Potraktowani jak śmieci

Potraktowani jak śmieci

Pół tysiąca pracowników szpitala trafi do firmy zewnętrznej.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, około 500 pracowników Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu zostanie przeniesionych do firmy zewnętrznej. To jedna z największych placówek medycznych w Polsce. Pracownicy są oburzeni i zaniepokojeni decyzją władz szpitala.

Likwidacji ma ulec Dział Higieny Szpitalnej i Transportu Wewnątrzszpitalnego Pacjentów. Zatrudnia ona salowe, noszowych, osoby zajmujące się wywożeniem śmieci itp. z placówek i oddziałów wielkiego szpitala. Mają oni trafić do firmy zewnętrznej. Oznacza to prawdopodobnie pogorszenie warunków zatrudnienia.

Władze szpitala deklarują, że w umowie z firmą zewnętrzną zawrą warunek zatrudnienia wszystkich osób z likwidowanego działu na umowach o pracę na cały czteroletni okres trwania kontraktu. W żadnej mierze nie chroni to jednak przed zwolnieniem z pracy, pogorszeniem warunków pracy (brak premii, dodatków stażowych itp.). Przeciwko zmianie występuje zakładowa „Solidarność”. Pisze ona w swoim liście protestacyjnym o „utracie bezpośredniej kontroli nad częścią działalności szpitala, obniżeniu jakości usług, obniżeniu standardów, pogorszeniu warunków pracy”.
Jedna z pracownic powiedziała „Gazecie Wyborczej”: „Tutaj ludzie pracują po 18-19 lat, a potraktowali nas jak śmieci”. Pismo w tej sprawie do ministerstwa zdrowia skierowała posłanka Razem Marta Stożek, która uważa, że outsourcing nie powinien być receptą na trudną sytuację finansową szpitali.

Marne perspektywy

Marne perspektywy

Maleje liczba ofert pracy i jest ona najniższa od lat.

Jak informuje Next.gazeta.pl, kiepskie wieści dochodzą z rynku pracy. Z nowego wydania cyklicznych analiz agencji Grant Thornton wynika, że lipiec 2025 przyniósł najmniej ofert pracy od lipca 2020, czyli okresu apogeum pandemii i związanych z nią zawirowań w zatrudnieniu. Obecny spadek liczby ofert oznacza także znaczne ich zmniejszenie wobec początku obecnego roku. Liczba ofert pracy spadła od czerwca 2025 poniżej 250 tys. i jest to najniższa liczba od pięciu lat – okresu pandemicznego.

W lipcu 2025 roku pracodawcy przedstawili o 9 proc. nowych ogłoszeń mniej niż w lipcu 2024. „Średnia krocząca dynamika roczna z trzech miesięcy (która wydaje się najlepszą miarą, biorąc pod uwagę wysoką zmienność danych miesięcznych) mocno spadła – do -5 proc. z -2 proc. w czerwcu i 5 proc. w maju” – napisano w raporcie Grant Thornton. Największe spadki nowych ofert pracy wystąpiły w Bydgoszczy (o 12% mniej rok do roku), Katowicach (o 10%) oraz Szczecinie (o 9%). Nawet w Warszawie, gdzie ofert pracy jest najwięcej, ich liczba zmniejszyła się rok do roku o 4%.

Spadek liczby ofert zatrudnienia dotyczył w ciągu roku wielu grup zawodowych. Największą skalę miał w przypadku prawników (o 26% mniej ofert rok do roku), pracowników fizycznych (o 15%), finansistów (o 12%), marketerów (o 8%) i osób z branży IT (o 7%).

„Na rynku rekrutacyjnym tegoroczne lato jest równie chłodne i kapryśne, jak w pogodzie. Wiosna była niewiele lepsza. A przecież właśnie okres kwiecień-lipiec to zwykle najbardziej intensywny czas na rynku pracy, kiedy liczba ofert rośnie, ponieważ wiele branż budzi się z zimowego snu i zaczyna zatrudniać pracowników do prac sezonowych, np. na budowach, w rolnictwie czy turystyce. Tym razem tego sezonowego »doładowania« nie widać” – komentuje Monika Łosiewicz z Grand Thornton.

Strach przed zwolnieniami

Strach przed zwolnieniami

Niemal jedna trzecia polskich pracowników obawia się zwolnień grupowych.

Jak informuje portal Filary Biznesu, nowe badania pokazują dużą skalę obaw dotyczących zwolnień grupowych. Według nowego badania firmy LiveCareer Polska aż 28% ogółu pracowników obawia się utraty pracy w wyniku zbiorowej redukcji etatów. Co prawda tylko 7% ogółu zatrudnionych bardzo obawia się zwolnień, a kolejne 21% w mniejszym stopniu, ale i tak niemal co trzeci zatrudniony wyraża lęk tego rodzaju. W grupie obawiających się zwolnień grupowych co trzecia osoba pracuje w miejscu, w którym zapowiedziano zwolnienia grupowe. 44% z nich uważa, że zatrudniająca ich firma ma widoczne problemy finansowe.

