przez Piotrek Kolasiuk | środa 3 sierpnia 2022 | opinie
***
piję zimne matcha latte i zagryzam ten smak wrapem,
ale trochę staje w gardle, bo mnie wkurwia jego tate
potem w dużym telebimie pani z info chce mi Vanish
sprzedać choćby jeszcze dzisiaj, bo jest dobry na dywany,
nie podrażnia materiału, spiera plamy po jogurcie
po kawiorze nie ma śladów, a potwierdza to jej uśmiech
jeszcze model pije wodę, a ta woda mu po brodzie
płynie wartko niczym strumień, co napędza krew w narodzie
umie tańczyć też na lodzie i się martwi twoim kotem,
a więc jeśli kochasz kota no to kup tej karmy torbę
możesz wygrać nią nagrodę i móc spędzić gdzieś nad morzem
z celebrytą jedną dobę chłonąc ten nadludzki powiew
potem znowu aktor z dwójki prezentuje swe talenty
będzie skakał dziś do wody lub na wizji szył skarpetki
wysmarował twarz na czarno delektując się tą farsą
w gardle zawył twardy falset, kiedy śpiewał niczym
Armstrong
dawna gwiazda juwenaliów porobiona w cztery dupy
pruła nocą autostradą, ale przecież ma zasługi
ma medale i ordery, po komunie krzyż odwagi,
a więc można jej wybaczyć i wystarczą tu zawiasy
prezenterki dają korki z konstytucji na Majorce
dawne gwiazdy serialowe edukacji tworzą orszak
dziennikarze i aktorzy, pogodynki, gwiazdy disco
jeszcze Polska nie zginęła póki oni z nami żyją
Piotrek Kolasiuk
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Sam Williams from Pixabay
przez redakcja | poniedziałek 1 sierpnia 2022 | klasyka, opinie
Zwracamy się do was imieniem walczącej Warszawy. Głos nasz jest głosem ludu Warszawy, który od 150 lat w każdym pokoleniu zrywał się do walk powstańczych przeciwko obcym najeźdźcom. Głos nasz jest głosem robotników warszawskich, którzy są rdzeniem obecnej walki w Warszawie.
Pięć lat temu Polska pierwsza stawiła opór zbrojny agresji imperializmu niemieckiego. Robotnicze bataliony stanęły do obrony oblężonej i niemal bezbronnej Warszawy. Za swój opór we wrześniu 1939 Warszawa zapłaciła 80 tysiącami zabitych. Byliśmy wtedy samotni, ale nie żałowaliśmy ofiar, albowiem łączyliśmy z nimi pewność przyszłego zwycięstwa i uprawnienia Polski do odzyskania pełnej wolności i niepodległości w godzinie triumfu wolnych narodów świata.
W realiach niemieckich rządów terroru powstała rozległa sieć organizacji podziemnych, a przede wszystkim podziemnego ruchu robotniczego, skupionego wokół Polskiej Partii Socjalistycznej. Polska podziemna nie skapitulowała nigdy i w ciągu pięciu lat walki poniosła pięć milionów ofiar z żyć ludzkich – mężczyzn i kobiet zakatowanych w niemieckich więzieniach, obozach koncentracyjnych, powieszonych, rozstrzelanych, straconych w komorach gazowych. Nie było jednak nigdy wśród Polaków jednej chwili wahania, nie było zdrajców. Prowadziliśmy walkę naszą nawet wtedy, kiedy armie niemieckie były u szczytu swego powodzenia, kiedy zajęły nieomal całą Europę, kiedy stały u bram Moskwy i pod Stalingradem. Brakowało nam jednego: broni dostatecznej, aby zmierzyć się z nowoczesną potęgą zmechanizowanych Hunów. O broń tę wołaliśmy od dawna, coraz głośniej, coraz natarczywiej. Na bron tę czekał w Polsce kwiat naszego narodu.
Bez dostatecznego uzbrojenia rozpocząć musiała swą walkę Warszawa w dniu 1 sierpnia 1911. Rozpoczęła ją ufając, że otrzyma szybką i skuteczną pomoc sprzymierzeńców. Zabrakło tej pomocy przed pięciu laty, gdy sprzymierzeńcy nie byli dostatecznie uzbrojeni. Dziś siła wojskowa Sprzymierzonych ma nad Niemcami przewagę druzgocącą.
Po latach znienawidzonych rządów najezdniczych, jedna po drugiej stolice podbitych narodów zrzucają jarzmo okupacji. Dzielimy radość wyswobodzonego Paryża i wolnej Brukseli. Dzielimy dumę ludu Londynu, który zwycięsko wyszedł z wszystkich prób. A dziś na płonących zgliszczach Warszawy stawiamy sobie i światu pytanie: Czemuż podobna radość nie może być naszym udziałem?
