przez Łukasz Misiuna | wtorek 4 stycznia 2022 | opinie
10 grudnia 2021 Rada Ministrów przyjęła projekt rozporządzenia w sprawie usunięcia z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego enklawy o powierzchni 1,35 ha na Łyścu. Rządowe Centrum Legislacyjne poinformowało o tym na swoich stronach 13 grudnia. Dokument po podpisaniu przez premiera Mateusza Morawieckiego wejdzie w życie 14 dni później. Wciąż nie wiemy, czy premier podpisał dokument. Projekt ten narusza prawo.
Od kwietnia 2019 roku trwają rządowe prace zmierzające do usunięcia z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego niewielkiego fragmentu w szczytowej partii Łyśca. Kolejni ministrowie środowiska, a obecnie klimatu i środowiska (Henryk Kowalczyk, Michał Woś, Michał Kurtyka, Anna Moskwa) forsują tezę, jakoby 1,35 ha na Łyścu wraz z fragmentem zabytkowej zabudowy klasztornej utraciło wartości przyrodnicze i kulturowe. Tylko udowodnienie tej tezy może pozwolić na zmianę granic ŚPN w świetle prawa. Po usunięciu tego terenu z granic Parku przejdzie on w zarząd starosty kieleckiego, a następnie w jakiś sposób przekazany lub odsprzedany Zakonowi Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Oblaci jako zamieszkujący obiekt mają prawo do zakupu z bonifikatą.
Klasztor na Łyścu nie ma wartości
Usunięcie jakiegoś terenu z granic parku narodowego może nastąpić zgodnie z ustawą o ochronie przyrody wyłącznie w przypadku, gdy „bezpowrotnie utraci on swoje wartości przyrodnicze i kulturowe”. Od kwietnia 2019 roku podejmowałem wszelkie dostępne i zgodne z prawem wysiłki, aby zweryfikować tę tezę w odniesieniu do Łyśca. Powołałem zespół naukowców, przeprowadziliśmy badania pokonując utrudnienia, jakie stawiali przed naszym zespołem minister środowiska Michał Woś oraz dyrektor ŚPN Jan Reklewski. Wyniki badań zostały opublikowane w raporcie, który otrzymały wszystkie zajmujące się sprawą instytucje. Jednoznacznie wynika z niego, że teren przeznaczony do usunięcia z granic ŚPN nie utracił ani wartości przyrodniczych, ani kulturowych. Zmiany, jakie zaszły na Łyścu, nie mają też charakteru nieodwracalności. Tym samym nie istnieje ani jedna przesłanka, która pozwala na zmianę granic ŚPN w tym miejscu.
Kolejni ministrowie oraz dyrektor ŚPN nie uwzględnili tych ustaleń w swoich działaniach i decyzjach. Mimo wszystko jednak musieli się jakoś wobec nich zachować. Wytrychem – niezgodnym z prawem – jakiego użyli, jest koncepcja włączenia do ŚPN oddalonej od jego granic leśnej enklawy o umiarkowanych wartościach przyrodniczych o powierzchni ponad 62 ha pod wsią Grzegorzowice. Karkołomna logika ministra Wosia, który wpadł na taki pomysł, jest taka, że gdy w jednym akcie prawnym usuwa się mniejszy fragment i włącza inny, większy, to zapisy ustawy o ochronie przyrody nie mają zastosowania. Bo przecież obszar Parku zostaje powiększony, a nie pomniejszony. Jest to zwykła manipulacja, ponieważ pomniejszenie obszaru parku w jednym miejscu nie ma nic wspólnego z jednoczesnym powiększeniem powierzchni Parku w innym miejscu. To tak, jakby ktoś wyciął mi serce i jednocześnie przyszył np. głowę konia. Funkcjonalnie i medycznie to dwie zupełnie inne rzeczywistości i procedury.
Ważną rolę w procedurze łamania prawa miała Sekretarz Stanu Małgorzata Golińska, która argumentowała, że ocena wartości Łyśca to kwestia sporna, subiektywna i to w ministerstwie zostanie ona poddana ocenie. Sekretarz Stanu wykazała się tu całkowitą nieznajomością obszernej literatury naukowej omawiającej rzeczywiste wartości tego terenu. Poza tym przyznała w ten sposób, że jednak kwestia oceny wartości jest istotna i nie wystarczy wszczepić większego kawałka, aby wyciąć mniejszy.
Argument podnoszony przez dyrekcję ŚPN i powielany przez ministerstwo, a mówiący, że na Łyścu doszło do głębokich przekształceń o charakterze antropogenicznym, co doprowadziło do bezpowrotnej utraty wartości, jest bezprzedmiotowy i dowodzi czegoś zupełnie innego. Na Łyścu przekształcenia antropogeniczne sięgają czasów przedchrześcijańskich. Od czasów Piastów znajduje się tam kościół, obecnie klasztor. Znajdowały się tam więzienia carskie, sanacyjne i hitlerowskie. W roku 1939 Niemcy ciężko zbombardowali Łysiec. Jednak już w 1950 r. powołano tu Świętokrzyski Park Narodowy. Zrujnowana niemieckimi bombami góra była w lepszym stanie niż obecnie, po tym, jak przez 70 lat była objęta najwyższą formą ochrony w Polsce? I dopiero w 2019 ktoś zauważył, że doszło do rzekomo bezpowrotnej utraty wartości? Co w takim razie działo się pod zarządem obecnego dyrektora Jana Reklewskiego? Polscy patrioci, przyrodnicy i działacze społeczni, z prof. Władysławem Szaferem na czele, od roku 1908 zabiegali o objęcie Łyśca ochroną. W latach trzydziestych ubiegłego wieku prof. Szafer postulował utworzenie Muzeum Świętokrzyskiego Parku Narodowego w miejscu, gdzie obecnie się ono znajduje – w budynku, który chcą przejąć Oblaci. Ponadto chyba we wszystkich parkach narodowych w Polsce znajdują się obiekty związane z działalnością człowieka: kościoły, klasztory, drogi, parkingi oraz inna zabudowa. Nikt nie postuluje wyłączenia tego wszystkiego z granic parków narodowych.
Głos naukowców do kosza na śmieci
W kolejnych miesiącach batalii o wycofanie wadliwego projektu rozporządzenia głos zabrały najważniejsze organizacje pozarządowe, wyrażając sprzeciw i wykazując liczne niezgodności z polskim prawem. Dokument krytycznie ocenił Komitet Biologii Środowiskowej Polskiej Akademii Nauk, Instytut Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, Rada Naukowa Świętokrzyskiego Parku Narodowego, Państwowa Rada Ochrony Przyrody, a ostatnio w ramach procedowania dokumentu także sejmowa komisja prawnicza.
Krytyczne słowa publicznie wypowiedział ojciec Stanisław Jaromi, wzywając Oblatów do zaniechania działań na szkodę Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Po kilku dniach burzy złagodził znacznie swoją wypowiedź i można przypuszczać, że stało się to na skutek presji, jakiej został poddany.
W październiku 2021 roku odbyła się konferencja naukowa prezentująca najnowsze wyniki badań na Łyścu. Mimo zaproszenia nie pojawili się na niej przedstawiciele ministerstwa klimatu i środowiska, dyrekcji ŚPN ani zakonników.
Powstała petycja wzywająca do zaprzestania bezprawnych działań wobec ŚPN, która podpisało 38 000 Polek i Polaków. We wrześniu 2021 został wysłany apel do premiera Morawieckiego. Kilka tygodni temu poinformowaliśmy w liście papieża Franciszka o sprawie i poprosiliśmy o jego interwencję. Sprawą od dawna zajmuje się Najwyższa Izba Kontroli.
Ile zapłacą?
