przez redakcja | piątek 28 marca 2025 | aktualności
Ubiegły rok obfitował w zwolnienia grupowe. Obecnie jeszcze ich przybywa.
Jak informuje „Rzeczpospolita”, narasta fala zwolnień grupowych. W styczniu i lutym było ich trzykrotnie więcej niż w analogicznym okresie roku 2024.
Ubiegłoroczna skala zwolnień grupowych w Polsce była najwyższa od momentu zatrzymania gospodarki w pierwszych miesiącach pandemii. Zgłoszone zamiary zwolnień grupowych dotyczyły 37300 osób, co oznaczało wzrost rok do roku o ponad 20%. Znacznie gorzej wypadła skala zwolnień faktycznych. Pracę w wyniku zwolnień grupowych straciło w roku 2024 aż 27000 osób – oznacza to wzrost o 60% w porównaniu z rokiem 2023.
Obecnie ta fatalna tendencja nie maleje, lecz rośnie. W styczniu i lutym 2025 roku zgłoszono zamiar zwolnień grupowych dotyczących 14,8 tys. pracowników. To wobec analogicznego okresu roku 2024 wzrost niemal trzykrotny. Wśród nich niemal 7,7 tys. osób straciło pracę.
Tylko w lutym 2025 zapowiedziano zwolnienia grupowe w skali nieco mniejszej niż w lutym 2024. Ale znacznie gorzej wyglądały zwolnienia faktycznie przeprowadzone. Liczba osób pozbawionych pracy w wyniku zwolnień grupowych wyniosła w tym miesiącu 5,7 tys. osób. To dwa i pół razy więcej niż w lutym 2024.
przez redakcja | czwartek 27 marca 2025 | aktualności
Firma motoryzacyjna wyrzuca z pracy dziesiątki osób.
Jak informuje portal Money.pl, Fabryka Układów Hamulcowych Bosch w Mirkowie pod Wrocławiem ogłosiła zwolnienia grupowe. Pracę straci 60 osób. To część ogólnoświatowej redukcji zatrudnienia w zakładach niemieckiej firmy.
Jednak skala redukcji zatrudnienia jest jeszcze większa. Firma informuje, że w pierwszej połowie tego roku nie zostało lub już nie zostanie przedłużonych 80 umów zawartych na czas określony. Oznacza to zmniejszenie skali zatrudnienia o 140 osób. Cały zakład liczył do niedawna 1200 osób załogi, co oznacza, że redukcja zatrudnienia wynosi ponad 10% ogółu pracowników.
Zwalniani powiedzieli portalowi, że „Pracownicy otrzymują wypowiedzenia bez ostrzeżenia, w środku zmiany, by w 20 minut opuścić stanowisko pod nadzorem. Symboliczne odprawy i deklaracje dyrektora to gorzki żart”.
przez redakcja | czwartek 27 marca 2025 | aktualności
25 marca odbyła się spontaniczna i pokojowa manifestacja, w której uczestniczyli studenci i studentki. Nasłano na nich policję.
Protestowano przeciwko temu, że UJ bezprawnie nie odpowiada na wnioski o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej remontu DS „Kamionka”. Wzywano władze do wypełnienia porozumienia kończącego strajk w DS „Kamionka” czyli remontu i ponownego otwarcia akademika. Pod Collegium Novum znalazło się kilka radiowozów policji, a na miejscu znalazło się kilkunastu policjantów. Obecność policji była też nieproporcjonalnie duża i niespotykana na tego typu wydarzeniach. Liczba funkcjonariuszy była zbliżona do liczby i studentów uczestniczących w pikiecie. Po zakończeniu pikiety policjanci wylegitymowali kilka osób, które uznali za organizatorów zgromadzenia, ponieważ przemawiały. Funkcjonariusze grozili potencjalnymi konsekwencjami za uczestnictwo w zgromadzeniu, które uznali za nielegalne, pomimo że studenci podkreślali jego spontaniczny charakter
Tłem dla wszystkiego pozostaje zorganizowany w maju zeszłego roku strajk okupacyjny. Po dziesięciu miesiącach od strajku zamknięty akademik wciąż stoi pusty, nie został wyremontowany ani otwarty dla studentów zgodnie z porozumieniem. W tym czasie studenci z Krakowskiego Koła Młodych IP głośno mówią o działaniach władz. Za tę krytykę i podnoszenie tematu DS „Kamionka” spotykają ich represje ze strony władz. Władze uczelni na czele z rektorem Jedynakiem notorycznie łamią także prawo do informacji . Pomimo wniosków studiujących bezprawnie odmawiają im udostępnienia wykonanego projektu remontu akademika i jego wyceny.
Podczas strajku okupacyjnego, władze Uniwersytetu Jagiellońskiego wezwały policję z nocy z 17 na 18 maja, żeby te zakończyły pokojowy strajk okupacyjny. Od tego czasu minęło 10 miesięcy i władze wielokrotnie stosują podobnie strategie. Studentom i studentkom grozi się pozwami za prowadzoną działalność. Administratorzy budynku czy ochrona wielokrotnie próbują usunąć studentów z terenu uczelni podczas gdy rozdają ulotki czy prasę studencką. Podczas posiedzenia Senatu 29 stycznia straż rektorska użyła siły przeciwko jednemu studentowi, szarpiąc go i popychając. Następnie wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne za to, że publicznie krytykował władze UJ i mówił o ich działaniach w kwestii akademika Kamionka. Rektor UJ stosuje różnego rodzaju represje, aby zastraszyć protestujących studentów. Wczoraj władze Uniwersytetu po raz kolejny wezwały policję, żeby powstrzymać jakikolwiek sprzeciw studentów. Rektor Jedynak nie zmienił swojego podejścia wobec protestów studentów walczących o DS „Kamionka”. Dziesięć miesięcy temu wezwano policję, teraz się to powtarza. Czy to nowy standard Uniwersytetu Jagiellońskiego? Wątpliwości i zaniepokojenie budzi to, w jaki sposób władze uniwersytetu chcą radzić sobie z własnymi studentami. Zamiast rozmawiać, wolą wzywać policję.
przez redakcja | środa 26 marca 2025 | aktualności
Trwa walka pracowników portu lotniczego o podwyżki płac.
Jak informuje portal Tysol.pl, zaostrza się walka pracowników Portu Lotniczego Poznań-Ławica o wyższe płace. Ubiegły rok przyniósł rekordowe zyski lotnisku, ale pracownicy nie odczuwają tego. Reprezentujące ich związki zawodowe weszły w oficjalny spór zbiorowy z szefostwem firmy.
