przez redakcja | środa 10 sierpnia 2022 | klasyka, opinie
Hałas jest jedną z najstraszliwszych plag naszego życia. Hałas to akustyczne śmieci, szczególnie dotkliwa forma stresu. Niszczy nie tylko nasz słuch, lecz szkodzi krążeniu krwi, oddychaniu i systemowi nerwowemu. Terroryzuje nasze zmysły i naszą duszę, zakłóca trawienie, wprowadza nieład w pulsowanie krwi i bicie serca. Do hałasu nie można się przyzwyczaić, chyba że przez otępienie, skrajną utratę witalności, a w końcu poprzez głuchotę. Wielki lekarz i odkrywca zarazków gruźlicy Robert Koch już w XIX stuleciu stwierdził, że pewnego dnia hałas zwalczać się będzie tak, jak cholerę i dżumę. Tego samego zdania był filozof Theodor Lessing, który w 1908 roku opublikował pracę „Przeciw hałasom naszego życia”.
Co powiedzieliby Koch i Lessing, gdyby żyli dzisiaj? Maszyny budowlane, młoty pneumatyczne, piły mechaniczne, turbiny, samochody, motocykle, samoloty, pociągi, kosiarki do trawników – wszystko to i jeszcze wiele innych rzeczy wytwarza hałas. Wielkie miasta są obozami koncentracyjnymi, w których miliony ludzi poddawanych jest torturom przy pomocy hałasu, hałasu w pracy i w czasie wolnym. Gdzie w miastach istnieją strefy rzeczywiście wolne od hałasu? Prawie wszyscy lokatorzy nowo budowanych mieszkań skarżą się na ściany, przez które wszystko słychać. Studiowanie praw akustyki i zwalczania hałasu nie należy do obowiązkowych przedmiotów studentów architektury. Kto z tych, którzy planują i budują domy, zważa na to, żeby jedna z dwóch naprzeciw siebie położonych ścian pochłaniała dźwięk?
Hałas szkodzi nie tylko naszemu zdrowiu fizycznemu. Niszczy on również naszą równowagę duchową. Nie tylko przeszkadza nam myśleć i dziwić się, lecz także patrzeć i marzyć. Rujnuje naszą kulturę i sprawia, że obumierają najbardziej elementarne warunki każdej wyższej kultury – religii, sztuki i filozofii. Albowiem każda kultura spoczywa na przezwyciężonym hałasie, na owym „niesłyszalnym centrum”, w którym, jak mówi Rilke, milkną wszystkie dźwięki i z którego rodzi się śpiew Orfeusza.
Hałas kaleczy nasze zdrowie i naszą wewnętrzną integralność, powoduje, że wysychają nasze twórcze talenty, wyobcowuje nas z natury. Jak okrutnie może działać na człowieka hałas, wiedzieli już dawni Chińczycy, którzy niekiedy dokonywali egzekucji przestępców przy pomocy bezustannych, ogłuszających dźwięków. Każdy wie, że nawet jeden głośny huk może nas na jakiś czas ogłuszyć, że długotrwały hałas powoduje nie tylko uszkodzenia słuchu, ale wywołuje również inne schorzenia. A przecież na naszej planecie z każdym rokiem ogromnieje lawina szkodliwych i nieprzyjemnych dźwięków. We wszystkich zakątkach i na wszystkich krańcach ziemi bez przerwy coś wrzeszczy, wydziera się, warczy, zgrzyta, brzęczy, trzeszczy, huczy. Dokądkolwiek przybywają ludzie, tam krzyczy się na cały głos i czyni zgiełk. Dziki, prymitywny, nieopanowany człowiek, taki, jakim jest z natury, okazuje się zawsze bezlitosnym „zakłócaczem” spokoju.
