przez redakcja | poniedziałek 12 września 2022 | aktualności
Związki zawodowe zaczynają aktywizować pracowników platformowych i biorą się za wielkie korporacje. Czy algorytmy zderzą się wreszcie ze zorganizowanym sprzeciwem? Czy zbliża się koniec dobrej passy dla Ubera i Bolta w Polsce?
Konfederacji Pracy Młodych – działająca w ramach OPZZ Konfederacja Pracy, jednego z większych i aktywniejszych związków zawodowych w Polsce – zrzeszająca młode pracownice i pracowników, przez dwa dni będzie prowadzić akcję zamawiania jedzenia, by dzięki temu mieć możliwość rozmawiać z dostawcami o warunkach pracy w jednej z najmniej uregulowanych branż w Polsce.
12 i 13 września pod budynkiem Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ) w Warszawie pojawi się punkt, w którym dostawcy jedzenia będą mogli odpocząć i zjeść dowożone przez nich samych posiłki. Akcja organizowana przez Konfederację Pracy Młodych ma na celu dotarcie do tych pracowników, którzy jak twierdzą związkowcy,
stanowią grupę szczególnie zagrożoną brakiem ochrony ze strony polskiego prawa pracy.
To jedna z pierwszych tak poważnie zaplanowanych i skoordynowanych prób dotarcia związków zawodowych do pracowników tej stosunkowo nowej branży w Polsce. Zdaniem związkowczyń i związkowców korporacje platformowe przez lata wykorzystywały brak regulacji obowiązujących w tym segmencie rynku zatrudnienia, fałszywie przedstawiając swoich pracowników jako samodzielnych zleceniobiorców i przedsiębiorców. To zaś odbierało pracownikom należne im prawa i ochronę wynikające z polskiego prawa pracy. Wśród trapiących pracowników problemów wymieniają m.in. brak ubezpieczenia, brak zabezpieczenia społecznego, problemy dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy.
Branża platformowa rzadko kiedy oferuje bowiem zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę. Kurierzy zatrudnieni w firmach takich jak Bolt czy Pyszne.pl funkcjonują najczęściej w ramach umowy zlecenia bądź umów B2B, powszechnie znanych jako umowy śmieciowe. Jako że rynek pracy platformowej nie doczekał się w Polsce stosownych regulacji w kwestii warunków zatrudnienia, o wynagrodzeniu przysługującym kurierom decyduje często algorytm, którego dokładne funkcjonowanie nie jest żadnemu pracownikowi znane. Konfederacja Pracy stawia sprawę jasno – dość wykorzystywania popularnych aplikacji przeciwko prawom pracowniczym!
przez redakcja | niedziela 11 września 2022 | aktualności
Światowy Dzień Godnej Pracy obchodzimy z inicjatywy Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych dopiero 7 października, jednak już dziś wiadomo, że tematem przewodnim dnia będzie nawoływanie do dążenia do sprawiedliwości płacowej, także poprzez strajk.
Jak informuje pulshr.pl, Od 2008 roku Międzynarodowa Konfederacja Związków Zawodowych (ITUC) organizuje Światowy Dzień Godnej Pracy (World Day of Decent Work). Przypada on 7 października, jednak już teraz ITUC zdradziła, jaki cel będzie przyświecał tegorocznym obchodom. Światowy Dzień Godnej Pracy w 2022 roku odbędzie się pod hasłem sprawiedliwości płacowej. By ją osiągnąć, ITUC zachęca do rozpoczęcia strajków.
Organizacja alarmuje, że kryzys gospodarczy wywołany pandemią COVID-19 i atakiem Rosji na Ukrainę spowodował gwałtowne wzrosty inflacji, napędzone dodatkowo działaniami nastawionych wyłącznie na zysk korporacji, które kontrolują energię, transport, żywność i inne ważne towary. To wszystko bardzo mocno pogorszyło sytuację pracowników na rynku pracy, szczególnie tych najsłabiej wynagradzanych.
Organizacja podkreśla też, że już ponad połowa gospodarstw domowych ma trudności z przetrwaniem, a 10 proc. nie jest w stanie pokryć kosztów niezbędnych rzeczy. Jednocześnie przybywa ludzi majętnych.
– Od początku pandemii pojawiło się 573 nowych miliarderów. Obecnie kontrolują oni 13,9 proc. światowego PKB, a jednocześnie każdego dnia ponad 700 000 ludzi popada w ubóstwo – podaje organizacja zrzeszająca związki zawodowe z całego świata.
przez redakcja | piątek 9 września 2022 | aktualności
Bezpłatny kurs języka polskiego dla medyków z Ukrainy ukończyło dotąd 1100 osób, około stu nadal bierze udział w zajęciach organizowanych przez Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego.
