przez Joanna Duda-Gwiazda | piątek 3 kwietnia 2009 | Felietony - Joanna Duda-Gwiazda
Ze 120 000 osób głosowało na niego ponad 50 000. Internautom najbardziej podobało się, że pytał prezydenta o problemy alkoholowe, nazwał go chamem i przyniósł do studia telewizyjnego ociekający krwią łeb świni jako prezent dla prezesa PZPN.
Świnia jest poręcznym zwierzęciem politycznym. Świnia pomalowana w czerwone paski z napisem „Głosuj na mnie” spacerowała kiedyś po Długim Targu w Gdańsku. Nie wyglądała na zestresowaną, a przechodnie traktowali ją życzliwie. Świnia podłożona burmistrzowi przez Mariana Zagórnego wprawdzie kwiczała, gdy znalazła się w gabinecie, ale podobno była to porządna świnia, która protestowała przed wejściem do klasy politycznej. Obaj autorzy tych happeningów zostali aresztowani. Zwierzęta były dobrze traktowane, farba nieszkodliwa i zmywalna, nic nie kojarzyło się z rzeźnią. Mariana Zagórnego oskarżono o znęcanie się nad zwierzętami, pomimo że świnię przewoził na miękkich siedzeniach samochodu osobowego. W happeningu posła Palikota odwrotnie – świnia straciła życie, na szczęście nie na oczach telewidzów, autor został Człowiekiem Roku. Taka jest różnica między happeningiem z prądem i happeningiem pod prąd.
Prawdziwego happeningu nie zobaczy się siedząc przed telewizorem lub komputerem. Trzeba wyjść na ulicę, ponieważ najważniejszym elementem tej sztuki jest zaplanowanie udziału przechodniów i sił porządkowych. Przed referendum w sprawie UE, na Długim Targu odbywała się wielka spontaniczna manifestacja entuzjastów z tysiącami błękitnych baloników, w trakcie której kręcono reklamowy spot Donalda Tuska. Przed kamerami nieoczekiwanie pojawiali się gdańscy anarchiści z niewłaściwymi transparentami. Zrozpaczeni operatorzy błagali policjantów – zabierzcie ich chociaż na chwilę. Przepędzeni anarchiści przenieśli się przed budkę telefoniczną. Ustawili drewnianą ramkę z napisem UE i komentowali: Pan do Europy nie wejdzie, za wysoki, a pani jest szersza niż dopuszcza europejska norma. Na protesty odpowiadali – tylko znormalizowanych wpuszczą do Europy. W pierwszy dzień wiosny na sopockim molo młodzież znęcała się nad słomianą zimą w ciemnych okularach i generalskiej czapce. Milicja, czy może już policja, biła młodzież i ratowała kukły generała przed utopieniem lub spaleniem. Uliczne happeningi pod prąd są niebezpieczne. Jednak przeżycia są niepowtarzalne – milicja szturmuje Pancernik Potiomkin albo wyłapuje na ulicach krasnoludki lub Mikołaje.
Zawód polityka jest trudny i niewdzięczny. Trzeba nieustannie grubiańsko atakować konkurencję i podlizywać się wyborcom. Specjaliści od politycznego marketingu na podstawie różnych badań określają grupy targetowe (proszę podziwiać, jak uczenie się wyrażam) i stosownie do ich gustów i zainteresowań dobierają sposoby skaptowania. Nie da się do wszystkich trafić jedną reklamą wyborczą. Zwolennicy posła Palikota to nawet nie wszyscy internauci, ale już wiadomo, że błaznowanie i chamstwo polityków jest przez elektorat wysoko cenione. Janusz Palikot prywatnie jest producentem wódek, więc zapraszany jest do telewizji jako poseł.
Wspólne zainteresowania dla wszystkich grup elektoratu, jak słusznie ktoś zauważył, to tylko pieniądze i kobiety, ewentualnie mężczyźni. Dlatego przesłanie adresowane do wszystkich to miłość, godność, entuzjazm, piękno we wszystkich postaciach, no i oczywiście pieniądze, dużo pieniędzy.
