Serwus, hello… czy naprawdę tylko o to w życiu szło?

Serwus, hello… czy naprawdę tylko o to w życiu szło?

Powietrze już nigdy nie będzie pachnieć tak, jak pachniało wtedy – latem. I nie – uprzedzając małoduszne komentarze i kąśliwe uwagi osób znających miejsce mojego pochodzenia – nie mam na myśli smrodu siarkowodoru z dogorywającej tarnobrzeskiej kopalni, który czasem rzeczywiście unosił się nad naszym blokowiskiem.

Myślę o zapachu skoszonej trawy, dzikich róż rosnących obok placu zabaw, rozgrzanego upałem asfaltu i czegoś jeszcze. To nieuchwytne coś, co sprawiało, że każdy wdech powodował, że kręciło się w głosie jak na karuzeli, a świat wydawał się, i chyba rzeczywiście był, pełen magii. Tak pachnie dzieciństwo, kiedy wszystko jeśli nawet nie jest możliwe, to takim się zdaje.

Całe nasze uniwersum to było blokowisko z wielkiej płyty. Był rok dziewięćdziesiąty któryś, raczej początek niż koniec tej przedziwnej dekady. Właśnie relegowano mnie z czwartego już chyba przedszkola, więc zrozpaczona mama próbowała znaleźć inne, do którego mogłabym chodzić. Można pomyśleć, że niezły musiał być ze mnie gagatek, ale nic z tych rzeczy.

Mama zawsze zadziwiała mnie, ponieważ była jakby odporna na upływ czasu. To nie znaczy, że nie starzała się. Z wiekiem na jej pięknej twarzy pojawiały się nowe zmarszczki, ale miałam poczucie, że nigdy nie opuściła w swojej głowie drugiej połowy lat siedemdziesiątych. Świata malowanych dzbanków, suto zakrapianych imienin, wręczanych wtedy gerber i królującej niepodzielnie na stołach sałatki jarzynowej. Trudno było mi się temu dziwić, nie dziwiłam się więc. W historii Tarnobrzega, a także w jej osobistej, był to czas szczęśliwy, wspominany z nostalgią. Zwłaszcza w porównaniu z cięższą późniejszą dekadą, która była jednak tylko preludium do kataklizmu, jaki przydarzył się w kilka lat po moim urodzeniu. Przemiany lat 90. były wyrokiem dla miasta i dla żyjących w nim ludzi. Wyrokiem bez możliwości apelacji. Wszystko było – jak mówiły mądre głowy w telewizorze, składając przy tym dłonie w merytoryczną piramidkę, aby przydać powagi wyrokom historii, które ogłaszały – „nierentowne”. Nieważne, czy była to dająca pracę większości mieszkańców kopalnia, czy przedszkole, do którego chodziłam.

Trzeba było więc czym prędzej „zrestrukturyzować”. To zaś znaczyło: zwolnić ludzi, zakład zamknąć i sprzedać. Wtedy nie wiedziałam, dlaczego tak było. Nie martwiło mnie to zbytnio, po prostu co pół roku znowu mam nowe koleżanki, nowe panie i nowe zabawki. Dzieci nie mają punktu odniesienia, więc stan ciągłych zmian, niepewności, zapadania się w sobie starego świata, który dla mnie był przecież światem całkiem nowym, który dopiero poznawałam, uznawałam za normę. Tak było i już.

Można, a sądzę że nawet trzeba, biadać nad tym, co się wtedy wydarzało, nad krzywdą ludzi, którzy choć nie popełnili zbrodni, doświadczyli kary. Dopiero teraz dostrzegam, że najgorszym, co ich wtedy spotkało, wcale nie była utrata z dnia na dzień pracy bez możliwości znalezienia innej, a co za tym idzie utrata środków do życia. Bezrobocie to tylko jeden z jeźdźców apokalipsy, który z impetem nawałnicy wjechał do naszego siarkowego świata. Kolejnym była narastająca wrogość i nieufność ludzi wobec siebie. Jak walcem rozjechała ona przyjaźnie, więzi między kolegami w pracy, sąsiadami i tak dalej. Umiesz liczyć, licz na siebie – mawiali dorośli. Stawali się cyniczni, oddalali od siebie. Nie ufali.

Trzecim kataklizmem, jaki zwalił się na głowy nieszczęsnych mieszkańców przemysłowego miasta, była narracja medialna na temat tamtych wydarzeń. Gdy przychodzi klęska, na przykład powódź czy wichura, wtedy ludzie mają wsparcie, dobre słowo, współczuje się im, solidaryzuje się z nimi. Na klęskę wolnorynkowego neoliberalizmu mieszkańcy Polski byli równie nieprzygotowani, jak na trąbę powietrzną. W odróżnieniu jednak od trąby, ofiarom przemian nikt nie współczuł. Przeciwnie: dowiadywali się zewsząd, że są nienowocześni, przestarzali, NIERENTOWNI jak całe znane im otoczenie. To upokorzenie, odarcie z godności, okraszone protekcjonalnym tonem osób pouczających ich z wielkich miast, było podłością doskonałą. Wiem, bo w rozmowach z dziś starszymi już ludźmi, których wtedy dotknęła niewidzialna ręka rynku, wciąż pobrzmiewa złość, gniew, który pali do żywego, mimo że było to całe wieki temu.

Jak zatem przebiega dzieciństwo ustanowione dokładnie na styku dwóch płyt tektonicznych, które właśnie postanowiły się ze sobą zderzyć? Gdy dziś o tym myślę, to do głowy przychodzi mi przede wszystkim podwórko. Długie letnie wieczory, które spędzało się na zewnątrz łapiąc chrabąszcze do butelek. Tamten świat, mimo że bardzo brutalny, ostro ciosany, twardy i dla twardych przeznaczony, był też w jakiś niepowtarzalny sposób piękny. I magiczny.

To, co stare implodowało, z hukiem i trzaskiem osuwało się w niebyt, a to, co nowe, jeszcze nie nadeszło. Co zatem było? Nie żyliśmy przecież w próżni, bo życie jej nie znosi, jak to mówią nie bez racji. Była jedna wielka tymczasowość. Kasety z disco polo sprzedawane z łóżek polowych. Panierowana mortadela podszywająca się pod kotleta. Pierwszy handel w życiu to był handel karteczkowy. Dwie z Dalmatyńczykami za Króla Lwa i tak dalej. W rytm „Makumby” – utworu, który mógł powstać i zdobyć popularność tylko wtedy i tylko w Polsce, zajadaliśmy ohydne jak nieszczęście ciepłe lody, huśtaliśmy się „na podbity”, graliśmy w kozła. Byliśmy sami na swoim terenie. Trudno nawet powiedzieć, by dorośli nas wychowywali, mieli w końcu do dźwignięcia świat. Rządziliśmy jak umieliśmy. A dzieci są okrutne i złe jak podobno powiedział dr Freud… Były to więc rządy twardych rąk, rządy zdartych kolan i łokci, gdzie lojalności uczyliśmy się szybko. Gdzie swoi i obcy byli jasno zdefiniowani. Swoi to ci z naszego bloku. A obcy? Jak nietrudno zgadnąć, ci z bloku obok, na których mówiliśmy, nie wiem do dziś dlaczego: „konfitury”.

W telewizji pokazywano pierwsze reklamy. Marzyłam w skrytości ducha o serze topionym Hochland, który, mówiąc wprost, jest w smaku naprawdę paskudny. Na pewno o wiele gorszy od zwykłego żółtego, kupionego przez mamę w nieodległym od nas spożywczaku. Nie dziwię się jednak kilkuletniej sobie. W reklamie sera dilowali nie byle czym. Uśmiechnięta amerykańska rodzina, domek na przedmieściach i tak dalej. Swojego przyszłego męża wyobrażałam sobie jako człowieka sukcesu – managera z reklamy dezodorantu Hat Trick, która z kolei kusiła bezpretensjonalną nutą: „Jak świeżo, jak przyjemnie, skąd ja to znam? Czym pachnie ten pan? Hat Trick, Hat Trick…”.

