Studenci oskarżają władze UW

Studenci oskarżają władze UW

Na Uniwersytecie Warszawskim narasta konflikt wokół lokalu w piwnicy Domu Studenta przy Krakowskim Przedmieściu 24. Studenci i studentki zrzeszeni w OZZ Inicjatywa Pracownicza złożyli 16 lutego br. apel do władz Uniwersytetu Warszawskiego, domagając się natychmiastowego zerwania umowy najmu z firmą Topgastro sp. z o.o. i przywrócenia w tym miejscu niekomercyjnego klubu studenckiego.

Jak wskazują autorzy apelu, uczelnia od lat toleruje sytuację, w której lokal formalnie przeznaczony na klub studencki funkcjonuje jako droga restauracja nastawiona na turystów, niedostępna dla większości studentów. Tymczasem umowa najmu – przedłużona w 2023 roku – zobowiązuje najemcę do prowadzenia działalności kulturalnej dla studentów, przeznaczania na ten cel co najmniej 5,5 tys. zł miesięcznie oraz regularnego raportowania programu i wydatków Zarządowi Samorządu Studentów UW.

Zdaniem studentów żaden z tych warunków nie jest realizowany. Jednostki uczelni miały potwierdzić brak jakiejkolwiek dokumentacji dotyczącej działalności kulturalnej, co – według sygnatariuszy apelu – oznacza rażące naruszenie umowy i obnaża bezczynność władz uczelni oraz samorządu studenckiego.

Spór dotyczy jednak nie tylko jednego lokalu. Studenci przypominają, że kampus centralny UW – mimo swojej skali i prestiżu – nie posiada dziś ani jednego klubu studenckiego. Ich zdaniem jest to efekt wieloletniej prywatyzacji i likwidacji przestrzeni studenckich, zapoczątkowanej w latach 90., na którą władze uczelni konsekwentnie się godziły. W apelu podkreślają, że Uniwersytet Warszawski posiada środki, doświadczenie i infrastrukturę, by prowadzić własną instytucję kultury studenckiej, lecz od lat z tej odpowiedzialności się nie wywiązuje.

Sygnatariusze domagają się oddania lokalu społeczności akademickiej i utworzenia w nim centrum kultury studenckiej finansowanego z budżetu uczelni. Zapowiadają także eskalację działań w przypadku dalszego ignorowania ich postulatów.

„Jeżeli uniwersytet nie zorganizuje tam prawdziwego klubu studenckiego, będziemy zmuszeni wziąć sprawy w swoje ręce” – piszą studiujący w apelu.

Oto cały apel:

Apel ws. klubu studenckiego w piwnicy „Domu Studenta”

W piwnicy budynku przy ul. Krakowskie Przedmieście 24 zajmowanego dziś w większości przez samorząd, przez dekady funkcjonował klub studencki. Od lat 60. do 1989 roku był to lokal o nazwie „Sigma”, a następnie „Kontra”. W latach 90. działało tam Akademickie Centrum Kultury Niezależnej oraz restauracja „Giovanni”. Od lat 2000. mieści się tam „Indeks”, który od lat działa jako zwykła restauracja oferująca posiłki w zupełnie nieprzystępnych dla społeczności studenckiej cenach – jak np. niesławny kotlet schabowy za 65 złotych.

W umowie zawartej pomiędzy najemcą Topgastro sp.z o.o. a Uniwersytetem Warszawskim czytamy, że „Lokal przeznaczony jest na klub dla studentów”. W tej samej umowie mowa jest o comiesięcznym przeznaczaniu środków na działalność kulturalną studentów oraz cyklicznym sprawozdawaniu Zarządowi Samorządu Studentów UW programu kulturalnego. Niestety, nie miało to nigdy miejsca – Dział Organizacji Zasobów Informacyjnych UW poinformował, że taka dokumentacja nie istnieje. Najemca nie wywiązuje się z postanowień umowy, a ZSS bezradnie rozkłada ręce. To wielka strata dla pokoleń studentek i studentów, które zostały tym samym pozbawione dostępu do niekomercyjnej przestrzeni kulturalnej, która wcześniej służyła im przed dekady.

