przez redakcja | czwartek 27 listopada 2025 | aktualności
Duża polska sieć handlowa nie ma wymaganego prawem funduszu wspierającego swoich pracowników.
Jak informuje Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, wchodząca w skład tej centrali Konfederacja Pracy, której oddział zrzesza pracowników sieci Kaufland, Biedronka, Dino, Aldi i Rossmann, jedna z tych sieci nie stworzyła Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Niestety chodzi o jedyną w tym gronie sieć należącą do krajowego kapitału, czyli Dino.
Konfederacja Pracy zwraca uwagę, że pracownicy sieci Dino nie otrzymują nic z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Firma prawdopodobnie w ogóle go nie utworzyła. Tymczasem stworzenie funduszu jest ustawowym obowiązkiem każdego przedsiębiorstwa, które zatrudnia co najmniej 50 osób.
Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych, finansowany ze środków firmy, ma za zadanie wspierać pracowników i ich rodziny. Może obejmować między innymi dofinansowanie wypoczynku, w tym wczasów pod gruszą i pobytów sanatoryjnych, zapomogi dla osób w trudnej sytuacji życiowej lub zdrowotnej, pożyczki mieszkaniowe na remont lub zakup mieszkania, dofinansowanie kultury i sportu, świadczenia okolicznościowe, w tym paczki świąteczne, wsparcie dla dzieci pracowników w zakresie wypoczynku i edukacji. Ustawowym obowiązkiem jest tego rodzaju wsparcie, a cywilizowany standard to zasięganie opinii przedstawicieli pracowników (związkowców, członków rady pracowników itp.), jak dzielić zebrane środki i czego najbardziej oczekują zatrudnieni.
Dino zatrudnia niemal 55 000 osób.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Łukasz Świerczewski – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=116790444
przez redakcja | środa 26 listopada 2025 | aktualności
Z dnia na dzień zamknięto odlewnię.
Jak informuje portal Gostyn24.pl, nagle zamknięto odlewnię żeliwa Teriel w Gostyniu. Firma należąca do kapitału niemieckiego przestała działać niemal z dnia na dzień. O zakończeniu działalności zakładu pracownicy dowiedzieli się nagle w środę na spotkaniu z niemieckim prezesem przedsiębiorstwa.
Zwolnieni otrzymują świadectwa pracy, a kilka osób zajmuje się wydawaniem ostatnich zamówień kontrahentom. Pracownicy usłyszeli od szefostwa, że wypłaty za październik otrzymają, gdy na konto firmy wpłyną zaległe kwoty za zamówione produkty. Portal cytuje kilku pracowników: „Pracowałem chyba za długo, teraz nie wiem, co będzie”; „Z dnia na dzień. Jak pies z dnia na dzień…”.
Pracę i źródło utrzymania straciło w ten sposób około 60 osób.
przez redakcja | wtorek 25 listopada 2025 | aktualności
Wielki koncern stalowy zamyka hutę w Chorzowie.
Jak informuje portal Money.pl, wielki koncern stalowy ArcelorMittal Poland postanowił na trwałe zlikwidować produkcję w Hucie Królewskiej w Chorzowie. Zakład zakończy działalność po ponad 220 latach nieprzerwanego istnienia. Niegdyś nosił m.in. nazwy Huta Piłsudski i Huta Kościuszko, a obecna nazwa Królewska Huta nawiązuje do dawnej nazwy Chorzowa.
Zakład działa w Chorzowie od przełomu XVIII i XIX wieku. Był jedną z czołowych i symbolicznych inwestycji nadających Górnemu Śląskowi charakter przemysłowy. W grudniu ma ustać praca huty. Zarząd polskich struktur koncernu motywuje tę decyzję kiepskimi realiami rynku produkcji stali w Europie oraz koniecznością dużych wydatków na modernizację zakładu, co w obecnej sytuacji nie zwiastuje szans na odzyskanie tych środków.
W zakładzie pracuje obecnie 270 osób. Mają one od spółki otrzymać propozycje pracy w innych polskich zakładach ArcelorMittal. Oznacza to konieczność dojazdów do pracy, a dla miasta Chorzów nic nie zmienia w kwestii utraty substancji przemysłowej. Sytuacja jest tym poważniejsza, że w ostatnich latach koncern wyłączył wielki piec w Krakowie, a niedawno uczynił to samo z jednym z dwóch wielkich pieców w hucie w Dąbrowie Górniczej.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Teka z polskiej Wikipedii, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2751433
przez redakcja | poniedziałek 24 listopada 2025 | aktualności
Związkowcy z Polski, Czech i Słowacji wspólnie apelują o obronę europejskiego hutnictwa.
Jak informuje portal Tysol.pl, związkowcy z Solidarności wraz ze związkowcami z Czech i Słowacji – OS KOVO oraz RO OZ KOVO U.S. Steel Kosice, wspólnie zaapelowali o obronę europejskiego hutnictwa. Apel został przedstawiony na posiedzeniu komitetu SSDC for Steel, który w skali europejskiej koordynuje działania związkowców oraz właścicieli firm z sektora hutniczego.
W apelu czytamy: „Bez podjęcia natychmiastowych i zdecydowanych działań istnieje realna groźba zamykania hut i masowych zwolnień w Europie Środkowej. Niestety, takie negatywne zjawiska już się rozpoczęły, o czym świadczą kolejne informacje o upadłościach, zamknięciach zakładów produkcyjnych i zawieszeniu prac instalacji hutniczych”.
Związkowcy-hutnicy z trzech krajów Europy Środkowej twierdzą, że „Przedsiębiorstwa hutnicze ponoszą skrajnie wysokie koszty energii elektrycznej i gazu oraz uprawnień do emisji CO2, co dramatycznie obniża ich globalną konkurencyjność. Ceny energii dla przemysłu w regionie pozostają około dwukrotnie wyższe niż średnio w latach 2015–2019 i należą do najwyższych w Europie, zaś koszt uprawnień EU ETS wzrósł z ~5 euro/ tonę w 2017 roku do ponad 71 euro/tonę w 2025 roku – obciążając w sposób bezprecedensowy sektor energochłonny”.
Apel zawiera konkretne postulaty do władz unijnych, w tym: natychmiastowe wdrożenie projektu Komisji Europejskiej chroniącego unijny rynek stali przed zagranicznym importem, podjęcie działań ochronnych przed importem stali z Ukrainy, ustanowienie maksymalnej ceny energii elektrycznej na poziomie 50 euro za MWh dla całego wolumenu energii dla odbiorców przemysłowych w UE oraz reformę systemu EU ETS.
przez redakcja | poniedziałek 24 listopada 2025 | aktualności
„Solidarność” domaga się od rządu pilnych działań na rzecz uregulowania zasad franczyzy.
Portal Dla Handlu informuje, że Krajowy Sekretariat Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność” wezwał rządzących do jak najszybszego uregulowania funkcjonowania systemów franczyzowych w Polsce. Ich obecna forma pozwala na masowe nadużycia wobec franczyzobiorców i ich pracowników. „Solidarność” wskazuje, że w Polsce ma miejsce dynamiczny rozwój inicjatyw franczyzowych. Za wieloma z nich stoi wielki kapitał zagraniczny. Nie ma w takiej sytuacji mowy o równowadze sił: franczyzobiorcy są stroną systemowo słabszą, a dochodzenie ich praw jest zwykle bezskuteczne. Franczyzowe podmioty chętnie też obchodzą prawo pracy, oferując umowy śmieciowe tam, gdzie zachodzi etatowy stosunek zatrudnienia. Franczyzobiorcy znajdują się nierzadko w specyficznej sytuacji formalnoprawnej jako przedsiębiorcy-pracownicy. Ochrona ich praw jest w obecnej sytuacji niewielka.
„Solidarność” apeluje m.in. o to, aby uznać taką formę współpracy za zorganizowany system działalności. Franczyzobiorca miałby w nim ponosić pełnię odpowiedzialność typowej dla pracodawcy wobec osób zatrudnionych. Z kolei poszczególni franczyzobiorcy mieliby być chronieni przed nadużyciami ze strony samych sieci oferujących prowadzenie działalności w takim modelu.
przez redakcja | piątek 21 listopada 2025 | aktualności
Prezentujemy stanowisko spółki pracowniczej MPK Kielce w sprawie działań liberalnych władz tego miasta.
***
Stanowisko MPK Sp. z o.o. w przedmiocie planów budowy przez Miasto Kielce zajezdni autobusowej wraz z infrastrukturą towarzyszącą planowanej do realizacji na działkach nr 583/2 i 583/3 obręb 0009 przy ul. Oskara Kolberga w Kielcach.
Na podstawie Porozumienia Społecznego z dnia 30 sierpnia 2007 r. zawartego pomiędzy Załogą ówczesnego MPK a Miastem Kielce doszło do zmian w strukturze własnościowej MPK Kielce.
W wyniku poczynionych ustaleń udziałowcami tej spółki zostali pracownicy działający w formie Spółki pracowniczej KASP posiadającej aktualnie 62,4% udziałów i Miasto Kielce posiadające aktualnie 33,4% udziałów.
Celami działania wspólnie założonej Spółki jest świadczenie usług komunikacyjnych na terenie Miasta Kielce.
Strona pracownicza wywiązała się w całości ze zobowiązań zawartych w umowie prywatyzacyjnej, tj. zainwestowała w spółkę ok. 180 milionów złotych przy wymaganej na te cele kwocie 76 248 000 milionów złotych, utrzymała zatrudnienie oraz spełniła wszystkie inne wymagania wynikające z umowy prywatyzacyjnej.
Kieleckie Autobusy Spółka Pracownicza Sp. z o.o. zgodnie z § 8 umowy sprzedaży udziałów z dnia 6 października 2008 r. oraz na podstawie art. 24 ust. 4 aktu założycielskiego spółki z ograniczoną odpowiedzialnością „Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w Kielcach” i Porozumienia Społecznego z dnia 30 sierpnia 2007 r. zawartego pomiędzy załogą a Miastem Kielce, złożyła w dniu 16 czerwca 2023 r. Gminie Kielce ofertę nabycia 10 096 udziałów spółki pod firmą Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Kielcach.
Gmina Kielce odmówiła realizacji obowiązku wynikającego z § 8 umowy sprzedaży udziałów z dni 6 października 2008 r., powtórzonego w art. 24 ust. 4 aktu założycielskiego spółki z ograniczoną odpowiedzialnością „Miejskie Przedsiębiorstwo z ograniczoną odpowiedzialnością w Kielcach”.
Wcześniej Zarząd KASP proponował Miastu Kielce odkupienie udziałów od KASP Miasto Kielce, co również spotkało się z odmową.
Aktualna decyzja Miasta o zakupie działek przy ul. Kolberga w Kiecach i budowie tam nowej zajezdni autobusowej w ocenie MPK jest nieuzasadniona ekonomicznie, a także sprzeczna z treścią przepisu art. 56 § 1 Kodeksu Spółek Handlowych, stanowiącego że: „Wspólnik zobowiązany jest powstrzymać się od wszelkiej działalności sprzecznej z interesami spółki”.
Gmina Kielce, pomimo że jest udziałowcem MPK, to od dłuższego czasu podejmuje działania, które blokują rozwój MPK Kielce.
Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji Sp. z o.o. zostało niezasadnie pozbawione przychodów z następujących linii autobusowych 15, 17, 36, 40 oraz 13, 23, 24, które aktualnie w wyniku działań Gminy Kielce nie są już obsługiwane przez MPK Sp. z o.o.
W odniesieniu do linii 15, 17, 36 i 40 warto przypomnieć, że zastrzeżenia dotyczące ich przekazania do tańszego kontraktu unijnego były zgłaszane już w 2019 r. przez ówczesną prezes MPK Sp. z o.o. podczas sesji Rady Miasta Kielce. Podkreślała ona, że dokonanie jedynie drobnych korekt i włączenie tych tras w miejsce rzeczywiście zlikwidowanych linii w ramach kontraktu unijnego doprowadziło do znacznego zmniejszenia dochodów Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Sp. z o.o.
Ponadto w okresie prowadzenia procedury przetargowej w 2023 r. na tzw. kontrakt unijny, Gmina Kielce naruszając treść postanowień i załączników do umowy z dnia 16 stycznia 2018 r. zabrała wbrew obowiązującym przepisom linie 13, 23 i 24 z tego kontraktu (tzw. głównego) do kontraktu unijnego, również obsługiwanego przez MPK Kielce. W chwili obecnej linie te obsługiwane są przez innego przewoźnika, co dodatkowo spowodowało znaczne zwiększenie kosztów finansowych dla Gminy Kielce i to W sytuacji gdy MPK Sp. z o.o. zgodnie z zawartą umową z dnia 16 stycznia 2018 powinna obsługiwać te linie. Byłoby to tańsze dla Gminy Kielce oraz korzystniejsze dla pasażerów, którzy jeździliby nowszymi autobusami.
Nadmieniamy również, że w 2022 r. z kontraktu głównego do kontraktu unijnego zabrane zostały także linie OW i OZ. Przerzucanie linii z kontraktu głównego do kontraktu „unijnego” spowodowało nie tylko znaczne zmniejszenie przychodu spółki, ale również całkowite wyłączenie z ruchu pięciu autobusów MINI (10 m), które generują kolejne straty dla przedsiębiorstwa.
Powyżej opisane działania Gminy Kielce wprost łamią postanowienia umowy z 16 stycznia 2018 r. i nakierowane są na osłabienie finansowe spółki, w której Gmina Kielce posiada znaczną ilość udziałów.