W szczególnej cenie jest subtelny, pełen melancholijnego współczucia i filozoficznej zadumy nad głębią przeżyć człowieka uwikłanego w historię, stosunek do tajnych współpracowników służb specjalnych PRL. Sięgnęłam po recenzję biografii pisarza Ryszarda Kapuscińskiego w nadziei, że autor choć odrobinę zdoła mnie, zjadacza chleba, w anioła przerobić. Tytuł obiecujący „Cena podróży”, a źródło, „Tygodnik Powszechny”, gwarantujące najwyższe rejestry duchowych wzlotów. Nie rozczarowałam się. Przeczytałam, że „cena miłości do świata i wiecznego reisefieber może być wysoka. Rzecz nawet nie w chorobach i wycieńczeniu fizycznym – o tych szczegółach również wiemy sporo. Ważniejsze wydaje się pytanie, jak rodzina Kapuścińskich potrafiła sobie poradzić z trudem nieustającej rozłąki”. Naprawdę się wzruszyłam. Wiem, co to jest reisefieber, gdy plecak okazuje się za mały i bilety na autobus w Pireneje za chwilę przepadną. Nie przyznaję się do tego, bo objawy tego stanu ducha są mało eleganckie. Wiem też, co to jest trud rozłąki, gdy mąż przez trzy lata podróżuje od więzienia do więzienia. Do Kapuścińskiego mam stosunek osobisty. Dzięki niemu moja szwagierka Ajka Gwiazda, utalentowana malarka i grafik, dodatkowo przeszła do historii literatury. Ryszard Kapuściński, który wspierał strajkujących w Stoczni Gdańskiej, uwiecznił rozmowy z Ajką w utworach literackich, które znajdują się w zasobach IPN.
Polityków cechuje jeszcze jedna anielska właściwość – nie obrażają się na wyborców. Miota nimi burza urażonych uczuć, gdy obrazi ich polityk-konkurent lub jakiś pismak i biegną do sądu bronić dobrego imienia. Szaremu wyborcy wolno więcej i słusznie, ponieważ ma on mniejsze możliwości. Musi swoją opinię wyrazić skrótowo i z większą ekspresją. Dlaczego dziennikarzom prowadzącym popularne audycje w telewizji też wolno rugać polityków? Polityk w telewizji to potencjalny Człowiek Roku, nawet jeśli wypije koktajl ze zmiksowanych dżdżownic, co też widziałam na własne oczy w jakimś programie.
przez Joanna Duda-Gwiazda | poniedziałek 16 marca 2009 | Felietony - Joanna Duda-Gwiazda
Miałam drobne uwagi krytyczne, ale nasza korespondencja zeszła z płaszczyzny filozoficznej na polityczną, a o politykę nie chciałam spierać się z filozofem, którego szanuję.
Ostatnia sporna kwestia dotyczyła kłamstwa, które nazywam fundamentalnym, gdyż na nim opiera się zakłamanie całego systemu. Łatwiej obalić system niż to kłamstwo. Przykładem może być kłamstwo katyńskie. Demaskowanie kłamstw prostych osłabia kłamstwo zasadnicze, ale chociaż zawsze chwalebne, może czasem wzmacniać. Np. ujawnienie, że bezpieka manipulowała nagraniem rozmowy Wałęsy z bratem w Arłamowie, utrwala fałszywy mit, jakoby Wałęsa nigdy z SB nie współpracował.