Wobec tego:

1. Domagamy się zerwania umowy z najemcą lokalu w związku z niewywiązywaniem się z jej postanowień. Zgodnie z § 3 pkt 5 umowy:

Najemca oświadcza, iż będzie miesięcznie przeznaczał kwotę w wysokości minimum 5 538 zł netto na działalność kulturalną w lokalu. Wysokość wydatkowanych kwot na działalność kulturalną będzie przedmiotem kontroli i oceny ze strony Zarządu Samorządu Studentów UW. Najemca będzie sporządzać miesięczne raporty z poniesionych wydatków i przekazywać go – wraz z dołączonymi kopiami faktur/rachunków – do Zarządu Samorządu Studentów UW do 20-go dnia następnego miesiąca. Nieprzekazanie we wskazanym terminie przez Najemcę raportu dot. kosztów związanych z działalnością kulturalną może skutkować rozwiązaniem umowy najmu bez wypowiedzenia.

2. Żądamy zwrócenia tej przestrzeni bezpośrednio naszej społeczności i stworzenia w niej centrum kultury studenckiej oraz przeznaczenia na ten cel środków z budżetu uczelni.

Historia kultury studenckiej nieodłącznie wiąże się z klubami studenckimi – miejscami, w których w warunkach niekomercyjnych może rozwijać się alternatywna kultura, a artyści rozpoczynają swoje kariery niezależnie od pochodzenia. Studiujący mają gdzie odbywać dyskusje i nawiązywać tak cenne i potrzebne dla młodych ludzi. Przez wiele lat to właśnie w takich klubach, tworzonych oddolnie przez społeczność, powstawały zespoły muzyczne popularne w całym kraju, eksperymentowano z nowymi gatunkami i tworzono nowe nurty w sztuce. Ich kluczową rolę stanowiło właśnie budowanie społeczności, której odizolowanym studiującym dzisiaj tak desperacko brakuje. Kultura studencka umiera przede wszystkim dlatego, że nie mamy dostępu do fizycznej przestrzeni, w której mogłaby ona się rozwijać.

Uniwersytet posiada zaplecze – lokal, który z powodzeniem działał jako klub studencki, a także finanse, know-how i doświadczenie w organizacji instytucji kulturalnych, takich jak Radio Kampus, Teatr Hybrydy, chóry uniwersyteckie, czy miejsc otwartych dla społeczności takich jak Makerspace w budynku Wydziału Fizyki czy Inkubator UW. Nie ma żadnego powodu, dla którego uniwersytet nie miałby zapewniać swoim studentom i studentkom przestrzeni na integrację i twórczość. Tymczasem, po dekadach sukcesów w sferze kultury studenckiej, w latach 90. władze Uniwersytetu Warszawskiego pozwoliły na likwidację lub prywatyzację wszystkich naszych klubów studenckich – Hybryd, Proximy, Ubabu, czy Magistra. Cięcia w epoce Balcerowicza oraz dzika prywatyzacja przeprowadzona przez ówczesnych samorządowców skutecznie pozbawiły całe pokolenia studentów dostępu do przestrzeni, które przez dekady działalności wydały na świat wielu artystów oraz pozwoliły na zawarcie niezliczonych przyjaźni na lata. Dziś na przestrzeniach byłych klubów zarabiają prywatni przedsiębiorcy, a studenci i studentki nie czerpią z tego żadnych korzyści.

Społeczność studencka domaga się dostępu do kultury – poczynając od przestrzeni, w której ta kultura ma szansę powstawać. Jesteśmy gotowe do walki o powrót klubu przy bramie głównej. Jeżeli uniwersytet nie wywiąże się ze swojej roli i nie zorganizuje tam prawdziwego klubu studenckiego, będziemy zmuszone wziąć sprawy w swoje ręce.

Niemiecki dumping stalowy

Niemiecki dumping stalowy

Zgodnie z przestrogami związkowców, dotowana niemiecka stal zalewa polski rynek.

Jak informuje portal Interia Biznes, nasila się import stali z Niemiec do Polski. Zagraża to rodzimym producentom wyrobów stalowych i miejscom pracy w Polsce.

Polscy producenci stali znajdują się od dłuższego czasu w kryzysie. Do niedawna trwał nielimitowany import wyrobów stalowych do UE z krajów, które mają znacznie niższe koszty pracy i produkcji oraz nie są objęte wysokimi i kosztownymi normami emisyjnymi. Po długich staraniach Unia wprowadziła w końcu tzw. mechanizm CBAM, ustanawiający opłaty od importowanych produktów energochłonnych. Miało to dać oddech branży stalowej w Europie, w tym w Polsce.

