Pieniądze i inne sprawy

Pieniądze i inne sprawy

W 2024 r. większość polskich pracowników (60 proc.) oczekuje wzrostu pensji, a co trzeci zwróci się do zatrudniającego z takim żądaniem.

Chęć zmiany pracy motywowana jest jednak nie tylko wyższym wynagrodzeniem. Ankietowani wskazują też na możliwość rozwoju w nowym miejscu oraz niezadowolenie z obecnego pracodawcy.

Jak pisze portal Business Insider, z badania Monitor Rynku Pracy, przeprowadzonego przez Instytut Badań Randstad i Instytut Badań Pollster, wynika, że najważniejszym powodem zmiany pracy jest wyższe wynagrodzenie. Takiej odpowiedzi udzieliło 47 proc. respondentów, czyli o 1 pkt proc. mniej wobec poprzedniej edycji badania. Na drugim miejscu wskazano możliwość rozwoju zawodowego (39 proc.), ale uczyniło to o 3 pkt proc. mniej ankietowanych niż w poprzednim badaniu. Trzecią najczęściej podawaną przyczyną jest niezadowolenie z obecnego pracodawcy – tak wskazało 38 proc. badanych (wzrost o 4 pkt proc.).

Z badania wynika, że 76 proc. pracowników jest zadowolonych z obecnej posady, a 8 proc. aktywnie poszukuje nowego zatrudnienia. W 2024 r. większość polskich pracowników (60 proc.) oczekuje wzrostu pensji, a co trzeci zwróci się do zatrudniającego z takim żądaniem. Jako powód oczekiwania podwyżek zatrudnieni wskazują na równi dwa czynniki: rosnące ceny produktów i usług (66 proc.) oraz poczucie, że na wyższe wynagrodzenie zasługują z powodu wysokiej jakości świadczonej pracy (66 proc.).

Sieci walczą z producentami

Sieci walczą z producentami

We Francji ma miejsce interesująca walka: sieci sklepów informują klientów o niedociągnięciach ze strony producentów żywności i o ich nieuczciwości.

Według informacji portalu dlahandlu.pl, Unilever pozwał francuską sieć supermarketów Intermarché za publiczne oskarżenia o kurczenie się wagi czy innych parametrów produktów koncernu. Detalista na plakatach pokazywał downsizing (zmniejszanie rozmiaru i gramatury produktu przy zachowaniu tej samej ceny) na przykładzie lodów Magnum. Napis „Avant, Magnum ça voulait dire grand” („Magnum kiedyś znaczyło «duże»”) wskazywał, że opakowanie Magnum zostało zmniejszone. Według sieci supermarketów waga Magnum spadła o 70 gram, a mimo to koncern Unilever podniósł cenę produktu.

Intermarché nie jest pierwszą siecią supermarketów, która oskarża producentów o tego typu nieuczciwe praktyki. Już jesienią ubiegłego roku Carrefour umieścił w swoich alejkach plakaty z komunikatem: „Waga tego produktu spadła, a cena u naszego dostawcy wzrosła”. Akcja wywołała jednak oskarżenia o hipokryzję, ponieważ sam sprzedawca zmniejszył porcje niektórych marek własnych.

Unilever wysłał przedstawicieli do niektórych supermarketów sieci Intermarché, żądając zaprzestania „oczerniającej” kampanii. Producent zdecydował się również na pozwanie detalisty do sądu. Intermarché mówi, że poprzez takie działania ma nadzieję popchnąć producentów „w stronę większej przejrzystości”.

Zawiedli nas sromotnie (1919)

Zawiedli nas sromotnie (1919)

Napadli Czesi podstępnie i zdradziecko na ogołocony z wojsk polskich Śląsk Cieszyński. Napadli znienacka, lecz ledwie tylko dzielny wódz Latinik potrafił skoncentrować swe szczupluteńkie – bo zaledwie trzy tysiące liczące przeciwko dwudziestu czterem tysiącom czeskim – siły, już powstał zwarty mur nad Wisłą, o który rozbiły się zapędy czeskie. Prawie w najkorzystniejszej chwili, kiedy ledwie słabe kompanie polskie rozbiły całe siły czeskie przy Dębowcu, kiedy już nadchodziły posiłki, na prośbę Czechów, na polecenie z Paryża zawarto niepowetowanie szkodliwe dla nas zawieszenie broni. Gdyby nie ono, dziś już nie stałaby noga żołdaka czeskiego na ziemi śląskiej.

