Rzeczpospolita Celebrycka

Rzeczpospolita Celebrycka

***

piję zimne matcha latte i zagryzam ten smak wrapem,

ale trochę staje w gardle, bo mnie wkurwia jego tate

potem w dużym telebimie pani z info chce mi Vanish

sprzedać choćby jeszcze dzisiaj, bo jest dobry na dywany,

nie podrażnia materiału, spiera plamy po jogurcie

po kawiorze nie ma śladów, a potwierdza to jej uśmiech

jeszcze model pije wodę, a ta woda mu po brodzie

płynie wartko niczym strumień, co napędza krew w narodzie

umie tańczyć też na lodzie i się martwi twoim kotem,

a więc jeśli kochasz kota no to kup tej karmy torbę

możesz wygrać nią nagrodę i móc spędzić gdzieś nad morzem

z celebrytą jedną dobę chłonąc ten nadludzki powiew

potem znowu aktor z dwójki prezentuje swe talenty

będzie skakał dziś do wody lub na wizji szył skarpetki

wysmarował twarz na czarno delektując się tą farsą

w gardle zawył twardy falset, kiedy śpiewał niczym

Armstrong

dawna gwiazda juwenaliów porobiona w cztery dupy

pruła nocą autostradą, ale przecież ma zasługi

ma medale i ordery, po komunie krzyż odwagi,

a więc można jej wybaczyć i wystarczą tu zawiasy

prezenterki dają korki z konstytucji na Majorce

dawne gwiazdy serialowe edukacji tworzą orszak

dziennikarze i aktorzy, pogodynki, gwiazdy disco

jeszcze Polska nie zginęła póki oni z nami żyją

Piotrek Kolasiuk

Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Sam Williams from Pixabay

liberalny polityk w metrze podczas kampanii wyborczej

***

liberalny poseł w metrze szuka miejsca przy barierce

potem patrzy nostalgicznie jak ucieka mu śródmieście

marszczy czoło w czułym geście (o, to nada się na zdjęcie)

kiedy miną tą wyraża swą empatię, wielkie serce

luźno zwisa górny guzik, no bo przecież jest jak wszyscy

roztrzepany, niewyjściowy i dlatego tak nam bliski

i ogarnia rzewnym wzrokiem wypełniony cały przedział

reklamówki (te z biedronki), cztery bułki, ćwiartkę chleba,

okulary, stare buty, wory powiek, dziury w zębach

tamtą babcię w kapeluszu, co dosiadała się spod Wierzbna

i narzeka, że znów cena podskoczyła na biletach

chciałby nawet jej zapłacić, ale ścięła się kamera

chłonie smaki, muska barwy i napawa się zapachem

a ostatnio miał podobnie, gdy odwiedził ZOO warszawskie

obserwuje bacznym wzrokiem, z fascynacją i przestrachem

szybkie gesty, twarde ruchy, a nad nimi dzikie twarze

przetarł czoło ręką z Casio napawając się tą farsą

chciałby wysiąść gdzieś pod żabką i w jedności z średnią klasą

się uraczyć pyszną kawką albo chociaż i kanapką

ściska drążek, marszczy czołem i gdzieś w dal się zapatruje

jakby widział jasną przyszłość, chociaż raczej widzi tunel

już Imielin jest nareszcie, jeszcze tylko szybkie zdjęcie

a wychodząc myśli tylko „ej, wy serio tak codziennie?”

 

 

dwa teksty rymowane

***

 

wkładka mięsna

 

kolejny remont na klatce; wiertarki

rozwyte w obrotach od czwartej do czwartej

z jazgotem i groźbą i smołą pod butem

wylaną pod progiem; na drzwiach widzę dziurę

co dłutem rozgrzebał gospodarz; minutę

zaledwie mi dajcie na ciszę; na lustrze

pęknięcia i szkiełka, gdy trzęsie budynkiem

opona przecięta, lecz dajcie mi chwilkę

nim pęknie gdzieś okno i w trzaskach głośnika

popłynie muzyka; tak ciężko oddychać

gdy lepią się wargi a fetor zza klatki

przeżera posadzki i szafki po babci,

gdy w hukach petardy upchanej w kontener

wydzieram godziny wśród nocy bezsennej

na linii adwokat mi mówi, że szkoda

mych nerwów na pokaz, by biegać po sądach

wtem znowu hałasy i wrzawa z podwórka

wiązanki w śmietniku i tumult aż ósma

wybije w majakach; więc leżę do rana

w tym chłodzie, co smaga z ciasnego mieszkania

a myśl gdzieś się gnieździ jedyna przytomna,

że kraj chyba cały już o mnie zapomniał

 

