przez redakcja | środa 9 października 2024 | aktualności
W ciągu kilkunastu lat drastycznie zmalała liczba zawieranych zakładowych zbiorowych układów pracy.
Jak informuje portal PulsHR za stroną internetową śląsko-dąbrowskich struktur Solidarności, mamy do czynienia z zapaścią porozumień zbiorowych między pracownikami a „pracodawcami”, zwanych formalnie zakładowymi lub branżowymi układami zbiorowymi pracy. Z danych Głównego Inspektora Pracy wynika, że o ile w roku 2011 zarejestrowano w Polsce 136 nowych takich układów, o tyle w 2023 już zaledwie 46. W całej Polsce układy zakładowe są zawarte w około 8000 przedsiębiorstw, a układy ponadzakładowe w zaledwie 61.
Zbiorowe układy pracy stanowią zabezpieczenie praw pracowników. Zawierają one co do zasady takie zapisy, które wykraczają poza minimum zapewniane przez kodeks pracy i inne akty prawa. Są one zawierane przy obopólnej zgodzie przedstawicieli pracowników i właścicieli firm. W wielu krajach zbiorowe układy obejmują większość zakładów w danej branży, a nawet większość ogółu pracowników. W krajach skandynawskich i nordyckich zbiorowymi układami jest objętych 70-90% wszystkich zatrudnionych w gospodarce narodowej, a sporo branż jest w całości objętych takimi porozumieniami.
Za jedną z przyczyn niskiego poziomu objęcia układami zbiorowymi w Polsce uważa się niskie uzwiązkowienie. W imieniu pracowników to właśnie związki zawodowe są w świetle prawa przedstawicielem negocjującym takie układy z szefostwem firm. Jeśli w firmie nie ma związku, to trudno o reprezentanta strony pracowniczej. „Do poszczególnych okręgowych inspektoratów pracy wpływa coraz mniej wniosków o rejestrację nowych zakładowych układów zbiorowych pracy. Obserwujemy raczej tendencję w kierunku zmiany treści układów, a nie dążenia do zawierania nowych” – mówi portalowi śląsko-dąbrowskiej Solidarności Halina Tulwin, dyrektor departamentu prawnego Głównego Inspektoratu Pracy.
przez Karol Trammer | środa 9 października 2024 | opinie
Samorządy przeznaczają miliony na koleje wąskotorowe. Ale wcale nie z myślą o włączeniu ich w regionalne systemy transportowe.
Gdy w Austrii, Szwajcarii, Niemczech czy Włoszech koleje wąskotorowe są normalnym elementem systemu transportu publicznego, w Polsce wciąż traktuje się je wyłącznie jako atrakcję turystyczną. I wygląda na to, że nie zmienią tego ani setki tysięcy wydawane na analizy ich rozwoju, ani nawet miliony przeznaczane na modernizację linii wąskotorowych.
Produkt turystyczny
W latach 2021-2023 na 46-kilometrowej kolei wąskotorowej Przeworsk – Kańczuga – Dynów wykonano prace modernizacyjne warte 56,3 mln zł, z czego 37,7 mln zł pochodziło z dotacji unijnej dla powiatu przeworskiego z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego 2014-2020 z puli na infrastrukturę kolejową.
Wykonujący prace austriacki koncern Swietelsky Rail ściągnął z zagranicy specjalne maszyny do napraw infrastruktury wąskotorowej. Przeworska kolejka na całej trasie odzyskała przejezdność, utraconą po tym jak w 2020 r. ulewy zniszczyły nasyp i tor koło Jawornika Polskiego. Może teraz chwalić się wręcz magistralnym standardem: na długich odcinkach powstał tor z podkładami strunobetonowymi i sprężystym przytwierdzeniem szyn. Mimo to na tej linii o rozstawie 750 mm prędkość maksymalna to 35 km/h. Przyjęte w 1998 r. rozporządzenie ministra transportu o warunkach technicznych budowli kolejowych określa, że na liniach wąskotorowych pociągi nie mogą przekraczać prędkości 40 km/h. Tymczasem w Austrii na liniach o rozstawie szyn 760 mm pociągi jeżdżą 70-80 km/h.
W opisie rewitalizacji Przeworskiej Kolejki Wąskotorowej wskazano, że celem przedsięwzięcia jest skrócenie czasu podróży, poprawa jakości usług przewozowych, zmniejszenie negatywnego wpływu na środowisko w wyniku przeniesienia ruchu pasażerskiego z dróg na tory, poprawa dostępności terenów wiejskich oraz poprawa dostępności transportowej województwa w ruchu kolejowym. Trudno o spełnienie tych celów, gdy kolej funkcjonuje wyłącznie jako atrakcja turystyczna – pociąg „Pogórzanin” kursuje tylko w soboty i niedziele w sezonie wiosenno-letnim (bilet z Przeworska do Dynowa kosztuje 50 zł).
Czy w ogóle istnieją plany włączenia tej kolei w system transportowy i uruchomienia regularnych przewozów? – „Właścicielem i zarządcą infrastruktury Przeworskiej Kolei Dojazdowej jest powiat przeworski” – zaznacza Monika Konopka z samorządu województwa podkarpackiego. – „Obecny stan prawny nie pozwala powierzać realizacji kolejowego transportu publicznego bez przetargu. Prowadzona działalność na linii wąskotorowej ma charakter komercyjny. Dlatego też objęcie Taryfą Podkarpacką przejazdów na linii wąskotorowej w ramach wspólnego biletu byłoby możliwe do rozważenia po uruchomieniu przewozów powiatowych jako usługi publicznej”.
Powiat przeworski wcale jednak nie ma w planach rozszerzenia działalności o przewozy regularne. – „Rewitalizacja miała sprawić, by Pogórzanin stał się rozpoznawalny jako produkt turystyczny odpowiadający wymogom współczesnego turysty” – mówi Robert Mądry, dyrektor zarządzającego koleją wąskotorową Powiatowego Zarządu Dróg w Przeworsku. Linia Przeworsk – Dynów, choć w całości jest własnością powiatu przeworskiego, to biegnie również przez trzy gminy powiatu rzeszowskiego. Gdy trasa przekracza granice powiatów, to – w myśl ustawy o publicznym transporcie zbiorowym – podjęcie decyzji o uruchomieniu regularnych połączeń należy do samorządu wojewódzkiego. Codzienne przewozy zapewniłyby dojazd z Pogórza Dynowskiego do stacji Przeworsk na linii Przemyśl – Rzeszów – Kraków, rozszerzając sieć połączeń kolejowych na Podkarpaciu.
Kolej krajobrazowa
Samorząd województwa świętokrzyskiego w 2023 r. uzyskał 27 mln zł z funduszu Polski Ład na renowację linii wąskotorowej Jędrzejów – Motkowice – Umianowice – Pińczów (obecnie pociągi turystyczne kursują między Jędrzejowem i Motkowicami w niedziele od maja do września).
W zakres przedsięwzięcia wchodzi remont toru między Motkowicami a doliną Nidy i między Umianowicami a Pińczowem, modernizację stacji i zaplecza w Jędrzejowie, modernizację stacji i dworca w Pińczowie, a także naprawę parowozu Px48, lokomotywy spalinowej Lxd2 i sześciu wagonów. Ponadto planowana jest renowacja biegnącej nad doliną Nidy unikatowej przeprawy z 1915 r.: „W ramach programu Fundusze Europejskie dla Świętokrzyskiego 2021-2027 planowany jest remont mostów i estakad, który umożliwi połączenie szlaku kolejki od Motkowic do Umianowic, dzięki czemu zrewitalizowany zostanie cały szlak od Jędrzejowa do Pińczowa” – mówi Przemysław Chruściel z samorządu województwa świętokrzyskiego. – „Przywrócenie do ruchu odcinka Jędrzejów – Pińczów planowane jest w 2027 r.”.
Choć 10-tysięczny Pińczów jest miastem powiatowym leżącym poza siecią połączeń kolejowych, to rewitalizacja wąskotorówki nie jest prowadzona z myślą o uruchomieniu codziennych przewozów w celu zapewnienia dojazdu do położonej na linii Kraków – Kielce – Warszawa stacji Jędrzejów. Tu dodatkowym problemem jest to, że na terenie miasta kilkanaście lat temu rozebrano 700 metrów toru, którym wąskotorowe pociągi docierały do stacji normalnotorowej. – „Ze względu na zmiany zagospodarowania przestrzennego miasta Jędrzejów dotyczące zabudowy mieszkaniowej, usługowej i drogowej aktualnie brak jest możliwości odtworzenia tego odcinka” – mówi Chruściel.
Od dwóch lat kolej wąskotorowa działa w strukturze Zespołu Świętokrzyskich i Nadnidziańskich Parków Krajobrazowych – podlegająca samorządowi wojewódzkiemu jednostka wpisała kolejkę w swoje działania. W 2022 r. na trójkątnej stacji węzłowej Umianowice powstał ośrodek edukacji przyrodniczej – odrestaurowano drewniany budynek dworca, kolejową wieżę ciśnień przebudowano w wieżę widokową, a atrakcją ośrodka są też drezyny rowerowe działające na odnodze Umianowice – Hajdaszek.
