Kto rządzi światem?

Kto rządzi światem?

Światem, jak wiadomo, rządzi pieniądz. Ale jak to wygląda w XXI wieku i gdzie konkretnie ten pieniądz się znajduje?

W tekstach opublikowanych w „Nowym Obywatelu” („Szczepionka na neoliberalizm” i „Odzyskać państwo”) opisałem między innymi, w jaki sposób globalny kapitał będzie się bronił w przypadku ograniczania swoich zysków i udziału w rynkach w Polsce. Wspominam tam o skargach do międzynarodowych instytucji, o agresji zagranicznych mediów, o niektórych fundacjach finansowanych z zagranicznych źródeł, o próbie doprowadzenia kraju do niewypłacalności przez podważanie zaufania rynków. Natomiast nie wskazałem, kto faktycznie ma moc wywierania globalnego wpływu, poza ogólnym stwierdzeniem, że są to kraje G7 i Chiny we współpracy z potężnymi korporacjami z tych krajów. Niedawno w Niemczech ukazała się książką Hansa-Juergena Jakobsa zatytułowana „Do kogo należy świat” (2016). W interesujący sposób omawia ona relacje w globalnym kapitalizmie XXI wieku.

Główna teza książki głosi, że w świecie dominują największe firmy z rynków finansowych, które przez deregulacje rynków niesamowicie urosły w ciągu ostatnich 20 lat. Poniższa grafika ukazuje, jak rósł globalny majątek finansowy od 1990 roku:

Książka obszernie kategoryzuje różne typy inwestorów. Ich struktura i roczny wzrost poszczególnych kategorii wyglądają następująco:

Bardzo wyraźnie widać, że obecnie głównymi „siłami” są prywatne fundusze powiernicze, fundusze emerytalne i fundusze państwowe. Pierwsze w 2015 roku miały zainwestowane 74 biliony dolarów, a drugie i trzecie razem – 43,4 biliony dolarów. Aby pokazać proporcję: polski Produkt Krajowy Brutto z 2016 roku to odpowiednio 0,63% i 1,08% tych kwot.

Jakobs kategoryzuje inwestorów w następujący sposób: fundusze powiernicze, fundusze emerytalne, państwowe fundusze inwestycyjne, private equity, fundusze hedgingowe, kapitał rodzinny, banki i ubezpieczenia. Następnie zajmuje się sektorami, w które ten kapitał inwestuje. Największe fundusze powiernicze to:

W pierwszej dziesiątce jest tylko jedna firma niepochodząca z USA – francuska Amundi. Ten rodzaj firm inwestuje pasywnie, m.in. w indeksy giełdowe. Ryzyko rozkłada tak, by wartość inwestycji naśladowała rozwój indeksów giełdowych. Na przykładzie Blackrock z 2015 roku wygląda to następująco: 54% kapitału zainwestowano w akcje, 34% – w pożyczki, 9% – w fundusze mieszane, a 3% – w inne inwestycje. Na poniższej grafice widać opis największych inwestycji Blackrock w akcje korporacji.

Ogółem udział pięciu największych funduszy powierniczych w czterech największych korporacjach różnych sektorów wygląda następująco:

Na przykład pięć największych na świecie funduszy powierniczych ma około 13,4% akcji firmy Bayer, która obecnie weszła w fuzję z Monsanto, którego z kolei pierwsza dziesiątka firm powierniczych posiada około 22,51% akcji. Co to oznacza dla spółki? Można to porównać z sytuacją Pekao po wykupie 32,8% przez PZU i PFR. Uważa się, że mają one nad tym bankiem kontrolę. Ciekawe jest też, jaką rolę te fundusze powiernicze odegrały w czasie fuzji Bayera z Monsanto przy promowaniu GMO czy TTIP.

Najsilniejszą pozycję w funduszach powierniczych mają prezesi i zarządy. Udziałowcy nie cieszą się aż tak dużym wpływem, co można obserwować podczas ustalania wysokości bonusów/premii/pensji dla prezesów i zarządów. To kolosy na glinianych nogach, które mogą zostać osłabione przez nagłą panikę klientów i odpływ ich kapitału z funduszu, co przy okazji popchnęłoby w otchłań kryzysu globalną ekonomię. Karmi je wyłącznie chęć zysku – musi on wynosić przynajmniej 8% zwrotu kapitału rocznie. Jest zysk, więc jest kapitał, który jednak zawsze może błyskawicznie odpłynąć. Pozycja Larry’ego Finka, prezesa Blackrock, jest tak potężna, że jest on uważany za nieformalnego „prezydenta” globalnej finansjery. Jego specjalne znaczenie można zauważyć podczas corocznego Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

W porównaniu z funduszami powierniczymi powyższy typ funduszy jest przynajmniej dwukrotnie mniejszy i mniej zdominowany przez kapitał z USA. Dla porównania: polskie Otwarte Fundusze Emerytalne to obecnie zaledwie około 40 mld dolarów.

W takich instytucjach jest już bardziej „pluralistycznie”. W oczy rzuca się siła Norwegów oraz krajów arabskich wspieranych zyskami z ropy i gazu.

Dziewięć firm pochodzi z USA, jedna – z Wielkiej Brytanii. To już inna skala wielkości w porównaniu z funduszami powierniczymi, choć styl zarządzania własnymi pieniędzmi jest zapewne inny niż rozproszonymi wkładami osób trzecich.

To kolejny sektor zdominowany przez firmy z USA. W pierwszej dziewiątce są tylko dwie firmy nieamerykańskie. Właśnie do tego sektora zalicza się znany w Polsce George Soros ze swoim Soros Fund Management, zarządzający 24,2 miliardami dolarów. W porównaniu z Blackrock to raczej globalna, przereklamowana w Polsce płotka, choć ma swoją wagę i wpływy w mniejszych krajach, takich jak Węgry.

Fundusze hedgingowe są nastawione na spekulacyjne szybkie zyski. To zupełnie inna strategia niż w funduszach powierniczych, nastawionych na stałe, długoterminowe dochody. Rynek funduszy hedgingowych przeciętnie rośnie aż o około 22% rocznie.

Najbogatsze rodziny

Książka Jakobsa wymienia około 40 globalnych korporacji znajdujących się pod kontrolą konkretnych rodzin. Są to m.in. Walmart, Facebook, Amazon, Samsung, IKEA, L’Oreal, H&M, BMW Group, Aldi czy Lidl. Rodziny mają spore znaczenie w wybranych sektorach, natomiast faktyczne globalne znaczenie posiadają tylko giganty informatyczne, takie jak Amazon, Google, Apple czy Facebook.

To właśnie w tej grupie pojawiają się nazwiska rosyjskich oligarchów, np. Leonida Michelsona (14,4 mld dolarów majątku, Novatek), Michaiła Fridmana (dokładna wielkość majątku nie podana, Alfa Group) i Alischera Usmanowowa (dokładna wielkość majątku nie podana, USM Holdings).

Tu widać potęgę finansową Chin oraz wciąż silną pozycję USA. Deutsche Bank jest zaledwie 11. bankiem świata. Warto zwrócić uwagę, że on i Vanguard mają spore udziały w większości banków, z wyjątkiem Chin. Zapewne nie jest to przypadek, lecz przemyślana strategia tego sprytnie myślącego państwa.

Największy polski bank PKO BP ma sumę bilansową zaledwie 65 miliardów dolarów, czyli 1,9% największego banku ICBC.

PZU SA miało w 2013 roku około 15,6 miliarda dolarów sumy bilansowej, czyli zaledwie 1,6% sumy bilansowej AXA. Ponownie warto zwrócić uwagę na siłę funduszy powierniczych z USA (Blackrock, Vanguard i Capital Group).

Co widać w powyższych tabelach? Można wyraźnie zaobserwować kilka potężnych klastrów finansowych. Zdecydowanie najsilniejszym graczem są USA z potężnymi firmami powierniczymi i z private equity posiadającymi poważne udziały w de facto każdej globalnej korporacji. Druga potęga to Chiny z wielkimi i kontrolowanymi przez państwo bankami i funduszami inwestycyjnymi. Trzeci gracz to spore fundusze inwestycyjne niedemokratycznych i autorytarnych państw Zatoki Perskiej.

Reszta to druga liga. Kraje Unii Europejskiej mają mocną pozycję tylko w ubezpieczeniach, nienajgorszą w bankach, ale generalnie widać, że zostają w tyle. Wyróżniają się tylko Norwegia (niebędąca członkiem UE), Wielka Brytania (wychodząca z UE) i holenderskie fundusze emerytalne. W zasadzie do drugiej ligi należą też Japonia, Korea Południowa, Kanada i Australia.

Trzecią ligą, choć dokuczliwą dla mniejszych sąsiadów, jest Rosja, której główna siła ekonomiczna polega na produkcji i eksporcie surowców naturalnych (gaz, ropa, metale, drewno) oraz kontroli nad siecią transportową ropy i gazu. Rosja jest silna tylko wobec mniejszych graczy, takich jak Polska. Dla Chin to surowcowa przystawka, którą powoli wasalizują ekonomicznie, a dla Niemiec – słabszy ekonomicznie, ale pożądany partner, zapewniający niemieckiej gospodarce stabilny dostęp do surowców i zbyt technologii.

Globalna waga Polski jest pomijalna. PKO BP to zaledwie 1,9% wielkości największego banku na świecie i 3,6% Deutsche Banku, jedenastego banku świata. PZU SA to zaledwie 1,6% największej firmy ubezpieczeniowej świata. Stosunek polskiej siły inwestycyjnej wobec siły Blackrock jest w zasadzie pozbawiony znaczenia.

Jak funkcjonują „Blackrock i spółka”? Przez „Blackrock i spółkę” rozumiem, za Jakobsem, pięć największych funduszy powierniczych (Blackrock, Vanguard, Fidelity, State Street i Capital Group), które w 2015 roku zarządzały majątkiem wielkości ponad 13,5 bilionów dolarów. Dla porównania: polskie Otwarte Fundusze Emerytalne zarządzają około 0,25% tej kwoty, a kapitalizacja Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych jest około dziewięćdziesiąt razy mniejsza.

Oczywiście Blackrock również ma swoich głównych udziałowców, którymi są PNC Financial Services (21,1%), Norges Invest (5,7%) i Wellington Management Group (6%). Ciekawostką jest, że do Blackrock należy 5% PNC Financial Services, a więc można powiedzieć, że firmy te należą do siebie nawzajem.

Blackrock niesamowicie urósł po kryzysie 2008 roku. Uciekły do niego (i do innych firm powierniczych) pieniądze z regulowanych banków, obwinianych o spowodowanie kryzysu finansowego. Regulacja funduszy powierniczych jest niewielka i w tym sektorze upatruje się źródła kolejnego kryzysu finansowego w przyszłości.Prezes Blackrock był wymieniany jako jeden z kandydatów na stanowisko ministra finansów w przypadku zwycięstwa Hillary Clinton. Larry Fink zarabia 28,6 milionów dolarów rocznie, mimo (jałowych) protestów niektórych akcjonariuszy, uważających, że jest on znacznie przepłacany. Blackrock zatrudnia 13 tysięcy pracowników. Posiada około 6% udziałów w większości istotnych globalnych korporacji wszystkich branż – samochody, handel, chemia, farmaceutyki, media, rozrywka, energia, surowce i handel nimi, przemysł spożywczy, maszyny, elektrotechnika, elektronika, logistyka. Udziela pożyczek firmom, kupuje obligacje państwowe, co tworzy ogromny potencjał dla konfliktów interesów, i może wywierać skuteczną, zakulisową presję na wszystko, co stanie mu na drodze. Biorąc pod uwagę, że inne wielkie amerykańskie fundusze powiernicze też mają po kilka procent udziałów w czołowych korporacjach, firmy te mogą de facto mieć, przy rozdrobnieniu pozostałego akcjonariatu, możliwość decydowania o kierunku rozwoju większości sektorów globalnej gospodarki.

Potencjał Blackrock i spółki w kwestii uzgadniania stanowisk i wywierania presji na kluczowe globalne korporacje i sektory jest spory, co pokazują ich zsumowane udziały w na przykład Exxon Mobile (16,7%), Johnson&Johnson (17,9%), Lockheed Martin (16,9%) czy General Electric (11,6%). Blackrock jest największym udziałowcem w co piątym amerykańskim przedsiębiorstwie notowanym na giełdzie, wliczając banki. W Polsce świadomość tego faktu jest śladowa.

Blackrock rokrocznie wysyła listy do prezesów głównych korporacji z zaleceniami co do strategii. W 2016 roku tych pism było 750. Zalecenia te potem aktywnie próbuje forsować na walnych zebraniach akcjonariuszy lub przez zakulisowe działania prowadzone przez trzydziestoosobowy team Corporate Governance and Responsible Investment z oddziałami w Nowym Jorku, San Francisco, Londynie, Tokio i Hong Kongu. Amra Balic jest team leaderem na Europę. Wcześniej była jedną z dyrektorek agencji ratingowej Standards&Poor’s na Europę. Szefową grupy lobbującej w Kongresie USA jest Barbara Novick, wiceprezeska Blackrock. Ten fundusz zatrudnia również ważne osoby ze świata polityki, jak Friedrich Merz, były szef frakcji CDU/CSU w Niemczech. Praktyka ta jest znana w Polsce, co widać na przykładzie Gazpromu i Gerharda Schroedera, byłego premiera Niemiec. Blackrock wpływa na wybór szefów zarządów i członków rad nadzorczych korporacji oraz na powtarzalność ich kadencji.

Jak duży wpływ giganty powiernicze mogą mieć na malejący udział pensji czy udział publicznych wydatków na służbę zdrowia w PKB? To właściwie pytanie retoryczne, patrząc na skalę optymalizacji podatkowej globalnych korporacji, która stanowi główne źródło ich zysków. Świadomość tych zakulisowych gier wśród rozproszonego akcjonariatu czy klientów, nie wspominając o organizacjach społeczeństwa obywatelskiego, jest w zasadzie żadna.

Jednym słowem: Blackrock i inne podobne fundusze powiernicze wytworzyły system, który gwarantuje im zakulisowy wpływ na główne globalne korporacje większości sektorów gospodarki oraz na maksymalizację dywidend. Paradoksem jest, że Larry Fink stał się globalnym gigantem, mimo że w zasadzie nic do niego nie należy: zarządza powierzonymi mu pieniędzmi, z czego ma sporą, choć statystycznie nieistotną pensję. Jego błędy lub zwyczajne dążenie do maksymalizacji zysków mogą popchnąć świat ku kolejnemu globalnemu kryzysowi. Wywołanie kryzysu w pojedynczych krajach czy sektorach to potencjalnie niezamierzony efekt uboczny decyzji lub skutek błędów przy ich podejmowaniu na poziomie średniego managementu. Na temat potencjału wpływania na politykę rządu USA nie ma nawet co spekulować. Jego etyczna współodpowiedzialność za zmiany klimatyczne, globalną degradację środowiska naturalnego czy wymieranie gatunków, jego dążenie do niezrównoważonej maksymalizacji zysku przez wyciskanie jak cytryny największych globalnych korporacji – wszystko to jest warte solidnej refleksji, analizy i wniosków.

Rząd USA aktywnie wspiera ekspansję amerykańskich korporacji, czyli pośrednio zyski amerykańskich funduszy powierniczych w nie inwestujących. Zyski takich firm osiągnięte poza USA nie są tam opodatkowane, a unikanie płacenia podatków w krajach trzecich czy korzystanie z rajów podatkowych nie jest ścigane.

Spore ryzyko stanowi możliwość integrowania całych łańcuchów dostawczych, czyli de facto budowanie globalnych monopoli lub karteli. Spójrzmy na sektor produkcji i zbytu żywności. Jeżeli Blackrock i spółka miałyby istotne udziały we własności ziemi rolnej, firmach posiadających patenty na nasiona, GMO czy pestycydy (jak Bayer czy Monsanto), w głównych producentach żywności (Nestlé, Pepsico, Coca-Cola, Mars, Johnson&Johnson, Unilever czy Kraft), głównych sieciach handlowych (jak Tesco czy Carrefour) – to można mówić o ryzyku totalnej wertykalnej kontroli ekonomicznej nad strategicznym sektorem żywności.

