przez redakcja | poniedziałek 20 listopada 2023 | aktualności
Rośnie w Szwecji presja na amerykański koncern Tesla. Związkowcy domagają się podpisania umowy zbiorowej z pracownikami stacji serwisowych i przestrzegania przepisów płacowych obowiązujących w tym kraju.
Jak informuje portal wnp.pl, szwedzcy dokerzy rozszerzyli akcję protestacyjną przeciwko koncernowi motoryzacyjnemu Tesla i uniemożliwiają rozładunek aut we wszystkich portach. W mijającym tygodniu ani jedna Tesla nie została wyładowana w którymkolwiek szwedzkim porcie. Od 21 listopada do blokady biznesu Elona Muska przyłączy się Szwedzka Poczta.
Od ostatniego piątku nie są usuwane awarie ładowarek w punktach Tesli. A od poniedziałku szwedzkie firmy przestaną odbierać śmieci z firm współpracujących z Teslą, a sprzątacze odmawiają sprzątania ich biur. Zablokowane są również dostawy części zamiennych do warsztatów serwisujących auta Tesli.
To wszystko jest efektem protestu szwedzkich związkowców z centrali IF Metall wspierających kolegów w Niemczech i USA, którzy domagają się zgody pracodawcy na podpisanie układów zbiorowych. Elon Musk jest znany ze swojej niechęci do związków zawodowych. Akcja przeciwko polityce Muska zaczęła się w Szwecji 27 października, to wtedy IF Metall ogłosił strajk firm współpracujących z Teslą. W ramach solidarności Szwedzki Związek Pracowników Transportu od 7. listopada wstrzymał załadunek i rozładunek samochodów firmy w czterech głównych portach kraju.
Protest, mimo że dokuczliwy dla osób jeżdżących teslami, jest wspierany przez większość Szwedów.
przez redakcja | niedziela 19 listopada 2023 | aktualności
Ponad 70 proc. Polaków wierzy, że państwo zadba o ich świadczenia emerytalne, a 40 proc. nie zabezpiecza finansowo swojej przyszłości.
Jak wynika z raportu „Długie Jutro”, który omawia portal wnp.pl, 40 proc. Polaków nie zabezpiecza finansowo swojej przyszłości, ale 39 proc. odczuwa, że ich sytuacja finansowa jest niezadowalająca.
Ankietowanych zapytano, w jakim stopniu zgadzają się ze stwierdzeniem: „Finansowo ledwo wiążę koniec z końcem”. 5 proc. respondentów odpowiedziało, że „w ogóle”, 11 proc. – „w niewielkim stopniu”, 38 proc. – „trochę”, 26 proc. – „bardzo”, a 20 proc. – „całkowicie”.
Na pytanie: „Na jak długo wystarczą Ci zgromadzane oszczędności?”, 17 proc. Polaków odpowiedziało, że na „więcej niż 12 miesięcy”, 13 proc. – „od 6 do 12 miesięcy”, 18 proc. – „od 3 do 6 miesięcy”, 19 proc. – „mniej niż 3 miesiące”. Jednocześnie 22 proc. zaznaczyło, że nie ma żadnych oszczędności, a 11 proc. – nie wie.
Badanie pokazało, że ponad 70 proc. Polaków wierzy, iż państwo zadba o ich świadczenia emerytalne. „Największym zaufaniem charakteryzują się seniorzy – aż 95 proc. z nich polega na instytucjach publicznych. Z kolei mniej wiary mają młodzi ludzie, wśród których 62 proc. liczy na państwo. W tej grupie wiekowej dostrzegalna jest większa potrzeba samodzielnego zadbania o swoją przyszłość i finanse” – wskazano.
Blisko dwie trzecie wszystkich respondentów planuje kontynuować pracę po osiągnięciu wieku emerytalnego, co może – zdaniem autorów raportu – wynikać z niewystarczających świadczeń emerytalnych, bądź potrzeby aktywności. Takie podejście jest charakterystyczne dla Polaków, ale także dla mieszkańców wielu innych krajów, takich jak Rumunia, Węgry czy Czechy, w których ponad połowa badanych planuje aktywność zawodową na emeryturze.
Pomimo, że wyniki badania sugerują, że Europejczycy mają zamiar pracować tak długo, jak to tylko możliwe, w praktyce znaczna większość tych, którzy już zakończyli swoją aktywność zawodową, nie chce do niej wrócić. Aż dwie trzecie Polaków potwierdza, że nie brakuje im pracy.
Raport „Długie Jutro”, opracowany na podstawie badania zrealizowanego przez agencję Indiville na zlecenie Grupy NN, bazuje na analizie odpowiedzi 11 tys. 585 osób, w tym 1 tys. 102 z Polski, w wieku od 18 do 79 lat z 11 krajów. Badanie ilościowe przeprowadzono za pomocą metody CAWI (Computer-Assisted Web Interviewing) między styczniem a lutym 2023 r.
przez redakcja | piątek 17 listopada 2023 | aktualności
Zdaniem Najwyższej Izby Kontroli, która przeanalizowała dwie edycje Programu wieloletniego na rzecz Osób Starszych Aktywni+, zbyt często w jego ramach dofinansowywano projekty dotyczące jednorazowych, krótkotrwałych działań, które nie zapewniały trwałej aktywizacji seniorów.
Jak informuje Portal Samorządowy, w badanym okresie Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej (MRiPS) przeznaczyło na realizację programu w sumie 80 mln zł, tymczasem organizacje pozarządowe ubiegały się o dofinansowanie projektów wartych ponad 400 mln zł.
Pod koniec 2021 r. na ponad 38 mln Polaków ok. 9,8 mln stanowiły osoby w wieku 60 lat i więcej. To niemal 26 proc. i o 0,3 proc. więcej niż w 2020 r. W 2021 r. w stosunku do roku poprzedniego najbardziej wzrosła liczba osób w wieku 75-79 lat (o 6,6 proc.) i osiągnęła udział w populacji osób starszych na poziomie 11 proc.
Dlatego w 2021 r. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej uruchomiło Program „Aktywni+”, który ma być realizowany do 2025 r. z aktywnym udziałem organizacji pozarządowych. Środki na ten cel pochodzą z budżetu państwa i wynoszą 200 mln zł (po 40 mln zł rocznie). Temu, jak działał program, przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli (NIK).
W latach 2021-2022 MRiPS przeznaczyło na realizację Programu w sumie 80 mln zł, tymczasem organizacje pozarządowe ubiegały się o dofinansowanie projektów wartych ponad 400 mln zł. Ostatecznie resort przyznał środki na 630 ofert z niemal 3300 złożonych.
