Staremu światu (1913)

Staremu światu (1913)

Znowu jesteśmy świadkami obchodzonej – u schyłku starego roku – tysiąc dziewięćset czternastej rocznicy przyjścia na świat wielkiego reformatora ludzkości, którego nauki rozsadziły starożytny świat pogański. Zasady głoszone przezeń – mimo to do dziś dnia nie zostały urzeczywistnione. Maluczkich on ci nauczał, z maluczkimi przestawał i maluczkim chciał zgotować inny… lepszy los. Marzyciel… chciał zaprowadzić wszechludzkie braterstwo na ziemi, głosił równość wszystkich synów ziemi – karcił fałsz i obłudę, chłostał faryzeuszów i bogaczy. Przewrotni kapłani – głosiciele wiary w innego boga – oskarżyli go przed rządem rzymskim jako buntownika i poniósł sromotną śmierć na krzyżu. Ale za wzniosłą była idea, za wzniosłe „ziarna prawdy” przezeń głoszone, żeby jego nauka zeszła wraz z nim do grobu. Ponieśli ją w świat daleki jego apostołowie, którzy wszyscy pochodzili z prześladowanej i gnębionej masy ludowej. W miejsce zdrajcy przybył potem do nich mędrzec – uczony, św. Paweł. Szli przez wszystkie lądy z jednym hasłem: Jedną jest owczarnia i jeden kościół boży, a więc wszyscy ludzie są równi, nie wolno jednemu nad drugim panować, bo wszyscy są między sobą równi bracia. Potęga imperium rzymskiego nic ostała się wobec tych nowych haseł. Skruszyły one jej podstawy społeczne, zmiażdżyły jej bogów prastarych. Ale nie wytrwali przy ideach i przykazaniach, głoszonych przez Wielkiego Marzyciela jego następcy w wiekach późniejszych. Zastępcy Syna Człowieczego, który nie miał gdzie głowy skłonić, powkładali ziemskie korony i zamieszkali w pysznych pałacach. W galilejskich chatach rybackich – a później w katakumbach rzymskich bujnie krzewiła się prosta prawda, by potem zamrzeć w bogatych, złoconych kościołach. Wypędzał ongi Chrystus przekupniów ze świątyń – dziś handlują w nich głosiciele jego nauki świętościami. Sprzedają odpusty – nawet sakrament chrztu, „bez którego człowiek nie może wnijść do Królestwa niebieskiego”, nie jest wolnym od opłaty. A w Ameryce każą sobie księża już i za spowiedź wielkanocną, za odpuszczenie grzechów w imieniu Chrystusa, płacić po 10 dolarów.

Wszędzie, gdzie lud walczy o swe prawa, o lepszy kawałek chleba, gdzie broni się przed wyzyskiem, nie znajdziesz księży przy boku maluczkich; stoją oni przy jego krzywdzicielach.

I robi się coraz zimniej i coraz bardziej pusto w złoconych świątyniach. Berlińskie pisma podają, że w wielkich kościołach znajdziecie tam w niedzielę zaledwie kilkudziesięciu ludzi.

Nauka Chrystusowa jednak nie zamarła. Podstawowe jej zasady, miłość wszechludzka, równość i braterstwo całego rodzaju ludzkiego, których wyrzekli się nowocześni faryzeusze-kapłani, wypłynęły na nowo z odmętu wieków – świeże i nieskażone, jakie padły niegdyś nad błękitnymi toniami jeziora tyberiadzkiego… Macie je wypisane na czerwonych sztandarach, wokoło których skupiają się milionowe rzesze dzisiejszych maluczkich – nowoczesnych proletariuszy…. na czerwonych sztandarach, zabarwionych niejednokrotnie męczeńską krwią – robotnika! Chrystusowe ziarna prawdy znajdziecie dziś – jasno i bez wykrętów podane – w katechizmach socjalnej demokracji!

Prawdę Chrystusową umiłowały czerwone masy robotnicze i hasła jego ewangelii wzięły za swoje… One też podjęły się ich zrealizowania.

________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Robotnik Śląski” nr 52/1913, Frysztat, 26 grudnia 1913 roku. Pismo to było organem Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, ukazującym się na Śląsku Cieszyńskim, w tym na przygranicznych terenach należących obecnie do Czech, a wówczas zamieszkiwanych w znacznej większości przez ludność polską.

Nowoczesna cywilizacja (1907)

Żyjemy w dwudziestym stuleciu cywilizacji i kultury, w wieku postępu. Podziwiamy cuda, jakie stwarzają para, elektryczność, gaz, wprowadzone w zastosowanie ręką człowieka. Z ciekawością przyglądamy się nowoczesnym miastom jakby wyrosłym niedawno spod ziemi, olbrzymim i wspaniałym budowlom, potężnym fabrykom o całych lasach dymiących wiecznie kominów, gdzie różnorodne i doskonale skonstruowane maszyny kierowane silną ręką proletariusza wytwarzają krociowe bogactwa!

W dziewiętnastym stuleciu nauka i wynalazki w technice przemysłu zrobiły daleko większe postępy niż kilka przeszłych stuleci, a i tego należy się spodziewać, że w bieżącym stuleciu poczyni jeszcze większe postępy. Gorączkowa praca z dniem nieomal każdym stwarza i wynajduje wynalazki, które jakby goniły się wzajem, celem przysporzenia bogactw, zmniejszenia nakładu sił i pracy, uprzyjemnienia życia.

