma to miejsce na podstawie obowiązujących przepisów. Wcześniej ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk mówiła w TVN24, że zniesienie zakazu handlu nie jest priorytetem w pracach jej resortu.

Oznacza to, że projektu zmian w ustawie o ograniczaniu handlu w niedziele na razie nie będzie – a na pewno nie wyjdzie on od rządu. Nie da się bowiem wykluczyć w tej kwestii inicjatywy grupy posłów. Na razie jednak o takich planach nie słychać. Inna sprawa, że powrót handlu w niedzielę nie wszystkim sklepom musi się opłacać. Pisała o tym kilka dni temu „Rzeczpospolita”. – „Ludzie nauczyli się promocji w soboty i wtedy robią zakupy. Dla sektora to sprawa przegrana” – mówił dziennikowi jeden z prezesów dużych sieci handlowych w Polsce.

Z kolei Renata Juszkiewicz, prezeska Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, nie chce zajmować jednoznacznego stanowiska. – „Przywrócenie handlu w niedziele wymaga analizy rynku. Trzeba wziąć pod uwagę takie czynniki, jak interes konsumentów i pracowników, zmiana nawyków zakupowych, sytuacja na rynku pracy, inflacja, wysokie koszty działalności – mówi „Rzeczpospolitej” szefowa POHiD.

Lekarze bezdomni. Problem inteligencji (1934)

Lekarze bezdomni. Problem inteligencji (1934)

Antynomialny charakter współczesności najsilniej chyba dał się we znaki tzw. inteligencji, która, nie posiadając stałej bazy ideologicznej, narażona została na szereg wstrząsów i zaburzeń, tym intensywniejszych, czym szybciej zbliżamy się ku katastrofie starego świata. Wyodrębniona z historycznego trzeciego stanu przez proces kapitalizacji ekonomicznej, inteligencja szybko zatraciła swą spoistość wewnętrzną i stała się jak gdyby miniaturą całego społeczeństwa, rozbitą na ugrupowania mniej lub więcej odpowiadające podziałowi na klasy. Z chwilą, gdy emancypujące się mieszczaństwo zwekslowało na tory współpracy z grubą burżuazją, jednocześnie zasilając rozkładającym się elementem własnych dołów powstający proletariat fabryczny, sytuacja inteligencji zaczęła stawać się specjalnie przykra i uciążliwa. Związana z burżuazją licznymi i silnymi węzłami, nie mogła jednak inteligencja zdobyć się na oficjalne z nią przymierze ze względu na swe zawsze żywe tradycje antyklerykalne, wolnościowe i rewolucyjne. Już wtedy inteligencja znalazła się na rozdrożu; od wpędzenia do ślepego zaułka wybawiły ją dążenia i ruchy narodowe, z taką siłą nurtujące ówczesną Europę. One właśnie stały się deską ratunku, do której uczepiona, mogła inteligencja odgrywać przez pewien czas jeszcze fałszywą rolę grupy ponadklasowej; wystarczyło jednak, że doniosłość spraw narodowych zmalała w zetknięciu się z kwestiami ekonomicznymi, aby pozornie ponadklasowa inteligencja doświadczyła na sobie dziejowej konieczności walk i starć klasowych.

W Polsce zagadnienie skomplikowało się jeszcze bardziej w związku ze specyficzną sytuacją polityczną i narodową. Mit niepodległości przyjął tu na siebie reprezentację wszystkich rewolucyjnych fermentów, podporządkowując własnym celom socjalistyczny mit proletariacki i czyniąc zeń odskocznię do akcji, której właściwy charakter, wówczas zafałszowany i zmimetyzowany, dopiero po wojnie wystąpił w całej jaskrawości. Powstanie niepodległego państwa, będące przypieczętowaniem całego ruchu, ostatecznie wytrąciło grunt spod grupy inteligenckiej. Wprawdzie doraźnie najwięcej skorzystała z odrodzenia samodzielnego bytu właśnie inteligencja, która na spółkę z drobnomieszczaństwem zagarnęła wszystkie możliwości z tamtego faktu wynikające i potraktowała niepodległość jako dawno oczekiwany immunitet, dobrze przez udział w konspiracji niepodległościowej wysłużony. Za cenę tego immunitetu poszła inteligencja na sojusz z kapitalizmem, który zresztą trwał w pierwotnej, harmonijnej formie dopóty, póki występujące coraz jaskrawiej objawy katastroficzne nie wznieciły popłochu i nie rozpoczęły intensywnej anarchizacji społeczeństwa.

Nie umiejąc zająć zdecydowanego stanowiska wobec podstawowej antynomii klasowej, inteligencja oscyluje wśród walczących grup, stara się uciec na nieistniejącą platformę ponadklasowego solidaryzmu i coraz częściej umiejscawia się między młotem a kowadłem, nie mając nawet tej złudnej pociechy, że jej wyimaginowana niezależność wynosi ją ponad rozgardiasz walki społecznej. Rozkładowy, gnilny proces starej kultury zaawansował się najbardziej wśród inteligencji jako warstwy skłonnej do szybszego dekadentyzowania się niż mieszczaństwo integralne, bardziej bezwładne, a przeto dłużej korzystające z wyczerpujących się akumulatorów przeszłości. Faszystowską terapię, mającą zgangrenowanym członkom zwrócić siłę i prężność młodości, stosuje kapitalizm głównie do mieszczaństwa, wiedząc, że zanarchizowana i przeżarta egocentryzmem inteligencja może odgrywać nadal swoją klasową rolę, ale bojowej energii koniecznej przy tworzeniu nowych mitów społecznych nie posiada.

Pretensje inteligencji do ponadklasowości w społecznej praktyce nie spełniły się; miały za to ten skutek, że odebrały jej przydział społeczny i sam proces szybkiej lumpenanarchizacji podniosły do godności intelektualnego klerkostwa, neutralizując resztki jakiegokolwiek instynktu klasowego. W wyniku tego samozakłamania doszła inteligencja do rezultatu, zdawało się najmniej oczekiwanego, a przecież logicznego – do programowego hedonizmu, niosącego najniższą, biologiczną afirmację życia ludzkiego. Po raz któryś tam z rzędu spotkała się inteligencja z burżuazją, rezygnując z otwierających się przed nią olbrzymich możliwości odrodzeńczych na drodze kulturalnej i socjalnej proletaryzacji. Bezdomność ideologiczną, na próżno identyfikowaną z bezstronnością, uznano za zaletę, eigenbrödlerstwo [Eigenbrödler/Eigenbrötler – samotny, samotniczy, indywidualistyczny, skupiony na sobie – przyp. red. NO] rzucono, jako hasło, nurt niewyżytego rewolucjonizmu skierowano w wąskie łożysko zagadnień higieniczno-sanitarnych, gdzie skutecznie obraca młyny życia ułatwionego na cześć i chwałę kapitalizmu. Ostatecznie cała organizacja naukowa świata, propagowana przez lekarzy bezdomnych w oderwaniu od rzeczywistości społecznej, skurczyła się do granic reformistyki seksualnej. Przewaga zagadnień tego rodzaju jest dla socjologa niezmiernie cenną legitymacją istotnego oblicza współczesności. Panseksualizm zawsze towarzyszył rozkładowym, dekadenckim okresom kulturalnym, podczas gdy powstawanie nowego życia charakteryzuje surowość obyczajów, nieodłączna od psychiki bojowników i zdobywców. Hedonizm inteligencki jest najzupełniejszym archaizmem. Rewolucyjny mit ludzkości powstał nie po to, aby odjąć człowiekowi pracę i do ostatecznych granic wypłukać życie z twórczego trudu, ale po to, by stworzyć życie, którego natężenie musi przewyższać natężenie wszystkich spraw zastanych i minionych. Życie wyrzekające się ciężaru pracy w myśl zasad ułatwiających, jest życiem niepełnym, skrępowanym właśnie przez brak wszelkich trudności i niegodnym człowieka czynu. Życie, które o nic nie walczy, z niczym się nie zmaga i do niczego nie dąży, ponieważ wszystko jest ułatwione i do wygodnej konsumpcji przystosowane, dochodzi w rezultacie do całkowitej rezygnacji z tego co najcenniejsze – z człowieczeństwa.

