Granice multikulturalizmu

Granice multikulturalizmu

Przejawy nietolerancji, ksenofobii, rasizmu i fundamentalizmu, które wbrew wszystkim głosicielom postmodernizmu występują coraz częściej, stanowią wyzwanie dla filozofii, by ze swych koncepcji wyciągnęła konkretne wnioski i powiedziała o tych zjawiskach coś istotnego.

Wszystkie współczesne prądy filozoficzne spotykają się tu ze swego rodzaju probierzem, odsłaniającym, co właściwego, a co niewłaściwego znajduje się w tym czy owym sposobie myślenia. Każdemu konkretnemu prądowi filozoficznemu możemy rzucić wyzwanie: hic Rhodus, hic salta (tu Rodos, tu skacz – pokaż, na co cię stać i co potrafisz). To wyzwanie dotyczy oczywiście najbardziej kierunku filozoficznego, którego dewizą jest dążenie do zrozumienia kulturowej inności, a także przemyślenie podstaw wzajemnej komunikacji, współpracy i współistnienia różnorakich kultur. Tym kierunkiem jest liberalny multikulturalizm.

Jego podstawowa idea – tolerancja wobec Innego – nie jest wcale nowa. O pokojowej i owocnej koegzystencji różnych kultur, religii i przekonań mówili już myśliciele renesansu i oświecenia, tacy jak Erazm z Rotterdamu i Wolter, nie zapominając też o Janie Amosie Komeńskim. Ideę tolerancji znajdujemy także w niektórych religiach świata, np. w islamie, który obecnie w świecie Zachodu zyskał opinię religii fanatycznej. Jak wiadomo, w średniowieczu kraje muzułmańskie cieszyły się większą wolnością religijną i filozoficzną, niż chrześcijańskie. W czasach, gdy dla chrześcijan epoki średniowiecza filozofia była zaledwie służebnicą teologii, myśliciele arabscy mogli na ogół w sposób wolny rozwijać filozofię starożytną, a także własną.

Możemy z grubsza rozróżnić trzy rodzaje tolerancji. Po pierwsze, tolerancję, która jest częścią jakiegoś projektu religijnego. Jej zakres określa płaszczyzna, na którą rzutuje się pewną konkretną religię. Obecnie o rozwijanie tego tolerancyjnego aspektu różnych religii zabiega niemiecki teolog Hans Küng w swym projekcie „światowego etosu”.

Drugi rodzaj tolerancji należy do klasycznego oświecenia. Bazuje na rozpoznaniu, że religia i rozum nie harmonizują ze sobą, a mimo to człowiek potrzebuje nie tylko rozumu, lecz również religii, a także sztuki oraz poczucia przynależności. Klasyczny człowiek oświecenia za pomocą rozumu i doświadczenia rozpoznaje konieczność tolerancji, a zarazem uświadamia sobie, że jednostki ludzkiej nie można zredukować wyłącznie do racjonalności. Dlatego stara się tchnąć w religię filozoficznego ducha (Wolter), by zharmonizować ją z rozumem i wymogami tolerancji. Nazwijmy takie ujęcie tolerancją treści: tolerancja pomiędzy różnymi religiami i kulturami możliwa jest wyłącznie gdy powstaje nowa, żywa forma kulturowej tożsamości, która potrafi objąć wszystkie aspekty i wymiary człowieka. Taka tolerancja treści może też polegać na oświeconej religii, jaką jest na przykład religia człowieczeństwa Tomáša Garrigue Masaryka.

Trzeci rodzaj tolerancji postuluje współczesny multikulturalizm; możemy nazwać go tolerancją formy. Liberalny multikulturalizm dąży do zajęcia neutralnego stanowiska, pozbawionego wszelkich kulturowych partykularyzmów. Takie stanowisko – a mają go zająć instytucje państwowe i europejskie – jest dla multikulturalisty warunkiem sprawiedliwego i prawnie zagwarantowanego dostępu do wszystkich kultur. Zgodnie z nim, każda poszczególna kultura powinna stłumić swe mroczne, irracjonalne znamiona i rozpocząć realizację partykularnych interesów za pomocą instytucji multikulturalnych.