W prasie i literaturze, sięgających szczytu prawie swego rozwoju, roi się od słów, zapewnień, prawie że hymnów witających kroczący z dumą postęp; dobrobyt dzisiejszego pokolenia znajduje tylu piewców, że naprawdę zdawałoby się, że żyjemy w latach, w których życie człowieka staje się wolnym od trosk i cierpień, pełne wesela i radości, tak, że nic ludziom nie pozostaje, jak używać wszystkiego. I czemuż by nie? Wszak widać wszędzie składy przepełnione żywnością i materiałami niezbędnymi do życia, magazyny pełne wszystkiego aż do zbytku i wyuzdania, zapraszają niejako ludzi do używania nagromadzonych bogactw. A nad tym wszystkim rozbrzmiewają głosy wolności, humanitarności, sprawiedliwości…

A jednak zastanawiają i w zdumienie wprawiają każdego z nas zjawiska wręcz przeciwne cywilizacji, zjawiska nieznane nigdy nawet dzikim narodom, zjawiska tchnące śmiertelną nienawiścią do cywilizacji i postępu. W społeczeństwie głoszącym wolność i sprawiedliwość popełnia się gwałt najgorszego gatunku, w ustroju społecznym niby przesyconym dobrobytem, żyje większość ludzi w największej nędzy i niedostatku, w społeczeństwie głoszącym równość i wolność głos drobnej garści bogaczy świata więcej znaczy, niż wola całego narodu, niż wola uciśnionych mas ludu; w społeczeństwie chorującym na nadmiar oświaty i kultury zapełniają ulice i ciemne przedmiejskie sutereny tłumy ludu roboczego nie umiejące ni czytać, ni pisać, tłumy, które odpędzono od spożywania owoców kultury i dobrobytu. Około przepełnionych składów i magazynów, gdzie środki żywności gniją i niszczeją, wałęsają się masy żebraków i ludzi żądających pracy, którzy może jeszcze ani raz w życiu nie nasycili się należycie; wspaniałe gmachy i budowle, bogate zamki i drogie wille z przestronnymi i wygodnymi salami, jasnymi i ciepłymi pokojami stoją latami pustką, bo zamieszkuje je zaledwie kilka osób, jakiś biskup lub magnat, mający ku przyjemności zastęp nudzących się kobiet, które swymi pieszczotami lub ciałem rozweselają mu życie – podczas gdy całe masy pożytecznych ludzi gniotą się w brudnych, wilgotnych bez światła i słońca suterenach, gnieżdżą się na nędznych poddaszach lub w barakach pełnych brudu i niechlujstwa, w jaskiniach, gdzie nędza, głód i choroby wyprawiają swe orgie, gdzie w mrokach rodzą się zbrodnie, powstają gwałty, a śmierć najobfitsze zbiera żniwo przed czasem.

Na ochronę koni, psów i innych zwierząt wydaje się ustawy, społeczeństwo cywilizowane zakłada stowarzyszenia opieki nad zwierzętami, ale to samo „cywilizowane” społeczeństwo nie zna ustaw ochraniających tysiące robotników; w każdym roku padają w fabrykach trupy robotnicze, temu głowę zmiażdżyło, tego maszyna rozerwała w kawałki, temu rękę urwało, tam znowu w kopalniach gazy zatruły dziesiątki górników lub spadające z góry kamienie śmiertelnie pokaleczyły ojca licznej rodziny. Ilu górników przez niedbalstwo odpowiednich organów straciło życie, ilu stało się kalekami, ilu straciło siły i zdrowie w gazach i pyle kamiennym czy węglowym, gdzie za marną, psią zapłatę pracowali na jaśniepanów. Gdzież są ustawy na obronę ludu, gdzie słuszność, gdzież ta kultura głosząca sprawiedliwość i wolność. Nie ma jej? Ale niewinnego człowieka umiała wysłać na szubienicę lub wtrącić do więzienia za to, że śmiał upomnieć się o swe prawa, za to, że nędza popchnęła go do buntu; nędzarza wpakowano do aresztu za to, że z głodu ukradł kawałek chleba. Gdzież poczucie sprawiedliwości u tych „cywilizowanych” jaśniepanów, którzy dostają apopleksji na widok znęcania się woźnicy nad koniem, gdzież te pisma piszące całe artykuły o niedyspozycji żołądkowej jakiegoś książątka chorującego z przesytu, gdzież ci w czarnych sutannach głoszący miłość bliźniego, którego należy przyodziać i nakarmić?

W tej rażącej sprzeczności dobrobytu i nędzy, kultury i ciemnoty, postępu i wstecznictwa mieści się obłuda i faryzeuszostwo „cywilizowanego” społeczeństwa dwudziestego stulecia. Czy tutaj może być mowa o humanitarności, postępie lub cywilizacji? O ile prześcignęła humanitarność dzisiejszych klas burżuazyjnych życie dzikich barbarzyńskich plemion? U ludów dzikich ludzi niezdolnych do pracy wrzucano do wody lub strącano ze skały do przepaści, aby nie byli ciężarem dla innych, tak robiono np. w starożytnej Sparcie, krainie greckiej. Dziś w społeczeństwie o wysokiej kulturze i humanitarności skazuje się ludzi na powolne konanie, na śmierć głodową, na całe to piekło dzisiejszej nędzy.

