Ahoj, na Zachód! O czeskiej demografii

Ahoj, na Zachód! O czeskiej demografii

Pod względem demografii Czechy bardziej przypominają dobrze prosperujący kraj zachodni niż dawne państwo komunistyczne.

Ich populacja rośnie, a w 2021 roku Czeszki urodziły więcej dzieci niż przyszło na świat gdziekolwiek indziej w Europie. Czechy przeciwstawiają się trendom całej reszty byłej komunistycznej Europy. Przyciągają imigrantów, mają niski wskaźnik emigracji i demograficznie przypominają bardziej prosperujący kraj zachodni niż dawne państwo komunistyczne.

Wojna w Ukrainie sprawiła, że przewidywanie przyszłości stało się głupotą, ponieważ nikt nie wie, ilu z 431 285 Ukraińców, którzy zarejestrowali się w Czechach w celu uzyskania „tymczasowej ochrony”, pozostało tam, a ilu kiedykolwiek wróci do domu – co daje potencjalnie masowy i nieoczekiwany wzrost całkowitej liczby ludności kraju. W 1989 r. populacja Czech wynosiła 10,3 mln. Według spisu ludności z 2021 r. jest to obecnie 10,5 mln, a ta liczba nie obejmuje uchodźców z Ukrainy.

W 2021 r. czeski całkowity współczynnik dzietności wyniósł zdumiewające 1,83 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym. W 2022 r. ma on spaść do poziomu 1,65-1,70, ale nadal jest to wartość znacznie powyżej średniej unijnej, wynoszącej 1,5. Czesi starzeją się jak wszyscy Europejczycy, ale jeśli chodzi o tak zwaną „naturalną zmianę” – bilans urodzeń i zgonów – radzą sobie stosunkowo dobrze. W latach 1994-2005 przydarzył im się okres, w którym było więcej zgonów niż urodzeń rocznie, ale przez większość lat od tego czasu do 2020 r., kiedy COVID-19 zwiększył śmiertelność, mieli więcej urodzeń niż zgonów.

Jednak fakt, że populacja Czech jest obecnie większa niż w momencie upadku komunizmu, jest prawie całkowicie spowodowany imigracją. To właśnie odróżnia go od innych byłych krajów postkomunistycznych i sprawia, że jego trendy demograficzne stają się podobne do trendów wielu krajów Europy Zachodniej, których populacja zmniejszyłaby się bez ciągłego napływu przybyszów.

Dlaczego Czechy się wyróżniają? Odpowiedź leży na mapie. Demografowie uwielbiają spierać się o to, czy stare powiedzenie „demografia to przeznaczenie” jest prawdziwe, czy nie, ale czeskim demografom można wybaczyć brak troski. Dla nich geografia to przeznaczenie. „Zdradzę ci mały sekret” – mówi Tomas Kucera, starszy demograf z Uniwersytetu Karola w Pradze. – „Czechy leżą w jednej z najlepszych lokalizacji geograficznych w Europie”. Leżące na przecięciu korytarzy transportowych Wschód-Zachód i Północ-Południe Czechy od dawna znajdują się w miejscu dobrym dla rozkwitu gospodarki, a w okresie przejściowym od komunizmu był to kluczowy czynnik chroniący je przed zawirowaniami demograficznymi, przed którymi stanęły wszystkie inne kraje w byłej komunistycznej Europie, z wyjątkiem Słowenii.

– „Gdyby Mołdawia była tam, gdzie my, a my tam, gdzie jest Mołdawia”, mówi Kucera, „to bylibyśmy w podobnej sytuacji jak Mołdawia jest teraz, i vice versa”. Od 1989 roku Mołdawia straciła jedną trzecią populacji. – „Kiedy Cesarstwo Austro-Węgier upadło w 1918 roku”, mówi Kucera – „nowa Czechosłowacja, a raczej ta jej część, która jest teraz Czechami, odziedziczyła znaczną część przemysłu, który zachowała i rozwija do dziś”. W latach międzywojennych Czechosłowacja była gospodarką rozwiniętą na równi z kilkoma krajami Europy Zachodniej, których trendy demograficzne również odzwierciedlała.