Żyjemy w wieku wiedzy, Internetu i demokracji, posługujemy się komputerami, które wyłapują nawet literówki, a mimo to zalewa nas niesamowita ilość kłamstw, niechlujstwa językowego, pomyłek lub zwykłych bzdur. Prostowanie nie ma sensu, nawet gdy dotyczy nauk ścisłych. Jakie znaczenie dla czytelnika ma sprostowanie, że siła i ciśnienie to nie to samo, po takich bzdurach w reklamie jak „zielone kulki siły”? Poza tym, gazet nikt nie czyta, gazety się przegląda. Dlatego opinia, którą gazeta wbija ludziom do głowy, powtórzona jest wiele razy, natomiast trudno znaleźć informację, o co w ogóle chodzi. Kiedy pojawia się temat, dziennikarze biegają z mikrofonem pytając – co pan sądzi?, czy pan jest za, czy przeciw? – i nie mają czasu dowiedzieć się, co jest przyczyną zamieszania. Kiedyś Wałęsa powiedział publicznie, że Gwiazda współpracował z bezpieką, a na dowód opublikował na swojej stronie internetowej dokumenty SB. Przez kilka dni przez media przetaczała się burza. Politycy i różne autorytety wyrażali swoje opinie; radykalne lub wyważone, pytano nawet przyjaciół Gwiazdy, którzy mężnie go bronili. Dziennikarze byli oburzeni, że Gwiazda, który był przecież „stroną w tym sporze”, odmawia komentarza. Wreszcie ktoś przeczytał uważnie „dokumenty świadczące”, burza nagle się skończyła, a dokumenty znikły z Internetu. Pojawił się jakiś następny hit i potem, z wyjątkiem „Naszego Dziennika”, nikt nie wyjaśnił, co to było i o co chodziło.
Jeśli demokracja i edukacja będą nadal rozwijać się w tym tempie, wkrótce parlament uchwali, że ziemia jest płaska, ponieważ taka będzie opinia większości. W sondażach na pytanie „Czy sądzi pan, że ziemia jest płaska?”, większość odpowie „tak” i „raczej tak”, tylko górale powiedzą, że „nie” lub „raczej nie”, bo przeważnie jest bardzo krzywa.
Wbrew powszechnej opinii, kłamstwa w świecie polityki i idei nie są groźne, ponieważ w tych dziedzinach każdy obywatel jest ekspertem i swój rozum ma. Natomiast w zagadnieniach naukowych jesteśmy bezradni, ponieważ nikt nie jest specjalistą we wszystkich dziedzinach. Musimy zdać się na opinię uczonych, a ci mówią byle co, aby udowodnić swoją tezę. Uczony ogłosił globalne oziębienie, a ponieważ dwutlenek węgla jest gazem cieplarnianym, to jego zwiększona emisja jest dla nas nawet korzystna. Chwilę później dowodził, że jeśli mamy globalne ocieplenie, to dwutlenek węgla jest nieszkodliwy. Miałam nadzieję, że dowiem się czegoś o przyczynach cyklicznego oziębiania się i ocieplania klimatu, ale to był tylko argument na rzecz nic nierobienia. Ekonomista twierdził, że badania klimatu sponsorują wielkie korporacje. Chcą przestraszyć USA i Europę, a produkcję przenieść do Chin. Inny zapewniał, że biznes amerykański nie ugnie się przed ekologami, liczy się tylko zysk. Wszyscy mówili, że przemysł potrzebuje energii. Nikt nie wspomniał, że ludzie potrzebują powietrza, a w nim tlenu. Nie grozi nam 9% dwutlenku węgla w powietrzu, ale coś warto byłoby o tym wiedzieć. Sadzenie drzew w Afryce to ekoterroryzm. Autorytet uważa, że Al Gore nie ma racji, to słaby facet, przegrał prezydenckie wybory. W podtekście tej dyskusji było niesprawiedliwe wyznaczenie Polsce limitów emisji dwutlenku węgla, ale na Unię nie wypada napadać, więc wszyscy napadli na ekologów. Dowiedziałam się, że są lewakami.
W „Rzeczpospolitej” przeczytałam ciekawą informację, że czarne futro, jako trwałą cechę genetyczną, przekazały wilkom psy udomowione, które przyszły z ludźmi przez cieśninę Beringa. Poświęcono temu duży artykuł w dziale Nauka, a autor unosił się z zachwytu nad tym osiągnięciem „biotechnologii sprzed 14 tysięcy lat” i „manipulowaniem genami dzikich zwierząt”. Biotechnologia polskich wopistów, którzy dodawali trochę „wilczej krwi” swoim psom, polegała na przywiązaniu suki w czasie rui do drzewa w lesie. Wilki coś manipulowały genetycznie i rodziły się śliczne szczeniaczki.