W dzisiejszym ustroju społecznym wyniki nauk, korzyści badań, wszelkie owoce wynalazków i pracy, stały się wyłącznym majątkiem małej garści ludzi, fabrykantów, kapitalistów, baronów węglowych, którzy do wytworzenia tych bogactw ani jednym kiwnięciem palca się nie przyczynili.

Taki miliarder Rotszyld nie wie nawet, ile ma fabryk na świecie, ze sprawozdań dyrektorów dowiaduje się dopiero o tym, a sam spędza chwile na podróżach po norweskich zatokach lub polowaniach na tygrysy w północnej Afryce, podczas gdy lud roboczy pracuje ciężko na niego, po fabrykach i po kopalniach, po to, aby p. Rotszyld mógł życia do woli używać.

Dzisiejszy ustroi wobec tych krzyczących niesprawiedliwości i gwałtów nie zdoła się długo utrzymać, nieustające walki, jakie się w nim rozgrywają z dnia na dzień, powodują rozkład i zgubę istniejących obecnie stosunków: naprzeciw garstki ciemięzców staje milionowy tłum żebraków do walki. Prawdziwym paszkwilem ośmieszającym cywilizację i postęp dzisiejszy są istniejące ustawy i różne rozporządzenia, które służą do tego, aby mniej liczna klasa wyzyskiwaczy mogła bezkarnie okradać lud roboczy, rabować jego zdrowie, siłę i życie. Dziś nie ceni się człowieka dla jego zdolności, pracy, wykształcenia, ale dla… pieniędzy, majątków, które prawem kaduka, nieuczciwym sposobem pozyskał. Możesz być największym głupcem, ale jeśli masz pieniądze, świat powie, żeś mądry, jesteś skończonym łotrem, ale bogatym, przyjdą ludzie, pokłonią ci się i nazwą cię uczciwym, jesteś krwawym tyranem, ale mającym za sobą szubienice, armaty i ustawy, społeczeństwo ogłosi cię najsprawiedliwszym człowiekiem. Ale prawie zawsze zostaniesz głupim, nieuczciwym, szubrawcem jeśliś biedny, choćbyś był mądrym, uczciwym, ba nawet świętym. Dzisiaj potaniała już cnota – mówi poeta.

To całe piekło powyżej przedstawionych stosunków to wykwit tak wychwalanej przez klerykałów i burżuazję prywatnej własności, uświęconej, jak oni powiadają, przez samego boga, który bogaczowi kazał majątek rozdać ubogim. Kapitał, który stworzył nowoczesną kulturę i burżuazyjną cywilizację, ten kapitał będący źródłem tej krzywdy społecznej, wykopie swą zachłannością dla siebie grób. Każdy choć trochę myślący człowiek zrozumie, że obecne stosunki nie dadzą się długo utrzymali. Własność prywatna, kapitał prowadzi ludzkość na drogę zupełnego upadku, a periodycznie pojawiające się kryzysy przemysłowe, wyrzucające na bruk klasę pracującą – są najlepszym dowodem szkodliwości prywatnych kapitalistycznych przedsiębiorstw, których krzywdzącą działalność należy powstrzymać i zmienić.

Głosicielem nowych i sprawiedliwych zmian przyszłego ustroju społecznego jest lud roboczy, proletariat górniczy i fabryczny, który gromadzi siły i w swoich organizacjach gotuje się do walki o lepszy ustrój społeczny dla wszystkich. Spełnienie tego celu to wprowadzenie w życie myśli socjalistycznej, której głosicielem jest lud roboczy. Proletariat nie ma nic do stracenia, a cały świat do zdobycia, w walce więc, jaką wydał staremu porządkowi walącemu się już w gruzy, budował będzie nowy świat, który nowymi pójdzie tory. Nic więc dziwnego, że idea socjalistyczna znajduje taki posłuch wśród mas robotniczych, nic więc dziwnego, że wrogowie ludu oszczerstwa i psy wieszają na ludzie roboczym i to nic dziwnego, że świat burżuazyjny na gwałt wrzeszczy: socjaliści chcą świat, cywilizację, postęp zniszczyć, wywrócić świat do góry nogami. A byłże kiedy świat tak do góry nogami postawiony, jak dzisiaj? Lud roboczy zszeregowany w partii socjalistycznej chce ład i porządek zaprowadzić, zwycięstwo ludu roboczego to zwycięstwo prawdziwej cywilizacji i kultury, postępu i sprawiedliwości. Nie dziwi więc dzisiaj nikogo, że na całym świecie rozbrzmiewa potężny głos: proletariusze wszystkich krajów, łączcie się! W ślad zanim podążają milionowe szeregi robotnicze, przed których pochodem drży w strachu stary, podły świat!