Celem przywrócenia przejezdności 29-kilometrowego odcinka z Jędrzejowa do Pińczowa jest rozwój turystyki na Ponidziu. – „Po wykonaniu wszystkich prac pozwalających na uruchomienie przejazdów na trasie Jędrzejów – Pińczów planowane są w sezonie turystycznym pociągi sobotnio- niedzielne oraz czarterowe w tygodniu” – informuje Przemysław Chruściel.
Świętokrzyski wicemarszałek Marek Bogusławski, odbierając w 2023 r. promesę z programu Polski Ład, oznajmił: „W ciągu najbliższych trzech, czterech lat będziemy mieć naprawdę piękną perełkę turystyczną”.
Brak systemowego wsparcia
O wykorzystaniu wąskich torów nie tylko jako atrakcji turystycznej myślał samorząd województwa łódzkiego, zlecając w 2022 r. za 971 tys. zł opracowanie studium rozwoju linii wąskotorowej Biała Rawska – Rawa Mazowiecka – Rogów. W ekspertyzie brano pod uwagę kompleksową modernizację w celu uruchomienia codziennych przewozów. Zapewniłoby to dojazd z powiatu rawskiego do stacji Rogów, na której zatrzymują się pociągi Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej i Polregio kursujące na trasie Łódź – Skierniewice – Warszawa.
Prace nad ekspertyzą zakończyły się we wrześniu 2023 r. Koszt modernizacji został oszacowany na kwotę wahającą się – w zależności od zakresu przedsięwzięcia – od 198 mln zł do 431 mln zł. Choć w grudniu 2022 r. linię wąskotorową Biała Rawska – Rogów jako predystynowaną do regularnych przewozów ujęto w planie transportowym województwa łódzkiego, to coraz więcej wskazuje na to, że nic z tego nie będzie. Urzędnicy samorządu województwa łódzkiego nieoficjalnie mówią, że nastawienie do tej koncepcji zmieniło się po powyborczych zmianach we władzach regionu. Od czerwca 2024 r. marszałkiem województwa łódzkiego nie jest już Grzegorz Schreiber z Prawa i Sprawiedliwości, który promował się na transporcie publicznym. Zastąpiła go Joanna Skrzydlewska z Koalicji Obywatelskiej – w latach 2019-2024 była wiceprezydentką Łodzi, gdzie komunikacja zbiorowa znajduje się w kryzysie.
W kryzysowym stanie pogrąża się linia wąskotorowa. Z powodu degradacji toru pociągi turystyczne kursują tylko na odcinku Rogów – Jeżów, czyli na liczącym 8 km fragmencie 49-kilometrowej linii.
„Obecna sytuacja jest skutkiem wieloletniego braku systemowego wsparcia utrzymania infrastruktury torowej. Prowadzone na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat rozmowy z samorządami, a także instytucjami rządowymi niestety nie doprowadziły ani do zapewnienia wsparcia bieżącego utrzymania torów, ani do realizacji projektu rewitalizacyjnego” – oświadczyła Fundacja Polskich Kolei Wąskotorowych, która zarządza linią Rogów – Biała Rawska.
Rozważanie możliwości
Dzięki dotacji unijnej z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego 2014-2020 opracowana została dokumentacja rewitalizacji 32-kilometrowej sieci Żuławskiej Kolei Dojazdowej, na którą składają się wykorzystywane w sezonowym ruchu odcinki Nowy Dwór Gdański – Stegna i Sztutowo – Stegna – Prawy Brzeg Wisły.
W ramach wartego 1,2 mln zł zlecenia sporządzono studium wykonalności, program funkcjonalno-użytkowy i dokumentację środowiskową. Koszt rewitalizacji – obejmującej remont infrastruktury torowej, mostów i przepustów, a także instalację urządzeń sterowania oraz renowację peronów – oszacowano na 102 mln zł. W studium wykonalności wskazano, że rewitalizacja jest niezbędna nie tylko dla dalszego funkcjonowania kolei wąskotorowej, ale także pozwoli na jej rozwój i rozszerzenie oferty przewozowej. W opisie studium czytamy, że „realizacja przedmiotowej inwestycji istotnie przyspieszy integrację przestrzenną i gospodarczą regionu Doliny Delty Wisły w województwie. Umożliwi wyższą dostępność rynku pracy i edukacji”.
Wszystko stoi jednak pod dużym znakiem zapytania. – „Na chwilę obecną nie ma zapewnionego finansowania na kontynuację działań dotyczących powyższego projektu” – mówi Dorota Patzer z samorządu województwa pomorskiego. – „Program Fundusze Europejskie dla Pomorza 2021-2027 nie przewiduje wsparcia działań dotyczących linii kolejowych. Zgodnie z przedstawioną przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej linią demarkacyjną – czyli podziałem wdrażania krajowych i regionalnych programów unijnych na lata 2021-2027 – infrastruktura kolejowa ma być finansowana na poziomie krajowym”.
W tej sytuacji przyjęty przez samorząd województwa pomorskiego w 2022 r. „Regionalny plan strategiczny w zakresie mobilności i komunikacji” wskazuje na potrzebę rewitalizacji Żuławskiej Kolei Dojazdowej, oczekując, że władze centralne zapewnią finansowanie przedsięwzięcia, a jego realizacją zajmie się właściciel kolejki, czyli powiat nowodworski. – „Sieć ŻKD zlokalizowana jest w całości na obszarze powiatu nowodworskiego, zasadne jest więc prześledzenie strategii lokalnych – dokumentów powiatowych czy planu zrównoważonej mobilności Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot” – mówi Dorota Patzer. – „Przeanalizowaliśmy je i ze zdziwieniem nie widzimy żadnej wzmianki o planach dotyczących ŻKD”.
Władze powiatu nowodworskiego zaznaczają, że to nie one zamówiły studium rewitalizacji Żuławskiej Kolei Dojazdowej, w związku z czym w planach finansowych powiatu nie jest przewidziana realizacja tego przedsięwzięcia. – „Jeżeli pojawią się możliwości finansowania przedsięwzięć związanych z Żuławską Kolej Dojazdową, powiat rozważy taką możliwość” – deklaruje starosta Barbara Ogrodowska.
Wąskotorowe błędne koło
O uwzględnienie w programach rozwoju kolei potrzeb wąskich torów – zarówno w zakresie remontów linii, jak i zakupów taboru – zwróciła się do Ministerstwa Infrastruktury posłanka Paulina Matysiak, przewodnicząca parlamentarnego zespołu ds. walki z wykluczeniem transportowym.
„Ministerstwo Infrastruktury dostrzega i ma na uwadze potrzeby kolei wąskotorowych. Potwierdza to fakt, że od 2020 r., przy udziale przedstawicieli zarządów kolei wąskotorowych, prowadzone były rozmowy i spotkania, na których analizowano różne możliwości finansowania i dofinansowania kolei wąskotorowych” – oznajmił w odpowiedzi wiceminister Przemysław Koperski. – „Na obecną chwilę nie wypracowano konkretnego instrumentu wsparcia, jednak należy zauważyć, iż resort podejmie prace w kierunku zmiany zapisów ustawy i możliwości finansowania kolei wąskotorowych. Z uwagi na złożoność sprawy Ministerstwo Infrastruktury nie ma możliwości wskazania konkretnego terminu”.
Jak widać, resort infrastruktury nie traktuje potrzeb wąskotorówek poważnie. Tak będzie, dopóki samorządy nie będą planowały włączenia kolei wąskotorowych w regionalne systemy transportowe. Samorządowców zniechęca jednak brak źródeł finansowania. I tak oto zamyka się wąskotorowe błędne koło.
Karol Trammer
Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 5/132 wrzesień-październik 2024), http://www.zbs.net.pl. Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Karol Trammer.
przez redakcja | wtorek 8 października 2024 | aktualności
Od stycznia znowu zapłacimy odczuwalnie więcej za energię elektryczną.
Jak informuje „Fakt”, od 1 stycznia czekają nas kolejne podwyżki cen prądu. Przypomnijmy, że 1 lipca rząd neoliberałów częściowo uwolnił ceny prądu i energia zdrożała o 25-35%. Oznacza to nie tylko wyższe rachunki prywatne, ale także wzrost kosztów produkcji, czyli wyższe ceny w sklepach i wzrost inflacji. Teraz czeka nas powtórka z wątpliwej rozrywki.
Wciąż my częściowe mrożenie cen, które rząd rekompensuje dopłatami dla koncernów energetycznych. Mrożenie kończy się 31 grudnia, a w przyszłorocznym budżecie zaplanowano znikome i znacznie mniejsze od dotychczasowych kwoty na dotowanie niższych cen energii. Przewidywany wzrost cen to podwyżka z poziomu 1,15 zł do 1,39 zł za kilowat. Dla przeciętnego gospodarstwa domowego w Polsce oznacza to 480 złotych dodatkowych wydatków rocznie.
Ale to nie koniec złych wieści. Na rachunki za prąd powróci także tzw. opłata mocowa. Wyniesie ona w najczęstszej postaci około 14 zł miesięcznie. To kolejne ponad 160 złotych nowych wydatków rocznie. W sumie zatem mowa o ok. 640 złotych rocznie więcej za prąd na przeciętne polskie gospodarstwo domowe. Niezależnie od już wysokich niedawnych podwyżek cen energii.
przez redakcja | niedziela 6 października 2024 | aktualności
Będą masowe zwolnienia ze szpitala w Lubartowie.
