Śmierć fabryki

Śmierć fabryki

Kolejne fatalne wieści z zagłębia motoryzacyjnego na południu Polski.

Jak informują lokalne media (Radio Bielsko oraz portal LuBBie.pl), zdecydowano o likwidacji kolejnego zakładu z branży motoryzacyjnej. Tym razem chodzi o działający w Bielsku-Białej zakład produkcyjny firmy Shiloh. Zajmuje się ona wytłaczaniem części do samochodów – takich, które obniżają masę pojazdów.

Bielski zakład Shiloh, należący do ponadnarodowego koncernu, ma zostać zlikwidowany do końca roku 2025, a firma kończy wszelką aktywność produkcyjną w Polsce. Pracę straci cała załoga – 200 osób. Zakładowej „Solidarności” udało się dla pracowników wynegocjować odprawy wyższe niż zakłada polskie prawo.

W Bielsku-Białej oraz pobliskich Tychach i Żywcu to już kolejny przypadek, gdy zamykane są zakłady z branży motoryzacyjnej lub znacząco redukowane jest w nich zatrudnienie. Region straci co najmniej kilka tysięcy miejsc pracy w tej branży.

Popracują dłużej

Popracują dłużej

Czeski prezydent generał-neoliberał podpisał ustawę, na mocy której „antypopulistyczny” rząd podnosi wiek emerytalny.

Prezydent Czech Petr Pavel podpisał ustawę podnoszącą wiek emerytalny. Na jej mocy w Czechach wiek emerytalny wyniesie 67 lat dla mężczyzn i kobiet. To o dwa lata dłużej niż obecnie. Dochodzenie do nowego wieku odbędzie się stopniowo – nowy wiek emerytalny w pełni obejmie osoby urodzone po roku 1988, a starsze osoby będą miały wydłużony czas pracy od kilku do kilkunastu miesięcy.

Mimo dłuższego czasu pracy emerytury będą w przyszłości… niższe. To efekt wprowadzonego w ramach tej samej reformy obniżenia podstawy naliczania świadczeń. Nowa ustawa znacznie ogranicza również liczbę zawodów uprawnionych do wcześniejszej emerytury.

Cytowany przez Informacyjną Agencję Radiową prezydent Pavel powiedział: „Tempo zadłużania się Republiki Czeskiej jest przerażające. To nieszczęsny spadek po poprzednich, populistyczno-socjalistycznych rządach”.

Czeska opozycja, tworzona głównie przez ugrupowania populistyczne i socjalne od lewa do prawa, zapowiada, że w przypadku wygrania przyszłorocznych wyborów wycofa najbardziej antyspołeczne założenia nowej ustawy.

Zwolnienia, zwolnienia

Zwolnienia, zwolnienia

Dwa oddziały dużej firmy przeprowadzą zwolnienia grupowe.

Jak informuje portal Tysol.pl, zwolnienia grupowe ogłosiła firma Hutchinson z branży automotive. Należy ona do francuskiego koncernu TotalEnergies. W Polsce ma siedem zakładów.

W jednym z dwóch zakładów tej firmy w Żywcu zostanie zwolnionych 91 pracowników spośród 1007 zatrudnionych w nim. Z kolei w zakładzie w Bielsku-Białej straci pracę 80 osób na 816 zatrudnionych. Szefostwo firmy tłumaczy decyzję o zwolnieniach malejącą liczbą zamówień, związaną z kryzysem na rynku motoryzacyjnym.

Zwolnienia mają nastąpić w roku 2025. – „Na pewno będziemy negocjować nie tylko sposób przeprowadzenia zwolnień, ale przede wszystkim wyższe od ustawowych odprawy” – informuje Andrzej Kubica, lider „Solidarności” w żywieckim oddziale Hutchinsona.

Czemu świat pracy będzie tęsknić za Bidenem?

Czemu świat pracy będzie tęsknić za Bidenem?

W lipcu niektórzy obserwatorzy byli zdezorientowani tym, że Bernie Sanders i The Squad – demokratyczno-socjalistyczny kontyngent w Kongresie – należeli do grona tych Demokratów, którzy jako ostatni opuścili tonący statek, gdy widmo reelekcji prezydenta Bidena rozwiało się po jego katastrofalnym występie w debacie prezydenckiej.

Wyjaśnienie jest proste: pomimo wszystkich wad Bidena, jego program był najbardziej populistyczny pod względem ekonomicznym od czasu neoliberalnego zwrotu w latach 70. Obrona Bidena w tamtym momencie odzwierciedlała pewne wątpliwości, czy Kamala Harris będzie równie niezawodną obrończynią klasy robotniczej i zorganizowanego ruchu pracowniczego.

Cztery lata temu drwiłem, gdy Biden obiecał zostać najbardziej prozwiązkowym, propracowniczym prezydentem w historii. I chociaż nie do końca może on rościć sobie prawa do takiego miana, osiągnięcia Bidena są imponujące. Jego National Labor Relations Board była najbardziej prozwiązkowa od co najmniej pół wieku, a liczba pracowników dopominających się o reprezentację związkową uległa podwojeniu. NLRB Bidena ułatwiło również egzekwowanie umów i nakładanie kar za naruszenia przepisów przez pracodawców. W zeszłym roku fiskalnym biura terenowe rady otrzymały 24578 wniosków w związku ze stosowaniem nieuczciwych praktyk antypracowniczych – to najwięcej od ponad dekady. Tymczasem ogromne inwestycje Bidena w politykę przemysłową i infrastrukturę zwiększyły zapotrzebowanie na pracowników w sektorach uzwiązkowionych.

Podsumowując, administracja Bidena skutecznie obniżyła bariery wstępu do związków zawodowych, wzmocniła zdolność państwa do egzekwowania praw pracowniczych i zwiększyła liczbę miejsc pracy objętych uzwiązkowieniem, za pośrednictwem ustaw takich jak Bipartisan Infrastructure Law. Jest duża szansa, że wyniki Bidena wyglądałyby jeszcze lepiej, gdyby senatorowie Joe Manchin i Kyrsten Sinema nie naciskali na Demokratów, aby ograniczyli swoje ambicje. Czy ktoś pamięta wypowiedzi Bidena o możliwości wprowadzenia pełnego zatrudnienia?

Propracownicza polityka Bidena miała wzmocnić Demokratów, ponieważ związkowcy wynagrodziliby ich w wyborach. Zamiast tego, dryf klasy robotniczej w prawo w kierunku Make America Great Again trwa, szczególnie wśród związkowców zaangażowanych w aktywność przynoszącą konkretne zdobycze. Wielu czołowych Demokratów prawdopodobnie uważa historię zaangażowania Bidena w kwestie świata pracy za porażkę, ponieważ nie przyniosła ona pożądanych zysków politycznych, co oznacza, że Harris może obawiać się utrzymania podobnego stanowiska w takich sprawach.

Nie wiadomo, co Harris w Białym Domu oznaczałaby dla związków zawodowych. Dobra wiadomość jest taka, że obiecuje uchwalić ustawę PRO Act, która wzmacnia związki zawodowe, oraz ustawę Public Service Freedom to Negotiate Act, która gwarantowałaby pracownikom sektora publicznego swobodę tworzenia związków zawodowych. Ale są też oznaki, że podchodzi do tej kwestii w sposób podobny do Obamy: niejasne obietnice dla związków, które odzwierciedlają zaangażowanie Demokratów w inne grupy interesów, w przeciwieństwie do takiego, które uznawałoby centralną rolę pracowników. Harris czasami publicznie chwaliła związki zawodowe, jak wtedy, gdy powiedziała uczestnikom wiecu w Michigan w Święto Pracy, że „powinni podziękować związkowcom” – ale gadanie jest tanie.

Przyczyną sceptycyzmu jest to, że głównym doradcą Harris („prawą ręką”, jak nazwał go „Vanity Fair”) jest jej szwagier, Tony West, były urzędnik w Departamencie Sprawiedliwości Obamy. Aby pracować nad kampanią, West wziął urlop jako główny radca prawny Ubera, który niedawno pozwał kalifornijski Departament Pracy za ustawę z 2020 r. zobowiązującą platformy cyfrowe do przewozu osób do traktowania kierowców jako pracowników, a nie niezależnych wykonawców, co uprawnia ich do świadczeń takich jak wynagrodzenie za nadgodziny, płatne zwolnienie chorobowe i ubezpieczenie od bezrobocia.

Istnieje też problem Liny Khan. Mega-darczyńcy Demokratów, tacy jak Reid Hoffman i Mark Cuban, chcą, aby ta antymonopolowa krucjata odeszła w niebyt, a gdy Teamsters zwrócili się do Harris z pytaniem, czy utrzyma Khan na stanowisku przewodniczącej Federalnej Komisji Handlu, szefowa kampanii odmówiła odpowiedzi. To, co Harris zdecyduje, jeśli zostanie wybrana, będzie miało duże znaczenie dla tego, w którą stronę wieją wiatry jej administracji.

