przez redakcja | środa 21 lutego 2024 | aktualności
Mimo że klienci i pracownicy przyzwyczaili się do zakazu handlu w niedziele, rząd zamierza go znieść.
Jak informują media, Koalicja Obywatelska wróciła niedawno do przedwyborczych obietnic o zniesieniu zakazu handlu w niedziele. Na otarcie łez pracowników deklaruje, że prawo pracy zostanie tak znowelizowane, aby każdy pracownik sektora handlu miał zapewnione dwa wolne weekendy w miesiącu oraz podwójne wynagrodzenie za pracę w dni wolne. Nie jest natomiast jasne, kiedy nowe przepisy będą mogły wejść w życie. Według ekspertów zmiany w tym zakresie zajmą sporo czasu, ponieważ wymagają szeregu czasochłonnych działań, w tym konsultacji.
Zakaz handlu obowiązuje od początku marca 2018 roku. Z biegiem czasu stopniowo wprowadzano kolejne ograniczenia, początkowo dotyczące części niedziel w miesiącu. Aktualnie sklepy mogą być otwarte tylko w kilka takich dni w roku. We wszystkie niedziele mogą pracować niewielkie sklepy, pod warunkiem, że za kasą stoi właściciel.
Przypomnijmy, że wedle niedawnych badań zakaz handlu w niedziele popiera 40% ankietowanych, a 37% chciałoby jego zniesienia.
przez redakcja | wtorek 20 lutego 2024 | aktualności
Po raz pierwszy od 2012 r. odpis na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych wzrośnie zgodnie z przepisami ustawowymi. Zakończy to praktykę „mrożenia” jego wysokości.
Jak informuje portal opzz.org.pl, 16 lutego br. Główny Urząd Statystyczny ogłosił dane dotyczące przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej w 2023 r. Wynagrodzenie to, pomniejszone o potrącone od ubezpieczonych składki na ubezpieczenia emerytalne, rentowe oraz chorobowe, wyniosło w 2023 roku 6246,13 zł, a w drugim półroczu 2023 r. wzrosło do 6445,71 zł. Kwoty te mają duże znaczenie dla pracowników i ich rodzin, emerytów i rencistów oraz byłych pracowników, którzy korzystają z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS).
ZFŚS umożliwia finansowanie szerokiej gamy działań socjalnych, włącznie z różnymi formami wypoczynku, działalnością kulturalno-oświatową i sportowo-rekreacyjną, opieką nad dziećmi oraz pomocą materialną. Po raz pierwszy od 2012 r. odpis na ZFŚS w 2024 r. wzrośnie zgodnie z przepisami ustawowymi. Zgodnie z art. 5 ust. 2 ustawy o ZFŚS, podstawą naliczania odpisu jest 37,5 proc. przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej z roku poprzedniego lub z drugiego półrocza roku poprzedniego, jeżeli przeciętne wynagrodzenie z tego okresu było wyższe.
W efekcie odpis na ZFŚS w 2024 r. wyniesie dla pracowników zatrudnionych w tzw. normalnych warunkach pracy 2417,14 zł, co stanowi znaczną podwyżkę w porównaniu z obowiązującym odpisem z II półrocza 2023 r. (1914,34 zł), o kwotę 502,80 zł.
Odmrożenie odpisu na ZFŚS otwiera nowe możliwości dla pracowników i ich rodzin, zapewniając im lepsze wsparcie w trudnych sytuacjach życiowych. W wyniku odmrożenia odpisu na ZFŚS pracodawcy będą dysponowali większymi kwotami, co umożliwi pracownikom uzyskanie wyższych świadczeń z funduszu. „Mrożenie” od 2012 r. wysokości odpisu przyniosło wymierne oszczędności jedynie pracodawcom. Straty, obok pracowników, odnotował także budżet państwa, który został pozbawiony dodatkowych wpływów z podatków.
przez redakcja | poniedziałek 19 lutego 2024 | aktualności
Zalando mówiło swoim pracownicom, że w tej firmie nie da się utworzyć związku zawodowego. Tymczasem Inicjatywa Pracownicza rośnie w siłę i zrzesza tam już 140 osób.
Dyktowane przez zarząd złe warunki pracy i niskie płace w końcu doczekały się odpowiedniej reakcji zatrudnionych. Działaczki z Zalando piszą: „Ekspresowo rośniemy w siłę, od momentu powstania w listopadzie zrzeszyłyśmy już niemal 140 osób! W niedzielę 12 lutego przekształciłyśmy się z tymczasowej w stałą komisję OZZ Inicjatywa Pracownicza Fiege/Zalando. Poszerzyłyśmy prezydium do formalnego maksimum dziewięciu ujawnionych osób. Do reprezentacji przed pracodawcą wybrano silne związkowczynie”.
W październiku 2023 zarząd magazynu drastycznie pogorszył i tak trudne warunki pracy, wprowadzając nagle dodatkowe pracujące soboty. W akcie niezgody wybuchł spontaniczny strajk na porannej i popołudniowej zmianie. Niezadowoleni pracownicy skontaktowali się z Inicjatywą Pracowniczą, co zaowocowało akcją ulotkową pod zakładem. „Po nawiązaniu kontaktów między zmianami zrzeszyliśmy się w pierwszym w Polsce związku pracujących dla Zalando. W ciągu trzech miesięcy nasi członkowie prowadzili działania informacyjno-agitacyjne i formalne. Kolportowałyśmy deklaracje (także w wersji online), założyłyśmy stronę internetową i profil na Facebooku, zorganizowałyśmy kilka akcji ulotkowych, z których największa odbyła się przy pomocy związkowców IP z Poznania. Nie dałyśmy się złamać zastraszaniu przez zarząd i wyśmiewaniu przez niedowiarków” – piszą zatrudnione.
Dzięki stanowczej postawie pracownic zrezygnowano z bezprawnych wyrywkowych kontroli przy wejściu i wyjściu z zakładu. Ich działanie przyczyniło się do zawieszenia wręczania notatek służbowych za domniemane błędy w procedowaniu wysyłki paczek.
przez redakcja | poniedziałek 19 lutego 2024 | aktualności
W spółce ASK Poland w Bielsku-Białej podpisano porozumienie płacowe. Pracownicy otrzymają podwyżki, wzrost dodatku naliczanego wraz ze stażem pracy w firmie oraz jednorazową premię.
O sprawie pisze portal bielsko.biala.pl. Proces negocjacji z dyrekcją zakładu trwał od listopada 2023 roku. Jak przyznaje Związek Zawodowy Pracowników Metalowcy Organizacja Międzyzakładowa, rozmowy z pracodawcą przez dłuższy czas nie przynosiły spodziewanych efektów: „Mieliśmy do czynienia z oczywistym brakiem postępu w rozmowach. Tam, gdzie my jako organizacja związkowa widzieliśmy zysk firmy i wskazywaliśmy to na podstawie obiektywnych dokumentów przedstawionych przez pracodawcę oraz naświetlenie potrzeb pracownika i jego zaangażowanie w proces produkcyjny, pracodawca widział przede wszystkim koszty”.
W wyniku powstałego konfliktu pomiędzy stronami dotyczącego niespełnionych oczekiwań oraz nierozwiązanych problemów organizacja związkowa podjęła działania zgodne z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Po wielu tygodniach i turach rozmów ostatecznie doszło do porozumienia.
Pracownicy ASK Poland otrzymają podwyżki od 1 lutego oraz wzrost dodatku za lata pracy wraz z wydłużeniem okresu naliczania dodatku z 10 lat do 15 lat. Ponadto pracownicy otrzymają za styczeń jednorazową premię, której celem jest wyrównanie przyrostu wynagrodzenia w wyniku podpisanego porozumienia płacowego. Średni wzrost wynagrodzenia w spółce wyniesie 12 proc.
przez Stefan Paweł Załęski | niedziela 18 lutego 2024 | opinie
Wszyscy jesteśmy komunistami. Wszyscy mieszkańcy planety Ziemi od zawsze żyją w komunizmie. Ten komunizm dotyczy tylko jednego zasobu, ale jest ogólnoziemski. Wszyscy oddychając korzystamy z tego samego, otaczającego całą kulę ziemską, zbiornika powietrza. Nikt za to nie płaci, każdy korzysta według swoich potrzeb, uznania. Nie ma żadnego ducha komunizmu krążącego nad nami. Komunizm tu jest od zawsze. Wszyscy jesteśmy aerokomunistami.
Oddychamy niezależnie od kryzysów, wojen, sztormów. Oddech jest efektem biologiczno-chemicznych oraz fizycznych procesów, które utrzymują nas przy życiu. Nasze nietrwałe, kruche i wrażliwe istnienia zależą w całości od wymiany tlenu i dwutlenku węgla, jaka odbywa się nieustannie przez nasze tchawice i oskrzela. Warto jednak podkreślić, czym oddychamy.