Związkowcy domagają się podwyżek wynagrodzeń zasadniczych o 1500 złotych oraz corocznego waloryzowania płac co najmniej o oficjalny wskaźnik inflacji. Uważają, że obecne zarobki są mizerne i od dawna nie nadążają za wzrostem kosztów życia i utrzymania. Dziś odbędzie się kolejny etap negocjacji, tym razem z udziałem mediatora. „Zarzuca nam się w mediach, że nasi pracownicy są niemili dla pasażerów, mało uśmiechnięci. Jak mają być uśmiechnięci? Są przemęczeni, słabo wynagradzani. Nikt też nie szkoli naszych pracowników z obsługi pasażera. Wymaga się innych rzeczy, twierdząc, że jakość będzie przy okazji – nie ma jej, bo nie ma szkoleń. Liczymy, że to spotkanie przyniesie przełom w dotychczasowych negocjacjach, ponieważ główny punkt sporu, czyli podwyżka 1,5 tys. zł, jest cały czas nierozwiązany. Po jutrzejszym spotkaniu będziemy wiedzieć, czy związki będą zmuszone podejmować inne działania. Teraz prowadzimy przede wszystkim akcję informacyjną, żeby pasażerowie i właściciele zrozumieli, na jakim poziomie jest frustracja pracowników” – powiedział portalowi Tysol.pl przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w Porcie Lotniczym Poznań-Ławica Krzysztof Cierzniak.
Związkowiec dodał, że „Zarząd Spółki wielokrotnie składał obietnice, że wypracowanymi zyskami będzie się dzielił z pracownikami. Obecnie mamy trzeci rok z rzędu dużego przyrostu pasażerów i operacji lotniczych. Zarząd spółki już od dawna chwali się w mediach rekordowymi wynikami. Obecnie lotnisko z końcem marca wejdzie w sezon letni, który będzie kolejnym rekordowym okresem – wynika to z ilości połączeń jakie są dostępne w sprzedaży. Organizacje związkowe uważają, że rekordowy wynik finansowy Spółki w 2024 r. (oraz planowany wynik na rok 2025 r.) powinien być podstawą do przeznaczenia odpowiednich środków na wzrost wynagrodzeń w celu zbudowania stabilnego zespołu pracowników o wysokich kompetencjach, który zapewni wykonywanie zadań Spółki na odpowiednim poziomie oraz pozwoli na jej dalszy rozwój w kolejnych latach”.
(zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Junx – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=48039740)
przez redakcja | wtorek 25 marca 2025 | aktualności
Jeden z krajów europejskich stworzy sieć publicznych sklepów, aby przeciwdziałać wzrostowi cen.
Jak informuje portal Dla Handlu, w Bułgarii trwają przymiarki do utworzenia publicznej sieci sklepów spożywczych. Komisja budżetowa parlamentu zatwierdziła już ten plan, mający przeciwdziałać ciągłemu wzrostowi cen podstawowych produktów.
Sieć ma być prowadzona przez Ministerstwo Rolnictwa i Żywności. Kosztem ok. 5 mln euro ma zostać stworzona sieć sklepów opartych o niską marżę i wywierających w ten sposób presję cenową na prywatny handel, kosztem jego zysków. Sieć ma sprzedawać wyłącznie produkty wytworzone w Bułgarii.
Marża w publicznych sklepach ma wynieść maksymalnie 10% w stosunku do cen producentów. Mają zostać skrócone łańcuchy dostaw, tzn. produkty powinny pochodzić ze stosunkowo niewielkiej odległości od sklepów. Sieć ma sprzedawać przede wszystkim produkty spożywcze oraz inne towary pierwszej potrzeby. Jej celem nie jest zysk, lecz zaspokojenie potrzeb społecznych oraz oddziaływanie na obniżenie cen na rynku.
Inicjatywa stanowi odpowiedź na oczekiwania dwóch grup społecznych. Z jednej strony na sprzeciw organizacji konsumenckich wobec stałego wzrostu cen w ostatnich latach. Z drugiej – oczekiwań rodzimych producentów rolnych, którzy skarżą się na zdominowanie rynku przez kilka wielkich zagranicznych sieci handlowych oraz narzucane przez takie podmioty niskie ceny sprzedaży przez producentów, co wcale nie przekłada się na późniejsze niskie ceny na sklepowych półkach, lecz na duże zyski podmiotów handlowych.
przez Natalia Bała | niedziela 23 marca 2025 | opinie
Czy drugi sezon emitowanego na Apple TV serialu „Rozdzielenie” uniósł ciężar oczekiwań, które po brawurowej pierwszej serii, były ogromne? Moim zdaniem tak. Mimo tego nie potrafię odpowiedzieć, czy jest on lepszy czy gorszy od jedynki. Właściwszą kategorią byłoby stwierdzenie, że jest po prostu całkiem inny. O ile w pierwszym sezonie poznajemy mechanikę tego dziwacznego świata, gdzie pracownicy są nagradzani swymi podobiznami wyrzeźbionymi w arbuzach, gdzie absurd goni absurd, a ludzie wykonują bezsensowne czynności nie mając pojęcia, jak poza pracą wygląda ich życie, to w drugiej sytuacja komplikuje się i to na wielu poziomach, a czynnikiem komplikującym okazuje się, całkiem jak w prawdziwym życiu, po prostu miłość.
Dylematy moralne i pytania o tak zwaną ludzką kondycję, to coś, przed czym nie ucieknie nikt, kto chce choć trochę oddać sprawiedliwość temu serialowi. Sorry not sorry, będzie trochę jak na wypracowaniu maturalnym, bo inaczej się w tym przypadku po prostu nie da.
Tanatos
Korporacja Lumon jest bezdusznym molochem, który wysysa z ludzi duszę. Serialowa firma okrutnie eksperymentuje, dzieląc tożsamość swoich pracowników na pół. Igrając z ich najgłębszymi uczuciami. Przestawiając ich jak pionki w swojej grze. Trudno nie dostrzec rysu psychopatii u wyżej postawionych pracowników firmy, menedżerów czy właścicieli – rodziny Eganów. Ta bezduszność i pustka są obrazowane na wielu poziomach i przejawiają się w całej estetyce serialu: zimnym, niebieskim światłem jarzeniówek, sterylnymi białymi korytarzami, które tworzą nieprzebyty labirynt czy wieczną, niemijającą zimą, która spowija miejsce akcji, podbijając jeszcze atmosferę wyalienowania, samotności i smutku. W Lumon nie ma życia, co kojarzyć się może z twierdzeniem mędrca z Trewiru: „Kapitał to martwa praca, która ożywa tylko na sposób wampira przez wysysanie żywej pracy, i tym bardziej żyje, im więcej jej wyssie”. Lumon jednak eksploatuje swoich podwładnych nie tylko z ich pracy produkcyjnej. Idzie dalej, chce żywić się na ich emocjach, pasji, wspomnieniach, uczuciach, co czyni jej działalność wyjątkowo niemoralną.
Lumon, niczym mitologiczny Tanatos, jest zobrazowaną śmiercią. Przeciwnikiem potężnym, wręcz wszechwładnym, który nie tyle nie docenia, ile nie rozumie, nie jest w stanie pojąć swego odwiecznego adwersarza – Erosa. Właśnie ta niezdolność ciemności do zrozumienia światła jest nadzieją dla uwięzionych w koszmarnym biurze pracowników departamentu rafinacji danych MDR.