W każdej encyklopedii można przeczytać, że wilk krzyżuje się z psem domowym. Canis lupus i canis familiaris należą do tej samej rodziny psów. Artykuł kończy się jednak triumfalnym odkryciem: „Czarne wilki są pierwszym przykładem organizmów zmodyfikowanych genetycznie przez człowieka”. Dowiedziałam się, że GMO to krzyżówka psa z psem, albo pomidora z flądrą. Pomidory odziedziczyły po flądrze odporność na niskie temperatury, co było wielkim sukcesem inżynierii genetycznej. Niestety okazały się trujące, chociaż flądra trująca nie jest. GMO jest wynalazkiem prehistorycznych uczonych amerykańskich, chociaż autor dla ścisłości dodaje, że nie byli oni tego świadomi. Bravo, bravissimo. W globalnym amfiteatrze, cała ludzkość wstała z miejsc i klaszcze.
przez Joanna Duda-Gwiazda | środa 18 lutego 2009 | Felietony - Joanna Duda-Gwiazda
Zgodzili się dopiero pod szantażem, kiedy dziewczynki odmówiły przeprowadzki do Waszyngtonu. Śledziłam uważnie inaugurację, ale Pierwszy Pies nie wprowadził się do Białego Domu, podobno ze względu na możliwość dyplomatycznego konfliktu z poprzednikiem. Więc czekam. Dopóki nie zobaczę Pierwszego Psa, nie uwierzę w empatię deklarowaną przez Baracka Obamę.
W ten prosty sposób dowiodłam, że wiarygodność deklaracji Obamy jest wątpliwa. W taki mniej więcej sposób patriotyczna, proamerykańska prawica polska dorabia gębę prezydentowi Stanów Zjednoczonych. I nie są to niewinne żarty. Świadomie pomijano fakty, które zaprzeczały przyjętej z góry tezie. Przykładem może być sugestia, że Obama miał w przeszłości związki z islamskim terroryzmem. Obama jest chrześcijaninem, ale jego ojczym, Indonezyjczyk, jest muzułmaninem. Obama parę lat mieszkał z ojczymem w Indonezji, gdzie islamscy fundamentaliści dokonują okrutnych zamachów. Obama poznał zasady islamu i jako prezydent będzie po cichu sprzyjał terrorystom.
Natomiast z książki Obamy „Odwaga nadziei” dowiadujemy się, że jego ojczym był porucznikiem armii indonezyjskiej po puczu wojskowym, który obalił komunizującego prezydenta Sukarno. Puczu dokonał generał Suharto z poparciem CIA. W czystkach przeciwko komunistom i ich sympatykom poniosło śmierć od 500 tysięcy do miliona osób, a 750 tysięcy zostało uwięzionych lub zmuszonych do opuszczenia kraju. Matka Baracka nie akceptowała takich metod, natomiast ojczym uważał, że pewne sprawy z przeszłości lepiej puścić w niepamięć. Między Barackiem i ojczymem narastała przepaść i po czterech latach matka wysłała syna do dziadków na Hawaje. W wersji propagandowej porucznik armii dokonującej puczu wspieranego przez CIA, zamienił się w islamskiego fundamentalistę, przewodnika duchowego nieletniego pasierba. Krytykujący amerykańskich demokratów według zasady „wszystkie chwyty dozwolone”, powinni pohamować emocje, kiedy stało się oczywiste, że Obama będzie prezydentem USA. Dobre stosunki z Ameryką są podobno priorytetem tej opcji politycznej.
W książce polityka nie spodziewałam się szczerych wyznań. Obama też przestrzega przed utratą „instynktu autocenzorskiego”. Jego konkurent w wyborach, republikanin, tak grzmiał na homoseksualistów, że w końcu obraził również córkę Richarda Cheneya. W książce Obama przedstawia się tak, jak chciałby być postrzegany przez wyborców. Właśnie dlatego książka pomaga odkryć źródło sukcesu Baracka Obamy i przyczynę zajadłej niechęci części polskiej prawicy.