Jak informuje portal Money.pl, w szpitalu w Lubartowie na Lubelszczyźnie planowane są wielkie zwolnienia z pracy. Stracić zatrudnienie może nawet niemal 200 osób, czyli jedna trzecia całej obsady placówki.
Dyrekcja szpitala poinformowała związki zawodowe, że planuje zwolnienia grupowe. Do końca roku pracę mogą stracić 192 osoby. 120 z nich dostanie wypowiedzenia, a pozostałe stracą pracę, ale z możliwością podpisania nowej umowy, na gorszych warunkach – jeśli nie zaakceptują tego, również stracą zatrudnienie. Największą grupą do zwolnienia są pielęgniarki – 28 ze 193 zatrudnianych. Kolejne 67 pielęgniarek otrzyma wypowiedzenia „zmieniające dotychczasowe warunki pracy i płacy”. Zaplanowano także zwolnienia m.in. 18 położnych, 10 ratowników medycznych, 14 fizjoterapeutów, 4 lekarzy, 20 salowych i sanitariuszy, 18 pracowników gospodarczych i obsługi, 6 pracowników ekonomicznych, administracyjnych i technicznych oraz jednego psychologa.
Dyrekcja placówki motywuje swoją decyzję kiepską sytuacją finansową. Szpital jest zadłużony na 130 milionów złotych.
przez Andrzej Dwojnych | niedziela 6 października 2024 | opinie
Jadą ze wsi wozy / Aprowizacyjne, / Jadą na wieś wozy / Asenizacyjne. / Przy rogatce się minęły / Pod szlabanem, / Jak kareta ślubna z karawanem. / Przyjechała na targ zielenizna, / Przyjechał nawóz na pole, / I zaczęła nowy dzień ojczyzna, / Żeby pełnić posłannictwo dziejowe / I odegrać historyczną / Rolę.
Julian Tuwim, Bal w Operze
Skończył się tragiczny dla wielu Polaków – z powodu powodzi – wrzesień 2024, a wraz z nim 85. rocznica Wojny Obronnej 1939. Inspirując się interesującym wywiadem z prof. Andrzejem Friszke, w którym ceniony historyk poddaje silnej krytyce naszą współczesną narodowo-konserwatywną historiografię, należy dodać, że nie tylko Zachód nie docenia (nie zauważa) – jak twierdzi prof. Friszke – w takim stopniu, w jakim chcielibyśmy polskich w sensie etnicznym ofiar II wojny światowej. Nie dostrzegają jej także kręgi opiniotwórcze o proweniencji liberalnej czy lewicowo-liberalno-progresywnej, zwłaszcza z ośrodków wielkomiejskich, co bardzo silnie – patrząc z oddolnej perspektywy – wzmaga po prawej stronie sceny politycznej narrację o celowym przemilczaniu pamięci o polskich ofiarach wojny wśród wielkomiejskich liberałów (liberalnej lewicy). Podsyca także konflikt historyków po obu stronach ideowej barykady. Wydaje się, że u praprzyczyn lekceważącego stosunku naszych rodzimych liberałów do historii tkwi m.in. trafna diagnoza prof. Friszke, dotycząca braku historycznego wykształcenia domowego Lecha Wałęsy przedstawiona w innym ciekawym wywiadzie tegoż naukowca udzielonym dla programu „Historia bez kitu”.
Otóż u źródeł nieodebrania domowego wykształcenia historycznego bardzo wielu dzisiejszych mieszkańców wielkich miast, w tym wielkomiejskich liberałów, stoi nie tyle nawet samo ich plebejskie w dużej mierze pochodzenie, ile fakt, że dwa czy trzy pokolenia wstecz przeprowadzili się oni (ich rodzice, dziadkowie) ze wsi, zrywając z różnych powodów więzi ze środowiskami, w których tkwią ich korzenie. Spotęgowała to zjawisko po 1989 roku nadmierna gloryfikacja „błękitno-krwistego” pochodzenia społecznego, z której dorobku czerpie nasza współczesna narodowo-konserwatywna historiografia. Wskazywanie szlacheckich korzeni nawet u prominentów komunistycznych (gen. Wojciech Jaruzelski) miało prawo być poczytywane jako oczywista nobilitacja tychże osób i spuścizny szlacheckiej jako pewnej trwałej wartości. Tymczasem większość przybyłych po wojnie do Nowej Huty, Warszawy czy Gdańska była plebejuszami i nie tylko herbowym pochodzeniem poszczycić się nie mogła, ale wcale nierzadko miewała dziadków w Armii Czerwonej, Wehrmachcie, SB, nie mówiąc już o PZPR, przez którą przewinęły się miliony Polaków. Jako rodzinną legendę stworzoną u schyłku PRL na użytek państwowy należy bowiem poczytywać tę z „Drogi nadziei” Lecha Wałęsy, gdzie jest mowa o tym, jakoby dziadek naszego noblisty walczył ramię w ramię z Piłsudskim, zaś sami Wałęsowie wywodzą się od jednego z żołnierzy Wielkiej Armii Napoleona. Prof. Friszke zdecydowanie, choć nie wprost, obala ten mit już na wstępie wywiadu.
Ponieważ większość mieszkańców naszych miast, w tym metropolii – nie tylko Lech Wałęsa – nie posiada herbowych przodków, a ciekawość własnych korzeni jest u nich równie duża jak u tych „nobliwych”, niejako w kontrze do narodowo-konserwatywnej i zarazem postszlacheckiej wizji dziejów od jakiegoś czasu kształtuje się m.in. ze wszech miar potrzebna i wielowymiarowa ludowa wizja naszej historii. Niestety jednak w swej masie próbuje strząsnąć z siebie religijno-romantyczną spuściznę, będącą, czy to nam się podoba czy nie, immanentną cechą polskości – zwłaszcza tej ludowej. Jej rozmaici reprezentanci nazbyt często próbują opisywać historię ludu wiejskiego lekceważąc albo nawet kompletnie pomijając aspekt religii i towarzyszącej jej wiary w Boga, ewentualnie traktując ten obszar jako co najwyżej ciekawostkę etnograficzną. Nie potrafią dostrzec, a czasami nie umieją bądź nie chcą zrozumieć, że historii i współczesności polskiego ludu najzwyczajniej w świecie nie da się opowiedzieć bez religii, kościołów, kaplic i kapliczek, figurek i krzyży. I to niezależnie od tego, że laicyzacja dotyka od pewnego czasu także wieś.
Co najmniej ostatnie dwa stulecia wiejski lud zapisywał w takich obiektach bardzo wnikliwie swoje dzieje – np. te związane z zapominaną przez Zachód i część naszych wielkomiejskich elit martyrologią (o czym było na początku), ale i te związane z pamięcią o uwłaszczeniu chłopów czy upadku pańszczyzny. Ich fundatorami bądź odnowicielami bywają w większości oczywiście osoby wierzące, ale nierzadko również i zeświecczone, czasem nawet zupełnie indyferentne religijnie. Gdy wygłaszają hasła „wolność”, „równość”, „tolerancja”, czerpią z dumą – i mają do tego pełne prawo – ze źródeł i inspiracji odmiennych niż robi to lewicowo-liberalny wielkomiejski patrycjat. Na przykład religijnych i romantycznych. Niekoniecznie z oświeceniowych – czego będący autorytetem dla liberałów Lech Wałęsa z wizerunkiem Matki Boskiej w klapie jest także żywym przykładem.
Wobec niechęci świeżo nobilitowanych liberalnych „wielko-mieszczan” do owej religijno-romantycznej tradycji, wywodzący się z ich kręgów niektórzy głośni historycy zaczęli poszukiwać swojego „herbu” przeszczepiając na polski grunt wszystko, co zachodnie, byle było zachodnie, w tym tezy przystające doskonale do społeczeństw postkolonialnych o bardzo silnych od wieków korzeniach mieszczańskich (Francja, Holandia, Niemcy) ukształtowanych na tradycji oświeceniowej. Ale niekoniecznie dobrze przystające do naszych realiów. Znaleźli w tym oczywiście głośnych promotorów w postaci wpływowych mediów. W tym toku myślenia, świadomie bądź nie, wypierają z siebie fakt, że w Polsce religijno-romantyczna spuścizna – wzmocniona w XXI wieku katastrofą smoleńską – jest i na długie lata pozostanie fundamentem mentalności dużej części społeczeństwa, w tym m.in. tej, z której wyrasta owa konserwatywna czy konserwatywno-narodowa wizja dziejów. Przy lekceważącym stosunku naszych liberałów do martyrologii tę ostatnią wzmagać będą na pewno np. rodzinne i grupowe wycieczki Polaków do muzeum bajek braci Grimm w niemieckim Alsfeld. Zwłaszcza gdy po wyjściu z niego ten i ów turysta uda się z dziećmi na centralny plac tamtejszej starówki i natknie na tablicę ilustrującą niniejszy artykuł. Wspominam o tym celowo, jako że ze środowisk lewicowo-liberalnych nierzadko słyszy się głosy o konieczności niezajmowania się już historią, bo „na nowoczesnym Zachodzie” patrzy się przede wszystkim w przyszłość, a nie wstecz. No to proszę spojrzeć na fotografię wykonaną przeze mnie w wakacje 2023 r.