Eros
Rozdzielenie tożsamości i wspomnień powołuje do życia nową osobę, która ze swym pierwowzorem dzieli ciało, ale umysły są już dwa. To stawia pytanie, czy alterzy mają prawo być pełnowymiarowymi ludźmi. Lumon na każdym kroku odmawia im tego prawa, traktując ich przedmiotowo, użytkowo jako niepełnowartościowe kopie, które mają bezwolnie wykonywać swoje obowiązki. W drugim sezonie alterzy emancypują się dzięki temu, że każdy z nich dostrzega, iż jest zdolny do miłości. Że potrafi kochać i może być kochany. Że jest całością. To spora zmiana w stosunku do pierwszej części, gdzie alterzy wydawali się być apatyczni, bierni, chwilami zdawało się, że nie mają podmiotowości.
W drugiej odsłonie mamy już zupełnie inną sytuację. Do bohaterów dociera, że jeśli Lumon przestanie istnieć, będzie to dla nich oznaczać zagładę. Z drugiej jednak strony jest to więzienie. Nie wiadomo też, czy i kiedy zostaną przez firmę uznani za zbędnych i wyłączeni – jak maszyna, gdy nie jest już potrzebna. Każda z postaci poświęca się dla miłości. Historia Marka i Helly jest najbardziej spektakularna, jako wątek główny, ale są też postaci drugoplanowe, które w imię miłości postanawiają zbuntować się, wymówić służbę Kierowi i ratować od śmierci tych, których kochają.
Z serialu, który obśmiewa absurdy korporacji wyrósł nam więc prawdziwy, piękny i doniosły tekst kultury, stawiający odwiecznie nurtujące ludzkość pytanie: czy miłość silniejsza jest niż śmierć?
Natalia Bała
Przeczytaj tekst tej samej autorki o pierwszym sezonie „Rozdzielenia”: Zarobieni bez pamięci
przez redakcja | niedziela 23 marca 2025 | aktualności
W lutym miał miejsce wzrost płac najniższy od kilku lat w tym okresie.
Jak informuje portal wnp.pl, nowe dane GUS wskazują na tendencję fatalną dla pracowników w Polsce. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w lutym 2025 o zaledwie 7,9% rok do roku. To najniższy wzrost dla tego miesiąca od czterech lat – od lutego 2021.
Największe zahamowanie wzrostu płacy nastąpiło w przetwórstwie przemysłowym oraz w budownictwie. Przywoływani przez portal analitycy ING Banku twierdzą, że wzrost płac wyhamował na początku 2025. Sprzyjała temu także znacznie mniejsza niż w poprzednich latach skala wzrostu płacy minimalnej w roku 2025 – o 8,5%. Tymczasem jej wzrost w styczniu 2024, przegłosowany jeszcze przez poprzedni rząd, wyniósł 17,8%. Znacznie niższa od zeszłorocznej jest także skala podwyżek w sektorze publicznym.
Wszystko to przełożyło się na niższą presję płacową i zaowocowało znikomym wzrostem płac. W dodatku jest on w znacznej mierze „zjadamy” przez inflację, która rok do roku wyniosła w lutym 4,9%, a i to tylko dlatego, że w tym miesiącu zmieniono sposób jej liczenia. Bez tej zmiany byłaby ona jeszcze wyższa.
przez redakcja | niedziela 23 marca 2025 | aktualności
Pomimo trudności, studenci nie zamierzają rezygnować z walki o akademik.
Podczas Dnia Otwartego Uniwersytetu Jagiellońskiego studenci i studentki ponownie upomnieli się o akademik DS „Kamionka”, który od 2019 roku pozostaje zamknięty i niszczeje. Protestujący domagali się jego remontu i przywrócenia do użytku, jednak zamiast merytorycznej dyskusji, spotkali się z milczeniem władz uczelni i unikaniem tematu przez rektora Piotra Jedynaka, który opuścił wydarzenie bez podjęcia dialogu.
Studenci i studentki pojawili się na Dniu Otwartym UJ, aby przypomnieć o niedotrzymanych zobowiązaniach dotyczących Kamionki. Pomimo zakończonego dziewięć miesięcy temu strajku okupacyjnego i podpisanego porozumienia, akademik nie został wyremontowany ani udostępniony studentom. Władze uczelni nie odpowiadają na kolejne pisma, a projekt remontu pozostaje tajny. Zamiast podjęcia negocjacji, rektor po raz kolejny unikał rozmowy. Gdy protestujący zaczęli skandować swoje postulaty, rektor Jedynak opuścił wydarzenie, ignorując studentów. Wśród obecnych rozległy się okrzyki: „Gdzie jest rektor?”.
Protestujący zwracają uwagę, że władze UJ nie tylko milczą w sprawie Kamionki, ale także represjonują studentów walczących o akademik. Jeden ze studentów został postawiony przed komisją dyscyplinarną za działalność związkową i poruszenie tematu Kamionki. 29 stycznia, próba wystąpienia studentów i studentek w sprawie DS „Kamionka” na posiedzeniu Senatu UJ została celowo przerwana. Podczas posiedzenia studentom wielokrotnie przerywano, ignorowano ich pytania, a ich wystąpienie ostatecznie zakończono siłą. Po przerwaniu obrad przez rektora straż rektorska podjęła próbę usunięcia przemawiającego studenta, a jeden z ochroniarzy poszarpał go (widoczne na zdjęciu w załączniku). Wyższy specjalista ds. bezpieczeństwa, pan Wadim Dyba, były komendant krakowskiej policji, popchnął obwinionego studenta, także niedługo po opuszczeniu sali.
Pomimo obietnic składanych przez władze Uniwersytet Jagielloński, w tym Kanclerz Monikę Harpule i Rektora Piotra Jedynaka, studiującym nadal nie udostępniono wyceny i projektów remontu zamkniętego od 2019 roku akademika. Z tego względu, pod koniec listopada, studenci wystosowali wniosek w trybie dostępu do informacji publicznej w tej sprawie. Mimo że prawo zobowiązuje Uniwersytet do wydania decyzji w terminie maksymalnie dwóch miesięcy, to UJ przekroczył go już o 50 dni. 25.03 o 12:00 studenci złożą skargę na niezgodne z prawem działania władz UJ, podczas pikiety pod Collegium Novum.
Pomimo trudności, studenci nie zamierzają rezygnować z walki o akademik. „Nie przestaniemy, dopóki Kamionka nie zostanie otwarta” – deklarują. W obliczu rosnących kosztów wynajmu mieszkań i niewystarczającej liczby miejsc w akademikach, społeczność studencka podkreśla konieczność zachowania DS „Kamionka” jako przestrzeni mieszkalnej dla studentów. „Władze UJ próbują wyciszyć sprawę, ale my nie odpuścimy. Kamionka zostanie!” – zapowiadają protestujący.
przez redakcja | sobota 22 marca 2025 | aktualności
Związki zawodowe są zaniepokojone sytuacją w dużym zakładzie chemicznym.
Jak informuje Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, działacze zrzeszeni w tej centrali są zaniepokojeni sytuacją w przedsiębiorstwie DOMO Engineering Plastics Poland w Gorzowie Wielkopolskim. Zarząd firmy ogłosił plan zawieszenia pracy linii polimeryzacyjnych oraz zatrzymania zakładu regeneracji Kaprolaktamu w Gorzowie Wielkopolskim. Decyzja ta zapadła bez konsultacji z ciałami społecznymi i zdaniem związkowców może mieć negatywne skutki dla pracowników oraz dla regionu.
