Burmistrz przeciw UNESCO

Burmistrz przeciw UNESCO

Burmistrz gminy i miasta Ćmielów (woj. świętokrzyskie), Joanna Suska, ogłosiła w lokalnych mediach, że zarządzanej przez nią gminie grozi likwidacja. Według pani burmistrz powodem likwidacji gminy ma być istnienie Rudzkiego Parku Kulturowego, który powołała Rada Gminy Ćmielów w czasie, gdy burmistrzem była ta sama Joanna Suska. Rudzki Park Kulturowy (RPK) został powołany jako skutek zobowiązania się państwa do należytej ochrony obiektu światowego dziedzictwa UNESCO – Krzemionkowskiego Regionu Pradziejowego Górnictwa Krzemienia Pasiastego. W tle historii są inwestorzy i pomysł na uprzemysłowienie gminy poprzez realizację przedsięwzięć mogących doprowadzić do utraty statusu UNESCO przez ww. region. Światowy Komitet UNESCO stale monitoruje proces wprowadzenia właściwych form ochrony w otoczeniu dobra, w tym powołania i utrzymania parku kulturowego.

Krzemionki uzyskały status dobra UNESCO w 2019 roku. Są jedynym polskim obiektem tej rangi, chroniąc wartości archeologiczne unikalne w skali świata. To najlepiej zachowany i największy zespół pradziejowych kopalni krzemienia pasiastego na świecie. Status obiektu UNESCO nie daje jednak żadnej ochrony w polskim systemie prawnym. Krzemionki będące największym komponentem zespołu to także w części rezerwat przyrody „Krzemionki Opatowskie”, obszar Natura 2000 Krzemionki, zabytek archeologiczny i Pomnik Historii ustanowiony przez Prezydenta RP.

Cały region krzemionkowski składa się z czterech komponentów oddalonych od siebie o kilka, kilkanaście kilometrów (Krzemionki, Korycizna, Borownia, Gawroniec). Zawiera on pola górnicze, ośrodki przetwórstwa krzemienia pasiastego i osadę neolityczną, stanowiąc tym samym jedyny taki zespół na świecie. Region krzemionkowski jako całość to obiekt tej rangi, co piramidy egipskie lub Stonehenge. Poszczególne komponenty UNESCO oddzielone są od siebie obszarami wiejskimi i rolniczymi oraz drogami. Zachowały się tutaj zabytkowe układy urbanistyczne i ruralistyczne oraz liczne obiekty historyczne, archeologiczne i architektoniczne, tworzące ciekawy i warty ochrony krajobraz kulturowy. Elementem krajobrazu przyrodniczego, który oddziela od siebie komponenty UNESCO jest rzeka Kamienna ze swoją doliną, objęta ochroną jako obszar Natura 2000 Dolina Kamiennej. W okolicy znajdują się inne rezerwaty przyrody. Cały ten system przyrodniczo-kulturowych powiązań i zależności jest jedną z dwóch największych wartości województwa świętokrzyskiego (obok Świętokrzyskiego Parku Narodowego) i jednym z najważniejszych i najcenniejszych w Polsce, ale też w Europie.

Aby zapewnić, przynajmniej po części, ochronę otoczenia dwóch komponentów: Krzemionek i Borowni, wywiązując się tym samym (również częściowo) z deklaracji złożonej Światowemu Komitetowi UNESCO, powstał Rudzki Park Kulturowy. Park kulturowy jest ustawową formą ochrony zabytków. RPK został powołany uchwałą Rady Gminy Ćmielów w 2023 roku. Zgodnie z tą uchwałą, RPK powołuje się dla ochrony dziedzictwa kulturowego, historycznego oraz walorów przyrodniczo-krajobrazowych doliny rzeki Kamiennej. W jego granicach wprowadzono zakazy między innymi tworzenia kopalń, wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych i składowisk odpadów.

Pierwotnie w proces powołania parku kulturowego były zaangażowane władze gmin Bodzechów, Ćmielów i Ożarów. Podpisały one list intencyjny w tej sprawie, który Komitet Światowy uznał za deklarację wystarczającą dla podniesienia regionu krzemionkowskiego do rangi dobra UNESCO. Gminy Bodzechów i Ożarów nie podjęły działań w celu powołania parków na swoich terenach, zatem RPK stanowi jedyną z wprowadzonych zgodnie z deklaracjami formę ochrony, będąc przy tym tylko częścią pierwotnie postulowanego obszaru chronionego.

Uchwałą Rady Gminy Ćmielów RPK został zniesiony w marcu 2025 roku. Uchwałę znoszącą RPK uchylił wojewoda świętokrzyski jako pozbawioną podstaw prawnych. Jego stanowisko podtrzymał Wojewódzki Sąd Administracyjny. Ćmielowska rada złożyła o kasację wyroku WSA do NSA. Jest prawdopodobne, że rada z panią burmistrz podejmą kolejną próbę likwidacji RPK.

Przynajmniej od 2019 roku trwają spory administracyjne z jednej strony pomiędzy inwestorami a gminą, a z drugiej pomiędzy społecznością lokalną, organizacjami pozarządowymi i Muzeum Historyczno-Archeologicznym w Ostrowcu Świętokrzyskim (opiekującym się bezpośrednio obiektem UNESCO). Do tej pory w bezpośrednim sąsiedztwie UNESCO i rezerwatu planowano utworzenie kopalni wapienia o powierzchni ponad 100 ha (pisałem o tym: https://obywatel3.macmas.pl/2020/10/25/swiatowy-obiekt-unesco-zagrozony-budowa-kopalni/) oraz wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych z magazynami energii. W sprawie inwazyjnych inwestycji procedowano łącznie kilkanaście wniosków. Jak dotąd wszystkie te inwestycje nie doszły do skutku. Stało się tak dzięki współpracy Muzeum, społeczności lokalnej, organizacji pozarządowych i niektórych samorządowców oraz posłów. Ważną rolę odegrał Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Kielcach, nie uzgadniając możliwości realizacji inwestycji tak inwazyjnych wobec zabytków kultury i wartości przyrodniczych.

Presja inwestycyjna ciągle trwa i składane są kolejne wnioski. Inwestorzy są nieustępliwi, mimo kolejnych porażek. Skąd ich determinacja? Są dwa powody. Po pierwsze Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) dla tego terenu został uchwalony 13.03.2003. Nie wniesiono do niego istotnych zmian dotyczących powołania obiektu UNESCO i planów utworzenia parku kulturowego, ale też dotyczących zmiany ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym czy uchwalenia ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z dn. 23.07.2003 r. Zatem plan ten jest anachroniczny i wymaga pilnej aktualizacji. Co więcej, jest niezgodny z obowiązującym obecnie prawem i stanem wiedzy naukowej. Niestety dopuszcza on eksploatację złoża wapieni, jednakże nie obliguje do tego. Rada Gminy Ćmielów nie zajęła się uchwaleniem nowego lub modyfikacją istniejącego MPZP. Obecny ma już 22 lata. Rzeczywistość wokół zmieniła się radykalnie, również ta prawna.

Rada Miejska w Ćmielowie 6 marca 2024 roku podjęła uchwałę wskazującą, że plan ten jest nieaktualny. Obecnie Urząd Miasta i Gminy w Ćmielowie twierdzi, że MPZP jest aktualny. Burmistrz Suska uznała też, że Uchwała Rady Miejskiej ma jedynie charakter „opiniodawczy”, a nie wiążący. Jednak zgodnie z art. 32 ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz. U. z 2024 r. poz. 1130, 1907, 1940, z 2025 r. poz. 527, 680.) pani burmistrz musi między innymi dokonać analizy zmian w zagospodarowaniu przestrzennym gminy oraz uwzględnić wnioski o zmiany zapisów w MPZP. Następnie obowiązkiem burmistrz jest przekazanie wniosków i analiz dotyczących potrzeby zmian planistycznych. Następnie przekazuje je, po uzyskaniu opinii komisji urbanistyczno-architektonicznej, Radzie Gminy. Przynajmniej raz w czasie trwania jej kadencji. Na tej podstawie Rada Gminy podejmuje uchwałę w sprawie aktualności MPZP. W przypadku uznania MPZP za nieaktualny w całości lub części, Rada Gminy i burmistrz muszą zgodnie z ustawą podjąć działania mające na celu albo opracowanie nowego MPZP, albo jego aktualizację. Przy czym tryb prac w obu przypadkach jest identyczny, czyli przebiega jak przy opracowaniu i przyjęciu nowego MPZP.

Co ważne, Rada Miejska poprzedniej kadencji podjęła uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia planów miejscowych dla północnych obszarów gminy Ćmielów. Dałoby to możliwość aktualizacji MPZP, o którym tu mowa. Jednak pani burmistrz Joanna Suska jako organ wykonawczy nie podjęła działań mających na celu realizację przyjętych uchwał. Twierdziła, że gminy nie stać na takie opracowania. Rodzi się pytanie o to, jak zarządzana jest gmina Ćmielów, skoro nie stać jej na wywiązanie się z ustawowych obowiązków? Z tego udawanego impasu pani burmistrz mogła wyjść w prosty sposób. Zgłosili się bowiem do niej mieszkańcy z propozycją darowizny, dzięki której dało się opracować nowy MPZP. Pani burmistrz odpowiedziała na tę propozycję. Przekazała informację, że gmina może tę darowiznę wykorzystać w dowolny sposób. Niekoniecznie na sfinansowanie MPZP. Do niczego więc nie doszło.

Póki co udało się powstrzymać wspomniane plany inwestycyjne. Wykazano, że stanowią one, szczególnie plany związane z kopalnią wapienia, bezpośrednie zagrożenie dla neolitycznych kopalń oraz świata przyrody ożywionej. Wykazano też liczne uchybienia formalne opracowanego raportu oddziaływania inwestycji na środowisko. Poważnym zagrożeniem są też plany budowy kilku wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych z magazynami energii w przybliżonej lokalizacji. Farmy te miałyby zająć setki hektarów. I tu Muzeum Historyczno-Archeologiczne w Ostrowcu Świętokrzyskim we współpracy ze stowarzyszeniami „Krzemienna Dolina”, „Korycizna” i Stowarzyszeniem Społeczno-Przyrodniczym M.O.S.T. powstrzymało destrukcyjną presję inwestycyjną. Powołanie RPK miało służyć ochronie UNESCO przed tego rodzaju inwestycjami dewastującymi krajobraz, środowisko i życie społeczności lokalnej.

Niedawno gminę obiegła wiadomość, że inwestor domaga się na drodze formalnej odszkodowania za to, że nie wydano mu administracyjnej zgody na eksploatację złóż. Nie istnieje jednak obecnie droga prawna do domagania się odszkodowania i to, że inwestor na nią wstąpił – jest nadużyciem. To, że Gmina Ćmielów i pani burmistrz używa w swoich publicznych wypowiedziach jako straszaka, argumentu związanego z groźbą wypłaty odszkodowania, można rozumieć różnie. Być może jako manipulację, być może jako wyraz niekompetencji. Można też odnieść wrażenie, że pani burmistrz stawia się publicznie w roli ofiary, która ma wielki problem, bo na administrowanym przez nią terenie znajdują się światowy obiekt dziedzictwa UNESCO i park kulturowy. W przekazie medialnym gminy i jej burmistrza słychać skargę i bezsilność wobec sprzeciwu Muzeum, ministerstw, RDOŚ, polityków, samorządowców, organizacji pozarządowych i społeczności lokalnej wobec inwestycji dewastujących lokalny system prawny. Burmistrz Suska prezentuje się jako ofiara systemu prawnego – polskiego i międzynarodowego. Jej samo-rząd wyraźnie nie jest spójny z tym, co przyjęto powszechną zgodą i usankcjonowano.

Wracając do roszczeń o odszkodowanie; nie mają one podparcia prawnego z kilku powodów:

– ziemia jest rolna, użytkowana rolniczo (i dzierżawiona przez okolicznych rolników),

– potencjalny inwestor dzierżawi od nich część tej ziemi,

– istnieją pod tą ziemią udokumentowane złoża wapieni,

– MPZP, który powstał przed utworzeniem RPK, przewiduje możliwość eksploatacji złoża,

– MPZP uchwalono wiele lat przed utworzeniem tu obiektu UNESCO i RPK,

– eksploatacja złoża zagraża zbiornikowi wód podziemnych (znajduje się około 30 m pod powierzchnią ziemi w tej lokalizacji), które są źródłem wody pitnej dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi,

– eksploatacja złoża fizycznie zagraża istnieniu neolitycznych kopalń w Krzemionkach (wiek około 5000 lat),

– eksploatacja złoża z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do utraty statusu UNESCO,

– nikt nie ma koncesji na eksploatację złoża, bo taka koncesja nie istnieje.

Nie istnieje w związku z tym przedmiot sprawy, czyli eksploatacja, bo zasoby są w rękach Skarbu Państwa. Ani właściciel, ani dzierżawca nie mają praw do ich wydobycia. Ziemia jest użytkowana rolniczo i tyle na niej póki co można. RDOŚ w Kielcach odmówił uzgodnienia eksploatacji wapieni w tym miejscu.

W obronie regionu krzemionkowskiego stanęło środowisko polskich naukowców, ogłaszając swoje stanowiska w sprawie nieracjonalności i szkodliwości zamierzeń inwestycyjnych. Oto kilka z tych głosów, których zdaje się nie słyszeć lub nie rozumieć pani burmistrz:

„Uruchomienie wydobycia złóż wapienia Ruda Kościelna w miejscowości Ruda Kościelna, gm. Ćmielów, eksploatacją powierzchniową w odległości zaledwie ok. 150 m od granicy obszaru kompleksu kopalń Krzemionki, będącego dobrem światowego dziedzictwa, oraz 25 m od kopalni krzemienia pasiastego Księża Rola, wpisanej do rejestru zabytków, będzie nie tylko jednoznacznym zaprzepaszczeniem prac kilku pokoleń archeologów, geologów i przyrodników, ale przede wszystkim będzie działaniem niezgodnym ze statutem dobra światowego dziedzictwa. Złamanie tych warunków może w konsekwencji doprowadzić do wykreślenia Krzemionkowskiego Regionu Prehistorycznego Górnictwa Krzemienia Pasiastego z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO” – Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk, prof. dr hab. Marian Rębkowski (pismo z dn. 13.07.2020).