Czy tego chcemy czy nie, w Polsce doszło już do czołowego zderzenia dwóch wizji dziejów (upraszczająco na potrzeby artykułu: pluralistyczno-demokratycznej i narodowo-konserwatywnej), z których tę drugą, faktycznie niedoskonałą, bo opartą zbyt mocno na zero-jedynkowym widzeniu świata, wcale nie będzie łatwo przeformatować negując w tej rodzimą tradycję i spuściznę. Niestety bowiem wielkomiejskie opiniotwórcze środowiska lewicowo-liberalne o progresywnym odcieniu, będące zarazem promotorami innych niż narodowo-konserwatywna wizji dziejów, tak właśnie czynią, uderzając obuchem siekiery po kolei w „polską tolerancję”, Jana Pawła II, poszukując na siłę volkistowskich i rasistowskich elementów w rodzimym nacjonalizmie czego szczytowym osiągnięciem było porównywanie antysemickich młodzieńczych wypowiedzi kardynała Wyszyńskiego do „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, czy wreszcie stawiając tezy o rzekomych polskich koloniach na ziemiach współczesnej Białorusi i Ukrainy. Najnowszą puentą tej polityki były bliźniaczo podobne do siebie teksty, które ukazały się nieomal w tym samym czasie, zachęcające de facto do ataku internetowych trolli na zalanych falą powodziową franciszkanów z Kłodzka, którzy na swoim profilu facebookowym „ośmielili się” wystąpić do ludzi dobrej woli z prośbą o wsparcie.
Po ukazaniu się tych artykułów wybiło skrajnie antykościelne i antyreligijne szambo, można by sarkastycznie rzec „o zdrowej, odżywczej – bo przecież nowoczesno-wielkoświatowej – woni i konsystencji”, którego świadomych przecież twórców nie sposób uznać – pomimo dobrych chęci prof. Friszke – za część otwartej, tolerancyjnej i demokratycznej Polski. Czy wobec takich zachowań liberalnych i lewicowo-liberalnych promotorów pluralistyczno-demokratycznej wizji dziejów należy doprawdy dziwić się naszym narodowo-konserwatywnym historykom i ich poplecznikom, że bardziej niż o przypadkach mordów niektórych Polaków na Żydach w czasie II wojny światowej chcą mówić o celowych działaniach sojuszu liberałów i progresywnej lewicy dążących do zniszczenia naszego dziedzictwa kulturowego, tudzież o lekceważeniu przez nich polskich ofiar nazizmu i komunizmu?
dr Andrzej Dwojnych
przez redakcja | piątek 4 października 2024 | aktualności
Wyniki spółek skarbu państwa za II kwartał 2024 okazały się kiepskie i znacząco gorsze niż rok temu.
Jak informuje portal Bankier.pl, ujawnione wyniki finansowe wszystkich spółek skarbu państwa zazwyczaj są mizerne i znacząco niższe niż w czasach, gdy firmy te były obsadzone szefostwem z nadania poprzedniego rządu. W dodatku spośród ponad 20 spółek skarbu państwa niemal połowa wykazała straty.
Portal analizuje wyniki 22 przedsiębiorstw publicznych z decydującym udziałem Skarbu Państwa i o kapitalizacji przekraczającej co najmniej pół miliarda złotych
Pozytywne wyniki dotyczą mniejszości analizowanych firm. Wyniki lepsze niż w analogicznym okresie roku 2023 wypracowały tylko PGE, Alior, PKO BP, KGHM i Kogeneracja. Enea, Energa i BOŚ straty zamieniły w zyski. Zakłady Azotowe Puławy, Grupa Azoty oraz Polski Holding Nieruchomości wykazały mniejsze straty niż rok temu.
Pekao, PZU, Trakcja i GPW miały zyski mniejsze niż w drugim kwartale ubiegłego roku. Orlen, Polimex Mostostal, JSW, Tauron, PKP Cargo, Bogdanka, Police zyski zamieniły w straty. Straty wykazało aż 10 spółek. Wynik 11 spółek był gorszy od zeszłorocznego.
Zysk pięciu najlepszych przedsiębiorstw publicznych wyniósł 7,35 mld zł, podczas gry rok temu miały one zysk 3,88 mld zł. Na tym kończą się pozytywy. Zsumowany zysk wszystkich analizowanych firm w drugim kwartale 2024 r. pokazał stratę rzędu 322 mln zł, choć rok temu w tym samym okresie miały one w sumie 11,5 mld zł zysku.
przez redakcja | piątek 4 października 2024 | aktualności
Komisja Europejska rozpoczęła wobec Węgier postępowanie w związku z preferencyjnym opodatkowaniem mniejszych krajowych podmiotów.
Jak informuje portal Business Insider, Komisja Europejska wszczęła w czwartek wobec Węgier postępowanie dotyczące uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego UE w sprawie podatku od sprzedaży detalicznej nakładanego na zagraniczne firmy. Pod tym żargonem kryje się chęć zmuszenia Węgier, aby zaprzestały wysoko i progresywnie opodatkowywać duże zagraniczne firmy handlowe.
Unijna instytucja zarzuca rządowi Orbána, że preferencyjnie traktuje mniejszy i krajowy biznes. Wnioskodawcy postępowania przeciw Węgrom twierdzą, że wysokie, maksymalne i progresywne stawki podatku od zysków przedsiębiorstw zostały ustalone tak, aby uderzać w duże zagraniczne przedsiębiorstwa handlowe. KE przekonuje, że takie przepisy ograniczają swobodę przedsiębiorczości, a podatek nieproporcjonalnie obciąża zwłaszcza większe przedsiębiorstwa zagraniczne.
Komisja twierdzi, że krajowy węgierski biznes jest traktowany priorytetowo. Uważa też, że wystarczy, aby podmiot działał na Węgrzech w systemie franczyzy (czyli miał krajowych właścicieli) i stosował nazwę węgierską zamiast zagranicznej, żeby jego opodatkowanie też było niższe niż to, które dotyka podmioty zagraniczne operujące na Węgrzech.
Komisja informuje, że jeśli władze Węgier nie wprowadzą zmian, docelowo skieruje skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE.
przez redakcja | piątek 4 października 2024 | aktualności
Komisja Europejska zaskarżyła m.in. Polskę za niewprowadzenie podatku wymierzonego w zamożne podmioty.
Jak informuje portal Forsal.pl, Komisja Europejska zaskarżyła do Trybunału Sprawiedliwości UE cztery kraje – Polskę, Hiszpanię, Portugalię i Cypr – za niewdrożenie drugiego filaru globalnej reformy podatkowej. Miał on polegać na wprowadzeniu minimalnego podatku dochodowego w wysokości 15 proc.
Tę reformę podatkową poparło ponad 140 krajów, w tym cała Unia Europejska. Minimalny podatek od osób prawnych ma przeciwdziałać dumpingowi podatkowemu i ucieczce kapitału do krajów o bardzo niskim opodatkowaniu. Unijna dyrektywa wynikająca z przyjętej reformy zakłada, że efektywna stawka opodatkowania firm o łącznym rocznym obrocie 750 mln euro lub więcej musi wynosić co najmniej 15 proc.
Zdaniem Komisji Europejskiej wszystkie cztery wspomniane kraje nie wdrożyły do prawa krajowego dyrektywy w sprawie zapewnienia globalnego minimalnego poziomu opodatkowania międzynarodowych grup przedsiębiorstw oraz dużych grup krajowych. Dyrektywa weszła w życie 1 stycznia.
przez redakcja | środa 2 października 2024 | aktualności
Akcja strajkowa pracowników łódzkiego MOPS-u przeciwko liberalnym władzom była legalna – orzekł sąd.
Jak informuje Radio Łódź, sąd właśnie orzekł, że legalny i zgodny z prawem był strajk pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi. Legalność strajku kwestionowały liberalne władze tego miasta i jego prezydent Hanna Zdanowska z Platformy Obywatelskiej.
Strajk miał miejsce wiosną 2022 roku. Pracownicy domagali się podwyżek płac i polepszenia warunków zatrudnienia. Po fiasku wielu negocjacji i nie mogąc się doczekać spełnienia swoich oczekiwań, podjęli akcję strajkową.
W odpowiedzi na strajk, władze miasta rządzonego przez koalicję PO i lewicy skierowały do sądu wniosek o stwierdzenie legalności protestu. W opinii ich i dyrekcji MOPS przedłużająca się akcja strajkowa pracowników socjalnych miała negatywny wpływ na funkcjonowanie ośrodka. A nawet, jak twierdzono, strajk stanowił „zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców miasta”.
Na wniosek władz miasta w lipcu 2022 roku Sąd Okręgowy w Łodzi wydał postanowienie o zakazie prowadzenia strajku do czasu prawomocnego zakończenia postępowania sądowego o ustalenie, czy protest jest legalny. Po wydanym postanowieniu sądu strajkujący zostali wezwani do powrotu do obowiązków służbowych.
Dzisiaj wiemy już, że strajk był legalny i uprawniony. Według sędzi Agnieszki Domańskiej-Jakubowskiej powództwo miasta w tej sprawie było niezasadne. „Spory pomiędzy pracodawcą a związkiem zawodowym reguluje ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych z 23 maja 1991 roku. W przepisach tej ustawy nie ma odesłania do artykułu 189 KPC, jak również sama ta ustawa nie daje roszczenia o ustalenie legalności strajku. Dlatego też przede wszystkim z tych przyczyn sąd stanął na stanowisku, że to roszczenie jest niezasadne”.
