przez redakcja | niedziela 17 sierpnia 2025 | aktualności
W pierwszym półroczu 2025 zapowiedziano znacznie więcej zwolnień grupowych niż w całym poprzednim roku.
Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, w pierwszej połowie roku 2025 przedsiębiorstwa zgłosiły zamiary zwolnień grupowych obejmujących 80 tys. pracowników. To ponad dwukrotnie więcej niż w całym roku 2024 oraz więcej niż w 2020 roku, gdy miała miejsce bezprecedensowa globalna pandemia. Już przeprowadzone zwolnienia grupowe wyniosły w roku 2025 ponad 17 tys. osób, czyli tyle, ile łącznie w latach 2021-2023. W drugiej połowie bieżącego roku skala zwolnień ma jeszcze przyspieszyć.
Najwięcej zwolnień ma miejsce w branżach transportowej i gospodarki magazynowej – za nie odpowiada w sporej mierze dewastacja miejsc pracy za rządów neoliberałów w PKP Cargo i Poczcie Polskiej. Niewiele lepiej jest w przemyśle chemicznym.
przez redakcja | sobota 16 sierpnia 2025 | aktualności
Związki zawodowe w wielkim koncernie medialnym domagają się podwyżek płac.
Jak informuje portal Wirtualne Media, trzy związki zawodowe działające w koncernie Ringier Axel Springer Polska domagają się od firmy podwyżek płac. Związkowcy domagają się wzrostu funduszu płacowego o 10 proc. oraz ustalenia płacy minimalnej dla specjalisty na poziomie 8 tys. zł brutto zamiast obecnych 6 tys. brutto. Zwiększone powinny ich zdaniem być także dodatki za pracę w niedziele i święta. Zdaniem związkowców podwyżki powinny objąć przede wszystkim te osoby i stanowiska, dla których od roku 2023 nie było w koncernie wzrostów płac. Takie oczekiwania wyrazili wspólnie przedstawiciele Inicjatywy Pracowniczej, „Solidarności” oraz Syndykatu Dziennikarzy Polskich.
Związkowcy motywują swoje żądania nie tylko wzrostem kosztów życia oraz wzrostem płac w innych firmach i branżach, ale także wysokimi zyskami koncernu. Polski oddział Ringier Axel Springer miał w roku 2024 wzrost przychodów o 5%, natomiast zysk wzrósł o połowę wobec poprzedniego roku i wyniósł ponad 40 milionów złotych.
przez redakcja | sobota 16 sierpnia 2025 | aktualności
Duża sieć handlowa kolejny raz przegrała w polskim sądzie.
Jak informuje portal Bankier.pl, sieć handlowa Kaufland przegrała w Polsce kolejny proces z działaczami związkowymi. Sąd Okręgowy w Sosnowcu kazał niemieckiemu koncernowi przywrócić do pracy działaczkę związkową Annę Bastę. Została ona zdaniem sądu zwolniona z pracy całkowicie bezprawnie. Uznał tak już sąd pracy, ale szefostwo polskiego oddziału Kaufland odwołało się od tej decyzji do wyższej instancji. Potwierdziła ona jednak nonsensowność zarzutów stawianych zwolnionej.
Działaczka związku zawodowego Konfederacja Pracy została zwolniona za rzekome niestosowanie procedur firmowych. Jak wykazano przed sądem, pracownicy, w tym ona, nie zostali o tych procedurach w ogóle poinformowani. Prawdopodobnie był to tylko pretekst, aby zwolnić osobę aktywną w działalności na rzecz praw pracowników Kauflanda.
Nie jest to bowiem odosobniony atak na działaczy tego związku zawodowego. Dwa dni wcześniej sąd umorzył postępowanie przeciwko Wojciechowi Jendrusiakowi, jednemu z liderów Konfederacji Pracy w Kauflandzie. Firma oskarżała go o działanie na szkodę pracodawcy i szkalowanie jej dobrego imienia. Sąd nie dopatrzył się żadnego z tych czynów oraz uznał, że Jendrusiak zajmował się zwyczajną działalnością związkową i miał prawo do krytykowania niektórych aspektów działań firmy.
Niewiele wcześniej sąd nakazał Kauflandowi zapłatę odszkodowania w wysokości 15 tys. złotych Iwonie Graszyńskiej, która została bezprawnie zwolniona z marketu tej sieci w Zgorzelcu, również pod bzdurnym pretekstem, a de facto w związku z jej działalnością pracowniczo-związkową.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Warszawska róg Szerokiej w Tomaszowie Mazowieckim, w województwie łódzkim – Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=69372930
przez redakcja | piątek 8 sierpnia 2025 | aktualności
Brak porozumienia w sprawie podwyżek w PKP Intercity.
Jak informuje Kolejowy Portal, nie uzgodniono podwyżek w PKP Intercity. Związkowcy zapowiadają dalsze formy protestu, nie wykluczając nawet strajku.
Od kilku miesięcy toczy się spór płacowy w PKP Intercity. Związki zawodowe domagają się podwyżki o 1000 zł brutto miesięcznie od 1 lipca dla pracowników objętych zbiorowym układem pracy oraz proporcjonalnego wzrostu płac dla pozostałych zatrudnionych. Jeden ze związków, Federacja Związków Zawodowych Kolejarzy, dopuszcza podwyżkę nieco niższą, w kwocie 800 zł.
Zarząd firmy nie zgadza się na takie żądania. Zaproponował podwyżkę o 700 zł, ale rozłożoną na dwie raty: 350 zł od 1 września oraz drugie tyle drugie tyle po wyrażeniu zgody przez związki na takie zmiany w zakładowym zbiorowym układzie pracy, które zmienią część zasad zatrudnienia w sposób niekorzystny dla pracowników. Jako alternatywę zaproponowano także podwyżkę o 350 zł brutto oraz wprowadzenie premii frekwencyjnej w maksymalnej wysokości kolejnych 350 zł.
Związkowcy odrzucili taką propozycję i wskazali, że nieprawidłowe pod względem formalnym jest samo łączenie negocjacji w sprawie podwyżek z tymi w sprawie zmian w zasadach zatrudnienia. Negocjacje zostały zakończone. Związki zawodowe rozpoczynają procedurę sporu zbiorowego. Zapowiadają, że brak realizacji zgłoszonych żądań skutkować będzie podjęciem dalszych działań przewidzianych prawem. Łącznie ze strajkiem.
przez redakcja | piątek 8 sierpnia 2025 | aktualności
Kolejny protest hutników w obronie przemysłu i miejsc pracy.
Jak informuje „Dziennik Zachodni”, w Rudzie Śląskiej pod Hutą Pokój odbył się wczoraj protest hutniczych związków zawodowych. Związkowcy m.in. blokowali ruch drogowy, aby zwrócić uwagę na swoją dramatyczną sytuację. Domagają się od rządu działań i wsparcia dla hutnictwa.
Sytuacja w branży jest bardzo trudna. Niedawno zadecydowano o wyłączeniu wielkiego pieca w Hucie Katowice. Maleje produkcja we wszystkich hutach w Polsce. Przyczyną jest duży wzrost importu stali z zagranicy, w tym z Ukrainy. Jest ona tańsza wskutek tego, że hutnictwo poza Unią Europejską nie ponosi takich kosztów opłat emisji dwutlenku węgla – ani za bezpośrednią produkcję, ani za zakup energii i węgla potrzebnych do wytwarzania stali.
Protestujący mieli transparenty z napisami „Stop napływowi taniej stali ze wschodu!” i „Polskie czołgi z polskiej stali”. Jeden z organizatorów protestu, Mariusz Latka ze związku „Sierpień ‘80”, mówił: „Sytuacja w branży staje się w dramatyczna. Jeżeli natychmiast nie otrzymamy wsparcia i decyzji na szczeblu premiera, to w ciągu dwóch trzech miesięcy nie będzie czego zbierać. Nie jesteśmy dzisiaj konkurencyjni. Huta Pokój Profile, Huta Pokój Konstrukcje nie mogą znaleźć żadnych kontraktów. Huta Pokój Profile sprzedaje produkty po takiej cenie, że nie przynosi to rentowności. Mamy napływ taniej stali ze wschodu, która nie jest obciążona takimi kosztami jak nasza. W ciągu pięciu lat ceny energii dla przemysłu energochłonnego w Polsce wzrosły o 80 proc.”.
Protestujący apelowali do rządu o zablokowanie importu stali ze wschodu, tak jak wcześniej uczyniono ze zbożem. Związkowcy uważają, że stal przybywa nie tylko z Ukrainy, ale także, mimo sankcji, z Rosji, za pomocą jej „legalizacji” w Kazachstanie.
Zapowiadają podjęcie bardziej radykalnych protestów, jeśli rząd szybko nie podejmie działań.
przez redakcja | czwartek 7 sierpnia 2025 | aktualności
Duża centrala związkowa krytycznie ocenia sejmowe zmiany w szpitalnictwie.
Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych informuje na swojej stronie internetowej:
OPZZ negatywnie ocenia uchwalone przez Sejm zmiany w sektorze szpitalnictwa w Polsce.
To ustawa o konsolidacji i daleko idącej elastyczności przekształceń podmiotów leczniczych, zmianach profilu całości bądź części placówek, z pominięciem systemowego monitorowania tego procesu. Regulacji nie przyświecała refleksja o skutkach zmian dla pacjentów i pracowników; nie poprzedzono jej diagnozą potrzeb zdrowotnych ani wzmocnieniem kontroli nad procesami własnościowymi w ochronie zdrowia.