Istnieje bardziej fundamentalny problem: Demokraci najwyraźniej wyciągają niewłaściwe wnioski ze słabych wyników Bidena. Zamiast przypisywać to w dużej mierze temu, że mózg Bidena zamienił się w miskę lodów i dotknęła go niezdolność do sprawnego zaprezentowania opinii publicznej swoich osiągnięć, interpretują oni nastroje antybidenowskie jako referendum w sprawie bidenomiki i zakładają, że sceptycyzm opinii publicznej oznacza, iż powinni unikać ambitnych reform gospodarczych – stąd skupienie Harris na drobnym majsterkowaniu przy ulgach podatkowych, pożyczkach dla małych firm itp.

Trump będzie znacznie gorszy w kwestii pracy, jeśli wierzyć jego rekordowej skali mianowania niszczycieli związków zawodowych do NLRB i niedawnym wybrykom, takim jak żarty z Elonem Muskiem o masowym zwalnianiu pracowników. Ostatnio wydaje się, że jego kandydat na wiceprezydenta, bardziej przychylny związkowcom JD Vance, został wyparty przez Muska, zaprzysiężonego wroga ruchu pracowniczego i aparatu regulacyjnego i prawnego, który chroni świat pracy. Jedna z jego firm, SpaceX, wniosła pozew oskarżający NLRB o niezgodność z konstytucją. Jeśli najbogatszy człowiek na świecie będzie mógł wpływać na politykę gospodarczą w stopniu, w jakim by chciał, rezultaty dla amerykańskich pracowników będą przewidywalnie katastrofalne. Niestety, częściowo dlatego, że Demokraci są zawodowymi „przesadzaczami”, wielu wyborców z kręgów związkowych nie wierzy im, gdy wskazują na niebezpieczeństwa związane z drugą kadencją Trumpa. Chociaż Joe Biden jest nadal urzędującym prezydentem, czuje się już jak człowiek, na którym położono krzyżyk. Ale biorąc pod uwagę jego dobrą opinię na temat związków zawodowych – i alternatywy w tych wyborach – nie powinno się go na nim kłaść.

Ryan Zickgraf

Tłum. Magdalena Okraska

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w Compact Magazine 4 listopada 2024 r. Zdjęcie w nagłówku tekstu: WikiImages z Pixabay.

Likwidacja znienacka

Likwidacja znienacka

Jak poinformowało Radio Gdańsk, pracownicy firmy Stoll Polska ze Słupska dowiedzieli się wczoraj o likwidacji zakładu i zwolnieniach grupowych. Wszyscy stracą pracę.

Zakład produkuje części do maszyn rolniczych i ładowacze czołowe montowane w ciągnikach. W poniedziałek 9 grudnia w firmie pojawił się likwidator i oznajmił zaskoczonej załodze, że to już koniec zakładu i zatrudnienia w nim. Przedsiębiorstwo produkuje głównie na rynek niemiecki, a należy obecnie do czeskiej spółki Agrostroj Pelhřimov.

Jej władze podjęły decyzję o likwidacji fabryki w Słupsku. Stało się tak, choć przed kilkoma miesiącami zapewniano załogę, że zakład jest bezpieczny. Teraz okazało się, że pracę tracą wszyscy zatrudnieni – około 90 osób, zakład jest likwidowany, a maszyny i urządzenia są już pakowane i wywożone do zakładów spółki w Niemczech i Czechach.

Upadek trwa

Upadek trwa

Nie złożono żadnej oferty na zakup zakładów porcelany w Jaworzynie Śląskiej.

Jak informuje Polska Agencja Prasowa, nie wpłynęła żadna oferta w przetargu zorganizowanym na zakup w całości Zakładów Porcelany Stołowej „Karolina” w Jaworzynie Śląskiej.

Zakład zamknięto w lutym 2024 roku. Była to ostatnia z funkcjonujących fabryk porcelany stołowej na Dolnym Śląsku. Kilka miesięcy wcześniej upadły wałbrzyskie zakłady porcelany „Krzysztof”. „Karolina” istniała od roku 1860.

Jaworzyńska fabryka dawała w momencie likwidacji zatrudnienie 180 osobom, a niewiele wcześniej pracowało w niej kilkaset osób. Przez ostatnie półtora roku właścicielem firmy była spółka HM Investment (właściciel marki Gerlach).

Strażacy też mają dość

Strażacy też mają dość

Strażacy będą protestować z powodu niespełnienia ich żądań.

Jak informuje portal Tysol.pl, Krajowa Sekcja Pożarnictwa NSZZ „Solidarność” ogłosiła akcję protestacyjną w Państwowej Straży Pożarnej. Przyczyną protestu jest brak spełnienia postulatów zgłoszonych w stanowisku związków zawodowych funkcjonujących w służbach podległych MSWiA.

Członkowie Rady KSP NSZZ „Solidarność” napisali, że „w związku z brakiem ustosunkowania się do postulatów zgłoszonych w stanowisku związków zawodowych funkcjonujących w służbach podległych MSWiA 25 listopada 2024 r. Rada Krajowej Sekcji Pożarnictwa NSZZ Solidarność postanawia ogłosić ogólnopolski protest w Państwowej Straży Pożarnej”.

Rada przekształciła się w Komitet Protestacyjny. Postulaty związkowców, których rząd nie spełnił, mówią m.in. o wzroście uposażeń funkcjonariuszy służb podległych MSWiA o 15 proc. od 1 stycznia 2025 roku oraz wprowadzeniu do „Programu modernizacji na lata 2026-2029” mechanizmu podwyżek uposażeń funkcjonariuszy służb podległych MSWiA. Rząd „podwyższył” płace w całej budżetówce o 5%, czyli mniej więcej o przewidywany wzrost inflacji w 2025 roku.

Strażacy zapowiadają protesty oraz współdziałanie z innymi grupami pracowników, które oczekiwały wyższych podwyżek w sferze budżetowej.

Chcą dobrze żywić chorych

Chcą dobrze żywić chorych

Apelują o przedłużenie programu „Dobry posiłek w szpitalu”.

Jak informuje Portal Spożywczy, Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych zaapelował do minister zdrowia Izabeli Leszczyny o wydłużenie pilotażowego programu „Dobry posiłek w szpitalu”. Wedle najnowszych decyzji resortu zdrowia program ma zostać wydłużony tylko do połowy roku 2025. Organizacja apeluje, aby program trwał co najmniej cały przyszły rok.

Program został wprowadzony przez rząd Prawa i Sprawiedliwości w odpowiedzi na krytykę jakości posiłków szpitalnych, wyrażaną zarówno przez pacjentów i ich bliskich, jak również przez badania NIK oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

Wprowadzony pilotażowy program zakładał, że Narodowy Fundusz Zdrowia przekaże szpitalom dodatkowe 25,62 zł na pacjenta dziennie, aby zapewnić za tę kwotę pełnowartościowe odżywianie. Wcześniej w wielu szpitalach stawki wynosiły zaledwie 10 zł. Planowaniem posiłków mieli się zająć profesjonalni dietetycy. Pilotażem objęto 582 placówki szpitalne w całym kraju. Koszt programu wyniósł 690 milionów złotych.

O przedłużenie programu apeluje Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych. W liście do minister Leszczyny napisano: „Od wielu lat jakość posiłków serwowanych pacjentom w szpitalach była przedmiotem krytyki od strony opinii publicznej oraz mediów. Fotografie przedstawiające dania o niskiej jakości i nieestetycznym wyglądzie stały się symbolem problemów związanych z żywieniem w placówkach medycznych. Program »Dobry posiłek w szpitalu« pozwolił na wprowadzenie znaczących zmian, które wyeliminowały negatywne opinie dotyczące jakości posiłków i przyczyniły się do poprawy żywienia pacjentów”.

Organizacja przekonuje także ministerstwo do tego, aby program kontynuowano jako odrębne świadczenie z NFZ, a jego finansowanie nie było wliczane w cenę świadczeń zdrowotnych. „Tego rodzaju rozwiązanie zapewni większą transparentność finansowania i umożliwi utrzymanie wysokich standardów żywienia w szpitalach. Wchłonięcie programu do wyceny świadczeń mogłoby obniżyć jego skuteczność i ograniczyć dostępność środków na poprawę jakości posiłków” – napisano w liście.

Cement niepolski

Cement niepolski

Producenci cementu w Polsce alarmują o stale rosnącym imporcie tego produktu z Ukrainy – grozi to rodzimym zakładom i miejscom pracy.