Dlaczego określenie „spokój cmentarza” wywołuje u większości współczesnych ludzi nieprzyjemne skojarzenia? Czy rzeczywiście spokój i cisza cmentarzy są czymś tak odpychającym? Czy ta cisza nie może być przynoszącą ukojenie okazją do skupienia i namysłu? Ale to właśnie przeraża stuprocentowo demokratycznego i wyemancypowanego obywatela. Jego rolą jest być głośnikiem. Rzeczą dlań niezrozumiałą jest fakt, że prawdziwy autorytet nie polega na przekrzykiwaniu innych, lecz na ciszy, która włada bez dyskusji. Na zdolności milczenia i zyskiwania milczącego posłuchu. Wszyscy ludzie, którzy coś znaczą, w wysokim stopniu mają udział w tej ciszy. Wszystko, co wielkie, rośnie w ciszy. Nie ma duchowej iluminacji, nie ma słowa brzemiennego w sens, które nie zawdzięczałyby siebie ciszy starszej niż świat. Język, który waży, otoczony jest wielką ciszą. Język nie składa się tylko ze słów, lecz ze słów oraz milczenia. Tak, jak ukwiecona gałąź wiśni narysowana tuszem na japońskich rysunkach, pozornie izolowana drży na tle białego papieru. Ta odrobina autorytetu, odrobina mądrości; ośmielę się powiedzieć: także ta odrobina chrześcijaństwa, którą dziś jeszcze posiadamy, zasadza się na tej ciszy.
Wypełniona cisza jest czymś więcej niż tylko brakiem hałasu. Jednak nieobecność hałasu jest nieodzownym warunkiem tej ciszy. Jesteśmy dumni z postępów w prawie karnym i ze złagodzenia warunków odbywania kary. Tortury zostały zniesione. Nadużycia władzy przez policję są piętnowane w najostrzejszych słowach. Jednak tylko niewielu buntuje się przeciw biczowi hałasu, którym każdego dnia bezlitośnie smagane są miliony ludzi, przeciw brutalnej torturze, którą dla niezliczonych mieszkańców wielkich miast jest huk, łoskot i warkot. Na tysiąc inicjatyw obywatelskich przeciw elektrowniom atomowym przypada jedna walcząca o stłumienie hałasu! A przecież techniczne możliwości zwalczania hałasu jak najbardziej istnieją i wykorzystywane są w dalece niewystarczającym stopniu. Budowa dźwiękochłonnych ścian i okien, produkcja ciszej jeżdżących samochodów i ciszej latających samolotów – wszystko to jest technicznie możliwe. Ten, kto wysuwa przeciw temu argument, że pełne wykorzystanie możliwości technicznych jest zbyt kosztowne, ten przyznaje, że współczesny człowiek zawiódł, gdy chodzi o sensowne wykorzystanie techniki.
Cisza jest nie tylko problemem technicznym, lecz także – i przede wszystkim – celem etycznym. „Etyka”, „etyczny” pochodzą od greckiego słowa „ethos”. W filozoficznych leksykonach tłumaczy się je jako „moralność”, „moralna postawa”, „moralny charakter”. Te tłumaczenia nie oddają pierwotnego znaczenia tego słowa, które ma kosmiczną aurę. „Ethos” znaczy mianowicie: „pobyt”, „miejsce zamieszkiwania”. To jest obszar, na którym człowiek żyje, przebywa, zamieszkuje. Etyka byłaby więc rozważnym namysłem nad przynależnym człowiekowi miejscem pobytu i wskazówką dla takiego postępowania, które odpowiada zamieszkiwaniu człowieka dojrzałego. Do dobrego życia, do właściwego zamieszkiwania należy cisza. Hałas, pośpiech i zgiełk niwelują, kolektywizują i wywłaszczają człowieka. Cisza natomiast oznacza wolność, dojrzałość, indywidualność.
Nie tylko maszyny i aparaty plują hałasem. W każdym człowieku tkwi szalejąca, wrzaskliwa istota, która łaknie wrzawy. Wystarczy tylko bez sentymentalnego uprzedzenia spojrzeć na hordę szalejących dzieci. Lub na młodocianych chuliganów, którzy pędzą przez noc na swoich warkotliwych motocyklach. Albo na wyjących i gwiżdżących kibiców piłkarskich. Jakże wielu z tych, którzy latem uciekają z miast, aby znaleźć odpoczynek i spokój, jest całkowicie niezdolnych do tego, aby na krótko znieść samotnie prawdziwą ciszę. Poirytowani biciem dzwonów kościelnych (bo przeszkadzają im w spaniu), nie są nawet w stanie wędrować przez las bez tranzystorowego radia.
