Polacy nie chcą jedzenia w plastiku

Polacy nie chcą jedzenia w plastiku

65 proc. Polaków opowiada się za wprowadzaniem w Polsce przepisu zakazującego sprzedaży owoców i warzyw w plastikowych opakowaniach – wynika z badania.

Jak informuje portal Rynek Spożywczy, w 2019 roku Unia Europejska wprowadziła zakaz sprzedaży i używania jednorazowych plastikowych produktów. Państwa UE dostały dwa lata na dostosowanie swoich ustaw do nowej plastikowej dyrektywy. Kolejne zmiany dotyczące ograniczania w produkcji opakowań plastikowych mają się pojawić w 2025 roku. Wówczas wieczka i nakrętki plastikowe będzie można wprowadzić do obrotu tylko, jeśli będą na stałe przymocowane do butelek i pojemników. Od 2025 roku plastikowe butelki będą musiały być wyprodukowane w minimum 25 proc. z materiału pochodzącego z recyklingu – podano.

Za wprowadzeniem zakazu sprzedaży owoców i warzyw w plastikowych opakowaniach opowiada się 65 proc. Polaków, a wśród nich aż 70 proc. badanych kobiet i blisko 60 proc. pośród wszystkich ankietowanych mężczyzn – przekazano w informacji dotyczącej badania. Badanie Ekobarometr zostało przeprowadzone przez pracownię SW Research we współpracy z Grupą Akomex. Zbadano reprezentatywną grupę Polaków, liczącą 1583 osoby. Grupa Akomex jest producentem opakowań kartonowych, posiada trzy fabryki w Polsce i w Danii.

Jak dodano, grupą wiekową najchętniej popierającą zakaz sprzedaży owoców i warzyw w plastikowych opakowaniach są osoby powyżej 65 roku życia. 73 proc. ankietowanych w tej grupie wiekowej uważa, że jest to słuszne działanie. Negatywnie na pomysł rezygnacji z opakowań plastikowych w sprzedaży owoców i warzyw zareagowało 13 proc. respondentów.

Zgodnie z wynikami badań konsumenci wskazują także, że produkty wytwarzane z kartonu oraz papieru są najbardziej ekologicznymi opakowaniami. Tego zdania jest 52 proc. respondentów. 30 proc. badanych jako proekologiczne opakowanie wymienia szkło, a 10 proc. wskazuje na drewno.

 

Piła chce zbudować samowystarczalne osiedle

Piła chce zbudować samowystarczalne osiedle

Samorząd Piły jako pierwszy w kraju założył klaster energii, zaczął się przymierzać do wykorzystania wodoru i był pionierem w energetycznym wykorzystaniu ciepła ze ścieków. Teraz chce wybudować wzorcowe samowystarczalne energetycznie osiedle mieszkaniowe.

Jak informuje Portal Samorządowy, 9 grudnia Piła podpisze umowę, na mocy której otrzyma dofinansowanie z NFOŚiGW do zakupu autobusów wodorowych, a w styczniu zakończy budowę farmy fotowoltaicznej o mocy prawie 5 MW. Kontynuacją tych działań jest plan budowy osiedla mieszkaniowego dla 8 tys. mieszkańców, które ma być samowystarczalne energetycznie i superekologiczne.

Pilska komunalna spółka wodociągowo-kanalizacyjna już osiem lat temu – jako pierwsza w kraju – zainstalowała pompy ciepła, wykorzystujące ciepło ze ścieków komunalnych. W 2016 r. uruchomiła własną instalację fotowoltaiczną, też jedną z pierwszych w kraju, wybudowanych przez firmę wodociągowo-kanalizacyjną.

Miasto chwali się też inteligentnym oświetleniem ulicznym, wyposażonym w czujniki ruchu. Dzięki temu w nocy latarnie redukują natężenie światła o 70 proc., a zaczynają świecić mocniej tylko wtedy, gdy ktoś koło nich przechodzi lub przejeżdża.

Piła rozpoczęła współpracę z Orlenem, który ma pomóc w rozwoju komunalnego transportu opartego na napędzie wodorowym. Orlen ma wybudować w Pile jedną ze swych pierwszych pięciu stacji wodorowych.

Ukoronowaniem tych wszystkich działań ma być budowa samowystarczalnego energetycznie i ekologicznego osiedla mieszkaniowego, na którym zamieszka 8 tys. osób. Stanie ono na dużym, 60-hektatorym terenie należącym do samorządu. Będzie się tam np. gromadzić deszczówkę i wykorzystywać ją do spłukiwania toalet. Ale planowane przez miasto osiedle ma być przede wszystkim samowystarczalne energetycznie. Będzie wyposażone w instalacje fotowoltaiczne czy mikroelektrownie wiatrowe, a produkowana przez nie energia będzie zasilać – przy wykorzystaniu magazynów energii – stojące tam budynki mieszkalne i obiekty użyteczności publicznej.

Będzie dodatkowa kasa na zatrudnianie osób z niepełnosprawnością

Będzie dodatkowa kasa na zatrudnianie osób z niepełnosprawnością

Zwiększenie środków na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) o dodatkowe ponad 400 mln zł rocznie zakłada projekt nowelizacji ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych.

O sprawie pisze portal plushr.pl. Według jego informacji, ysokość dotacji dla PFRON na miesięczne dofinansowania do wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych ustalona zostanie na 30 proc. środków zaplanowanych na realizację tego zadania na dany rok.

