Strach przed zwolnieniami

Strach przed zwolnieniami

Pracownicy PKP PLK obawiają się zwolnień.

Jak informuje Wirtualna Polska, pracownicy spółki PKP Polskie Linie Kolejowe boją się zwolnień. Szefostwo spółki zapowiada bowiem „reorganizację” jej struktury.

W firmie ma się dokonać „integracja”. Polega ona na tym, że zamiast 23 regionalnych zakładów spółki ma pozostać tylko 17, a pozostałe sześć zostanie włączonych do jednej z tych, które przetrwają. Wśród likwidowanych samodzielnych oddziałów mają być te w Ostrowie Wielkopolskim, Wałbrzychu, Nowym Sączu, Skarżysku-Kamiennej, Siedlcach i Częstochowie. Władze firmy uważają, że takie zmiany dostosują strukturę do podziału administracyjnego kraju i liczby województw. Wyjątkiem ma być woj. śląskie, gdzie planuje się pozostawić dwa zakłady.

Szefostwo PKP PLK twierdzi, że nikt nie straci pracy. Jednak pracownicy i związkowcy uważają, że to nierealne. Boją się centralizacji, która wymusi uciążliwe i długie dojazdy do pracy, a część osób pozostawi bez zatrudnienia. Zaniepokojeni są na przykład pracownicy biurowi z dotychczasowego oddziału w Ostrowie Wielkopolskim, których jest stu.

Związkowcy zapowiadają protest 15 października w Warszawie.

Polacy o związkach zawodowych

Polacy o związkach zawodowych

Nowy raport z badań CBOS przynosi ciekawe informacje o ocenie związków zawodowych.

CBOS opublikował nowe wyniki badań dotyczących oceny instytucji i innych wybranych podmiotów aktywnych w sferze publicznej. Część badań dotyczy związków zawodowych.

Najlepsze zdanie o działalności związków mają osoby w wieku od 18 do 24 lat, a jako grupa społeczna – uczniowie i studenci. Najbardziej krytyczne wobec związków zawodowych są osoby o dochodach przekraczających 6000 zł per capita w gospodarstwie domowym oraz mieszkańcy dużych miast.

Najbardziej rozpoznawalnym związkiem zawodowym w Polsce jest „Solidarność”. Jednak zdania o niej nie ma aż 42% badanych. Opinii na temat OPZZ nie ma 61% badanych, a o Forum Związków Zawodowych aż 74% badanych.

Najlepiej ocenianym związkiem także jest „Solidarność”. Pozytywnie ocenia ją 29% badanych, co oznacza wzrost od wiosny o trzy punkty procentowe. Negatywne opinie o niej wyraża 30% badanych, co oznacza spadek o dwa punkty wobec poprzedniego badania. Pozytywne oceny OPZZ wyraża 19% ankietowanych, a negatywne – 20% z nich. Forum Związków Zawodowych zostało pozytywnie ocenione przez 14% badanych, a negatywnie przez 13%.

 

Walczą o podwyżki

Walczą o podwyżki

W poniedziałek pracownicy blokowali ulice, domagając się podwyżek.

Jak informuje Gazeta Krakowska, w poniedziałek miał w Chrzanowie miejsce protest pracowników firmy Valeo. Chcą oni w ten sposób zwrócić uwagę na swoje postulaty i takie poczynania zarządu firmy, które utrudniają walkę o prawa pracownicze.

Protest zorganizował Wolny Związek Zawodowy Sierpień ’80, a wspierali go działacze partii Razem. Związkowcy pozostają od dłuższego czasu w sporze z dyrekcją firmy. Pracownicy domagają się podwyżki zasadniczych pensji o 1000 złotych oraz wprowadzenia dodatku stażowego. Chcą też dopłat do posiłków pracowniczych i dojazdów do pracy, jak ma to miejsce w innych oddziałach tej samej firmy. Oczekują także przestrzegania 11-godzinnego dobowego odpoczynku, zapewnienie jednej wolnej niedzieli w miesiącu oraz ograniczenia nadmiernych nadgodzin.

Zarząd odrzuca te żądania oraz torpeduje działania związkowców. 15 września miało się w firmie rozpocząć referendum strajkowego, ale zarząd firmy nie udostępnił związkowcom wymaganej prawem listy zatrudnionych – jest ona niezbędna, aby wiedzieć, ile dokładnie wynosi liczbowo odsetek całej załogi, aby referendum było ważne. Chrzanowski oddział Valeo zatrudnia w sumie 2600 osób – zarówno bezpośrednio, jak i za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej, więc nie jest jasne, jaka liczba głosów jest wymagana, aby ewentualny strajk był legalny na mocy ważnego referendum.

Poniedziałkowa akcja protestacyjna była reakcją na postawę zarządu firmy. Związkowcy przez dwie godziny pieszo i samochodami blokowali duże rondo oraz drogę krajową nr 79. Chcą w ten sposób wymóc właściwe działania firmy oraz skłonić władze lokalne do nacisku na szefostwo Valeo, jednego z największych pracodawców w okolicy.