Spędzamy nasze lata jak gadanie, mówi Psalm 90. Spędzamy je w piekielnej maszynie hałasu nabierającej coraz bardziej demonicznych rozmiarów. Tęsknimy za ciszą i wpadamy w panikę, kiedy muśnie nas ona pośród wielkiej, nieskalanej natury, która nie zna hałasu, lecz podniosłą ciszę lub raz gwałtowne, raz łagodne tony. Burza, morska kipiel nie hałasują. Ich dźwięki są tylko kontrapunktem owej wszechobejmującej ciszy, pierwotniejszej niż wszystkie zjawiska we wszechświecie. Kto się ku niej zbliży, zrozumie słowa proroka Izajasza, które tak lubił Goethe: „W spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności jest siła wasza”.
Gerd-Klaus Kaltenbrunner
tłumaczył Tomasz Gabiś
Powyższy tekst Gerda-Klausa Kaltenbrunnera pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Zeitbühne”, lipiec 1977. Polski przekład zamieściliśmy w piśmie „Obywatel” nr 5 w roku 2002.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. by Mimzy from Pixabay.
przez redakcja | środa 10 sierpnia 2022 | aktualności
Po 150 latach działalności browar w Koszalinie zostanie zamknięty, i to już w najbliższym miesiącu. Około 80 pracowników lada dzień otrzyma wypowiedzenia.
Jak informuje „Głos Wielkopolski”, Koszaliński browar od 13 lat należy do polskiej spółki Van Pur, zarządzającej sześcioma browarami w Polsce. Co ciekawe, to właśnie Van Pur w 2009 roku uratował Browar Koszalin przed likwidacją, wykupując go od duńskiego Royal Unibrew. Duńczycy już wtedy chcieli go zamykać. Teraz jednak Van Pur zamyka Broka sam, twierdząc, że browar mieści się w starym budynku, nie da się zatem modernizować i rozbudowywać hal.
Szkoda tylko, że nawet nie próbowano tego sprzedać. Woleli nas zamknąć. Wielki żal – mówią anonimowo pracownicy browaru w Koszalinie. – O likwidacji poinformowano nas w piątek. Ludzie się martwią.
przez redakcja | wtorek 9 sierpnia 2022 | aktualności
Związkowcy z WZZ Pracowników Gospodarki Morskiej (OPZZ) i NSZZ Solidarność oraz Rada Pracowników wyrażają głębokie zaniepokojenie przebiegiem procesu prywatyzacji Portu Gdańsk.
Pracownicy wystosowali list otwarty skierowany do premiera Morawieckiego i prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Apelują do polityków o osobisty nadzór nad przekształceniem własnościowym zakładu. Niepokój sygnatariuszy listu budzi wybór prywatnej firmy jako inwestora strategicznego, który ma zakupić 100% akcji PGE należących do skarbu państwa. Do 15 lipca ubiegłego roku przyjmowane były zgłoszenia firm zainteresowanych zainwestowaniem w spółkę PGE. Zgłosiło się siedem podmiotów. W ostatnich tygodniach wyłączność na negocjacje dostała poznańska firma Lebal S.A.
Pracownicy portu uważają, że inwestor nie posiada odpowiedniego doświadczenia w prowadzeniu tego typu działalności. Gdański port obsługuje przeładunki węgla i koksu, drobnicy i drewna, wyrobów stalowych, złomu, konstrukcji, maszyn, pojazdów i samochodów oraz nawozów. Tymczasem Lebal zajmuje się głównie sprzedażą wyrobów hutniczych i skupem złomu stalowego oraz żeliwnego. Nic nie wskazuje na doświadczenie w branży portowej lub przeładunkowej. Wątpliwości pracowników portu budzi też struktura właścicielska holdingu, którego częścią jest Lebal S.A oraz to, czy firma posiada odpowiednie środki na sfinalizowanie zakupu, czy też włączą się inne podmioty wchodzące w skład holdingu. – Sprzedaż ostatniego terminalu portowego gdzie 100% akcji posiada skarb państwa prywatnemu podmiotowi, w obecnej sytuacji geopolitycznej budzi nasz niepokój – czytamy w liście otwartym.
przez redakcja | poniedziałek 8 sierpnia 2022 | aktualności
W Tychach jeepem zablokowano wjazd na prywatną posesję znanego działacza Solidarności. Zastraszano domowników. Interweniowała policja. Jak się okazało, w aucie siedzieli prawnicy wynajęci przez firmę Nexteer Automotive Poland. Zastraszano w ten sposób szefa Solidarności z Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ Solidarność w Nexteer Automotive Poland, żeby zwolnić go z pracy.