Wszyscy oddychamy powietrzem, które jest wspólne. Cała ludzkość oddycha tym samym wspólnym powietrzem. Tak samo oddychają nim ludzie w Afryce, Azji i Ameryce. Tym samym wspólnym powietrzem oddychają właściciele, menedżerowie i pracownicy. Tym samym wspólnym powietrzem oddychają neonaziści i postkomuniści. Tym samym wspólnym powietrzem oddycha prawica i lewica. Tym samym wspólnym powietrzem oddychają incele i feministki. Tym samym powietrzem oddychają żołnierze i generałowie. Tak jest od tysiącleci. Tym samym powietrzem oddychały niewolnice i faraonowie, królewny i parobkowie. Tym samym powietrzem oddychali chrześcijanie, buddyści i mahometanie.
Możemy się różnić na tysiące sposobów, pod względem wzrostu, rasy, płci, bogactwa, chorób. W tym jednym jesteśmy równi. Na równi oddychamy od pierwszego do ostatniego dnia życia. Wszyscy jesteśmy powietrznymi komunistami. Żyjemy w jednej wielkiej tlenowej komunie. Tlen przydzielany jest każdemu według potrzeb. Głodujący Etiopczycy mogą oddychać tyle samo, co przekarmieni Amerykanie. Mniej lub bardziej wilgotne, suche, zimne, gorące, czyste czy zanieczyszczone, ożywcze czy zatrute powietrze na całej Ziemi zawiera podobne proporcje życiodajnych cząsteczek tlenu. I azotu.
Kluczowym dla nas składnikiem tego okołoziemskiego zbiornika jest tlen. Po pierwszym globalnym zlodowaceniu w czasach kriogenu doszło do drugiej katastrofy tlenowej w okresie ediakaru 600-500 mln lat temu, gdy stężenie tlenu w powietrzu osiągnęło 10 procent wskutek fotosyntezy przez bakterie i algi, poprzedzając kambryjską eksplozję roślin i zwierząt, która doprowadziła do wzrostu stężenia tlenu do ponad 30 proc. Od tego czasu decydująca większość wielokomórkowych stworzeń na Ziemi jako eukarioty aerobowe korzysta z procesu oddychania tlenowego opartego o zbliżony dla nich wszystkich zestaw enzymów katalizujących reakcje prowadzące do powstania adenozynotrójfosforanu (ATP) jako nośnika energii komórkowej w procesach jego oksydacji. Obecnie na poziomie morza tlen stanowi 21 procent powietrza, jego większość wypełnia w 78 procentach azot, nieco ponad 0,9% to argon, a 0,04% to dwutlenek węgla. Tylko 0,003% takiego powietrza to inne gazy i zanieczyszczenia.
Cieniutka warstwa nadającego się do oddychania tlenowego powietrza to zaledwie kilka kilometrów nad poziomem morza. Połowa okołoziemskiej masy powietrza zawiera się w pierwszych pięciu kilometrach nad powierzchnią planety, czyli w połowie toposfery, najniższej warstwy atmosfery. Skład powietrza zmienia się głównie wraz z odległością od powierzchni ziemi, gdzie im wyżej, tym cięższe gazy, czyli tlen i azot, stają się coraz rzadsze. Najlżejsze, czyli wodór i hel uciekają wręcz w kosmos. Szacuje się, że rocznie 90 ton powietrza ucieka w kosmos. Jest to bardzo mała ilość, dzięki istnieniu wokół kuli ziemskiej pola magnetycznego, które jest wytwarzane przez rdzeń planety wypełniony płynnym żelazem. Jego najgłębsza część już uległa zestaleniu i do czasu, gdy cały zastygnie, pole magnetyczne będzie chroniło Ziemię przed wiatrem słonecznym. Wiatr słoneczny składa się z protonów, elektronów i cząstek alfa, które pędzą z prędkością od 200 do 900 km/s. Jak pokazały badania Marsa, gdzie brak jest silnego pola magnetycznego, cząsteczki wiatru słonecznego tworzą pole elektryczne porywające atomy górnych warstw atmosfery w kosmos. Szacuje się, że Mars stracił wskutek działania Słońca większą część pierwotnej atmosfery. Uniwersalne prawo do oddychania, jak pisał Achille Mbebe, jest w gruncie rzeczy tylko incydentalną możliwością, tymczasową wypadkową okoliczności, których trwanie jest kwestionowalne.
Możliwość korzystania z ograniczonych zasobów tlenu jest tym bardziej problematyczna, że jesteśmy uczestnikami fenomenu nazwanego antropogeniczną katastrofą klimatyczną. Jej efektem bowiem może stać się nie tylko zmiana temperatury oraz klimatu ale także niedobór czy brak wystarczającej do oddychania ilości tlenu w powietrzu. Katastrofa klimatyczna to nie tylko susze, powodzie, huragany i inne spektakularne zjawiska atmosferyczne, ale także możliwa zmiana składu powietrza. Katastrofa klimatyczna uwolni do powietrza ogromne ilości metanu, dwutlenku węgla, siarkowodoru. Zaczną się one wydzielać z obszarów wiecznej zmarzliny, lodowców i oceanów. Organizmy beztlenowe będą rozwijać się na masową skalę i produkować jeszcze więcej tych substancji.
Proces zmian może mieć stopniowy przebieg, rozciągnięty na wiele lat. Być może dziesięcioleci. Może jednak dojść do gwałtownego załamania ekosystemu, co jest coraz bardziej prawdopodobne. Powietrze, jakie znamy – zniknie. Zostanie wypełnione trującymi dla nas gazami. Nie będzie w nim tlenu. Większość organizmów oddychających tlenem zginie. Zginą miliardy zwierząt, ssaków, ptaków, owadów. Wyginie większość produkujących tlen roślin, głównie od siarkowodoru i wskutek wymarcia zapylaczy. Zginą miliony stworzeń. Na ich zwłokach żerować będą beztlenowe bakterie i grzyby produkujące jeszcze więcej metanu, dwutlenku węgla, siarkowodoru. Ci, którzy przetrwają, będą żyli w permanentnym stanie niedotlenienia, chyba że będzie ich stać na zakup tlenu. Wbrew optymistycznym oczekiwaniom końca kapitalizmu, będzie to również życie toczące się pod dyktat kapitalizmu, który jak zwykle nabierze nowych sił z kolejnego kryzysu.
Powietrze to jedyny zasób, jakiego do tej pory kapitalistom nie udało się podzielić, sprywatyzować i skomercjalizować. To trudności techniczne, a nie normatywne ideały w rodzaju „powszechnego prawa do oddychania” Achille Mbembego uchroniły nas dotychczas przed przewidywanym przez Carla Schmitta grodzeniem powietrza. Niedobór zasobów, zgodnie z prawem popytu i podaży, zwiększa akumulację kapitału. Kryzys związany z zatruciem powietrza jest całkowicie zgodny z logiką funkcjonowania systemu kapitalistycznego opartego na nieograniczonej eksploatacji i akumulacji zasobów. Jest jego efektem i jego napędem, stanem pożądanym, utratą równowagi, która nie tylko potwierdza, jak chciał Jacques Derrida, ale wręcz wzmacnia dominację. Zmiana składu powietrza doprowadzi nareszcie do jego prywatyzacji i możliwości spieniężenia. Chociażby sprzedawania w oczyszczonej formie w zasobnikach. Po katastrofie ludzie będą żyć w szczelnych, zamkniętych kapsułach, jak na stacjach kosmicznych czy łodziach podwodnych. Specjalne systemy będą produkować w nich tlen. Korporacje będą zarabiać na ich sprzedaży. Głęboki oddech stanie się luksusem.
Na zewnątrz będzie się wychodziło w maskach tlenowych. Tylko nie będzie już właściwie po co. Ci, których będzie na to stać, wyślą swojego robota. Ci, których nie będzie stać, skorzystają z robotów należących do innych. Dostarczą one żywność produkowaną za pomocą zmodyfikowanych bakterii. Beztlenowych. Przyszłość nie będzie wyglądała jak w filmie Mad Max, lecz jak z podróży na Marsa. Prowadzone obecnie przygotowania do życia na Marsie to właściwie przygotowania do przyszłego życia na Ziemi. Jeżeli temu nie zapobiegniemy, kapitaliści zniszczą Ziemię, jaką znamy, i na tym zarobią. To jest przyszłość, która czeka następne pokolenia.
Opinie, że katastrofa klimatyczna wywoła upadek kapitalizmu, są całkowicie płonne. Kapitalizm osiągnie wtedy swoje apogeum – dzięki prywatyzacji ostatniego nieskomercjalizowanego zasobu: powietrza. Stawką w grze jest nie tylko katastrofa klimatyczna, ale również ostateczne zwycięstwo kapitalizmu. Kapitaliści dobrze o tym wiedzą, dlatego nie zależy im na walce z katastrofą klimatyczną. Aeorokomunizm powinien stanowić punkt odniesienia do wszelkich walk o wspólne zasoby, wodę, żywność, mieszkania, czas.