Zdaniem NIK najczęściej dofinansowywano projekty obejmujące tzw. aktywność bierną, oznaczającą krótkotrwałe, jednorazowe działania, np. wyjście do kina, muzeum, teatru, jedno- i dwudniowe wycieczki. W ocenie NIK takie działania są potrzebne w ramach realizacji polityk lokalnych, nie powinny być jednak dominujące, ich efektywność może być bowiem krótkotrwała.
Podczas kontroli NIK przeprowadziła własne badania ankietowe wśród 540 uczestników projektów dofinansowanych w ramach programu Aktywni+. Wszyscy mieli powyżej 60 lat, 64 proc. stanowiły kobiety, a zdecydowana większość mieszkała w miastach (73 proc.).
Ankietowani oczekiwali, że udział w projektach pozwoli im m.in. na poszerzenie wiedzy i umiejętności, przebywanie wśród ludzi i na miłe spędzenie czasu. Z uzyskanych informacji wynika, że oczekiwania wobec udziału w projekcie dla 64 proc. osób zostały spełnione całkowicie lub nawet powyżej oczekiwań, dla pozostałych spełnione w większości.
Organizatorom zajęć seniorzy zgłaszali potrzeby zwiększenia liczby wyjazdów o charakterze kulturalno-turystycznym, zorganizowania większej liczby zajęć komputerowych, a także wzbogacenia oferty o zajęcia ruchowe (gimnastyka, pływanie, nordic walking).
przez redakcja | czwartek 16 listopada 2023 | aktualności
Newag dostarczy francuskiej firmie Akiem 30 lokomotyw z opcją na dostawę 50 kolejnych.
Jak informuje portal wnp.pl, podpisana 16 listopada umowa Akiemu z Newagiem obejmuje dostawę 30 sztuk sześcioosiowych lokomotyw elektrycznych z platformy Dragon 2. Chodzi dokładnie o 10 lokomotyw wielosystemowych oraz 20 lokomotyw jednosystemowych prądu stałego wyposażonych w moduł dojazdowy. Umowa przewiduje też prawo opcji na zakup dodatkowych 50 lokomotyw. To największe wartościowo zamówienie w historii Newagu.
10 lokomotyw Dragon 2 E6MST zostanie dopuszczonych do eksploatacji na terenie Polski, Czech i Słowacji, a 20 lokomotyw jednosystemowych prądu stałego będzie pracować w Polsce. Wzmocni to możliwości Akiem na środkowoeuropejskim rynku usług kolejowych.
Zawarte umowy przewidują także świadczenie usług utrzymania pojazdów przez okres 8 lat od daty dostawy.
Lokomotywy platformy Dragon 2 to najnowsza generacja lokomotyw towarowych o dużej mocy.
Dostawy lokomotyw będą realizowane w latach 2025-2027. Z prawa opcji w całości lub części zamawiający może skorzystać w terminie do końca 2025 r.
Szacowana wartość umów wynosi 164 mln 076 tys. euro netto, na którą składa się wynagrodzenie za dostawę lokomotyw w łącznej kwocie 128 mln 100 tys. euro netto, płatne proporcjonalnie po dostawie każdej lokomotywy, oraz kwota 35 mln 976 tys. euro netto, stanowiąca szacunkowe wynagrodzenie z tytułu świadczenia usług utrzymania, płatne proporcjonalnie do świadczenia usług utrzymania.
przez redakcja | środa 15 listopada 2023 | aktualności
Od 15 listopada aż do końca roku kobiety pracują za darmo. To nie żart, a twarde dane płacowe. Kobiety zarabiają średnio o 12,7 proc. mniej niż mężczyźni.
Jak pisze portal pulshr.pl, średnie godzinowe wynagrodzenie brutto mężczyzn w Unii Europejskiej jest o 12,7 proc. wyższe niż w przypadku kobiet zatrudnionych na tym samym stanowisku. Ta różnica w płacach kobiet i mężczyzn stanowi równowartość półtoramiesięcznej pensji.
Luka płacowa w Polsce wynosi, według różnych szacunków, od kilku do kilkunastu procent na niekorzyść kobiet. Dane wahają się w zależności od roku badania i przyjętej metodologii. Różnice w zarobkach pogłębiają się też u pracowników z wyższym wykształceniem i na wyższych stanowiskach.
Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego z kwietnia 2023 r. luka płacowa w Polsce wynosiła 4,5 proc. Tyle wynosi różnica między średnimi godzinowymi wynagrodzeniami kobiet i mężczyzn obliczona na podstawie wynagrodzeń wypłacanych bezpośrednio pracownikom przed odliczeniem podatku dochodowego i składek na ubezpieczenie społeczne. Ekonomiści używają też pojęcia skorygowanej luki płacowej, która ma porównywać pensje na analogicznych stanowiskach, uwzględniając czynniki wpływające na wynagrodzenie, takie jak stanowisko, wiek, poziom wykształcenia i doświadczenie zawodowe. W Polsce skorygowana luka płacowa wynosi już 10,4 proc.
Niższe zarobki kobiet wpływają nie tylko na ich obecną sytuację ekonomiczną, ale również na wysokość przyszłej emerytury. Z danych ZUS-u wynika, że średnio emerytura kobiety jest niższa o 1000 zł od emerytury mężczyzny.
przez redakcja | wtorek 14 listopada 2023 | aktualności
„Ciepłownia Przyszłości” powstała w Lidzbarku Warmińskim. Samorząd tego miasta planuje budowę biogazowni i produkcję biometanu, ale przymierza się też do budowy małego, modułowego reaktora jądrowego.
Jak informuje Portal Samorządowy, ciepłownia dostarczy ciepło do 1/5 odbiorców podłączonych w tym mieście do sieci ciepłowniczej. Sieć ciepłownicza w Lidzbarku Warmińskim należy do koncernu Veolia, który produkuje też ciepło dla tego miasta. Na początku czerwca tego roku uruchomił on tam nową kotłownię gazową oraz kocioł kogeneracyjny. I były to już kolejne inwestycje Veolii w Lidzbarku, mające na celu odejście od węgla przy produkcji energii cieplnej dla tej miejscowości.
Teraz zakończył się następny etap tego procesu. Uruchamiana jest bowiem właśnie w Lidzbarku tzw. Ciepłownia Przyszłości, która jest wspólnym projektem firmy Euros Energy oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Ta ciepłownia zapewni ciepło 1/5 mieszkańców Lidzbarka Warmińskiego, a dokładniej 3,5 tys. osób mieszkającym na największym tamtejszym osiedlu.
Będzie ona wykorzystywać do produkcji energii cieplnej kolektory słoneczne oraz pompy ciepła, zasilane w prąd przez wybudowaną na należącym do samorządu miasta terenie farmę fotowoltaiczną. Całość jest uzupełniona o magazyny ciepła.