Jak infomuje portal Pressmania, to już trzecia próba pozbycia się pracownika niewygodnego dla dyrekcji firmy Nexteer Automotive Poland. Dwie poprzednie zakończyły się porażką pracodawcy. Sąd za każdym razem przywracał związkowca do pracy.
Grzegorz Zmuda, przewodniczący MOZ NSZZ Solidarność, zalazł pracodawcy za skórę broniąc pracowników firmy i stojąc na straży prawa, gdy pracodawca karygodnie łamał standardy zachowań prawnych oraz współżycia społecznego. Nie można go zwolnić bez zgody zarządu związku i Rady Pracowników. Żeby jednak zwolnić Zmudę z pracy, firma Nexteer wynajęła przedstawicieli renomowanej warszawskiej kancelarii prawnej, którzy zasadzali się na związkowca przez dwa dni przed jego domem, strasząc rodzinę i próbując sforsować ogrodzenie na prywatną posesję.
– Jacyś ludzie w dużym ciemnym aucie siedzieli przed naszym domem blokując dojazd do posesji. Wystraszyłam się, bo byłam w domu sama z dziećmi. Dlatego wezwałam policję – mówi żona Zmudy portalowi Pressmania. Na widok policji napastnicy próbowali odjechać, ale zostali przez zatrzymani. Wówczas dopiero okazało się, że w jeepie są prawnicy wynajęci przez pracodawcę Zmudy.
Mimo że przewodniczącemu nie wręczono skutecznie wypowiedzenia z pracy, pracodawca oficjalnie na swojej stronie poinformował pracowników, że Grzegorz Zmuda został dyscyplinarnie zwolniony z pracy pod ciężkimi zarzutami. Według prawa szef zakładowej Solidarności jest nadal pracownikiem tej firmy.
Gdy dzisiaj słyszę, że po raz kolejny zarząd Nexteer chce bezczelnie łamać prawa pracownicze, chce łamać polskie prawo pracy, to szlag mnie trafia! Tylko tym językiem mogę określić moje emocje i myślę, że emocje większości pracowników tej firmy i większości polskich związkowców! To niewiarygodne, że w Polsce, państwie prawa, można zwolnić osobę, która tak mocno jest chroniona prawem. To nie zdarza się w państwach UE. Apeluję do Wymiaru Sprawiedliwości, do Ministra Pracy, do posłów i senatorów, do naszych związkowców: udowodnijcie, że żyjemy w wolnej Polsce, w Polsce prawa! Obrońcie Grzegorza Zmudę! Zróbcie w końcu porządek z takimi pracodawcami! – apeluje Sławomir Ciebiera, członek NSZZ Solidarność, były działacz związkowy.
przez redakcja | niedziela 7 sierpnia 2022 | opinie
Od podstawowych towarów po mieszkania, koszty zadłużenia i podwyżki podatków, nasza gospodarka to fałszywa gra: życie jest droższe, gdy jest się biednym.
Bank of England, pod rosnącą presją sekretarza skarbu Rishi Sunaka, po raz piąty podniósł stopy procentowe, starając się położyć kres najwyższej inflacji, jakiej doświadcza Wielka Brytania od 40 lat. Przed podwyżką stóp bank wydał oświadczenie, iż jego zdaniem nominalny wzrost płac będzie przebiegał w „niemożliwym do utrzymania tempie” i że bezrobocie będzie musiało wzrosnąć, jeśli inflacja ma powrócić do celu na poziomie 2% w średnim okresie.