„Ten najstarszy, autentyczny, unikatowy w skali światowej obiekt z ziem polskich można porównać w skali rozpoznawalności z francuskim Lascaux czy brytyjskim Stonehenge. […] Krótkowzroczne cele i zyski ekonomiczne nie mogą przysłonić wartości dumy polskiej archeologii oraz światowej spuścizny kulturowej” – Uniwersytet Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie, Instytut Archeologii, dr hab. Piotr Łuczkiewicz (pismo z dn. 6.08.2020).

„Komitet Nauk Pra- i Protohistorycznych Polskiej Akademii Nauk wyraża głębokie zaniepokojenie informacjami na temat planowanej eksploatacji wapieni górnojurajskich w miejscowości Ruda Kościelna, gmina Ćmielów, w bezpośrednim sąsiedztwie rozległego, pradziejowego pola górniczego, na którym od około 4 tys. do 2 tys. lat p.n.e. człowiek prehistoryczny na wielką skalę wydobywał i przerabiał na narzędzia miejscowy krzemień, tzw. pasiasty. Po zapoznaniu się z dokumentacją planowanej inwestycji Komitet wyraża zdecydowany sprzeciw wobec przemysłowej eksploatacji wapienia w bliskim sąsiedztwie zabytkowej kopalni krzemienia” – Komitet Nauk Pra- i Protohistorycznych Polskiej Akademii Nauk, prof. dr hab. Sylwester Czopek (pismo z dn. 12.08.2020).

„Trzeba podkreślić, że wspomniane kopalnie objęte ochroną są dotychczas jedynymi na świecie, gdzie takie struktury odkryto i opisano. […] W świetle obecnej doktryny konserwatorskiej nie uważa się aby jakiekolwiek czynniki ekonomiczne mogły być wystarczającą przesłanką dla niszczenia otoczenia obiektów o światowym znaczeniu, zarówno naukowym, jak krajobrazowym i turystycznym” – Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie, mgr Witold Migal (pismo z dn. 30.07.2020).

Można odnieść wrażenie, że seria niepowodzeń inwestycyjnych w sąsiedztwie regionu krzemionkowskiego jest trudna do przełknięcia przez panią burmistrz Suską. Jakiś czas temu w lokalnych mediach rozpoczęła ona kampanię, która dezinformuje społeczność lokalną i która wprost wymierzona jest w RPK i region krzemionkowski. Administracyjne i medialne zachowania pani burmistrz są co najmniej niejednoznaczne, żeby nie powiedzieć – niespójne. Raz spotyka się ona ze społecznością lokalną, zapewniając, że jest „za UNESCO”, innym razem w mediach ogłasza, że UNESCO i RPK zagrażają… istnieniu gminy Ćmielów.

W związku z niepodjęciem się opracowania aktualnego MPZP dla północnej części gminy Ćmielów (tam, gdzie powstał RKP i tam, gdzie nie udało się dotąd zrealizować żadnej z planowanych inwestycji), pani burmistrz odmawia mieszkańcom realizacji różnych, prywatnych inwestycji w obrębie ich posesji. Ewentualnie wydaje decyzje akceptujące na przykład usunięcie drzew zagrażających domom czy liniom energetycznym, ale stawiając warunki, które dla zwykłego śmiertelnika są w zasadzie niemożliwe do spełnienia. W jednym z wniosków mieszkanka zgłosiła potrzebę wycinki kilkunastu świerków, które zagrażają linii energetycznej, domostwu i których obecność uniemożliwia lub znacznie utrudnia wkopanie szamba, bez którego stare gospodarstwo nie może funkcjonować. Pani burmistrz wprawdzie nie naliczyła opłat za wycinkę drzew. Nakazała za to realizację takich nasadzeń kompensacyjnych, które w zasadzie są finansowo i organizacyjnie nie do spełnienia. Przynajmniej nie dla tej konkretnej osoby. Podobnych przypadków jest więcej. Burmistrz w ten sposób, stosując aparat administracyjny, stara się wywołać w mieszkańcach niechęć do RKP i UNESCO, które w jej przekazie są winne niedoli mieszkańców gminy. Bo przez RPK i UNESCO nie da się nic zbudować. Tyle że gdyby gmina wywiązała się z ustawowego obowiązku, jakim jest opracowanie aktualizacji MPZP, problem inercji inwestycyjnej w obrębie gospodarstw by zniknął.

Uchwała o RPK nie zawiera zakazów dotyczących rozbudowy, przebudowy, budowy gospodarstw czy wycinki zagrażających drzew. Jednak dopóki nie ma aktualnego, zgodnego z prawem MPZP, dopóty część mieszkańców gminy Ćmielów jest skazana na niesprawiedliwe i nieuczciwe uniemożliwianie im zadbania o swoje gospodarstwa. Nie da się nie odnieść wrażenia, że to działania odwetowe.

W RPK na mocy uchwały rady gminy chroni się też wartości przyrodnicze i krajobrazowe. Wspomniane działki są poddawane przyrodniczej inwentaryzacji, która w ciągu ostatnich kilku lat wykazała kilkaset chronionych gatunków roślin i zwierząt, kilkanaście gatunków Natura 2000 i kilkadziesiąt gatunków zagrożonych wymarciem i wymienionych na czerwonych listach i w czerwonych księgach ginących gatunków.

Żeby zacząć kopać tu wapienną skałę, najpierw trzeba by się kopać z prawem ochrony przyrody i całą, drogą, długotrwałą procedurą oceny wpływu inwestycji zarówno na przyrodę, jak i na zabytki. Dla tej inwestycji (planowanej kopalni) już raz się to nie powiodło. Nie jest to jednak powód, żeby nie opracować MPZP i nie jest to powód, żeby utrudniać mieszkańcom życie. Ani nie jest to powód, żeby dążyć do likwidacji RPK, a w dalszej konsekwencji wpisu na listę UNESCO.

W mojej ocenie burmistrz marnuje zasoby na nieczystą walkę o likwidację RPK, którego istnienie warunkuje istnienie obiektu światowego dziedzictwa. Dążąc do zniesienia RPK, dąży do zaprzepaszczenia wieloletnich starań wielu osób o podniesienie statusu Krzemionek i tej części doliny Kamiennej. Utworzenie tu kopalni czy wielkoobszarowych farm fotowoltaicznych przyniesie gminie wpływy z podatków może przez 30 lat. Potem zostanie albo składowisko odpadów, albo potężna dziura w ziemi. Nie będzie jednak obiektu UNESCO, a może i ważnego zbiornika wód podziemnych oraz świata, jaki znają i jakiego chcą mieszkańcy RPK. Wartość prywatnych nieruchomości spadnie. Ludzie przestaną tu kupować nieruchomości.

Zamiast tego burmistrz może opracować nowy MPZP i koncepcję rozwoju tej części gminy Ćmielów w oparciu o archeologiczne, historyczne, krajobrazowe i przyrodnicze zasoby o najwyższej randze. Czyli o to, czego tu chcą mieszkańcy. Wydaje się, że to zbyt złożona perspektywa i zbyt odroczona w politycznym i biznesowym świecie, który wyraźnie się tu splótł ze sobą.

Dotychczas Gmina Ćmielów nie podjęła żadnych działań ukierunkowanych na wsparcie obiektów UNESCO i RPK. Nie podjęła żadnych działań, dzięki którym zarządzana przez nią gmina Ćmielów mogłaby skorzystać z niecodziennego faktu, że ma do dyspozycji wartości, które nigdzie indziej nie występują.

Łukasz Misiuna

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Rzeka Kamienna, obszar Natura 2000 Dolina Kamiennej w Rudzkim Parku Kulturowym, fot. Łukasz Misiuna.

O konieczności powiększenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego

O konieczności powiększenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego

„Gdyby uszeregować parki narodowe pod względem uzyskanych średnich wartości walorów przyrodniczych, to Świętokrzyski Park Narodowy razem ze Słowińskim plasują się na 7. pozycji w kraju”, a według klasyfikacji IUCN (Światowa Unia Ochrony Przyrody), która wyróżnia 6 kategorii obszarów chronionych, ŚPN znajduje się w II, najwyższej kategorii obok takich obiektów jak np. Wielki Kanion (fragment z: „Monografia Świętokrzyskiego Parku Narodowego”).

W waloryzacji przyrodniczo-krajoznawczej Świętokrzyski Park Narodowy ŚPN znajduje się w grupie obszarów najatrakcyjniejszych w skali kraju […]. Pod względem przyrodniczym jest również najcenniejszym terenem przyciągającym turystów w województwie świętokrzyskim […]. Przedmiotem zainteresowania odwiedzających są nie tylko unikatowe walory środowiska naturalnego, ale też wyjątkowe elementy dziedzictwa kulturowego, których symbolem jest dawne opactwo benedyktyńskie na Łysej Górze, zwanej też Łyścem lub Świętym Krzyżem” (Jastrzębski C. 2009. „Ruch turystyczny w Świętokrzyskim Parku Narodowym”. Studia i Materiały Centrum Edukacji Przyrodniczo-Leśnej R. 11. Zeszyt 4 (23)/2009: 199−205).

„Świętokrzyski Park Narodowy obejmuje najwyższy fragment Gór Świętokrzyskich – pasmo Łysogóry. Utworzony w 1950 r. w celu zachowania unikalnych ekosystemów leśnych Puszczy Jodłowej o naturalnym charakterze oraz malowniczych śródleśnych pól rumowisk skalnych wraz z kształtowaną w wyniku procesów naturalnych różnorodnością biologiczną, a także w celu zachowania walorów historycznych i kulturowych, m. in. pobenedyktyńskiego opactwa na Świętym Krzyżu” (Główny Urząd Statystyczny https://stat.gov.pl/portal-edukacyjny/polskie-parki-narodowe-wystawa/).

W Polsce istnieją 23 parki narodowe. Ich łączna powierzchnia to ponad 329,5 tys. ha (1% powierzchni kraju). Pierwszym polskim parkiem narodowym był Białowieski Park Narodowy utworzony w 1932 roku (za początki jego istnienia przyjmuje się rok 1921). Jako trzeci park narodowy w Polsce w 1950 roku został utworzony Świętokrzyski Park Narodowy (ŚPN). Pierwsze postulaty objęcia ochroną najwyższej części Łysogór pochodzą z 1908 roku. Świętokrzyski Park Narodowy pod względem powierzchni znajduje się na 14. miejscu wśród wszystkich parków narodowych. 18 stycznia 2022 roku polski rząd zmienił granice ŚPN, usuwając z Parku część zabytkowej wierzchowiny na Łyścu (o powierzchni 1,35 ha z zabudowaniami) i włączając do Parku oddaloną o około 8 km od jego zwartego obszaru leśną, śródpolną enklawę pod Grzegorzowicami (62,5 ha).

Manipulacja w służbie zakonników

Wspomniana korekta granic ŚPN nie jest pierwszą i jedyną w ostatnich latach. Jest natomiast pierwszą i jedyną prawdopodobnie w odniesieniu do wszystkich parków narodowych przeprowadzoną na skutek lobbingu podmiotu innego niż związanego z instytucjami i organizacjami zajmującymi się ochroną przyrody. To także jak dotąd jedyny przypadek zaangażowania aparatu państwa do przeprowadzenia zmiany granic parku narodowego z uwagi na interes i życzenie instytucji religijnej.

Całą tę historię instytucjonalnej przemocy opisuję w swoich licznych tekstach od 2019 roku. Przypomnę tylko, że Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej (OMI) począwszy od lat 30. XX wieku czyni starania o przejęcie na własność XII-wiecznego, pobenedyktyńskiego klasztoru na Łyścu. Po dziesiątkach lat prób presja Oblatów przyniosła skutek.

Do tej pory państwo polskie również w porozumieniu z Kościołem katolickim uznawało, że działki na szczycie Łyśca należą do Skarbu Państwa. Teren ten od 1924 roku jest objęty ochroną rezerwatową, a od 1950 do 2022 roku leżał w granicach ŚPN. Jest to także część obszaru Natura 2000 Łysogóry oraz Pomnik Historii ustanowiony przez Prezydenta Polski. Również Świętokrzyski Wojewódzki Konserwator Zabytków objął teren swoją ochroną.

Pierwszym ministrem środowiska, który podważył zasadność ochrony parkowej trzech działek na Łyścu, był Henryk Kowalczyk z PiS. Wraz z obecnym dyrektorem ŚPN Janem Reklewskim ogłosił w 2019 roku, że obszar niemal 6 ha na Łyścu bezpowrotnie utracił swoje wartości przyrodnicze.

Zgodnie z polskim prawem ochrony przyrody z granic parku narodowego można wyłączyć jego część wyłącznie w przypadku bezpowrotnej utraty wartości przyrodniczej i kulturowej. Ani minister, ani dyrektor nie twierdzili, że obszar utracił wartości kulturowe, co oznacza, że przesłanka ustawowa nie została spełniona. Bowiem ustawodawca określił, że musi dojść do łącznej utraty obu rodzajów wartości. Ponadto ani ministerstwo, ani dyrekcja ŚPN nigdy nie przedstawili dowodów na utratę choćby tylko wartości przyrodniczych wspomnianych działek.