Oblaci na Łyścu pojawili się w latach trzydziestych XX wieku. Zasiedlili klasztor. Od tamtego czasu czynią starania o przejęcie obiektu, który jest własnością Skarbu Państwa. Dotychczas żaden rząd nie zgodził się na przekazanie Oblatom tego terenu. Dopiero minister Jan Szyszko złożył Oblatom obietnice szybkiego obdarowania ich własnością państwową. Poseł Przemysław Gosiewski był rzecznikiem interesu Oblatów w tamtym czasie. Jego śmierć zatrzymała ten proces. Kolejnym świętokrzyskim reprezentantem zakonników w ministerstwie został ówczesny członek zarządu województwa świętokrzyskiego, a dziś poseł – Mariusz Gosek. Lobbował on na rzecz zakonników, tłumacząc to w ten sposób, że jako „Polak-Katolik” spotyka się z superiorem zakonu Marianem Puchałą, ministrami oraz dyrektorem ŚPN Janem Reklewskim. W tamtym czasie także poprosiłem o takie spotkanie, jako Polak-Obywatel zatroskany o losy Skarbu Państwa i bezcennego dziedzictwa kultury i przyrody świętokrzyskiej. Nie otrzymałem możliwości lobbowania w tej sprawie.
Nie całkiem jasna w tej sprawie jest rola świętokrzyskiego posła PiS Krzysztofa Lipca. W kuluarach mówi się, że wykonał dużą robotę, aby Oblaci dostali Łysiec. Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz dyrekcja ŚPN pytane przeze mnie pisemnie o spotkania z posłem Lipcem odpowiedziały, że do takich nie dochodziło w tej sprawie. Jednocześnie widywałam posła na Łyścu kilkakrotnie, a także pod siedzibą Ministerstwa Klimatu i Środowiska w dniu, w którym zorganizowaliśmy w Warszawie barwny korowód, który przeszedł spod Pałacu Kultury pod ministerstwo. Tam nowej ministrze Annie Moskwie wręczyliśmy petycję podpisaną przez 38 000 Polek i Polaków oraz tekturowego jelenia z krzyżem świętokrzyskim. W nadziei, że się nim zaopiekuje.
Jak widać, superior zakonu Oblatów Marian Puchała skutecznie znalazł polityczną niszę głównie w postaci polityków Solidarnej Polski, którzy postanowili obdarować na Gwiazdkę zakonników własnością wszystkich Polaków.
Do początku 2021 roku zarówno ministerstwo, jak i sami Oblaci zaprzeczali, jakoby teren po wyłączeniu miał stać się ich własnością. Choć było to oczywiste, bo podejmują tam liczne inwestycje i działania, w istotny sposób zmieniające zarówno stan przyrody, jak i zabytków. Dopiero latem 2021 w świetle licznych publikacji, interpelacji poselskich, apeli, informacji medialnych zakonnicy przyznali, że teren ten jest im potrzebny do budowy centrum turystyczno-pielgrzymkowego. Rzecznik Oblatów w oficjalnej wypowiedzi dla TVN stwierdził, że zakonnicy na Łyścu nie mają gdzie przyjąć gości na kawę. Zostałem przyjęty przez Mariana Puchałę w klasztorze i piłem z nim kawę. W każdym razie usunięcie kluczowego obiektu z granic ŚPN oraz rozmontowanie systemu ochrony przyrody w Polsce odbyło się, bo Oblaci na Łyścu uważają, że nie mają gdzie pić kawy ze swoimi gośćmi. Nieco żartuję, ale to jest wstrząsające. Na życzenie jednej z grup religijnych został zaangażowany aparat państwa. Ile to kosztowało? Co do kosztów: 23.12.2021 dyrekcja ŚPN udzieliła mi informacji, że wartość dwóch z trzech działek przeznaczonych do usunięcia z granic ŚPN i podarowania Oblatom to 5 500 000 zł. Liczę na to, że zakonnicy zapłacą cenę rynkową.
Przemoc
Sprawa ta jest jeszcze jednym przykładem przemocy instytucjonalnej i użycia aparatu państwa do załatwienia prywatnych interesów. Sprawa ta otworzy drogę do podobnych aneksji na rzecz rozmaitych grup interesów w pozostałych parkach narodowych. To jest kamyk, który pociągnie lawinę.
Po podpisaniu projektu rozporządzenia przez premiera Morawieckiego musi upłynąć 14 dni, aby wszedł on w życie. Po tym czasie teren przejdzie w zarząd starosty kieleckiego. We wrześniu 2020 roku z inicjatywy dyrektora ŚPN został podpisany list intencyjny między nim, wojewodą i starostą, który reguluje sposób przekazania Oblatom 1,35 ha na Łyścu. Przypomnę, list był podpisany w czasie, gdy wszyscy, łącznie z Oblatami, zaprzeczali, że sprawa przemocowego pomniejszenia ŚPN ma cokolwiek wspólnego z nieuzasadnionymi roszczeniami zakonników.
Ostatnią procedurą, z jakiej mogę skorzystać, jest po podpisaniu przez premiera projektu rozporządzenia, skierowanie sprawy do Rzecznika Praw Obywatelskich. Ten powinien sprawę przekazać do Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ cała ta procedura narusza właśnie konstytucję. W grę wchodzą też zawiadomienia do Prokuratury, bo popełniono kilka przestępstw, jednak wydaje się, że w obecnej sytuacji politycznej jest to bezcelowe i zamknie szansę na dochodzenie sprawiedliwości w przyszłości.
Łukasz Misiuna
Autor na naszych łamach prezentuje sprawę od kilku lat, w tym zamieścił tutaj pierwszy w Polsce artykuł opisujący ten problem:
Oblaci w lesie. Rząd zmniejszy Świętokrzyski Park Narodowy na rzecz Kościoła?
Park utraconych wartości (o kulisach planów zmniejszenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego)
Kamieni kupa. O utracie wartości kulturowych na Łyścu
Świętokrzyski Park Narodowy zostanie powiększony?
Ostatnia bitwa o zachowanie w całości Świętokrzyskiego Parku Narodowego?
Królestwo Barbarzyńcy. O planach zniszczeń kolejnych zabytków w Świętokrzyskim Parku Narodowym
Świętokrzyski Lunapark Narodowy
przez Łukasz Misiuna | środa 21 kwietnia 2021 | opinie
Właśnie mijają dwa lata od czasu, gdy były minister środowiska Henryk Kowalczyk, następnie były minister środowiska Michał Woś, obecny minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka oraz wciąż pełniący funkcję dyrektora Świętokrzyskiego Parku Narodowego Jan Reklewski pracują nad usunięciem z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego jego symbolicznego serca: fragmentu Łyśca z częścią pobenedyktyńskiego klasztoru. Sprawę obszernie opisywałem w cyklu artykułów. O sprawie pisali także dziennikarze innych mediów.
Park narodowy tworzy się w celu zachowania różnorodności biologicznej, zasobów, tworów i składników przyrody nieożywionej, walorów krajobrazowych, przywrócenia właściwego stanu zasobów i składników przyrody oraz odtworzenia zniekształconych siedlisk przyrodniczych, siedlisk roślin, siedlisk zwierząt lub siedlisk grzybów. W definicji nie ma nic o budowie farm fotowoltaicznych, wznoszeniu wież widokowych ani hoteli, parcelacji terenów czy oddawania ich fragmentów w użytkowanie związkom wyznaniowym. A takie są właśnie plany związane ze Świętokrzyskim Parkiem Narodowym. Plany Rady Ministrów, Ministra Klimatu i Środowiska, Dyrekcji Świętokrzyskiego Parku Narodowego, samorządów i posła Mariusza Goska z Solidarnej Polski.
Diabelski młyn
W ciągu tych niespełna dwóch lat mogliśmy być świadkami przedziwnych zachowań urzędników różnego szczebla, na czele z kolejnymi ministrami, ale nie wolno nam zapomnieć o szczególnej roli dyrektora ŚPN. Wszystko zaczęło się od słynnego oświadczenia dyrektora ŚPN Jana Reklewskiego, który na łamach kieleckiej Gazety Wyborczej stwierdził, że obszar Łyśca jest pozbawiony wartości przyrodniczych. To był pierwszy obrót diabelskiego młyna. W kolejnych miesiącach pojawiały się kolejne projekty rozporządzeń planujących wyłączenie z granic ŚPN najpierw ponad 5 ha na Łyścu, a obecnie 1,3 ha.
Wskutek silnego oporu środowiska przyrodników i naukowców, ale też polityków kilku partii, którzy słali interpelacje w tej sprawie, do dziś sprawa nie jest zamknięta. Ale jej procedowanie trwa.