Nic takiego nie ma jednak miejsca z powodu zalewania Polski stalą z Niemiec. Unia Europejska wprowadziła możliwość dotowania cen energii dla przemysłu ciężkiego przez kraje członkowskie, ale pozostawiła im dowolność w kwestii wysokości dopłat. Jak nietrudno się domyślić, największe dopłaty mogą zaoferować kraje duże i bogate. Tak zrobiły Niemcy, oferując swojemu przemysłowi znaczne subwencje do cen/kosztów energii. Związkowcy z Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej alarmowali, że skutki tego będą opłakane dla przemysłu stalowego takich krajów. Koszty energii to jeden z głównych czynników cenotwórczych w produkcji stali, a kraje te nie są w stanie zaoferować takich dopłat, jak zamożne Niemcy.

Ich przewidywania potwierdziły się. Na polski rynek już masowo napływają tańsze niemieckie wyroby. Na razie są to głównie pręty żebrowane i blachy gorącowalcowane, wykorzystywane np. w budownictwie. Tylko w styczniu na polski rynek trafiło 40 tys. prętów żebrowanych, czyli dwa razy tyle, ile przed wprowadzeniem mechanizmu CBAM napływało do naszego kraju z Ukrainy.

Polskie pręty żebrowane kosztują około 2,65 tys. zł za tonę, tymczasem niemieckie, mimo wyższych kosztów pracy w tamtym kraju, są po wprowadzeniu dotowania cen energii sprzedawane u nas po 2,4 tys. zł za tonę. Krajowe blachy gorącowalcowane kosztują około 3,37 tys. zł za tonę, a niemieckie oferowane w Polsce są o 5% tańsze.

Polska branża stalowa od dawna apeluje o wprowadzenie dotacji do cen energii dla przemysłu w Polsce. Na razie bez efektów – rząd liberałów nie wyszedł poza niekonkretne obietnice.

Zakład w likwidacji

Zakład w likwidacji

Duże zwolnienia z pracy i likwidacja zakładu.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, zwolnienia grupowe ogłosiła i poinformowała o nich urząd pracy spółka Hexagon Agility Poland działająca w Słupsku. Pracę ma stopniowo stracić 96 osób. Spółka z branży paliw alternatywnych przeszła z rąk amerykańskich pod kontrolę kapitału norweskiego. Nowi właściciele podjęli decyzję o likwidacji polskiego oddziału. Popyt na produkty firmy maleje w Polsce.

Pierwsze 44 osoby stracą pracę już na koniec lutego. Reszta etatów i produkcji zostaną stopniowo zlikwidowane do września.

Pracy coraz bardziej brak

Pracy coraz bardziej brak

W styczniu bezrobocie w Polsce było najwyższe od czasów pandemii.

Bezrobocie w styczniu 2026 roku wyniosło w Polsce wedle wstępnych szacunków 6%. Oznacza to wzrost wobec z grudnia z poziomu 5,7%, a rok do roku z poziomu 5,4%. Gdy liberałowie obejmowali władzę, poziom bezrobocia wynosił 5%.

Jak informuje portal Interia Biznes, na koniec stycznia 2026 liczba zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 934,8 tys. osób. Było to o 47 tys. więcej niż w grudniu 2025 i o 97,2 tys. więcej niż w styczniu 2025. Ten ostatni wskaźnik wzrósł w ciągu roku o 11,6%. Liczba bezrobotnych wzrosła w ciągu miesiąca w każdym z województw. W woj. warmińsko-mazurskim wskaźnik bezrobocia wynosi już 9,9%. Stopa bezrobocia wzrosła w ciągu miesiąca w 370 powiatach, a w 10 pozostała bez zmian, natomiast nie zmalała w żadnym polskim powiecie.

Zwiększenie się liczby bezrobotnych miesiąc do miesiąca było w styczniu 2026 już ósmym miesiącem z rzędu z taką tendencją. W roku 2025 o około 9% wyższa niż rok wcześniej była liczba osób dotkniętych utratą pracy w procedurze zwolnień grupowych, choć już 2024 był pod tym względem rekordowy od lat.

W dodatku w ciągu roku znacznie zmalała liczba wolnych miejsc pracy zgłaszanych do urzędów pracy – w styczniu 2026 było ich o 63,1 tys., czyli o 71,3% mniej niż w styczniu 2025.