Walka z katastrofą klimatyczną to przede wszystkim walka z kapitalizmem, z nieograniczonym niczym procesem akumulacji kapitału. To właśnie brak ograniczeń stawianych posiadaczom kapitału jest główną przyczyną zachodzących przemian. Jednym z narzędzi powinno stać się opodatkowanie kapitału. Zamiast pracy. Bowiem współczesne systemy podatkowe opierają się głównie na opodatkowaniu dochodów z pracy, głównie za pośrednictwem tzw. podatków ubezpieczeniowych (zwanych w Polsce składkami, a w nomenklaturze Unii Europejskiej kontrybucjami). Walka z katastrofą klimatyczną to walka o prawa ludzi pracy, o prawo do godnych dochodów z pracy. Jednocześnie powinna być to walka z nadmierną konsumpcją posiadaczy kapitału. Konsumpcją, której istotą jest posiadanie nadmiernej ilości kapitału. Zdywersyfikowany system podatków majątkowych może stać się narzędziem walki z katastrofą klimatyczną.
Stoimy przed klasycznym przykładem tzw. tragedii wspólnego pastwiska (ang. tragedy of commons), tyle że ma ono zasięg globalny. Istniejący obecnie i całkowicie realny ogólnoświatowy aerokomunizm może zostać pokonany przez kapitalizm dzięki katastrofie klimatycznej. Przetrwanie globalnego aerokomunizmu zależy od działań regulujących i ograniczających funkcjonowanie kapitalizmu.
Stefan Paweł Załęski
Grafika w nagłówku tekstu: Amosii z Pixabay.
przez redakcja | piątek 16 lutego 2024 | aktualności
Jak co roku prosimy Was o przekazanie 1,5% podatku na fundusz wydawniczy „Nowego Obywatela”. Nie kosztuje Was to ani jednej dodatkowej złotówki, a od efektu zbiórki zależy w dużej mierze to, czy nasze pismo przetrwa.
Nie mamy bogatych sponsorów. Nasze pismo jest ubogie i wciąż walczy o przetrwanie. Tworzymy nasze pismo w spartańskich warunkach – możemy tylko pomarzyć o budżetach, jakimi dysponują inne czasopisma, w tym większość niewielkich periodyków społeczno-politycznych.
Prosimy o Wasze wsparcie! Od tego roku można przekazać wybranym podmiotom aż 1,5% swojego podatku. Wystarczy w PIT wpisać wydawcę pisma – Stowarzyszenie Obywatele Obywatelom oraz nasz numer KRS: 0000 248 901. Możecie skorzystać także z rozliczenia Waszych PIT-ów przez urzędy skarbowe. Żeby w tym modelu przekazać nam 1%, trzeba zalogować się w Portalu Podatkowym i skorygować swój PIT o nasz numer KRS.
Co dostajecie w zamian? Pismo tworzone przez ideowców, nie dla pieniędzy – robimy swoje już ponad 23 lata, bez słomianych zapałów. Pismo konsekwentnie stojące po stronie słabszych grup społecznych. Pismo rzetelne – w każdym numerze publikujemy dobrze przygotowane analizy fachowców oraz obszerne i pogłębione wywiady. Pismo, które wyprzedza epokę – jako pierwsi lub jedni z pierwszych w Polsce pisaliśmy o tematyce dzisiaj głośnej i modnej, m.in. o ekologii, zapaści prowincji, szkodliwości neoliberalizmu, konieczności rozwiniętej polityki socjalnej, upadku i konieczności odbudowy transportu zbiorowego, reprywatyzacji, deglomeracji i wielu innych tematach. Pomóż nam nie upaść!
Liczymy na Wasze wsparcie! Dziękujemy!
przez redakcja | piątek 16 lutego 2024 | aktualności
Eurostat przedstawił kolejne dane potwierdzające trend starzenia się Polski na potęgę.
Jak pisze serwis pulshr.pl, w ciągu ostatniej dekady (Eurostat porównał dane z 2013 i 2023 roku) współczynnik obciążenia emerytalnego, czyli stosunek liczby osób starszych (w wieku 65 lat i więcej) do liczby osób w wieku produkcyjnym (15–64 lata), najbardziej w UE wzrósł właśnie w naszym kraju – aż o 10,4 pkt. proc. Wynosi on obecnie 29,3%.
Wysokie wartości wzrostu odnotowano również w Bułgarii (+9,2 pkt. proc.) i Chorwacji (+9,0 pkt. proc.). Najniższy wskaźnik zanotowano z kolei w Luksemburgu (+1,3 pkt. proc.), na Malcie (+2 pkt. proc.) i Austrii (+2,8 pkt. proc.).
Dla UE wskaźnik ten na dzień 1 stycznia 2023 r. wynosił 33,4 proc. Od 1 stycznia 2013 wzrósł o 5,7 pkt. proc., kiedy wynosił 27,7 proc. Choć w Polsce najszybciej przybyło osób po 65. roku życia, to w naszym kraju wskaźnik ten nie jest najwyższy spośród wszystkich krajów członkowskich. Najwyższe wartości w 2023 zanotowano w Portugalii (38 proc.), Włoszech i Finlandii (po 37,8 proc.).
Eurostat podał również, że 1 stycznia 2023 r. mediana wieku ludności UE wyniosła 44,5 lat.
przez redakcja | piątek 16 lutego 2024 | aktualności
W kolejnych krajach unijnych rolnicy prowadzą protesty przeciwko Zielonemu Ładowi, niskim cenom produktów rolnych oraz ich importowi spoza UE.
Jak pisze portal wnp.pl, protesty rolników trwają od kilku tygodniu w wielu krajach europejskich, m.in. w Niemczech, Francji, Włoszech, Grecji, Czechach i na Węgrzech.
Rolnikom nie podoba się, że muszą spełniać restrykcyjne zasady unijnej polityki rolnej, podczas gdy rolnicy krajów spoza UE, którzy eksportują produkty na unijny rynek, są z nich wyłączeni. Protesty rolników we Włoszech trwają kolejny tydzień i choć początkowo polegały na blokadach dróg w wielu regionach kraju, to w czwartek w Rzymie tysiące osób demonstrowały na terenie antycznego stadionu Circus Maximus, a osobna manifestacja odbyła się na Kapitolu. Głównym postulatem wszystkich jest podniesienie opłacalności produkcji rolnej i wzrost cen skupu. Protestują także przeciwko unijnej strategii Zielonego Ładu, zakładającej osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r.
W Czechach rolnicze protesty organizują dwa ugrupowania rolników. Ten nazywany nieoficjalnym lub obywatelskim zwołał na poniedziałek demonstrację w Pradze, gdzie traktory i inne maszyny rolnicze mają zablokować główne drogi wjazdowe na długości wielu kilometrów. Ruch domaga się zmiany europejskiej polityki rolnej oraz odrzucenia europejskiego Zielonego Ładu i ograniczenia biurokracji. Sprzeciwia się też niekontrolowanemu importowi produktów z Ukrainy.
Podobna sytuacja jest w Słowacji. W poniedziałek przed siedzibami państwowych Agencji Rolnych mają odbyć się pikiety pięciu mniejszych stowarzyszeń rolniczych, których główny celem ma być zwrócenie uwagi na problemy drobnych producentów rolnych. Z kolei największa organizacja zrzeszająca rolników i producentów żywności, Izba Rolnicza, zapowiedziała, że 22 lutego weźmie udział w proteście rolników z Grupy Wyszehradzkiej, Łotwy i Litwy, ale nie poprzestanie na pikietach przejść granicznych. Zorganizowane będą blokady dróg w cały kraju i wiece w 35 miastach. W akcji ma uczestniczyć 9 tys. maszyn rolniczych, co ma zwrócić uwagę na biurokrację ze strony Komisji Europejskiej, ale także na nierealistyczne cele ekologiczne UE i brak ochrony rynków europejskich przed importem ukraińskich towarów.
We Francji wystąpienia rolników, w tym blokady dróg, trwały od połowy stycznia przez około dwa tygodnie. Rozpoczęli oni protesty w obliczu spadających dochodów, rosnących kosztów, obciążeń biurokratycznych, a także konkurencji z zagranicy. Od 10 do 25 proc. importowanej produkcji rolnej nie spełnia standardów obowiązujących producentów francuskich.
przez redakcja | czwartek 15 lutego 2024 | aktualności
Trwa przetarg na odbudowę linii kolejowej nr 190 na odcinku Skoczów – Bielsko-Biała.
Jak informuje portal ox.pl, 28 września ubiegłego roku PKP Polskie Linie Kolejowe i miasto Bielsko-Biała zawarły umowę na rewitalizację linii kolejowej nr 190 na odcinku Skoczów – Bielsko-Biała. Inwestycja będzie realizowana w ramach rządowego programu uzupełniania lokalnej i regionalnej infrastruktury kolejowej Kolej Plus.
PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. przekonują, że dzięki odbudowie linii kolejowej na odcinku Bielsko-Biała – Skoczów, mieszkańcy Bielska zyskają szybkie i wygodne połączenie ze Skoczowem i dalej, z Cieszynem i Wisłą. Mieszkańcy Cieszyna i Wisły dojadą pociągiem do Bielska-Białej oraz dalej, do Krakowa.