Wyrok nie jest prawomocny. Strajkujący czekają na jego uprawomocnienie i nie wykluczają wznowienia akcji strajkowej.
przez redakcja | środa 2 października 2024 | aktualności
Wskaźnik dokumentujący nierówności społeczne bardzo spadł w ciągu ostatnich ośmiu lat i jest w Polsce jednym z najniższych w UE.
Jak informuje portal Obserwator Gospodarczy, Polska jest obecnie jednym z najbardziej egalitarnych krajów UE pod względem dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych. Tak wynika z danych Eurostatu. Na ich podstawie oszacowano tzw. wskaźnik Giniego, który mierzy nierówności społeczne. W Polsce ten wskaźnik znacząco zmalał w ciągu ostatnich ośmiu lat.
Współczynnik Giniego w 2023 roku wyniósł w Polsce 27. Ten poziom i poniżej niego jest uznawany za zalecany, wręcz idealny. Średnia dla UE jest gorsza i wynosi 29,6 – pisze Obserwator Gospodarczy. Z danych portalu wynika, że Polska należy obecnie do europejskich krajów o najniższych nierównościach społecznych. Lepiej od nas wypada tylko sześć krajów. Liderem równości jest Słowacja, za nią sytuuje się Słowenia, a trzecie miejsce przypadło Belgii. Na przeciwległym biegunie krajów najbardziej nierównych lideruje Bułgaria, a za nią są Litwa i Łotwa.
Polska jest w tak dobrej sytuacji od niedawna. Jeszcze w roku 2015 zajmowaliśmy 21. pozycję na 27 krajów unijnych. Nasz ówczesny wskaźnik wynosił 30,6. Dzisiejsze siódme miejsce to ogromny awans, trzeci największy wśród ogółu krajów UE. W tym czasie nierówności wzrosły w ośmiu krajach Unii. Trzynaście z nich ma wskaźnik nierówności powyżej średniej europejskiej, m.in. Hiszpania, Włochy i Francja.
przez redakcja | wtorek 1 października 2024 | aktualności
W ciągu miesiąca oraz rok do roku znacznie zmalała liczba ofert o pracę.
Jak informuje portal Business Insider, liczba ofert zatrudnienia skierowanych do urzędów pracy zmalała w sierpniu wobec lipca aż o 18 proc. Z kolei w porównaniu z sierpniem 2023 roku była niższa o ponad 16 proc. Tak wynika z raportu Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BICE). Takie wyniki świadczą o problemach polskiego rynku pracy.
W ostatnich miesiącach bezrobocie nie spadło mimo iż corocznie występuje jego spadek, spowodowany zatrudnieniem sezonowym w okresie wakacyjnym. Wedle raportu BICE w sierpniu w porównaniu z lipcem wzrosła liczba zarejestrowanych bezrobotnych. Wskaźnik Rynku Pracy (WRP), informujący o przyszłych zmianach wielkości bezrobocia we wrześniu, wzrósł o 1 punkt i wyniósł w sierpniu 71,2 pkt. To drugi miesiąc wzrostu wskaźnika, a skala zmian odnotowana we wrześniu była blisko dwukrotnie większa niż przed miesiącem.
Nie napawają optymizmem także inne wskaźniki. Po uwzględnieniu wahań sezonowych, w czerwcu zsumowana kwota wypłaconych zasiłków dla bezrobotnych wzrosła o 3,3 proc., w lipcu o 10 proc., a w sierpniu o 5,6 proc. Jedyny pozytywny wskaźnik mówi, że przewaga firm planujących zwolnienia nad odsetkiem tych zamierzających zwiększać zatrudnienie zmniejszyła się w ostatnim miesiącu o około 2 pkt proc. – z 9 pkt proc. w sierpniu do prawie 7 pkt we wrześniu.
przez redakcja | poniedziałek 30 września 2024 | aktualności
Największym zmartwieniem dla wielu Polaków są tej jesieni bieżące rachunki i opłaty – wynika z nowych badań.
Jak informuje portal Money.pl, niemal połowa Polaków wskazała, że największym wyzwaniem finansowym jesienią 2024 roku są dla nich bieżące opłaty i rachunki. Tak wynika z nowych badań Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) na zlecenie Santander Consumer Banku. Takie wskazanie wybrało 49% ankietowanych.
Na drugim miejscu ankietowani wskazali codzienne wydatki, np. na jedzenie czy środki czystości. To wskazanie 30% badanych. Z kolei trzecie miejsce i 20% wskazań dotyczyło zakupu ciepłych ubrań i obuwia. Dopiero dalsze miejsca zajęły wydatki mniej „doraźne”: remont mieszkania czy domu (23 proc.), zakup lub naprawa samochodu (po 17 proc.), a także wydatki związane z edukacją (13 proc.).
przez redakcja | poniedziałek 30 września 2024 | aktualności
Dzisiaj odbył się strajk ostrzegawczy w Wydawnictwie Bauer.
Eskaluje spór między pracownikami a właścicielami Wydawnictwa Bauer. Dzisiaj, po fiasku kolejnych rozmów w sprawie płac i warunków zatrudnienia, doszło do dwugodzinnego strajku ostrzegawczego.
Jak informuje Polska Agencja Prasowa, przed podpisaniem protokołu rozbieżności odbył się strajk oraz pikieta związkowców w Wydawnictwie Bauer. Od 20 marca 2024 trwa spór zbiorowy między związkowcami z Inicjatywy Pracowniczej a Wydawnictwem Bauer i należącą do niego AKPA Press Polska.
Konflikt ma głównie podłoże płacowe. Związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza, który działa w Bauerze od stycznia 2023 r., oczekuje: 1000 zł podwyżki, utworzenie Funduszu Świadczeń Socjalnych i siatki płac. – „Płace w Wydawnictwie Bauer i agencji AKPA są niskie. Przez całą dekadę, od 2012 do 2022, nie było żadnych podwyżek. Wielu pracowników z długim stażem zarabia najniższą krajową lub nieco więcej. Obie spółki zatrudniają ok. 470 pracowników” – powiedziała PAP Anita Zuchora, dziennikarka miesięcznika „Pani”, członkini prezydium Komisji Międzyzakładowej Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza.
16 września odbyło się spotkanie mediacyjne. Strony nie osiągnęły porozumienia i dzisiaj został spisany protokół rozbieżności ze wskazaniem wzajemnych stanowisk. Związkowcy przeprowadzili dwugodzinny strajk ostrzegawczy.
– „Przedstawiciele pracodawców, podobnie jak podczas trzech spotkań w ramach rokowań, odmówili realizacji naszych postulatów. Ku zaskoczeniu wyznaczonego przez Ministerstwo Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej mediatora Pawła Śmigielskiego odwołali także wstępne ustalenia z poprzedniego spotkania. Na pierwszym spotkaniu mediacyjnym padła wstępna deklaracja utworzenia Funduszu Świadczeń Socjalnych w kompromisowym kształcie zaproponowanym przez związek zawodowy w wysokości 75 proc. tego, co zakłada ustawa z ZFŚS” – wyjaśnia Anita Zuchora.
przez redakcja | niedziela 29 września 2024 | klasyka, opinie
„Klasa pracująca Warszawy wita radośnie i serdecznie prastarą ziemię śląską, powracającą do Polski.
Jesteśmy zadowoleni, że wypadki ostatnich tygodni nie doprowadziły do wojny, chcemy mieć z Czechosłowacją jak najlepsze stosunki sąsiedzkie, nie chcemy, żeby Czechosłowacja padła, żeby stała się łupem zaborczości niemieckiej – łupem hitleryzmu”.
Tymi słowy zakończył prezes Centralnego Komitetu Wykonawczego Polskiej Partii Socjalistycznej, tow. Tomasz Arciszewski, zagajenie olbrzymiego zebrania zorganizowanego przez Towarzystwo Uniwersytetu Robotniczego w sali teatru „Wielkiej Rewii” pod hasłem: Prastara ziemia śląska łączy się z Polską.
W przemówieniu swoim przypomniał tow. Arciszewski cały ogrom pracy socjalistów polskich w sprawie Śląska Zaolziańskiego. W zastępstwie tow. Kotarby, który nie mógł przybyć do Warszawy, przemawiał tow. Mecner, redaktor „Robotnika Polskiego”:
„Historia walk Śląska dowiodła niezbicie, że lud nasz jest najbardziej oddany Polsce i najwierniejszy ideałom Demokracji i Socjalizmu. Na nim spoczywał cały ciężar walki o polskość i do ostatniej chwili tę rolę swoją spełniał”.
Tow. Mecner omawia dalej wielką rolę, jaką w walce robotników śląskich odegrały nasze organizacje. „Jesteśmy Polakami szczerymi – mówi – jesteśmy szczęśliwi, że przekazaliśmy naszą ziemię Rzeczypospolitej i jesteśmy przygotowani jednocześnie na to, że mogą nas spotkać niespodzianki, ale stajemy do waszej dyspozycji gotowi z wami walczyć i zwyciężać.