Jak informuje Puls Biznesu, przedstawiciele krajowej branży cementowej alarmują, że stale rośnie import cementu z Ukrainy. W latach 2019-2023 skala tego importu wzrosła o 1500%. W liczbach bezwzględnych oznaczało to import 340 tysięcy ton cementu z Ukrainy do Polski w roku 2023. W bieżącym roku jest on prawdopodobnie jeszcze większy: szacunki mówią o 500 tys. ton, a w 2025 spodziewany jest kolejny wzrost.

Według danych GUS w 2023 r. produkcja cementu w naszym kraju zmalała o 11,9 proc. i wynosi 16,6 mln ton. Stowarzyszenie Producentów Cementu alarmuje, że dalszy niekontrolowany import będzie oznaczał zamykanie polskich cementowni i/lub zwolnienia z pracy w nich. Branża cementowa zatrudnia w Polsce 3,5 tys. osób oraz 22 tys. w zakładach kooperujących.

Polityczne Pendolino

Polityczne Pendolino

Pociągi Pendolino pojawią się na trasie Warszawa – Poznań – Szczecin. Ale są też miasta, które połączenia ExpressInterCityPremium stracą.

Połączenie Pendolino zacznie kursować trasą Warszawa – Poznań – Szczecin w połowie grudnia 2024 r. Ogłoszono to na odbywającej się w połowie października 2024 r. konferencji prasowej spółki PKP Intercity. Specjalnie po to, aby obwieścić tę nowinę, na konferencji pojawił się Arkadiusz Marchewka, wiceminister infrastruktury odpowiedzialny za żeglugę i gospodarkę morską, a jednocześnie szczeciński poseł Koalicji Obywatelskiej.

Bardzo racjonalny ruch

Prezes PKP Intercity Janusz Malinowski przekonuje, że pojawienie się połączenia ExpressInterCityPremium na linii Warszawa – Poznań będzie elementem uatrakcyjnienia oferty na tej trasie po ciągnących się kilka lat utrudnieniach wywołanych poważnie opóźnioną modernizacją. – „Chcemy, żeby linia do Poznania i dalej do Szczecina była naszą perłą, bo to może być najlepsza linia w kraju. Dlatego chcemy też tam skierować pociągi o najwyższym komforcie” – stwierdził Malinowski. – „Pociąg będzie przesunięty z trasy północ-południe, czyli Trójmiasto – Warszawa – Kraków. Tylko trzeba zauważyć jedno: my już w tej chwili w tej relacji musieliśmy często uruchamiać pociągi w podwójnej trakcji, bo 402 miejsca w Pendolino to jest znacząco za mało. Mamy już polskie lokomotywy i wagony o prędkości 200 km/h i jesteśmy w stanie zbudować składy, które pojadą do Gdyni i będą miały pojemność 1 tys. osób. To jest dla nas bardzo racjonalny i ekonomiczny biznesowo ruch”.

Ruch ten został wykonany przez przewoźnika bardzo szybko. Datowany na 18 września 2024 r. dokument „Zarządzony roczny rozkład jazdy”, będący zwieńczeniem prac nad siatką połączeń PKP Intercity, wcale nie zakładał skierowania od grudnia 2024 r. pociągów Pendolino na trasę Warszawa – Szczecin. Dokument wskazuje, że w ruchu ekspresowym relację miały obsługiwać trzy pociągi zestawione z lokomotyw i wagonów: „Bolesław Prus”, „Sedina” i „Chrobry”.

Pendolino po prostu pojedzie w planie pociągu ekspresowego „Chrobry”, który – jak wskazano w „Zarządzonym rocznym rozkładzie jazdy” – miał pokonywać trasę ze Szczecina do Warszawy w 4 godz. 18 min. Zapowiedziany na październikowej konferencji prasowej czas przejazdu pociągu ExpressInterCityPremium jest dokładnie taki sam. Na trasie Szczecin – Warszawa skład nie może jechać szybciej, bo nie ma na niej żadnego odcinka, na którym pociągi mogłyby przekraczać prędkość 160 km/h.

To jest chore

Skierowanie pociągów Pendolino do stolicy Pomorza Zachodniego zostało w styczniu 2024 r. wskazane przez posłów i senatorów z zachodniopomorskiego zespołu parlamentarnego wśród priorytetów dla tego regionu. – „Nie może być tak, że Szczecin jest jedynym dużym miastem, do którego nie dojeżdżają takie pociągi, to jest chore” – mówił przewodniczący zespołu Artur Łącki, poseł Koalicji Obywatelskiej. – „Na pewno w tej kadencji musimy zrobić wszystko, żeby Pendolino dojechało przynajmniej do Szczecina, a szczytem marzeń byłoby Świnoujście”.

Zapytaliśmy Arkadiusza Marchewkę, czy jest ojcem chrzestnym decyzji o skierowaniu przez PKP Intercity pociągu Pendolino na trasę Warszawa – Szczecin. – „Nie będę używał tego stwierdzenia, ale to prawda, że jako mieszkańcy Szczecina od wielu lat zabiegaliśmy o to” – odparł wiceminister.

Pytanie tylko, czy mieszkańcy będą zadowoleni z tego, że zamiast pociągu ExpressInterCity „Chrobry” pojedzie droższy ExpressInterCityPremium. PKP Intercity nie podało jeszcze cen biletów na Pendolino relacji Szczecin – Warszawa, ale na już funkcjonujących trasach bilety do Warszawy z Trójmiasta, Krakowa i Wrocławia na pociąg ExpressInterCity kosztują 149 zł, zaś na ExpressInterCityPremium 169 zł. Dla polityków, którzy domagali się skierowania pociągów Pendolino na trasę Szczecin – Warszawa, nie ma to jednak znaczenia, bo posłom przysługują bezpłatne podróże koleją.

Pociąg Pendolino między Szczecinem a Warszawą zatrzyma się w Poznaniu, Krzyżu Wielkopolskim i Stargardzie. Gdy miasta te będą witać się z połączeniami ExpressInterCityPremium, inne miasta będą musiały je pożegnać.

Pożegnanie z Pendolino

Od połowy grudnia 2024 r. pociągi Pendolino przestaną stawać w Ciechanowie, Działdowie i Brzegu. Gdy dekadę temu, w grudniu 2014 r., Pendolino zadebiutowało na polskich torach, nie wyznaczono postojów w tych miastach – mimo apeli samorządowców i parlamentarzystów. Przyniosły one jednak skutek po roku od premiery Pendolino. W grudniu 2015 r. pojedyncze pociągi ExpressInterCityPremium zaczęły stawać w Ciechanowie. – „To pokazuje, do jakich efektów może doprowadzić współpraca ponad podziałami politycznymi, w ramach różnych środowisk, i samorządowych, i parlamentarnych” – witał pierwsze zatrzymujące się w Ciechanowie Pendolino Jan Maria Jackowski, ówczesny senator Prawa i Sprawiedliwości z północnego Mazowsza. O uwzględnienie Ciechanowa w sieci szybkich połączeń apelował również prezydent miasta Krzysztof Kosiński z Polskiego Stronnictwa Ludowego, uchwały w tej sprawie przyjęły też rady powiatów ciechanowskiego i przasnyskiego. W grudniu 2015 r. postoje pociągów Pendolino otrzymało również Działdowo.

Dłużej na spełnienie marzeń o Pendolino czekano w Brzegu, gdzie postój pociągu ExpressInterCityPremium relacji Warszawa – Wrocław – Jelenia Góra wprowadzono w grudniu 2017 r. – „Szereg spotkań i rozmów z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury i spółki PKP Intercity przyniosły oczekiwany rezultat. Moje wnioski popierali starostowie z Nysy i Namysłowa” – mówił siedem lat temu ówczesny starosta brzeski Maciej Stefański.

Pytamy w PKP Intercity, dlaczego teraz wycofuje postoje Pendolino w średnich miastach. – „Ujednolicamy czasy przejazdów w głównych relacjach w ramach połączeń ekspresowych. Jest to związane między innymi z tym, że wprowadzamy od grudnia cykliczny rozkład jazdy” – mówi Maciej Dutkiewicz z PKP Intercity. – „Postoje w Ciechanowie, Działdowie i Brzegu zostaną wycofane także na bazie analizy ekonomicznej – potoki podróżnych z tych stacji były niskie”.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 6/133 listopad-grudzień 2024), http://www.zbs.net.pl

Policjanci mają dość

Policjanci mają dość

Jeden z największych związków zawodowych w Policji przystępuje do akcji protestacyjnej.