Takich danych zwyczajnie nie ma. Nie da się stwierdzić, czy teren ten utracił wartości przyrodnicze, bo też nikt nigdy tych wartości w tym miejscu nie badał. Dlaczego? Dlatego, że teren ten ma tak wielką wartość archeologiczną, historyczną, społeczną, kulturową, że wartości przyrodnicze bez względu na to jakie, są tu drugorzędne. Wierzchowinę Łyśca z klasztorem włączono w granice ŚPN nie z uwagi na stanowiska rzadkich gatunków zwierząt i roślin, ale ze względu na wyjątkową rangę historyczną i kulturową klasztoru i przedchrześcijańskiego wału kultowego. Terenu tego nie badano szczegółowo pod kątem wartości przyrodniczych również z tego powodu, że jako poddawany wielowiekowym oddziaływaniom ludzi i noszący ślady ponad 1000 lat obecności ludzi w tym miejscu został on niejako włączony w naturalny ekosystem Puszczy Świętokrzyskiej. Jednocześnie ta ludzka enklawa pośród boru jodłowego i grądu stała się siedliskiem gatunków nigdzie indziej w ŚPN niewystępujących. Jako przestrzeń bezleśna pełni ona też ważne funkcje ekologiczne wobec gatunków leśnych, będąc tak zwanym ekotonem, pograniczem siedlisk, domem i żerowiskiem dla gatunków, które wymagają otwartej przestrzeni.

Dzięki społecznemu oporowi i reakcji na zapowiadane bezprawne usunięcie z granic ŚPN działek, ministerstwo klimatu i środowiska, kierowane w 2020 roku przez Michała Wosia z Suwerennej Polski (wówczas Solidarnej Polski), uznało, że wyłączenie 1,35 ha z granic Parku będzie zgodne z prawem, jeśli jednocześnie w granice ŚPN włączy się na przykład 62,5 ha lasu pod Grzegorzowicami. W zamyśle Wosia nie dochodziło dzięki temu do zmniejszenia powierzchni Parku, lecz do powiększenia. Tyle że ustawa nie mówi o powiększaniu czy pomniejszaniu, a o wyłączaniu i włączaniu działek w granice parku narodowego. Na pozór to mała różnica, w rzeczywistości kluczowa. Ponieważ ustawa mówi o zmianach granic, nie o zmianach powierzchni parku. To nie jest lub nie musi być to samo.

Włączenie akurat 62,5 ha leśnej enklawy pod Grzegorzowicami, leżącej wśród pól i wsi 8 km od zwartych granic ŚPN, zaskoczyło wszystkich. Tym bardziej, że dokumentacja sporządzona dla tego terenu na potrzeby wyznaczenia sieci Natura 2000 wskazuje, że w lesie tym występuje grąd subkontynentalny i w zasadzie nic więcej. Uznano, że las ten może być częścią Natury 2000, ale nie parku narodowego. Teraz jednak Michał Woś przekonał leśników z Nadleśnictwa Łagów, że jest pilna potrzeba włączenia enklawy pod Grzegorzowicami w granice ŚPN. Dotąd był to zwykły las gospodarczy. W 2020 roku nie istniały żadne naukowe dane wskazujące, że te 62,5 ha lasu wyróżnia się „szczególnymi wartościami przyrodniczymi, naukowymi, społecznymi, kulturowymi i edukacyjnymi”, bo tym właśnie są na mocy ustawy o ochronie przyrody tereny, na których ustanawia się najwyższą formę ochrony przyrody w Polsce.

Kreatywna interpretacja prawa zastosowana przez Michała Wosia doprowadziła do tego, że jedno z najcenniejszych kulturowo miejsc w Polsce i Europie zostało usunięte z granic ŚPN, a w granice Parku włączono las grądowy, być może cenny, ale nijak mający się do tego, co znajduje się na Łyścu. Woś zaszkodził polskiemu systemowi ochrony przyrody szczególnie, nie tylko manipulując prawem i interpretując je niezgodnie z logiką i faktami. Użył też leśników, którzy „oddali” ŚPN-owi ponad 60 ha lasu, wyłączając go z obiegu w ramach „trwale zrównoważonej, racjonalnej gospodarki leśnej”. Woś tym samym podważył autorytet leśników, ale też autorytet nauki, całkowicie rezygnując z wykorzystania danych zbieranych przez Stowarzyszenie Społeczno-Przyrodnicze w ramach uzyskania wiedzy o realnej wartości przyrodniczej działek na Łyścu. Wosia nie interesowała też wartość przyrodnicza lasu pod Grzegorzowicami. Michał Woś uznał, że może swobodnie żonglować wartościami i własnościami Skarbu Państwa. Oba te obszary należą do państwa polskiego i jego obywatelek i obywateli.

Okazało się, że na potrzeby Oblatów rząd polski może swobodnie zmniejszać i powiększać obszar jednego z najważniejszych parków narodowych w kraju. Z tej perspektywy wszelkie problemy związane z tworzeniem nowych parków narodowych lub powiększaniem istniejących udało się Wosiowi sprowadzić do poziomu gry politycznej.

Najwyższa forma ochrony przyrody w rękach członka rządu stała się pozbawioną wartości naukowej, społecznej, historycznej i kulturowej oraz ekonomicznej walutą o znaczeniu wyłącznie politycznym i wyborczym. Czemu tak uważam? 24 maja 2020 roku na Łyścu doszło do spotkania Prezydenta Polski Andrzeja Dudy z dyrektorem ŚPN Janem Reklewskim, ministrem klimatu i środowiska Michałem Wosiem i superiorem zakonu oblatów Marianem Puchałą. 12 lipca 2020 roku odbyły się wybory prezydenckie. Klasztor na Łyścu za czasów Mariana Puchały stał się miejscem spotkań lokalnej klasy politycznej i biznesmenów. Obecnie jest to centrum życia polityczno-biznesowego w województwie świętokrzyskim. Często można tu widzieć lokalnych polityków. Pokazywanie się z Marianem Puchałą stało się ważne i przydatne. Tu na przykład ściskali sobie dłonie Michał Woś z Mariuszem Goskiem, lokalnym politykiem, który, jak sam napisał, zajął się w godzinach pracy w urzędzie marszałkowskim lobbowaniem na rzecz usunięcia działek na Łyścu z granic ŚPN jako „Polak-Katolik”.

Dziś klasztor na Łyścu nie jest miejscem benedyktyńskiego skupienia i medytacji, nie czuć tu już ducha przedchrześcijańskich misteriów. To miejsce politycznych schadzek i biznesowych koktajli.

Tak politycy PiS i Suwerennej Polski obeszli się z najwyższymi wartościami narodowymi.

ŚPN trzeba powiększyć

Pozbawione uzasadnienia naukowego powiększenie ŚPN o enklawę w Grzegorzowicach jest dowodem na to, że parki narodowe w Polsce można powiększać i zapewne też tworzyć. Wystarczy wola polityczna. Nie potrzeba argumentów naukowych.

W przypadku 1,35 ha na Łyścu argumenty naukowe przemawiające za utrzymaniem tych działek w granicach ŚPN istnieją. Stowarzyszenie MOST w 2021 roku zleciło wykonanie badań przyrodniczych na prawie 6 ha przeznaczonych do usunięcia z granic ŚPN (ostatecznie, między innymi dzięki wynikom tych badań, usunięto „tylko” 1,35 ha).

Wyniki badań są zaskakujące nawet dla samych badaczy. Pomimo silnej antropopresji inwentaryzowany teren charakteryzuje się relatywnie wysokim walorem przyrodniczym i dużym bogactwem gatunkowym, a stanowiąc swoistą nieleśną enklawę, zwiększa różnorodność biologiczną Parku.

Stwierdzono kilka nowych dla Świętokrzyskiego Parku Narodowego gatunków grzybów, w tym gatunki zagrożone wymarciem. Stwierdzono 4 gatunki mszaków podlegających częściowej ochronie, cztery gatunki chronionych i zagrożonych porostów, w tym jeden uznany za wymarły w województwie świętokrzyskim i jeden bliski wymarcia, cztery gatunki chrząszczy wymienione na Polskiej Czerwonej Liście, 21 gatunków nowych dla krainy zoogeograficznej Góry Świętokrzyskie i/lub dla Świętokrzyskiego Parku Narodowego, 1 gatunek nowy dla fauny Polski: Aleochara stichai (Staphylinidae); 1 gatunek reliktowy: Leiestes seminiger (Endomychidae); 11 gatunków można sklasyfikować jako rzadkie w skali kraju i Europy Środkowej, 4 gatunki ptaków uznanych za regionalnie rzadkie i nieliczne w tym jeden wymieniony w Dyrektywie Ptasiej oraz jeden gatunek nietoperza wymieniony w Dyrektywie Siedliskowej.

Entomofauna obszaru reprezentowana jest przez gatunki niespotykane w lasach na zboczach Łyśca, gdyż są związane z terenami otwartymi (polana), a także przez gatunki zagrożone wymarciem. Liczne są gatunki synantropijne, co pozytywnie wpływa na bioróżnorodność.

Spośród fauny szczególnie awifauna terenu jest interesująca, bogata i różnorodna. Stwierdzono tu gatunki zarówno typowo leśne, ekotonowe jak i synantropijne. Na uwagę zasługują stwierdzenia dzięcioła czarnego Dryocopus martius – gatunku wymienionego w Załączniku I Dyrektywy Ptasiej oraz dzięcioła zielonosiwego Picus canus, siniaka Columba oenas, krzyżodzioba świerkowego Loxia curvirostra i zniczka Regulus ignicapillus. Interesujące jest zasiedlenie budynku klasztoru przez jerzyki Apus apus – jest to ich jedyne stanowisko w granicach ŚPN. Jest to też gatunek wymagający ochrony czynnej. Populacja jerzyka zmniejszyła się na skutek prac remontowych budynku klasztoru. Wierzchowina Świętego Krzyża z urozmaiconymi siedliskami stanowi miejsce ważne dla ptaków. Jest to jedno z niewielu miejsc w Górach Świętokrzyskich, gdzie pojawiają się wysokogórskie gatunki ptaków, jak np. płochacz halny Prunella collaris.

Święty Krzyż stanowi też ważne żerowisko nietoperzy, a poziom aktywności ssaków jest zaskakująco wysoki, jak na takie siedliska i wysokość nad poziomem morza. Za względnie wysokie należy uznać również bogactwo gatunkowe nietoperzy. W dużym stopniu odpowiadają za to antropogeniczne przekształcenia siedlisk, począwszy od budowy klasztoru
i innych budynków, po wycięcie lasu i stworzenie siedlisk ekotonowych. Najcenniejszy jest jednak gatunek typowo leśny – mopek Barbastella barbastellus umieszczony w Załączniku II Dyrektywy Siedliskowej. Potwierdzono jego rozród w drzewostanach bezpośrednio przylegających do polany szczytowej. Wzmiankowane we wcześniejszej literaturze zimowiska nietoperzy w podziemiach klasztoru prawdopodobnie uległy zniszczeniu na skutek prac adaptacyjnych przeprowadzonych przez zakonników w ostatnich latach.

Interesujące jest stwierdzenie popielic Glis glis na drzewach w bezpośredniej bliskości klasztoru i infrastruktury gastronomicznej.

Podsumowując, pod względem fauny i flory roślin naczyniowych kopuła Świętego Krzyża stanowi bogatą gatunkowo enklawę śródleśną Świętokrzyskiego Parku Narodowego, posiada znaczące walory przyrodnicze (przyrodniczo-kulturowe) i krajobrazowe oraz podnosi różnorodność biologiczną Parku. Przestrzeń ta powinna być zagospodarowana w sposób umożliwiający odwiedzającym korzystanie z dóbr kulturowych i religijnych z poszanowaniem wymogów ochrony przyrody.

Na inwentaryzowanym terenie w poprzednich latach stwierdzano też inne rzadko występujące i zagrożone gatunki, których w tym opracowaniu nie uwzględniono. Dotyczy to np. mięczaków, których nie inwentaryzowano z uwagi na istniejące szczegółowe opracowania.

Wskazane wartości trzech działek o powierzchni 1,35 ha na Łyścu są wystarczające, aby teren ten nadal znajdował się w granicach Świętokrzyskiego Parku Narodowego.

Poza tym unikalnym fragmentem, który znacząco podnosi rangę ŚPN, na przyłączenie do Parku zasługują też inne tereny. Jest to przede wszystkim znajdująca się na skraju Parku, w jego zachodniej części, powierzchnia unikalna, porośnięta przez dotąd nieopisaną formę boru jodłowego, który przypomina górskie, mszyste świerczyny. Tu jednak jest „mszysty bór jodłowy”, prawdopodobnie endemiczne zbiorowisko, jeszcze nigdzie dotąd niewykazane i nieopisane, pełne entomologicznych rzadkości.

Stowarzyszenie MOST opracowuje dokumentację terenów, które należy pilnie włączyć w granice ŚPN.

Obszarem, który pilnie należy włączyć w granice ŚPN jest też fragment Bukowej Góry ze sztolnią, w której zimują zagrożone gatunki nietoperzy, w tym nocek Bechsteina i mopek zachodni. Tu też znajduje się jedno z paru stanowisk puchacza, jedyne w Górach Świętokrzyskich.

Osobną kwestią jest postulat powiększenia ŚPN o znaczny fragment Pasma Jeleniowskiego z Górą Szczytniak, na której znajduje się między innymi gołoborze.

Te postulowane przez naukowców i społeczników zmiany granic ŚPN odpowiadają rzeczywistym wartościom przyrodniczym i kulturowym Gór Świętokrzyskich i dają szansę na realną ochronę najcenniejszych fragmentów najstarszych gór Europy z ich wszelkimi, unikalnymi walorami.

Trudne wybory

Spotkania najważniejszych polityków PiS i Suwerennej Polski na Łyścu w okresach przedwyborczych świadczą o całkowicie wyjątkowej randze tego miejsca.