W czasach komunistycznych pozostawała ważną potęgą przemysłową. Następnie, po upadku komunizmu, który w przeciwieństwie do innych krajów nie doprowadził tam do całkowitego załamania gospodarczego, trendy demograficzne w Czechach szybko wróciły do tych z głównego nurtu Europy Zachodniej.

Kiedy załamanie współczynnika dzietności nie jest końcem świata

Historia współczynnika dzietności w Czechach, który w zeszłym roku wyniósł 1,83 i przekroczył wysokość współczynnika we Francji metropolitalnej (a ona od dawna ma jeden z najwyższych wskaźników w Europie), jest fascynującym wglądem w historię demograficzną tego kraju.

W czasach kryzysu lat 30. XX wieku niepewność co do przyszłości zepchnęła dzietność poniżej 2,1, czyli poziomu, którego populacja potrzebuje do zastąpienia pokoleń bez imigracji. Co ciekawe, w czasie II wojny światowej nastąpił gwałtowny wzrost dzietności, po części dlatego, że Czechom w większości oszczędzono walki, a posiadanie dzieci było sposobem na uniknięcie wysłania na roboty przymusowe do Niemiec.

Współczynnik dzietności utrzymywał się na wysokim poziomie we wczesnych latach komunizmu, które dla wielu były okresem optymizmu. Następnie spadł poniżej poziomu zastępowalności między 1966 a 1972 rokiem, a ostatecznie spadł poniżej niego na dobre w 1981 roku. W 1989 roku wynosił 1,87, ale dekadę później spadł do 1,13. W tamtym roku urodziło się tylko 89 471 dzieci, najmniej we współczesnej historii Czech. Od tego czasu jednak regres współczynnika zaczął się cofać. W 2021 roku w Czechach urodziło się 111 793 osób.

Co jednak interesujące, w pierwszej połowie 2022 r. urodziło się jedynie około 50 000 osób, co oznacza, że w tym roku, z niejasnych jeszcze przyczyn, wskaźnik urodzeń prawdopodobnie spadnie o około 10 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Całkowity spadek współczynnika dzietności po upadku komunizmu nastąpił w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Były to lata zawirowań gospodarczych i prawie wszędzie pojawiły się znaczne trudności, bezrobocie, rosnąca śmiertelność i wysokie wskaźniki emigracji.

Z badań Tomasa Sobotki z Wiedeńskiego Instytutu Demograficznego wynika jednak, że w Czechach było zupełnie inaczej. Twierdzi, że „załamanie współczynnika dzietności” w Czechach wcale nie było krachem, ale raczej odrzuceniem wschodnioeuropejskich wzorców małżeństw i rodzenia z czasów komunizmu i powrotem do zachodnioeuropejskich wzorców sprzed wojny.

Sobotka mówi, że kobieta urodzona w 1965 r. miała zazwyczaj pierwsze dziecko w wieku 20 lub 21 lat. Ale kobieta urodzona w 1990 r. „zwykle rodzi swoje pierwsze dziecko w wieku 29 lat, a więc pomiędzy tymi okresami nastąpiła przerwa, bo kobiety i ich partnerzy czekali dłużej, zanim mieli pierwsze dziecko. Zatem w tym okresie przejściowym współczynnik dzietności spadł, nie dlatego, że ludzie przestali mieć dzieci, ale dlatego, że czekali, aż będą starsi”.

Wyjaśnia, że kolejnym powodem, dla którego wiek posiadania pierwszego dziecka w Czechach bardzo szybko wzrósł, jest to, że w czasach komunizmu edukacja seksualna była na niskim poziomie, a stosowanie pigułek antykoncepcyjnych było niezbyt częste, więc wiele pierwszych ciąż było przypadkowych. W 1990 roku antykoncepcję hormonalną przyjmowało tylko 4 procent kobiet w wieku rozrodczym. Zmieniło się to szybko i liczba nieplanowanych urodzeń i aborcji gwałtownie spadła. Obecnie pigułki stosuje około 30 procent czeskich kobiet w wieku rozrodczym.