Te odłamy inteligencji, które w kolportowaniu haseł hedonistycznych posunęły się najdalej, spełniają zadanie rozbijania wszystkich więzów łączących każde społeczeństwo. Brak instynktu klasowego, a raczej jego osłabienie, tak charakterystyczne dla bezdomnych proroków, włożyło w ich ręce broń obosieczną. Wysuwając sprawy seksualne i higieniczne na pierwszy plan, freudyzm i boyizm spełniają pracę kontrrewolucyjną; jednocześnie, wyzwalając wszystkie niewyżyte kompleksy wśród mieszczaństwa, deprawują go i osłabiają do reszty jego siły. Tym właśnie tłumaczy się fakt, że np. Boy-Żeleński i jego działalność spotkała się z krzyżowym ogniem z wszystkich pozycji. Jeszcze jeden powód do zaakcentowania swej „niezależności” i „ponadklasowości” – w gruncie rzeczy jest to niezależność bakcyla rujnującego żywy organizm, ale na nim pasożytującego i ginącego wraz z nim. Hedonizm podpiłowuje gałęzie, na których sam siedzi i z których nigdzie się nie będzie mógł przenieść, ponieważ w nadchodzącej epoce kultury proletariackiej, afirmującej pracę i wynoszącej do najwyższej godności etyczny stosunek do pracy, miejsca dla niego nie będzie. Walka toczy się o to, aby praca, która jest traktowana jako przekleństwo i faktycznie w ramach ustroju kapitalistycznego zasługuje na to miano, stała się najwyższym prawem i przywilejem, nadającym każdej jednostce jedyny sens istnienia i ludzką godność.

Prawdziwą ucztą dla socjologa jest wertowanie wrażeń i opisów inteligenckich podróżników po Rosji Sowieckiej. Mimo woli w tych wynurzeniach obnaża się z przerażającą brutalnością anatomia psychiczna inteligencji, jej przystępowanie do olbrzymich przeobrażeń historycznych z łokciem własnej ubożuchnej duszyczki, jej strach przed wszelkim trudem na większą miarę, jej instynktowna obawa przed wielkością, paniczne światopoczucie mrówki przydeptanej przez słonia. Ta najzupełniej błaha, nic nieznacząca rzecz, że Rosjanie chodzą w zniszczonych ubraniach, że kobiety ubierają się skromnie, że komfort życiowy usunął się na dalszy plan wobec doniosłych wypadków, przeobrażających oblicze świata – rozdmuchiwana jest i podkreślana przez inteligenckich sprawozdawców ze specjalną skwapliwością. Z wielkiej burzy dziejowej inteligencja zrozumiała akurat tyle, że gdzieś tam podmyło klomby ogrodowe, a komuś zerwało z głowy kapelusz. Ocenianie świata miarą przyjemności przezeń dostarczanych, łatwości ich użycia, mści się niezwykle dotkliwie. Ileż to razy ten czy ów bezdomny lekarz usiłuje dyskwalifikować kulturę komunistyczną nie dlatego, że nie zgadza się ona z jego światopoglądem, ale dlatego, że jest według niego nudna, nie dostarcza tej sumy łatwych rozrywek i przyjemności, bez których świat traci dla niego wszelką rację istnienia. Oczywista, ludzie, którzy sądzą, że ich zadaniem i prawem jest wyciągnięcie maksimum radości z życia przy minimum włożonego wysiłku, mogą łatwo znudzić się kulturą pracy, oceniającą jednostkę według jej twórczych wartości, a nie zalet towarzyskich i tzw. kultury osobistej, w tym wypadku oznaczającej umiejętność prześlizgiwania się przez życie.

Idąc jeszcze dalej w tym kierunku, dochodzimy do ogólnej laicyzacji i zobojętnienia wobec spraw religijnych, co należy ocenić ujemnie, choćby to miało brzmieć paradoksalnie w ustach marksisty. Areligijność inteligencji nie pochodzi z programowej zasadniczej negacji chrystianizmu, ale jest znów wynikiem ułatwiania sobie życia, powstała wskutek anarchicznego wyłamywania się z wszelkich rygorów etycznych, niewygodnych o tyle, o ile ich przyjęcie zmusza do jakichkolwiek, najmniejszych choćby, wyrzeczeń się i ofiar.

Z proletariackiego punktu widzenia fakt że ecclesia militans znajduje coraz mniej bojowników, jest zjawiskiem tylko dodatnim, ale surowość oceny inteligencji musi jeszcze wzrosnąć. Zły pion etyczny nie przestaje być pionem, galareta będzie zawsze mierzwą, z którą czynny, dynamiczny element ludzkości nie ma potrzeby ani obowiązku liczyć się w najmniejszym choćby zakresie. Z tych samych powodów ma on pełne prawo zdyskwalifikować okrzyczany humanitaryzm inteligencki, który – niepoparty dynamiką woli i czynu – stał się już tylko frazesem.

Humanizm prawdziwy powstaje tylko tam, gdzie jednocześnie istnieją środki do jego egzekutywy; środków tych mogą dostarczyć właśnie ludzie o psychice agresywnej, ludzie nastawieni zdobywczo w stosunku do swojej prawdy życiowej, idący wciąż naprzód, a nie kręcący się dokoła frazesu upozorowanego na bóstwo.