Ale swoje do powiedzenia chce mieć także samo miasto. Co do konkretnych projektów, to władze Lidzbarka planują budowę biogazowni i produkcję biometanu z wytwarzanego w niej biogazu, a także budowę małej, modułowej elektrowni atomowej (tzw. SMR – small modular reactor). Biogazownia, planowana na terenach inwestycyjnych w północnej części miasta, miałaby produkować biogaz z osadów ściekowych z lidzbarskiej oczyszczalni ścieków oraz z odpadów rolnych.
Jeśli zaś chodzi o mały, modułowy reaktor jądrowy, to samorząd Lidzbarka ma już podpisaną umowę z konsorcjum naukowym na opracowanie koncepcji tego obiektu.
przez Paul Kingsnorth | niedziela 12 listopada 2023 | opinie
We wstępie do wydanej w 1979 r. powieści „Świnia Ziemia” – pierwszej z trylogii opisującej upadek życia chłopskiego w Europie w XX wieku – John Berger dokonuje rozróżnienia między tym, co nazywa „kulturą postępu” a „kulturą przetrwania”. Kultura postępu, jak mówi, „narodziła się wraz z burżuazją jako dominującą klasą i została przejęta przez wszystkie współczesne teorie rewolucji”. Na współczesnym Zachodzie w zasadzie każdy ideolog polityczny – kapitaliści, komuniści, liberałowie współcześni konserwatyści – są w tym sensie „postępowi”. Wierzą w ciągłe doskonalenie, w ciągłą zmianę; różnice między nimi sprowadzają się, jak twierdzi Berger, do „walki o treść postępu”.
Natomiast kultura przetrwania jest kulturą chłopstwa, rdzennej ludności, przednowoczesności. Jest to kultura przeważająca w historii ludzkości i nadal wielu ją praktykuje – a przykładem dla Bergera jest francuskie chłopstwo, wśród którego nadal żyje. Kultura przetrwania nie ma celu i końca; po prostu istnieje. Jej celem jest życie z dnia na dzień i z roku na rok. Jest to powtarzający się wzór. Tymczasem ostatecznym celem kultury postępu jest, w najważniejszym wydaniu, zniesienie samej śmierci. W tym kontekście zniszczenie tradycyjnych sposobów bycia i postrzegania oraz znacznej części dzikiego piękna świata jest poświęceniem wartym poniesienia.
W 1979 roku chłopstwo we Francji i w całej Europie cierpiało z powodu wywłaszczania z ziemi. To nie był przypadek: było to zaplanowane wyginięcie i Berger miał całkowitą pewność, kim byli agenci. „Planiści gospodarczy EWG – pisał – przewidują systematyczną eliminację chłopstwa do końca stulecia. Z doraźnych powodów politycznych nie używają słowa eliminacja, ale słowo modernizacja. Modernizacja polega na zaniku większości drobnych gospodarstw chłopskich i przekształceniu pozostałej mniejszości w zupełnie inne istoty społeczne i ekonomiczne”.
Czterdzieści lat później proces eliminacji (przepraszam, „modernizacji”) w Europie Zachodniej dobiegł końca, a EWG – obecnie UE – zwraca swoją uwagę ku Europie Wschodniej. Niszczenie chłopstwa oraz naturalnie różnorodnych krajobrazów, które ta grupa zamieszkiwała i tworzyła, ma obecnie miejsce w Rumunii, Polsce, na Węgrzech i w innych krajach. Ogromne zniszczenia spowodowane europejską wspólną polityką rolną – zanik żywopłotów, lasów i dzikiej przyrody, elementów krajobrazu, małych, rodzinnych gospodarstw rolnych oraz promowanie rolnictwa przemysłowego i wolnego handlu produktami rolnymi – prawdopodobnie wyrządziły więcej szkód wiejskim krajobrazom Europie w ciągu 50 lat niż jakiekolwiek inne narzędzie na przestrzeni ostatnich 500.
W latach 70., gdy Berger pisał swoje książki, większość radykalnych myślicieli, w tym większość ekologów, nie miała wątpliwości co do szkód wyrządzonych przez niedemokratyczną, biurokratyczną i scentralizowaną Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Można było usłyszeć E. F. Schumachera, Leopolda Kohra, Edwarda Goldsmitha, Tony’ego Benna i wielu innych, jak wyraźnie wypowiadali się przeciwko reprezentowanej przez nią kulturze postępu. Niewybierana, ukryta, działająca w interesie wielkiego biznesu EWG miała jasny cel: zmniejszyć, jeśli nie znieść, demokratyczną suwerenność narodów europejskich i „połączyć” tę suwerenność w interesie stworzenia giganta, bezgranicznej strefy wolnego handlu. Chociaż było to ubrane we wzmianki o pokoju, równości i braterstwie, to jednak, jak sugerowała sama nazwa, stanowiło przede wszystkim konstrukt gospodarczy. Jego kultura postępu była kulturą homogenizacji, centralizacji, kontroli i zysku.
Przenieśmy się w czasie o cztery dekady i sprawdźmy, czym jest obecnie Unia Europejska, kiedy osiągnęła ten cel. Z obejmującej sześć narodów strefy wolnego handlu przekształciła się w składające się z 28 narodów superpaństwo z własną walutą, własnym rządem i własnymi prawami, które obowiązują w równym stopniu wszystkie państwa członkowskie, niezależnie od ich specyficznej kultury i tradycji. Usunęła „bariery w handlu” na swoich granicach, w tym lokalne sposoby życia, przepisy krajowe i, co budzi największe kontrowersje, prawo państw narodowych do kontrolowania napływu ludzi z zagranicy. Odpowiedzialność, odrębność i lokalność zostały zmiażdżone pod jej ciężarem.
„Za każdym razem, gdy coś jest nie tak” – napisał Leopold Kohr w swojej klasycznej książce „The Breakdown of Nations”, oznacza to, że „coś jest za duże”. Obecnie praktycznie wszystko w UE jest za duże i to widać. Niemożność utrzymania jednego modelu finansowego dla 28 krajów wymagała od UE wrzucenia ludności biedniejszych krajów peryferyjnych, od Irlandii po Grecję, Hiszpanię i Portugalię, w pułapkę zadłużenia lub masowego bezrobocia, aby utrzymać przy życiu swoje marzenie o superpaństwie; to coś, co zrobiono z niezwykłą bezwzględnością. Kryzys gospodarczy, jaki to spowodowało, w połączeniu z kulturowym i społecznym wpływem polityki otwartych granic doprowadził w wielu krajach UE do powstania partii skrajnie prawicowych: czyli właśnie do tego, czemu, jak twierdzą jej obrońcy, Unia ma przeciwdziałać. Pod względem gospodarczym, kulturowym i politycznym gigant jest przerażający: giganci zawsze tacy są. W końcu małe jest piękne, prawda?