Oznacza to, że obecna wysokość dotacji w kwocie 676,5 mln zł zostanie zwiększona o ponad 400 mln zł i wyniesie 1,08 mld zł. To wzrost o prawie 60 proc. – wskazuje Kancelaria Premiera.

Podniesiona zostanie m.in. wysokość dofinansowań dla pracodawców ze środków PFRON. Z 1950 zł do 2400 zł podniesione zostanie dofinansowanie w przypadku osób niepełnosprawnych, którzy zaliczani są do znacznego stopnia niepełnosprawności. Z 1200 zł do 1350 zł wzrośnie dofinansowanie w przypadku osób niepełnosprawnych, którzy zaliczani są do umiarkowanego stopnia niepełnosprawności. W przypadku osób niepełnosprawnych, którzy zaliczani są do lekkiego stopnia niepełnosprawności, dofinansowanie zostanie podniesione z 450 zł do 500 zł.

Kobiety pójdą do wojska?

Kobiety pójdą do wojska?

Powstał projekt rozporządzenia wprowadzającego obowiązek kwalifikacji wojskowej dla kobiet kończących studiach na kierunkach medycznych, a także weterynarii i psychologii.

Jak informuje pulshr.pl, rząd zajmie się projektem jeszcze w tym roku. Przedstawiony przez Ministerstwo Obrony Narodowej projekt trafił do wykazu prac rządu 30 listopada; planowany termin jego przyjęcia to IV kwartał 2022 roku. Jak poinformowano na stronach rządowych, projekt wskazuje grupę kobiet, która ma mieć obowiązek stawienia się do kwalifikacji wojskowej oraz określa stanowiska lub funkcje, na których będą one mogły pełnić czynną służbę wojskową.

Grupę tę stanowią kobiety kończące studia na kierunkach lekarskim, weterynaryjnym, pielęgniarskim, psychologicznym, analityki medycznej oraz ratownictwa medycznego.

Projekt rozporządzenia wskazuje również stanowiska służbowe i funkcje, na które kobiety będą mogły zostać wyznaczone w razie konieczności ich powołania do obligatoryjnych niezawodowych form służby wojskowej (w razie ich wprowadzenia).

Czy czterodniowy tydzień pracy ma sens?

Czy czterodniowy tydzień pracy ma sens?

W globalnym programie pilotażowym 33 firmy i 903 pracowników przez sześć miesięcy testowało czterodniowy tydzień pracy bez obniżki wynagrodzenia. Oto pierwsze wnioski.

Jak informuje Business Insider, globalny czterodniowy program pilotażowy odniósł ogromny sukces, twierdzą jego organizatorzy. Ich zdaniem, po sześciu miesiącach większość z 33 firm i 903 pracowników testujących harmonogram bez obniżki wynagrodzenia raczej nie wróci do standardowego tygodnia pracy. Jak podaje CNN, żadna z 27 firm, które odpowiedziały na ankietę przeprowadzoną przez organizację „4 Day Week Global”, nie stwierdziła, że ​​planuje powrót do swojej poprzedniego pięciodniowego trybu pracy lub że składnia się ku temu.

Około 97 proc. z 495 pracowników, którzy odpowiedzieli na ankietę, powiedziało, że chce kontynuować czterodniowy tydzień pracy. Pracownicy zgłaszali niższy poziom stresu, zmęczenia, bezsenności i wypalenia oraz poprawę zdrowia fizycznego i psychicznego.

Ponadto według badania średni przychód firm wzrósł o 38 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.

Były reporter TVN wygrał ze stacją przed sądem pracy

Były reporter TVN wygrał ze stacją przed sądem pracy

Robert Jałocha, były reporter TVN24 i „Faktów” TVN, wygrał przed sądem pracy proces, jaki w jego imieniu wytoczył stacji TVN inspektor pracy. Sąd uznał, że firma zatrudniając go przez cztery lata na umowie o dzieło, obchodziła prawo pracy, gdyż dziennikarzowi należała się wówczas umowa i opłacanie składek.

Jak informuje portal Wirtualne Media, sprawa dotyczy lat 2010- 2020. Wtedy Robert Jałocha pracował na umowie o dzieło dla TVN24 i dla „Faktów” TVN. Gdy w 2020 roku rozstał się ostatecznie z firmą, poprosił o świadectwo pracy. Świadectwo się nie znalazło, więc poinformował o tym fakcie Państwową Inspekcję Pracy.

Ta zaś najpierw wystąpiła z zapytaniem o świadectwo pracy i dokumenty za ten okres do TVN, a następnie dopatrzyła się nieprawidłowości w zatrudnianiu reportera w tym okresie i złożyła do sądu pracy wniosek o ustalenie stosunku pracy

Sąd uznał, że TVN obchodził prawo pracy oraz potwierdził, że pomimo podpisywania ze mną umów cywilnoprawnych łączył mnie w tym okresie z TVN stosunek pracy – informuje Robert Jałocha, przytaczając słowa sędzi.

„Nowy Obywatel” opisywał podobną sprawę. Kamil Różalski, były operator kamery i realizator obrazu w TVN-nie, również walczy ze stacją. Wywiad z nim czytelnicy znajdą w 89. numerze czasopisma: https://obywatel3.macmas.pl/sklep/sklep-kwartalnik/nowy-obywatel-3889-wiosna-lato-2022/