Ale jakże tu żądać dynamiki od ludzi sprowadzających swój ideał życiowy do sprawnego automatu, wydającego na przemian czekoladki i prezerwatywy, i do abulii doprowadzających programowy pacyfizm woli. Pacyfizm! – oto jeszcze jedna reduta inteligencjonizmu, tak samo zmurszała, jak i tamte. Jedna kropla krwi Jaurèsa, który uzasadniał swój pacyfizm nie strachem przed trudami wojny i śmiercią, ale świadomością istotnego podłoża imperialistycznego kataklizmu, zaważyła więcej na szali historii, niż całe biblioteki grubych tomów, felietonizujących na straszliwym temacie, tak jak końskie muchy żerują na padle. Pacyfizm komiwojażerów bez żadnego związku ze zbiorowością, histrionów frazesu, uzurpatorów haseł, w imię których nikt nie odda życia i nikt ich nie wypisze na sztandarach! Któryż z nich wyciągnie konsekwencje z głoszonych słów, któryż odnajdzie w sobie dostateczny imperatyw etyczny, aby ponad grzędy zakutych w hełmy głów wyrzucić nie garść literackich trocin, ale ręce zbrojne w żelazo przeciw żelazu! Ci humanitarni bojowcy pacyfizmu odsługują lojalnie wojsko, regularnie wpłacają składki członkowskie na LOPP [Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej], a gdy przyjdzie wojna, czekają na pokój, aby… wzbogacić biblioteki o kilkaset ton makulatury antywojennej. A później faszyzm, usiłujący recydywą barbarzyństwa ratować zagrożone pozycje kapitalizmu, zgromadzi te tysiące tomów na placach i podpali, aby płonęły jak dymiące gromnice przy łożu konającej kultury!

Negatywny stosunek militarystów do programowego pacyfizmu liberalnej inteligencji jest tym samym najzupełniej uzasadniony. Tamci są przynajmniej konsekwentni. Stojąc na gruncie kapitalistycznego ustroju i nacjonalizmu, rozumieją, że militaryzm jest ich przedłużeniem i logicznym uzupełnieniem. Pacyfiści oskubują listki i owoce, wmawiając w siebie i w innych, że jest to właśnie praca nad usuwaniem zła. Przypomina się przebojowe hasełko Boya o „demobilizacji macic”, tak jakby przyrost ludności był jedyną i najważniejszą przyczyną mordów imperialistycznych. Wskazywanie półśrodków tam, gdzie mogą pomóc jedynie lekarstwa radykalne, kładzenie całego nacisku na przyczyny błahe przy jednoczesnym zapoznawaniu istotnych, przeskakiwanie na skrzydełkach felietonu nad najbardziej karkołomnymi zagadnieniami, grzebanie się w drobnych sprawkach aktualnej dzisiejszości obok zupełnej pogardy [wobec] elementów antycypujących przyszłość – czyż to nie jest dyskretnie zamaskowana, pod parasolem humanitaryzmu ukryta, defensywna robota kontrrewolucyjna? Cóż za świetne przyczynki do reklamowanej ponadklasowości.

Na początku bieżącego stulecia inteligencja zajmowała stanowiska może podobne, ale po pierwsze wtedy nie nastąpiło jeszcze zróżniczkowanie haseł, po drugie socjalna sytuacja inteligencji była zupełnie inna. Ogólnikowość, brak dokładnej konfrontacji były wtedy dialektycznie usprawiedliwione i na tle ówczesnych stosunków ekonomiczno-socjalnych wyglądały najzupełniej logicznie (marksistowskie geschichtlich bedingt [determinizm historyczny]). Dziś jest już inaczej. Fakty, które zaszły w międzyczasie, przyniosły daleko idącą korektę historyczną i we właściwym świetle ukazały przyczyny niechęci inteligencji do wyciągnięcia konsekwencji z doświadczeń ostatniego dwudziestopięciolecia.

Zaprzątanie sobie głowy i czasu surową oceną warstw inteligenckich byłoby zbyteczne, gdyby nie to, że jednak możliwości regeneracji wartości kulturalnych wśród inteligencji nie zostały jeszcze całkowicie zaprzepaszczone. Aby ta regeneracja nastąpiła, musi inteligencja przede wszystkim unarodowić się, to znaczy odciąć się raz na zawsze od burżuazyjnego internacjonalizmu intelektualnych przekupniów i poprzez ścisły kontakt z proletariatem, poprzez twórcze współżycie z jego etniczną, rasową kulturą dojść do internacjonalizmu innego, socjalistycznego, będącego wspólnym ponadklasowym pniem rozgałęziających się kultur narodowych. Inteligencja ma dziś do wyboru: albo pocieszać się nadal nazwą intelektualnej elity i wraz z burżuazją brnąć ku własnej zgubie, albo wyzwolić się spod wpływów kultury hedonistycznej propagującej anarchię obyczajową, bałagan moralny i etykę indywidualistów-konsumentów, otrząsnąć się z impresjonizmu ideologicznego i przez wyrobienie w sobie dyscypliny społecznej i przywrócenie opartej na tej dyscyplinie hierarchii wartości dojrzeć do współpracy społecznej z proletariatem, aż do zupełnego z nim zespolenia. Dotychczasowe klęski mogą wtedy stać się natchnieniem tragicznej radości walki spoglądającej złu prosto w oczy. A gdyby nawet walka ta miała zawieść i nie doprowadzić do zwycięstwa w ramach jednego pokolenia, sam fakt podjęcia walki wystarczy, aby stworzone przez nią dynamiczne siły przetrwały i w następstwie doprowadziły rozpoczęte dzieło do końca.

Stefan Strachocki

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Dźwigary. Miesięcznik poświęcony sprawie polskiej kultury proletariackiej” numer 1, Lublin, listopad 1934. Od tamtej pory nie był wznawiany. Poprawiono pisownię według obecnych reguł. Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Remigiusz Okraska.

Finowie walczą

Finowie walczą

W Finlandii rozpoczął się ogólnokrajowy strajk.

Jak informuje „The Guardian”, w tym tygodniu przedszkola, sklepy, transport publiczny i kontrola ruchu lotniczego w Finlandii przestały działać z powodu strajku setek tysięcy ludzi.

Fala przestojów, która rozpoczęła się w środę i ma potrwać do czwartku i piątku, zanim w przyszłym tygodniu nastąpią kolejne strajki, stanowi wyraz protestu przeciwko proponowanym przez rząd zmianom w zatrudnieniu i obniżkom składek na ubezpieczenie społeczne.

Oczekuje się, że w trzydniowej akcji, zaplanowanej również dla fabryk, usług pocztowych, przedszkoli, hoteli i restauracji, weźmie udział nawet 300 000 osób, a w całym kraju przewidywane są znaczne zakłócenia.

W piątek zatrzymały się pociągi, tramwaje i metro, a kursy autobusów zostały poważnie okrojone. Finnair musiał odwołać około 550 lotów i ograniczyć ruch na lotnisku w Helsinkach.

Strajki są reakcją na propozycje centroprawicowego rządu Finlandii, na którego czele stoi premier Petteri Orpo z partii Koalicja Narodowa, a dotyczące wprowadzenia zmian na rynku pracy. Ograniczyłoby to prawa pracowników do strajku, nastąpiłyby także cięcia zasiłków dla bezrobotnych.

W piątek w Finlandii trwa trzeci dzień akcji protestacyjnych, a transport jest sparaliżowany przez strajkujących pracowników tramwajów, pociągów, autobusów, promów, portów, lotnisk i linii lotniczych. Trwają także strajki w firmach sprzątających, fabrykach, kopalniach i rafineriach, firmach budowlanych i na poczcie.

Związki zawodowe wezwały do fali akcji protestacyjnych, aby zaprotestować przeciwko propozycjom rządowym dotyczącym reform prawa pracy, które ich zdaniem miałyby niekorzystny wpływ na osoby o niskich dochodach i na przesunięcie równowagi sił w stronę pracodawców, jeśli chodzi o ustalanie wynagrodzeń.