Związkowcy napisali m.in.:
Związki zawodowe są zaniepokojone zaistniałą sytuacją, jaka ma miejsce w Zakładzie DOMO, w Gorzowie Wlkp. […] W Polsce obecnie, w ramach nasilającego się europejskiego i światowego kryzysu ekonomicznego, m.in. cen paliw, surowców i energii – wiele przedsiębiorstw i organizacji gospodarczych jest zamykanych, ograniczanych, stosowane są redukcje zatrudnienia. Rząd RP nie prowadzi skoordynowanego monitoringu tej recesji, z trudnością przebija się to do świadomości społeczeństwa. Ale trzeba odróżnić sytuacje, w których właścicielami zamykanych firm są podmioty zagraniczne, które w te firmy od początku zainwestowały lub zbudowały w Polsce, a co innego kiedy są to podmioty z dominującym kapitałem polskim.
Przypadku zatrzymania polimeryzacji w Gorzowie nie można przypisywać „ogólnemu kryzysowi w Polsce”.
1. Instalacja Poliamidu 6 w Gorzowie istnieje 55 lat, jest owocem polskiego dorobku i myśli technicznej tysięcy pracowników. Instalacja po wieloletnich modernizacjach jest w dobrym stanie techniczno-eksploatacyjnym.
2. Instalacja PA6 w Gorzowie jest obecnie największą i jedyną w Europie instalacją PERIODYCZNEGO wytwarzania PA6, ze wszystkimi jej zaletami i z przewagą aplikacyjną nad powszechnymi w Europie i w świecie instalacjami CIĄGŁYMI.
3. Instalacja PA6 w Gorzowie jest jedyną pozostałą instalacją pełnej syntezy chemicznej w Gorzowie i w Regionie. Jest dziedzictwem dorobku i tradycji Zakładów Włókien Chemicznych STILON i dorobku POLSKIEJ CHEMII i POLSKICH CHEMIKÓW. […] Jednocześnie jest to kolejny krok w kierunku zwijania produkcji w branży chemicznej w Gorzowie Wlkp., którego negatywne skutki odczują pracownicy i kooperanci.
przez redakcja | sobota 22 marca 2025 | aktualności
Narasta strach przed zwolnieniem z pracy.
Jak informuje portal Puls HR, w lutym 2025 roku aż 32% ankietowanych obawia się utraty zatrudnienia. To wzrost w ciągu roku aż o 6 punktów procentowych z już i tak wysokiego poziomu. Takie wyniki przynosi nowy „Barometr Rynku Pracy 2025” Gi Group Holding.
Najbardziej zaniepokojeni są młodzi pracownicy. Strach przed utratą pracy wynosi niemal 40% osób w grupie wiekowej do 24. roku życia (dwa lata temu bało się 28% z nich). Pod względem branżowym najgorzej jest natomiast w handlu – 39% pracowników tej branży obawia się utraty pracy, 38% wśród osób na stanowisku młodszego specjalisty oraz 35% osób z sektora usług. Pod względem dochodów po 39% obawia się utraty pracy wśród osób z zarobkami 3000-3999 zł oraz powyżej 10 tys. zł. Pod względem płci nie ma różnic, strach ogarnia podobne odsetki kobiet i mężczyzn. Najwięcej obaw jest w Polsce południowej – aż 40 proc. pracowników martwi się o zachowanie posady, co oznacza skokowy wzrost w ciągu roku (w 2024 ten odsetek wynosił w regionie 24%). Niewiele lepiej jest w województwach południowo-zachodnich, gdzie obawa dotyczy 36% pracowników.
Dyrektor zarządzająca Gi Group, Anna Wesołowska, powiedziała portalowi: „Dane jasno wskazują, że niepewność coraz bardziej wkrada się do codziennego życia pracujących, szczególnie tych młodszych oraz zatrudnionych w sektorach bardziej podatnych na zmiany rynkowe, takich jak handel”.
przez redakcja | wtorek 18 marca 2025 | aktualności
Związkowcy apelują o podjęcie działań na rzecz modernizacji taboru dużego przewoźnika kolejowego Polregio.
Jak informuje Kolejowy Portal, Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce oraz Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych kolejny raz zaapelowały do Ministerstwa Infrastruktury o podjęcie natychmiastowych działań na rzecz modernizacji taboru dla spółki Polregio. Uważają one, że brak tego rodzaju inwestycji zagraża upadkiem przedsiębiorstwa kolejowego.
Związkowcy twierdzą, że Polregio od dawna jest pomijane przy podziale środków na modernizację taboru. W tym czasie samorządowe spółki przewozowe otrzymują środki z funduszy unijnych i inwestują w nowoczesny tabor. Polregio przewozi rocznie ponad 100 mln pasażerów, a mimo to nie jest w żaden sposób wspierane w modernizacji taboru, co oznacza użytkowanie starych pociągów, z wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami dla jakości usługi, jej realizacji, zadowolenia pasażerów, możliwości konkurowania z innymi przewoźnikami i środkami transportu.
Związkowcy twierdzą, dalsza degradacja Polregio grozi masowym wykluczeniem komunikacyjnym, pozostawiając miliony pasażerów bez dostępu do transportu.
Środki na wymianę taboru Polregio na nowy miały pochodzić z KPO i były w nim zapisane przez poprzedni rząd. Najpierw blokowano przyznanie tych środków, a po zmianie władzy samorządy województw wycofały się z udziału w modernizacji taboru i zagwarantowania na ten cel wymaganego wkładu własnego strony polskiej.
Związkowcy są rozczarowani deklaracjami Ministerstwa Infrastruktury, które jako źródło wsparcia dla wymiany taboru wskazało Fundusz Kolejowy. Leży on w gestii marszałków województw, a oni wspierają samorządowych przewoźników kolejowych, nie przeznaczając środków na Polregio. Związkowcy uważają, że obecna sytuacja grozi całkowitą zapaścią spółki i jej usług, gdyż tabor jest przestarzały, w złym stanie technicznym i nie gwarantuje możliwości wykonywania usług. Uważają, że wszelkie odwlekanie decyzji grozi paraliżem działań przewozowych. Nawet natychmiastowe dofinansowanie wymiany taboru oznacza kilkuletnie oczekiwanie na pozyskanie nowych pociągów.
Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych oraz Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych wezwało ministerstwo do podjęcia realnych działań m.in. w następujących obszarach: włączenie Polregio do krajowego systemu inwestycji w nowy tabor, zmiany zasad finansowania taboru kolejowego, stworzenie strategii długofalowego finansowania kolei regionalnej, uwzględnienie Polregio jako beneficjenta zamówionego i produkowanego obecnie taboru w ramach KPO.
Związkowcy uważają, że absolutnie kluczowe jest to, aby część taboru zamówionego w ramach KPO trafiła również do Polregio.
(zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Tomasz Chmielewski)
przez redakcja | wtorek 18 marca 2025 | aktualności
Niemal dwa i pół miliona ludzi świadczy w Polsce pracę na tzw. umowach śmieciowych.