Wśród szczególnych, wartych zapamiętania zachowań urzędników państwowych wysokiego szczebla kilka trzeba przypomnieć. Poza kompromitująca wypowiedzią dyrektora Reklewskiego to poseł Mariusz Gosek z Solidarnej Polski najbardziej zadziwił wszystkich. Na pytanie zadane przez Stowarzyszenie MOST z Kielc o to, w jakim charakterze, po co i czy za zgodą przełożonego spotyka się z dyrektorem ŚPN, ministrem środowiska i ojcem Marianem Puchałą, superiorem klasztoru na Łyścu, odpowiedział w oficjalnym piśmie, że nie musi mieć niczyjej zgody na takie spotkania oraz że spotyka się w charakterze katolika. Pan Gosek w tamtym czasie był członkiem zarządu województwa świętokrzyskiego.
W panteonie twórców nowych granic ŚPN jedno z ważniejszych miejsc zajmuje obecny wiceminister sprawiedliwości, a wcześniej minister środowiska Michał Woś. Ten człowiek, odpowiedzialny dziś za stanowienie prawa w Polsce, a wtedy za respektowanie prawa ochrony przyrody, nigdy nie odpowiedział na żadne pismo skierowane do niego w sprawie ŚPN. Minister Woś ogłosił latem 2020 konsultacje społeczne w sprawie projektu rozporządzenia, zaprosił do rozmów kilka wybranych przez siebie organizacji, nie odpowiedział nigdy na ich uwagi do projektu rozporządzenia, z dnia na dzień zorganizował spotkanie w ministerstwie, na które nie przyszedł, zarządził niezgodny z ustawą termin składania uwag, po czym w ostatnim dniu swego urzędowania ogłosił własny projekt rozporządzenia dotyczący zmian granic ŚPN, w którym umieścił ważną zmianę w stosunku do poprzedniego projektu. Zawarł w nim zapis mówiący o włączeniu w granice ŚPN ponad 60 ha izolowanej enklawy leśnej pod Grzegorzowicami. Woś zmianę tę ogłosił tuż przed wyborami prezydenckimi. Wizytował wtedy Łysiec z prezydentem Andrzejem Dudą i dyrektorem ŚPN oraz Marianem Puchałą, superiorem klasztoru. Zabieg ten w oczywisty sposób był związany z kampanią wyborczą i miał prawdopodobnie na celu przekonanie opinii publicznej, że przecież 1,3 ha za 60 ha to dobry deal. Miał on jednak dużo poważniejsze konsekwencje, bo obecnie minister klimatu i środowiska piórem sekretarz stanu ministerstwa, Moniki Golińskiej, twierdzi, że zapisy ustawy o ochronie przyrody dotyczące warunków zmniejszenia powierzchni parku narodowego, nie stosują się. To jest najbardziej szalony obrót diabelskiego młyna i uważajcie, co czytacie. Pani Golińska w jednym z pism stwierdziła, że ŚPN nie jest zmniejszany, lecz powiększany i nie ma potrzeby badania wartości przyrodniczych i kulturowych fragmentu wyłączanego z granic parku. Oznacza to mniej więcej, że jeśli ktoś ukradnie ci rodowy klejnot po prababci, który jest bezcenny, ale da w zamian np. skrzynkę pełną pierścionków z odpustowej strzelnicy, to nie możesz się czuć okradziony – bo przecież podobno zostałeś obdarowany.
Trzeba tu przypomnieć, że w świetle polskiego prawa, aby zmniejszyć powierzchnię parku narodowego, czyli wyłączyć z jego granic jakiś fragment, należy wykazać bezpowrotną utratę wartości przyrodniczych i kulturowych tego fragmentu. Zresztą właśnie dokładnie to głosi dyrektor ŚPN oraz to pierwotnie głosił projekt rozporządzenia byłego ministra środowiska Henryka Kowalczyka. Skoro jednak nie udało się tej utraty wykazać, bo zespół przyrodników opublikował raport z wynikami badań, które na tym niewielkim kawałku 1,3 ha wykryły kilkanaście zagrożonych wymarciem gatunków, trzeba było obejść ustawę. Raport z badań, który jednoznacznie wykazuje, że 1,3 ha na Łyścu posiada unikalne wartości kulturowe i przyrodnicze można przeczytać tutaj. Otrzymali go zarówno minister Kurtyka, jak i dyrektor Reklewski. Do dziś się do niego nie odnieśli.
Nie ostatnim, ale jakże efektownym obrotem diabelskiego młyna na Łyścu jest oficjalna wypowiedź sekretarz stanu w ministerstwie klimatu i środowiska, Moniki Golińskiej, o tym, że to ona zdecyduje, co jest wartością, a co nie jest. Oto słowa pani sekretarz i zapamiętajcie je, bo to coś bardzo mocnego: „Ustawa o ochronie przyrody nie definiuje pojęcia wartości przyrodniczych oraz kulturowych. Z uwagi na różnorodność przyrody oraz dóbr kultury, nie wydaje się możliwe ustalenie takich definicji. Pojęcia te będą podlegały indywidualnej ocenie w zależności od sprawy”.
Pani Golińska tym jednym zdaniem demoluje kilka ustaw, dorobek naukowy, system wartości Polaków oraz podważa wartość historii Polski. Ale też wykazuje się niebywałą ignorancją, bo przecież wartości te są zdefiniowane i opowiedziane w wielu miejscach przez wielu ludzi, a opowieść tę zaczął Gall Anonim. Kilkaset lat dorobku historyków, kilku królów, wielu mądrych ludzi – trafia za jednym zamachem do wora z bezwartościowymi śmieciami.
Baba z wąsami i clown
Bezprawne działania dotyczące Łyśca i planów jego usunięcia z granic ŚPN mają na celu pozbycie się tego dobra ze Skarbu Państwa, aby można je było odsprzedać, pewnie po preferencyjnej cenie, zakonnikom. To trzeba jasno powiedzieć. O nic innego tu nie chodzi i wszyscy to wiedzą, a cała proceduralna igraszka ma służyć jedynie znalezieniu prawnego sposobu na to. No ale tego sposobu nie ma.
Pod zarządem Jana Reklewskiego ŚPN ma jednak nie tylko opisany wyżej problem. Trudno powiedzieć, co powoduje Janem Reklewskim, ale i on postanowił swoimi pomysłami i działaniami podważyć najwyższe wartości Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Wycięcie Łyśca z jego granic to perła w koronie dyrektora. Ale są i inne plany. 24 listopada 2020 w „Gazecie Wyborczej Kielce” redaktor Grzegorz Walczak poinformował, że dyrektor Jan Reklewski ogłosił przetarg na 25-letnią dzierżawę działki z przeznaczeniem pod budowę farmy fotowoltaicznej. Do przetargu nikt się nie zgłosił. Działka przeznaczona przez Jana Reklewskiego do zabudowy solarną infrastrukturą jest własnością skarbu państwa w wieczystym użytkowaniu Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Jak informuje Gazeta Wyborcza „w sporządzonym operacie ewidencji gruntów do Planu Ochrony Świętokrzyskiego Parku Narodowego przy działce 654/4 (a zatem tej wystawionej w przetargu) jest informacja, że »proponuje się korektę polegającą na objęciu granicą ŚPN« m.in. tego terenu. Dokument przygotował Krzysztof Haczek z warszawskiego oddziału Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej”.
Okazuje się, że nie jest to zwykła działka, o której Jan Reklewski wypowiada się tak: „To dawne wyrobisko po kopalni w Rudkach. Taki grunt poprzemysłowy, który do niczego innego się nie nadaje. Leży poza granicami parku”. Na działce o powierzchni 4 ha o numerze ewidencyjnym 654/4 obręb Rudki znajduje się… rezerwat archeologiczny „Rudki” zlokalizowany w gminie Nowa Słupia w pobliżu miejscowości Rudki nad rzeką Pokrzywianką. Jest to najstarsza i zarazem jedyna znana w Europie poza granicami Imperium Rzymskiego głębinowa kopalnia rud żelaza. Kopalnia działała od I/II w. n.e. do 2. poł. III w. n.e. Złoże było też eksploatowane w czasach nowożytnych (XVIII i XIX w.) .
Na pytania w tej sprawie sekretariat ŚPN odpowiedział w mailu z dn. 14.11.2020 między innymi: „Inwentaryzacja przyrodnicza wykonana na potrzeby Planu Ochrony ŚPN nie wykazała na tej działce gatunków cennych przyrodniczo”. Wygląda na to, że dyrekcji ŚPN umknęło, że jest to rezerwat archeologiczny, chroniony prawem.