Ponad 2 letnie prace nad zmianami w sektorze szpitalnictwa zakończyły się uchwaleniem przez Sejm w dniu 5 sierpnia br. regulacji zmieniającej 2 ustawy: o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawy o działalności leczniczej. Obecna wersja to trzecie podejście do reformy, uchwalone w ekspresowym tempie 2 tygodni, dziś – 7 sierpnia br. finał prac w Senacie. Uchwalona ustawa ma zasadniczy cel i intencję: realizację kamienia milowego Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności: „restrukturyzacja sektora szpitali poprzez konsolidację lub przeprofilowanie lub zmianę zakresu i struktury usług opieki zdrowotnej świadczonych przez szpitale (…) a także odpowiednią aktualizację sieci szpitali”.
Ustawa w ocenie OPZZ budzi wiele zastrzeżeń; dotyczą ona zarówno wybiórczych konsultacji społecznych na etapie prac rządowych, obszaru spraw pracowniczych, jak i dostępności pacjentów do świadczeń opieki zdrowotnej w przyszłości. O założeniach kolejnych zmian dyskutowano w szczególności z przedstawicielami dyrektorów szpitali, związkami pracodawców czy wybranymi organizacjami zawodowymi. Rada Dialogu Społecznego w roku ubiegłym domagała się rzetelnej dyskusji na temat reformy szpitalnictwa w Polsce, jednak przyjęty tryb konsultacji nie dawał skutecznej możliwości przedstawienia stanowiska. To poważna wada proceduralna, ustawa dotyczy bowiem szeregu spraw pracowniczych czy systemowych związanych z dostępnością.
OPZZ uważa, że ustawa nie przyniesie efektów poprawy dostępności do świadczeń zdrowotnych, a temu powinna przyświecać reforma szpitalnictwa. Brakuje kompleksowego spojrzenia na leczenie pacjenta, z praktycznym wdrażaniem opieki koordynowanej i racjonalnym finansowaniem, zgodnego z potrzebami zdrowotnymi pacjentów danego regionu. Przepisy zdecydowanie marginalizują zagadnienia pracownicze i pomijają ustawowe uprawnienia zakładowych organizacji związkowych odnośnie opiniowania i konsultowania wszelkich kwestii w tym zakresie, przykładowo: opiniowania planów naprawczych, zmian w strukturze zatrudnienia, wymiaru etatu, zmian miejsca czy warunków bądź organizacji pracy. Obecne przepisy nie gwarantują związkom zawodowym wypowiadania się w kwestiach pracowniczych.
Warto także przypomnieć, że strona społeczna reprezentowana w Radzie Dialogu Społecznego w listopadzie ub. roku protestowała wobec pomysłów wprowadzających możliwość łączenia samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej ze spółkami kapitałowymi, oceniając ten proces jako wstęp do prywatyzacji sektora szpitalnego w Polsce. Obecna ustawa dopuszcza przejmowanie należności, zobowiązań oraz mienia na wypadek likwidacji samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej, daje także wiele innych elastycznych możliwości przekształceń. Brak kontroli i monitorowania tego procesu może dalej pogłębiać dostępie do publicznej ochrony zdrowia w takich sytuacjach.
Senat kończy prace nad ustawą, której dalsze losy już tylko zależą od podpisu Prezydenta.
przez redakcja | czwartek 7 sierpnia 2025 | aktualności
Udało się wynegocjować wzrost pensji i premii.
Jak informuje portal Tysol.pl, związek zawodowy odniósł sukces w negocjacjach płacowych w firmie Cobra Europe w Piekarach Śląskich. Komisja zakładowa „Solidarności”, która działa w zakładzie od czterech lat, nakłoniła zarząd firmy do podwyżek pensji i premii.
Płaca zasadnicza wzrośnie dla każdego zatrudnionego o 300 zł brutto od 1 stycznia 2026. Najniższa stawka na produkcji, dla osób zatrudnionych na okres próbny, nie będzie niższa niż 5 tys. zł brutto. Już od września wzrosną natomiast premie frekwencyjne. Miesięczna premia frekwencyjna zostanie podniesiona o 560 zł brutto i wyniesie 700 zł zamiast zaledwie 140 zł, a otrzymywać ją będą wszyscy pracownicy zamiast, jak dotychczas, wybranych grup.
„Solidarność” zrzesza w zakładzie 70 osób na niespełna 130 zatrudnionych, a liczebność związku udaje się utrzymać mimo sporej rotacji pracowników.
przez redakcja | wtorek 5 sierpnia 2025 | aktualności
Nagła likwidacja oddziału firmy i zwolnienia grupowe.
Jak informuje portal Next.gazeta.pl, zapadła decyzja o likwidacji krakowskiego oddziału Aldi Financial Hub – należącego do sieci handlowej Aldi Nord, posiadającej sieć dyskontów. Decyzja zapadła nagle i nieoczekiwanie. Szok jest tym większy, że jednostka stanowi część nowego projektu Aldi Technology Support i powstała zaledwie rok temu.
Pracę ma wkrótce stracić 96 osób, głównie z działu finansowego. To jedna trzecia całej obecnej załogi. Zapadła też decyzja o likwidacji całego krakowskiego oddziału Aldi Financial Hub, ale nie jest jasne, co z jego pozostałymi pracownikami i czy stracą zatrudnienie w całej strukturze Aldi.
Pracownicy są zaskoczeni, gdyż firma jest nowa i jeszcze niedawno zatrudniała nowe osoby. Część z nich jest przekonana, że przyczyną zwolnień jest rozwój sztucznej inteligencji, coraz chętniej wykorzystywanej w biznesie tego rodzaju.
Od 1 stycznia do 31 lipca 2025 r. do Grodzkiego Urzędu Pracy w Krakowie zamiar przeprowadzenia zwolnień grupowych zgłosiło 27 firm, a planowana liczba zwalnianych wynosi 3666 osób. Oznacza to, że w ciągu siedmiu miesięcy 2025 roku skala zwolnień grupowych w Krakowie jest większa niż w całym 2024 roku.
przez Michał Rydlewski | niedziela 3 sierpnia 2025 | opinie
Książka Catherine Liu „Luminarze postępu i cnoty. Rzecz przeciw profesjonalnej klasie menadżerskiej” przeszła w zasadzie niezauważona przez tych, których dotyczy. O ile nie cała tytułowa profesjonalna klasa menedżerska czyta eseje naukowo-humanistyczne, o tyle jej część, jak np. akademicy czy dziennikarze, już tak. A na pewno powinni. Z moich obserwacji wynika, że mało kto ze świata uniwersyteckiego słyszał o tej książce. Nic dziwnego, bo krytyka obu tych grup zawodowych, szczególnie pierwszej, akademickiej, to – wiadomo – myślozbrodnia i populistyczne uderzenie w elity, resentyment, ludomania etc. Książka Liu, a w zasadzie książeczka, gdyż jest niewielkich rozmiarów (do przeczytania w kilka godzin), dotyczy także tej grupy zawodowej, gdyż są oni częścią owej klasy.
Wieść o jej istnieniu nie rozeszła się w szerszych kręgach akademicko-intelektualnych, gdyż krytykuje tych, których powinno się wychwalać. Dlatego wygodniej zbyć ją milczeniem. Lepiej poczytać Didiera Eribona, bo on wprost mówi, „socjologicznie”, jak i zaświadczając własnym doświadczeniem, o swojej pogardzie wobec klasy ludowej. Eribon tak, albowiem klasa menedżerska, której częścią są akademicy, w pełni podziela (jawnie lub skrycie) ową pogardę. Liu nie, gdyż nie jest miło słyszeć krytykę samego siebie, tj. tego, że spora część akademickiego projektu wspiera to, co jakoby krytykuje, a czego jest częścią – twierdząc, że nią nie jest.
Liu twierdzi, i słusznie, że przyszedł czas, aby klasa menedżerska stawiła czoła swojej tożsamości jako klasy. I rozpoznała własną fałszywą świadomość, w której wierzy ona w siebie jako szlachetnego aktora historii (tytułowy luminarz postępu i cnoty) oraz złożyła samokrytykę, gdyż znakomicie służy ona kapitalizmowi oraz ideologicznie zniekształciła, wręcz wypaczyła lewicowy projekt oparty na solidarności z ekonomicznie wyzyskiwanymi. Jak pisze Liu: „Rozpoznając w kapitalizmie wroga, musimy też umieć wskazać i nazwać jego najbardziej fanatycznego nadwornego pochlebcę: profesjonalną klasę menedżerską”.
Po kolei jednak.
Kim jest profesjonalna klasa menedżerska?
To pracownicy umysłowi niebędący właścicielami środków produkcji, których główną funkcją w społeczeństwie jest reprodukcja kapitalistycznej kultury i kapitalistycznych stosunków klasowych. To klasa wynarodowionych licencjonowanych profesjonalistów złożonych z twórców przemysłu kulturalnego (pojęcie T. Adorno), dziennikarzy, naukowców, profesorów uczelni, inżynierów oprogramowania, lekarzy, prawników i bankierów – wszystkich odgrywających przywódcze role w dużych organizacjach.
Co poszło nie tak?