Pierwszym uderzeniem robotnicy Warszawy, stanowiący trzon podziemnej Armii Krajowej, opanowali nieomal całe miasto. Gołymi rękami zdobywali niemieckie czołgi. Butelkami z benzyną niszczyli niemieckie Pantery i Tygrysy. Wyrabiane potajemnie w podziemnych wytwórniach granaty ręczne były bronią powstańców. Barykady zamykały drogę niemieckim oddziałom. Lecz kiedy nie nadchodziła pomoc, na stolicę naszą walić się zaczęła ulewa ognia i stali. Po utorowaniu sobie przejścia przez trzy główne arterie przelotowe i mosty na Wiśle, Niemcy przystąpili do zdobywania i systematycznego niszczenia dzielnicy za dzielnicą. Warszawa jest pod ogniem moździerzy 24-calowych, ciężkiej artylerii, miotaczy ognia, pociągów pancernych, kanonierek rzecznych. Z powietrza padają na miasto bomby z niemieckich samolotów, nadlatujących falami raz po raz. Wśród ruin i zgliszcz, oddziały naszej armii podziemnej trzymały się pazurami każdej piędzi ziemi. Tam tylko wchodził nieprzyjaciel, gdzie przestały oddychać żywe ludzkie ciała. Zniszczone zostało piękne, średniowieczne Stare Miasto, gdzie nie ocalał ani jeden z tysiąca domów, a pod gruzami śmierć znalazły tysiące ludzi. Pada w gruzy dzielnica za dzielnicą. Niemcy gnają do obozów wokół Warszawy ludność cywilną, mężczyzn, kobiety i dzieci, gdzie przebywają w warunkach trudnych do pojęcia umysłem człowieka cywilizowanego.
Warszawa jest bez światła i wody, bez żywności. Nie ma czym gasić szalejących pożarów. Ludzie mrą masowo od zarazy i głodu.
Niemcy grożą, że Warszawa cała ma być starta z powierzchni ziemi. Los, który spotkał warszawskie getto w maju ubiegłego roku, ma teraz być losem całej Warszawy, losem miliona mężczyzn i kobiet.
Nie słów współczucia lub pocieszenia oczekuje Warszawa. Nie oczekuje oklasków podziwu ani wieńców żałobnych. O nic nie prosi i o nic my dla niej nie prosimy. Żądamy i mamy prawo żądać natychmiastowej i skutecznej pomocy w walce. Żądamy stałych i ilościowo dostatecznych dostaw broni i amunicji dla polskich obrońców Warszawy. Żądamy osłony myśliwców przed nalotami Luftwaffe. Żądamy bombardowania niemieckich stanowisk i lotnisk w Warszawie.
Mamy prawo powiedzieć, iż nigdy w przeszłości nie brakowało polskiej krwi na polach walki o wolność na obu półkulach. Nie brakowało polskiego żołnierza w czasie tej wojny nigdzie na lądzie, w powietrzu i na morzu, gdzie tylko toczyła się walka o wolność. Nasz naród nie może zrozumieć i nigdy nie zrozumie, dlaczego w tej godzinie najcięższej dla niego próby ma być pozostawiony sam sobie.
Odrzucamy wręcz wszystkie oskarżenia i wybiegi, którymi ma być przesłonięta prawda walczącej Warszawy. Znamy tylko jedną prawdę i jedną rzeczywistość – prawdę miasta, które walczy i ginie za jedną i wspólną sprawę wolności świata.
Powołujemy się na najprostszą moralność w stosunkach pomiędzy wolnymi narodami. Apelujemy do sumienia świata. Walcząc w ostatecznym napięciu nerwów i woli, wydobywając z siebie ostatek sił – Warszawa domaga się, by w ślad za głosem sumienia nadeszła dla niej skuteczna pomoc w walce.
Przekazujemy ten głos Warszawy robotnikom, chłopom, demokratom, związkowcom, socjalistom całego świata. Wierzymy, że walkę Warszawy uznają oni za swoją własną sprawę.
Wierzymy, pragniemy wierzyć, że natychmiastowa i skuteczna pomoc dla Warszawy będzie dla umęczonego narodu polskiego potwierdzeniem jego wiary niezłomnej, iż z ofiar i męczarni hitlerowskiej okupacji, że z walki milionów o wolność, narodzić się musi nowa solidarność – solidarność wolnych ludów świata.
Zwracamy się do wszystkich mężczyzn i kobiet wolnych krajów, do prostych ludzi w miastach i wsiach, którzy zrozumieją całą udrękę Warszawy. Po 40 dniach nierównej walki, dobywając z siebie ostatka sił, walcząc wśród ruin i pożarów, Warszawa oczekuje skutecznej pomocy. Ta pomoc może jej być udzielona, winna być udzielona, musi być udzielona bez zwłoki!