Jak wpływ Blackrock materializuje się w Niemczech?

Tradycyjnie niemiecka gospodarka była kontrolowana przez krajowe grupy finansowe, które miały istotne udziały w kluczowych rodzimych przedsiębiorstwach. Należały do nich Deutsche Bank, Allianz, Commerzbank, Dresdner Bank czy Bayerische Hypo.

Blackrock i inne fundusze powiernicze i inwestycyjne rozbiły w ostatnich latach ten system. Wygląda on teraz w następujący sposób:

Sam Blackrock przejął rolę Deutsche Banku. W 2015 roku udział Blackrock w DAX-ie (niemiecki indeks giełdowy) wynosił 10,7%, a State Street – 4,3%. Warto nadmienić o mocnej pozycji Norges Invest: 4,1%.

Jest tematem wartym analizy, jakie bezpośrednie udziały mają Blackrock w WIG-u i – pośrednio, poprzez współwłasność w działających w Polsce korporacjach – jaki wpływ mają na polskie sektory gospodarki.

Potęga Doliny Krzemowej

Ponieważ Blackrock i spółka to firmy amerykańskie, powiązane siecią nieformalnych relacji z rządem USA, warto tu opisać inny typ wpływowych amerykańskich spółek z Doliny Krzemowej. Są to Google, Facebook, Amazon i Apple, które właściwie zmonopolizowały globalny internet, z wyjątkiem Chin i Rosji, w których autokratyczne rządy uniemożliwiły dominację amerykańskich gigantów, więc kraje te rozwijają własne produkty i usługi internetowe.

Amazon, Facebook, Google i Apple mają wartość giełdową 1,8 biliona dolarów, czyli więcej niż roczny PKB Rosji. Google monopolizuje rynek wyszukiwarek internetowych: w USA 70%, a w Niemczech 95% zapytań w wyszukiwarkach internetowych przechodzi przez Google. Posiada również Chrome, system operacyjny Android i Youtube. Podobnie jak w przypadku Facebooka, założyciele Google dominują w firmie dzięki specjalnym zasadom ważenia własnych głosów na walnym zebraniu akcjonariuszy. Facebooka używa 1,6 miliarda ludzi i generuje on 18 miliardów dolarów rocznego obrotu. Wiele akcji jest klasy C – ich posiadacze nie mają głosu na walnym zebraniu. Fidelity posiada 6,6% akcji Facebooka, Vanguard – 5,9%, Blackrock – 5,5%, a State Street – 3,7%. Sam Zuckerberg ma 60% głosów, choć posiada zaledwie 1% akcji. Do Facebooka należą Instagram i Whatsapp. Warto zwrócić uwagę na możliwości cenzurowania wypowiedzi użytkowników Facebooka, czego zasady pozostają poza demokratyczną kontrolą. Apple dzięki iPhonom i iPadom stworzył własny potężny świat danych i informacji. Amazon ma wielką księgarnię wysyłkową, Kindle, Netflix, AWS cloud computing for enterprises i Amazon One (logistyka). Dąży do opanowania życia klienta poprzez monopolizację usług internetowych. Struktura własności Amazona jest następująca: Jeff Bezos – 17,1%, Capital Group – 7,7% i Vanguard – 4,8%. Warto nadmienić, że Bezos kupił w 2013 roku za 250 milionów dolarów „Washington Post”. Dodatkowo Microsoft wraz z Androidem (czyli Google) kontrolują rynek systemów operacyjnych. Poza tym do Microsoftu należą Skype i Linkedln. Oracle jest dominującym dostawcą baz danych.

Firmy te w zasadzie zmonopolizowały masowe usługi internetowe i Big Data. Serwery tych firm w USA wiedzą o nas wszystko. A jak wygląda dostęp do tych danych przez amerykańską National Security Agency, można się tylko domyślać. Stwarza to potencjalne zagrożenie dla systemów demokratycznych, ponieważ jeśli te firmy wiedzą o nas tak dużo, to gdyby handlowały bez nadzoru danymi o swoich klientach, mogłyby wpływać na wyniki wyborów.

Firmy te de facto nie płacą podatków od zysków dzięki „optymalizacji podatkowej”, a dokładniej dzięki manipulowaniu licencjami w Luksemburgu, Holandii czy Irlandii. Dominujące amerykańskie spółki internetowe w 2014 roku płaciły zaledwie około 0,005-procentowy podatek.

Wpływy funduszy zarządzanych przez państwa autorytarne

Chińskie fundusze zarządzają sporą kwotą 1910 miliardów dolarów, a suma bilansowa głównych banków wynosi 11585 miliardów dolarów. Dla porównania: Deutsche Bank ma zaledwie 15% tej kwoty. Chiny rozmyślnie wykorzystują te pieniądze do budowania swojej potęgi ekonomicznej. Kupują długi publiczne państw trzecich w tarapatach finansowych za sprzedaż strategicznej infrastruktury (np. port Pireus w Grecji), wykupują akcje spółek technologicznych (jak niemiecka Kuka), finansują i wykonują budowę strategicznej infrastruktury (koleje, porty, elektrownie, sieci energetyczne, drogi), wykupują złoża mineralne i produkty ich eksploatacji (w Afryce czy w Ameryce Południowej), ziemię rolną w Afryce, zasoby wody pitnej itd. W Polsce temat Chin pojawia się w kontekście nowego Jedwabnego Szlaku. Chińska strategia negocjacyjna polega na zawieraniu takich umów, które długoterminowo zwiększają ich wpływ i kontrolę. Jest wątpliwe, czy polski rząd posiada umiejętności i doświadczenie, aby wynegocjować taki kontrakt, który zapewni w ostatecznym rozrachunku sytuację równie korzystną dla obu stron. Raczej skończy się to wynikiem nieopłacalnym dla Polski, ale za to Chiny kupią parę milionów ton węgla, trochę produktów rolnych i obligacji, co dobrze się sprzeda medialnie.

Kraje Zatoki Perskiej zgromadziły w państwowych funduszach inwestycyjnych 2363 miliardy dolarów. To wszystko państwa autorytarne, czyli de facto pieniądze te znajdują się pod kontrolą rządzących klanów. Są one inwestowane w korporacje wszelkich branż, obligacje, nieruchomości czy ziemię rolną. Tajemnicą poliszynela jest, że dla uspokojenia i zjednania sobie lokalnych radykałów religijnych niektóre z tych krajów hojną ręką sponsorują budowę islamskich centrów kulturowych, na przykład w Europie, oraz kształcą i wysyłają tam radykalnych, ultrakonserwatywnych imamów (wahabitów).

Możliwości rosyjskie są znacznie mniejsze, jednak ryzykowne dla mniejszych sąsiadów ze względu na mieszanie inwestycji z dążeniem do kontroli nad sąsiednimi państwami. To głównie przesył gazu i ropy, wieloletnie kontrakty na ich zakup, finansowanie i budowanie elektrowni atomowych, przejmowanie rafinerii, przemysłu ciężkiego, chemicznego itd.

Norweskie światełko w tunelu

W tym świecie drapieżników istotną nadzieją pozostają Norwegowie. Fundusz norweski to 825 miliardów dolarów zainwestowanych w 78 krajach w ponad 9000 przedsiębiorstw. Fundusz ten posiada 1,3% wszystkich światowych akcji, a w Europie – 2,5%. Największymi inwestycjami są Nestle (2,5%) i Shell (2%). Norwegowie są drugim po Blackrock największym inwestorem w Niemczech z udziałem 4,1% w DAX-ie: w Daimlerze (2,6%), w BASF (3%), BMW (3%), w Siemensie (2%), w Bayerze AG (1,6%), w SAP-ie (1,4%) czy Volkswagenie (1,3%).

W przeciwieństwie do Amerykanów, Chińczyków czy krajów Zatoki Perskiej, Norwegowie bardziej serio traktują etykę, na przykład nie kupują akcji firm sektorów energetycznego i wydobywczego, jeśli węgiel oznacza więcej niż 30% ich aktywności. Podobnie z sektorem obronnym i tytoniowym. Robią to za pomocą tzw. kryteriów wykluczenia (exclusion criteria), którymi się kierują przy decyzjach inwestycyjnych. Tym samym ostatnie informacje medialne o przejęciu przez PGE elektrociepłowni od francuskiego EDF warto analizować też z tego punktu widzenia. W porównaniu z innymi funduszami Norwegowie są bardzo transparentni.

Do Norges Invest należy 5,7% akcji Blackrock. Zapewne więc mogą próbować wywierać wpływ na etykę tego funduszu powierniczego. Na pewno warto pytać Norwegów, którzy chętnie moralizują na temat produkcji energii z węgla, czy i jak na to wpływają.

Jakie wnioski?

Wszystkie te potężne grupy finansowe z USA, Chin czy krajów Zatoki Perskiej mają jeden wspólny interes: osiągać jak najwyższą rentowność kapitału kosztem „optymalizacji” opodatkowania swoich inwestycji, minimalizacji zysków poddostawców i pensji pracowników na skalę globalną. Osiągany roczny zysk rzędu 8% jest niedostępny dla detalicznych inwestorów i stanowi główne źródło niezrównoważonego rozwoju globalnej gospodarki, zmian klimatycznych, wzrostu nierówności społecznych czy degradacji środowiska naturalnego.

Taka koncentracja kapitału i inwestycji w branżach ma ogromny potencjał do tworzenia karteli, monopoli i oligopoli, czyli do drastycznego ograniczenia konkurencji na świecie. Jeżeli Blackrock i spółka zdominują korporacje jednego łańcucha dostawczego, np. handlu detalicznego, produkcji żywności, kosmetyków itd., to pole do tworzenia karteli wyniszczających konkurencję jest nieograniczone. Tym samym fundusze te są istotnym globalnym zagrożeniem dla małych i średnich przedsiębiorców oraz dla klasy średniej.

Fundusze takie żyją w symbiozie z globalnymi korporacjami. Łatwiej kontrolować i zarabiać jako rynkowy monopolista czy oligopolista niż utrzymać się na rozdrobnionym rynku z silną konkurencją. Tym samym wspierają globalne, masowe, skoncentrowane i kontrolowane przez siebie rynki, a nie mają interesu w rozwoju rynków lokalnych czy rozdrobnionych. Widać tu wielką słabość krajów Unii Europejskiej zarówno w świecie instytucji finansowych, jak i globalnych spółek informatycznych. Rola Polski jest statystycznie pomijalna.

Ryzyka i rekomendacje dla Polski

Co to wszystko oznacza dla Polski? Świat jest skomplikowany, co wymaga zaawansowanej i świadomej dyplomacji i polityki gospodarczej. Polska jako bardzo mały gracz nie wpływa na reguły globalnej gry, więc musi bardzo umiejętnie i roztropnie tworzyć sobie pole manewru w jej ramach. Jedynym lewarem Polski jest Unia Europejska, bez której nasz kraj będzie łatwym ekonomicznym łupem globalnego kapitału. Jest więc w interesie Polski mądrze wspierać rozwój UE i ją stabilizować. Wiedza o opisanych w tym tekście zjawiskach powinna być w Polsce popularyzowana. Warto rozmawiać o tym z czołowymi polskimi think tankami, uniwersytetami czy partiami politycznymi.

Chiny bez problemów kupiłyby polskie Lasy Państwowe, zasoby wodny pitnej, złoża mineralne, spółki energetyczne, porty, banki czy koleje – bez specjalnych targów o cenę. A Blackrock nie miałby żadnych obiekcji, aby firmy, w których ma udziały, zmonopolizowały polskie rynki. Nikt nie miałby problemu z tym, że udział pensji w polskim PKB dalej by spadał. Tym samym wszystkie te ryzyka powinny być zdefiniowane konstytucyjnie, aby politycy nie mogli ulegać doraźnym pokusom czy korupcyjnym propozycjom.

Rozsądnym partnerem do finansowanie polskich inwestycji zdają się Norwegowie. Ich niechęć do węgla nie musi być przeszkodą. Polska i tak powinna dążyć do zmniejszania udziału węgla w produkcji prądu. Odnawialne źródła energii też są polskie. Nic nie stoi na przeszkodzi, aby udział węgla w produkcji prądu za 20 lat spadł z obecnych 90 do 60%. Poza tym zmniejszenie znaczenia monopolu węglowego dobrze by zrobiło polskim konsumentom.

Polska w swoich spółkach strategicznych (przykład Facebooka) powinna mieć specjalne prawo głosu i tym samym kontrolę nad kluczowymi decyzjami. Powinno się wprowadzić koncepcję rozproszenia inwestorów instytucjonalnych: jedna firma (np. Blackrock) mogłaby posiadać maksymalnie 1% WIG-u w pośrednich (przez zależne firmy) i bezpośrednich inwestycjach. Przejrzyste i etyczne fundusze z krajów demokratycznych, jak Norwegia, powinny móc inwestować więcej lub mieć możliwość inwestowania w strategiczne sektory. Fundusze z krajów demokratycznych, ale przymykających oko na unikanie płacenia podatków przez firmy, w których mają udziały, powinny mieć wyraźne ograniczenia. Fundusze z krajów autorytarnych byłyby pozbawione możliwości inwestowania w sektory strategiczne. To wszystko powinno być starannie monitorowane i publicznie raportowane przez Komisję Nadzoru Finansowego i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Warto, by instytucje te miały uprawnienia na miarę wyzwań.

Podobne rozproszenie powinno zostać wprowadzone przy sprzedaży polskich obligacji skarbu państwa. Żaden fundusz nie może mieć zbyt dużej siły przetargowej. Należy również uregulować polski rynek nieruchomości tak, aby wielkim funduszom nie opłacało się wchodzić do Polski. Po co do Blackrock ma należeć np. cała dzielnica Warszawy? Na udział w rynkach powinno się patrzeć nie tylko z punktu widzenia bezpośrednich udziałów korporacji, ale także analizować skumulowane udziały funduszy inwestycyjnych w spółkach z jednego sektora. Polski rynek mediów powinien być szczególnie chroniony przed możliwością zdominowania przez zagraniczny kapitał.

Na poziomie UE Polska musi wspierać KE w postępowaniach antykartelowych i antymonopolowych przeciwko globalnym korporacjom. Powinna również wspierać walkę z unikaniem płacenia podatków przez korporacje oraz regulacje sektora globalnych funduszy powierniczych. Dla Polski korzystne jest zachęcanie UE do uregulowania ochrony danych osobowych w czasach zdominowania Big Data przez amerykańskie spółki internetowe. Ryzyko ingerencji spółek monopolizujących Big Data w procesy demokratyczne powinno być tematem osobnej strategii. W kwestii promowanych sądów arbitrażowych chroniących inwestycje Polska powinna zachęcać UE do rozszerzania dyskursu. Jeśli korporacje chcą mieć chroniące ich inwestycje sądownictwo postawione ponad sądami krajowymi, to sądy te powinny również rozpatrywać skargi lokalnych społeczności czy prawników zajmujących się np. ochroną przyrody przeciw korporacjom oskarżanym o przestępstwa czy korupcję.

Międzynarodowe organizacje pozarządowe, takie jak Greenpeace, Friends of Earth, WWF, Czerwony Krzyż czy Caritas, muszą wywierać presję na wielkie fundusze inwestycyjne, by promowały zrównoważony rozwój w korporacjach, w których mają udziały, za pomocą zrównoważonych kryteriów inwestycyjnych. Warto także głośno mówić o postulacie Piketty’ego: progresywnym opodatkowaniu globalnych zysków z kapitału, gdyż obecna sytuacja promuje niezrównoważony rozwój oraz kumulację własności wśród wąskiej globalnej elity.