Liu twierdzi w swojej książce, a to jedna z jej podstawowych tez, że co najmniej od końca lat 60. XX wieku, czyli od kiedy sięga pamięcią, profesjonalna klasa menedżerska była zaangażowana w walkę klasową po stronie kapitalizmu, a przeciwko klasie robotniczej, którą de facto zdradziła. Zdradziła, choć nie zawsze tak było, albowiem na początku XX wieku była ona po stronie klasy robotniczej, broniąc jej przed ekonomicznym wyzyskiem. Była wtedy względnie bezinteresowna, nie musiała zabiegać o przychylność Kapitału, który by ją utrzymywał. Od lat 60. bez żadnej refleksji i wstydu proponuje natomiast swoje usługi i zasoby intelektualne Kapitałowi.
Słowem, kiedyś walczyli oni przeciwko takim robber barons jak np. Andrew Mellon, a dzisiaj stypendia jego fundacji są dla nich źródłem prestiżu i finansowania działań naukowych. Po prostu w pewnym momencie historii stanęli po stronie kapitalizmu, porzucając ideały socjalistyczne i lewicowe. Wybrali tych, którymi kiedyś pogardzali, aby dziś pogardzać kimś innym – klasą robotniczą. Zdradzili, przenieśli swoją lojalność z pracowników na Kapitał.
To wtedy doszło w Ameryce do podziału na „ciemnych” i „oświeconych”. Gdy ekonomiczna rzeczywistość i porządek społeczny obracają się na niekorzyść amerykańskich pracowników fizycznych, klasa menedżerska wybiera Kapitał i prowadzoną przeciwko klasie robotniczej wojnę kulturową, która zdaniem Liu zawsze była zastępczą wojną ekonomiczną.
Jaka jest funkcja profesjonalnej klasy menedżerskiej w kapitalistycznej kulturze?
Profesjonalną klasę menedżerską należy opisywać/scharakteryzować właśnie w perspektywie wojny kulturowej jako wojny klasowej pomiędzy postępowymi elitami a „populistycznym” „ciemnogrodem” klasy robotniczej. Od lat 60., czyli do czasu, kiedy „profesjonaliści” solidarnie stali po stronie ludzi pracy i wspierali ich w trudnej rzeczywistości, uznali samych siebie za najbardziej rozwinięte wcielenie gatunku ludzkiego. Zaczęli wyszydzać pracowników fizycznych – jednocześnie redukując ich etaty – za ich zły gust literacki, złą dietę, niestabilne rodziny, złe nawyki wychowawcze etc. Kolekcjonowali też wszelkie formy zsekularyzowanej cnoty. Jak pisze Liu o tej grupie: „W swoich wyszukanych upodobaniach i skłonnościach kulturowych znajduje uzasadnienie dla własnego poczucia wyższości nad codziennymi ludźmi z klasy robotniczej. Podczas gdy jej polityka sprowadza się do sygnalizowania cnót, nie kocha niczego ponad panikę moralną, którą podburza swoich członków co coraz bardziej bezsensownych form pseudopolityki i hiperpoprawności”.
Profesjonalna klasa menedżerska uwielbia zatem dyskusje o uprzedzeniach, rasizmie, widzialności i reprezentacji, tolerancji, faszyzmie – ale już nie o nierównościach społecznych, o kapitalizmie, o ekonomicznym wyzysku.
W takim ujęciu uważają oni siebie za bohaterów historii i postępu, stojąc w obronie i walcząc w imię bezradnych ofiar, lecz nie są już zainteresowani klasą robotniczą, gdyż ta nie zasługuje na ocalenie. Wynika to z faktu, że nie zachowuje się ona właściwie, albowiem nie jest zaangażowana politycznie lub jest źle zaangażowana.
Z tego względu głosy klasy pracującej przejmuje konserwatywna prawica, która – jak zauważa Liu – trafnie rozpoznała słabości „nowej” klasy. Kluczowym zarzutem ze strony konserwatystów wobec liberalnej klasy menedżerów jest ich pogarda dla reszty społeczeństwa, w tym klasy robotniczej, którą demonizują. Co więcej, stają się oni wręcz wrogami ludu i ludowych interesów klasowych, co można oddać słowami „Co mnie obchodzi zdanie biednych ludzi?”, wypowiedzianymi przez przedstawiciela warszawskich liberalnych elit – przedstawiciela profesjonalnej klasy robotniczej, który uważa siebie za lewicowca.
Ponadto najwyższa świecka cnota profesjonalnej klasy menedżerskiej, tolerancja, nie ma żadnego przełożenia politycznego ani ekonomicznego.
Liu nie popiera jednak konserwatywnej prawicy. Uważa, że projekt lewicowy (blisko jej do Berniego Sandersa) musi zwrócić się przeciwko profesjonalnej klasie menedżerskiej, ale nie z wykorzystaniem polityki tożsamości. Potrzeba nowego modelu intelektualisty – intelektualisty socjalistycznego, jak go nazywa. Powinien on odmówić noszenia płaszcza cnoty, erudycji i dystansu, a być przygotowanym na wejście w pole walki klasowej po stronie pracowników i wyzyskiwanych. Powinien odciąć się od gromadzenia kapitału oraz kolekcjonowania świeckich cnót, odciąć się od kryptopurytańskiej regulacji ludzkich popędów i relacji. Nie bać się wykluczenia, gdy będzie podążał za socjalistycznymi ideałami. Klasa menedżerska kontroluje dużą część naszego życia oraz grozi heretykom pozbawieniem prestiżu i zarobku. Intelektualista lewicowy musi być odważny i gotowy do poświęcenia i ofiary, a nie – jak ma to miejsce teraz – usłużny i sklejony z Kapitałem w imię swojego dobrego życia, wygody symbolicznej i ekonomicznej.
Wspomniałem wcześniej o Eribonie, którego „Powrót do Reims” był chętnie czytany i dyskutowany w murach akademii. Nikt z komentujących jego książkę nie zwrócił uwagi, że oprócz pierwszoplanowej narracji osobistej, podbudowanej zapleczem socjologii refleksyjnej, ma ona także polityczny wymiar, w którym Eribon przyznaje, iż projekt lewicowy ulegał degradacji (szerzej patrz: https://nck.pl/upload/2024/08/kw_4-2023-pojechac-do-tej-miesciny.pdf). Jest jednak tak skupiony na swoim doświadczeniu i swojej traumie, że nie potrafi tego, co proponuje Liu, czyli dokonania klasowej samokrytyki. Wynika to z faktu, że klasa ludowa po prostu go brzydzi. Pogarda sprawia, że nie można stanąć po stronie tej klasy. Pogardzani wiedzą i na każdym kroku odczuwają tę pogardę. Z tego względu będą głosowali zawsze przeciwko profesjonalnej klasie menedżerskiej, co jest z ich perspektywy uzasadnione i racjonalne. Samokrytyka, jeśli naprawdę chcemy coś zmienić, a piszę to jako pracownik uniwersytetu, musi zacząć się od rozbrojenia pogardy klasowej.
dr Michał Rydlewski
Grafika w nagłówku tekstu: Mohamed Hassan from Pixabay.
przez redakcja | niedziela 3 sierpnia 2025 | aktualności
Analitycy wskazują na negatywne sygnały z rynku pracy.
Jak informuje TVN24, istnieją poważne przesłanki, aby obawiać się wzrostu bezrobocia w Polsce. Mówi o tym Wskaźnik Rynku Pracy. To miara informująca z wyprzedzeniem o spodziewanych tendencjach w zatrudnieniu. Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych informuje, że w lipcu Wskaźnik Rynku Pracy wzrósł do 70,3 pkt. z 69,2 pkt. w czerwcu. Ten wzrost to negatywne zjawisko.
„Od grudnia 2024 wskaźnik wzrósł o 4 punkty, a jego spadek odnotowano w tym okresie tylko raz – w lutym br.” – piszą analitycy. „Dane z powiatowych urzędów pracy wskazują, że w czerwcu liczba nowych ofert rejestrowanych w PUP spadła o niemal 50 proc. w ujęciu miesięcznym i stanowiła zaledwie 33 proc. napływu ofert odnotowanego w czerwcu 2024 roku” – informuje raport.
W czerwcu spowolnił wobec maja wskaźnik podejmowania pracy przez osoby bezrobotne. To sytuacja nietypowa, bo corocznie tendencja była odwrotna ze względu na rozpoczynanie letnich prac sezonowych. W raporcie czytamy: „Dodatkowo dane z Barometru Ofert Pracy również potwierdzają pogorszenie sytuacji – czerwiec był trzecim z rzędu miesiącem spadku liczby internetowych ogłoszeń o zatrudnieniu”.
przez redakcja | sobota 2 sierpnia 2025 | aktualności
Trzy samorządy lokalne łączą siły w celu przywrócenia połączeń kolejowych.
Jak informuje portal Pless.pl, władze trzech samorządów lokalnych – Pawłowic, Jastrzębia-Zdroju i Żor – chcą wspólnie dopominać się o odbudowę połączeń kolejowych, które miałyby przebiegać między tymi miejscowościami oraz umożliwiać przejazdy na innych trasach, w tym do stolicy województwa – Katowic.