Odkryłam fakt zdumiewający: Barack Obama jest normalnym politykiem. Rara avis, ponieważ większość polityków jest nienormalna, jeśli za normę przyjąć zasady i obyczaje powszechnie obowiązujące. Obama zadaje pytania „Dlaczego politycy w programach telewizyjnych sprawiają wrażenie posępnych, zapalczywych, nieszczerych, a czasem wręcz niegodziwych?”, „Co sprawiło, że rozsądni, uczciwi kongresmani nie wypełniają swoich obowiązków wobec narodu?”. Obama winą obciąża polityczną wyżymaczkę, degenerującą politykę.
Jest normalnym politykiem, ponieważ analizuje własną karierę pod tym właśnie kątem, szuka równowagi między romantyzmem a realizmem. Opisuje mechanizmy polityki partyjnej, wymogi kampanii wyborczej, pozyskiwanie funduszy, masmedia, system stanowienia prawa, mętne ustawy maskujące interesy beneficjentów. Aby wygrywać, trzeba akceptować reguły gry, ale podporządkowując się politycznej machinie, gubi się sens i cel polityki. Prawdziwość analizy potwierdzają obserwacje polskiej polityki. Takiej książki nie mogli napisać profesjonaliści komentujący skuteczność polityki, ponieważ reguły gry traktują jako siłę wyższą, niemal prawa natury. Obama jest praktykiem, klasycznym oszołomem, który wierzy, że można działać inaczej. Nie proponuje nic nadzwyczajnego: debatę merytoryczną, uwzględnianie zdania opozycji, przestrzeganie zasad i dobrych obyczajów. Wbrew „prawom natury” Obama wygrał najważniejsze wybory na świecie i to jest ten cud, który poruszył Amerykanów.
Poglądy Baracka Obamy nie są ani skrajne, ani utopijne, nie nadyma się i nie pozuje na skromnego, nie udaje proroka – idioty, który prostymi receptami wszystkich uszczęśliwi, jeśli tylko na niego zagłosują. Umiarkowane poglądy łatwo można atakować ze wszystkich stron. Przykładem jest problem aborcji, ponieważ w tej sprawie podział w Ameryce, tak jak i w Polsce, wynika ze sprzeczności światopoglądów. Do ustawy o aborcji Obama zaproponował poprawkę dotyczącą zagrożenia życia matki. Obie strony zaatakowały go jako zdrajcę, ponieważ żadna nie uznaje kompromisu.
Gra polityczna prowadzi do eksponowania różnic, pomijania realiów, które nie pasują do tej czy innej doktryny. W rezultacie politycy zachowują się i mówią jakby byli prymitywnymi głupcami i tak też traktują obywateli, jak ciemną masę, której wszystko można wmówić, byle głośno, mętnie i dobitnie. Obama na drodze kariery politycznej nie zmienił zdania o wyborcach. Nadal uważa, że są normalnymi ludźmi, mają swoje problemy, dążenia, ideały. Wyborcy zauważyli, że Obama jest normalnym politykiem, który nie po to wszedł w świat polityki, żeby ich oszukiwać.
Obamomania opiera się na prostych, zrozumiałych zasadach. Jeśli wydaje się epokowym wynalazkiem, to znaczy, że hipokryzja w polityce sięgnęła dna.
przez Joanna Duda-Gwiazda | środa 21 stycznia 2009 | Felietony - Joanna Duda-Gwiazda
Wyniki mnie zadziwiły, chociaż nawet okiem nieprofesjonalisty widać, że ankieta jest zmanipulowana. Na przykład zadano pytanie: „Czy interesujesz się historią ostatniego półwiecza?”, z oczywistym podtekstem „spalić archiwa IPN, bo młodzieży to nie obchodzi”. Jest i tak zdumiewające, że większość, 38% odpowiedziała twierdząco (35% – nie, 27% – trudno powiedzieć). Historią interesują się zawodowi historycy i hobbyści. Moim hobby historia nie jest i miałabym kłopot, jak uczciwie odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast chciałabym, aby polską historię zbadali i napisali polscy historycy, a nie polscy politycy wspólnie ze wszystkimi specsłużbami: SB, KGB, CIA, Mossadem lub pod dyktando Ukraińców, Rosjan, Niemców czy Francuzów. „Interesuję się historią”, ponieważ ten oczywisty postulat wciąż uchodzi za dziwactwo, za przejaw jakiegoś „polskiego kompleksu”.