Można więc pomyśleć, że gdy tak duży naród, jak Wielka Brytania zdecyduje się opuścić Unię i wytyczyć własną ścieżkę, wśród ekologów odbędzie się świętowanie. To oczywiście prawda, że UE jest protoplastą szeregu korzystnych regulacji środowiskowych; rzecz jasna narzuconych państwom narodowym, a nie stworzonych i uchwalonych przez ich własne parlamenty. Ale czy rekompensują one szkody? Co uczyniły rolnictwu, odrębności kulturowej, dzikiej przyrodzie i glebie, co zrobiły demokracji? Nie da się tego wyliczyć, ale niezależnie od tego, po której stronie się opowiemy, powinniśmy przynajmniej cechować się zdrowym sceptycyzmem co do charakteru i przyszłości Unii Europejskiej.
A jednak większość ekologów – i większość ludzi, którzy w jakikolwiek sposób uważają się za „radykalnych” – wydaje się płakać do swojej miseczki z musli z powodu Brexitu. Albo jeszcze gorzej: zamiast po prostu narzekać, wielu głosujących za pozostaniem w UE przystępuje do zaciekłych ataków na tych, którzy zdecydowali się opuścić ten związek. Idioci! Rasiści! Samolubni starzy głupcy! Gdyby tylko wiedzieli, o czym mówią; gdyby tylko zostali odpowiednio wykształceni; gdyby tylko nie wierzyli paskudnym prawicowym mediom – zobaczyliby, że ich przyszłość leży w sklerotycznej, nieodpowiedzialnej biurokracji i jej przyjaciołach z wielkiego biznesu!
Oglądanie tego spektaklu było zdumiewające. Z kilkoma godnymi uwagi wyjątkami – na przykład Jenny Jones, członkinią Partii Zielonych – ekologiczni i rzekomo „alternatywni” politycy, myśliciele i osoby publiczne włączyli się w dominującą kulturę postępu UE: i to nie tylko warunkowo, ale z ogromnym entuzjazmem. Decyzja o wyjściu z Unii jest przez część z nich traktowana nie jako szansa, zrzucenie kajdan czy nawet po prostu zmiana, do której należy się dostosować, ale jako narodowa katastrofa.
Co tu się dzieje? UE narusza niemal każdą obowiązującą zasadę ekologii. Jest przeciwieństwem lokalnego, jest destrukcyjna dla świata przyrody, zaciera odrębność kulturową, jest antydemokratyczna, przedkłada interesy banków i korporacji ponad interesy ludzi pracy. Dlaczego, kiedy i jak ruch zielonych porzucił zaangażowanie na rzecz lokalizmu i demokracji, a wskoczył do łóżka z taką bestią?
Sugeruję jedną odpowiedź: Unia Europejska stała się raczej symbolem niż rzeczywistością. Przypuszczam, że bardzo niewiele osób, które głosowały za opuszczeniem UE lub za pozostaniem w niej, wie w ogóle, jak to faktycznie działa. Przeciwnie, głosowali za lub przeciw temu, co to dla nich symbolizowało. Dla jej zwolenników Unia jest symbolem współpracy kontynentalnej, kosmopolityzmu, swobodnego przepływu osób (i oczywiście pieniędzy) i innych pozytywnych spraw. Przeciwstawienie się UE oznacza natomiast nacjonalizm, rasizm, małostkowość i brak dobrego wykształcenia: czyli wszystko, na co większość samozwańczych „postępowców” odruchowo reaguje negatywnie. Innymi słowy, nie jest to racjonalna debata na temat korzyści lub braków unii politycznej. To bitwa o to, po której stronie jesteś – i coraz częściej pobiega ona według granic klasowych.
Klasa zawsze była linią podziału biegnącą przez środek ruchu zielonych, a wraz z głosowaniem w sprawie Brexitu została ona ujawniona. Ci, którzy głosowali za opuszczeniem unii, chcieli odzyskać demokratyczną kontrolę nad swoim krajem i narodem. Chcieli głosu, ponieważ wielu z nich czuło się wiecznie ignorowanych. Klasa robotnicza i niższa klasa średnia – a nie elity kulturalne czy polityczne – wywołały rodzaj współczesnego buntu chłopskiego, wbrew zaleceniom każdej części establishmentu. Zieloni mogliby stanąć po ich stronie, przedstawiając argumenty za przeniesieniem władzy, odzyskaniem demokracji narodowej i stworzeniem przepisów środowiskowych i społecznych, które miałyby zastosowanie konkretnie do tej wyspy i jej bioregionów. W końcu tak wygląda lokalność.
Ale sprawa nigdy nie została podjęta. Dlaczego? Być może dlatego, że niewielu ekologów pochodzi z klas społecznych, na które UE i jej udział w projekcie globalizacji miały negatywny wpływ. Zieloni zawsze byli ruchem skupiającym głównie intelektualistów z klasy średniej. W przeciwieństwie do lewicy socjalistycznej czy konserwatywnej prawicy, za nimi nigdy nie stał ruch ludowy, a w takich chwilach to widać. Czy masowa migracja spowodowała obniżenie wynagrodzeń wielu wyborców partii zielonych? Czy wielu ekointelektualistów poczuło się niewysłuchanych i nieszanowanych w miarę postępu globalnego projektu liberalnego? W chwili, gdy wszystko jest do wzięcia – kiedy można przedstawić optymistyczny, prawdziwie radykalny argument za relokacją Wielkiej Brytanii – zieloni i lewica wyglądają jak wyrzuceni na brzeg członkowie elity, chwytający się siebie nawzajem jak brzytwy z prośbą o wsparcie i zachodzący w głowę, co się właśnie stało. Nagle wyglądają bardzo, no cóż, konserwatywnie…
Jest to powiązane także z innym problemem, na który cierpi ruch ekologiczny. W ostatnich kilku dziesięcioleciach polityka ekologiczna została włączona do szerszej polityki „postępowej” lewicy globalistycznej. Kiedyś ekolodzy rzucali wyzwanie tej kulturze postępu zarówno po lewej, jak i po prawej stronie, i wyorali własną, ekocentryczną bruzdę, próbując ponownie połączyć ludzi z naturą, planetą i lokalnymi społecznościami, próbując stworzyć nową narrację polityczną i język. Ale to wszystko już dawno minęło. Dziś zielona polityka to podzbiór skrajnej lewicy: promowanie odgórnych rozwiązań i regulacji, prowadzenie kampanii przeciwko „oszczędnościom” w sposób sugerujący, że wzrost gospodarczy jest raczej rozwiązaniem niż problemem, naleganie na otwarte granice bez względu na wpływ tego na najbiedniejszą jedną trzecią społeczeństwa oraz niezależnie od wzrostu liczby ludności i wynikającego z niego zniszczenia środowiska. Niegdyś radykalny ruch polityczny wygląda teraz jak socjaldemokraci z panelami słonecznymi.