Komitet Zagraniczny Polskiej Partii Socjalistycznej
Londyn, 9 września 1944 roku
przez redakcja | poniedziałek 1 sierpnia 2022 | klasyka, opinie
Robotnicy Warszawy!
Przemawiam do was imieniem socjalistów z wielu krajów sprzymierzonych, którzy zbierają się regularnie w Londynie pod moim przewodnictwem i pod auspicjami Brytyjskiej Partii Pracy. Nasi polscy towarzysze Arciszewski i Ciołkosz zapoznali nas z udręką i walką robotników warszawskich od dnia 1 sierpnia. Znamy wszystkie szczegóły waszej walki i waszego obecnego położenia. Znamy wasze żądania. Nasi socjalistyczni towarzysze z krajów sprzymierzonych prosili mnie, bym był ich rzecznikiem i przekazał wam ich najlepsze życzenia oraz słowa podziwu i głębokiej solidarności.
Z trwogą w sercu śledziliśmy waszą walkę we wrześniu 1939. Wiedzieliśmy, że robotnicy Warszawy odgrywali czołową rolę w obronie swego miasta. Pamiętamy warszawskie bataliony robotnicze w okopach i na barykadach. Pamiętamy bohaterskie zachowanie się waszego przywódcy Niedziałkowskiego, rozstrzelanego później przez bezlitosnego nieprzyjaciela. Pamiętamy wasze poświęcenia, wasze spalone siedziby i zburzony pociskami budynek waszego słynnego dziennika „Robotnik”.
A potem pośród ogromu niemieckiego terroru, rozpłomieniło się powstanie warszawskiego getta. Najnieszczęśliwsze ofiary niemieckiego ucisku chwyciły za broń, której dostarczył im polski ruch podziemny. Z robotnikami na czele, getto powstało przeciwko hitlerowskiej tyranii w ostatniej i rozpaczliwej walce. Ich zgon nie pójdzie na marne.
Od 1 sierpnia Warszawa znowu jest jednym wielkim polem bitwy. Dowództwo niemieckie używa z barbarzyńską brutalnością wszystkich niegodziwych środków, by złamać wasz opór. I znowu samoloty Luftwaffe bombardują Warszawę. I znowu płoną całe dzielnice. Nowoczesny piękny i obszerny budynek waszego Związku Zawodowego Kolejarzy spłonął. Niemcy przywiązują kobiety i dzieci do czołgów, gdy ruszają do ataku na wasze stanowiska. Lecz mimo wszystko Warszawa się nie poddaje. Osiągnęliście nowe sukcesy. Podziemne władze Rzeczypospolitej Polskiej kierują stolicą. Wydawane są jawnie dziesiątki wolnych dzienników. A świeżo słyszano z Warszawy wolny głos Polskiego Radia. W bohaterskiej walce jednostek waszej Armii Krajowej biorą udział robotnicy, zorganizowani w zastępach bojowych PPS i milicji PPS.
Wiadome są nam warunki, w jakich prowadzić wam przyszło waszą walkę. Wiemy o wypadkach, że robotnicy gołymi rękami zdobywali niemieckie czołgi. Oddajemy cześć ich odwadze. Doszły nas wieści o straszliwym ogniu nieprzyjacielskim. Warszawę okrywają olbrzymie chmury dymu. Całe dzielnice przechodzą z rąk do rąk. To bitwa zawzięta, bitwa na śmierć i życie. A mimo wszystko nie upadliście, nie zachwialiście się. Jak mówi wasza stara pieśń rewolucyjna, hasłem waszym jest „Kto przeżyje wolny będzie, a kto poległ – wolny już”. Żądacie pomocy. Nie chcecie być osamotnieni. Wypełniliście ponad wszelką miarę wasze zobowiązania wobec demokracji światowej i wobec klasy robotniczej wolnych narodów. Wasza bohaterska walka będzie natchnieniem dla wszystkich miłośników wolności we wszystkich następnych pokoleniach. A teraz żądacie, abyśmy my wypełnili nasz obowiązek wobec was. Uczynimy wszystko, co w naszej mocy, aby wam dopomóc.
Apelujemy o pomoc i poparcie dla was! Musicie je otrzymać. Tragedia wrześniowa 1939 nie może się powtórzyć.
Wasze poświęcenia, niezrównane na całym kontynencie europejskim, udowodniły raz jeszcze wasze prawo do niepodległości jako demokratycznej republiki, w której będziecie mogli w drodze pokojowej utorować sobie drogę do socjalistycznej gospodarki. Całym sercem i całą duszą jesteśmy z wami. Wytrwajcie. Zwycięstwo jest blisko.