Dziś płodność jest wspierana „stosunkowo hojną polityką rodzinną” – mówi Sobotka – „pozwalającą na elastyczny i dobrze płatny urlop rodzicielski dla obojga rodziców przez pierwsze trzy lub cztery lata życia każdego dziecka”. Dość egalitarna redystrybucyjna polityka socjalna pomogła również zachować „większą stabilność społeczną i uniknąć najgorszych nierówności ekonomicznych i wydarzeń, jakie można zaobserwować w innych krajach postkomunistycznych”.

Gospodarka ogranicza emigrację

Innym czynnikiem odróżniającym Czechy od ich byłych komunistycznych odpowiedników po 1989 r. był fakt, że ochrona zdrowia wszędzie przeżywała kryzys, ale Czechy nie doświadczyły porównywalnej zapaści. Oznaczało to, jak mówi Sobotka, że „nastąpiły bardzo szybkie inwestycje w nowe technologie, które były niedostępne wcześniej. Tak więc leczenie raka i niektórych innych trudniejszych schorzeń związanych ze starością szybko się poprawiło, a wskaźniki śmiertelności zaczęły spadać, zaledwie kilka lat po zmianie ustroju i po 30 latach stagnacji”.

W przeciwieństwie do reszty komunistycznej Europy, Czechy, uprzemysłowione przed II wojną światową, nie były zdominowane przez wielkie gałęzie przemysłu, których zamknięcie prowadziło do upadku gospodarczego całych miast i regionów, jak to miało miejsce na przykład na Słowacji. Mniejsze branże i gałęzie przemysłu znacznie lepiej radziły sobie z transformacją. Od tamtego czasu Czesi mają znacznie mniejszą motywację ekonomiczną do emigracji niż obywatele innych byłych krajów komunistycznych, a nawet niektórych krajów Europy Zachodniej. „Dla Czechów nie ma sensu jechać do pracy w Wielkiej Brytanii” – mówi Kucera – „bo pieniądze, które tam zarobią, pomniejszone o koszty zakwaterowania, oznaczają, że zyskają mniej, niż będą zarabiać tutaj”.

Przypuszczenia Kucery potwierdzają dane ujawnione przez brytyjskie Biuro Statystyk Narodowych. Po Brexicie 78 200 Czechów złożyło wniosek o pozostanie na terenie Wielkiej Brytanii. Z kolei 136 970 Słowaków złożyło tam wniosek o pobyt, mimo że populacja Słowacji jest o połowę mniejsza niż w Czechach; 444 940 Portugalczyków złożyło wnioski, mimo że populacja Portugalii jest prawie taka sama jak w Czechach.

Badania przeprowadzone przez Sobotkę pokazują również, że wskaźnik emigracji Czechów jest bliższy wskaźnikowi dobrze prosperujących krajów Europy Zachodniej, w przeciwieństwie do krajów Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej, z których wyjechał duży odsetek ludzi w każdym wieku. Mówi, że w Czechach od 4 do 6 procent ludzi w każdym pokoleniu mieszka obecnie za granicą, „a to nie różni się tak bardzo od stanu, który można napotkać w Wielkiej Brytanii czy Francji”.

Oczywiście trudno jest śledzić emigrację, a zeszłoroczny spis ludności wykazał, że kraj opuściło więcej osób, niż przewidywano na podstawie spisu z 2011 roku. Doprowadziło to do korekty liczby ludności Czech w 2021 r. o 200 000 w porównaniu z 2020 r., ale nie oznacza to, że liczba ludności kraju spadła aż tak bardzo w ciągu roku.

Napływ imigrantów

Przede wszystkim tym, co pod względem demograficznym upodabnia Czechy do bogatszego kraju zachodniego, jest imigracja.

Pod koniec 2021 r. w kraju zarejestrowanych było 660 849 cudzoziemców, z czego 320 534 miało pobyt stały, a większość pozostałych posiadała krótkoterminowe zezwolenia na pracę. Spośród wszystkich trzech najsilniej reprezentowanych narodowości było to 196 875 Ukraińców, 114 630 Słowaków i 64 851 Wietnamczyków.