Przeciw podwójnym standardom

Przeciw podwójnym standardom

Związkowcy apelują do sieci marketów, aby zwalniani pracownicy byli traktowani tak, jak w zachodnich oddziałach firmy.

Jak informuje portal Tysol.pl, związkowcy z „Solidarności” apelują do szefostwa sieci handlowej Carrefour o zapewnienie zwalnianym pracownikom lepszych odpraw i warunków wypowiedzenia. Niedawno polski oddział tej sieci handlowej ogłosił kolejne zwolnienia grupowe. Tym razem pracę ma stracić około 200 osób.

Związkowcy domagają się, aby zwalniani, nierzadko pracownicy z długim stażem, dostali godne odprawy. Firma chce im bowiem dać tylko tyle, ile wynika z zapisów Kodeksu pracy.

W ubiegłym tygodniu związkowcy zorganizowali protest przed siedzibą firmy. Paweł Skowron, przewodniczący „Solidarności” w Carrefour Polska, mówił podczas akcji protestacyjnej: „To, co widzimy, to Europa dwóch prędkości. My jesteśmy pracownikami ściany wschodniej względem Europy Zachodniej. W Europie Zachodniej pracownicy tej samej korporacji dostają wielokrotność wynagrodzeń, my zaś jesteśmy poszkodowani. To smutna konkluzja po ponad dwudziestu latach obecności Carrefour w Polsce. Dzisiaj przy zwolnieniach grupowych pracownicy zostaną z minimalną odprawą gwarantowaną przez państwo. To pracownicy firmy, którzy pracowali w święta, przynosili zysk tej firmie. Domagamy się godnej odprawy”.

Podczas tej samej pikiety Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń oraz Krajowej Sekcji Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”, dodawał: „W Rumunii pracownicy po 10-letnim stażu pracy otrzymali 8-krotne wynagrodzenie przy odprawie, przy takich zwolnieniach. Osoby, które pracowały mniej niż 10 lat otrzymały 4-krotne wynagrodzenia. U nas pracodawca nie zaproponował dodatkowych odpraw. Pracownicy zostali tylko potraktowani kodeksowo, otrzymują kodeksowe odprawy i nic poza tym. To jest niebywałe”.

Dariusz Paczuski, przewodniczący Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”, w swoim wystąpieniu powiedział: „To wstyd po 20-30 latach pracy tak się rozliczać z pracownikami. Kiedy ogromne międzynarodowe koncerny przychodziły do Polski robić interesy to robiły to na garbach tych ludzi, naszych koleżanek, kolegów i wypracowały ogromny majątek. To my społeczeństwo robiąc zakupy w sieciach handlowych, zagranicznych sieciach handlowych spowodowaliśmy, że dzisiaj są to ogromne koncerny. W Polsce zdobyły dominującą pozycję. I za te wszystkie lata te koncerny tak się z nimi rozliczają”.

Była firma, nie ma firmy

Była firma, nie ma firmy

Upada przedsiębiorstwo w Łodzi, pracownicy zostali bez pensji.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, upada firma Proteon Pharmaceuticals z Łodzi. To przedsiębiorstwo z dziedziny biotechnologii. Specjalizuje się w dodatkach do pasz na bazie bakteriofagów – technologia pozwala znacznie ograniczyć podawanie antybiotyków zwierzętom.

Jeszcze przed kilkoma laty firma zatrudniała około 200 osób. W roku 2024 dokonała zwolnień grupowych o skali 50 osób. W 2025 odchodzili kolejni. Latem ubiegłego roku załoga liczyła już tylko 70 osób, a płace zmniejszono o 18%. Od kilku miesięcy pensje nie są w ogóle wypłacane. Firmę próbuje się postawić w stan upadłości, ale nie zatwierdził tego jeszcze sąd.

Kontrole Państwowej Inspekcji Pracy wykazały duże zaległości w wypłacaniu wynagrodzeń i innych należności pieniężnych. Wynoszą one nawet pół roku i kilkadziesiąt tysięcy złotych, a dotyczą co najmniej 70 osób.

Firma upada, choć w roku 2025 uzyskała pozwolenie na sprzedaż swoich produktów w Unii Europejskiej – wcześniej produkowała je na rynki obu Ameryk.