Czas podróży między Bielskiem-Białą a Skoczowem wyniesie ok. 36 minut, a z Bielska-Białej do Cieszyna dojazd zajmie niecałą godzinę. Mieszkańcy południowej części woj. śląskiego zyskają dostęp do kolei dzięki budowie nowych lub przebudowie stacji i przystanków: Bielsko-Biała Zachód, Bielsko-Biała Listopadowa, Bielsko-Biała Stare Bielsko, Bielsko-Biała Aleksandrowice, Bielsko-Biała Os. Polskich Skrzydeł, Bielsko-Biała Wapienica, Jaworze Jasienica, Jasienica k. Bielska, Grodziec Śląski, Pogórze, Skoczów Bajerki II. Wszystkie obiekty będą wyposażone w wiaty, ławki, oświetlenie. Odpowiednia wysokość peronów ułatwi wsiadanie i wysiadanie z pociągu. Perony zostaną przystosowane do obsługi osób o ograniczonych możliwościach poruszania się.
Modernizacja linii kolejowej, w tym łącznie prace projektowe i budowlane, mają pochłonąć 350 mln złotych. Rewitalizacja linii ma potrwać do 2029 roku. Zaprojektowaniem linii zainteresowane jest m.in. polsko-koreańskiego konsorcjum firma Dohwa Engineering z siedzibą w Seulu. Za niespełna 12 mln złotych gotowe jest to zrobić konsorcjum spółek Koltech Infra oraz Infrares w kwocie 11,97 mln zł. Najdroższą propozycję złożyła spółka Multiconsult Polska w kwocie 19,44 mln zł.
przez redakcja | środa 14 lutego 2024 | aktualności
W związku z narastającymi problemami księgarń stacjonarnych oraz całego rynku książki środowisko księgarskie wystosowało apel do polityków i polskich samorządów.
W liście otwartym środowiska księgarskie wskazują na wiele przyczyn braku płynności finansowej księgarń i na przeszkody w ich funkcjonowaniu, często skutkujące likwidacją takich placówek. Żądają wprowadzenia przez rząd polski ustawy o książce, która mogłaby zmienić tę sytuację. Powołują się na przykłady państw, gdzie przyniosło to dobry skutek.
Poniżej udostępniamy treść apelu.
List otwarty do wszystkich polityków i samorządów w Polsce
Szanowni Państwo,
My, polscy księgarze niezależni, jak i skupieni w Stowarzyszeniu Księgarzy Polskich, zwracamy się z apelem do wszystkich opcji politycznych, samorządów oraz ludzi kultury o podjęcie rozmów z naszym środowiskiem w celu ratowania polskiego księgarstwa i czytelnictwa. W najwyższym stopniu niepokoi nas skrajnie niski poziom czytelnictwa w naszym kraju – zajmujemy trzecie miejsce od końca w Unii Europejskiej. Tak samo martwi nas upadek ponad tysiąca księgarni w ostatnich kilkunastu latach, a te sprawy są ze sobą ściśle powiązane.
W krajach o znacznie wyższym poziomie czytelnictwa znajdujemy gotowe rozwiązania, które uporządkowały rynek książki, zwiększyły liczbę księgarni oraz wpłynęły na rozwój czytelnictwa. Zaczynamy się cywilizacyjnie oddalać od tych państw. Takie kraje, jak Niemcy, Francja, Włochy czy Hiszpania znalazły skuteczne rozwiązanie wielu problemów, uchwalając niemal jednogłośnie ustawę o książce, akceptowaną przez wszystkie siły polityczne w wymienionych państwach. Nie ulega wątpliwości, że ta kwestia powinna łączyć ludzi zdających sobie sprawę, że należy stanąć do wyścigu cywilizacyjnego z innymi krajami. W państwach, w których jest największa dostępność książek, także dzięki rozbudowanej sieci księgarni, oraz duże czytelnictwo, zawsze jest też wyższy poziom innowacyjności. Czy możemy wygrać ten wyścig cywilizacyjny?
Skorzystajmy z dobrych doświadczeń innych krajów i wpłyńmy na rozwój naszego Państwa. Prosimy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz sejmową i senacką Komisję Kultury i Środków Przekazu o niezwłoczne podjęcie rozmów zmierzających do wprowadzenia ustawy o książce, dającej szansę na rozwój czytelnictwa i uratowanie ginących polskich księgarni, a także nadzieję na ich reaktywację. Naszym wspólnym celem powinno być stworzenie warunków do istnienia w każdym mieście i miasteczku co najmniej jednej księgarni. Czytelnictwo w Polsce nie wzrośnie, jeśli nie odrodzą się polskie księgarnie. Sprzedaż internetowa nigdy nie zastąpi księgarni stacjonarnej, często jedynego miejsca kultury w miasteczku. Niestety bez proponowanej ustawy możemy się spodziewać zamknięcia wielu kolejnych placówek.
Zwracamy jednocześnie uwagę, że ustawa nie generuje żadnych kosztów dla Państwa, a w przypadku odrodzenia się polskiego księgarstwa może jedynie przynieść wzrost dochodów dla budżetu.
Wprowadzona w wielu krajach ustawa spowodowała wzrost sprzedaży książek, przyczyniła się do powstania nowych księgarni i małych wydawnictw oraz zaowocowała zwiększeniem się czytelnictwa. Aktualnie mamy całkowicie rozregulowany, wręcz zdemolowany rynek książki, który wpływa na upadek niezależnych księgarni. Konsekwencją tego jest nieustanny i w tej sytuacji nieunikniony wzrost cen publikacji. Książka jest jedynym produktem, który w dniu premiery potrafi być przeceniony o kilkadziesiąt procent. To ma wymiar absurdalny. Cieszymy się z rosnącej świadomości wielu samorządów, które wiedzą, jak ważne są księgarnie dla rozwoju czytelnictwa. Wierzymy w możliwość zainteresowania samorządów naszą inicjatywą. Liczymy też na wszystkich polityków podejmujących kluczowe decyzje w naszym kraju – niech nie zabraknie nam wyobraźni w tym ważnym i wręcz krytycznym momencie.
Stawiamy się do dyspozycji każdego, kto zechce podjąć rozmowy z przedstawicielami ostatniego tysiąca polskich księgarń.
Powyższy apel podpisały dziesiątki właścicieli księgarń i przedstawiciele instytucji branżowych z całej Polski.
przez redakcja | środa 14 lutego 2024 | aktualności
Przeznaczony dla samorządów rządowy Program Inwestycji Strategicznych nie będzie kontynuowany.
O sprawie pisze Portal Samorządowy. Według jego informacji rozwiązano już w Kancelarii Premiera komisję, która rozpatrywała wnioski o dotacje z tego programu. W ramach rządowego Programu Inwestycji Strategicznych, nazywanego krócej Polskim Ładem, do samorządu płynęły dziesiątki miliardów złotych. Wszystko jednak wskazuje na to, że obecny rząd nie będzie tego programu kontynuował, choć nie podjął jeszcze oficjalnej decyzji w tej sprawie.
Związek Gmin Wiejskich i Unia Miasteczek Polskich apelują do rządu, aby na „okres przejściowy” zmodyfikować program i kontynuować go w nowej formie lub uruchomić podobny.
Rządowy Program Inwestycji Strategicznych ruszył w 2021 r. Odbywały się jego kolejne edycje; było ich więcej niż jedna na rok, bo równolegle z naborami wniosków o dotacje adresowanymi do wszystkich samorządów były też nabory kierowane tylko do niektórych grup jednostek samorządowych lub jedynie na określony typ inwestycji.
Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi poprzedni rząd informował, że w ramach Programu Inwestycji Strategicznych przyznał samorządom łącznie 63 mld zł dotacji. Wiele samorządów chwaliło ten program, bo pieniądze z niego było dużo łatwiej zdobyć niż np. w przypadku funduszy unijnych. W ogólnych naborach nie było też ograniczeń co do rodzaju dofinansowywanych inwestycji, a na dodatek dotacja mogła sięgać aż 95 proc. kosztów przedsięwzięcia, czyli wkład własny w projekcie mógł być dużo mniejszy niż w przypadku środków z UE. Dzięki temu programowi wiele biedniejszych gmin pozyskało tak duże środki na inwestycje, jak chyba nigdy dotąd, i zaczęło inwestować dużo więcej niż dotychczas.
przez redakcja | poniedziałek 12 lutego 2024 | aktualności
Zwolnienia pracowników planowane są w dwóch kolejnych firmach w Bielsku-Białej: Magneti Marelli oraz Sistemie.
Portal bielsko.biala.pl informuje o planowanych redukcjach etatów w branży motoryzacyjnej. Informacje w sprawie zwolnień napływają od pracowników zakładu Magneti Marelli, który działa przy ul. Grażyńskiego w Bielsku-Białej. Firma ma zwolnić ok. 130 pracowników na tzw. amortyzatorach i zawieszeniach. „Dyrekcja składa propozycje pracownikom o dobrowolnych zwolnieniu z trzymiesięczna odprawą. Działania te są organizowane poza wiedzą związków zawodowych obecnych w zakładzie” – napisali pracownicy w jednej z wiadomości.