Krótszy tydzień roboczy

Krótszy tydzień roboczy

Herbapol Poznań wprowadza czterodniowy tydzień pracy.

W końcu polska firma z sektora innego niż IT wprowadza czterodniowy tydzień pracy. Jak informuje serwis dziennik.pl, Herbapol Poznań wprowadza czterodniowy tydzień pracy. Firma ma to robić stopniowo, poczynając do jednego wolnego piątku w miesiącu. Pierwszy czterodniowy tydzień pracy zatrudnieni w Herbapolu mieli w styczniu.

„W 2025 roku w Herbapolu Poznań wdrożymy czterodniowy tydzień pracy, właśnie w trosce o naszych pracowników. Tym samym zyskają oni dodatkowy, płatny wolny dzień w tygodniu. […] W styczniu rozpoczęliśmy działania od jednego wolnego piątku i docelowo do końca roku osiągniemy cel, w którym każdy piątek będzie dniem wolnym od pracy. Pierwszy wolny piątek, a tym samym długi weekend już za nami” – poinformowała firma na swoim profilu na Facebooku.

Herbapol Poznań to polska firma zielarska której tradycje sięgają 1869 r. Obecnie w jej ofercie znajdują się nie tylko wyroby zielarskie, ale również suplementy diety i farmaceutyki. Obecnie zatrudnia ok. 400 pracowników.

Zwolnienia w PayPalu

Zwolnienia w PayPalu

Amerykański dostawca płatności online PayPal zwolni w najbliższych tygodniach 2,5 tys. pracowników, czyli niemal 10 proc. załogi.

Jak pisze serwis wnp.pl, amerykański dostawca usług płatności online PayPol podał w komunikacie, że zmuszony jest podjąć działania mające na celu „poprawę wyników na konkurencyjnym rynku”. Oznacza to jego zdaniem konieczność zwolnienia 10 proc. zatrudnionych.

Część prac zostanie zautomatyzowana, a obowiązki odchodzących pracowników według PayPala „będą musieli” przejąć ci, którzy pozostaną.

PayPal w ostatnich latach doświadcza konkurencji ze strony Google Pay i Apple Pay. Firma przez trzynaście lat był częścią eBaya, a w 2015 została wydzielona jako osobna spółka notowana na giełdzie.

Handlowe niedziele nie takie czarno-białe

Handlowe niedziele nie takie czarno-białe

Postulat powrotu do handlu w niedziele był jedną z demagogicznych obietnic wyborczych nowego rządu. Tymczasem pracownicy wcale nie chcą w te dni pracować, a i samym sieciom handlowym nie zawsze się to opłaca.

Jak pisze portal dlahandlu.pl, zakaz handlu przez lata spotykał się z dużą krytyką, ale dziś zasadność powrotu handlowych niedziel nie budzi entuzjazmu nawet u samych detalistów. Marcin Grabara, prezes Rossmann SDP, na łamach „Rzeczpospolitej” mówi wprost: „Nie cieszymy się z niedziel, otwarcie powiem, my do nich dokładamy. Nikt nie chce pracować w niedzielę, bez względu na to, czy mu się płaci podwójnie, czy nie”.

Również mali i średni przedsiębiorcy zrzeszeni w Polskiej Izbie Handlu w zdecydowanej większości akceptują obecne status quo, jeśli chodzi o handel w niedziele. Inne zdanie ma portugalska firma operująca w Polsce: „Otwarcie sklepów w niedziele byłoby dla nas pozytywne, ale zakładamy, że w przyszłym roku zakaz zostanie utrzymany, na taki scenariusz się przygotowujemy” – powiedziała w październiku 2023 Ana Luisa Virginia, dyrektor finansowa Jeronimo Martins.

Niedawne badanie Research Partner pokazuje, że zwolenników utrzymania wolnych niedziel w handlu jest znacznie więcej, niż przeciwników. – „Niech to będzie wskazówka dla nowego rządu” – mówi Alfred Bujara, przewodniczący handlowej „Solidarności”. – „Na razie nowa koalicja nie wraca do tego tematu i dobrze. My jednak jesteśmy gotowi. Jeśli rząd będzie chciał odebrać pracownikom wolne niedziele, będziemy tych niedziel bronić” – podkreśla Bujara.

4 na 10 Polaków popiera ideę zakazu, a 37% wypowiada się na jego temat negatywnie. Dla porównania, w 2020 r. odsetek pozytywnych opinii wynosił jedynie 27%, a negatywnych aż 57%. Poparcie dla obowiązujących przepisów jest przy tym znacząco wyższe wśród osób, które są związane z handlem.

Dla 44% badanych Polaków obowiązujący zakaz handlu w niedziele nie stanowi większego problemu i jest oceniany jako nieuciążliwy lub mało uciążliwy. Z drugiej strony, dla co trzeciego Polaka jest to przepis, który utrudnia codzienne życie.

Szukaj dziury w całym

Gdyby przenieść w nasze czasy kogoś świadomego ideologicznie oraz aktywnego politycznie sprzed stu lat, to po krótkim zapoznaniu się z rzeczywistością mielibyśmy pacjenta w stanie przedzawałowym lub proszącego o rozmowę z kimś, kto pomoże mu uporać się z nadmiarem wrażeń emocjonalnych.

Dowiedziałby się bowiem, że największe od dekad programy socjalne uruchomiła w Polsce partia nazywająca się prawicową. Że w historycznie mocno lewicowej Francji największym poparciem robotników cieszy się ugrupowanie „skrajnie prawicowe”. A na wszelakie lewice głosują tam i gdzie indziej ludzie z wysokimi dochodami, świetnie wykształceni, wielkomiejscy adepci hiperkonsumpcji i elity kultury, a wyborców plebejskich jest w tym gronie niewielu. Że w różnych krajach naturalnym sojusznikiem ugrupowań lewicowych czy postępowych są partie, które odpowiadają za politykę antysocjalną i chętnie pomstujące na „roszczeniowość” ludu. Że za nowoczesne i demokratyczne uznaje się skupianie coraz większej władzy w ręku niewybieranej i niekontrolowanej kontynentalnej elity. Że wrażliwi intelektualiści są zatroskani o warstwy ludowe z odległych krajów i kontynentów, ale o rodakach z takich warstw sądzą i mówią, że to ciemnogród, który sprzedał się za świadczenia socjalne. I tak dalej, i temu podobne.

A jednocześnie tej ewolucji – nieraz totalnej – pojęć, idei i systemów wartości coraz rzadziej towarzyszą poważne dyskusje. Co, jak, dlaczego, czemu tak, a czemu nie inaczej?

Kogo to obchodzi, gdy kilka plemion nawzajem obrzuca się zajadle błotem? Gdy przekonania należy nabywać w pakietach – jeśli jesteś za punktem A, to musisz być też za punktem T. Gdy wszelkie odstępstwa, niesubordynacje i brak ortodoksji są karane wykluczaniem odszczepieńców. Chyba że jakaś wolta jest w interesie którejś grupy, służy korzyści czy szwindlowi – wtedy strażnicy czystości ideologicznej nagle tracą czujność. Ale na co dzień lepiej za dużo nie myśleć, nie mieć wątpliwości, nie wychylać się. Demokracja, wolność, niezależność – tak, tak, oczywiście, ale wracaj do szeregu i stój w nim idealnie równo.