Nasza klatka schodowa wyglądała tak, że pożal się boże. Uświadomiłam to sobie jednak dopiero niedawno, gdy odkopałam jedno stare zdjęcie. Odrapane ściany, miejsce na żarówkę, którą dawno ktoś ukradł, i wielki napis czerwonym sprayem głoszący: „sex, cipa”. Gdy patrzę dziś na to zdjęcie, na którym jestem razem z moim psem – jamniczką Kropką na tle tegoż jakże dołującego widoku, to myślę, że to dobrze, iż dzieci nie mają punktu odniesienia i przyjmują zastaną rzeczywistość po prostu jako fakt, z którym się nie dyskutuje. Nie chcę tutaj zabrzmieć jak: „było nas dwadzieścioro, mieszkaliśmy w jeziorze i nikt nie narzekał”, ale fakt jest faktem, na tym niesprzyjającym, niezbyt żyznym gruncie wyrosły najlepsze umysły mojego pokolenia. Słodko-gorzki smak tych wspomnień będę nosić już zawsze.

I wiem, że już nigdy powietrze nie będzie pachniało tak, jak wtedy latem.

Natalia Bała

Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Magdalena Okraska

Łatwiej dla obywateli

Łatwiej dla obywateli

Projekt ustawy Pauliny Matysiak: obywatelska inicjatywa ustawodawcza z podpisami elektronicznymi.

Posłanka Paulina Matysiak złożyła projekt ustawy, którego celem jest uproszczenie i unowocześnienie procedury obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. Proponowane rozwiązania mają umożliwić obywatelom udzielanie poparcia projektom ustaw również drogą elektroniczną, bez likwidowania dotychczasowej papierowej ścieżki.

Projekt przewiduje utworzenie usługi dostępnej w systemie teleinformatycznym, która pozwoli obywatelom na elektroniczne poparcie projektu ustawy, a pełnomocnikom komitetów także na wniesienie projektu do Marszałka Sejmu oraz złożenie sprawozdania finansowego o źródłach pozyskanych funduszy. Usługa ma działać w ramach portalu poparcia i wymagać zalogowania oraz uwierzytelnienia za pomocą podpisu kwalifikowanego, podpisu zaufanego albo podpisu osobistego.

Jak podkreślono w uzasadnieniu projektu, celem zmian jest poszerzenie możliwości działania obywateli i komitetów inicjatywy ustawodawczej, a nie zastąpienie obecnych rozwiązań. Oznacza to, że papierowa forma zbierania podpisów i składania dokumentów zostaje utrzymana, a nowelizacja wprowadza dodatkową, bardziej dostępną ścieżkę działania.

Projekt zachowuje również mechanizmy zabezpieczające przed nadużyciami. Nadal konieczne będzie zebranie 1000 własnoręcznych podpisów obywateli popierających projekt na etapie zgłoszenia komitetu inicjatywy ustawodawczej. Rozwiązanie to ma zapobiegać tworzeniu projektów bez realnego społecznego zaplecza i ograniczyć ryzyko wykorzystywania procedury w sposób sprzeczny z jej celem.

Nowe przepisy przewidują również większą przejrzystość procesu. W portalu poparcia mają być dostępne informacje o utworzonych komitetach, projektach ustaw oraz liczbie osób, które udzieliły poparcia. Obywatel po zalogowaniu będzie mógł także sprawdzić, którym projektom udzielił poparcia i kiedy to nastąpiło.

– „Ten projekt pokazuje, że można współpracować ponad podziałami i budować koalicję wokół konkretnego, potrzebnego rozwiązania. Udało się połączyć polityków Konfederacji, Prawa i Sprawiedliwości, Polski 2050, Razem, Demokracji Bezpośredniej oraz posłów niezrzeszonych wokół celu, którym jest uproszczenie obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej i dostosowanie jej do realiów XXI wieku” – podkreśla Paulina Matysiak.

Zgodnie z projektem, jeśli ustawa uzyska wymagane poparcie za pośrednictwem portalu, nie będzie konieczności przedkładania papierowych wykazów podpisów. Jeżeli liczba elektronicznych podpisów okaże się niewystarczająca, nadal będzie można uzupełnić wymagane poparcie w formie tradycyjnej.

Projekt zakłada, że minister właściwy do spraw informatyzacji przygotuje system teleinformatyczny w terminie 12 miesięcy od wejścia w życie odpowiedniego przepisu, a sama ustawa zacznie obowiązywać po upływie 12 miesięcy od dnia ogłoszenia, z wyjątkiem przepisów przygotowawczych, które wejdą w życie po 14 dniach.

Projekt ma charakter proobywatelski i modernizacyjny. Jego celem jest ułatwienie obywatelom udziału w procesie stanowienia prawa przy zachowaniu bezpieczeństwa, przejrzystości i dotychczasowych gwarancji proceduralnych.

W tej chwili trwają konsultacje społeczne dotyczące tego projektu — każdy obywatel może wziąć w nich udział i wyrazić swoją opinię za pośrednictwem ankiety znajdującej się na oficjalnej stronie internetowej Sejmu RP.

Link do projektu i konsultacji: https://www.sejm.gov.pl/Sejm10.nsf/agent.xsp?symbol=KONSULTOWANY_PROJEKT&NrProjektu=RPW/11430/2026

Wciąż przybywa zwolnień

Wciąż przybywa zwolnień

Rośnie liczba osób zwalnianych z pracy.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, narasta trend zwolnień z pracy. Wskazuje on na kiepską sytuację gospodarczą i niepewność przedsiębiorstw w kwestii nadchodzących miesięcy. Skutkuje to zwolnieniami z pracy, których skala rośnie.

W styczniu i lutym z przyczyn leżących po stronie zatrudniających straciło pracę 81,4 tys. osób. Oznacza to wzrost o aż 12% w porównaniu do tych samych miesięcy roku 2025. W lutym 2026 liczba nowych bezrobotnych wyniosła niemal 41 tys. osób. To najwyższy poziom od ponad czterech lat.

W dwóch pierwszych miesiącach bieżącego roku 31 firm zgłosiło zamiar zwolnień grupowych obejmujących około 5,3 tysiąca pracowników. To ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Czy będzie strajk?

Czy będzie strajk?

Coraz bardziej napięta sytuacja w dużym zakładzie.

Jak informuje „Gazeta Lubuska”, coraz bardziej napięta jest sytuacja w zakładzie Swiss Krono w Żarach. Nie doszło do porozumienia między związkiem zawodowym a władzami firmy w sprawie podwyżek. Ogłoszono zatem spór zbiorowy.

Fiaskiem zakończyły się kolejne negocjacje „Solidarności” z szefostwem Swiss Krono w Żarach. Zakład należy do holdingu Swiss Krono Group i wytwarza produkty drewnopochodne. Od dłuższego czasu toczy się w nim spór o podwyżki płac. „Solidarność” domaga się 7-procentowej podwyżki płac. Spór trwa od stycznia. Władze firmy twierdzą, że sytuacja finansowa nie pozwala na podnoszenie płac. Związkowcy bezskutecznie domagają się przedstawienia danych ekonomicznych.

Kolejne negocjacje w tej sprawie zakończyły się fiaskiem. Związkowcy ogłosili zatem spór zbiorowy. Oznacza to, że kolejna runda negocjacji odbędzie się już z udziałem mediatora wyznaczonego przez ministerstwo pracy. Kolejnym etapem sporu zbiorowego może być strajk ostrzegawczy.

Na wieki stare, na wieki nowe

Na wieki stare, na wieki nowe

Papież Grzegorz I napisał, że cnotą naczelną jest wdzięczność. Zgadzam się z tym, pragnę zatem wyrazić swoją.

Przede wszystkim jestem wdzięczny Kościołowi Katolickiemu za dar „Rerum Novarum” i innych encyklik, które ukształtowały moją etykę, moje poglądy polityczne i moje życie. Na wieki stary, na wieki nowy – zawsze będę wierny i wdzięczny. Wierzę, że Leon XIV, działając na podwalinach położonych przez Leona XIII, również będzie wierny temu powołaniu.