Stowarzyszenie MOST zapytało Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o to, czy wydawał zgodę dyrekcji ŚPN na budowę farmy solarnej na tej właśnie działce. W odpowiedzi z dn. 14.12.2020 czytamy: „Odpowiadając na wniosek o udostępnienie informacji publicznej z dnia 08.12.2020 r. (wpływ 09.12.2020 r.), w sprawie planów budowy farmy fotowoltaicznej na działce ewid. nr 654/4 znajdującej się w obrębie rezerwatu archeologicznego »Rudki«, zgodnie z Ustawą z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 1429 z późn. zm.), informuję, że Świętokrzyski Park Narodowy nie zwracał się z wnioskiem do Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Kielcach o zezwolenie na budowę farmy fotowoltaicznej na wskazanej działce”. 22.02.2021 Stowarzyszenie MOST otrzymało pismo od Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, a w nim informację, że Konserwator Zabytków z urzędu wszczął postępowanie kontrolne dotyczące przestrzegania i stosowania przepisów ustawy o ochronie zabytków. Dyrektor Świętokrzyskiego Parku Narodowego chyba nie zna wartości obiektów, którymi administruje i z łatwością i nonszalancją działa na rzecz ich zniszczenia lub usunięcia z granic parku.
Ewidentnie koncepcja zachowawczej ochrony parku narodowego to nie jest coś, co kręci Jana Reklewskiego. Gołoborza, przedchrześcijański wał kultowy, reliktowa roślinność i fauna, bór jodłowy, stary jak Polska klasztor, to nie są wystarczające atrakcje. Tej babie trzeba doprawić wąsy. Tą babą stała się Łysica. Drugi obok Łyśca symbol ŚPN. Wspaniała, masywna, mroczna góra, wyglądająca z odległości kilku kilometrów jak stara baba, bogini, wiedźma. To się nie może podobać. To trzeba poprawić. Jan Reklewski wymyślił, że na Łysicy, najwyższym szczycie Gór Świętokrzyskich, który wchodzi w skład Korony Gór Polski, postawi… wieżę widokową.
To się może wydawać ciekawe. Przecież w Górach Świętokrzyskich prawie nie ma rozległych panoram i wysokich punktów, z których można objąć spojrzeniem widnokrąg. No właśnie. Nie ma. Bo to góry niskie i kopulaste, a nie wysokie i strzeliste. To te właśnie warunki geologiczne ukształtowały charakter tutejszej przyrody, a ona tutejszych ludzi i ich charaktery i mentalność. Tak. Jesteśmy w Górach Świętokrzyskich przyzwyczajeni do łażenia po mrocznych, wilgotnych i chłodnych borach. Taka tu specyfika, że nie widzisz, co będzie za kolejnym zakrętem leśnej ścieżki. Budowa wieży na Łysicy wpłynie na krajobraz tej wspaniałej góry i całych Łysogór. Zwiększy presję turystyczną. A ta nie pozostanie bez znaczenia dla dzikiej przyrody. W niewielkiej odległości od Łysicy w 2016 roku stwierdzono pierwszy raz po długich latach obecność rysia, co zostało udokumentowane, potwierdzone przez krajowego eksperta, a materiał faktograficzny znajduje się w posiadaniu Stowarzyszenia MOST. Mały, pofragmentowany, poddany silnej presji park narodowy to nie jest dobre miejsce na stawianie wież widokowych, szczególnie w tak niezwykłym miejscu jak Łysica.
W katalogu absurdów do jakich dochodzi w Świętokrzyskim Parku Narodowym pozornie najmniej spektakularny, ale potencjalnie najbardziej dewastujący jest sposób traktowania Łyśca przez zakonników. Pośród licznych pomysłów niszczących zabytkową tkankę Księcia Gór trzeba powiedzieć o ogródku, który Oblaci założyli na Łyścu, w Świętokrzyskim Parku Narodowym, w obszarze Natura 2000 „Łysogóry”. Zakonnicy dokonali między innymi nasadzeń drzew na rozległej polanie oraz wprowadzili nawłoć, inwazyjny gatunek rośliny. Po stwierdzeniu 4 września 2020, że na Łyścu zakonnicy posadzili inwazyjną nawłoć, Stowarzyszenie MOST poinformowało o tym dyrekcję Świętokrzyskiego Parku Narodowego oraz Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. W piśmie z 18.09.2020 dyrekcja Świętokrzyskiego Parku Narodowego odpowiedziała: „Świętokrzyski Park Narodowy w dniu 09.09.2020 zwrócił się do Klasztoru Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej z żądaniem usunięcia z terenu Jałowych Łąk nawłoci, która jako gatunek obcy ma cechy inwazyjne i zagraża rodzimej florze (…). (…) nawłoć została usunięta i zutylizowana. Z przedstawionej informacji wynika, że nawłoć została wprowadzona dla ozdoby przez jednego z braci zakonnych, który nie miał świadomości destrukcyjnego wpływu tej rośliny na środowisko. Służby Parku potwierdziły usunięcie nawłoci”.
Zgodnie z art. 120 ust. 1 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody zabrania się wprowadzania do środowiska przyrodniczego oraz przemieszczania w tym środowisku roślin, zwierząt lub grzybów gatunków obcych. Gatunki inwazyjne należą obecnie do grupy trzech największych zagrożeń dla światowej bioróżnorodności.
To nie są wszystkie „atrakcje”, jakie dla zwiedzających Świętokrzyski Lunapark Narodowy zgotowali ministrowie, dyrekcja ŚPN i zakonnicy. Brakuje tu zlotów kilku tysięcy motocyklistów na Łyścu, policyjnej orkiestry dętej w tym samym miejscu czy pomysłu na zgromadzenie 120 000 pielgrzymów na 5 hektarach. Te „ambitne” plany pokrzyżowała pandemia.
Wyścig kwadryg i rzucanie sztyletami do żywego celu
W ciągu niemal dwóch lat rządowych planów zmniejszenia ŚPN o Łysiec, środowisko kieleckich przyrodników i aktywistów wykonało ogromną pracę, aby do tego nie dopuścić. Powstały liczne artykuły publicystyczne, raport z badań naukowych, dziesiątki pism, interpelacje poselskie, protest pod klasztorem, skargi do urzędów, apel podpisany przez naukowców, sprzeciw poparła między innymi Polska Akademia Nauk, złożono wniosek o kontrolę procedur do Najwyższej Izby Kontroli. W przygotowaniu są kolejne kroki prawne. Po drugiej stronie zaangażowany został aparat państwowy pracujący za pieniądze Polaków w sprawie, której celem jest odebranie Skarbowi Państwa jego własności, to jest własności Polaków i przekazanie jej związkowi wyznaniowemu za bezcen. Przy pomocy łamania polskiego prawa.
Nawet w czasach, gdy nie powstają parki narodowe ani nie da się ich powiększać, okazuje się, że Lasy Państwowe bez słowa sprzeciwu oddają ponad 60 ha lasu. W jakim innym przypadku leśnicy wyłączają z gospodarki 60 ha umiarkowanie ciekawego przyrodniczo lasu? W tej walce społecznicy dysponują wyłącznie własnym czasem, a decydenci majątkiem Polaków. Czy obok poświadczenia nieprawdy, przestępstwa urzędniczego i niegospodarności można będzie postawić jeszcze jakieś zarzuty?
Ekwilibrystyka i akrobatyka
Świętokrzyski Park Narodowy tylko jako całość stanowi unikat o najwyższych krajowych i międzynarodowych wartościach: „Gdyby uszeregować parki narodowe pod względem uzyskanych średnich wartości walorów przyrodniczych, to Świętokrzyski Park Narodowy razem ze Słowińskim plasują się na 7. pozycji w kraju, a według klasyfikacji IUCN (Światowa Unia Ochrony Przyrody), która wyróżnia 6 kategorii obszarów chronionych, ŚPN znajduje się w II, najwyższej kategorii obok takich obiektów jak np. Wielki Kanion” (Harabin 2000).