Związek Zawodowy Pracowników „Metalowcy” kilka dni temu odbył rozmowy z dyrekcją bielskiej fabryki Magneti Marelli. Pracę stracić ma ok. 1/4 załogi zakładu. To wraz z pracownikami umysłowi i tzw. służbami pośrednimi łącznie ok. 140 osób. Na czas nieokreślony zatrudnionych jest ok. 60 osób, pozostali to pracownicy tymczasowi oraz zatrudnieni przez agencję pracy. Powód zwolnień jest prosty: do końca roku zakończona zostanie produkcja samochodów segmentu A w zakładach Fiata w Tychach. Mowa m.in. o Fiacie 500 i Lancii Ypsilon, dla której produkowane były części.
Na tym nie koniec złych informacji. Następstwem niedawnego zamknięcia fabryki silników FCA Powertrain jest likwidacja bielskiego zakładu BCUBE Poland (dawna Sistema), który zajmował się szeroko pojętą logistyką. Pracę stracić ma ok. 55 osób. Oferowana jest im praca w innych oddziałach firmy.
przez redakcja | poniedziałek 12 lutego 2024 | aktualności
Wika jest jednym z większych pracodawców we Włocławku. Z zakładu zwolniono już 50 osób. Pracownicy twierdzą, że zapowiada się więcej zwolnień.
Jak pisze portalwloclawek.pl, firma Wika jest kontynuatorką ponad 100-letniej tradycji Kujawskiej Fabryki Manometrów. Przedsiębiorstwo produkuje urządzenia do pomiarów ciśnienia, poziomu, siły, przepływu. Zatrudnia 1600 pracowników. Od kilku dni do redakcji portalu napływają wiadomości od pracowników, którzy są bardzo zaniepokojeni sytuacją przedsiębiorstwa. W ostatnim czasie miało dojść do zwolnień szeregu pracowników. „Z Łęgskiej zwolniono około 50 osób, a z tego, co mówią «ludzie z góry» ma polecieć aż 250. Nie wiem ile chcą zwolnić z Kawki, bo nie pracuję na tej hali. Podobno chodzi o brak zamówień” – napisał jeden z pracowników.
Na początku ubiegłego tygodnia na murach włocławskich budynków pojawiły się napisy związane z Wiką. Jedno z nich głosi „Chcesz depresję i nerwicę? Zatrudnij się w Wice!”.
przez Remigiusz Okraska | niedziela 11 lutego 2024 | opinie
W tym, co nazywane bywa wyborami konsumenckimi czy patriotyzmem zakupowym, trzeba znaleźć złoty środek. Między egocentryczną megalomanią spod znaku przekonania, że decyzje zakupowe jednostek zmienią świat, a przekonaniem, że nic od nas nie zależy.
Ostatnio w mediach społecznościowych przypadkiem natrafiłem na kilka podobnych historii. A to w Tarnowskich Górach zamykano ostatni sklepik na jakimś osiedlu. A to w Krakowie zakończyła działalność „odwieczna” księgarnia w jednej z dzielnic. A to tutaj, gdzie mieszkam od niedawna, zlikwidowano sklepik „1001 drobiazgów” funkcjonujący przez dekady, a mające długie staże księgarnia i kino zaczęły mówić o kłopotach finansowych i ryzyku upadku. Wszystkie te wieści odbijały się w internecie szerokim echem. Rozmaite były opinie, przy okazji wylewano przeróżne żale pod adresem władz lokalnych, państwowych, a nawet całego świata. Nierzadko bez ładu i składu, jeśli chodzi o wiedzę o tym, kto za co odpowiada, co może, a czego w świetle prawa nawet nie powinien dotykać. Byli też wujowie i ciotki dobra rada spod znaku pomysłów dotyczących tego, jak prowadzić takie biznesy. Część tych pomysłów była być może zasadna, część zupełnie fantastyczna, jeszcze inne stanowiły syntezę dobrych chęci z brakiem orientacji w realiach prowadzenia działalności gospodarczej w ogóle czy w przypadku dysponowania ograniczonym kapitałem. Taki urok dyskusji internetowych. Dominowały natomiast opinie przeniknięte żalem, nostalgią, współczuciem. Wiele osób opisywało to w kategoriach straty czegoś dla nich ważnego. Tyle lat coś istniało, ale już nie będzie.
Czemu upadają takie biznesiki? Przyczyn jest wiele. Skończyły się czasy półdarmowych pracowników. Można uznać, bynajmniej nie będąc liberałem gospodarczym, że te naprawdę małe biznesy płacą składki i podatki zbyt wysokie jak na ich obroty i skalę działania – choć korwinowskie recepty na ten stan rzeczy są bzdurne. Skończyły się czasy taniej energii. Czynsze za lokale komercyjne są w Polsce nierzadko zatrważające. Zapewne część takich inicjatyw mogłaby działać lepiej, inaczej, w sposób nadążający za zmianami pokoleniowymi, kulturowymi czy technologicznymi. A część tego rodzaju firm odchodzi w przeszłość z przyczyn naturalnych – ktoś zmienia pracę, ktoś idzie na emeryturę, ktoś chce robić coś innego, komuś przydarzyła się choroba itd.
Ale zazwyczaj chodzi o czynnik banalny i oczywisty – za mało klientów, czyli wpływów, czyli zysków. Czasami ma to przyczyny naturalne. Zmienia się struktura demograficzna, zmieniają trendy kulturowe czy mody konsumpcyjne. Czasami zmienia się otoczenie – wystarczy, że w okolicy zamknięto duży zakład, aby w ślad za tym upadły pobliskie kioski, sklepiki czy knajpy, bo nie ma już strumienia klientów, który dawniej istniał. Młodzi konsumują inaczej niż pokolenie ich rodziców. Seniorzy nie korzystają z części usług, które wybierali w sile wieku. Jest mniej dzieci, a więcej emerytów. A także, co stanowi ogromny nowy trend, rzadko analizowany w tym kontekście, mnóstwo ludzi przemieszcza się obecnie samochodami. To oznacza zupełnie inną „mapę” miasta i okolicy w kontekście korzystania z różnych firm, niż było to w czasach, gdy wiele osób robiło zakupy na szlaku pieszym lub na trasie dom, praca, przystanki komunikacji zbiorowej.
Chodzi też jednak o zaniechanie. Gdy znajomi wspominają z nostalgią nieistniejące sklepy, punkty usługowe czy knajpy, albo troszczą się o te, które podupadają, pytam ich, kiedy ostatnio i jak często z nich korzystali. Pytam też w myślach samego siebie. Zwykle okazuje się, że wcale nie było to niedawno oraz że było niezbyt często.
Moda na „wybory konsumenckie” pojawia się i odżywa co jakiś czas. Zwykle w środowiskach, które mówią o takiej czy innej zmianie świata na lepsze. To kupujmy, a tego nie. U tych, a nie u tamtych. Takie i takie warunki muszą być spełnione, żebym coś nabył. Ekologia, wegetarianizm, troska o warunki zatrudnienia przy produkcji, postawy firmy wobec różnych spraw i zjawisk – to wszystko jest wdzięcznym polem do wywołania w nas poczucia sprawstwa.
Ma to sensowne podłoże – wypełniamy rozmaite role społeczne, różniąc się przy tym. Jeden jest pracownikiem, więc może wstąpić do związku zawodowego, ale inny studiuje, jest emerytem lub ma jednoosobową działalność gospodarczą, więc płaszczyzna związkowa ich nie dotyczy. A konsumentem jest każdy. Jeden ma portfel grubszy, inny chudszy, ale każdy coś kupuje. Każdy może zatem „głosować” portfelem. W dodatku żyjemy w konsumeryzmie – wybory zakupowe są częścią naszej tożsamości. To kupuję, tamto bojkotuję, tych popieram, ta marka pozycjonuje się na takich jak ja, a tamta na innych niż ja, ta firma deklaruje wartości mi bliskie, a inna – odległe od mojego światopoglądu.
Poza tym żyjemy w świecie, gdzie tożsamość konsumenta jest często jedyną na serio nam dostępną. Skruszył się lub został wyszydzony etos zawodowy, szczególnie grup mniej szanowanych. Z konkretnymi miejscami coraz trudniej się utożsamić w czasach mobilności. Rzadko należymy do organizacji społecznych, jeszcze rzadziej angażujemy się w ich zaawansowane działania. W polityce mamy poczucie, że nasz głos ma niewielkie znaczenie. Wobec wielkich trendów świata czujemy się jak mróweczka przy słoniu. Często mamy poczucie bezradności, alienacji, braku sprawstwa. To, jak wydajemy własne pieniądze, jest często ostatnim bastionem poczucia sprawczości. Kupuję, więc jestem. Kupuję, więc o czymś decyduję.