Pytanie „Czy interesujesz się polityką?” – ma jeszcze mniej sensu. Ja np. bardzo się polityką interesuję, ale powinnam odpowiedzieć „nie”. Wyłączam telewizor, gdy słyszę o rywalizacji Olejniczaka i Napieralskiego o przywództwo w partii. Omijam rewelacje o pani senator, której policjanci na stacji PKP kupili i podali na peronie bułkę z szynką. Nie włączam telewizora na kłótnie z udziałem Palikota, Niesiołowskiego, Friszkego i moich byłych przyjaciół z KOR-u. Od czasu, kiedy Premierowi RP rząd pomylił się z piaskownicą i zabrał koledze samolocik, nie słucham i nie oglądam Premiera.
Nie podejmuję się wyjaśnić, dlaczego 53% ankietowanych nie interesuje się polityką i równocześnie 50% głosowałoby na PO. Najprostsze wyjaśnienie: ponieważ PO polityki nie prowadzi – jeży mi włos na głowie. Czyżby młodzi Polacy uważali, że rezygnacja z własnej polityki jest najlepszym sposobem przystosowania się do współczesnego świata? Jeśli tak, to muszę Was kochane kosmopolityczne robaczki rozczarować. Bez oparcia we własnym państwie ciężko żyć obywatelom świata. Wiedzą o tym Polacy, którzy „interesują się historią”. Niepodległość nie jest nikomu dana raz na zawsze. Przekonali się o tym sprytniejsi od Polaków Żydzi i teraz, nie przebierając w środkach, walczą o każdą piędź ziemi swojego państwa.
Najbardziej zdumiało mnie, że 57% Polaków w wieku 15-20 lat spędziło wakacje za granicą. Może Pentor i ja mamy innych znajomych albo praca za granicą pomyliła się z wakacjami? Z drugiej strony, jeśli ktoś nie ma cioci nad morzem a wujka w Zakopanem, to taniej jest wyjechać za granicę. Moi znajomi z gromadą dzieci, babcią i psem wynajmowali domek po słowackiej stronie Tatr, bo lepiej się kalkuluje niż wakacje w Zakopanem. Dzieci ze szkoły podstawowej w Rdziostowie niedaleko Nowego Sącza pierwszy raz zobaczyły morze w „zielonej szkole” w Kołobrzegu, chociaż ich rodzice i starsze rodzeństwo nieustannie kursują do pracy za granicą. 41% Polaków w wieku 15-19 lat pracowało w wakacje, ale pewnie w kraju, ponieważ nawet najbardziej lekkomyślne matki nie wysyłają córek przed maturą do pracy za granicą. W kraju trudno na wakacje za granicą zarobić. Mój siostrzeniec w lecie zbierał puszki po piwie nad Dunajcem i złom z całej okolicy. Zarobił na wyciągi w Rytrze, Wierchomli i Bereście, ale nie na wyjazd na narty w Dolomitach.
Młodzieży z okolic Nowego Sącza niedostępna jest praca w marketach. Duże sklepy zamykane są późno, gdy prywatne busiki już nie kursują i nie ma czym wrócić do domu. Miejska komunikacja nie przekracza rogatek miasta, ponieważ wójt gminy Chełmiec zauważył, że przed każdą wiejską chałupą stoi kilka samochodów. Co to znaczy, wyjaśnię na przykładzie. Rodzina Piotrka, ucznia Technikum Okrętowego, przeprowadziła się z Gdańska do Sopotu-Kamienny Potok. Piotrek narzekał, że to daleko od szkoły, ale bez problemu, czasem dwa razy dziennie, dojeżdża kolejką do Gdańska. Agnieszka mieszka w Klęczanach, 13 km od Nowego Sącza, czyli bliżej miała do swojego Technikum Budowlanego niż Piotrek, ale musiała przenieść się do internatu. Agnieszka wybrała studia z matematyki trochę dlatego, że na tym ekskluzywnym wydziale łatwiej było o stypendium. Teraz stypendiów nie ma, domu studenckiego nie ma i nie ma pociągów na linii Nowy Sącz – Chabówka. To prawdopodobnie mieli na myśli autorzy artykułu pisząc: „Na wszystko co dostawali ich rodzice, oni musieli ciężko zapracować”. Agnieszka pracuje udzielając korepetycji, ponieważ sprzedawać po domach nie potrafi. Chciałam przy okazji przypomnieć, że koleje w Galicji wybudowali nie komuniści, tylko Franciszek Józef, z zawodu cesarz.