W tej sytuacji zakup nieruchomości na potrzeby uruchomienia zajezdni autobusowej autobusów elektrycznych i wybudowania instalacji fotowoltaicznej, pomimo że Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji Sp. z o.o. posiada dobrze wyposażoną, kompleksową zajezdnię, w tym odpowiednią powierzchnię gruntów i budynków zaplecza technicznego, które dają możliwość na ich powierzchniach dachowych montażu instalacji fotowoltaicznej o odpowiedniej mocy (ponad 3000 m kw.), jest nieuzasadniony ekonomicznie zarówno z punktu widzenia Miasta Kielce jako udziałowca, jak i mieszkańców Kielc jako podatników.
Dodatkowo wbrew interesom spółki MPK Sp. z o.o. oraz podatników Gmina Kielce zaniechała ze skorzystania z uprawnienia przewidzianego w § 3 ust. 2 umowy z dnia 16 stycznia 2018 r. zawartej pomiędzy Gminą Kielce a Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacji Sp. z o.o., zgodnie z którym Gmina Kielce (jako organizator przewozów w komunikacji miejskiej) ma prawo zwiększyć wielkość zadań przewozowych do +10% wyjściowego zakresu rzeczowego (czyli 1 029 700 km rocznie), za wykonanie których Gmina Kielce płaciłaby stawkę 8,51 zł/km zamiast stawki 10,60 zł/km przewidzianej w umowie z BP Tour Regio Sp. z o. o., a tym samym wywołała po stronie podatników (mieszkańców i innych podmiotów płacących podatki w Kielcach) szkodę majątkową przekraczającą już 5 milionów złotych. Równocześnie z tego samego tytułu przychody Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Sp. z o.o. od października 2023 r. są miesięcznie niższe o około 650 000 zł. Do obecnej chwili (listopad 2025 r.) ta kwota wynosi już 17 milionów złotych, natomiast w tym samym okresie czasu zadłużone miasto straciło na operacji przerzucenia linii do droższego kontraktu obsługiwanego przez BP Tour Regio ponad 5 milionów złotych.
We wrześniu 2023 r. w ramach dodatkowych kursów przekazanych do realizacji z tzw. kontraktu unijnego MPK Sp. z o.o. wykonało 76 361 km, jednocześnie w ramach kontraktu głównego nie obowiązywały już żadne ilościowe ograniczenia kursów związane z okresem wakacyjnym. Wobec powyższego dane z września 2023 r. z pełną realizacją zadań z kontraktu głównego i 76361 km z kontraktu unijnego pokazują realną możliwość stałego i ciągłego wymiaru zadań realizowanych przez MPK Sp. z o.o. Innymi słowy Gmina Kielce – Zarząd Transportu Miejskiego w Kielcach ma możliwość comiesięcznego zlecania do MPK Sp. z o.o. zadań w wymiarze co najmniej 76 361 km po cenie 8,51 zł/km netto (76 361* 8,51 649 832,11 zł netto). Niezrozumiałe i zaskakujące jest również to, że po zakończeniu dwuletniej umowy z BP Tour Regio miasto, mimo pism otrzymywanych od MPK, zdecydowało się na przedłużenie umowy na wszystkie trzy zadania z tym operatorem, powodując kolejne straty finansowe dla miasta, zaś z tego tytułu dochód MPK zmniejszy się o 3 miliony złotych.
Przy ul. Jagiellońskiej naprzeciwko MPK, Miasto Kielce i MPK posiadają działki niezabudowane. MPK dwa lata temu zwróciło się do Miasta Kielce (a około rok temu ponowiło prośbę) o ich scalenie i sprzedaż bądź odkupienie przez Miasto lub wspólne zagospodarowanie gruntów na potrzeby komunikacji.
Pomimo upływu tak długiego czasu sprawa w żaden sposób nie została załatwiona.
Przytoczone powyżej fakty bezspornie wskazują, że dobro i interes spółki Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Sp. z o.o. są naruszane przez jej wspólnika – Gminę Kielce. Stan taki jest niezwykle destrukcyjny zarówno dla naszej spółki, która prowadzi inwestycje na wysoką skalę, jak i jej innych wspólników.
W tej sytuacji Zarząd MPK, jak i pracownicy są mocno zaniepokojeni postawą Miasta Kielce. Rodzą się pytania, dlaczego Gmina Kielce, jako udziałowiec spółki MPK Sp. z o.o. działa na jej szkodę, jak również na szkodę Gminy Kielce poprzez zaniechanie jakiejkolwiek współpracy z MPK Sp. z o.o. i inwestowanie ogromnych funduszy (około 30 milionów złotych) w zakup dwuhektarowej działki oraz budowę nowej zajezdni autobusowej, jeżeli rozwój i modernizacja bazy MPK, której wielkość sięga 4 hektarów, byłaby znacznie tańsza i szybsza w realizacji. Zwłaszcza że Miasto posiada również dodatkowy teren przyległy do bazy, który był już wykorzystywany jako parking, a więc jest tam gotowa infrastruktura.
Wnosimy o udzielenie odpowiedzi, czy Gmina Kielce, która posiada 33 procent udziałów w MPK, przeprowadziła szczegółowe analizy ekonomiczne dotyczące porównania kosztów związanych z budową nowej zajezdni autobusowej z innymi wariantami, np. wykupem wszystkich udziałów od spółki pracowniczej, wykupem pakietu większościowego (np. 51 procent udziałów) lub wykupieniu samej bazy bez autobusów (grunty wraz z budynkami)? Dlaczego Gmina Kielce nie chciała wcześniej ani sprzedać udziałów w MPK Sp. z o.o., ani odkupić udziałów od KASP, mając plany związane z budową nowej zajezdni i ogromnymi inwestycjami?
Oczywistym jest, że budowa nowej bazy autobusowej w Kielcach zmierza do osłabienia pozycji finansowej MPK Sp. z o.o., a tym samym Gmina Kielce działa na swoją szkodę, bo obniża wartość posiadanych w MPK Sp. z o.o. udziałów.
Skoro Gmina Kielce nadal ma udziały w MPK Sp. z o.o., to czy nie byłoby zasadnym podejmowanie działań wzmacniających tą spółkę? Dlaczego Gmina Kielce nie podejmuje negocjacji z MPK Sp. z o.o., o które kilkakrotnie zabiegał zarząd spółki w formie pisemnej, w celu zainicjowania wspólnych działań mogących przynieść obopólne korzyści dla Miasta i MPK Sp. z o.o.? Po co inwestować w pustą działkę, skoro MPK ma gotową bazę autobusową w dobrej lokalizacji, w której mniejszym kosztem można zainstalować infrastrukturę do ładowania autobusów elektrycznych, a warsztaty serwisowe i doświadczeni mechanicy są już na miejscu?
Czy Miastu Kielce zależy na doprowadzeniu spółki MPK do upadku? Co stanie się z około 600 pracownikami tej spółki, jeżeli Gmina Kielce nadal będzie atakowała kielecką spółkę, a
promowała przedsiębiorstwa, które podatki płacą w innych miastach? Czy nie byłoby zasadnym zainwestowanie w tę spółkę, aby utrzymać miejsca pracy w Kielcach? Czy Gmina Kielce rozważała/rozważa nabycie pakietu udziałów w MPK Sp. z o.o., tak aby uzyskać większość w tej spółce i w nią inwestować zamiast budować od nowa zajezdnię, co jest rozwiązaniem kilkakrotnie droższym, dłuższym oraz ze szkodą dla pracowników i mieszkańców Miasta, bo to są przecież ich pieniądze, a nie urzędników, którzy powinni zarządzać pieniędzmi publicznymi w sposób jak najbardziej racjonalny, oszczędny i gospodarny?
Dodatkowo zwracamy uwagę na to, że na pismo z dnia 10.06.2025 r. skierowane do Pani Prezydent nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi pomimo deklaracji ze strony Zarządu Spółki MPK Kielce dotyczącej chęci prowadzenia rozmów, dialogu, współpracy w zakresie organizacji transportu w Kielcach i współpracy między spółką a wspólnikami.
Prezes Zarządu MPK w Kielcach Jerzy Met
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Marcin Szymoniak
przez redakcja | czwartek 20 listopada 2025 | aktualności
W trzech zakładach firmy z branży motoryzacyjnej zaczął się dzisiaj strajk.
W trzech zakładach firmy Valeo w Małopolsce dzisiaj od rana trwa bezterminowy strajk. Praca stanęła w zakładach w Chrzanowie, Trzebini i Mysłowicach w zakładach produkujących podzespoły dla branży motoryzacyjnej. Strajkować mają pracownicy wszystkich zmian – do skutku i bezterminowo.
Na opuszczone stanowiska skierowano łamistrajków zatrudnionych przez agencje pracy tymczasowej oraz znaczną część personelu biurowego. Szefostwo firmy nie ustępuje wobec żądań pracowników.
Strajk odbywa się po długotrwałych bezskutecznych próbach nacisku na władze firmy. Prowadzi go związek zawodowy Sierpień ’80. Organizowano pikiety i demonstracje, później przeprowadzono referendum strajkowe, a niedawno odbył się dwugodzinny strajk ostrzegawczy w każdym z zakładów i na każdej zmianie.
Pracownicy domagają się podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 1000 zł do podstawy wynagrodzenia dla każdego z pracowników, dodatku stażowego w wysokości 8 proc. minimalnego wynagrodzenia dla pracowników ze stażem do 5 lat oraz 1 proc. za każdy rok pracy powyżej 5 lat oraz podwyżki do 600 zł dodatku za pracę w systemie czterobrygadowym.
Warto wesprzeć fundusz strajkowy – strajkujący nie otrzymują wynagrodzenia za okres strajku. Wpłacić wsparcie można tutaj.
przez redakcja | czwartek 20 listopada 2025 | aktualności
Zwolnienia grupowe w dużej firmie z branży fotowoltaiki.
Jak informuje portal tarnow.naszemiasto.pl, firma Hymon Fotowoltaika z Tarnowa ogłosiła zwolnienia grupowe. Przedsiębiorstwo zajmuje się montażem pomp ciepła i instalacji fotowoltaiki. Działa od 2011, przed kilkoma laty było liderem montażu fotowoltaiki w skali kraju.
Pracę straci aż 40% całej załogi – 72 osoby spośród ogółu 174 zatrudnionych. Redukcje zatrudnienia zostaną przeprowadzone w całym kraju.
przez redakcja | czwartek 20 listopada 2025 | aktualności
Trzy spore ośrodki miejskie stracą dogodne połączenie kolejowe.
Jak informuje portal Nowiny.pl, spółka PKP Intercity wycofuje pociąg IC Porta Moravica z trasy przez Żory, Rybnik i Wodzisław Śląski. Teraz pojedzie on przez Zebrzydowice, a w dodatku jego trasa zostanie skrócona i zakończy się w Krakowie zamiast w Przemyślu. Oznacza to dla mieszkańców trzech sporych miejscowości utratę możliwości dogodnego dojazdu przede wszystkim do Krakowa. W Rybniku, Żorach i Wodzisławiu zamieszkuje w sumie 230 tysięcy osób. W Zebrzydowicach – 5000 osób.
Pociąg był chętnie wybierany przez mieszkańców tych miast. Tylko w Rybniku tygodniowo wsiadało do niego około 450-500 osób. Podobnie było z pozostałymi miastami. Było to w dodatku połączenie poza godzinami szczytu, więc frekwencja jest tym bardziej zadowalająca.
Od 14 grudnia decyzją władz PKP IC trasa zostanie zmieniona. Mieszkańcy stracą możliwość bezpośredniego dojazdu do stacji Kraków Główny.
Mieszkańcy są oburzeni, protestują także władze samorządowe. Powstała nawet petycja domagająca się przywrócenia dotychczasowego przebiegu pociągu. Podpisało ją już ponad 2000 osób.
przez redakcja | środa 19 listopada 2025 | aktualności
14 grudnia odbędzie się strajk w dużej sieci supermarketów.
Jak informuje WP Finanse, 14 grudnia na dwie godziny ustanie praca w supermarketach sieci Kaufland. Odbędzie się wówczas strajk ostrzegawczy. To skutek fiaska długotrwałego sporu związków zawodowych z szefostwem sieci.
Związkowcy z Konfederacji Pracy od dawna domagają się podwyżek płac w Kauflandzie. Chcą wzrostu zarobków o 1200 złotych miesięcznie. Związkowcy zapowiadają, że jeśli zarząd firmy się nie ugnie, po dwugodzinnym strajku ostrzegawczym może dojść do strajku bezterminowego i całkowitego zatrzymania pracy.
Zarobki kasjerów w Kauflandzie wynoszą ok. 5300 zł brutto, czyli 3,7 tys. zł netto. Wiele osób jest zatrudnionych na trzy czwarte etatu, a więc otrzymują jeszcze niższe wypłaty. Dotychczasowe kilkumiesięczne negocjacje nie przyniosły żadnych konkretów w sprawie podwyżek. Związkowcy uważają także, iż nasiliły się postawy antyzwiązkowe i pogorszyło się traktowanie tych pracowników, którzy są podejrzewani o przynależność do związków.
Gdy nadchodzący dwugodzinny strajk nie przyniesie rezultatów, związkowcy zamierzają przeprowadzić referendum strajkowe, a po uzyskaniu akceptacji załogi dla takiego pomysłu – strajkować na okrągło i bezterminowo. Wojciech Jendrusiak, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie, Biedronce, Dino, ALDi i Rossmann, mówi portalowi WP Finanse: „Problem polega na tym, że takie same, niskie standardy obowiązują w całym handlu, w którym pracuje ok. 2 mln osób. Dlatego musimy dokonać przełomu. Być może w przyszłości trzeba będzie wejść spory zbiorowe we wszystkich sieciach handlowych i jednocześnie zastrajkować, tak na poważnie”.
przez redakcja | środa 19 listopada 2025 | aktualności
Jeden z najstarszych zakładów w regionie kończy działalność.