Drugą przyczyną mojej wiecznej wdzięczności są polska klasa robotnicza i „Solidarność”, ta najwspanialsza i najświętsza rzecz, katolicki związek zawodowy. Blue Labour to w rzeczywistości nic więcej niż katolicka myśl społeczna i deklaracja „Solidarności” z 1981 roku zastosowana do mojej ukochanej ojczyzny, Wielkiej Brytanii. Na wieki stara, na wieki nowa. Wciąż jestem wściekły z powodu profanacji „Solidarności” i przeciwstawiam się tym, którzy twierdzą, że była niepraktyczna, nostalgiczna, idealistyczna i tkwiła w błędzie. Swoją pracę doktorską poświęciłem krytyce Balcerowicza, Jeffreya Sachsa i ich terapii szokowej. Polska klasa robotnicza i rolnicy byli wielkimi przegranymi, którym nakazano dostosować się do tego programu, aby ich dzieci mogły stać się niewiernymi yuppies, a ich największym sukcesem ma być start-up w sektorze technologicznym. Przeżywamy czas rozliczenia.

Polska nie zniwelowała swoich nierówności ani nie uleczyła ran, nie jest więc krajem, w którym solidarność jest cnotą naczelną. Nie jest krajem, w którym szanuje się godność pracy, dowartościowuje status pracownika. Nie jest ani chrześcijańską, ani socjalną demokracją.

Gdy rynek i państwo są dwiema dominującymi instytucjami, solidarność zostaje spieniężona.

Grzechem pierworodnym postkomunistycznej Polski jest właśnie to, że zwróciliście się do UE, Goldman Sachs, Pfizera i McDonald’sa, i w imię postępu zbezcześciliście znaczenie i pamięć o „Solidarności”, której dokument z 1981 roku głosi: „Czerpiemy z tradycji Kościoła, ruchu robotniczego i naszego Narodu”. Ta studnia nie wyschła. Odkupienie Polski można znaleźć jedynie w odrodzeniu jej własnej tradycji.

Z różnych przyczyn bardzo interesuję się historią polskiej myśli politycznej i prawda wymaga, abym nie pomijał w tej historii Oświecenia. Istniały również wizje monarchistyczne, imperialne, socjalistyczne, chrześcijańskie i agrarne, które były oczywiście o wiele ciekawsze. Nigdy nie natrafiłem jednak w polskiej tradycji na nic podobnego do polityki, która pojawiła się w Polsce po 1989 roku. Narzucenie społeczeństwu wolnego rynku przez scentralizowane państwo, a następnie dobrowolne zrzeczenie się suwerenności na rzecz ponadnarodowego podmiotu zdominowanego przez Niemcy, nie było tak naprawdę polskim pomysłem. Komu chcieliście tym zaimponować?

Grzechem pierworodnym nie było zjedzenie jabłka, lecz obwinianie przez Adama swojej żony. Kiedy Bóg zapytał, co się stało, Adam odpowiedział: „Ona mnie do tego zmusiła”. Tchórzliwe i żałosne. To właśnie dlatego ortodoksyjni Żydzi nie nadają naszym synom imienia Adam ani Noe, ale to już inna historia. To także moment, w którym Bóg zaczyna myśleć, że w koronie Jego stworzenia może być wada konstrukcyjna, i nagle pojawia się pytanie: „Czyż jestem stróżem brata mego?”, gdy Bóg pyta Kaina, dlaczego Abel leży na podłodze w kałuży krwi.

Wtedy Bóg naprawdę zaczyna pojmować skalę problemu. Jeśli pierwszą cnotą jest wdzięczność, to z pewnością winą jest grzech pierworodny.

A Polska nie ma nikogo, kogo mogłaby winić za swoje obecne położenie – tylko siebie. Na zawsze odwieczny, a jednak nowy, jak napisał św. Augustyn, albo – cytując Leonarda Cohena:

Wciąż szepczą zranione kamienie

Góry płaczą

Jako że umarł, by uświęcić ludzi

My oddajmy życie, by przedmioty były tanie.

A Polska, ponad wszystkie inne narody, miała dwa żywe skarby, które poprowadziły ją na nowy teren. Święty Jan Paweł II był jedną z wielkich postaci drugiej połowy XX wieku. „Laborem Exercens” i „Centesimus Annus” definiują nauczanie, wzniosłe i wspaniałe. „Centesimus Annus” opublikowano w 1989 r., aby wskazać drogę, ale „Laborem Exercens” ukazało się w 1981 r., w tym samym roku, co „Samorządna Rzeczpospolita” – program „Solidarności”. Czytam je razem jako jeden dokument i nigdy mnie nie zawodzą: na wieki stare, na wieki nowe. Najwspanialsze sformułowanie myśli katolickiej i ruchu robotniczego w tym samym roku, inspirowane przez ten sam kraj. Oba zostały stworzone przez wiele rąk, a nie dla indywidualnej chwały, kariery akademickiej i wpisu w CV. To pisma chrześcijańskie i socjalistyczne, ale Polska poszła w kierunku McDonalda i sprywatyzowanego przemysłu farmaceutycznego. Nigdy nie widziałem tylu McDonaldów i aptek, co jadąc przez Polskę w drodze na Ukrainę, gdzie odbywa się prawdziwe ukrzyżowanie. Czasami czuję się, jakbym jechał przez kraj uzależniony od hamburgerów i antydepresantów.

Święty Jan Paweł II i „Solidarność” definiują wyjątkowość współczesnej Polski, a dopóki żyjesz w ich cieniu, zdają się nie dawać ci światła. Darem dla Urbi et Orbi (miasta i świata) była Gloria Mundi. Ja, być może bardziej niż ktokolwiek inny, ukradłem wam dziedzictwo, jestem Jakubem dla waszego Ezawa. Nie musiałem Wam nawet dawać owsianki. Błogosławię to i zapożyczam od Jana Pawła II i „Solidarności” każdego dnia, definiują oni moją drogę i dają mi siłę. Nikt z Polski nawet nie zakwestionował mojego prawa do waszego dziedzictwa. Słyszałem tylko intelektualną ciszę, polityczną pustkę i teologiczne zaabsorbowanie nienarodzonymi, a nie narodzonymi. A tymczasem, jak powiedział Bob Dylan, „życie toczy się wokół ciebie”. Polska wydaje się nie rozumieć, co się dzieje, a tym bardziej nie potrafi tego kształtować.

I o to właśnie chodzi w tym wywodzie. Nauczanie św. Jana Pawła II i „Solidarności” ma o wiele większe znaczenie dla naszych czasów niż cokolwiek innego, co napisano w ciągu ostatnich 35 lat. Oba mogłyby zostać napisane przez Anielskiego Doktora z Akwinu, ale teraz musimy przejść do Doktora Łaski, Augustyna, który nadał tytuł temu wykładowi. Pełny cytat brzmi następująco: „Późno Cię pokochałem, o Piękności, odwiecznie starożytna, odwiecznie nowa, późno Cię pokochałem. Byłaś we mnie, ale ja byłem na zewnątrz i tam Cię szukałem. W mojej nieurodzie wykorzystałem piękno, które stworzyłaś. Byłaś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą. Rzeczy, które stworzyłaś, trzymały mnie z dala od Ciebie; jednak gdyby nie były w Tobie, nie byłoby ich wcale. Zawołałaś, krzyknęłaś i przełamałaś moją głuchotę. Błysnęłaś, zajaśniałaś i rozproszyłaś moją ślepotę. Tchnęłaś na mnie; wciągnąłem Twój zapach i teraz jestem bez tchu dla Ciebie. Skosztowałem Cię, teraz łaknę i pragnę więcej. Dotknęłaś mnie i płonąłem pragnieniem Twojego pokoju”.

Ten cytat jest niewyczerpany w swoim pięknie, znaczeniu i prawdzie, wcielonej tęsknocie, zmysłowości, oddechu i zadyszce, palącym spokoju. Zawsze spóźniamy się do wieczności. Skoncentruję się jednak na tym, czym są te rzeczy, które są „zawsze przedwieczne, zawsze nowe” w tradycji prawosławnej, w której tradycja katolicka jest mocno osadzona. Nie szukam pojednania z nowoczesnością, ale jej zdefiniowania. Stare jest nowe, starożytność jest współczesna, Synaj dzieje się teraz.