Multikulturalizm nie jest jednym z wielu kierunków myślowych. Obecnie jest raczej wytyczną, która w świecie Zachodu towarzyszy reformie zastanych instytucji i budowaniu nowych. Chodzi o orientację teoretyczną, która wpływa na myślenie i zachowanie polityków, a także stanowi ideową podbudowę dla instytucji posiadających realną władzę. Multikulturalizm w pewnej mierze określa nasze środowisko życiowe i kulturowe, a także wizerunek współczesnej Europy. Dlatego właśnie naszym zadaniem jest nieustanne poddawanie krytycznej refleksji tej „filozofii na tronie” i otwarte mówienie o jej słabościach, sprzecznościach i ograniczeniach. Naszym zadaniem jest także rozwijanie innego pojęcia tolerancji, a mianowicie tolerancji treści lub tolerancji religijnej jako alternatyw dla jej multikulturalistycznego wariantu. Już dziś bowiem istnieje niemało oznak tego, że liberalny multikulturalizm nie potrafi właściwie nazwać współczesnych problemów, a tym bardziej przyczynić się do ich rzeczywistego rozwiązania.

Istnieją w sumie trzy podstawowe braki i ograniczenia multikulturalizmu.

Pierwszym brakiem jest to, że multikulturalizm nie dość zastanawia się nad swym stosunkiem do globalizacji (tzn. do realnego procesu socjoekonomicznego i kulturowego) oraz do kultury europejskiej. Mówiąc inaczej, prezentuje się jako coś ahistorycznego i ponadkulturowego, jako coś stojącego ponad dziejami ludzkości i wszystkimi kulturami.

Ów brak chyba najlepiej uchwycił Slavoj Žižek w swych krytycznych analizach multikulturalizmu. Zdaniem Žižka, można rozróżnić trzy etapy kapitalizmu. W pierwszym etapie kapitalizm łączy się z państwami narodowymi, które handlują między sobą na zasadzie suwerenności. W drugim etapie jedne kraje kolonizują i eksploatują drugie. W trzeciej fazie tego procesu, w epoce globalizacji, powstaje paradoks kolonizacji, kiedy nie istnieją już kolonie i kolonizatorzy, lecz gdy kolonizującym mocarstwem staje się globalna firma, która stara się kolonizować także kraj swego pochodzenia i dochodzi do tzw. samo-kolonizacji.

Wielonarodowe przedsiębiorstwo handlowe nie jest bezpośrednio związane z żadnym krajem. Stosunek pomiędzy tradycyjnym imperialistycznym kolonializmem a globalnym kapitalizmem samo-kolonizacji odpowiada stosunkowi pomiędzy zachodnim imperializmem kulturowym a multikulturalizmem. Globalny kapitalizm znalazł swą idealną formę ideologiczną w multikulturalizmie – w postawie reprezentującej uprzywilejowaną pustą uniwersalność, z której ocenia się i uznaje roszczenia wszystkich poszczególnych kultur. Jak powiada Žižek, prawda multikulturalizmu nie polega na tym, że maskuje eurocentryczną treść, lecz odwrotnie: odcień partykularnych korzeni zasłania fakt, że podmiot jest całkowicie wykorzeniony, że jego rzeczywistym usytuowaniem jest pusta uniwersalność, która odpowiada podejściu globalnego kapitału do poszczególnych krajów. Problem multikulturalizmu (hybrydowego współistnienia różnych kulturowych światów i sposobów życia) tkwi w tym, że stanowi formę przejawiania się swego przeciwieństwa, tzn. faktu, że globalny kapitalizm dokonuje homogenizacji współczesnego świata.

Žižek odkrywa więc błędne koło i nieuczciwość liberalnego multikulturalizmu, który twierdzi o sobie, że zajmuje całkowicie uniwersalną i obiektywną pozycję, pozbawioną wszelkiej partykularności. Multikulturalizm jawi się jako mało tolerancyjny wobec niektórych kwestii, inne traktuje natomiast aż nazbyt tolerancyjnie: toleruje Inność w tej mierze, w jakiej nie jest realną Innością, lecz jedynie aseptyczną Innością przednowoczesnej mądrości ekologicznej, fascynujących rytuałów itp. Kiedy spotyka się z realną Innością – z obrzezaniem kobiet, ze zmuszaniem ich do noszenia czarczafów, z zabijaniem nieprzyjaciół – tolerancja szybko się kończy. Ten sam multikulturalista, który sprzeciwia się eurocentryzmowi, odrzuca zazwyczaj także karę śmierci, w przekonaniu, że chodzi o relikt prymitywnych barbarzyńskich obyczajów. Tu właśnie ujawnia się ukryty europocentryzm: multikulturalista odwołuje się do liberalnego pojęcia człowieka i ewolucyjnej koncepcji kultury, wedle której rozwój przebiega od prymitywnych społeczności do społeczeństw nowoczesnych i tolerancyjnych.