Jak informuje portal FashionBiznes, Spółdzielnia Pracy „Tarnowska Odzież”, znalazła się w stanie likwidacji. Przedsiębiorstwo o 80-letnim stażu nie wytrzymało obecnych realiów gospodarczych i upada.
„Tarnowska Odzież” specjalizowała się w szyciu ubrań w stylu klasycznym. Większość produkcja eksportowała, była ceniona za jakość wykonania. Jej produkty trafiały głównie do USA i Francji. Jednak zamówienia zmalały, a koszty produkcji znacznie wzrosły – przede wszystkim materiałów i energii.
Likwidacja spółdzielni oznacza utratę pracy przez jej załogę. 72 pracowników otrzymało już wymówienia w procedurze zwolnień grupowych. To 90% zatrudnionych. Pozostali będą przez jeszcze jakiś czas pracować przy procesie likwidacji załogi. Około 40 zwalnianych ma możliwość ubiegać się o świadczenia przedemerytalne.
przez redakcja | wtorek 18 listopada 2025 | aktualności
W październiku liczba ofert zatrudnienia była najniższa od czasu szczytu pandemii.
Jak informuje portal Puls HR na podstawie cyklicznej analizy agencji Grant Thornton, w październiku internetowe portale z ofertami pracy zanotowały tylko 253 tysiące ofert zatrudnienia. Oznacza to już piąty z rzędu miesiąc spadku liczby ofert pracy. Co gorsza, ich obecna liczba jest najmniejsza od czasów załamania rynku pracy w szczycie pandemii w roku 2020. Spadek liczby ofert w ciągu zaledwie roku wyniósł 12%.
Największe spadki w ciągu roku zanotowano wśród marketerów (o 19 proc. mniej ofert), pracowników fizycznych (o 18 proc.) oraz w branży finansowej (o 8 proc.). W największych polskich miastach w październiku 2025 przypadało średnio 16,1 ofert pracy na każdy 1000 mieszkańców. Rok temu było ich 18. Liczbowo najgorzej wypada Łódź, gdzie liczba ofert w październiku wynosiła zaledwie 8,2 na 1000 mieszkańców. Największy ubytek wśród dużych miast miał miejsce w Bydgoszczy, gdzie przez rok liczba ofert spadła aż o 18 procent. Niemal taki sam spadek zaliczył Szczecin, a Lublin ma o 13% mniej ofert niż rok temu. Nawet Kraków stracił 9% ofert w ciągu roku.
przez redakcja | poniedziałek 17 listopada 2025 | aktualności
Młodzi na ulicach Warszawy przeciw „śmieciowemu państwu”. Pierwszy marsz socjalny przeszedł przez stolicę.
W weekend, 15 listopada ulicami Warszawy przeszedł marsz młodych osób pracujących, studiujących i bezrobotnych, sprzeciwiających się polityce socjalnej państwa. Organizatorzy podkreślają, że była to „pierwsza, lecz nie ostatnia” demonstracja i że „przywracają socjalną walkę na ulice”. Za akcję odpowiada Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza.
W tłumie wybrzmiewały hasła: „Śmieciowe państwo, śmieciowe umowy!”, „Gdzie są te akademiki?”, „Januszeksy do roboty!”, „Nie brunatno-narodowa, młoda Polska jest związkowa!”. Uczestnicy protestu zwracali uwagę na rosnącą skalę niestabilnych form zatrudnienia oraz brak realnych alternatyw dla pracy na umowach cywilnoprawnych.
Demonstranci krytykowali wypowiedzi przewodniczącego sejmowego Zespołu ds. Wolnego Rynku, Przemysława Wiplera (Konfederacja), oraz prezesa Rady Przedsiębiorców Adama Abramowicza, którzy utrzymują, że ludzie „wybierają” elastyczne formy zatrudnienia. – To bzdura. Nie jest to wolny wybór, a przymus wynikający z braku stabilnych ofert pracy – podkreślali organizatorzy. Zwracali uwagę, że zdaniem pracodawcy korzystają na obchodzeniu prawa pracy, pozbawiając młodych m.in. płatnych nadgodzin, urlopów, zwolnień lekarskich i innych świadczeń.
Jednym z głównych postulatów marszu był powrót publicznych stołówek na uczelniach. Młodzi związkowcy przypomnieli o zawartym w czerwcu porozumieniu strajkowym z Uniwersytetem Warszawskim, w którym ministra Karolina Zioło-Pużuk zobowiązała się do przedstawienia programu finansowania stołówek akademickich do końca 2025 r. – Czas na fundusz stołówkowy! – apelowano podczas demonstracji.
Uczestnicy wyrazili również solidarność z załogą firmy Valeo z Chrzanowa, która obecnie prowadzi strajk.
Organizatorzy zapowiadają kolejne działania i dalszą walkę o prawa socjalne młodych.
przez redakcja | poniedziałek 17 listopada 2025 | aktualności
Mamy najniższy wzrost płac od czterech i pół roku.
Jak informuje „Rzeczpospolita”, w trzecim kwartale 2025 roku przeciętne wynagrodzenie brutto zwiększyło się rok do roku o 7,5%. Jest to wskaźnik brutto i bez uwzględnienia wzrostu kosztów życia o inflację ogólną i inflację w kwestii najczęściej nabywanych produktów. To najniższy wskaźnik wzrostu płac od czterech i pół roku. Na tak mizerny wzrost płac złożyła się za rządów Tuska mniejsza skala podwyżek w sferze budżetowej, niższa skala podwyżki płacy minimalnej, hamujące tempo wzrostu płac w firmach, osłabiony popyt na pracę.
Jak przewidują analitycy, wkrótce czeka nas dalsze wyhamowanie wzrostu pensji. W roku 2026 część z nich szacuje wzrost płac na poziomie zaledwie 6-6,5% rocznie, a według NBP może to być zaledwie 5,8%. Na takie prognozy wskazuje choćby tylko niespełna 3-procentowy wzrost płac minimalnych i pensji w budżetówce, a także stale pogarszająca się sytuacja na rynku pracy (rosnące bezrobocie, malejąca liczba ofert pracy itp.), skutkująca osłabieniem presji płacowej.
przez Roman Rostek | niedziela 16 listopada 2025 | opinie, Polecamy
Wokół sztucznej inteligencji budowano otoczkę czegoś potężnego, co za chwilę zmieni sposób funkcjonowania całego świata: ludzi, firm, państw, globalnej gospodarki. Z jednej strony prezentowano cudowne możliwości rozwoju, z drugiej – straszono negatywnymi konsekwencjami, z katastrofą i końcem ludzkości włącznie. Większość tych narracji to marketingowe bajki, które mają pomóc korporacjom w zdobywaniu rynków z nowym produktem.
Marketingowe narracje opierają się na sprzedawaniu obietnic. W przypadku sztucznej inteligencji od początku marketing koncentrował się na obietnicach wielkiego kalibru: AI radykalnie zmieni świat. W odniesieniu do pracy wiodący mit to opis nowego wspaniałego świata, w którym sztuczna inteligencja służy człowiekowi pomocą i wykonuje trudne, zabierające czas zadania, dostarcza wiedzy i umiejętności dostępnych niedawno tylko ekspertom. Dzięki temu przyspieszyć ma wzrost gospodarczy, dokonamy przełomowych odkryć w medycynie i nauce, a społeczeństwo będzie coraz bardziej zamożne. Ludzie w pracy będą wykorzystywać nowe narzędzia, pozwalające na podniesienie możliwości kognitywnych na wyższy poziom. Prostota stosowania AI umożliwi pracownikom dostęp do kompetencji zarezerwowanych wcześniej dla ekspertów.
Rozwój technologiczny jako mit marketingowy
Każda przełomowa technologia posługuje się wielkim mitem marketingowym. Robotyzacja miała przynieść świat bez ciężkiej pracy, bo tę będą wykonywać roboty. Ba, większość jakiejkolwiek pracy miała być wykonywana przez roboty, jak w kreskówce o Jetsonach, wzorcowej ilustracji tego mitu z lat 1960-tych, gdzie dzień pracy to tylko dwie godziny. Robotyzacja przyniosła wiele, jeśli chodzi o ograniczenie ciężkiej pracy, ale na pewno kryterium opłacalności zastępowania ludzi jako pracowników jest tu ważniejsze niż bezpieczeństwo pracujących. A przy okazji robotyzacja wpłynęła na wzrost nierówności płacowych, więc ten nowy wspaniały świat jeszcze nie nadszedł (być może nadejdzie, skoro Jetsonowie żyli w latach 2060-tych).
Mieliśmy mit gospodarki opartej na wiedzy, który wiązał rozwój państw z wykształceniem i skończył się sytuacją, w której młodzi absolwenci muszą podejmować pracę poniżej swoich formalnych kwalifikacji, bo praca jest niekoniecznie tam, gdzie ukierunkowało ich kształcenie.
Jednym ze sprytniejszych pomysłów marketingowych było wykreowanie mitu ekonomii współdzielenia, bazującego na pozytywnych potrzebach wspólnotowego dzielenia się dobrami. Finalnie przybrało to kształt drapieżnego biznesowego modelu korporacji platformowych, wykorzystujących pracę osób, których nie chcą uznać za swoich pracowników. Powiązany z tym był mit gospodarki cyfrowej, mającej dać m.in hiperindywidualizację w realizacji potrzeb konsumentów dzięki dopasowaniu oferty na podstawie danych. Tu owocami są cyfrowy nadzór, kradzież danych użytkowników i zindywidualizowana manipulacja.
Wokół sztucznej inteligencji tworzonych jest wiele mitów. Te najważniejsze nie są niczym nowym. Ich ślady można znaleźć w futurystycznych przepowiedniach sprzed kilkudziesięciu lat, jak i w literaturze popularnej czy filmach science-fiction. To mocne ugruntowanie w wytworach popkultury pozwala zresztą na łatwiejsze sprzedawanie obietnic, jak również na straszenie. Wyraźnie widać to w narracjach dotyczących wpływu sztucznej inteligencji na gospodarkę i pracę.
O wpływie AI na pracę bez lukrowania
Tezy o przełomowym znaczeniu sztucznej inteligencji dla świata pracy pojawiają się już od wielu lat. Przeważnie razem z przepowiedniami, jak duży odsetek stanowisk zniknie dzięki automatyzacji opartej na AI. Wspominałem o tych danych w tekście Przyszłość pracy w świecie sztucznej inteligencji, opisującym ten obszar po kilku miesiącach od przedstawienia szerokiej publiczności dużych modeli językowych (LLM) typu ChatGPT.
O ile wówczas alarmistyczne dane o tym, jak duża część stanowisk zniknie, były publikowane raczej w specjalistycznych raportach (zazwyczaj równoważono je informacjami o tym, ile nowych stanowisk AI wykreuje), to od kilku miesięcy takie tezy regularnie trafiają do publikacji głównego nurtu, zastępując narracje o wspaniałych możliwościach nowych aplikacji AI. „AI wykosi wkrótce połowę stanowisk pracy dla białych kołnierzyków” – obwieścił w maju 2025 roku Dario Amodei, szef firmy Antropic, działającej w branży AI. Amodei wprost stwierdził, że firmy powinny przestać lukrować przyszłość, która nadchodzi, bo przyszłość to masowe zwolnienia specjalistów w takich dziedzinach, jak technologia, finanse, prawo czy doradztwo. Pierwsze dwa lata wprowadzania LLM bazowały więc na micie wyrażonym wprost w marketingowej prezentacji Copilota Microsoftu: „To jest najpotężniejsze na Ziemi narzędzie dla produktywności; uwolni ono wszystkich od mordęgi nudnej pracy i wyzwoli kreatywność”. Po dwóch latach tonacja głównych narracji najwyraźniej zaczęła się zmieniać.
Przemiany wywołane technologiami opartymi na sztucznej inteligencji nie dzieją się jednak w sposób tak gwałtowny, jak bywa to przedstawiane i jak chcieliby producenci tych rozwiązań. Alarmistyczne hasła są tonowane nieco przez dane zebrane w badaniu The Budget Lab z Uniwersytetu Yale: o ile zmiany w rodzajach stanowisk na rynku pracy faktycznie następują szybko w ostatnim czasie, to trudno je przypisać wprowadzeniu generatywnej sztucznej inteligencji. Zmiany te są natomiast w swej skali bardzo bliskie temu, co można było obserwować podczas poprzednich przełomów technologicznych, jak wprowadzenie komputerów w 1984 roku czy internetu w 1996. Prowadzi to do konkluzji, że „rynek pracy nie doświadczył zauważalnych zakłóceń od czasu wydania ChatGPT 33 miesiące temu, co osłabia obawy, że automatyzacja AI obecnie ogranicza popyt na pracę kognitywną w gospodarce”.
Uzupełnieniem tej tezy są wnioski z raportu World Economic Forum „Future of the Jobs 2025”. Z jednej strony widać wyraźnie zapotrzebowanie na nowe stanowiska. Najszybciej rośnie popyt na specjalistów big data, inżynierów fin-tech, specjalistów AI i uczenia maszynowego oraz inne osoby o technologicznych specjalnościach, zgodnych z narracjami o zmianie świata pracy. Jeśli jednak spojrzeć na liczby bezwzględne, najbliższa przyszłość świata pracy wygląda zupełnie inaczej.