Jednocześnie zakonnicy przygotowują grunt pod urządzenie tutaj centrum pielgrzymkowo-turystycznego, które ma w zamyśle zdetronizować zarówno Licheń, jak i Jasną Górę. Kilkanaście dni temu Oblaci wystąpili z wnioskiem do kieleckiej Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o odstępstwa od ustawowych zakazów obowiązujących w odniesieniu do gatunków objętych ochroną. Na pierwszy ogień oblatów idą jerzyki gniazdujące w zabytkowej zabudowie, a także pustułki i kawki. Na terenie całego ŚPN jerzyki występują tylko tutaj. To może nie rozpala wyobraźni, ale wiedząc jak wcześniej zakonnicy traktowali tutejszą przyrodę, można przypuszczać, że to preludium do dalszych zniszczeń. Póki co Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Kielcach wezwał zakon do uzupełnienia wniosku, bo nie przewiduje on kilku innych niezgodnych z prawem działań. Trzeba też pamiętać w tym kontekście publiczne zapewnienia Mariana Puchały, że nie zamierza niczego na Łyścu niszczyć. Całkowicie rozczarowująca jest też postawa dyrektora Reklewskiego, który zrejterował w sprawie ochrony tak cennej enklawy ŚPN, za którą przecież był odpowiedzialny.

Dlatego Stowarzyszenie MOST opracowało ankietę przedwyborczą, w której pyta kandydatów na parlamentarzystów między innymi o to, co zamierzają zrobić z 1,35 ha na Łyścu, gdy wygrają wybory. Ankieta została rozesłana do wszystkich najważniejszych sztabów wyborczych oraz do ponad 70 polityków, najbardziej aktywnych, rozpoznawalnych, charyzmatycznych. Ze wszystkich obozów politycznych.

Uzyskane odpowiedzi zostaną opublikowane, zanim zapadnie cisza wyborcza. Po wyborach Stowarzyszenie MOST rozpocznie oficjalnie i formalnie próbę zmiany granic ŚPN tak, żeby obejmowały one również serce ŚPN – całą wierzchowinę Łyśca.

Łukasz Misiuna

Stowarzyszenie Społeczno-Przyrodnicze M.O.S.T.

Autor relacjonował całą sprawę ŚPN na naszych łamach od początku, czyli od czerwca 2019 roku. Teksty te można znaleźć tutaj: https://obywatel3.macmas.pl/author/lukasz-misiuna/

Tekst powstał w ramach projektu „Korzenie 2”. Przywrócenie integralności Świętokrzyskiego Parku Narodowego” dofinansowanego ze środków EOG Aktywni Obywatele. Fundusz regionalny. Projekty interwencyjne.

Łysiec. Ostatnie słowo

Łysiec. Ostatnie słowo

Koniec sprawy bezprawnego usunięcia działek na Łyścu z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego

Od kwietnia 2019 roku trwały rządowe próby usunięcia z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego 1,35 ha z zabytkową, pobenedyktyńską zabudową po to, aby przekazać je zakonowi Oblatów. Do dziś w tej sprawie kolejni ministrowie środowiska naruszali polskie prawo ochrony przyrody i manipulowali nim tak, aby usankcjonować nieuzasadnione przejęcie własności Skarbu Państwa przez zakon. Aż sfinalizowali bezprawną procedurę zmiany granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego.

Geneza problemu

14 stycznia 2022 roku premier Morawiecki został zaproszony przez Stowarzyszenie MOST na happening „Świętej Pamięci Natura”, który 18 stycznia 2022 roku odbył się pod Kancelarią Premiera w Warszawie. Happening miał być manifestacją niezgody na tocząca się procedurę. Przedmiotem sprzeciwu społeczników, aktywistów, przyrodników i naukowców był projekt rozporządzenia RD 162 przygotowanego przez ministra Michała Wosia.

Projekt zakładał usunięcie z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego działek na Łyścu o powierzchni 1,35 ha oraz włączenia w granice Parku izolowanej enklawy leśnej oddalonej od Parku o kilkanaście kilometrów o powierzchni ponad 62 ha pod wsią Grzegorzowice. Projekt ministra Wosia miał być fortelem, dzięki któremu zostaną ominięte zapisy ustawy o ochronie przyrody. Ustawa jednoznacznie wskazuje, że teren parku narodowego może być usunięty z jego granic wyłącznie w przypadku wykazania równoczesnej, bezpowrotnej utraty jego wartości przyrodniczych i kulturowych. Ministerstwo klimatu i środowiska od czasów ministra Henryka Kowalczyka (2019 rok) twierdzi, że fragment wierzchowiny na Łyścu w ŚPN utracił bezpowrotnie swoje wartości przyrodnicze. Jednocześnie ministerstwo uważa, że teren nie utracił swoich wartości kulturowych. Na tym sprawa powinna się zakończyć bo nie zostały spełnione ustawowe przesłanki pozwalające na wyłączenie z granic ŚPN niewielkiej enklawy z zabytkową zabudową.

Jako ciekawostkę dodam, że minister Kowalczyk w 2019 roku, pytany przez Stowarzyszenie MOST o przyczyny i osoby odpowiedzialne za rzekomą utratę wartości, odpowiedział w piśmie, że odpowiedzialni są zaborcy austriaccy. Podobnie kuriozalnej odpowiedzi udzieliła Stowarzyszeniu Sekretarz Stanu w ministerstwie klimatu i środowiska Małgorzata Golińska, która w swoim piśmie stwierdziła, że pojęcie wartości nie jest nigdzie sprecyzowane i że ministerstwo samo oceni, jakie wartości reprezentują działki na Łyścu.

Przypomnę, że teren, o którym mówię, jest Pomnikiem Historii ustawionym przez Prezydenta Polski, zabytkiem kultury, fragmentem parku narodowego i częścią obszaru Natura 2000. Pierwszy rezerwat przyrody utworzono tu w 1924 roku, a park narodowy powołano w 1950. Wartości przyrodnicze i kulturowe poświadczone zostały przez pokolenia naukowców i badaczy przyrodników, historyków i archeologów.

Zastanawiąjące też może się wydać, skąd taka determinacja rządu, aby za wszelką cenę, w tym za cenę prawa, pozbyć się rzekomo pozbawionego wartości terenu i skąd taka determinacja zakonu Oblatów, żeby uruchomić aparat państwa w celu przejęcia tej wyjątkowej ruiny?

Morawiecki nie wie, co podpisuje?

Jak wspomniałem, premier Mateusz Morawiecki został zaproszony na wyjątkowe wydarzenie, które zgromadziło kilkaset osób i przeszło jedną z głównych ulic stolicy pod Kancelarię Premiera. Wcześniej premier był przez Stowarzyszenie MOST informowany o problemie w 2020 roku. Zwieńczeniem całej sprawy miał być podpis premiera pod bezprawnym projektem rozporządzenia. Premier posiadał wiedzę o tym, że Rada Naukowa ŚPN, Państwowa Rada Ochrony Przyrody, Polska Akademia Nauk oraz dziesiątki tysięcy Polek i Polaków (petycje, w tym złożona do ministra klimatu i środowiska Anny Moskwy) negatywnie oceniają projekt rozporządzenia i wskazują na jego niezgodność z prawem i faktami (raport z inwentaryzacji przyrodniczej działek zlecony przez Stowarzyszenie MOST wykazał wysokie wartości przyrodnicze i kulturowe działek – premier otrzymał ten raport). Mimo to w dniu happenigu, czyli 18 stycznia 2022 roku, Morawiecki podpisał projekt rozporządzenia. Pociągnęło to za sobą skutki w postaci kolejnego naruszenia prawa, czyli wyłączenia 1,35 ha terenu z granic ŚPN oraz kolejne skutki prawne i ekonomiczne, o czym poniżej.

Na wniosek złożony za pośrednictwem kancelarii prawnej przez Stowarzyszenie MOST w omawianej sprawie, Najwyższa Izba Kontroli podjęła działania. Na raport NIK trzeba było czekać rok. 30 września 2022 roku NIK ogłosił swój raport, w którym stwierdza, że rządowe prace legislacyjne nad projektem rozporządzenia są „nieuprawnione” i wzywa premiera do przywrócenia stanu zgodnego z prawem. NIK wskazuje, że proces legislacyjny związany z projektem rozporządzenia przebiegał z naruszeniem prawa, między innymi zorganizowane przez ministra Wosia konsultacje społeczne były niezgodne z prawem oraz nie istnieją przesłanki pozwalające stwierdzić, że teren utracił swoje wartości. NIK wezwał premiera Morawieckiego do nowelizacji rozporządzenia w taki sposób, aby 1,35 ha na Łyścu nadal było częścią Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Jednocześnie NIK nie nakazał usunięcia z granic ŚPN enklawy ponad 62 ha pod Grzegorzowicami.

Do dziś premier Morawiecki nie zastosował się do wskazań NIK. Stowarzyszenie MOST zwróciło się z następującymi pytaniami do Kancelarii Premiera, nawiązując do raportu NIK: „wskazania terminu lub ram czasowych przywrócenia nieruchomości o nr ewid. 2039/1, 2039/2 oraz 2039/3 obręb Nowa Słupia o łącznej powierzchni 1,35 ha w granice Świętokrzyskiego Parku Narodowego; przedstawienia zasad postępowania w ww. sprawie”. Odpowiedź przyszła z datą 8 marca 2023. W piśmie (znak: CIR. WAP. 1510. 13. 2023 podpis nieczytelny) czytamy: „[…] do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie wpłynęły dokumenty w przedmiotowej sprawie, do rozpatrzenia przez Stały Komitet Rady Ministrów czy przez Radę Ministrów”. W tym samym piśmie jest też następująca informacja: „[…] kwestie poruszone we wniosku [Stowarzyszenia MOST] dotyczą spraw, w których właściwym organem jest Minister Klimatu i Środowiska. Aby uzyskać wnioskowane informacje sugeruję zwrócić się bezpośrednio do ww. resortu”.

W związku z taką odpowiedzią, reprezentując Stowarzyszenie MOST, zwróciłem się bezpośrednio do minister Anny Moskwy z dokładnie tymi samymi pytaniami co do premiera Morawieckiego.

W odpowiedzi Ministerstwa Klimatu i Środowiska w piśmie z 26. 05. 2023 (znak: DIŚ-IV.0190.159.2023.MS 2638352.10164623.8146716, podpisane przez Macieja Muchę Dyrektora Departamentu Instrumentów Środowiskowych Ministerstwo Klimatu i Środowiska, czytamy: „[…] informuję, że załatwienie przedmiotowej sprawy nie nastąpi w terminie, o którym mowa w art. 13 ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2022 r. poz. 902 ze zm.). Ze względu na szczególnie skomplikowany charakter sprawy, na podstawie art. 13 ust. 2 wyżej cytowanej ustawy, termin udzielenia odpowiedzi zostaje przedłużony do dnia 12 czerwca 2023 r.”.

Wcześniej (12.05.2023) zwróciłem się w imieniu Stowarzyszenia MOST z wnioskiem do Najwyższej Izby Kontroli. Zapytałem NIK: „W związku z opublikowaniem przez Najwyższą Izbę kontroli Delegatura w Kielcach dnia 30.09.2022 dokumentu pod nazwą »Informacja o wynikach kontroli Przebieg procesu legislacyjnego dotyczącego projektu rozporządzenia w sprawie Świętokrzyskiego Parku Narodowego oraz sprawowanie nadzoru nad jego działalnością« zwracamy się z wnioskiem o udzielenie informacji czy Najwyższa Izba Kontroli przekazała wspomniany wyżej raport Prezesowi Rady Ministrów Mateuszowi Morawieckiemu? Jeśli tak, to kiedy i w jakiej formie oraz czy Kancelaria Premiera lub inny organ potwierdził otrzymanie dokumentu i czy odniósł się do niego w jakikolwiek sposób?”. NIK w swoim piśmie (datowanym na 22. 05. 2023 znak: LKI. 014.5.2023) informuje, że premier Morawiecki otrzymał raport drogą elektroniczną i tradycyjną. NIK twierdzi zatem, że informował premiera o sprawie zanim ten podpisał projekt rozporządzenia RD 162. W piśmie tym czytamy też: „[…] Prezes NIK wniósł o ponowne rozważenie wszystkich argumentów dotyczących wyłączenia ww. terenu z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego […]”. Premier nie skorzystał z sugestii NIK.

Natomiast 29.05.2023 z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przyszło do Stowarzyszenia MOST pismo z odpowiedzią na pytania, czy Morawiecki otrzymał z NIK raport w omawianej sprawie. W odpowiedzi przesłanej e-mailowo czytamy: „[…] w odpowiedzi na załączony wniosek informuję, że Prezes Najwyższej Izby Kontroli przesłał pocztą tradycyjną pismo wraz z załącznikiem: Informacja o wynikach kontroli NIK pn. Przebieg procesu legislacyjnego dotyczącego projektu rozporządzenia w sprawie Świętokrzyskiego Parku Narodowego oraz sprawowanie nadzoru nad jego działalnością. Pismo datowane jest na 4 sierpnia 2022 r., wpływ do KPRM 29 sierpnia 2022 r.” (podpisano: Agnieszka Kowalska, radca Centrum Informacyjnego Rządu). Dalej w piśmie czytamy, że ani Ministerstwo Klimatu i Środowiska, ani Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nie będą podejmować działań związanych z nowelizacją rozporządzenia w kierunku przywrócenia prawa w Świętokrzyskim Parku Narodowym. Decyzję uzasadnia się tym, że teren bezpowrotnie utracił swoje wartości przyrodnicze i podlega wieloletnim wpływom antropogenicznym.