Towarzysze! My w ruchu robotniczym Wielkiej Brytanii oraz socjalistyczni robotnicy Narodów Sprzymierzonych, pozdrawiamy was. Ślubujemy, że uczynimy wszystko co w naszych siłach, aby dotarła do was jak najszybciej skuteczna pomoc, oraz że w przyszłości użyczymy naszego poparcia klasie robotniczej wolnej, niepodległej i demokratycznej Polski.
Cześć naszym towarzyszom z Polskiej Partii Socjalistycznej! Cześć robotnikom Warszawy! Cześć Walczącej Warszawie! Niech żyje wolna, niepodległa i demokratyczna Rzeczypospolita Polska!
George Dallas
Powyższy tekst to przemówienie radiowe, które autor wygłosił w dniu 31 sierpnia 1944 r. w Londynie. Powyższy tekst pierwotnie opublikowano w piśmie „Robotnik Polski w Wielkiej Brytanii. Pismo Sekcji Zagranicznej Polskiej Partii Socjalistycznej” nr 17, Londyn, 1 września 1944 roku. Od tamtej pory nie był wznawiany.
George Dallas był wieloletnim działaczem Labour Party, w okresie, gdy powstał powyższy tekst należał do władz tego ugrupowania oraz był przewodniczącym partyjnej Komisji Spraw Międzynarodowych, która w sytuacji wojennej pełniła nieformalnie rolę koordynacyjną dla partii socjalistycznych Europy w kwestii sytuacji międzynarodowej.
przez redakcja | niedziela 31 lipca 2022 | klasyka, opinie
Camille Huysmans, przewodniczący Socjalistycznej Międzynarodówki Robotniczej, przemówił do Warszawy przez radio z Londynu dnia 15 sierpnia rano.
Robotnicy Warszawy!
Słyszymy wołanie Wasze, polscy robotnicy, towarzysze nasi, walczący od dwóch tygodni o swe wyzwolenie. Wasz duch wywołał entuzjazm świata całego, a razem z nim całego ruchu socjalistycznego. Dni Waszej wspaniałej walki w roku 1939, ponure dni bohaterów getta – wszystko to stanęło z powrotem przed naszymi oczyma.
W jednej chwili Warszawa znalazła się znowu w polskim ręku. Górujecie nad wrogiem moralnie, ale chwilowo jesteście słabsi uzbrojeniem. Lecz możecie liczyć na poparcie socjalistycznych demokratów całego świata w walce Waszej. Nie zaniedbamy niczego, by pośpieszyć Wam z pomocą wszystkimi środkami, jakie stoją do dyspozycji naszego międzynarodowego ruchu socjalistycznego. Gołymi rękami zdobywaliście niemieckie czołgi, Tygrysy i Pantery. Walczyliście na barykadach i w okopach, zamieniliście Ratusz i Zamek w fortece, skąd sztandar polski biało-czerwony powiewa w pełnej chwale.
Socjalizm międzynarodowy walczył zawsze o niepodległość Polski. Widział on w swych szeregach tak płomiennych obrońców tej niepodległości, jak nasz wielki nauczyciel, Karol Marks. Cokolwiek nastąpi, socjalizm międzynarodowy nie zawiedzie Was nigdy.
Spotykaliście się z niepowodzeniami; mogło też dojść do nieporozumień z innymi, ale nie zapominajcie, że świat stary jest w wirze wydarzeń i że poród nowego świata dokonuje się wśród ciężkich bólów. Lecz nic nie idzie na marne, świat zrozumie, że ta walka bohaterska, to wspaniałe i nieporównane poświęcenie Wasze, towarzysze, przyniesie plon dla wszystkich przyszłych pokoleń.
Apelujemy i nie przestaniemy apelować do sumienia wszystkich miłujących wolność narodów świata, by dały Wam pomoc, by poparły Was w Waszej walce i by w obliczu poległych zagwarantowały tym, co przeżyją, nie tylko bezpieczeństwo, ale i lepszy byt.
Walka Wasza jest walką nas wszystkich. Alianci na wschodzie i na zachodzie uchwycili wspólnego wroga za gardło. Ludu polski, synowie Twoi walczyli w Norwegii, we Francji, w bitwie o Wielką Brytanię, w Afryce, we Włoszech, a teraz ponownie walczą we Francji; na siedmiu oceanach świata, wszędzie w powietrzu walczą Twoi synowie. Ty, ludu polski, nie możesz być opuszczony i nie będziesz opuszczony.
Żadnemu Piłatowi nie będzie wolno umyć rąk. Wiemy, że pragniecie pomocy i czynimy co w naszych siłach, abyście ją otrzymali. Nie upadacie na duchu. Poruszymy sumienie świata, aby Wasze nieporównane bohaterstwo znalazło uznanie i zostało złotymi zgłoskami zapisane w dziejach Socjalizmu, Wolności i Swobody.