Z drugiej strony, multikulturalista niekiedy toleruje nawet najbardziej brutalne deptanie praw człowieka albo waha się z jego potępieniem, by nie zostać oskarżonym o forsowanie wartości cywilizacji zachodniej. W ten sam sposób nierzadko argumentują rzecznicy prasowi wielonarodowych korporacji w celu usprawiedliwienia tego, że ich pracodawca w danym kraju nie dba o przestrzeganie praw człowieka.

Pierwszą, nietolerancyjną tendencję multikulturalizmu przypisuje Žižek faktowi, że multikulturalista nie potrafi dostrzec specyficznej, uwarunkowanej kulturowo rozkoszy (jouissance), którą może odczuwać nawet i „ofiara” obcej kultury (kobiece „ofiary” obrzezania nierzadko odbierają ten proceder jako ponowne nabycie kobiecej godności). Owa nadmierna życzliwość multikulturalizmu ma swe źródło w tym, iż multikulturalista nie rozumie możliwego wewnętrznego rozdarcia obcej kultury – nie każdy z jej członków się z nią utożsamia, a wielu nabiera do niej dystansu i może zacząć się buntować. Zachodnie prawa człowieka mogą w takiej wspólnocie oddziaływać niczym katalizator, który wywoła autentyczny protest przeciw określonym aspektom tej kultury.

Drugi brak liberalnego multikulturalizmu tkwi w sposobie, w jaki rozumie on tożsamość kulturową i człowieka w ogóle. W oczach multikulturalisty człowiek posiada jeden, a najwyżej kilka nielicznych wymiarów: jednostkę ludzką określa jej tożsamość kulturowa. Zapomina się jednak o tym, że człowiek posiada wymiary powiązane z naturalnym aspektem jego istoty, które wytwarzają jego nietożsamość. Jak podkreślał Theodor W. Adorno, człowieka należy określić jako jedność tożsamości i nietożsamości. Człowiek jest czymś więcej niż tylko tą czy ową kulturową tożsamością. Naturalny wymiar człowieka jest czymś, co formuje często nieuświadomione tło wszystkich tożsamości kulturowych; czymś, co jest zapośredniczone przez tożsamość, lecz nie jest z nią tożsame. Żadna tożsamość nie jest czysta w tym sensie, iż byłaby oddzielona od takiej nietożsamości. Każda tożsamość jest przeniknięta i nasycona tym, co w człowieku nietożsame, a co ostatecznie pozostaje głównym powodem tego, że jednostka świadomie (tzn. nie tylko na zasadzie uspołecznienia) identyfikuje się z pewną tożsamością. Multikulturalizm zakłada, że za pomocą racjonalnych argumentów wystarczy przekonać odmienne kultury oraz ich przedstawicieli, że „lepiej” przyjąć reguły, które sam niejako z góry wprowadza. Dla multikulturalisty pozostaje zagadką, dlaczego jedna i ta sama tożsamość kulturowa raz jawi się jako najbardziej tolerancyjna, a kiedy indziej całkowicie nietolerancyjna, jak ma to miejsce w przypadku wspomnianego islamu. Mówiąc inaczej, wydaje się, że multikulturalizm potrafi o doniosłości tolerancji przekonać jedynie te kultury, które są już tolerancyjne oraz jedynie te jednostki, które utożsamiają się z ideą tolerancji. Natomiast pozostałe jednostki łatwiej przekona któryś z fundamentalistycznych prądów albo polityk skrajnej prawicy, starający się pozyskać nowych zwolenników poprzez mówienie tego, „co ludzie naprawdę myślą”.