Dla 42% młodzieży autorytetem są rodzice. Drugie miejsce (13%) zajmuje Jan Paweł II. Szkoda, że nie padło pytanie o sposób realizacji nauk tych autorytetów. Może dowiedzielibyśmy się czegoś pozytywnego o młodzieży, o jej zainteresowaniach, o wolontariacie lub segregowaniu śmieci, albo wspieraniu International Amnesty czy edukacji dzieci w Afryce. Autorzy piszą, że młodzież „lepiej rozumie kontekst globalny”, ale nic o tym nam nie mówią. Jan Paweł II czwartym światem nazwał tę część społeczeństw w krajach rozwiniętych, która nie uczestniczy w konsumowaniu konfitur globalizacji. Czy ankietowani coś wiedzą o czwartym świecie w Polsce? Istnieje tuż obok, w dolinie Smolnika wpadającego do Dunajca u podnóża Białowodzkiej Góry.
przez Joanna Duda-Gwiazda | środa 26 listopada 2008 | Felietony - Joanna Duda-Gwiazda
Kupujący ukrzyżowaną figurkę, aby ubierać ją jak laleczkę Barbie wprawdzie należą do naczelnych, ale mam nadzieję, że to dalecy krewni homo sapiens i nie musimy się z nimi przyjaźnić. Nie widać granicy, której wolny rynek i wolne media nie przekroczą w pogoni za zyskiem.
Na drugim biegunie jest absurdalne żądanie, aby wojownicy, ratownicy i wszyscy, którzy znaleźli się w niebezpieczeństwie, zachowywali się dostojnie, stosownie do powagi sytuacji. Ludzi nie szokuje krwawa przemoc, w której pławią się co wieczór przed telewizorem, natomiast gorszy ich, gdy chirurg lub strażak zaklnie.
Bardzo często ludzie odważni mają skłonność do żartowania z zagrożeń. Być może odporność na duże obciążenia psychiczne i fizyczne ma związek z umiejętnością rozładowywania napięcia. Nie znam się na tym, ale nie mam zaufania do specjalistów, którzy w każdej sytuacji zalecają: rozluźnij się, skoncentruj się, myśl pozytywnie. Rozluźnianie się nie jest wskazane, kiedy wyleci stopień na skale, a zamiast koncentrować się, lepiej zawierzyć komputerkowi w mózgu, który potrafi błyskawicznie coś wymyślić. Może myślenie pozytywne ma jakieś zalety, ale mnie pomaga najczarniejszy humor. Kiedy pomyślę, że co najwyżej mnie zabiją, a moi wrogowie na pogrzebie będą musieli udawać, że im ogromnie smutno, to zaraz mi lepiej.
Nie jestem wyjątkiem. Znajomą na Orlej Perci paraliżował strach, że córka spadnie. – „Postanowiłam, że jeśli Magda spadnie, to zepchnę w przepaść Staszka i sama skoczę. Miałam już świetny plan i zaraz zaczęło mi się w górach podobać”. Ratownicy tatrzańscy zaśmiewali się z nieboszczyka, którego wykopali z lawiny. Zła pogoda przerwała akcję ratunkową i szli do Dolinki za Mnichem już tylko na poszukiwanie zwłok. Z daleka zobaczyli sterczącą ze śniegu uśmiechniętą główkę w kolorowej czapce i jedną rączkę, która do nich radośnie machała na powitanie.