Stąd popularność wiary w siłę sprawczą wyborów konsumenckich. Lubimy mieć poczucie decyzyjności. Tego, że coś od nas zależy. Tyle że często jest to pułapka, w którą złapane zostało nasze ego. W kwestii megatrendów nie zależy od nas prawie nic. My mamy trochę złotówek, a wielkie biznesy, korporacje, kreatorzy mód i produktów – mają ich grube miliony. Spora część produkcji, konsumpcji, reklamy itp. ma dziś charakter globalny, a żyjemy w świecie 8 miliardów ludzi. Nasz jednostkowy wysiłek, nasza decyzja czy postawa są wobec tego statystycznie nieistotne. Nawet jeśli będzie nas 100 tysięcy, co wymaga wielkiego wysiłku organizacyjnego, wciąż będziemy małą grupką wobec globalnych wyzwań czy skali operowania światowych potentatów. Dotyczy to nie tylko pozytywnych wyborów konsumenckich, ale także ich krytycznej wersji – bojkotów jakichś firm, produktów, składników itp.
Jako jednostka często nie znaczymy zupełnie nic. Dlatego wybory konsumenckie są albo zupełnie nieistotne, albo sprawcze w stopniu niewielkim i w bardzo długiej perspektywie, albo działają dopiero wtedy, gdy współgra z nimi trend biznesowy, polityczny itp. Pamiętam takich prób wiele. Kupowania tego czy bojkotowania tamtego. Takiej czy innej wielkiej firmy. Drobiazgowego czytania etykietek. Sprowadzania czegoś z daleka za cenę sporych wysiłków. Na krótką metę daje to satysfakcję. Na dłuższą – traci się ogrom energii. Im większa skala wyzwania, tym łatwiej i szybciej wymiękamy. Albo zapamiętujemy się w sekciarskim odlocie i z pogardą patrzymy na współpracowników rejterujących z pola walki lub na „bierne społeczeństwo”, które nawet jej nie podjęło. Doskonały przepis na frustrację i zgorzknienie.
Co gorsza, ułuda zmian oddolnych i związanych z wyborami konsumenckimi jest wygodna dla wielkich i wpływowych. Władze polityczne umywają ręce od zmian ustawowych oraz od przeciwstawienia się potęgom biznesowym i ich lobbystom. Świetnie to widać w ekologii. Zamiast zmiany ustawowej, np. wprowadzenia opakowań wielorazowych i zwrotnych tam, gdzie to tylko możliwe, co zmniejszyłoby marnotrawstwo surowców, energii i skalę wytwarzania odpadów o ogromne wskaźniki, całość spycha się na nas. W cenie produktu płacisz za jednorazowe zaawansowane opakowanie, później w swoim czasie prywatnym segregujesz śmieci, w rachunkach płacisz za koszty rosnącej skali ich utylizacji i przetwarzania, a to wszystko nie rozwiązuje żadnego problemu. Jedna ustawa nakazująca biznesowi np. sprzedaż większości napojów w zwrotnych opakowaniach szklanych lub znaczne ograniczenie zaawansowania opakowań, miałaby dla ochrony środowiska o wiele, wiele większe znaczenie i pozytywny skutek niż nasze nieustanne krzątanie się przy segregacji śmieci. Których rosnącą stertę trzeba później wywieźć, przetwarzać, robić z nich nowe opakowania kosztem kolejnego dużego zużycia energii i sporych emisji, a te bezużyteczne utylizować kosztem kolejnych terenów, wydatków, zanieczyszczeń itp. Ale to oznaczałoby kłopoty i wydatki po stronie biznesu. Czyli jego mniejszy zyski. Dzisiaj ekologiczne skutki i koszty są zepchnięte na ciebie, twój portfel i twoją darmową pracę. I na środowisko naturalne. A skoro tak dużo się krzątasz przy „osobistej odpowiedzialności” za „stan planety”, to zapewne zabraknie ci czasu i sił, aby wraz z innymi dopominać się od władz publicznych narzucenia biznesowi innych reguł i obciążenia kosztami właśnie jego – nie konsumentów.
„Wybory konsumenckie” to strategia chybiona wobec zjawisk o wielkiej skali. Prowadząca raczej do frustracji niż poczucia sprawczości. Czy to oznacza, że zupełnie nie ma ona sensu? Wręcz przeciwnie – ma. Tyle że w mikroskali. Zmiany na lepsze w przypadku zjawisk o dużym zasięgu trzeba robić odgórnie. Ustawami, przepisami, instytucjami, normami itp. Zmiany na lepsze w przypadku zjawisk o niewielkiej skali można natomiast robić własnym portfelem. Nie tylko nim – ale także nim. To tutaj twoje pieniądze rzeczywiście mogą mieć znaczenie. A ty możesz zyskać uzasadnione i wymierne poczucie sprawczości.
Możesz na przykład ocalić sklepik, stragan, kiosk, knajpę, „odwieczny” punkt usługowy. Sprawić, że w lokalnej społeczności zostanie więcej pieniędzy. Czyli będzie ona zamożniejsza. Ty dasz zarobić komuś, a ten ktoś wyda to lokalnie u kogoś jeszcze innego, więc ten jeszcze ktoś również zarobi. Zapłacą podatki lokalnie, a nie w stołecznej centrali wielkiej firmy, zatem będzie więcej w budżecie na zieleń, chodniki, dom kultury, noclegownię dla bezdomnych czy zajęcia dla zdolnych dzieci. Przetrwa tkanka społeczna i gospodarcza, a twoje miasto czy dzielnica nie będą jak wymarłe. Na twoich zakupach czy zleceniach zarobi zwykły człowiek, taki jak ty, może twój sąsiad – a nie milioner czy miliarder, który nawet nie wie, gdzie na mapie znajduje się miejsce, w którym do jednego z tysięcy jego sklepów czy innych usług zanosisz część pensji. I tak dalej.
Sprawa komplikuje się przy patriotyzmie gospodarczym. Zasadniczo warto nabywać polskie produkty – czy to firm z polskim kapitałem, czy przynajmniej powstające w Polsce. To są miejsca pracy, podatki i inne korzyści dla kraju. Bzdurne są stwierdzenia, że kapitał nie ma narodowości. Owszem, ma, co widać w momentach jego odpływu do krajów macierzystych w sytuacjach kryzysowych czy pod wpływem rozmaitych przetasowań politycznych. Problematyczne jest to, że nie zawsze firma „czysto polska” zachowuje się dobrze czy lepiej wobec pracowników, społeczności lokalnych czy innych aktorów życia publicznego. Bywa z tym wręcz gorzej. Zdarza się nawet transferowanie środków polskich dużych graczy do rajów podatkowych albo inne formy unikania opodatkowania. Ale co do zasady lepiej, aby nasze pieniądze zostawały w naszym kraju.
To, co nie działa w makroskali, może natomiast sporo zdziałać na skalę niewielką. W przypadku małego sklepu już kilkudziesięciu dodatkowych klientów może zdecydować o przetrwaniu. To samo z punktami usługowymi, lokalami gastronomicznymi, stoiskiem na targu/bazarze itp. W małej skali decydują małe kwoty. To one mogą być albo nie być takiego biznesiku. Nie tylko pod względem finansowym, choć ten jest kluczowy. Ważne jest także poczucie sensu i przydatności u osób prowadzących niewielkie inicjatywy.
Nie wymaga to wielkiej filozofii, zaawansowanych wysiłków czy skomplikowanych strategii. Wystarczy odrobina uważności i pamięci. Niewielkie poświęcenie dotyczące tego, żeby o czymś pamiętać lub zrezygnować z wygody na rzecz czegoś tylko odrobinę trudniejszego. Czasami wystarczy przejść dodatkowe sto czy dwieście metrów, nie wejść odruchowo do sieciówki, lecz do pobliskiego innego podmiotu, uznać, że tym razem możemy ze znajomymi spotkać się nie w lokalu modnym czy popularnym, lecz tym nieco zapomnianym czy położonym kawałek od głównych szlaków imprezowych.
Oczywiście nie zawsze się da. Jedną ze słabości „wyborów konsumenckich” jest, paradoksalnie, ich ortodoksyjne traktowanie. Jesteśmy tylko ludźmi, ze słabościami i pokusami. Jeśli będziemy zamęczali samych siebie nieustannym myśleniem o „czystości” postaw czy obwinianiem się o „odstępstwo” od nich, to mamy szanse zrazić się do takich postaw w ogóle.