Top 10 stanowisk według największego wzrostu zatrudnienia netto (czyli kogo poszukuje się w największej liczbie), na podstawie statystyk zatrudnienia i potrzeb pracodawców w roku 2025 przedstawia się następująco:
1. Farmerzy i pracownicy rolnictwa
2. Kierowcy aut dostawczych
3. Programiści aplikacji
4. Pracownicy budownictwa
5. Pracownicy sklepów
6. Przetwórstwo żywności
7. Kierowcy
8. Pielęgniarki i opiekunowie
9. Pracownicy gastronomii
10. Kierownicy
To nie jest obraz nowego wspaniałego cyfrowego świata. Gdyby wyjąć programistów, taka lista równie dobrze mogłaby znaleźć się w raporcie sprzed kilkudziesięciu lat. Z dzisiejszej perspektywy jest to zestawienie zawodów niezbędnych do funkcjonowania scyfryzowanego świata, ale u samych fundamentów. Na dodatek są to te stanowiska, które światowa gospodarka ma do zaoferowania pracownikom, którzy tracą pracę w związku z cyfrową automatyzacją.
AI jako (pozorna) przyczyna zwolnień
Korporacje chętnie wykorzystują wdrażanie AI jako uzasadnienie zwolnień. Nowa technologia ma podnieść produktywność, przyspieszyć procesy, działać szybciej i efektywniej niż ludzie, dzięki czemu można zmniejszyć liczbę zatrudnionych – takie wytłumaczenia sprawiają wrażenie obiektywności i odniesienia do faktów. Jednak gdyby spojrzeć na fakty, może się okazać, że mamy do czynienia z kolejnym mitem, tym razem na potrzeby komunikacji do wewnątrz organizacji.
Vanessa Wingårdh, niezależna badaczka, oglądająca rozwój bańki AI od środka, zestawiła zwolnienia w amerykańskich korporacjach w ostatnim czasie z liczbą pracowników sprowadzonych przez te korporacje na podstawie wiz H-1B, sponsorowanych przez pracodawców. Jej wniosek jest prosty: firmy kłamią, jeśli chodzi o zwalnianie spowodowane wdrażaniem AI. Pozbywają się amerykańskich pracowników (droższych), żeby na ich miejsce przyjąć pracowników z innych krajów (tańszych). Nowa technologia jest tylko komunikacyjnym zaciemnieniem dla rzeczywistych przyczyn zwolnień: chodzi o prymitywne cięcia kosztów.
Paradoksalnie, cięcia kosztów poprzez likwidację stanowisk dotarły już do działów zajmujących się rozwojem AI. Meta zwolniła niedawno kilkuset pracowników z działu Superintelligence Labs, co ma podobno przynieść firmie usprawnienie procesów decyzyjnych oraz większy zakres odpowiedzialności na pozostałych stanowiskach. Z jednej strony firmy z Krzemowej Doliny inwestują więc ogromne środki w rozwój aplikacji AI, ścigając się na rynku, który jest cały czas w procesie tworzenia. Z drugiej strony doszły już do etapu, gdy proste cięcia kosztów są sposobem na pokazanie dobrych wyników inwestorom. Zapewne wynika to też z niesatysfakcjonujących wyników, jeśli chodzi o przychody z nowych produktów.
W twardych danych nie widać bowiem oczekiwanych efektów wdrożeń AI w firmach. Raport State of AI in Business 2025, opracowany w MIT, wskazuje, że pomimo ogromnych nakładów na nowe rozwiązania, firmy korzystające z rozwiązań AI nie mogą mówić o przełomie w swoich działaniach. 95% wdrożeń nie przynosi jeszcze korzyści finansowych. Problemem jest to, że w dużej skali AI jest wykorzystywana głównie na poziomie pracowników, nie przekładając się na przełomowe rozwiązania w procesach, co przyniosłoby obiecywane korzyści.
Mit efektywniejszego pracownika
Wykorzystywanie sztucznej inteligencji przez pracowników wiąże się z różnymi problemami. Na poziomie jednostkowym wdrażanie AI jest sprowadzane do hasła ułatwiania pracy dzięki osobistemu asystentowi, który zredaguje tekst, zrobi wykresy, przygotuje prezentację, odpowie na e-maila i zrobi całe mnóstwo czynności, które wcześniej zajmowały wiele czasu. Dzięki temu pracownicy mają skupiać się na wykorzystaniu wiedzy eksperckiej, czyli tej bardziej wartościowej. W rezultacie indywidualna efektywność wzrośnie – a za nią wyniki ogólnofirmowe. To głosił marketingowy mit.
Firmy tworzące aplikacje AI chcą napędzać ten rynek, dając przykład. Google, Microsoft i Meta wprowadzają polityki wewnętrzne wręcz przymuszające pracowników do wykorzystywania AI w pracy. Presja na pracowników oznacza wewnątrzorganizacyjną ocenę skali stosowania takich aplikacji. Wprowadzana jest np. rywalizacja pomiędzy zespołami o jak najwyższy wskaźnik zastosowania AI. Firmy mają ambitne plany, jeśli chodzi o osiąganie wskaźników w tym obszarze, co dla pracowników oznacza jedno: jeśli chcesz robić karierę w tej branży, musisz korzystać z AI w pracy. Wydaje się to nie mieć słabych stron, ale rzeczywistość organizacyjna zdaje się wyglądać inaczej.
Wielu profesjonalistów odrzuca korzystanie z aplikacji AI po to, aby chronić swą reputację eksperta. Ciekawy eksperyment pokazujący to zjawisko przeprowadzono w jednej z firm programistycznych. Pracownicy mieli oceniać kompetencje autora kodu IT, przy czym część badanych otrzymała informację, że kod był napisany przy pomocy sztucznej inteligencji. W tej grupie ocena kompetencji autora była znacząco niższa niż w przypadku grupy, która ten sam kod oceniała jako napisany tylko przez człowieka. Wielu pracowników uważających się za ekspertów zdaje sobie sprawę z tego zjawiska – i albo w ogóle nie korzystają z oferowanych przez pracodawcę aplikacji AI, albo wykorzystują na boku aplikacje nieautoryzowane, aby nie było to widzialne dla współpracowników.
Niska jakość wytworów AI, ale za to jest taniej
Drugie zjawisko blokujące potencjalne pozytywne efekty z korzystania z AI przez pracowników jest odbiciem tego, co widać w internecie. Pracownicy wykorzystują zakupione przez pracodawców aplikacje do generowania wytworów (raportów, prezentacji, ilustracji) tak kiepskiej jakości, że są one nieużyteczne dla odbiorców albo wymagają poprawiania przez innych. Gdy na niedawnym szkoleniu zapytałem uczestników z różnych firm, czy dostają takie produkty AI od koleżanek i kolegów w pracy, w zasadzie wszyscy podnieśli rękę. Te wytwory tylko udające dobrą pracę, a nie wnoszące nic do realizacji danego zadania, są przeniesieniem wysiłku od twórcy do odbiorcy-współpracownika. Tak jak internet jest zalewany przez AI slop (czyli teksty, obrazki, filmy etc. niskiej jakości, wygenerowane przez sztuczną inteligencję), tak organizacje mają już swój odpowiednik pod nazwą workslop.
Konieczność poprawiania kiepskiej jakości wytworów AI jest czymś standardowym, tłumaczonym często przez producentów tym, że „AI wciąż się uczy”. Zatrudnianie wykwalifikowanych grafików do poprawiania rysunków wygenerowanych automatycznie wydawałoby się w tym kontekście czymś śmiesznym. Ale jeśli poprawiającymi są ci, którzy wcześniej stracili kontrakty, gdy firma korzystająca z ich usług zakupiła licencję na aplikację AI, to jesteśmy już w sferze absurdu. Absurd przestaje być śmieszny, jeśli grafik musi to robić za wielokrotnie mniejsze pieniądze niż wtedy, gdy był zatrudniony jako specjalista odpowiedzialny za tworzenie ilustracji.
Na tym przykładzie widać wyraźnie, kto może zyskać, a kto stracić dzięki AI na takim rynku. W dużej skali to nie przełom, tylko nowe narzędzia, których efektywność nie daje skokowego przyrostu produktywności. Natomiast z całą pewnością umożliwia zejście z kosztów wynagrodzeń: czy to przez proste cięcia zatrudnienia, czy przez płacenie mniej.
„W dobrym scenariuszu AI pozwala na to, żeby więcej ludzi mogło wykonywać eksperckie zadania”, jak stwierdził David Autor z MIT, badający przemiany rynku pracy. Ten dobry scenariusz pomija jeden ważny czynnik: nie będą za to dostawać wynagrodzenia, które eksperci dostawali w czasach przed AI. Dzisiejsi eksperci mogą jutro wykonywać niespecjalistyczną pracę – ale za mniejsze pieniądze. Na większe zarobki dzięki AI mogą liczyć tylko ci specjaliści, których umiejętności nie da się zautomatyzować, a sami będą potrafili wykorzystać nowe narzędzia do wzmocnienia swojej eksperckości. Ci, którzy ekspertami nie są, mogą jutro stracić pracę, jeśli jest rutynowa. A jeśli utrzymają pracę, to niskopłatną. AI może nawet zwiększyć ich efektywność, ale bez wzrostu wynagrodzenia, bo zysk z tego trafi do kieszeni kogo innego. W największym skrócie tak przedstawia się rzeczywistość mitu o wznoszeniu gospodarki na wyższy poziom.
„Jeśli społeczeństwo jako całość stanie się znacznie bogatsze, to myślę, że to po prostu przeważy nad wadami utraty pracy przez ludzi” – stwierdził jeden z tech bros, przedstawiając swoją wizję rozwoju świata. Jego firma produkuje narzędzia AI do automatyzacji pracy, więc nic dziwnego, że jest gotów na takie ryzyko. Problemem dla świata jest to, że tech bros wierzą w ten mit.
Roman Rostek
Grafika w nagłówku tekstu: Gerd Altmann from Pixabay
przez redakcja | piątek 14 listopada 2025 | aktualności
W trzech zakładach firmy odbyły się strajki ostrzegawcze.
Od środy do piątku trwał strajk ostrzegawczy w trzech zakładach firmy Valeo w Małopolsce. Objął on zakłady w Chrzanowie (środa), Trzebini (czwartek) i Mysłowicach (piątek). W każdym z zakładów przerywano pracę na dwie godziny na każdej z trzech zmian. Strajkowi towarzyszyły akcje informacyjne.
W firmie produkującej części samochodowe od dawna trwa spór załogi z zarządem. Rozmaite formy nacisku, w tym kilka demonstracji, nie przyniosło rezultatów. Efektem jest strajk, który został przeprowadzony po zgodnym z prawem i mającym wymaganą frekwencję referendum strajkowym.
Pracownicy domagają się podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 1000 zł do podstawy wynagrodzenia dla każdego z pracowników, dodatku stażowego w wysokości 8 proc. minimalnego wynagrodzenia dla pracowników ze stażem do 5 lat oraz 1 proc. za każdy rok pracy powyżej 5 lat oraz podwyżki do 600 zł dodatku za pracę w systemie czterobrygadowym.
Związkowcy prowadzący strajk ostrzegawczy informują, że jeśli zarząd firmy nie spełni żądań pracowników i nie podejmie rozmów, to od 20 listopada zacznie się całodzienny strajk w każdym z zakładów na każdej zmianie – całkowite wstrzymanie produkcji.
Strajk prowadzi związek zawodowy Sierpień ’80. Wspierają go w tym małopolskie struktury partii Razem. W czasie strajku do załogi dołączyli w geście solidarności przyjezdni działacze związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza.
przez redakcja | czwartek 13 listopada 2025 | aktualności
Powstał Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Kolejarzy.
Jak informuje strona internetowa Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych: „Wobec narastających, dramatycznych problemów na polskiej kolei, wynikających z kompletnego odrzucenia dialogu społecznego przez obecne władze, a także postępującego lekceważenia głosu środowiska kolejarskiego – w poczuciu odpowiedzialności za przyszłość sektora i za miejsca pracy – przedstawiciele związków zawodowych działających na kolei powołali w dniu 12 listopada 2025 roku Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Kolejarzy.
Celem Komitetu jest koordynacja działań protestacyjnych oraz wszelkich inicjatyw na rzecz poprawy warunków pracy, bezpieczeństwa i rozwoju transportu kolejowego w Polsce. Komitet będzie stanowił platformę współpracy w sprawach dotyczących ochrony interesów pracowniczych oraz rozwoju transportu kolejowego, jednocząc wokół tych celów wszystkie organizacje związkowe działające na kolei.
Żądania skierowane do rządu:
1. Odstąpienie od polityki tworzenia nieuczciwej konkurencji w sektorze kolejowych przewozów pasażerskich i towarowych, prowadzącej do celowego osłabienia spółek kolejowych, destabilizacji rynku pracy oraz stwarzania zagrożenia dla bezpieczeństwa gospodarczego, militarnego i energetycznego Polski.
2. Zmiana polityki transportowej państwa dyskryminującej kolej towarową.
3. Zapewnienie spółce Polregio S.A. realnych możliwości zakupu nowego taboru.
4. Poprawa bezpieczeństwa ruchu kolejowego.
5. Niezwłoczne uchwalenie ustawy o czasie pracy maszynistów kolejowych.
6. Zaprzestanie łamania podstawowych praw pracowniczych i związkowych.
Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Kolejarzy deklaruje gotowość do podjęcia wspólnych działań, w tym wszelkich dopuszczonych prawem form protestu, w przypadku braku pilnej reakcji ze strony rządu i właściwych instytucji.