Ostateczna odpowiedź na tę zagadkę wynika ze zmiany relacji zielonych wobec państwa. Kiedyś byli podejrzliwi co do wielkości i władzy zarówno państw, jak i korporacji. Jednak dziś większość „zielonej lewicy”, wierna tradycji brytyjskiego socjalizmu państwowego, wydaje się postrzegać państwo jako obrońcę ludu przed rynkiem. Jeśli tak to widzisz, superpaństwo jest superobrońcą. To wyjaśnia, w jaki sposób doszliśmy do stanowiska, w którym większość zielonej lewicy wydaje się postrzegać Unię Europejską jako życzliwego tatusia, broniącego Wielką Brytanię zarówno przed korporacjami, jak i wybranym przez nią rządem.
Co można zrobić? Ponieważ Wielka Brytania przygotowuje się do opuszczenia Unii, wydaje się to pilną kwestią. Do wzięcia jest ekscytujący radykalny argument na rzecz odmłodzonej demokracji brytyjskiej, wolnej od biurokracji UE. Jeśli nie podlegamy już na przykład nakazom WPR czy WPRyb, to z pewnością można zaproponować przynajmniej znacznie bardziej zrównoważone sposoby gospodarowania lądami i morzami? Zieloni powinni znaleźć się w centrum tej debaty. Ale tak nie jest. Dopóki nie zaczną rozumieć, dlaczego ludzie głosowali za odrzuceniem UE, ich przesłanie prawdopodobnie pozostanie niewysłuchane.
W Wielkiej Brytanii właśnie wydarzyło się coś naprawdę radykalnego. W kulturze postępu otworzyła się potencjalna szczelina. I nie otworzyli jej intelektualiści, ideologowie czy filozofowie polityczni, ale 17,4 miliona zwykłych ludzi. „Postępowcy” lubią twierdzić, że przemawiają w imieniu „oddolnym”. Teraz zobaczyli, jak wyglądają obywatele. Jeśli kiedykolwiek był moment odpowiedni do przejęcia dyskusji, to jest właśnie on. Wszystko może teraz pójść w dowolnym kierunku. Co zrobią zieloni?
Paul Kingsnorth
Tłum. Magdalena Okraska
Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w roku 2016.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Andrew Lockwood z Pixabay
przez redakcja | niedziela 12 listopada 2023 | aktualności
Z raportu „Długie jutro” wynika, że ponad połowa Polaków, niezależnie od formy zatrudnienia, skorzystałaby z sześciomiesięcznej przerwy w pracy.
Jak informuje pulshr.pl, blisko jedna trzecia ankietowanych przez Nationale-Nederlanden deklaruje, że pracuje powyżej 40 godzin tygodniowo, co oznacza, że narażają się na ryzyko wypalenia zawodowego. Z drugiej strony prawie jedna piąta przeznacza na pracę mniej niż 30 godzin tygodniowo, co wpisuje się w rosnący trend pracy na część etatu.
Na pytanie, czy przydałaby się im sześciomiesięczna przerwa od pracy, 22 proc. badanych odpowiedziało „zdecydowanie się zgadzam”, 30 proc. odparło „raczej się zgadzam”, 13 proc. udzieliło odpowiedzi „zdecydowanie się nie zgadzam”, a 35 proc. – „raczej się nie zgadzam”.
Badanie ujawniło trend do wykorzystywania pauz w pracy do rozwoju osobistego. Na pytanie, do czego przydałaby się sześciomiesięczna przerwa w pracy, 67 proc. odparło, że warto „naładować baterie”, 39 proc. powiedziało, „aby spędzić czas z bliskimi”, 35 proc. – „aby odkrywać świat”, 26 proc. – „aby wypróbować, zrobić coś innego”, 21 proc. – „aby poszerzyć swoją wiedzę i umiejętności”, 15 proc. – „aby opiekować się członkami rodziny”, 10 proc. – „aby założyć własną firmę”, 5 proc. – „aby zostać wolontariuszem”, a 2 proc. „nie ma pomysłu”, tyle samo odparło „inne”.
przez redakcja | piątek 10 listopada 2023 | aktualności
Postanowieniem sądu Jolanta Żołnierczyk wraca do pracy w markecie Kaufland w Żywcu. Została zwolniona dyscyplinarnie za to, że ujawniła proceder dyskryminacji kobiet w Kauflandzie.
Jak pisze portal dlahandlu.pl, rok temu zwolniono Jolantę Żołnierczyk, wiceprzewodniczącą Międzyzakładowej Organizacji Jedność Pracownicza i Społeczną Inspektor Pracy. Kilka miesięcy później związek zawodowy Jedność Pracownicza stanął po stronie pracodawcy. Wykreślił działaczkę ze swoich struktur i odmówił jej pomocy.
Wtedy powstała Międzyzakładowa Organizacja OPZZ Konfederacja Pracy, która w krótkim czasie stała się największym związkiem w spółce. Jolanta Żołnierczyk jest działaczką OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie i związek ten wspierał ją w walce o powrót do pracy. Związek walczy także o rekompensaty dla matek, które były dyskryminowane wyłącznie za to, że urodziły dziecko. Proceder trwał blisko 10 lat, a spółka mogła zaoszczędzić w ten sposób nawet miliony złotych.
Za uniemożliwienie działalności SIP wyrok skazujący usłyszał menedżer marketu Kaufland w Gryficach. Sąd Rejonowy w Żywcu nakazał Kauflandowi zatrudniać Jolantę Żołnierczyk do czasu prawomocnego zakończenia postępowania w jej sprawie.
Domagamy się podwyżek, zwiększenia zatrudnienia, oraz podniesienia odpisu na Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych do poziomu ustawowego. Pomimo naszych próśb i wezwań do rokowań, pracodawca narusza prawo nie stosując się do zapisów ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych i unika obowiązkowi ich podjęcia. Na tę okoliczność powstał protokół rozbieżności – informuje organizacja związkowa w Kauflandzie.