Ale płace nie napędzają inflacji. Ledwo za nią nadążają. Pomimo rekordowej liczby wolnych miejsc pracy i niskiego bezrobocia, wzrost płac obniżył się w kwietniu o 4,5%, co jest najszybszym spadkiem, od kiedy zaczęto go analizować w 2001 roku. Pracownicy doświadczyli największej obniżki płac realnych od 20 lat. Mimo to pojawiają się wczesne oznaki, że podwyżki stóp Bank of England zaczynają przynosić pożądany efekt, a bezrobocie sięga w kwietniu 3,8%, w porównaniu z 3,7% w marcu.
Ten atak na miejsca pracy i płace ma miejsce w chwili, gdy wskaźnik ubóstwa w Wielkiej Brytanii w przypadku gospodarstw domowych złożonych z osób pracujących osiąga 17,4%. Oznacza to najwyższy poziom w historii. Niemal jedno na troje dzieci żyje w ubóstwie. Jesienią ogólny koszt regulowanych cen energii ma wzrosnąć o kolejne 800 funtów, co oznacza, że wiele gospodarstw domowych pogrąży się jeszcze głębiej. Rząd zareagował na to rosnące ubóstwo skromnymi obniżkami podatków za nośniki energii i nędzną ulgą w podatku komunalnym w wysokości 150 funtów, która niewiele pomaga najbiedniejszym gospodarstwom domowym. Na przykład New Economics Foundation oszacowała, że tylko 7% obniżki opłaty paliwowej trafia do najbiedniejszej piątej części gospodarstw domowych – dzieje się tak ze względu na fakt, że wiele osób w tym przedziale dochodów nie posiada samochodu.
W tym samym czasie korporacje były hojnie dotowane, np. 130-procentową ulgą dotyczącą kwot przeznaczanych na inwestycje i wzrost produkcji [pozwalało tofirmom odliczyć od podatku każde 25 pensów z zainwestowanego 1 funta – przyp. tłum.]. Pomimo przekazania niektórym największym brytyjskim firmom miliardów funtów w ulgach podatkowych, inwestycje biznesowe faktycznie spadły o ponad 0,5% w pierwszym kwartale 2022 r. i pozostają o 9% poniżej poziomu sprzed pandemii.
Ta oczywista niesprawiedliwość – subsydia dla przedsiębiorstw, podwyżki kosztów dla pracowników – to tylko jeden przykład rzeczywistości, która mości się w naszym systemie gospodarczym: życie w ubóstwie jest znacznie droższe niż bycie bogatym.
Teoria „o butach i niesprawiedliwości społecznej”
Aby zrozumieć, dlaczego bieda jest tak droga, możemy zwrócić się ku Samuelowi Vimesowi, kapitanowi Straży Miejskiej i bohaterowi powieści Terry’ego Pratchetta „Zbrojni”. Vimes wykorzystuje swoją „teorię o butach i niesprawiedliwości społeczno-ekonomicznej”, aby nakreślić, w jaki sposób szlachta z jego miasta, Ankh-Morpork, mogła żyć dwa razy wygodniej niż on, a przy tym wydawać połowę pieniędzy, które on sam wydawał. Vimes zarabiał 38 dolarów miesięcznie jako kapitan straży. Naprawdę dobra para butów, taka, która przetrwałaby około 10 lat, kosztowałaby około 50 dolarów – znacznie więcej niż jego miesięczna pensja. W efekcie musiałby kupić tańsze, gorszej jakości buty za 10 dolarów; starczyłyby najwyżej na rok. W ciągu 10 lat Vimes wydałby 100 dolarów na 10 par butów (i nadal miałby mokre stopy), podczas gdy szlachcic wydałby tylko 50 dolarów na jedną parę butów w tym samym okresie.
Oczywiście nie tylko buty kosztują ubogich ludzi więcej. Koszty mieszkań wzrosły dla prywatnych najemców o prawie 50% powyżej ogólnej stopy inflacji w ciągu ostatnich 25 lat. Ceny domów również poszybowały w górę, a mimo to posiadanie domu pozostaje często tańszą opcją. Ponieważ ludzie ubodzy nie mają wystarczająco wysokich pensji lub oszczędności (zwykle zjadanych przez czynsz), nie kwalifikują się do kredytu hipotecznego. Zamiast tego, jako najemcy muszą spłacać hipotekę wynajmującego i dać mu jeszcze dodatkowy zysk. Do niedawna właściciel lokalu mógł również ubiegać się o zwrot całości lub części odsetek od kredytu hipotecznego, jeśli zakupił mieszkanie na wynajem, jako ulgę w podatku dochodowym, a także o zwrot innych kosztów.