Wzywamy rząd do natychmiastowego podjęcia realnego dialogu ze stroną społeczną!”.
przez redakcja | czwartek 13 listopada 2025 | aktualności
Duże zwolnienia w zakładzie AGD.
Jak informuje portal Money.pl, szykują się kolejne zwolnienia grupowe. Tym razem przeprowadzi je firma LG Electronics w swoim zakładzie pod Wrocławiem. Potwierdziły się wcześniejsze pogłoski, że koncern chce zaprzestać produkcji lodówek w tej lokalizacji.
Oznacza to zwolnienia grupowe, które obejmą 182 osoby. Wśród nich są zarówno pracownicy fizyczni, jak i osoby z biura, odpowiedzialne za koordynację produkcji urządzeń chłodniczych. O zwolnieniach został już poinformowany Powiatowy Urząd Pracy. Wytypowane osoby stracą pracę na przełomie listopada i grudnia.
Jak informują media lokalne, prawdopodobnie nie skończy się na zwolnieniu 182 osób. Rezygnacja z produkcji lodówek na taką skalę oznacza prawdopodobne duże zwolnienia u dostawców podzespołów – szacuje się, że mogą one objąć nawet 2000 osób.
przez Roman Adler | środa 12 listopada 2025 | opinie
Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk – w związku z uchwałą Rady Ministrów w sprawie zmiany Krajowego Planu Odbudowy – 10 kwietnia b.r. powołała w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Zespół, którego zadaniem było opracowanie zgodnie z jednym z „kamieni milowych” KPO rozwiązań prawnych dla reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Czyli:
– opracowanie inicjatyw legislacyjnych zwiększających efektywności zadań postawionych przed Państwową Inspekcją Pracy,
– przedstawienie rozwiązań, które zwiększają ochronę socjalną osób wykonujących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych.
W jego skład weszli: Liwiusz Laska – Dyrektor Generalny w Ministerstwie Pracy, Jakub Szmit – Dyrektor w Departamencie Prawa Pracy oraz Tomasz Wlazło, Dyrektor w Departamencie Prawnym, a także przedstawiciele Departamentu Prawnego, Biura Ministra, Departamentu Rynku Pracy i Departamentu Analiz Ekonomicznych. Co ciekawe – do Zespołu nie wszedł żaden przedstawiciel Państwowej Inspekcji Pracy.
Nic dziwnego zatem, że już na początku maja na stronie internetowej Stowarzyszenia Inspektorów Pracy RP pojawiły się głosy krytyczne o tzw. reformie PIP. Zwrócono tam m.in. uwagę, że w tle reformy PIP „znowu pseudo-rewolucyjna deregulacja, czyli kolejna niekończąca się opowieść o pozbywaniu się niepotrzebnych i zbędnych regulacji. Trochę profesjonalnie – a trochę wolontariacko, a w odniesieniu do ochrony człowieka w środowisku pracy znowu bez pogłębionej refleksji. Wystarczy wspomnieć o odradzającej się dyskusji, czy w Rzeczypospolitej Polskiej inspekcja pracy, organ kontrolujący zapewnianie przestrzegania podstawowych praw konstytucyjnych, podlegać ma niespotykanej w Europie nadregulacji, w imię ideologicznie zdefiniowanej swobody działalności gospodarczej. Wydaje się, że dyskusję, czy pracę traktować należy wyłącznie (a nawet głównie) w kategoriach towaru – mamy już dawno za sobą…”.
Przypomniano, że „Państwowa Inspekcja Pracy nie ma inicjatywy ustawodawczej, nie ma jej również nadzorująca PIP Rada Ochrony Pracy. Może należy więc próbować zmieniać zapisy ustawowe tzw. małymi krokami. Na przykład, korzystając z dostępnych możliwości prawnych SIPRP wytrwale kieruje do Sejmu RP petycje o dokonanie punktowych, ale bardzo ważnych zmian w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy. W obecnej kadencji Sejmu są to petycje o zniesienie upoważnień do kontroli przedsiębiorców oraz o wprowadzenie zmian w przepisach o czasie pracy pracowników PIP (chodzi o powszechne stosowanie zadaniowego systemu czasu pracy przez inspektorów pracy) oraz o wprowadzenie kadencyjności na stanowiskach Głównego Inspektora Pracy oraz okręgowych inspektorów pracy. Inicjatywy te co prawda spotykają się – czego nigdy wcześniej nie bywało – z pełnym poparciem Głównego Inspektora Pracy, ale nasze obywatelskie inicjatywy zdają się coraz bardziej irytować sejmową Komisję do Spraw Petycji, która oczekuje na inicjatywy ustawodawcze od posłów, Marszałka itp. Trudno odmówić takiemu stanowisku jakiejś racji, ale skutkiem takiego oczekiwania może być zupełny brak reform strukturalnych Inspekcji. Dużą nadzieję środowisko inspektorów pracy pokładało w hucznie zapowiadanych przez Głównego Inspektora Pracy reformach Państwowej Inspekcji Pracy nie wymagających zmian ustawowych, a jedynie nowelizacji zarządzeń GIP i różnych wewnątrz inspekcyjnych procedur. Wydaje się, że
w obszarach tych niewiele się dzieje, a praca powołanych w tym celu zespołów wewnętrznych rozciągać zdaje się w nieskończoność. W zakresie tym również SIPRP postulowała wysłanie w zasłużony stan niebytu prawnego, pochodzących z innej epoki «kontroli śladem inspektora pracy» (czy szerzej uchylenia pozostającego w konflikcie z ustawą o PIP zarządzenia w sprawie ocen bieżących inspektorów pracy), zdefiniowanie na nowo roli koordynatorów sekcji/nadinspektorów (którzy obecnie są wyłącznie tworem administracyjno-biurokratycznym, dublującym zadania zastrzeżone w ustawie o PIP dla innych organów Inspekcji) czy racjonalizację wskaźników na podstawie których oceniana jest działalność PIP jako całości (a inspektorów pracy w szczególności)”.
Wśród uwag SIP RP o reformie PIP znalazła się również i taka: „W dyskusji na temat funkcjonowania systemu ochrony pracy w Polsce (o ile taka w ostatnim czasie w ogóle się toczy) brak zupełnie wątku funkcjonowania sądów pracy, albo ustanowienia organów, które różnego typu działania «rozjemcze», wspierające sądy mogłyby skutecznie prowadzić. Może pora na «powrót do źródeł», i skoro systemu sądowniczego nie można w jakiejś perspektywie zreformować, powierzyć takie zadania innemu organowi lub instytucji. Wiele spraw z obszaru relacji pracodawca pracownik – oczywiście na wniosek lub za zgodą obu stron – dało by się w ten sposób rozstrzygnąć”.
W ocenie SIP RP ów brak dyskusji, a szczególnie – niewłączenie przedstawicieli PIP do prac ministerialnego Zespołu, „skutkowało wrażeniem, że «przeciętnemu pracownikowi inspekcji» – na tym etapie jest wszystko jedno. Niedużo lepiej jest z organizacjami związkowymi, dla których ten rok szansy realnego wpływu na zmianę na lepsze trudno uznać za dobrze wykorzystany. Jałowe dyskusje, brak inicjatywy, a co gorsza – w przypadku niektórych liczących się organizacji – skupienie się wyłącznie na personaliach. To wszystko niestety już było… […] Czy naprawdę w „naszych sprawach” i w sprawach obywateli, których praw zobowiązani jesteśmy bronić – nic od nas nie zależy?” – pytali autorzy strony internetowej SIP RP.
Niejako w odpowiedzi 30 czerwca br. na stronie internetowej Związku Zawodowego Pracowników PIP pojawiła się informacja, że „na rozpatrzenie przez Komisję do Spraw Petycji Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej aktualnie oczekują trzy petycje skierowane przez Komisję Krajową ZZ PPIP, z czego poza wspominaną wcześniej petycją dotyczącą m.in. dodatkowego urlopu wypoczynkowego pracowników PIP zatrudnionych na stanowiskach innych niż czynni inspektorzy pracy także kolejne dwie petycje o charakterze propracowniczym w sprawach dotyczących odpowiednio: zwolnienia z podatku dochodowego należności z tytułu używania własnego pojazdu w jazdach lokalnych do wysokości miesięcznego ryczałtu pieniężnego – na podobieństwo rozwiązań jakie z powodzeniem funkcjonują w Służbie Leśnej oraz zwrotu wydatków poniesionych na parkowanie pojazdu – w związku z realizacją czynności służbowych”. Związkowcy spodziewali się, że „wszystkie te petycje będą rozpatrywane w III kwartale bieżącego roku” i zachęcali do zapoznania się „z treścią petycji i sukcesywnie zamieszczanymi przy poszczególnych petycjach Opiniami Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji”.
Tego dnia doszło również na prośbę Komisji Krajowej ZZP PIP do spotkania z Głównym Inspektorem Pracy z udziałem przedstawiciela Związku Zawodowego Konfederacja Pracy w PIP, podczas którego – oprócz omówienia bieżących spraw – związkowcy poruszyli także kwestie reformy Urzędu oraz proponowanych w tym zakresie przez Urząd zmian ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Po spotkaniu, podjęta została inicjatywa petycji/protestu dotycząca wyrażenia stanowiska przez działające w PIP organizacje związkowe, a także przez zainteresowanych pracowników w kwestii ewentualnej zmiany podporządkowania, jak również zobowiązania do podjęcia działań przez Głównego Inspektora Pracy, w celu zagwarantowania udziału przedstawicieli Urzędu w pracach Zespołu do spraw reformy PIP, powołanego w Ministerstwie.
Stowarzyszenie Inspektorów Pracy RP doprowadziło
4 lipca b.r. do Interpelacji poselskiej dotyczącej wprowadzenia kadencyjności na niektórych stanowiskach kierowniczych w Państwowej Inspekcji Pracy. Interpelacja nr 10745 poseł Bożeny Lisowskiej do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej była skutkiem petycji BKSP-155-X-457/25 skierowanej do Sejmu przez SIP RP. W interpelacji poseł przypomniała, że w świetle petycji Stowarzyszenia „wskazane jest dokonanie nowelizacji ustawy z dnia 13 kwietnia 2007 r. o Państwowej Inspekcji Pracy, poprzez wprowadzenie czteroletnich kadencji dla głównego inspektora pracy, jego zastępców oraz okręgowych inspektorów pracy, z możliwością pełnienia funkcji nie dłużej niż przez dwie kolejne kadencje”.
Petycja została poparta opinią prawną, w której podkreślono, że proponowane rozwiązania zmierzają do zwiększenia niezależności tych organów oraz poprawy sprawności zarządzania Inspekcją. Wskazano także na potrzebę uproszczenia procedur związanych z powoływaniem i odwoływaniem osób pełniących te funkcje oraz ograniczenie biurokratycznych barier, w tym nieobowiązkowych, ale czasochłonnych opinii Rady Ochrony Pracy. W związku z powyższym poseł poprosiła ministrę „o odpowiedź na następujące pytania: 1. Czy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej prowadzi obecnie prace lub analizy dotyczące wprowadzenia kadencyjności na stanowiskach głównego inspektora pracy, jego zastępców oraz okręgowych inspektorów pracy? 2. Jakie jest stanowisko ministerstwa wobec argumentów przedstawionych w petycji i opinii prawnej, wskazujących na potrzebę zwiększenia niezależności i przejrzystości obsady stanowisk kierowniczych w PIP? 3. Czy planowane są inne zmiany legislacyjne dotyczące organizacji i zasad funkcjonowania Państwowej Inspekcji Pracy, które mogłyby wpłynąć na poprawę jakości nadzoru nad warunkami pracy w Polsce?”.
W odpowiedzi na adres Marszałka Sejmu Szymona Hołowni ministra stwierdziła, że „w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie prowadzi się obecnie prac mających na celu wprowadzenie kadencyjności na stanowiskach Głównego Inspektora Pracy i jego zastępców oraz okręgowych inspektorów pracy. […] Niemniej, przedstawione w petycji Stowarzyszenia Inspektorów Pracy Rzeczypospolitej Polskiej argumenty zasługują na skrupulatną ocenę i badanie. Zwiększenie niezależności i przejrzystości obsady stanowisk kierowniczych w Państwowej Inspekcji Pracy mogłoby przysłużyć się wypełnianiu zadań realizowanych przez ten organ. W przypadku uznania przez Sejm RP za właściwe wprowadzenia kadencyjności na wskazanych stanowiskach PIP, Kierownictwo Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej deklaruje gotowość do podjęcia współpracy i niezbędnych działań w tym zakresie”.
W dniu 15 lipca 2025 r. w formule online odbyła się rozmowa Głównego Inspektora Pracy z udziałem przedstawicieli czterech głównych organizacji związkowych działających w Państwowej Inspekcji Pracy: ZZP PIP, NSZZ „Solidarność”, NSZZ „Solidarność ‘80” i ZZ Konfederacja Pracy. Podczas rozmowy inspektor Marcin Stanecki poinformował, że prace Zespołu ministerialnego nie dotyczą – według jego wiedzy – zmiany podporządkowania PIP. Powiadomił o zaproszeniu go do udziału w pracach tego Zespołu wraz z przedstawicielami innych urzędów, a także o tym, iż został zobowiązany do utajnienia informacji o pracach tego Zespołu.
Wkrótce po rozmowie doszło w Głównym Inspektoracie Pracy do spotkania przedstawicieli tych związków zawodowych z Głównym Inspektorem Pracy. W jego trakcie M. Stanecki zgodził się z wnioskiem przedstawicieli związków o pilnej potrzebie przekazania pracownikom PIP wyczerpujących informacji o pracach nad reformą Inspekcji. Zobowiązał się też do przekazania przedstawicielom związków zawodowych jego autorskich propozycji zmian ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, które w imieniu Urzędu przekazał ministerialnemu Zespołowi ds. Reformy PIP.