Jak informuje Polska Agencja Prasowa, dane GUS mówią, że na koniec września 2024 roku niemal dwa i pół miliona osób w Polsce było zatrudnionych głównie w oparciu o umowy zlecenie lub pokrewne.
Taka forma zatrudnienia dotyczy głównie sektora prywatnego – z nim jest związanych 89,6% zleceniobiorców. Najwięcej z nich jest zatrudnionych w dziale administrowanie i działalność wspierająca – 18,3% ogółu zatrudnionych na śmieciówkach. Sektor ten obejmuje m.in. działalność agencji zatrudnienia świadczących usługi pośrednictwa pracy. Drugie miejsce na podium zajmuje sekcja opieka zdrowotna i pomoc społeczna – w niej świadczy pracę 12,2% ogółu zleceniobiorców.
Z grona wszystkich zleceniobiorców można wyodrębnić wedle GUS osoby, które równolegle wykonywały pracę spełniającą kryteria dla pracujących w gospodarce narodowej, czyli w oparciu o umowy o pracę i inne formy bardziej stabilnego zatrudnienia. Takich osób było milion. Oznacza to, że ponad 1,4 miliona osób jest zatrudnionych wyłącznie w oparciu o umowy zlecenia. Są więc pozbawieni płatnego urlopu, płatnego zwolnienia chorobowego itp., a okres ich zatrudnienia nie wlicza się do stażu pracy potrzebnego do uzyskania świadczeń emerytalnych.
przez redakcja | poniedziałek 17 marca 2025 | aktualności
Wedle nowego badania większość Polaków uważa, że ich sytuacja materialna pogorszyła się w ciągu roku.
Nowy sondaż IBRiS omawia „Rzeczpospolita”. Dotyczy on oceny własnej sytuacji materialnej przez ankietowanych. Wyniki są zatrważające.
Badacze zapytali, czy w ciągu ostatniego roku zmianie uległa sytuacja materialna ankietowanych.Aż 57,5% z nich uważa, że żyje im się gorzej niż rok temu, a gospodarstwa domowe zbiedniały. Większych zmian nie zauważa 29,8%. Poprawę sytuacji materialnej deklaruje 9,3% badanych. Pozostali nie mieli zdania.
Szczególnie wymowne są opinie przedstawicieli dwóch grup wiekowych. Aż 85% badanych w wieku 50–59 lat oraz 82% w wieku 18–29 lat uważa, że w ciągu ostatniego roku ich sytuacja materialna uległa pogorszeniu. Na przeciwległym biegunie są osoby w wieku 70+. Wśród nich 19% uważa, że w ciągu roku zbiednieli.
Pogorszenie warunków życia deklarują głównie mieszkańcy wsi (67%) oraz po 55% ankietowanych z małych i dużych miast.
przez redakcja | poniedziałek 17 marca 2025 | aktualności
W ciągu roku skala należnych, lecz niewypłaconych pensji wzrosła stuprocentowo.
Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna” na podstawie danych Państwowej Inspekcji Pracy, w roku 2024 nastąpił skokowy wzrost niepłacenia pensji pracownikom przez właścicieli lub szefostwo firm.
W 2024 roku inspektorzy PIP podjęli po zgłoszeniach interwencję na rzecz 74 000 osób, które zostały pokrzywdzone niewypłacaniem im należnych pensji. Zaległości płacowe wobec pracowników wyniosły ponad 270 milionów złotych.
Taka kwota oznacza, że w stosunku do roku 2023 zaległości płacowe zostały podwojone. To wzrost szokujący. Jak podkreśla PIP, ogromny wzrost skali zaległości nie jest wynikiem nasilonych kontroli. To skutek zgłoszeń napływających od samych pokrzywdzonych w taki sam sposób, jak zgłaszali oni podobne problemy w poprzednich latach.
Ze zdiagnozowanych zaległości płacowych udało się odzyskać około 50% należnych kwot, a beneficjentami interwencji było około 50 tysięcy osób.
Do szokujących faktów należy to, że istotny wpływ na skalę zaległości płacowych miały przedsiębiorstwa publiczne, w tym głównie PKP Cargo.
przez Jan Przybylski | niedziela 16 marca 2025 | opinie
Burzliwy początek kadencji Donalda Trumpa przyniósł potencjał bodaj największego kryzysu w relacjach między Waszyngtonem a europejskimi sojusznikami od czasu powstania NATO.
Sytuacje ostrego iskrzenia występowały już w historii. W roku 1956 podczas kryzysu sueskiego czy dekadę później, w związku decyzją prezydenta de Gaulle’a o wycofaniu Francji ze struktur wojskowych Sojuszu, owocującą tzw. kryzysem atlantyckim. Były jednak ograniczone zasadniczo do pojedynczych stolic. Później nawet poważne rozbieżności w kwestii wojen kolonialnych epoki George’a Busha młodszego nie rodziły wątpliwości w odniesieniu do trwałości powiązań transatlantyckich w ich rdzeniu, ograniczając się do pytań, co ma się dziać na peryferiach. Zwiastunem problemów związanych ze specyficznym stylem działania Trumpa była jego pierwsza kadencja, z nagłymi ruchami w rodzaju wycofania wojsk amerykańskich z północnej Syrii. Dało to Emmanuelowi Macronowi asumpt do twierdzeń o atrofii amerykańskiego przywództwa i „śmierci mózgowej” NATO. Jednak wojna ukraińska i akces początkowo wahającej się Francji do wspierającej Kijów koalicji pod kierownictwem Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, a wręcz stopniowo przejście samego Macrona na pozycje antyrosyjskiego jastrzębia, stworzyły wrażenie spoistości Zachodu, nienotowanej co najmniej od końca Zimnej Wojny.
Zmiana władzy w Waszyngtonie przyniosła wstrząs, w którym elementy mniej czy bardziej oczekiwane mieszają się z zaskakującymi. Problemy czynione przez MAGA wsparciu Ukrainy przez administrację Joego Bidena wieściły dziejący się właśnie rollercoaster na linii Waszyngton-Kijów. Z kolei protekcjonistyczne tendencje Trumpa, przekładające się na wymachiwanie taryfami celnymi, były czytelnie przedstawiane w jego programach. Jednak całkiem poważne traktowanie roszczeń terytorialnych do znajdującej się pod duńską administracją Grenlandii stanowi pewne novum. Trudno na obecnym etapie ocenić, czy obecne ekscesy amerykańskiej polityki zagranicznej stanowią przemyślany plan przebudowy całego porządku międzynarodowego z demontażem „kolektywnego Zachodu”. Czy może próbę dźgnięcia ostrogami europejskich (choć nie tylko) aliantów, żeby skończyli z jazdą na gapę w kwestiach obrony, nieraz z wydatkami na poziomie 1% PKB. Czy może są tylko chaosem stwarzanym przez konstelację niekoniecznie stabilnych umysłowości. Jednak dziejące się wydarzenia każą uwzględniać także potencjalny decoupling większości europejskiego NATO i Stanów Zjednoczonych, nawet w formie antagonistycznej. Czy to wskutek działań Amerykanów, czy zbliżenia się Europejczyków do Chin. Warto zastanowić się, jakie ograniczenia w tym względzie nakładają na strony aktualne powiązania i zależności militarne.