7.06.2023 do Stowarzyszenia MOST wpłynęło kolejne pismo z Ministerstwa Klimatu i Środowiska (znak: DIŚ-IV.0190.159.2023.MS 2638352.10244682.8209800 podpisane przez Macieja Muchę, Dyrektora Departamentu Instrumentów Środowiskowych Ministerstwa Klimatu i Środowiska) z następującą informacją: „[…] informuję, że nie są prowadzone prace zmierzające do zmiany granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Tym samym nie jest możliwe udzielenie żądanych informacji, tj. wskazanie terminu lub ram czasowych przywrócenia nieruchomości o nr ewid. 2039/1, 2039/2 oraz 2039/3 obręb Nowa Słupia o łącznej powierzchni 1,35 ha w granice Świętokrzyskiego Parku Narodowego oraz przedstawienie zasad postępowania w ww. sprawie”.

Co to wszystko oznacza? Przede wszystkim w jednym można się zgodzić z Ministerstwem Klimatu i Środowiska: sprawa ma wyjątkowy i złożony charakter. Ale tylko wtedy jeśli się przyjmie, że za wszelką cenę, naruszając kolejne procedury, brnie się w bezprawną procedurę. W zasadzie jest imponujące, z jaką determinacją politycy, głównie z Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobry, którzy wzięli całą polską przyrodę w swoje ręce, angażują kolejne państwowe instytucje tylko po to, żeby uznany przez siebie za pozbawiony wartości, malutki fragment własności Skarbu Państwa o bezcennym znaczeniu dla historii Polski, przekazać Oblatom. Bo to Oblaci rozpoczęli cały ten proces niefortunnych, skandalicznych i bezprawnych procesów, uważając, że ziemia ta należy im się i jest „dziejową sprawiedliwością oddanie” im działek na Łyścu. Przypomnę, że w 1819 roku na mocy bulli papieskiej klasztor na Łyścu został skasowany i sprzedany Królestwu Polskiemu. Przez kolejne dziesiątki lat aż do 2019 roku nikt nie kwestionował tego, że to własność państwa polskiego i że ma szczególną wartość jako unikalne dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe.

W każdym razie Mateusz Morawiecki, mając wiedzę o tym, jaką wartość ma ten teren, jaki jest jego status prawny, znając opinię najważniejszych instytucji zajmujących się ochroną przyrody, znając opinię Polek i Polaków oraz mając w ręku raport NIK, uznał, że zamknie oczy i skoczy za ziobrystami w precedensową, mającą znaczenie dla całego systemu ochrony przyrody w Polsce aferę, z której nie będzie mu się łatwo wydostać.

Pozbawiony wartości Skarb Państwa

Na skutek decyzji Morawieckiego o usankcjonowaniu bezprawia na Łyścu ruszyła machina mająca na celu przekazanie w jakiś sposób działek Oblatom. Po usunięciu 1,35 ha na Łyścu z granic ŚPN teren ten wszedł w zarząd Starosty Kieleckiego Mirosława Gębskiego z PiS, nadal pozostając własnością Skarbu Państwa. Oblatom przysługuje możliwość zakupu tych działek z bonifikatą 99%. Czyli mogą je zakupić za 1% realnej wartości. Jaka jest zatem wartość działek na Łyścu? Jeszcze w 2021 roku Stowarzyszenie MOST wystąpiło do dyrektora ŚPN Jana Reklewskiego o udostępnienie informacji na temat wartości terenu przeznaczonego do usunięcia z ŚPN. Według uzyskanego operatu wartość dwóch z trzech działek (około 1 ha) miała wynosić 5 mln 447 tysięcy złotych. Tymczasem starosta kielecki wszystkie trzy działki (1,35 ha) wycenia obecnie na 3 mln 268 tysięcy złotych. Zastanawiająca jest ta różnica ponad 2 milionów złotych, szczególnie w czasach, gdy ceny nieruchomości rosną, nie maleją. Oba operaty oczekują na weryfikację przez niezależnych specjalistów.

Dość nieoczekiwanie wydarzyły się dwie rzeczy: Rodzimy Kościół Polski zwrócił się do starosty kieleckiego o dopuszczenie do przetargu z możliwością zakupu działek na Łyścu na takich prawach jak Oblaci. W tym celu Rodzimowiercy i Stowarzyszenie MOST wspólnie ogłosili zbiórkę publiczną, chcąc zgromadzić środki w wysokości 1% z tych ponad 3 milionów złotych, które Gębski wskazał jako wartość nieruchomości. Gdyby udało się wykupić ziemię na Łyścu, Rodzimowiercy i Stowarzyszenie MOST ogłosili, że będą czynić starania, żeby działki ponownie włączyć w granice ŚPN. Jednocześnie Stowarzyszenie MOST już drugi raz zwróciło się do Mirosława Gębskiego z pismem i apelem o to, aby zrezygnował ze sprzedaży tego terenu i zachował go jako własność Skarbu Państwa.

Drugą rzeczą, która wydarzyła się nieco wcześniej, było wystąpienie dyrektora ŚPN Jana Reklewskiego z żądaniem zapłaty 3,5 mln złotych przez starostę w związku z jego decyzją o sprzedaży działek Oblatom. W artykule Angeliny Kosiek z kieleckiej „Gazety Wyborczej”, który opisuje sprawę od jej początku, czytamy: „22 listopada 2022 r. ŚPN wystąpił z wezwaniem przedsądowym, które opiewało na 3 545 386,28 zł. Kwota żądana jest tytułem zwrotu nakładów poniesionych przez Świętokrzyski Park Narodowy na nieruchomości gruntowe zabudowane, oznaczone jako działki nr 2039/2 i 2039/3 położone w Nowej Słupi, w okresie, w którym znajdowały się w zarządzie oraz użytkowaniu wieczystym Parku. […] ŚPN zaznaczył, że kwota powinna wpłynąć na wskazane konto w ciągu 14 dni od otrzymania wezwania. Reklewski tak komentował swoje roszczenia: »Niezapłacenie ww. kwoty w terminie wskazanym skutkować będzie skierowaniem sprawy przez Świętokrzyski Park Narodowy z siedzibą w Bodzentynie na drogę postępowania sądowego, co narazi Skarb Państwa na dodatkowe, zbędne koszty tego postępowania«” (Gazeta Wyborcza Kielce, 22.02.2023). Ostatecznie dyrektor ŚPN domaga się kwoty 2 889 743,34 zł.

Starosta Gębski odmówił Oblatom możliwości zakupu działek na Łyścu za 1% ich wartości. Oto jego uzasadnienie, ciekawe z punktu widzenia dyskusji na temat wartości tego terenu: „W niniejszym przypadku należało w szczególności uwzględnić unikatowy charakter nieruchomości, o sprzedaż której wnioskowano. Należy mieć bowiem na uwadze, że pobenedyktyński zespół klasztorny na Świętym Krzyżu, w skład którego wchodzą wnioskowane do sprzedaży nieruchomości, posiada szczególną wartość i znaczenie dla polskiego dziedzictwa kulturowego”. Słowa te znalazły się w piśmie skierowanym do Rodzimowierców i zapewne do Oblatów.

Można spekulować, czy starosta wystraszył się odpowiedzialności karnej i zarzutów niegospodarności, czy też zdecydowały jakieś zakulisowe naciski. Tak czy inaczej Gębski wzbudził w środowisku kieleckich polityków PiS i Suwerennej Polski zdumienie i pojawiły się pogłoski o konsekwencjach politycznych, jakie mają go spotkać. Gębski, ogłaszając odmowę możliwości sprzedaży działek Oblatom wyjechał na parę tygodni ze wzgledów zdrowotnych, nie było go w pracy. Co nie przeszkodziło mu zaskoczyć wszystkich ponownie. Będąc na zwolnieniu lekarskim w sanatorium, Gębski ogłosił na stronach starostwa powiatowego w Kielcach, że… wydzierżawi Oblatom 1,35 ha na Łyścu na 50 lat za kwotę 73 000 zł rocznie, czyli około 6000 zł miesięcznie.

Z ostrożnych obliczeń wynika, że powierzchnia użytkowa w budynkach na Łyścu to jakieś 2000 m kw., więc nawet gdyby czynsz przeliczać tylko na część „mieszkalną”, wychodzi około 3 zł za m kw. miesięcznie. Dzierżawa mieszkań o powierzchni ok. 40 m kw w proporcjonalnej cenie to 120 zł za miesiąc. Suwerenna Polska i PiS wdrożyli zatem na Łyścu program „Mieszkanie plus”. Tyle że wyłącznie dla Oblatów i finansując go własnością Skarbu Państwa, czyli nas wszystkich. Twierdząc jednocześnie, że teren ten bezpowrotnie utracił swoje wartości.

W związku z całym zamieszaniem i poszukiwaniem sposobu na to, aby przekonać opinię publiczną, że zrobiono wszystko, co się dało, starosta kielecki Mirosław Gębski zwrócił się do ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego, aby ten przejął działki na Łyścu z zabytkową zabudową i stworzył tam państwową instytucję kultury. Gliński odmówił, tłumacząc, że ministerstwo ma ograniczenia finansowe i nie jest w stanie udźwignąć takiego wydatku. Jeszcze w 2021 roku jako Stowarzyszenie MOST pisałem do ministra Glińskiego w sprawie prób bezprawnego usunięcia z granic ŚPN trzech działek o powierzchni 1,35 ha na Łyścu. Wówczas minister Gliński odpowiedział, że nie jest organem właściwym do zajmowania się tą sprawą.

Kolejny raz okazało się, że ta pozbawiona wartości ziemia jednak trochę kosztuje, a jedynym podmiotem, który w Polsce stać na jej utrzymanie, są Oblaci. Ci sami, którzy ustami swojego superiora Mariana Puchały ogłaszali, że żyją w biedzie i nie stać ich na remont nieruchomości na Łyścu.

Ostatecznie na początku czerwca 2023 starosta kielecki Mirosław Gębski podpisał umowę 50-letniej dzierżawy działek na Świętym Krzyżu na rzecz Domu Zakonnego Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.

Koniec

Zajmując się tą sprawą przez ponad 4 lata zderzyłem się z cynicznym i wyrachowanym postępowaniem ludzi pozbawionych skrupułów. Przeszedłem całą procedurę legislacyjną wraz ze sporą częścią członków polskiego rządu. Napisałem kilkadziesiąt pism, współtworzyłem interpelacje poselskie, brałem udział w posiedzeniach sejmowych komisji, współorganizowałem manifestacje, pisałem listy otwarte, apele, petycje, byłem ze sprawą w Komisji Europejskiej i składałem wniosek do Najwyższej Izby Kontroli, wysyłałem list do papieża Franciszka, napisałem kilkanaście artykułów, brałem udział w konferencjach prasowych, występowałem w mediach, prowadziłem badania naukowe, współorganizowałem konferencję naukową, byłem na spotkaniu z Puchałą i Reklewskim na Łyścu, skąd mam ciekawy materiał czekający na lepsze czasy. Występowałem w wielu rolach, nieraz będąc stroną w sprawie. Byłem też oskarżony o naruszenie prawa przez dyrektora Reklewskiego. Współpracowałem z setkami wspaniałych ludzi, naukowcami, działaczami, prawnikami, dziennikarzami, politykami opozycji (poza Konfederacją i PSL, bo nie podjęli sprawy). Mnóstwo pracy i bezmiar doświadczeń.

Trudno jednak spierać się z Polakiem Katolikiem (jak sam o sobie napisał w piśmie do mnie) Mariuszem Goskiem z Suwerennej Polski, który w oficjalnym piśmie twierdzi, że nie musi się nikomu tłumaczyć ze swoich spotkań z Oblatami w czasie pracy w sprawie ich lobbingu na rzecz złamania prawa. Trudno polemizować z ministrem Michałem Wosiem, który ogłasza konsultacje społeczne niezgodnie z prawem albo wydaje zgodę na 2 lata badań naukowych na Łyścu, a po 2 miesiącach ogłasza projekt rozporządzenia, nie czekając na wyniki badań, bo i tak go nie interesuje prawda o wartościach terenu na Łyścu.

Wskutek polityczno-kościelnego lobbingu kilku osób, Świętokrzyski Park Narodowy został pozbawiony swojego serca, symbolu, części wierzchowiny na Łyścu z zabytkową, pobenedyktyńską zabudową. To jedno z najcenniejszych kulturowo i przyrodniczo miejsc w Polsce, teren o znaczeniu europejskim. Nie utraciło żadnych swoich wartości, co zostało potwierdzone badaniami naukowymi i opiniami najważniejszych instytucji państwowych. Ten teren nigdy nie należał do Oblatów i dlatego nie mógł być im „oddany” i nie jest to żadna „dziejowa sprawiedliwość”, jak chce tego Marian Puchała, superior zakonu Oblatów.

Cała ta sprawa to przykład zmasowanej, systemowej instytucjonalnej przemocy zastosowanej przez kilka osób, które wykorzystały aparat państwa do tego, żeby uzyskać jakieś mizerne efekty polityczne i być może ekonomiczne. Oczywiście wygranym są Oblaci. Teraz już mogą na Łyścu organizować zloty motocyklistów na 5000 maszyn czy pielgrzymki na 120 000 osób, albo zawody na najgłośniejszy wydech tuningowanego auta. To są zdarzenia, które miały miejsce na Łyścu lub miały mieć miejsce, ale udało się je powstrzymać. Teraz Muzeum Przyrodnicze ŚPN, zlokalizowane w jednym z budynków, który tak chcieli Oblaci (dawne carskie, niemieckie i radzieckie więzienie, zabytek kultury) zniknie z Łyśca. W budynku znajdzie się hotel prowadzony przez Oblatów.