Koszty pożyczek są również znacznie wyższe dla osób ubogich. Osoby takie są postrzegane przez pożyczkodawców jako bardziej ryzykowne w kwestii spłaty, co oznacza, że płacą wyższe odsetki od zadłużenia, takiego jak kredyty na rachunku bieżącym i karty kredytowe. Gdy ceny rosną, ale płace stoją w miejscu, gospodarstwa domowe są zmuszone do zaciągania pożyczek, aby związać koniec z końcem. Według sondażu przeprowadzonego przez Debt Justice w 2021 roku, 1,3 miliona ludzi pogrążyło się w długach z powodu rosnących kosztów życia; w ciągu ostatnich 12 miesięcy samo zjawisko zaciągania kredytów na kartach kredytowych wzrosło o ponad 11%. Wyższe odsetki od zadłużenia utrudniają spłatę, w wyniku czego 2,8 miliona osób w Wielkiej Brytanii płaci więcej w odsetkach, opłatach i prowizji niż w samym długu.
Dla pokazania kontrastu: bogaci ludzie lub bogate firmy są postrzegani przez pożyczkodawców jako osoby o niskim ryzyku, a więc mogą pożyczać bardzo tanio – tj. banki będą pożyczać z niższymi odsetkami pieniądze bogatym osobom i dużym korporacjom. Te korporacje i bogaci mogą następnie pożyczyć pożyczone pieniądze biedniejszym ludziom na wyższe odsetki lub zainwestować je w aktywa, takie jak akcje, obligacje lub nieruchomości, które zapewnią im wyższą stopę zwrotu. Zwroty z tych inwestycji i późniejszy zysk inwestora odbywają się kosztem utraty dochodu pożyczkobiorcy w dłuższej perspektywie – w postaci odsetek od długu, czynszu dla właścicieli lub obniżonych płac, w celu wygenerowania wyższych zysków dla korporacji, dzięki czemu mogą one wypłacać akcjonariuszom wyższe dywidendy.
Społeczeństwo ponosi koszt ubóstwa
Biorąc to wszystko pod uwagę, nie jest zaskakujące, że torysowski minister George Eustice został uznany za „pozbawionego kontaktu z rzeczywistością” na początku tego roku, kiedy wzywał zmagające się z problemami bytowymi gospodarstwa domowe, by przestawiły się na zakup podstawowych produktów w supermarketach, zamiast kupować markowe produkty spożywcze. Biedniejsze gospodarstwa domowe już kupują produkty „podstawowe”, a ich ceny od lat rosną. Działacz społeczny Jack Monroe, orędownik stworzenia „Indeksu butów Vimesa”, napisał na Twitterze w styczniu 2019 r., że ceny w jego lokalnym supermarkecie wzrosły znacznie powyżej 5% CPI zgłoszonego przez ONS: najtańszy makaron podskoczył o 141%, najtańszy ryż o 344%, a pieczona fasolka w puszce o 45%. W tym roku ceny podobnych produktów wzrosły o około 50%.
Ponieważ ceny nawet najbardziej podstawowych artykułów spożywczych będą nadal rosły, rodziny żyjące w ubóstwie będą miały trudności ze znalezieniem środków w swoich i tak już napiętych budżetach, aby utrzymać zdrową dietę. W 2021 r. badanie przeprowadzone przez Food Foundation wykazało, że najbiedniejsza jedna piąta społeczeństwa brytyjskiego musiałaby wydać 40% swoich dochodów, by spełnić rządowe wytyczne dotyczące zdrowego odżywiania. Chroniczne niedożywienie spowodowane ubóstwem pociąga za sobą długoterminowe koszty, zarówno dla jednostek, jak i dla całego społeczeństwa.