Międzyzakładowa Organizacja OPZZ Konfederacja Pracy wystąpi do Ministra Pracy i Polityki Społecznej z wnioskiem o wyznaczenia mediatora. Mediacje w zakresie trwającego sporu zbiorowego będą odbywały się w obecności mediatora wyznaczonego przez ministra. Związkowi zawodowemu w trakcie mediacji przysługuje prawo do przeprowadzenia strajku ostrzegawczego w całym kraju, organizacja liczy jednak, że zarząd Kauflandu zrozumie, iż naruszanie polskich przepisów prawa nie wpływa korzystnie na wizerunek firmy i podejmie mediacje dla dobra spółki i wszystkich pracowników.
przez redakcja | czwartek 9 listopada 2023 | aktualności
Sąd orzekł, że Żabka nie może domagać się od ajentów kwoty, na którą opiewały podpisane przez nich weksle in blanco. Ajenci w momencie podpisywania weksli nie wiedzieli bowiem, jaki już na starcie mają dług wobec Żabki. To przełomowy wyrok.
Jak informuje portal wyborcza.biz, osoby prowadzące sklep (czyli ajenci) podpisują umowę, zgodnie z którą centrala Żabki pozwala im działać pod swoim szyldem. Sieć zapewnia franczyzobiorcom sklep pod klucz – wynajmuje lokal, umeblowuje i wyposaża go, jak również zaopatruje w towar. Jak się jednak okazuje, część kosztów (takich jak długi wynikające z weksli) jest ukryta, a ajenci dowiadują się o nich dopiero po wypowiedzeniu umowy. Dopiero wtedy dostają od Żabki informację o dodatkowych zobowiązaniach finansowych wobec korporacji.
Wyrok w tej kwestii, dotyczący sprawy z 2017 r., w której Żabka pozwała ajentkę za niezapłacenie kwoty z weksla, zapadł w październiku. Sieć sklepów domagała się od pozwanej zapłacenia długu, który wynikał z podpisanego przez nią weksla in blanco. Jednak dokument bez wpisanej kwoty długu został podpisany przed zawarciem umowy franczyzowej. Druga sprawa: jego podpisanie było warunkiem podjęcia współpracy z siecią.
Zdaniem sądu roszczenie oparte na wekslu okazało się niezasadne, dlatego też żądania Żabki, która domagała się zwrotu kwoty, na jaką opiewał weksel, zostały oddalone. Innymi słowy Żabka nie może się dopominać zwrotu pieniędzy od ajenta, którego pozwała. Żabce przysługuje jeszcze prawo do odwołania, z którego – jak informuje rzeczniczka prasowa sieci – sieć zamierza skorzystać.
Dane z grudnia zeszłego roku wskazują, że Żabek jest już Polsce przeszło dziesięć tysięcy, z czego większość ajentów prowadzi jeden sklep. Sieć podejmuje jednak intensywne kroki, które mają sprawić, aby było ich jeszcze więcej. Marża na sprzedaży jest niska, co sprawia, że franczyzobiorcy nie zarabiają dużo na sprzedanych towarach, a w dodatku wiele decyzji podejmowanych jest centralnie.
To tylko przykład szerszego problemu, jakim jest brak sprawiedliwego uregulowania modelu franczyzowego w Polsce. Projekt ustawy, która miałaby odpowiadać na systemowe zaniedbania, przygotowała Lewica. Nie był on jednak procedowany. Również projekt ustawy przygotowany przez PiS nie doczekał się finału w Sejmie.
przez redakcja | środa 8 listopada 2023 | aktualności
Ostatni pociąg przejechał tamtędy 23 lata temu.
Jak informuje „Gazeta Wrocławska”, rewitalizację linii nr 340 z Jeleniej Góry do Karpacza podzielono na dwa odcinki: Jelenia Góra- Mysłakowice oraz Mysłakowice-Karpacz.
Prace na pierwszym odcinku idą w dobrym tempie. Rewitalizacja drugiego odcinka opóźniła się z powodu dużego zainteresowania przetargiem. Zgłosiło się do niego aż 16 firm i z tego powodu termin rozstrzygnięcia został przesunięty na wrzesień.
Linię nr 340, odcinek z Mysłakowic do Karpacza, zrewitalizuje firma ETF Polska z Kobierzyc. Inwestycja kosztować będzie ponad 27 mln złotych. Po podpisaniu umowy wykonawca ma przeprowadzić rewitalizację linii w ciągu pół roku od dnia jej zawarcia.
Co zaplanowano na 7 km odcinku Mysłakowice – Karpacz?
Do zadań wykonawcy należeć będzie: wykonanie niwelacji w celu uzyskania spadku korony torowiska, budowa torów kolejowych, zabudowa czterech rozjazdów, remont trzech obiektów mostowych, czterech ścian oporowych oraz 19 przepustów, naprawa 10 przejazdów, budowa peronów z systemem monitoringu i oświetleniem.
Na pierwszym rewitalizowanym odcinku Jelenia Góra – Mysłakowice zaplanowano budowę torowiska oraz budowę (lub remonty) peronów z wiatami, elementami małej architektury i parkingami na przystankach kolejowych:
Łomnica Średnia,
Łomnica Dolna,
Łomnica,
Mysłakowice Polna,
Mysłakowice.
Ostatni regularny pociąg dojechał do Karpacza w 2000 roku. Trasę wyłączono z eksploatacji w 2003 roku. Od tej pory zarastała samosiejkami, a podkłady były rozkradane. Tylko entuzjaści wierzyli, że powrócą na nią pociągi. Stało się to realne, gdy w czerwcu 2021 roku trasę przejął Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego.
Rewitalizacja linii kolejowej z Jeleniej Góry do Karpacza ma zakończyć się wiosną 2024 roku. Powstanie trasa, na której pociągi będą mogły osiągać prędkość 80 km/h. Dojazd do Karpacza będzie o wiele łatwiejszy i ekologiczny. Dla Kowar i Mysłakowic to będzie okno na świat. Samorządowcy liczą na to, że po ponad 20 latach do ich miast przyjadą pociągami turyści.
przez redakcja | wtorek 7 listopada 2023 | aktualności
Taką tezę w postawiono w raporcie „Monitoring trendów w innowacyjności” Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.
Jak informuje pulshr.pl, skrócenie czasu pracy było jedną z dość często powtarzanych przedwyborczych obietnic. Jednak w swoich oficjalnych programach nie wszystkie partie, które o nim mówiły, umieściły ten postulat.
Tymczasem Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przedstawiła raport „Monitoring trendów w innowacyjności” z którego wynika, że od skrócenia czasu pracy nie uciekniemy. Prędzej czy później czeka nas ta zmiana. Takie rozwiązanie ma pomóc gospodarkom m.in. w dochodzeniu do funkcjonowania według zasad równoważonego rozwoju.
Jak podkreśla PARP, skrócenie czasu pracy to jeden z wiodących trendów, jaki już obserwujemy w innowacyjnych gospodarkach i od którego nie ma odwrotu. Koncepcja ta, choć nie jest już nowa, coraz chętniej stosowana jest nie tylko w firmach, ale także testowana na szeroką skalę. W 2021 roku rządowy, pilotażowy program wprowadziła Hiszpania, zaś w drugiej połowie 2022 roku – Wielka Brytania.