Kończąc rozważania nad tym, kto rządzi światem, warto podkreślić, że Unia Europejska jest jedyną możliwą tarczą dla europejskich państw, w tym Polski, chroniącą przed gigantami finansowymi i informatycznymi z USA i Chin. Przykład Niemiec powinien działać trzeźwiąco dla liczących na rozpad Unii Europejskiej. Tylko silna Unia może utrzymać Europę na pozycji równorzędnego partnera Chin i USA w globalnej rozgrywce o dominację. Zaprzeczanie tej tezie jest myśleniem życzeniowym i brakiem racjonalnej zdolności analizy globalnej rzeczywistości XXI wieku.

Marcin Malinowski

Wykresy i tabele w tekście podajemy za książką Hansa-Jürgena Jakobsa, Wem gehört die Welt: Die Machtverhältnisse im globalen Kapitalismus, Albrecht Knaus Verlag, München 2016. Udostępniamy je za zgodą i we współpracy z autorem.

Rysunek autorstwa Horacego Taylora z pisma „The Verdict”.

Co z tą Konstytucją – część 3

Od kilku lat głośny jest temat zmian Konstytucji RP z 1997 r. W kilku tekstach zatem przeanalizuję jej artykuły z punktu widzenia zagadnień opisywanych przeze mnie w kwartalniku „Nowy Obywatel”, takich jak konkurencyjność gospodarki, zrównoważony rozwój, ochrona społeczeństwa przed negatywnymi konsekwencjami globalizacji, konieczne zmiany instytucjonalne, ochrona środowiska czy zmniejszanie nierówności społecznych. Dotychczas unikałem kwestii światopoglądowych i zamierzam się tego trzymać.

Konstytucja to temat nie tylko dla prawników. Język prawniczy powinien służyć do sformułowania w postaci aktów prawnych specyficznych celów interesu społecznego, publicznego i narodowego obywateli Polski. Natomiast moje sugestie to tylko skromna i niedoskonała wskazówka, w jakich punktach obecna Konstytucja się nie sprawdziła. Omówione kwestie nie wyczerpią wszystkich ważnych zagadnień, gdyż ograniczam rozważania do tematów, które znam ze swojego życia zawodowego.
Poniższy tekst jest poświęcony Rozdziałowi III Konstytucji (art. 69-74). Artykuły, których nie wspominam, nie wydają mi się kontrowersyjne. Pogrubioną czcionką dopisane są moje sugestie uzupełnienia tej ustawy. Zapewne wiele stwierdzeń powinno zostać przeanalizowanych przez prawników i innych specjalistów w celu możliwie precyzyjnego sformułowania.

Pierwszą część tych rozważań opublikowano tutaj, a drugą tutaj.

Art. 69

1. Osobom niepełnosprawnym władze publiczne udzielają, zgodnie z ustawą, pomocy w zabezpieczaniu egzystencji, przysposobieniu do pracy, komunikacji społecznej oraz ograniczeniu wykluczenia cyfrowego.

2. Władze publiczne ograniczają wykluczenie osób niepełnosprawnych za pomocą odpowiedzialnego i zrównoważonego planowania przestrzennego. Szczegóły określa ustawa.

Sens dodania elementu o wykluczeniu cyfrowym został dobrze opisany w artykule Rafała Gdaka. Waga zasad planowania przestrzennego dla osób niepełnosprawnych nie wymaga objaśnień. Konstytucja powinna nałożyć na państwo obowiązek ich przestrzegania.

Art. 70

1. Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18-go roku życia jest obowiązkowa. Sposób wykonywania obowiązku szkolnego określa ustawa.

2. Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Ustawa może dopuścić świadczenie niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za odpłatnością.

3. Rodzice mają wolność wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne. Obywatele i instytucje mają prawo zakładania szkół podstawowych, ponadpodstawowych i wyższych oraz zakładów wychowawczych. Warunki zakładania i działalności szkół niepublicznych oraz udziału władz publicznych w ich finansowaniu, a także zasady nadzoru pedagogicznego nad szkołami i zakładami wychowawczymi, określa ustawa.

4. Szkoły niepubliczne współfinansowane przez władze publiczne realizują, jako minimum, podstawę programową Ministerstwa Edukacji Narodowej. Szczegóły określa ustawa.

5. Władze publiczne zapewniają obywatelom powszechny i równy dostęp do wykształcenia. W tym celu tworzą i wspierają systemy indywidualnej pomocy finansowej i organizacyjnej dla uczniów i studentów, zapewniając równość w dostępie do edukacji od przedszkola po uniwersytety, poświęcając szczególną uwagę kwestii równego dostępu do edukacji dzieci i młodzieży z biednych rodzin. Warunki udzielania pomocy oraz konieczność corocznego raportowania o równości w dostępie do edukacji określa ustawa.

6. Władze publiczne zapewniają spójność strategii edukacyjnej ze strategią zrównoważonego i odpowiedzialnego rozwoju, w tym rozwoju polskiej gospodarki, przemysłu, badań naukowych oraz potrzeb społecznych.

7. Podstawa programowa przygotowuje dzieci i młodzież do życia w szybko zmieniającym się i globalizującym świecie, zwracając szczególną uwagę na polski kontekst i główne wyzwania globalizacji, takie jak zmiany technologiczne, ochrona przyrody i zmiany klimatyczne.

8. Zapewnia się autonomię szkół wyższych na zasadach określonych w ustawie.

Nie jest to temat, w którym mam całościowe kompetencje, natomiast orientuję w kilku jego aspektach. Ponieważ jest on fundamentalny dla przyszłości Polski i dobrobytu zwłaszcza biedniejszej części obywateli, pozwolę sobie na kilka komentarzy.

Co do art. 2 o bezpłatności oświaty publicznej, to jest to jeden z filarów egalitarnego społeczeństwa. Natomiast budzi sprzeciw darmowe, czyli finansowane z podatków pacjentów, kształcenie np. lekarzy, którzy całą karierę, bardzo dobrze płatną, prowadzą następnie za granicą. Są prawa, są i obowiązki. Oczywiście doświadczenie zagraniczne jest ważne, jednak np. lekarz wykształcony w Polsce i pracujący całe życie w Londynie, powinien spłacić koszt studiów po cenach komercyjnych. Podobnie np. z inżynierami czy innymi zawodami, których rynki pracy się zglobalizowały, a których koszt wykształcenia jest wysoki.

Ważne byłoby uściślenie, że strategia edukacji ma być zintegrowana z rozwojem ekonomicznym Polski, aby uczelnie nie produkowały absolwentów sobie a muzom, jak to często ma miejsce. Dodatkowo można by też pomyśleć o podkreśleniu wagi kwestii społecznych i kulturowych.

Punkt siódmy powinien nakładać na władze publiczne obowiązek tworzenia takich programów edukacyjnych, które będą dzieciom i młodzieży objaśniały zmieniający i globalizujący się świat i jego zawiłości.

Art. 71

1. Państwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny. Rodziny znajdujące się w trudnej sytuacji materialnej i społecznej, zwłaszcza wielodzietne i niepełne, mają prawo do szczególnej pomocy ze strony władz publicznych.

2. Państwo w swojej polityce społecznej, rodzinnej, zrównoważonego i odpowiedzialnego rozwoju w sposób szczególny wspiera zrównoważoną demografię. Rząd co dwa lata raportuje przed sejmem sytuację demograficzną Polski i wdrażania strategii demograficznej.

3. Matka przed i po urodzeniu dziecka ma prawo do szczególnej pomocy władz publicznych, której zakres określa ustawa.

Widać gołym okiem, że program 500+ jest w duchu paragrafu 1. Powinno się dodać paragraf o wspieraniu demografii, której obecna kondycja zagraża zrównoważonemu rozwojowi Polski, w tym systemowi emerytalnemu.

Art. 71 powinien być bacznie analizowany także z punktu widzenia rozważań na temat skrócenia tygodnia pracy, wprowadzenia minimalnego dochodu gwarantowanego czy przyszłego opodatkowania pracy robotów, wypychających powoli ludzi z rynku pracy.

Art. 74

1. Władze publiczne prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom.

2. Bezpieczeństwo ekologiczne jest rozumiane jako ochrona bioróżnorodności i zdolności ekosystemów do zapewniania polskiemu społeczeństwu wysokiej jakości usług ekologicznych, w tym czystej wody pitnej i powietrza.

3. Ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym bierze pod uwagę zasady bezpieczeństwa ekologicznego, konieczność ochrony bioróżnorodności i naturalnych szlaków migracyjnych zwierząt.

4. Zasoby naturalne będące własnością państwa, które są kluczowe dla bezpieczeństwa ekologicznego, jak lasy, rzeki, jeziora, wody gruntowe, ziemia rolna, nie podlegają przekształceniom własnościowym.

5. Zasoby naturalne kluczowe dla bezpieczeństwa ekologicznego nie będące własnością państwa, są regulowane i chronione w duchu interesu społecznego, publicznego i narodowego. Ustawa zapewnia rozproszoną i egalitarną własność niepaństwowych zasobów naturalnych, reguluje ich obrót, uniemożliwia spekulację nimi oraz nadmierną koncentrację własności nieuzasadnioną interesem publicznym i społecznym.

6. Spory sądowe o własność i prawo do używania zasobów naturalnych w Polsce podlegają wyłącznie polskim sądom.

7. Władze publiczne są zobowiązane do wdrażania całościowej i długoterminowej strategii, mającej na celu ciągłą poprawę jakości ekosystemów i ich zdolności do dostarczania polskiemu społeczeństwu wysokiej jakości usług. Szczegóły reguluje ustawa.

8. Ochrona środowiska i bioróżnorodności jest obowiązkiem władz publicznych.

9. Każdy ma prawo do informacji o stanie i ochronie środowiska.

10. Władze publiczne wspierają działania obywateli na rzecz ochrony i poprawy stanu środowiska, zapewniając sprawiedliwy i równy dostęp do ochrony przyrody różnych polskich organizacji społecznych.

11. Obszary o zaostrzonej ochronie przyrody są osobami prawnymi. Sejm wybiera na Rzecznika Przyrody prawnika wyspecjalizowanego w prawie ochrony środowiska, który ma prawo reprezentować przyrodę przed sądem. Szczegóły, w tym odpowiednie finansowanie biura Rzecznika Przyrody, określa ustawa o zapewnieniu bezpieczeństwa ekologicznego, zachowaniu bioróżnorodności i sprawnych ekosystemów oraz zrównoważonym i odpowiedzialnym rozwoju.

To bardzo ważny artykuł z punktu widzenia prawa następnych pokoleń Polaków do czystego środowiska, swobodnego dostępu do niego oraz zdrowych usług ekosystemów, jak woda pitna, dobra ziemia rolna. Więcej na ten temat pisałem w dwóch artykułach na łamach „Nowego Obywatela” (dostępne są tutaj oraz tutaj).

W punkcie drugim tego artykułu należy dokładnie zdefiniować, co Konstytucja rozumie jako bezpieczeństwo ekologiczne.

Punkt trzeci narzuca ustawie o planowaniu przestrzennym obowiązek brania pod uwagę zasady bezpieczeństwa ekologicznego. Z tego punktu powinno wynikać, że np. planując budowę czy remont drogi należy uwzględnić przejścia dla migrujących zwierząt, a planując zabudowę terenu – brać pod uwagę siedliska zwierząt.

Punkt czwarty chroni zasoby naturalne przed prywatyzacją czy presją na ich prywatyzację w przypadku kryzysu finansowego państwa, czyli pozbawienia społeczeństwa możliwości taniego korzystania z natury i jej usług, jak woda pitna czy czyste powietrze. Dokument Komisji Europejskiej na temat obszarów Natura 2000 szacuje, że roczny koszt tworzenia, ochrony i zarządzania obszarami Natura 2000 wynosi w całej Unii Europejskiej około 5,8 miliardów euro, natomiast zyski, w tym jakość usług ekosystemów, to około 200-300 miliardów euro rocznie, generowane np. przez zmniejszanie szkód powodziowych. Ochrona przyrody po prostu opłaca się, podobnie jak czyste powietrze w miastach.

Punkt piąty nakłada na niepaństwowych właścicieli ziemi rolnej, lasów czy jezior obowiązek zapewnienia minimalnych norm ochrony przyrody oraz chroni Polaków przed nadmierną koncentracją zasobów naturalnych w prywatnych rękach. Jest to bardzo ważne, gdyż wiele funduszy inwestycyjnych, np. z Chin czy krajów arabskich, masowo wykupuje tereny i zasoby. Konstytucja powinna to uniemożliwić w interesie społecznym i narodowym.

Punkt szósty powinien uniemożliwić sejmowi i rządowi traktatową zgodę na międzynarodowy arbitraż w kwestii zasobów naturalnych. Jeśli istniejące umowy o ochronie inwestycji to blokują, odpowiednie zapisy powinny zostać zmienione.

Punkt siódmy nakazywałby władzom publicznym ciągłą pracę nad poprawą bezpieczeństwa ekologicznego. Skutkiem powinno być dążenie do zwiększania ilości i wielkości terenów chronionych, na przykład jako obszary ochrony siedliskowej/gatunkowej (Habitat/Species Management Area, jak Natura 2000) czy ścisły rezerwat przyrody (Strict Nature Reserve).

Punkt dziesiąty może ukrócić dominację myśliwych.

W punkcie jedenastym puszczam wodze fantazji i postuluję, aby obszarom chronionym nadać osobowość prawną oraz stworzyć instytucję Rzecznika Przyrody z prawem do reprezentowania natury przed sądem.

Powinien także powstać nowy artykuł Konstytucji, wykładający stosunek wobec zmian klimatycznych. Nie zaryzykuję zaproponowania jego treści. Winien jednak jasno określić definicję problemu, zagrożenia dla Polaków, kontekst polskiej specyfiki węglowej oraz określić stosunek wobec praw przyszłych pokoleń i odległych krajów bezpośrednio zagrożonych zmianami klimatycznymi.

Kolejnym nowym artykułem powinien być zapis o prawach zwierząt. Bestialstwo hodowli przemysłowej nie zna granic. Coraz lepiej rozumiemy znaczenie niektórych gatunków na górze łańcuchów pokarmowych, jak wilki, w kontekście zdolności do przetrwania w dobrej kondycji i oferowania usług ekosystemowych. Głównym zagrożeniem dla zwierząt jest nieetyczne zadawanie im zbędnego bólu. Niestety nie istnieje u nas żaden zapis konstytucyjny, który odnosiłby się do ochrony zwierząt. Cywilizowany świat powoli to zmienia. Już w 1992 r. Szwajcaria wprowadziła do swojej konstytucji zmiany, zgodnie z którymi zwierzęta są traktowane jako istoty żywe, a nie rzeczy. W 1999 r. Nowa Zelandia zapewniła podstawowe prawa pięciu gatunkom małp. Zakazano wykorzystywania ich w ramach doświadczeń i badań. Zostało to uznane za największy sukces w historii walki o prawa zwierząt. W 2002 r. Niemcy jako pierwszy kraj w Unii Europejskiej wprowadziły do konstytucji poprawki gwarantujące zwierzętom większe prawa. Niestety taki artykuł naruszy interesy lobby hodowców, sieci handlowych i myśliwych, więc jego wprowadzenie nie będzie łatwe. Taki artykuł mógłby wyglądać następująco:

Art. Xx

1. Władza publiczna chroni zwierzęta przed bólem i cierpieniem, zabrania niehumanitarnych metod hodowli zwierząt oraz obrotu mięsem z takiej produkcji.

2. Państwo szczególnie chroni w Polsce zwierzęta istotne dla bioróżnorodności i zdrowia ekosystemów oraz promuje ich międzynarodową ochronę.

3. Rzecznik Przyrody ma prawo do reprezentowania zwierząt przed sądami, do oceny aktów prawnych względem ich zgodności z art. 74 i art. Xx oraz przesyłania ich do oceny Trybunału Konstytucyjnego.