Oto numer „Nowego Obywatela” poświęcony ideom, pomysłom, postawom i osobom dalekim od ortodoksji i jednomyślności. W ogóle lub na tle swoich macierzystych środowisk. Ekolog i „zadymiarz” wzywa do ochrony dziedzictwa narodowego. Lewicowiec broni Brexitu przeciwko europejskiemu centralizmowi. Narodowiec krytykuje lewicę, ale także prawicę. Prezentujemy lewicowe argumenty i fakty przeciwko imigracji. Rozmawiamy z dziennikarką, która dopominała się o prawa imigrantów i uchodźców, ale nie przymyka oczu na problemy i mity związane z tym procesem. Feministki próbują zrozumieć „toksycznych mężczyzn”. Mamy wywiad z badaczem, który wykazuje, że postępowa tolerancyjna elita ma w nosie zarówno swoich rodaków, jak i imigrantów, a jej środowisko to ucieleśniona idea „white power”. Przypominamy lewicowe i marksistowskie stanowiska przychylne upominaniu się o tożsamość narodową. Lewicowość antykomunistyczną. Oraz tradycje i współczesność socjalizmu inspirowanego Biblią. I jeszcze inne teksty o nieoczywistej wymowie. Jako bonus do tego wszystkiego unikatowe materiały z odległej przeszłości, spod znaku ciekawych i niegdyś całkiem wpływowych, a dzisiaj zapomnianych idei – dystrybucjonizmu oraz syndykalizmu.

Czy wszystko to jest absolutną i ostateczną prawdą? Zapewne nie. Ale przynajmniej jest próbą myślenia wbrew bezmyślności. I próbą zmierzenia się na serio ze światem, jego problemami i wyzwaniami. Z tym przekonaniem zapraszam do lektury.

PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie – spójrzcie proszę na sąsiednią stronę.

Braki w magazynach

Braki w magazynach

Brakuje chętnych do pracy na stanowisku magazyniera. Przyczynami są praca trzyzmianowa i dojazdy.

Jak informuje serwis pulshr.pl, każdego miesiąca na portalach z ogłoszeniami o pracę pojawia się kilka tysięcy ofert dla magazynierów. Czego oczekują kandydaci na to stanowisko? Nie tylko wysokiej pensji.

Szacuje się, że w branży transportu i gospodarki magazynowej w naszym kraju zatrudnionych jest ponad pół miliona osób – w 2023 r. było ich w sumie 673,3 tys. (GUS). Wolnych etatów w tym sektorze też nie brakuje – tylko w III kwartale 2023 roku było ich ponad 12 tys. Więcej miejsc do obsadzenia czekało jedynie w 3 innych branżach – przetwórstwie przemysłowym (22,6 tys.), handlu (15 tys.) i budownictwie (13,2 tys.).

Jak wynika z danych MRPiPS, co piąte zezwolenie na pracę wydane cudzoziemcom w 2022 r. dotyczyło etatów w sektorze transportu i gospodarki magazynowej – w sumie było ich 70190. Przyjezdni pochodzili z wielu krajów, również leżących na innych kontynentach. Największą grupę stanowili Ukraińcy (21 650 zezwoleń) i Białorusini (9 968 zezwoleń).

Jak wynika z Barometru Zawodów na 2024 r., praca na zmiany to jeden z głównych powodów deficytu kadrowego wśród magazynierów, wskazywanych bez względu na płeć. Z kolei to, że lokalizacja i łatwy dojazd do pracy są ważnym czynnikiem podjęcia zatrudnienia, wykazują badania Grupy Progres. Wynika z nich, że kandydaci coraz bardziej cenią swój czas i nie chcą go tracić np. na dojazdy. 59 proc. badanych wskazuje lokalizację firmy jako najważniejszy czynnik brany pod uwagę podczas aplikowania na dane stanowisko. Badanie Grupy Progres wykazało też, że praca na zmiany może być powodem porzucenia pracy i przejścia do innej firmy.

Polityczna reaktywacja

Polityczna reaktywacja

Lewica i Polska 2050 przed wyborami zapowiedziały doprowadzenie kolei do wszystkich powiatów oraz miast liczących powyżej 10 tysięcy mieszkańców. Czy to najszybciej porzucona obietnica wyborcza?

„W ramach walki z wykluczeniem transportowym będziemy odtwarzać lokalne połączenia kolejowe i autobusowe, by pociąg dojeżdżał do każdego powiatu” – obiecała w swoim programie wyborczym Lewica, zaś Polska 2050 zapowiedziała: „Doprowadzimy kolej do wszystkich miejscowości powyżej 10 tys. mieszkańców”.

Topniejące obietnice

Jaka jest różnica w kolejowych obietnicach wyborczych Lewicy i Polski 2050 pokazuje powiat myśliborski, którego skrajem biegnie linia Zielona Góra – Szczecin, a kursujące nią pociągi zatrzymują się w jego granicach na stacjach Namyślin i Boleszkowice. Wychodząc od postulatu Lewicy, można uznać, że w odniesieniu do powiatu myśliborskiego nie są już potrzebne żadne działania, gdyż jest on obsługiwany koleją. Tymczasem według Polski 2050 działania są jak najbardziej wskazane, bo każde z miast w powiecie – Myślibórz, Dębno i Barlinek – liczy ponad 10 tys. mieszkańców i wszystkie w latach 90. zostały odcięte od połączeń pasażerskich.

Przez Dębno biegnie czynna w ruchu towarowym linia Barnówko – Kostrzyn nad Odrą, którą wywożona jest wydobywana w tym rejonie ropa naftowa. Linia w ostatnich latach przeszła remont, a więc przywrócenie połączeń pasażerskich jest możliwe nawet w nieodległej perspektywie. Reaktywacja kolei w Myśliborzu i Barlinku to dużo większe wyzwanie – linia, która biegła przez te miasta, została zdemontowana. Co więcej, w Myśliborzu i Barlinku śladem torów zostały poprowadzone obwodnice drogowe, a w dodatku ciągłość pasa kolejowego między tymi miastami przerwano drogą ekspresową S3. Aby zrealizować obietnicę Polski 2050, należałoby doprowadzić nie do rewitalizacji linii kolejowej, lecz jej budowy od nowa.

Odwrotnie różnica w obietnicach wyborczych przedstawia się w przypadku takich miast powiatowych jak Lipsko, Zwoleń i Żuromin w województwie mazowieckim czy Brzozów na Podkarpaciu. Miasta te liczą mniej niż 10 tys. mieszkańców, a więc w myśl zapowiedzi Polski 2050 nie trzeba tu doprowadzać kolei. Tymczasem zgodnie z programem Lewicy należy to zrobić, bo przecież ugrupowanie zapowiedziało, że będzie działać, „by pociąg dojeżdżał do każdego powiatu”. A w lipskim, zwoleńskim, żuromińskim i brzozowskim kolei nie ma. Ale też nigdy jej nie było – konieczna byłaby więc budowa nowych linii.