W rzadkim momencie jasności nieżyjący już papież Franciszek powiedział, że nie żyjemy w epoce zmian, ale w zmianie epoki. Nawiasem mówiąc, nigdy nie tęskniłem za Janem Pawłem II bardziej niż od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Brak jasności i stanowiska Kościoła jest pierwotną słabością naszego świata. Jednakże w kwestii zmiany epoki Franciszek miał pełną rację.

Forma kończącej się epoki, zapoczątkowanej w 1979 r., była już w pełni ukształtowana w 1989 roku, a świat, w który wkroczyła współczesna Polska, był równie szalony jak bolszewizm, który ta współczesność zastąpiła. Góra jest dołem, zło jest dobrem, dziwność jest normalnością. „Prawa człowieka” oznaczają, że nie można mówić prawdy, „sprawiedliwość” to obrona korporacji, „demokracja” to liberalizm, „suwerenność” to posłuszeństwo traktatom międzynarodowym, „wolność” to uległość, „kreatywność” to marketing, różnorodność to jednorodność. I, oczywiście, „Polska jest normalnym europejskim krajem”. Dwa pokolenia poświęcono temu idiotyzmowi podszywającemu się pod rozum, a uniwersytety były jego głównymi inkubatorami. A tak przy okazji: „mężczyźni są kobietami, a islam jest religią pokoju”.

Aby dostosować się do tej rzeczywistości, zlikwidowano „Solidarność”.

Nie ma już nawet pragmatycznego powodu, by się na to godzić. I „późno cię pokochałem, o piękności, odwieczna, odwieczna, późno cię pokochałem”. Nigdy nie jest za późno na skruchę. Nową erę zdefiniują granice, gniew klasy robotniczej, suwerenność, wojna i armie. Fantazja się skończyła, a prawda jest łaskawa, to tylko nasze złudzenia sprawiają, że się obawiamy. Pozwala mi to powiedzieć wam, bez obawy przed byciem nazwanym nostalgicznym i staroświeckim, że pierwsza rzecz, odwieczna, odwieczna, odwieczna, to fakt, że wolny rynek nie stworzył świata.
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię – to pierwsze zdanie Pisma Świętego. Nie podążając zbyt mocno za Tomaszem z Akwinu, możemy zdefiniować to jako „istoty ludzkie” i „naturę”. Definicją kapitalizmu jest utowarowienie obu. Wyzysk ludzi i natury w celu przekształcenia ich w towary o zmiennej cenie na konkurencyjnych rynkach jest definicją kapitalizmu. Papież Leon XIII nazwał to systemem „nowoczesnego niewolnictwa”, a święty Jan Paweł II pisał o „strukturze grzechu”. Deprecjonuje to status pracownika. Najwyższy zysk przy największej prędkości jest jego celem, a status pracownika ogranicza ten zysk. Kapitalizm jest jak biegunka – likwiduje wszelkie blokady.

Druga prawda jest taka, że państwo również nie stworzyło świata. Zachowanie sakralnego statusu istot ludzkich i natury jest podstawową rolą polityki, a Wieża Babel zdaje się wskazywać, że suwerenna władza złożona z wielu różnych ludów, posługujących się różnymi językami, nie jest dobrym rozwiązaniem. Subsydiarność to najlepszy sposób na złagodzenie faraońskiej tendencji do centralizowania władzy. Suwerenność jest niezbędna, aby przeciwstawić się dominacji kapitału, subsydiarność jest wymagana, aby przeciwstawić się tyranii państwa, a wszystko to opiera się na demokratycznej solidarności jako fundamentalnej etyce społeczeństwa. Kain popełnił ogromny błąd. Był stróżem brata swego, tak jak my wszyscy. Taka jest pozycja polityczna Blue Labour w brytyjskiej polityce, oparta w całości na Janie Pawle II i „Solidarności”. Wydaje się, że Brytyjczycy ją lubią, i jestem przekonany, że Polakom również może się ona spodobać.

Fundamentalnym nauczaniem katolickiej myśli społecznej jest to, że tyrania stanowi realne zagrożenie dla gospodarki i państwa, a jedynie chrześcijańska demokracja oparta na solidarności, dzieleniu się ciężarami tego ciężkiego i bezlitosnego życia, może stworzyć cnotliwą politykę poprzez oswojenie demonicznej energii kapitalizmu. Solidarność, obrona pozycji pracownika i pomocniczość to trzy filary.

Dlatego twierdzę, jako Żyd, i to ortodoksyjny, że w polityce Chrystus jest Królem, że czcząc imię Boga, czcimy Jego wcielone Stworzenie. Że atrybuty, które Bóg nadał sobie, gdy rozmawiał twarzą w twarz z Mojżeszem na Górze Synaj są warunkiem obywatelstwa. Dlatego świeckie republiki upadają – nie tylko dlatego, że tęsknią za Królem, ale odrzucają samą ideę szlachetności, która jest niezbędna dla cnoty. Zawsze Odwieczna, Zawsze Nowa. Inauguracja Trumpa była bardzo interesującym doświadczeniem. Tęsknią za Królem i arystokracją, a wszystko, co mają, to Elon Musk i Jeff Bezos. Jest wielu bogatych ludzi, ale bardzo mało szlachetności.

Bóg opisał siebie Mojżeszowi jako Boga miłosierdzia i łaski, nieskorego do gniewu, oraz Boga ogromnej dobroci i prawdy. To jest paradoks Boga, bo prawda nie jest łatwa do usłyszenia, rani uczucia. Aby jednak być życzliwym, musimy szanować prawdę, a aby czcić Boga, musimy szanować Jego Stworzenie i uznać, że ostatnie trzydzieści pięć lat było profanacją wszystkiego, co święte. „Solidarność” i Jan Paweł II rozumieli to lepiej niż ktokolwiek inny.

Nasze odkupienie będzie polegało na ponownym oddaniu im czci. Przemawiają do nas bezpośrednio, w tym czasie i miejscu, jeśli tylko będziemy mieli odwagę ich wysłuchać. Tylko poprzez przywrócenie waszych dawnych tradycji może narodzić się nowe.

Maurice Glasman

tłum. Magdalena Okraska

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Joe from Pixabay

Tekst został wygłoszony podczas konferencji „Creatio continua: Laudato Si’ 2.0” zorganizowanej przez Światowy Ruch Katolików na rzecz Środowiska oraz Uniwersytet Papieski Jana Pawła II.

Zwolnienia na jubileusz

Zwolnienia na jubileusz

Jedna z firm zwalnia ponad 30% załogi w 25-lecie swojej działalności.

Jak informuje Twoje Radio FM, zwolnienia grupowe będą miały miejsce w jednej z firm w Koszalinie. Elfa Manufacturing działa w tym mieście od roku 2001 i stanowi jeden z zakładów szwedzkiej grupy Elfa.

Koszaliński zakład specjalizuje się w produkcji systemów przechowywania i organizacji domowej przestrzeni – od garderób, pralni i łazienek, po kuchnie, spiżarnie, garaże i pokoje dzienne. To jeden z większych zakładów w mieście. Firma obchodzi w tym roku 25-lecie działalności w naszym kraju.

„Świętowanie” będzie miało specyficzny wymiar dla części załogi. Zakład zapowiedział zwolnienia grupowe. Pracę straci 27 osób. To duża część całej załogi – oddział w Koszalinie zatrudnia obecnie 76 ludzi.

Setki do likwidacji

Setki do likwidacji

Niemal 300 szkół i przedszkoli zlikwidowano lub przekształcono w ubiegłym roku.

Jak informuje Serwis Samorządowy PAP, w roku 2025 kuratoria oświaty pozytywnie zaopiniowały niemal 300 wniosków samorządów lokalnych w sprawie likwidacji lub przekształcenia szkół i przedszkoli. Wedle przedstawicieli władz samorządowych to dopiero początek procesu masowej likwidacji placówek oświatowo-wychowawczych.