Jak informuje portal Infosecurity24.pl, Zarząd Główny NSZZ Policjantów podjął decyzję o rozpoczęciu akcji protestacyjnej. To reakcja związkowców na przyszłoroczny budżet. Zaplanowano w nim dla sfery budżetowej, w tym Policji, podwyżki płac o 5%. De facto nie są to żadne podwyżki, bo prognozowana inflacja na przyszły rok wyniesie właśnie 5%, a nawet więcej.

Przewodniczący NSZZ Policjantów, Rafał Jankowski, powiedział portalowi, że akcja protestacyjna zostanie ogłoszona lada moment. W przyszłym tygodniu komitet protestacyjny ma zdecydować i etapach i formach protestu. Związkowcy chcą m.in. naciskać na senatorów, bo ustawa budżetowa przegłosowana przez sejm ma trafić do konsultacji w senacie. Lider policyjnego związku mówi wprost, że planowana podwyżka płac o 5% jest zdecydowanie za niska.

Szef związku wyjaśnia, że ministerstwo spraw wewnętrznych i administracji obiecywało związkowcom zmiany, w tym poprawę warunków płacowych, ale nic z tego nie wynikło. Nie raczyło się ono nawet odnieść do propozycji płacowych sformułowanych przez związkowców. Uważa on, że taka sytuacja grozi paraliżem pracy Policji – brakiem chętnych do pracy, czyli wakatami, co oznacza m.in. brak skutecznych działań na rzecz bezpieczeństwa obywateli.

Jankowski w rozmowie z portalem powiedział: „Jako współuczestnik chociażby rozmów MSWiA, w których brali udział też strażacy i strażnicy graniczni, powiem, że mamy kilka rzeczy do załatwienia razem, więc na pewno będziemy współdziałać”.

Oto zawołał biedak

Oto zawołał biedak

Gdy przestajemy dostrzegać ludzi na marginesie, akceptujemy system, który faworyzuje nielicznych kosztem wielu. Ignorując ofiary, stajemy się Piłatem dla umęczonych tysięcy bezdomnych, skazując ich na społeczne ukrzyżowanie.

W Polsce żyje co najmniej 31 000 osób w kryzysie bezdomności. W większości (80%) są to mężczyźni. Około półtora tysiąca bezdomnych to dzieci poniżej 18. roku życia. To tylko część z przerażających danych zebranych w tegorocznej edycji ogólnopolskiego badania liczby osób bezdomnych. Warto zaznaczyć, że przedstawiona w wynikach liczba odnosi się do osób, które zgodnie z wytycznymi są uznawane za bezdomne na podstawie ustawy o pomocy społecznej. Są to ci, do których służby zajmujące się liczeniem bezdomnych zdołały dotrzeć i którzy zostali w trakcie badania zidentyfikowani jako bezdomni. W rzeczywistości liczba osób w kryzysie bezdomności może być większa.

Dzisiejsze społeczeństwo, przesiąknięte konsumpcjonizmem, pogonią za mamoną i błyskotkami, jest jak koń z klapkami na oczach. Pracować i konsumować – tak na okrągło. W tej spirali obłędu nie ma jednak wiele miejsca na błędy. Kto wypada z systemu – wypada z gry, wypada ze społeczeństwa i traci prawo do szacunku. Zostaje stratowany przez stado.

Przychodzi mi z przerażeniem słuchać rówieśników czy osób starszych, którzy twierdzą, że ludzie w kryzysie bezdomności są sami sobie winni. W ich oczach bezdomny jest często wart niewiele więcej od bezpańskiego psa – tylko dlatego, że jego życie legło w gruzach. Zamiast współczuć, spróbować zrozumieć i pomóc, okazują często nie tylko zobojętnienie, ale wręcz odrazę do osób potrzebujących wsparcia.

Osoby zajmujące się pracą na rzecz ludzi w kryzysie bezdomności mówią jednoznacznie: nikt z własnej woli nie zostaje bezdomnym. Nie ma ludzi, którzy znajdując się w całkowicie zdrowym stanie, postanawiają skończyć na ulicy. Bezdomność wynika z wielu, często nakładających się na siebie powodów – od problemów rodzinnych, uzależnienia, przemocy, zadłużenia i eksmisji, po choroby. Stygmatyzacja społeczna, której doświadczają ofiary kryzysu bezdomności, jest więc nieuzasadniona i zwyczajnie okrutna. Nie obwiniamy przecież osób chorych o ich choroby; tak należy rozumieć bezdomność.

To, że ktoś się potknął w swoim życiu lub został przewrócony i nie potrafił wstać, nie czyni go gorszym. Bardzo często do podniesienia się potrzebna jest pomocna dłoń, której osoba w potrzebie nie otrzymuje. W dobie idealizowania ludzi bogatych i sławnych wielu zapomina, że każdemu z nas jest bliżej do osoby bezdomnej niż do miliardera. Jako społeczeństwo, szarzy obywatele naszego państwa wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Godna pogardy nie jest osoba, która poniosła porażkę w zmaganiach z demonami obecnymi w życiu; to społeczeństwo zaczyna alienować taką osobę.

Oczywiście wielu chojraków zapewne powie, że też ma ciężko, też zdarzają im się trudne chwile. Bo kto nie ma sytuacji kryzysowych w swoim życiu? „Skoro ja sobie radzę, to oni też mogli”. W myśl kantowskiego imperatywu kategorycznego oraz stosując zwyczajną ludzką przyzwoitość warto się jednak zastanowić: czy chcemy, żeby hasło „przetrwają tylko najsilniejsi”, było na sztandarach naszego społeczeństwa?

W starożytnej Helladzie, a przede wszystkim w Sparcie – czyli ponad dwa tysiące lat temu – wykluczanie odstających jednostek było normą. Czy na pewno chcemy się stosować akurat do tego elementu dziedzictwa antycznych Greków? Spartę doprowadziło to do zniszczenia; nas też może. Im mniej się oglądamy na bliźniego, tym coraz bardziej przestajemy być społeczeństwem. Stajemy się zbieraniną przypadkowych osób, które dla własnego komfortu wyciszają poczucie wspólnej odpowiedzialności za nasz kraj oraz za to, jak się w nim żyje innym obywatelom.

Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Przecież płacę podatki. Daję co roku jakieś pieniądze na tę czy inną zbiórkę. Od bezdomnych jest państwo!”. Problem w tym stwierdzeniu jest jednak taki, że o ile rzeczywiście państwo we współpracy z innymi sektorami powinno przede wszystkim działać na rzecz zapobiegania i walki z kryzysem bezdomności, o tyle my, obywatele, musimy odegrać w tym procesie również bardzo ważną rolę.

Wielu zapomina, że osoba bezdomna to wciąż człowiek; człowiek jest istotą stadną. Poza wszelkimi instytucjonalnymi formami wsparcia takiej osobie zależy głęboko na powrocie do społeczeństwa. Dotyczy to wszystkich osób w kryzysie bezdomności. Nawet uzależniony od alkoholu czy innych substancji narkotyzujących awanturujący się człowiek gdzieś w głębi serca pragnie być wysłuchany.

Bezdomność to kryzys pogłębiający się u każdej ofiary. Gdy społeczeństwo zaczyna obdzierać z poczucia godności i honoru, osoba w kryzysie zaczyna całkowicie tracić poczucie własnej wartości i wiarę w swoje możliwości. Ten proces postępuje do momentu, aż człowiek wewnętrznie pogodzi się z myślą, że zmiana na lepsze jest niemożliwa, a społeczeństwo go nie chce. Fazę tę nazywa się bezdomnością trwałą. W ten sposób ukrzyżowaliśmy już tysiące ludzi.

Zamiast solidarności naszym społeczeństwem kieruje kult mamony. Objawia się on niezdrową pogonią za sławą i bogactwem oraz nadmiernym i wyniszczającym nasz świat konsumpcjonizmem. Darzymy niemal boską czcią osoby sławne przy jednoczesnej pogardzie i braku zrozumienia wobec tych, którzy wypadli z wyścigu i zostali wyrzuceni na margines.

Naszą misją jako świadomego społeczeństwa powinno być zagwarantowanie pomocy współobywatelom w potrzebie. Jeśli nie chcemy mieć krwi na rękach, to nie umywajmy ich jak Poncjusz Piłat; zamiast tego spójrzmy na siebie i swoje dotychczasowe zachowanie. Następnym razem nie ignorujmy osoby bezdomnej ani tym bardziej jej nie wyszydzajmy. Niezależnie od tego, czy to Warszawa czy jakakolwiek inna miejscowość w Polsce – może akurat możemy się zatrzymać i porozmawiać.

Wiele osób w kryzysie potrzebuje poczuć się po prostu częścią większej całości – naszego społeczeństwa. Rozmowa z drugim człowiekiem sama w sobie potrafi pomóc. Wiele razy widziałem łzy w oczach tych, którzy otrzymali zwykłą szansę na bycie wysłuchanymi i szanowanymi członkami społeczeństwa. To nic nas nie kosztuje, a dla osoby potrzebującej może oznaczać wiele.