Powyższy tekst pierwotnie opublikowano w piśmie „Robotnik Polski w Wielkiej Brytanii. Pismo Sekcji Zagranicznej Polskiej Partii Socjalistycznej” nr 16, Londyn, 15 sierpnia 1944 roku. Od tamtej pory nie był wznawiany.
przez redakcja | środa 27 lipca 2022 | opinie
W maju 1999 r. byliśmy świadkami konfliktu pomiędzy tak zwanymi emancypacyjnymi siłami globalizacji a zachowawczymi siłami tradycji. 27 maja tegoż roku zarząd National Association of Securities Dealers (centrala Nasdaq) ogłosił, iż planuje otwarcie wieczornej sesji pomiędzy 17. a 21. lub 22. Przewodniczący Nasdaq Richard Ketchum stwierdził, iż „nadejdzie dzień, kiedy interesy będziemy prowadzili 24 godziny na dobę”. Nie powiedział, jak to mają w zwyczaju w Dolinie Krzemowej, że „24/7” jest już rzeczywistością. Dzięki Internetowi można handlować dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu (włączając w to święta). Dzień wcześniej, podczas Głównej Konferencji Amerykańskich Rabinów, rada przewodnicząca Żydom Reformowanym przegłosowała apel wzywający swych członków do powrotu do tradycyjnych rytuałów, takich jak przestrzeganie Szabasu, noszenie jarmułek czy nakaz koszerności. Wiele innych grup religijnych, włączając w to niemalże wszystkie chrześcijańskie wyznania, dąży już od pewnego czasu do odnowienia swoich tradycji.
Na pierwszy rzut oka wydawać się może, iż nie ma konfliktu pomiędzy permanentnym handlem a religijnym odrodzeniem. Można pięć, a nawet i sześć dni i nocy robić interesy, a siódmego dnia, jak nakazał Bóg, odpoczywać. Ów konflikt pomiędzy handlem a rodziną, wspólnotą i religią nie jest niczym nowym. U samych początków industrializacji zrodził się problem ludzi posiadających w swych domach krosna, które mogły stanowić pokusę pracy „po godzinach”. Napięcie pomiędzy domem a pracą wzrosło, gdy wiele matek, idąc w ślady ojców, rozpoczęło pracę poza domem. Przestrzeń wirtualna jest jednak jakościowym skokiem rozszerzającym zakres dostępnych możliwości i pokus, z tej racji, iż nie zna ani zegara, ani kalendarza.
Dla tych, którzy poszukują okazji do handlu czy pracy w ramach błyskawicznie rozwijającego się Internetu, każda pora jest dobra. Podczas gdy w dotychczasowych realiach banki pozostawały zamknięte w określonych godzinach i dniach, rodzące się jak grzyby po deszczu e-banki pracują cały czas. W sytuacji, gdy niewiele sklepów otwartych jest późną nocą i w weekendy, tylko Internet gwarantuje nam, iż jest bez znaczenia, którą mamy właśnie godzinę i jaki dzień. Nie ma potrzeby kłopotać się o wolny czas internetowego listonosza: e-maile napływają do twojego PC nieprzerwanym strumieniem. Jednym słowem, w przestrzeni wirtualnej nie ma ani Szabasu, ani wakacji, Świąt Bożego Narodzenia czy Yom Kippur. Istnieją szanse na to, że Internet zniszczy wszystkie pozostałości tego, co socjologowie nazywają „barierami instytucjonalnymi”, które chronią, przynajmniej do pewnego stopnia, sakralne przed świeckim, społeczne i duchowe przed ekonomicznym.
Wszystkie te nowości umożliwiające prowadzenie interesów, operacji bankowych czy robienie zakupów spadły na nas tak gwałtownie, iż nawet nie mieliśmy okazji zrozumienia ich pełnego znaczenia. Wiele nowych książek zajmujących się problemem przestrzeni wirtualnej i globalizacji (m.in. Thomasa Friedmana i Benjamina Barbera) podejmuje go w sposób, który kilku autorów „Tikkun” (takich jak Roger Friedlan, Amnon Raz-Krakotzkin, David C. Korten czy ja) uznało za mocno chybiony. Książki te wiążą zwiększający się zakres dostępnych wyborów z Zachodem, sugerując jednocześnie, że reszta świata sprzeciwia się rozprzestrzenianiu Internetu, a ogólniej mówiąc globalizacji, z racji swojego tradycjonalizmu i parafiańszczyzny. Krótko mówiąc, niezafascynowani Internetem postrzegani są jako ludzie zaściankowi, a być może nawet jako jeszcze coś gorszego. W tej perspektywie dziwi trochę fakt powitania zapowiedzi Nasdaq skromnym aplauzem. W przeciwieństwie do apelu rabinów, przyjętego mieszaniną konsternacji i krytyki, jaka spotkała tych wszystkich, którzy próbują cofnąć czas w imię tradycji.