Od pewnego czasu planowane jest przywrócenie połączeń między tymi miejscowościami. Jastrzębie-Zdrój to największe w Polsce miasto bez połączeń kolejowych, które zlikwidowano w roku 2001. Do niedawna istniały konkretne plany przywrócenia połączeń lokalnych między tymi miejscowościami. Niestety po zmianie władze plany te przestano realizować – pisaliśmy o tym niedawno: https://obywatel3.macmas.pl/2025/07/21/ciecie-kolei-plus/
Obecnie władze wspomnianych miejscowości postanowiły zacieśnić współpracę w celu wywierania presji na odbudowę połączeń. List intencyjny w tej sprawie podpisali 18 lipca prezydenci i wójtowie. „Naszym wspólnym priorytetem jest poprawa dostępności komunikacyjnej. Jastrzębie-Zdrój, Żory i Pawłowice muszą być integralną częścią regionalnej siatki połączeń kolejowych i dołożymy wszelkich starań, by aktywnie tworzyć ten proces. Mieszkańcy potrzebują kolei teraz, a nie za dziesięć lat. W Jastrzębiu-Zdroju czekamy na nią zbyt długo. Wierzę, że wspólny głos trzech samorządów będzie silniejszy i pozwoli nadać inwestycji właściwą dynamikę i tempo” – powiedział prezydent Jastrzębia-Zdroju, Michał Urgoł.
Waldemar Socha, prezydent Żor, dodaje: „Kolej to transport przyszłości – ekologiczny i efektywny. Dobrze zaprojektowany jest alternatywą dla samochodów i może odciążyć nasze drogi. Inwestycja ma także wymiar gospodarczy, gdyż przebiega przez tereny Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej zlokalizowane w Żorach i Pawłowicach. Dodatkowe przystanki mogą znacząco poprawić codzienną mobilność pracowników”.
przez redakcja | sobota 2 sierpnia 2025 | aktualności
Prezydent Trump zażądał od koncernów farmaceutycznych obniżenia cen lekarstw.
Jak informuje TVN24, Donald Trump wezwał siedemnaście największych amerykańskich firm farmaceutycznych do obniżenia cen leków na receptę do poziomu cen, za które te same firmy sprzedają te same lekarstwa w innych krajach. To ciąg dalszy batalii rozpoczętej w maju. Trump wydał wtedy rozporządzenie o obniżaniu cen lekarstw, a obecnie domaga się realizacji tych żądań od koncernów farmaceutycznych.
Trump twierdzi, że dotychczasowe reakcje biznesu nie są satysfakcjonujące i polega albo na pozornych ruchach, albo na oczekiwaniu dopłat z budżetu USA. Prezydent wskazuje, że mowa o firmach, które poza granicami Stanów Zjednoczonych oferują te same lekarstwa taniej. Trump oczekuje, że koncerny będą sprzedawały je w USA po najniższych cenach spośród tych, jakie za ten sam produkt otrzymują na rynkach innych krajów OECD, czyli rozwiniętych państw świata. Obniżka cen ma dotyczyć przede wszystkim lekarstw na receptę zapisywanych w rządowym programie Medicaid oraz nowych, skutecznych lekarstw wprowadzanych na rynek.
Do 29 września Trump dał koncernom czas na przedstawienie wiążących deklaracji dotyczących obniżenia cen lekarstw. „Jeśli odmówicie współpracy, użyjemy wszystkich dostępnych narzędzi, by chronić Amerykanów przed nieuczciwymi praktykami cenowymi” – napisał Trump. Adresatem jego wezwania są m.in. koncerny Eli Lilly, Sanofi, Regeneron, Merck & Co, Johnson & Johnson i AstraZeneca. W przypadku niespełnienia żądań, Trump grozi im wprowadzeniem ustawowej regulacji cen lub masowym importem tańszych lekarstw.
przez redakcja | środa 30 lipca 2025 | aktualności
Związkowcy blokowali dzisiaj terminal w Sławkowie w proteście wobec napływu taniej stali z Ukrainy.
Kilka związków zawodowych zorganizowało dzisiaj ponad podziałami wspólny protest. Wzięły w nim udział m.in. związki zrzeszone w Federacji Związków Zawodowych Metalowców i Hutników w Polsce oraz WZZ Sierpień ’80. Protestowali przeciwko napływowi na polski rynek taniej stali z Ukrainy. Protestujących hutników wsparli związkowcy z górnictwa.
Protestujący alarmują, że napływ taniej stali ukraińskiej zagraża miejscom pracy w polskim hutnictwie i przemyśle metalowym. Produkcja stali w Polsce maleje z powodu napływu tańszej stali z Ukrainy, a także z innych krajów spoza UE. Stal wytwarzana poza Unią jest tańsza, gdyż jej producenci nie ponoszą wysokich kosztów związanych z normami środowiskowymi, a przede wszystkim opłat klimatyczno-emisyjnych z produkcji stali oraz z produkcji węgla i prądu używanych do jej wytwarzania. W efekcie Polska i Unia tracą przemysł i miejsca pracy, a celu ekologicznego i tak nie udaje się osiągać, gdyż napływa do nas „emisyjna” stal z innych krajów.
Protestujący apelowali o przeciwdziałanie takiemu importowi. Protest miał miejsce w terminalu w Sławkowie, gdzie kończy się kolejowy szlak eksportowy ze wschodu. Wzięło w nim udział ponad 100 przedstawicieli różnych związków i zakładów. Związkowcy alarmowali, że jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie działania, polski przemysł hutniczy czeka zagłada. Wskazywali na przykład Huty Katowice, która przed kilkoma dniami zdecydowała o wyłączeniu jednego z dwóch wielkich pieców z powodu malejącego popytu na krajową stal wskutek dużego i stale rosnącego importu.
W przypadku braku działań rządu protestujący zapowiedzieli bardziej radykalne działania.
przez redakcja | wtorek 29 lipca 2025 | aktualności
Komitet Protestacyjny domaga się gwarancji zatrudnienia.
Jak informuje portal Tysol.pl, w zakładzie ArcelorMittal Poland w Dąbrowie Górniczej (dawna Huta Katowice) powstał Komitet Protestacyjny złożony z przedstawicieli związków zawodowych działających w zakładzie. To odpowiedź na niedawno ogłoszone zamiary władz huty.
Przed kilkoma dniami zarząd zakładu ogłosił plany czasowego wyłączenia jednego z dwóch wielkich pieców. Ma to być spowodowane trudną sytuacją rynkową i malejącym popytem na wyroby stalowe wskutek narastającego importu do Unii Europejskiej, w tym do Polski. Władze firmy zapowiadają, że wyłączenie pieca ma być tymczasowe i że zostanie on ponownie uruchomiony, gdy koniunktura ulegnie poprawie.
Związkowcy i pracownicy obawiają się jednak, że wyłączenie pieca może mieć charakter trwały, jak stało się to przed kilkoma laty w należącej do tego samego koncernu Hucie im. Sendzimira w Nowej Hucie. W efekcie pracę straciło tam 650 osób. Komitet Protestacyjny domaga się gwarancji zatrudnienia dotychczasowej załogi, w tym osób obsługujących wygaszany wielki piec. Przedstawiciele związków chcą także gwarancji ponownego uruchomienia instalacji, gdy tylko wzrośnie zapotrzebowanie na wyroby stalowe. Wczoraj odbyło się pierwsze spotkanie z władzami firmy, wkrótce ma dojść do kolejnych.
Komitet Protestacyjny uzależnia przebieg i scenariusz dalszych działań od decyzji firmy.
ArcelorMittal to największy producent stali w Polsce. Zatrudnia w naszym kraju ok. 10 000 osób.
przez redakcja | wtorek 29 lipca 2025 | klasyka, opinie
Z Paryża nadeszła wiadomość o ohydnej zbrodni, którą popełnili nadzbóje, wszechwładnie rządzący światem kapitalistycznym, Millerand, Lloyd George i spółka. Rozstrzygnięto spór cieszyński w sposób tak stronniczy, że nawet najbezczelniej przez żandarmów czeskich sfałszowany plebiscyt nie byłby gorzej popsuł sprawy. Dano Czechom całe zagłębie, dano im nawet Karwinę i Górną Suchą, które się tak bohatersko przeciw najazdowi czeskiemu broniły. Dla dogodzenia swawoli czeskiej przepołowiono i zrujnowano miasto Cieszyn. Dano Czechom Trzyniec, ten dzielny, tak świadomie polski Trzyniec, gdzie każdy kamień krzyczeć, każda bryła rudy wyć będzie przeciw tej zbrodni. Dano Czechom Jabłonków wraz z jego rdzennie polską okolicą, dano wierne Nawsie polsko-ewangelickie, zaprzedano im polskie Beskidy. Ażeby zaś już żadnego ułagodzenia tej krwawej krzywdy nie było, oddano Czechom także oba stoki Tatr wysokich.
Wszystko to, co prawda, nie na długo. Żadne bowiem łajdactwo eks-socjalisty, a obecnego prześladowcy francuskiego ruchu robotniczego Milleranda, żadna zbrodnia byłego radykała, a obecnego sługusa magnatów angielskich Lloyd George’a nie potrafi nadać trwałości tej śmiesznej łataninie, jaką jest republika czesko-niemiecko-słowacko-madziarsko-rusińsko-polsko-rumuńska. Do dwóch lat ta łatanina pstrokata się rozleci, a wtenczas polski lud pracujący odbierze, co jego prawowitą własnością jest i pozostanie.
Nie boimy się więc o przyszłość polskiego Śląska. Niedorzeczne „mocarstwo” wielkoczeskie pryśnie jak bańka mydlana, a Polska Polską będzie i z woli ludu odbierze, co swoje.
Ale ciężkie i gorzkie dni czekają dwieście tysięcy zaprzedanych Polaków pod czeskim jarzmem!