Podajmy im pomocną dłoń, gdy tego potrzebują; wysłuchajmy ich, gdy chcą być słyszani. Razem możemy zbudować lepsze społeczeństwo. Łańcuch jest bowiem tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo.

Bartosz Sobieniak

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Aleš Kartal z Pixabay

Apel o ratowanie regionu

Apel o ratowanie regionu

Wyrażamy głęboki niepokój z powodu braku spójnej, długofalowej polityki dla regionów górniczych.

Apel przedstawicieli samorządów powiatu łęczyńskiego

Przedstawiciele samorządów powiatu łęczyńskiego wyrażają głęboki niepokój brakiem spójnej, długofalowej polityki dla regionów górniczych, wynikającej z założeń Zielonego Ładu i zwracają uwagę na:
– doniosłość, skalę i znaczenie transformacji energetycznej, jako procesu, który zmieni strukturę polskiej gospodarki,

– decydujące znaczenie LW „Bogdanka” S.A. dla kondycji gospodarczej i rozwoju regionu, zapewnienia miejsc pracy i dochodów ludności,

– zagrożenia dla przyszłości funkcjonowania spółki, zachowania miejsc pracy i przyszłości regionu, wynikające z polityki Zielonego Ładu i braku polityki energetycznej i regionalnej,

– nieodwracalne szkody społeczne i gospodarcze dla regionów energetyki węglowej w przypadku braku skoordynowanych, wspólnych działań Rządu, spółek energetyki węglowej i działających w nich związków zawodowych oraz samorządów lokalnych,

– strategię GK Enea ograniczającą odbiór węgla z Bogdanki w 2030 r. do 4,5 mln ton, co oznacza spadek produkcji o połowę; w 2035 do 2,3 mln ton co oznacza już faktyczny koniec.

Związki zawodowe „Solidarność”, Związek Zawodowy Górników oraz związek „Przeróbka” z kopalni „Bogdanka” utożsamiają się z powyższy stanowiskiem przedstawicieli dziewięciu samorządów, wyrażonym w apelu podpisanym 5 listopada 2024 w Kozienicach, skierowanym do Pana Premiera i Ministrów. Przyłączają się swoim apelem:

Szanowny Panie Premierze, Szanowni Państwo Ministrowie. Zwracamy się z apelem o podjęcie działań przez rząd RP na rzecz wsparcia, zabezpieczenia rozwoju regionów, w których funkcjonują zakłady górnicze i energetyczne, oraz zachowania miejsc pracy w tych regionach. Apelujemy o uzgodnienie umowy społecznej dla naszego regionu na rzecz sprawiedliwej transformacji. Umowa taka powinna dotyczyć:

1. Zabezpieczenia stosunku pracy w regionie, na poziomie zatrudnienia w LW „Bogdanka”, tj. ok. 7 tys. miejsc pracy, jako podstawowego warunku utrzymania gospodarki regionu, gdyż te miejsca pracy tworzą siłę nabywczą dla innych branż, przede wszystkim handlu i usług:

– utrzymanie miejsc pracy w LW „Bogdanka”,

– w razie redukcji wydobycia zastępowanie redukowanych miejsc pracy w górnictwie nowymi i stabilnymi miejscami pracy o takim samym standardzie.

2. Pozyskania środków na rozwój infrastruktury regionalnej, ułatwiającej dostępność i możliwość zagospodarowania terenów pod inwestycje, jako warunek powstawania alternatywnych gałęzi gospodarki.

3. Wykorzystania zaplecza technicznego oraz roli lidera gospodarczego LW „Bogdanka”, na bazie którego będzie można planować duże i długoterminowe inwestycje przemysłowe.

4. Wykorzystania zasobów naturalnych powiatu jako bazy dla zrównoważonej, tzw. małej turystyki.

5. Rozwoju infrastruktury oraz komunikacji publicznej, w szczególności kolejowej, jako niezbędnego warunku zrównoważonej gospodarki i bazy do inwestycji w przemysł, turystykę i podniesienie standardów życia lokalnej społeczności.

W realizacji tych założeń kluczowa jest rola Rządu RP jako dysponenta zabezpieczenia finansowego i gwaranta wykonania sprawiedliwej transformacji.

Oczekujemy podjęcia rozmów w sprawie umowy społecznej dla regionu.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa LWBogdanka – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12068178

Na ratunek wsparciu

Na ratunek wsparciu

Placówki, które od lat niosą pomoc osobom w kryzysie psychicznym, znalazły się na krawędzi przetrwania z powodu całkowitego braku pomocy finansowej ze strony Rządu RP.

Zwracamy się z prośbą o nagłośnienie dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazły się Środowiskowe Centra Zdrowia Psychicznego (ŚCZP) działające w Koninie, Obornikach, Przeźmierowie i Nowym Tomyślu. Placówki te, które od lat niosą pomoc osobom w kryzysie psychicznym – w tym dzieciom, młodzieży i całym rodzinom – znalazły się na krawędzi przetrwania z powodu całkowitego braku pomocy finansowej ze strony Rządu RP.

W ostatnich latach obserwujemy lawinowy wzrost liczby dzieci i młodzieży cierpiących na depresję, zaburzenia lękowe, mutyzm, samookaleczenia czy myśli samobójcze. Te problemy mają swoje źródła w nadmiernej presji szkolnej, izolacji społecznej, uzależnieniu od technologii, konfliktach rodzinnych, a także w narastającym poczuciu niepewności związanej z obecną sytuacją gospodarczą i społeczną. Dodatkowo, pandemia COVID-19 pogłębiła te trudności, pozostawiając wiele dzieci bez odpowiedniego wsparcia.

Nasze ŚCZP były jednymi z niewielu miejsc, gdzie dzieci, ich rodzice i całe rodziny mogli znaleźć profesjonalną pomoc psychologiczną, psychiatryczną i terapeutyczną. Niestety, całkowity brak wsparcia ze strony rządu zmusza nas do ograniczania działalności. Brakuje środków na wynagrodzenia dla lekarzy i specjalistów, na utrzymanie placówek i realizację programów terapeutycznych. Pomimo wielokrotnych apeli o jakiekolwiek wsparcie finansowe, nasze prośby pozostają bez odpowiedzi.

Problemy zdrowia psychicznego dotykają nie tylko jednostek, ale całe rodziny. Rodzice dzieci zmagających się z zaburzeniami psychicznymi potrzebują wsparcia, by radzić sobie z codziennymi trudnościami. Nasze placówki starały się zawsze oferować pomoc zarówno pacjentom, jak i ich bliskim. Dziś, bez finansowania ze strony rządu, nie jesteśmy w stanie w pełni realizować tej misji.

Apelujemy do Państwa o pomoc w nagłośnieniu tej sytuacji. Wierzymy, że dzięki zaangażowaniu mediów uda się zwrócić uwagę opinii publicznej i decydentów na kryzys, który dotyka nie tylko nasze placówki, ale przede wszystkim dzieci i młodzież, tracące dostęp do niezbędnej opieki.

Zdrowie psychiczne powinno być priorytetem w polityce państwa. Obecnie jednak rodziny zostają pozostawione same sobie. Prosimy o wsparcie w naszej walce o zapewnienie godnej opieki dla najbardziej potrzebujących.

dr Alicja Bezmienow

mec. Agnieszka Drews

Amazon kombinuje

Amazon kombinuje

Osoby, które z różnych względów nie mogą podporządkować się decyzji firmy o przeprowadzce, stają przed realnym ryzykiem utraty pracy.

Stanowisko Komisji Zakładowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza w Amazon MLS Poland Sp. z o.o. w sprawie zbiorowej zmiany warunków pracy i pełnego przejścia na pracę stacjonarną

W dniu 12 listopada 2024 roku pracownicy AGI-DS Poland (należącego do AMAZON MLS POLAND) zostali poinformowani o zamiarze wprowadzenia pracy stacjonarnej w biurze w Gdańsku jako jedynej formy wykonywania pracy.

„Po dokładnej analizie strategii naszej organizacji, priorytetów i tego, na czym musimy się skupić w przyszłości, zaproponowano dziś wprowadzenie w Amazon MLS Poland zbiorowej zmiany warunków pracy i pełnego przejścia na pracę stacjonarną (wyłącznie z biura). Zmiana ta wpłynęłaby na wszystkich pracowników pracujących obecnie zdalnie, hybrydowo lub w formie telepracy” (cytat pochodzi z wiadomości mailowej komunikującej tę decyzję).