Udało się jednak kilka rzeczy uzyskać, choć nie to było moim celem. Jakie? Po pierwsze sprawę udało się nagłośnić i zdemaskować i nie ma już możliwości, żeby o niej zapomnieć i do niej nie wrócić, gdy będzie możliwość. Po drugie udało mi się poczuć, że jednak jest środowisko, duże grono wspaniałych ludzi, którzy chcą się angażować w tak trudne i niejasne sprawy. To było bezcenne doświadczenie, na którym można budować. Po trzecie ŚPN utracił… tylko 1,35 ha, a pierwotnie ministerstwo chciało usunąć z granic Parku ponad 5 ha. To sukces. Po czwarte w granice ŚPN włączono ponad 62 ha lasu pod Grzegorzowicami. Co do sensowności włączenia tego akurat kompleksu leśnego i okoliczności włączenia można jedynie wyrazić smutek. Jednak w czasach, kiedy ministerstwo klimatu i środowiska jest w rękach ludzi traktujących przyrodę jako zasób a nie wartość, więc nie powstają nowe parki narodowe – można to uznać za dużą sprawę i korzystać z tej okoliczności w dyskusjach z ministerstwem. Po piąte Oblaci, podpisując umowę dzierżawy, stracili możliwość przejęcia tej ziemi przez zasiedzenie. Dotąd bowiem przebywali w klasztorze pobenedyktyńskim, który jest własnością Skarbu Państwa, bez żadnej umowy ani innego aktu prawnego. Teraz już nie. Teraz ich obecność została usankcjonowana i to rodzi określone skutki. Po szóste Oblaci nie stali się właścicielami 1,35 ha na Łyścu.

Jest jeszcze jedna sprawa, którą podnosiłem od początku. Pisałem, że sprawa Łyśca nie jest sprawą 1,35 ha w jakimś zapomnianym zakątku Polski. Próbowałem dotrzeć z przekazem, że jeśli pozwolimy na tego rodzaju precedens związany z naruszeniem prawa, to prędzej czy później zostanie on wykorzystany wobec innych obszarów chronionych w Polsce. Moje obawy znalazły uzasadnienie w nowym projekcie ustawy o parkach narodowych. Ministerstwo Klimatu i Środowiska, nauczone przykładem Łyśca, wykreśliło tak często przywoływany przeze mnie zapis o tym, że dany obszar można usunąć z granic parku narodowego, gdy bezpowrotnie utraci on wartości przyrodnicze i kulturowe. Ten mały spójnik „i”, który, wydawało się, można pominąć albo nie zwrócić na niego uwagi, ma w obecnej ustawie kluczowe znaczenie i jest wielkim strażnikiem spójności prawa, spójności wartości przyrodniczych i kulturowych, których nie wolno rozrywać i który jest strażnikiem logiki, a nawet pewnego rodzaju mądrości, którą posiadali dawni ustawodawcy. A która dziś została tak strasznie i bezpowrotnie utracona.

Ministrowie nigdy nie wykazali, że działki na Łyścu utraciły jakieś wartości. Głos naukowców, przyrodników, społeczeństwa, instytucji, licznych organizacji pozarządowych (między innymi Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, PTOP Salamandra, Klub Przyrodników, Fota 4 Climate) nigdy nie został uwzględniony, a konsultacje społeczne były prowadzone w sposób niezgodny z prawem. Ministrowie, premier, wojewoda świętokrzyski, starosta kielecki forsowali bezprawny dokument albo nadużywając swoich kompetencji, albo ich nie dopełniając. W sprawie finansów doszło prawdopodobnie do kilku przypadków niegospodarności i narażania Skarbu Państwa na nieuzasadnione straty.

Czy powołując się na najmniejszy ze spójników można walczyć z bezprawiem, chciwością i arogancją? Tak.

Łukasz Misiuna

PS. Opisywaną przeze mnie sprawę jako pierwszy podjął redaktor Grzegorz Walczak z kieleckiej Gazety Wyborczej. Wiele informacji, które podaję w powyższym tekście pochodzi z artykułów pana Grzegorza Walczaka.

Autor relacjonował całą sprawę na naszych łamach od początku, czyli od czerwca 2019 roku. Teksty te można znaleźć tutaj: https://obywatel3.macmas.pl/author/lukasz-misiuna/

NIK wzywa premiera do usunięcia bezprawia w Świętokrzyskim Parku Narodowym

NIK wzywa premiera do usunięcia bezprawia w Świętokrzyskim Parku Narodowym

Od kwietnia 2019 roku trwa bezprawna procedura prowadzona przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, której celem jest usunięcie z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego bezcennego przyrodniczo i kulturowo fragmentu o powierzchni 1,35 ha na szczycie Łyśca. W piątek 30 września 2022 roku Najwyższa Izba Kontroli ogłosiła raport, w którym stwierdza, że rządowe prace legislacyjne nad tym projektem są „nieuprawnione” i wzywa premiera polskiego rządu do przywrócenia stanu zgodnego z prawem. Wniosek o przeprowadzenie kontroli złożyło kieleckie Stowarzyszenie Społeczno-Przyrodnicze MOST. Autorem wniosku byłem ja. Wniosek został złożony za pośrednictwem kancelarii prawnej adwokata Andrzeja Gąsiorowskiego.

Nieutracone wartości Łyśca

O sprawie wielokrotnie pisałem na różnych jej etapach. Przypomnę, że kolejni ministrowie resortu środowiska począwszy od Henryka Kowalczyka przez Michała Wosia i Michała Kurtykę po Annę Moskwę twierdzili, jakoby najpierw 5 ha, a później już tylko 1,35 ha na Łyścu utraciło swoje wartości przyrodnicze i kulturowe. Bowiem tylko w takich okolicznościach możliwe jest zgodne z polskim prawem zmniejszenie obszaru parku narodowego.

Kluczowy w tej kwestii jest spójnik „i”. Zgodnie z ustawą, która nadal obowiązuje, tylko nierozłączne wystąpienie obu okoliczności (utraty wartości kulturowych i przyrodniczych) pozwala na usunięcie z granic parku narodowego danego terenu.

Pozostaje jeszcze kwestia wykazania utraty wartości. Tu ministerstwo nie popisało się. Nie wykonano żadnej oceny wartości przyrodniczych ani ich utraty w odniesieniu do stanu wcześniejszego. Tylko porównując stan „sprzed” i „po” można wskazać ewentualną różnicę. Nie wykonano tego. Nawet gdyby jednak dokonano takiej oceny, należałoby – w przypadku stwierdzenia utraty wartości – wskazać, co lub kto odpowiada za tę utratę. Mimo że ministerstwo twierdziło przez trzy lata, iż teren utracił wartości przyrodnicze, nigdy nie przedstawiono stosownej dokumentacji. Mimo że zadawałem oficjalne pytania o to, kto w takim razie jest odpowiedzialny za tę rzekomą utratę, albo nie uzyskiwałem odpowiedzi, albo – w przypadku ministra Henryka Kowalczyka – dowiedziałem się, że odpowiedzialny jest… zaborca austriacki. Absurd tego twierdzenia odbiera mi możliwość polemiki z nim.

Co do wartości kulturowych, to nikt nie twierdził, że utraciły swoje wartości. Na działkach przeznaczonych do usunięcia z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego znajduje się bowiem zabytkowy, pobenedyktyński klasztor. Zresztą znaczna część wierzchowiny Łyśca objęta jest ochroną konserwatora zabytków, klasztor jest Pomnikiem Historii ustanowionym przez Prezydenta RP, a cały teren jako rezerwat przyrody chroniony jest od 1924 roku i nawet niemieckie, ciężkie bombardowanie w 1939 roku nie uczyniło tam takich szkód, które uniemożliwiłyby powołanie tu parku narodowego w 1950 roku, trzeciego w Polsce. Obecnie teren ten jest też chroniony w ramach obszaru Natura 2000 Łysogóry.

Chcąc pomóc ministrom, zorganizowałem na Łyścu badania naukowe. Jednoznacznie wykazały one, że teren ten zachowuje wysokie, unikalne wartości przyrodnicze. Na badania otrzymałem stosowne zgody. W zespole badawczym znaleźli się uznani krajowi eksperci. Ministerstwo i dyrekcja ŚPN nie przejęły się dokumentem.

Zarzewie konfliktu

Na czele powodów konfliktu w opisywanej sprawie oraz kryzysu prawa ochrony przyrody stoją zakonnicy zajmujący obecnie klasztor. To Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Kiedy kilka lat temu ówczesna dyrekcja ŚPN rozpoczęła prace nad Projektem Planu Ochrony ŚPN, to właśnie zakonnicy sprzeciwili się proponowanym zapisom mówiącym o limitowaniu dewastującego Łysiec masowego ruchu pielgrzymkowo-turystycznego. Zresztą w opinii organizacji pozarządowych na Łyścu należało wprowadzić wiele innych restrykcji, których celem miało być zachowanie przyrody Parku w dobrym stanie. Stało to i stoi w sprzeczności z biznesowymi zamierzeniami Oblatów, o czym świadczą przypadki organizowania na Łyścu, w samym sercu ŚPN, takich imprez, jak zlot kilku tysięcy motocyklistów ze swoimi maszynami.

Wykorzystując „dobrą zmianę”, zakonnicy rozpoczęli lobbing na rzecz wyłączenia szczególnie interesującego ich fragmentu na Łyścu, co doprowadziło do wstrzymania prac nad kluczowym dla Parku dokumentem, jakim jest Plan Ochrony.

Wskutek moich intensywnych działań (pisma, artykuły prasowe, organizacja manifestacji, petycje, powiadomienie instytucji państwowych, udział w bezprawnych konsultacjach społecznych, list do papieża itp.) minister Michał Woś wymyślił, że skoro nie da się sprawy załatwić samym wycięciem z granic ŚPN 1,35 ha i w ten sposób zmniejszeniem jego powierzchni, to… zwiększy powierzchnię Parku o 62,5 ha w innym miejscu. To w oczywisty sposób manipulacja obowiązującym prawem, bo nie da się amputować ręki i doszyć garbu, a potem twierdzić, że ma się większe i zdrowsze ciało.

Głos NIKu

Wobec głuchoty na głos społeczny oraz głos środowiska naukowców oraz wobec arogancji kolejnych ministrów środowiska, a później klimatu i środowiska, zdecydowałem, że sprawę należy zgłosić do Najwyższej Izby Kontroli. Pismo słane za pośrednictwem kancelarii prawnej datowane jest na 1.01.2021 roku. Odpowiedź na nie została opublikowana dopiero 30.09.2022. Swoją drogą NIK w raporcie dezinformuje, pisząc, że sprawą zajął się z własnej inicjatywy. Jestem w posiadaniu złożonego przeze mnie i mecenasa Gąsiorowskiego pisma alarmującego tę instytucję o całej patologii.

Niezależnie od tego, NIK nie zostawia suchej nitki na bezprawnej procedurze dopychanej kolanem przez ponad trzy lata. NIK tak komentuje te ekwilibrystyki Michała Wosia, sekretarz stanu Małgorzaty Golińskiej i następców:

„Ustawa o ochronie przyrody (dalej: uoop) w art. 10 ust. 1a stanowi, że likwidacja lub zmniejszenie obszaru parku narodowego może nastąpić wyłącznie, gdy dany obszar bezpowrotnie utracił wartości przyrodnicze i kulturowe. W trakcie prac nad projektem przedmiotowego rozporządzenia minister właściwy do spraw środowiska nie wykazał zaistnienia tej przesłanki wobec planowanego do wyłączenia z obszaru ŚPN terenu położonego na wzgórzu Święty Krzyż o pow. ok. 1,35 ha, co Najwyższa Izba Kontroli oceniła negatywnie”, oraz: „Resort podczas prac legislacyjnych argumentował, że ŚPN nie ulegnie zmniejszeniu, albowiem do jego obszaru planowanie jest włączenie innych działek o łącznej powierzchni 62,5 ha. Zdaniem NIK, takie podejście może doprowadzić do wystąpienia niebezpiecznego precedensu, bowiem pod pretekstem powiększenia granic parku narodowego będzie możliwie wyłączanie z jego granic obszarów cennych przyrodniczo i kulturowo”.

NIK wskazał też, że nie podważono wartości kulturowych Łyśca, co uniemożliwia wyłączenie tego fragmentu z granic ŚPN. Tym samym powtórzono wszystkie najważniejsze argumenty, które podawałem od samego początku tej sprawy, gdy nikt nie traktował jej poważnie i nie starał się zbić na niej własnego kapitału.

Na koniec swojego raportu NIK wzywa premiera Morawieckiego: „Jako że wyniki kontroli wskazują na brak przesłanek do wyłączenia trzech działek z obszaru ŚPN, Najwyższa Izba Kontroli wnosi o podjęcie działań mających na celu nowelizację rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 grudnia 2021 r. w sprawie Świętokrzyskiego Parku Narodowego, polegającą na ponownym włączeniu w granice ŚPN działek ewidencyjnych stanowiących własność Skarbu Państwa, leżących na terenie gminy Nowa Słupia, o nr 2039/1, 2039/2, 2039/3 o łącznej powierzchni 1,3447 ha, tworzących enklawę na wzgórzu Święty Krzyż” oraz ministra klimatu i środowiska: „wydanie rozporządzenia ustanawiającego plan ochrony dla ŚPN, na podstawie art. 19 ust. 5 uoop”.

Co teraz?

Niedawno zakończyły się kolejne konsultacje społeczne Projektu Planu Ochrony Świętokrzyskiego Parku Narodowego. W nich nie wziąłem udziału. Uważam, że nie wolno konsultować dokumentu, który ma sankcjonować bezprawie. Bo w nowym Projekcie PO ŚPN nie przewidziano miejsca dla 1,35 ha na Łyścu.

Dysponując krytycznymi opiniami Państwowej Rady Ochrony Przyrody, Polskiej Akademii Nauk, Rady Naukowej Świętokrzyskiego Parku Narodowego, a teraz Najwyższej Izby Kontroli w sprawie ministerialnych pomysłów bezprawnego zmniejszenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego, można oczekiwać, że ten lub któryś kolejny rząd przywróci na Łyścu prawo. To nadal własność Skarbu Państwa, a nie jednej z grup religijnych.