Analizowanie tych różnic może nie ma już sensu, bo podczas przekuwania programów wyborczych w umowę koalicyjną obietnice stopniały do ogólnikowego zapisu: „Koalicja aktywnie wesprze proces przywracania połączeń autobusowych i rozwijania sieci kolejowej, aby zatrzymać i odwrócić negatywne trendy w tym zakresie”.

O kolei niewiele

W wyniku uzgodnień między partiami tworzącymi nową koalicję stanowisko ministra infrastruktury przypadło Dariuszowi Klimczakowi z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Tak się składa, że jest to partia, która rozwojowi sieci kolejowej poświęciła szczątkową uwagę w programie wyborczym. Na jego 48 stronach kwestia ta pojawia się tylko raz – przy okazji zapewnienia o odblokowaniu funduszy unijnych Krajowego Planu Odbudowy: „To nie są wirtualne pieniądze, a środki, z których można sfinansować inwestycje drogowe i kolejowe”.

O priorytetach Ministerstwa Infrastruktury pod kierownictwem PSL świadczą aktualności zamieszczane na stronie internetowej resortu. Najczęściej poruszanym tematem są spotkania Dariusza Klimczaka z protestującymi na granicy polsko-ukraińskiej przewoźnikami drogowymi. To rzeczywiście pożar, którego konieczność gaszenia powitała Klimczaka w drzwiach ministerstwa. Poza tym strona resortu informuje o przedłużeniu „na wniosek ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka” obowiązywania w 2024 r. wprowadzonych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości bezpłatnych przejazdów autostradą A1 na prywatnym odcinku Toruń – Gdańsk. Opublikowano też informacje o dotacjach dla samorządów na remonty dróg i budowę mostów drogowych oraz dofinansowaniu dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad na nowe obwodnice. Od 13 grudnia 2023 r., gdy Klimczak objął Ministerstwo Infrastruktury, co najmniej do 10 stycznia 2024 r. na stronie resortu ani razu nie poruszono tematu kolei.

Zmiana komunikacyjna

To wszystko nie znaczy jednak, że Polskie Stronnictwo Ludowe w kampanii wyborczej omijało tematy związane z koleją.

Już w lutym 2023 r. prezes ludowców na konferencji przed dworcem kolejowym w Olsztynie przekonywał, że zaspokajanie codziennych potrzeb transportowych jest ważniejsze od wielkich przedsięwzięć: – „Nie Centralny Port Komunikacyjny pod Warszawą jako najważniejsza inwestycja, tylko to, żeby dzieciaki do szkoły mogły dojechać łatwo, bezpiecznie i tanio, a ludzie do pracy” – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz, krytykując przy tym PiS: – „Ich interesują wille dla swoich, a nas interesuje program mieszkaniowy, który w połączeniu z walką z wykluczeniem komunikacyjnym zmieni oblicze demograficzne Polski, uratuje Polskę. Bez tego nie mamy szans. Warmia i Mazury są wykluczone”.

– „Żeby zahamować eksodus ludności, żeby poprawić demografię, potrzebna jest zmiana komunikacyjna” – podkreślał szef PSL. – „Jak popatrzymy na spis ludności w województwie warmińsko-mazurskim, to tak jakby od ostatniego spisu, od którego minęło 10 lat, ubyło jedno ważne miasto, miasto Ełk, bo brakuje 70 tys. osób. O 30% zmniejszyła się populacja młodych na Warmii i Mazurach”.

Kosiniak-Kamysz zasadnie powiązał wpływ słabej dostępności transportowej na wyludnianie się miast i powiatów, ale jednocześnie zgrabnie pominął fakt, że Warmią i Mazurami od ponad 20 lat współrządzi Polskie Stronnictwo Ludowe, a w latach 2014-2023 polityk tej partii, Gustaw Brzezin, był marszałkiem województwa (w wyborach w październiku 2023 r. uzyskał on mandat senatora).

Oczkiem w głowie marszałka Gustawa Brzezina był działający od 2016 r. port lotniczy Olsztyn-Mazury w Szymanach pod Szczytnem. Koszt jego budowy wyniósł 205 mln zł, od początku działalności co roku przynosi on stratę (za 2022 r. wyniosła ona 17,8 mln zł). Dodatkowo samorząd dopłaca liniom lotniczym, by latały do Szyman. Jako że połączeń lotniczych nie można dotować, odbywa się to poprzez zlecanie promocji. Na przykład w 2020 r. linie LOT otrzymały 2,7 mln zł za pomalowanie jednego ze swoich samolotów w barwy Warmii i Mazur.

Mówienie przez Kosiniaka-Kamysza o Centralnym Porcie Komunikacyjnym było dość obłudne – na Warmii i Mazurach koalicja Polskiego Stronnictwa Ludowego i Platformy Obywatelskiej pompuje miliony w regionalne lotnisko, a jednocześnie oferta kolejowa jest bardzo skromna. Na przykład z Olsztyna przez Szczytno i Pisz do Ełku jeżdżą tylko trzy pociągi na dobę – pierwszy dociera do Ełku na 12:00. W soboty z Działdowa odjeżdżają tylko dwa na dobę pociągi Polregio – o 5:50 do Olsztyna, o 5:55 do Iławy i na tym koniec. Umowa, którą samorząd Warmii i Mazur zawarł z Polregio na lata 2021-2026, nie przewiduje bowiem rozwijania oferty przewozowej. W efekcie dodanie połączeń na jednej trasie wiąże się z zabraniem ich z innej trasy.

Tłumaczy się to brakiem środków: – „Nikt nie uchyla się przed uruchamianiem połączeń, problem jest po prostu z ich finansowaniem. To jest kwestia niestety pieniędzy, a nie złej woli” – mówiła w 2022 r. dyrektor Iwona Paluch z departamentu infrastruktury samorządu Warmii i Mazur.

Kolej powinna być

Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi na olsztyńskiej konferencji towarzyszył Szymon Hołownia. Liderzy PSL i Polski 2050 informowali bowiem o zacieśniającej się współpracy swoich ugrupowań.

– „Mówimy dawno: kolej w każdym mieście powyżej 10 tys. mieszkańców” – podkreślał Hołownia. – „Jesteśmy w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie jest statystycznie najwięcej w Polsce miast powyżej 10 tys. mieszkańców bez kolei: Lubawa, Biskupiec i inne miasta, w których ta kolej powinna być”.

W województwie warmińsko-mazurskim jest osiem miast liczących co najmniej 10 tys. mieszkańców, do których nie da się dojechać koleją. Największe to ponad 20-tysięczne Bartoszyce i Mrągowo oraz 16-tysięczne Olecko. W sumie w tych ośmiu miastach mieszka 117 tys. osób (do tej ósemki nie wliczamy Giżycka i Kętrzyna, które z uwagi na przebudowę linii kolejowej obsługiwane są autobusami zastępczymi).

Akces Warmii i Mazur do rządowego programu Kolej Plus miał prowadzić do reaktywacji połączeń do Mrągowa, a skończył się blamażem. Choć samorząd województwa wydał 858 tys. zł na studium rewitalizacji ciągu Olsztyn – Biskupiec – Mrągowo – Mikołajki – Orzysz – Ełk, to nie złożył wymaganych dokumentów i na własne życzenie odpadł z programu.