_________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Górnik – organ Unii Górników w Austrii” nr 1/1907, Cieszyn, 9 stycznia 1907 r. Było to pismo wydawane przez górniczy związek zawodowy na Śląsku Cieszyńskim, pozostający pod wpływem polskiego ruchu socjalistycznego w zaborze austriackim. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dzień bezradności

Promienisty niczym zorza Open Space’u uśmiech Unit Managera rozświetla mroki kuchni w naszej fabryce. W naszej fabryce wszyscy nic, tylko adresujemy. Nie, nie pracujemy na poczcie. Adresujemy potrzeby naszych klientów. Bo jak wiadomo: Klient nasz Pan, nasz Bóg. na wieki wieków Amen. Wychodzisz z roboty na „uroczystą galę rozdania prestiżowych statuetek”, by odebrać nagrodę dla naszego innowacyjnego produktu. Oprawa tego wydarzenia jest uroczysta i jako się rzekło prestiżowa, niczym na Oscarach. Czerwony dywan, reflektory. Kelnerzy roznoszący proseczio i przekąski kursują jak szaleni.

– Kanapeczkę? Zachęcamy. Proszę się częstować.

Zaczyna się. Para prowadzących jak na Sylwestrze Marzeń z Jedynką. Ona suknia cała w cekiny, on we fraku. Zastanawiasz się w duchu, czy zaraz zaintonują „Cała sala śpiewa z nami” lub „Niech żyje bal”. Sądzisz, że na pewno już za moment na estradzie pojawi się przebrana za zupkę instant Maryla Rodowicz. Nic takiego jednak nie następuje. Konferansjer odzywa się w końcu w te słowa:

– Proszę spojrzeć, po mojej prawej stoją nasze prestiżowe statuetki, które rozdamy na dzisiejszej uroczystej gali. Są piękne. Stoją na regale zaprojektowanym przez firmę Expo Retail, która jest sponsorem naszego wydarzenia. On także jest wspaniały. Piękny regał!

Myślisz: będzie grubo i nie mylisz się. Około 50 produktów FMCG, czyli żarcie. Teraz z kolei przechodząc do meritum, Pani w błyszczącej sukni mówi z uśmiechem numer pięć na ustach:
– Innowację Brylantową w kategorii „Miłe chwile z produktem” w segmencie wędliny otrzymuje…

Grają werble, błyszczą światła. Oraz wszystko inne po trochu…

– Sucha krakowska marki takiej a takiej!

Na scenę wkracza brand manager kiełbasy. Rozlega się burza braw. Oklaskiwane są jogurty, serki kanapkowe, tekturowe opakowania z przymocowaną na stałe zakrętką. To jest właśnie ta innowacja, że ona jest na stałe przymocowana.

Zapadasz w rodzaj katatonii. Zamykasz oczy. Gdy je znów otwierasz, nie widzisz już ludzi. Na sali siedzą Parówki Berlinki. Jak z reklamy. Jak żywe. Parówki oklaskują inne parówki. Ty też jesteś parówką i choć z samych trzewi swego parówczanego jestestwa chcesz się sprzeciwić, to nie możesz. Wyczytują cię w końcu. Wychodzisz na scenę. O wstydzie.

Wracasz do biura i stawiasz Innowacje na biurku swego szefa. Siadasz do swojego biurka. Świst ksera przypomina turkot kół Pendolino na trasie Kraków – Warszawa. Cichy, cichuteńki. Brakuje tylko plumkania Chopina w tle i można by przyjąć, że jest się w podróży. Gdzie indziej, gdzie indziej.

Trigger, touchpoint i faza pasywna w procesie zakupowym zrobią ci ewaluacje. Dowieź target, a choćbyś kroczył ciemną doliną zła się nie ulękniesz.

W naszej fabryce siedzisz dupogodziny. Nadgodziny. Złe godziny. Siedzisz.

Z mózgu po sześciu masz już kotlet mielony. Toteż grasz na komórce i obczajasz nowe wdzianko dla swego psa na allegro. A tu jeszcze spotkanie na Teamsach.

Jeden typ zauważa, że musimy zmaksymalizować relewantnie wolumen ludzki. Wszyscy potakują gorliwie. Kiwające miniaturowe głowy na ekranie są jak komisja kontroli gier i zakładów w totolotku. Komora maszyny losującej jest pusta. Następuje zwolnienie blokady i rozpoczynamy losowanie pięciu liczb. Po połowie spotkania zastanawiasz się, czy na pewno rozmawiasz z osobami. A nie na przykład z robotami, które opanowały świat. Po całym dasz już sobie rękę uciąć, że zebrani mają za uszami śrubki, które można odkręcić, by zajrzeć do środka ich głów. Pod włosami zaś na pewno skrywają wtyczki do ładowania.

Takie dni jak ten mówią ci więcej o opłakanej kondycji człowieczej w dobie „schyłkowego kapitalizmu”, niż opasłe tomy, jakie na ten temat powstały.

Wychodzisz i odbijasz kartę. Fajrant. Stajesz na chodniku. Monumentalny szklany dom przygląda ci się pustymi oczodołami okien. Ocenia. Wartościuje twoje życie. Sumuje w Excelu. Formuła policzy. Zero lub jeden. Innej opcji nie ma.

Ronja

Solidarność zdroworozsądkowa: jak stworzyć lewicę pracowniczą

Eksperymentalne badanie – pierwsze tego rodzaju – opracowane przez magazyn „Jacobin”, YouGov i Center for Working Class Politics, oferuje nowe, mocne spojrzenie na poglądy polityczne klasy robotniczej.