Co z tą Konstytucją – część 2

Co z tą Konstytucją – część 2

Od kilku lat głośny jest temat zmian Konstytucji RP z 1997 r. W kilku tekstach zatem przeanalizuję jej artykuły z punktu widzenia zagadnień opisywanych przeze mnie w kwartalniku „Nowy Obywatel”, takich jak konkurencyjność gospodarki, zrównoważony rozwój, ochrona społeczeństwa przed negatywnymi konsekwencjami globalizacji, konieczne zmiany instytucjonalne, ochrona środowiska czy zmniejszanie nierówności społecznych. Dotychczas unikałem kwestii światopoglądowych i zamierzam się tego trzymać.

Konstytucja to temat nie tylko dla prawników. Język prawniczy powinien służyć do sformułowania w postaci aktów prawnych specyficznych celów interesu społecznego, publicznego i narodowego obywateli Polski. Natomiast moje sugestie to tylko skromna i niedoskonała wskazówka, w jakich punktach obecna Konstytucja się nie sprawdziła. Omówione kwestie nie wyczerpią wszystkich ważnych zagadnień, gdyż ograniczam rozważania do tematów, które znam ze swojego życia zawodowego.

Poniższy tekst jest poświęcony Rozdziałowi II Konstytucji (art. 30-56). Artykuły, których nie wspominam, nie wydają mi się kontrowersyjne. Pogrubioną czcionką dopisane są moje sugestie uzupełnienia tej ustawy. Zapewne wiele stwierdzeń powinno zostać przeanalizowanych przez prawników i innych specjalistów w celu możliwie precyzyjnego sformułowania.

Pierwszą część tych rozważań opublikowano tutaj: https://obywatel3.macmas.pl/2016/12/06/co-z-ta-konstytucja-czesc-1/

Rozdział II – Wolności, prawa i obowiązki człowieka i obywatela

Zasady ogólne (art. 30-56)

Art. 34

1. Obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi. Inne przypadki nabycia obywatelstwa polskiego określa ustawa.

2. Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie.

3. Polskie prawo imigracyjne nie podlega uwspólnotowieniu.

Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w Ełku, będące wodą na młyn skrajnej prawicy, niechętnie poruszam ten temat. Warto jednak myśleć dalej niż pojedynczy incydent. Kwestie humanitarne, tolerancja względem mniejszości narodowych czy religijnych, są ważnym elementem lewicowej tożsamości. Należy jednak obserwować realne skutki zmian demograficznych w Niemczech, Francji, Belgii czy Szwecji w sposób pozbawiony ideologicznego zacietrzewienia i wyciągać z nich wnioski. Właściwa ocena to nie bezrefleksyjne wspieranie „multikulti” czy hasła „Polska dla Polaków”, lecz ocena, jak te zmiany wpływają na takie kwestie jak np. demografia, rynek pracy, drobny handel, prawa kobiet, integralność kulturowa państwa, ale i kreatywna różnorodność społeczeństwa, klimat dla innowacyjności, integrowanie zagranicznych naukowców itd.

Sugerowane dodanie punktu 3. powinno być oczywiście dopasowane do prawa UE, do którego wypełniania zobowiązuje Polskę art. 9 Konstytucji RP. Takie podejście ostrożnościowe nie wyklucza etycznego postępowania. Warto sobie zdawać sprawę, że z postępującymi zmianami klimatycznymi problem masowych migracji i konfliktów zbrojnych będzie narastał.

Domyślam się, że wielu osobom nie podoba się takie pragmatyczne postawienie sprawy. Problem polega na tym, że jeśli lewica nie odniesie się mądrze do tej kwestii, poważnie traktując obawy społeczne, dyskurs zdominują narodowcy według biało-czarnego wzorca. I na tym wypłyną w wyborach, bo temat jest nośny. Obawy społeczne są realne i nic nie da rytualne zaklinanie rzeczywistości na wzór zachodniej lewicy liberalnej. Jej szlachetne przekonania w tym zakresie pryskają jak bańka mydlana w kolejnych wyborach w starciu z ksenofobicznymi nacjonalistami, jak UKIP Farage’a w Wielkiej Brytanii, Front Narodowy Le Pen we Francji, AfD w Niemczech czy PVV Wildersa w Holandii. Trump także został wybrany na fali ksenofobii i izolacjonizmu w USA. Warto również wiedzieć, że Rosja dokłada do tego pieca, po cichu finansując antyislamskie i nacjonalistyczne organizacje, świetnie wiedząc, że ten temat skłóca społeczeństwa.

Art. 49

1. Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony.

2. Władza publiczna chroni polskie społeczeństwo przed negatywnymi skutkami globalnych monopoli w usługach informatycznych.

3. Władza publiczna zapewnia bezpieczeństwo cyfrowe danych obywateli RP i strategicznej infrastruktury.

W dobie big data, rosnących globalnych monopoli amerykańskich firm informatycznych, jak Facebook, Microsoft, Apple, Google czy Amazon, powiększających się cyberzagrożeń, np. cyberwojen prowadzonych przez Rosję czy Chiny, lub globalnej cyberinwigilacji prowadzonej przez amerykańskie NSA, uzupełnienie art. 49 jest konieczne, aby wzmocnić cyberbezpieczeństwo Polski i Polaków. Zmiany tego artykułu powinny być bardzo dobrze przemyślane i odpowiadać wyzwaniom doby cyfrowej.

Art. 54

1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.

Ostatnio głośne są kwestie cenzury na Facebooku. Dotyczyły one nie tylko wydarzeń organizowanych przez narodowców, ale też przez społeczne organizacje, jak np. ta strona http://www.uslugipublicznemajaglos.pl/

Podobnym problemem są tzw. fake news (fałszywe informacje) np. na Facebooku, przez które kraje trzecie próbują wpłynąć na wyniki wyborów czy referendów. Obecnie problem ten próbują ugryźć Niemcy, zastanawiając się, jak pociągnąć Facebooka do odpowiedzialności za umożliwianie tej praktyki, niebezpiecznej dla demokracji.

Nie zaryzykuję sugerowania, jak Konstytucja mogłaby się odnieść do problemów fake news i manipulacji w mediach globalnych monopolistów. Jednak temat jest istotny.

Wolności i prawa polityczne

Art. 59

1. Zapewnia się wolność zrzeszania się w związkach zawodowych, organizacjach społeczno-zawodowych rolników oraz w organizacjach pracodawców.

2. Związki zawodowe oraz pracodawcy i ich organizacje mają prawo do rokowań, w szczególności w celu rozwiązywania sporów zbiorowych, oraz do zawierania układów zbiorowych pracy i innych porozumień.

3. Związkom zawodowym przysługuje prawo do organizowania strajków pracowniczych i innych form protestu w granicach określonych w ustawie. Ze względu na dobro publiczne ustawa może ograniczyć prowadzenie strajku lub zakazać go w odniesieniu do określonych kategorii pracowników lub w określonych dziedzinach.

4. Zakres wolności zrzeszania się w związkach zawodowych i organizacjach pracodawców oraz innych wolności związkowych może podlegać tylko takim ograniczeniom ustawowym, jakie są dopuszczalne przez wiążące Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowe.

Paragraf 1. niby zapewnia wolność zrzeszania się w związkach zawodowych, ale w praktyce, jak wiadomo, nie do końca to funkcjonuje. Wydaje się wystarczający do surowego karania pracodawców, którzy szykanują pracowników chcących zrzeszyć się w związkach zawodowych. Niestety, rządzące partie nie przeciwdziałały nagminnemu łamaniu art. 59.

Warto też, wzorem Niemiec, zapewnić przedstawicielom pracowników obowiązkowe miejsce w radach nadzorczych. Odpowiedni zapis został zasugerowany w art. 24.

Kolejnym rozdziałem Konstytucji jest Wolności, prawa ekonomiczne, socjalne i kulturalne. Może warto dodać do tej listy także „obowiązki”.

Art. 64

1. Każdy ma prawo do własności, innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia.

2. Własność, inne prawa majątkowe oraz prawo dziedziczenia podlegają równej dla wszystkich ochronie prawnej.

3. Własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności.

4. Sprawiedliwy, progresywny i powszechny podatek spadkowy jest ważnym elementem zasady sprawiedliwości społecznej.

Warto się zastanowić, czy obowiązek płacenia rozsądnego, sprawiedliwego i progresywnego podatku spadkowego nie powinien wynikać z Konstytucji RP. Jak odpowiednim prawniczym językiem ująć zakaz potencjalnego unikania go za pomocą przenoszenia własności na zarejestrowane np. w Luksemburgu czy Monako fundacje lub spółki? Stawia to bogatych Polaków ponad prawem i jest dyskryminujące wobec reszty obywateli. Jak ująć kwestię własności ziemi w rękach zagranicznych spółek, których właściciele nie są obywatelami Polski? To bardzo trudny temat, również pod względem prawnym, więc ta sugestia jest tylko niedoskonałym surowcem do obróbki.

Podatek spadkowy powinien mieć sporą kwotę wolną, pozwalającą na rozwój klasy średniej. Odziedziczenie zwykłego mieszkania czy działki to nie fortuna, lecz forma zabezpieczenia od wypadków losowych.

Natomiast bogaci Polacy uchylający się od obowiązku płacenia podatku spadkowego nie powinni doświadczać życzliwości państwa, wspierania ich interesów za granicą, preferowania, dotacji publicznych itp. Są prawa, są i obowiązki. Sama kwestia zapłaty podatku od odziedziczonych akcji powinna być jednak negocjowana z urzędami skarbowymi, aby nie miało to wpływu na działalność przedsiębiorstwa w przypadku firm rodzinnych.

Art. 65

1. Każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Wyjątki określa ustawa.

2. Obowiązek pracy może być nałożony tylko przez ustawę.

3. Stałe zatrudnianie dzieci do lat 16 jest zakazane. Formy i charakter dopuszczalnego zatrudniania określa ustawa.

4. Minimalną wysokość wynagrodzenia na godzinę za pracę lub sposób ustalania tej wysokości określa ustawa.

5. Władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia poprzez realizowanie programów zwalczania bezrobocia, w tym organizowanie i wspieranie poradnictwa i szkolenia zawodowego oraz robót publicznych i prac interwencyjnych.

To bardzo ważny artykuł. Punkt 4 Konstytucji, mimo niedawno wprowadzonych rozwiązań ustawowych (które łatwo zmienić), powinien zostać uszczelniony wymogiem minimalnego zarobku godzinowego, niezależenie od sposobu zatrudnienia.

Art. 66

1. Każdy ma prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Sposób realizacji tego prawa oraz obowiązki pracodawcy określa ustawa.

2. Pracownik ma prawo do określonych w ustawie dni wolnych od pracy i corocznych płatnych urlopów;

3. Minimalny płatny urlop wynosi 20 dni roboczych rocznie.

4. Prawo do płatnego urlopu dotyczy również tymczasowego zatrudnienia lub zatrudniania w niepełnym wymiarze czasowym. Szczegóły określa ustawa.

5. Maksymalny czas pracy wynosi 35 godzin tygodniowo. Szczegóły i uzasadnione wyjątki określa ustawa.

Czy powoli nie nadchodzi czas na siedmiogodzinny dzień pracy? Myślę, że w większości przypadków to kwestia jej organizacji. Poza tym wykorzystywanie pracowników odbija się na kosztach służby zdrowia, za co pracodawcy już nie płacą. Odbija się to również na rodzinach czy wychowaniu dzieci, powodując ogromne koszty społeczne.

Warto też uchwycić patologie rynku pracy związane z pracą tymczasową, w niepełnym wymiarze i z urlopami płatnymi. Obecny rząd już się za to zabrał, ale kwestia ta powinna być dookreślona konstytucyjnie. Kwestia kontroli stosowania praw pracy została opisana w art. 24 w poprzedniej części tekstu.

Art. 67

1. Obywatel ma prawo do zabezpieczenia społecznego w razie niezdolności do pracy ze względu na chorobę lub inwalidztwo oraz po osiągnięciu wieku emerytalnego. Zakres i formy zabezpieczenia społecznego określa ustawa.

2. Obywatel pozostający bez pracy nie z własnej woli i nie mający innych środków utrzymania ma prawo do zabezpieczenia społecznego, którego zakres i formy określa ustawa.

Artykuł ten jest ściśle związany z art. 2 i pojęciem sprawiedliwości społecznej. W zasadzie neoliberalne państwo polskie abdykowało z tego obszaru. Warto przypomnieć, że w Polsce udział wydatków socjalnych w PKB wynosi (Eurostat) 18,1%, w Czechach 20,8%, w Niemczech 29,5%, w Finlandii 31,2%, a w Danii aż 34,6%. W opisie art. 2 zasugerowałem, że Konstytucja powinna precyzyjniej, choć niewiążąco, wskazać w załączniku, co rozumie przez „sprawiedliwość społeczną”. Jeden punkt powinien dotyczyć ubezpieczenia od bezrobocia i inwalidztwa i wskazywać minimalny odsetek PKB publicznych wydatków na art. 67.

Art. 68

1. Każdy ma prawo do ochrony zdrowia.

2. Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa.

3. Orientacyjny poziom wydatków publicznych na służbę zdrowia wynosi przynajmniej 7% PKB.

4. Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej, dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku.

5. Władze publiczne są obowiązane do zwalczania chorób epidemicznych i zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska.

6. Władze publiczne inwestują w edukację i zwiększanie świadomości społecznej z zakresu ochrony zdrowia i profilaktyki zdrowotnej.

7. Władze publiczne popierają rozwój kultury fizycznej, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży.

8. Władze publiczne rozwijają instytucje publiczne z zakresu świadczenia usług medycznych, w tym stomatologicznych i farmaceutycznych.

9. Władze publiczne wspierają publiczne instytucje w badaniach, rozwoju i wdrażaniu leków. Celem jest minimalizacja cen i maksymalizacja dostępności leków.

10. Władze publiczne podpisują umowy o świadczenie usług medycznych z niepublicznymi przedsiębiorstwami w sposób uniemożliwiający tworzenie się lub utrzymanie karteli, monopoli i oligopoli.

Neoliberalna władza nagminnie łamała ten artykuł przez postępującą komercjalizację i prywatyzację służby zdrowia. W opisie art. 2 zasugerowałem, że Konstytucja powinna precyzyjniej, choć niewiążąco, wskazać w załączniku, co rozumie przez sprawiedliwość społeczną. Jeden z punktów powinien dotyczyć minimalnego odsetka PKB publicznych wydatków na służbę zdrowia. Obecnie w Polsce wynosi on zaledwie 4,6% PKB, a prywatne wydatki na służbę zdrowia wynoszą już 29,9% sumy prywatnych i publicznych wydatków na polską służbę zdrowia, i rosną. W Czechach to odpowiednio 6,5% i 15,2%, w Finlandii 6,8% i 24,6%, w Niemczech 8,6% i 23,7%, w Danii 9,5% i 14,5%. Widać więc, że Polska wydaje procentowo najmniej na publiczną służbę zdrowia, a Polacy wydają najwięcej na prywatne leczenie. Koszmar naszej służby zdrowia nie wynika więc ze złego zarządzania, lecz w pierwszej kolejności z braku dofinansowania. Prof. Balcerowiczowi i akolitom można pogratulować wykonania zadania przez promocję podatków de facto regresywnych i bezmyślną prywatyzację majątku publicznego. Komentarz jest zbędny, a temat kwalifikuje się do konstytucyjnej interwencji.

Powinien zostać określony minimalny orientacyjny udział publicznych wydatków na służbę zdrowia w PKB – i wynosić przynajmniej 7%, czyli niewiele więcej niż w Czechach. Taki poziom, biorąc pod uwagę rozważania dotyczące art. 67, może być sfinansowany tylko za pomocą progresywnych podatków i szczelnego systemu podatkowego, minimalizującego drenaż nieopodatkowanych zysków z Polski.