Wydatki i potencjały
Stany Zjednoczone są od dawien dawna światowym liderem w zakresie wydatków zbrojeniowych. Według szwedzkiego instytutu SIPRI, kwota przeznaczona przez amerykańską administrację na ten cel w roku 2023 wyniosła astronomiczne 916 miliardów dolarów. Na tym tle dokonania Europejczyków wyglądają skromnie: Wielka Brytania – 74,9 mld, Niemcy – 66,8 mld, Francja – 61,3 mld, Włochy – 35,5 mld, Polska – 31,6 mld, Hiszpania – 23,7 mld, Holandia – 16,6 mld, Szwecja – 8,8 mld, Norwegia – 8,7 mld, Dania – 8,1 mld, Grecja – 7,7 mld, Belgia – 7,6 mld, Finlandia – 7,3 mld, Rumunia – 5,6 mld. Pozostałe kraje dokładają razem 26,6 miliarda, bez uwzględnienia Turcji, którą niezwykle trudno traktować jako wiarygodny i stabilny element NATO jako takiego, a tym bardziej bloku z Europejczykami zachodnimi i środkowymi. Łączne kwoty wydatków na obronność Europejskiego NATO wynosiły zatem 390,8 miliarda dolarów.
O ile w przypadku Stanów Zjednoczonych wydatki militarne stanowiły 3,4% PKB, o tyle w Europie porównywalny wskaźnik wykazywały jedynie Polska (3,8%) i Grecja (3,2%). Ambitna Finlandia wydawała 2,4%, a mocarstwowe Wielka Brytania i Francja – odpowiednio 2,3 i 2,1%. Niechlubną rekordzistką niskiego udziału i żywą skamieniałością czasów spadków kwot wydawanych na obronność do jednego procenta PKB, a nawet niżej, była Belgia (1,2%). Warto jednocześnie pamiętać, że europejskie wydatki i tak znacznie przewyższają rosyjskie, szacowane na, w zależności od źródła, w zakresie 109–146 miliardów dolarów.
Spróbujmy uniknąć wyliczanki liczebności sił zbrojnych, jednostek i kategorii uzbrojenia. Z jednej strony – nużącej. Z drugiej i tak pełnej nieścisłości, np. jako „myśliwiec” trzeba liczyć tak F-22 i F-35, jak i dożywającego swoich dni MiGa-29. Z trzeciej możliwej dla zainteresowanych do bardzo szybkiego samodzielnego sporządzenia w sensownej jakości na podstawie najpowszechniejszych źródeł internetowych (z wyłączeniem absurdalnego rankingu „Global Firepower”). Zamiast tego można przyjąć, że stosunek konwencjonalnych potencjałów Stanów Zjednoczonych i europejskiego NATO w wystarczająco dobrym przybliżeniu odpowiada podanemu stosunkowi wydatków. W Sojuszu używane jest wszak sprzęt oraz rozwiązania systemowe podobnej jakości i o podobnych cenach, koszty personalne są też w ostatecznym rozrachunku zbliżone.
Zdolności strategiczne
W zakresie kluczowego strategicznego „ostatecznego argumentu królów”, czyli broni nuklearnej, dominują bezwzględnie Stany Zjednoczone. Posiadają 1770 ładunków rozmieszczonych i 1930 rezerwowych. Aktywami po stronie Europy dysponują tylko Francja – 290 ładunków, oraz Wielka Brytania, mająca ich 225, z czego 120 rozmieszczonych, a pozostałe rezerwowe. Należy tu jednak poczynić istotne zastrzeżenie odnośnie do arsenału brytyjskiego. Otóż całość jego aktywnej części to głowice amerykańskiej produkcji, zamontowane na przenoszonych przez okręty podwodne również amerykańskich pociskach rakietowych Lockheed Trident II D5. Sytuacja taka, dotychczas traktowana jako normalny efekt szczególnie bliskich relacji Londyn-Waszyngton, budzi poważne wątpliwości w odniesieniu do brytyjskiej samodzielności w dysponowaniu formalnie własnym arsenałem.
Zasadnicza nierównowaga występuje także w dziedzinie zdolności strategicznych o charakterze konwencjonalnym, takich jak masowe uderzenia lotniczo-rakietowe na wielkie odległości. Tylko Stany Zjednoczone posiadają bowiem flotę samolotów bombowych sensu stricto, tworzoną obecnie przez maszyny B-52, B-1 i B-2, przy czym te dwa późniejsze wzory zaczną być w ciągu nadchodzących lat zastępowane przez B-21. Europa od wycofania w latach 80. brytyjskich bombowców strategicznych serii „V” jest pozbawiona takich zdolności. Tak francuskie Mirage IV, które przetrwały w eksploatacji do 2005, jak i późniejsze myśliwce wielozadaniowe, to o wiele niższa kategoria udźwigu i zdolności przestrzennych. Na amerykańskich rozwiązaniach opierają się dostępne dla Europejczyków zdolności w zakresie wczesnego ostrzegania powietrznego (Boeingi E-3, stopniowo zastępowane przez E-7), pewien wyłom czynią tu tylko szwedzkie latające radary Flyeye, aczkolwiek także zamontowane w docelowej wersji na amerykańskich płatowcach. Rozpoznanie najwyższego szczebla to także domena Amerykanów, rozmaite warianty RC-135 należących do USAF i RAF, tak jak i bezzałogowe Global Hawki, stały się częstymi i oddającymi nieocenione usługi gośćmi na naszym niebie w związku z wojną ukraińską.
Zdolności tylko formalnie mniej strategiczne
Symbolem europejskiego uzależnienia od amerykańskiego sektora zbrojeniowego w dziedzinie kluczowych zdolności może być wielozadaniowy samolot bojowy V generacji F-35. Został wybrany jako aktualny lub przyszły monotyp przez siły powietrzne Belgii, Holandii, co nieco ironiczne – Danii, Norwegii, Finlandii oraz Czech. Niejedynym, ale kluczowym typem jest lub ma być w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Polsce (uzupełniając równie amerykańskie F-16 i południowokoreańskie, ale z kluczowym wykładem amerykańskim FA-50), Niemczech, Grecji oraz Rumunii. W ostatnich dniach, motywując to nieprzewidywalnością polityki amerykańskiej, wykluczenie tego typu z własnych rozważań dotyczących następcy eksploatowanych F-16 ogłosiła Portugalia.
F-35 w uwagi na charakterystyki stealth oraz sensory i ich stopień integracji jest typem, dla którego nie ma i nie będzie przez dłuższy czas dobrej alternatywy. Europejski Typhoon i (w mniejszym stopniu) francuski Rafale przewyższają go co prawda pod względem właściwości dynamicznych, ale w kwestiach wykrywalności oraz świadomości sytuacyjnej ustępują o generację. Francusko-niemiecko-hiszpański samolot VI generacji FCAS jest oczekiwany w służbie dopiero około roku 2040 (chyba że zmieni coś w tym aspekcie anonsowane unijne przyspieszenie zbrojeń), brytyjsko-japońsko-włoski GCAP, dawniej znany w Europie jako Tempest, około 2035. Do tego czasu produkt Lockheeda pozostanie w praktyce bezkonkurencyjny, a przy tym, jako się rzekło, stanowi lub ma stanowić jedyny lub zasadniczy typ dla sił powietrznych kilku kluczowych krajów europejskiego NATO.