Upór i konsekwencja badaczy czyniących starania przez niemal pół wieku o objęcie ochroną całych Łysogór wraz z Łyścem jako perłą Świętokrzyskiego Parku Narodowego robi do dziś wielkie wrażenie. Ani niszczycielskie działania zaborców, ani czasy I wojny światowej i dewastacja klasztoru na Łyścu, ani okres sanacyjnego więzienia, ani nawet ciężkie bombardowanie przez Luftwaffe w 1939 roku, a później 6 długich lat II wojny światowej nie zniechęciły polskich naukowców-patriotów do objęcia ochroną Łysogór wraz z ich sercem, Łyścem. Następnie długie lata PRL również nie przyniosły wątpliwości co do konieczności ochrony Łysogór. Co więcej, czasy dzikiego kapitalizmu i III RP też nie doprowadziły do poddania w wątpliwość unikalnych wartości Łyśca jako integralnej części ŚPN.
Dopiero rządy Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski i trzech ostatnich ministrów środowiska (Henryk Kowalczyk, Michał Woś, Michał Kurtyka) poddały w wątpliwość sens 112-letnich zabiegów kilku pokoleń polskich naukowców i miłośników przyrody o zachowanie w całości Łysogór w ramach Świętokrzyskiego Parku Narodowego.
Łukasz Misiuna
Autor napisał powyższy artykuł w ramach projektu „#Korzenie. Projekt ochrony dziedzictwa przyrody i kultury Gór Świętokrzyskich” dofinansowanego przez program Aktywni Obywatele-Fundusz Krajowy.
przez Łukasz Misiuna | czwartek 25 marca 2021 | opinie
W 2008 r. powołano Spółkę Port Lotniczy Kielce S.A. Zadaniem Spółki jest „wybudowanie Regionalnego Portu Lotniczego w miejscowości Obice, gmina Morawica”. Obecnie prezydent miasta Bogdan Wenta zwraca się z prośbą do radnych miejskich o likwidację spółki. Likwidacja ma kosztować około 50 000 zł. Ile kosztuje rocznie funkcjonowanie spółki, która przez 13 lat istniała bez najmniejszego uzasadnienia? Bo lotnisko przecież nie powstało i nie powstanie, o czym wiadomo na pewno przynajmniej od 2013 r., gdy Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Warszawie uchylił w całości decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach budowy Regionalnego Portu Lotniczego Kielce, wydaną przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Kielcach. Następnie decyzję tę podtrzymał Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie. O sprawie pisałem tutaj.
Dlaczego lotnisko w Kielcach nie powstało?
Pomijając nierealistyczne i nieekonomiczne założenia całego pomysłu, które potwierdziła Komisja Europejska odmawiając finansowania go, podstawą wizji stworzenia lotnika było istnienie bogatego złoża wapieni na tzw. Kamiennej Górze niedaleko Obic. To właśnie eksploatacja tych złóż była głównym celem ówczesnego prezydenta Wojciecha Lubawskiego. Zyski dla miasta i firm miały być zapewnione dzięki zbytowi surowca mineralnego. A budowa lotniska miała zapewnić rynek zbytu.
Raport o środowiskowych oddziaływaniach na środowisko dla lotniskowej inwestycji zakładał, że konieczne jest zdjęcie około 1,6 m warstwy ziemi i torfu na powierzchni kilkuset hektarów. Następnie sprzedaż wapieni miała pozwolić na sfinansowanie budowy portu lotniczego i zapewnić wpływy dla miasta i inwestorów. Wybór lokalizacji koło Obic był powodowany nie racjonalnymi względami, lecz nierealistycznymi koncepcjami Wojciecha Lubawskiego i jego środowiska politycznego, a miejscową społeczność potraktowano całkowicie instrumentalnie. Trzeba dodać, że raport opracowany przez ekipę Lubawskiego był bezprawny, bo łączono w nim analizę dwóch inwestycji: budowę lotniska i właśnie uruchomienie kopalni wapienia. Na takie rozwiązanie nie zezwala prawo, co zostało potwierdzone przez GDOŚ i NSA.
Lubawski i jego ekipa nie interesowali się wartościami przyrodniczymi wybranego przez siebie terenu. Miasto kupiło ziemię za około 30 mln zł, prawdopodobnie po zaniżonej cenie, i wywłaszczyło z niej mieszkańców, a dopiero później zleciło wykonanie raportu oddziaływania na środowisko. Oznacza to, iż z góry założono, że dokumentację się „uszyje” pod plany, a nie plany pod rzeczywistość. Skutki tego sposobu myślenia pokutują w Kielcach do dziś i to nie tylko w sprawie Obic.
4 marca 2021 marszałek województwa świętokrzyskiego wraz z prezydentem Kielc oraz gminami Chmielnik i Morawica podpisali list intencyjny w sprawie Obic. Ma to być krok w celu utworzenia terenów inwestycyjnych na gruntach, na których miało powstać lotnisko. Miasto ma „oddać” marszałkowi Obice, a marszałek miastu – pozostałości po szpitalu na Langiewicza. W ani jednej wypowiedzi urzędników nie pada nawet słowo dotyczące prawa ochrony przyrody i przyrodniczych uwarunkowań lokalizacji pod Obicami.
Obszar „polotniskowy” pod Obicami leży na terenie Chmielnicko-Szydłowskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu, gdzie chroni się wyróżniający się krajobraz o zróżnicowanych ekosystemach pełniących funkcję korytarzy ekologicznych.
Stwierdzono tu między innymi 8 siedlisk wymienionych w Dyrektywie Siedliskowej UE (chronionych także prawem Unii Europejskiej) i ponad 70 gatunków grzybów, roślin, ryb, płazów, ssaków i ptaków oraz bezkręgowców zagrożonych wymarciem w skali Polski i Europy. Przyrodnicy dysponują szczegółową dokumentacją z rocznej inwentaryzacji. Podobnymi wynikami badań z wcześniejszego okresu dysponuje Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Kielcach. Wystarczy o nie zapytać.
Co teraz?
Skoro Miasto Kielce stać było na zakup 600 ha ziemi, posiadanie jej bez użytkowania przez 13 lat oraz na utrzymywanie za pieniądze kielczan przez 13 lat spółki miejskiej, która nie wykonała żadnej pracy, to z pewnością miasto stać teraz na podjęcie mądrej i odważnej decyzji.
Wydaje się, że jedną z najlepszych i najbardziej roztropnych decyzji, jaką można podjąć, jest decyzja o utworzeniu na tych terenach… rezerwatu przyrody. Wszystko pasuje. Jest porozumienie gmin, właściciela terenu i marszałka województwa. Trzeba zaprosić jeszcze wojewodę i RDOŚ. Badania są przeprowadzone, ale trzeba je uzupełnić i tu deklaruję, że mój zespół przyrodników wykona to dla miasta za darmo. Tak. Miasto nie zapłaci za to ani złotówki i to będzie pierwsza w historii tej sprawy sytuacja, w której kielczanie nie poniosą żadnych kosztów w związku z tym, że ktoś za ich pieniądze zakupił mokradła na wsi.
Ostatni rezerwat przyrody w naszym województwie powstał 10 lat temu. Czas najwyższy powołać nowy. Tereny pod Obicami to idealny kandydat.
Łukasz Misiuna
przez Łukasz Misiuna | wtorek 22 grudnia 2020 | opinie
Dyrektor Świętokrzyskiego Parku Narodowego Jan Reklewski najpierw uznał, że klasztor z początków Państwa Polskiego nie jest wartościowy i należy go usunąć z granic parku narodowego, a teraz, że można zniszczyć rezerwat archeologiczny z czasów Imperium Rzymskiego…
Dyrektor ŚPN ciężko pracuje na opinię człowieka, który nie widzi żadnej wartości w unikalnych zabytkach objętych ochroną konserwatorską. Mówimy o zabytkach, które znajdują się również pod jego prawną opieką. Na marginesie dodam, że nie widzi też wartości przyrodniczych tych miejsc, które tam bez wątpienia występują. Mogło się wydawać, że wojna wytoczona Świętokrzyskiemu Parkowi Narodowemu i jego unikalnym wartościom kulturowym, historycznym i przyrodniczym toczy się tylko na jednym, ciężkim froncie na Łyścu, o czym pisałem w „Nowym Obywatelu” już kilkakrotnie. W listopadzie 2020 r. Jan Reklewski otworzył jednak drugi front.