NIK jest organem konstytucyjnym i niewykonanie jego zaleceń będzie przypadkiem złamania ustawy zasadniczej.

Tymczasem Oblaci wystąpili do Starosty Kieleckiego z wnioskiem o nieogłaszanie przetargu na sprzedaż 1,35 ha na Łyścu i domagają się prawa zakupu tego terenu z 99-procentową bonifikatą.

Łukasz Misiuna

 

Autor na naszych łamach prezentuje sprawę od kilku lat, w tym zamieścił tutaj pierwszy w Polsce artykuł opisujący ten problem:

Oblaci w lesie. Rząd zmniejszy Świętokrzyski Park Narodowy na rzecz Kościoła?

Park utraconych wartości (o kulisach planów zmniejszenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego)

Kamieni kupa. O utracie wartości kulturowych na Łyścu

Świętokrzyski Park Narodowy zostanie powiększony?

Ostatnia bitwa o zachowanie w całości Świętokrzyskiego Parku Narodowego?

Królestwo Barbarzyńcy. O planach zniszczeń kolejnych zabytków w Świętokrzyskim Parku Narodowym

Świętokrzyski Lunapark Narodowy

Przemoc instytucjonalna w Świętokrzyskim Parku Narodowym. Z Parku znika fragment Łyśca

Śmierć w borze jodłowym

Śmierć w borze jodłowym

Na skutek procedury rozpoczętej 19 kwietnia 2019 roku przez ministra Henryka Kowalczyka, powierzchnia Świętokrzyskiego Parku Narodowego została pomniejszona o bezcenny przyrodniczo i kulturowo fragment 1,35 ha na Łyścu. Pod relikwiami z krzyża, na którym zmarł Chrystus, dokonano dekapitacji polskiego systemu ochrony przyrody. Wbrew Polkom i Polakom, wbrew opiniom naukowców i ekspertów, polityczek i polityków oraz wbrew jednogłosowi organizacji społecznych. Egzekucję wykonał premier Mateusz Morawiecki podpisując 19 stycznia 2022 roku bezprawny projekt rozporządzenia RD 162. Projekt rozporządzenia wszedł w życie 1 lutego 2022 roku. Inspiratorami tego bezprawnego czynu byli zakonnicy Oblaci z Łyśca. Skutki tej procedury dotkną wszystkich parków narodowych w Polsce.

Świętej Pamięci Natura

W ostatnim akcie niezgody wobec rządowych planów grupa artystek i artystów z warszawskich kolektywów artystycznych „Sztuka w ruchu – Wachlarze Bojowe”, grupa śpiewacza Staynia oraz Warszawsko-Lubelska Orkiestra Dęta przy udziale Stowarzyszenia Społeczno-Przyrodniczego MOST opracowała i wykonała happening „Świętej Pamięci Natura” na Łyścu w Świętokrzyskim Parku Narodowym oraz pod kancelarią prezesa rady ministrów w Warszawie.

Używając języka sztuki, poezji, filozofii i piękna, w dniu 8 stycznia 2022 roku o godzinie 13:00 spod bramy Świętokrzyskiego Parku Narodowego w Hucie Szklanej ruszył kondukt żałobny. Symboliczna Matka Natura ze związanymi rękami była prowadzona na szafot. Symboliczny szafot znajdował się przed Muzeum Świętokrzyskiego Parku Narodowego na Łyścu, na terenie przeznaczonym do usunięcia z jego granic. Tu wygłoszono mowę pożegnalną. Następnie głowa Matki Natury została ścięta.

Wydarzenie powtórzono 18 stycznia 2022 roku w Warszawie. Zaproszono na nie premiera Mateusza Morawieckiego. Nie skorzystał z zaproszenia.

Przedstawienie było nie tylko obywatelskim aktem niezgody na trwające bezprawie, ale też niezwykłym wydarzeniem artystycznym o wielkiej sile oddziaływania. Płaczki „uzbrojone” w starożytne wachlarze bojowe w rzeczywistości manifestowały bezsilność Polaków wobec bezdusznego i sadystycznego aparatu państwa. Poruszająco piękna i smutna Matka Natura odegrana przez zjawiskową Annę Juniewicz, tancerkę i aktorkę japońskiego teatru butoh, była wyrazem naszej bezsilności, ale też szczerości. Charyzmatyczny Wojciech Matejko, także tancerz butoh, w sposób hipnotyzujący oddał perfidię i wyrachowanie ministerialnych urzędników. Posągowy Karol Buski wcielił się w kata, który w zasadzie reprezentował zakulisową rolę Oblatów. Nad całością od pierwszej chwili czuwała Julie Bui, która była jak wódz prowadzący swoją armię w urzekający i pełen spokoju sposób na pewną śmierć. Wspierała ją pełna uroku i ciepła Hania Lekmane. Całość nie byłaby tak niebywale przejmująca, gdyby nie piosenkarka i autorka tekstów Justyna Jary. Zresztą nie sposób wymienić ich wszystkich.

Profesor Szymon Malinowski, fizyk atmosfery, który przybył na warszawski happening, tak o nim napisał w mediach społecznościowych: „Fantastyczny i przejmujący happening. To naprawdę, prócz tego, że był to protest, było wydarzenie artystyczne. Po czymś takim chce się dalej działać”.

Myślę, że wszyscy, którzy wzięli udział w tworzeniu, a później uczestniczyli w wydarzeniu doświadczyli tego, co było sensem greckiej tragedii, oczyszczenia. Dla mnie to było doświadczenie głęboko poruszające. Po niemal trzech latach nierównej walki moje uczucia i emocje mogły wreszcie dojść do głosu. Nie tylko ja byłem silnie wzruszony. Nie tylko ja czułem, że coś umarło i że trzeba będzie sobie z tym w nowy sposób radzić. I nie chodziło tu tylko o proceduralną zmianę granic jakiegoś miejsca tak, a nie inaczej opisanego w prawie.

Jak to się mogło stać?

Pomiędzy kwietniem 2019 a styczniem 2022 przyrodniczki i przyrodnicy, działaczki i działacze społeczni, polityczki i politycy oraz 37 000 Polek i Polaków wyrażało wielokrotnie swój sprzeciw wobec usunięcia bezcennego przyrodniczo i kulturowo fragmentu Świętokrzyskiego Parku Narodowego na Łyścu z jego granic.

Aby zgodnie z polskim prawem ochrony przyrody usunąć z granic parku narodowego jakiś jego fragment, należy wykazać „bezpowrotną utratę wartości przyrodniczych i kulturowych” tego konkretnego obszaru. Tylko łączne występowanie tych trzech przesłanek (1. Bezpowrotność utraty; 2. Utrata wartości przyrodniczych; 3. Utrata wartości kulturowych) otwiera drzwi do procedury wyłączenia terenu z granic parku narodowego.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska nigdy nie udowodniło, że zachodzi choćby jedna z tych przesłanek. Natomiast zespół przyrodników związanych ze Stowarzyszeniem MOST wykonał badania i opublikował raport przyrodniczy, z którego jednoznacznie wynika, że 1,35 ha na Łyścu nie utraciło wartości przyrodniczych i kulturowych. Dokument został przekazany do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Jego wyniki poparły: Polska Akademia Nauk, Państwowa Rada Ochrony Przyrody i Rada Naukowa Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Wszystkie te głosy zostały zlekceważone przez Ministerstwo i dyrekcję ŚPN.

Dlaczego doszło do złamania prawa? Motorem procedury wyłączenia fragmentu 1,35 ha na Łyścu ze Świętokrzyskiego Parku Narodowego są zakonnicy z zakonu Oblatów. Od lat 30. XX wieku starali się oni zagarnąć cały klasztor pobenedyktyński wraz z ziemią. Od 1819 roku jest to własność Skarbu Państwa najpierw Królestwa Polskiego, a teraz Rzeczpospolitej Polskiej. Oblaci od dziesiątek lat wywierają naciski na kolejne polskie rządy, chcąc uzyskać całość unikalnego zespołu klasztornego, który od 1950 roku leży w granicach Świętokrzyskiego Parku Narodowego, a od 1908 roku zabiegano o ochronę tego bezcennego przyrodniczo i kulturowo obiektu.

Obecny rząd, pomimo braku przesłanek prawnych i naukowych, postanowił złamać prawo i przeprowadzić procedurę zmniejszenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego tylko po to, aby nakarmić zachłanność Oblatów.

Od 2019 roku kieleckie Stowarzyszenie Społeczno-Przyrodnicze MOST stawiało opór tej instytucjonalnej przemocy państwa i Kościoła, śledząc każdy ruch ministerstwa, Oblatów i dyrekcji ŚPN, biorąc udział we wszystkich przewidzianych prawem procedurach, pisząc artykuły, prowadząc badania naukowe na Łyścu, współorganizując protesty i pisząc apele i listy np. do papieża Franciszka. Sprawą zajmuje się Najwyższa Izba Kontroli. Po dwóch latach udało się w ten opór włączyć większość krajowych środowisk aktywistycznych i naukowych. Za późno i, jak się okazało, nieskutecznie.

Ostatni wysiłek

Od września 2021 roku środowiska domagające się zachowania integralności Świętokrzyskiego Parku Narodowego podjęły szereg działań mających na celu przekonanie Ministerstwa Klimatu i Środowiska, że prowadzone w tej sprawie procedury są nieuzasadnione.

16 września 2021 roku dyrekcja Świętokrzyskiego Parku Narodowego zorganizowała w Ciekotach uroczyste obchody 70-lecia utworzenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Obchodom towarzyszyła konferencja naukowa, na która zaproszono naukowców, leśników, służby innych parków narodowych oraz przedstawicieli ministerstwa, a także… Oblatów. Konferencję otworzył… zakonnik. Dyrekcja ani słowem nie wspomniała o tym, że ŚPN ma utracić niebawem fragment na Łyścu. Jak się okazało, wielu uczestników konferencji nie wiedziało o toczącej się procedurze.

Przedstawiciele Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot oraz Stowarzyszenia MOST zgłosili oficjalnie chęć udziału w konferencji w roli prelegentów. Zgłosiłem także swój udział. Zaproponowałem przedstawienie wyników badań naukowych z Łyśca. Odmówiono nam. W związku tym obie organizacje zdecydowały o przeprowadzeniu pikiety w miejscu, gdzie odbywała się konferencja. Było to wydarzenie oficjalne, zgłoszone i legalne oraz pokojowe i nieagresywne. Naszym celem było wyrażenie sprzeciwu wobec działań ministerstwa, Oblatów i dyrekcji ŚPN. Ale też poinformowanie opinii publicznej i uczestników konferencji o tym, co się dzieje. W czasie naszej pikiety doszło do kilku bezprecedensowych zdarzeń i skandali.

Dyrektor ŚPN Jan Reklewski nie wpuścił pikietujących na ogólnodostępny teren przy budynku, w którym odbywała się konferencja. Wykorzystał do tego, niezgodnie z prawem, Straż Parku Narodowego. Wiemy od uczestników konferencji, że niektórzy pracownicy Parku próbowali odwieść dyrektora od tego działania. Mógł mieć świadomość, że łamie prawo. Mimo tego zrobił to. Pikieta była legalna i towarzyszyła jej policja. Reklewski po konferencji zgłosił na policję kilku uczestników pikiety. Zostali oni przesłuchani. Nie przyznali się do zarzucanych im czynów polegających na zakłócaniu porządku publicznego. Zostali uznani winnymi i nałożono na nich kary w wysokości 300 zł. Złożyli odwołanie. W Sądzie Rejonowym w Kielcach byliśmy reprezentowani przez adwokatkę Karolinę Kuszlewicz. Po wysłuchaniu nas i adwokatki Sąd orzekł, że mieliśmy prawo w ten właśnie sposób wyrazić naszą niezgodę, tym bardziej, że urzędnicy nie reagowali przez niemal trzy lata na nasze apele, sprzeciwy, wyniki badań naukowych oraz głosy naukowców i prawników. Orzeczenie sądu było bardzo rozbudowane, poparte polskimi i międzynarodowymi aktami prawnymi i zawierało twierdzenia, które będą miały znaczenie w przyszłości w podobnych sprawach, ale też jako argumentacja dotycząca obrony porządku prawnego, w tym prawa obywateli do sprzeciwu również w sprawach nie związanych z ochroną przyrody.

Po tym jak Jan Reklewski wykorzystał straż parku narodowego jako prywatnych ochroniarzy, zgłosiłem go na policję. Policjant przyjmujący zgłoszenie powiedział: „Proszę Pana, to sprawa polityczna, ja się w to nie mieszam”. Prokuratura Kielce-Wschód uznała, że Jan Reklewski nie złamał prawa. Mimo dowodów w postaci fotografii i świadków gotowych zeznawać, Prokuratura oparła się na wyjaśnieniu Reklewskiego, że… użył Straży Parku wyłącznie do regulacji ruchu samochodowego. Jest to oczywista nieprawda, co zostało udokumentowane. Jan Reklewski poinformował, że zgłosił nas na policję, ponieważ nasze okrzyki utrudniały odsłuchanie hymnu narodowego. Znając nowatorstwo legislacyjne Jana Reklewskiego można się spodziewać, że niebawem będzie procedowany jakiś projekt ustawy zabraniającej rozmawiania w czasie wykonywania hymnu narodowego, co może stać się skuteczną bronią przeciwko wszelkim manifestacjom, we wszystkich innych społecznie ważnych sprawach.