Działania te nie wpłynęły w jakiś zdecydowany sposób na ożywienie w środowisku inspekcyjnym zainteresowania pracami ministerialnego Zespołu, bo 4 sierpnia ZZP PIP zwrócił się do swoich członków z następującym apelem:
„Szanowne Koleżanki i Koledzy, w ostatnim czasie z doniesień różnych mediów wiele słyszymy o rozpoczętych pracach nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy. Informacje na ten temat docierają do nas głównie z wywiadów udzielanych przez Pana Marcina Staneckiego Głównego Inspektora Pracy dla prasy, radia i telewizji i budzą obawy, zaniepokojenie, a także pytania kierowane przez pracowników do Komisji Krajowej Związku Zawodowego Pracowników Państwowej Inspekcji Pracy.
Taka sytuacja spowodowała, że podjęliśmy szereg działań mających na celu zwrócenie uwagi kierownictwa urzędu na pilną potrzebę przekazania, przede wszystkim pracownikom, informacji o stanie prac związanych z reformą Państwowej Inspekcji Pracy. Szczególnie, że w docierających do pracowników Inspekcji Pracy informacjach są także te budzące najwięcej emocji i niepokoju, w tym kwestia ewentualnej zmiany podporządkowania Inspekcji Pracy. Dodatkowo, sprawą reformy naszego Urzędu ma się zajmować powołany w Ministerstwie Rodziny Pracy i Polityki Społecznej Zespół, składający się jedynie z pracowników tego Ministerstwa. Stan zaniepokojenia pracowników potęguje zapewne także to, że szef urzędu, udzielając szeregu wywiadów, nie dostrzegł potrzeby poinformowania bezpośrednio pracowników o przyczynach i powodach planowanych zmian, a także o propozycjach zmian, jakie przy okazji prac nad ustawą o Państwowej Inspekcji Pracy, Główny Inspektor Pracy postulował w imieniu Państwowej Inspekcji Pracy. […] Komisja Krajowa Związku Zawodowego Pracowników Państwowej Inspekcji Pracy dostrzega konieczność szeregu zmian Urzędu, także pracownicy widzą taką konieczność, jednakże chcielibyśmy mieć przekonanie, że postulowane przez związek i pracowników zmiany, mają szansę na ich uwzględnienie. Komisji Krajowej szczególnie zależy na tym, aby głos pracowników został uwzględniony w pracach Zespołu ds. Reformy, powołanego przez Głównego Inspektora Pracy. Nowe zadania nałożone na Urząd wymagają przygotowania pracowników do ich realizacji, aby wdrożenie reformy było jak najbardziej skuteczne. Wydaje się więc oczywistym, że warto – już na etapie prac – wysłuchać także tych, którzy te obowiązki będą wykonywać.
Jednak docierające informacje wywołują wiele obaw co do tego, czy jako Urząd i my inspektorzy pracy realizujący jego zadania, będziemy przygotowani do skutecznego realizowania nowych obowiązków. Nie ma bowiem nic gorszego, niż brak informacji w sytuacji, gdy z wielu stron docierają do nas różne informacje, niestety także sprzeczne, a wiadomo, że może dojść do zmian mających realny wpływ na naszą pracę. Nie tracimy także z oczu sprawy reformy wewnętrznej Urzędu, jaka toczy się podczas prac, powołanych w lutym tego roku, Zespołów. Na skutek działań Komisji Krajowej ZZP PIP, przedstawiciele organizacji związkowych, zostali zaproszeni do udziału w pracach Zespołu ds. zmiany Regulaminu Wynagradzania. Ponadto, jest wreszcie zielone światło dla związków do udziału w innych zespołach. Mamy nadzieję, że toczące się prace poszczególnych Zespołów, pozwolą na realizację zgłaszanych przez pracowników uwag i postulatów. Inspekcja Pracy potrzebuje zmian, szczególnie tych, które są w naszym zakresie, toteż chcemy brać w nich aktywny udział”.
Swoją ocenę sytuacji 8 sierpnia przedstawiło też Stowarzyszenie Inspektorów Pracy RP w tekście „O niezbędnych zmianach w ustawie o PIP (cd.)”. Czytamy w nim m.in.: „W Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej powołano Zespól do Spraw Reformy Państwowej Inspekcji Pracy i niestety póki co wszystko na to wskazuje, że zakres zmian w ustawie o PIP może być ograniczony tylko i wyłącznie do implementacji tego, co się kryje pod pojęciem «kamienia milowego». Warto przypomnieć, że Stowarzyszenie Inspektorów Pracy Rzeczypospolitej Polskiej, korzystając z uprawnień statutowych, przedstawiło (i co ważne, wprowadziło w tzw. obieg prawny) kilka propozycji zmian w ustawie o PIP, koncentrując się na trzech ważnych kwestiach: ujednolicenie procedur wszczynania i realizacji kontroli poprzez zniesienie obowiązku przedkładania upoważnień do kontroli w przypadku, gdy ta dotyczy podmiotu będącego przedsiębiorcą; wprowadzenie zapisu ustawowego, aby czas pracy inspektorów pracy był określony wymiarem zadań; wprowadzenie kadencyjności na niektórych stanowiskach kierowniczych w Państwowej Inspekcji Pracy.
Petycje SIPRP w ww. tematyce w zakresie punktów nr 1 i 2 zostały skierowane do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej – zarówno w poprzedniej, jak i w obecnej kadencji Sejmu. Niestety inicjatywy te od kilku miesięcy utknęły gdzieś po drodze pomiędzy Komisją a Radą Ochroną Pracy, której opinii zdecydowała się zasięgnąć Komisja do Spraw Petycji. Ostatnia spośród ww. petycji została przez SIPRP z dalszego procedowania przez Komisję wycofana, z uwagi na prace prowadzone na szczeblu ministerialnym (niestety, jak wspomniano wyżej, raczej nie zanosi się na to, żeby propozycje strony społecznej zostały aktualnie uwzględnione).
Wypada również wspomnieć, że w podobnym trybie propozycje zmian w ustawie o PIP zgłosił także Związek Zawodowy Pracowników PIP. Petycje związkowe dotyczyły: zwiększenia wymiaru urlopu wypoczynkowego do 26 dni głównie w przypadku osób rozpoczynających pracę w PIP, i przyznania urlopu dodatkowego innym pracownikom PIP (spoza grupy inspektorów pracy) w wymiarze
3 i 6 dni odpowiednio po 10 i 20 latach pracy w Państwowej Inspekcji Pracy; zwolnienia z podatku dochodowego ryczałtu wypłacanego w jazdach lokalnych; zwrotu kosztów parkowania pojazdu na potrzeby realizacji czynności służbowych.
Petycja wskazana pod poz. 1 nie została uwzględniona przez Komisję, pozostałe petycje mają być rozpatrywane dopiero w X 2025 r. i nie można wykluczyć, że przy wyraźnie negatywnym ostatnio nastawieniu Komisji do Spraw Petycji do inicjatyw dotyczących dokonywania zmian w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy podzielą one los «petycji urlopowej»”.
Komisja ta „rozpatrując […] petycje wniesione przez SIPRP oraz ZZ PPIP – mając na względzie podległość Państwowej Inspekcji Pracy Sejmowi RP, jak i nadzór nad działalnością PIP ze strony Rady Ochrony Pracy rekomendowała wprowadzanie zmian w tej ustawie inną drogą. Wydaje się, że […] miała na myśli m.in. ów Zespół do Spraw Reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Z innych uwag zgłaszanych w różnym czasie i w różnych trybach, na uwzględnienie w ramach obecnej reformy zasługują również m.in. postulaty: rozszerzenia możliwości dokumentowania kontroli w formie notatki urzędowej, nie tylko wówczas kiedy nie stwierdza się uchybień, ale również kiedy nie są wydawane decyzje; rozszerzenie grupy podmiotów podlegających kontroli inspektora pracy o podmioty, które utraciły status pracodawcy nie wcześniej niż rok przed dniem kontroli, co pozwoliłoby na możliwość wydawania środków prawnych względem byłego pracodawcy, który np. nie rozliczył się z pracownikiem lub nie wydał mu świadectwa pracy; określenie wprost w art. 11 ustawy o PIP, że wnioski wystąpienia inspektora pracy mogą mieć także charakter profilaktyczny; określenie, iż oskarżycielem publicznym jest Państwowa Inspekcja Pracy (a nie jak dotychczas – wyłącznie inspektor pracy). […] Niezależnie jaką drogą, pilne znowelizowanie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy nie tylko w zakresie ograniczonym do wdrożenia tzw. kamienia milowego, ale także m.in. we wskazanych powyżej innych, ważnych dla funkcjonowania PIP, obszarach – jest niezbędne by skutecznie wypełniać zasadę ochrony pracy zapisaną w art 24 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Miejmy nadzieję, że sprawa faktycznego zakresu reformy PIP nie została jeszcze definitywnie przesądzona i jeżeli decydenci zamierzają: faktycznie zreformować Państwową Inspekcje Pracy, odbiurokratyzować kontrole, wzmocnić oddziaływanie inspektorów pracy, stworzyć odpowiednie zachęty finansowe do podejmowania pracy w PIP i pozostawania w niej na lata – to uwzględnią także oddolne postulaty organizacji społecznych reprezentujących pracowników PIP. Reasumując: Jeżeli zależy nam na zmianach, to środowisko inspektorów pracy (a także pozostałych pracowników PIP) powinno je zarówno inicjować (jeżeli brak jest takich działań), jak i aktywnie wspierać (jeśli rozsądne pozycje formułowane są przez innych)”.
Można odnieść wrażenie, że skutkiem tego nacisku strony społecznej, Stowarzyszenia Inspektorów Pracy RP i związków zawodowych działających w PIP, był udział Głównego Inspektora Pracy w zwołanym po raz trzeci spotkaniu ministerialnego Zespołu do spraw reformy PIP 24 lipca b.r. w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. W jego trakcie przedstawiciele Ministerstwa, Państwowej Inspekcji Pracy, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Krajowej Administracji Skarbowej i Rady Ochrony Pracy rozmawiali o możliwościach zacieśnienia współpracy. Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zaznaczyła wówczas, że celem reformy PIP jest wyeliminowanie obchodzenia prawa przez zastępowanie umów o pracę umowami cywilnoprawnymi. – „Budżet państwa na tym traci, ale to pracownik jest głównym pokrzywdzonym w takiej sytuacji” – zaznaczyła ministra. – „Musimy zadbać o to, żeby pracownik nie był stratny finansowo”.
Prace nad reformą przebiegały w szybkim tempie dzięki dużemu zaangażowaniu ZUS, KAS i PIP. – „To ambitne założenie, ale chcemy jak najszybciej mieć przygotowane propozycje legislacyjne” – powiedział przewodniczący Zespołu Liwiusz Laska, dyrektor generalny Ministerstwa. – „Współpraca pomiędzy tymi trzema instytucjami pozwoli na bardziej skuteczne realizowanie kontroli inspekcji pracy, jak i na wdrażanie w życie decyzji wydawanych przez PIP stwierdzających istnienie stosunku pracy” – mówiła ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Wymiana danych ma się odbywać w formie cyfrowej i w możliwie dużym stopniu w sposób automatyczny, aby zapewnić sprawne funkcjonowanie wszystkich instytucji. Oprócz głównego Inspektora Pracy Marcina Staneckiego, w spotkaniu Zespołu wzięli udział m.in. Prezes ZUS Zbigniew Derdziuk, przedstawiciele Rady Ochrony Pracy, Krajowej Administracji Skarbowej oraz eksperci i ekspertki Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Ostatecznie projekt Ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw został złożony przez Ministerstwo do dalszego procedowania z datą 1 września 2025 r. Nie powinno nikogo dziwić, że ministerialna, czyli rządowa reforma PIP i przygotowanie procedury przekształcania niezgodnych z prawem umów cywilnoprawnych w stosunek pracy przebiegła tak szybko: jest to bowiem realizacja jednego z tzw. kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy, a jej wprowadzenie w życie jest niezbędne nie tylko dla właściwej ochrony pracowników na rynku pracy, ale i dla umożliwienia rządowi dostępu do kolejnych środków z KPO. „Oddolne postulaty organizacji społecznych reprezentujących pracowników PIP” nie zostały – na co liczyło m.in. Stowarzyszenie Inspektorów Pracy RP – uwzględnione.
Jeszcze 10 września b.r. Komisja do Spraw Petycji rozpatrzyła dwie petycje Komisji Krajowej ZZP PIP: nr BKSP-155-X-517/25 – w której postuluje się, by „Pracownikowi Państwowej Inspekcji Pracy, używającemu własnego pojazdu, do celów służbowych, w jazdach lokalnych”, przysługiwało „prawo do zwrotu kosztów związanych z używaniem tych pojazdów do wysokości miesięcznego ryczałtu pieniężnego”; nr BKSP-155-X-518/25 – by „na wniosek pracownika nadzorującego lub wykonującego czynności kontrolne następował zwrot wydatków związanych z parkowaniem pojazdu w zakresie związanym z realizacją czynności służbowych”.
Pierwsza z petycji nie budziła żadnych wątpliwości. Druga wywołała obawy Wicedyrektor Departamentu Prawnego GIP, czy zaplanowany na 2026 r. budżet PIP to udźwignie. Komisja jednak nie podzieliła tych obaw.