Opierając się na danych i tendencjach w Czechach do końca 2021 r., prognozy Eurostatu przewidywały delikatny wzrost liczby ludności Czech do 10,76 mln w 2030 r., a następnie powrót do obecnego poziomu 10,53 mln do 2050 r. Teraz jednak o nic byśmy się nie zakładali. Do 13 września tego roku około 431 285 Ukraińców zostało zarejestrowanych jako osoby, którym zezwolono na pozostanie w Czechach z powodu wojny na terenie ich kraju.

Z pewnością część, a nawet większość z tych Ukraińców mogła od tego czasu wrócić do domu lub wyjechać do innych krajów, takich jak Niemcy. Ale duża liczba pozostaje w Czechach i nadal będzie to robić, ponieważ wiele dzieci uchodźców rozpoczyna naukę w szkole, a im dłużej trwa wojna, tym większa będzie liczba osób, które osiedlą się na stałe w Czechach.

Zdaniem Kucery populacja Czech „zdecydowanie będzie rosła w perspektywie średnio- i długoterminowej”, ale nieoczekiwany napływ setek tysięcy Ukraińców oznacza, że przyszłość demograficzna Czech jest obecnie niemożliwa do przewidzenia.

Co ciekawe – mówi Kucera – „zwykle im bardziej odległy horyzont przewidujesz, tym mniej pewna jest prognoza. Mamy teraz paradoks – najbardziej niepewne są prognozy krótkoterminowe!”.

Tim Judah

tłum. Magdalena Okraska

Tekst pierwotnie ukazał się na stronie balkaninsight.com w październiku 2022 r.

Grafika w nagłówku tekstu: Kurious from Pixabay.

Galeria na wsi

Galeria na wsi

Otwarto pierwszą w Polsce galerię sztuki nowoczesnej na obszarze wiejskim.

Jak pisze Portal Samorządowy, zainaugurowano działalność pierwszej w Polsce galerii sztuki nowoczesnej na wsi, którą otwarto w piątek w Siennicy Różanej (Lubelskie). Mieści się ona w zabytkowym dworze, w którym za 4,5 mln zł powstała nowa placówka kulturalna – Dwór Sztuki.

Nowa placówka kulturalna znajduje się w zabytkowym dworze hrabiego Jana Poletyło w Siennicy Różanej. Będzie w nim działać pierwsza w Polsce galeria sztuki nowoczesnej na wsi ze stałą ekspozycją dzieł Janusza Jutrzenki Trzebiatowskiego, który swoje piękne prace przekazał nam nieodpłatnie. Są to współczesne obrazy, medalierstwo i rzeźba – sprecyzował wójt.

W odrestaurowanym dworze urządzono także Salę Wystaw Zmiennych, w której prezentowane będą prace zaproszonych twórców i artystów, także młodego pokolenia.

Dodatkowo utworzono salę do prowadzenia zajęć praktycznych, w której planowana jest organizacją warsztatów mistrzowskich. W ośrodku znajdują się również sale historyczne, upamiętniające m.in. postacie ważne dla dziejów Siennicy Różanej. Jest także kameralna sala koncertowa z widownią na 140 miejsc.

Nie podniesieniu wieku emerytalnego we Francji

Nie podniesieniu wieku emerytalnego we Francji

Francuska centrala związkowa CGT zamierza sparaliżować kraj w proteście przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego o dwa lata.

Jak informuje portal Business Insider, protesty zapowiedzieli już pracownicy kolei, transportu miejskiego i drogowego. Do przyłączenia się do strajku wezwano także rafinerie, które mają stanąć 26 stycznia na 48 godzin i 6 lutego na 72 godziny. Jeden dzień nie wystarczy, aby zmusić rząd do zrezygnowania z reform — powiedział Eric Sellini, koordynator CGT w koncernie petrochemicznym TotalEnergies.

Centrala związkowa Force Ouvriere (FO) ostrzegła, że zastrajkuje sektor transportu, w tym kierowcy ciężarówek, autokarów i ambulansów.

Protest jest odpowiedzią na rządowy plan podniesienia wieku emerytalnego do 2030 r. z obecnego ustalonego na poziomie 62 lata do 64 lat.

