Warszawska Kolej Dojazdowa strajkuje od czwartku rano. Pracownicy żądali podwyżki 800 zł. Nie otrzymali jej, więc rozpoczęli strajk generalny. Właścicielem niemal 100 proc. udziałów w spółce jest mazowiecki samorząd.

Jak informuje portal Interia, pracownicy Warszawskiej Kolei Dojazdowej zaczęli zatrzymywać pociągi w szczytach komunikacyjnych – rano i wieczorem. Powoduje to chaos komunikacyjny w Warszawie i miejscowościach, gdzie jeździ WKD. Tak będzie do chwili, aż władze przewoźnika się nie ugną.

Ani wcześniejszy dwugodzinny protest ostrzegawczy, ani negocjacje zarządu ze związkowcami, nie przyniosły sukcesu. Nie pomogły też środowe rozmowy ostatniej szansy. W czwartek rano ruszył strajk generalny w Warszawskiej Kolei Dojazdowej. To niewielki przewoźnik, ale kluczowy dla południowo-zachodniej części stołecznej aglomeracji, jak i również wielu mieszkańców samej Warszawy.

Pociągi WKD zatrzymały się o 6:00 na najbliższej stacji i nie ruszyły do 8:00. Historia powtórzyła się po południu – szynowe pojazdy nawet nie drgną między 15:00 a 17:00. To nie będzie jednorazowa akcja, bo strajkujący chcą regularnie wstrzymywać ruch w tych godzinach w każdy następny dzień roboczy. Aż do skutku, czyli przyznania 800 zł brutto podwyżki miesięcznie.

Protest paraliżuje transport do stolicy m.in. ze strony Grodziska Mazowieckiego, Milanówka, Podkowy Leśnej i Opaczy. Składy „wukadki” nie docierają też do przystanków w warszawskich dzielnicach Włochy oraz Ochota. Normalnie przewożą tysiące pasażerów dziennie.

Za protest odpowiada Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych (ZZMK). Odrzucił on propozycję władz WKD, czyli podwyżkę o 500 zł brutto od 1 marca. Wiceprezydent ZZMK Sławomir Centkowski zapewnia w rozmowie z Interią, że szukano porozumienia, lecz próby spaliły na panewce: „My swoje stanowisko złagodziliśmy. Zaproponowaliśmy, by podwyżka od 1 stycznia wynosiła 500 zł, a kolejne 300 zł weszło od 1 kwietnia. Natomiast zarząd pozostaje przy swoim”.