Spór o prawa pracownicze

Spór o prawa pracownicze

W dużej firmie na Pomorzu rozpoczął się spór zbiorowy pracowników z zarządem.

Jak informuje Krajowy Sekretariat Budownictwa i Przemysłu Drzewnego NSZZ „Solidarność” rozpoczął się spór zbiorowy w firmie Dovista Polska w jej zakładzie w Wędkowach (gmina Tczew). Ta spółka i jej fabryka są częścią duńskiej Grupy VKR, do której należy znana marka Velux. Zakład wytwarza drewniane okna fasadowe z okładzinami aluminiowymi.

Pracownicy zrzeszeni w „Solidarnośc” domagają się od kilku miesięcy poprawy warunków zatrudnienia. Co ciekawe, ich postulaty nie obejmują podwyżek płac. – „W październiku 2024 roku zgłosiliśmy postulat zmiany w zapisach regulaminu pracy. Chcemy skrócenia okresu rozliczeniowego z czteromiesięcznego na dwumiesięczny i zmiany organizacji czasu pracy. U nas są soboty pracujące, a w zamian są dni wolne. Jednak system jest niesprawiedliwy i niekorzystny. Nie tylko dlatego, że pracownicy administracji nie muszą pracować w soboty, a produkcyjni tak. Obecny system wymusza urlopy w terminach takich, które pasują pracodawcy, nie pracownikom. Z góry pracownicy mają narzucone dni wolne. Grafik prac jest, ale o sobocie pracującej lub wolnej nieraz dowiadujemy się w piątek. Po trzecie domagamy się zmniejszenia limitu rocznego godzin nadliczbowych z 376 godzin do 200 w skali roku” – mówi Tomasz Muszyński, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ „S” w Dovista Polska.

Postulaty związkowców poparło niemal 700 pracowników na 1100 ogółu zatrudnionych w zakładzie. Mimo to „Związkowe propozycje nie zostały przyjęte. Podpisano protokół rozbieżności i do 15 września br. dyrekcja w Polsce miała czas na odniesienie się do postulatów. Brak pozytywnej reakcji na związkowe postulaty spowodował, że doszło do wywieszenia flag związkowych i banerów, a pracownicy założyli opaski związkowe” – przekazuje gdańska „Solidarność”.

Odpowiedzią związku na brak uwzględnienia jego postulatów jest formalne wszczęcie procedury sporu zbiorowego. Jutro odbędzie się spotkanie z mediatorem. Kolejne przewidziane prawem etapy sporu to referendum strajkowe i strajk.

Dorota Kłuszyńska: Zatopić kopalnie [1938]

Dorota Kłuszyńska: Zatopić kopalnie [1938]

Sześć tygodni trwał strajk polityczny górników na Śląsku Cieszyńskim. Zamarła praca, całe zagłębie karwińskie i część polsko-ostrawskiego stało w ogniu walki o przyłączenie części Śląska, zajętego przez Czechów, do Polski. Gdyby żaden inny argument nie miał siły przekonywającej, ten wspaniały w swojej solidarności i ofiarności strajk, musiał otworzyć oczy najbardziej zaślepionym członkom komisji alianckiej. Sprawowali ci panowie, Francuzi, Anglicy, Włosi i Japończycy władzę na Śląsku jako komisja plebiscytowa, obserwowali wszystko, co się działo na Śląsku, ale mieli dyrektywy swoich rządów, żeby nie „krzywdzić” Czechów.

Przynależność Śląska do Czech była z góry przesądzona, ale o tych pociągnięciach dyplomatycznych nie wiedzieli górnicy, nie wierzyli, żeby taka niesprawiedliwość – jak często mówili – mogła się dokonać.

Całe zagłębie karwińskie zamieniło się w obóz wojenny. Kopalnie obsadziły posterunki żandarmerii czeskiej, strajkujący górnicy pilnowali, żeby do kopalń nie dostali się łamistrajkowie sprowadzeni ewentualnie z Czech. Napięcie dochodziło do ostatecznych granic wytrzymałości, bo i niedostatek dokuczał, zwłaszcza widok głodujących dzieci był niesłychanie bolesny.

Ale padło hasło: nie damy kopalń, nie wrócimy do pracy aż Śląsk [Cieszyński; podobnie w dalszej części tekstu – przyp. redakcji NO] nie połączy się z Polską.

Po napadzie czeskim w [styczniu] 1919 r. kopalnie znalazły się za linią demarkacyjną, władze na tym terenie wykonywali Czesi, mając silne oparcie w komisji alianckiej. Ludność żyła pod terrorem nie tylko władzy, ale i bojówek przede wszystkim, które robiły „przygotowania” do ewentualnego plebiscytu. Rozpowszechniali najfantastyczniejsze wiadomości o przyłączeniu Śląska do Czechosłowacji aż po Białkę decyzją Rady Ambasadorów; grozili, że porachują się z tymi wszystkimi, którzy opowiadają się za Polską.