Badanie z 2016 r., przeprowadzone przez Joseph Rowntree Foundation, wykazało, że wydatki na opiekę zdrowotną stanowiły największą część dodatkowych wydatków związanych z ubóstwem, wynoszącą 29 miliardów funtów. Po ponad dziesięciu latach chronicznych niedoborów kadrowych spowodowanych realnymi cięciami płacowymi i rosnącym poziomem stresu, NHS ma teraz do czynienia z rekordowo długą listą oczekujących. „British Medical Journal” ostrzegł, że jeśli rząd nie podejmie działań w celu rozwiązania problemu kryzysu kosztów utrzymania, ubóstwo, a co za tym idzie nierówności zdrowotne, a także koszty związane z leczeniem i zarządzaniem – wzrosną.
Ubóstwo żywnościowe wpływa również na wyniki edukacyjne dzieci. Badanie przeprowadzone przez Centre for Educational Neuroscience wykazało, że gdy dziecko nie zje śniadania, wyraźnie wpływa to na jego wydajność, jeśli zadania szkolne są bardziej wymagające umysłowo. Pomimo całej rządowej retoryki wyrównywania i pobudzania gospodarki z „gwarancją umiejętności na całe życie”, jeśli rząd nie jest w stanie poradzić sobie z powszechnym niedożywieniem, z jakim borykają się dzieci w ubóstwie, to ucierpią ich wyniki w nauce, co zaszkodzi perspektywom życiowym całego pokolenia.
Kto zapłaci tę cenę?
Pomimo że od ponad dekady rośnie ubóstwo, a usługi publiczne są słabo finansowane i wyeksploatowane do granic możliwości, podatki w Wielkiej Brytanii są na najwyższym poziomie od ponad 70 lat. Obciążenie to spada nieproporcjonalnie na ubogie i pracujące gospodarstwa domowe. Górne 10% gospodarstw domowych posiada 43% całkowitego bogactwa kraju, ale płaci tylko 33,5% swoich dochodów w podatkach bezpośrednich i pośrednich; dolne 10%, które praktycznie nie posiada żadnego majątku, płaci prawie 50% swoich dochodów w postaci podatków, składek, akcyz itp. I podczas gdy główna stawka podatku od osób prawnych wzrasta do 25% z 19% (wciąż jest to jedna z najniższych w OECD i poniżej poziomu z 2008 r.), to korporacje są w stanie zrekompensować sobie ten wzrost, wykorzystując hojne ulgi kapitałowe i ulgi podatkowe.
Raport opublikowany niedawno przez Unite the Union’s Profiteering Commission ujawnił, że średnia marża zysku FTSE 350 (największych 350 firm w Wielkiej Brytanii) wzrosła o ponad 70% w 2021 r. w porównaniu z 2019 r. Raport wykazał również, że podczas gdy płace realne spadły, jeśli skorygować je o inflację, to zyski biznesu skorygowane o inflację wzrosły o 8%. Szacuje się, że gwałtowny wzrost korporacyjnych spekulacji odpowiada aż za 50% obecnego poziomu inflacji. Związki zawodowe zaczynają odpowiadać na te korporacyjne spekulacje, domagając się reformy płac i podejmując akcje strajkowe. Ich żądania stanowią podstawę do naprawy tej zmanipulowanej gospodarki: na początek płaca minimalna w wysokości 15 funtów na godzinę przywróciłaby wzrost płac do poziomu sprzed krachu finansowego z 2008 r. i spowodowała, że najbiedniejsze 70% gospodarstw domowych doświadczyłoby siedmioprocentowego wzrostu zarobków.
Mówiąc najprościej, przestępstwem jest to, że w piątym najbogatszym kraju świata prawie 33% dzieci żyje w ubóstwie, a coraz większa liczba gospodarstw domowych jest zależna od banków żywności. Nadszedł czas, aby bogaci płacili w podatkach to, co są winni, a korporacje płaciły swoim pracownikom to, na co zasłużyli, w zamian za bogactwo, które dla nich wypracowują. Byłby to krok w kierunku powstrzymania narastającej spirali nierówności, która sprawia, że koszty biedy tak silnie spadają na barki tych, którzy ją klepią. Ale celem nie jest tylko przeniesienie tego ciężaru – jest nim całkowite zlikwidowanie ubóstwa.
Rae Deer
tłum. Magdalena Okraska
Tekst pierwotnie ukazał się w internetowym wydaniu magazynu Tribune w czerwcu 2022.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Tomasz Chmielewski