Pewno że naród polski, który cały przetrwał sto pięćdziesiąt lat niewoli, przetrwa i tę nową klęskę. Ale na razie ta klęska na nas spadła, więc zastanówmy się: jak się to mogło stać?
Gdyby istotnie wiążącą ustawą świata, a nie pośmiewiskiem wszystkich przebiegłych łotrów były szlachetne zasady Wilsona – nie mogłoby się to stać.
Gdyby naprawdę obowiązującym prawem było samostanowienie narodów – nigdy by się to stać nie mogło.
Zdeptano wolę górników i hutników polskich, którzy z bronią w ręku, śmiało patrząc w oczy śmierci, na ochotnika szli odpierać najazd czeski na swoją ziemię ojczystą. Uczyniono to nawet bez tej wymówki, że trzeba koniecznie tak uczynić dla zabezpieczenia istnienia i dobrobytu narodu czeskiego. Bo wszak dowiedliśmy Czechom bodaj dwadzieścia razy z rzędu, że ani do istnienia, ani do dobrobytu im naszych polskich gmin na Śląsku nie trzeba, że węgla mają gdzie indziej dość, że połączenia kolejowe między Morawami a Słowacczyzną mają gdzie indziej, że zresztą z łatwością mogą sobie wybudować przynajmniej dwa dalsze połączenia. Dogodzono więc po prostu nienasyconej chciwości Czechów, aby ich wynagrodzić za to, że podczas wojny pomagali koalicji rozbić Austrię. Za tę zasługę nie tylko im darowano polską ziemię, której żaden francuski minister nie miał prawa darować, ale darowano im także dwieście tysięcy żywych Polaków jako niewolników.
A przecież podobno wojnę światową prowadzono o to właśnie, żeby miecz zdobywcy brutalną przemocą nie rozcinał żywych narodów i ich obszarów, nie oddawał ludności wbrew jej najświętszym uczuciom pod obce jarzmo. Wojnę, tak ustawicznie głosili obecni zwycięscy, wojnę przeciwko Niemcom prowadzi się w imię samostanowienia narodów. A teraz ci sami zwycięzcy wprost swawolnie to samostanowienie depczą!
Wojnę, tak również od sześciu lat nieustannie głoszono, prowadzi się o nie tykalność umów międzynarodowych. Niemcy naruszyli umowę o neutralności Belgii, ogłosili tę świętą umowę za „marny świstek papieru” – więc ich za to srodze ukarano i srogą tą karą przywrócono porządek boski na ziemi.
A umowa z 5 listopada? [autor ma na myśli podpisaną 5 listopada 1918 roku umowę, sygnowaną przez przedstawicieli polskiej Rady Narodowej Śląska Cieszyńskiego oraz czeskiej Narodowej Rady Ziemi Śląskiej. Mówiła ona o tymczasowym podziale tego regionu mniej więcej wedle kryterium etnicznego. Na jej mocy Polsce przypadła znaczna część spornych terenów, z powodu dużej przewagi liczebnej ludności polskiej. Ostateczne rozstrzygnięcie ws. przebiegu granicy miało zapaść na szczeblu umów międzypaństwowych z wykorzystaniem plebiscytu na tym obszarze. Nie doszło do tego nigdy, gdyż w styczniu 1919 Czesi najechali ten teren zbrojnie, a w lipcu 1920 roku, czego dotyczy niniejszy tekst, sporny teren przyznano Czechosłowacji – przyp. redakcji Nowego Obywatela].
Tę umowę Czesi złamali nie mniej swawolnie, nie mniej zbrodniczo, niż Niemcy umowę o Belgię. A za to ich nie ukarano, za to ich wynagrodzono, i to z królewską hojnością!
Wspaniałe huty żelazne w Trzyńcu, niezmiernie cenne kopalnie i koksownie karwińskie, źródła lecznicze darkowskie, pół Cieszyna, Jabłonków, Beskidy, tudzież arcyważny węzeł kolejowy bogumiński i samą kolej bogumińsko-koszycką, ułatwiającą im trzymanie pod jarzmem buntujących się Słowaków – to wszystko otrzymali Czesi pomimo to, a może raczej właśnie dlatego, że tak bezwstydnie złamali dobrowolnie z nami zawartą umowę z 5 listopada 1918 roku.
Jeśli więc nie chodzi ani o samostanowienie narodów, ani o nietykalność umów – więc o cóż chodzi właśnie? Chyba tylko o prastarą zasadę wszystkich barbarzyńców, że „łup do zwycięzców należy”!
Ależ najcelniejszym orędownikiem tej zasady był przecież Wilhelm II, cesarz niemiecki i król pruski!
Jeśli więc światem nadal mają rządzić zasady Wilhelma II, to po cóż była wojna światowa? Po co spustoszono tyle krajów, po co wywołano powszechną nędzę, po co zabito miliony ludzi?
W. G.
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Robotnik Śląski. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej” nr 163/1920, Frysztat, 30 lipca 1920 roku. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Tekst publikujemy w 105. rocznicę decyzji aliantów o przyznaniu Czechosłowacji większościowo polskiej części Śląska Cieszyńskiego. Zdjęcie w nagłówku tekstu: Uchodźcy z Zaolzia składają wieniec na Grobie Nieznanego Żołnierza w Zawierciu. Ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego.
przez redakcja | wtorek 29 lipca 2025 | aktualności
W grudniu po wielu latach przerwy pociągi wrócą do miasta powiatowego.
Od 15 grudnia Koleje Śląskie wprowadzają pociągi obsługujące Kłobuck – 12-tysięczne miasto powiatowe nieopodal Częstochowy. Oznacza to, że pociągi osobowe wrócą do tego miasta po ponad 12 latach przerwy.
Plany wznowienia skomunikowań kolejowych Kłobucka ze światem powracały od lat. Ostatnie pociągi pasażerskie obsługiwały tę stację 1 czerwca 2013 roku. W 2019 pojawiły się zapowiedzi spółki PKP Intercity, że od roku 2027 stacja w Kłobucku byłaby postojem dla pociągów dalekobieżnych na linii nr 131. W roku 2024 dzięki zaangażowaniu władz powiatu kłobuckiego rozpoczęto remont peronów na tej stacji, który został sprawnie wykonany. Opuszczony i wymagający remontu jest natomiast budynek dworca, nieużywany od lat.
Od kilkunastu miesięcy była mowa o wznowieniu połączeń do i z tej stacji w roku 2026. Okazuje się jednak, że nastąpi to wcześniej. Koleje Śląskie już 15 grudnia, w nowym rozkładzie jazdy, przewidziały wznowienie ruchu pasażerskiego na stacji Kłobuck. Codziennie będzie to 8 par pociągów – osiem wyjazdów i osiem przyjazdów. Przede wszystkim na trasie Chorzew Siemkowice – Chorzów Batory przez m.in. Bytom, Tarnowskie Góry i węzeł kolejowy Herby. Część kursów umożliwi przesiadki do Łodzi, Katowic i na lotnisko w Pyrzowicach. Przejazd z północnej części województwa śląskiego do Chorzowa Batorego w centrum aglomeracji górnośląskiej potrwa 40 minut.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Kamil Czaiński – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=147444737
przez redakcja | wtorek 29 lipca 2025 | aktualności
Związkowcy działający w Kauflandzie domagają się wyższych płac i poprawy warunków zatrudnienia.
Jak informuje łódzka „Gazeta Wyborcza”, w Kauflandzie narasta niezadowolenie z płac i warunków zatrudnienia. Jolanta Żołnierczyk, wieloletnia kasjerka i działaczka związkowa, liderka struktur Konfederacji Pracy w sieci Kaufland, informuje, że jej związek domaga się znaczących podwyżek płac.
Konfederacja Pracy wystosowała pismo do dyrekcji Kauflandu. Wzywa w nim do rozpoczęcia rozmów o podwyżkach płac. – „Uważamy, że od stycznia 2026 roku pensje powinny wzrosnąć o 1200 złotych brutto” – twierdzi jeden z liderów związku w Kauflandzie, Wojciech Jendrusiak.
Podwyżki przyznawane przez sieć są symboliczne wobec wzrostu kosztów życia. W ostatnich latach wynosiły według wyliczeń związkowców 200-300 zł rocznie, w tym częściowo wynikały jedynie z ustawowego podnoszenia płacy minimalnej. W sklepach Kaufland w mniejszych miejscowościach zarobki wynoszą niewiele ponad płacę minimalną.
Rosnące koszty życia to niejedyny argument związkowców za podwyżkami. Ich zdaniem praca jest coraz cięższa, a obowiązków przybywa. Wynika to z braków kadrowych – spowodowanych zarówno polityką oszczędnościową firmy, jak i zwalnianiem się z pracy przez osoby niezadowolone z pensji. W efekcie pracownicy muszą wykonywać coraz więcej zadań. „Rosnące koszty życia powodują, że wielu pracowników, pomimo długiego stażu pracy, podejmuje trudną decyzję o odejściu z firmy, co skutkuje jeszcze większym obciążeniem pracą za tę samą płacę” – mówią związkowcy.
Związkowcy informują, że w przypadku braku stosownej reakcji firmy rozpoczną formalnie spór zbiorowy, który może przerodzić się w strajk.
przez redakcja | poniedziałek 28 lipca 2025 | aktualności
W Olsztynie protestowali pracownicy ratusza.