Połączeń nie ma też na linii Ełk – Olecko, mimo że jej stan umożliwia kursowanie pociągów pasażerskich z prędkością 80 km/h. A cztery lata temu prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz w czasie kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2019 r. powiedział: – „Trzeba puścić pociągi wszędzie tam, gdzie jest to możliwe”.

Jak widać, słowa te do dziś nie dotarły na Warmię i Mazury. Z drugiej strony jest województwo wielkopolskie, gdzie wicemarszałkiem zajmującym się koleją jest polityk PSL Wojciech Jankowiak. We współpracy z samorządami lokalnymi doprowadził on do uczestnictwa w programie Kolej Plus na dużą skalę. Jeśli każde z przedsięwzięć z tego regionu uda się zrealizować, połączenia wrócą do Gostynia, Śremu, Międzychodu, Czarnkowa i Turku, a więc wszystkich wielkopolskich miast powiatowych, do których dziś nie docierają pociągi.

Oferta homeopatyczna

Ugrupowania tworzące rząd Donalda Tuska zapisały, że wesprą proces rozwijania sieci kolejowej, „aby zatrzymać i odwrócić negatywne trendy w tym zakresie”, mimo że w ciągu ostatnich pięciu lat pociągi wróciły do takich liczących powyżej 10 tys. mieszkańców miast jak Bielawa, Gubin, Krosno Odrzańskie, Wschowa, Końskie, a także Mielec i Lubin, które były jednymi z największych polskich miast pozbawionych połączeń kolejowych. Pociągi wróciły też do mniejszych, kilkutysięcznych ośrodków: Chocianowa, Sobótki, Świeradowa-Zdroju, Mirska, Stąporkowa, Siewierza, Poręby, Chorzel czy Ustrzyk Dolnych.

Szereg miast i powiatów czeka na efekty wprowadzonego przez rząd PiS programu Kolej Plus. Tyle że jego realizacja potrwa do 2029 r. Przy pełnej realizacji Kolei Plus połączenia uzyskają 22 miasta liczące więcej niż 10 tys. mieszkańców.

Obecnie bez połączeń kolejowych jest 75 takich miast, a także 41 powiatów. Do tego należałoby doliczyć powiaty i miasta, do których docierają połączenia kolejowe, ale oferta jest homeopatyczna. Jak w Knurowie, który leży w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, na linii kolejowej łączącej Gliwice z Rybnikiem. Zamiast jednak mieć atrakcyjne połączenia aglomeracyjne, 36-tysięczny Knurów obsługiwany jest zaledwie dwoma sobotnio-niedzielnymi pociągami Kolei Śląskich (Gliwice – Wisła Głębce i Gliwice – Żywiec). Kolejny przykład to 25-tysięczny Biłgoraj, przez który kursuje wyłącznie pociąg PKP Intercity relacji Hrubieszów – Zamość – Kraków – Wrocław, a połączeń regionalnych kompletnie brak.

Pierwszym krokiem aktywnego wsparcia procesu rozwijania sieci kolejowej, o którym mowa w umowie koalicyjnej, mogłoby więc być motywowanie samorządów województw do wprowadzenia regularnych połączeń tam, gdzie infrastruktura już dziś na to pozwala bez konieczności rewitalizowania linii kolejowych czy budowania nowych.

Nie za wszelką cenę

Na stanowisko wiceministra infrastruktury odpowiedzialnego za kolej powołany został pod koniec grudnia 2023 r. Piotr Malepszak. Choć jest cenionym specjalistą zajmującym się koleją, to nic nie zapowiada, aby podjął się roli strażnika obietnic doprowadzenia połączeń do wszystkich miast liczących więcej niż 10 tys. mieszkańców i wszystkich powiatów. – „Nie jestem zwolennikiem kolei za wszelką cenę. Uważam, że środki transportu zbiorowego powinny się wzajemnie uzupełniać. Zatem tam, gdzie spodziewany jest potok pasażerów na dobowym poziomie 400-500 osób, a nawet 1 tys., gdy fizycznie obok potencjalnej linii kolejowej idzie droga krajowa lub wojewódzka, to trzeba przede wszystkim zapewnić w pierwszej kolejności sprawny transport autobusowy. To on dowoziłby pasażerów do linii kolejowej z dużą liczbą pociągów” – mówił w 2022 r. „Gazecie Wyborczej” Piotr Malepszak. Do realizacji obietnic wyborczych Polski 2050 i Lewicy nic go nie zobowiązuje, gdyż nie jest nominatem tych partii.

Szef Polski 2050 Szymon Hołownia, już jako marszałek sejmu, pod koniec listopada 2023 r. spotkał się z licealistami w Krakowie. Spytano go tam o wykluczenie transportowe.

– „To jest bardzo ważny problem, bo jak nie ma transportu, to nie ma życia, bo nie ma wolności. Jak nie ma transportu, to człowiek nie może uczyć się czy pracować tam gdzie chce, tylko musi pracować i uczyć się tam gdzie musi” – odpowiedział przewodniczący Polski 2050, podkreślając, że kluczową rolę musi odgrywać kolej. – „Nasze ugrupowanie jest w to bardzo wkręcone. Chcemy dać do tego ministerstwa, gdzie jest transport, człowieka, który jest wręcz obsesjonatem transportu publicznego i mam nadzieję, że tego przypilnuje”.

Na początku stycznia 2024 r. Polska 2050 poinformowała, że jej rządowa reprezentacja jest już w komplecie. Z 23 nominatów tej partii, którzy objęli stanowiska ministrów i wiceministrów, nikt jednak nie trafił do Ministerstwa Infrastruktury (dla porównania w resorcie klimatu i środowiska z Polski 2050 jest minister i dwóch wiceministrów). Swojego człowieka w resorcie infrastruktury ma za to Lewica – wiceministrem został Przemysław Koperski, lecz powierzono mu sprawy lotnictwa i budżetu ministerstwa.

Nie bez znaczenia jest również to, że obietnice zapewnienia połączeń kolejowych we wszystkich powiatach oraz miastach liczących co najmniej 10 tys. mieszkańców zostały złożone przez Lewicę i Polskę 2050 w kampanii przed wyborami parlamentarnymi, a kluczowa w tej kwestii jest rola samorządów wojewódzkich, bo przecież to one decydują o regionalnych przewozach kolejowych.

Wybory samorządowe mają odbyć się już wiosną 2024 r. Jakie czekają nas kolejne kolejowe obietnice wyborcze?

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 1/128 styczeń-luty 2024)
https://www.zbs.net.pl Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Karol Trammer.

Producent serów zwalnia

Producent serów zwalnia

Zwolnienia grupowe szykują się w ICC Sery w Pasłęku.

Kilka dni temu pisaliśmy o zwolnieniach grupowych w odlewni staliwa w Elblągu. Wiadomo już, że w tej samej okolicy, w mieście Pasłęk, które podlega Powiatowemu Urzędowi Pracy w Elblągu, przeprowadzone zostaną zwolnienia grupowe. ICC Sery, jeden z największych pracodawców w powiecie, zwolni około 70 pracowników.