Moim zdaniem, ponawiane apele dotyczące zwielokrotnienia wysiłków na rzecz zachowania przestrzeni w naszym życiu dla rodziny, wspólnoty i życia religijnego nie są zwykłym tradycjonalizmem, a z pewnością nie żadnym „powrotem”. Nie stanowią prostego wezwania do powrotu ku przeszłości, przestrzegania rytuałów i zasad, tylko „dlatego, że jest to sposób, w jaki zawsze postępowaliśmy” albo „ponieważ tak nakazał Bóg czy święte księgi”. Zamiast tego zostajemy postawieni wobec większego spektrum możliwości wyboru; mamy zrozumieć, jakie rytuały w przyszłości zaadaptujemy, a jakie ich nowe formy rozwiniemy, aby chronić nasze życie przed handlem i pracą w przestrzeni wirtualnej. Potrzebujemy określenia obszaru, w ramach którego telefony komórkowe będą wyłączone, a przynoszenie ze sobą laptopów uważane za coś niewłaściwego. Poszukując takich miejsc, dalekich od oślepiającego blasku komputerowych ekranów, nie ograniczamy się do cienia drzew oliwkowych, lecz wybieramy to, co zasadzone i pielęgnowane może je zastąpić.
Jeśli potrzebujemy symbolu nowego świata, niech będzie nim spokojna kolacja. Tak długo jednak jak biznesmeni z Nasdaq planują ją jadać ok. godziny 23., tak długo jest mało prawdopodobne, aby udało im się w dzień powszedni zjeść ten posiłek wspólnie z rodziną, chyba że postanowią zrezygnować z wieczornej sesji. Biorąc pod uwagę z jednej strony to, jak większość z nas jest zajęta w domu, z drugiej natomiast powodujące konflikty obowiązki, od dawna stoimy wobec problemu czy planować wspólną kolację, przynajmniej w określonych dniach tygodnia. Mamy tu do czynienia z innym jeszcze wyborem: ci, którzy traktują kolację jako okazję dającą członkom rodziny możliwość autentycznej wspólnej rozmowy, muszą sformułować „politykę” w kwestii takich spraw jak wyłączenie telewizora, telefonu czy pozostanie przy stole przez ustalony czas.
To samo obecnie coraz częściej dotyczy weekendów oraz świąt. Przestrzeń wirtualna spowodowała, iż kwestia, gdzie przeprowadzić granicę, jest istotniejsza dzisiaj aniżeli kiedykolwiek w przeszłości. Podczas gdy już od dawna można ze sobą przynosić do domu walizkę pełną pracy, Internet sprawił, iż jest to o wiele łatwiejsze a zatem bardziej kuszące, aby prowadzić interesy w domu, na plaży, dzwoniąc do biura czy wymieniając między sobą pracę przez e-mail.
Fakt, iż stoimy obecnie wobec problemu selekcji, a nie zwykłego powrotu do tradycji, staje się oczywisty, kiedy porównamy ze sobą te rytuały, które staramy się podtrzymać lub zaadaptować z tymi, które postanowiliśmy zignorować. Są to decyzje coraz częściej podejmowane z tej racji, iż wydają się mieć dla nas znaczenie, nie zaś dlatego, że zostały nam przekazane przez wcześniejsze pokolenia. Przestrzeganie Szabasu może być zatem jednym z takich rytuałów, który jest dla wielu z nas istotny, wskazuje bowiem na cnotę ochrony wolnego czasu przed zdominowaniem go przez zajęcia ekonomiczne. Jednocześnie np. przestrzeganie żydowskiej tradycji oczyszczenia w publicznej łaźni kobiecej, może być jednym z tych rytuałów, które są współcześnie pozbawione, by ująć to łagodnie, równie istotnego znaczenia dla większości z nas.
Nie twierdzę, iż tradycja nie odgrywa żadnej roli. Jest raczej głównym źródłem opcji, które ludzie mogą brać pod uwagę, aniżeli określonym zbiorem odpowiedzi. Praktycznie rzecz ujmując, religię można postrzegać jako mechanizm, który chroni dawne rozwiązania, dzięki czemu możemy teraz z nich korzystać, nie dlatego jednak, iż są one nakazane przez religijne autorytety czy przekazane przez naszych przodków, lecz dlatego, że wydają się nam one rozsądne i uznajemy je za istotne, niemożliwe do odrzucenia. Sposób, w jaki ludzie zawierają małżeństwa może być tego dobrym przykładem. Rozmaite alternatywne rytuały brane są tutaj pod uwagę, od tradycyjnych po współczesne, spokojne śluby, przystosowane do wyobrażeń poszczególnych ludzi.