23 października 2021 r. Stowarzyszenie MOST zorganizowało konferencję naukową „Korzenie”, poświęconą sprawie wartości przyrodniczych i kulturowych Łyśca w Świętokrzyskim Parku Narodowym i światowego obiektu UNESCO Krzemionki. Wygłoszonych zostało kilka referatów. Konferencja jest dostępna online (http://konferencjamost.pl/). Mimo zaproszenia nikt z ŚPN ani z Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiS), ani spośród „zatroskanych” o przyrodę Łyśca Oblatów nie przybył na konferencję, aby móc zapoznać się z najbardziej aktualnym stanem wiedzy w tej sprawie.

30 października 2021 r. nowa ministra klimatu i środowiska Anna Moskwa otrzymała od 23 organizacji pozarządowych list z apelem o zakończenie prac nad usunięciem fragmentu Łyśca z granic ŚPN.

4 listopada w Warszawie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Stowarzyszenie MOST, Extinction Rebellion i inne ruchy społeczne przemaszerowały przez centrum Warszawy do siedziby nowej ministry Anny Moskwy z apelem o zakończenie prac nad bezprawnym projektem rozporządzenia usuwającego Łysiec z granic ŚPN. Z protestującymi ulicami Warszawy maszerował tekturowy jeleń świętokrzyski z informacją, że Świętokrzyski Park Narodowy jest zagrożony utratą bezcennego fragmentu na Łyścu. A zagrożenie to na ŚPN sprowadzili Oblaci z obecnym dyrektorem ŚPN Janem Reklewskim i trzema poprzednimi ministrami: Henrykiem Kowalczykiem, Michałem Wosiem i Michałem Kurtyką. Pani Ministrze przekazano też petycję podpisaną przez 37000 Polek i Polaków. Tekturowy jeleń został oddany pod opiekę ministrze Annie Moskwie.

16 listopada Pracownia na rzecz Wszystkich Istot i Stowarzyszenie MOST poinformowały, że został przesłany list do papieża Franciszka, informujący o planach wyłączenia fragmentu Łyśca z granic ŚPN na skutek nacisków dokonywanych przez Oblatów na urzędnikach państwowych. W liście do Franciszka napisaliśmy m.in.:

„Łysiec stanowi dziedzictwo przyrodnicze, chronione przez polskie prawo, dziedzictwo kultury chrześcijańskiej i przedchrześcijańskiej, a także dziedzictwo duchowe związane ze znajdującym się tam sanktuarium Święty Krzyż. Przez wiele lat Łysiec był miejscem, gdzie porządek religijny, przyrodniczy i historyczny harmonijnie ze sobą współegzystowały.

Stacjonujący w klasztorze misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej czynią jednak starania o przejęcie części terenu, stanowiącego majątek Skarbu Państwa Polskiego, na własność. Choć jest ich zaledwie dziewiętnastu (razem z nowicjatem), a już teraz dysponują ogromnym terenem sanktuarium. Jako przyczynę wystąpienia z roszczeniami podają chęć posiadania większej liczby pomieszczeń (refektarza, dodatkowych miejsc noclegowych czy sali konferencyjnej)”.

18 listopada Prokuratura Rejonowa w Starachowicach odmówiła wszczęcia postępowania przeciwko Janowi Reklewskiemu. Zgłoszenie dotyczyło przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego polegającego na planach budowy wieży widokowej na Łysicy, budowy farmy fotowoltaicznej na zabytku archeologicznym z czasów rzymskich w Rudkach, wspierania usunięcia z granic ŚPN 1,35 ha na Łyścu na wniosek Oblatów oraz budowy wodotrysków i innych fajerwerków przy wejściu do ŚPN od strony Świętej Katarzyny.

W sprawie wieży widokowej na Łysicy negatywne stanowisko zajęła Rada Naukowa ŚPN. W sprawie usunięcia z granic ŚPN fragmentu Łyśca wypowiedziało się 37 000 Polek i Polaków, Rada Naukowa SPN, Polska Akademia Nauk oraz Państwowa Rada Ochrony Przyrody. Sprawę budowy farmy fotowoltaicznej w Rudkach negatywnie ocenił Świętokrzyski Wojewódzki Konserwator Zabytków wzywając dyrektora Reklewskiego do posprzątania terenu i oznakowania, a nie do budowy fotowoltaiki. Stowarzyszenie MOST posiada w formie pism wszystkie te krytyczne opinie wobec działań Reklewskiego, Oblatów i MKiS.

Również 18 listopada projekt bezprawnie procedowanego i zawierającego fundamentalne błędy projektu rozporządzenia w sprawie zmiany granic ŚPN oceniła Komisja Prawnicza Rządowego Centrum Legislacji. Komisja Prawnicza zwróciła uwagę na istotne problemy i zaleciła: „zmianę pkt 12 Oceny Skutków Regulacji do projektu wskazującego, że nie ma potrzeby określania mierników niezbędnych do ewaluacji projektu, gdyż rozporządzenie dotyczy wyłącznie kwestii technicznych. Prowadzący Komisję Prawniczą zwrócili uwagę, że projektowane zmiany nie mają wyłącznie technicznego charakteru, zwłaszcza jeżeli chodzi o kwestię wyłączeń nieruchomości z obszaru Parku”.

Ponadto komisja prawnicza zwróciła uwagę na wymagania wynikające z art. 10 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody, które powinny być odpowiednio odzwierciedlone w uzasadnieniu do projektu. Chodzi tu o rzekomą „bezpowrotną utratę wartości przyrodniczych i kulturowych” na Łyścu.

Mały kawałek ŚPN, duża zmiana systemu

Jak powiedziałem na wstępie, wszystkie te działania zakończyły się fiaskiem. Rząd, w głównej mierze członkowie Solidarnej Polski oraz świętokrzyscy działacze Zjednoczonej Prawicy (posłowie Krzysztof Lipiec i Mariusz Gosek), przeforsował pozbawiony podstaw prawnych i merytorycznych dokument zmniejszający powierzchnię ŚPN. To jest sprawa nie mająca precedensu w polskiej historii. Również jako przykład imponującego zaangażowania w obronę ŚPN różnych środowisk społecznych, aktywistycznych, artystycznych, politycznych i naukowych.

Zajmując się tą sprawą od samego jej początku, to jest od kwietnia 2019 roku, alarmowałem, że usunięcie z granic ŚPN tego fragmentu przy użyciu rządowej „argumentacji” pociągnie lawinę negatywnych konsekwencji, które dotkną wszystkie inne parki narodowe w Polsce. Przede wszystkim dlatego, że teraz dowolna grupa interesów może użyć dokładnie tej samej „logiki” co w przypadku Oblatów na Łyścu i ich nieuprawnionych roszczeń. Po drugie i chyba ważniejsze, ministerstwo potraktowało sprawę ŚPN jako poligon i w oparciu o zdobyte tu doświadczenia przygotowało projekt ustawy o parkach narodowych. 23 lutego zakończyły się konsultacje społeczne tego projektu. Jako Stowarzyszenie MOST przesłaliśmy swoje uwagi.

Projekt ustawy jest przede wszystkim pełen wewnętrznych sprzeczności, wieloznaczności, błędów, sprzeczności z obowiązującymi już aktami prawnymi i jako wadliwy lub niedopracowany nie powinien w takiej postaci ujrzeć światła dziennego. To jednak można złożyć na karb pośpiechu i próby bycia skutecznym i szybkim. Natomiast zawiera on też liczne zapisy, które wprost grożą dewastacją prawa i marginalizacją roli parków narodowych jako najwyższej formy ochrony w Polsce.

Przede wszystkim brakuje zapisów na temat ułatwienia powoływania parków narodowych. A takie regulacje zapowiadano prezentując założenia Polskiego Ładu. Można więc zapomnieć o utworzeniu np. Turnickiego Parku Narodowego.

Projekt ustawy wyklucza udział organizacji pozarządowych w opiniowaniu określenia lub zmiany granic parku narodowego.

Dokonano też zmiany, która uniemożliwi prowadzenie obrony parków narodowych jako obiektów o szczególnej wartości przyrodniczej i kulturowej. Taką linię obrony stosowałem zgodnie z prawem w przypadku Łyśca w ŚPN. Teraz ministerstwo zamieniło spójnik „i” na „lub”. Zgodnie z obowiązującą ustawą o ochronie przyrody zmiana granic parku narodowego może nastąpić wyłącznie w przypadku „bezpowrotnej utraty wartości przyrodniczych i kulturowych obszaru’. Spójnik „i” nakazuje nierozłączne traktowanie wartości przyrodniczych i kulturowych. W proponowanym brzmieniu spójnik „i” zastąpiono spójnikiem „lub”. Oznacza to, że wystarczy utrata tylko wartości przyrodniczych albo tylko kulturowych obszaru. Rozluźnia to i niebezpiecznie liberalizuje ochronę w parkach narodowych. Zapis ten jest także niezgodny z wiedzą naukową, ponieważ zwykle obiekty o ponadprzeciętnych walorach kulturowych jak zabytki architektury, mają też wysokie znaczenie dla bioróżnorodności. Często budynki są siedliskiem gatunków ściśle związanych właśnie z tego rodzaju obiektami. Są to między innymi ptaki, nietoperze, ale także ślimaki czy porosty. Obecność różnych budowli w parkach narodowych zwykle zwiększa ich bioróżnorodność o gatunki synantropijne. Wartości przyrodnicze i kulturowe w parkach narodowych są ściśle powiązane i nie wolno ich rozdzielać, rezygnując ze spójnika „i”. Otworzy to bowiem drogę do procedur wyłączeniowych na trudną do przewidzenia skalę. To z kolei przyniesie niepowetowane straty w ochronie przyrody w parkach narodowych. Trzeba dodać, że nie tylko obiekty zabytkowe mogą mieć wysokie znaczenie dla bogactwa przyrodniczego. Proponowany zapis można też interpretować tak, iż wystarczy utrata wartości przyrodniczych lub kulturowych (a więc tylko jednego z dwu rodzajów wartości) na jakimś niewielkim fragmencie powierzchni parku narodowego, aby zlikwidować cały park narodowy. To jest niedopuszczalne i zapis ten należy bezwzględnie zmienić tak, aby jednoznacznie wynikało, że utrata wartości na niewielkiej części parku narodowego nie umożliwia likwidacji całego parku narodowego.

Projekt ustawy w części dotyczącej zakazów w parkach narodowych wymienia między innymi „zakaz prowadzenia badań naukowych”. Jest to nieprawdopodobne i trudne do zrozumienia, choć to właśnie zgoda na moje badania w ŚPN stanęła w gardle ministra Wosia, który ją wydał, a następnie nie zainteresował się wynikami badań. Te badania dały też ważne argumenty instytucjom naukowym w domaganiu się wycofania z pomysłu usunięcia z granic ŚPN 1,35 ha na Łyścu.

W myśl projektu ustawy dyrektorzy parków narodowych będą powoływani przez ministra. Natomiast dyrektor parku narodowego będzie mógł dowolnie, uznaniowo kształtować skład Rady Naukowej Parku. Czyli nie dość, że dyrektorzy będą z nadania partyjnego, to jeszcze niezależny organ doradczy będzie swobodnie kształtowany przez takiego nominata. Co oznacza całkowite uzależnienie parku narodowego od bieżących potrzeb i interesów politycznych i różnego rodzaju lobby.

To tylko niektóre, najbardziej spektakularne propozycje zmian w odniesieniu do parków narodowych, które w polskim prawie mają, czy raczej miały, rolę wyjątkową. Projekt tej ustawy wyraźnie wskazuje na sposób myślenia rządzących o najważniejszych, najcenniejszych przyrodniczo obszarach naszego kraju.

To wszystko jest bardzo smutne. Jesteśmy świadkami dewastacji systemu ochrony przyrody w Polsce przez grupkę ludzi oraz takie eksploatowanie najwyższych wartości, które pozwoli na handel wspólnym dobrem. To wszystko w czasach globalnego kryzysu gospodarczego, zaniku bioróżnorodności, zmian klimatu oraz w czasach wojny o źródła energii, która rozgrywa się przy naszej granicy.

Dziś z tej perspektywy jeszcze lepiej widać, że nasz happening Świętej Pamięci Natura doskonale oddaje emocje, które nam wszystkim towarzyszą. To głównie żal, bezsilność, poczucie bycia nadużywanym przez państwo i jego aparat, poczucie zagrożenia, niepewności i smutku.

W tym stanie emocjonalnym udało się natomiast zbudować wielką sieć wsparcia, znajomości, osobistych relacji, wspólnych działań. Okazało się, że nie rozpadliśmy się całkiem jako społeczność, że potrafimy działać oddolnie.

Z pewnością umiera jakiś świat, jakiś porządek, a dla mnie koniec ten rozpoczął się w borze jodłowym na Łyścu.

Nie jestem w stanie dziś wymienić wszystkich, którzy udzielili mi pomocy, wsparcia, którzy w ciągu tych trzech lat włączyli się w tę sprawę. Przepraszam, że Was wszystkich nie wymienię, ale jestem Wam głęboko wdzięczny za wszystko.

Łukasz Misiuna

Autor na naszych łamach prezentuje sprawę od kilku lat, w tym zamieścił tutaj pierwszy w Polsce artykuł opisujący ten problem:

Oblaci w lesie. Rząd zmniejszy Świętokrzyski Park Narodowy na rzecz Kościoła?

Park utraconych wartości (o kulisach planów zmniejszenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego)

Kamieni kupa. O utracie wartości kulturowych na Łyścu

Świętokrzyski Park Narodowy zostanie powiększony?

Ostatnia bitwa o zachowanie w całości Świętokrzyskiego Parku Narodowego?

Królestwo Barbarzyńcy. O planach zniszczeń kolejnych zabytków w Świętokrzyskim Parku Narodowym

Świętokrzyski Lunapark Narodowy

Przemoc instytucjonalna w Świętokrzyskim Parku Narodowym. Z Parku znika fragment Łyśca

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Happening kondukt żałobny pod Łyścem. fot. Małgorzata Kowal