Chcemy pracować dla Polski, chcemy, żeby Polska była silna i szczęśliwa. Robotnik śląski dowiódł, że umie o Polskę walczyć. Ma prawo żądać, żeby nie decydowano o nim bez niego. Nie może mu się stać w Polsce żadna krzywda. Ma swoje postulaty, dotyczące uregulowania kwestii waluty, zapobieżenia drożyźnie, dostosowania zarobków do jego warunków, zagwarantowania ruchu jego kopalń, swobody ruchu klasowego i socjalistycznego”.
Przemówienie tow. Mecnera sala przyjęła długo niemilknącymi oklaskami.
Następnie mówca dr. Jarosz w pięknym przemówieniu przedstawia zebranym „wiano, które przyniósł Polsce lud śląski”. Przyniósł je Polsce, bo wytrwał. I przykład Śląska Zaolziańskiego jeszcze raz dowodzi, że najpewniejszym gwarantem obrony bytu narodowego są właśnie masy ludowe. „Nikt z przeciwników naszych nie zaprzeczy, że władzy Rzeczpospolitej ziemię śląską oddają nie wyższe sfery społeczne zniemczone i sczechizowane, ale właśnie robotnik śląski”.
Ostatni mówca, tow. Kazimierz Pużak, stwierdza, że „sprawa śląska nie jest sprawą skończoną. Śląsk Zaolziański łączy się ściśle ze Śląskiem Górnym, krwawiącym się niesprawiedliwą granicą z Niemcami hitlerowskimi, które wypowiedziały polskości i sprawie robotniczej walkę na śmierć i życie. Nie wolno nam zapominać, że polityka polska osiągnęła sukces dzięki temu, że w ostatniej niemal chwili zdobyła się na samodzielność i niezależność od Hitlera, który w Monachium zapomniał o Śląsku Zaolziańskim. Ale pamiętał o Polsce lud śląski przez sześć wieków. I z dystansu tych sześciu wieków patrzy na nas mit ludu polskiego, który pozbawiony łączności z innymi klasami społeczeństwa, zniemczonymi i sczechizowanymi – trwał, dobywając węgiel, w którym zaklęty był ogień jego wielkości”.
„W momencie, kiedy robotnik śląski oddaje swoją ziemię Rzeczypospolitej, »opinijka« polska musi zaprzestać poklepywania go po ramieniu. Polska ma wobec niego obowiązki – musi mu dać możność życia w pełni jego pracy i wolności, w pełni praw. Udzielenie tych praw nie może być uzależnione od nacisku opinii społecznej”.
Następnie mówca przechodzi do związanych ze sprawą Śląska zagadnień międzynarodowych, wskazując na zakłamanie polityki międzynarodowej i upadek myśli politycznej, którego obrazem było oświadczenie Anglii, że „o rzeczy małe, o sprawy małe, o małe narody Anglia bić się nie będzie”. Na tle tego upadku jeszcze piękniej, jeszcze wspanialej odcina się postawa ludu, nad którym mogą nawet w pewnych okresach historycznych triumfować wszyscy, a który trwa niezłomnie i niezłomnie wierzy w chwilę wyzwolenia. Tak było właśnie z ludem zaolziańskim. I tak jest z każdą walką ludu.
Wszystkie przemówienia spotkało entuzjastyczne przyjęcie ze strony zebranych tłumów robotniczych. Okrzykami na cześć robotników Śląska Zaolziańskiego i na cześć Socjalizmu zebranie zakończono.
Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w dzienniku „Robotnik”, centralnym organie prasowym Polskiej Partii Socjalistycznej, nr 286/1938, 10 października 1938 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Przypominamy go w 86. rocznicę odzyskania Zaolzia przez Polskę.
przez redakcja | piątek 27 września 2024 | aktualności
Jedna z największych polskich elektrowni węglowych zostanie szybko zamknięta.
W ostatnich tygodniach pojawiły się pogłoski o likwidacji elektrowni i ciepłowni w Rybniku. To największa elektrownia węglowa na Górnym Śląsku oraz jedna z największych w Polsce. Pogłoski wywołały protesty i apele do władz – pisaliśmy o tym tutaj. Niestety potwierdził się najgorszy scenariusz.
Prezes publicznej spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna Jacek Kaczorowski poinformował radnych Rybnika, że elektrownia węglowa zakończy pracę wraz z końcem roku 2025. Ciepłownia ma działać pół roku dłużej. Pod koniec roku 2028 ma ruszyć nowy blok gazowo-parowy, ale skala jego działalności będzie znacznie mniejsza niż likwidowanych instalacji.
Elektrownia i ciepłownia zatrudniają bezpośrednio około 500 osób, ale wraz z podwykonawcami i kooperantami jest to liczba trzykrotnie wyższa. Gdyby doliczyć wpływ pensji pracowniczych na miejsca pracy niezwiązane z zakładem (zakupy produktów i usług), mowa prawdopodobnie o kilku tysiącach osób. Pracę przy nowym bloku gazowo-parowym ma znaleźć zaledwie maksymalnie 80 osób, po co najmniej trzech latach od zamknięcia bloków węglowych.
Cała sprawa ma jeszcze jeden aspekt. Podczas wczorajszego protestu pracowników elektrowni Ireneusz Oleksik, przewodniczący „Solidarności” w zakładzie, powiedział: „Spalamy rocznie ok. 1,5 mln ton węgla. To wydobycie ok. dwóch kopalń. W związku z tym, jeśli nie będzie spalania tego węgla, to nie będzie zbytu na ten węgiel. Nie będzie zbytu, nie będzie kopalni”.
Według porozumienia społecznego zawartego przez rząd Prawa i Sprawiedliwości z branżą górniczą i energetyczną elektrownia węglowa w Rybniku miała działać co najmniej do roku 2030, a przed upływem terminu miała zostać stworzona analiza wskazująca, czy zasadne nie będzie przedłużenie tego terminu. Obecny rząd i zależny od niego koncern PGE wypowiadają to porozumienie.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Dusty132 – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=50228972
przez redakcja | piątek 27 września 2024 | aktualności
Ponad 40% Polaków uważa, że w ciągu ostatniego roku ich sytuacja finansowa uległa pogorszeniu.
Jak informuje portal 300gospodarka, badanie Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce oraz Instytutu Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej pokazuje znaczny spadek pozytywnych ocen własnej kondycji finansowej w III kwartale roku 2024.
Wśród ankietowanych aż ponad 40% uznało, że w ciągu ostatniego roku ich sytuacja finansowa uległa pogorszeniu. Tylko 22% badanych uznało, że w ciągu roku ta kwestia uległa w ich życiu poprawie. Tak duże wskaźniki osób przekonanych o pogorszeniu ich sytuacji notowano poprzednio w pandemii oraz w obliczu szoku inflacyjnego. Tymczasem ostatni rok był znacznie bardziej spokojny w kwestii występowania nagłych czynników.
Najgorzej oceniają sytuację osoby w wieku 30-49 lat. Wśród nich niemal 34% uważa, że sytuacja finansowa w ciągu roku pogorszyła się bardzo.
Gdy zapytano o prognozy na przyszłość, niemal 40% badanych uznało, że w ciągu kolejnego roku sytuacja ich budżetów domowych ulegnie dalszemu pogorszeniu. To wzrost pesymizmu o 4,3 punktu procentowego wobec II kwartału bieżącego roku. więcej niż w II kw. 2024 r., i tyle samo co przed rokiem. Optymistami jest 23,9% ankietowanych. Znowu najwięcej pesymistów jest w grupie wiekowej 30-49 lat – niemal 29% z nich sądzi, że w ciągu roku sytuacja pogorszy się bardzo, a ponad 36% kolejnych, że pogorszy się trochę.
przez redakcja | czwartek 26 września 2024 | aktualności
Dobra wiadomość: struktury związku zawodowego powstały w branży słabo uzwiązkowionej.
Jak informuje portal Tysol.pl, w sieci odzieżowej C&A rozpoczęła działalność NSZZ „Solidarność”. Inicjatorami założenia związku byli pracownicy z Katowic, którzy stworzyli pierwsze komisje zakładowe. „Myśl o założeniu związku dojrzewała w nas od dłuższego czasu, ale prawdziwy impuls pojawił się w zeszłym roku, gdy pracodawca wprowadził zmiany, na które nie mieliśmy wpływu” – mówi Iwona Swoboda, przewodnicząca „Solidarności” w C&A Polska.
Ważnym aspektem była także kwestia wolnych niedziel w handlu. Pracownicy są zaniepokojeni informacjami, że mogą one zostać zlikwidowane. „Przyłączymy się do akcji w obronie wolnych niedziel. Każdy, kto pracuje w handlu, wie, jakie to jest ważne. Wolna od pracy niedziela to dzień oddechu, czas spędzony z rodziną. Nie wyobrażamy sobie, że ktoś nam to teraz zabierze” – mówi Iwona Swoboda.
Organizacja swoim zasięgiem obejmuje sklepy sieci w całej Polsce. Chcą mieć wpływ na wysokość wynagrodzeń, system premiowania, wprowadzenie dodatków stażowych i zwiększenie obsady w sklepach. „Jesteśmy w trakcie zbierania informacji z poszczególnych sklepów. Pracownicy piszą, co chcieliby poprawić i właśnie te kwestie powtarzają się najczęściej. Odzew na nasze e-maile jest bardzo duży” – mówi portalowi liderka związku.