W woj. województwie lubelskim w 2025 roku kuratoria wydały 76 pozytywnych decyzji dot. wniosków o likwidację lub przekształcenie szkół i przedszkoli. Negatywne opinie dotyczyły tylko 9 wniosków. 54 pozytywnie rozpatrzone opinie dotyczyły likwidacji, a 22 przekształcenia placówek. W samym Lublinie liczba dzieci w przedszkolach zmalała w trzy lata o 1000 osób. W województwie śląskim pozytywnie zaopiniowano 50 na 25 wniosków o likwidacje lub przekształcenia placówek oświatowych. Krakowie kuratorium pozytywnie zaopiniowało 28 na 53 wnioski. W dolnośląskim 25 na 39. W lubuskim zatwierdzono likwidację 24 placówek. W Wielkopolsce 29. W kujawsko-pomorskim 18. W świętokrzyskim – 22. W opolskim 25. W pozostałych województwach od 11 do 15 placówek.

To skutek przede wszystkim zmian demograficznych. Ministerstwo Edukacji Narodowej szacuje, że w latach 2026-2043 liczba dzieci i młodzieży zmaleje o ponad 1,5 mln. Każdego roku polski system oświaty będzie tracić średnio ok. 110 tys. uczniów.

Ministerstwo edukacji przygotowało projekt ustawy, która ma uratować małe szkoły przed likwidacją. Samorządy miałyby uzyskać możliwość wykorzystania budynków placówek oświatowych do celów innych niż nauczanie. Samorządowcy oceniają sam pomysł pozytywnie, ale uważają, że zmieni on niewiele w sytuacji, gdy w ślad za samą możliwością prawną nie idą nakłady finansowe. Przyczyną likwidacji placówek są bowiem głównie koszty utrzymania ich funkcji edukacyjnej przy malejącej liczbie dzieci i w obowiązującym modelu „pieniądze idą za uczniem”. Im mniej dzieci, tym mniej finansów na podtrzymanie funkcji edukacyjnych i innych danej placówki.

Coraz więcej podpisów pod petycją pasażerską i pierwsze sukcesy

Coraz więcej podpisów pod petycją pasażerską i pierwsze sukcesy

Już ponad 1600 osób podpisało Pomorską Petycję Transportową, w której pasażerowie domagają się cofnięcia drastycznych podwyżek cen biletów SKM i Polregio, włączenia autobusów regionalnych do kolejowej Taryfy Pomorskiej i reformy transportowej na wzór Austrii i Słowacji. Są już pierwsze efekty – od poniedziałku 30 marca wchodzi w życie wzajemne honorowanie biletów Szybkiej Kolei Miejskiej i PKP Intercity na obszarze Trójmiasta, a urząd marszałkowski nie wyklucza wdrożenia przynajmniej części pozostałych proponowanych rozwiązań.

„Zarządzanie transportem publicznym na Pomorzu i Pomorzu Zachodnim odbiega od sprawdzonych rozwiązań europejskich z takich państw, jak Austria, Niemcy, Słowacja i Czechy. W Niemczech, kraju z dwukrotnie wyższymi zarobkami, sieciowy Deutschland-Ticket kosztuje 63 euro, czyli 267 złotych miesięcznie. W tej cenie można korzystać ze wszystkich pociągów Regio i S-Bahn w całym kraju, z komunikacji miejskiej (autobusy, tramwaje, metro) we wszystkich miastach w całych Niemczech oraz z gęstej sieci autobusów regionalnych. W Austrii obowiązuje KlimaTicket: za 1400 euro rocznie, czyli 495 złotych miesięcznie, można podróżować całością komunikacji publicznej – również pociągami dalekobieżnymi typu Intercity. W obu krajach są dużo wyższe niż w Polsce koszty pracy, energii i czynszów, a mimo to podróżowanie transportem publicznym jest tańsze i wyższej jakości, niż na Pomorzu” – czytamy w petycji.

Jak zaznacza autor, petycja nie jest prostym apelem o cofnięcie podwyżek, ale propozycją kompleksowych zmian nawiązujących do sprawdzonych wzorców z Europy Zachodniej i Środkowej. – „Ostatnie dziewięć lat spędziłem na pogłębionej analizie naukowej i dziennikarskiej sprawdzonych rozwiązań w regionalnym transporcie publicznym w krajach Unii Europejskiej i krajach kandydujących, szczególnie dokładnie analizowałem rozwiązania z Niemiec, Austrii, Czech i Słowacji, a dla kontrastu – z Ukrainy i Białorusi. Wnioski są zatrważające. Rozwiązania w zakresie transportu publicznego na Pomorzu i Pomorzu Zachodnim tak drastycznie odbiegają od tego, czego uczą na uczelniach wyższych w Niemczech, Austrii i Słowacji, że tamtejsi rozmówcy nie dowierzają mi, gdy próbuję im wytłumaczyć logikę pomorskiego «systemu», w tym rozproszenie organizatorów, osobne bilety na kolej i autobusy, brak związków transportowych na wzór austriackich Verkehrsverbünde czy słowackich IDS. Czym się kierowaliście, że wymyśliliście tak specyficzny system, nie woleliście skopiować naszych rozwiązań lub innych rozwiązań zachodnioeuropejskich; pytają. Niestety, nie potrafię im tej logiki wytłumaczyć” – mówi Jakub Łoginow, dziennikarz transportowy i ekspert ds. transgranicznego transportu autobusowego w Europie, autor petycji.

– „W ramach mojej pracy naukowej badam też rozwiązania transportowe z Ukrainy i Białorusi, zwłaszcza z Zakarpacia. Pomorski i zakarpacki model transportu publicznego mają wiele cech wspólnych, oba nie przystają do rozwiązań europejskich, oba są drogie i nieefektywne. Różnica polega na tym, że samorząd ukraińskiego Zakarpacia ściśle współpracuje z integratorem transportu publicznego z Koszyc celem wdrożenia słowackich rozwiązań u nich na Ukrainie. Trochę wstyd, że nawet biedne Zakarpacie planuje reformę transportową na wzór europejski, a Pomorze nie” – dodaje naukowiec i dziennikarz transportowy.

Wśród postulatów jest między innymi stworzenie zintegrowanego, przejrzystego systemu taryfowego na cały transport publiczny w województwach Pomorskim i Zachodniopomorskim, wzorem niemieckiego Deutschland-Ticket i austriackiego KlimaTicket. Pierwszy krok już zrobiono – od 30 marca wprowadzono częściowe honorowanie biletów w kolejowym transporcie lokalnym i dalekobieżnym. Inne postulaty to m.in. usamorządowienie spółki SKM w Trójmieście, zmiana nazwy spółki na Koleje Pomorskie i uruchomienie sieci autobusowych linii dowozowych Kolei Pomorskich w całym województwie na wzór Małopolskich Linii Dowozowych Kolei Małopolskich.

Petycja zawiera również propozycje poprawy efektywności ekonomicznej, m.in. poprzez aktywniejsze działania na rzecz wydłużenia i spłaszczenia sezonu turystycznego nad morzem i promowanie turystyki opartej o transport publiczny, a nie jak dotąd – o własne lub wynajęte auto. Oznacza to bardziej efektywne wykorzystanie taboru i obiegów, większe wpływy z biletów i osiągnięcie korzyści skali. W transporcie publicznym (zwłaszcza na kolei) sporo kosztów ma charakter stały, zatem wraz ze zwiększaniem siatki połączeń i większą frekwencją maleją koszty jednostkowe i dopłata do wozokilometra. Obecnie regionalne i lokalne organizacje turystyczne niemal nie promują dojazdów transportem publicznym do miejscowości nadmorskich oraz poruszania się po Wybrzeżu bez auta, a turyści nie wiedzą, jak transport publiczny działa, zwłaszcza poza Trójmiastem. Uproszczenie systemu i marketing transportu publicznego może przynieść dodatkowych pasażerów i większą efektywność ekonomiczną transportu – czytamy w petycji.