24 listopada 2020 w „Gazecie Wyborczej Kielce” redaktor Grzegorz Walczak poinformował [1], że dyrektor Świętokrzyskiego Parku Narodowego Jan Reklewski ogłosił przetarg na 25-letnią dzierżawę działki z przeznaczeniem pod budowę farmy fotowoltaicznej. Do przetargu nikt się nie zgłosił.
Działka przeznaczona przez Reklewskiego do zabudowy infrastrukturą solarną jest własnością skarbu państwa w wieczystym użytkowaniu Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, „w sporządzonym operacie ewidencji gruntów do Planu Ochrony Świętokrzyskiego Parku Narodowego przy działce 654/4 (a zatem tej wystawionej w przetargu) jest informacja, że »proponuje się korektę polegającą na objęciu granicą ŚPN« m.in. tego terenu. Dokument przygotował Krzysztof Haczek z warszawskiego oddziału Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej” [2].
Od kwietnia 2019 roku trwają prace ministerstwa klimatu i środowiska, a wcześniej ministerstwa środowiska, nad zmianami granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego [3]. Rządowy plan rewizji granic pierwotnie przewidywał wycięcie z granic ŚPN ponad 5 ha unikalnego przyrodniczo i kulturowo terenu na Łyścu. Na skutek działań Stowarzyszenia MOST, obywateli, polityków opozycji oraz innych organizacji pozarządowych obecnie procedowany jest projekt rozporządzenia mający wyciąć z Łyśca 1,3 ha oraz włączyć do parku ponad 60 ha lasu pod Grzegorzowicami [4, 5]. Ani dyrektor Reklewski, ani ministrowie Henryk Kowalczyk, Michał Woś i Michał Kurtyka nie skorzystali z możliwości włączenia do ŚPN tej 4-hektarowej działki, o której obecnie mowa w związku z fotowoltaiką.
Nie jest to zwykła działka. Jan Reklewski co prawda wypowiada się o niej tak: „To dawne wyrobisko po kopalni w Rudkach. Taki grunt poprzemysłowy, który do niczego innego się nie nadaje. Leży poza granicami parku” [6]. Warto przypomnieć, co dyrektor ŚPN mówił „Gazecie Wyborczej” o wartościach przyrodniczych na Łyścu: „Te wyłączone grunty od setek lat i tak podlegają urbanizacji. Nie przedstawiają istotnej przyrodniczej wartości, nie ma tam przedmiotów ochrony cennych dla parku” [7]. Tymczasem na działce o powierzchni 4 ha o numerze ewidencyjnym 654/4 obręb Rudki znajduje się… rezerwat archeologiczny „Rudki” zlokalizowany w gminie Nowa Słupia w pobliżu miejscowości Rudki nad rzeką Pokrzywianką. Jest to najstarsza i zarazem jedyna znana w Europie poza granicami Imperium Rzymskiego głębinowa kopalnia rud żelaza. Kopalnia działała od I/II w. n.e. do 2. poł. III w. n.e. Złoże było też eksploatowane w czasach nowożytnych (XVIII i XIX w.).
Na pytania w tej sprawie sekretariat ŚPN odpowiedział w e-mailu z dn. 14.11.2020 między innymi: „Inwentaryzacja przyrodnicza wykonana na potrzeby Planu Ochrony ŚPN nie wykazała na tej działce gatunków cennych przyrodniczo”. Wygląda na to, że dyrekcji ŚPN umknęło, że jest to rezerwat archeologiczny chroniony prawem…
Stowarzyszenie MOST zapytało Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o to, czy wydawał zgodę dyrekcji SPN na budowę farmy solarnej na tej właśnie działce. W odpowiedzi z dn. 14.12.2020 czytamy: „[…] informuję, że Świętokrzyski Park Narodowy nie zwracał się z wnioskiem do Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Kielcach o zezwolenie na budowę farmy fotowoltaicznej na wskazanej działce”.
Dyrektor Świętokrzyskiego Parku Narodowego nie dość, że nie zna wartości obiektów, którymi administruje, to jeszcze z łatwością i nonszalancją działa na rzecz ich zniszczenia i usunięcia z granic parku. To wszystko brzmi jak absurd, ale to się dzieje.
Łukasz Misiuna
Tekst powstał w ramach prowadzonego przez stowarzyszenie Most, z którym autor jest związany, projektu o nazwie „Korzenie. Projekt ochrony dziedzictwa przyrody i kultury Gór Świętokrzyskich” dofinansowanego w ramach Programu Aktywni Obywatele-Fundusz Krajowy.

Przypisy:
1. https://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,26541820,nie-ma-chetnych-do-budowy-farmy-fotowoltaicznej-w-poblizu-parku.html (dostęp:14.12.2020)
2. https://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,26541820,nie-ma-chetnych-do-budowy-farmy-fotowoltaicznej-w-poblizu-parku.html (dostęp: 14.12.2020)
3. https://dzikiezycie.pl/archiwum/2019/lipiec-i-sierpien-2019/zawal-w-sercu-lysogor (dostęp: 14.12.2020)
4. https://oko.press/minister-lasem-chce-placic-za-oddanie-zakonowi-cennej-czesci-swietokrzyskiego-parku-narodowego/ (dostęp: 14.12.2020)
5. https://obywatel3.macmas.pl/2020/10/11/ostatnia-bitwa-o-zachowanie-w-calosci-swietokrzyskiego-parku-narodowego/ (dostęp: 14.12.2020)
6. https://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,26541820,nie-ma-chetnych-do-budowy-farmy-fotowoltaicznej-w-poblizu-parku.html (dostęp: 14.12.2020)
7. https://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,24819600,rzad-skurczy-park-narodowy-aby-dac-zakonnikom-zabudowania.html (dostęp: 14.12.2020)
przez Łukasz Misiuna | niedziela 25 października 2020 | opinie
„Uruchomienie wydobycia złóż wapienia „Ruda Kościelna” w miejscowości Ruda Kościelna, gm. Ćmielów, eksploatacją powierzchniową w odległości zaledwie ok. 150 m od granicy obszaru kompleksu kopalń »Krzemionki«, będącego dobrem światowego dziedzictwa, oraz 25 m od kopalni krzemienia pasiastego »Księża Rola«, wpisanej do rejestru zabytków, będzie nie tylko jednoznacznym zaprzepaszczeniem prac kilku pokoleń archeologów, geologów i przyrodników, ale przede wszystkim będzie działaniem niezgodnym ze statutem dobra światowego dziedzictwa. Złamanie tych warunków może w konsekwencji doprowadzić do wykreślenia Krzemionkowskiego Regionu Prehistorycznego Górnictwa Krzemienia Pasiastego z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO” –
Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk, prof. dr hab. Marian Rębkowski
Pradziejowe kopalnie krzemienia pasiastego koło Ostrowca Świętokrzyskiego, tzw. Krzemionki, są zagrożone planami utworzenia kopalni wapienia pod Rudą Kościelną. Świętokrzyskie Kopalnie Surowców Mineralnych chcą rozpocząć eksploatację złoża zlokalizowanego w otulinie światowego obiektu UNESCO, w bezpośredniej bliskości obszaru Natura 2000 i rezerwatu przyrody. Aby to się stało, muszą odkupić teren od lokalnych biznesmenów. Inwestycja grozi utratą statusu obiektu UNESCO, zniszczeniem cennego zimowiska nietoperzy, zabytkowych kopalń, krajobrazu kulturowego oraz strategicznego zbiornika wód podziemnych. Pomysłowi sprzeciwiają się dyrekcja Krzemionek, mieszkańcy Rudy Kościelnej oraz środowisko naukowe w Polsce.
Dlaczego Krzemionki są unikatem na skalę światową?
W 1922 r. pod Ostrowcem Świętokrzyskim prof. Jan Samsonowicz dokonał niezwykłego odkrycia. W czasie swoich prac pod Krzemionkami natrafił na ślady prehistorycznych kopalń. W ciągu kolejnych lat odnaleziono tu około 4000 kopalń krzemienia pasiastego datowanych na okres ok. 3900–1600 lat p.n.e. Pole eksploatacyjne w Krzemionkach jest umiejscowione na obszarze wychodni wapienia górnojurajskiego. Ma ono kształt paraboli o długości 4,5 km i szerokości 20–200 m, a powierzchnię – ok. 78,5 ha. Większość szybów powstała w wyniku działalności górników w latach 2900–2500 p.n.e. Wytwarzane przez nich krzemienne siekiery były rozprowadzane w promieniu aż 660 km.