Po raz kolejny w sprawach dotyczących pracowników PIP na posiedzeniu zabrakło głosu przedstawiciela petytora. Poseł sprawozdawca obu petycji Robert Warwas z uwagi na zgodne pozytywne opinie Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji rekomendował nadanie im dalszego biegu, a Komisja pozytywnie odniosła się do obu inicjatyw i zdecydowała o wystosowaniu „na cito” dezyderatu do Ministra Rodziny Pracy i Polityki Społecznej z rekomendacją, by tematykę tę ująć w ramach realizowanej nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy. Czy jednak zostaną uwzględnione po złożeniu przez ministerialny Zespół do dalszego procedowania projektu ustawy o zmianie ustawy o PIP?
Ministerstwo pozwoliło na konsultacje jedynie w okresie od 2 do 16 września b.r. W dniach 17 i 19 września Stowarzyszenie Inspektorów Pracy RP przekazało ministrze Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej swoją opinię i jej uzupełnienie. Pełna ich treść jest dostępna w linkach na stronie internetowej SIP RP pod wpisem z 28 września: https://www.siprp.pl/
Nic więc dziwnego, że gdy 29 września w siedzibie Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog”, odbyło się posiedzenie Zespołu problemowego ds. prawa pracy Rady Dialogu Społecznego w celu omówienia projektu ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw (UD283) z udziałem przedstawicieli MRPiPS i Głównego Inspektora Pracy, przewodniczący mu Jacek Męcina z Konfederacji Lewiatan zapowiedział, że przekaże Ministerstwu apel strony społecznej dotyczący wydłużenia terminu konsultacji tego projektu oraz potrzeby przeprowadzenia posiedzenia Zespołu problemowego ds. prawa pracy RDS z udziałem strony rządowej, na którym omówione zostaną wątpliwości i wnioski zgłaszane przez partnerów społecznych, a także przedyskutowane zostaną wyniki konsultacji międzyresortowych nad projektem. Takie były wnioski przedstawicieli reprezentatywnych organizacji pracodawców i związków zawodowych o propozycjach MRPiPS zapisanych w projekcie ustawy nowelizującym ustawę o Państwowej Inspekcji Pracy.
Jednym z wątków tych rozmów była propozycja uprawniająca inspektora pracy do wydawania decyzji administracyjnych o przekształceniu umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę. – „To nowe uprawnienie inspektorów pracy wiąże się z ogromną odpowiedzialnością za wydawane decyzje. Zdajemy sobie z tego sprawę i będziemy korzystać z proponowanych przez ministerstwo zmian wtedy, gdy będziemy mieli pełne przekonanie, że kontrakt cywilnoprawny narusza powszechnie obowiązujące przepisy. W takim przypadku znaczenie będzie mogło mieć też to, czy został on narzucony niezgodnie z wolą słabszej strony takiej umowy albo gdy podpisała ona taki kontrakt nieświadoma swojej sytuacji prawnej” – podkreśla Marcin Stanecki. – „Nie planujemy kontrolować wszystkich kontraktów i podważać na siłę zasadności ich zawarcia. Będziemy działać rozważnie. Zakładam jednak, że większość naszych kontroli będzie wynikała ze skarg kierowanych do nas przez osoby, którym kontrakt został narzucony i nie miały wyboru podczas podpisywania takiej umowy” – uspokajał M. Stanecki.
W celu opracowania metodologii kontroli prowadzonych na podstawie nowych przepisów Główny Inspektor Pracy powołał zespół złożony z najlepszych inspektorów. Skuteczność działań Państwowej Inspekcji Pracy ma zwiększyć przewidziana w projekcie możliwość dostępu inspektorów do danych zbieranych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych i Krajową Administrację Skarbową. Powinno to ułatwić przeprowadzanie tzw. analizy ryzyka, wskazującej te podmioty gospodarcze, w stosunku do których występuje uzasadnione podejrzenie, że prawo nie jest w nich przestrzegane.
– „Jeszcze nie znamy ostatecznego kształtu nowej regulacji, jednak na tyle, na ile to obecnie możliwe, chcemy się przygotować do jej wdrożenia. Zależy mi na tym, aby działania inspektorów pracy korzystających z nowych uprawnień były przejrzyste, w pełni zrozumiałe i akceptowane zarówno przez zleceniobiorców, jak i zleceniodawców. Gdy zmiany nabiorą ostatecznego kształtu, podamy nasze wytyczne dotyczące postępowania w takich sprawach do publicznej wiadomości” – deklarował Marcin Stanecki. – „Przypominam, że już teraz inspektorzy pracy skutecznie zachęcają pracodawców do takich dobrowolnych działań i mamy tu spore sukcesy. Dzięki interwencji Inspekcji Pracy kilka tysięcy osób rocznie dostaje etat i może cieszyć się przywilejami, jakie są z tym związane” – przypomniał Główny Inspektor Pracy.
– „Dyskusja na forum Rady Dialogu Społecznego to bardzo ważny element szerokich konsultacji, jakim podlega obecnie projekt ustawy autorstwa Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, dający inspektorom pracy nowe uprawnienia. Mam nadzieję, że taka analiza zaproponowanych rozwiązań pozwoli na wypracowanie przepisów niebudzących niczyich wątpliwości po ich wejściu w życie” – podkreślił M. Stanecki podczas obrad Zespołu problemowego ds. prawa pracy Rady Dialogu Społecznego.
Roman Adler
przez redakcja | poniedziałek 10 listopada 2025 | aktualności
Pracownice placówki medycznej tracą swoje prawa po przekazaniu ich firmie zewnętrznej.
Jak informuje „Gazeta Krakowska”, pracownicy zajmujący się utrzymaniem czystości w szpitalu im. Ojca Rafała w Proszowicach tracą dotychczasowe prawa po tym, jak zostali przekazani spółce zewnętrznej. Dzieje się tak pomimo zapewnień, że nowy podmiot zatrudniający ich zagwarantuje wszystkie dotychczasowe warunki zatrudnienia.
Latem pracownicy szpitala zostali przekazani spółce Izan. Od tej pory to ona miała odpowiadać za utrzymanie czystości w placówce. Bazować miała na dotychczasowych pracownikach szpitala zajmujących się przez wiele lat odpowiedzialnością za stan sanitarny placówki. W umowie o przekazaniu zadań spółce, zagwarantowała ona przejęcie zatrudnionych i niezmienianie zasad ich zatrudnienia przez co najmniej rok wobec tego, co wcześniej oferował im szpital.
Szybko okazało się, że są to obietnice bez pokrycia. Pracownice zostały pozbawione dodatków do pensji. W sierpniu spółka wręczyła zatrudnionym wypowiedzenia i przedstawiła nowe warunki zatrudnienia. Niekorzystne względem dotychczasowych. „Te nowe warunki są dla pań skrajnie niekorzystne. Poszerzają zakres ich obowiązków, w tym o obejmujące sferę medyczną. Dotyczące choćby zakładania czy ściągania gipsu. Do tego dochodzi ograniczenie wynagrodzeń przez likwidację dodatków, które do tej pory posiadały” – mówi „Gazecie Krakowskiej” radca prawny Dariusz Różański, który reprezentuje pracownice.
W dodatku pracownice są straszone zwolnieniami. Jedna z nich, z 20-letnim stażem zatrudnienia w szpitalu, mówi gazecie: „Jesteśmy straszone zwolnieniami, wzywane na jakieś dziwne rozmowy. Przekazano nam, że jeżeli nadal będziemy drążyć temat, to przestaniemy pracować”.
O sprawie została poinformowana Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Powiatu, któremu podlega szpital. Radni powiatu stwierdzili, że racja jest po stronie pracownic, ale są bezsilni w kwestii wpływu na prywatną firmę. Podobnie jak dyrektor placówki, który zaleca pracownicom indywidualną drogę prawną – kosztowną i czasochłonną.
Proceder outsourcingu prac pomocniczych w sektorze ochrony zdrowia był plagą, wielokrotnie opisywaną, za poprzednich rządów Platformy Obywatelskiej.
przez Karol Trammer | niedziela 9 listopada 2025 | opinie
PKP Intercity zapowiada nowe połączenia do małych i średnich miast. Ale na razie po cichu wycofuje się z kolejnych miejscowości.
– „PKP Intercity ma plan wdrożenia nowych tras komunikacyjnych, aby te średnie miejscowości, te małe miejscowości włączyć po wielu latach w cały układ komunikacyjny przewozów dalekobieżnych, połączyć te miejscowości z dużymi aglomeracjami” – ogłosił prezes PKP Intercity Janusz Malinowski na zorganizowanej we wrześniu 2025 r. konferencji prasowej „Kolej dla lokalnych społeczności”. – „Ten plan chcemy wdrażać już od grudnia tego roku i sukcesywnie przez kolejne lata go rozwijać”.
Intercity dla lokalnych społeczności
Głównym tematem konferencji były spalinowo-elektryczne zespoły trakcyjne, które w lipcu 2024 r. spółka PKP Intercity zamówiła w koncernie Newag. Pierwszy z 35 dwunapędowych składów trafić ma do przewoźnika na początku 2027 r., a ostatni ma zostać dostarczony do połowy 2029 r. Umożliwią one uruchomienie połączeń PKP Intercity na nowych trasach, dzięki czemu pociągi dalekobieżne dotrą do Drawska Pomorskiego, Złocieńca, Czaplinka, Czarnego, Człuchowa, Chorzel, Łomży, Ostrołęki, Wyszkowa, Płońska, Raciąża, Działoszyna, Kłobucka i Karpacza.
Zanim zostaną zrealizowane dostawy taboru dwunapędowego, PKP Intercity zwiększy liczbę dzierżawionych od Stowarzyszenia Kolejowych Przewozów Lokalnych składów spalinowych – będą one w nadchodzących latach sukcesywnie zastępowane dostarczanymi przez Newag składami spalinowo-elektrycznymi. Składy dzierżawione od SKPL w czerwcu 2026 r. wyruszą na trasę Warszawa – Ostrołęka – Łomża, a już od grudnia 2025 r. obsłużą nowe szybkie pociągi relacji Gorzów Wielkopolski – Poznań. Pokonanie tej 143-kilometrowej trasy zajmie im tylko około półtorej godziny. Prezes PKP Intercity ogłosił, że uruchomienie dodatkowych połączeń z Gorzowa Wielkopolskiego do Poznania rozpocznie wdrażanie planu zaprezentowanego na konferencji „Kolej dla lokalnych społeczności”, ale wraz z przypadającą na połowę grudnia 2025 r. zmianą rocznego rozkładu jazdy pociągi nie pojawią się w ani jednym mieście, które obecnie nie jest obsługiwane przez PKP Intercity. Co więcej, kilka miejscowości straci połączenia dalekobieżne.
Odwrót z Żar i Żagania
W połowie grudnia 2025 r. pociąg InterCity „Mehoffer” przestanie kursować trasą Zielona Góra – Żary – Żagań – Chojnów – Legnica – Wrocław – Opole – Katowice – Kraków – Rzeszów – Przemyśl. Tym samym PKP Intercity całkowicie wycofuje się z południowej części województwa lubuskiego: z mapy połączeń dalekobieżnych znikną Żary (35 tys. mieszkańców) i Żagań (23 tys.), a także Małomice (3 tys.) i Nowogród Bobrzański (5 tys.). Przez te miasta pociąg PKP Intercity zaczął kursować w 2019 r. – jego uruchomienie było częścią rozpoczętej za rządów Prawa i Sprawiedliwości polityki trasowania pojedynczych pociągów PKP Intercity liniami niezelektryfikowanymi w celu zapewnienia połączeń dalekobieżnych mieszkańcom miast, przez które nie biegną główne magistrale. Od 2016 r. pociągi PKP Intercity obsługują Starogard Gdański, Czarną Wodę, Czersk, Chojnice, Złotów, Krajenkę, Wałcz, Tuczno, Kalisz Pomorski, Recz, od 2017 r. Werbkowice, Hrubieszów, od 2020 r. Głogówek, Prudnik, Nysę, Otmuchów, Paczków, Ząbkowice Śląskie, Dzierżoniów, Świdnicę, od 2021 r. Sztum, Kwidzyn, Grudziądz, Brodnicę, Rypin, Sierpc, Hajnówkę, Bielsk Podlaski, a od 2023 r. Nową Rudę i Jedlinę-Zdrój.
Choć na konferencji „Kolej dla lokalnych społeczności” ogłoszono, że Ministerstwo Infrastruktury i PKP Intercity przystępują do rozbudowy sieci połączeń o małe i średnie miasta, to wycofanie pociągu z Żar i Żagania stanowić będzie pierwszy odwrót od dotychczasowej polityki doprowadzania połączeń dalekobieżnych do kolejnych miejscowości.
Skomunikować słabo skomunikowane
„Komunikacyjne odcięcie całego regionu od systemu połączeń PKP Intercity” – tak o wycofaniu pociągu InterCity „Mehoffer” napisała w interpelacji do Ministerstwa Infrastruktury Maja Nowak, posłanka Polski 2050 z województwa lubuskiego, apelując o zachowanie połączenia dalekobieżnego obsługującego powiaty żarski i żagański.
„Na odcinku Zielona Góra – Wrocław przez Żagań i Żary notuje się niską frekwencję” – odpisał wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak. – „Wartym podkreślenia jest również fakt, iż czas przejazdu pociągu InterCity »Mehoffer« z Wrocławia do Żar jest dłuższy niż pociągiem regionalnym”.