Volkswagen musi przywrócić związkowca do pracy

Volkswagen musi przywrócić związkowca do pracy

Poznański sąd podjął decyzję o przywróceniu do pracy działacza OZZ Inicjatywa Pracownicza. Marek Duniec pracował w poznańskiej fabryce Volkswagena kilkanaście lat i był jednym z założycieli komisji zakładowej. Dwa lata temu został przez pracodawcę dyscyplinarnie zwolniony między innymi za pełnienie dyżurów związkowych na terenie zakładu. Zwolnienie nastąpiło mimo, że Duniec objęty był ochroną związkową.
Tydzień temu sąd I instancji zdecydował o przywróceniu Duńca do pracy do czasu prawomocnego zakończenia postępowania i obciążył wszystkimi kosztami procesu pracodawcę. To ważne zwycięstwo ruchu związkowego.

Poseł Razem Maciej Konieczny pisze na swoim profilu w mediach społecznościowych: Smuci mnie bardzo, że na wyrok pierwszej instancji trzeba było czekać dwa lata, a sprawa może się jeszcze ciągnąć. To pokazuje, że polskie prawo nadal niewystarczająco chroni związki zawodowe przed bezprawnymi działaniami nieuczciwych pracodawców. Dlatego złożyliśmy w Sejmie projekt ustawy, który pozwala na przywrócenie zwolnionego związkowca do pracy jeszcze przed pierwszą rozprawą i przenosi ciężar dowiedzenia, że zwolnienie było zgodne z prawem na pracodawcę. Jego przyjęcie znacząco poprawiłoby pozycję związków zawodowych i utrudniłoby nieuczciwym pracodawcom bezprawne zwalnienie związkowców. Najwyższy czas przyjąć ten projekt!

Marek Duniec pomimo ochrony związkowej został zwolniony dyscyplinarnie między innymi za dyżur związkowy na terenie zakładu. Wyrokiem sądu Marek został właśnie przywrócony do pracy. Sprawiedliwość zwycięża. Marek wraca, jeszcze bardziej zdeterminowany by walczyć z firmą o prawa pracownicze – nasze prawa – informuje Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza.

Rząd zapłaci za przeprowadzkę

Rząd zapłaci za przeprowadzkę

Japoński rząd stworzył program przewidujący spore dofinansowanie dla rodzin, które przeprowadzą się z Tokio do mniej zaludnionych części kraju.

Jak informuje Portal Samorządowy, Tokio ma 14 mln mieszkańców, ale cała tokijska aglomeracja aż 37 milionów. Jest to więc najbardziej przeludniona części Japonii. Co gorsza, liczba mieszkańców tam ciągle rośnie – o 80 tys. osób rocznie. To samo zjawisko dotyczy także innych największych japońskich aglomeracji. Od dekad młodzi Japończycy migrują do największych miast kraju za lepiej płatną pracą i większymi możliwościami zawodowymi.

Doprowadziło to do bardzo dużego wzrostu cen (nie tylko mieszkań) w japońskich metropoliach, a Tokio stale wygrywa w rankingu najdroższych miast na świecie. Takie migracyjne wzorce, połączone z demografią japońskiego społeczeństwa, sprawiły, że małym, oddalonym od metropolii miasteczkom szybko ubywało mieszkańców. Liczba pustych, opuszczonych domów w tych miasteczkach idzie już w miliony. Według statystyk ów problem dotyka więcej niż połowy japońskich gmin.

Rządowy program zakłada, że każdy, kto przeniesie się z Tokio do jednej ze zmagających się z wyludnianiem miejscowości, otrzyma 600 tys. jenów (4,5 tys. dolarów). Ale w przypadku rodzin to dofinansowanie będzie większe – milion jenów na osobę (7,7 tys. dolarów), w tym na dzieci. Ów program ma pomóc w ożywieniu tych miejscowości i w podniesieniu w nich wskaźnika urodzeń.

To nie pierwszy raz, gdy japoński rząd używa finansowych zachęt, aby nakłonić mieszkańców tokijskiej aglomeracji do przeprowadzki do mniejszych, oddalonych od niej miejscowości. Jednak dotychczas te zachęty były dużo mniej szczodre.