Ten niezwykły obiekt szybko stał się miejscem pielgrzymek archeologów kilku pokoleń, a następnie wielu turystów. Świetnie zachowane kopalnie wraz z krajobrazem kulturowym zostały uznane za jeden z najważniejszych tego rodzaju obiektów na świecie.
Walory archeologiczne współwystępują tu z przyrodniczymi. Zostało to docenione poprzez objęcie Krzemionek Opatowskich różnymi formami ochrony: 16 września 1994 r. zarządzeniem Prezydenta RP Krzemionki zostały uznane za Pomnik Historii Polski; powołano rezerwat przyrodniczy „Krzemionki Opatowskie” zarządzeniem Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa z dnia 27 czerwca 1995 r.; utworzono Obszar Chronionego Krajobrazu Doliny Kamiennej rozporządzeniem wojewody kieleckiego z dnia 29 września 1995 r.; powołano obszar Natura 2000 „Krzemionki Opatowskie” PLH260024 w 2011 r.; wpisano Krzemionkowski Region Prehistorycznego Górnictwa Krzemienia Pasiastego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO 6 lipca 2019 r.
Obecnie trwa proces powołania parku kulturowego, w którym biorą udział władze gmin Bodzechów, Ćmielów i Ożarów. Podpisały one list intencyjny w tej sprawie.
Niektóre z istniejących, znanych pól górniczych nadal czekają na przebadanie archeologiczne. Zostały rozpoznane przy zastosowaniu skanów laserowych i też są wpisane do rejestru zabytków. Tak właśnie jest w przypadku pól pod Rudą Kościelną.
Starosta Powiatu Ostrowieckiego Marzena Dębniak: „Zachowanie i ochrona dziedzictwa kulturowego, chociażby ze względu na jego znaczenie dla rozwoju cywilizacyjnego, stanowi jedno z podstawowych zadań państwa, co podkreśla Konstytucja RP”.
Splot warunków i światów Górnego i Dolnego
Niemal 100 ha pól pokrytych jest pozostałościami neolitycznej działalności górniczej. Archeolodzy dyrektor dr Andrzej Przychodni i Artur Jedynak z krzemionkowskiego muzeum wskazali mi, w czasie wizji terenowej, fragmenty narzędzi wykonanych przez pradziejowych górników, których pozostałości zwozi się na skraj uprawianych pól. W latach 60 XX wieku w tym miejscu potwierdzono obecność dużych złóż wapieni. Okazuje się jednak, że cała ta powierzchnia znajduje się w zasięgu Głównego Zbiornika Wód Podziemnych GZWP nr 420 Wierzbica-Ostrowiec. Wody podziemne znajdują się tu na głębokości około 30 metrów. Oddalone o niecały kilometr podziemia muzeum archeologicznego sięgają nawet 10 metrów w głąb ziemi, a stabilna i wysoka wilgotność powietrza, niezbędna do zachowania dobrych warunków mikroklimatycznych wewnątrz, zależy również od wód podziemnych. Taka wilgotność i temperatura są niezbędne do zachowania w dobrym stanie podziemnych chodników. Co więcej, podziemia neolityczne stanowią ważne lokalnie zimowisko nietoperzy, w tym gatunków wymienionych w Dyrektywie Siedliskowej. To oznacza, że niejako z automatu zimowisko to jest chronione na mocy prawa unijnego, ale też międzynarodowego porozumienia o ochronie nietoperzy Eurobats, którego sygnatariuszem jest Polska. Zimą 2019 r. zinwentaryzowałem nietoperze na terenie „Krzemionek Opatowskich”.
Uniwersytet Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie, Instytut Archeologii, dr hab. Piotr Łuczkiewicz: „Ten najstarszy, autentyczny, unikatowy w skali światowej obiekt z ziem polskich można porównać w skali rozpoznawalności z francuskim Lascaux czy brytyjskim Stonehenge. (…). Krótkowzroczne cele i zyski ekonomiczne nie mogą przysłonić wartości dumy polskiej archeologii oraz światowej spuścizny kulturowej”.
To, co znajduje się na powierzchni, jest zrozumiałe dla specjalistów albo po wyjaśnieniu. Na pierwszy rzut oka ta okolica to pola i lasy. Jednak kiedy już wiesz, na co patrzeć, zauważasz wszechobecne ślady życia i pracy ludzi z 4000–2000 r. p.n.e. To czasy starożytnego Egiptu, Mezopotamii, pierwszej ekwadorskiej ceramiki, tabliczek glinianych w Babilonii, ale też początek epoki Kalijugi w hinduizmie i buddyzmie, epoki końca znanego nam świata. To również czasy wynalezienia koła, koła garncarskiego, udomowienia konia i… wynalezienia piwa. Krzemionki są rówieśnikami Stonehenge. Ta świadomość pozwala nam zrozumieć, na co patrzymy. Na część globalnej całości wielkich kultur i cywilizacji, które uczyniły z dzikiego łowcy i koczownika człowieka współczesnego – istotę twórczą, religijną, innowacyjną i… w pełni społeczną. Kontakt z kopalniami, z podziemiami w Krzemiankach to doznanie mistyczne. Niby wiemy, że to tylko kopalnia „półdzikich” ludzkich istot, ale kiedy poruszamy się te 7–10 metrów pod ziemią, pamiętamy, że nie było tu światła elektrycznego, że górnicy rozświetlali chodniki ogniem, ozdabiali węglem ściany malując jakieś prawdopodobnie religijne znaki, zaczynamy czuć zapachy, słyszeć dźwięki, rozumieć trud tych istot, determinację i kunszt. Widzimy w białej toni kredowych ścian ławice buł krzemiennych i już sam ten widok kontaktuje nas z obszarami, których normalnie nie dotykamy. Zniszczenie krzemionek to zniszczenie możliwości kontaktowania się z tymi właśnie światami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Nieustanne schodzenie do tego podziemnego świata, ciężka praca narzędziami z poroży zwierząt, wydobycie urobku na światło dzienne, transport i produkcja narzędzi. Wielki, wspaniały cykl życia, pracy i śmierci ludzi współczesnych wielkiemu Egiptowi i Babilonii. Gdyby mieli internet, zamówienia byłyby realizowane tą drogą.
Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, Instytut Archeologii, prof. dr hab. Paweł Valde-Nowak: „Nie można (…) doprowadzić do naruszenia unikatowej, bezcennej substancji zabytkowej z systemem szybów i podziemnych wyrobisk a także widocznych na powierzchni terenu pozostałości szybów i hałd, kopalnia krzemienia w Krzemionkach Opatowskich jest jednym z nielicznych europejskich obiektów o takich cechach”.
Współczesność nie jest sentymentalna
Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego dla tego terenu został uchwalony 13.03.2003, czyli nie uwzględnia zarówno faktu powołania obiektu UNESCO, planów utworzenia parku kulturowego, jak i uchwalenia ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z dn. 2.07.2003 r. Zatem plan ten jest anachroniczny i wymaga pilnej aktualizacji. Co więcej, jest niezgodny z obowiązującym obecnie prawem i stanem wiedzy naukowej. Niestety dopuszcza eksploatację złoża wapieni, aczkolwiek nie obliguje do tego.
Jak napisał archeolog Artur Jedynak w opinii zatwierdzonej przez dyrektora Muzeum Ostrowieckiego z siedzibą w Krzemionkach „plan nie wypełnia również wymagań ochrony, które są konsekwencją wpisania Krzemionkowskiego Regionu Prehistorycznego Górnictwa Krzemienia Pasiastego na Listę światowego dziedzictwa UNESCO wraz ze wskazanymi tzw. strefami buforowymi dla objętych tym wpisem zabytków. W strefach tych wg zasad przyjętych w Wytycznych operacyjnych do realizacji Konwencji Światowego Dziedzictwa, par. 103-107 powinno się dążyć do wprowadzenia komplementarnych restrykcji prawnych lub zwyczajowych, nałożonych na sposób użytkowania i rozwoju tego obszaru w celu uzupełnienia ochrony dobra światowego dziedzictwa o dodatkową warstwę. W przypadku KRPGKP strefy buforowe, zgodnie z zasadami określonymi w cytowanych wytycznych, obejmują bezpośrednie otoczenie dobra, ważne widoki i obszary mające funkcjonalne znaczenie dla dobra i jego ochrony. Omawiany obszar jest elementem krajobrazu kulturowego ukształtowanego przez człowieka kilka tysięcy lat temu i zachowanego do dnia dzisiejszego oraz stanowi ważne świadectwo minionej epoki, którego zachowanie leży w interesie społecznym”.