Państwo powinno corocznie raportować o wydatkach na służę zdrowia, co było omawiane w kontekście w kontekście art. 2.

Zapewne nie da się całkowicie zahamować prywatyzacji usług medycznych finansowanych ze środków publicznych. Natomiast warto zapewnić konkurencyjność na tym rynku, rozdrobnienie prywatnych wykonawców usług w celu utrzymania siły negocjacyjnej państwa, inwestowanie w zdolność publicznej służby zdrowia do leczenia Polaków, publiczną sprzedaż leków (np. w szpitalach) oraz inwestowanie publicznych środków w badania i rozwój leków, by zminimalizować ich cenę. Jak wiadomo, prywatne koncerny farmaceutyczne brutalnie narzucają w sytuacji monopolu niesamowite kwoty.

Do czego prowadzi prywatyzacja szpitali, widać w Niemczech na przykładzie firmy Asklepios, o czym w grudniu 2016 r. pisał „Der Spiegel”. Mówiąc krótko: bezwzględna maksymalizacja zysku, pacjent to koszt do minimalizacji, lekarz to zasób do wyciśnięcia. Przykładem polskiej patologii w tym zakresie jest Krosno Odrzańskie i Grupa Nowy Szpital. Na całym procesie komercjalizacji służby zdrowia, firmowanym przez ówczesną minister zdrowia Ewę Kopacz, NIK nie zostawił suchej nitki. Warto wzywać PO do tablicy i pytać, jakie wyciągnęli wnioski z próby prywatyzacji służby zdrowia. Że to potencjalnie dobry interes dla prywatnych właścicieli szpitali, widać na przykładzie niemieckiej firmy Asklepios. Niestety dla pacjentów to fatalny interes i warto, aby Konstytucja rozsądnie się do tego odniosła w duchu interesu społecznego, a nie w interesie takich firm, jak Grupa Nowy Szpital.

Punkt 5 art. 68 jest rozsądnie sformułowany, choć widać, że państwo łamie go nagminnie nie zwalczając zanieczyszczenia powietrza w miastach, co jest rosnącym koszmarem i obciążeniem finansowym dla służby zdrowia. Warto również zobowiązać władze publiczne do edukowania społeczeństwa i inwestowania w profilaktykę.

Co z tą konstytucją? – część 1

Co z tą konstytucją? – część 1

Od kilku lat głośny jest temat zmian Konstytucji RP z 1997 r. W kilku tekstach zatem przeanalizuję jej artykuły z punktu widzenia zagadnień opisywanych przeze mnie w kwartalniku „Nowy Obywatel”, takich jak konkurencyjność gospodarki, zrównoważony rozwój, ochrona społeczeństwa przed negatywnymi konsekwencjami globalizacji, konieczne zmiany instytucjonalne, ochrona środowiska czy zmniejszanie nierówności społecznych. Dotychczas unikałem kwestii światopoglądowych i zamierzam się tego trzymać.

Konstytucja to temat nie tylko dla prawników. Język prawniczy powinien służyć do sformułowania w postaci aktów prawnych specyficznych celów interesu społecznego, publicznego i narodowego obywateli Polski. Natomiast moje sugestie to tylko skromna i niedoskonała wskazówka, w jakich punktach obecna Konstytucja się nie sprawdziła. Omówione kwestie nie wyczerpią wszystkich ważnych zagadnień, gdyż ograniczam rozważania do tematów, które znam ze swojego życia zawodowego.

Poniższy tekst jest poświęcony Rozdziałowi I Konstytucji (art. 1-29). Artykuły, których nie wspominam, nie wydają mi się kontrowersyjne. Pogrubioną czcionką dopisane są moje sugestie uzupełnienia tej ustawy. Zapewne wiele stwierdzeń powinno zostać przeanalizowanych przez prawników i innych specjalistów w celu możliwie precyzyjnego sformułowania.

Art. 2

1. Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

Warto dopisać:

2. Sprawiedliwość społeczna jest urzeczywistniana poprzez sprawiedliwie progresywne opodatkowanie dochodów z kapitału i pracy oraz poprzez wystarczające wydatki publiczne na ważne cele społeczne. Załącznik I zawiera wskazówki w tym zakresie. Rząd corocznie raportuje przed Sejmem, w jaki sposób wdraża zalecenia z załącznika I.

Nie trzeba być przenikliwym, aby zauważyć, że przez ostatnie 27 lat nie urzeczywistniano zasad sprawiedliwości społecznej, co widzimy choćby patrząc na ciągle zmniejszający się udział pensji w PKB, malejące wydatki publiczne na służbę zdrowia i postępującą jej prywatyzację, przedkładanie prywatnej własności nad inne jej formy (takie jak spółdzielcza czy komunalna), nadużycia w ramach procesu reprywatyzacyjnego, niski udział wydatków socjalnych w PKB, regresywne podatki czy zniesienie podatku spadkowego, nie wspominając o uprzywilejowanej pozycji korporacji ponadnarodowych. Trudno tu winić Trybunał Konstytucyjny, gdyż zajmuje się on oceną pojedynczych aktów prawnych, a nie ich całościowym wpływem na sprawiedliwość społeczną. Brak również kryteriów oceny i właściwego zaplecza analitycznego.

Nie da się realizować sprawiedliwości społecznej przy małych nakładach na te cele, finansowanych przez podatki regresywne czy liniowe. Warto więc, aby nowa Konstytucja uściśliła tę kwestię, na przykład przez wprowadzenie aneksu ze wskaźnikami określającymi jej zalecenia:

1. Udział wydatków socjalnych w PKB: min. 22%, optymalnie >25% (obecnie jest około 18%, przy 20,8% w Czechach, 29,5% w Niemczech, 31,2% w Finlandii, 34,6% w Danii);

2. Udział pensji w PKB: minimum 50%, optymalnie >60%. Dlaczego? Wystarczy popatrzeć na poniższy diagram 1.

3. Udział publicznych wydatków na służbę zdrowia w PKB: min. 7%, optymalnie >8% (obecnie około 4,6%, podczas gdy w Czechach mamy 6,5%, w Finlandii 6,8%, w Niemczech 8,6%, w Danii 9,5%);

4. Udział wydatków publicznych na budownictwo komunalne i socjalne: minimum 1% (obecnie to około 0,09%, podczas gdy w Wielkiej Brytanii aż 1,5% PKB).

udzial-pensji-w-pkb-w-wybranych-krajach

Diagram 1. Udział pensji w PKB w wybranych krajach.

Konstytucja mogłaby też nadmienić, że sprawiedliwość społeczna jest z punktu widzenia całokształtu dochodów finansowana z progresywnych podatków. Inaczej mówiąc, obecne regresywne podatki, liczone jako suma wszystkich obciążeń podatkowych dochodów i konsumpcji, powinny być niekonstytucyjne. Jak to ująć, żeby było jasne, że chodzi o podatki dochodowe pracy i kapitału, a w mniejszym stopniu o podatki pośrednie? Podobnie: jak ująć kwestię podatku spadkowego od dużych majątków czy podatku od sprzedaży np. nieruchomości, jak ma to miejsce w Belgii?

Rząd powinien corocznie raportować rozwój takich wskaźników w Sejmie, przedstawiając trend od 1990 r. poczynając. Uniemożliwi to neoliberalne ograniczone ocenianie gospodarki przez pryzmat wzrostu PKB, inflacji, deficytu budżetowego i długu publicznego. Z Konstytucji powinno też wynikać, jaka jest metodologia wyliczania tych wskaźników, aby partie nie mogły nimi manipulować, jak miało to miejsce w obliczaniu długu publicznego przy okazji OFE. Zapewne metodologia Eurostatu byłaby dobrym wyborem, co również ułatwiłoby porównania z innymi państwami w Europie.

Art. 5

1. Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli, strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego i odpowiedzialnego rozwoju, w tym zrównoważonej i odpowiedzialnej konsumpcji, produkcji, zaopatrzenia oraz planowania przestrzennego.

2. Rzeczpospolita Polska kieruje się zasadą zrównoważonego i odpowiedzialnego zarządzania zasobami naturalnymi, strategiczną infrastrukturą transportową, energetyczną, informatyczną i komunalną (chodzi o wodociągi itp.), finansami publicznymi i systemem finansowo-bankowym.

Obecna zasada zrównoważonego rozwoju jest oczywiście słusznym celem, ale jakoś nie widać w Polsce właściwego jej wdrożenia. Spójrzmy np. na bezmyślną prywatyzację mienia publicznego, problemy demograficzne, oligopole zagranicznego kapitału w ważnych sektorach polskiej gospodarki, rosnące zadłużenie publiczne, zanieczyszczenie powietrza w miastach. Mówiąc inaczej, obecny rozwój Polski nie jest zrównoważony. Neoliberalna doktryna rozumie zrównoważony rozwój na swój sposób, dlatego Konstytucja powinna te zagadnienia uściślić

Warunkami koniecznymi dla zrównoważonego rozwoju są zrównoważona produkcja, konsumpcja, zarządzanie zasobami naturalnymi, planowanie przestrzenne, kontrola państwa nad systemem bankowym czy strategiczną infrastrukturą transportową, energetyczną, informatyczną, zaopatrzeniem itd. Konstytucja mogłaby też nawiązać do Zrównoważonych Celów Rozwojowych ONZ z 2015 r. (Sustainable Development Goals) czy Human Development Index. Istnieją także inne dokumenty stworzone przez międzynarodowe instytucje, których członkiem jest Polska, odnoszące się np. do kwestii praw korporacji i praw państw do wdrażania swoich polityk, np. te z OECD. Być może warto się do nich odnieść.

Co do ochrony środowiska, to oczywiście ważna jest też bioróżnorodność, dążenie do poprawy jakości wody, gleb czy powietrza. Jak to wyrazić w Konstytucji, aby Trybunał Konstytucyjny mógł uniemożliwić niszczenie przyrody komuś, kto np. nie wierzy w zmiany klimatyczne? Czy ustawa powinna bezpośrednio nawiązać do Konwencji o różnorodności biologicznej czy Konwencji Berneńskiej i Bońskiej? Jak Konstytucja mogłaby wymusić na władzach zajęcie się zanieczyszczeniem powietrza w miastach? Powinna wymienić referencyjne wskaźniki dla PM10, PM2.5, NO czy NO2, jak sugeruję w art. 2? To osobny, trudny, ale bardzo ważny temat. Zanieczyszczenie powietrza w miastach powoduje masowe schorzenia dróg oddechowych, powstawanie nowotworów i obciąża budżet publicznej służby zdrowia.

Art. 9

1. Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.

2. Rzeczpospolita Polska podpisuje zobowiązania międzynarodowe zgodne z zasadami zrównoważonego i odpowiedzialnego rozwoju oraz zgodnie z interesem publicznym, narodowym i społecznym.

O ile nie ma co polemizować z art. 9, o tyle warto się zastanowić, czy nie dodać paragrafu o tym, jakie zobowiązanie można podpisywać, zwłaszcza z punktu widzenia zasad zrównoważonego rozwoju, wpływu na wolność uprawiania polityki gospodarczej, uniemożliwienia potężnym korporacjom zdominowania Polski, kwestii arbitrażu itd. Jakie wnioski wyciągnąć z ACTA czy TTIP?

Art. 10

1. Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.

2. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały.

Paragraf 2 dotyka bardzo trudnego zagadnienia: czy system polityczny powinien być prezydencki, czy kanclerski, czy mieszany (jak obecnie)? Wynik wyborów prezydenckich w USA skłania mnie do preferowania systemu kanclerskiego. Mianowicie wybory parlamentarne dają większą szansę na reprezentatywność władzy wykonawczej, zmniejszając wykluczenie dużych grup społecznych. System mieszany moim zdaniem nie sprawdza się w takim zapalnym geopolitycznie obszarze, jak Polska. Podobnie jestem absolutnie przeciwko większościowej ordynacji wyborczej w wyborach do Sejmu. Proporcjonalne wybory są dużo bezpieczniejsze z punktu widzenia reprezentatywności różnorodnego społeczeństwa.

Art. 11

1. Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność tworzenia i działania partii politycznych. Partie polityczne zrzeszają na zasadach dobrowolności i równości obywateli polskich w celu wpływania metodami demokratycznymi na kształtowanie polityki państwa.

2. Finansowanie partii politycznych jest jawne.

3. Finansowanie partii politycznych jest dozwolone tylko przez polskich obywateli z dochodów opodatkowanych w Polsce.

4. Finansowanie partii politycznych promuje egalitarny charakter Rzeczpospolitej Polskiej.

Zwłaszcza paragraf 2 jest ważny z perspektywy unikania finansowego uzależnienia partii od zagranicznego czy polskiego kapitału. Wystarczy popatrzeć na skutki uzależnienia partii w USA czy Ukrainie od multimilionerów i korporacji. Rozwiązaniem jest konstytucyjne uniemożliwienie stworzenia systemu oligarchicznego. Warto też się zastanowić, jak konstytucyjnie wymusić na władzy, aby partie, które mają mniej niż 3% poparcia w wyborach do Sejmu, dostawały dofinansowanie. Obecne ograniczenie jest niedemokratyczne, gdyż odcina mniejsze ruchy od możliwości rozwoju. Próg 1% mógłby być właściwy.

Art. 12

1. Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność tworzenia i działania związków zawodowych, organizacji społeczno-zawodowych rolników, stowarzyszeń, ruchów obywatelskich, innych dobrowolnych zrzeszeń oraz fundacji.

2. Finansowanie powyższych organizacji jest jawne.

3. Finansowanie z zagranicznych źródeł nie może dominować polskiego sektora pozarządowego. Szczegóły reguluje ustawa.

4. Żaden darczyńca nie może być anonimowy.

To bardzo trudny temat, zwłaszcza jeśli chodzi o zagraniczne finansowanie, które może mieć potężny wpływ na wyniki wyborów. Jest np. tajemnicą poliszynela, że Federacja Rosyjska wspierała finansowo Front Narodowy we Francji czy Trumpa w wyborach prezydenckich. Podobnie jeden zagraniczny multimilioner czy korporacja mogą zainwestować miliony w siatkę fundacji i media, dzięki czemu zyskają zupełnie niedemokratyczny wpływ na polską politykę i osiągają własne cele, niemające demokratycznej legitymacji. Równocześnie organizacje społeczeństwa obywatelskiego starające się reprezentować polski interes, nie mogą znaleźć istotnego dofinansowania. Temat aktywności społeczeństwa obywatelskiego jest na tyle ważny dla polskiej demokracji, że powinna się do niego odnieść Konstytucja.

Art. 13

Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada, promuje lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, niezrównoważony rozwój, niesprawiedliwość społeczną, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Ten artykuł jest słuszny. Czego mi tu brakuje, to ograniczenia działalności organizacji, które promują niezrównoważony rozwój czy de facto system neokolonialny, dewastujący naturę, lub przeciwstawiają się art. 2 Konstytucji mówiącemu o sprawiedliwości społecznej. To temat trudny do ugryzienia, ale bardzo ważny. Przecież doktryna neoliberalna promuje ubóstwo i jest niezgodna z konstytucyjną zasadą sprawiedliwości społecznej.

Art. 14

1. Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.

2. Tylko polskim publicznym mediom wolno mieć większy niż 5-procentowy udział w całym polskim rynku medialnym i 10% w poszczególnych sektorach medialnych.

3. Udział w polskim rynku medialnym jest wyliczany przez zsumowany udział wszystkich powiązanych kapitałowo w Polsce i poza Polską spółek medialnych.