Sieć C&A ma w Polsce 50 sklepów.
przez redakcja | czwartek 26 września 2024 | aktualności
Stowarzyszenie Ekspertów i Menedżerów Transportu Szynowego proponuje sposób na uratowanie PKP Cargo.
Przypomnijmy, że PKP Cargo znajduje się w trudnej sytuacji. Jej skutkiem są masowe zwolnienia z pracy, dotyczące kilku tysięcy ludzi, czyli 30% załogi, a także likwidacji zakładów naprawczych spółki w całej Polsce. Przyczyny problemów firmy, nie mające wiele wspólnego z wywodami liberalnych mediów, wyjaśniał na naszych łamach jeden z najlepszych w Polsce znawców tematyki kolejowej: tutaj.
Tymczasem Stowarzyszenie Ekspertów i Menedżerów Transportu Szynowego zaproponowało prosty sposób na poprawę kondycji spółki. Jak informuje Kolejowy Portal, stowarzyszenie skierowało pismo do ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka. Napisało w nim: „A gdyby tak Pan Minister postanowił, że wszystkie masowe surowce, materiały i półfabrykaty, niezbędne do realizacji inwestycji kolejowych, takie jak kruszywa, żwiry, podkłady kolejowe, szyny i inne, będą transportowane wyłącznie koleją? Obecnie tak nie jest”.
Zdaniem autorów listu, obecnie znaczna część surowców, półproduktów i materiałów do remontów i utrzymania linii kolejowych w Polsce jest transportowana ciężarówkami. Chodzi o 1 milion ton rocznie. Uważają oni, że znaczną część tego można przewozić koleją. Ich zdaniem PKP Cargo ma odpowiedni sprzęt, tabor i kadry, aby tego dokonać. W efekcie uratowano by wiele miejsc pracy oraz zwiększono wpływy z opłat za transport kolejowy. Oczywisty jest także aspekt korzyści ekologicznych takiego rozwiązania.
Obecnie w celu remontów, modernizacji itp. na kolei do transportu materiałów wybierane są ciężarówki. Dzieje się tak ze względu na niższe koszty. Jak przekonują jednak autorzy listu, „Transport ciężarówkami jest tańszy, ponieważ ich właściciele nie płacą za korzystanie z infrastruktury dróg publicznych, natomiast przewoźnicy kolejowi płacą wysokie opłaty za dostęp do torów, nawet gdy przewożą ładunki dla samej kolei”. Pytają także: „Czy nie zgadza się Pan, że w takiej sytuacji zwalnianie pracowników i zlecanie znacznej części przewozów ładunków, niezbędnych dla samej kolei, transportowi samochodowemu jest trudne do zrozumienia?”.
Stowarzyszenie pisze też, że „Poprawiłoby to bezpieczeństwo na drogach, a infrastruktura autostrad, tras szybkiego ruchu i pozostałych dróg publicznych, budowana wielkim wysiłkiem finansowym państwa, nie ulegałaby przyspieszonej degradacji technicznej. Rozbudowywana i modernizowana infrastruktura dróg publicznych powinna służyć co najmniej dwóm pokoleniom obywateli. Drogą do tego jest ograniczenie liczby ciężarówek przewożących masowe surowce i materiały. Takie są przecież również wytyczne UE, nakazujące zmniejszenie o co najmniej 30% ilości ładunków przewożonych drogami. Warto zacząć od tego, by surowce i materiały niezbędne dla samej kolei były przewożone koleją. Przewoźnicy kolejowi zapłacą PKP PLK opłaty za korzystanie z torów. Takich opłat nie uiszczają przewoźnicy samochodowi, a co więcej, nie płacą ich nawet zarządcy dróg publicznych, ponieważ na zdecydowanej większości dróg publicznych (ponad 99% ich długości) kierowane przez Pana Ministerstwo nie pobiera od przewoźników samochodowych żadnych opłat infrastrukturalnych”.
przez redakcja | środa 25 września 2024 | aktualności
Pracownicy, mieszkańcy i władze miasta obawiają się, że elektrownia węglowa w Rybniku zostanie zlikwidowana wcześniej niż zapowiadano.
Jak informuje portal rybnik.com.pl, w Rybniku z coraz większym niepokojem przyjmowane są pogłoski o likwidacji lokalnej elektrowni węglowej. W zakładzie, należącym do publicznego koncernu PGE, planowano dotychczasową formułę działania co najmniej do roku 2030. Obecnie pojawiły się opinie, że może on zostać zamknięty już na koniec przyszłego roku. Władze koncernu nie zdementowały tych pogłosek.
Rybnicka elektrownia węglowa jest największą na Górnym Śląsku i jedną z największych siłowni systemowych w Polsce. Zatrudnia bezpośrednio 500 osób, a licząc z podwykonawcami i kooperantami nawet trzykrotnie więcej. Dotychczas mowa była o tym, że będzie ona pracowała co najmniej do roku 2030. Pojawiły się jednak obawy, że koniec jest bliższy.
Zdaniem informatorów portalu decyzje już zapadły, a przedstawiciel koncernu miał je przekazać prezydentowi miasta. Radni Rybnika, Andrzej Sączek, Andrzej Wojaczek i Karol Szymura 12 września złożyli wspólną interpelację do prezydenta miasta o wystosowanie ponad podziałami politycznymi apelu do Donalda Tuska w sprawie utrzymania mocy produkcyjnej energetyki konwencjonalnej opartej na węglu kamiennym w Elektrowni Rybnik do minimum 2030 roku. „Proponujemy wystosować powyższy apel ponad podziałami politycznymi, uwzględniając dobro naszego miasta, pracowników, otoczenia biznesowego w tym przemysłu górniczego i mieszkańców korzystających zarówno z energii elektrycznej, jak i ciepła systemowego”.
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Bolesław Piecha wystosował w tej sprawie interpelację do premiera Tuska. Na konferencji prasowej w Rybniku powiedział: „Niedawno, bo dwa lata temu obchodziliśmy 50-lecie rozpoczęcia pracy tej elektrowni i tu nagle się okazuje, że za 15 miesięcy mamy mieć pogrzeb. To są dane bardzo bulwersujące, tym bardziej że one rodzą się nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kto je komunikuje i nie wiadomo dlaczego tak, a nie inaczej. o, że odchodzimy od energii opartej na węglu – wiadomo, i nikt tego w Polsce nie kwestionuje. To, że mamy określone zobowiązania, również w Unii Europejskiej – o tym wiemy. To, że mamy, podobnie jak inne kraje europejskie, określone ambicje klimatyczne, niezależnie od tego, kto o tym sądzi – to też wiemy. Natomiast pojawiła się dziwna data”.
Na najbliższej sesji Rady Miasta w dniu 26 września głos zabiorą przedstawiciele wspólnej reprezentacji wszystkich związków zawodowych działających w elektrowni. Przed budynkiem urzędu miasta będzie w tym czasie trwała demonstracja związkowców.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Kamil Czaiński, Wikipedia.pl
przez redakcja | środa 25 września 2024 | aktualności
Pracownicy PKP Cargotabor w Olsztynie i Szczecinie boją się całkowitej likwidacji zakładów.
Jak informuje „Gazeta Olsztyńska”, pracownicy PKP Cargotabor w stolicy Warmii obawiają się likwidacji zakładu i tego, że wszyscy stracą pracę. To skutek zapowiedzi masowych likwidacji i zwolnień w oddziałach tej spółki zależnej PKP Cargo. Pisaliśmy o tym zamiarze tutaj.
Olsztyński zakład PKP Cargotabor, zajmujący się naprawami i renowacjami wagonów kolejowych, zatrudnia 107 osób. Wszyscy oni boją się utraty pracy. Podczas niedawnego wiecu przed halami remontowymi zgromadziła się załoga firmy i podzieliła swoimi obawami.
Jeden z pracowników, Ireneusz Piotrowski, mówił: „Wzięliśmy urlopy, oddaliśmy premie, żeby firma przetrwała. Teraz dowiadujemy się, że to wszystko na nic”. Nawiązał do tego, że w maju zatrudnieni zaakceptowali cięcia wynagrodzeń o 20%, zrezygnowali z premii i urlopów oraz zgodzili się na redukcję załogi o jedną trzecią. Teraz dochodzą do nich pogłoski o likwidacji całej Sekcji Północnej PKP Cargo, w tym zakładu w Olsztynie. Inny z pracowników dodawał: „Mam 55 lat. Pracuję tu od 15 roku życia. Gdzie teraz znajdę pracę? W Olsztynie i Iławie nie ma pracy dla ludzi w naszym wieku i z tak zrujnowanym zdrowiem”.
Zakład w ubiegłym roku naprawił 280 wagonów. W tym wojskowe, bo jest ulokowany blisko ważnego strategicznie Przesmyku Suwalskiego. W dodatku ma kontrakty na obsługę wagonów z pobliskiego węzła transportowego, gdzie rozdzielane są towary przywożone z Chin. Jak by tego było mało, zakład wytwarza samodzielnie części zamienne, więc jego likwidacja oznacza, że całe PKP Cargo będzie je nabywało w cenach komercyjnych u zewnętrznych dostawców.