 

peryferie

 

chciałby pisać rap o metrze, ale brak go w jego mieście

a więc pisze jak pod kerfem stali pijąc czarną perłę

jak zaciągał się chesterkiem i jak potem gdzieś pod kebsem

tłukli butle na podeście, bo to tak jak w czyimś wersie

jak dopiero jedenasta a już w mieście pełna pustka

na Jagiełły pękła butla a ktoś z okna słuchał Tuska

kiedy znowu na Augusta wszystkie kluby się skończyły

zgasły miejskie już latarnie – poza pomnikiem Wojtyły

chciałby pisać co wypili, jak rozmowy się toczyły,

że się Marcin rozstał z Anką – nie obyło się bez spiny,

to że Bartek rzucił szlugi i przerzucił się na Juulsa,

że impreza jest pod bursą, to że w lotku padła szóstka,

że lokalny deweloper betonuje znowu parki

na Dniach Siedlec będą targi i wystawią je przed Bajmem

to jak miejską jest aferą, że ktoś znowu spalił śmietnik,

że rozbiła się beemka i że komplet ma Elektryk,

że odwiedzi nas Wałęsa i że znowu ktoś swastykę

namalował na kirkucie, że pierdoli ktoś policję,

że na Bema nowa Żabka, że ktoś pobił nastolatka,

rośnie liczba znów wypadków i że zbiórka jest na Maćka

chciałby pisać o tym wszystkim, chociaż nie wie, czy wypada

bo czy warto o tym mówić, jeśli nie jest to Warszawa?

tu mógł być twój ulubiony tekst, ale nie warto

***

 

celebrytka na Barbados lamentuje nad książeczką,
demokracją rozprzedaną i że śmiał to ktoś poświęcić
te swobody, wolny wybór, jej wycieczki do teatru,
więc porzuci tępy naród i nam grozi emigracją
narzekając na bolszewię, kompromisy, co dla rządu
są paliwem nieodzownym, a więc wstrzymać się od głosu
nad śmieciówką, nad podwyżką, bo to w wolność jej tak godzi
kiedy ludzie coś zarobią – w końcu liczą się wartości
że sprzedano znów feminizm i te strajki nad aborcją
no bo przecież prawa kobiet to szefowa w dużym korpo

obrażony na lewicę pan reżyser, bo to zdrada,
że się z PiS-em ktoś dogadał i zbudują nam mieszkania
więc bolszewia, nowy Stalin, rozdawnictwo i coś jeszcze,
ale nie wiem, co dokładnie, bo się zapluł pisząc brednie
woła pomsty, elaborat znów wyklepał w social mediach,
bo zdradziła go lewica i że PiS mu niszczy klimat,
a więc bluzga, że wydmuszka i że, kurwa, znowu Budka
i że Biedroń ma do Słupska i w ogóle znowu kurwa
rozczulony tym warcholstwem jakby pisał tak jak Szekspir,
choć nie pisał Króla Leara – zamiast tego zrobił Lejdis

zatroskana pani poseł, co znów martwi się twym losem,
że sprzedałeś tanio prawa i znów rządzić będzie moher
bo nieważne są fundusze ani ile płaci FedEx
po co komu służba zdrowia, przecież tanio jest w Luxmedzie

publicysta na Twitterze, co go dręczy ciągły meltdown
bo znów Polskę ktoś mu sprzedał i zadręcza wolne media
te od platform dla faszystów, artykułów o mieszkaniach
(metr za dychę pod Warszawą – bo to przecież jest okazja)
reportaży o patoli, co obszczywa polskie wydmy
i się wozi na wakacje za podatki publicysty
dziękujemy wolna praso za laurki dla Kulczyków
przypomnienie żeby wstawać i że los swój można wykuć
ciężką pracą, uśmiechaniem no i zmysłem gospodarczym
teraz skanduj WOLNE MEDIA – każą płacić nam podatki

pouczajcie i strofujcie i nam mówcie, co nam wolno
wielka kasto celebrycka – to wam również ten chuj w dziąsło

Piotrek Kolasiuk

greenwashing

greenwashing

***

 

lśni na półkach obok soi i smalczyku na fasoli

naturalne i tak eko przywiezione z Amazonii

szmaragd skórki, która topi te wyrzuty i bolączki

w jasnym kremie guacamole, kiedy rano chleb nią zdobisz

naturalne i pogodne w sosie krwistym z martwych lasów

ale za to w super cenie i torebce „ziemię ratuj”

 

polskie mięso, polski rolnik, a więc 100% natural

w reklamówce jak pan Stefan do swych świnek się przytula

że interes to rodzinny prowadzony od pokoleń

w myśl tradycji, patriotyzmu i z szacunkiem do zwierzątek

wśród pagórków, wśród zielonych niezliczonych łąk Podlasia

z melodyjką patriotyczną i sielanką chów wypasa

i krwawicą swą, harówką chce wykarmić całą Polskę

mięsem świnek co do rzeźni się kierują tak radośnie

 

cztery latte, dwa espresso i trzy procent na Afrykę,

bo dziś korpo szczytnym gestem pragnie walczyć tym z wyzyskiem

pakiet z łyżką, ekosłomką i w gratisie cukrem z trzciny,

mlekiem z soi, brakiem winy i sumieniem wreszcie czystym

Piotrek Kolasiuk