Co mogłoby się stać w przypadku poluzowania więzi transatlantyckich? Gdyby miało ono charakter zwykłej zmiany politycznej, zapewne nic istotnego. Eksploatacja F-35 nie powinna nastręczać żadnych problemów, szczególnie że sytuacja nie jest zerojedynkowa – europejscy producenci, w szczególności brytyjscy i włoscy, odgrywają bardzo istotną rolę w programie. Gdyby jednak doszło do wzajemnego rzucania sobie rękawic, sytuacja miałaby potencjał dramatycznego skomplikowania dla Europejczyków. Możliwość eksploatacji samolotu jest bowiem w bardzo dużym stopniu uzależniona od bieżących amerykańskich aktualizacji oprogramowania oraz od znajdującego się w dyspozycji Lockheeda systemu wsparcia eksploatacji ODIN. Uwzględniając także potencjalne wbudowanie przez producenta pewnych „bezpieczników” w systemy, można przyjąć, że użytkowanie F-35 w kontrze do Stanów Zjednoczonych byłoby przedsięwzięciem na dość krótką metę, a i to przy ograniczonych możliwościach.
Przy okazji warto dodać, że szwedzki Gripen jest zależny od Amerykanów w 100% z uwagi na silnik General Electric F414, a i w Typhoonie można znaleźć kluczowe systemy amerykańskiego pochodzenia (przede wszystkim nawigacja bezwładnościowa i satelitarna). Jedynie Rafale zachowuje zasadniczą niezależność, tzn. systemy amerykańskie w nich są, ale nie aż tak newralgiczne.
Analogiczna, a nawet jeszcze bardziej krytyczna sytuacja, występuje w dziedzinie obrony przeciwlotniczej wyższych szczebli/przeciwrakietowej. Europa stoi amerykańskimi Patriotami, czy to starszymi, jak w Niemczech, Grecji, Hiszpanii i Holandii, czy nowszymi w Szwecji i Rumunii, czy wreszcie najnowszymi w sensie konfiguracji systemu w Polsce. Brak na tej liście oznacza brak stosownych systemów w ogóle – poza Francją i Włochami eksploatującymi wspólnej konstrukcji systemy SAMP/T, porównywalne, ale o niższych w porównaniu z Patriotami w najnowszej konfiguracji możliwościach, oraz Finlandią, która dopiero niedawno zamówiła izraelskie (i jako takie bardzo silnie uzależnione od Amerykanów) David’s Slingi. W kwestii obrony przed pociskami balistycznymi średniego zasięgu Europa nie dysponuje żadną potencjalną alternatywą wobec amerykańskich SM-3 i THAADów, poza izraelskimi Arrowami, z zastrzeżeniem jak powyżej.
Podobnie jak w przypadku Patriota rzecz ma się w przypadku morskiej zespołowej obrony przeciwlotniczej. Najpowszechniejszym systemem w tej domenie pozostaje amerykański SM-2, a hiszpańskie i norweskie fregaty są wręcz skonstruowane wokół amerykańskiego systemu walki AEGIS.
Co z tego wynika?
Powyższy przegląd wskazuje, że europejska część NATO pozostaje w kluczowych zakresach zdolności obronnych bardzo silnie uzależniona od amerykańskich możliwości i systemów. Nawet projekty wydatkowania setek (według obecnych deklaracji 800) miliardów euro na obronność w nadchodzących latach, szybko tej zależności nie zniosą nawet w razie najbardziej pomyślnej realizacji. Wciskanie gazu po hamowaniu trwającym od końcówki lat 80. po 2014, kiedy to tylko hamulec odpuszczono, będzie musiało pokonać ogromną strukturalną bezwładność. Na efekty trzeba będzie czekać długie lata, jeśli nie dekady. Przez ten czas Europa nie może absolutnie pozwolić sobie na antagonizowanie Amerykanów z własnej inicjatywy, a wręcz będzie zmuszona do znoszenia pewnej dezynwoltury tamtejszych decydentów, jeżeli oczywiście nie będą oni stawiać drugiej strony w sytuacji absolutnie nieakceptowalnej.
dr Jan Przybylski
Grafika w nagłówku tekstu: Gerd Altmann from Pixabay
przez redakcja | sobota 15 marca 2025 | aktualności
Problemy przeżywa duże przedsiębiorstwo odzieżowe.
Jak informują portale Dla Handlu oraz moje-gniezno.pl, poważne problemy przeżywają zakłady odzieżowe Polanex z Gniezna. Rośnie ich zadłużenie, tracą kontrahentów, a firmie grozi upadłość. To ostatnie poskutkowałoby utratą pracy przez 150 osób. Firma jest własnością publiczną – spółką zależną Agencji Rozwoju Przemysłu SA.
Zakład działa od roku 1945. W ostatnich latach był podwykonawcą dla znanych światowych marek: Karl Lagerfeld, Hugo Boss i Yves Saint Laurent. Zakład został w roku 2020 dokapitalizowany, wymieniono park maszynowy i przeprowadzono kilka inwestycji. Pozwoliło to już w roku 2023 być w dobrej kondycji. Po zmianie władzy wymieniono również zarząd zakładu. Od tamtej pory pogarsza się kondycja firmy. Obecnie jest ona zadłużona na 9 milionów złotych.
Wedle informacji medialnych pracownicy i poprzedni doświadczony zarząd firmy informują o fatalnej sytuacji zakładu, czyli rekordowym w dziejach zadłużeniu, zakupie luksusowych samochodów przez nowe władze spółki, tworzeniu niepotrzebnych etatów dla znajomych nowego szefostwa, utracie wieloletnich kontrahentów (np. zerwanie 20-letniej współpracy przez firmę Oscar of Sweden).
Sprawę nagłaśnia poseł PiS Zbigniew Dolata. Poseł w swoim stanowisku napisał m.in.: „Niestety od połowy 2024 r. – po zmianie Zarządu – sytuacja spółki uległa gwałtownemu pogorszeniu. Otrzymuję liczne sygnały od pracowników, że nowy Zarząd – zamiast dbać o rozwój firmy i dobro pracowników – trwoni środki finansowe, np. na zakupy luksusowych samochodów czy tworzenie zbędnych etatów administracyjnych, a jednocześnie nie zrealizował zapowiedzianych podwyżek dla pracowników produkcyjnych. Bardzo niepokojące są również informacje o wstrzymywaniu kluczowych inwestycji i projektów rozwojowych. Opisane powyżej przykłady błędnych działań obecnego Zarządu spółki skutkują rosnącymi stratami, które według dostępnych danych sięgają już 9 mln zł, co może doprowadzić do upadku firmy i zwolnienia wszystkich pracowników”.
przez redakcja | sobota 15 marca 2025 | aktualności
Duże zwolnienia w fabryce łożysk.
Jak informuje portal Wirtualna Polska, zwolnienia grupowe odbędą się w Fabryce Łożysk Tocznych w Kraśniku. O problemach zakładu mówiło się od kilku tygodni, związki zawodowe apelowały do rządu o zajęcie się ta sprawą. Niestety bez efektów. Właśnie ruszają zwolnienia grupowe.