Planowana zmiana ma objąć około 86% pracowników, którzy obecnie efektywnie wykonują swoje obowiązki w trybie zdalnym lub hybrydowym z terenu całej Polski, w większości przypadków praktykując ten model pracy jeszcze przed pandemią. W konsekwencji wprowadzenia tej decyzji w życie znaczna część zatrudnionych stanie przed perspektywą utraty miejsca pracy.

Szczególnie niepokojący jest fakt, że pomimo nieustannego podkreślania przez pracodawcę, iż wszystkie decyzje w firmie są podejmowane w oparciu o dane, w tym przypadku nie przedstawiono żadnych konkretnych analiz uzasadniających konieczność tej radykalnej zmiany. Wydaje się także, że przy podejmowaniu tej decyzji pominięto istotne dane: zarówno liczne publikacje uznanych instytucji badawczych potwierdzające efektywność i korzyści płynące z pracy zdalnej, jak i wyraźny głos samych pracowników. Globalne trendy są w tej kwestii jednoznaczne – w niedawnym badaniu 91% pracowników Amazona z całego świata opowiedziało się za modelem wirtualnym lub hybrydowym, a 40 000 pracowników podpisało petycję sprzeciwiającą się powrotowi do biur.

Jest również zastanawiające, że mimo deklaracji firmy o inkluzywności i równości szans, w imię strategii organizacji proponuje się rozwiązania dyskryminujące większość pracowników, którzy z różnych względów (osobistych, finansowych, zdrowotnych czy innych) nie będą w stanie dostosować się do proponowanych zmian.

Argumentacja przedstawiona pracownikom 12.11.2024 w wystąpieniu reprezentanta pracodawcy, dotycząca bezpieczeństwa danych jako głównego powodu przejścia na model stacjonarny, wymaga dodatkowej dyskusji, ponieważ AGI-DS Poland nie odnotował ani jednego przypadku wycieku danych spowodowanego przez pracowników zdalnych. Co więcej, pracownicy zdalni, akceptując model pracy z domu, wyrazili zgodę na kontrole swoich domowych stanowisk pracy, co stanowiło część kompromisu między elastycznością lokalizacji a wymogami bezpieczeństwa. Zainwestowali oni własne środki w tworzenie profesjonalnych miejsc pracy w swoich domach, a przyjęty model pracy zdalnej okazał się w pełni skuteczny zarówno pod względem efektywności, jak i bezpieczeństwa danych.

Niepokój pracowników dodatkowo potęguje sposób komunikacji ze strony pracodawcy, który w żaden sposób nie ułatwia dialogu społecznego ani nie prowadzi go w transparentny sposób. Decyzje podejmowane są bez konsultacji ze związkami zawodowymi i bez próby uwzględnienia perspektywy załogi. Ludzie czują się zdezorientowani, otrzymują niespójne i sprzeczne komunikaty dotyczące przyczyn oraz konsekwencji planowanych zmian. Pracownicy nie wiedzą, jak nowe rozwiązania wpłyną na ich sytuację zawodową, ani jakie opcje zostaną im zaoferowane w przypadku niemożliwości dostosowania się do oczekiwań pracodawcy.

Decyzja o powrocie do biura w Gdańsku niesie ze sobą szereg poważnych następstw, wymuszając konieczność przeprowadzki dla większości pracowników, którzy obecnie mieszkają w różnych częściach Polski. Prowadzi to do destabilizacji życia rodzinnego, w tym zmiany szkół dla dzieci oraz problemów z pracą współmałżonków. Sytuację dodatkowo komplikuje znaczące obciążenie finansowe związane ze zmianą miejsca zamieszkania i dojazdami, szczególnie dotkliwe w okresie wysokiej inflacji i rekordowych cen nieruchomości. Co najbardziej niepokojące, osoby, które z różnych względów nie mogą podporządkować się decyzji firmy o przeprowadzce, stają przed realnym ryzykiem utraty pracy. Proponowana zmiana modelu zatrudnienia nie tylko grozi utratą doświadczonych specjalistów, którzy od lat skutecznie pracują zdalnie. Wymuszenie na pracownikach przeprowadzki i codziennych dojazdów znacząco wpłynie zarówno na jakość ich życia, jak i przyczyni się do zwiększenia śladu węglowego firmy, która deklaruje swoje zobowiązanie do wspierania działań na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi.

Oczekiwania pracowników:

W związku z powyższym, oczekujemy od pracodawcy:
1. Odstąpienia od propozycji przejścia na pracę stacjonarną.

2. W przypadku podtrzymania decyzji:

o Przedstawienia konkretnych danych i analiz uzasadniających zmiany. o Zagwarantowania wsparcia i preferencyjnych warunków dla osób dotkniętych tą decyzją, szczególnie tych, którzy z obiektywnych przyczyn nie mogą zmienić miejsca zamieszkania.

Zmuszenie pracownika zatrudnionego w modelu zdalnym do przeprowadzki i reorganizacji życia budzi uzasadnione wątpliwości natury etycznej. Negocjacje ze związkiem zawodowym są kluczowym elementem w procesie wypracowania rozwiązań chroniących interesy załogi. Pozostajemy otwarci na dialog, jednocześnie oczekując od pracodawcy pełnej transparentności, przedstawienia rzeczywistych, popartych danymi argumentów za wprowadzeniem tak radykalnej zmiany oraz zagwarantowania bezpieczeństwa pracownikom objętym planowaną zmianą.

Triumf sprawiedliwości

Triumf sprawiedliwości

Sąd nakazał przywrócenie do pracy działaczki związkowej zwolnionej w odwecie za aktywność w obronie pracowników.

Jolanta Żołnierczyk, pracownica i działaczka związkowa w Kauflandzie w Żywcu, została zwolniona z pracy przed dwoma laty. Firma zarzucała jej w zwolnieniu dyscyplinarnym, że ciężko naruszyła obowiązki służbowe. Pani Jolanta zaskarżyła te decyzje do sądu. Twierdziła, że przyczyną zwolnienia jest zupełnie co innego.

Jej zdaniem był to odwet za działania związkowe. Po pierwsze, pani Żołnierczyk ujawniła przed kilkoma laty fakt systemowej dyskryminacji w Kauflandzie wobec pracownic, które urodziły dziecko. Kobiety, które wracały z urlopu macierzyńskiego, otrzymywały zarobki niższe o 200 złotych od pozostałych zatrudnionych. Ta różnica w pensjach miała charakter stały i nie zostawała zlikwidowana wraz z kolejnymi podwyżkami płac. Udało się to udokumentować przez Państwową Inspekcję Pracy po zawiadomieniu związkowców. Proceder trwał blisko 10 lat, a spółka mogła zaoszczędzić w ten sposób nawet miliony złotych. W roku 2023 Kaufland zrezygnował z takich praktyk.

Innym z działań Żołnierczyk była jej aktywność jako Społecznej Inspektor Pracy, wybranej przez zatrudnionych. Podejmowała ona dzięki tej funkcji kontrole w placówkach sieci, odkrywając i nagłaśniając rozmaite nieprawidłowości. Jedną z tych kontroli uniemożliwiono jej fizycznie. Został już za to skazany i ukarany jeden z menedżerów Kauflandu. Firma mimo tego wyroku kontynuowała podobne praktyki w innych sklepach sieci.

Działaczka związku zawodowego OPZZ Konfederacja Pracy dopominała się w sądzie o przywrócenie jej do pracy, wskazując na bezprawność zwolnienia (przysługuje jej ochrona prawna na mocy pełnionych funkcji związkowych i inspekcyjnych). Przed rokiem Sąd Rejonowy w Żywcu nakazał Kauflandowi zatrudniać Jolantę Żołnierczyk do czasu prawomocnego zakończenia postępowania w jej sprawie. Wczoraj sąd w Żywcu w pierwszej instancji uznał, że Kaufland ma przywrócić Jolantę Żołnierczyk do pracy.

Kazimierz Pużak: Zapomniany twórca Nocy Listopadowej

Kazimierz Pużak: Zapomniany twórca Nocy Listopadowej

W odległości zaledwie 50 km od Warszawy, w zapadłej mieścinie Warce, na małym cmentarzysku mocno zapuszczonym, spoczywa Piotr Wysocki. Prawie ubogi nagrobek kamienny w kształcie krzyża na skale znaczy mogiłkę kryjącą ostatnie szczątki twórcy Nocy Listopadowej. Tak jest na cmentarzu wareckim. Lecz i w samym miasteczku, w którym Wysocki już jako 60-letni starzec po swoim powrocie z katorgi syberyjskiej w październiku 1857 r. z nakazu władz rosyjskich osiadł, jeszcze mniej zachowało się śladów jego pobytu. Nawet dom na „Wojtówce”, a dzisiaj ulicy Wójtowskiej 16, w którym zamieszkiwał i w którym dokonał swego żywota – w 20 lat po jego śmierci spłonął doszczętnie. Odbudowano go według planu poprzedniego domu, ale poza kopią izby, w której umarł – nic po nim nie zostało. Obecni mieszkańcy – właściciele tego domu, ludzie ubodzy i prości, zachowali w pamięci już mało znaczące szczegóły o ostatnich latach życia Wysockiego. Dzielą się nimi jednak chętnie z odwiedzającymi to miejsce pamiątkowe przyjezdnymi, których jest coraz mniej…

I na tym kończą się wszelkie pamiątki po Wysockim w Warce, a z nią i w Polsce. Trzeba przyznać, że gdy chodzi o tak zwane ziemskie dowody pamięci o Wysockim, to są one nad wyraz skąpe. A wobec tego w pamięci obecnego pokolenia postać Wysockiego z biegiem lat coraz bardziej zaciera się i zanika.