To niezwykle ważny i bardzo nieprecyzyjny artykuł. Gdy obserwujemy obecną strukturę mediów w Polsce, przypominamy sobie aferę Rywina związaną z kształtem rynku medialnego oraz analizujemy de facto otwartą wojnę między zagranicznym koncernem medialnym a polskim, nie przez każdego lubianym, ale jednak demokratycznie wybranym rządem. Leży w interesie społecznym i publicznym, aby Konstytucja uniemożliwiła przejęcie rynku medialnego przez zagraniczny kapitał oraz utrudniała tworzenie oligopoli lub monopoli przez prywatny, zwłaszcza zagraniczny, kapitał medialny. Inną kwestią jest to, jak zdefiniować sektory medialne, takie jak radio, telewizja, lokalna prasa, jakie są bezpieczne udziału w rynku? Jak wziąć pod uwagę internet?

Art. 20

1. Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej, spółdzielczej, społecznej i komunalnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

2. Zasoby naturalne, będące własnością Rzeczpospolitej Polskiej, nie podlegają przekształceniom własnościowym. Interes społeczny i zrównoważona i odpowiedzialna eksploatacja, w szczególności wody pitnej, lasów i kopalin, mają priorytet przy wydawaniu licencji na ich eksploatację. Ich dzierżawę na ważne cele publiczne i społeczne reguluje osobna ustawa.

3. Strategiczna infrastruktura transportowa, energetyczna, informatyczna i komunalna znajduje się pod kontrolą Rzeczpospolitej Polskiej.

Gdy spojrzymy na diagram 1 czy na lata ignorowania Komisji Trójstronnej, raczej trudno mówić o solidarności czy o dialogu partnerów społecznych. Podobnie aktywne zwalczanie związków zawodowych przez kapitał trudno nazwać dialogiem. Tym samym art. 20. był przez ostatnie 27 lat gwałcony przez rządzące partie i przez Trybunał Konstytucyjny.

Widać także, iż własność prywatna jest wymieniona w Konstytucji, w przeciwieństwie do własności spółdzielczej, komunalnej czy państwowej. Konstytucja powinna wesprzeć rozwój własności spółdzielczej i komunalnej, gdyż pełnią one ważne funkcje społeczne. To natomiast oznacza zmniejszenie niektórych rynków zdominowanych przez prywatne firmy – czyli w efekcie ich opór.

Infrastruktura energetyczna, transportowa i telekomunikacyjna (w tym internet) mają strategiczne znaczenie i jako takie powinny podlegać ochronie konstytucyjnej, jak dzieje się np. w Niemczech. Tamtejsza Konstytucja w artykule 87e stwierdza, że koleje żelazne, wraz z opisem chronionych funkcji, są własnością państwa. Również inne strategiczne usługi, takie jak poczta, transport powietrzny i telekomunikacja, są chronione odpowiednio, w artykułach 87d i 87f. Tym samym skandaliczna i lekkomyślna prywatyzacja PKP Energetyka nie mogłaby się tam zdarzyć. Nie warto nawet wspominać o „prywatyzacji” Telekomunikacji Polskiej przez sprzedanie jej państwowej telekomunikacyjnej spółce francuskiej.

Zakaz przekształcenia własnościowego państwowych zasobów naturalnych byłby bardzo ważnym uzupełnieniem Konstytucji. Dlaczego? Wystarczy popatrzeć na przykład bankrutującej Grecji. Pomoc w spłacie długu publicznego jest uzależniona od prywatyzacji zasobów naturalnych i strategicznej infrastruktury. Powinno się konstytucyjnie uniemożliwić prywatyzację wody pitnej, ziemi rolnej, rzek, dróg czy portów – oraz zapewnić ich prospołeczne, zrównoważone i odpowiedzialne wykorzystanie w harmonii z ekosystemami.

Art. 22

1. Ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny i społeczny oraz bezpieczeństwo ekonomiczne Rzeczpospolitej Polskiej.

2. Rzeczpospolita Polska wspiera konkurencyjność polskiej gospodarki oraz zrównoważony i odpowiedzialny rozwój gospodarki opartej na wiedzy.

3. Rzeczpospolita Polska współkształtuje polskie rynki, uniemożliwiając powstawanie prywatnych i prywatno-publicznych monopoli, oligopoli i zmów kartelowych.

4. W interesie społecznym i publicznym Rzeczpospolita Polska dąży do kontroli nad naturalnymi monopolami na szczeblach lokalnym, regionalnym i krajowym.

Warto sprecyzować kwestie związane z kartelami, monopolami, oligopolami czy dumpingiem. Globalne korporacje mają tak wielki efekt skali, że mogą przez lata dusić polską konkurencję dumpingowymi cenami i zajmować dominującą pozycję na rynku (np. Velux kontra Fakro na rynku okien dachowych).

Innym problemem jest to, że globalna korporacja może mieć w Polsce np. 5% globalnego dochodu, ale cała jej siła może być wykorzystywana do zdominowania polskiego rynku. Tym samym np. kary za nadużywanie dominującej pozycji, jeśli to prawnie możliwe, powinny być wyliczane od globalnego procenta obrotu całej korporacji, a nie tylko jej polskiej gałęzi. Innym problem są oligopole ukryte, np. wielkie globalne fundusze inwestycyjne kontrolują setki marek, które formalnie nie są od siebie w Polsce zależne, ale mają ogromny potencjał zdominowania rynków i zaistnienia zmów kartelowych. Warto spojrzeć na poniższy diagram:

diagram-korporacje

Kolejna sprawa to oligopole w łańcuchach dostawczych, kontrolujące polskie małe i średnie firmy, np. w handlu detalicznym. To kluczowe zagadnienia dla mozolnego odkręcania neokolonialnej postaci polskiej ekonomii. Aby zrozumieć skalę ryzyka, warto poczytać np. o funduszu inwestycyjnym Blackrock i rzucić okiem na jego wpływy.

wplywy-blackrock

Czy wpływy w niemieckiej gospodarce:

Twitter: w styczniu 2013 – 80 mln dolarów.
Telekom: 3,34%
Thyssen-Krupp: 4,96%
Siemens: 5,01%
Deutsche Post: 5,01%

Warto też zdawać sobie sprawę, że BlackRock to nie wyjątek wśród funduszy inwestycyjnych. Roczny PKB Polski to zaledwie około 20% aktywów BlackRock.

Nie zrobiłem tego w art. 22, ale warto się zastanowić, czy nie dodać punktu, że jedna firma, fundusz, holding czy firmy powiązane kapitałowo mogą posiadać np. maksymalnie 1% polskiej gospodarki, 2% stu największych polskich przedsiębiorstw, 3% tysiąca największych polskich przedsiębiorstw. Zminimalizowałoby to ryzyko przejęcia kontroli przez globalnych gigantów zbyt dużej części polskiej gospodarki. To trudny temat do wyliczenia i sformułowania. Ale taka konstytucyjna podstawa prawa antymonopolowego, antykartelowego i antyoligopolowego byłaby na pewno w interesie społecznym i publicznym.

Art. 23

1. Podstawą ustroju rolnego państwa jest gospodarstwo rodzinne. Zasada ta nie narusza postanowień art. 21 i art. 22.

2. Władze publiczne wspierają rozwój rolnictwa ekologicznego, odpowiedzialnego i zrównoważonego oraz spółdzielczy handel takimi produktami rolnymi. Szczegóły określa ustawa.

To bardzo ważny artykuł, który powinien być podstawą uniemożliwienia spekulacji ziemią rolną i przejmowania rolnictwa przez wielki kapitał i cudzoziemców. Liczne wyspecjalizowane mniejsze i średnie gospodarstwa są podstawą polskiego bezpieczeństwa żywnościowego.

Problem wspierania produkcji zdrowej żywności w czasach ekspansji GMO, ogromnej ilości chemii w rolnictwie i braku efektywności wykorzystywania zasobów (np. zużycie wody na jednostkę produkcji czy emisja metanu) warty jest punktu w Konstytucji. Jesteśmy tym, co jemy. I dlaczego nie wesprzeć handlu spółdzielczego takimi ekologicznymi produktami?

Art. 24

1. Praca znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej. Państwo sprawuje nadzór nad warunkami wykonywania pracy.

2. Kary za łamanie prawa pracy, w tym ograniczanie prawa do organizowanie się w związki zawodowe i rady pracownicze, są proporcjonalne do globalnego obrotu pracodawcy.

3. Przedstawiciele pracowników mają prawo do zasiadania w radzie nadzorczej przedsiębiorstw. Szczegółowe przepisy reguluje ustawa.

4. Rzeczpospolita Polska zapewnia urzędowi zajmującemu się kontrolą warunków pracy odpowiednie środki na skuteczne funkcjonowanie.

Patrząc na diagram 1 można ocenić, że rządzące partie nie za bardzo się postarały. Zdecydowanie artykuł ten powinien być rozbudowany. Pracodawcy powinni się bać łamać kodeks pracy, a strach mogą spowodować tylko odpowiednie kary finansowe, proporcjonalne do globalnego obrotu. Czemu wielki fundusz inwestycyjny ma móc się chować za łańcuszkiem firm i inwestycji? Warto też wspomnieć, że w Niemczech przedstawiciele pracowników mają prawo do zasiadania w radzie nadzorczej. Państwowa Inspekcja Pracy była do tej pory chronicznie niedofinansowana i bezzębna. Jest to tak ważny instrument sprawiedliwości społecznej, że być może zasługuje na wzmiankę w Konstytucji.

Art. 26

1. Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic.

2. Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli.

3. Roczny budżet Sił Zbrojnych wynosi przynajmniej 2% PKB, a od 2025 2,5% PKB.

W polskiej sytuacji geopolitycznej armia musi być dofinansowana i chodzić jak w zegarku. Dlatego Konstytucja powinna gwarantować minimum wydatków na obronę.

Ciąg dalszy nastąpi.

Grajmy w zielone! Ochrona środowiska a interes narodowy

Grajmy w zielone! Ochrona środowiska a interes narodowy

Ochrona środowiska, prawa zwierząt i kwestie zmian klimatycznych budzą w Polsce wiele kontrowersji. Środowiska prawicowo-konserwatywne zarzucają organizacjom proekologicznym „lewactwo” i postawę sprzeczną z polskim interesem narodowym. Konflikt związany z przebiegiem drogi przez cenną przyrodniczo dolinę rzeki Rospudy kwitowano w tych kręgach żartami o ochronie żab, a obecnie sporo kontrowersji budzą wycinki planowane w Puszczy Białowieskiej. Równocześnie zdarza się, że postulaty organizacji chroniących środowisko są – delikatnie mówiąc – niemożliwe do spełnienia lub ich zrealizowanie prowadziłoby w krótkim czasie do załamania się rynku pracy, bezrobocia i w konsekwencji zwiększenia siły antyekologicznych partii neoliberalnych.

Czy ochrony przyrody na pewno nie da się połączyć z interesem narodowym? Nie sądzę.

Odpowiedzialność za środowisko

Zarysowany tu konflikt wynika przede wszystkim z odmiennych systemów wartości. U podstaw stanowiska proekologicznego legło przekonanie, że ekonomia jest częścią społeczeństwa, a społeczeństwo stanowi część przyrody. Perspektywa dyskursu neoliberalnego zakłada coś wręcz przeciwnego: przyroda jest częścią społeczeństwa, a społeczeństwo jest częścią ekonomii. O wszystkim powinny decydować rynki, które w cudowny sposób doprowadzą nas do stanu idealnej równowagi.

Podejście neoliberalne jest korzystne dla dużego międzynarodowego kapitału, ponieważ pozwala mu czerpać zyski z rabunkowej eksploatacji zasobów naturalnych, zanieczyszczać gleby, wodę, powietrze, przyczyniać się do zmniejszania różnorodności biologicznej Ziemi. Faktyczne koszty ponoszą jednak lokalne społeczności, które tracą korzyści płynące z natury, a także cierpiące bezcelowo zwierzęta, poświęcane dla zysku. Natomiast stanowisko radykalnie ekologiczne stawia przyrodę na pierwszym miejscu – ponad potrzebami społeczeństw i ekonomii, co zresztą także może mieć nie najlepsze skutki polityczne.

Postaw jest jednak dużo więcej niż tylko te dwie. Warto zwrócić uwagę na trzy typy ustosunkowania się do tego problemu: utrzymanie status quo, reforma oraz transformacja.

Niniejszy tekst jest pisany z punktu widzenia sprawiedliwości środowiskowej (ang.enviromental justice), która moim zdaniem pozwala na modelowy zrównoważony rozwój i odejście od status quo opartego na działaniach odbywających się kosztem dobrostanu przyszłych pokoleń oraz odległych „obcych”. Odległy „obcy” to taki, który ponosi skutki neoliberalnego, niezrównoważonego rozwoju w postaci np. podnoszenia się poziomu wód morskich czy zmniejszania się zasobów wody pitnej. Skrajnym wynaturzeniem neoliberalizmu jest tzw. rasizm środowiskowy (ang. enviromental racism), który oznacza obciążanie uboższych społeczności kosztami środowiskowymi. Na przykład w USA toksyczne spalarnie śmieci znajdują się w większości w regionach zamieszkanych przez ludność kolorową, mimo że z formalnego punktu widzenia procedurom lokalizacji tych inwestycji nie da się niczego zarzucić. Innym przykładem jest przenoszenie „brudnej” części produkcji do krajów Trzeciego Świata, w których nie trzeba spełniać europejskich norm środowiskowych.

Według etyki środowiskowej przyroda ma wartość samą w sobie (ang. intrinsic value) i prawo do „rozkwitu” (ang. right to flourish). Ponieważ jednak w relacjach z człowiekiem nie może występować w obronie samej siebie, rolą odpowiedzialnego obywatela (ang.responsible citizen) jest bycie adwokatem przyrody i jej praw oraz angażowanie się w jej ochronę.

Oczywiście nie każdy podziela pogląd o potrzebie ochrony praw przyrody czy zwierząt. Jednak nie ulega wątpliwości, że proces rozszerzania ich przywilejów jest dynamiczny i podlega zmianom historycznym.

Jednocześnie należy podkreślić, że przyroda dostarcza człowiekowi wielu dóbr niezbędnych do egzystencji, m.in. w postaci czystego powietrza, jedzenia, lekarstw, wody pitnej itd. Pogorszenie jakości tych „usług” skutkuje konfliktami o dostęp do nich, chorobami, przedwczesną śmiercią. We wspólnym interesie człowieka i przyrody jest więc zrównoważony rozwój, który umożliwia przyrodzie utrzymanie stanu kwitnięcia, a człowiekowi daje możliwość realizacji sprawiedliwości środowiskowej (i społecznej), dobrostanu swojego, przyszłych pokoleń oraz tzw. odległych „obcych”.

Zaciekłymi wrogami takiego podejścia są beneficjenci rabunkowej neoliberalnej gospodarki, która przyczynia się do zmniejszenia różnorodności biologicznej, wymierania licznych gatunków zwierząt, zanieczyszczania powietrza i wód, cierpienia tubylczej ludności (np. w Ameryce Południowej z powodu masowej korupcji przy handlu ziemią czy przy wydawaniu koncesji górniczych) itd. Inaczej mówiąc, globalni superbogacze, właściciele międzynarodowych korporacji, inkasują zyski z tytułu nieponoszenia kosztów konserwacji czy rehabilitacji degradowanego przez nich środowiska, a są nimi obciążane lokalne społeczności. To samo ma miejsce w Polsce, czy to w wyniku presji zagranicznego i polskiego kapitału, czy z powodu braku właściwej edukacji w szkołach. Widać to począwszy od sporu o Puszczę Białowieską, a skończywszy na braku zrównoważonych reguł prawnych w urbanistyce, co skutkuje paskudną architekturą czy niszczeniem siedlisk zwierząt.

Wśród najważniejszych powodów, dla których stosuje się ochronę przyrody, trzeba wymienić przesłanki natury: estetycznej (rekreacyjne) – aby ją podziwiać i móc odpocząć; gospodarcze – aby pozyskiwać surowce i rozwijać gospodarkę; przyrodniczo-naukowe – aby badać gatunki dla młodszych pokoleń, tworzyć leki itp.

Spójrzmy na zagrożenia wynikające z degradacji przyrody z trzech perspektyw: ekosystemów, zwierząt i ludzi.