Podobne nastroje są w Szczecinie, gdzie w obronę lokalnych zakładów PKP Cargotabor włączyła się zachodniopomorska „Solidarność”. Tam z kolei, jak informuje specjalne oświadczenie, zagrożonych jest 150 miejsc pracy, w tym jedyne w Polsce miejsce napraw i remontów kilku typów platform i węglarek. Związkowcy napisali: „wliczając zawieszone w kwietniu premie, nagrody i nadgodziny, pracownicy dla ratowania swoich miejsc pracy obniżyli swoje pobory o około 40 procent. Jak się dowiadujemy, ich poświęcenie na nic się zdało, ponieważ Zarząd PKP Cargo w dniu 17 września podjął decyzję o likwidacji czterech oddziałów, w tym szczecińskiego Cargotaboru”.
przez redakcja | środa 25 września 2024 | aktualności
W zakładzie Stellantis w Gliwicach nagle straci pracę 500 osób.
Jak informuje portal Business Insider, zapowiedziano nagłe zwolnienia w fabryce koncernu samochodowego Stellantis w Gliwicach. Pracę do końca miesiąca straci aż 500 osób. To już kolejna taka likwidacja w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce w tym roku.
Rzeczniczka Stellantis przekazała portalowi, że decyzja jest związana z ogólną sytuacją popytową na produkty tej branży, a także z wymogami Unii Europejskiej odnośnie do wymogu szybkiego przejścia na produkcję samochodów wyłącznie elektrycznych.
500 osób straci pracę zaledwie półtora roku po tym, gdy zakład zatrudnił 600 osób i wprowadził pracę na trzeciej zmianie. Teraz ta zmiana ma zostać całkowicie zlikwidowana.
przez redakcja | niedziela 22 września 2024 | aktualności
Protest pracowników polskich zakładów firmy Beko przybiera na sile.
Przed kilkoma dniami gruchnęła koszmarna informacja. Firma Beko zlikwiduje dwa swoje polskie zakłady i zwolni z pracy 1800 osób – pisaliśmy o tym tutaj.
Ta zapowiedź spotkała się już z reakcją. W Łodzi, gdzie pracę ma stracić 1100 osób z Beko, miał miejsce protest pracowników wspieranych przez związkowców z „Solidarności”. Portal Tysol.pl przytacza ich słowa: „Oszukali nas. Obiecali nam świetlaną przyszłość, obiecali nam złote góry, a potem z dnia na dzień powiedzieli, że zamykają ten zakład. Zostajemy tak naprawdę bez niczego. Mieliśmy umowy na stałe, stabilizację, w tych czasach bardzo potrzebną. Przecież tu pracują małżeństwa, starsi pracownicy, którzy są kilka lat przed emeryturą. Sytuacja jest dramatyczna, a rynek pracy nie oferuje nam zbyt wiele” – mówiła Magdalena Ledzion, samotnie wychowująca dzieci matka, która w fabryce w Łodzi przepracowała 17 lat.
Podczas demonstracji pracownik Artur Wojtas mówił Tysolowi: „Zostaliśmy potraktowani bardzo źle. O zamknięciu zakładu i tym, że tracimy pracę, dowiedzieliśmy się z dnia na dzień. Ale dziś zebrała się duża grupa pracowników. Głęboko wierzymy, że zakład zostanie uratowany. Musimy tylko o to zawalczyć”.
Pracownicy domagają się odstąpienia od likwidacji zakładu. Uważają, że przedstawiane mediom informacje właściciela o nierentowności tego oddziału Beko są dalekie od prawdy. Uważają oni, że firma powinna szukać nabywcy, aby utrzymać produkcję AGD. – „Nie może tak być, że przychodzi właściciel i mówi: likwidujemy, sprzedajemy. Ale wcześniej ten sam pracodawca korzystał z ulg podatkowych. Jesteśmy tu, żeby Wam pomóc, ale to od was będzie zależało, czy wygracie, czy nie” – mówił podczas demonstracji Waldemar Krenc, przewodniczący Zarządu Regionu Ziemia Łódzka „Solidarności”.
Natomiast Sebastian Grabarczyk, przewodniczący „Solidarności” w Beko w Łodzi, mówił Tysolowi: „Jeśli to się nie uda, będziemy walczyć o godne odprawy i godne warunki odejścia”. Powiedział on Polskiej Agencji Prasowej, że każdy pracownik powinien otrzymać co najmniej 50-krotność ostatniej pensji. Sytuacja zwalnianych będzie trudna. Wielu z nich to osoby niemłode. – „Gdzie teraz taki człowiek, który spędził całe swoje życie tutaj, ma znaleźć pracę? Gdzie znajdą pracę ludzie, którzy mają pięć czy cztery lata do emerytury?” – mówiła Paulina Szrenik z działu jakości.
Produkcja w Beko w Łodzi ma potrwać do końca kwietnia przyszłego roku.
przez redakcja | niedziela 22 września 2024 | aktualności
W sobotę protestowali pracownicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie.
Jak informuje portal Tysol.pl, w sobotę odbył się protest pracowników MPWiK w Warszawie. Zorganizowały go oba związki działające w tym podmiocie – „Solidarność” oraz Konfederacja Pracy. Związkowcy akcentowali kilka kwestii, w tym zwalnianie z firmy członków „Solidarności” ze złamaniem prawa związkowego, brak podwyżek, brak dodatków do pensji za pracę w warunkach szkodliwych.
Przewodniczący NSZZ „Solidarność” Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie mówił podczas demonstracji: „Jesteśmy zaniepokojeni pogarszającymi się z roku na rok osiągnięciami finansowymi spółki. Drugi rok z rzędu firma posiadająca majątek w wysokości 2,7 mld zł netto notuje straty. Powoduje to uzasadnione obawy pracowników i związków zawodowych o przyszłość spółki i stabilność zatrudnienia”.
Zwracał on uwagę także na brak dialogu społecznego ze strony władz firmy oraz utrudnianie przeprowadzenia związkom sporu zbiorowego. Podkreślał także, iż w przedsiębiorstwie nie ma jasnych zaszeregowań dla poszczególnych grup pracowników, co staje się pretekstem dla braku podwyżek płac. Podkreślił rosnące różnice w zarobkach, a podawana przez zarząd średnia zarobków ma wynikać z tego, że rośnie liczba stanowisk kierowniczych oraz etatów biurowych, które ciągną średnią w górę podczas gdy płace pracowników fizycznych są znacznie niższe. Jego zdaniem konieczna jest interwencja prezydenta Warszawy, aby zarząd firmy podjął wreszcie działania zgodne z postulatami związkowców.
Przemawiał także przewodniczący Regionu Mazowsze „Solidarności”, Dariusz Paczuski: „Trzeba wreszcie usiąść do stołu i rozmawiać, ale z szacunkiem dla pracownika, drugiego człowieka i kolegi z pracy. Pani prezes, to, że pani pełni funkcję prezesa, a ktoś jest hydraulikiem, księgowym to nie znaczy, że szacunek mu się nie należy. Rozmawiać trzeba z każdym w imię dobrej sprawy, znalezienia kompromisu, który pozwoli pani pracownikom żyć godnie i nam mieszkańcom w tym wspaniałym mieście. Bez tych ludzi, bez pani pracowników tej godności nie zaznamy. Bez ich pracy to miasto nie istnieje. Im się odrobina szacunku należy”.
Z kolei przewodniczący NSZZ „Solidarność” Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie mówił: „Dwóch naszych kolegów z komisji zakładowej zostało zwolnionych ze złamaniem prawa związkowego. W sądzie pracy usłyszeliśmy, że za takie sprawy ludzie nie kwalifikują się nawet do nagany, a co dopiero do zwolnienia. Niestety ich stanowiska pracy są likwidowane, tak, że nawet gdyby sąd przywrócił ich do pracy, oni nie mają do czego wracać”. Dodał też: „Domagamy się płacenia za dyżury domowe, kiedy pracownik jest pod telefonem w każdej chwili gotowy na wezwanie do pracy, także w dni wolne i święta”.
przez redakcja | piątek 20 września 2024 | aktualności
26 września pracownicy PKP Cargo i Poczty Polskiej będą wspólnie protestować przeciwko zwolnieniom z tych podmiotów.
Jak informuje portal Tysol.pl, w czwartek 26 września przed siedzibą Ministerstwa Infrastruktury w Warszawie odbędzie się pikieta w obronie praw pracowniczych i związkowych pracowników PKP Cargo. Związkowców wspierać będą ich koledzy i koleżanki z Krajowego Sekretariatu Łączności NSZZ „Solidarność”.
Następnie uczestnicy przejdą pod budynek Ministerstwa Aktywów Państwowych, gdzie będą wspólnie protestować przeciwko zwolnieniom w Poczcie Polskiej. W sierpniu spółka poinformowała o uruchomieniu programu dobrowolnych odejść pracowniczych, który ma objąć 9300 osób, a więc około 15 procent załogi Poczty Polskiej.
Z kolei w PKP Cargo zwolnienia dotyczą aż 30% zatrudnionych. Związkowcy z „Solidarności” informują, że w ramach tego procederu dochodzi do koszmarnych wydarzeń. Zwalniani są jedyni żywiciele rodzin, osoby w zaawansowanym wieku i związane z firmą przez dekady, a nawet osoby chronione specjalnymi przepisami – kobiety w ciąży i działacze związkowi.