Jak wskazuje portal pulshr.pl, w kursach biorą udział nie tylko ukraińscy lekarze, ale także pragnące podszkolić język pielęgniarki oraz ratownicy medyczni. Kursy rozpoczęły się w marcu 2022, krótko po ataku Rosji na Ukrainę 24 lutego. Wiele osób, także medyków, przybyło do Polski w poszukiwaniu schronienia. Zajęcia językowe to wspólna inicjatywa Ministerstwa Zdrowia i Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.
Już ponad tysiąc medyków, głównie lekarzy, dentystów, ale także pielęgniarek i ratowników medycznych z Ukrainy ukończyło kurs z języka polskiego organizowany przez CMKP – podał dyrektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego prof. Ryszard Geller, cytowany w materiałach CMKP.
Wskazał, że do tej pory kursy były prowadzone w 129 grupach. Przedstawiciele zawodów medycznych uczą się języka polskiego i specjalistycznego, medycznego. Poziom kursantów jest zróżnicowany. Jedni zaczynają od podstaw, innym zależy na tym, by podszkolić język w komunikacji z pacjentami i personelem medycznym, ale są także osoby, które chcą pracować nad umiejętnością pisania, niezbędną do prowadzenia dokumentacji medycznej.
Kursy są organizowane na poziomach od A1 (dla początkujących) do C1 (język specjalistyczny, medyczny). Nauka odbywa się online. W sumie zajęcia prowadziło ponad 20 lektorów. Kursy finansuje Ministerstwo Zdrowia. Uczestnicy otrzymują bezpłatne materiały edukacyjne. Kurs kończy się testem.
przez redakcja | czwartek 8 września 2022 | aktualności
1 lipca weszła w życie nowelizacja ustawy o najniższych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, a wraz z tym pensje pielęgniarek miały pójść w górę. Więcej pieniędzy na konta miało wpłynąć już w sierpniu. Niestety nie wszystkie placówki podniosły pensje i wypłaciły ustawowe podwyżki.
Jak informuje pulshr.pl, Warszawski Instytut Onkologii, Świętokrzyskie Centrum Onkologii czy Powiatowy Szpital Specjalistyczny w Stalowej Woli – to placówki, w których w ostatnich kilkunastu tygodniach pielęgniarki powiedziały dość. Część z nich bez zapowiedzi poszła na zwolnienia lekarskie lub też odeszła od łóżek pacjentów.
Zarzewiem każdego z tych sporów są wynagrodzenia. Te, zgodnie z założeniami obowiązującej od 1 lipca nowelizacji ustawy o najniższych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, miały pójść w górę. Po zmianach pensje pielęgniarek powinny wyglądać następująco:
- mgr pielęgniarstwa ze specjalizacją: z 5 478 zł do 7 304,66 zł brutto – wzrost o 1 827 zł,
- mgr pielęgniarstwa bez specjalizacji: z 4 186 zł do 5 775,78 zł brutto – wzrost o 1 590 zł,
- pielęgniarka ze średnim wykształceniem: z 3 772 zł do 5 322,78 zł brutto – wzrost o 1 550 zł.
Jest to najniższe wynagrodzenie, co znaczy, że pielęgniarki nie mogą zarabiać mniej niż ustalono.
Tak się jednak w wielu placówkach medycznych nie stało. Po zmianie wynagrodzenia pielęgniarek uzależnione są m.in. od ich wykształcenia i kwalifikacji, jednak wiele placówek nie chce uznać tych kwalifikacji, a tym samym nie podnosi pensji, mimo że zgodnie z nowymi przepisami powinno to zrobić.
W tej sprawie oświadczenie wydała Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych. Podkreśliła w nim, że pracodawca nie jest uprawniony do samodzielnej, arbitralnej odmowy uznania kwalifikacji w celu uniknięcia zaszeregowania pracowników do grupy zawodowej o wyższym współczynniku pracy. Apeluje też o zgłaszanie każdego takiego przypadku do Państwowej Inspekcji Pracy.