Ekosystemy

Ekosystemy zapewniają człowiekowi byt i decydują o naszym przetrwaniu ze względu na liczne „usługi”, które przyroda oferuje społeczeństwu. Najpowszechniej wykorzystywaną klasyfikację usług ekosystemów zaproponowano w Milenijnej Ocenie Ekosystemów, opracowaniu opublikowanym w 2005 roku. Szczególny nacisk położono w nim na związek między usługami ekosystemów a jakością życia (szczegóły w tabeli):

Podstawowe (siedliskowe) Tworzenie gleby, fotosynteza i produkcja pierwotna, cykl biogeochemiczny (obieg azotu, węgla, siarki, fosforu i in.), cykl hydrologiczny.
Zaopatrujące Żywność (produkty zwierzęce i roślinne, miód, zioła), woda, leki, trwałe materiały (drewno, włókna), paliwa, produkty przemysłowe (tłuszcze, oleje, wosk, guma, perfumy, barwniki), wzór do stworzenia analogicznych substancji syntetycznych, zasoby genetyczne.
Regulacyjne Regulacja klimatu, neutralizacja i rozkład odpadów, oczyszczanie gleb, powietrza i wody, kontrola erozji, procesy przenoszenia (np. zapylanie roślin), ochrona przed promieniowaniem UV, łagodzenie ekstremów pogodowych, kontrola rozprzestrzeniania się zarazków.
Kulturowe Rekreacja, turystyka, funkcja estetyczna i edukacyjna, inspiracja kulturowa, intelektualna, duchowa, spokój, wyciszenie, relaksacja, relacje społeczne, powiązanie z miejscem.
Potencjał przyrody do dostarczania usług zależy od stanu ekosystemów Ta podstawowa zależność pokazuje wyraźnie, że degradując środowisko, ograniczamy jego potencjał do dostarczania nam usług.

Tab. 1: Klasyfikacja usług ekosystemów (źródło: Milenijna Ocena Ekosystemów).

Tabelę 1 uzupełnia poniższy diagram:

tabelka

Ryc. 1: Usługi ekosystemów a jakość życia (źródło: http://uslugiekosystemow.pl/?q=baza-wiedzy/uslugi-ekosystemow/co-to-sauslugi-ekosystemow).

W wyniku niezrównoważonego rozwoju polskie ekosystemy podlegają powolnej degradacji, czego skutkami są: erozja gruntów rolnych, zanieczyszczenie rzek i jezior, niski stan zarybienia wód śródlądowych, zanieczyszczenie powietrza, nadmiar chemii w rolnictwie i żywności. Z tego powodu bardzo ważne są strategie ochrony i odtwarzania ekosystemów w ramach zrównoważonego rozwoju oraz ich wdrażanie, co zresztą nakazuje art. 5 Konstytucji RP: Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.

Kluczowym zagrożeniem dla polskiej przyrody jest nacisk zagranicznego i polskiego kapitału na prywatyzację usług ekosystemów, czyli np.:

  • próby umożliwienia prywatyzacji lasów, forsowane w sejmie latem 2015 roku;
  • dążenie do prywatyzacji zasobów wody pitnej i jej dystrybucji, np. przez Nestlé;
  • rolnictwo przemysłowe, które w porównaniu z rolnictwem rodzinnym bardziej degraduje ekosystemy, np. przez nadmierne stosowanie środków chemicznych, antybiotyków, zanieczyszczanie okolicznych wód, ziemi i powietrza, produkcję dużych ilości odpadów, zużywanie ogromnych ilości energii i wody na jednostkę produkcyjną, kolosalną emisję CO2 w hodowli bydła;
  • dążenie globalnych koncernów wytwarzających nawozy czy produkty farmaceutyczne dla zwierząt do tworzenia takich norm, by maksymalizować stosowanie nawozów czy antybiotyków i tym samym zwiększać własne zyski kosztem degradacji przyrody;
  • nacisk globalnych koncernów produkujących rośliny i zwierzęta modyfikowane genetycznie do otwarcia rynków na takie produkty. Dużym zagrożeniem są regulacje prawne, które sprawiają, że zmodyfikowane ziarna są chronione przez patenty, co uniemożliwia tradycyjne odkładanie części ziaren ze zbiorów na przyszłoroczny siew;
  • dążenie globalnych koncernów do prywatyzacji lasów, by móc tanio pozyskiwać drewno;
  • przenoszenie do Polski „brudniejszej”, ekologicznie szkodliwej części produkcji (w tym wytwarzania u nas „brudnych” półproduktów eksportowanych następnie do innych krajów, w których jest montowany produkt finalny), zatruwającej wodę, gleby czy powietrze;
  • budowa szlaków komunikacyjnych (drogi, koleje) bez uwzględnienia specyfiki lokalnej przyrody, np. szlaków migracyjnych zwierząt. Przykładem jest tu znany przypadek Rospudy;
  • niezrównoważone używanie i składowanie odpadów konsumenckich, rolnych i przemysłowych;
  • nieprzemyślane inwestycje w infrastrukturę energetyczną, jak budowa zapór;
  • brak rozsądnych norm urbanistycznych, co powoduje niepowetowane szkody krajobrazowe (np. turystyka niebiorąca pod uwagę ekosystemów) czy środowiskowe (np. budowa domów rozrzuconych w terenie, zamiast skoncentrowanej zabudowy, bez respektowania siedlisk zwierząt).

Można wysnuć wniosek, że głównym zagrożeniem dla przyszłości „usług ekosystemów” jest dążenie wielkiego kapitału do prywatyzacji i maksymalizacji zysków z tych usług. Uniemożliwia to zrównoważone korzystanie z zasobów przyrody, ułatwia natomiast nieponoszenie kosztów środowiskowych swojej działalności, takich jak odtwarzanie środowiska naturalnego. Innym zagrożeniem są nieprzemyślane inwestycje infrastrukturalne. Kolejnym – brak solidnych norm urbanistycznych narzucających harmonię z przyrodą. Każdy z punktów jest sprzeczny z interesem publicznym, społecznym i narodowym Polski.

Dobry bądź dla zwierząt

Etyka i prawo zaczynają coraz bardziej chronić zwierzęta przed niepotrzebnym zadawaniem im bólu i cierpienia.

Jeśli chodzi o dzikie zwierzęta, to nie krytykuję potrzeby regulowania ich populacji, wynikającej z braku dużych drapieżników, podobnie jak myślistwa samego w sobie. Natomiast nieakceptowalne są przypadki zwykłego bestialstwa, o których raportuje np. „Leśny patrol”. Powinny być one bezwzględnie ścigane i karane, podobnie jak nieetyczne praktyki polowań na ptaki, a de facto ich masakrowanie, jak dzieje się to np. na granicy Parku Narodowego Ujście Warty.

Bestialstwo przemysłowej hodowli zwierząt czy przemysłowych rzeźni przekracza wszelkie granice człowieczeństwa – wystarczy zobaczyć, w jakich warunkach hoduje się przemysłowo np. świnie, krowy, lisy na futro, kury czy ryby (łososie) albo jak się je uśmierca. Cywilizowane społeczeństwo powinno sprzeciwiać się okrutnym metodom hodowli i uboju. Kwestia wykorzystywania zwierząt do eksperymentów np. w przemyśle kosmetycznym to kolejny punkt wart odnotowania. Okrucieństwo tresury w cyrkach nie wymaga komentarza.

Głównym zagrożeniem dla zwierząt jest nieetyczne zadawanie im zbędnego bólu. Niestety nie istnieje u nas żaden zapis konstytucyjny, który odnosiłby się do ochrony zwierząt. Cywilizowany świat powoli to zmienia. W 1992 roku Szwajcaria wprowadziła do konstytucji zmiany, zgodnie z którymi zwierzęta są traktowane jako istoty żywe, a nie rzeczy. W 1999 roku Nowa Zelandia zapewniła podstawowe prawa pięciu gatunkom małp. Zakazano wykorzystywania ich w ramach doświadczeń i badań. Zostało to uznane za największy sukces w historii walki o prawa zwierząt. W 2002 roku Niemcy jako pierwszy kraj w Unii Europejskiej wprowadziły do konstytucji poprawki gwarantujące zwierzętom większe prawa. Równocześnie jednak niemiecki Sąd Konstytucyjny wyrokiem 1 BvR 1783/99 z 15 stycznia 2002 roku uprawomocnił możliwość rytualnego uboju zwierząt, który jest nie do pogodzenia z ich prawami.

Ludzie są ważni

Spójrzmy na niebezpieczeństwo wynikające z degradacji przyrody w Polsce z perspektywy człowieka. W zasadzie łączy się ono z opisanymi zagrożeniami dla ekosystemów i przemysłowego rolnictwa, w tym hodowli zwierząt.

Degradacja i prywatyzacja usług ekosystemów wpływają na zdrowie i koszt leczenia oraz na koszt dostępu do tych usług. Temat jest obszerny, więc poruszę tylko kilka przykładowych kwestii, dotyczących fatalnego wpływu na zdrowie i warunki bytowe człowieka.

a) Żywność wyprodukowana i transportowana w sposób niezrównoważony

Po pierwsze, import np. ładunku truskawek z Azji czy Ameryki Południowej do Polski oznacza ogromną emisję CO2. Brak jest jakichkolwiek opłat z tytułu zużycia energii w Azji i transportu morskiego tamtejszych produktów przez pół świata. Proceder ten ma oczywiście wpływ na zmiany klimatyczne oraz ich skutki, które są odczuwalne także w Polsce (susze, powodzie itp.), dodajmy do tego zatruwanie oceanów – brak tu surowych norm.

Żywność wyprodukowana przez rolnictwo przemysłowe (intensywne) jest naszpikowana chemią i negatywnie wpływa na zdrowie ludzi.

Zanieczyszczenie powietrza, gruntów i wody spowodowane rolnictwem tego typu, ale także – przenoszenie „brudnych” elementów produkcyjnych łańcuchów dostawczych do Polski, import starych aut z Zachodu oraz stosowanie gigantycznych ilości plastikowych opakowań w przemyśle żywnościowym, farmaceutycznym czy kosmetycznym również ma fatalny wpływ na nasze zdrowie. Coraz częstsze są choroby dróg oddechowych, nowotwory itd.

Rosnąca liczba konsumentów ma etyczne problemy z jedzeniem mięsa czy nabiału wyprodukowanych w sposób okrutny dla zwierząt, charakterystyczny dla hodowli i rzeźni przemysłowych. Brak informacji na ten temat w sklepach lub dane nieprawdziwe można uznać za straty moralne i celową dezinformację.

b) Zyski i koszty wynikające z braku zrównoważonego rozwoju

Kto przede wszystkim zarabia na niezrównoważonym rozwoju? Wielki kapitał różnych sektorów, takich jak rolnictwo przemysłowe, producenci żywności, nawozów sztucznych, lekarstw, prywatna służba zdrowia, instytucje finansowe (kredyty na coraz bardziej intensywne rolnictwo), sieci supermarketów, biotechnolodzy. Przeważnie są to potężne globalne korporacje lub instytucje inwestycyjne, w niewielkim stopniu powiązane z polskim kapitałem. Bywają natomiast dyskretnie powiązane z polską polityką – przez lobbing i inne zależności.

Koszty niezrównoważonego rozwoju ponosi społeczeństwo – choćby w wymiarze zwiększonych wydatków na leczenie, kosztów spowodowanych zwolnieniami chorobowymi w pracy, braku zdolności do pracy w zaawansowanym wieku. To znowu nakręca koniunkturę przemysłowi farmaceutycznemu czy prywatnej służbie zdrowia.

Kolejnym obciążeniem jest degradacja środowiska i klimatu. Dotyka ono nas wszystkich, a oznacza coraz niższy poziom usług ekosystemów oraz uspołecznianie finansowania ich ochrony i odtwarzania. Tym samym dochodzimy do interesu społecznego i publicznego, na które powinniśmy zważać, chroniąc przyrodę. Obydwa są istotne ze względu na nasze zdrowie i obciążenie budżetowe.

Inna kwestia to społeczne koszty potencjalnej prywatyzacji usług ekosystemów, czyli np. prywatyzacja lasów (co wpłynie na ich degradację lub wyższe koszty ich konserwacji), niekontrolowana sprzedaż gruntów rolnych, wymuszanie przez biznes opłat za darmowe usługi ekosystemów (prywatyzacja zasobów wody pitnej, patenty na ziarna czy rośliny), uzależnienie zdegradowanej ziemi rolnej od chemii (nawozy, pestycydy), brak bezpłatnego dostępu do lasów.

Już na tym etapie mogę się pokusić o stwierdzenie, że zajęcie się problematyką bezpieczeństwa ekologicznego leży w interesie społecznym, publicznym i narodowym Polski. Art. 74. Konstytucji RP nie pozostawia tu żadnych wątpliwości: 1. Władze publiczne prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom. 2. Ochrona środowiska jest obowiązkiem władz publicznych. 3. Każdy ma prawo do informacji o stanie i ochronie środowiska. 4. Władze publiczne wspierają działania obywateli na rzecz ochrony i poprawy stanu środowiska.

Kwestia bezpieczeństwa ekologicznego, czyli właśnie dostępu do wysokiej jakości usług ekosystemów, wraz z postępującą globalnie, lecz nierównomiernie, degradacją środowiska naturalnego i zmianami klimatycznymi będzie w przyszłości jednym z głównych powodów konfliktów zbrojnych. Konieczne jest zatem posiadanie przez Polskę bardzo sprawnych i skutecznych sił zbrojnych i sił obrony terytorialnej, zdolnych do szybkiej reakcji na nieoczekiwane zagrożenia hybrydowe. Jedną z iskier zapalnych konfliktu w Syrii była wieloletnia susza, zaostrzona zmianami klimatycznymi, która zmusiła 1,5 miliona mieszkańców obszarów wiejskich do przesiedlenia się do miast. To znowu przyczyniło się do wybuchu wojny domowej i do obecnej fali migracji do Europy.Dzisiejszy proces migracji i jego związek ze zmianami klimatycznymi powinien być bacznie analizowany przez strategów ds. bezpieczeństwa i obronności, ponieważ to dopiero przygrywka do tego, co będzie się działo w przyszłości.

Bezpieczeństwo ekologiczne i konkurencyjna gospodarka

Obecne ramy prawne de facto niezrównoważonego globalnego rozwoju są promowane przez globalne korporacje, mające gigantyczne przewagi konkurencyjne wynikające z „efektu skali”, czyli z masowej produkcji. Skutkiem jest rugowanie polskiej konkurencji, przeważnie małych czy średnich przedsiębiorstw różnych sektorów, począwszy od rolniczego czy przetwórstwa żywności, na handlu, przemyśle hutniczym, cementowym czy turystycznym skończywszy. Ma to bardzo negatywny wpływ na miejsca pracy w Polsce i zdolność polskiego kapitału do rozwoju.

Czy globalne koncerny mają jakąś piętę achillesową, mimo że ich interesy są dobrze chronione przez np. Światową Organizację Handlu i bilateralne Umowy o Wolnym Handlu? Oczywiście. Są nią ich bardzo skomplikowane, rozrzucone po całym świecie łańcuchy dostawcze oraz konieczność gwarantowania globalnych norm, co wspiera zyski z „efektu skali” i utrudnia lokalne specjalizacje. Stan taki ma kilka skutków.

Po pierwsze, utrzymanie go wymaga taniego i masowego transportu morskiego. Dlatego w dyskusjach o zmianach klimatycznych niemal nie mówi się o opłatach za emisję CO2czy o zatruwaniu oceanów ropą, do czego przyczynia się oceaniczna flota handlowa. Polski rolnik produkujący truskawkę płaci podatek od emisji CO2 w elektrowniach opalanych węglem kamiennym, ale już azjatycki producent truskawek nie płaci za CO2wyemitowane przez statek transportujący jego truskawkę z Oceanu Spokojnego nad Morze Czarne, nie wspominając o zatruwaniu oceanów ropą silnikową. Podobnie Wielka Brytania, importująca cement z Bangladeszu, nie płaci nawet grosza kosztów ekologicznych ani za produkcję energii, ani za transport produktu, a polska fabryka cementu – tak. To samo dotyczy np. transportu węgla kamiennego z Australii. Mówimy tu de factodumpingu ekologicznym.