W ciągu ostatnich pięciu lat odmłodzona postępowa lewica stała się potężną siłą w amerykańskiej polityce. Zainspirowani wyścigiem prezydenckim senatora Berniego Sandersa w 2016 r. postępowi demokratyczni pretendenci zmobilizowali darczyńców i wolontariuszy wokół odważnego i egalitarnego programu gospodarczego, wygrywając imponującą liczbę wyborów lokalnych, stanowych i do kongresu. Względny sukces wyborczy tej nowej lewicy jest jedną z głównych opowieści politycznych naszych czasów.

A jednak, w większości przypadków, te postępowe triumfy odnoszono w dobrze wykształconych i silnie zdemokratyzowanych dzielnicach o stosunkowo wysokich dochodach. Nawet jeśli postępowcy wygrali prawybory na obszarach robotniczych, robili to raczej bez zwiększania całkowitej frekwencji lub zdobywania nowych wyborców z klasy robotniczej. W wyścigach wyborczych poza przyjaznym terenem metropolii ci sami postępowi kandydaci w dużej mierze walczyli o to, by w ogóle ich dostrzeżono. Nie spełnili jeszcze jednej kluczowej obietnicy swoich kampanii: przekształcenia i rozszerzenia samego elektoratu.

Rzuca to poważne wyzwanie jakiejkolwiek nadziei na krajową reorientację polityczną w progresywnym kierunku. Ostatnie wydarzenia sugerują, że kandydaci lewicy mogą nadal zastępować umiarkowanych Demokratów w demograficznie korzystnych dla siebie dzielnicach miejskich, co może prowadzić do bardziej postępowej polityki na szczeblu miejskim lub stanowym. Ale obraz narodowy jest już mniej obiecujący. Po prostu nie ma wystarczającej liczby dzielnic tego rodzaju, aby mogli przejąć kontrolę nad Izbą Reprezentantów USA, nie mówiąc już o Senacie. Aby uzyskać większość niezbędną do przegłosowania ustawy o opiece zdrowotnej dla wszystkich lub innych ważnych punktów agendy socjaldemokratycznej, postępowi kandydaci będą musieli wygrać w znacznie szerszym gronie wyborców. Dopóki tego nie zrobią, ich wpływ polityczny pozostanie mocno ograniczony na poziomie lokalnym, stanowym i krajowym.

Dlaczego postępowcy potrzebują klasy robotniczej?

Naszym podstawowym założeniem jest to, że postępowcy mogą zwiększyć swoją atrakcyjność – i osiągnąć swoje cele polityczne – jedynie zdobywając większościowe poparcie wśród wyborców z klasy robotniczej. Ten punkt widzenia potwierdzają dwa kluczowe fakty.

Po pierwsze, klasa robotnicza ma zdecydowanie największy udział w amerykańskim elektoracie. W 2020 roku 63% wyborców nie miało dyplomu ukończenia studiów wyższych, a 74% wyborców pochodziło z gospodarstw domowych zarabiających mniej niż 100 000 USD rocznie. W następstwie Nowego Ładu ci stosunkowo mniej wykształceni wyborcy o niższych dochodach stali się lojalnymi Demokratami. Ale począwszy od lat 70., a najszybciej postępowało to w ostatniej dekadzie, klasa robotnicza oddaliła się od Partii Demokratycznej. Patrząc w przyszłość, trudno wyobrazić sobie zwycięską progresywną koalicję, która nie odwróci tego trendu, by ostatecznie objąć znacznie większy odsetek wyborców z klasy robotniczej.

Po drugie, klasę robotniczą łączy z postępową polityką szczególny związek: najbardziej skorzysta ona na egalitarnych i redystrybucyjnych reformach, które stanowią fundament polityki lewicowej. Historycznie największe triumfy amerykańskich postępowców w XX wieku – od New Deal po Ruch Praw Obywatelskich i Great Society – osiągnięto tylko przy solidnym poparciu udzielonym przez klasę robotniczą. To samo dotyczy osiągnięć socjaldemokracji za granicą. Postępowa polityka, która nie zwiększa swojego oddziaływania wśród wyborców z klasy robotniczej, ryzykuje dziś oderwanie się od centralnej siły napędzającej egalitarne reformy na całym świecie.

Nie jest to prosty problem z jasnym rozwiązaniem; w rzeczywistości trendy od prawie pół wieku biegną w przeciwnym kierunku. To kwestia, która wymaga pogłębionych badań.

Należy zadać trzy podstawowe pytania:

1. Jak postępowcy mogą wygrać w robotniczej Ameryce?

2. W jaki sposób postępowcy mogą skuteczniej angażować wyborców z klasy robotniczej o niskiej skłonności do głosowania, niezależnie od rasy i położenia geograficznego, zwłaszcza poza dużymi miastami?

3. Jakie są wyborcze przewagi i słabości różnego rodzaju progresywnych platform i przekazów? Czy różne komunikaty progresywne mogą działać w różnych obszarach?