Innym problemem jest łatwe uznanie, że to się nam nie opłaca. Tak, część niewielkich inicjatyw miewa wyższe ceny. Bo działają w niewielkiej skali. Bo nie stoi za nimi fundusz inwestycyjny czy zamożny właściciel, którzy mogą okresowo bazować na niskich zyskach, aby zdobyć udział w rynku. Bo nie zamawiają towarów na wielką skalę, więc nie otrzymują takich rabatów od ceny jednostkowej, jakie mają gigantyczni gracze branżowi. Oczywiście niemal wszyscy musimy pilnować portfela, bo niemal wszyscy jesteśmy niezamożni. Ale różnice cenowe w przypadku części produktów bywają niewielkie. Nie zawsze jest taniej w internecie niż stacjonarnie, gdy uwzględnisz koszty przesyłki. Można po określone towary wybierać się do podmiotów sieciowych, jeśli różnica w cenie jest wysoka, ale do niewielkich sklepów iść po pozostałe, które nie są znacząco droższe. A bywają tańsze, bo i tak się zdarza – czasami „codziennie niższe ceny” to tylko mit wtłoczony nam do głów nachalną reklamą, już dawno nieweryfikowany w praktyce odnośnie do konkretnych produktów. W dodatku duzi gracze liczą na to, że przyjdziesz skuszony promocjami wybranych towarów, ale kupisz kilka nieplanowanych. I w efekcie wydasz więcej niż zamierzałeś.
Zdarzają się sensowne argumenty wskazujące na to, że niekoniecznie małe jest piękne. Wiemy, że prawa pracowników niewielkich podmiotów bywały łamane czy nieegzekwowane częściej niż w wielkich podmiotach, gdzie np. powstały związki zawodowe. Różnie z tym bywa. Lepsze traktowanie pracowników wymusił na sieciach handlowych niedobór rąk do pracy, związany z demografią, malejącym bezrobociem i niechęcią do podejmowania zatrudnienia w takich miejscach. Dopóki mogli, dopóty bez umiaru eksploatowali zatrudnionych. Czasy, gdy kasjerki siedziały w pampersach, nie mogąc przerywać pracy nawet wizytą w toalecie, już na szczęście minęły. Wciąż aktualne są natomiast takie sytuacje jak ta, gdy sieć supermarketów Kaufland systemowo dyskryminuje pracownice m.in. z powodu ich rodzicielstwa, a z pracy wyrzuciła działaczkę związkową, która nagłośniła sprawę.
Podobnie jest z innymi sprawami. Sieciowe biznesy mają do perfekcji opanowane na przykład PR-owe opowieści o trosce o środowisko, a nawet wdrażają w tej dziedzinie rozwiązania zbyt kosztowne dla niewielkich biznesów. Ale co z tego, skoro sam model ich działania jest skrajnie nieekologiczny. Jeśli podstawowe produkty przejeżdżają pół Polski lub całą tylko dlatego, że koncernowi wygodniej zawrzeć jeden kontrakt z wielkim producentem zamiast dziesięciu z mniejszymi regionalnymi, to skutkuje to sporym śladem ekologicznym i węglowym. Bo te produkty trzeba przewieźć TIR-ami, czyli zużyć ropę, oraz magazynować, czyli zużywać energię itp.
Gdy wydajesz pieniądze u małych lokalnych producentów, to zostają one w lokalnej społeczności. Wraz z wszystkimi korzyściami z takiego stanu rzeczy, o których już pisałem. Ale nie tylko o to chodzi. Zapaść jednych drobnych podmiotów oznacza często zapaść kolejnych. Widać to świetnie w handlu. Wielkie sieci zamawiają u wielkich producentów. Mniejsi nie mają szans wejść na ich półki. Zostają im tylko niewielkie sklepy, których coraz mniej. Gdy wielkie sieci wykańczają małe sklepy, mniejsi producenci tracą kanały zbytu. Czyli podstawy swego istnienia.
A co zostaje nam, konsumentom? Coraz bardziej ujednolicona oferta, powstająca w gigantycznych fabrykach, dostępna w całym kraju – i w całym kraju jednakowa. Oczywiście nie każdemu to przeszkadza. Ale innym tak. Paradoks stanowi fakt, że miał być wolny wybór, miała być różnorodność, miała być szeroka oferta. W praktyce z roku na rok więcej udziałów w rynku ma niewielka liczba dużych graczy i ich megamasowych produktów.
A my zostajemy z zamkniętym sklepem, zlikwidowanym kioskiem czy budką z warzywami, wymarłym targowiskiem, opustoszałą knajpą, zanikiem drobnych punktów usługowych. Z ubytkiem lokalnych podatków, czyli brakiem środków na wiele ważnych wydatków. Na miejskiej pustyni, w której poruszamy się między lokalami kilku wielkich sieci. Poza nimi coraz mniej jest czegokolwiek innego. I zostajemy z żalami oraz nostalgicznymi wspomnieniami wylewanymi w internecie: tu było, tu stało, tam chodziliśmy, tamto pamiętam, to było fajne, tego mi brakuje, za tym tęsknię, tamtego szkoda.
Nasze portfele i decyzje zakupowe nie zmienią świata. Mogą choć trochę zmienić naszą społeczność i najbliższą okolicę. Każda złotówka może mieć znaczenie. Właśnie w mikroskali.
Remigiusz Okraska
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Magdalena Okraska
przez redakcja | niedziela 11 lutego 2024 | aktualności
Wiceminister infrastruktury stwierdził, że środki finansowe na program stu obwodnic polskich miast „są niewystarczające”.
Jak informuje serwis rmf24.pl, w trakcie konferencji prasowej w opolskim oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, wiceminister Gancarz odniósł się do realizacji głównych projektów drogowych. Zaplanowane w budżecie na ten cel 28 mld zł uznał za niewystarczające. Na liście obwodnic czekających na budowę jest już prawie pięćdziesiąt lokalizacji. Reprezentant rządu nie zadeklarował poszukania dodatkowych środków na te inwestycje.
Gancarz powiedział natomiast, że w najbliższych miesiącach ze szczególną uwagą chce zapoznać się z możliwościami poprawy dróg powiatowych. Jego zdaniem są one szkieletem komunikacyjnym kraju.
Rada Ministrów przyjęła 13 kwietnia 2021 r. uchwałę w sprawie ustanowienia Programu Budowy 100 Obwodnic na lata 2020-2030. W ramach programu obwodnicowego w całej Polsce powstać miało 100 obwodnic miejscowości, o łącznej długości ok. 820 km. Budowa jest finansowana ze środków Krajowego Funduszu Drogowego prowadzonego przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Do KFD wpływają środki z opłaty paliwowej, kredytów i pożyczek, głównie od międzynarodowych instytucji finansowych oraz z obligacji. Konto KFD zasilają ponadto wpływy z Elektronicznego Systemu Poboru Opłat. Istotnym źródłem wpływów do KFD miały być również środki UE.
W połowie roku 2023 w realizacji było 13 obwodnic ze 100, czyli odcinki o łącznej długości 105 km. Pod koniec grudnia 2023 r. trwały prace przygotowawcze do budowy kolejnych 73 obwodnic.
przez redakcja | sobota 10 lutego 2024 | aktualności
W 2023 roku aż o 35 proc. przybyło lombardów w Polsce.
Jak informuje serwis rp.pl, liczbę lombardów na polskim rynku na koniec 2023 r. można szacować na niemal 8,5 tys. W porównaniu z 2022 r. stanowi to wzrost o 35 proc. Wynika to z danych wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet.
W ostatnich latach na polskim rynku zapotrzebowanie na lombardy nieznacznie spadło. „Znalazło to swoje odzwierciedlenie w stałej, ale mało dynamicznej tendencji spadkowej w latach od 2016 do 2020” – mówi „Rzeczpospolitej” Tomasz Starzyk, rzecznik Dun & Bradstreet. – „Rosnącą dynamikę przyrostu liczby lombardów na polskim rynku przyniosła pandemia i jej kłopoty. Wraz z tym od 2021 r. wystrzeliła liczba nowych lombardów”.
Klienci lombardów to najczęściej osoby, które nie korzystają z oferty banków, ponieważ nie mogą wykazać się odpowiednią zdolnością kredytową, co może wynikać np. z zatrudnienia w szarej strefie.
Od 7 stycznia 2024 r. obowiązują dodatkowe wymagania dla przedsiębiorców wykonujących działalność lombardową. Regulacje te zostały wprowadzone ustawą o konsumenckiej pożyczce lombardowej. Jednocześnie Komisja Nadzoru Finansowego podkreśla, że nie nadzoruje lombardów i nie prowadzi w tym zakresie czynności analitycznych. Z danych rejestru dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK wynika, że sytuacja finansowa prowadzących lombardy jest coraz lepsza, a ubywa lombardów z problemami.
przez redakcja | piątek 9 lutego 2024 | aktualności
9 lutego rozpoczął się kolejny protest rolników na terenie całego kraju.
Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych „Solidarność” podjął uchwałę o ogłoszeniu strajku generalnego rolników na terenie całego kraju. Rozpocznie się blokadą wszystkich przejść granicznych Polski z Ukrainą wraz z blokadami dróg i autostrad w poszczególnych województwach. „Solidarność” RI poinformowała o czasowych blokadach dróg na terenie całego kraju od 9 lutego do 10 marca 2024 roku.