Trzecim brakiem multikulturalizmu, związanym z poprzednim, jest to, że jego podejście do innych kultur ogranicza, zamiast rozwijać. Jest to bowiem podejście, które od razu uczy odmienne kultury własnych reguł gry, tzn. stara się skłonić je do tego, by porozumiewały się na zasadach zdefiniowanych przez multikulturalizm. Brak tu wyczucia dla rzeczywistej wyjątkowości danej kultury. Multikulturalizm z góry zakłada znajomość danej kultury: warunkiem akceptacji pewnej kultury jest jej zdolność do przyjęcia multikulturowych reguł komunikacji. Jeśli dana kultura nie przyjmuje takich apriorycznych reguł, nie zostaje zaakceptowana. Tu należy przyznać rację postmodernistycznej krytyce multikulturalizmu. Multikulturalista nie potrafi podejść do obcej kultury w taki sposób, by zrozumieć ją od wewnątrz oraz rozpoznać jej wewnętrzną dynamikę i antynomie. A właśnie taki otwarty i uważny stosunek do obcych kultur wydaje się być podstawą sensownej i rozsądnej tolerancji. Jednak takie podejście jest prawdopodobnie zgoła niemożliwe, jeśli najpierw nie wykształcimy w sobie głębokiego i twórczego stosunku do jednej jedynej kultury. Dopiero dzięki temu będziemy zdolni do ukształtowania poczucia wartości kultury jako takiej i nauczenia się rozumienia obcych kultur oraz ludzi w nich żyjących. Wówczas znaczenia nabierze to, co pośród wszelkiej różnorodności stanowi wspólny element wszystkich kultur i ludzi.

Czy wobec tego nie jest możliwe rozwijanie idei tolerancji na podstawie innej niż liberalny multikulturalizm?

Michael Hauser

Przekład z j. czeskiego: Krzysztof Kołek

Tekst pierwotnie ukazał się na stronie internetowej stowarzyszenia SOK – Socialistický kruh, które zajmuje się popularyzacją współczesnej myśli lewicowej w Czechach. Przedruk za zgodą autora.

Granice multikulturalizmu

Niedouczenie – wróg demokracji

Niedouczenie stanowi pułapkę, z której trudno się wydostać. Przejawia się głównie niezdolnością połączenia poszczególnych wiadomości w żywą, dynamiczną całość, a zatem fragmentarycznością wiedzy. Jednocześnie staje na przeszkodzie uświadomieniu sobie własnych luk w wykształceniu.

Theodor W. Adorno zwraca uwagę na paradoks związany z tzw. demokratyzacją uniwersytetów. Demokratyzacja jest pseudodemokratyzacją, priorytetem jest bowiem to, by jak największa liczba osób uzyskała umiejętności i nawyki potrzebne współczesnej gospodarce. Ich całkowite wykształcenie nie jest istotne. Lecz właśnie wykształcenie, jako zdolność rozumienia świata w szerszych kontekstach oraz myślenia własną głową („Sapere aude”, jak powiada Kant, „Miej odwagę posługiwać się własnym rozumem”), zapewnia jednostce autonomię. Ideał demokracji zakłada, że obywatele będą przejawiać się jako osoby autonomiczne i aktywne politycznie, jako osoby pytające o własną sytuację oraz sytuację społeczeństwa. Jeżeli uniwersytety nie prowadzą ku autonomii i myśleniu krytycznemu, produkując apolityczne i konformistyczne jednostki, to podkopują samą demokrację. Adorno konkluduje, że tego rodzaju demokratyzacja uniwersytetów wywołuje własne przeciwieństwo, rozkład ideałów demokratycznych.

Diagnoza Adorna pochodzi z końca lat 50. minionego wieku, można jednak powiedzieć, że ujmuje tendencję, która od tamtej pory nasilała się, a w końcu przekształciła się we własną karykaturę. Dziś mamy bowiem do czynienia z sytuacją, gdy większość ludzi uważa się za osoby autonomiczne i wolne. Autonomię i wolność pojmuje jednak w sposób, który sprowadza się do przyjęcia znaków odrębności wyprodukowanych przez współczesną gospodarkę. Powstaje więc swego rodzaju konformistyczna autonomia. Możemy kupić pobyt w klasztorze indyjskim albo jakieś ekstremalne przeżycie w pakiecie. Element odmienności wpisany jest w sam towar: większość produktów ma sprawiać wrażenie, że w pewien sposób wykracza poza ustalone reguły, poza normę, ma prezentować się ekstrawagancko i oryginalnie. „Kup mnie, a będziesz sobą” – jest podstawą wielu sloganów reklamowych. Oryginalność, niepowtarzalność i autonomia produkowane są masowo.