Wnioski

Nasze eksperymentalne badanie, pierwsze tego rodzaju, oferuje nowe, mocne spojrzenie na poglądy polityczne klasy robotniczej. We współpracy z firmą badania opinii publicznej YouGov opracowaliśmy ankietę, aby sprawdzić, jak wyborcy z klasy robotniczej reagują na bezpośrednie starcia wyborcze. Prosząc wyborców, aby wybierali bezpośrednio między tysiącami hipotetycznych kandydatów – zamiast odosobnionych polityk lub haseł – możemy stworzyć bogatszy, bardziej realistyczny obraz postaw wyborczych, niż mogą nam dostarczyć konwencjonalne sondaże. Przedstawiając tę ankietę reprezentatywnej grupie dwóch tysięcy wyborców z klasy robotniczej w pięciu kluczowych „wahających się” stanach – czyli znacznie większej próbce dla tej grupy demograficznej niż wynika z większości sondaży – jesteśmy w stanie skoncentrować się na tych wyborcach o wiele bardziej szczegółowo.

Kluczowe wnioski z naszej ankiety, wymienione pokrótce poniżej i omówione bardziej szczegółowo w pełnym raporcie, mogą pomóc w przyszłych kampaniach kandydatów progresywnych.

Wyborcy z klasy robotniczej wolą kandydatów postępowych, którzy skupiają się przede wszystkim na podstawowych kwestiach ekonomicznych i ujmują te kwestie w kategoriach uniwersalnych. Kandydaci, którzy mocno akcentowali „kwestie pełnej miski” (praca, opieka zdrowotna, gospodarka) i przedstawiali je w prostej, uniwersalistycznej retoryce, wypadli znacznie lepiej niż ci, którzy mieli inne priorytety lub posługiwali się innym językiem. Ten ogólny wzór był jeszcze mocniej widoczny na obszarach wiejskich i w małych miasteczkach, gdzie Demokraci w ostatnich latach z wywieszonym językiem walczyli o głosy.

Populistyczne, klasowe przekazy progresywnej kampanii przemawiają do wyborców z klasy robotniczej przynajmniej tak samo, jak główny nurt przekazów Demokratów. Kandydaci, którzy wymieniali elity jako główną przyczynę problemów Ameryki, wywoływali gniew na status quo i szanowali klasę robotniczą, byli dobrze przyjmowani wśród tych wyborców – nawet gdy porównywano ich z bardziej umiarkowanymi nurtami retoryki Demokratów.

Postępowcy nie muszą rezygnować z kwestii równości, aby zdobyć wyborców z klasy robotniczej, ale pewna retoryka skoncentrowana na tożsamości jest tu obciążeniem. Potencjalnie demokratycznie nastawieni wyborcy z klasy robotniczej nie stronili od progresywnych kandydatów lub tych kandydatów, którzy zdecydowanie sprzeciwiali się rasizmowi. Jednak kandydaci, którzy opisywali ten konflikt w wysoce wyspecjalizowanym, skoncentrowanym na tożsamości języku, wypadli znacznie gorzej niż kandydaci przyjmujący język populistyczny lub mainstreamowy.

Wyborcy z klasy robotniczej wolą kandydatów z klasy robotniczej. Rasa czy płeć kandydata nie są przeszkodą dla potencjalnie demokratycznych wyborców z tej klasy. Jednak pochodzenie kandydata z wyższej klasy jest dla nich poważnym problemem. Liczy się środowisko, z którego się wywodzimy.

Niegłosujące osoby z klasy robotniczej nie są automatycznie postępowe. Istnieje niewiele dowodów na to, że osoby rzadko głosujące nie chodzą na wybory tylko dlatego, że nie widzą wystarczająco postępowych poglądów u kandydatów głównego nurtu.

Pracownicy fizyczni są szczególnie wrażliwi na formę przekazu płynącego od kandydatów – a jeszcze ostrzej reagują na różnice między językiem populistycznym a językiem „woke” [maksymalistycznego progresywizmu kulturowego]. Przede wszystkim pracownicy fizyczni, w porównaniu z pracownikami umysłowymi, byli jeszcze bardziej zainteresowani kandydatami, którzy podkreślali „kwestię chleba” i unikali retoryki aktywistów.

Link do raportu w języku angielskim: https://images.jacobinmag.com/wp-content/uploads/2021/11/08095656/CWCPReport_CommonsenseSolidarity.pdf

Redakcja magazynu „Jacobin”

tłum. Magdalena Okraska

Ignacy Daszyński: O całość, niepodległość i przyszłość Polski (1920)

Ignacy Daszyński: O całość, niepodległość i przyszłość Polski (1920)

Sejm warszawski nie słyszał dotąd tak silnego i rzeczowego przemówienia, jakie wygłosił dnia 10 lutego poseł towarzysz Daszyński.

Warszawskie pismo burżuazyjne „Kurier Polski” pisze o niej, że w każdym innym państwie mowa taka byłaby plakatowaną na koszt publiczny.

Mowa tow. Daszyńskiego huczała tętnem i burzą krwi polskiej, zmagającej się dziś na wszystkich granicach ziem naszych o całość i niepodległość, błyskała skrami diamentów żywcem wyrwanych z duszy polskiej, oczyszczonej z namułu półtorawiekowej niewoli – ale i twardą była jak diament.