Petycja wystartowała 7 marca. Na koniec marca podpisało ją już ponad 1600 osób. Pomorską Petycję Transportową można podpisywać pod linkiem: https://www.petycjeonline.com/pomorskapetycjatransportowa

Utworzono też grupę na Facebooku „Pomorski Transport”, w której można zgłaszać własne uwagi i postulaty: https://www.facebook.com/groups/pomorskitransport 

Coraz trudniej o pracę

Coraz trudniej o pracę

Kolejne złe wieści z rynku pracy.

Dwie kolejne negatywne tendencje z polskiego rynku pracy omawia Business Insider.

Pierwsza z nich to wzrost liczby osób długotrwale bezrobotnych. Liczba osób, które przez ponad dwa lata pozostają bez zatrudnienia, wynosi już niemal 191 tysięcy osób wedle stanu na koniec grudnia 2025 roku. Oznacza to, że w porównaniu z analogicznym miesiącem roku 2024 nastąpił wzrost o 8,2%, a w liczbach bezwzględnych o 14 400 osób w takiej sytuacji.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, gdy pod uwagę weźmiemy osoby pozostające bez pracy dłużej niż rok, ale nie dłużej niż dwa lata. Takich osób mamy obecnie ponad 143 tys., co oznacza w skali roku przyrost o niemal 22 000 i procentowy wzrost zjawiska o 18%.

Drugą z tendencji jest spadek zatrudnienia. Bezrobocie rośnie od niemal roku i wynosi obecnie 6,1%. Nie wynika to jednak tylko z napływu na rynek pracy nowych osób (dorastający młodzi, imigranci zarobkowi itp.), lecz także ze spadku zatrudnienia. Wedle najnowszych pełnych danych GUS, zatrudnienie w Polsce wedle stanu na koniec października wynosiło 15 121 500 osób. Oznacza to, że w ciągu roku spadło ono o niemal 25 000 osób. Szczególnie dotkliwy jest spadek zatrudnienia w przemyśle, który przez rok wyniósł 49 000 osób. Symbolicznie mniejszy jest ubytek miejsc pracy w sektorze rolnym, leśnym, łowieckim i rybackim.

Wywalczyli podwyżki

Wywalczyli podwyżki

W dużej firmie z sektora automotive związkowcom udało się wywalczyć podwyżki płac.

Jak informuje portal PulsHR, sukcesem zakończyły się negocjacje płacowe prowadzone pod naciskiem związkowców w firmie Tenneco Automotive Polska w Rybniku. Zakład zatrudnia ok. 1900 osób i produkuje układy wydechowe do różnych marek samochodów.

Naciski płacowe związkowców z „Solidarności” przyniosły rezultaty. W trakcie negocjacji płacowych uzgodniono, że od 1 kwietnia podstawowe płace wzrosną od 230 do 500 zł brutto w zależności od stanowisk i stażu pracy. Oprócz tego w grudniu ma został wypłacona wszystkim zatrudnionym premia świąteczna w wysokości 2400 zł brutto. Związkowcy wywalczyli także dla zatrudnionych premie za ubiegły rok w wysokości 1500-2100 zł brutto – zostały już one wypłacone.

Do „Solidarności” należy jedna trzecia pracowników zakładu.

Prawie połowa bez pracy

Prawie połowa bez pracy

Duża firma zwolni niemal połowę załogi.

Firm Valmet przystępuje do „restrukturyzacji”. W ramach tego procesu pracę ma stracić niemal połowa załogi w zakładzie w Jeleniej Górze.

Valmet to fińska spółka zajmująca się dostarczaniem rozwiązań automatycznych i przesyłowych dla przemysłu, głównie dla branży papierniczej i energetycznej. Zatrudnia niemal 19 000 osób w wielu krajach świata. W Polsce pracuje dla niej 550 osób, z czego 300 w dwóch zakładach usytuowanych w Jeleniej Górze, gdzie firma działa od roku 2021 na bazie zakupionych starszych przedsiębiorstw.

Teraz w ramach cięć budżetowych i „restrukturyzacji” zamierza znacznie ograniczyć zatrudnienie w swoich zakładach w Szwecji i Polsce. W naszym kraju zwolnionych zostanie prawdopodobnie aż 130 osób w Jeleniej Górze, czyli prawie połowa osób, które firma zatrudnia w tym mieście.

Numer 100 Nowego Obywatela. 450 stron na 25-lecie pisma

Numer 100 Nowego Obywatela. 450 stron na 25-lecie pisma

Ukazał się numer 100 Nowego Obywatela. To specjalne wydanie na 25-lecie naszego pisma.

Wyjątkowe wydanie. 450 stron, twarda oprawa. Zawiera niemal 70 tekstów z lat 2000-2010. To wybrane najważniejsze materiały z pierwszej dekady naszego pisma. Głównie materiały, które nie są dzisiaj nigdzie dostępne w żadnej formie – ani papierowej, ani elektronicznej. Teksty i wywiady nierzadko pionierskie i wyprzedzające swoją epokę oraz wiele późniejszych trendów.

Całkowicie w kontrze do narracji dominującej w III RP. Niespotykane gdzie indziej konfiguracje ideowe – na jednych łamach spotykali się lewicowcy, prawicowcy, anarchiści, ekolodzy i rozmaici nieortodoksyjni autorzy, którym nie podobał się kształt neoliberalnego świata i balcerowiczowskiej Polski. Bogactwo i różnorodność tematów.

Niewielki nakład, już w częściowo wyprzedany w formule przedpłat, więc zalecamy się spieszyć z zakupami. Dostępna także wersja elektroniczna. Spis treści i zakupy tutaj: https://obywatel3.macmas.pl/sklep/ksiazki/nowy-obywatel-100/

O prawo do urlopów

O prawo do urlopów

Pracownicy sieci handlowej protestowali w Warszawie.

Jak informuje portal Tysol.pl, wczoraj w Warszawie odbyła się akcja protestacyjna pod siedzibą sieci handlowej Stokrotka, należącej do kapitału litewskiego. Pracownicy, zrzeszeni w „Solidarności”, domagali się ucywilizowania zasad udzielania urlopów pracownikom tej sieci.

Protestujący twierdzą, że obecnie pracownicy nie mają wpływu na to, kiedy otrzymają urlop. Nie decydują o tym samodzielnie, lecz dni urlopowe są im przydzielane wedle woli władz firmy i wedle potrzeb obsady poszczególnych sklepów sieci. „System w Stokrotce jest tak skonstruowany, że pracownik nie ma praktycznie żadnego wpływu na to, kiedy dostanie urlop. Dowiaduje się o tym dopiero wtedy, gdy zobaczy grafik. To jest zabieranie nam prawa do normalnego życia prywatnego. Nie możemy zaplanować najprostszych, najbardziej zwyczajnych rzeczy takich, jak wyjazd z dziećmi czy jakakolwiek rodzinna uroczystość” – powiedziała portalowi Tysol.pl Alicja Symbor, przewodnicząca „Solidarności” w Stokrotce.

Taka sytuacja wynika z krytykowanej przez związkowców od dawna zbyt małej obsady kadrowej w sklepach tej sieci.

Protest odbył się pod jednym z warszawskich sklepów, w którym problem urlopów przybrał szczególnie drastyczną postać. Do tego stopnia, że kierowniczka placówki, która stanęła po stronie pracowników, została z tego powodu przeniesiona do innego sklepu, a następnie zrezygnowała z pracy w sieci.

Stokrotka ma w Polsce ok. 1000 sklepów.

Dekada i po zakładzie

Dekada i po zakładzie

W niewielkiej miejscowości zamykany jest zakład produkcji mebli.

Jak informuje Polskie Radio, podjęto decyzję o likwidacji zakładu meblarskiego firmy Steinpol w Wołowie. Wytwarzano w nim meble tapicerowane. Zakład był jednym z kilku należących do tej firmy. Był z nich także najmłodszy. Powstał w roku 2016 i właśnie podjęto decyzję o jego likwidacji.

Pracę straci 110 osób. Firma była jednym z największych pracodawców w mieście. Przestanie działać do końca kwietnia. Bezrobocie w powiecie wołowskim wynosi 11,5%.