Jak wskazują autorzy raportu, skrócenie czasu pracy ma wspierać dążenie do zrównoważonego rozwoju – w założeniu ma ono bilansować potrzeby ludzi, środowiska i samej gospodarki. Powołują się na obserwacje, które dowodzą, że krótszy wymiar pracy sprzyja zmniejszeniu bezrobocia, zmniejszeniu śladu węglowego oraz zwiększeniu równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, co prowadzi do budowania silniejszych więzi międzyludzkich, a także utrzymania lepszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Jak podkreślają specjaliści, rozwiązanie to w dłuższej perspektywie wydaje się być nieuchronne, a obecnie największym wyzwaniem pozostaje dostosowanie gospodarek do tej przyszłej rzeczywistości.
przez redakcja | poniedziałek 6 listopada 2023 | aktualności
Polska branża recyklingu jest na granicy bankructwa. Rynek zalewa tani plastik z Rosji.
Jak informuje Portal Samorządowy, pomimo embarga na rosyjskie surowce, które obowiązuje niemal we wszystkich krajach europejskich, plastik z tego kierunku wciąż dostaje się na polski rynek. Ponad 70 proc. recyklerów musiało zmniejszyć w tym roku swoje moce przerobowe, a 30 proc. już musiało zlikwidować swoją działalność – alarmuje Stowarzyszenie „Polski Recykling”. Problemem jest mały popyt na surowiec powstający z recyklingu tworzyw sztucznych. Wynika to z dostępności taniego plastiku z Rosji, który pomimo embarga wciąż trafia na polski rynek.
W efekcie do obiegu wprowadzany jest wciąż nowy plastik, a Polska już w tej chwili ma problem z jego odzyskiwaniem i przetwarzaniem.
Jesienią zeszłego roku znaczna część surowców z Rosji wjeżdżała do Polski poprzez niemieckich pośredników, natomiast w tej chwili dzieje to poprzez inne państwa, które nie są objęte embargiem. Z jednej strony Bliski Wschód, a z drugiej strony kraje azjatyckie, które mogą sprzedawać albo surowce pierwotne, czyli tzw. nowy plastik, albo gotowe produkty wykonane z surowców pierwotnych pochodzących z Rosji – wyjaśnia Szymon Dziak-Czekan, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”.
To jest nieuczciwa konkurencja ze strony rosyjskich rafinerii, ponieważ zakłady recyklingowe sprzedają surowiec na wolnym rynku. A jeżeli rosyjski surowiec z recyklingu jest tańszy niż nasz, czyli tzw. regranulat tworzyw sztucznych, to nasze zakłady nie mogą sprzedać swoich surowców. W konsekwencji ponad połowa zakładów recyklingu musiała wyłączyć maszyny, a ponad 70 proc. producentów, recyklerów musiało zmniejszyć w tym roku swoje moce przerobowe – mówi Szymon Dziak-Czekan. – To jest bardzo trudna sytuacja dla branży i liczymy, że wprowadzenie przepisów unijnych, z którymi jesteśmy już spóźnieni od dwóch lat, spowoduje, że ten popyt na surowce z recyklingu wzrośnie.
Chodzi o unijną dyrektywę o rozszerzonej odpowiedzialności producentów (ROP). Zgodnie z polskim projektem tych przepisów do 2026 roku minimalne zawartości recyklatu tworzyw sztucznych mają wynosić 30 proc., a dekadę później aż 65 proc. Wdrożenie ROP sprawi, że dla producentów korzystniejsze będzie używanie tworzyw z recyklingu zamiast plastiku pierwotnego. 60 proc. respondentów badania stowarzyszenia widzi w nowych przepisach szansę na poprawę sytuacji w branży.
przez redakcja | niedziela 5 listopada 2023 | aktualności
Jeden z największych polskich producentów mebli chce do końca stycznia 2024 r. zwolnić 230 pracowników. To znaczy co dziesiątego.
Jak informuje Business Insider, Fabryka Mebli Forte podjęła decyzję o przeprowadzeniu zwolnień grupowych. Pracę ma stracić do 230 pracowników. Wcześniej dojdzie do konsultacji ze związkami zawodowymi. Cięcia będą dla firmy kosztowne.
Decyzja zarządu wynika z pogorszenia sytuacji finansowej spółki związanej ze znacznym spadkiem popytu na meble, co skutkuje koniecznością podjęcia działań mających na celu poprawę efektywności operacyjnej i kosztowej oraz koniecznością dostosowania poziomu kosztów zatrudnienia do obecnej sytuacji finansowej i rynkowej — czytamy w komunikacie Forte.
Zamiarem spółki jest rozwiązanie umów o pracę z nie więcej niż 230 pracownikami, którzy stanowią około 10 proc. wszystkich zatrudnionych. Zwolnienia planowane są w okresie nie dłuższym niż do 31 stycznia 2024 r.
przez redakcja | czwartek 2 listopada 2023 | aktualności
Związkowcy z NSZZ „Solidarność” działający w fabryce czekolady Mondelez w Bielanach Wrocławskich szykują się do strajku.
Jak podaje Portal Spożywczy, 4 października przed zakładem Mondelez International w Bielanach Wrocławskich zorganizowano już dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Powodem jest brak podwyżek, których domagają się związkowcy z NSZZ „Solidarność”. Niestety, pomimo wielokrotnych wezwań do rozpoczęcia rzetelnego dialogu, do związkowców przez dwie godziny nie przyszedł nikt z przedstawicieli władz firmy.
Kolejny protest odbędzie się 6 listopada.
przez redakcja | czwartek 2 listopada 2023 | aktualności
Praca socjalna w zakładzie karnym, mieszkania treningowe i wspomagane, usługi sąsiedzkie i bezpłatna ochrona prawna dla pracownika socjalnego w określonych sytuacjach, to tylko niektóre zmiany, które wchodzą w życie 1 listopada.
Jak informuje portal prawo.pl, ustawa z 28 lipca 2023 r. o zmianie ustawy o pomocy społecznej oraz niektórych innych ustaw, która obowiązuje od 1 listopada, zakłada m.in., że praca socjalna będzie mogła być świadczona przez pracownika socjalnego w zakładzie karnym lub areszcie śledczym na rzecz osoby, której nie pozostało więcej niż trzy miesiące do planowanego ich opuszczenia.
Jednostki pomocy społecznej będą też od 1 listopada organizatorami usług sąsiedzkich. Zajmą się uregulowaniem zasad ich przyznawania, wymiaru i zakresu oraz sposobu rozliczania w drodze uchwały. Ustawa zakłada, że mieszkania treningowe i wspomagane może prowadzić każda jednostka organizacyjna pomocy społecznej, organizacje pozarządowe i np. spółdzielnie socjalne oraz inne podmioty, które prowadzą działalność w zakresie pomocy społecznej, pieczy zastępczej oraz integracji i reintegracji zawodowej i społecznej osób zagrożonych wykluczeniem społecznym.