Wiedza zaś historyczna, nie mająca dla Wysockiego należnych względów, raczej wobec niego surowa, pomniejszyła znaczenie dziejowe tej bohaterskiej postaci powstania listopadowego. Urzędowa historiografia polska z małymi wyjątkami zaznaczyła łaskawie, że Wysocki nie mając udokumentowanego dyplomami wykształcenia – „nie miał wrodzonej iskry Bożej do prowadzenia przygotowań powstańczych”, a jako wojskowy – „był tylko zdecydowanym, bardzo dobrym subalternem (podkomendnym) jak to wykazała (!!!) noc listopadowa”. Niewątpliwie, Wysocki nie ma szczęścia do historyków epoki listopadowej, którzy nie mogąc zrozumieć jego nieprawdopodobnej skromności i prostoty oraz bezgranicznej ofiarności i bezinteresowności aż do samozaparcia się – degradują go do rzędu jakiejś miernoty. Gdy tymczasem – według współczesnych – Wysocki był dyktatorem Nocy Listopadowej, a po zwycięstwie nie przyjął awansu ani też nie szukał wywyższenia, chociaż był ubóstwiany przez wojsko i lud, chociaż był człowiekiem, na którego cześć układano wiersze i utwory muzyczne. Czyż ten powszechny i niekłamany entuzjazm wobec osoby Wysockiego – przed wybuchem powstania ogółowi nieznanego, nie świadczy o nieprzeciętnej jego wielkości i o jego mocy ducha?

Toteż sumienna historia powstania listopadowego nie potrzebuje wywyższać Wysockiego. Wystarczy bowiem stwierdzić ponad wszelkie wątpliwości oficjalnych dziejopisów, że Wysocki podjął dzieło spisku Łukasińskiego i to w momencie, gdy Łukasińskiego zabrakło i gdy większość ocalałych z pogromu spiskowców z organizacji się wycofała.

Wysocki organizację, przygotowującą wybuch, pogłębił i rozszerzył przede wszystkim w wojsku, a w nocy 29 listopada 1830 r. dał hasło do wybuchu. W ten sposób spełnił marzenia i zamiary kilkunastoletnich wysiłków i prac konspiracyjnych ówczesnego młodego i niezdeprawowanego niewolą pokolenia.

Już to jedno stawia go w rzędzie bohaterów narodowych.

Ale na tym nie wyczerpały się jego praca i ofiarność dla umiłowanej sprawy. Ujęty z bronią w ręku przy szturmie Woli, ciężko ranny i zawleczony do Bobrujska, stale w kajdanach, staje przed sądem wojennym, który skazuje go w dniu 17 października 1831 r. na karę śmierci przez ćwiartowanie. Wyrok ten przy zatwierdzaniu „złagodzono” na powieszenie, jednak wyroku nie wykonano, i to na wyraźny rozkaz Mikołaja I, który przekazał Wysockiego ks. Paskiewiczowi, namiestnikowi Królestwa Polskiego, a w następstwie sądowi kryminalnemu w Warszawie, sądzącemu sprawców wybuchu listopadowego.

Odtąd Wysocki przebywa katusze osławionego więzienia na Lesznie i męki śledztwa. Ale najgorszym było jego zupełne opuszczenie przez wszystkich, nawet przez obrońców. Sprawa Wysockiego była tak groźną, że adwokaci bali się go bronić, ażeby siebie nie narażać. Doszło do tego, że dopiero trzeci z kolei adwokat, gdy już nie mógł się wykręcić, pod przymusem sytuacji „bronił” Wysockiego w sądzie.

Ten okres procesu, podczas którego Wysocki wzniósł się na wyżyny największego bohaterstwa, biorąc na siebie całkowitą odpowiedzialność, należy do najpiękniejszego i godnego podziwu potomności okresu jego życia.

Dnia 29 listopada 1833 r. Wysocki został skazany na śmierć przez powieszenie. Wyrok ten pod wpływem opinii zagranicznej, zwłaszcza francuskiej, został „złagodzony”… na 20 lat katorgi. Pędzono go etapem zakutego na ręce i nogi na Sybir do Aleksandrowska koło Irkucka. Za próbę ucieczki, połączonej z planem powstania, został skazany na 1000 kijów, a do wyroku dodano jeszcze 3 lata. Tę śmiertelną dawkę tysiąca kijów Wysocki wytrzymał, po czym został wysłany do Abatui, skąd w końcu przewieziono go do Czyty.

Na Syberii przebywał Wysocki aż do lipca 1857 r., kiedy to na za sadzie amnestii pozwolono mu wrócić do Polski z warunkiem pobytu w Warce. Tu pracując ciężko na roli i zapadając na zdrowiu wskutek ciągle otwierających się ran, pozostałości bicia pałkami, zmarł 6 stycznia 1875 r.

Spoczął na cmentarzu – niemal w pobliżu Warszawy – niedoceniony przez historię, a przez współczesnych prawie zapomniany.

Przerośli i zasłonili go inni aktorzy tragedii listopadowej. Ukoronowano w Warszawie, w stolicy podchorążych – ulicami i dzielnicami – osobistości w rodzaju Zajączków czy Lubeckich… Wysockiego Warszawa nie zna – choć mieszkał w niej na ul. Widok… Nie wiem, czy gdziekolwiek w Polsce istnieje bodaj jedna szkoła lub jakiś zakład jego imienia. Bo nie można uznać za dowód pamięci płyty położonej ku jego czci na grobie w r. 1936 przez Okręgowy Związek Straży Pożarnej z Grójca, na której pod kilku słowami hołdu – znalazły się nazwiska wszystkich (!) szanownych członków Zarządu Okręgowego Związku.

Niestety nie znalazły się wówczas żadne miarodajne czynniki, które by uchroniły grób Wysockiego przed swego rodzaju wandalizmem.

***

W odległości 50 km od stolicy, a więc tuż pod Warszawą na cmentarzu w Warce spoczywa Piotr Wysocki, przez oficjalną Polskę zapomniany, ale w naszej świadomości i pamięci wiecznie żyjący – ten Nieśmiertelny Wódz Rewolucji Listopadowej.

Kazimierz Pużak

Powyższy tekst ukazał się w centralnym organie prasowym Polskiej Partii Socjalistycznej, dzienniku „Robotnik”, w dniu 29.11.1936. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł. W nagłówku tekstu zamieszczono obraz Wojciecha Kossaka „Noc Listopadowa”.

 

Niewesoło na Barbórkę: wyrok na Bogdankę

Niewesoło na Barbórkę: wyrok na Bogdankę

Prezesi Bogdanki i Enei mają pomysł na mniejsze wydobycie, niższe zarobki i w końcu likwidację kopalni.

Co się stanie z nami, naszymi rodzinami i miasteczkami, w których żyjemy, to bez znaczenia. Ważne jest tylko, żebyśmy byli cicho i nie mówili głośno o zaniechaniach, głupotach czy wręcz rażących błędach tych, którym dano prawo do decydowania o Bogdance.

Transformacja energetyczna

Całej Braci Górniczej dużo zdrowia, wszelkiej pomyślności, a przede wszystkim spokojnej i bezpiecznej pracy. Takie życzenia słyszeliśmy wiele razy, pewnie co roku. Dziękowaliśmy za takie dobra słowa, uznając je za szczere i dobre. W tym roku i zapewne w kolejnych latach, życzenia zdrowia, pomyślności, spokojnej i bezpiecznej pracy musimy traktować jako nasze żądania.

Dopóki nasz węgiel jest niezbędny, dopóki jesteśmy, dopóty mamy prawo żądać takich decyzji, takich działań i co równie ważne takiej strategii od prezesów Bogdanki i Enei, która transformację energetyczną widzi jako działanie nasze, dotyczące nas, naszych rodzin i wspólnoty, którą tworzymy.