Terror „pracodawcy”

Terror „pracodawcy”

Pracownicy huty szkła dostali polecenie przeniesienia się o 700 kilometrów.

Pracownicy Huty Biaglass w Białymstoku dostali od właściciela firmy ultimatum: mają się w połowie kwietnia stawić w pracy w hucie w Pieńsku. Czyli w miejscowości oddalonej o 700 kilometrów, położonej pod granicą z Niemcami. Działa tam huta szkła Biaglass Łużyce. Podmiot ten powstał niedawno po fuzji należących do tego samego właściciela hut szkła na wschodzie i zachodzie Polski.

Nowy prezes tego tworu, Leszek Czemiel, nakazał pracownikom z Białegostoku stawienie się 14 kwietnia do pracy w zakładzie w Pieńsku. Zdaniem pracowników jest to wybieg prawny, a jego celem są zwolnienia dyscyplinarne. Gdy osoby zatrudnione w Białymstoku nie stawią się w pracy na drugim końcu Polski, zostaną zwolnione dyscyplinarnie, co oznacza brak konieczności wypłacenia im odpraw i wszczęcia procedury zwolnień grupowych. W ten sposób „pracodawca” zaoszczędzi spore kwoty.

„Mamy podejrzenie, że dochodzi do naruszenia praw pracowniczych. Wysłaliśmy pismo do pracodawcy, aby wyjaśnił, na jakiej podstawie prawnej samą informacją chce zmieniać znaczące warunki świadczenia pracy” – powiedział „Kurierowi Porannemu” Maciej Łuszczewski, przewodniczący komisji zakładowej związku Solidarność 80 w białostockiej hucie. O sprawie została powiadomiona Państwowa Inspekcja Pracy, która obecnie prowadzi w firmie kontrolę.

Huta w Białymstoku działa od roku 1929.

Hutnicy żądają inwestycji

Hutnicy żądają inwestycji

Związki zawodowe wspólnie domagały się od rządu wsparcia Huty Łabędy.

Pracownicy Huty Łabędy oraz przedstawiciele organizacji związkowych po raz kolejny alarmują: bez pilnych decyzji inwestycyjnych przyszłość zakładu stoi pod poważnym znakiem zapytania. Podczas manifestacji, która odbyła się 20 marca 2026 roku przed Hutą Łabędy w Gliwicach, wyraźnie wybrzmiał jeden przekaz – kończy się czas deklaracji, a zaczyna czas oczekiwania na konkretne działania.

W proteście udział wzięli przedstawiciele związków zawodowych z całego sektora oraz wiceprzewodnicząca OPZZ Barbara Popielarz, która wyraziła solidarność z pracownikami i poparcie dla ich postulatów.

Mimo że zakład dysponuje wykwalifikowaną kadrą, zapleczem produkcyjnym oraz przygotowanymi planami rozwojowymi, inwestycje nie zostały dotąd uruchomione. To sytuacja niezrozumiała, szczególnie w kontekście rosnącego znaczenia przemysłu ciężkiego dla bezpieczeństwa gospodarczego i obronnego państwa.

Związkowcy podkreślają, że Huta Łabędy ma realny potencjał, by stać się ważnym ogniwem w łańcuchu dostaw dla sektora zbrojeniowego oraz nowoczesnego przemysłu. Jednak bez wsparcia właścicielskiego i skutecznego nadzoru ze strony państwa, szansa ta może zostać bezpowrotnie zaprzepaszczona.

Dlatego przygotowane zostały petycje skierowane do Prezesa Rady Ministrów, w których przedstawiono konkretne postulaty oraz oczekiwania pracowników i strony społecznej. Dokumenty te są wyrazem troski nie tylko o przyszłość jednego zakładu, ale całego sektora przemysłowego w Polsce.

Przedruk za: opzz.org.pl

Bez dostępu do leczenia

Bez dostępu do leczenia

Rząd Tuska zmniejszy dostęp do badań i zabiegów za publiczne środki.

Jak informuje Business Insider, Narodowy Fundusz Zdrowia znacząco zmniejszy dostępność badań i wizyt u lekarzy specjalistów. Przywracane są – zniesione przed kilkoma laty – limity na gastroskopię, kolonoskopię, rezonans magnetyczny oraz tomografię komputerową.

Budżet NFZ w 2026 roku za rządów Tuska jest o aż 26 miliardów za mały wobec potrzeb medycznych. Rządzący postanowili zatem „oszczędzać” – na naszym zdrowiu i dostępie do leczenia. Zamiast nielimitowanego dostępu do ważnych badań – w tym pozwalających wcześnie wykryć i leczenie poważne schodzenia, np. nowotwory – będą wprowadzone limity. Oficjalnie takie badania nie będą limitowane, ale w praktyce nowe rozwiązania uczynią je takimi.

NFZ po wyczerpaniu środków w ramach podpisanej umowy z daną placówką medyczną nie będzie płacił pełnej stawki za kolejne takie badania – za nadwykonania zapłaci 40 proc. ich wartości. Oznacza to, że placówkom medycznym nie będą się one opłacały, a nawet że będą musiały do nich dokładać, zatem potrzebujący nie będą kierowani na badania. Zwiększą się kolejki oczekujących na badania i czas oczekiwania, a alternatywą będą duże wydatki z kieszeni pacjentów na wykonanie takich badań prywatnie. Oprócz tego nadwykonania będą rozliczane raz w roku, a nie, jak obecnie, co kwartał. To jeszcze bardziej zmniejszy w placówkach medycznych chęć wykonywania badań, bo będą musiały na zwrot zaledwie 40% ich kosztów czekać znacznie dłużej.

Takie samo rozwiązanie ma dotyczyć wizyt u lekarzy specjalistów oraz części zabiegów. Limitowane i nie w pełni płatne przez NFZ po przekroczeniu limitu mają być wizyty u np. endokrynologów, zabiegi operowania zaćmy itp.

Wyjątkiem od powyższej reguły mają być tylko podejrzenia chorób nowotworowych i leczenie dzieci i młodzieży.

Fabryka do likwidacji

Fabryka do likwidacji

Wielki producent mebli zamyka kolejny zakład i znów redukuje zatrudnienie.

Jak informuje Tygodnik Zamojski, znany duży producent mebli, firma Black Red White, zamyka swój zakład w Zamościu i zwalnia jego załogę. We wtorek została o tym poinformowana załoga firmy.

W firmie źle się dzieje od pewnego czasu. W styczniu 2025 roku zlikwidowała ona swój zakład w Przeworsku, a pracę tam straciła cała załoga licząca 200 osób. Z kolei w listopadzie 2025 firma zwolniła 800 osób, czyli ponad 25% całej załogi. Tamte zwolnienia dotknęły głównie zakładu w Biłgoraju.

Teraz podjęto decyzję o likwidacji zakładu w Zamościu, który działał na bazie dawnych Zamojskich Fabryk Mebli. Produkcja potrwa do końca kwietnia 2026 roku. Wytwarzanie mebli zostanie przeniesione do Biłgoraja i Mielca, a część zostanie zlecona zewnętrznym podwykonawcom.

Droższe leczenie

Droższe leczenie

Rosną opłaty za pobyt w publicznych sanatoriach.

Jak informuje Polsat News, od maja, czyli w sezonie wiosenno-letnim, wzrosną stawki, które za pobyt w sanatoriach zapłacimy za zakwaterowanie i wyżywienie. Choć same zabiegi sanatoryjne będą wciąż w podstawowym wymiarze finansowane ze środków NFZ, to wzrosną koszty samych pobytów.

W zależności od standardu koszty mogą wzrosnąć nawet o kilkanaście złotych na dobę. Pokój jednoosobowy z pełnym węzłem sanitarnym będzie kosztował niemal 41 zł za dobę, czyli o ponad 8 zł. Pokój jednoosobowy z łazienką dzieloną z lokatorem innego pokoju to koszt ponad 37 zł za dobę, czyli o ponad 11 zł drożej. Rosną także koszty posiłków.