Gdy odzywał się tow. Daszyński w stronę Niemiec i Czech, że połowa ludu polskiego na Górnym Śląsku, który porwał za broń przeciw katowskim rządom Hoersinga [Otto Hörsing – były niemiecki działacz socjaldemokratyczny i związkowy na Górnym Śląsku, po II wojnie mianowany komisarzem Rzeszy i Prus na tym terenie, szybko dał się poznać z bandyckich metod, m.in. z wysyłania wojska przeciwko nieuzbrojonym strajkującym polskim robotnikom, których mordowano – przyp. redakcji Nowego Obywatela] to byli nasi socjaliści polscy, i że górnik na Śląsku Cieszyńskim, powieszony przez najeźdźców-Czechów, przy wejściu do kopalni, był przewodniczącym miejscowej grupy socjalistów polskich – czujemy w głębi serc naszych i sumień, że tow. Daszyński rzucił w twarz światu całemu najistotniejszą, przeogromną moc uczucia i niezłomnego przekonania, jaka pulsuje dziś w krwi dziesiątków milionów Polaków od Ostrawicy i Karpat po Bałtyckie Morze – że nie ma dziś siły, która by zmusiła nas do pozostawienia poza granicami Państwa Polskiego choćby najmniejszego skrawka ziemi polskiej. Wyżynie skali temperamentu uczuciowego mowy tow. Daszyńskiego odpowiadała siła argumentów i głębokie przeświadczenie, że skoro połączymy do reszty wszystkie ziemie polskie, mając do dyspozycji ogromne zasoby bogactw naturalnych i cały lud polski – staniemy się granitową potęgą na przełomie środkowej i wschodniej Europy, opartą o polskie brzegi Morza Bałtyckiego.

Ze względu na szczupłe rozmiary naszego pisma i nawał materiału plebiscytowego – mowę tow. Daszyńskiego podajemy w streszczeniu Polskiej Agencji Telegraficznej. Spodziewamy się jednak, że wyda ją w całości Główny Komitet Plebiscytowy.

***

Wysoka Izbo! Rzadko bywa, żeby sprawa tycząca się pokoju europejskiego i naszego w tym pokoju udziału, mieściła w sobie tyle goryczy, ile poruszona w punkcie drugim. Polska, zawdzięczająca sojusznikom swój byt państwowy w obecnych granicach zachodnich, nie mogła nabrać tego przekonania, ażeby pełnia praw jej została w traktacie wersalskim wyrażoną. Trzy były największe wartości, którymi Polska mogła rozporządzać na swojej zachodniej granicy. To były dwa tereny węglowe Śląska Cieszyńskiego i Śląska Górnego, a trzecia wartość to był port gdański. To było ujście na wielkie, wolne morze. I wszystkie te trzy walory polityczne, społeczne i ekonomiczne walory bezcenne, zostały Polsce albo w niedostatecznej mierze przyznane, albo zostały puszczone na zmienne losy walki plebiscytowej.

Granica zachodnia Polski, można powiedzieć, jeszcze do dnia dzisiejszego nie została ustalona ostatecznie. Jeszcze o nią Polska nie krwawą bronią wprawdzie, ale dzień po dniu walczyć będzie musiała, a jeżeli sprawa gdańska nosi na sobie piętno połowicznego, szkodliwego rozwiązania, to słuszną jest rzeczą, że Polska już dziś, w tym okresie, kiedy między Polską a Gdańskiem ma stanąć umowa w najbliższych kilku tygodniach, regulująca stosunek Gdańska do Polski, że Polska w tym czasie nie powinna być bezbronną, powinna walkę sobie narzuconą, powiadam jeszcze raz – bezkrwawą walkę, podjąć i przeprowadzić. Jednym z kroków, jednym z czynników tej walki jest wniosek, który tu jest na porządku dziennym. Chodzi o pogłębienie Wisły, zbudowanie portu polskiego na polskiej ziemi, tak jak gdybyśmy musieli liczyć się z ewentualnością nie utraty Gdańska, ale połowicznego prawa korzystania z portu gdańskiego. Pewnie, że są możliwe trudności. I bardzo dobrze zrobił pan referent, że przestrzega świat, iż nie jest to blef, że nie jest to pusta pogróżka, tylko że jest to konieczna konsekwencja w razie, jeżeli Gdańsk szczerze i bez zastrzeżeń nie stanie się portem polskim. Bo tutaj my wszyscy jesteśmy jednego zdania, że na narodowość mieszkańców Gdańska żaden Polak nie czyha, że na tym punkcie Niemcy gdańscy mogą być zupełnie spokojni, że ani kropli ze swych praw narodowych nie uronią przez przyłączenie się do Polski. Ale Polska nowoczesna, Polska robotnika i chłopa, zrozumiała, że Polska może być tylko wtedy wolna i niepodległa, jeżeli stanie się wielkim warsztatem wolnej, zorganizowanej pracy polskiej. A tym warsztatem nie będzie mogła być dopóty, dopóki nie będzie miała wolnego dostępu do morza.

Wspomniawszy następnie, iż rozlegające się w sejmie słowa krytyki wewnętrznych naszych stosunków są wyzyskiwane przez naszych wrogów w agitacji plebiscytowej, oświadcza, iż jest to dzieciństwo używać takich właśnie argumentów w walce plebiscytowej, bo są one ostatnim argumentem, którego w plebiscycie, w nowej walce o duszę i o los mas polskich wolno używać.