Jak informuje portEl.pl, spółka ICC Sery informację o planowanych zwolnieniach grupowych przesłała do Powiatowego Urzędu Pracy w Elblągu 15 stycznia. Miałyby one zostać przeprowadzone od 11 lutego do 31 grudnia 2024 roku.

Spółka ICC Sery powstała w 1994 roku. Produkuje m.in. sery, masła oraz wyroby proszkowe.

Koniec odlewni w Elblągu

Koniec odlewni w Elblągu

General Electric zamknie odlewnię staliwa w Elblągu. Pracuje w niej ok. 170 osób.

Jak informuje elbląski portal internetowy PortEl.pl, wygaszanie odlewni ma potrwać do marca 2025 roku. Rozmowy dotyczące regulaminu odejść pracowników mają być dopiero prowadzone. Zamykana odlewnia współpracowała z wieloma lokalnymi firmami.

W 2022 roku General Electric zamknął w Elblągu odlewnię żeliwa. Teraz zamknie odlewnię staliwa, istniejącą w tym mieście od 1948 roku. GE podobno szukało kupca na tę część firmy, ale, jak wynika z informacji portalu, takie wysiłki nie przyniosły rezultatów. „Opracowano projekt zamknięcia Odlewni w Elblągu i rozpoczęto proces informacyjno-konsultacyjny z przedstawicielami pracowników, zgodnie z wymogami prawnymi. Projekt ten nie dotyczy pozostałej części Zakładu Produkcji Turbin ani innych obszarów działalności firmy w Elblągu. Do czasu zakończenia wymaganych konsultacji nie zostaną podjęte żadne ostateczne decyzje” – informuje spółka w swoim komunikacie.

Serwis PortEl.pl przytacza treść odezwy kolportowanej w odlewni: „Zakład, którego historia zaczęła się w 1948 roku, który jest nierozerwalną częścią historii naszego regionu, który ukształtował wiele pokoleń i zakorzenił w naszym regionie szeroko pojęty przemysł metalurgiczny, na skutek proazjatyckiej polityki amerykańskiego koncernu General Electric, kończy swój żywot […]. Informacja o spadku zapotrzebowania na odlewy staliwne, przy jednoczesnym rozwijaniu Zakładu Produkcji Turbin i otwarciu nowej linii produkcyjnej, która po zamknięciu Odlewni będzie zaopatrywana w odlewy staliwne pochodzące z rynków azjatyckich, najprawdopodobniej głównie z Chin, jest absurdem. Zamykanie Odlewni ma na celu jedynie zlikwidowanie polskiego rynku energetycznego i przeniesienie produkcji na rynki azjatyckie w celu maksymalizacji przychodów koncernu”.

Kolejne duże zwolnienia

Kolejne duże zwolnienia

Fabryka mebli Forte już na pewno dokona zwolnień grupowych.

O wstępnie planowanych zwolnieniach pisaliśmy w listopadzie. Obecnie wiadomo już, że zwolnienia grupowe obejmą nawet 10 proc. załogi, czyli ponad 230 osób. Przeprowadzona restrukturyzacja zatrudnienia w Grupie Forte pozwoli na „redukcję kosztów osobowych w skali roku o kwotę ok. 16 mln zł”, jak informuje firma w swoim raporcie na temat wprowadzanych zmian. Co niepokojące, zaznacza w nim także, iż planowane jest „ograniczeniem pozostałych kosztów związanych z personelem”.

Fabryki Mebli Forte to znany wytwórca, którego produkty można znaleźć m.in. w dużych sieciach handlowych, a także jedna z najstarszych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie (od 1996 r.).

Związki zawodowe dziś i jutro – raport z badań

Związki zawodowe dziś i jutro – raport z badań

Polecamy duży projekt z udziałem naszego redaktora naczelnego.

Przy współpracy Nowego Obywatela i Komitetu Dialogu Społecznego prowadzono projekt badania związków zawodowych w Polsce – świadomości ich działaczy, postaw związkowców, ich określania się wobec kluczowych wyzwań naszych czasów itp. Ponad podziałami organizacyjnymi, politycznymi i środowiskowymi – od anarchosyndykalistów z Inicjatywy Pracowniczej po prawicującą Solidarność, a między tymi biegunami jeszcze z ZNP, Konfederacją Pracy, FZZ itp. Liderem projektu był nasz redaktor naczelny Remigiusz Okraska.

Całość polegała m.in. na zrobieniu 8 pogłębionych wywiadów z działaczami różnych związków i branż. Oprócz tych dużych rozmów powstała w ramach projektu szeroko zakrojona analiza przekazów medialnych dotyczących związków zawodowych i ich aktywności w ostatnich latach. Wnioski z całości zawarto w syntetycznej i przekrojowej analizie podsumowującej.

Efektem całości wysiłków jest strona internetowa http://czlowiekwpracy.pl/

Na tejże stronie znajdziecie: wszystkie przeprowadzone rozmowy ze związkowcami, raport dotyczący portretowania związków przez media, a także syntetyzujący całość raport autorstwa naszego redaktora naczelnego. Wszystko dostępne za darmo, spora dawka wiedzy i wglądu w realia działania związków zawodowych, także w mniej znane i mniej medialne działania, problemy i wizje działaczy związkowych. Zachęcamy do lektury wszystkie osoby o poglądach prospołecznych i propracowniczych.

Pieniądze i inne sprawy

Pieniądze i inne sprawy

W 2024 r. większość polskich pracowników (60 proc.) oczekuje wzrostu pensji, a co trzeci zwróci się do zatrudniającego z takim żądaniem.

Chęć zmiany pracy motywowana jest jednak nie tylko wyższym wynagrodzeniem. Ankietowani wskazują też na możliwość rozwoju w nowym miejscu oraz niezadowolenie z obecnego pracodawcy.

Jak pisze portal Business Insider, z badania Monitor Rynku Pracy, przeprowadzonego przez Instytut Badań Randstad i Instytut Badań Pollster, wynika, że najważniejszym powodem zmiany pracy jest wyższe wynagrodzenie. Takiej odpowiedzi udzieliło 47 proc. respondentów, czyli o 1 pkt proc. mniej wobec poprzedniej edycji badania. Na drugim miejscu wskazano możliwość rozwoju zawodowego (39 proc.), ale uczyniło to o 3 pkt proc. mniej ankietowanych niż w poprzednim badaniu. Trzecią najczęściej podawaną przyczyną jest niezadowolenie z obecnego pracodawcy – tak wskazało 38 proc. badanych (wzrost o 4 pkt proc.).

Z badania wynika, że 76 proc. pracowników jest zadowolonych z obecnej posady, a 8 proc. aktywnie poszukuje nowego zatrudnienia. W 2024 r. większość polskich pracowników (60 proc.) oczekuje wzrostu pensji, a co trzeci zwróci się do zatrudniającego z takim żądaniem. Jako powód oczekiwania podwyżek zatrudnieni wskazują na równi dwa czynniki: rosnące ceny produktów i usług (66 proc.) oraz poczucie, że na wyższe wynagrodzenie zasługują z powodu wysokiej jakości świadczonej pracy (66 proc.).