Jak wspomniałem, teren ten podlega rozmaitej ochronie prawnej, zarówno krajowej jak i międzynarodowej, zarówno jako obiekt kultury, jak i przyrody o ponadprzeciętnych wartościach, porównywanych np. do słynnego Stonehenge. Trudno sobie wyobrazić, aby 100, 200 czy 500 metrów od Stonehenge ktoś utworzył kopalnię. W Polsce, w województwie świętokrzyskim, na taki pomysł wpadło dwóch ostrowieckich biznesmenów. Doprowadzili do uchwalenia MPZP dla terenu, którego stali się właścicielami. Wiedząc o istniejącym złożu i zapewne planując jego eksploatację.
Komitet Nauk Pra- i Protohistorycznych Polskiej Akademii Nauk, prof. dr hab. Sylwester Czopek: „Komitet Nauk Pra- i Protohistorycznych Polskiej Akademii Nauk wyraża głębokie zaniepokojenie informacjami na temat planowanej eksploatacji wapieni górnojurajskich w miejscowości Ruda Kościelna, gmina Ćmielów, w bezpośrednim sąsiedztwie rozległego, pradziejowego pola górniczego, na którym od około 4 tys. do 2 tys. lat p.n.e. człowiek prehistoryczny na wielką skalę wydobywał i przerabiał na narzędzia miejscowy krzemień, tzw. pasiasty. Po zapoznaniu się z dokumentacją planowanej inwestycji Komitet wyraża zdecydowany sprzeciw wobec przemysłowej eksploatacji wapienia w bliskim sąsiedztwie zabytkowej kopalni krzemienia”.
Co więcej, swoimi cennymi działkami zainteresowali Świętokrzyskie Kopalnie Surowców Mineralnych, które to przedsiębiorstwo jest spółką Skarbu Państwa. Tego samego państwa, które postanowiło w szczególny sposób chronić Krzemionkowski Region Prehistorycznego Górnictwa Krzemienia Pasiastego światowy obiekt UNESCO, rezerwat przyrody, obszar Natura 2000 i Pomnik Historii. Jest jasne, że zakład górniczy chce kupić te działki, aby eksploatować złoża, a nie żeby chronić pradziejowe świadectwa górnictwa.
Marszałek Województwa Świętokrzyskiego Andrzej Bętkowski: „Samorząd Województwa popiera starania Muzeum o zachowanie i zabezpieczenie w jak najlepszym stanie obszaru będącego pod ochroną konserwatorską i przedmiotem wpisu na Listę UNESCO oraz przychyla się do stanowiska Muzeum. Wszelkie czynności zmierzające do naruszenia obszaru chronionego należy uznać za nieprawidłowe i niepożądane. Dobra Światowego Dziedzictwa podlegają szczególnej ochronie i opiece przed utratą wyjątkowej i oryginalnej wartości”.
Napięcie rośnie
Od około roku rośnie napięcie wokół sprawy. Odbywają się spotkania z mieszkańcami Rudy Kościelnej, którzy protestują przeciwko planom utworzenia zakładu uciążliwego dla zdrowia i przyrody. Mieszkańcy podkreślają, że liczą na zyski z prowadzonej działalności turystycznej i przyrodniczej dzięki niezwykłemu i cennemu sąsiedztwu. Burmistrz Ćmielowa Joanna Suska, zapytana przez nas kilka miesięcy temu o stan procedowania sprawy, odpowiedziała w piśmie, że urząd nie zajmuje się tą sprawą. Oficjalnie nikt niczego nie zgłosił. Natomiast na spotkaniach ze społecznością lokalną przedstawiciele Świętokrzyskich Kopalni Surowców Mineralnych dość szczegółowo opowiadali o założeniach realizacyjnych i planach wydobycia. Szczegółowo, ale nierzetelnie, często dezinformując mieszkańców co do rzeczywistego wpływu tego rodzaju zakładu na zdrowie, mienie, krajobraz, zabytki i środowisko, a także strategiczne zasoby wód podziemnych. Co więcej, dyrekcja Krzemionek koresponduje polemicznie ze Świętokrzyskimi Kopalniami Surowców Mineralnych, które reprezentuje firma zajmująca się wykonywaniem raportów oddziaływania na środowisko (GeoEko Ochrona Środowiska i Planowanie Przestrzenne).
Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie, mgr Witold Migal: „Trzeba podkreślić, że wspomniane kopalnie objęte ochroną są dotychczas jedynymi na świecie, gdzie takie struktury odkryto i opisano. (…). W świetle obecnej doktryny konserwatorskiej nie uważa się aby jakiekolwiek czynniki ekonomiczne mogły być wystarczającą przesłanką dla niszczenia otoczenia obiektów o światowym znaczeniu, zarówno naukowym, jak krajobrazowym i turystycznym”.
Już na pierwszy rzut oka widać, że pomimo oczywistych, niepodważalnych wartości kulturowych i przyrodniczych, górnicy chcą rozpocząć eksploatację złoża, co z bardzo dużym prawdopodobieństwem przyniesie niepowetowane, trwałe i długoterminowe szkody w strategicznych zasobach wodnych, w świecie przyrody, w krajobrazie, w zdrowiu i mieniu mieszkańców. Proszę sobie wyobrazić około 80-hektarowy kamieniołom z ciężkim sprzętem i innymi maszynami, z siecią dróg technologicznych. A wszystko to… w otulinie światowego obiektu UNESCO, w bezpośrednim sąsiedztwie obszaru chronionego i kilkaset metrów od zabudowy mieszkaniowej. Taki absurdalny scenariusz wydaje się być niemożliwym. Pani burmistrz Ćmielowa pytana o zdanie odpowiada, że ważne jest dla niej dobro mieszkańców. Nie wiadomo jednak, jak to dobro rozumie i czy dopuszcza eksploatację tego złoża, a w konsekwencji utratę statusu obiektu UNESCO, konflikt i sprawę przed Komisją Europejską (z uwagi na wpływ kopalni na przedmioty ochrony obszaru Natura 2000), zniszczenie pradziejowych kopalni, dewastację unikalnego na skalę światową krajobrazu kulturowego oraz zniszczenie Pomnika Historii ustanowionego przez Prezydenta Polski?
Eksploatacja tych złóż doprowadzi do zakłóceń stosunków wodnych, co może grozić odwodnieniem okolicznych wiosek, zniszczeniem mikroklimatu podziemi, zimowiska nietoperzy, zapyleniem, dewastacją okolicznych, chronionych lasów, emisją spalin i hałasu.
Tak inwazyjna inwestycja naruszy wszystkie trzy filary konstytucyjnej zasady zrównoważonego rozwoju oraz unijną zasadę przezorności wyrażoną w Traktacie Europejskim, Dyrektywie Siedliskowej oraz ustawie z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska Art. 6. (Zasada zapobiegania i przezorności).
Żaden zysk z eksploatacji wapieni nigdy nie będzie w stanie zrekompensować trwałych strat kulturowych, przyrodniczych, społecznych i wizerunkowych dla Polski. Co prawda nie ma w Świętokrzyskiem wielu zakładów przemysłowych, ale zawsze można do nas przyjechać zobaczyć przemysłowe i religijne początki Europy i kupić je sobie, aby je zdewastować.
Łukasz Misiuna
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Krzemionki. Pawilon naszybowy „Wojciech” z rekonstrukcją otoczenia wyjścia z szybu 7/610, fot. Krzysztof Pęczalski
Artykuł powstał na podstawie analizy dokumentów będących w posiadaniu Stowarzyszenia MOST, wizji lokalnych, rozmów z osobami zaangażowanymi w sprawę, dostępnej literatury naukowej, doniesień medialnych.