Na tym polega główna zmiana od czasów, gdy pisał Adorno. Wówczas można było mówić o umasowieniu i konformizmie, ponieważ taką formę przybrała ówczesna produkcja gospodarcza. Dzisiejsza produkcja stwarza natomiast pozory wyjątkowości i autonomii. Dlatego też większość ludzi nie odczuwa, że demokracja traci oparcie, którym jest autonomia jednostki. Mamy więc do czynienia z dwoma rodzajami autonomii. Pierwsza, produkowana przemysłowo, to autonomia konformistyczna. Druga polega na myśleniu krytycznym. Pierwsza przesłania jednak tę drugą, odnosimy więc wrażenie, że możemy się bez niej obejść. Jesteśmy przecież autonomiczni, skoro mamy poczucie autonomii.

W ten sposób cała kwestia autonomii ulega rozmyciu. Po co starać się o autonomię, kiedy już nią dysponujemy? Poczucie autonomii zagradza drogę do osiągnięcia autonomii realnej znacznie mocniej niż bezpośredni konformizm. Albowiem bezpośredni konformizm może jeszcze wzbudzić uczucie wstydu i reakcję krytyczną.

Główną przeszkodę na drodze do autonomii Adorno widzi w niedouczeniu. Jest ono czymś różnym od braku wykształcenia. W niewykształconym społeczeństwie ludzie nie wstydzą się braku wykształcenia, co więcej, nawet się tym chwalą. Nadal  jednak spotykamy osoby, które pragną zdobyć wykształcenie. Czyha na nie pułapka: niedouczenie.

W tekście „Teoria niedouczenia” Adorno wspomina o wielu czynnikach, które pchają nas w stronę niedouczenia. Dwa podstawowe to brak czasu wolnego oraz ugrzęźnięcie w mechanicznym trybie pracy, który prowadzi do myślowego skostnienia. Nie chodzi nawet o pracę fizyczną, ale raczej o pracę, która wymaga powtarzania określonych schematów myślowych lub komunikacyjnych. Dzisiaj jest to np. praca konsultanta telefonicznego, dziennikarza lub polityka.

Czym charakteryzuje się niedouczenie? Przede wszystkim niezdolnością połączenia poszczególnych wiadomości w żywą, dynamiczną całość, a zatem fragmentarycznością wiedzy. Ta przeradza się w targowisko informacji. Choćbyśmy nawet przeczytali wszystkie dzieła Nietzschego, zdobyte wiadomości nie łączą się w spójną całość, my zaś nadal znamy jedynie kilka odrębnych, wzajemnie odseparowanych wątków. Nie potrafimy po prostu powiedzieć, do czego Nietzsche dążył, a jeśli nawet, to tylko w sposób schematyczny i jednostronny.

Kolejną cechą niedouczenia jest krótkotrwałość. Jeśli poszczególne wiadomości nie łączą się w większą całość, to stają się ulotne i jako takie niebawem wyparowują, nie zostawiając żadnych śladów. Jedne informacje znikają, a w ich miejsce wchodzi nowa treść. Nasza obecna wiedza szybko się rozpływa, pozostawiając najwyżej jakieś nieokreślone, ogólnikowe wrażenia.

Cechą niedouczenia jest wreszcie to, iż stoi na przeszkodzie uświadomieniu sobie luk w wykształceniu. Niedouczony człowiek nie ma świadomości własnych niedostatków, która mogłaby prowadzić go naprzód. Niedouczenie przejawia się jako narcystyczne zadowolenie. Ja wiem najlepiej i nikt nie będzie mnie pouczał.

Niedouczenie stanowi pułapkę, z której trudno się wydostać. Adorno zaznacza, że niedouczenie nie jest przedsionkiem wykształcenia, lecz jego śmiertelnym wrogiem. Nie pozostaje nam nic innego, jak tę pułapkę zauważyć i w nią nie wpaść. Niedouczenie nie jest gruntem dla autonomii, lecz właśnie – jedynie pułapką. Dla odbudowy demokracji, czy nawet podjęcia próby wprowadzenia demokratycznego socjalizmu, potrzeba autonomii realnej, a więc wykształcenia.

Michael Hauser

Przekład z języka czeskiego: Krzysztof Kołek

Tekst pierwotnie ukazał się w „Dzienniku Referendum” (http://denikreferendum.cz). Przedruk za zgodą autora.