Po drugie, łańcuchy dostawcze są tak skomplikowane i trudne do kontrolowania, że nawet gdyby globalne korporacje miały jak najwięcej dobrych chęci, nie są w stanie zagwarantować, że przy produkcji ich towarów nie mają miejsca procedery przestępcze, jak praca niewolnicza, praca dzieci, wykorzystywanie zysków poddostawców do finansowania konfliktów zbrojnych, gwałcenie praw tubylczych społeczności, np. ich praw własności ziemi. Stąd międzynarodowe instytucje, jak Bank Światowy, OECD, ONZ, UE, G7, ustalają różne normy, certyfikaty, poradniki czy plany (Cele Milenijne 2010, Plan Zrównoważonego Rozwoju 2030), ale są one bardziej świadectwem dobrych chęci i aktywnością PR-ową niż planem możliwym do pełnego zrealizowania. Brakuje globalnej instytucji o władzy kontrolnej i wykonawczej, a jak bez niej zapanować na problemem i procesami dziejącymi się w wielu państwach na raz? Strategiom brak też koordynacji, co nie znaczy, że nie należy ich wspierać. Jak bardzo skomplikowane są globalne łańcuchy dostawcze widać na przykładzie społecznego przedsiębiorstwa z Holandii, produkującego „etyczny” telefon komórkowy (www.fairphone.com). Telefon składa się z ponad 100 metali i minerałów. Po kilku latach firma jest w stanie monitorować przebieg procesu wytwarzania zaledwie… trzech z nich. W praktyce mówimy więc o faktycznym dumpingu socjalnym, a w wielu przypadkach o dumpingu przestępczym globalnych korporacji.

Wielotygodniowy transport żywności, np. mięsa, a potem zapewnienie jej długiej przydatności do spożycia wymagają ogromnych ilości konserwantów, które następnie spożywamy i w efekcie długofalowo podupadamy na zdrowiu. Brakuje sposobów skutecznej kontroli stosowania środków chemicznych oraz antybiotyków w rolnictwie przemysłowym. Aby żywność miała długi okres przydatności, ale wciąż była tania, wymaga pakowania w plastik, co ma dramatyczne skutki dla środowiska, np. wody, poważnie nim zanieczyszczonej. Za recykling takich opakowań czy ochronę przyrody nie płaci jednak producent, lecz całe społeczeństwo. Okrutne metody hodowli zwierząt obniżają koszty produkcji mięsa, choć nie mają nic wspólnego z etyką i wrażliwością na bezsensowne cierpienie. Można tu więc mówić o dumpingu etycznym.

Handel oceaniczny może być sparaliżowany wojną czy terroryzmem. Jeśli spora część produktów żywnościowych będzie sprowadzana do Polski tą drogą, zagraża to naszemu bezpieczeństwu żywnościowemu.

W wyniku pojawienia się międzynarodowych umów o „wolnym handlu”, podpieranych przez globalne, korzystne dla wielkiego kapitału normy, niezrównoważona produkcja wypiera zrównoważoną, co z czasem spowoduje, że coraz większej części społeczeństwa nie będzie stać na przykład na zdrowe jedzenie, które będzie coraz droższe. Ma to już miejsce w USA, a przejawia się otyłością uboższych warstw, jedzących przemysłowo produkowane niezdrowe jedzenie. Kolejnym zagrożeniem jest ryzyko pojawienia się wysokiego bezrobocia, spowodowane dumpingiem społecznym i ekologicznym. Także coraz więcej polskich firm, np. z sektora rolnego czy przetwórczego, zacznie upadać zamiast się rozwijać. Naraża to konkurencyjność polskiej gospodarki, w tym m.in. polskie bezpieczeństwo żywnościowe, społeczne i ekologiczne. Mam nadzieję, że nawet czytelnicy o poglądach prawicowo-narodowych zgodzą się, że zdroworozsądkowa postawa proekologiczna może się łączyć z bezpieczeństwem ekologicznym, które zaczyna być ważnym elementem polskiego interesu narodowego, publicznego i społecznego.

Oczywiście zwolennicy neoliberalnej ekonomii też uważają, że promują zrównoważony rozwój, jednak diabeł tkwi w szczegółach wdrażania tej idei. Mowa tu bardziej o pozorach niż o faktycznym naruszaniu interesów beneficjentów niezrównoważonego rozwoju, systematycznie obniżającego globalne bezpieczeństwo ekologiczne.

Jak te tezy można przekuć na korzyść Polski? Nasz kraj jest mało znaczącym graczem w skali globalnej. Kluczowa gra toczy się obecnie w kręgu krajów G7 i BRICS. Podstaw handlu morskiego nie da się zmienić bez zgody Chin, USA, Japonii, Kanady czy Australii, a zmiana status quo to ostatnia rzecz, na jaką się zgodzą, elity finansowe owych krajów zainwestowały bowiem w tym sektorze duże środki. Konkurencyjność najsilniejszych gospodarek zależy od taniego transportu oceanicznego, łączącego rozrzucone po świecie łańcuchy dostawcze. Nie oznacza to, że tych kwestii nie da się wykorzystać w interesie Polski oraz etyki środowiskowej.

Polski biznes pada ofiarą nieuczciwej konkurencji w wyniku opisanego już dumpingu ekologicznego i socjalnego, a dostęp do wielu rynków eksportowych jest utrudniony z powodu konkurencji wpływowych, zasiedziałych tam globalnych korporacji. Równolegle wiele państw i liczne organizacje społeczne i pozarządowe coraz silniej protestują przeciwko rabunkowej gospodarce globalnych gigantów. Tym samym Polska, nie mając tu specjalnego konfliktu interesów, mogłaby wspierać organizacje promujące zrównoważoną i odpowiedzialną globalną ekonomię i czerpać z tego w zasadzie same korzyści. Po pierwsze, pozwoliłoby to zwrócić uwagę, że to nie Polska jest istotnym emitentem CO2na osobę, lecz są nimi de facto konsumenci z najbogatszych krajów. To oni konsumują towary masowo importowane, wyprodukowane w krajach trzecich i transportowane do nich w sposób nieodpowiedzialny i niezrównoważony. Po drugie, przez wspieranie takich organizacji społecznych i pozarządowych Polska mogłaby zyskać wizerunek państwa (i faktycznie w inteligentny sposób się nim stać) walczącego z globalnym ociepleniem, z zanieczyszczaniem środowiska i z brakiem poszanowania praw człowieka. Po trzecie, wiele krajów (np. Afryki) ma dość pazernych korporacji i chętnie zacznie robić interesy z bardziej odpowiedzialnymi partnerami gospodarczymi, co otwiera nisze dla nowych kooperantów z Polski, choćby w górnictwie. Byłoby to po prostu zachowanie etyczne. To obiecujący kierunek, mogący przyczynić się do poprawienia międzynarodowej reputacji i wizerunku Polski jako kraju odpowiedzialnego i pozytywnie angażującego się w ważne sprawy świata. Pomogłoby to również wypełnić różne globalne nisze ekonomiczne, co miałoby wpływ na dobrej jakości zatrudnienie w polskich firmach.

Wprowadzając dobrze przemyślane normy zdrowotne, np. dotyczące żywności, a także restrykcyjną kontrolę ich stosowania, wraz z odpowiednimi karami, można poprawić konkurencyjność polskiej przedsiębiorczości produkującej na lokalny, polski rynek (tzw. lokalne łańcuchy dostawcze). Na przykład azjatycka truskawka czy czosnek, aby dotrzeć na nasz rynek, z powodu gorszych norm produkcyjnych i czasochłonnego transportu muszą zawierać więcej konserwantów. Dlatego zaostrzając normy do wyśrubowanego, zdrowego poziomu, który może osiągnąć tylko lokalna, ekologiczna produkcja, można wykluczyć z rynku takie niezdrowe produkty, które muszą zawierać więcej konserwantów, by przetrwać długą podróż. Ekonomia składa się właśnie z takich pojedynczych rynków produktów. Na przykład producenci czosnku w Polsce to zapewne kilka tysięcy rodzin, mających obecnie problemy wskutek importu taniego czosnku z Azji. Niestety, opór różnych sektorów gospodarki, których zyskowność zależy od ekologicznego i socjalnego dumpingu w produkcji, transporcie i zbycie żywności, byłby potężny. Mam tu na myśli szeroko pojętą gastronomię, zwłaszcza sprzedającą żywność o fatalnej jakości, jak McDonald’s, Burger King czy KFC, ale też np. sektor hotelowy, prowadzący przecież restauracje, oraz o masowych dystrybutorów żywności, jak Biedronka czy Lidl.

Polska może wprowadzać normy środowiskowe ostrzejsze od tych wymaganych przez prawo UE (art. 193 Traktatu UE). Tym samym można zaprowadzić obostrzenia, które posłużą zarówno ochronie środowiska, jak i – jako „przypadkowe” efekty uboczne – wspieraniu polskiej zrównoważonej konsumpcji i konkurencyjności polskiej gospodarki. Rolnictwo przemysłowe zużywa więcej chemii, wody i energii na jednostkę produkcyjną niż gospodarstwa mniejsze, rodzinne. Również tu można wprowadzić właściwe normy, które uczynią niezrównoważoną produkcję mniej konkurencyjną. Zdrowa żywność staje się coraz bardziej popularna w UE i z czasem mogłaby się stać znaczącym polskim towarem eksportowym.

Wspomniane pomysły są zgodne z kilkoma artykułami Konstytucji:

  • Art. 23. Podstawą ustroju rolnego państwa jest gospodarstwo rodzinne.
  • Art. 68. 4. Władze publiczne są obowiązane do zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska.
  • Art. 86. Każdy jest obowiązany do dbałości o stan środowiska i ponosi odpowiedzialność za spowodowane przez siebie jego pogorszenie. Zasady tej odpowiedzialności określa ustawa.

Wdrożenie ich powinno być elementem polityki innowacyjnej, np. w zakresie inteligentnych specjalizacji oraz promowania odpowiedzialnych i zrównoważonych modeli biznesowych dla różnych sektorów, co znów jest zgodne z art. 5 Konstytucji:Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.

Kwestie podwyższania norm konsumenckich czy środowiskowych należy zawsze dokładnie przeanalizować z punktu widzenia zgodności z prawem UE i prawem międzynarodowym.

Należy koncentrować się na odpowiedzialnej i zrównoważonej konsumpcji, co jest etyczne, zdrowe dla społeczeństwa, dobre dla miejsc pracy, dla polskich szans eksportowych, międzynarodowej reputacji Polski, dla bezpieczeństwa ekologicznego i przyszłych pokoleń.

Co jeszcze można zrobić?

Polska powinna tak uzupełnić Konstytucję, aby wzmocnić rolę bezpieczeństwa ekologicznego i uniemożliwić prywatyzację usług ekosystemów i strategicznych zasobów naturalnych (woda pitna, lasy, strategiczne rezerwy ziemi rolnej, kopaliny itd.) oraz podpisywanie pozwalających na to zagranicznych traktatów lub zobowiązań. Poza tym warto rozszerzyć art. 5 o zrównoważoną konsumpcję, by stosowny fragment brzmiał:…kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju i konsumpcji. Wzmocniłoby to mandat Polski w dyskusji o dumpingu socjalnym i środowiskowym. Bo właśnie niezrównoważona konsumpcja jest słabym punktem bogatych krajów.

Wraz z postępami wdrażania polityki zrównoważonego rozwoju można by stopniowo obejmować podwyższonymi normami ochrony środowiska coraz większe obszary, co dobrze wpływałoby na jakość usług ekosystemów w Polsce i na nasze bezpieczeństwo ekologiczne. Takie tereny, jak obszary sieci Natura 2000, parki narodowe, parki krajobrazowe czy rezerwaty przyrody, powinny być powiększane, ponieważ stanowią gwarancję, że następne pokolenia Polaków będą mogły się cieszyć przyrodą zachowaną w dobrym stanie. Stworzyłoby to odpowiednią podstawę do rozwoju coraz bardziej dochodowej ekoturystyki.

Tym samym warto wyciągnąć wnioski z konfliktu wokół Rospudy czy Puszczy Białowieskiej. Organizacje ochrony środowiska z całego świata tworzą dobrze zorganizowaną sieć, która potrafi zadawać potężne straty wizerunkowe i polityczne. Równocześnie, z perspektywy politycznej, organizacje te mogą stać się pożytecznym sojusznikiem Polski w wielu sprawach – od międzynarodowych negocjacji o różnorodności biologicznej po kwestie instrumentów zwalczania zmian klimatycznych. Nie do przecenienia jest także ich wpływ na globalną reputację Polski. Warto być z nimi w dobrych relacjach, zwłaszcza że są to po prostu pożyteczne organizacje.

Jeśli Polska na poważnie podjęłaby kwestię dumpingu socjalnego (niewolnicza praca, praca dzieci itd.), mogłaby nawiązać świetne relacje z bardzo wpływowymi organizacjami pozarządowymi wspierającymi prawa człowieka, zajmującymi się biedą i wykluczeniem. Warto, aby nasz kraj aktywnie zajął się kwestią Celów Zrównoważonego Rozwoju, które w 2015 roku przyjęła ONZ. To etyczne oraz korzystne dla konkurencyjności naszej gospodarki. Powinniśmy także zrobić krok naprzód na drodze ochrony praw zwierząt, zarówno dzikich, jak i hodowlanych. Uważam, że istnienie jednego artykułu na ten temat w Konstytucji RP nie jest w XXI wieku czymś niemożliwym. Pójście śladem Szwajcarii czy Nowej Zelandii mogłoby fantastycznie wpłynąć na globalną reputację Polski i przyczynić się do zmniejszenia okrucieństwa względem zwierząt.

Dzięki wspieraniu koncepcji zrównoważonej konsumpcji Polska mogłaby rozpocząć świadomą politykę innowacyjną jako formę inteligentnej specjalizacji w zakresie wspierania rozwoju polskich i lokalnych zrównoważonych łańcuchów dostawczych, np. żywności. Obecnie robią to ruchy oddolne, tworząc kooperatywy spożywcze czy spółdzielnie. Do tego celu należałoby stworzyć oznakowanie/symbolikę, których mogliby używać tylko sprzedawcy żywności wyprodukowanej w sposób zrównoważony według polskich norm, które jednak muszą być zgodne z prawem UE. Obecność takich oznaczeń na produkcie równałaby się możliwości bezpośredniej kontroli producenta przez klientów czy organizacje społeczne. Akcja taka wspierałaby także lokalne rolnictwo rodzinne. Odpowiednia fundacja finansowana przez państwo mogłaby ją promować, rozwijać i kontrolować, przydzielać oznaczenia i odbierać je. Taki model biznesowy pomógłby odpowiedzialnym obywatelom kupować zdrowe i etyczne jedzenie, co obecnie nie jest takie proste. Ponieważ ta gałąź przemysłu spożywczego rozwija się w całej UE, Polska mogłaby stać się ważnym producentem i eksporterem tego rodzaju żywności. Etykietkę tę z czasem można by przyznawać innym produktom, jak meble czy urządzenia domowe.

Odpowiedzialny i proekologicznie nastawiony obywatel może być dobrym polskim patriotą, i na odwrót. Wymaga to jednak solidnej polityki państwa, która zaczynałaby się od postaw, czyli od edukacji, zmian w prawie i odpowiedniej strategii inteligentnych specjalizacji.

Marcin Malinowski

Zdjęcie w nagłówku tekstu fot. Tomasz Chmielewski