Utworzono w Paryżu haniebną linię demarkacyjną jako nagrodę dla Czechów za ich zdradę i barbarzyństwa. Uznano, że koalicja sprawę załatwi sprawiedliwie bez rozlewu krwi. Ufano misji koalicyjnej w Cieszynie, jako bezstronnemu i sprawiedliwemu sędziemu. Niestety, członkowie misji nie dorośli do zadania, jakie wzięli na siebie i zawiedli sromotnie.

Im dłużej obserwowaliśmy działalność tej misji, tym więcej rosła nasza niewiara wobec niej. Ugodą z 5 listopada [1918] zostawiliśmy Czechom cały powiat frydecki, w pozostałych zaś powiatach Polacy liczą 85%, Niemcy 8%, a Czesi tylko 7%. Sprawa do rozstrzygnięcia była jasną i prostą.

Tymczasem członkowie misji zamiast pracować na ziemi z ludźmi, pracowali umyślnie pod ziemią z węglem, żeby odwrócić uwagę od swego podstępnego knowania na korzyść najeźdźców czeskich. Oni poinformowali komisję dla spraw polskich i czeskich w Paryżu stronniczo i niesprawiedliwie na korzyść Czechów o stosunkach na Śląsku. Oni okazali się niegodnymi naszego zaufania, jakimśmy ich darzyli. Oni zaprzedali Czechom pod maską węgla dusze polskie, które ci chcieliby tutaj wynarodowić. Koncentracja wojsk czeskich wzdłuż linii demarkacyjnej miała na celu przesądzić natychmiast po ogłoszeniu decyzji koalicyjnej w sprawie Cieszyńskiego zabór całego kraju i uprzedzić wszelki zbrojny opór ze strony polskiej. To wszystko za wiedzą misji cieszyńskiej, która się już zawczasu – cichaczem w nocy – wynosiła z Cieszyna.

Z ziemi – z krwi i kości polskiej zrobiono w Paryżu tylko ziemię węgla koksującego. To jest praca komisji koalicyjnej w Cieszynie.

Podczas politycznego strajku górników karwińskich przybyli do Frysztatu członkowie misji podpułkownicy Coulsen i Tissi, żeby się na miejscu przekonać, czego żądają strajkujący. Tam na konferencji rad robotniczych górników zagłębia karwińskiego słyszeli jak wszyscy delegaci rad podnosili z naciskiem, że za najgłówniejszy warunek powrotu do pracy stawiają górnicy ustąpienie Czechów z zagłębia karwińskiego. Słyszeli jak podnosili górnicy jednogłośnie: dajcie nam broń i dozwólcie, a sami sobie zagłębie oczyścimy z czeskiego żołdactwa i pójdziemy do pracy. Inaczej o powrocie do pracy mowy być nie może.

Na to Coulsen w imieniu całej misji zabrał głos i uspokajał górników, żeby tylko byli cierpliwymi i poszli do pracy, gdyż misja poznała ich bóle i ich wielki patriotyzm, ta misja ich nie zawiedzie, ona bada stosunki tutejsze i mogą być pewni podania sprawiedliwej oceny i sprawiedliwego rozstrzygnięcia. Mogą być pewni, że nie zostaną pokrzywdzeni, niech tylko teraz idą do pracy, a sprawa zostanie za miesiące, a może i tygodnie już załatwiona, bo to wielka sprawa budowy Polski.

A słyszcie teraz, jak przedstawili sprawę w Paryżu! Wtedy nawoływali górników do zaprzestania strajku, sami ani myśląc o dotrzymaniu słowa. Działali oni wtedy jak agenci czescy.

Byli oni świadkami przyjęcia, jakie zgotowała wojskom polskim ludność śląska w Cieszynie. Przypadkiem jeden członek misji przejeżdżał dnia 26 stycznia przez Frysztat podczas przyjęcia wojsk polskich. Widział bramy triumfalne i pytał, co to za olbrzymie tłumy, po co one tutaj.

A samo urzędowanie misji. Wobec czeskich nadużyć i gwałtów miękcy i ustępliwi. Natomiast twardzi wobec Polaków. Szczególną protekcją otoczyli podłość ślązakowską. Przez to nie poczuwali się do zachowania taktu i urazili nas. Zamiast sędziego bezstronnego urzędowała misja stronniczo, stronniczy też i niegodny z powagą takiej misji wydała wyrok. Nie żywimy wielkiej nadziei do pomyślnego powodzenia Paderewskiego. Cóż nawet pomogłoby odwrócenie rozstrzygnięcia wobec przez koalicję rozzuchwalonych Czechów. Po grze Paderewskiego przemówi Piłsudski. Ten sam, który nie lękał się w roku 1914 pierwszy zdeptać kordonu krojącego Polskę i z małą garstką legionistów rzucić zbrojną rękawicę kolosowi caratowi – uwolni nas od podłego jarzma czeskiego plemienia gadzin. Przemówi wypróbowanym środkiem starej dyplomacji – orężem, a to najskuteczniejszy środek na rozzuchwalone gadziny czeskie. W ręce naszej armii złożona sprawa to najlepsza gwarancja.

Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w piśmie „Robotnik Śląski. Organ Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej” nr 29/1919, Frysztat, 18 kwietnia 1919 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według obecnych reguł. Tekst publikujemy w 105. rocznicę zbrojnej napaści Czechosłowacji na Polskę i próby zbrojnego zagarnięcia Śląska Cieszyńskiego. Zdjęcie w nagłówku tekstu przedstawia zbiorową mogiłę polskich żołnierzy i członków robotniczych ochotniczych milicji walczących z najeźdźcami. Mogiła znajduje się w Stonawie, niegdyś w ogromnej większości zamieszkiwanej przez Polaków, obecnie w Czechach. Są tam pochowani zarówno polegli w walkach, jak i osoby bestialsko zamordowane jako jeńcy w ramach zbrodni wojennej. Fot. Remigiusz Okraska.

Wizz Air nabrał klientów

Wizz Air nabrał klientów

UOKiK chce ukarać linie lotnicze Wizz Air. Firma namawiała klientów na zakup promocyjnych biletów, po czym anulowała prawie wszystkie zakupione wyloty.

Jak pisze portal wnp.pl, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił Wizz Air zarzuty naruszania zbiorowych interesów konsumentów. Chodzi o promocję urodzinową spółki z 18 maja 2023 r. Wizz Air oferował loty do dowolnego miejsca za 35 zł. Bilet można było zarezerwować w aplikacji Wizz Air oraz na stronie internetowej spółki. Cena dotyczyła wylotu z polskiego lotniska, przy wyborze najtańszej opcji bagażu podręcznego i losowym przydziale fotela.

Spółka anulowała umowy następnego dnia od zakupu, powołując się na błąd techniczny i deklarując natychmiastowy zwrot poniesionych kosztów. Uznała jedynie zamówienia, które dotyczyły podróży odbywających się w ciągu 72 godzin od dokonania transakcji.

Urząd twierdzi, że otrzymał liczne skargi od klientów, którzy zwracali uwagę, że „linie lotnicze tłumaczą się awarią systemu, mimo że namawiały cały dzień, by skorzystać z ich promocji”. Informacja o zniżkach w ramach promocji urodzinowej była dystrybuowana wieloma kanałami, od banera na stronie internetowej i aplikacji, przez newsletter oraz Instagram.

Spółce Wizz Air Hungary grozi kara do wysokości 10 proc. rocznych obrotów.

Wielkie piece zgasną

Wielkie piece zgasną

Indyjski koncern Tata Steel ogłosił plan wygaszenia dwóch wielkoskalowych pieców hutniczych w Wielkiej Brytanii. Pracę straci wiele osób.

Jak informuje portal biznes.interia.pl, koncern hutniczy do końca 2024 roku zamknie dwa wielkie piece w Wielkiej Brytanii. W efekcie pracę straci aż 2800 osób, do tej pory zatrudnionych w hucie stali w Port Talbot w Walii. To 35 proc. wszystkich osób zatrudnianych przez koncern na Wyspach.

Tata Steel w Wielkiej Brytanii przechodzi na inny typ pieców. Firma w ramach planów restrukturyzacji brytyjskiej gałęzi przemysłu, połączonej z dekarbonizacją produkcji, ma zacząć wykorzystywać elektryczne piece. Takie piece charakteryzują się niższym poziomem emisji CO2, ale jednocześnie wymagają mniejszej liczby osób do obsługi.

W swojej decyzji jest wspierana przez brytyjski rząd. Po tym jak Tata Steel postawiło ultimatum dotyczące zamknięcia produkcji w Wielkiej Brytanii i przeprowadzenia jeszcze większych zwolnień, gabinet Rishiego Sunaka przyznał koncernowi dotację, o którą ten zabiegał. Tata Steel na przejście na nowe piece otrzyma pół miliarda funtów (ponad 2,5 mld złotych).

Oburzony planami Tata Steel jest Anthony Slaughter, lider walijskiej Partii Zielonych. – „To druzgocąca wiadomość dla społeczności lokalnej i nie tylko dla niej. Walia aż za dobrze wie, co się dzieje, gdy społeczności są porzucane przez rząd i przemysł. Widzieliśmy to już w przypadku górnictwa” – komentuje polityk cytowany przez „Guardiana”. – „Dekarbonizacja przemysłu jest niezbędna, ale należy chronić społeczności i miejsca pracy ludzi”.