Polska Rada Narodowa miała swoją siedzibę w Cieszynie na zamku. Prezydium, tymczasowy rząd, znało nastroje ludności, zwłaszcza hart i ofiarność górników budziły podziw. Kierownicy związku górników utrzymywali najściślejszy kontakt ze strajkującymi, starali się o utrzymanie spokoju, w interesie samej sprawy i z obawy, żeby akty rozpaczy nie pociągnęły większych ofiar.

Podczas obrad, jednego dnia w czerwcu 1919 r. otrzymało prezydium Rady Narodowej alarmującą wiadomość, że górnicy po burzliwych naradach postanowili zatopić kopalnie, bo jak wieść głosiła Śląsk otrzymają Czesi. Na kopalniach pracowała obsługa techniczna, przy pompach, wentylacjach itp. kolejno obejmowali służbę, bo tak było postanowione przez strajkujących; ściśle wykonywano wszystkie rozkazy. Socjaliści, członkowie prezydium Rady Narodowej, przywódcy klasy robotniczej całego Śląska, zdawali sobie sprawę, że nie ma czasu na dyskusję. Należało natychmiast wyjechać do Karwiny i na miejscu porozumieć się z mężami zaufania, żeby zapobiec katastrofie.

Zdecydowano, że pojadą Kłuszyńska i dr Kunicki. Samochodem dojechaliśmy do linii demarkacyjnej, tzn. do mostu na rzeczce Stonawie. Dzieliło nas jeszcze ze dwa kilometry do terenu kopalń. Tymczasem lotem błyskawicy rozniosła się wieść, że przyjechali towarzysze z Rady Narodowej. Otoczyli nas dobrzy znajomi górnicy, kobiety i gromada dzieci.

Rozpoczęły się rozmowy, strajkujący wytaczali swoje argumenty, podyktowane rozpaczą. Nasza rola była bardzo trudna, należało przekonać roznamiętnionych i gotowych na wszystko górników, że kopalnie to warsztat pracy w każdej sytuacji i nie może być mowy o zatopieniu kopalń. Kiedy doszliśmy do centrum Karwiny, już kilka tysięcy osób zebrało się na łączce i tam postanowiliśmy przemówić. Ustawiono beczkę z cementu, położono grubszą deskę i „weszłam” na tę trybunę. Nie powitano mnie oklaskami, głuchy pomruk przeszedł przez tłum.

Zdawałam sobie sprawę z trudności, jakie należało przezwyciężyć, żeby trafić do uczuć tych zrozpaczonych ludzi. Przeważająca większość byli to nasi najbliżsi towarzysze długoletniej pracy, obdarzali nas, przywódców, zaufaniem, dopiero zupełnie wyjątkowa sytuacja doprowadziła do rozdźwięku. Już po części mojego przemówienia słyszałam, jak górnicy stojący koło „trybuny” mówili między sobą, że kopalnie będą w przyszłości ich własnością, bo będą należały do społeczności. Tak przecież zawsze nauczał socjalizm. Wyczułam zmianę nastroju, a kończyłam przemówienie już wśród oklasków i przyjacielskich okrzyków.

Z kolei przemawiał dr Kunicki, lekarz, znało go nawet każde dziecko tego rejonu, cieszył się zawsze uznaniem, górnicy kochali swojego towarzysza i doktora. Nie było już „muru chińskiego” między nami a górnikami, zrozumieli, że przyszli do nich świadomi odpowiedzialności przywódcy i przyjaciele. O zatopieniu kopalń, jako demonstracji górników na rzecz Polski, nie mogło być mowy, to stało się już pewnikiem. Udało się nam siłą argumentacji i co najważniejsze: zaufaniem i wiarą, jakie mieli górnicy do swoich towarzyszy, zapobiec katastrofie. Gdyby nawet nie udało się kopalń zatopić, mogło dojść do krwawych walk w całym Zagłębiu, bo strajkowało kilkanaście tysięcy górników i robotników z pokrewnych działów przemysłu, a kobiety brały także bardzo czynny udział w całej akcji.

Sprawiedliwości dziejowej staje się zadość, do Polski „przyjdą” kopalnie hr. Larisza, hr. Gutmana i innych baronów węglowych. „Przyjdą” z kopalniami nasi towarzysze, lud śląski, wielu z tych, którzy uczestniczyli w tym pamiętnym wiecu na łączce w Karwinie.

Dorota Kłuszyńska

Powyższy tekst Doroty Kłuszyńskiej pierwotnie ukazał się w dzienniku „Robotnik – centralny organ PPS”, nr 278/1938, 2 października 1938 r. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany. Publikujemy go w 87. rocznicę krótkotrwałego odzyskania Zaolzia przez Polskę.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: defilada polskich wojsk w Karwinie w październiku 1938; ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego.