przez Remigiusz Okraska | niedziela 24 stycznia 2021 | edytorial, Kwartalnik, Zima 2020
Popularny slogan mówi, że jesteś tym, co jesz. Jego użytkownicy często mają dobre zamiary. Chcą zwrócić uwagę, że jakość, rodzaj i dobór pożywienia są ważne. Dla zdrowia, samopoczucia, kondycji, ale także dla innych ludzi, zwierząt, środowiska naturalnego itp. Jednak slogan ten jest często fałszywy. Albo służy jako pałka do okładania najsłabszych.
Liberalna ideologia fałszywie przekonuje, że każdy może wszystko. Że od pucybuta do milionera. Że wystarczy tylko chcieć. Że każdy kowalem swojego losu. Że zmień pracę i weź kredyt. Jednym słowem: jeśli coś jest w twoim życiu nie tak, to odpowiadasz za to wyłącznie samemu. Nie ma miejsca na refleksję, że ludzie startują z przeróżnych pozycji, bardzo nierównych. Nie ma też miejsca na oczekiwania wobec społeczeństwa, instytucji, państwa itd. – radź sobie samemu i tyle.
Wiara w takie mity jest wygodna dla elit. Nikogo poza „samymi swoimi” nie muszą wspierać, za nic nie ponoszą odpowiedzialności, a skoro jej członkowie są na szczytach władzy i pieniądza, to widocznie w pełni zasłużenie i tylko dzięki sobie.
Tak samo jest z jedzeniem. Wmówienie ludziom, że każdy jest kowalem swojej łyżki oraz panem własnego żołądka, pozwala nie zadawać wielu pytań. Jaki ktoś posiada budżet na wyżywienie siebie i rodziny. Jaką ma pracę i realia życia. Jaka żywność jest łatwo dostępna. Co wyprawiają koncerny spożywcze i czego od nich (nie) wymaga władza publiczna. Co robią instytucje. Zamiast tego słyszymy, że ktoś jest „grubasem”, „nie dba o siebie”, „zapuścił się”. Masz pilnować każdej kalorii, każdego opakowania produktu spożywczego, każdego kęsa. Za biznes i władzę wykonać kawał roboty. W nagrodę usłyszeć, że nie dość mocno dbałeś/-aś o swój wygląd, zdrowie, życie, o własne dzieci, rodzinę itp. – i że to właśnie przez ciebie cierpią orangutany na Borneo.
W tym numerze pokazujemy, że często nie masz wyboru, aby jeść dobrze, zdrowo, jakościowo. Bo masz chudy portfel. Bo nie masz czasu. Bo edukacja żywieniowa kuleje. Bo masowy handel oferuje byle co. Bo przemysłowe rolnictwo przedkłada zysk ponad jakość. Bo mimo reklamowego szumu o swojskości, ekologiczności, produktach babuni i dziadunia – coraz trudniej zdobyć żywność zdrową, wartościową, lokalną i wytwarzaną bez niszczenia środowiska. Że w efekcie jesz to, co możesz, a nie to, co chciał(a)byś.
Żywność jest kluczowa nie tylko z punktu widzenia nakarmienia jednostek i społeczeństwa. Także gdy patrzymy na społeczne i ekologiczne skutki jej wytwarzania. Tym bardziej warto o niej rozmawiać na serio. Odrzucić liberalne mity. Zajrzeć pod podszewkę sloganów biznesu. Wypiąć się na moralistów z grubym portfelem i mnóstwem innych zasobów. Tym wszystkim w bieżącym numerze zajmuje się wiele osób – spotkali się w nim rolnicy-praktycy, aktywiści ekologiczni i eko-rolniczy, lider rolniczych protestów, dziennikarze kulinarni, popularna autorka książek kucharskich, kucharka i blogerka, kucharz, naukowcy, literat-rolnik itd.
Remigiusz Okraska
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie – spójrzcie proszę tutaj.
Zdjęcie w nagłówku tekstu fot. Magdalena Okraska.
przez Remigiusz Okraska | czwartek 15 października 2020 | edytorial, Jesień 2020, Kwartalnik
Jedną z nielicznych zalet wydawania czasopisma rzadko, w kilkumiesięcznych odstępach między numerami, jest możliwość komentowania wydarzeń z pewnym dystansem. Nie chodzi o dystans często chwalony przez ludzi siedzących okrakiem na barykadzie, będących za, a nawet przeciw, bojących się własnego cienia. Chodzi o ten, który pozwala przemyśleć, sprawdzić, zastanowić się i wyciągnąć wnioski. Poprzedni numer kończyliśmy redagować, gdy do Polski dotarła pandemia. Wiedzieliśmy, że kolejny numer poświęcimy właśnie jej.
Oto jest. I oto są teksty, w których próbujemy przyglądać się sytuacji nie na gorąco. Zgromadziliśmy dla was sporo opinii, analiz i refleksji dotyczących globalnego i lokalnego zagrożenia zdrowotnego i jego skutków społeczno-gospodarczych. Piszemy i rozmawiamy o doraźnych decyzjach i rozwoju sytuacji, o dalekosiężnych wizjach, o zagrożeniach i szansach związanych z perturbacjami ekonomicznymi, a także o tym, jak podczas trudnego okresu radzili sobie najsłabsi oraz gdzie pojawiły się najbardziej sensowne postawy i reakcje na stan zagrożenia. Długa jest lista wątków poruszonych w kontekście pandemii – od sektora finansowego i ekonomii w obliczu masowych zachorowań, pomocy społecznej, zarządzania kryzysowego, przez ekologię i kult wzrostu gospodarczego, a kończąc na sytuacji osób z niepełnosprawnościami w tak niebezpiecznych czasach. Nie ma łatwych i prostych odpowiedzi wobec zaawansowanego wyzwania, stąd różnorodność w tym numerze. A i tak, oczywiście, nie wyczerpaliśmy tematu.
Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Wiemy natomiast, że oprócz wielu dotychczasowych problemów i wyzwań społecznych, ekonomicznych i ekologicznych, nasz świat wpadł w dodatkowe turbulencje. I że obnażyły one kolejne słabości krótkowzrocznej, szkodliwej i eksploatatorskiej doktryny liberalizmu gospodarczego. To nie jest błąd systemu – ten system ma niemal same błędy. Obyśmy zaczęli je naprawiać zanim będzie za późno w obliczu tej lub kolejnych epidemii czy innych perturbacji.
Oprócz głównego tematu numeru przygotowaliśmy również inne teksty, nie mniej ważne. W czasach trudnych warto starać się nie pogrążyć wyłącznie w doraźnych problemach, bo wszyscy mamy ograniczoną wytrzymałość. Dlatego w numerze także spora dawka tematów odmiennych – idei, literatury, kultury, z wywiadem ze Szczepanem Twardochem na czele. Zapraszam do lektury całości!
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie – spójrzcie proszę tutaj.
przez Remigiusz Okraska | środa 27 maja 2020 | edytorial, Kwartalnik, Wiosna 2020
Zaczęliśmy przygotowywać ten numer kilka tygodni przed wybuchem pandemii. Ona sama postawiła kropkę nad „i”. Zanim sfinalizowaliśmy opis tego, że wiele zjawisk przybiera nietypową postać, a słowa nierzadko znaczą coś innego niż kiedyś, otrzymaliśmy dobitne potwierdzenie takiego stanu rzeczy.
Okazało się, że liberałowie i środowiska biznesowe domagają się wsparcia od państwa, żeby ratować przedsiębiorstwa prywatne. Czyli chcą socjalizmu dla bogatych, choć wcześniej opowiadali, że państwo nie ma własnych pieniędzy, a jedynie te zabrane innym, i że nie ma też darmowych obiadów. A teraz chcieliby się najeść za darmo na nasz koszt. Oczywiście, dla odmiany, rzekome „roszczeniowe nieroby” wcale nie dostają w obliczu pandemii „obfitego socjalu”, lecz rozmontowany kodeks pracy zmusza ich do cięższej harówki. Takich zjawisk sprzecznych z liberalną propagandą jest oczywiście znacznie więcej, np. gdy niezbędne społecznie okazują się prace pielęgniarki czy kasjerki dyskontu, a bez sprzedawców „usług finansowych” czy gwiazdorów futbolu możemy się obyć w obliczu poważnego zagrożenia.
O pandemii i jej skutkach oraz związanych z nią przewartościowaniach zrobimy kolejny numer „Nowego Obywatela”. Natomiast w tym wydaniu przyglądamy się światu postawionemu na głowie na wielu innych poziomach. Rafał Chwedoruk mówi o tym, jak bardzo zamieniły się miejscami lewica z prawicą i jak wiele jest we współczesnej polityce zjawisk niezbyt typowych. Łukasz Moll pokazuje, że to, co w Polsce uchodzi za europejskie i nowoczesne, stanowi przeciwieństwo głoszonych idei. Michał Rydlewski wyjaśnia, jak telewizyjne programy mające promować „zwykłych ludzi” służą de facto szydzeniu z nich i swoistemu rasizmowi, a promują przede wszystkim słynnych jurorów. Monika Kostera i Jerzy Kociatkiewicz pokazują, że ruch oporu wobec zmian wcale nie musi być synonimem zacofania i ciemnoty.
Ale nie tylko na gruncie dzisiejszych spraw i wyzwań pokazujemy, że idee i wizje lepszego świata wcale nie są do bólu przewidywalne i narysowane od linijki. Maurice Glasman opowiada, że dla brytyjskiego Żyda i „lewaka” inspiracją były polska „Solidarność” i myśl społeczna Jana Pawła II. Rafał Łętocha pokazuje długie i silne związki chrześcijaństwa z refleksją ekologiczną. Jarosław Tomasiewicz i Roman Adler piszą, że w powstaniach śląskich chodziło nie tylko o polskość, ale także o socjalizm i interesy robotników. Przypominamy także socjalistę żydowskiego pochodzenia, który jednym z celów swojej walki uczynił niepodległość Polski i sprawę narodową.
Oprócz głównego tematu numeru przygotowaliśmy także inne teksty, nie mniej ciekawe i ważne. Zapraszam do lektury całości!
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie – zajrzyjcie proszę tutaj.
przez Remigiusz Okraska | niedziela 19 stycznia 2020 | edytorial, Kwartalnik, Zima 2019
Można się długo spierać o to, kto ma najgorzej. Jaki rodzaj opresji, wykluczenia, pogardy, poniżenia, odmawiania praw – jest najbardziej dotkliwy. Inaczej mówiąc: kogo boli najbardziej.
Nie da się tego rozstrzygnąć jednoznacznie. Ale nie oszukamy piramidy potrzeb, opisanej przez Abrahama Maslowa. Jeśli nie mamy zaspokojonych podstawowych potrzeb socjalnobytowych – wartościowego pożywienia, porządnego dachu nad głową, możności zapłacenia za rzeczy i wydatki niezbędne itd. – to trudno w ogóle mówić o życiu. O czymś więcej niż tylko wegetacja. Trudno też dopominać się o cokolwiek więcej. Trudno o to walczyć. Trudno nawet być ze swoimi postulatami zauważonym. Niemający niemal nie istnieją.
Najsłabsi nie mają też głosu. Mówi się o nich rzadko, a jeszcze rzadziej się ich słucha. Ledwie toleruje, a i to nie zawsze. Czasami łaskawie pomaga, ale niekoniecznie. Raczej unika się ich. Bywa nierzadko i tak, że „dowala” im się jeszcze bardziej – są przecież słabi i bezbronni, czyli stanowią łatwy łup dla bezwzględnych silnych drapieżców. W każdym razie temat raczej się omija szerokim łukiem. W najlepszym razie prezentuje jego wycinek na zasadzie sensacji, ciekawostki czy zapchajdziury.
Pisaliśmy o nich wielokrotnie w już 19-letniej historii naszego pisma. Ale niniejszy numer „Nowego Obywatela” w znacznej mierze poświęciliśmy właśnie najsłabszym. Wiele stron tylko o nich. W centrum uwagi. Bez skrótów i pobieżności. Osobom bezdomnym, ubogim, z biednej prowincji, ludziom z dawnych PGR-ów, mieszkańcom zagrzybionych lokali komunalnych, emigrantom i imigrantom zarobkowym, pracownikom o najgorszej pozycji na rynku zatrudnienia, ofiarom „transformacji ustrojowej”… Nie wszystkie najsłabsze grupy mogliśmy opisać przy skromnej objętości i niewielkich możliwościach naszego pisma. Ale już tylko zawarte w niniejszym numerze rozmowy, opisy, relacje czy wyniki badań społecznych pokazują znaczną skalę i wielkie pokłady ludzkich nieszczęść i cierpień. Oraz ich głębokie korzenie – co warto mocno podkreślić, bo od kilku lat mamy do czynienia ze swoistą modą na wrażliwość społeczną w środowiskach, które przez długie lata raczej wychwalały polską „modernizację”, tutejszy „rozwój”, rodzime „sukcesy”. Nie dbając zupełnie o tych, którzy znaleźli się za burtą. A nierzadko jeszcze ich z tej burty spychając podłym słowem na głębiny.
Spośród wielu ważnych materiałów w tym numerze chciałbym szczególną uwagę zwrócić na rozmowę z dr. hab. Kacprem Pobłockim, poświęconą „ludowej historii Polski”. Bo najsłabsi są nie tylko tutaj i teraz. Są nimi także w mrokach dziejów i na kartach historii, która zwykle bywa zapisem losów silnych, wpływowych i zwycięskich, a rzadko kiedy tych, na których krwi, pocie, harówce i zgiętym karku ufundowano wiele dawnych i obecnych potęg.
Oprócz głównego tematu numeru przygotowaliśmy także inne teksty, nie mniej ciekawe i ważne.
Zapraszam do lektury!
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie – zajrzyjcie proszę tutaj.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Tomasz Chmielewski
przez Remigiusz Okraska | wtorek 17 września 2019 | edytorial, Jesień 2019, Kwartalnik
Boimy się. O świat, o siebie, o przyszłość, o najbliższych. Alarmowani kiepskimi, coraz częściej katastroficznymi wizjami i doniesieniami z całego globu – odczuwamy lęk. Zupełnie naturalny i uzasadniony. Zagłuszamy go na różne sposoby, ale dopada nas i przejawia się na wiele sposobów. Indywidualne depresje, medialne histerie, społeczne paniki, rosnąca konsumpcja rozmaitych „zagłuszczaczy”, szukanie porad specjalistów i różnych form ucieczek od codzienności – to rzeczywistość milionów osób.
Ale boimy się także w jeszcze inny sposób. Boimy się myśleć odważnie, dalekosiężnie, sięgać w przyszłość i wyobrażać sobie świat lepszy. Kiedyś słowo „utopia” mogło oznaczać coś nierealnego, ale oznaczało zarazem odważne poszukiwania intelektualne, przekraczanie horyzontów, myśl swobodną i nieskrępowaną. Efekty mogły być dziwaczne, ale zwykle budziły zainteresowanie i uznanie, choćby niebezkrytyczne. Dzisiaj „utopia” jest słowem podejrzanym, prawie obelgą, służy do dyskredytowania jakichś pomysłów. „Realne” czy „możliwe” jest tylko to, co istnieje. Co za nędza i tchórzostwo wyobraźni! Z takim podejściem wciąż siedzielibyśmy w jaskiniach.
Nawet jeśli uznać, że część popularnych diagnoz i prognoz należy do zbyt pesymistycznych, że zbyt łatwo popadamy w nastroje katastroficzne, to przecież trudno uznać obecny świat za idealny czy najlepszy z możliwych. Narastające i coraz bardziej odczuwalne problemy ekologiczne. Wędrówki i konflikty ludów. Drastyczne nierówności społeczne. Wciąż pod względem liczbowym ogromna i ponura skala ubóstwa. Bezsens życia w postaci wciąż dłuższej harówki i zaabsorbowania pracą przy jednoczesnych lękach z powodu utraty zatrudnienia i zautomatyzowania produkcji. A to przecież jeszcze nie cała lista problemów, zaledwie jej początek.
Wypadałoby wymyślić lepszy świat, ale przecież boimy się to zrobić. Bo usłyszymy, że to utopia i że jesteśmy utopistami.
Cóż, w „Nowym Obywatelu” nie jesteśmy strachliwi. Dlatego niniejszy numer w dużej mierze poświęciliśmy przyszłości. Lepszej przyszłości. Nie udało się uniknąć wizji i wątków negatywnych, nie chcieliśmy też tego robić i mamić naszych odbiorców sielankowymi obrazkami rodem z folderów reklamowych, ale przeważają obrazy świata lepszego niż obecny i przyszłości bardziej pozytywnej niż ta rodem z katastroficznych scenariuszy. Tak, lepszy świat jest możliwy, można go wymyślić i warto na jego rzecz działać. Alternatywami są piekło na ziemi, strach i marazm, kurczowe trzymanie się rozwiązań skompromitowanych.
Oprócz głównego tematu numeru przygotowaliśmy także inne teksty, nie mniej ciekawe i ważne. Ale chciałbym Was namówić przede wszystkim do odwagi myślenia wbrew depresyjnym lękom, katastroficznym scenariuszom oraz „antyutopijnym” pouczeniom i pohukiwaniom „realistów”. Z naszymi autorkami i autorami.