Pracę straci 81 osób. Początkowo władze firmy zamierzały zwolnić nawet 120 osób, jednak negocjacje ze związkami zawodowymi sprawiły, że ostatecznie ma to być o 39 osób mniej. W zakładzie pracuje obecnie 1056 osób, więc skala zwolnień jest spora.
O zwolnieniach został już poinformowany Powiatowy Urząd Pracy w Kraśniku. Fabryka Łożysk Tocznych to kluczowy zakład w mieście i okolicy. Został utworzony w roku 1938 na potrzeby produkcji amunicji. Od roku 1948 produkuje łożyska toczne. Firma była publiczna do roku 2013, gdy za rządów Platformy Obywatelskiej sprzedano ją chińskiemu koncernowi Tri-Ring Group. W momencie sprzedaży zakład zatrudniał 2000 osób, obecnie o połowę mniej.
Zdaniem związkowców zwolnienia dotyczą głównie ludzi zatrudnionych w najbardziej energochłonnych działach zakładu. Ich zdaniem mogą to być przymiarki do likwidacji lub zmniejszenia produkcji w hartowni i kuźni. Już obecnie firma sprowadza z Chin materiał wyjściowy do produkcji, czyli stal łożyskową, motywując to tym, że energia jest w Chinach tańsza o 300 proc.
przez redakcja | czwartek 13 marca 2025 | aktualności
350 osób straci pracę w zakładzie w niewielkim mieście.
Jak informuje TVN24, 350 osób straci pracę w zakładach sodowych Qemetica w Janikowie nieopodal Inowrocławia. Zakład zawiesza działalność. O jego problemach pisaliśmy niedawno: 6 lutego wstrzymano produkcję, ale wtedy jeszcze nie zwalniano z pracy. Zdaniem dyrekcji firmy rynek europejski jest zalewany przez sodę tureckiej firmy Cimer, która oprócz działania w realiach mniej restrykcyjnych norm produkcyjnych i środowiskowych prawdopodobnie także korzysta z taniego rosyjskiego węgla, którego do UE nie można importować z powodu sankcji. Oznacza to dla europejskich producentów sody walkę z nieuczciwą konkurencją. Turecki producent przejął już 30% rynku sody w Polsce. W dodatku firma ucierpiała na znacznym wzroście cen energii, niezbędnej do produkcji.
Teraz podjęto decyzję o zwolnieniu z pracy 350 osób. „Próbowaliśmy wszystkiego. Od miesięcy prowadziliśmy rozmowy z naszym rządem i unijnymi instytucjami, apelując o cła wyrównawcze na turecką sodę, produkowaną z rosyjskich surowców i ochronę przed drastycznie rosnącymi kosztami energii. Alarmowaliśmy o zagrożeniu dla tysięcy miejsc pracy i kluczowej infrastruktury regionu. Nie możemy czekać dłużej – rynek i realia kosztowe zmusiły nas do tej decyzji. Każdy miesiąc to strata kilkunastu milionów złotych. Potrzebujemy konkretnego wsparcia decydentów. Jednak dotychczas takich konkretów jeszcze nie ma” – powiedział TVN24 Kamil Majczak, prezes zarządu Grupy Qemetica.
Zakład pozostanę w „stanie hibernacji”. Oznacza to wstrzymanie produkcji, ale bez likwidacji urządzeń i sprzedaży całości. Jeśli zmienią się realia, firma zapowiada wznowienie produkcji.
Qemetica Soda Polska odgrywa kluczową rolę w łańcuchu dostaw dla polskiego przemysłu. Firma jest jednym z najważniejszych producentów sody kalcynowanej, stanowiącym istotne ogniwo w utrzymaniu dyspozycyjności rezerw paliwowych w magazynach ORLEN. To z kolei ma ogromne znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Qemetica jest jedynym producentem tego asortymentu w Polsce oraz drugim co do wielkości producentem w Europie.
Zwolnienie 350 osób to tragedia dla małego miasta i okolicy – oznacza zarówno wielki wzrost bezrobocia, jak i brak wpływów z podatków. Burmistrz Janikowa Bartłomiej Jaszcz mówi: „To bardzo trudny moment dla naszego miasta. Dotyka nie tylko pracowników, ale również pośrednio tysięcy innych osób w regionie. Zakład sodowy przez dekady stanowił jeden z filarów lokalnej gospodarki. Naszym priorytetem jest teraz pomoc naszym mieszkańcom”.
przez redakcja | czwartek 13 marca 2025 | aktualności
Znacząco wzrastają opłaty za pobyt w sanatoriach.
Jak informuje Portal Samorządowy, od 1 maja 2025 roku znacznie wzrastają opłaty za pobyt w publicznych sanatoriach. Chodzi zarówno o turnusy lecznicze, jak i o rehabilitacyjne. Narodowy Fundusz Zdrowia podnosi stawki za zakwaterowanie i posiłki w takich placówkach.
Wzrosną one o 20-30% w zależności od standardu. Przykładowo, cena za jednoosobowy pokój wyniesie niemal 41 złotych zamiast obecnych 32,6 zł. Będzie to dotkliwe szczególnie dla najbardziej chorych, wymagających długiego leczenia, czyli długiego pobytu w sanatoriach. W skali miesiąca za samo miejsce noclegowe oznacza to wydatek większy o ok. 250 zł.
Rosną także stawki za wyżywienie w sanatoriach. Choć same zabiegi są bezpłatne po skierowaniu przez lekarza do sanatorium, to pacjent ponosi koszty noclegu, wyżywienia, dojazdu do uzdrowiska, opłaty klimatyczne, opłaty za wybrane zabiegi przyrodolecznicze i rehabilitacyjne oraz koszty związane z dodatkowymi badaniami diagnostycznymi. Dla wielu uboższych pacjentów są to koszty trudne do udźwignięcia.
przez redakcja | środa 12 marca 2025 | aktualności
Rząd Węgier narzucił handlowi limity marż na podstawowych produktach.
Jak informuje TVP Info, rząd Węgier wprowadził ograniczenie marż w handlu i limity w tej kwestii. To odpowiedź na wzrost cen produktów.
Nowe regulacje obejmują 30 grup produktów. Dotyczą głównie dóbr pierwszej potrzeby, przede wszystkim wyrobów spożywczych. Marża, jaką handlowcy będą mogli osiągać na nich wobec cen hurtowników/producentów, wyniesie zaledwie 10%. Lista produktów objętych limitami marży obejmuje m.in. jajka, mięso, mąka i wybrane produkty mleczne. Premier Orbán powiedział, że niedopuszczalne są w okresie drożyzny i wzrostu kosztów życia na przykład 40-procentowe marże handlowe na jajkach oraz 80-procentowe na maśle czy śmietanie.
Inflacja rok do roku wyniosła na Węgrzech w lutym 2025 około 5,6%, jednak produkty spożywcze zdrożały mocniej – o około 20%.
Limit marż w handlu wprowadzono do końca maja. Po tym terminie zapadną decyzje, czy takie ograniczenia zostaną utrzymane.