Wśród ogółu ankietowanych 26% już doświadczyło na własnej skórze zwolnień grupowych w trakcie swojej pracy zawodowej. 36% zatrudnionych nie posiada żadnych oszczędności na wypadek utraty pracy i zarobków. 64% nie ma planu awaryjnego i przemyślanej alternatywy, gdyby stracili zatrudnienie.

Zbadano także odczucia zatrudnionych wobec informacji o zwolnieniach grupowych w jakimkolwiek dziale gospodarki. – „Z naszego badania wynika, że gdy media poruszają temat zwolnień grupowych, aż 31% Polaków odczuwa głównie smutek. Kolejne 22% z nas czuje złość, a 21% nawet lęk. Te trudne emocje to nasza reakcja na niepewność na rynku pracy” – komentuje Żaneta Spadło z LiveCareer.pl, autorka raportu z przeprowadzonych badań.

Wśród badanych aż 66% uważa, że zbyt niskie są odprawy, które przysługują pracownikom zwalnianym grupowo. 45% badanych ocenia swoje szanse na znalezienie nowej pracy jako średnie, 23% jako niskie lub bardzo niskie. Tylko 22% ocenia je jako wysokie lub bardzo wysokie.

Stop drożyźnie

Stop drożyźnie

Przedstawiciele spółdzielni mieszkaniowych apelują do rządu o przeciwdziałanie drastycznym podwyżkom cen ogrzewania.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych RP w Warszawie w imieniu spółdzielni apeluje do premiera Tuska i ministra energii Miłosza Motyki w sprawie przeciwdziałania drastycznym wzrostom cen ogrzewania z ciepłowni.

Do 1 lipca obowiązywało zamrożenie cen ogrzewania z sieci, przyjęte przez poprzedni rząd we wrześniu 2022 roku. Od momentu wygaśnięcia moratorium na podwyżki notowany jest drastyczny wzrost cen. Wynosi on od kilkudziesięciu do nawet stu procent. Przedstawiciele spółdzielni mieszkaniowych apelują w związku z tym do rządu o ochronę przed wysokimi cenami energii cieplnej dla wrażliwych grup odbiorców. Spółdzielcy już wcześniej apelowali o to do rządu, prosząc o przygotowanie się w obliczu spodziewanych podwyżek, ale ich pisma z kwietnia pozostały bez odpowiedzi.

Spółdzielcy piszą: „Od dnia 1 lipca 2025 roku mieszkańcy spółdzielni mieszkaniowych i wspólnot zostali pozbawieni jakiejkolwiek ochrony przed wysokimi cenami ciepła, ponieważ ograniczenia wzrostu cen ciepła wynikające z ustawy z dnia 15 września 2022 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie niektórych źródeł ciepła w związku z sytuacją na rynku paliw obowiązywały do dnia 30 czerwca 2025 r. Podwyżki cen ciepła spowodują, że liczba gospodarstw domowych dotknięta ubóstwem energetycznym, która w 2024 roku wynosiła ok. 1,5 mln, znacznie się zwiększy”. Autorzy apelu podkreślają, że koszty ogrzewania stanowią już nawet 70-80 procent całości opłat za mieszkanie.

Rząd od miesięcy zapowiada ogólnikowo wprowadzenie „bonu ciepłowniczego”. Ma on wesprzeć finansowo osoby z najniższych grup dochodowych. Kto choć trochę przekroczy dochody kwalifikujące do tej grupy, zostanie bez wsparcia, z wyższymi opłatami. Z ciepła systemowego korzysta w Polsce około 15 milionów osób.

Obietnice bez pokrycia

Obietnice bez pokrycia

Pracownicy obawiają się zwolnień.

Jak informuje portal Bielsko.biala.pl, właściciel fabryki akumulatorów w Bielsku-Białej zapowiadał inwestycje i zwiększenie produkcji, ale obecnie pracownicy obawiają się zwolnień.

Chodzi o zakład EnerSys w dzielnicy Leszczyny. To nowoczesny zakład produkcji akumulatorów, ładowarek modułowych oraz systemów trakcyjnych. Zatrudnia obecnie 900 pracowników. To jeden z największych takich zakładów w Europie. Do niedawna władze amerykańskiego koncernu, do którego należy polski zakład, zapowiadały inwestycje i zwiększenie produkcji. Miało to być następstwem planowanej likwidacji zakładów spółki w Meksyku, Kanadzie i USA oraz przejęcia przez zakład w Bielsku-Białej części ich produkcji.

Niestety niedawno nadeszły złe wieści. Nowe władze firmy i nowy dyrektor generalny poinformowali pracowników, że konieczne jest zwiększenie wydajności oraz poczynienie oszczędności. Za tą kapitalistyczną nowomową kryją się zamiary zmniejszenia zatrudnienia w całej spółce o 500 osób. Pogłoski mówią, że około stu z nich miałoby stracić pracę w bielskim oddziale. „Początkiem roku z zakładu odeszło ok. 20 pracowników fizycznych. Teraz docierają do nas informacje, że zwolnienia dotyczyć mają pracowników umysłowych” – mówi portalowi Jarosław Jodłowiec, przewodniczący zakładowego związku zawodowego. Bielski zakład przyniósł w ubiegłym roku ponad 15 milionów zysku.