Jak informuje Radio Olsztyn, w Olsztynie odbył się protest z udziałem około 70 członków związku zawodowego Symetria i niezrzeszonych pracowników ratusza. Domagają się oni sprawiedliwego i przejrzystego systemu płac. Protestowali przeciwko obniżeniu tzw. kategorii zaszeregowania. Niedawno otrzymali oni od władz miasta pisma obniżające zaszeregowanie. Oznacza to, że mogą zapomnieć o obiecywanych podwyżkach płac lub dostać je w wysokości niewielkiej.
– „Po prostu obniżono te stawki o kilka szczebli. Do czego to prowadzi? Spadając do niższej kategorii, jest niższy wymóg, jeśli chodzi o płacę minimalną zasadniczą w tej kategorii. W naszym przekonaniu jest to realne obejście możliwości systemowych podwyżek dla pracowników samorządowych” – mówiła podczas protestu Ewa Wyka, liderka związku zawodowego Symetria. Protestujący uważają, że taka zmiana oznacza podwyżki symboliczne, a dla części zatrudnionych – żadne.
Pracownicy olsztyńskiego ratusza protestowali pod hasłem „Cóż szkodzi obiecać”. Większość w radzie miasta ma Platforma Obywatelska, a prezydentem Olsztyna i pracodawcą protestujących jest kandydat PO w wyborach samorządowych w 2024.
przez redakcja | poniedziałek 28 lipca 2025 | aktualności
W kilkunastu miejscach kraju odbył się dzisiaj protest kolejarzy.
Jak informuje Polska Agencja Prasowa, w trzynastu miejscach w całej Polsce odbyły się dzisiaj protesty zorganizowane przez Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce. Przybrały one formę blokad dróg. – „Chcemy zwrócić uwagę na problem wygaszania kolei towarowej. Z naszej strony jest to akt desperacji. W duchu dialogu społecznego niestety nie możemy przebić się z tym, że realizowana jest polityka transportowa państwa, która zabija kolej towarową. Ofiarami tej polityki są pracownicy kolejowi” – mówił w Czarlinie lider protestującego związku, Leszek Miętek.
Lider ZZMwP argumentował, że transport drogowy korzysta z bezpłatnej infrastruktury utrzymywanej z budżetu państwa, a kolej ponosi ogromne koszty. Samochody ciężarowe prawie w 90 proc. korzystają z bezpłatnych dróg, budowanych i utrzymywanych na koszt polskiego podatnika. – „Kolej płaci olbrzymie stawki za dostęp do infrastruktury oraz najdroższą w Europie energię trakcyjną. Nie chcemy jako kolejarze żadnej łaski. Chcemy tylko, żeby były stworzone równe warunki do konkurencji. A one nie są równe” – mówił Miętek.
Protest miał zwrócić uwagę opinii publicznej na dramatyczną sytuację w sektorze kolejowych przewozów towarowych. W 2024 z PKP Cargo zwolniono około 4 tys. pracowników. Byli wśród nich maszyniści, rewidenci i ustawiacze. Spółka planuje kolejne masowe zwolnienia w tym i następnym roku. Leszek Miętek mówił: „To ograniczenie zdolności operacyjnych spółek. To wygaszanie kolei towarowej, które jest robione na rzecz transportu drogowego będzie bardzo dotkliwe dla całej gospodarki w Polsce. Jeżeli stracimy możliwość realizacji przewozów, to pytanie, czym będą przewożone miliony ton materiałów potrzebnych do realizacji dużych inwestycji: CPK, kolei dużych prędkości czy elektrowni jądrowej. TIR-ami? One do reszty rozjadą polskie drogi”.
Podczas blokady w Gdyni, lokalny lider ZZMwP Rafał Latuszewski mówił: „Chcemy zablokować ten ruch kołowy symbolicznie, bo przecież te wszystkie TIR-y, które jadą tutaj drogą krajową 22 mogłyby zostać zastąpione przez kilka pociągów”.
Jak informuje „Dziennik Zachodni”, do kolejarzy protestujących w Dąbrowie Górniczej dołączyli aktywiści ekologiczni z organizacji Ostatnie Pokolenie. – „Ostatnie Pokolenie konsekwentnie powtarza, że polityka klimatyczna nie może wyglądać jak dotychczas. Chcemy, aby stała się polityką dla zwykłych ludzi i walką o sprawiedliwość społeczną. Przedstawiamy walkę o klimat jako wyjątkową i niepowtarzalną szansę dla ludzi, ale wykorzystamy ją tylko poprzez współpracę ruchów klimatycznych, rolników i związków zawodowych” – mówiła Katarzyna Piotrowska z Ostatniego Pokolenia. Andrzej Strzałkowski z tej organizacji dodawał: „Przeciwdziałanie zapaści klimatu i bezpieczeństwo narodowe wymagają, aby to kolej była dominującym środkiem transportu, w tym towarowego, a nie transport samochodowy na autostradach i ekspresówkach”.
Ostatnie Pokolenie ma gotowy projekt ustawy o odbudowie polskiej kolei i transportu autobusowego. Zakłada ona na przykład to, że do Funduszu Kolejowego trafi 70% środków z opłaty paliwowej, a nie jak dotychczas niespełna 20%. Pieniądze te miałyby wesprzeć rozbudowę infrastruktury kolejowej i rozwój przewozów, w tym towarowych.
przez Michał Szymański | niedziela 27 lipca 2025 | opinie
Postępująca atomizacja społeczeństwa, brak jakiejkolwiek optymistycznej wizji, która stanowiłaby przeciwwagę dla uniwersalnego marazmu zagłady klimatycznej, umacniania się pozycji bogatych ponad klasą pracująca czy dominacji wielkich korporacji (to tylko kilka z „najbardziej popularnych” upiorów, jakie wiszą nad obecnym dyskursem) sprawiają, że pozycja ideologów ugrupowań lewicowych jest bardzo trudna. Uniwersalny problem ugrupowań lewicowych leży w kompletnym rozwodzie elektoratu – obecnego oraz pożądanego z punktu widzenia potencjalnego sukcesu w wyborach. Na tym froncie nie zmienia się zbyt wiele.
Młodzi wyborcy z dużych miast, wchodzący w rolę oświeconego mieszczaństwa, zainteresowani są przede wszystkim kwestiami światopoglądowymi, z naciskiem na ideologiczny liberalizm i prawa indywidualne. W jaki sposób można pogodzić oczekiwania antyklerykalnego, liberalnego i progresywnego elektoratu z oczekiwaniami elektoratu ludowego, który dalej zakorzeniony jest w sferze kultury katolickiej, a jego nastawienie do kwestii ruchów LGBT rozciąga się między umiarkowanym zainteresowaniem i jawną niechęcią? Jak rozmawiać o migracji, gdy absolwent z Wrocławia żali się, że kolega z Indii dostał awans w korpo zamiast niego, a jego babcia, wspominająca z tęsknotą czasy PRL, utożsamia każdego uchodźcę z obozami na ulicach Paryża. Nie sposób zanegować, że świat, w którym żyje współczesna młodzież, jest diametralnie inny od rzeczywistości poprzednich pokoleń – niezależnie jak bardzo kurczowo mogą próbować się jej trzymać.
Zewnętrzny wpływ debaty publicznej, wielkich firm i środków przekazu nie dotyka każdego w taki sam sposób. Grupa wiekowa 50+ jest w zdecydowanym stopniu mniej dotknięta chociażby algorytmicznym profilowaniem Tindera, a ludzie w wieku emerytalnym nie traktują Instagrama jako integralnej części swojego życia. Poprzednie pokolenia najprawdopodobniej kupiły swoje mieszkania i nie stały się w takiej mierze ofiarami całych tabunów spekulantów, którzy gotowi są zalewać rynek lokalami użytkowymi nadającymi się do hodowli klatkowej, a nie do zakładania rodziny. Telewizja – najważniejsze źródło informacji dla starszego pokolenia, zdaje się ześlizgiwać coraz bardziej w przepaść, ustępując szybkim dawkom informacji na TikToku czy publicystyce YouTubowej. Jakich kroków należy dokonywać, aby zanadto nie alienować żadnej ze stron tej politycznej monety? Czy lewica potrafi jeszcze trafić do milionów Polaków, którzy pracując w pocie czoła dalej muszą żyć „od pierwszego do pierwszego”, boją się migrantów, a Kościół stanowi dla nich ważny element tożsamości? A jednocześnie nie zmarnować kredytu zaufania, które dostała od młodych; patrząc na wyniki niedawnych wyborów prezydenckich widoczny jest trend popularności Zandberga i Biejat wśród młodszych wyborców. Niestety odpowiedź nie jest prosta, a rzeczywistość dostarcza nam jedynie przykładów alienacji elektoratu ludowego.
Relatywny sukces Partii Razem i Adriana Zandberga – myśląc życzeniowo – przynosi nadzieję, że otwarte wypowiedzenie wojny umiarkowanie konserwatywnej, wierzącej w Boga i niezbyt przychylnej ruchom LGBTQ części społeczeństwa mamy już za sobą. Zandberg w ciągu ostatnich miesięcy skupiał się na dostępie do ochrony zdrowia, gospodarce, budownictwie i opodatkowaniu korporacji, pozostawiając zagadnienia ideologiczne na dalszym planie. Mimo sukcesu, jaki możemy zmierzyć w internetowych komentarzach typu: „Nie lubię lewicy, ale tego Zandberga to nawet szanuję”, widzimy zarazem dynamiczny wzrost popularności Konfederacji oraz Grzegorza Brauna. Istotne jest, by powiedzieć wprost: nie wiemy, co wydarzy się na lewicy do następnych wyborów. Wiemy jednak, że przez ostatnią dekadę lewica nie umie się wydostać z przestrzeni kilkuprocentowych wyników, a w oczach wielu wyborców (nie tylko zadeklarowanych zwolenników prawicy) kojarzy się bardziej z antyklerykalizmem, polityką otwartych granic, bieganiem na granicę z pizzą.