Zapraszam do lektury!
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie finansowe – spójrzcie proszę na sąsiednią stronę.
przez Remigiusz Okraska | niedziela 12 maja 2019 | edytorial, Kwartalnik, Wiosna 2019
Przyszłych rzetelnych historyków czeka sporo trudu przy odpowiedzi na pewne pytanie. Brzmi ono: jak w kraju „Solidarności” – która na swoich sztandarach, o czym dzisiaj coraz rzadziej się mówi, wypisała nie tylko postulaty wolnościowe, ale także dobitnie sformułowane żądania dbałości o robotników – tak łatwo, szybko i bezrefleksyjnie zatriumfowały liberalizm gospodarczy oraz nierzadko jawnie i wprost formułowane opinie antypracownicze. Jak to się stało, że wezwanie „jedni drugich brzemiona noście” zamieniło się znienacka w „każdy jest kowalem własnego losu”.
Trzecia Rzeczpospolita okazała się pod wieloma względami tworem antypracowniczym. Krajem wieloletniego wysokiego bezrobocia. Mizernego wsparcia socjalnego. Niskich płac. Niestabilnego zatrudnienia. Rozpowszechnionych umów śmieciowych. Portretowania każdego postulatu poprawiającego sytuację pracowników jako populistycznego. Przedstawiania każdego robotniczego protestu jako warcholstwa i nieuzasadnionej roszczeniowości. Wychwalania każdej opinii świata biznesu jako najgłębszej prawdy, w dodatku z założenia korzystnej dla całego społeczeństwa. Niskiego uzwiązkowienia. Łamania prawa pracy na znaczną skalę. I wielu podobnych zjawisk.
Refleksja przyszła późno i w znacznej mierze została wymuszona realiami. Przede wszystkim taką ewolucją rynku pracy, która po masowej migracji Polaków na Zachód i odchodzeniu roczników wyżu demograficznego na emerytury zaowocowała czymś w III RP niespotykanym: niedoborami rąk do pracy w ogóle lub rąk chcących pracować za dotychczasowe stawki i na zastanych zasadach. Zaczęto wreszcie nieco inaczej mówić o pracownikach i pracownicach, ich sytuacji i traktowaniu. Dostrzeżono, że długofalowo gospodarka, przemysł, rentowność, rozwój gospodarczy i szereg innych kwestii zależą m.in. od kondycji pracowników. Konkurowanie tanią siłą roboczą i wyciskaniem siódmych potów okazało się mieć krótkie nogi. Pojawiają się refleksje, że najpierw trzeba zaoferować porządne kołacze, aby mieć w zamian czyjąś solidną pracę. Często mniej w tym rozpoznaniu ducha dawnej „Solidarności”, a więcej wyrachowania, mody lub neofityzmu – ale na początek dobre i to.
My w duchu innym niż antypracowniczy piszemy od dawna, już 19 lat. Kiedyś robiliśmy to jako jedni z nielicznych w Polsce. Dziś takich głosów jest więcej, także w mediach i środowiskach niegdyś topornie liberalnych gospodarczo. Ale wciąż jest ich za mało i nierzadko są pobieżne. Temat natomiast wciąż pozostaje aktualny, bo za parawanem modnych wywodów o „rynku pracownika” skrywa się znacznie mniej kolorowa i bardziej skomplikowana rzeczywistość. Dlatego w tym numerze „Nowego Obywatela” niemal wszystkie materiały poświęciliśmy kondycji i sytuacji świata pracy w Polsce. Uważamy, że to jeden z najważniejszych tematów dotyczących naszego kraju i jego społeczeństwa.
Naszym partnerem w tym dziele jest w bieżącym numerze Komitet Dialogu Społecznego Krajowej Izby Gospodarczej, a pomysłodawcą części przygotowanych materiałów – jego lider, Konrad Ciesiołkiewicz. Co odnotowuję z satysfakcją, gdyż tego rodzaju współpraca na takim gruncie tematycznym była jeszcze dekadę temu zupełnie nierealna.
Zapraszam do lektury!
PS. Jeśli „Nowy Obywatel” ma się nadal ukazywać i poruszać tematy, jakich wcale lub prawie nie znajdziecie w innych mediach, potrzebne jest Wasze wsparcie finansowe – zajrzyjcie proszę tutaj.