Przy standardowej długości pobytu, wynoszącej przy skierowaniu z NFZ 21 dni, musimy się liczyć z wydatkami większymi o nawet 300 zł, a łączny koszt noclegów i wyżywienia wyniesie nawet ponad 1000 zł.

Powrót śmieciówek

Powrót śmieciówek

Za rządów liberałów znowu rośnie skala zatrudnienia w oparciu o umowy śmieciowe.

Jak informuje Polska Agencja Prasowa na podstawie danych GUS, rośnie skala zatrudnienia w oparciu o umowy śmieciowe. Wedle stanu na koniec III kwartału 2025 r. (to najnowsze całościowe dane) pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i podobnych wykonywało ponad 1,5 mln osób. Oznacza to wzrost w ciągu roku o 5,4 proc.

Kobiet zatrudnionych wyłącznie na śmieciówkach przybyło o 4,4%, natomiast mężczyzn o 6,4% w ciągu roku. Mężczyźni stanowią 51,3% ogółu zatrudnionych w sposób pozakodeksowy. Najwięcej takich osób jest zatrudnionych w sektorze nazwanym administrowanie i działalność wspierająca, ale to mylące, bo ta kategoria obejmują agencje pracy tymczasowej, oferującej zatrudnienie głównie w przemyśle. Druga pod względem odsetka umów śmieciowych jest branża naprawy pojazdów samochodowych.

Skandal w Dino

Skandal w Dino

Sieć handlowa Dino zwolniła sygnalistkę i działaczkę związkową.

Jak informuje związek zawodowy Konfederacja Pracy – jego sekcja działająca w handlu (m.in. w Kauflandzie, Rossmannie, Aldi, Biedronce, a od niedawna aktywna także w sieci Dino), szefostwo sieci zwolniło z pracy Katarzynę Kiwerską – kierowniczkę sklepu Dino z Sochaczewa. Została zwolniona po tym, jak nagłośniła warunki pracy w tej sieci, szczególnie niskie temperatury zimą. Kiwerska wpuściła do sklepu posła partii Razem, Adriana Zandberga, który dokonał interwencji poselskiej. Po jej wykonaniu sprawą bardzo niskich temperatur w sklepach sieci Dino zajęły się Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Państwowa Inspekcja Pracy.

Katarzyna Kiwerska była sygnalistką – osobą, która zgłaszała naruszenia prawa i nieprawidłowości. Zgodnie z ustawą powinna być objęta szczególną ochroną przed działaniami odwetowymi pracodawcy. Była także działaczką związkową objętą ochroną związkową, co oznacza, że jej zwolnienie wymaga zgody zarządu związku zawodowego. Zwolnienie nastąpiło dzień po tym, jak spółka Dino dowiedziała się, że Katarzyna Kiwerska będzie uczestniczyć w mediacjach z Zarządem Dino jako przedstawicielka związku i pracowników.

Wszystko wskazuje na to, że Kiwerska została zwolniona bezprawnie. Spawa trafi do sądu pracy, a związek zawodowy deklaruje, że mimo to działaczka weźmie udział w spotkaniach negocjacyjnych z zarządem tej sieci handlowej.

Konfederacja Pracy jest od powstania struktur związku w sporze z szefostwem formy. Związkowcy domagają się podwyżek wynagrodzeń, zwiększenia zatrudnienia w sklepach, wprowadzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, który jest obowiązkiem każdej firmy zatrudniającej powyżej 50 pracowników.

Wcześniej Konfederacja Pracy prowadziła podobne działania w innych sieciach handlowych, m.in. zorganizowała w grudniu strajk w Kauflandzie.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Kamil Kulawik – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=124499205

Głodują w słusznej sprawie

Głodują w słusznej sprawie

Pracownicy kopalni soli rozpoczęli głodówkę protestacyjną.

Jak informuje portal Tysol.pl, pracownicy rozpoczęli protest głodowy w Inowrocławskich Kopalniach Soli Solino S.A. Ich celem jest „sprzeciw wobec dalszego osłabiania krajowego kompleksu sodowo-solnego oraz braku zdecydowanych działań państwa w sprawach mających znaczenie dla bezpieczeństwa surowcowego, przemysłowego i energetycznego Polski”.

Obecnie czterech pracowników głoduje w siedzibie firmy w Inowrocławiu. Są to osoby zatrudnione w firmie Solino, która jest największym producentem solanki w Polsce. Wytwarza z niej sól spożywczą, produkty do zmiękczania wody oraz wyroby dla przemysłu i rolnictwa. Przedsiębiorstwo należy do Grupy Orlen.

Protest głodowy ma zwrócić uwagę na trudną sytuację nie tylko tego przedsiębiorstwa, ale także całej branży w Polsce. W tym na postępującą dewastacją polskich mocy produkcyjnych, czego wyrazem jest niedawna likwidacja zakładów sodowych Qemetica nieopodal Inowrocławia.

Protestujący apelują do rządu o szybkie działania na rzecz poprawy sytuacji w branży. Domagają się przejęcia przez państwo polskie aktywów zakładu Qemetica. Oczekują także zagospodarowania złóż soli Łanięta, Lubień i Damasławek na Kujawach oraz uruchomienia nowych warzelni soli. Z kolei wyrobiska powinny ich zdaniem być zagospodarowane na potrzeby magazynów kawernowych gazu, paliw płynnych, ropy naftowej oraz innych nośników energii, w tym wodoru.

Ich zdaniem brak takich działań zagraża istnieniu przedsiębiorstwa i miejsc pracy w nim, ale także stanowi problem z punktu widzenia kondycji ekonomicznej całego regionu.

300 nowych bezrobotnych

300 nowych bezrobotnych

Niemal 300 osób ma stracić pracę w jednym z największych zakładów w Wielkopolsce.

Związki zawodowe działające w zakładzie Signify w Pile przekazały, że szefostwo firmy poinformowało o planowanych zwolnieniach grupowych. Mają one objąć 295 osób.

„Jesteśmy w trakcie transformacji naszej działalności, która polega na odejściu od oświetlenia konwencjonalnego na rzecz energooszczędnych rozwiązań LED oraz zintegrowanych systemów oświetleniowych. W rezultacie wybrane procesy związane z technologią konwencjonalną w zakładzie w Pile są stopniowo wygaszane” – stanowisko szefostwa firmy cytuje portal epoznan.pl.

O zwolnieniach grupowych został poinformowany urząd pracy. Kolejne redukcje zatrudnienia mogą dotyczyć firm kooperujących z Signify.

Pracy i chleba!

Pracy i chleba!

Pracownicy trzech zakładów protestowali wczoraj przeciwko niszczeniu ich miejsc pracy.

Jak informuje portal Tysol.pl, przedstawiciele związków zawodowych demonstrowali w czwartek w Poznaniu w obronie miejsc pracy. Razem zgromadzili się pracownicy trzech zakładów: H. Cegielski-Poznań S.A., poznańskiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego oraz Bydgoskich Zakładów Przemysłu Gumowego „Stomil”. Protestowali przeciwko dewastacji ich zakładów i miejsc pracy. Domagali się od wojewody zorganizowania spotkania z przedstawicielami m.in. Ministerstwa Aktywów Państwowych.

Dwa z tych zakładów są własnością publiczną – podlegają różnym podmiotom rządowym, a trzeci w dużej mierze zależy od państwa. Wszystkie trzy przeżywają kłopoty za rządów liberałów.

W zakładach Cegielskiego w ciągu dwóch lat pracę straciło 20 osób, jedna trzecia załogi. W Bydgoskich Zakładach Przemysłu Gumowego „Stomil” zwolnienia z pracy niedawno otrzymały 92 osoby. To duża część całej załogi, obejmującej przed zwolnieniami 134 osoby. Spora część zakładu idzie do likwidacji. W Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Poznaniu zostanie zwolniona połowa załogi – 60 na 120 osób.

Kilkuset pracowników protestowało i domagało się interwencji państwa. Wojewoda wielkopolska Agata Sobczyk przyjęła delegację protestujących i zapowiedziała niezwłoczne działania na rzecz zainteresowania władz centralnych sytuacją zakładów.