Rzeczywiście, odcinek z Wrocławia do Żar pociąg PKP Intercity pokonuje w 2 godz. 22 min., a więc dłużej niż pociągi Kolei Dolnośląskich, którym pokonanie tego odcinka zajmuje od 2 godz. 1 min. do 2 godz. 11 min. Dłuższy czas jazdy pociągu InterCity „Mehoffer” wynika z tego, że skład ten od Wrocławia prowadzony jest lokomotywą spalinową SU4220, która rozpędza się tylko do 90 km/h i przez to nie wykorzystuje parametrów odcinka Wrocław – Legnica – Chojnów, na którym możliwe jest osiąganie prędkości 160 km/h.
Choć ministerstwo przekonuje, że w Żarach i Żaganiu odnotowywana jest niska frekwencja, to w tych dwóch miastach z połączenia PKP Intercity korzysta kilkudziesięciu pasażerów dziennie. Na przykład w niedzielę 21 września 2025 r. z pociągu relacji Przemyśl – Zielona Góra wysiadło w Żaganiu 31 osób, a w Żarach 19 osób. Z kolei w piątek 26 września 2025 r. do pociągu relacji Zielona Góra – Przemyśl wsiadło w Żarach 66 osób, a w Żaganiu 16 osób.
Przewagą pociągu InterCity „Mehoffer” nad połączeniami regionalnymi jest to, że umożliwia mieszkańcom powiatów żarskiego i żagańskiego bezpośrednią podróż do szeregu miast południowej Polski: Opola, Gliwic, Katowic, Krakowa, Tarnowa, Rzeszowa i Przemyśla.
Resort infrastruktury w odpowiedzi na interpelację Mai Nowak wskazał, że po likwidacji pociągu InterCity „Mehoffer” mieszkańcy Żar i Żagania będą mogli pojechać pociągami regionalnymi do Wrocławia lub Zielonej Góry i tam przesiąść się do pociągów PKP Intercity. „Przesiadki stanowią nieodłączny element funkcjonowania publicznego systemu transportowego” – oznajmił wiceminister Malepszak. Nieco kłóci się to z tym, na co zwracano uwagę na konferencji „Kolej dla lokalnych społeczności”. – „Chcemy regiony słabo skomunikowane skomunikować z dużymi aglomeracjami. Często to będą trasy przez cały kraj” – mówił prezes PKP Intercity Janusz Malinowski, a wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak wskazując na efekty, jakie przyniesie rozszerzenie floty tej spółki o składy spalinowo-elektryczne i skierowanie ich na trasy dotąd nieobsługiwane przez pociągi dalekobieżne, wymieniał: „Czas przejazdu, bogata oferta, bezpośrednie połączenia do dużych miast, czego dotychczas nie było”.
„Resort dostrzega potencjał przewozowy Żar i Żagania w ruchu dalekobieżnym oraz brak dobrej oferty przewozowej z tego regionu” – zapewnił Malepszak w odpowiedzi udzielonej na trzy miesiące przed zlikwidowaniem jedynego połączenia dalekobieżnego obsługującego południową część województwa lubuskiego. Posłanka Maja Nowak musiała czekać na odpowiedź aż 45 dni, mimo że – zgodnie z konstytucją – ministerstwa muszą odpowiedzieć na interpelację w ciągu 21 dni. Choć resort wstrzymywał się z wysłaniem odpowiedzi aż do dnia konferencji „Kolej dla lokalnych społeczności”, to nie przedstawiono na niej żadnych planów dla Żar i Żagania.
PKP Intercity nie zatrzymuje się
Na konferencji nie pochwalono się też tym, że w grudniu 2025 r. kolejne miasta stracą postoje pociągów PKP Intercity.
Pociągi dalekobieżne przestaną stawać w Suchedniowie – 7 tys. mieszkańców tego świętokrzyskiego miasta straci bezpośredni dojazd do Gdańska, Olsztyna, Białegostoku, Warszawy, Lublina, Katowic, Częstochowy czy Wrocławia, a także 13 z 16 dziennie pociągów do Krakowa (w tej relacji zostaną tylko trzy pociągi Polregio).
Z mapy połączeń dalekobieżnych zniknie stacja Nasielsk na północnym Mazowszu. Nasielsk od kilku lat dotknięty jest taktyką salami – przy kolejnych zmianach rozkładu jazdy stopniowo zmniejszano liczbę stających tu pociągów. W 2022 r. na stacji Nasielsk dziennie zatrzymywało się 10 pociągów PKP Intercity, w 2023 r. osiem, w 2024 r. pięć, a obecnie już tylko trzy pociągi dziennie. Od połowy grudnia 2025 r. na stacji Nasielsk nie zatrzyma się już ani jeden pociąg PKP Intercity. Pociągi dalekobieżne nie zatrzymają się też w liczącym 7 tys. mieszkańców Barczewie między Olsztynem a Kętrzynem.
Stacji Barczewo, Nasielsk i Suchedniów nie będzie w rozkładzie jazdy PKP Intercity, mimo że plan transportowy Ministerstwa Infrastruktury wskazuje je jako miejsca zatrzymywania się pociągów dalekobieżnych. Ponadto od grudnia 2025 r. ani jeden pociąg PKP Intercity nie stanie już w Sobolewie na linii Warszawa – Lublin.
Będzie to kolejna fala wykreślania postojów z rozkładu jazdy PKP Intercity. Od grudnia 2024 r. pociągi przewoźnika nie stają w Janowicach Wielkich, Bardzie, Gorzkowicach i Trawnikach, jak również na wskazanych w ministerialnym planie transportowym stacjach Pyskowice, Środa Śląska i Bytom Odrzański.
Podczas konferencji „Kolej dla lokalnych społeczności” zapytaliśmy wiceministra Piotra Malepszaka, dlaczego rezygnuje się z postojów pociągów PKP Intercity w kolejnych miejscowościach – także tych wskazanych w planie transportowym. Odparł, że chodzi o podzielenie się rynkiem z przewoźnikami regionalnymi: „Nie będziemy zabierać im klientów. Mamy dzisiaj takie przykłady, że Koleje Wielkopolskie, Koleje Mazowieckie, Koleje Dolnośląskie wysyłają pisma do ministerstwa, wysyłają do wiadomości PKP Intercity, że tysiące pasażerów jest, mówiąc wprost, zabieranych przez zatrzymywanie się pociągów dalekobieżnych”.
Polityka postojowa
W grudniu 2024 r. pociągi PKP Intercity przestały zatrzymywać się w wielkopolskim Zbąszyniu, ale już po trzech miesiącach postoje zostały tu przywrócone – apelował o to burmistrz miasta Tomasz Kurasiński. W odpowiedzi na jego pismo dyrektor biura rozkładu jazdy PKP Intercity Krzysztof Krasowski oznajmił: „Decyzję o zakończeniu obsługi stacji Zbąszyń podjął organizator przewozów tj. Ministerstwo Infrastruktury. Po ogłoszeniu nowego rozkładu jazdy Ministerstwo Infrastruktury zmieniło swoją decyzję. Połączenia zostaną przywrócone od 9 marca 2025 r.”.
Ministerstwo zmieniło decyzję, gdy w obronę postojów w Zbąszyniu zaangażował się poseł Jakub Rutnicki, jedynka Koalicji Obywatelskiej z północno-zachodniej Wielkopolski. Na złożoną przez niego interpelację resort odpowiedział po sześciu dniach: „W wyniku prowadzonych prac konstrukcyjnych nad rozkładem jazdy pociągów 2024/2025 został usunięty postój dla pociągów dalekobieżnych na stacji Zbąszyń” – tłumaczył Piotr Malepszak. – „Mając jednak na uwadze istotną rolę, jaką postój pełni dla lokalnej społeczności, planowane jest jego przywrócenie od 9 marca 2025 r. Z uwagi na uwarunkowania techniczne i zarządzenie rozkładu jazdy nie jest możliwa realizacja złożonego postulatu we wcześniejszym terminie”.
W grudniu 2024 r. postoje pociągów PKP Intercity stracił też Maków Podhalański. W marcu 2025 r. – po protestach lokalnej społeczności – przywrócono postoje dwóch pociągów TLK („Lubomirski” Zakopane – Kołobrzeg i „Małopolska” Zakopane – Gdynia). Od połowy grudnia 2025 r. w Makowie Podhalańskim znów będą stawać wszystkie jadące przez to miasto pociągi InterCity i TLK. W sprawę włączyła się wicemarszałek sejmu Dorota Niedziela z Koalicji Obywatelskiej – przyjęła ona w Warszawie delegację z Makowa Podhalańskiego z burmistrzem Michałem Surmiakiem na czele, a także zorganizowała spotkanie z prezesem PKP Intercity.
Najskuteczniejszym orężem lokalnych społeczności w walce o połączenia dalekobieżne okazuje się wsparcie polityka partii rządzącej.
Karol Trammer
Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 6/139 listopad-grudzień 2025)
https://www.zbs.net.pl. Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Karol Trammer.
przez redakcja | sobota 8 listopada 2025 | aktualności
Znana firma meblowa zwolni ogromną liczbę pracowników.
Jak informuje „Nowa Gazeta Biłgorajska”, w zakładach znanego producenta mebli Black Red White mają nastąpić masowe zwolnienia. Ich skala jest przerażająca. W zakładach tej firmy, m.in. w Zamościu i Biłgoraju, ma stracić pracę 800 osób. Zwolnienia obejmą zarówno pracowników fizycznych, jak i administracyjnych. Zwolnienia już zostały zgłoszone we wrześniu i październiku do stosownych powiatowych urzędów pracy. Mają zostać przeprowadzone w listopadzie i grudniu.
Cała załoga firmy liczy obecnie 2700 osób. Planowane zwolnienie 800 osób to nie tylko wielka skala zwolnień. To także kolejna taka decyzja, bo BRW zwolniło kilkaset osób w roku 2024, a na początku bieżącego roku całkowicie zlikwidowało swój zakład produkcyjny w Przeworsku, gdzie zatrudnienie straciło ponad 200 osób. Na Zamojszczyźnie, gdzie znajduje się główna siedziba firmy, jest ona największym pracodawcą.
Firma jest w dodatku pogrążona w chaosie właścicielskim. Najpierw z rąk polskich właścicieli przeszła do austriackiego koncernu XXXLutz, który jednak szybko wycofał się z tej działalności w Polsce. Obecnie trwa proces zmiany właścicielskiej na rzecz polskiego przedsiębiorcy.
Związkowcy działający w BRW odmówili podpisania regulaminu zwolnień. Liczą na to, że nowy właściciel odstąpi od nich. Albo że zaoferuje zwalnianym wyższe odprawy.
Firma jest jednym z największych producentów mebli w Polsce. W roku 2024 zanotowała stratę w wysokości ponad 130 milionów złotych, a jej przychody spadły o 11 procent.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Arnoldziu – Praca własna, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=42476926
przez redakcja | sobota 8 listopada 2025 | aktualności
Znana firma kurierska zmusza „podwykonawców” do pracy w Wigilię.
Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, znana firma kurierska DPD oznajmiła, że Wigilia będzie dla jej pracowników dniem wolnym od pracy. Tyle że nie dotyczy to jej „podwykonawców” – czyli kurierów dostarczających przesyłki w modelu współpracy jako własna „firma”. Wolna Wigilia będzie tylko dla etatowych pracowników DPD – reszta ma doręczać przesyłki nawet w ten dzień. Ta „reszta” to większość kurierów firmy.
„Podwykonawcy” świadczący usługi DPD jako jednoosobowe działalności gospodarcze są oburzeni. To osoby, które teoretycznie są niezależnymi firmami, ale w praktyce całkowicie podlegają wytycznym DPD w kwestii miejsca, terminu, czasu i zasad pracy. Oczywiście nie obejmują ich typowe świadczenia pracownicze, jak płatne chorobowe czy płatny okres urlopowy.
Nie jest to też, wbrew liberalnej propagandzie, ich wybór. Jeden z kurierów mówi w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że chciał zatrudnić się na etat, ale DPD zaproponowało mu płacę minimalną. Również wybór czasu pracy jest iluzoryczny: „Firma mówi, że w Wigilię jest praca tylko dla chętnych, ale co, jeśli chętni się nie znajdą? Pewnie będą karać”.
Okres przedświąteczny to dla kurierów czas wyjątkowo ciężkiej i wytężonej pracy ze względu na wiele dodatkowych przesyłek związanych z zakupami świąteczno-prezentowymi. Na tych, którzy będą musieli pracować w Wigilię, przypadnie zatem jeszcze więcej dodatkowej pracy.
przez redakcja | czwartek 6 listopada 2025 | aktualności
Niemiecki koncern motoryzacyjny zwolni ponad 200 osób w swoim polskim zakładzie.
Jak informuje portal Interia Biznes, niemiecki koncern ZF, działający w branży motoryzacyjnej, zwolni dużą grupę pracowników swojego zakładu w Częstochowie. Firma zajmuje się wytwarzaniem podzespołów do samochodów.
W pierwszym półroczu 2026 roku z częstochowskiego zakładu tej firmy zostanie zwolnionych 225 osób. To 7% całej załogi. 161 osób straci zatrudnienie w dziale produkcji i transportu wewnętrznego. Większość zwolnień w tej grupie dotyczy zakładu produkcji pasów bezpieczeństwa oraz zakładu produkcji poduszek powietrznych. Z kolei dział wsparcia pozbędzie się 64 pracowników.
O planach zwolnień zostały poinformowane związki zawodowe i rada pracowników. Zarząd zakładu zamierza z nimi negocjować warunki zwolnień, a jeśli strony się nie porozumieją w tej sprawie, szefostwo firmy podejmie decyzję samodzielnie.