Ciekawym rozwiązaniem wydaje się być obowiązek zapewnienia pracownikowi socjalnemu zatrudnionemu w jednostce organizacyjnej pomocy społecznej, bezpłatnej ochrony prawnej w postępowaniu karnym w sytuacji, w której ten ma status pokrzywdzonego przestępstwem związanym z bezpośrednim atakiem na niego (np. naruszenie nietykalności cielesnej).
Nowelizacja ustawy o pomocy społecznej obliguje także jednostki pomocy społecznej do przygotowania gruntu pod możliwość przyznania klientowi wsparcia krótkoterminowego w domu pomocy społecznej.
Nowelizacja podwyższa także wysokość zasiłku stałego, ale ten zmieni się dopiero od 1 stycznia 2024 r. i będzie ustalany w wysokości różnicy pomiędzy dochodem a wartością 130 proc. odpowiedniego kryterium dochodowego (teraz odpowiednio dla osoby samotnie gospodarującej i gospodarującej w rodzinie – 776 i 600 zł). Na razie dokładna kwota nie jest zatem znana.
przez redakcja | środa 1 listopada 2023 | aktualności
78 nowych produktów znalazło się na listopadowej liście refundacyjnej Ministerstwa Zdrowia. Zmniejszą się ich ceny detaliczne brutto lub dopłata pacjenta.
Według informacji Portalu Samorządowego, od 1 listopada 2023 r. zaczyna obowiązywać nowa lista leków refundowanych. – W związku z wydaniem pozytywnych decyzji o objęciu refundacją ogółem do wykazu zostało dodanych 78 produktów bądź nowych wskazań – podano w obwieszczeniu resortu zdrowia.
Refundacją objęte zostaną nowe leki wykorzystywane w terapii onkologicznej, w tym przy leczeniu raka piersi. Wśród substancji znajdą się Enhertu i Lynparza. Wśród substancji objętych refundacją, ale bez wskazań onkologicznych, znajdą się m.in: Dysport (toksyna botulinowa typu A) stosowana w leczeniu pacjentów ze spastycznością kończyn iAdtralza (stosowana w leczeniu atopowego zapalenia skóry).
Od 1 listopada tego roku refundowane przestaną być między innymi dwa doustne leki przeciwcukrzycowe oraz donosowa szczepionka przeciw grypie.
O prawie 200 złotych stanieje za to lek do terapii napadów obrzęku naczynioruchowego u dzieci i dorosłych. Wykaz dostępny jest na stronie Ministerstwa Zdrowia.
przez redakcja | poniedziałek 30 października 2023 | aktualności
Ukraińskie koleje 28 października wstrzymały przewozy rudy żelaza do polskiej huty ArcelorMittal w Dąbrowie Górniczej.
Jak informuje portal wnp.pl, produkcja należącej do ArcelorMittal huty w Dąbrowie Górniczej oparta jest na ukraińskiej rudzie. Koleje Ukraińskie wprowadziły 28 października zakaz eksportu tego surowca aż do odwołania.
Decyzja Ukrzaliznycia, czyli Kolei Ukraińskich, które mają praktycznie monopol w tym kraju w zakresie przewozów koleją, dotyczy nie tylko rudy żelaza, ale także żużla i popiołów. Obejmuje wszystkie rodzaje wagonów i transport przez stacje Sławków w Polsce i Izów na Ukrainie, czyli tzw. szerokiego toru. Zakaz obowiązuje od 28 października do odwołania.
Ukraińcy nie podali przyczyn swojej decyzji, prawdopodobnie potrzebują wagonów do innych towarów i na inne trasy.
Czy dla polskiej huty zakaz transportu rudy może być dużym wyzwaniem? ArcelorMittal Poland (AMP), polska spółka hinduskiego koncernu, deklaruje, że na razie nie ma powodów do obaw a zakaz nie wpłynie zbyt mocno na działalność huty, która zrobiła zapasy.
przez redakcja | niedziela 29 października 2023 | aktualności
Fabryka mebli Klose w Nowem kończy działalność po 30 latach. 200 pracowników jest w trudnej sytuacji.
Jak informuje pulshr.pl, firma twierdzi, że nie stać jej na zwolnienia grupowe. Problemy spółki rozpoczęły się w czasie pandemia koronawirusa. Sytuację pogorszyła wojna w Ukrainie. Pod koniec 2022 r. firma ogłosiła, że szuka inwestorów. Zapowiedziano wówczas restrukturyzację, jednak pod koniec czerwca spółka wstrzymała produkcję. 200 pracowników zostało na lodzie.
Urząd Skarbowy w Świeciu licytuje meble z fabryki Klose w Nowem. Firmy nie stać na zwolnienie grupowe i odprawy dla zatrudnionych osób. Część ludzi znalazła nową pracę, a część pracowników – zwłaszcza starszych – została w firmie, ale nie dostają pensji i nie przychodzą do pracy z powodu wstrzymanej produkcji.
Historia firmy Klose w Polsce rozpoczęła się w 1992 r., gdy niemiecka spółka założona przez Karla Heinza Klose przejęła od Skarbu Państwa trzy zakłady Pomorskiej Fabryki Mebli. Meble Klose były produkowane w Nowem (woj. kujawsko-pomorskie), a także Czersku i Gościcinie.
przez redakcja | piątek 27 października 2023 | aktualności
Tysiące portugalskich pracowników sfery budżetowej przystąpiły w piątek do 24-godzinnego strajku. Domagają się podwyżek płac.
O sprawie pisze portal pulshr.pl. Jak poinformował Sebastiao Santana, jeden z koordynatorów piątkowego strajku, krótko po północy do strajku przystąpiły załogi różnych sektorów, w tym m.in. pracownicy publicznych spółek oczyszczania miast. W ogólnokrajowym proteście biorą też udział liczni pracownicy portugalskich szpitali, głównie pielęgniarki. W piątek, jak zaznaczył, odwołano większość wizyt lekarskich, a operacje wykonywane są przede wszystkim w sytuacji zagrożenia życia pacjenta.
Nie działają także szkoły.
W związku z 24-godzinnym protestem do minimum została ograniczona praca instytucji państwowych, w tym urzędów skarbowych i oddziałów państwowego ubezpieczyciela.
W przekazanym mediom komunikacie organizatorzy strajku podali, że głównym żądaniem strajkujących jest podniesienie pensji o co najmniej 15 proc. „z powodu drastycznego wzrostu kosztów życia”.