Protesty rolników, które od tygodni przetaczają się przez Europę, w piątek rozlały się także na całą Polskę. Masowe protesty od początku roku odbyły się m.in. w Niemczech, Francji, Rumunii, Grecji, na Litwie, a ostatnio olbrzymie protesty miały także miejsce w Brukseli.
Działania zaplanowano w ponad 260 miejscach w Polsce. Blokowane są niektóre drogi krajowe i wojewódzkie. Rolnicy sprzeciwiają się napływowi towarów z Ukrainy i zwracają uwagę na spadek opłacalności produkcji. Chcą też odstąpienia od wymogów tzw. Zielonego Ładu. Uważają, że prowadzą one do ograniczenia produkcji rolnej w Europie poprzez nakładanie dodatkowych wymagań środowiskowych.
„Nasza cierpliwość się wyczerpała. Stanowisko Brukseli z ostatniego dnia stycznia 2024 roku jest dla całej naszej społeczności rolniczej nie do przyjęcia. Dodatkowo, bierność władz Polski i deklaracje współpracy z Komisją Europejską oraz zapowiedzi respektowania wszystkich decyzji Komisji Europejskiej w sprawie importu płodów rolnych i artykułów spożywczych z Ukrainy nie pozostawia nam innego wyboru jak ogłosić generalny” – napisała NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”.
przez redakcja | czwartek 8 lutego 2024 | aktualności
Czterodniowy tydzień pracy już jest. W 45 niemieckich firmach.
Jak informuje Business Insider, czterodniowy tydzień pracy w Niemczech staje się coraz bardziej realny. Do eksperymentu u naszych zachodnich sąsiadów przystąpiło 45 przedsiębiorstw i organizacji. Mimo mniejszej liczby godzin poświęconych obowiązkom służbowym pracownicy zatrudnieni w tych firmach mają otrzymywać to samo wynagrodzenie.
W Niemczech coraz chętniej podchodzi się do testowego wdrażania czterodniowego tygodnia pracy. Właśnie rozpoczęła się kolejna tura eksperymentu. Przez pół roku pracownicy zatrudnieni w 45 firmach będą nie tylko pracować krócej, ale otrzymają identyczne wynagrodzenie, jak przy pięciodniowym tygodniu pracy.
Model pracy 100-80-100 (stuprocentowe wynagrodzenie, osiemdziesiąt proc. czasu pracy przy stuprocentowej wydajności) jest wspierany w Niemczech od strony naukowej przez Uniwersytet w Muenster. W projekt zaangażowali się także drobni przedsiębiorcy oraz firmy z sektora przemysłowego, wbrew obiegowym opiniom, że cztery dni pracy są możliwe tylko w sektorze IT.
przez Eliza Moraczewska | środa 7 lutego 2024 | opinie
***
biały wiersz
pamięci Karoliny G.
w domu powieszonego
jupiter białawych świateł
bo wszystko jest już zamknięte
i stanął czas
ktoś komuś ciągle dowodzi
że życie nie jest wartością
jeśli dla samego życia
i choć się spóźniam z obiadem
muszę przysiąść na chwilę
by głowa zdążyła za ciosem
w domu powieszonego
okolicznościowy poeta
pisze wiersz okolicznościowy
– o białym pokoju
– w białym pokoju
– na białej ścianie
w pokoju obok kobieta
kolczyki jej dzwonią jak zęby
te kolczyki… [na stronie:
noszę rzeczy po nieżyjących
potykam się w telefonie
o kontakty do nieżyjących]
w sąsiednim siedzą w fotelach
linieją pod nimi obicia
mówią że sąsiad był dobry
płci żeńskiej mówią ze śląska
i jak była ściepa na grzanie
to sąsiad płci żeńskiej wraz z mężem
dorzucił bo dobry był sąsiad
tyle że potem niepamięć
że wrzucisz w piec miętę to miętą
a wrzucisz sośninę – żywicą
i zapach też tworzy rzeczy
nikt potem wolał nie pamiętać
a teraz wszyscy klną pamięć
w ich oczach linieją obicia
w pokoju obok się pisze
bo zapisywanie pamięci
jedyne pomaga na śmierć
o paleniu w piecu
poeta chce być wolny
więc staje się wieśniakiem
zaczyna różnicować
wpierw dzień a potem lata
rano gdy pali w piecu
w myślach powtarza wiersze
jego pies biega wolno
poeta jest zawsze w domu
poetę w jego wolności
umacnia codzienny przymus
karmienia kur pojenia świń
rannego palenia w piecu
mieszka po drugiej stronie
akwizycji świętej promocji
mówią że mu zazdroszczą
myślą że jest stracony
poeta jest już wolny
odróżnia drzewo od drewna
i wreszcie w doświadczeniu
wracają mu słowa do ciała
jak drzewo przerasta słojem
tak węgiel przerasta ogniem
myślą że jest stracony
poeta rozpala w piecu
w myślach pisze wiersze
które powtarza co rano
a analfabeci sąsiedzi
po sąsiedzku czytają
modliszka
łuna orze cienkusz księżyca
i nie mogę dojść do ładu z oddechem
a myślałam że już będzie dobrze
gdy zdybałam na progu modliszkę
która widzi w trzy de
lecz nie widzi w ciemnościach
i zastyga polując
a ucieka piechotą
od momentu gdy mówię na nowo
nie złapałam w płuca powietrza
zawahana w progu pokoju
który jest już pokojem z modliszką
a ta nie zna modlitwy
ale ręce wykręca
i nie kąsa by zabić
ale kąsa by uciec
nie mam szans żeby siebie dogonić
jeśli będę się tylko rozglądać
łuna orze cienkusz księżyca
przez co noc się wydaje wiecznością
constans
dlaczego masz smutne oczy
to źle postawione pytanie
gdy w głowie dudnił od dziecka
marszowy krok
lecz wszystkie tamy świata
zostały już przelane
nieużywane zęby
zjadła rdza
zanim jeszcze zdążyłam
wypowiedzieć swą prawdę
usta na powrót się zrosły
w ich miejscu tylko płeć
przestrzelona przez równik
wychylona na prawo
by zachować stabilność
zginam kark
żyję bo przecież oddycham
przez szczeliny się sączę
wciąż jeszcze staję przed lustrem
i kontur znam
nic nie było mi dane
przygarnęłam więc odpad
z martwych fragmentów tkanek
uszyłam twarz
z tamtego miejsca aż dotąd
to droga prosta jak wybieg
nic jednak nie ostrzegło
że potem mdli
a w rękach zostaje zaledwie
kilka z tych szklanych uczuć
nietrwałych jak kształt wody
topliwych jak lód
mały człowiek
najgłupszy jest mały człowiek
jak on myśli że myśli
że ma cały czas
że nie ma czasu
że może i jest ale
dla innych
dla mnie
wielki jak drzewo mały człowiek
do którego się modlę
żeby o nim pamiętać
żeby żył oddychał
żeby ciągle niósł siekierę
na wyręb
wielkich drzew
uwiera mnie mały człowiek
którego niosę w rękach
który jest tymi rękami
uwiera mnie nie uwiera
żyć bez niego nie mogę
a ręce puste
i kapie z nich krew
zaciskanie zębów
taka jestem teraz wygimnastykowana
tyle mam w ciele dźwięków
mowonaśladowczych
napinam teraz łydki
teraz marszczę brwi
i znowu umiem wyginać wargi
w górę w dół
prawie odruchowo
dotąd kontur spowijała mgła
teraz świeci słońce
widać wszystko
nauczę się jeszcze zaciskać zęby
skoro słowo na powrót
stało się ciałem
Eliza Moraczewska
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Karen Nadine z Pixabay
przez redakcja | środa 7 lutego 2024 | aktualności
Ostatnia fabryka porcelany na Dolnym Śląsku, „Karolina” z Jaworzyny Śląskiej, kończy produkcję.
Jak informuje portal walbrzychinfo.pl, pracownicy tej zasłużonej dla regionu instytucji zostali przeniesieni na tzw. postojowe. Część pracowników już opuściła zakład.
Nie jest to pierwszy kryzys w historii Zakładów Porcelany Stołowej „Karolina”. Obawy związane z planami zamknięcia fabryki pojawiły się już na początku ubiegłego roku, kiedy to przed budynkiem zakładu protestowało ponad 200 zatrudnionych. Zarząd poinformował pracowników o wprowadzeniu przestoju od 5 lutego, który ma trwać do odwołania i dotyczy wszystkich pracowników poza administracją, ochroną oraz personelem sklepu firmowego i magazynu wyrobów gotowych.
W listopadzie 2023 roku wpłynął do wałbrzyskiego Sądu Rejonowego wniosek o ogłoszenie upadłości firmy. Reakcje na te wydarzenia były intensywne. Ireneusz Besser, przewodniczący Sekcji Krajowej Ceramików i Szklarzy NSZZ „Solidarność”, nawiązując do wcześniejszego upadku podobnego zakładu „Krzysztof”, stwierdził, że skala problemu w Jaworzynie jest dziesięciokrotnie większa niż w Wałbrzychu, ze względu na znacznie mniejszą populację tej miejscowości.