Część z tych decyzji możemy podejmować jako jednostki czy rodziny. Na przykład w kwestii tego, czy chodzić do kościoła, czy nie, a jeśli tak, to kiedy. Dokonywanie innych wyborów wymaga jednak dialogu społecznego i wspólnych decyzji; za przykład niech posłuży problem tego, czy posiedzenia komisji lub zarządu odbywać się powinny tylko w czasie zwykłych dni pracy i „regularnych” godzin (cokolwiek to znaczy), czy powinny też iść w ślad dwudziestoczterogodzinnego handlu papierami wartościowymi.
Nie mamy do czynienia z konfliktem pomiędzy możliwością wyboru a tradycją. Jest raczej tak, iż przestrzeń wirtualna stwarza nam nowe możliwości wyboru tego, jak dużo miejsca chcemy poświęcić duchowym, kulturowym i społecznym aktywnościom w nadchodzącym cyfrowym wieku.
Amitai Etzioni
tłum. Krzysztof Kędziora
Powyższy tekst jest polskim tłumaczeniem artykułu, który ukazał się w piśmie „Tikkun”, styczeń/luty 2000. „Tikkun” jest amerykańskim pismem żydowskim o profilu postępowo-lewicującym. Polskie tłumaczenie tekstu ukazało się pierwotnie w piśmie „Obywatel” nr 3, 2001.
Amitai Etzioni (ur. 1929) – socjolog, profesor na Uniwersytecie Columbia i Uniwersytecie George’a Washingtona, jeden z czołowych socjologów organizacji, w młodości asystent słynnego naukowca Seymoura Martina Lipseta, w latach 1994-1995 przewodniczący Amerykańskiego Towarzystwa Socjologicznego, pochodzi z rodziny żydowskich uciekinierów z nazistowskich Niemiec, działał w Izraelu w lewym skrzydle ruchu syjonistycznego i w ugrupowaniach lewicowych, ortodoksyjny wyznawca judaizmu, w roku 1990 założył Communitarian Network i należy do intelektualnych liderów ruchu komunitariańskiego. Autor wielu książek, w tym kilku głośnych w USA.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Gerd Altmann from Pixabay
przez Laura Koscielska | niedziela 24 lipca 2022 | opinie
Krajowy Związek Pracowników Kolei, Żeglugi i Transportu (RMT) przeprowadził akcję protestacyjną we wtorek 21, czwartek 23 i sobotę 25 czerwca, aby wywrzeć nacisk na pracodawców. Domagał się podwyżek płac i poprawy warunków zatrudnienia oraz powstrzymania znacznych cięć zatrudnienia, głównie w odniesieniu do pracowników londyńskiego metra. Reakcja mediów była histeryczna – nie pozostali wierni ani idei rzetelnego informowania społeczeństwa, ani uczciwi wobec związku zawodowego i samych pracowników. W końcu reakcja ta przekształciła się na małą skalę w antyzwiązkową panikę, co wskazuje na szerszą demonizację robotników podejmujących akcje protestacyjne – i związków zawodowych jako całości.
Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego ktoś może czuć się lekko podejrzliwy wobec terminu „strajk” – duża część tej postawy w Wielkiej Brytanii wydaje się wynikać z wydarzeń podczas strajku górników w latach 1984-1985. Był to chaotyczny spór, któremu towarzyszyła przemoc, rozbrzmiewająca w naszych głowach do dziś. Jest jednak całkowicie niesprawiedliwe zakładać, że każdy strajk jest z natury etycznie problematyczny, jak uczyniły to niektóre media w przypadku niedawnej akcji kolejowej prowadzonej przez RMT.
Kay Burley, prezenterka Sky News, uporczywie wypytywała Micka Lyncha, sekretarza generalnego RMT, o to, co zrobią robotnicy kierujący strajkiem, gdy inny pracownik spróbuje go przerwać i wrócić do pracy. Niedługo potem nawiązała do strajku górników, na co Lynch odpowiedział: „Czy to wygląda na strajk górników? O czym ty mówisz?”. Wywiad był agresywny – ogólnie rzecz biorąc, wyglądało na to, że Burley próbowała sprowokować emocjonalną reakcję Lyncha i sprawić, aby wypadł źle.
Innym razem Richard Madeley z programu Good Morning Britain zapytał Micka Lyncha, czy jest marksistą, ponieważ podobno jeśli nim jest, to „popiera rewolucję i obalenie kapitalizmu”. Lynch odpowiedział: „Czasami wymyślasz najbardziej niestworzone rzeczy. Nie jestem marksistą, jestem wybranym przedstawicielem RMT, jestem facetem z klasy robotniczej, prowadzącym spór związkowy o pracę, płace i warunki oraz usługi. Chodzi tu o debatę na temat przemysłu”. Pytanie to wydało się dziwaczne ze względu na użycie przesadnego języka, ponieważ słowa takie jak „marksizm” i „rewolucja” mają silne konotacje ideologiczne i nie mają związku ze sprawą.