Antyklerykalizm i podejście do Kościoła są w polskim dyskursie bardzo istotnymi czynnikami. Rządzący na początku tysiąclecia Sojusz Lewicy Demokratycznej nie kreował się przed wyborcami na antyklerykalnych zwolenników nowego, ateistycznego oświecenia. SLD nie wygrało wyborów obiecując zerwanie z „Polską zabobonną”, nawet jeśli większość wysoko postawionych działaczy partii miała niezbyt przychylne opinie dotyczące roli Kościoła w Polsce. Sojusz Lewicy zdawał sobie sprawę z wagi, jaką ma w oczach opinii publicznej Kościół katolicki, a jakiekolwiek próby konfrontacji z nim zrażą tylko ludowy elektorat. Obecna lewica porzuciła ten modus operandi i do tej pory mieliśmy co najwyżej symboliczne akty próbujące trafić w preferencje młodego wyborcy, któremu bliżej do aktu apostazji, niż wysiłki na rzecz znalezienia sojusznika w wierzącym, umiarkowanym konserwatyście.
Rzadko w obecnym dyskursie lewicowym pojawia się myśl, że religia może być nośnikiem uniwersalizmu, podobnie jak naród czy rodzina. Wiele razy w historii były nim i jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa. Nowy przekaz lewicowej strony sceny politycznej bazuje na założeniu, jakoby tylko indywidualizm miał stanowić źródło emancypacji – kompletnie lekceważąc bardziej unitarne koncepcje. Skoro lewica przez ostatnie lata zdawała się budować swój kapitał na Strajku Kobiet i wynajdywać swojego największego rywala w episkopacie (bo neoliberałowie z Platformy mogliby się jeszcze jakoś odgryźć, a krytyka ich polityki wymaga odwagi cywilnej), to możemy zakładać, że wyborca ludowy nie jest obiektem zainteresowania tego ugrupowania. Ten sam wyborca pozostawiony w roli politycznej sieroty zwróci się w stronę ugrupowań prawicowych, które przecież obiecują gospodarczą sanację państwa, a jednocześnie nie zaatakują jego tożsamości. Czy alienacja tego wyborcy jest korzystna dla lewicy? Jeśli jej celem jest pozostanie w granicach 10% poparcia, w roli wiecznego opozycjonisty albo wymuszonego koalicjanta – to tak.
Kwestia wyznania jest bardzo ważna dla zrozumienia problematyki, z jaką przychodzi się zmagać wszystkim ugrupowaniom biorącym udział w kreowaniu politycznego dyskursu. Dzieje się tak, pomimo że czynne zainteresowanie praktykami religijnymi (w przypadku naszego kraju zdominowanymi przez obrządek katolicki) stale spada. Konfrontacja ze statystykami udostępnionymi przez Centralne Biuro Opinii Społecznej jasno wskazuje, że coraz więcej obywateli traktuje wiarę jako kwestię marginalną, deklaruje się jako osoby niewierzące, a nawet idzie o krok dalej, dokonując aktów apostazji. Na przestrzeni wszystkich grup wiekowych możemy zauważyć drastyczny spadek zaangażowania w praktyki religijne i coraz większy stopień deklarowania się jako osoby niewierzące. Opinia młodych o strukturze Kościoła katolickiego jest bardzo negatywna – zarówno z powodu wychodzących na jaw skandali dotyczących pedofilii wśród hierarchów, jak również z uwagi na przekonanie, że to właśnie Kościół jest w dużej mierze odpowiedzialny za podtrzymywanie panujących w społeczeństwie nastrojów konserwatywnych i patriarchalnych. Ugrupowania obozu władzy po porażce Trzaskowskiego przekonywały o korelacji między zaangażowaniem w praktyki religijne a preferencjami politycznymi – wszak zdecydowana większość osób wierzących deklaruje poparcie dla PiS-u oraz Konfederacji. Krytyka PiS-u i jego polityki łączy się z krytyką Kościoła i jego wiernych, jakoby ci byli odpowiedzialni za „wyprowadzanie Polski z Europy”, „średniowieczne praktyki” i „ciemnogród”.
W takiej przestrzeni bardzo trudno jest identyfikować się z Kościołem. Wśród młodzieży temat wiary – pozornie – nie istnieje. W wielkomiejskich, dobrze wykształconych środowiskach deklarowane wsparcie dla Kościoła nie jest postrzegane w pozytywnym świetle. Przywiązanie do wiary jest widziane jako opaska na oczach, która zakrzywia „racjonalną” rzeczywistość. Tak czy inaczej lewica jest między młotem a kowadłem. Młodzież liczy na teatralne gesty antagonizowania się wobec „Polski zabobonnej”, a ich rodzice nierzadko upatrują tam elementu swojej tożsamości kulturowej.
O ile badania CBOS-u możemy traktować jako wiarygodne źródło dotyczące zmian w powszechnym postrzeganiu religii, o tyle możemy zadać pytanie, czy wiara jako taka stała się przeżytkiem i nie ma na nią miejsca w obecnych czasach. Jakkolwiek fundamentalne w swojej naturze, pytanie to może poprowadzić nas do bardzo ciekawej obserwacji. Ta sama młodzież, która nierzadko głośno deklaruje niechęć wobec Kościoła, staje się bardzo podatnym gruntem dla wszelkiej maści ideologii i zachowań przywodzących na myśl zorganizowane grupy religijne. Cancel culture, które ma na celu przypisanie odpowiedzialności i skazanie na publiczny ostracyzm, działa niczym fundamentalistyczna sekta mająca na celu „oczyszczenie” przestrzeni publicznej. Z innej strony Instagram i TikTok przepełnione są treściami o charakterze około-duchowym. Romantyzacja powrotu do natury i „duchowych korzeni” stała się niemalże osobnym gatunkiem treści internetowych. Począwszy od horoskopów czy tarota, poprzez aprobatę dla wierzeń pokroju taoizmu, a kończąc na rozkwicie neopogańskich ruchów mających na celu „przywrócenie więzi z Matką Naturą”. Popularność hasztagów #astrology, #faith czy #fate przypomina oświeceniowy dyskurs, w którym oświecone mieszczaństwo krytykowało „katolicki zabobon”, samemu oddając się w ręce „Istoty Najwyższej” przybierającej formy różnorakich sił opatrzności. Na myśl przychodzi zawarta w książce poświęconej esejom Theodora W. Adorno wypowiedź amerykańskiego filozofa J. M. Bernsteina: „Współczesny okultyzm jest […] przetwarzany w drodze jego zinstytucjonalizowania w mediach masowych, a fakt niekompatybilności okultyzmu z postępem w nauce przyrodniczej, astrologii z astrofizyką, jest dziś jaskrawy i niezaprzeczalny. Stąd ci ludzie łączący «wiarę» w jedno i drugie, zmuszeni są do intelektualnego regresu, który niegdyś nie był w ogóle potrzebny”. Sam Adorno w pracy „Stars Down To Earth” starał się opisać, skąd bierze się popularność praktyk ezoterycznych i w jaki sposób pomagają one ich zwolennikom w radzeniu sobie z otaczającą rzeczywistością: „O tyle, ile system społeczny stanowi los większości jednostek niezależnie od ich woli i interesu, jest on projektowany na gwiazdy, by uzyskać w ten sposób większą godność i uzasadnienie, w jakim jednostki mają nadzieje same uczestniczyć. Idea, że gwiazdy, gdy właściwie się w nich czyta, dają nam jakieś porady, łagodzi zarazem ten sam lęk przed nieprzeniknionością procesów społecznych, które wytwarza sam obserwator gwiazd”. Ezoteryzm i popularność sfery duchowej to tylko jeden z elementów krajobrazu w społeczeństwach, które odchodzą od klasycznego modelu wiary opartego tradycyjnych strukturach wyznaniowych.
Rzeczywistość społeczeństw rozwiniętych oferuje dziś niezwykle różnorodne środki, idee i figury, które mogłyby wypełnić duchową pustkę i nie muszą one mieć w żaden sposób związku z metafizyką. Świecki charakter kultu bogactwa, jaki praktykują postaci pokroju, podupadłego już nieco w oczach internautów, Andrew Tate’a – multimilionera słynącego ze swojej bardzo bezpośredniej persony nastawionej na bogactwo i definiującej sukces w życiu przede wszystkim poprzez aspekt materialny – jest jednym z bardziej zauważalnych trendów. Nie wchodząc w detale i w to, na ile istotny jest jeszcze sam Tate (bo nawet jeśli nie publikuje już treści to wciąż możemy odnajdywać w nim ojca założyciela hiper-kapitalistycznej parodii „od pucybuta do milionera”), jest on jednym z adwokatów szeroko pojętej „hustle culture”, oddziałującej szczególnie na młodych mężczyzn. Jedna z definicji opisuje „Hustle culture” jako powszechne, współczesne środowisko pracy, które kładzie nacisk na ciężką pracę i długie godziny spędzane w niej jako na klucz do sukcesu. Każda minuta dnia powinna być wykorzystana jak najbardziej produktywnie, a każdy krok powinien być obliczony na zysk. Ostatnio staje się to coraz bardziej popularne, a wiele firm zachęca swoich pracowników do włożenia dodatkowego wysiłku i pracy w celu osiągnięcia lepszych wyników. Na pierwszy rzut oka tego typu podejście wydaje się racjonalne, aczkolwiek internetowe figury pokroju Tate’a mają tendencję do całkowitej akceleracji tego pojęcia. Koreluje to z problematyką zdrowia psychicznego wśród młodych ludzi, ciągle wystawionych na zewnętrzne bodźce „motywujące” ich do cięższej pracy, większego wysiłku i permanentnej konkurencji z innymi.