– Nieprawidłowości jest dużo. Dociekamy przyczyny, dlaczego tak się stało, że mimo iż bardzo duże środki zostały przewidziane na nowelizację ustawy, nie spowodowały jej realizacji tak, jak stanowi prawo. Dlaczego specjalizacje posiadane przez pielęgniarki i położne, które przez pracodawców były uznane przed 1 lipca, już po 1 lipca zostały przez nich zdeprecjonowane? W efekcie pielęgniarki zostały nieprawidłowo zaszeregowane – komentuje Zofia Małas, prezeska Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.
przez redakcja | środa 7 września 2022 | opinie
Media w zasadzie każdego dnia grzmią o zbrodniach. Taka ich uroda. Gdy pracowałam w jednej z dużych redakcji, nauczono mnie, wedle jakiego klucza dobiera się newsy. Wzór jest prosty. A zwie się zasadą „trupo- kilometrów”. Im więcej zwłok im bliżej Polski, a gdy w Polsce to im bliżej grupy odbiorców – tym lepiej. Dla newsa rzecz jasna. Dzieci w tym równaniu liczą się podwójnie, lepiej się klikają. I to widać. Informacje o morderstwach czy znęcaniu się nad dziećmi pojawiają się często. I nie zrozumcie mnie źle: uważam, że o przemocy trzeba mówić. Jest to naszym obowiązkiem, by ją dostrzegać i reagować. Szkopuł jednak w tym, jak i co się o niej mówi. I jak skorelowana jest z tym mówieniem cena za metr kwadratowy mieszkania w okolicy, gdzie doszło do tragedii. A jest.
Gdy ostatnio gruchnęła wieść, że kobieta zabiła miesięczną córeczkę, a dwóch starszych synków próbowała uśmiercić, przeczytałam tekst na ten temat w „Gazecie Wyborczej”. Oraz komentarze pod tym tekstem. Tragedia niby podobna do innych tego typu, wielokrotnie opisywanych w mediach. Niby podobna, lecz niepodobna. Bo wydarzyła się w Miasteczku Wilanów. Turbomodelowym osiedlu grodzonym w Warszawie, gdzie mieszkają wzorcowi konsumenci. Przedstawiciele klasy średniej po tuningu, ciułający na swe kredyty we franku, słuchających dla szpanu jazzu i podający na wieczornych posiadówkach deskę serów. No wiecie, jak graliście w Simsy, to mniej więcej tak.
Lektura tekstu przypomniała mi inne teksty o podobnych zdarzeniach z ostatniego czasu. Tylko że tamte rozgrywały się zazwyczaj we wsiach na Podlasiu czy w miasteczkach podkarpackich. I to było widać już w samych tekstach. W sprawie z Wilanowa jest łagodniej. Czuć, że dziennikarka stara się jakoś zrozumieć, jak do tego doszło. Może depresja poporodowa, może licho wie co. I bardzo dobrze. Tak powinno być. Ale czemu tej samej subtelnej troskliwości w opisie brak, gdy chodzi o Grudziądz czy Chałupki nad Sanem? Zajrzyjcie do dowolnego artykułu o zbrodni na prowincji. Jak w kodeksie Hammurabiego. No mercy. Nawet na poziomie języka użytego do opisu wydarzeń widać, że jest to podane ma miękko.
Same teksty to jednak nic, gdy popatrzymy na ich recepcję, czyli na komcie. W przypadku matki z Wilanowa mamy całe epistoły o tym, jak to depresja i inne choroby doprowadzają ludzi do ostatnich granic. O tym, że nikt tej biedaczce nie pomógł. Padają z wielu stron pytania: czemu była z tym sama? Gdy to samo dzieje się w innym, powiedzmy że mniej prestiżowym anturażu… No cóż. Może już Wam świta. MADKA POTWÓR! Jeb… PiSiory tam mieszkają. Wiadomo, bezmózgi z zadupia! Pińcet plusy i patola. Podkarpacie i wszystko jasne. Tam takie świry pisowskie mieszkają.
Zastanawiam się więc i pytam: czemu kobiecie z Wilanowa potrafimy współczuć, mimo tego co zrobiła, a osobom z klas nieuprzywilejowanych nie potrafimy i nie chcemy potrafić?
Co więcej, osobom biednym odmawia się w takich sytuacjach po prostu człowieczeństwa. Prawa do tego, żeby być podmiotem, a nie przedmiotem, który się etykietuje jak rzecz w markecie. A odmawiają i etykietują najczęściej ci, którzy najgłośniej i najbardziej zapalczywie bronią Konstytucji, Wartości Europejskich i ogólnie wiecie… Demokracji. Demokracja fajna rzecz. Ale jak rządzą fajni. A niefajni japa w kubeł, a jak nie pasuje to fora ze dwora.
Ronja
Autorka ze względów zawodowych pragnie zachować anonimowość.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Foundry Co from Pixabay.