Lynch miał również wywiad w talk show „Piers Morgan Uncensored”, w którym Piers najwyraźniej próbował podważyć wiarygodność związkowca, wskazując, że jego zdjęcie profilowe na Facebooku to The Hood, zła postać z serii science-fiction z lat 60. „Thunderbirds”. Morgan napierał na gościa: „Cóż, zastanawiam się tylko, jak daleko idzie to podobieństwo, ponieważ był on oczywiście przestępczym mózgiem terrorystów, opisywanym jako najbardziej niebezpieczny człowiek na świecie, przeprowadził wielką rzeź i siał spustoszenie w społeczeństwie”. Po tym dziwnym wywiadzie wiele osób na Twitterze i Facebooku postanowiło ustawić sobie The Hood jako zdjęcie profilowe w wyrazie solidarności z Lynchem.
Poza prowokacyjnymi pytaniami i wypowiedziami niektórych dziennikarzy, najbardziej karygodnym elementem całej dyskusji wokół ostatnich strajków jest dezinformacja widoczna w ujmowaniu sprawy wyłącznie w kategoriach wynagrodzeń maszynistów. Można ją znaleźć w całym Internecie i telewizji. Średnia pensja maszynisty wynosi prawie 60 000 funtów (rocznie), a więc strajki są niepotrzebne, jak nam mówiono. Tyle że ten spór prawie w ogóle nie dotyczył maszynistów! W strajkach zorganizowanych przez RMT wzięli udział sygnalizatorzy, konserwatorzy, konduktorzy i sprzątacze, których zarobki są niższe od wynagrodzeń maszynistów. Ponadto większość maszynistów jest reprezentowana przez inny związek zawodowy, Zrzeszenie Inżynierów Lokomotyw i Strażaków (ASLEF).
Innym przykładem żonglowania danymi jest przywoływanie średniej płacy pracowników kolei i metra. To właśnie zrobił Grant Shapps, brytyjski minister transportu, w jednym ze swoich przemówień. Stwierdził on, że „Przeciętny maszynista zarabia 59 000 funtów, przeciętny kolejarz zarabia 44 000 funtów, przeciętna pielęgniarka 31 000 funtów”. Tymczasem kwota 44 000 funtów nie uwzględnia wielu innych pracowników i grup zawodowych zaangażowanych w spór, takich jak osoby sprzątające, co czyni ją niewiarygodną w odniesieniu do strajków RMT.
Wydarzenia te pokazują istniejące uprzedzenia wobec związków zawodowych i akcji strajkowej. Pojawia się mnóstwo emocjonalnego języka i dezinformacji, które mają na celu zaszkodzić sprawie pracowników. Jednak reakcja mediów jest w jakimś stopniu zrozumiała – zakłócenia w transporcie były spore, a niektóre głosy wskazywały na skutki, jakie strajki będą miały dla obywateli. Na przykład dyrektor Hereford Sixth Form College podkreślił, że akcja protestacyjna wpłynie na egzaminy, a profesor Robert Thomas powiedział, że doprowadzi to do utraty życia ludzkiego z powodu opóźnienia w leczeniu raka. Mick Lynch odpowiedział na argument profesora Thomasa, mówiąc, że kolejarze nie są odpowiedzialni za problemy w ramach NHS [brytyjskiego odpowiednika NFZ – przyp. tłum.] i podkreślił, że związek bardzo chce rozwiązania sporu. Akcji protestacyjnej można całkowicie zapobiec, jeśli pracodawcy i pracownicy dojdą do porozumienia.
Warto jednak zadać sobie pytanie: jak pracownicy mogą reagować na niesprawiedliwe okoliczności i warunki pracy, jeśli ich żądania są w dużej mierze ignorowane? Proponowanie komuś wynagrodzenia, które nie nadąża za inflacją i nie pokrywa podstawowych kosztów życia, jest niesprawiedliwe. Nieuczciwe jest również nielojalne zachowanie wobec pracowników, którzy w czasie pandemii umożliwiali sprawne działanie systemu transportowego.
Dyskusja medialna wokół strajków nie jest prowadzona wystarczająco dojrzale: nie pozwala ani zrozumieć strajkujących pracowników, ani być szczerym wobec brytyjskiej opinii publicznej. Strajki to nie koniec świata i próba przedstawienia ich jako takich jest ogromną przesadą. Chociaż twierdzi się, że Mick Lynch wygrał tę bitwę medialną, warto uważnie przemyśleć uprzedzenia, z którymi strajkujący i związkowcy muszą się zmierzyć w chwilach takich jak niedawna akcja protestacyjna.
Laura Koscielska
tłum. Magdalena Okraska
Powyższy tekst ukazał się w lipcu 2022 r. w magazynie internetowym gazety Cherwell, najstarszego oxfordzkiego czasopisma studenckiego.