Koncepcja „hustle culture” zdobyła prestiż dzięki przedsiębiorcom, którzy są postrzegani jako „udani”, ponieważ pracują długie godziny, nie biorąc przerw na odpoczynek ani na spędzanie czasu z rodziną. Te jednostki często są przedstawiane jako wzorce do naśladowania dla aspirujących przedsiębiorców, którzy może nie zdają sobie sprawy, jak szkodliwe bywa postawienie pracy ponad wszystko inne w życiu. Istnieje silna korelacja między mediami społecznościowymi a zdrowiem psychicznym, a media społecznościowe tylko pogorszyły ten problem. Instagram, TikTok i Facebook umożliwiły influencerom i celebrytom dzielenie się obrazami swojej pracy do późnej nocy, gloryfikując i podtrzymując niebezpieczny sposób myślenia wśród młodszych pokoleń, które patrzą na nich jako na źródło inspiracji. Postawy propagowane przez influencerów pokroju Andrew Tate’a idą w parze z kultem jednostek takich jak chociażby prezes Tesli i najbogatszy człowiek na świecie – Elon Musk. Biznesmen ten za pomocą mediów społecznościowych stworzył wizerunek, który wydaje się być niezwykłą inspiracją dla młodych ludzi. Musk przedstawia siebie jako geniusza, szalonego naukowca rodem z komiksów o Iron Manie, oderwanego od biznesowego aspektu prowadzenia działalności. Świat obiegły zdjęcia, na których Musk śpi na podłodze fabryki samochodów Tesla, a miało to ukazać jak pomimo swojego bogactwa i statusu nigdy nie porzucił pasji związanych z technologią. Obecny właściciel Twittera (Portalu X) dba o swój wizerunek i sposób, w jaki odbierany jest przez opinię publiczną, która w dużej mierze postrzega go jako „jednego z nas”.
Fałszywa solidarność klasowa, jaka tworzy się między takimi influencerami a gronem ich odbiorców/zwolenników, jest z punktu widzenia systemu bardzo korzystna. Rzesze młodych będą starały się oddać wszystko za możliwość osiągnięcia „sukcesu” wzorem swoich idoli. Problem leży jednak w tym, że większość zwolenników postaci pokroju Muska czy Tate’a nie dysponuje takimi możliwościami jak oni. Elon Musk pochodzi z bardzo zamożnej rodziny posiadającej kopalnie minerałów w RPA (co usilnie stara się zamaskować), a Tate, który nigdy nie wypowiadał się na temat tego, w jaki dokładnie sposób zarabia pieniądze, usłyszał zarzuty dotyczące handlu ludźmi na Bałkanach, z których pochodzi.
W jaki sposób ugrupowania lewicowe mogą wypełnić pustkę, która powstała w dobie spadającej popularności zinstytucjonalizowanych ruchów religijnych, tych samych ruchów, które stanowiły spoiwo tkanki społecznej na przestrzeni ostatnich stuleci. Jak wypełnić pustkę, gdy idee stały się czymś niebezpiecznym i wręcz niepożądanym w procesie „rzetelnego i racjonalnego” zarządzania aparatem państwa.
Czy można w jakikolwiek sposób znaleźć sposób na wykorzystanie uniwersalizmu Ewangelii tak, aby wykreować nową narrację, która nie zniechęciłaby progresywnych wyborców, a jednocześnie stanowiłaby moralne oparcie dla bardziej konserwatywnego elektoratu? Czy jest szansa na wykorzystanie czegoś na kształt „bezwyznaniowego chrześcijaństwa”, o którym w latach siedemdziesiątych mówił (wówczas bardzo lewicowy) Jacek Kuroń? A może kwestia spraw okołoduchowych w ogóle powinna zostać pominięta w kreowaniu nowego planu dla lewicy i trzeba pozostawić ją jako sferę indywidualną każdego człowieka i nie wprowadzać jej do debaty publicznej? Jak przemówić uniwersalnym językiem do tych, którzy stanowią trzon obecnej klasy pracującej, ale nie wierzą, że klasy społeczne wciąż istnieją?
Model społeczeństw Zachodu spełnia proroctwa Karola Marksa, który przepowiadał wyrafinowaną zdolność Kapitału do wkradania się w różne, oddalone od ekonomii, sfery naszego życia. Wspomniany Tinder pokazuje, w jaki sposób pojęcia używane dotychczas w świecie finansów przeszły do powszechnego wokabularza definiującego relacje interpersonalne („Co druga osoba ma mi do zaoferowania?”, „Czy przypadkiem nie ma lepszej okazji?”). Sfera duchowa też podlega zjawisku komercjalizacji – figury influencerów oferują nam „zbawienie” w ramach funkcjonującego systemu. Polega ono na osiągnięciu sukcesu rozumianego w kategoriach materialnych albo ucieki przed niepokojem wynikającym z naszej partycypacji w systemie. Sprzedawane nam przez kulturę i social media mantry dotyczące wykreowania własnego świata, swojej bańki i przestrzeni, stanowią tylko reakcyjny sposób na radzenie sobie z otaczającą rzeczywistością.
W zbiorze „Przemysł kulturalny” Adorna możemy znaleźć bardzo interesującą myśl: „Rozrywka to przedłużenie pracy w późnym kapitalizmie. Poszukuje jej ten, kto chce wymknąć się systemowi zmechanizowanej pracy, aby na nowo móc mu sprostać. Ponieważ mechanizacja ma taką władzę nad czasem wolnym człowieka i określa tak dogłębnie wytwarzanie artykułów rozrywkowych, doświadczenia kultury masowej są jedynie wtórnymi obrazami samego procesu pracy”. O ile cytat odnosi się do rozrywki i kultury w ujęciu masowym, o tyle jest bardzo aktualny w szerszym ujęciu dzisiejszego krajobrazu socjoekonomicznego. Kultura masowa istnieje teraz na styku mediów, biznesu, polityki, sztuki i spajających to w jedną całość aplikacji społecznościowych. Młodzi artyści korzystają z biznesowych praktyk internetowych specjalistów od Public Relations. Humorystyczne profile na Instagramie tworzą swoje skecze w oparciu o wydarzenia ze świata polityki. Zatraceni w „hustle culture” aspirujący biznesmeni starają się być na bieżąco z estetycznymi trendami publikowania filmików na TikToku. Tak, aby odpowiednio dobrana piosenka pozwoliła wygenerować większy zasięg materiału mającego w ten czy inny sposób odbić się na prowadzonej przez nich działalności. Postrzegany w ten sposób kulturowy tygiel jawi się jako strefa niesamowicie integralna dla naszego życia i światopoglądu. Jak jednak uciec od polityki i światopoglądowych konfrontacji, skoro wszystko jest ze sobą tak bardzo połączone?
Bardzo trudnym zadaniem byłoby stworzenie nowego programu, nowej narracji, bez świadomości wpływu sfery kultury masowej na kształtowanie postaw i preferencji wyborczej wśród ludzi (zwłaszcza w silnie rozwiniętych państwach globalnego Zachodu). Socjologicznie rzecz biorąc, należałoby oczekiwać nastania kulturalnego chaosu wskutek upadku zinstytucjonalizowanych religii, rozwoju technologicznego i społecznego zróżnicowania oraz zaniku ostatnich przedkapitalistycznych reliktów, ale nic podobnego nie następuje. Kultura nigdy nie była bardziej zunifikowana i zintegrowana. Pod względem jednolitości kultura bije dziś na głowę wszystko. Film, muzyka, telewizja czy czasopisma stanowią zwarty system. Kultura stała się jawnie i bezczelnie przemysłem posłusznym tym samym regułom produkcji, co wszyscy inni wytwórcy towarów. Czy wśród tego, moim zdaniem dystopijnego, krajobrazu nie dałoby się stworzyć narracji, która zamiast dołować daje nadzieję?
Interdyscyplinarne podejście wydaje mi się, w przypadku rozważań dotyczących kursu polityki, dalece zasadne. To właśnie na styku wiary, kultury masowej, wydarzeń geopolitycznych i popularnych środków przekazu plasują się nasze ideowe koordynaty. Hipotetycznym pytaniem jest to, jak wykorzystać panujący duch czasów i w jaki sposób dotknąć społecznej wrażliwości w taki sposób, by zbudować skuteczną narrację. Nawet jeśli pytanie jawi się jako trudne, lub wręcz niemożliwe, to wydaje się być bardziej budujące niż polityczne przepychanki Magdaleny Biejat i Adriana Zandberga, którzy w hipotetycznym sojuszu oscylowaliby w okolicy dziesięciu procent poparcia. Sama Konfederacja powoli zapatruje się na dwukrotność tego wyniku. A przecież to oni mieli nigdy nie być w stanie przekonać „normalnych ludzi”, czyż nie?
Michał Szymański
Grafika w nagłówku tekstu: Gerd Altmann from Pixabay