Ile razy chcą nas z tego działania wykluczyć, tyle razy będziemy żądać poszanowania naszego głosu, uwzględnienia naszych oczekiwań i zabezpieczenia ich na równi z zabezpieczeniami innych. Jeśli w jakimś gabinecie, na jakimś biurku leżą plany nas dotyczące, ale bez zabezpieczenia naszych interesów, to możecie być pewni, że to biurko przewrócimy, a lokatora gabinetu uprzedzamy, by gotów był na szybką wyprowadzkę.

Spokojna i bezpieczna praca

Nie podołano wyzwaniom transformacji i zamiast mądrych decyzji serwuje się nam szykany, likwidacje, przeniesienia pracowników pod szyldem reorganizacji.

Kiedy żądamy informacji, to odpowiada się nam, żebyśmy podali podstawę prawną, a kiedy ją podajemy, to odpowiada się nam frazesami i dalej reorganizuje, przenosi, likwiduje, szykanuje tych, którzy sprzeciwiają się tej głupocie.

Dobrze się stało, że w czerwcu zrezygnowano z usług Korporacji Gwareckiej. To otworzyło ludziom oczy, że nie warto żądać większej łopaty, żeby lepiej zarobić. Okazało się, że warto zadbać o własne życie, czas dla siebie i rodziny. Tego nie zrekompensują żadne pieniądze. Jeśli mamy rozmawiać o pracy w weekendy, to jej warunkiem jest wpisanie podwyżki w stawki wynagrodzenia zasadniczego. Zaciekły opór zarządu przed wpisaniem podwyżki w stawki spowodowany był tym, że oznaczałoby to konieczność podniesienia stawek za pracę w dni wolne.

Wynagrodzenie za pracę w dni wolne musi być zdecydowanie wyższe. Pracownicy nie mogą pracować na okrągło jak do tej pory, należy ustalić maksymalne normy pracy w dni wolne. Naszym zdaniem firmy obce nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa pracy ani godnych warunków wynagrodzenia.

Praca w weekendy musi się odbywać w LWB, bo za pozorne oszczędności płacimy naszym zdrowiem i gorszym życiem naszych rodzin.

Bezpieczeństwo w naszej pracy jest naszym podstawowym prawem. Praca na okrągło, w stresie, najlepiej w kopalni i jeszcze u innego pracodawcy za półdarmo, wykorzystywanie przymusowej sytuacji i zmuszanie niektórych z nas do zawierania umów, których nikt rozsądny by nie podpisał, nie jest bezpieczne. Jest okrutnie głupie i musimy położyć temu kres.

Czy możemy dzisiaj świętować?

Musimy świętować pomimo świadomości braku spokojnej, bezpiecznej pracy, pomimo braku godziwego wynagrodzenia, braku prawdziwego dialogu w sprawach najważniejszych i udawania, że błahostki podsuwane nam przez prezesów są równie ważne.

Musimy świętować godnie, z wysoko podniesionymi głowami, z myślą o bezwzględnie koniecznych decyzjach, o które będziemy musieli walczyć jak nigdy wcześniej.

Całej naszej Braci Górniczej dużo zdrowia, wszelkiej pomyślności, a przede wszystkim spokojnej i bezpiecznej pracy.

Szczęść Boże.

Powyższy tekst sygnowały trzy centrale związkowe z kopalni Bogdanka: Związku Zawodowego Górników, „Solidarności” oraz związku „Przeróbka”

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa LWBogdanka – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12068156

Coraz więcej lichwy

Coraz więcej lichwy

Błyskawicznie rośnie skala udzielanych pożyczek, m.in. tzw. chwilówek, na wysoki procent.

Jak informuje Polska Agencja Prasowa, w październiku 2024 roku podmioty pozabankowe udzieliły ogólnych pożyczek gotówkowych (na dowolny cel, niekontrolowany przez pożyczkodawcę) na kwotę 1,39 mld złotych. To w porównaniu z październikiem 2023 wzrost o 44,6%. Liczba pożyczek wyniosła 522 tys., co z kolei oznacza wzrost o 30,2% dla miesiąca października porównywanych lat.

W okresie styczeń – październik 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 4,72 mln pożyczek gotówkowych na kwotę 12,260 mld zł. Oznacza to w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku wzrost liczby pożyczek o 34,7%, a ich wartości aż o 53,7%. W tej grupie znajdziemy zarówno tzw. chwilówki, jak i pozabankowe pożyczki na dłuższe okresy.

Wzrosła także liczba pożyczek celowych – kwot pożyczanych na konkretny, udokumentowany cel. Tu wzrost liczby pożyczek jest mniejszy, gdy porównamy październik 2023 z październikiem 2024. Wynosi 2,7%, natomiast wartość takich pożyczek wzrosła o 11,4%.

W tej kwestii znacznie gorzej wygląda trend długofalowy. W ciągu pierwszych 10 miesięcy roku 2024 udzielono w sumie 6,88 mln pożyczek celowych, na łączną kwotę 4,94 mld zł. Jest to w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku wzrost o 52,8% proc. w ujęciu liczbowym oraz o 64,8% pod względem wysokości pożyczonych kwot.

Nasze nowe patronaty medialne

Nasze nowe patronaty medialne

Mamy dwa nowe patronaty medialne nad ciekawymi publikacjami.

Pierwsza z nich to „Śląsk za Olzą” Pawła Hulki-Laskowskiego. Autor – obywatel Polski o korzeniach czeskich, humanista, lewicujący wolnomyśliciel, wybitny popularyzator kultury czeskiej w Polsce, pierwszy tłumacz na polski przygód Szwejka, wybitnych dzieł Karela Čapka, Boženy Němcovej, Karela Havlíčka Borovskýego, czyli absolutnej czeskiej klasyki – napisał książkę stanowczo biorącą w obronę Polaków na tzw. Zaolziu przed czechizacją i uciskiem narodowym.

Nie powstała dotychczas żadna inna tak duża prezentacja dziejów, kultury, dorobku, sytuacji Polaków na tzw. Zaolziu. Jest tu właściwie wszystko o tej społeczności w tamtym momencie dziejowym, czyli w latach 1936-1937, gdy Hulka przebywał na Zaolziu przez ponad rok, zbierał materiały i pisał. Całość dopełniają liczne zdjęcia, w tym miejsc dzisiaj już nieistniejących.

Książka wyjaśnia także to, czego w Polsce prawie się nie wie i nie rozumie – po co i dlaczego Polska „zajęła” w 1938 roku Zaolzie i dlaczego nasze wojsko witano kwiatami, a nie przekleństwami. A to wszystko umieszcza w odpowiednim kontekście człowiek, którego nie sposób podejrzewać o antyczeskie uprzedzenia.

Piękne wydanie, niewielki nakład, do tego przedmowa i kilkaset przypisów autorstwa Remigiusza Okraski, redaktora naczelnego „Nowego Obywatela”. Wydawcą jest Kongres Polaków w Republice Czeskiej. Dostępna w sprzedaży wysyłkowej w Bonito, Empiku i innych miejscach.

Druga nowa książki pod naszym patronatem medialnym to „Wieczna lewica” Marcina Giełzaka – wydanie drugie poprawione i rozszerzone (byliśmy też patronem pierwszego wydania). Autor napisał ciekawą i nieszablonową książkę. W zwięzłej, nierzadko aforystycznej formule prezentuje wiele założeń tradycyjnej socjaldemokratycznej lewicy i wyprowadza z nich ciekawe wnioski na dzisiejsze czasy. Książka jednych wkurzy, innych zaciekawi, trzecich jedno i drugie, a wszystkim rozrusza szare komórki. Nie spodoba się ani topornej prawicy, ani liberalnej lewicy, ani technokratyczno-oligarchicznemu centrum obsługującemu interesy Kapitału.

„Blisko 800 kapsułek tekstu, które składają się na książkę »Wieczna lewica« powinno służyć za swego rodzaju zwierciadło. Czytelnik znajdzie tutaj aforyzmy i anegdoty, myśli i maksymy, prawdy i paradoksy osadzone równie mocno w historii lewicy, jak w problemach teraźniejszości. Każdy z nich, choć długością przypomina tweet, stanowi zarówno zamkniętą całość, jak i część pełniejszego wywodu dotyczącego lewicowej tożsamości oraz tego, czemu i komu ma służyć lewica w XXI wieku”.

Książka ma 216 stron. Wydawcą jest Wydawnictwo Prześwity. Dla czytelników Nowego Obywatela książka jest dostępna z dużą zniżką. Na stronie https://www.grubytom.pl/ zarówno książka Marcina Giełzaka, jak i wszystkie inne pozycje tej oficyny są dostępne o 35% taniej – wystarczy w pole rabatowe wpisać: nowyobywatel

Zachęcamy do lektury obu pozycji.