O takich zdarzeniach opowiada się tylko we własnym gronie, ponieważ żyjemy pod terrorem tragizmu i patosu. Krzysztof Wyszkowski ostrzegał mnie, że jeśli będę opowiadać jak w obozie internowanych było miło i wesoło, to ludzie uznają mnie za agentkę. Było różnie, ale miło i wesoło też. W listach z więzienia, które dostawały rodziny, były wzniosłe myśli o samotności, chociaż polityczni siedzieli nie w karcerach, lecz w przepełnionych celach. W więzieniu brak jest bliskich osób, ale nie towarzystwa i raczej marzy się o samotności. Tylko Andrzej opowiada o pięknej przyrodzie Syberii, o mrozach, buranach, upałach i kwitnącym stepie na wiosnę. Wszyscy mówią tylko o mrozach, chociaż na dalekiej północy upał jest bardzo uciążliwy. Nigdzie tak nie marzyłam o skrawku cienia, jak na wędrówce za kręgiem polarnym, gdzie słońce grzeje całą dobę. Mówi się o mrozach, bo taki jest kanon opowieści o tragicznych losach zesłańców i łagierników.
Przymus dramatycznego, patetycznego tonu zniekształca rzeczywistość. Kto łamie ten nakaz, nie narzeka, chociaż jest chory, represji i krzywd nie przedstawia w najczarniejszych barwach, ten jest niewiarygodny, a jego zasługi czy cierpienia nie istnieją. Trwa więc swoisty konkurs na to, „kto miał gorzej”. Inne nacje, np. Anglicy, kultywują odmienną modę. W dobrym tonie jest bagatelizowanie przeżytych trudów, cierpień i zagrożeń, ceniona jest dzielność, zaradność, odporność.
Podobno Polacy też kiedyś tacy byli, a przynajmniej chcieli za takich uchodzić. Zastanawiałam się, co się z nami stało. Być może jedną z przyczyn jest to, że już od kilku pokoleń przegrywali ludzie prawi i dzielni, wygrywali dekownicy i zdrajcy. Zwycięzcy wkładają laurowe wieńce, a pamięć o bohaterach niszczą. Spod propagandy, która zastępuje nam historię, wyziera słabo skrywany cynizm: śmierć frajerom. Czasem dosłownie. Historia rotmistrza Pileckiego jest najlepszym tego przykładem.
Dziwaczne poplątanie cynizmu z postulatem patetycznego heroizmu wymazało z polskiej historii czasy PRL. Została czarna, a raczej szara dziura, nicość, jak nazywa ten czas Bronisław Wildstein. Patos zastrzeżony był dla władzy. Ryszard Siwiec, który spalił się na stadionie X-lecia PRL został nie bohaterem, lecz wariatem. Na bohaterskie czyny nie było miejsca, a sprzeciw był nieefektowny. Kiedy ktoś odmawiał składki na Wietnam albo pójścia na pochód, ludzie wzruszali ramionami: co to da, a człowiek się narazi. Kiedy teraz słyszę od ważnych ludzi III RP, jak walczyli o Polskę, nawet ci w KC PZPR i SB, a już na pewno wszyscy TW, to zastanawiam się, czy żyliśmy w tym samym kraju. 70 procent ankietowanych zadeklarowało oddanie życia za niepodległość. Oddaliby życie, ale premię kwartalną albo awans to już raczej nie.
Dlatego lepiej dla wszystkich, aby PRL została czarną dziurą, nicością. Kto powie, że fajnie i wesoło było na wczasach w tych góralskich lasach, ten z nostalgią wspomina młodość, albo jest komuchem, któremu było dobrze. Ci, którym było dobrze, stawiają pomniki Gierkowi i awanturują się, kiedy ktoś im przeszkadza. Pierwszymi wrogami III RP są historycy z IPN, którzy wyciągają z historii PRL „jakieś brudy”. Dwa pokolenia odarto z godności likwidując polski przemysł jakby był kupą złomu. Z czarnej dziury wychylają się tylko dzieła TW, które jakimś cudem zachowały wartość. Młodzież wyciąga z dziury śmieszne gadżety. Dla świetlanej przyszłości przyszłych pokoleń wymazano 45 lat historii Polski.