Warszawa – mówił – gości w swych murach deputację gdańską; pośród tej deputacji jest szesnastu socjalistów niemieckich, 8 scheidemannowców [zwolenników Philippa Scheidemanna, polityka lewicowego, który w okresie kształtowania się ładu powojennego przewodził ugrupowaniu autonomicznemu wobec głównego nurtu niemieckiej socjaldemokracji – przyp. redakcji NO], 8 niezawisłych. Niech wywiozą z Warszawy to jedno zdanie i to jedno przekonanie i niech dadzą znać braciom swoim i towarzyszom w Niemczech, że na tym punkcie socjaliści polscy są w pierwszych szeregach walki o duszę narodu polskiego i o ziemie polskie, że nie jest walka słowem jedynie prowadzona, że ten górnik polski na Śląsku, który w obronie swojego szybu dał się powiesić u wejścia do szybu przez czeskiego najezdnika, że ten górnik był przewodnikiem socjalistycznej grupy miejscowej, niechaj wiedzą o tym, że spośród tysięcy tych Ślązaków, którzy porwali za broń, aby koniec położyć katastrofie systemu Hoersiga i spółki, że wśród tych tysięcy połowa to byli towarzysze partyjni, socjaliści polscy, górnicy z Górnego Śląska. Niech wiedzą, że fakty te to nie przypadek, że fakty te to dalszy ciąg niesłabnącej nigdy walki o prawa, że nie ma braterstwa międzynarodowego między braćmi, z których jeden jest w kajdanach, a drugi jest wolny. Wszyscy muszą być wolnymi, aby wszyscy mogli stać się braćmi. Niech wiedzą dalej, że Polska to nie żebrak międzynarodowy, że Polska nie łasce chwili zawdzięcza swoją dzisiejszą wolność, że nie ma narodu w Europie, który by w stu kilkudziesięciu latach niewoli tak jak Polacy dziesięć razy chwytali za broń, dziesięć razy praw swych przeciw innym, przeciw największym bronili przemocą. To, co przyszło, przyszło nie jako dar, ale jako prawo, którego się nie wyrzekniemy i wyrzec nie możemy, bo byśmy w tej samej chwili zginęli. Dlatego, proszę panów, Polska z przeszłości swej siłę swoją czerpać może, ale o tyle większą okaże się tak siła, o ile spojrzymy w przyszłość.

Niech przy Polsce opowie się Górny Śląsk, niech opowie się Śląsk Cieszyński, niech staną Warmiacy i Mazurzy, Orawianie i Spiszowiacy, a wówczas Polska będzie krajem, który jak żaden kraj w Europie, będzie mógł spojrzeć tej przyszłości w oczy. I nieprawdą jest, że w Polsce, jak to wam zawsze w twarz ciskają, rządzą magnaci wspomagani przez lichwiarzy, albowiem tu nie drzemie, ale żyje, rozwija się i walczy siła ludu, chłopa i robotnika polskiego, a przyłączenie tych terenów spornych, tych terenów zakwestionowanych, jeszcze wzmocni tę siłę dwukrotnie i trzykrotnie. Polska z Górnym Śląskiem, Polska ze Śląskiem Cieszyńskim, Warmią, Mazurami, ze Spiszem i Orawą, zaiste będzie to Polska chłopa i robotnika razem, a nie pana i kapitalisty. Tak się zarysowuje ekonomiczna i społeczna przyszłość tego kraju.

To pewne, że kto by dziś po torturach wojny światowej, kto by dziś chciał ocenić stan jakiegoś kraju jako stan stały i trwały, ten byłby ślepym człowiekiem, ten byłby człowiekiem, którego nienawiść zaślepia, ten byłby człowiekiem, którego argumentów nie należy poważnie traktować. To są te rzeczy, o których na terenach plebiscytowych w walce o dusze należy z naszej strony z całym naciskiem mówić, bo każdy wie to, że my w sejmie korzystamy z wolności demokratycznego państwa, korzystamy z obecnego powszechnego bez zastrzeżeń głosowania, to, że my w sejmie nie bawimy się w komplementy, to, że palec kładziemy na ranę, to, że słowa nasze budzą silny odruch w społeczeństwie, to nie może być argumentem, który by mówił przeciwko Polsce i dlatego ja odpieram z oburzeniem argumenty, które się pojawiły w pruskim „Przyjacielu Ludu”, wydanym pod strażą rządową, a który zużytkował mowę moją w listopadzie o stosunkach w Polsce tu w tym sejmie wypowiedzianą jako mowę, która miała wykazywać niezdolność Polski do życia, która miałaby odstraszyć bodaj jednego Polaka od przyłączenia się do tej Polski. Wzywam tę prasę, która na podobną drogę dała się uwieść, ażeby nie przeceniała tego rodzaju argumentów. Wolność słowa, wolność krytyki, jest pierwszym dowodem, że Polska ta jest na drodze do zupełnego wyzdrowienia. Słabo organizm nie zniósłby krytyki, tylko zdrowy organizm może wytrzymać walki wewnętrzne.

Ignacy Daszyński

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Robotnik Śląski” – organie Polskiej Partii Socjalistycznej, 15 lutego 1920 roku; siedzibą redakcji pisma było wówczas miasto Frysztat, które wkrótce, mimo znacznej przewagi ludności polskiej, zostało zagarnięte zbrojnie przez Czechosłowację. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Zdjęcie w nagłówku tekstu:  freestocks-photos from Pixabay.